Posts Tagged ‘Lęk’

Tłumaczenie: BladyMamut

Rozdział Pierwszy

Łączenie się z Tym Właściwym poprzez  jego Trzy Mózgi

Nigdy za bardzo nie ufaj mężowi, ani za mało kawalerowi. – Helen Rowland

Mężczyźni i kobiety są równi jeśli chodzi o wartość, ale mają różną naturę. Czasem wręcz wydaje mi się, że jesteśmy dwoma odmiennymi gatunkami. Pomimo tego, że mamy tendencje do krytykowania siebie za te różnice, to gdzieś głębi sprawiają one, że czujemy dzikie przyciąganie do siebie właśnie z ich powodu. Pod względem anatomicznym zarówno kobiety jak i mężczyźni mają „trzy mózgi”: pień mózgu, który rozpala nasze instynkty seksualne; śródmózgowie, które zapewnia emocjonalne paliwo dla tego ognia; oraz korę mózgową, która sprawdza dwie pozostałe oraz jest cywilizującą siłą, dbającą o uczciwość i szczerość – jedyna część mózgu zdolna do tworzenia zobowiązań.

Jednakże większość kobiet nie zdaje sobie sprawy, że gadzi mózg, czyli centrum naszych podświadomych instynktów seksualnych, delikatnie różni się u kobiety i mężczyzny, mimo ze pozostałe części mózgu są bardzo podobne. Oczywiście, nasz gadzi mózg komunikuje się i wpływa na pozostałe dwie części mózgu. Czasami wręcz gadzi mózg przejmuje kontrolę nad pozostałymi dwoma mózgami, mimo tego, że zwykle sam jest kontrolowany i hamowany przez nie. To daje złudzenie, że cały mózg mężczyzny zachowuje się inaczej niż kobiecy, mimo że chodzi tylko o tą jedną część mózgu.

To z powodu gadziego mózgu, który jest zaledwie wielkości orzecha laskowego, kobiety i mężczyźni różnią się diametralnie jeśli chodzi o komunikację, uczenie się i miłość. Ta subtelność w funkcjonowaniu mózgu jest źródłem całego zamieszania w wojnie płci. Stwarza ona przeszkody na drodze wzajemnego łączenia się w miłości, a w tym samym czasie jest przyczyną początkowego przyciągania do płci przeciwnej.

Wszyscy jesteśmy indywidualnoścami, jeśli chodzi o nasze unikalne wybory, osobistą tożsamość, przekonania, doświadczenia emocjonalne i historię naszego życia przechowywaną w mózgu ssaka oraz wyższym mózgu, pomimo tego, że te części mózgu zachowują się podobnie u obu płci. Mężczyźni i kobiety różnią się od siebie jeśli chodzi o instynkty w gadzim mózgu, z kolei każdy z nas różni się od innych na ziemi jeśli chodzi o osobowość zawartą w wyższych częściach mózgu.

Istotną rzeczą jest, aby zdać sobie z tego sprawę, ponieważ jest to kluczem do zrozumienia i doskonalenia swojego romantycznego życia. Nie będziesz mieć postępu w poszukiwaniach Tego Właściwego, jeśli nie zaakceptujesz tego faktu: Żeby nas zdobyć, musisz płynnie mówić trzema różnymi „językami mózgu”, zachowując i szanując  jednocześnie swoją unikalną tożsamość jako kobieca kobieta.

Przyjrzyjmy się bliżej tym trzem mózgom:

Gadzi mózg (pień mózgu) jest odpowiedzialny za prymitywne instynkty – terytorialność, jedzenie, walka i cóż… seks. Pień mózgu odpowiada za instynkty i impulsy, które nie kierują się logiką, a emocjonalna energia z mózgu ssaka może zabrać te instynkty na dziką przejażdżkę. Twój wyższy mózg, kieruje się logiką i podejmuje racjonalne decyzje. Z kolei twój gadzi ma swój własny umysł. Jest to powodem przez, który pociąg seksualny do innych nie jest logicznym czy racjonalnym wyborem, a nieświadomym instynktem. Tak jak zachowanie gadów, pień mózgu działa szybko, niecierpliwie i nie charakteryzuje się mądrością inną niż biologiczna „mądrość” przetrwania i prokreacji gatunku. Gadzi mózg kontroluje naszą zwierzęcą stronę.

Gadzi mózg kobiety i mężczyzny jest zaprogramowany inaczej ze względów biologicznych. Mężczyźni pragną seksu na krótszą i na dłuższą metę, ponieważ mają oni miliardy plemników, które  chcą bezkrytycznie „rozdać”, aby zapewnić kontynuację gatunku. My mężczyźni mamy nastoletnie pragnienie, aby zasiewać nasze „ziarno” starając się uzyskać jak najlepsze geny w naszym potomstwie, bez względu na moralność naszego „wyższego mózgu”, szacunek dla innych czy uprzejmość. Kobiety chcą seksu na krótką metę, ale zobowiązania w dłuższym okresie czasu, ponieważ mają tylko około trzystu jajeczek dostępnych przez całe swoje życie i tracą jedno z każdym miesiącem. Kobiety nie mogą zagwarantować sobie przekazania wspaniałych genów potomstwu dzięki licznym jajeczkom (i ich ilości), ponieważ mają tylko te 200-300 szans, aby dobrze wybrać mężczyznę. Z tego powodu podświadomie szukają one u mężczyzny zdolności do zobowiązań i zapewnienia dobrobytu swemu potomstwu.

To znaczy, że od początku kobiety i mężczyźni mają inne programy/cele. Cele te nie wyłączają się wzajemnie, ale każdy z nich musi zostać adresowany, negocjowany, i prowadzony z pomocą wyższego mózgu (kory mózgowej). Jedno jest pewne: jeśli udoskonalisz swoje zrozumienie funkcjonowania męskiego gadziego mózgu, to udoskonalisz seksualne przyciąganie.

Mózg ssaka (śródmózgowie) jest odpowiedzialny za wszystko co wiąże się z emocjami. Mamy tutaj do czynienia z naszymi reakcjami na osobiste lub lokalne wydarzenia, które nie są związane z prymitywnymi potrzebami takimi jak przetrwanie czy prokreacja. Mózg ssaka zajmuje się społecznie ważnymi ludzkimi sytuacjami takimi jak przyjaźń, a jego rolą jest przywiązywanie emocjonalnej wartości do wydarzeń, informacji i symboli. To ta część mózgu sprawia, że cenimy daną osobę jako kogoś więcej niż znajomego czy obcego. Nasz mózg ssaka nie „myśli” – czuje i nawiązuje więź z drugą osobą sprawiając, że znajomość staje się czymś więcej niż jednonocną przygodą (bardziej romantyczna przyjaźń niż kochankowie), ale mniej trwałą niż małżeństwo.

Mózg ssaka gra niezwykle ważną rolę w  związkach uczuciowych. Dlaczego? Z samej definicji ludzkiej przyjaźni. Kiedy większość mężczyzn rozróżnia „przyjaciół” oraz „ludzi którzy nie należą do grona przyjaciół”, to kobiety rozróżniają „znajomych”, „zakupowych przyjaciół”, „przyjaciół z którymi wyskakuje się na obiad”, „przyjaciół do pogadania”, „najlepszych przyjaciół” „przyjaciół romantycznych”, i wiele innych kategorii. To co łączy wszystkie te kategorie przyjaźni to to, że składają się z współdzielonej, wzajemnej pozytywnej emocji  między dwojgiem ludzi. Jest prawdą zarówno wtedy gdy widzimy przyjaciela codziennie, czy też rzadko – gdy widzicie jego lub ją, uczucie pomiędzy wami sprawia że czujecie się dobrze przez większość czasu.

Skoro mózg ssaka jest emocjonalnym centrum osoby, jest on całkowicie odpowiedzialny za jakość przyjaźni jaka łączy ciebie i mężczyznę; bez względu na to czy jest on zwykłym znajomym czy też Tym Jedynym. Jeśli opanujesz/udoskonalisz swój mózg ssaka to jednocześnie opanujesz emocjonalne przyciąganie. Doskonaląc zarówno gadzi jak i mózg ssaka, będziesz na dobrej drodze do uczuciowej przyjaźni pełnej iskry i ognia.

Wyższy mózg (kora mózgowa) jest odpowiedzialny za logikę, kreatywność, podejmowanie decyzji, etykę, tożsamość i interakcje z innymi z użyciem dyplomacji i uprzejmość i maniery. Aktywuje on także twoją Granicę Osobowości ( którą opiszę później w detalach – jest to jedna z Twoich największych mocy). Twój wyższy mózg jest cywilizującą siłą odpowiedzialną za strukturę, organizację, prawa, przywileje, zwyczaje, historię, opowieści i kreatywność. W przeciwieństwie do gadziego oraz mózgu ssaków, wyższy mózg myśli. Pozwala ludziom uczyć się i  wspólnie wzrastać. Jest centrum dojrzałości i przyciągania intelektualnego, pozwalającym na rozwinięcie zdolności do wzajemnych zobowiązań. Wyższy mózg spaja ze sobą moce trzech mózgów oraz sprawia, że możemy być kochankami, przyjaciółmi i partnerami w jednej wyjątkowej osobie.

Wyższy mózg współpracuje z śródmózgowiem w przypisywaniu emocjonalnej wartości do informacji, które przechowuje. Znamy je jako przekonania, które tworzą podstawy zarówno naszej tożsamości jak i światopoglądu. Śródmózgowie i wyższy mózg pracują razem tworząc naszą osobowość, która jest przejawem unikalnej tożsamości każdej kobiety i mężczyzny. Gadzi mózg nie wpływa na wyjątkowość naszej świadomej osobowości, tylko na ogólne podświadome instynkty, które współdzielą obie płcie, więc po części wszyscy mężczyźni są tacy sami na poziomie naszej gadziej części mózgu. Jeśli wierzysz w wyobrażenie że wszystko czego chcą mężczyźni to seks to do pewnego stopnia masz  rację. Bez wątpienia taki jest cel naszego gadziego mózgu – i nie ma tu nic z czego mężczyzna mógłby się wstydzić.

Jak się zakochujemy 1-1

Skoro zabieram cię w świat mężczyzn, chciałbym użyć analogii dotyczącej tematu bliskiego mężczyznom (nie, nie chodzi o seks) – samochody. Nasze trzy części mózgu działają jak silnik samochodu zaprojektowany, aby wzajemnie wprawiać się w ruch. Gadzi mózg jest jak świeca zapłonowa, która za pomocą iskry przyciągania rozpoczyna relację. Mózg ssaka jest jak zbiornik paliwa, przechowujący energię emocjonalną zasilającą te związki. Wyższy mózg jest silnikiem samym w sobie, pojemnikiem, który przechowuje konieczne narzędzia  do tego by relacja trwała.

Tak jak samochód nie będzie na chodzie bez tych trzech elementów w dobrej kondycji, tak samo twoje relacje nie będą funkcjonować (przynajmniej nie na długo) jeśli nie zadbasz o sprawność swojego silnika. Jeśli Twoje świece zapłonowe będą wadliwe, twojemu związkowi będzie brakować seksualnej chemii (tego czegoś). Jeśli zabraknie ci benzyny, nie będziesz mieć koniecznego paliwa do utrzymania relacji. Jeśli nie ma silnika, iskra i paliwo nic nie znaczą ponieważ nie masz gdzie zbudować wspólnego życia razem.

Jak się zakochujemy 1-2

Jak komunikujemy się poprzez „skrzyżowane mózgi”

Komunikacja jest ważnym aspektem jakiegokolwiek związku, a problemy z nią związane mogą zakończyć każdy romans. W każdej konkretnej chwili, jeden z naszych trzech mózgów jest najbardziej aktywny. Mężczyzna, który myśli tylko o seksie jest zdominowany przez gadzi mózg i niekoniecznie jest dobrym partnerem do zobowiązań w danej chwili. Mężczyzna, który złości się z powodu złego dnia w pracy jest zdominowany przez mózg ssaka i w tym czasie będzie kiepskim przyjacielem. Mężczyzna jest cierpliwy względem Ciebie, dzieli z tobą wydatki, albo właśnie ci się oświadcza jest w tych czasie pod wpływem swojego wyższego mózgu. Kiedy mamy kłopoty z efektywnym komunikowaniem z naszymi partnerami, prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że każde z nas używa innej części mózgu w danej chwili.

Na przykład kobieta, która używa swojego wyższego mózgu próbuje przemówić logicznie do mężczyzny którym zawładnął terytorialny gadzi mózg kochający sport i rywalizację zawodową. W innej sytuacji kobieta zdominowana przez swój mózg ssaka błaga mężczyznę o to, aby poczuł znaczenie jej namiętności, podczas gdy mężczyzna w tym samym czasie będąc pod wpływem swego wyższego mózgu mówi jej, że jest nielogiczna. Z kolei kobieta pod wpływem gadziej części mózgu czuje potrzebę przytulenia, wsparcia czy bycia wysłuchaną – podczas gdy jej partner siedzi przy komputerze i zajmuje się rozliczeniami podatkowymi używając wyższego mózgu.

Błędy w komunikacji

Komunikacja w każdej z tych sytuacji przypominałaby próby uczenia żaby mówienia po francusku – frustrujące i bezsensowne.

Oto przykładowe zdania mówione przez mężczyzn i kobiety których mózgi są „niedopasowane”:

  • Męski gadzi mózg przemawia do logiki wyższego mózgu kobiety: „Czy nie moglibyśmy się po prostu przespać razem? Nie rozumiem dlaczego myślisz, że na to za wcześnie.” Niezbyt efektywne. Instynkty nie są logiczne.
  • Wyższy mózg mężczyzny do gadziego mózgu kobiety: „Twoja ciągła potrzeba towarzystwa jest nielogiczna”. Zgadza się. Jej instynkty szukają „połączenia” z innymi i nie są „logiczne”, ale dość ważne i normalne
  • Kobiecy gadzi mózg przemawiający do męskiego wyższego mózgu: „Czemu mnie nie słuchasz? Mam wrażenie, że ciągle myślisz o pracy.” Oczywiście. Nasze uszy będą bardziej podatne na przykład jeśli zaczniesz mówić o seksie.
  • Kobiecy wyższy mózg komunikujący do męskiego gadziego mózgu: „Dlaczego mężczyźni zawsze myślą tylko o jednym?” Ponieważ mamy również gadzi mózg i po prostu działa dobrze.
  • Instynkty męskiego gadziego mózgu do kobiecych emocji ssaka: „Nie zawsze mogę być z Tobą gdy się boisz – czasami potrzebuję wolności i tego żebyś sama dawała sobie radę” . My mężczyźni czasami mamy bezwarunkowy odruch w naszym gadzim mózgu, która sprawia, że czujemy się zagrożeni na naszym spokojnym osobistym terytorium, gdy ty (pełnoprawnie) zaczynasz kierować się emocjami w swoim mózgu ssaka.
  • Kobiecy gadzi mózg do męskiego mózgu ssaka: „Chciałabym się przytulić! Czemu boisz się mnie objąć? Myślisz, że ktoś nas zobaczy?” Cóż, ponieważ on jest tak zestresowany emocjonalnie, że nie przełączyć się z mózgu ssaka, aby dołączyć do Twojego seksualnego gadziego mózgu.
  • Męski wyższy mózg do kobiecego mózgu ssaka: „Twoje obawy nie mają sensu – otrząśnij się!” To ostatnie co chciałabyś usłyszeć, prawda? Dzieje się tak, ponieważ on myśli wyższym mózgiem, zamiast czuć mózgiem ssaka.
  • Kobiecy wyższy mózg do męskiego mózgu ssaka: „Dlaczego zawsze musisz krzyczeć?” Nie ma powodu. „Powód” to atrybut wyższego mózgu, a emocje nie są logiczne czy „rozsądne” w danej chwili. On musi przełączyć się na wyższy mózg, żeby „załapać” o co Ci chodzi.

Aby zapobiec temu zamieszaniu musimy nauczyć się mówić do każdej części mózgu drugiej osoby, tą samą częścią z naszej strony. W ten sposób każda cześć nas  będzie mówić właściwym językiem.

Gdy 3 mózgi dobrze się komunikują

Być może zauważyłaś, że podczas tej wędrówki poprzez mózg gadzi, ssaka i wyższy, te trzy elementy naszego umysłu odpowiadają za dominujące umiejętności umysłowe różnych poziomów dojrzałości. Każda mózg komunikuje się z płcią przeciwną na poziomie dojrzałości jaki do niej pasuje.

Prawdopodobnie zauważyłaś, że nastolatki spędzają większość czasu doskonaląc swój gadzi mózg: uczą się rozumienia własnych instynktów seksualnych i pożądania, jak nawiązywać więzi z inni, uczą się jak prowadzić konflikty i rywalizację, uczą się terytorialności i posiadania oraz innych instynktownych umiejętności gadziego mózgu. Nasz gadzi mózg mówi jak nastolatek pełen seksualnych i agresywnych popędów.

Młode dorośli mają tendencję do pracy nad doskonaleniem emocji i pracy w grupie z przyjaciółmi. Uczą się jak zmienić swój nastoletni gniew w zaspokajanie swoich prawdziwych potrzeb,  jak przeobrazić nastoletnie lęki oraz obawy w pewność siebie do stawiania czoła ryzyku, zmianom i stracie w prawdziwym świecie. Mózg ssaka zawiera emocje, przyjaźń, a praca w grupie jest idealną okazją do skupienia się na tej części, kiedy przechodzimy poprzez szczeble zarówno wyższej edukacji jak i kariery zawodowej. Nasz mózg ssaka mówi jak młodzi dorośli pełni emocjonalnych wzlotów i upadków w swoim  życiu.

Ostatecznie w pełni dojrzali dorośli, którzy łączą umiejętności nastoletniego instynktownego gadziego mózgu z emocjonalnymi umiejętnościami wczesnej dorosłości, oraz odnaleźli dojrzały sposób łączenia ich w budowaniu zobowiązań wobec innych, uczciwości, solidnych granic dzięki którym szanują prawa, emocje i przekonania innych, mądrych decyzji oraz cierpliwości w pracy nad osiągnięciem długoterminowych celów. Nasz wyższy mózg mówi językiem odpowiedzialnego, logicznego, dojrzałego dorosłego. Do dojrzałych związków wnosimy całych siebie, nasze historie i całe nasze życie: dziecięctwo, okres nastoletni oraz wczesną dorosłość, które są częścią pełni naszej dojrzałej tożsamości.

Co jeśli  Twój związek nie aktywuje wszystkich trzech mózgów?

Trzy fazy zalotów są analogiczne do trzech poziomów ludzkiej dojrzałości. Przechodząc przez te fazy, twój związek, albo będzie się spokojnie rozwijać, albo dojdziesz do wniosku, że mężczyzna na którego poświęcasz swój czas i energię nie nadaje się do poważniejszego związku, a co za tym idzie jest Tym Niewłaściwym.

Wiedza o trzech mózgach Tego Jedynego daje Ci unikalną przewagę jako bystrej kobiecie. Pozwoli ci praktycznie przewidzieć ewentualną przyszłość z danym mężczyzną, bazując na ocenie dojrzałości jego charakteru. Co jeśli wcześnie zauważysz, że całe jego życie kierowane jest jego gadzim mózgiem? Myśli tylko o seksie, terytorium, rywalizacji i władzy. Do tego  nie umie zapanować nad swoimi emocjami, albo nie umie współpracować z innymi jako część drużyny. Taki mężczyzna w tym momencie swojego życia nie będzie dla ciebie dobrym przyjacielem, a co dopiero partnerem. To jest Ten Niewłaściwy.

A co jeśli wcześnie zauważysz, że kieruje się on w większości mózgiem ssaka? Jest świetny w posługiwaniu się swoimi emocjami, współpracuje z innymi, nie traci opanowania,  ani nadmiernie nie przytłaczają go zmiany wokół niego. Ale zdarza mu się przechwalenie przed tobą, „prężenie klaty”, łamanie słowa danego innym, a nawet kłamstwa. W takiej sytuacji nie rozwinął on jeszcze umiejętności wyższego mózgu czyli pełnej dojrzałości poprzez zbudowanie solidnych Granic Osobowości. Dlatego też nie będzie on umiał się zobowiązać, ani być dobrym partnerem. To jest Ten Niewłaściwy.

Możesz też spotkać mężczyznę, który będzie zdolny przeżywać przyjemne emocje z innymi (dobry przyjaciel), będzie dotrzymywał złożone obietnice, nie będzie kłamał oraz będzie mieć realistyczne cele, które będą podobne do twoich. Fajnie, ale bez zbudowanej w wieku nastoletnim umiejętności wzbudzenia w tobie seksualnego przyciągania/pożądania, będzie on oddanym przyjacielem, ale seks stanie się rutynowy. Twój pociąg seksualny do niego zaniknie i obumrze. Będzie Ci w nim czegoś brakowało, a tym czymś będzie część jego młodzieńczych lat. To jest  Ten Niewłaściwy.

To samo dotyczy też ciebie. Jeśli chcesz naprawdę aktywnego, połączonego więzami i zobowiązującego związku, absolutnie musisz odnosić się do trzech części mózgu Tego Właściwego. Jeśli nie, wasz związek jest skazany na porażkę. Następne rozdziały w łatwy sposób wyjaśnią Ci jak sortować  ze swojego życia Tych Niewłaściwych mężczyzn. Twoim zadaniem będzie przygotowanie się na prawdziwego Tego Jedynego gdy wreszcie się pojawi.

Jedno nocne przygody nigdy nie są sposobem na znalezienie Tego Jedynego. Prześpij się z nim w ciągu kilku pierwszych godzin znajomości (a nawet w ciągu pierwszego miesiąca randkowania), a skończycie jako znajomymi, którzy zaspokoili impulsy. Prawdopodobnie nie staniecie się przyjaciółmi, a z pewnością nie dojdziecie do poważnych zobowiązań. Powodem tego jest to, że szybki seks odwołuje się tylko do męskiego gadziego mózgu. Omija to cierpliwość i  pozytywne emocje niezbędne do tego, aby on docenił cię emocjonalnie poprzez nawiązanie więzi z jego mózgiem ssaka. Tak, są jednak wyjątki – niektórzy ludzie idą ze sobą do łóżka szybko i potem wiążą się na całe życie – ale te wyjątki są tak rzadkie jak wygrana na loterii. To co dzieje się w tych rzadkich przypadkach to to, że w jakiś sposób wszystkie „guziki zaskakują” jednocześnie. Ale szanse na to są bardzo nikłe.

Nawet jeśli prześpisz się z facetem szybko i mimo tego będzie on z tobą związany przez kilka lat, to sparaliżowałaś potencjał romantycznej historii jaką mogliście zbudować razem – atmosferę ciężko wypracowanej nagrody jaką dla niego jest seks, a dla Ciebie będzie z trudem osiągnięte zobowiązanie. Ukradliście sobie cześć fabuły rozwoju waszego charakteru z pięknego bestsellera jakim mogło być wasze życie (więcej o tym gdy będziemy mówić o historiach). Odmówiliście sobie przyczyny do tworzenia związku – szansy powolnego wzrostu poprzez wzajemne poznawanie. Ominęliście środek swojego waszej romantycznej noweli i przeskoczyliście od razu do ostatniej strony.

Z drugiej strony, jeśli nie przyciągniesz jego gadziego mózgu i przejdziesz od razu do wiązania się z jego mózgiem ssaka, będziesz skazana na bycie tylko jego przyjaciółką, która nie dzieli z nim iskry/chemii przyciągania seksualnego. Czy kiedykolwiek doświadczyłaś bycia „tylko przyjaciółką” mężczyzny które desperacko chciałaś? To dlatego tak się stało.

Z kolei jeśli seksualne przyciąganie między wami jest silne, ale ominiesz łączenie się mózgiem ssaka i przejdziesz od razu do zobowiązań, pewnego dnia zdasz sobie sprawę, że jesteście dobrymi kochankami, ale nigdy nie byliście przyjaciółmi i postawiliście swój związek na niepewnym fundamencie. Poza nielicznymi wyjątkami, prowadzi to do nieszczęśliwego zakończenia. Nie znam żadnego państwa, które uznaje brak przyjaźni jako podstawę prawną do rozwodu, ale w zasadzie jest to jeden z głównych powodów.

Jeśli ominiecie zarówno fazę przyciągania i przyjaźni i przejdziecie od razu do czystego intelektualnego zobowiązania poprzez korę mózgową, zbudujecie partnerstwo (na przykład takie jak w firmie prawniczej) zamiast relacji. Będziecie mieć szczere porozumienie (może nawet na całe życie), ale nie będzie w nim ognia który sprawia że romantyczny związek będzie wart zachodu. Pewnego dnia obudzisz się i zdasz sobie sprawę, że utknęłaś z osobą która w ogóle Cię nie pociąga, nigdy nie pociągała i  nigdy nie będziecie dobrymi przyjaciółmi. To smutny scenariusz.

Jak się zakochujemy 1-3

Aktywowanie trzech części mózgu jest łatwe jak ABC

Jeśli poświęcisz czas aby przeprowadzić cały proces właściwie to rezultaty będą cudowne. Jedyną drogą do znalezienia Tego Jedynego i czerpania przyjemności z trwającej miłości jest bycie kochankami którzy nie sięgają zbyt szybko po końcową nagrody jakimi są seks i zobowiązanie, dalej stają się przyjaciółmi którzy cenią się wzajemnie pod względem emocjonalnym bardziej niż innych, aż w końcu wreszcie stajecie się zobowiązanymi partnerami którzy łączą swoje życie razem. Te trzy fazy jakimi są przyciąganie, tworzenie więzi i zobowiązania – w tej kolejności – zapewnią ci sukces. To jest głęboka anatomia ludzkich zalotów, bez względu na pochodzenie kulturalne lub religijne. Tak zwaneABC”  randkowania.

Trzy fazy romansu

Atrakcyjność (Przyciąganie) – Pobudzenia jego zainteresowania tobą jako kochanką poprzez seksualną komunikację z jego gadzim mózgiem – seksualne przyciąganie.

Nawiązywanie więzi – Tworzenie przyjaźni poprzez emocjonalną komunikację z jego mózgiem ssaka – emocjonalne przyciąganie.

Zobowiązanie – Utworzenie partnerstwa poprzez intelektualną komunikację z jego wyższym mózgiem i jego poczuciem prawa, zasad, kreatywnością, dyscypliną oraz dojrzałością – przyciąganie  intelektualne.

Każdy wielki romans przechodzi przez te trzy fazy. Pomyśl o romantycznych komediach jakie uwielbiasz. Jesteś w stanie prześledzić rozwój akcji porzez te fazy? Jeśli nie, to z pewnością  do czasu ukończenia czytania tej książki będziesz w stanie to dostrzec.

 

Twoja historia prowadzi cię do spotkania Tego Jedynego we właściwym czasie

Wszyscy ludzie mają zwierzęcy instynkt w swoich gadzich mózgach. Musisz się odnieść do tego instynktu, aby przyciągnąć seksualnego partneraa i musi się to stać w ciągu od pierwszych sekund do kilku godzin od spotkania tej osoby. Pierwsze wrażenie ma duże znaczenie, jeśli chodzi o zwierzęcy instynkt. Jeśli od odrazu nie zaiskrzy między Tobą, a mężczyzną to prawdopodobnie nigdy nie zaiskrzy. Powodem tego jest to, że w prawdziwym romansie na całe życie kobieta i mężczyzna odkrywają razem wspólną historię.

Mity są historiami które przemawiają do wszystkich ludzi. Jednak z tysięcy współczesnych historii o których opowiadają książki, filmy, albo które słyszymy w ustnych przekazach, tylko niektóre przemawiają do naszych serc bardziej niż inne. Nasze indywidualne romantyczne historie muszą przemawiać wyłącznie do naszych unikalnych serc.

Dobra historia ma wyczucie czasu i bez względu na to czy twoje cechy będą tymi samymi których poszukuje mężczyzna, to wasz związek nie wypali jeśli go zabraknie. Czy widziałaś kiedykolwiek romantyczną komedię gdzie pomiędzy dwojgiem głównych bohaterów nie było żadnej chemii? Jeśli widziałabyś historię filmową w której para zaprzyjaźniałaby się, a nawet pobrała, a nie byłoby między nimi iskry czy chemii, nie uwierzyłabyś w to (nie kupiłabyś tego). Tak samo jest w życiu. Seksualny pociąg nazywany atrakcyjnością w gadzim mózgu mężczyzny musi się pojawić zanim cokolwiek głębszego wydarzy się między wami. Mężczyzna nie może być z powodzeniem romantycznym przyjacielem, a potem partnerem, jeśli nie będzie wcześniej widział siebie jako potencjalnego kochanka.

Aby w romansie posunąć się na wyższy poziom poza seksualną atrakcyjność czy pożądanie do poziomu, który nazywamy przyjaźnią i partnerstwem musimy opierać się na osobowościach, które pochodzą z mózgu ssaka oraz wyższego mózgu. Bez tego dopasowania możesz osiągnąć męskie zainteresowanie i seks odnosząc się wyłącznie do męskiego pnia mózgu (niektórzy zapewne byliby tym zachwyceni). Jednak jeśli nie dokonałaś jeszcze oceny dwóch pozostałych części jego mózgu, to możesz zainwestować miesiące lub lata swojego życia i pewnego dnia obudzić się obok Tego Niewłaściwego.

Możesz także nawiązać przyjaźń i zobowiązanie z mężczyzną nawet, jeśli brakuje seksualnej chemii. Możecie stworzyć nawet dosyć dobre małżeństwo, które zadowoli twoją matkę i twój kościół (nie ciebie), ale będzie drętwe z brakami pasji.

Jednak nie będziesz mieć dobrego związku, jeśli nie nauczysz się łączyć aspekty tych trzech części mózgu. To konieczne by utworzyć trwały, zasobny i ekscytujący związek który ma swoją historię. Na pewnym poziomie, związek to piękna historia, a opowieść którą się dzielisz jest piękną relacją.

Trzy fazy zalotów odnoszące się do trzech części mózgu są psychologicznie i posiadają swoją sekwencję, ale ilość czasu na każdą z nich może być różna do pewnych granic.

Faza Przyciągania może zacząć się nawet przed powiedzeniem sobie pierwszego cześć i trwa do jednego miesiąca jako proces inicjacyjny.

Nawiązywanie Przyjaźni zwykle rozpoczyna się w czasie lub po pierwszej randce, a jej rozwój przeważnie ukończony jest w ciągu trzech miesięcy.

Faza Zobowiązań zwykle rozpoczyna się drobnymi kroczkami od około pierwszego miesiąca znajomości i w najlepszym wypadku trwa do końca życia.

Oczywiście jest pewne pole do manewru. Ty i potencjalny Ten Właściwy możecie nawiązywać więź jako przyjaciele zaraz po tym jak się poznacie, a nawet przed pierwszą randką lub możecie nie nawiązywać więzi po drugiej randce, jeśli pociąg seksualny wciąż się rozwija i nabiera wiatru w żagle. To też jest w porządku i wspaniały związek może się z tego rozwinąć.

Mogą powstawać kłopoty gdy fazy zalotów będą w innej kolejności – na przykład nawiązujecie silną więź zanim zdąży rozwinąć się przyciąganie seksualne, albo „przeskakujecie” od razu do zobowiązań przed nawiązaniem więzi. Będzie ciężko stworzyć coś trwałego jeśli czas na każdą fazę będzie za bardzo odbiegał od normy.

W tym momencie pewnie zastanawiasz się jak mają się stadia zalotów do relacji typu „niezobowiązujące spotkanie” kontra „randkujemy” do  „chodzimy ze sobą”?

Jak ma się czas do tych „typów randkowania”? „Niezobowiązujące spotkanie” jest wtedy gdy jedyne co was łączy to seksualne przyciąganie. Kiedy zaczynacie nawiązywać przyjaźń, zaczynają się „randki”, a „chodzenie ze sobą” gdy zaczynacie tworzyć wspólne zobowiązania.

Mam wrażenie że wiele kobiet ma intuicyjny sens wyczucia czasu, jeśli chodzi o randki – o wiele lepszy niż my mężczyźni – ale wy panie możliwe, że nigdy nie zagłębiliście się analizowaniu tego zagadnienia. Teraz możecie.

Uogólniony sposób randkowania
Jeśli poświęcisz cały miesiąc na budowanie pożądania to po tym czasie możesz już być w jego mózgu zakodowana jako przyjaciółka. Jeśli poświęcisz miesiąc na wytworzenie przyjacielskich więzi, może cię potraktować tylko jako podbój który chce zakończyć jednonocną przygodą. Tak jak pisałem wcześnie jest tutaj pole do manewru, ale nie możesz odchodzić za daleko od norm, bo w przeciwnym razie coś jest nie tak z ciągiem historii jaką razem tworzycie.

Czy kiedykolwiek widziałaś romantyczny film w którym jakaś scena ciągnęła się w nieskończoność, tak że zaczęłaś przysypiać? Albo zmontowane klipy w dwu minutową całość w których widzimy parę romansującą kilka tygodni Mogłaś pomyśleć, że to nieprawdopodobne, zgadza się? Tak samo jest z Twoją życiową historią.
Wybór odpowiedniego faceta (i porzucenie niewłaściwego) jest kluczowy abyś odniosła sukces w twoim życiu miłosnym. Jednak poczucie czasu jest równie istotne. W romansie chodzi oto, żeby być z odpowiednią osobą w odpowiednim czasie. Jeśli jesteś z odpowiednią osobą w nieodpowiednim czasie, albo z nieodpowiednią osobą w odpowiednim czasie, to nic z tego nie będzie. Zrozumienie tej metody randkowania pozwoli ci na wybranie odpowiedniego dla Ciebie mężczyzny, uniknięcie tracenia czasu i emocjonalnej energii na związki które nie mogą wypalić i podążanie za porządkiem i tempem randkowania, które pomoże odpowiedniemu facetowi rozwinąć waszą wspólną historię.
Ten Jedyny gdzieś tam jest i czeka na ciebie, oraz wasza jedyna historia którą macie ze sobą dzielić. Po co tracić chociaż minutę dłużej na niewłaściwego faceta? Teraz gdy zaczynasz rozumieć jak działają trzy mózgi, takie marnotrawstwo przestaje Ci grozić.
Przejdźmy do pierwszego kroku Pierwszej Fazy i bliżej znalezienia Tego Jedynego.

Jak się zakochujemy – rozdział 2: Piękno jest w oku patrzącego

Miłość, która uzdrawia – Harville Hendrix

Poniżej kilkanaście fragmentów z książki, które prawdopodobnie zachęcą do przeczytania całości

 

W miarę coraz większego zainteresowania tym tematem dochodziliśmy do zdumiewających wniosków: osoby szczęśliwe w małżeństwie były również świetnymi rodzicami. Dlaczego? Częściowo dlatego, że między rodzicielstwem a małżeństwem istnieje wiele cech wspólnych. Łączy je na przykład rozwój etapowy: rozpoczynają się od pełnego romantyzmu przywiązania, przechodzą w próbę sił, a następnie (przy odrobinie szczęścia i rozumu) w zdrową zależność. Imago, czyli zinternalizowane wyobrażenie własnych rodziców, kształtuje obie relacje. Na wybór partnera małżeńskiego wypływa wewnętrzne wyobrażenie własnych rodziców. Zinternalizowane i pochodzące z dzieciństwa doświadczenia z rodzicami w dużym stopniu determinują także sposób wychowywania własnych dzieci.
Z drugiej strony istnieją również oczywiste różnice między małżeństwem a rodzicielstwem. Nikt nie oczekuje, że dziecko będzie zaspokajać jego potrzeby tak samo jak partner życiowy. Poza tym obowiązki i odpowiedzialność za dziecko jest całkowicie odmienna od obowiązków i odpowiedzialności za partnera.
W centrum obu związków, jeśli są one udane, leży dążenie do większej świadomości – siebie, drugiej osoby, sposobów, na które imago kształtuje zachowania i dokonywanie wyborów. Te osoby, którym wiedzie się zarówno w relacji ze współmałżonkiem, jak i z dziećmi, chciały stać się świadome tego procesu. Chciały poznać, co kryje się w ich wnętrzu, i bez uprzedzeń zrozumieć zależność między krzywdami, których doznały w przeszłości, a teraźniejszym funkcjonowaniem. Umiały opanować mechanizmy samoobronne na rzecz reakcji skupionych na związku, a nie na sobie.

(…)

Najgłębsze tajemnice ludzkiej istoty dotyczą tego, czego jeszcze nie wiemy o mózgu człowieka. Posługując się w codziennej rozmowie pojęciem „umysł”, wszyscy wiemy, o co chodzi. Wszyscy nas rozumieją, kiedy mówimy o „świadomości”. Tymczasem naukowcy w dalszym ciągu zaciekle dyskutują na temat znaczeń tych pojęć i nie znajdują porozumienia w kwestii fizycznych form umysłu i świadomości. Czy umysł jest zlokalizowany w substancji szarej mózgu, czy jest to proces chemiczny rozpoczynający się w ramach tej struktury, czy proces ten rozpoczyna się na skutek jakiegoś impulsu elektrycznego? A może mózg działa jako przekaźnik świadomości na zewnątrz?
A pamięć? Być może jest to najważniejsza i najtrudniejsza do zrozumienia funkcja mózgu. Jak to się dzieje, że przeszłe doświadczenia zostają w nas, mimo że nie czyniliśmy świadomych wysiłków, żeby je zapamiętać, oraz kształtują nasze obecne zachowanie i myślenie? Jak możemy być odpowiedzialni za zaburzenia pamięci, polegające na tym, że włączamy przeszłe doświadczenie w wydarzenie, które – jak się zarzekamy – naprawdę miało miejsce?

IMAGO

Nie znamy jeszcze mechanizmu, dzięki któremu nieświadome wspomnienia wpływają na bieżące funkcjonowanie. Wiemy jednak, że tak się dzieje. Ma to duże znaczenie dla teorii Imago. Jak widzieliśmy, w przypadku małżeństwa nieświadomy umysł wpływa na wybór partnera. Dzieje się tak dlatego, że każda osoba gromadzi w umyśle wszystkie cechy, interakcje i doświadczenia związane z własnymi rodzicami. Powstały w ten sposób wewnętrzny obraz nazywa się imago. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z istnienia imago, ale on istnieje i ma niezwykłą siłę. W niemowlęctwie zadaniem imago jest ułatwić dziecku rozróżnienie swoich rodziców od innych dorosłych. Jest to kwestia życia i śmierci, zupełnie tak jak u małej zebry. W dorosłości, jak widzieliśmy, imago kieruje nieświadomie do związania się osoby z partnerem, który pod wieloma względami przypomina w strukturze charakter rodziców. Prowadzi więc do okazji wyleczenia dawnych krzywd, co można określić bardziej wyrafinowanym przejawem przetrwania. O ile nam wiadomo, zebr to nie dotyczy. Osoba, którą poślubiasz, jest wybrankiem imago, który później staje się twoim partnerem w rodzicielstwie.

RODZICIELSKI ŚLAD

Nieświadomy umysł stanowi też potężną siłę w innym aspekcie rodzinnego życia. Mówiliśmy już, iż dzieci internalizują swoje doświadczenia z rodzicami. W swoim umyśle dokonują wewnętrznej kopii, własnej interpretacji tego, na co się natknęły na zewnątrz podczas interakcji z rodzicami i innymi ważnymi opiekunami. Co ważne, absorbują też dojrzałość bądź niedojrzałość emocjonalną rodzica oraz jego moralność. Sposób radzenia sobie rodzica z konfliktem, rozmaitymi rozczarowaniami czy dylematami moralnymi pozostawia w dziecku niezatarte wrażenie. To, kim jest rodzic (a nie tylko to, co mówi),
staje się częścią dziecięcego ja. Wewnętrzny obraz rodziców wpływa na wybór partnera małżeńskiego. Oddziałuje też na to, jakim rodzicem stanie się dziecko i  ogólniej  jakim będzie człowiekiem.
Doszliśmy więc do ważnego wniosku: najważniejszym wskaźnikiem sposobu, w jaki będziesz wychowywał dziecko, jest sposób wychowywania ciebie, kiedy sam byłeś mały. Działania (albo ich brak) twoich rodziców, nawet jeśli tego nie pamiętasz, stworzyły z ciebie człowieka, którym jesteś obecnie. To tak, jakbyśmy mieli w naszych umysłach odciśnięte przez rodziców ślady, podobne do śladów na naszych palcach (linii papilarnych). Każdy rodzicielski ślad jest wyjątkowy i charakterystyczny. Niemożliwe jest ich przeniesienie za pomocą atramentu na papier, ale można je zobaczyć w akcji, obserwując, jak reagujemy na inne osoby w naszych bliskich związkach, zwłaszcza w trakcie wychowywania.

W wypadku zebr ogólny wzór przekazywany jest z pokolenia na pokolenie, lecz każdy wzór indywidualny jest odrobinę odmienny. U ludzi jest tak samo. Z dużą dozą pewności można opisać proces bądź wzorzec wybierania partnera lub przekazywania dzieciom umysłowego czy emocjonalnego dziedzictwa, jednak szczegóły charakterystyczne dla życia danego człowieka zależą od jego osobistej historii. Naszym celem jest podanie w tej książce jak najwięcej informacji, dzięki którym będziesz umiał rozpoznać własny, niepowtarzalny wzorzec.

(…)

Od dziecka-problemu do nauczyciela – to zadziwiająca przemiana! Owi rodzice potrafili przekształcić niezadowolenie ze swojego syna w okazję do innego spojrzenia na własne życie. Pomyśl o tym w ten sposób: jesteś zranionym dzieckiem, dorastasz, na świat przychodzą twoje dzieci. Ciągle jesteś poraniony, chociaż być może nie zdajesz sobie z tego sprawy. Twoje krzywdy mogą się ujawnić w relacji ze współmałżonkiem albo z dzieckiem. Ponieważ jesteś zraniony, sam również ranisz swoje dziecko, nie doceniając go albo nie akceptując go takim, jakie jest – zupełnie tak samo, jak twoi rodzice nie akceptowali ciebie. Ranisz je, choć być może niezbyt głęboko i sporadycznie. To wzorzec zachowań, który będzie trwał, dopóki się nie zorientujesz, co robisz, i nie zaczniesz postępować inaczej.

(…)

Możesz nauczyć się rozpoznawać, kiedy twoje reakcje biorą początek w twojej krzywdzie. To się dzieje wtedy, gdy na normalne zachowanie dziecka za każdym razem reagujesz gwałtownie i zazwyczaj negatywnie. Twoja nadmierna reakcja stanowi wskazówkę, że napotkałeś swój „punkt rozwoju”, jak to nazywamy. To miejsce, które jest dla ciebie trudne w rodzicielstwie. Kieruje cię do jakiejś wewnętrznej niekompletności bądź krzywdy, które stanowią punkt potencjalnego uzdrawiania.
Twoje dziecko będzie cię uczyło wielu rozmaitych spraw, miedzy innymi uzdrawiania. Co najważniejsze, nauczy cię, co musisz zrobić, żeby je dobrze wychowywać. Przede wszystkim traktuj je z takim szacunkiem, jak kogoś, od kogo, jak sądzisz, mógłbyś się czegoś nauczyć. Potem wypatruj i nasłuchuj informacji, jakie do ciebie wysyła.

(…)

Świadomy rodzic zaspokaja potrzeby dziecka, zapewniając mu na każdym etapie rozwojowym bezpieczeństwo, wsparcie i strukturę. Dostraja się odpowiednio do jego niepowtarzalnej osobowości i temperamentu, umie dostrzec, czego potrzebuje w miarę swojego wzrostu i zachodzących w nim zmian. Wie, przez jakie etapy rozwojowe przechodzi dziecko, i jest gotowy oraz dostatecznie elastyczny, by wchodzić z nim w interakcje.
Jego kontakty z dzieckiem są zamierzone, a nie reaktywne. Przejawem owej zamiarowości jest stosowanie przez niego dialogu intencyjnego podczas rozmów, zwłaszcza tych trudnych. Podejmuje świadomy dialog, a więc odzwierciedlanie, walidację i empatię, oraz odnajduje odpowiednie sposoby, aby te procesy stały się częścią jego codziennych kontaktów z dzieckiem.
Posiada narzędzia postępowania z frustracją, gniewem i wycofywaniem się dziecka, przekształcające owe potencjalnie szkodliwe reakcje emocjonalne w okazje do wzmacniania jego pełni oraz podtrzymywania jego więzi z rodzicami, bezpośrednim otoczeniem i światem zewnętrznym. Zna sposoby zachęcania do śmiechu, kreatywnego wyrażania siebie, duchowego rozwoju i kształtowania moralności wtedy, gdy dziecko zaczyna swą podróż przez życie.

(…)

Nieświadome rodzicielstwo może być dominującym wzorcem interakcji zachodzących w rodzinie. Poniższy przykład pochodzi od dwudziestodziewięcioletniej kobiety, dyrektorki ogólnokrajowej sieci hoteli, którą nazwiemy tutaj Susan. Zaczęła szukać pomocy, ponieważ jej chłopak narzekał na jej „nieprzystępność i chłód emocjonalny”. Na spotkania terapeutyczne przychodziła zadbana, sprawiała wrażenie kobiety sukcesu. Podczas drugiej sesji terapeuta poczuł, że rodzi się między nimi zaufanie. Zaczął ją pytać o dzieciństwo.

Susan: Jesteś jedyną osobą, poza moim chłopakiem, której to powiem. Kiedy miałam dziesięć lat, mój ojciec popełnił samobójstwo, powiesił się. Nie było mnie w domu, kiedy to się stało, nie zobaczyłam jego ciała. Przez bardzo długi czas nie mogłam uwierzyć, że nie żyje. Myślałam, że może po prostu postanowił od nas odejść. Był majsterkowiczem, pamiętam, jak kłócili się z mamą o pewną kobietę, która zawsze potrzebowała pomocy w malowaniu, układaniu płytek na podłodze czy kiedy coś się zepsuło. Najgorzej było przy obiedzie. Było nas sześcioro: mama, dwie siostry, brat, ja i on. Zawsze musia-łam siedzieć po jego prawej stronie. Chciał, żebym była pod ręką, żeby mógł się na mnie wyżywać. Byłam najstarsza. Nigdy mnie nie uderzył, ale rąbał pięścią w stół obok mojego talerza, zrzucał mój obiad na podłogę albo krzyczał na mnie bez powodu. Tak było przez około trzy lata. „Na co się tak gapisz? Masz jakiś problem? Do cholery, będziesz miała problem, jeśli nie przestaniesz się tak gapić”. Doszło do tego, że nie mogłam jeść. Nikt nie mógł jeść. Nie wiem, dlaczego wybrał właśnie mnie.

Kiedy zapytano Susan, jaki wpływ miał ojciec na jej życie, odpowiedziała, że chyba nie została przez niego zanadto okaleczona. Zaprzeczenia tego rodzaju spotyka się dość często, ponieważ na ogół ból związany z takimi doświadczeniami zostaje wyparty. Po jakimś czasie przyznała, że jest perfekcjonistką, tak w życiu zawodowym, jak i prywatnym, oraz że ma problemy z bliskością w intymnym związku. W przeciwieństwie do nas nie odczuwa bólu, co pokazuje, jak głęboko i całkowicie broniła się przed potwornym zranieniem.

(…)

Oto chwila opamiętania ojca uwieczniona w opowiadaniu Tobiasa Wolffa Nightingale. Człowiek ten zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo błąd, który popełnił w stosunku do własnego syna, uzależniony był od jego przeszłości:

Dr Booth chciał, żeby Owen zniknął z domu. Taka była prawda, która teraz wydawała mu się bezsensowna. Odczuwał zniecierpliwienie, gdy widział, jak syn czytał, bawił się z psem, nic nie robił, marzył – dlaczego? Jakaż to była zbrodnia? Sam, będąc chłopcem, najbardziej pragnął marzyć. Okazja ku temu zdarzała się rzadko w tym zatłoczonym, stechnicyzowanym domu, i nie trwała długo. Dlaczego więc żałował swojemu synowi tego, czego sam najbardziej pragnął? Dlaczego żałował mu jego dzieciństwa?

Zaczyna żałować. Przez te wszystkie lata myślał, że widzi swego syna takim, jakim jest, i wcale mu się ten obraz nie podobał. Dał sobie przyzwolenie na dezaprobatę i nielubienie swojego dziecka, aż w końcu zapisał go do szkoły wojskowej, w której miano go nauczyć dyscypliny. Poniewczasie zdał sobie sprawę, że jego początkowa wizja została zniekształcona przez zalegające w nim pozostałości własnego, zimnego i stawiającego wysokie wymagania dzieciństwa.
Jak wielu rodziców, żył w świecie własnoręcznie spreparowanego paradoksu. Żałował swemu synowi tego, czego sam najbardziej pragnął. Jakiś nieświadomy wewnętrzny plan tak kierował jego działaniem, że obracało się ono przeciwko interesom jego dziecka. Błędnie odczytywał wskazówki, źle interpretował zachowania, odnajdywał niewłaściwe odpowiedzi, widział problemy tam, gdzie ich nie było, a nigdy nie zauważał prawdziwych kłopotów.
Często spotykamy się z takim wzorcem zachowania. Ojciec lub matka noszą w sobie wiele gniewu, bo w dzieciństwie pozbawiono ich czegoś, czego najbardziej chcieli i potrzebowali. Działając na zasadzie nieświadomej, koszmarnej zemsty, pozbawiają swoje dzieci tego samego. Stają się takimi samymi zimnymi, niezmiernie wymagającymi rodzicami, jakich mieli w dzieciństwie, choć wcale tego nie planowali.
Jest nieświadome. Rodzice, którzy czują się oszukani, nie zdają sobie sprawy z tego, co wyrządzają swoim dzieciom. To trzecia cecha typowa dla nieświadomego rodzicielstwa. Jest nieświadome.

(…)

Podsumowując, zachowania nieświadomego rodzica wskazują na małą świadomość (bądź jej zupełny brak) potrzeb rozwojowych dziecka. Rodzic taki nie wie, dlaczego reaguje w określony sposób ani jak jego reakcja wpłynie na dziecko. Wszystkie tego typu reakcje, negatywne czy pozytywne, gwałtowne czy umiarkowane, mają jedną wspólną cechę: wykazują się brakiem wrażliwości na wewnętrzny świat dziecka. Rodzic nie dzieli dziecięcego światopoglądu i postępuje na podstawie tego, co sam uważa za najlepsze, co traktuje jako zasady rządzące światem. W tym ujęciu dziecko nie stanowi innej, odrębnej i świętej jednostki, lecz staje się przedmiotem w subiektywnej sztuce stworzonej przez rodzica.

(…)

Dzieci, które mają problem z pełnym wyrażaniem siebie, wyrastają na dorosłych z tym samym problemem. Jeśli relacja symbiotyczna rozpoczyna się od rodziców, oznacza to, że nie wykształcili oni w pełni zróżnicowanego „ja”. Skoncentrowani na sobie nie zakończyli rozwojowego zadania polegającego na staniu się pełnią, całością. Tak naprawdę nie wiedzą, kim są. Nie odróżniają siebie od swoich dzieci, nie umieją uszanować wyraźnych granic między sobą a nimi. Nieświadomie projektują na swoje dzieci to, czego nie wiedzą o sobie samych.”
Żyjący w symbiozie rodzice nie wiedzą, że cechy, które tak bardzo ich denerwują u własnych dzieci, są tak naprawdę odrzuconymi przez nich aspektami siebie. Projektują je na dzieci w formie restrykcji, atrybutów bądź życzeń. Kiedyś ich rodzice powtarzali im: „Nie możesz taki być” albo „Nie wierzę, że taki jesteś”. Teraz własnym dzieciom mówią: „Nie możesz być taki, jeśli chcesz być akceptowany w tym domu”.
Trzeba jednak zauważyć, że nie wszystkie projektowane cechy są niepożądane. Niektóre z nich reprezentują nie rozwinięty, pozytywny potencjał rodzica. Matka, która zachwyca się dziecięcym geniuszem, mieszkającym pod jej dachem, tak naprawdę może podziwiać własny, nie rozwinięty potencjał intelektualny. Mówiąc o niezwykłych zdolnościach fizycznych swojego niemowlęcia, może odzwierciedlać własne nie spełnione marzenia o zostaniu gwiazdą sportu.
Jeszcze inna odmiana projekcji symbiotycznej polega na tym, że matka wchodzi w takie interakcje z dzieckiem, jakby to ono było jej rodzicem. Dziecko jest dla niej źródłem zasobów. Kontaktuje się z nim tak, aby zaspokoić swoją potrzebę bycia wychowującym rodzicem. Ponieważ zaspokojenie tej potrzeby stanowi dla dziecka gwarancję jej uwagi i miłości, a co za tym idzie – przetrwania, ucieka ono z dzieciństwa, stając się przedwcześnie dojrzałym dorosłym, który stara się bezskutecznie zostać rodzicem swojego rodzica.
Wreszcie, rodzic, który z zewnętrznych źródeł poznał wiele zasad i mądrości dotyczącej wychowywania dziecka (wie, jak „powinno” wyglądać wychowywanie bez względu na potrzeby konkretnego dziecka), również charakteryzuje się zachowaniem symbiotycznym. Przepływ informacji w tego rodzaju relacji ma jeden kierunek: od rodzica do dziecka. W świadomym rodzicielstwie działa również drugi kierunek, a dziecko i rodzic uczą się od siebie nawzajem.

(…)

Słowo to podstawowy środek interakcji między rodzicami i dziećmi. To dar, za którego pomocą mówiący może uczynić przeszłość bądź przyszłość doświadczeniem teraźniejszości. Mówiąc: „Pamiętasz, jak pojechaliśmy na plażę?” albo „To może być twój urodzinowy prezent”, ojciec daje swojemu dziecku dar w tej właśnie chwili.
Język czyni niewidzialne widzialnym. Opisując, jak wygląda puchacz wirgiński na tle śniegu, ojciec tworzy dla swojego syna wyrazisty obraz. Kiedy matka opisuje, jak pryzmat rozszczepia światło, jej córka widzi tęczę.
Język sprawia także, że czujemy – na przykład radość, kiedy słyszymy „kocham cię”, ból, jak w wypadku „poczekaj, niech no tylko wróci ojciec, to zobaczysz”. Dzieci uczą się mówić tak, jak do nich się mówi; niezależnie od tego, czy chodzi tu o język ich kultury, czy też symbiotyczny język ich rodziców. Język to środek, przez który rodzice mogą uwięzić swoje dziecko bądź dzięki któremu mogą je uwolnić, by było w pełni sobą.

(…)

Symbioza jest jednocześnie rezultatem i przyczyną zaabsorbowania sobą, będącego efektem krzywdy doznanej przez rodzica w dzieciństwie. Jego podstawowe potrzeby nie zostały zaspokojone, w związku z czym projektuje swoje ograniczenia i pragnienia na własne dzieci, które stanowią dla niego kolejną szansę na takie życie, jakiego zawsze pragnął. Symbioza jest przejawem niekompletnego rozwoju rodzica. Jego dzieci przychodzą na świat, zanim on sam osiąga dojrzałość. Problemy takie, jak obwinianie, dystansowanie się, niekonsekwentne reakcje czy emocjonalne kazirodztwo pojawiają się wtedy, gdy rodzic reaguje na swoje dziecko tak, aby zaspokoić swoje, a nie jego potrzeby.

STARY MÓZG

U wszystkich rodziców występuje skłonność do symbiozy. U jednych jest to chwilowa pokusa, u innych sposób życia. Jak sobie zapewne przypominasz, nasz stary mózg ma trudności z rozróżnieniem tego, co przytrafiło się mnie, a co przytrafia się moim dzieciom, które nie są mną, nawet wtedy, gdy zostaliśmy poważnie zranieni. Ma trudności z rozróżnieniem tego, co wydarzyło się kiedyś, a co ma miejsce teraz. W szczególnie „gorących” chwilach odzywają się nasze zranienia, a nasza świadomość koncentruje się na nas samych. Moje uczucia, moje pytania, moje pragnienia biorą górę, w związku z czym tracę możliwość działania w rzeczywistości uwzględniającej również twoje uczucia, twoje pytania i twoje potrzeby. Zdolność zauważania granicy między „ja” i „ty” oraz „kiedyś” i „teraz” to funkcja bardziej rozwiniętego nowego mózgu – kory mózgowej. Stawanie się świadomym wymaga pokonywania prymitywnego, skoncentrowanego na „ja” instynktu przetrwania, typowego dla starego mózgu. To dlatego właśnie mówimy często, że świadome rodzicielstwo jest sprzeczne z instynktem.

[Zobacz na:  <a href=”https://bladymamut.wordpress.com/2013/11/09/system-operacyjny-umyslu-rozdzial-5/&#8221; target=”_blank”>System Operacyjny UmysłuGranice osobowości</a>

(…)

Rytmy dzieciństwa istnieją w kontekście najbardziej uniwersalnego cyklu: narodziny, młodość, dojrzałość, wiek podeszły, śmierć. Jest to ponad wszystkim odwieczna prawda wszechświata: świadoma energia przybiera formę materii i przychodzi na świat. Forma ta zmienia się z biegiem czasu, a następnie umiera. Cykl ten jest taki sam dla gza i tygrysa syberyjskiego, jak dla łańcuchów górskich i układów słonecznych.
U niektórych organizmów łatwo jest zauważyć granice między etapami. Motyl pokazuje ci, na jakim etapie rozwojowym się znajduje: jego forma w każdej fazie jest zupełnie inna. Gdybyś wcześniej o tym nie wiedział, nie domyśliłbyś się nawet, że małe jajeczka w twardej skorupie to ten sam organizm, co gruba gąsienica, albo że ta gąsienica była kiedyś poczwarką w kokonie, albo że owa gąsienica będzie kiedyś opalizującym motylem unoszącym się w letnim powietrzu. Cztery etapy rozwoju, cztery zupełnie odmienne formy tego samego stworzenia.
Człowiek również stanowi odzwierciedlenie uniwersalnego procesu zmian, przechodząc przez kolejne stadia swojego rozwoju. W tym aspekcie jednak więcej nas łączy z łańcuchami górskimi niż z motylami. Nasze ciało nie zmienia się tak drastycznie w trakcie przechodzenia przez kolejne etapy rozwoju. Nasza ewolucja przebiega powoli, nie za pomocą gwałtownych skoków i przestojów. Przez większość dzieciństwa, a w większej mierze po jego zakończeniu, wyglądamy właściwie tak samo: jedynie czas wyciska na nas – tak samo jak na górach – swe piętno.
Nie znaczy to, że się nie zmieniamy. Nasze dzieci wyglądają zdecydowanie inaczej na zdjęciach z dzieciństwa i na tych robionych w dniu ślubu. Nie mamy jednak do czynienia z jednym, konkretnym momentem, podobnym do tego, gdy gąsienica motyla przybiera formę poczwarki (jakkolwiek znajdą się pewnie rodzice, którzy nie zgodzą się z tym stwierdzeniem i wskażą dokładnie tę chwilę, w której ich trzynastolatek zamienił się w stworzenie nie z tego świata). Zmiana jest stopniowa i niezauważalna w codziennym życiu.
Rodzicom trudniej jest zauważyć zmiany, które zachodzą w ich dzieciach, gdyż są razem z nimi przez cały czas. Co rano patrzą na ich ukochane twarze i nie mają pojęcia, że jakiś ukryty prąd wyniesie na powierzchnię coś nowego, coś, co zamanifestuje się zupełnie nie znanym zachowaniem. Rodzice stają zdumieni na widok nowych zainteresowań dziecka, jego nowych umiejętności, nowych poglądów. Myśleli, że znają swoje dziecko i jego charakter, więc czują się nieswojo, gdy niespokojne wody przynoszą coś niespodziewanego. „Skąd to się wzięło?”, pytają po jednej z takich niespodzianek.
Prawdziwym zaskoczeniem nie jest to, że dzieci zamieniają się w dorosłych. Zaskakuje to, że ewolucja ta jest tak przewidywalna i tak uniwersalna. Tak samo, jak ziarno słonecznika jest zaprogramowane, by stać się słonecznikiem, ludzkie dziecko jest zaprogramowane, by stać się dorosłym. Dla każdego dziecka istnieje mniej więcej taki sam, wrodzony plan rozwojowy, pozwalający nabywać umiejętności fizycznych, umysłowych i emocjonalnych. Różnica polega na tym, że kwiat potrzebuje do swojego rozwoju gleby, wody i słońca. Dziecko – znacznie więcej.

(…)

Tak jak mówiliśmy na początku tego rozdziału, pierwszym krokiem przemiany jest zrozumienie. Dla przejrzystości naszej dyskusji o nieświadomym rodzicielstwie zaprezentujemy teraz streszczenie przedstawiające sposób myślenia nieświadomego rodzica. Jeśli któreś z poniższych zdań znasz z autopsji, możesz być zadowolony, że właśnie rozpocząłeś swoją rodzicielską przemianę.

CO MYŚLI NIEŚWIADOMY RODZIC

1. Nieświadomy rodzic postrzega swoje dziecko jako przedłużenie siebie i uważa, że jest ono wtajemniczone w jego myśli i uczucia.
2. Nieświadomy rodzic wierzy, że jego rzeczywistość jest jedyną prawdziwą rzeczywistością, a co za tym idzie myli swój rodzicielski autorytet i odpowiedzialność z przymiotami boskimi.
3. Nieświadomy rodzic jest przekonany, że reaguje na zachowanie dziecka, podczas gdy tak naprawdę reaguje na coś, co działo się z nim samym w przeszłości.
4. Nieświadomy rodzic uważa, że doświadczenie dziecka jest nieważne, jeśli nie jest zbieżne z jego własnym doświadczeniem.
5. Nieświadomy rodzic sądzi, że jego dziecko ma takie same informacje jak on.
6. Nieświadomy rodzic wierzy, że jego zadaniem jest kształtować dziecko i że zachowania dziecka są kry tyką jego wysiłków.
7. Nieświadomy rodzic twierdzi, że wszystkie dzieci są takie same; nie wie, że dzieci rozwijają się według etapów rozwojowych.
8. Nieświadomy rodzic uważa, że konflikty między rodzicami a dziećmi mają początek w tym, co dziecko robi źle; nie dostrzega swojej roli w powstawaniu problemu.
9. Nieświadomy rodzic postrzega swoją rolę jako trwałą, a dziecka – jako poddającą się wpływom. W związku z tym uważa, że od dziecka nie może się niczego nauczyć.

(…)

 

PODZIELONE „JA”
Dziecko skrzywdzone przez rodzica symbiotycznego czuje się atakowane. Impuls do przetrwania popycha je do wyzbycia się wszelkich zachowań, które wywołują furię u jego wszechpotężnego rodzica. Ustawia straże wokół tych części siebie, których rodzice nie akceptują, i zacznie chronić swoje delikatne, wrażliwe wewnętrzne „ja” za pomocą twardego i nieprzeniknionego „ja” zewnętrznego. Działanie to służy konkretnemu celowi – jego bezpieczeństwu – lecz odbywa się wielkim kosztem. Takie tłumienie hamuje wzrost i rozwój pełnej osoby. Stopniowo, cegła po cegle, dziecko zaczyna budować mur oddzielający jego „ja” od świata zewnętrznego.
Przyjrzyjmy się bliżej, jak tłumienie może chronić dziecko przed tymi aspektami jego charakteru, które, na jakimś poziomie nieświadomości postrzega jako zagrażające jego przetrwaniu, ponieważ są niebezpieczne dla rodzica. W akcie obrony przez zranieniem, które jest następstwem wychowywania symbiotycznego, rdzenne „ja” dzieli się na cztery elementy. Są to: „Ja” pokazowe, „ja” zagubione, „ja” porzucone i „ja” wyparte.
„Ja” pokazowe. Pewne cechy i właściwości dziecka mogą ulec przerysowaniu bądź zostać sfabrykowane. Dziecko może zamienić się w aktora, aby przysłonić te części siebie, które mają pozostać w ukryciu, a pokazać inne, które lepiej nadają się do realizacji jego celu. Buduje osobę, która – jak się wydaje – dobrze mu służy, choć nie jest prawdziwym, naturalnym nim.
Przykładem osoby, która dobrze zrozumiała istotę swojego „ja” pokazowego w kształtowaniu życiowych celów, jest pewien dyrektor w średnim wieku (nazwijmy go James), którego małżeństwo znajdowało się w stanie rozkładu. Oto, jak opisuje załamanie, które zaczęło się ponad dwa lata wcześniej:

„Byłem rozbity. Załamałem się, moje życie się rozpadło. Nic mi nie wychodziło. Byłem ojcem do niczego, mężem do niczego. W pracy było źle. Moje życie było jak jedno wielkie kłamstwo. Miałem swoje życie zewnętrzne, które było według wszystkich wspaniałe, i moje życie wewnętrzne, którego z nikim nie dzieliłem, nawet nie mogłem dzielić. Zupełnie jakbym miał dwa różne życia”.

(…)

W chwili odrzucania bądź tłumienia przez rodzica naturalnych impulsów lub odruchów dziecka mamy do czynienia z narodzinami nienawiści do samego siebie. Dziecko zrobi wszystko, co w jego mocy, by uniknąć rodzicielskiego odrzucenia. Będzie nawet nienawidzić tych części samego siebie, które narażają je na niebezpieczeństwo utraty miłości rodziców i powodują, że jest przez nich odrzucone. Dla dziecka odrzucenie oznacza zostawienie, a zostawienie równa się śmierci. Musi robić wszystko, by przetrwać.
Powyższy proces można opisać w formie następującej sekwencji: dziecko przejawia w swoim zachowaniu pewne zupełnie normalne impulsy, rodzic reaguje na nie z dezaprobatą, dziecko rejestruje, że są one złe i niebezpieczne, zaczyna siebie nienawidzić za to, że u niego występują. Oczywiście w rzeczywistych kontaktach między rodzicami a dziećmi takie wzorce nie są liniowe i proste. Dziecko nie podejmuje racjonalnej decyzji, żeby siebie nienawidzić; takie samo odrzucenie jest wynikiem rozmaitych wydarzeń, których znaczenia nie są w pełni świadomi ani rodzice, ani dzieci. Ich konsekwencje – uświadamiane czy nie – mogą być jednak dramatyczne.
Umiejętność brania miłości. Między nienawiścią do siebie a umiejętnością brania miłości istnieje współzależność. Nasza nieświadomość nie może przyjmować miłosnych wyznań skierowanych do tych części nas, których nienawidzimy albo z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy. Aby miłość innych mogła do nas dotrzeć, musimy popracować nad nienawiścią do samych siebie wspólnie z naszym małżonkiem bądź bliskim partnerem przekonanym o wartości świadomości.

(…)

Zadawanie pytań pomaga rodzicom zorientować się, jak są postrzegani przez swoje dzieci. Wszystkie dzieci komunikują się poprzez akcje i reakcje. Czy dziecko jest otwarte na rodzicielskie myśli i wskazówki, czy przyjmuje ustalone przez nich granice, czy też buntuje się przeciwko nim? Utrzymujące się reakcje negatywne stanowią dla rodzica wskazówkę, która pomaga w identyfikacji zagadnienia wymagającego uwagi.
Kiedy rodzic zaakceptuje, że jego percepcja jest ograniczona, i bardziej się otworzy na percepcję dziecka, jego świat się poszerzy. Poglądy dziecka są źródłem informacji, niekoniecznie muszą stanowić zarzewie konfliktu. Szczególnie dobrym źródłem informacji jest wyrażany przez dziecko krytycyzm – i to zarówno w formie werbalnej, jak i niewerbalnej.
Małe dzieci doprowadziły do perfekcji cały zestaw fizycznych i emocjonalnych reakcji, które rodzice mogą łatwo i trafnie odczytać. Usztywnienie ciała na znak oporu, zwiotczenie na znak porażki, wybuch śmiechu – to najdoskonalsza informacja zwrotna. Starsze dzieci można zapytać o ich uczucia wprost, stosując bezpieczne narzędzie dialogu intencyjnego. Jeśli rodzic modeluje umiejętność przyznawania się do pomyłek i uczenia się na błędach, wówczas dziecko będzie znało tę formę wymiany, dzięki której związek pozostaje zdrowy.

(…)

Przyjmowanie informacji zwrotnej. Julie doskonale wie, że więcej się nauczy od dzieci, jeśli będą mogły być sobą w jej towarzystwie. Jeśli są już zranieni i się ukrywają, jej zadanie będzie trudniejsze. Julie mówi, że zawsze usiłowała przekazać dzieciom komunikat, że jest ich ciekawa. W chwili, gdy się przed nią odsłaniali, pamiętała, by ich akceptować. Pomagało jej w tym wspomnienie z czasów, kiedy Jeff był małym, pięcio-, sześcioletnim chłopcem. Wszedł do domu, trzymając coś w zaciśniętej dłoni. „Co to jest?”, zapytała. „Nie pokażesz mi tego? Naprawdę chciałabym to zobaczyć”. Nie chciał tego zrobić, mówiąc, że nie sądzi, aby się jej to spodobało. W końcu zaczęła się denerwować i nalegać. Powoli rozluźnił pięść, ukazując wielkiego, czarnego, włochatego pająka. Julie wrzasnęła, Jeff zaczął płakać. Mówiła, że chce to zobaczyć, potem zmusiła go, żeby pokazał, co trzyma w dłoni, a na koniec ogromnie się zdenerwowała. Julie uważa, że była to lekcja poglądowa. Jeśli chcemy, żeby dzieci nam coś ujawniały, nie możemy sobie pozwolić na zdenerwowanie, kiedy już to zrobią.
Istnieje wiele sposobów świadomego zbierania przez rodziców informacji na temat swoich metod wychowywania. Jak już mówiliśmy, podstawowym źródłem jest samo dziecko. Jeśli rodzic chce się dowiedzieć, co dziecko o nim myśli, nie musi daleko szukać. Dowie się tego z jego słów, z mowy ciała. Jeśli tylko będzie tego chciał, dziecko będzie udzielało mu informacji, których potrzebuje, żeby podążać właściwym torem. I jeśli będzie wiedziało, że nic mu nie grozi, obdarzy go pełną ekspresją swojej nieposkromionej i nieprzewidywalnej osobowości.

(…)

Efektywna komunikacja jest szczególnie istotna między rodzicami i dziećmi, ponieważ sposób słuchania naszych dzieci i rozmawiania z nimi w głębokim stopniu wpływa na to, kim się staną. Słowa kształtują osobowość dziecka. Wyraz twojej twarzy staje się częścią jego doświadczenia, a zachowanie to część tego, co zabiera z sobą w świat. Liczy się to, co robisz.
Problem polega na tym, że na zachowanie rodzica wpływają po części wydarzenia z przeszłości. Jest spychany ze sceny przez osoby, które teraz nie są nawet obecne. To może być jego ojciec, który warknął na syna, gdy ten chciał mu pokazać swoje dzieło sztuki, albo jego matka, która zawsze za niego kończyła zdania. Rodzic wygłasza zdania tak, jakby pochodziły od niego, ale tak naprawdę pochodzą od kogoś innego, z innego czasu i miejsca.
W naszej pracy z małżeństwami i rodzinami zawsze podkreślaliśmy, jak istotne są ramy dialogu, które zarówno promują świadome kontakty, jak i zawierają ich esencję. Przekazują one podstawowy komunikat zgody i akceptacji wobec dzieci i rodziców. Ucząc tego rodzaju komunikowania się w małżeństwie, posługujemy się terminem dialog małżeński. Ucząc tej samej umiejętności rodziców, mówimy o dialogu intencyjnym.
W obu formach dialogu występują wyraźnie trzy odrębne procesy: odzwierciedlanie, walidacja i empatia.6 Podczas każdego kontaktu występuje co najmniej jeden z tych procesów. Najczęściej mamy do czynienia z odzwierciedlaniem. Nawet jeśli nie padają żadne konkretne słowa sygnalizujące odzwierciedlanie, walidację czy empatię, konwersacja może się odbywać w duchu dialogu intencyjnego. Rodzic powinien być szczególnie otwarty na porozumiewanie się w ten sposób wtedy, gdy porusza się drażliwe tematy, a emocje zaczynają sięgać zenitu.
Odzwierciedlanie polega na oddawaniu treści przekazu. Dokładne powtarzanie treści nazywane jest odzwierciedlaniem płaskim i może być trudniejsze, niż się zdaje. Bardzo łatwo jest nieświadomie odzwierciedlić trochę więcej bądź trochę mniej, niż się usłyszało. Osoba oddająca trochę więcej dokonuje odzwierciedlenia wypukłego, podczas gdy osoba oddająca mniej, koncentrująca się na wybranym, najbardziej ją interesującym zagadnieniu, a ignorująca pozostałe – odzwierciedlenia wklęsłego. Maksymaliści często powtarzają przekaz za pomocą odzwierciedlenia wypukłego, świadomie bądź nie dodając coś od siebie, aby kształtować myśli i uczucia innych. Przykładem odzwierciedlenia wypukłego jest matka, która mówi do swojego nastolatka: „A więc czujesz się winny z tego powodu, że spóźniłeś się na obiad”, podczas gdy jej dziecko mówi, że przykro mu, że nie wyjechało do domu wcześniej, bo był straszny korek. Minimaliści najczęściej powtarzają przekaz poprzez odzwierciedlenie wklęsłe, podkreślając tylko jedno zagadnienie, które ich zdaniem jest najistotniejsze. Przykładem niech będzie tutaj ojciec, który reaguje na przegraną syna w baseball słowami: „A więc mówisz, że przegraliście”, podczas gdy syn tak naprawdę mówi, jakie to było niesamowite, że prawie wygrali mecz. Całościowe odzwierciedlenie pomaga nam się powstrzymać przed powtarzaniem bądź parafrazowaniem w niebezpiecznym nieraz celu wpływania na myślenie innych.
Powtarzanie słów danej osoby to jedna z form odzwierciedlania. Najpopularniejszy sposób to parafrazowanie. Parafrazując, wyrażamy własnymi słowami to, co naszym zdaniem mówi druga osoba. Tak często zakładamy, że wiemy, co inna osoba ma na myśli, podczas gdy naprawdę wcale tak nie jest. Jest to z naszej strony zaledwie zgadywanie. Być może jesteśmy w tym dobrzy, mamy rację w większości wypadków, lecz dopóki nie dokonamy odzwierciedlenia i nie upewnimy się, że dobrze zrozumieliśmy, istnieje niebezpieczeństwo nieporozumienia. Podczas odzwierciedlania często kusi nas dokonywanie interpretacji słów, zanim się je jeszcze zrozumie. Jeśli jednak nasza interpretacja bazuje na błędnym rozumieniu, ona sama również nie będzie poprawna. Odzwierciedlanie, oprócz zapewniania dokładności, uzmysławia także dziecku, że jego rodzic chce zrozumieć jego punkt widzenia. Dla wielu rodziców jest to rzadki moment przekraczania siebie.
Walidacja to proces pokazujący drugiej osobie, że to, co mówi bądź robi, ma sens. Odkłada się na bok własne punkty odniesienia, doceniając logikę, rzeczywistość i wartość drugiej osoby z jej punktami odniesienia. Twoje słowa przekazują dziecku komunikat, że liczy się również jego postrzeganie rzeczywistości. Docenianie doświadczenia dziecka nie oznacza koniecznie zgadzania się z nim bądź tego że jego myśli i uczucia są takie same jak twoje. Oznacza natomiast, że oddajesz swoje centralne miejsce jako źródła „prawdy” i dajesz dziecku swobodę na jego interpretację rzeczywistości. Dokonując odzwierciedlenia i walidacji wobec dziecka, tworzysz warunki, które pozwalają mu zaspokoić jego podstawowe potrzeby wyrażania siebie. Wasze zaufanie i wzajemna bliskość będą rosnąć, przez co łatwiej będzie mu ufać i zbliżać się do innych.
Empatia to proces rozpoznawania uczuć drugiej osoby, w trakcie gdy ona wypowiada swój punkt widzenia bądź opowiada jakąś historię. Istnieją dwa poziomy empatii. Na pierwszym poziomie odzwierciedlamy i wyobrażamy sobie uczucia, o których mówi druga osoba. Na drugim, głębszym poziomie doświadczamy emocjonalnie – naprawdę odczuwamy- jej doświadczenie. Takie empatyczne doświadczenia same w sobie są uzdrawiające i transformujące dla osób pozostających w kontakcie, bez względu na to, co jest komunikowane. W takich chwilach obie strony przekraczają swoją odrębność i doświadczają prawdziwego spotkania umysłów i serc. Kiedy wchodzisz w dialog ze swoim dzieckiem, rozumiesz je i – przynajmniej przez chwilę – widzisz świat jego oczami.

KIEDY STOSOWAĆ DIALOG INTENCYJNY

Dialog intencyjny jest szczególnie cenny wtedy, gdy emocje sięgają zenitu. Jakkolwiek pragniemy, by wszystkie nasze interakcje z dzieckiem były przesycone duchem odzwierciedlania, walidacji i empatii, to jednak dialog intencyjny jest najbardziej celowy w sytuacjach, gdy:

1. Ty i/lub twoje dziecko chcecie być wysłuchani i zrozumiani;
2. Ty i/lub twoje dziecko jesteście czymś zdenerwowani i chcecie to omówić;
3. Ty i/lub twoje dziecko chcecie porozmawiać na jakiś drażliwy temat;

Jedna z najistotniejszych rzeczy, których nauczyliśmy się podczas wychowywania naszej szóstki, to przyjmowanie intensywnych emocji jako czegoś normalnego, jako procesu dawania i brania typowego dla wszystkich bliskich związków. Odczuwanie frustracji, zmartwienia, zawodu czy gniewu to nic złego. Jeśli zareagujesz ze zbytnią przesadą bądź obojętnością na normalne emocje dziecka, to sygnał, że masz nad czym się zastanowić, a być może także i popracować.
Jeśli podczas waszej rozmowy dziecko wyraża negatywne emocje, możesz się nauczyć pochłaniać ich intensywność. Po prostu trzymaj je w sobie i nic z nimi nie rób: nie musisz niczego naprawiać; nie musisz zmieniać jego zdania; nie musisz go uczyć, żeby zmieniło punkt widzenia. Nie musisz też wybuchać ani uciekać i się chować. Dialog intencyjny uczy wytrwałości, rozpoznawania tego, co się dzieje, wykraczania poza siebie w świat drugiej osoby i stawania się na chwilę częścią jej doświadczenia.
Dialog intencyjny przytrzymuje cię w centrum. Jeśli masz skłonność do bycia maksymalistą bądź minimalistą, dialog intencyjny pomoże ci przezwyciężyć obie te tendencje i po prostu być w rozmowie z twoim dzieckiem, bez uprzedzeń i ograniczeń, które normalnie prowadzą do przesadnych reakcji bądź wycofania się.

(…)

Świadomy rodzic wykorzystuje zachowanie dziecka bardziej jako okazję do uczenia niż do karania. Mówiąc szczerze, nie przychodzi nam na myśl żadna sytuacja, w której rodzic musiałby karać swoje dziecko. Pozostawiając na boku kwestię skuteczności kary jako metody uczenia, wydaje się oczywiste, że wymierzanie kar równie często bywa przejawem bezsilności i gniewu rodzica, jak próbą nauczenia go czegoś. Rodzic musi zrozumieć, że złe zachowanie dziecka niemal nigdy nie stanowi próby ataku na rodzica czy psucia mu szyków. To sygnał, że trzeba na coś zwrócić uwagę, a zarazem okazja nauki dla dziecka (a także jego rodzica).
Słowo „dyscyplina” pochodzi od łacińskiego disciplina, oznaczającego instrukcję bądź metodę. Stąd też dyscyplinowanie dzieci powinno mieć na celu uczenie ich czegoś. Karę wymierza się po to, by ktoś cierpiał. Karanie dzieci może nauczyć ich poniżenia, buntu lub mściwości, rzadko kiedy dobrego zachowania. Rodzice mogą pomóc dziecku zmienić zachowanie poprzez konsekwencję i przejrzystość swoich oczekiwań, pozwalanie na poznawanie konsekwencji własne-go złego zachowania i tworzenie warunków, w których możliwe jest poprawianie się i wynagradzanie wyrządzonego zła.
Często pozornie złe zachowanie małych dzieci oznacza zupełnie coś innego. Dziecko może być zmęczone, głodne, spragnione bądź mieć złe samopoczucie (być może po prostu przechodzi normalny, choć trudny dla rodziców, etap rozwojowy. Temu istotnemu zagadnieniu poświęcimy część IV, „Poznaj swoje dziecko”). Niekiedy najlepiej jest zarządzić krótką przerwę, upewnić się, że podstawowe potrzeby dziecka są zaspokojone, oraz pozwolić mu przez chwilę odpocząć i zastanowić się.

Świadomy rodzic ucząc nowych zachowań, podaje przejrzyste instrukcje. Rodzic nieświadomy zakłada, że dziecko wie to samo co on i że potrafi skojarzyć znacznie więcej niż w rzeczywistości. Przekazuje więc dziecku werbalny bądź poza- werbalny komunikat: „To przecież oczywiste, powinieneś wiedzieć, że chcę, byś to zrobił”. Podczas gdy rozsądne jest nakładanie na dziecka obowiązku słuchania, co się do niego mówi, zupełnie bez sensu wydaje się wymaganie od niego rozumienia i wypełniania nie wypowiedzianych instrukcji. Dlatego tak istotne jest odzwierciedlanie. Chcąc, by dziecko wypełniło jakieś polecenie, świadomy rodzic podaje jasne i szczegółowe instrukcje, a następnie, by upewnić się, że został dobrze zrozumiany, prosi dziecko, aby je powtórzyło.

Świadomy rodzic koncentruje się na zachowaniu dziecka, a nie na jego charakterze i motywacji. Pamiętajmy, że głównym celem komunikacji z dzieckiem jest przekazanie mu podstawowej informacji: „Jesteś w porządku” – nawet wtedy, gdy coś jest nie tak. Dziecko musi zrozumieć, że rodzic jest niezadowolony z jakiegoś jego zachowania, lecz nie kwestionuje wartości dziecka jako człowieka. Aby przekazać dziecku, że to jego zachowanie, a nie ono samo potrzebuje jakiejś korekty, świadomy rodzic posługuje się zazwyczaj wyrażeniami takimi, jak: „Gniewam się, gdy tak się zachowujesz”, a nie: „Jesteś złym chłopcem”. Nie chcemy dziecku powiedzieć, ani nawet sugerować, że nie jest wystarczająco dobrą osobą.

Świadomy rodzic nie czyni żadnych poniżających założeń na temat ukrytych motywów dziecka oraz jego charakteru. Umie rozdzielić nieodpowiedzialne i rozczarowujące zachowania dziecka od jego prawdziwej natury. Negatywne założenia skłaniają rodzica do wymierzania dziecku kar.
Świadomy rodzic poświęca więcej energii na docenianie współpracy dziecka niż na nawoływanie do koncentracji na danym problemie. Rodzic może wybierać między tym, co widzi i co uważa za istotne. Może zauważać wszystkie te zachowania dziecka, które go złoszczą, albo wszystkie te, które go zadowalają. Jeśli chce wzmocnić cechy pozytywne, powinien je doceniać i chwalić. Dzieci z natury pragną zadowalać swoich rodziców, którzy mogą wykorzystać tę dążność, entuzjastycznie witając wszystko to, co im sprawia radość. Podchodząc z zapałem do wszelkich przejawów współpracy dziecka, a nie koncentrując się na jego błędach, rodzic daje mu znać, że to, co robi dobrze, ma większe znaczenie niż to, co robi źle.

Świadomy rodzic pomaga dziecku zrozumieć, że decyzje pociągają za sobą konsekwencje. Niemal każde nasze zachowanie jest rezultatem decyzji o podjęciu działania, nawet jeśli odległość czasowa między nimi jest tak niewielka, że wydają się one jednoczesne. Świadomy rodzic wie, jak ważna jest przerwa na zastanowienie się przed podjęciem decyzji, i może nauczyć dziecko takiego samego podejścia. Dzieci uczą się, obserwując swoich rodziców podejmujących decyzje w trudnych sytuacjach, jeszcze więcej mogą się nauczyć, gdy rodzice opowiadają im o tym procesie oraz o konsekwencjach, które na nich spadły, gdy postępowali zbyt szybko bądź w przypływie gniewu.

(…)

Teraz wiemy, że pierwsze trzy lata życia są niezmiernie istotne dla osoby, na którą dziecko wyrośnie. Neurolodzy w znacznym stopniu poznali procesy formowania się mózgu w życiu płodowym oraz po przyjściu dziecka na świat. Procesy te są reakcją na doświadczenia dziecka od chwili jego poczęcia. Okazało się, że mózg nie jest samowystarczalny i odizolowany, nie rozwija się niezależnie od kontekstu. Można go opisać jako organ społeczny, który rozwija się jedynie poprzez interakcję z otoczeniem.

Oto kilka istotnych faktów:

1. Dziecko przychodzi na świat z około stoma miliardami komórek nerwowych (neuronów), co odpowiada liczbie gwiazd wchodzących w skład Drogi Mlecznej. Neurony te tworzą obwody układające się w pewne odziedziczone wzorce. Obwody nie są stabilne ani niezmienialne. Podczas gdy geny stanowią swego rodzaju szkielet mózgu, doświadczenia życiowe decydują o jego ostatecznej budowie.

2. Po urodzeniu w mózgu dziecka powstają tryliony nowych połączeń neuronowych, które dziecko może wykorzystywać. Mózg się asekuruje. Nie ryzykuje sytuacji, że zabraknie mu potrzebnego połączenia. Długa wędrówka poprzez dzieciństwo to jeden ze sposobów „zużywania” połączeń: to dziecięce lata określają, które z tych obwodów zostaną podtrzymane i umocnione, a które zanikną i obumrą. Mózg samoorganizuje się w mapę fizyczną, która zawiaduje takimi funkcjami, jak: widzenie, słyszenie, mówienie czy porusza-nie się. Do około dziesiątego roku życia połowa tych połączeń zaniknie, a pozostała liczba utrzyma się na mniej więcej stałym poziomie przez resztę życia. To, które z nerwowych połączeń zanikną, zależy od wykorzystania ich przez dziecko. Dzieci z ubogich w bodźce środowisk posiadają mniej połączeń, podczas gdy u dzieci ze środowisk, w których stymulacja znajduje się na odpowiednim poziomie, rozwija się mózg z poprawnymi połączeniami i wzorcami. Dzięki swej plastyczności – możliwości zmian struktury fizycznej i chemicznej na skutek interakcji z otoczeniem – mózg wykorzystuje świat zewnętrzny do budowania siebie. Mózg dziecka coraz efektywniej robi to, czego wymaga od niego otoczenie.

3. „Samobudowanie się” mózgu trwa głównie w ciągu trzech pierwszych lat życia. Sposób tego rozwoju zależy od rodzaju i jakości doświadczanych przez dziecko kontaktów – najpierw z matką, ojcem i innymi opiekunami, następnie z przedmiotami z własnego otoczenia i innymi osobami. Efekt tego rozwoju zależy natomiast od jakości jego kontekstu. Mówiąc dosłownie, mózg tworzy się w związku.

4. Geny tak programują nasz mózg, aby w konkretnych okresach uczył się określonych umiejętności. Mózg jest gotowy i chętny do podjęcia pewnych zadań w okresach, które można nazwać oknami możliwości. Wszelkie próby podjęcia tych zadań przed bądź po tym okresie są trudne bądź niemożliwe. Na przykład mózg dziecka potrzebuje stymulacji słowem mówionym w celu zaktywizowania komórek odpowiedzialnych za mowę, wytworzenia połączeń, dzięki którym dziecko zrozumie, co mówisz, a w okolicy dwunastego miesiąca – samodzielnego posługiwania się słowem. Jeśli dziecko nie słyszy słów, nie dochodzi do wytworzenia odpowiednich połączeń nerwowych, w czego wyniku rozwój mowy może być opóźniony bądź uszkodzony.
Sposób rozwoju mózgu pokazuje, jak istotne jest uważne, troskliwe i świadome rodzicielstwo, zwłaszcza w pierwszych latach życia dziecka. Tutaj znowu mamy do czynienia z paradoksem: Czas, kiedy najtrudniej jest odczytać wskazówki od dziecka, to jednocześnie czas, kiedy rodzice powinni być szczególnie czujni i odpowiedzialni pod względem dostarczania dziecku właściwej stymulacji.

(…)

W pierwszym stadium życia dziecko i rodzic (z początku głównie matka, potem coraz częściej także ojciec) rozpoczynają ze sobą szczególny rodzaj tańca działania i reakcji, który nazywany jest wzajemnym informowaniem. Matka obserwuje dziecko i odzwierciedla dla niego jego wizerunek. Pomyśl, jak wielkie znaczenie ma przesyłanie tej informacji przez matkę: „Widzę, kim jesteś, i moim zdaniem jesteś wspaniała”. Dziecko staje się tym, kogo widzi w odzwierciedlonym przez matkę wizerunku. Rodzicielskie odzwierciedlanie jest katalizatorem poznawania siebie przez dziecko. Pomaga mu stworzyć własne „ja”.
Krytyczne znaczenie ma dokładność, z jaką matka odzwierciedla esencję dziecka. Dziecko czuje się bezpiecznie, jeśli zauważa spójność między własnym doświadczeniem wewnętrznym a wyrazem twarzy matki. Jeśli jednak jego wewnętrzne doświadczenie nie jest odzwierciedlane, odczuwa dysonans, konflikt między tym, czego doświadcza, a co jest odzwierciedlane przez matkę. W takich wypadkach regułą jest, że uwierzy matce, pomniejszając jednocześnie znaczenie swojego „ja”. Aby zapełnić pustkę nie odzwierciedlonego „ja”, buduje „ja” zafałszowane, chcąc w ten sposób wywołać pozytywną reakcję rodzica.
Dla świadomego rodzica odzwierciedlanie dziecka to sposób na bycie z nim, to forma komunikacji, a nie próby wywierania wpływu czy kontroli. Konstrukcja mózgu człowieka sprawia, że matka otrzymuje z powrotem odzwierciedlone przez dziecko uczucie. Odzwierciedlając dziecko, paradoksalnie zaczyna walidować własne doświadczenie. Umie wyłamać się z własnych ograniczeń, w pełni uczestnicząc w życiu drugiej osoby.

Równowaga. Na każdym etapie wychowania esencją świadomego rodzicielstwa jest znalezienie równowagi między spełnianiem wszystkich oczekiwań dziecka a wyznaczaniem i przestrzeganiem granic. Przez pierwsze osiemnaście miesięcy życia dziecka rodzic działa na jednym z końców kontinuum opisanym jako „dawanie”, po czym przesuwa się ku jego centrum. Stopniowo w miarę rozwoju dziecka rodzic dostarcza dziecku pewnej struktury; dzięki niej buduje ono perspektywę opisującą jego miejsce w kontaktach z innymi, moralność, która pozwala mu stosować się do złotych zasad w kontaktach towarzyskich, oraz samodyscyplinę, pozwalającą na produktywne i pełne znaczenia życie. W tym znaczeniu struktura stanowi wychowanie. Rodzic aktywnie kocha swoje dziecko, pomagając mu stworzyć uwewnętrznione granice. Przydadzą mu się wtedy, gdy będzie chciało zaspokoić własne potrzeby, a jednocześnie zacznie spostrzegać wokół siebie obecność innych osób.

Samoocena. Kiedy dziecko się uczy, że z jednej strony może zaspokoić własne potrzeby, a z drugiej, że trzeba być partnerem dla innych, aby ich potrzeby również zostały zaspokojone, może owocnie przejść przez bramę dzieciństwa. Za każdym razem, gdy dokonuje przejścia, rośnie jego samoocena. Zaczyna uważać, że jest w porządku, kiedy dostaje taką informację z zewnątrz. Przechowuje w sobie doświadczenie „bycia w porządku”, samoakceptacji i przywiązania do samego siebie. Rodzice, którzy pielęgnują u dziecka owo poczucie bycia akceptowanym, odpowiednim, wartościowym i cenionym, zasiewają w nim ziarno, które będzie przynosić owoc przez całe jego życie. Stanie się odporne, będzie umiało radzić sobie z emocjami. Rozwój tego ziarna gwarantuje rodzicielska miłość (w tym także emocjonalne wsparcie) oraz konsekwentne przestrzeganie właściwych granic.

Niebezpieczeństwo. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, co naprawdę kryje się pod pojęciem „kochać dziecko”. Wiemy, że oznacza to zaspokajanie jego potrzeb. Przed chwilą mówiliśmy też, że znaczy to wyznaczanie granic i określanie struktury. Miłość nie oznacza jednak dwóch spraw: dawania dziecku wszystkiego, czego zapragnie, oraz takiego zachowania, jakby twoje dziecko było tobą. Mówiliśmy już
0 niebezpieczeństwie symbiozy, niebezpieczeństwie stopienia się z dzieckiem. Możemy więc dodać kolejną warstwę do pojęcia miłości: kochać to znaczy stworzyć odpowiednią relację, w której zarówno szanuje się wewnętrzny związek między dorosłym a dzieckiem, jak i uznaje, że dorosły nie jest dzieckiem. Ty i dziecko to dwie odrębne istoty.
Na samym początku między matką i dzieckiem istnieje tak silny związek intymny, iż wydaje się, że są z sobą stopieni. To stan niezbędny dla przetrwania niemowlęcia. Posiada ono wiele potrzeb, a świat zewnętrzny jest pełen niebezpieczeństw. Matka musi być niezwykle wyczulona, by pod każdym względem zapewnić dziecku przetrwanie. Jednocześnie jednak musi pokonać w sobie tendencję do scalenia się z dzieckiem bądź – przeciwnie – odseparowania się od niego. Musi stać się rodzicem, który funkcjonuje na zasadzie empatii, nie symbiozy.
Warto się zastanowić, dlaczego chcieliśmy się stać rodzicami. Czy posiadanie dziecka zapełni pustkę w życiu? Czy dzięki dziecku zmieni się status w rodzinie bądź społeczeństwie? Czy dziecko sprawi, że poczujesz się mniej samotna i pusta? Czy posiadanie dziecka oznacza, że będziesz mogła kontrolować ten związek, podczas gdy inne związki wymykają się spod twojej kontroli?
Jeśli rodzic odpowiada pozytywnie na każde z tych pytań, musi być świadomy, że granice między nim a dzieckiem są zagrożone. Mówiąc szczerze, może zbezcześcić świętość własnego dziecka poprzez wytworzenie z nim związku symbiotycznego. Trzeba na to uważać!
Empatia z kolei to inne zagadnienie. Umiejętność odzwierciedlania uczuć dziecka i uczestniczenia w jego doświadczeniu to istotny składnik świadomego rodzicielstwa. Na gruncie empatii rozwija się dostrajanie, na którego podstawie rodzic wie, jak należy utrzymać równowagę miedzy troską o dziecko a nadawaniem struktury. Rodzic odpowiednio dostrojony do swego dziecka wie, kiedy zaspokojenie jego potrzeb wymaga słowa „tak”, a kiedy słowa „nie”.

Pamiętając o tych generalnych wskazówkach, możemy lepiej zrozumieć, jak pomóc dziecku osiągnąć swą pełnię, stać się tym, kim miało się stać – w pełni funkcjonującą osobą.

(…)

Sporadyczna dostępność to prawdziwy problem. Przytoczymy za chwilę dość drastyczną analogię nie dlatego, że chcemy w rodzicach wzbudzić poczucie winy, lecz po to, by zdali sobie sprawę, że podobne sposoby wykorzystywane są podczas przesłuchań w celu uzależnienia osoby przesłuchiwanej. Przesłuchujący bywa ciepły i przyjacielski, kiedy indziej znów jest zimny i karzący. Więzień nigdy nie wie, co go czeka, jednak przyjacielskie nastawienie przesłuchującego zdarzało się na tyle często, że zrobi wszystko, żeby je ponownie wywołać. Nawet wtedy, gdy – jak sobie zdaje sprawę – zaczyna tracić nad wszystkim kontrolę. Owe sporadyczne i skrajne reakcje emocjonalne szybko sprawiają, że zapomina o sobie samym i zaczyna się utożsamiać z przesłuchującym.
Dlaczego rodzic zachowuje się w ten sposób? Dlatego, że jego rodzice reagowali tak na niego. Jego niekonsekwentni rodzice, na których nie mógł polegać, również próbowali zapełnić pustkę w swoim życiu, zasypując go chwilami nadmiernej uwagi. Z kolei on sam wszedł w relację symbiotyczną ze swoim dzieckiem, często – mimo niechęci dziecka i prób wyswobodzenia się – bywa nadmiernie zainteresowany i zalewa je swymi uczuciami. Nieświadomie stara się zaspokoić poprzez dziecko własne potrzeby.
Z dużym prawdopodobieństwem możemy także przypuszczać, że potrzeba ciepła nie jest zaspokojona także w małżeństwie maksymalisty. Gdyby była, jego krzywda z dzieciństwa byłaby przynajmniej częściowo zaleczona, a on sam nie przejawiałby tej wewnętrznej niekonsekwencji w swoich kontaktach z dzieckiem.
Skoro maksymalista bywa tak skrajnie uczuciowy, to dlaczego się zdarza, że wycofuje swoje uczucie w stosunku do dziecka? Dlaczego maksymalista jest niekonsekwentny? Ponieważ odkrył jedną z największych życiowych prawd: dzieci wiele potrzebują. Wymagają. Nie dają za wygraną. Są natarczywe. Być może początkowo matka idealizowała swojego syna i swoją rolę jako jego matki, wyobrażała sobie romantyczny związek, w którym wreszcie uzyska bezwarunkową miłość, której nigdzie indziej nie była pewna. W końcu jednak nie może znieść nie kończących się żądań, zupełnie tak, jak to się dzieje z romantycznym przyciąganiem i próbą sił w małżeństwie. W nieunikniony sposób rzeczywistość z dzieckiem zaczyna odbiegać od romantycznej wizji. Tak więc czasami bywa ciepła i kochająca, a innym razem znów odpychająca, znudzona i zła. Przesyła dziecku kolejne komunikaty: „Nie potrzebuj”, „Zaspokajaj moje potrzeby”, „Teraz idź gdzie indziej zaspokoić swoje potrzeby”. Czując, że jest przyparta do muru, odpowiada dziecku ze złością, nieprzyjemnie. Potrzebując pomocy od swojego współmałżonka, krytykuje go i poucza wtedy, gdy jej udziela tej pomocy.

(…)

CZEGO POTRZEBUJE DZIECKO NA ETAPIE INTYMNOŚCI

Narodziny dziecka to dla małżeństwa kulminacja miłości i początek nowego poziomu intymności. W tej poszerzonej intymności znajduje się jednak paradoks: doświadczając tego najbardziej intymnego doświadczenia, jakim jest wychowywanie dziecka, któremu się dało życie, rodzice często oddalają się od siebie. W trakcie mijających, trudnych lat blokują części siebie, a kiedy dziecko osiąga wiek dorastania, zaczynają prowadzić niejako osobne życia. Spójność, której potrzeba, by zapewnić dorastającemu dziecku pewny grunt pod nogami w tym niespokojnym czasie, może być nieosiągalna.
Troska o zdolność tworzenia intymności emocjonalnej to sprawa rodzinna. Dziecko uczy się w domu dzielenia się myślami i uczuciami. Jeśli dziecko wychowywane jest w rodzinie, w której panuje rytuał codziennego dialogu, komunikacja w naturalny i spójny sposób zakorzenia się w jego podświadomości. Dorastające dziecko z takiego środowiska ma znacznie większe szanse na intymność z inną młodą osobą, a jednocześnie trzymanie się osobistych granic, niż dziecko, którego rodzice zazwyczaj unikali mówienia o prawdziwych uczuciach. Intymność polega na wymianie głębokich uczuć i osobistych przemyśleń. Dialog stanowi bezpieczną i ustrukturalizowaną formę tej wymiany. Taki rodzaj komunikacji nie powstaje nagle przy rodzinnym stole podczas śniadania, trzeba się go nauczyć i ćwiczyć przez długi czas. Nie każda rozmowa musi być od razu dialogiem intencyjnym, lecz jeśli atmosfera, panująca w domu, odzwierciedla jego zasady, małe i dorastające dzieci uczą się przenosić ją do swoich związków.
Osoby, które naprawdę wchodzą w intymność, czują się z sobą bezpiecznie. Wiedzą, że chwile intymności mogą powstać naturalnie i spontanicznie. Nie zawsze muszą być świadomie planowane i opracowywane. W rodzinach, gdzie dzielenie się stanowi część codzienności, gdzie otwartość między małżonkami oraz między rodzicami a dziećmi składa się na rodzinny klimat, istnieją warunki, w których dziecko uczy się, jak ufać i korzystać z intymnej wymiany.
Jeśli zauważasz, że czujesz się nieswojo z seksualnością swojego dziecka bądź z własną potrzebą kontaktu intymnego i płciowego, być może zostałeś zraniony na tym etapie w dzieciństwie. Nie będziesz umiał kierować swym dzieckiem w tej fazie, jeśli nie stawisz czoła własnej niekompletności i dyskomfortowi w tym obszarze. Zajmując się nimi, otwierasz przed sobą możliwość stania się bardziej świadomym rodzicem.

W świadomej rodzinie doświadczenia dorastającego dziecka powinny być również osadzone w kontekście domu, który podkreśla określone wartości i zachowania. Świadomy rodzic rozumie, że najważniejszym sposobem uczenia wartości jest ich modelowanie we własnym małżeństwie lub związku. Rodzice okazują sobie nawzajem szacunek, a ich komunikacja jest autentyczna. Jeśli w małżeństwie pojawiają się napięcia, nadszedł dobry czas, by zadeklarować swą wolę odnowienia świadomego małżeństwa i zacerować wszystkie rozdarcia w tkaninie intymności. Jak już wcześniej mówiliśmy, najlepsze środowisko wychowawcze to takie, w którym rodzice pracują nad swoim związkiem. To stwierdzenie jest szczególnie prawdziwe podczas dorastania dziecka. Małżeństwo, które nie funkcjonuje poprawnie, to kiepska podstawa, z której trzeba kierować dorastającym młodym człowiekiem.

Świadomi rodzice posiadają i trzymają się ustalonych wartości moralnych i rodzinnych. Nieświadomy rodzic, który – dajmy na to – przestrzega dziecko przed zgubnymi skutkami zażywania narkotyków, trzymając jednocześnie drugą lub trzecią szklaneczkę martini w dłoni jest śmieszny, i tak też będzie postrzegany przez szesnastolatka. „Postępuj tak, jak mówię, a nie tak, jak postępuję” po prostu nic nie daje. To strategia skazana na niepowodzenie, jeśli ma się zamiar wpoić dorastającemu dziecku wartości moralne. W tym wieku młoda osoba obdarzona jest niezwykłą zdolnością obserwacji i brzydzi się wszelką hipokryzją. Dzieci na tym etapie są zbyt inteligentne, by szanować rodziców, którzy sami nie doszli z sobą do porządku.

Bezpieczeństwo. Jakkolwiek są kultury, w których dopuszcza się, a nawet zachęca, do eksperymentowania seksualnego, to eksperymenty takie obecne są we wszystkich kulturach – czy na to zezwalają czy nie. To naturalne. Rolą świadomego rodzica na etapie intymności jest nie tylko zapewnienie zdrowych granic, ale także zaakceptowanie budzącej się seksualności dziecka. To pomaga utrzymać związek rodziców i dzieci. Rodzic musi uczyć swoje dziecko o świecie seksualności, tak by eksploracja była bezpieczna, a sam temat musi stać się naturalny i znajomy. Świadomy rodzic jest przygotowany także do rozmów o seksie z dziećmi, które jeszcze nie są nastolatkami albo są nimi od niedawna. Informacja to bezpieczeństwo.
Ponieważ dzieciom na późniejszych etapach rozwoju trudno jest rozpocząć ze swymi rodzicami rozmowę na temat seksu, świadomy rodzic przygotowany jest do udzielania odpowiedzi, a nie czeka na pytania. Odpowiedź musi być na temat, prosta i prawdziwa. Świadomy rodzic nie bawi się w niejasne uogólnienia, nie odbija pytań ani nie wydaje autorytarnych sądów. Do niczego dobrego nie prowadzi też sytuacja, kiedy rodzice są bardziej zażenowani niż ich dzieci.
Dziecko musi wiedzieć, że jego rodzic ma odpowiedni stosunek do jego seksualności i że nie jest w tej kwestii zbyt nachalny. Rodzice szanują jego prywatność. Musi czuć, że może porozmawiać z rodzicem zawsze, gdy zajdzie taka potrzeba, i że znajdzie u niego informację niezbędną do dokonania prawidłowych wyborów: takich, dzięki którym utrzyma swe zdrowe granice, a jednocześnie stopniowo i ostrożnie wejdzie w intymność z drugą osobą. Rzecz jasna, kwestia bezpiecznego seksu jest niezmiernie istotna, tak samo jak na przykład formy, które przyjmuje płciowość.

Świadomy rodzic, oprócz rozwijania umiejętności otwartej rozmowy o seksualności, musi także troskliwie i umiejętnie stworzyć sieć bezpieczeństwa dla swego dorastającego dziecka. Sieć ta musi być niewidzialna, ale pewna. Od rodzica musi płynąć komunikat: „Jestem tu, jeśli mnie potrzebujesz, ale nie będę naruszał twojej prywatności. Nie zostawię cię. Możesz na mnie liczyć. Ufam, że będziesz dokonywać trafnych wyborów i przychodzić do mnie, jeśli będziesz potrzebować pomocy”. Owa sieć bezpieczeństwa opiera się na zrozumieniu, że związek z rodzicem w dalszym ciągu ma dla dziecka, choćby nawet wyrośniętego, podstawowe znaczenie. Pamiętając o tym, że jest jeszcze niedoświadczone i że ciągle kryje się w nim małe dziecko, rodzic może zaoferować mu miejsce, w które może odłożyć na chwilę płaszcz dorosłej odpowiedzialności.

Wsparcie. Dzieci, zwłaszcza we wczesnym okresie dorastania, kiedy zaczynają dojrzewać, przejawiają głęboki niepokój w związku z zachodzącymi w nich zmianami. Świadomy rodzic zapewnia swoje dziecko, że jest z nim wszystko w porządku. Dziecko może się obawiać, że zbyt szybko dojrzewa, szybciej niż większość jego przyjaciół. Bywa też, że niektórzy dojrzewają szybciej od niego, w związku z czym czuje, że wlecze się w ogonie. Co jest z nim nie tak? Świadomy rodzic stale jest przy nim, komunikując, że ciało każdego człowieka rozwija się własnym tempem.
Świadomi rodzice zachęcają młodych nastolatków do spotkań i zajęć grupowych. Kiedy długie, wieczorne rozmowy telefoniczne bądź inne nieomylne znaki świadczą, że ich trzynastoletni syn zaczyna bardziej interesować się konkretną koleżanką, mądrze postępują, włączając ją w konkretne zajęcia rodzinne – oczywiście, jeśli ich dziecko nie ma nic przeciw temu. Tak samo jak rodzic akceptował i interesował się przyjacielem swojego syna na poprzednim etapie, teraz powinien zainteresować się jego nową przyjaciółką. Zainteresować się, ale nie narzucać się. W chwili wystosowania zaproszenia świadomy rodzic pozwala dziecku przejmować inicjatywę.
W otwartym środowisku rodzinnym nastolatek często wypróbo- wuje rozmaite opinie i przekonania, zupełnie tak samo jak wtedy, gdy przymierzał rozmaite tożsamości. Teraz eksperymenty stają się poważniejsze – poszukując bowiem swojej dorosłej tożsamości, wypróbowuje rozmaite style życia. Rodzicielska walidacja polega na przyjmowaniu do wiadomości, niekoniecznie na akceptacji, dzięki czemu zyskuje bazę wsparcia oraz lepiej rozumie stanowisko swoich rodziców wobec niektórych poważniejszych społecznych zagadnień.

Struktura. Niekiedy rodziców kusi, by witać na progu swe dziecko słowami: „O? To ty tu ciągle mieszkasz?” Młody człowiek często wychodzi ze swymi przyjaciółmi, do pracy, do szkoły, na randki. Świadomy rodzic musi umieć negocjować granice dotyczące spędzania wieczorów poza domem, odrabiania lekcji, korzystania z samochodu, randek oraz konieczności bycia poinformowanym o zmieniających się planach. Adolescencja to okres osobistego rozwoju, który nie jest wolny od zagrożeń. Dziecko narażone jest na pokusę przejmowania zachowań grupowych (konformizm). Błędy popełnione w tym okresie mogą mieć gorsze konsekwencje niż wcześniejsze pomyłki. Nie sposób zaprzeczyć, że niekiedy nastolatki wybierają brzemienną w skutki bądź zagrażającą życiu linię postępowania.
Bez wątpienia niektórzy jego przyjaciele zaczynają flirt z niebezpiecznymi zachowaniami. Świadomi rodzice zajmują w tej kwestii jasne stanowisko i rozmawiają o skomplikowanych zagadnieniach, jakie się z nimi wiążą. Można na przykład powiedzieć, że nikt nie ma prawa zmuszać drugiej osoby do konkretnych zachowań, seksualnych czy jakichkolwiek innych, które stoją w sprzeczności z sumieniem bądź wartościami dziecka. Zarówno dziewczęta, jak i chłopcy muszą wiedzieć, że „Nie” to zdanie dokończone i że mają prawo je wypowiedzieć. Odnosi się to nie tylko do seksu, ale także do innych zachowań, które są przyczyną niepokoju: picia, brania narkotyków, kradzieży, jeżdżenia samochodem z nieodpowiedzialnymi osobami. Świadomie ucząc dziecko odmawiania, pomagamy mu rozwinąć szacunek dla samego siebie oraz poczucie wewnętrznej integralności.
Mówiąc prosto, świadomy rodzic na wszystko uważa po to, by pomóc dorastającemu dziecku w eksploracji rodzącego się impulsu do intymności, unikając emocjonalnych zranień oraz ryzyka przypadkowego seksu, prób z narkotykami czy klinicznej depresji. Zapewnianie bezpieczeństwa w niebezpiecznym świecie to nie lada wyzwanie. Wymaga od rodziców zrównoważonego podejścia, nadmierna surowość jest równie szkodliwa jak zupełny brak reguł. Jeśli rodzicom brak jest elastyczności, dziecko zmuszone jest buntować się przeciwko nim, bo w przeciwnym wypadku jego tożsamość będzie zupełnie zduszona rodzicielskimi nieuzasadnionymi próbami kontroli. Jeśli rodzice są niezdecydowani, dziecko jest pozostawione presji swoich rówieśników i nie ma żadnego punktu odniesienia, dzięki któremu mogłoby przyjąć bezpieczny kurs. Obie skrajne sytuacje są niebezpieczne.
Kiedy widoczne są wyraźne sygnały, że coś jest nie tak, a dziecko znajduje się w niewoli autodestrukcyjnych zachowań – depresji, kłopotów szkolnych, picia alkoholu bądź zażywania narkotyków, przygodnego seksu, przemocy, zachowań typowych dla grup przestępczych – mądry rodzic szuka wsparcia z zewnątrz. Dokłada wszelkich starań, by znaleźć profesjonalną pomoc, ponieważ wie, że samym rodzicom trudno jest poradzić sobie z poważnymi problemami. Szkoły, poradnie i rozmaite lokalne organizacje mogą skierować rodzica do kompetentnego specjalisty. To prezent, który rodzic może dać swojemu pogrążonemu w kłopotach dziecku.

(…)

GDZIE SIĘ TERAZ ZNAJDUJEMY

W znacznym stopniu straciliśmy łączność z naszą prawdziwą naturą, z sobą nawzajem i z kosmicznym porządkiem. Raj, który jest naszym stanem naturalnym, został utracony. To oczywiste, gdy przyjrzymy się, w jakim stanie znajdują się obecnie rodziny amerykańskie. Jak podaje raport Council on Families in America z 1995 roku,

„aby zatrzymać pogarszanie się sytuacji dziecka i społeczeństwa amerykańskiego, musimy wzmocnić instytucję małżeństwa. Osłabienie małżeństwa niesie z sobą katastrofalne skutki dla dobra dziecka (…), prowadząc do coraz większej niestabilności rodziny i spadku zainteresowania rodziców dzieckiem”.

Zgadzamy się z raportem, że oddane małżeństwo to środowisko, z którego można czerpać siłę i stabilność potrzebną do olbrzymiego wysiłku, jakim jest wychowywanie dziecka. Rodzicielstwo to trudne zadanie, żadna inna aktywność człowieka nie stawia tak wysokich wymagań. W naszym przekonaniu rodzicielstwo przebiega najlepiej w kontekście małżeństwa, w którym oboje dorosłych oddanych jest swemu wzajemnemu szczęściu i zdrowiu, a także szczęściu i zdrowiu swoich dzieci. To dlatego tak żarliwie domagamy się uznania, iż między dobrym małżeństwem i dobrym rodzicielstwem istnieje związek.
Prosimy jednocześnie o zrozumienie, iż w naszym przekonaniu nie wszystkie rozwody są złe, nie wszystkie małżeństwa są dobre, nie wszystkie dzieci z rozbitych rodzin są trwale skrzywdzone i nie wszystkie problemy, przed którymi stoją obecnie dzieci, wywodzą się ze zła, które niesie z sobą rozwód. Twierdzimy jedynie, że dziecko, które wzrasta w obecności obojga rodziców pozostających z sobą w stabilnym związku, ma ogólnie pojęty lepszy start niż dziecko, które nie ma takiej możliwości. Ponadto twierdzimy też, że osoby, które chcą jak najlepiej wychować swoje dziecko, muszą podtrzymywać i ulepszać swoją relację małżeńską w czasie, gdy dziecko mieszka z nimi w domu.
Niestety, coraz więcej osób doświadcza czegoś innego. Obecna sytuacja małżeństwa i dziecka jest najgorsza w historii. Choć świadomi jesteśmy, że nie należy wiązać przyczynowych wydarzeń z przypadkowymi zjawiskami, to jednak jesteśmy przekonani (a z nami także wiele innych osób), że istnieje związek między pogarszaniem się małżeństwa i pogarszanie się sytuacji dziecka.

Zastanówmy się nad zmianami w życiu rodzinnym, które przedstawia raport Council on Families in America z 1995 roku:

1. Przestępczość wśród nieletnich wzrosła sześciokrotnie w latach 1960-1992. 70 procent młodocianych przestępców dorastało w rozbitych rodzinach.

2. Liczba raportów dotyczących zaniedbania dziecka wzrosła pięciokrotnie od roku 1976.

3. Problemy psychologiczne dzieci i młodzieży dramatycznie się pogorszyły. Coraz więcej jest przypadków zaburzeń prawidłowego odżywiania oraz depresji. Potroiła się liczba samobójstw. Nadużywanie alkoholu i narkotyków utrzymuje się na wysokim poziomie. Ostatnie badania pokazują, że dzieci z rozbitych rodzin mają dwu-, trzykrotnie więcej problemów psychologicznych i behawioralnych niż dzieci z pełnych rodzin.

4. Wyniki testów SAT spadły o niemal 80 punktów. (Scholastic Assessment Test) – egzamin sprawdzający poziom wiedzy ogólnej ucznia kończącego edukację na poziomie szkoły średniej w USA (przyp. tłum.).

5. Ubóstwo przeniosło się z osób starszych na młode. Obecnie 38 procent osób żyjących w ubóstwie to dzieci. Stopa ubóstwa jest pięć razy wyższa dla dzieci samotnych matek, w porównaniu z dziećmi z rodzin pełnych.

6. Spada liczba małżeństw. Obecnie 62 procent dorosłych pozostaje w związkach małżeńskich (w porównaniu z 72 procentami w roku 1970), a ponad 30 procent wszystkich dzieci w USA przychodzi na świat w związkach pozamałżeńskich (w roku 1960 tylko 5,6 procent). Prawdopodobieństwo rozwodu bądź trwałej separacji małżeństwa wynosi 60 procent. Około połowa dzieci w USA prawdo¬podobnie doświadczy rozwodu rodziców przed opuszczeniem domu rodzinnego. Ponad jedna trzecia dzieci nie mieszka ze swoimi biologicznymi ojcami.

Bez względu na znajomość owych statystyk wśród osób prezentujących rozmaite poglądy na życie panuje coraz większy niepokój. Wszyscy wiemy, że sytuacja dzieci w naszym kraju jest nie najlepsza. Czas przestać się oszukiwać: nasza indywidualna i zbiorowa przyszłość będzie zagrożona, jeśli dzieci nie będą otrzymywały wszystkiego, co jest im potrzebne do tego, by rozwijać się w skupieniu i bez obawy o przyszłość. Bez wątpienia konieczne jest wprowadzenie reform społecznych. Niemniej większe fundusze i większa liczba programów społecznych – choć bardzo potrzebnych – nie naprawią jednak krzywd wyrządzonych przez złe małżeństwa i złe rodzicielstwo.
Warto zrozumieć, że zachowania i postawy, które nazywamy nie-świadomymi, wywodzą się z naszych ludzkich ograniczeń. Struktura mózgu człowieka nakazuje mu powtarzać zachowania, które są mu znajome, oraz podejmować gwałtowne działania obronne nawet wtedy, gdy źródłem „zagrożenia” jest ukochany dwulatek bądź trzynastolatek. Mówiąc o nieświadomym rodzicielstwie, nie mamy na myśli czegoś, co dzieje się poza nami, co przydarza się innym. Mówimy o sobie, o stanie nieświadomości, który do pewnego stopnia opisuje każdego z nas. Bywają osoby obdarzone większą samoświadomością, lecz wszystkim nam zdarzają się momenty nieświadomości, kiedy zachowujemy się tak, jakby inne osoby nie miały własnego życia. Nasze obserwacje czynimy, uznając, że wszyscy jesteśmy ograniczeni, oraz wierząc, że stoją przed nami nowe możliwości.
Cóż więc mamy czynić w obecnej rzeczywistości, aby stać się w przyszłości lepszymi zarządcami naszych fizycznych i duchowych darów?

 

Zobacz na: Teleogłupianie – Michel Desmurget

 

David Buss porusza zagadnienia dotyczące oczekiwań względem płci przeciwnej, budowania związków, doboru w pary, a także rozstań i zdrady. Jeśli jesteś zainteresowany taką tematyką to znajdziesz w tej książce kilka, a może wiele informacji, które pozwolą Ci dostrzec niektóre motywy postępowania własnego i innych ludzi oraz zrozumieć czemu do tej pory działo się tak, a nie inaczej.

Poniżej kilka fragmentów:

Prezentowanie zasobów

W świecie zwierząt demonstrowanie posiadanych zasobów jest dość powszechnym zachowaniem samców. Na przykład samce kukawki srokatej (Geococcyx californianus) łapią myszy czy niedojrzałe szczury, ogłuszają je lub zabijają, po czym oferują je samicom. Nie przekazują jednak prezentu, poprzestając na wyczekującym krakaniu i kiwaniu ogonem. Przekazanie żywności następuje dopiero po kopulacji; samica zjada „prezent”, co ma jej pomóc wysiedzieć jaja właśnie zapłodnione przez samca (Kevles, 1986). Jeżeli samcowi nie uda się upolować właściwego prezentu, nie uda mu się też i przystąpić do kopulacji.
Również mężczyźni dokładają starań, by zaprezentować swoje zasoby kobietom i dzięki temu przywabić je do siebie. W badaniach nad taktykami wabienia partnera prosiliśmy kilka setek studentów i studentek różnych uniwersytetów (kalifornijski, Harvarda, Michigan) o opisanie taktyk, które sami stosują i które zaobserwowali u innych. Wśród opisanych taktyk znalazły się takie zachowania, jak chwalenie się własnymi osiągnięciami, opowiadanie o ważności własnej pracy, okazywanie sympatii i zrozumienia innym, nawiązywanie kontaktu wzrokowego czy noszenie seksownych ubrań. Zespół czworga badaczy podzielił następnie te ponad sto zachowań na dwadzieścia osiem wyodrębniających się kategorii. Na przykład kategoria „prezentowanie sprawności fizycznej” obejmowała takie zachowania, jak podnoszenie ciężarów na pokaz, otwieranie mocno zamkniętych słojów i opowiadanie o własnych sukcesach sportowych. Wreszcie poprosiliśmy sto par małżeńskich i dwieście studentów i studentek stanu wolnego o ocenę skuteczności każdej z tych taktyk jako sposobu na przyciągnięcie płci przeciwnej (do związku przelotnego lub stałego) i ocenę, jak często każda taktyka jest stosowana przez nich samych, przez ich przyjaciół i małżonków (Buss, 1988a; Schmitt, Buss, 1996). Przedmiotem podobnie skonstruowanego badania były też taktyki zwalczania konkurencji – najpierw poprosiliśmy badanych o opisanie własnych i cu-dzych praktyk, po czym również sklasyfikowaliśmy je w dwadzieścia osiem różnych kategorii. Na przykład kategoria „podważanie inteligencji konkurenta” polegała na takich zachowaniach, jak doprowadzenie do sytuacji, w której konkurent wyjdzie na głupca, mówienie innym, że jest tępy czy że „ma nie po kolei w głowie”. Na koniec i tutaj poprosiliśmy sto małżeństw i ponad trzysta studentów i studentek o ocenę skuteczności i częstości stosowania tych taktyk (Buss, Dedden, 1990).
Jedną z taktyk stosowanych przez mężczyzn okazało się prezentowanie własnych zasobów – przechwalanie się wysokością zarobków i osiągnięciami, wydawanie dużych sum pieniędzy celem wywarcia na kobiecie odpowiedniego wrażenia, jeżdżenie drogim samochodem, opowiadanie o ważności wykonywanej pracy. Innym sposobem jest zawyżanie przed kobietami własnej pozycji zawodowej i perspektyw kariery. Pokazywanie zasobów jest więc strategią przyciągania płci przeciwnej stosowaną nie tylko przez ptaki, lecz i przez mężczyzn.
Mężczyźni starają się też pomniejszyć wagę zasobów, którymi dysponują konkurenci, mówiąc kobietom, że rywal jest biedny, nie ma pieniędzy, nie wykazuje ambicji i jeździ tanim samochodem. Kobiety w mniejszym stopniu stosują tę taktykę obniżania wartości rywalek, a jeżeli nawet, to jest ona oceniana jako mniej skuteczna w wydaniu kobiet niż mężczyzn.
Kluczową rolę odgrywa też dostosowanie taktyki do przelotnego bądź trwałego charakteru związku. Próby oszołomienia kobiety własnymi zasobami już na początku znajomości (kosztowna kolacja podczas pierwszej randki, cenne prezenty, szastanie pieniędzmi) są skuteczniejsze przy pozyskiwaniu partnerki związku przelotnego niż trwałego. W barach dla samotnych częstym sposobem wabienia partnerki jest fundowanie jej drinka, a im droższy drink, tym bardziej jest skuteczny; podobnie skuteczną strategią jest dawanie wysokich napiwków kelnerowi, co pokazuje kobiecie szczodrość i zasobność mężczyzny (Cloyd, 1976).
W kontekście związku trwałego skuteczniejszą taktyką mężczyzny jest natomiast pokazywanie własnej pracowitości czy opowiadanie o ambitnych planach życiowych. Podważanie wartości zasobów konkurenta również jest taktyką skuteczniejszą w kontekście pozyskiwania partnerki długotrwałej niż przelotnej – podważanie ambicji życiowych i umiejętności zawodowych konkurenta zniechęca do niego kobietę, jeżeli idzie o małżeństwo, ale nie o przelotny seks. Pasuje to oczywiście doskonale do poprzednio omówionych upodobań kobiet, które pragną natychmiastowego dostępu do zasobów mężczyzny w kontakcie przelotnym, a dobrych, choć niekoniecznie natychmiast realizowanych perspektyw na przyszłość w wypadku związku trwałego.
Noszenie kosztownego ubrania działa natomiast jednako dobrze w obu kontekstach. W pewnym badaniu wyświetlano kobietom zdjęcia mężczyzn ubranych w drogie trzyczęściowe garnitury, markowe dżinsy czy marynarki bądź też ubranych w odzież tanią. Ci pierwsi bardziej się kobietom podobali (Hill, Nocks, Gardner, 1987; Townsend, Levy, 1990), zarówno jako kandydaci na męża, jak i na przelotnego partnera, ponieważ drogie ubranie zdaje się sygnalizować zasoby zarówno natychmiastowo dostępne, jak i trwałe. Antropologowie John M. Townsend i Gary Levy stwierdzili powszechność takiego właśnie oddziaływania ubioru mężczyzn na kobiety we wszelkich relacjach damsko-męskich, od pójścia na kawę do małżeństwa. Pokazywali różnym kobietom zdjęcia tych samych mężczyzn ubranych albo w tani uniform Burger Kinga, albo w kosztowny blezer, białą koszulę i wykwintny krawat oraz zegarek firmy Rolex. Kobiety nie chciały z tymi pierwszymi ani umówić się na randkę, ani nawiązać przelotnego kontaktu, ani wyjść za nich za mąż. Ci drudzy, owszem, nadawali się do wszystkich tych trzech celów, mimo że byli to dokładnie ci sami mężczyźni, tyle że inaczej ubrani.
Ważność pokazywania przez mężczyznę zasobów materialnych nie ogranicza się oczywiście do kultur Zachodu. Antropolog A.R. Holmberg napotkał wśród boliwijskich Indian Siriono pewnego szczególnie marnego myśliwego, którego już kilka kolejnych żon zdążyło porzucić na rzecz lepszych myśliwych i który w związku z tym spadł na bardzo niską pozycję w plemiennej hierarchii. Kiedy jednak Holmberg zaczął z nim wspólnie polować i nauczył go posługiwania się bronią palną, wzrost łowieckich umiejętności owego Indianina spowowodował, że zaczął on w końcu „cieszyć się najwyższym szacunkiem współplemieńców, pozyskał kilka partnerek seksualnych i zaczął ubliżać innym, miast samemu wysłuchiwać ich obelg” (Holmberg, 1950, s. 58).
Siła oddziaływania zasobów mężczyzny nie jest też niczym nowym. Dwa tysiące lat temu Owidiusz zauważał nie bez melancholii: „Chcemy solidniejszych darów / chociaż poezję chwalimy / Nawet dziki barbarzyńca / nieogładzony, nieczuły / może być pewien triumfu /jeśli ma pełne szkatuły / Żyjemy dziś w złotym wieku / Wszystko otrzymasz za złoto / Ta, co nawet słynie cnotą / nagradza złoto pieszczotą” (Owidiusz Sztuka kochania, tłum. Julian Ejsmond, Warszawa 1987). Wciąż jeszcze żyjemy w tym złotym wieku.

(…)

Skuteczną taktyką przyciągania męskiej uwagi jest też nawiązywanie przez kobietę kontaktu wzrokowego. Mężczyźni uważają wpatrywanie się im w oczy przez nieznajomą za jedną ze skuteczniejszych taktyk pozyskania ich na partnera prze­lotnego kontaktu. Kobiety uważały jednak tę taktykę za jedynie umiarkowanie skuteczną w wykonaniu mężczyzny (w połowie siedmiostopniowej skali). Inicjo­wanie kontaktu wzrokowego przez kobietę zdaje się więc być dla mężczyzn sy­gnałem jej dostępności seksualnej, a mężczyźni są mocno wyczuleni na wszelkie oznaki tego rodzaju. W jednym z badań nagrywano przebieg kontaktu mężczyzny z nieznajomą kobietą, która w pewnym momencie spoglądała mu z uśmiechem w oczy (Abbey, 1982). Badanym odtwarzano zapis tego kontaktu i proszono ich
0 ocenę jej intencji. Choć kobiety oceniały zachowanie aktorki jako wyraz jedynie przyjazności, mężczyźni to samo zachowanie uważali za uwodzicielski objaw erotycznego zainteresowania. Z uwagi na taką męską interpretację nawiązywania; kontaktu wzrokowego przez kobietę, zachowanie to może być skuteczniejszym sposobem pozyskiwania zainteresowania partnera przelotnego niż stałego. W wypadku tego ostatniego skuteczniejsze może być unikanie kontaktu wzrokowe­go, sygnalizujące mężczyźnie niedostępność i brak zainteresowania przelotnym seksem.
Tak jak sygnalizowanie seksualnej dostępności jest kobiecą taktyką pozyski­wania przelotnego partnera, tak kwestionowanie dostępności jest kobiecą takty­ką zwalczania konkurencji w kontekście takich kontaktów. Studentki na przy­kład starają się zdeprecjonować rywalki, tłumacząc mężczyźnie, że „tamta” tylko udaje i zabawia się mężczyznami, a w rzeczywistości jest oziębła i nie intere­suje się seksem. Usiłują więc przekonać mężczyznę, że niepotrzebnie traci czas i energię, gdyż i tak nie uzyska u rywalki tego, o co mu idzie. Ta strategia zwal­czania konkurencji częściej stosowana jest przez kobiety niż mężczyzn. Kobie­ty nierzadko twierdzą, że ich rywalki są ozięble, pruderyjne i purytańskie. Stra­tegia ta nie jest skuteczna w wypadku inicjowania trwałego związku, choć dobrze działa w kontekście kontaktów przelotnych, ponieważ kwestionowa­nie seksualnej dostępności rywalki sygnalizuje mężczyźnie bezowocność jego wysiłków.
Informowanie, że rywalka tylko zabawia się mężczyznami, próbując ich „roz­palić do białości”, ma też z punktu widzenia kobiety i ten walor, że wcale nie sy­gnalizuje wierności rywalki na dłuższą metę. Przeciwnie, sugeruje raczej nielojalność i wykorzystywanie udawanej dostępności seksualnej celem pozyskania od mężczyzny korzyści, które nie zostaną potem „opłacone” rzeczywistym kontaktem seksualnym. Mężczyźni unikają oziębłości i skłonności do manipulacji także u stałych partnerek. Stąd też taktyka deprecjonowania rywalki za pomocą insynu­acji, że faktycznie tylko udaje ona dostępność seksualną, by wycofać się, gdy „przyjdzie co do czego”, jest skuteczna w zwalczaniu konkurencji w kontaktach przelotnych, a równocześnie i ewentualnych kontaktach trwałych.
Mae West wyraziła się kiedyś, że inteligencja jest wielką zaletą kobiety, pod warunkiem, że potrafi ją ukryć. Zdaje się to być prawdą w odniesieniu do pozy­skiwania partnerów przelotnych. Kobiety często odgrywają rolę istot uległych, bezbronnych, a nawet głupich, celem pozyskania przelotnego partnera – pozwala­ją mu przejmować inicjatywę w rozmowie, udają roztrzepanie i naiwność. Studen­ci uważają tego rodzaju taktyki za umiarkowanie skuteczne w pozyskiwaniu męż­czyzny dla kontaktu przelotnego, choć za zupełnie nieskuteczne w pozyskiwaniu stałego partnera (średnie oceny 3,35 i 1,62 na siedmiostopniowej skali skuteczno­ści). Ujawnianie bezradności i uległości przez mężczyzn jest natomiast wybitnie nieskutecznym środkiem pozyskiwania partnerek zarówno przelotnych, jak i sta­łych (średnie oceny skuteczności: 1,60 i 1,31).
Uległość kobiety sygnalizuje mężczyźnie, że nie musi się obawiać jej wrogiej reakcji na własne awanse (Givins, 1978), że ma jej pozwolenie na zapoczątkowa­nie kontaktu. Rozszerza to znacznie pulę ewentualnych kandydatów o tych, którzy są niezbyt odważni czy wytrwali, powiększając możliwości dokonywania wybo­rów przez kobietę i szansę wybrania sobie lepszego partnera. Uległość może też sygnalizować mężczyźnie, że bez trudu zapanuje nad kobietą i podporządkuje ją swym pragnieniom. Ponieważ w kontekście kontaktów przelotnych pragnienia te mają charakter głównie seksualny, uległość sygnalizuje zwiększoną dostępność seksualną kobiety i możliwość seksu bez kosztów zaangażowania. Stereotyp „głu­piej blondynki” może jednak wprowadzać w błąd – taki sposób prezentowania siebie przez kobietę sygnalizuje nie tyle brak inteligencji, ile brak barier w dostę­pie do niej, także seksualnym.
Sygnalizowanie nasilonej dostępności seksualnej bywa częścią rozleglejszej intrygi w celu pozyskania przez kobietę trwałego partnera. Czasami jedynym spo­sobem kobiety na przyciągnięcie początkowej uwagi mężczyzny jest oferowanie łatwego dostępu seksualnego, pozornie niepociągającego za sobą żadnych kosz­tów z jego strony. Jeżeli koszty zdają się wystarczająco małe, mężczyzna zostaje bez trudu przywabiony do kontaktu wyglądającego na przelotny. Kiedy już kon­takt taki zostanie nawiązany, kobieta może na różne sposoby uzależniać mężczyz­nę od siebie, stale podnosząc jego korzyści z pozostania, a koszty z opuszczenia związku. Tak więc to, co początkowo wyglądało na seks bez zobowiązań, posłu­żyć może w istocie jako wabik służący powiększaniu zaangażowania mężczyzny. Ponieważ mężczyźni są tak bardzo nastawieni na pozyskiwanie seksu przelotne­go, kobiety mogą wykorzystywać ten mechanizm celem zwabienia ich do trwałe­go związku.

(…)

Na zazdrość seksualną składają się uczucia stanowiące reakcję na spostrzega­ne niebezpieczeństwo grożące naszemu związkowi. Dostrzeżenie niebezpieczeń­stwa prowadzi do pomniejszających lub usuwających je działań – od wzmożenia czujności w poszukiwaniu oznak niewierności drugiej strony do przemocy w sto­sunku do partnera lub rywala (Dały, Wilson, 1988, s. 182). Zazdrość wzbudzają sygnały zainteresowania rywali partnerem bądź też oznaki niewierności partnera czy tylko zainteresowania ewentualnymi rywalami. Funkcją wzbudzonych tymi oznakami emocji – gniewu, smutku, upokorzenia – jest albo odcięcie się od rywa­la, albo powstrzymanie własnego partnera przed dezercją ze związku.

Mężczyźni, którzy nie potrafili rozwiązać tego problemu adaptacyjnego, sta­wali nie tylko w obliczu bezpośrednich strat „reprodukcyjnych”, lecz również ry­zykowali utratą reputacji i pozycji społecznej, co w wypadku rejterady partnerki mogło im poważnie utrudniać pozyskanie następnej. Już u starożytnych Greków „niewierność żony ściągała hańbę na głowę męża, określanego wówczas obraźliwym mianem keratos (rogacz), oznaczającym słabość i nieadekwatność… Choć opinia społeczna dopuszczała tolerowanie zdrady męża przez żonę, tolerowanie niewierności żony przez męża było niedopuszczalne i ściągało nań drwiny jako zachowanie niemęskie” (Safilios-Rotschild, 1969, s. 78-79). Mężczyźni zdradzani są powszechnym przedmiotem kpin.

Zapewne z powodu asymetrii pewności ojcostwa i macierzyństwa większość dotychczasowych badań skupiała się na zazdrości seksualnej mężczyzn, choć jest ona doświadczana, oczywiście i przez kobiety. Kontakt partnera z inną kobietą mo­że, bowiem zawsze doprowadzić do wycofania przezeń własnych zasobów i skiero­wania ich na rywalkę i jej dzieci. Mężczyźni i kobiety nie różnią się ani częstością, ani natężeniem przeżywanej zazdrości, jak to wykazało na przykład badanie stu pięćdziesięciu par, które poproszono o opisanie własnego poziomu zazdrości o płeć przeciwną (White, 1981). Podobne wyniki uzyskano w badaniu ponad dwóch ty­sięcy osób z Węgier, Irlandii, Meksyku, Holandii, byłego Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych i dawnej Jugosławii, które to osoby proszono o podanie własnych reakcji na różne wyobrażane scenariusze zdrady. Mężczyźni i kobiety ze wszystkich siedmiu krajów podawali jednakowo negatywne reakcje na wyobraże­nie flirtu lub stosunku seksualnego drugiej strony z kimś innym. Nie różnili się też intensywnością reakcji na wyobrażane sceny, w których partner obejmuje rywalkę czy tańczy z nią, choć reakcje na te sceny były oczywiście mniej negatywne od re­akcji na flirt i stosunek seksualny. We wszystkich krajach mężczyźni i kobiety zda­ją się, więc jednako reagować zazdrością w odpowiedzi na grożące ich związkom niebezpieczeństwo (Buunk, Hupka, 1987).

Pomimo tych podobieństw, mężczyźni i kobiety ujawniają jednak intrygujące różnice, co do treści zdarzeń prowokujących zazdrość. W jednym z badań poproszono dwadzieścia kobiet i dwudziestu mężczyzn o odegranie roli w wywołują­cym zazdrość scenariuszu(Teisman, Mosher, 1978). Zanim jednak do tego doszło, badanych poproszono o wybranie najbardziej prowokującego scenariusza spośród kilku przedstawionych. Aż siedemnaście kobiet wybrało scenariusz, w którym niewierny partner poświęcał swój czas i zasoby materialne rywalce, a jedynie trzy scenariusz, w którym dochodziło wyłącznie do zdrady seksualnej. Mężczyźni wy­bierali natomiast dokładnie na odwrót – tylko czterech wybrało scenariusz zawie­rający poświęcanie czasu i energii, aż szesnastu – zdradę czysto seksualną. Bada­nie to dostarczyło pierwszej wskazówki, że choć zazdrość typowa jest i dla kobiet, i dla mężczyzn, każda z płci może ją przeżywać z odmiennych powodów. U ko­biet powody te dotyczą problemu pozyskiwania od mężczyzny niezbędnych zaso­bów materialnych, u mężczyzn – problemu pewności własnego ojcostwa.

(…)

Niepowtarzalność ludzkich strategii ma swoje źródło także i w tym, że pozo­stawanie razem przynosi reprodukcyjne korzyści obu płciom i dla obu płci korzy­ści te przeważają nad zyskami ze zmiany partnera. W rezultacie taktyki utrzymywania partnera przy sobie uprawiane są i przez mężczyzn, i przez kobiety (u owa­dów uprawiają je z reguły jedynie samce). Ponieważ ludzie kojarzą się zwykle z osobami o podobnym poziomie wartości reprodukcyjnej, obie strony mają zwy­kle mniej więcej tyle samo do stracenia wskutek rozpadu związku (Buss, 1988b; Buss, Barnes, 1986; Kenrick i in., 1993). Ludzie rozwinęli, więc wiele sobie tylko właściwych taktyk utrzymywania partnera przy sobie. Jedne z najważniejszych to system wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem w postaci zazdrości seksualnej oraz zaspokajanie pragnień partnera.

(…)

Ponadto mężczyźni mają niepokojącą skłonność do ogromnego niedoceniania, jak dalece agresja seksualna jest przykra dla kobiet. Wszystkie tego rodzaju akty agre­sji mężczyźni uznają za znacznie mniej przykre dla kobiet, niż uważają same ko­biety. Jest to oczywiście drzemiące zarzewie konfliktu – niedocenianie bolesności wymuszonego seksu stanowić może jeden z czynników powodujących brak empa­tii mężczyzn dla ofiar gwałtu (Zahavi, 1977). Drastyczną ilustracją tego braku jest pozbawiona serca (i sensu) wypowiedź pewnego teksańskiego polityka, który stwierdził, że jeżeli kobieta nie może uciec przed gwałtem, powinna leżeć spokoj­nie i starać się przynajmniej mieć z niego przyjemność.

Z kolei kobiety przeceniają stopień, w jakim mężczyznom sprawia przykrość skierowana na nich kobieca agresja seksualna – kobiety oceniają ją na 5,13, sami mężczyźni – jedynie na 3,02 (Blumstein, Schwartz, 1983). Tak więc zarówno męż­czyźni, jak i kobiety nie doceniają zdania płci przeciwnej i niezbyt dobrze je rozu­mieją. Obie płcie skłonne są widzieć reakcje płci przeciwnej raczej na obraz i po­dobieństwo swoich własnych odczuć. Mężczyźni sądzą, że kobiety w sprawach agresji seksualnej są bardziej męskie, niż to jest w istocie, a podobny błąd – zmie­niwszy, co trzeba – popełniają i kobiety. Rozpowszechnienie informacji o faktycz­nych odczuciach kobiet wśród mężczyzn i o faktycznych odczuciach mężczyzn wśród kobiet mogłoby, więc stanowić choćby drobny krok na drodze zmniejszania konfliktu między płciami.

W pewnym sensie odwrotnością agresji seksualnej jest oziębłość czy wycofy­wanie się z seksu, o co ustawicznie kobiety oskarżane są przez mężczyzn. Narze­kają oni na takie ich zachowania, jak celowe rozbudzanie mężczyzny, by potem się wycofać z kontaktu, złośliwe flirtowanie na niby czy odmawianie kontaktu seksualnego. Tego rodzaju zachowania oceniane są przez mężczyzn jako wyraźnie przykre (5,03), choć przez kobiety widziane są jako tylko umiarkowanie przykre (4,29). Wycofanie się z seksu jest, więc przykre dla obu płci, choć wyraźnie bar­dziej dla mężczyzn.

Z punktu widzenia kobiet wycofywanie się z seksu spełniać może szereg fun­kcji. Najbardziej oczywistą jest pozostawianie sobie możliwości wyboru między mężczyznami o dużej wartości, gotowymi do zaangażowania uczuciowego i mate­rialnego. Kobiety wycofują się z seksu z pewnymi mężczyznami po to, by zaanga­żować się weń z innymi, których same wybrały. Za pomocą wycofania się z seksu kobiety podwyższają również swoje znaczenie dla mężczyzny – w myśl zasady, że niedostępność każdego dobra podnosi jego wartość. Jeżeli jedynym sposobem po­zyskania kobiety przez mężczyznę będzie poczynienie poważnych inwestycji, poczyni je. Ale jest to następne zarzewie konfliktu między mężczyzną pragnącym szybkiego seksu bez zobowiązań a kobietą, która wycofuje dostępność seksualną, by pozyskać właśnie emocjonalne zobowiązanie mężczyzny.

(…)

Złe traktowanie drugiej strony jest oczywiście taktyką bardzo niebezpieczną. Choć zasadniczym jej celem jest powiększenie zaangażowania partnerki i przy­muszenie jej do działań na rzecz męża, taktyka ta może łatwo przynieść skutki od­wrotne od zamierzonych i doprowadzić do ucieczki kobiety, gdy dojdzie ona do wniosku, że nic gorszego i tak już jej spotkać nie może. Być może właśnie, dlatego mężowie bijący żony często je potem przepraszają, nierzadko plącząc i obiecując poprawę (Dały, Wilson, 1988; Russell, 1990). Tego rodzaju działania służą po­wstrzymaniu żony przed ucieczką.

Bicie żon spotykane jest w wielu kulturach. Wśród Indian Yanomamo zdarza się często, że mężczyźni biją swoje żony kijami za takie „wykroczenia”, jak opie­szałość w podawaniu herbaty (Chagnon, 1983). Co ciekawe, kobiety z tego ple­mienia uważają nierzadko bicie za objaw gorących uczuć mężowskich – interpre­tacja, której zapewne nie podzielają współczesne Amerykanki. Niezależnie od interpretacji, tego rodzaju działania służą podporządkowaniu żony mężowi.

Inną formą złego traktowania drugiej strony jest szydzenie z jej wyglądu. Zdarza się to zaledwie u 5% nowo poślubionych mężczyzn, ale w piątym roku małżeństwa odsetek ten jest już czterokrotnie wyższy. Zważywszy, jak ważny dla kobiet jest ich wygląd, cios wymierzony w ten punkt jest wyjątkowo bolesny. Funkcją takiego postępowania mężczyzny jest zapewne obniżanie mniemania żo­ny o samej sobie, a przez to powstrzymywanie jej od angażowania się w kontakty pozamałżeńskie.

Złe traktowanie partnerek można więc wyjaśnić na gruncie myślenia ewolucjonistycznego adaptacyjnymi funkcjami takiego postępowania. Zrozumienie fun­kcji i celów takiego zachowania nie oznacza jednak wcale jego akceptacji czy aprobaty, podobnie jak to jest i z innymi rodzajami destruktywnego postępowania. Wręcz przeciwnie, zrozumienie przyczyn i warunków pojawiania się takich niepo­żądanych zachowań może przyczynić się do skuteczniejszego im przeciwdziała­nia. Złe traktowanie partnerek przez mężczyzn ma swoje korzenie biologiczne, ale nie jest to w żadnym sensie zachowanie ani konieczne (niczym odruch kolanowy), ani niemożliwe do zmiany. Jego pojawianie się zależy od różnych okoliczności, w tym także od szczególnych cech charakteru mężczyzn. W badaniach nad nowo­żeńcami stwierdziliśmy na przykład, że mężczyźni nieufni i niestabilni emocjo­nalnie czterokrotnie częściej źle traktują swoje żony, niż mężczyźni emocjonalnie stabilni i pozbawieni podejrzliwości. Inne czynniki nasilające poniewieranie żon przez mężów to odizolowanie żony od jej krewnych, brak sankcji prawnych gro­żących mężczyźnie za takie postępowanie, czy sytuacja, w której atrakcyjność żo­ny znacznie przewyższa atrakcyjność jej męża, co nasila się jego lęk przed opuszcze­niem. Zidentyfikowanie okoliczności nasilających szansę złego traktowania kobiety przez męża może być pierwszym krokiem w kierunku przeciwdziałania temu niepożądanemu zjawisku

(…)

Sytuacją, w której stosunkowo często dochodzi do gwałtu, jest randka. Jedno z badań ujawniło, że prawie 15% studentek doświadczyło gwałtu podczas randki. Inne badanie trzystu czterdziestu siedmiu kobiet ujawniło zaś, że sprawcami aż 63% gwałtów są „chłopcy”, narzeczeni czy mężowie ofiar (Gavey, 1991). Najbar­dziej rozległe z dotychczasowych badań nad tym problemem ujawniło, że spośród prawie tysiąca zamężnych kobiet, 14% zostało zgwałconych przez swoich mężów (Russell, 1990). Daleko, więc do tego, by gwałt można było uważać za przestęp­stwo popełniane jedynie przez nieznajomych czyhających w ciemnych alejkach. Jest on zjawiskiem nierzadkim w kontekście kojarzenia się ludzi w pary, stano­wiącym przedmiot zainteresowania tej książki.

(…)

Ewolucyjny wyścig zbrojeń

Kontakty mężczyzn z kobietami nękane są więc licznymi konfliktami – od poty­czek o dostęp seksualny w parach przedmałżeńskich, przez walki o zaangażo­wanie i inwestycje zasobów wśród par małżeńskich, do zaczepek seksualnych w miejscu pracy i gwałtu pośród znających się osób i nieznajomych. Źródła znacznej większości tych konfliktów znaleźć można w odmienności ewolucyjnie wykształconych strategii seksualnych obu płci. Strategie typowe dla jednej płci często utrudniają realizację celów drugiej strony.

Obie strony konfliktu wykształciły w trakcie ewolucji szereg mechanizmów reagowania na utrudnianie własnych celów przez postępowanie drugiej strony. Należą do nich przede wszystkim takie emocje, jak gniew, smutek i zazdrość. Ko­biety najsilniej reagują gniewem na mężczyzn wtedy, kiedy ich postępowanie uniemożliwia im realizację ich własnych strategii postępowania, kiedy mężczyźni na przykład próbują wymusić seks i poniżają je. Podobnie mężczyźni reagują gniewem na utrudnianie im realizacji ich własnych strategii seksualnych, kiedy kobiety odtrącają ich zaloty, odmawiają seksu czy podrzucają „kukułcze jaja”.

Wszystkie te potyczki prowadziły w trakcie ewolucji naszego gatunku do swoistej „spirali zbrojeń” obu płci. Na każdy postęp umiejętności mężczyzn do wprowadzania kobiet w błąd, te odpowiadały rozwojem większych umiejętności wykrywania oszustwa. Na każdą, coraz to trudniejszą próbę, na którą kobiety wy­stawiały mężczyzn, by sprawdzić siłę ich uczuć i zaangażowania, mężczyźni od­powiadali wzrostem umiejętności udawania oznak zaangażowania. A to prowadzi­ło do dalszego wzrostu wrażliwości kobiet na tego rodzaju próby wprowadzenia ich w błąd. Każde ulepszenie w realizacji strategicznych celów jednej płci spoty­kało się z analogiczną reakcją drugiej. Ponieważ zaś strategie seksualne obu płci są częściowo odmienne, owa ewolucyjna spirala zdaje się nie mieć końca.

Ewolucyjnie wykształcona zdolność do reagowania negatywnymi emocja­mi i cierpieniem na przeszkody w realizowaniu własnych strategii seksualnych pozwalają kobietom i mężczyznom działać w sposób pomniejszający ich własne koszty. Czasami oznacza to wycofanie się z dotychczasowego związku.

(…)

Harmonia między kobietą a mężczyzną

 Cokolwiek zostało uczynione przez jakąkolwiek jednostkę w historii ludzkiego gatunku, wyznacza minimalną granicę naszych możliwości. Granica maksymalna — jeżeli w ogóle istnieje —pozostaje całkowitą niewiadomą

John Tooby i Leda Cosmides The Adapted Mind

Kluczowym przesłaniem niniejszych rozważań nad ludzkimi strategia­mi seksualnymi jest idea, że strategie te są ogromnie plastyczne i wrażliwe na kontekst społeczny. Wykształcając różne nasze mecha­nizmy psychologiczne, ewolucja wyposażyła nas w szeroki repertuar zmiennych zachowań pozwalających rozwiązywać różne problemy adaptacyjne związane z doborem partnerów. Z repertuaru tego możemy wybierać dowolne za­chowania pozwalające spełnić nasze pragnienia przy uwzględnieniu konkretnych warunków, w których do spełnienia tych pragnień dochodzi. Tak więc w dziedzi­nie seksu żadne zachowanie nie jest nieuniknione czy wyznaczone nieuchronnym programem genetycznym – ani niewierność czy monogamia, ani przemoc czy ła­godność, ani zazdrosne strzeżenie drugiej strony czy obojętność. Mężczyźni nie są nieodwołalnie skazani na pogoń za przelotnym seksem z licznymi partnerkami, podobnie jak kobiety nie są skazane na wyśmiewanie mężczyzn nieskłonnych do stałego zaangażowania. Nie jesteśmy niewolnikami na zawsze przypisanymi do ról płciowych wyznaczonych przez ewolucję. Znajomość warunków aktywizują­cych każdą ze strategii postępowania umożliwia nam dowolne decydowanie, którą z nich realizować, a którą pozostawić jedynie niewykorzystaną możliwością.

Zrozumienie powodów, dla których seksualne strategie w nas się wykształciły, dostarcza nam potężnego narzędzia umożliwiającego zmienianie naszego własnego postępowania, podobnie jak poznanie fizjologii ludzkiego ciała umożliwia nam wprowadzanie zmian w jego funkcjonowaniu. Wiedząc, co i dlaczego powoduje powstawanie odcisków, możemy ich uniknąć. Podobnie wiedząc, że funkcją zazdrości u mężczyzn jest zapewnienie sobie ojcostwa rodzonych przez partnerkę dzieci, a u kobiet — zapewnienie sobie wyłączności dostępu do zasobów partnera, możemy przewidzieć, które warunki najbardziej będą zazdrości sprzyjały, a w konsekwencji warunków tych unikać. Dysponując tą wiedzą, możemy skonstruować nasz związek w taki sposób, że zazdrość nie będzie w nim wielkim problemem.

W dotychczasowych rozdziałach tej książki posługiwałem się danymi empi­rycznymi na temat stosowanych przez ludzi taktyk przyciągania, pozyskiwania, utrzymywania przy sobie i porzucania partnera celem zbudowania ogólnej teorii ludzkich zachowań seksualnych. Choć nie stroniłem od spekulacji, w zasadzie sta­rałem się ograniczać do ustalonych faktów. W tym rozdziale wychodzę poza owe fakty, próbując pokazać ich szersze implikacje dla kontaktów społecznych w ogó­le, a szczególnie dla kontaktów między kobietami a mężczyznami.

Różnice między płciami

Ponieważ kobiety i mężczyźni stawali w ewolucyjnej przeszłości naszego gatunku przed ogromną liczbą identycznych wyzwań, większość wykształconych przez obie płcie mechanizmów adaptacyjnych jest jednakowa. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni pocą się i doznają dreszczy w trakcie regulacji temperatury ciała, po­dobnie jak obie płcie wysoko cenią sobie inteligencję i niezawodność u stałego partnera życiowego, a także jego lojalność, rzetelność czy skłonność do współpra­cy. Na tle tych licznych podobieństw tym bardziej wyraziste stają się różnice mię­dzy kobietami a mężczyznami. Występują one w takim zakresie, w jakim nasi praprzodkowie różnych płci stawali przed odmiennymi problemami przystoso­wawczymi, które musiały zostać rozwiązane odmiennymi sposobami. Ponieważ na pradawne kobiety spadał główny ciężar opieki nad dzieckiem, to u nich wykształ­ciły się gruczoły mleczne. Ponieważ do zapłodnienia dochodzi wewnątrz ciała ko­biety, to pradawni mężczyźni stawali przed problemem pewności własnego ojco­stwa. Doprowadziło to do wykształcenia się u nich szczególnej preferencji do seksualnej wierności partnerek i psychologicznych mechanizmów zazdrości skon­centrowanej na niewierności seksualnej oraz skłonności do wycofywania własnego zaangażowania w wypadku podejrzeń, że podrzucono im „kukułcze jajo”. Wszyst­ko to wyraźnie ich odróżnia od kobiet (Baker, Bellis, 1995; Buss, Schmitt, 1993; Betzing, 1989).

Niektóre z różnic między płciami są niezbyt przyjemne. Kobiety nie lubią być traktowane jako obiekty seksualne cenione za piękno i młodość, a więc wła­ściwości, na które w przeważającej mierze nie mają żadnego wpływu. Mężczy­źni nie lubią być traktowani jako narzędzie sukcesu cenione za grubość portfela i wysokość zajmowanej pozycji społecznej. Niewątpliwe bolesne jest być żoną mężczyzny, którego pogoń za seksualną różnorodnością skłania do niewierności, podobnie jak być mężem kobiety, którą do niewierności skłania poszukiwanie emocjonalnej bliskości z innym mężczyzną. I dla kobiet, i dla mężczyzn bolesne jest doświadczenie odrzucenia przez płeć przeciwną wskutek braku cenionych przez nią właściwości.

Dość powszechnie przyjmowane założenie nauk społecznych o jednakowości obu płci nie daje się utrzymać w świetle obecnie znanych faktów. Zważywszy siłę ewolucyjnych presji oddziaływujących w odmienny sposób na kobiety i mężczyzn przez tysiące pokoleń, oczekiwanie takiej jednakowości byłoby oczywiście zupełnie pozbawione realizmu. Dziś nie można już wątpić w zasadnicze różnice między płciami – z silniejszą preferencją mężczyzn do partnerek młodych, urodziwych i licznych oraz z silniejszą preferencją kobiet do mężczyzn wysoko stojących w hie­rarchii, zasobnych i skłonnych do dzielenia się swymi zasobami tylko z nimi. Męż­czyźni i kobiety różnią się znacznie strategiami przyciągania, pozyskiwania i utrzy­mywania przy sobie drugiej strony. Wszystkie te różnice zdają się mieć po­wszechny, w dużym stopniu ponadkulturowy charakter i decydują o kształcie poży­cia obu płci.

Niektórzy ludzie starają się różnicom tym przeczyć w nadziei, że po zamknię­ciu oczu znikną i same różnice. Zaprzeczanie ich istnieniu nie na wiele się jednak zda, a harmonijne współżycie obu płci będzie możliwe dopiero wtedy, kiedy róż­nice te dobrze zrozumiemy, pojmując w ten sposób także i odmienność pragnień kobiet i mężczyzn.

Fragment książki „Jak skutecznie przekonywać” – Gerry Spence

Jak skutecznie przekonywać - Gerry Spence

Rozdział 13 PRZEKONYWANIE NAJBLIŻSZYCH Miłość i wojna

BLOKADA: Jeśli nie staniesz w obronie swych praw i tego, czego pragniesz, jeśli nie zajmiesz zdecydowa­nej postawy, rozniosą cię, rozjadą jak cięża­rówka zająca. Musisz walczyć, żeby przetrwać.

KLUCZ: Magiczna ironia wystąpienia w świecie miłości polega na tym, że trzeba nauczyć się przegry­wać, aby wygrać.

Pisanie o tym, jak wygrać jakiś spór w domu, jest pisaniem powieści. Prowadzenie sporu w domu, wystąpienie w ob­ronie pewnych racji jest bardzo wyrafinowaną umiejętno­ścią — może nawet formą sztuki. Opanowanie tej sztuki przewyższa dokonania tych, którzy zdobyli potężne fortu­ny lub wieczną sławę. Znam wielu potentatów przemysło­wych, którzy w domu nie mieli żadnych osiągnięć w tej właśnie dziedzinie. Znam wiele gwiazd świata filmu, które nie mają na koncie żadnych zwycięstw w domowych wy­stąpieniach. Wygląda na to, że progi ich domów emitują jakieś tajemne negatywne siły, które przeistaczają mocne osobowości w niemowy lub paplających obłąkańców.
Znam prawników dorównujących elokwencją Claren- ce’owi Darrowowi, którzy przestępując próg swego domu, w tajemniczy sposób tracą humor i milkną. Znam kobiety, które przez cały dzień tryskają energią, a po wejściu do domu wpadają nagle w stan schizoidalnego zahamowania lub wybuchają wściekłością. Wydaje się, że dom nie jest sanktuarium spokoju, ale strefą działań wojennych. Można odnieść wrażenie, że mieszkańcy domu cierpią na nieod­wracalne zmiany po wybuchu pocisku, że są ofiarami po­urazowych zaburzeń. Jeśli nie uda ci się niczego osiągnąć w nieuchwytnej sztuce przekonywania, wtedy miłość us­chnie jak kwiat maku, którego nie podlewasz.
Nikt nie uczy żadnych technik budowania udanych związków. Żaden uniwersytet nie prowadzi zajęć na temat, jak być, jak żyć, jak kochać, jak angażować się w szczęśliwe związki. Nie ma przedmiotu, który nazywa się: „początki małżeństwa”. Miłość, w swym zenicie, jest połączeniem siły i energii dwojga, którzy wypełniają boską obietnicę ludzkiej siły. W kryzysie miłość staje się niewolą, matnią, piekłem. Najlepsza i najgorsza postać miłości zaczyna się od jaźni.

Tworzenie miłosnego związku poprzez zachowanie jaźni: Jak stworzyć szczęśliwy związek miłosny? Mówi się, że trzeba oddać siebie drugiej osobie. Ja twierdzę, że nie wolno oddawać jaźni. Jaźń, ta wyjątkowa, nieśmiertelna, niezrównana, niepowtarzalna jaźń! Jaźń, twoja, moja, jaźń, która różni się od wszystkich innych jaźni wszechświata — to najcenniejsza rzecz, ponad wszystkie drogocenności, którą wnosimy w związek. Nie oddawaj jaźni!
Postaraj się uzmysłowić sobie tę najważniejszą jaźń. Widzisz ją? Niech będzie czymś, co możesz trzymać w dłoni — filiżanką, a w tej jedynej filiżance zawarty jest twój duch, najwspanialsza treść twej osobowości — twój rodzaj miłości, twój sposób na kreatywność, twoje wyjąt­kowe doświadczenia, twoja szczególna mądrość, tak, twój sposób na zerwanie związku, gniew, niepewność, oba­wy — to wszystko mieści się w twojej filiżance. Widzisz tę filiżankę?
Załóżmy teraz, że angażujesz się w związek uczucio­wy. Wnosisz do niego swą filiżankę jaźni. Podobnie czyni druga osoba. Jej lub jego jaźń jest tak wyjątkowa i niepo­równywalna jak twoja. Gdyby nawet druga osoba wypełniła przestrzeń złotem, a nie wniosła jaźni, i tak panowałaby tam pustka, zupełna pustka.

Czy jaźń, cała filiżanka wraz z zawartością, musi być ceną wejścia do związku? Czyż nie rozumiemy, że jeśli druga osoba musi oddać jaźń, wtedy nie będzie żadnego związku? Czyż nie pojmujemy, że gdy druga osoba oddała jaźń, to łączymy się z prostą osobowością, człowiekiem bez jaźni, który wydał swą jaźń?
Kiedy tylko mam sposobność, zawsze oświadczam, że nie mogę oddać jaźni drugiej osobie jako ceny za przystą­pienie do związku. Nie mogę oddać jaźni kolegom, praco­dawcy, przyjaciołom, klientom jako ceny za akceptację. Sięgnę z ochotą do mojej filiżanki i oddam miłość, lojal­ność, energię, twórczość, poświęcenie. Nie mogę oddać fi­liżanki, bo bez jaźni nie możemy skorzystać z wolnej woli; nie możemy cieszyć się spontanicznością, przeżywać taje­mnicy, nieskończonej drogocenności jaźni, gdyż została ona oddana. Już jej nie ma.
Zakłopotanie zaczyna się wtedy, gdy nie umiemy odróż­nić dawania swej jaźni od dawania swej miłości, lojalności, twórczości czy pracy. Niewolnik pracy, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez maszynę. Niewolnik miłości, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez innego nie­wolnika miłości. Nic nie pozostaje. Filiżanka jest stracona. Druga osoba trzyma w swej dłoni filiżankę, która niedługo będzie pusta. Zaczynamy rozumieć: dar jaźni dla drugiej osoby jest darem, który zużywa się i nie da się uzupełnić.
Związek uczuciowy jest podobny do małej spółki. Wspól­nicy pozostają partnerami i nie stają się wzajemną włas­nością. Szanują się. Wspólnie pracują, troszczą się o sie­bie, są wobec siebie lojalni, wspomagają się twórczo. Nie stają się jednością. Jeśli wola jednego opanuje wolę dru­giego, partnerstwo zostanie zniszczone, a pozostanie pan i sługa. Druga osoba zmieniła się w rzecz, która została przejęta, co niszczy spółkę, gdyż z definicji w spółce musi działać dwóch niezależnych partnerów.

Jak przegrać w wyniku zwycięstwa: Pojmując tę istotę związku opartego na miłości, rozumiemy także, iż wszyst­kie starania o sprawowanie władzy nad innym są atakiem na związek, który znajduje się wtedy w zagrożeniu, gdyż zanik jaźni jest zanikiem tego związku. Paradoksalnie, na tyle przegrywamy, na ile wygraliśmy, na ile druga osoba uległa. Przedstawię istotę takiego podejścia w następującej rozmowie:
—                Chcę, żeby było po mojemu. Musisz ustąpić. Moja wola liczy się w tym związku. Moje życzenie jest jedynym życzeniem.
—                Dobrze. Ustąpię. Nie mam żadnej woli. Twoja wola jest moją wolą.
—                Cieszę się, że zgadzasz się ze mną.
—                Tak, panie. Jestem na twe rozkazy.
—                Jeśli ja mam rozkazywać, rozkazuję ci mówić.
—                Co mam powiedzieć, panie?
—                Powiedz coś!
—                Cokolwiek powiesz, panie.
—                Mów!
—                Tak, panie.
—                Dlaczego się sprzeciwiasz?
—                Cokolwiek zechcesz, panie!
—                Na Boga, powiedz coś! Zrób coś! Skończ z tym pła­szczeniem się. Bądź kimś! Czuję się przez ciebie taki sa­motny. Nie wiesz, jaki jestem samotny?
—                Masz mnie, panie.
—                Nie czuję twej obecności.
—                Ja jestem tobą, panie.

Poznawanie sztuki przegrywania: Uargumentowanie swego stanowiska w przypadku związku uczuciowego opartego na miłości, to znaczy uzyskanie tego, o co nam chodzi, wymaga strategii. Strategia z kolei wymaga ustalenia hierarchii ważności celów. Co stawiamy na pierwszym miejscu?
Po pierwsze, chcemy kochać i być kochani, prawda? Chcemy być szczęśliwi, spokojni, żyć bez obaw. Chcemy się rozwijać, poznawać nowe. Związek miłosny jest ogro­dem, w którym sadzimy, uprawiamy i zbieramy najcen­niejsze plony, nas samych, i w którym druga osoba korzy­sta z równie żyznej gleby dla swego rozwoju i rozkwitu. Jeśli tego właśnie oczekujemy, to tylko głupiec zmarnował­by ogromne możliwości tkwiące w takim związku, próbując go zdominować, gdyż panowanie i miłość, decydowanie i udany związek stoją w sprzeczności.
Ona chce pójść na koncert i posłuchać Bartoka, a on nienawidzi wszelkich symfonii, a szczególnie Bartoka. Ale ktoś, nawet o umyśle obłąkanej mangusty, wie, że wstrzy­manie się z uwagami przez dwie godziny muzyki Bartoka i dostarczenie drugiej osobie przyjemności nie kosztuje zbyt wiele. Gdzie można dostać coś taniej? Ponadto czyż nie lepiej pójść już na ten koncert, niż rozpoczynać awanturę, która skazi małżeństwo urazą i rozdrażnieniem, a później pociągnie za sobą konieczność próśb o przebaczenie i przy­wrócenie do łask?
Jeśli sztuka przekonywania w związku uczuciowym jest sztuką otrzymania czegoś, co chce jedna strona, to oczy­wiście działa tu także stała zasada, stałe prawo psychiki, które brzmi: nic za nic. Mówiąc inaczej, nie można w mi­łości dostać tego, czego się chce, jeśli druga osoba także nie uzyska tego, czego chce. Gdy zderzają się te przeci­wieństwa, wtedy sztuka prowadzenia sporu, niczym Bat­man ze swą peleryną, musi spłynąć z obłoków dla rato­wania spokoju i wzmocnienia związku.
Przeżywszy dziewięć szczególnych dni w czasie mego ponad czterdziestoletniego małżeństwa mogę zaświadczyć o prawdziwości powyższego; co za tym idzie, starałem się ogromnie zostać biegłym w sztuce przegrywania. Mogę jed­nak dodać, że porażki dające mi najwięcej zadowolenia, to takie, które sam wyreżyserowałem, krótko mówiąc: aby celować w sztuce domowych sporów, należy opanować sztu­kę przegrywania.

Panowanie, czyhający aligator: Przekonaliśmy się już, że panowanie na polu bitwy jest niezbędne do zwycięstwa. Panowanie i dominacja w miłości jest czymś zupełnie nie­samowitym. Przypomina mi to potężnego aligatora, który leży sobie pod powierzchnią wody i wystawia oczy. Oczy penetrują otoczenie w poszukiwaniu ofiary, żeby ją zaata­kować i pożreć. W końcu nieodparta konieczność, żeby zapanować nad wszystkim, obejmie nawet najbardziej try­wialne sprawy. Aligator czeka. Gdy coś wpadnie do wody, wtedy dopiero zaatakuje.

Dlaczego musimy zawsze dążyć do panowania: Przy­chodzimy na świat zupełnie nadzy, bez żadnych doświad­czeń. Prawie natychmiast dostajemy odzienie i różne rady: „Panuj nad sobą. Nie złość się. Nie płacz. Bądź cicho! Odpowiadaj, gdy ktoś mówi do ciebie. Tylko tchórz się boi”. Od pierwszych dni życia jesteśmy zmuszani do trzy­mania swych uczuć w ryzach. Czy widziałeś kiedyś jakąś roślinę, która wegetuje pod deską, pozbawiona światła? Życie i rozwój takiej rośliny są stłumione. Jej kiełki są mizerne i pokręcone jak spaghetti. Jeśli podniesiesz deskę, nie możesz pozostawić takiej słabej rośliny na słońcu, gdyż nie wytrzyma.
Nasza psychika jest też tłumiona swoistymi hamulcami. Uczucia pod nimi są skrzywione, poskręcane i rozpaczliwie szukają uwolnienia. Boimy się. Nasza kreatywność jest zni­szczona. Jesteśmy spragnieni słońca, ekspresji. Nasza oso­bowość zanika. Wciąż jednak mamy na twarzy wieczne, głupkowate uśmiechy. Zakładamy maski. Udajemy. Musi­my udawać. Nie mamy odwagi być sobą. Nie wolno od­słaniać małej, delikatnej, powykrzywianej roślinki. Jesteś­my straceni pod tą deską, ponieważ nigdy nie widzieliśmy samych siebie. Nie wiemy, kim jesteśmy. Jesteśmy zrozpa­czeni. A nasza potrzeba panowania staje się patologiczna!
Panować! Ach, ta neurotyczna, alarmistyczna, zaborcza po­trzeba! Agresja i symbiotyczna potrzeba panowania to neu­rotyczna walka człowieka ze śmiercią. Człowiek walczący ze śmiercią jest bojaźliwy, w tej walce rezygnuje z życia.

Panowanie jako broń: Nadużywanie władzy nie jest najlepszą bronią. Miłość jest najbardziej odpowiednim orę­żem, tylko miłość. Zwracam się z prośbą o to, żeby spraw­dzić broń, tę, która jest w zasięgu ręki obu stron, jeszcze przed wejściem, na progu. Zostawcie broń na zewnątrz. Wejdźcie w związek bez broni. Nadal możesz pozostać so­bą. Zostawiłeś broń na zewnątrz, tę broń — panowanie — której chciałeś użyć do unicestwienia drugiej osoby, a więc druga osoba też może czuć się zastraszona.
Czy widzisz obie strony inaczej? Czy widzisz, jak idą wieczorem spać z sześciostrzałowym rewolwerem przypię­tym do pasa?
—                Dobranoc, najdroższa. Kocham cię — mówi on, do­tykając lekko kabury, żeby sprawdzić, czy rewolwer jest w porządku.
—                Dobranoc — mówi ona — przyjemnych snów. Od­wracając się, kładzie rękę na trzonku młotka.

Panowanie poprzez rezygnację z panowania: Ludzie mają prawo, a czasem nawet i obowiązek, aby się sprze­ciwić, nie zgadzać. Mają prawo do swoich idei. Różnice identyfikują ich, gloryfikują, wysławiają. Poważne sprawy małżeńskie — dokąd jechać na urlop, jak wydawać pie­niądze i inne — to żadne kwestie. Istnieje jedyne, wie­czne, zdradzieckie zagadnienie: kto będzie panował? Jeśli przyjrzeć się temu bliżej, panowanie i dominacja stanowią sedno wszelkich sporów w każdym związku opartym na miłości.
Gdy byłem młodszy, moja potrzeba panowania była o wiele bardziej natarczywa niż dziś. Jej źródłem był strach. Jeśli nie ufam drugiej osobie, jeśli boję się, że wyrządzi mi krzywdę, jeśli mam obawy, że ograniczy moją swobodę i wreszcie, gdy nie jestem pewien samego siebie, potrzeba panowania staje się decydująca, najważniejsza. W miarę up­ływu czasu i pogrążania się w pracy zawodowej przekona­łem się, że nie mam ani czasu, ani energii, ani, niestety, umiejętności, żeby panować nad wszystkimi i wszystkim.
Mógłbym przytoczyć tu wiele żałosnych opowieści o tym, jak uczyłem się tej prostej prawdy, którą teraz gło­szę, że panowanie i szczęśliwe małżeństwo to sprawy, któ­re się wykluczają. Dzień, w którym wreszcie zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję panować nad Imaging, że wła­ściwie nie powinienem panować nad nią, że w rzeczywi­stości nie umiem panować nad nią i że gdybym umiał, to doprowadziłbym do zniszczenia naszego małżeństwa, był początkiem naszego związku.
Jeśli ktoś może panować nad drugą osobą, utrzymuje związek tylko z samym sobą, a stan pewnej masturbacji wypiera małżeństwo. Druga osoba staje się marionetką partnera. Co za dziwny układ! Jeśli ktoś panuje w małżeń­stwie, to nie ma tam nic z małżeństwa.
Nie odkryłem tego w jakiś nagły sposób. Przychodziło to powoli, przesączało się przez prawie nieprzepuszczalną zaporę zwaną umysłem, bywało zapominane wiele razy i docierało do mnie ponownie. Moje odkrycie było skąpane w złości, zatopione w łzach, aż wreszcie któregoś dnia sta­ło się oczywiste, prawie oczywiste. Nawet i dziś zdarza mi się zapomnieć. Wtedy jest to bardziej bolesne. Niekiedy ku memu zmartwieniu przekonuję się, że po tych latach doświadczeń i uroczystych przyrzeczeń, mocnych posta­nowień, by nie powracać do potrzeby panowania, zdarza mi się ulegać temu złemu duchowi małżeństwa, duchowi panowania, który nigdy do końca nie zostaje pokonany.

Strofowanie jako panowanie: Zawsze podziwiałem Imaging za to, że nigdy mnie nie strofuje.
— Dlaczego mnie nigdy nie strofujesz? — zapytałem.
Było mnóstwo powodów, żeby tak zrobić. Mam na my­śli całą litanię zaniedbań i uciążliwości — porozrzucane ubranie, klapa od sedesu, zakrętka od pasty do zębów, chrapanie, bezustanne chrapanie, które mogło zmieść dach z kurnika. Odpowiedziała jakby zaskoczona:
— Jak mogę mówić dorosłemu mężczyźnie, co ma ro­bić? Kto mi dał prawo, żeby panować nad życiem innej osoby?
Wystarczająco wcześnie zrozumiała, że strofowanie to neurotyczna próba panowania w jego najgorszej postaci. Strofowanie jest prawem zarezerwowanym wyłącznie dla neurotycznych matek i ojców niepewnych swego.
Niemożność sprawowania kontroli jest często źle od­bierana jako niezdolność lub słabość. Rezygnacja z pano­wania jest często uważana za poddanie się.
Zaniechanie panowania jest niewłaściwie interpretowa­ne jako niepowodzenie. Panowanie w małżeństwie nie ma nic wspólnego z możliwością, powodzeniem czy nawet męs­kością. Co dziwne, to zupełnie coś przeciwnego. Wszystko w miłości tajemniczo działa na odwrót.

27 740 kolacji: Wyobraźmy sobie taki związek, w któ­rym obie strony zdobyły czarny pas w dziedzinie walki na słowa i obie strony są zagorzałymi zwolennikami pa­nowania. Ona mówi, że jest zmęczona i chce pójść do restauracji Jorgego na kolację. On mówi, że też jest zmę­czony i chce zostać w domu. Jedna ze stron musi oczy­wiście przegrać, a prawda jest taka, że dzisiejsza kolacja będzie jedną z 27 740 kolacji, które człowiek średnio zja­da w ciągu życia. Gdyby miała to być ostatnia wspólna ko­lacja, nie byłoby żadnych waśni, żadnego konfliktu, żad­nej kwestii panowania. Byłyby tylko uśmiechy, miłość, łzy, czułość, pełna zgoda.
Można by rozważać inne jeszcze sytuacje prawdopo­dobnych konfrontacji — ostatnia przejażdżka samocho­dem, ostatnia sposobność kupienia sukienki dla ukochanej, ostatnie wyjście na koncert, kiedy to trzeba by wbić się w sztywny smoking i słuchać chaotycznych dźwięków mu­zyki Bartoka, pocąc się przy tym i znosząc katusze.
Tylko największy idiota wystawiłby małżeństwo na pró­bę, żeby przejąć panowanie w trakcie jedzenia kolacji, jed­nej z 27 740. Załóżmy jednak, że zasadnicza rozmowa mię­dzy tymi posiadaczami czarnych pasów spada na najniższy poziom rozgoryczenia, na dno, jak głaz rzucony w bajoro.
On: Zawsze chcesz gdzieś wyjść. Czy uważasz, że śpimy na pieniądzach? Za kolację u Jorgego zapłacimy tyle, co za zakupy na cały tydzień. Ona: (zmęczona, zła, roztargniona): Ty myślisz tylko o pie­niądzach. Nigdy nie pomyślisz o mnie. Kochasz tylko te pieprzone dolce. Nie ożeniłeś się z banknotem. Po­ślubiłeś kobietę. On: Dobrze by było, gdybyśmy zapłacili tylko parę dola­rów za tę kolację. Ona: Ja pracuję równie ciężko jak ty. Też zarabiam pienią­dze. Nie jestem twoją maszynką do robienia forsy. Nie haruję cały dzień po to, żeby wracać do domu i pichcić.

On: Gdybym spełniał wszystkie twoje zachcianki, dawno zostalibyśmy bez grosza. Musiałabyś pracować na trzy etaty, żeby zapłacić za wszystko, na co masz ochotę. Może trochę spasujesz, co? O nic więcej cię nie proszę. Po prostu spasuj, a będzie dobrze. Ona: Nie tylko ja wydaję wszystkie pieniądze, ty dupku. (Zaczyna się obniżanie poziomu rozmowy.) Ja kupo­wałam nowe kije do golfa. Ja jeździłam z chłopakami na ryby do Kalifornii, ja… On: Chwila. Nareszcie wiem, o co ci chodzi. Zawsze byłaś przeciwna wszystkiemu, co chciałem zrobić dla sie­bie. Nie możesz znieść tego, że dla odprężenia po­gram czasami w golfa. Nie mogłaś przeboleć, jak jeździłem na ryby, zamiast zabierać cię na te cholerne Wyspy Dziewicze. Chcesz, żeby był remis, tak? Chcesz wydać cały nasz majątek, żeby był remis. To idiotyczne. Jesteś walnięta! (Dorównuje jej w obniża­niu poziomu rozmowy.)
Ona: Ty niedorajdo! Nie wyzywaj mnie od walniętych! Mu­sisz mieć rozum w dupie! Ty uważasz, że ja jestem nienormalna? A kto nazwał moją matkę czarownicą tylko dlatego, że chciała, abyś nas zabrał do Jorgego? To jest normalne? To ty jesteś najgorszym dusigro- szem, największym gnojem, którego nosi ziemia w Georgii. (Teraz następuje ostateczny cios.) Mam nadzieję, że wykrwawisz się na śmierć przez te swoje hemoroidy!
On: Ty świnio. To ostatnia obelga, którą znoszę. (Wycho­dzi, przegrał.)
Ona: Nie wracaj! (Też przegrała. Wykrzykuje coś za nim. Zatrzaskuje jej drzwi przed nosem. Ona znów otwiera i krzyczy.) Zmieniłam zdanie! Wróć i zabierz swoje ciuchy! Nie nadają się nawet dla Armii Zbawienia! (On rzuca kawałkiem drewna, który pies wywlókł na trawnik, ale nie trafia.) Ona: Zadzwonię na policję.
On: Lepiej nie. Wsadzą cię za to, że jesteś najbardziej wstrętną babą, jaką zna historia. (Sądzi, że to będzie ostatnie słowo, które padnie tego wieczoru.) (Wszyscy sąsiedzi są już w oknach. Pies zaczyna wyć. Trawa przed domem zżółkła. Niebo pokryło się pur­purą.)
Pole walki to krew, ranni i umierający, nosze i plasty­kowe worki, do których zbiera się trupy. Dom nie został pomyślany jako pole walki. Nie wygrywa się sprzeczki do­mowej poprzez ciskanie najbardziej podłych obelg, jakie człowiek jest w stanie wymyślić. Ze smutkiem trzeba po­wiedzieć, że kłótnie niszczą więcej domów niż bomby. Więcej jest ludzi bezdomnych w swoich domach niż bez­domnych na ulicach.
Zwycięzca domowej potyczki nigdy nie jest wygranym. Jak mężczyzna, który kocha swą znużoną i zmęczoną żonę, może wracać do domu i prosić ją o przygotowanie czegoś do jedzenia? Ktoś kiedyś powiedział żartem: „Dom to układpół na pół: mąż mówi żonie, co ma zrobić, a żona mówi mężowi, dokąd ma pójść”.
W związku opartym na miłości decydujące, zwycięskie wystąpienie to takie, które nie zostanie nigdy wygłoszone.
Jeśli związek uczuciowy jest rzeczywiście zbudowany na miłości, czyż oczywiste nie jest to, że panowanie nie jest kochaniem?

Miłość jest zwycięska: W przykładzie, który przytoczy­łem powyżej, mąż był przekonany, że żona nierozważnie wydaje pieniądze, co może spowodować kłopoty finanso­we. Sądził, że wymierzała mu karę za to, iż on wydawał pieniądze na swoje zachcianki. Chciał zapanować nad nią z obawy i niedowierzania. Problem nie tkwił w tym, dokąd pójść na kolację, ale w jego obawie i niedowierzaniu. Żona z kolei była pewna, że mąż jest nieczułym, samolubnym hipokrytą, który jej nie szanuje. Jak mógł wydać tyle pie­niędzy na swoje zachcianki i nie zabrać jej na kolację po tak wyczerpującym dniu spędzonym w biurze? Czując się nie kochaną, nie docenianą i wykorzystywaną, zapragnęła nad nim zapanować. Stanowisko żadnego z nich nie było oparte na tym, co każde chciało dla drugiej osoby. Nurzając się w niedowierzaniu i urazach z przeszłości, oboje byli żądni panowania.
Sprawa, która stała się zaczątkiem całej potyczki, nie polegała na tym, gdzie tamci dwoje mają zjeść kolację, ale jak mają wydrzeć serce przeciwnikowi. Celem było rozgniecenie drugiej strony na płaszczyźnie emocjonalnej i skąpanie w krwawej łaźni słów. Gdyby chodziło o miłość, chcieliby wspólnie zatrzymać się na piknik gdzieś przy uroczej drodze.
Naprawdę problem tkwi w tym, aby wiedzieć, o co się sprzeczać i o czym przekonywać. Czy chodzi o kupienie nowego samochodu, czy o ukaranie za dawne sprawki? Czy chodzi o uruchomienie nowej działalności, czy o zazdrość i niepewność? Miłość w związku uczuciowym powinna za­wsze leżeć u podstaw wszystkich kwestii. Wyjawiony temat jest najczęściej pretekstem do wojny. Bez pretekstów nie byłoby wojen.
Czy chęć zaspokojenia zachcianek drugiej strony nie jest naturalnym następstwem kochania tej osoby? Czy spełnie­nie jej lub jego zachcianek nie spełnia naszych i przez to nie daje nam zwycięstwa? Jeśli ktoś kocha, to czy istnieje konieczność panowania? Gdy ktoś rezygnuje z dążenia do panowania, to opanował najważniejszy etap sztuki prze­grywania, co paradoksalnie staje się subtelną sztuką zwy­ciężania. Powiedzmy to jeszcze raz: aby opanować sztukę domowych sporów, należy posiąść sztukę przegrywania. Aby wygrać, naucz się, jak przegrywać.

Płacz jako broń: Okiem huraganu jest płacz. Istnieją dwa rodzaje płaczu: taki, który ma być słyszany, i taki, który nie ma być słyszany. Płacz, którego nie mamy usłyszeć, jest prawdziwym uwolnieniem udręczenia lub bólu. Płacz, który ma być usłyszany, może być jeszcze jednym rodzajem broni używanej w domowych sporach. Oznacza on: „Zmusiłeś mnie do płaczu. Zrzucę przez to poczucie winy na ciebie, żebyś cierpiał za to, co mi zrobiłeś. Patrz, co zrobiłeś! Ja płaczę. Jeśli nie robisz tego, co chcę, być może już nigdy nie przestanę. Będę płakać, aż ziemia wyleci z orbity i wpadnie w nicość, albo przynajmniej do jutra”.

Patrzenie na czyiś płacz jest niemiłe. Może doznajemy wtedy pewnego rodzaju pierwotnego strachu, który budzi dziecko, wspomnienie pierwszego szlochu matki.

Porażka, która zapewnia wygraną: W rozważanym po­wyżej przykładzie dwoje ludzi zaczęło wieczór od wyraże­nia chęci spędzenia go w taki sam sposób. Chcieli przeżyć miłe chwile i pozornie być z sobą. Spór mógł się zakończyć wygraną jednej ze stron, gdyby poznała nieuchwytną, ale istotą sztukę przegrywania.
Cała rozmowa mogłaby przebiegać następująco:
— Kochanie, padam ze zmęczenia. Może byśmy poszli do Jorgego wieczorem?
Mąż, spoglądając na żonę i widząc, że rzeczywiście jest bardzo zmęczona, mówi:
—               Oczywiście, skarbie. Musiałaś mieć ciężki dzień.
W tym miejscu jego sprawa wydaje się już przegrana —
i wygrana.
Mógłby mówić dalej, przedstawiając swoje stanowisko:
—               Jest pewien problem.
—               Jaki?
Zona patrzy na męża i słucha uważnie.
—               Wydaliśmy w tym tygodniu trochę za dużo.
Gdyby żona miała takie samo podejście do sprawy, jak
mąż i była równie mocno z nim związana, potraktowałaby to bardzo poważnie.
—               Myślałem — kontynuuje mąż — że dziś zabiorę cię do Taco Bell (niewinny śmiech), a do Jorgego — w przy­szłym tygodniu.
Widząc, że żona zamierza pójść na kompromis, dodaje:
—               Po kolacji u Jorgego wrócimy do domu i…
Nie kończy, spoglądając wymownie na żonę.
—               Zgoda — mówi ona z błyskiem w oczach.
Idą do Taco Bell i chyba nie będą czekać cały tydzień, żeby spełnić tę zmysłową obietnicę.
Współcześni psychologowie przychylają się do rozwią­zania „wygrana — wygrana”. W małżeństwie rozwiązania są bardziej typu „przegrana — przegrana”; obie strony wy­chodzą z potyczki zwycięsko, gdyż w układzie miłosnym przegrana zapewnia dar, który zawsze wraca.

Życie w szybkim tempie: Żyjemy w ogromnym pośpie­chu, w szybkim tempie. Nie mamy szans na przemyślenie decyzji przed jej podjęciem. Gdy żona powiedziała, że chce iść na kolację do Jorgego, mąż nie mógł odrzec:
—               Rozważę to i odpowiem ci za tydzień.
Musiało to być albo „tak”, albo „nie”. To decyzja chwi­li. To życie na grzbiecie fali, która rozbije się o brzeg. Nie ma czasu na analizę wszystkich niemożliwych do przewidzenia sił, które składają się na rezultat końcowy.
W konsekwencji nasze pochopne decyzje, podejmowane często pod wpływem impulsu, wypływające z podświa­domej głębi, mogą mieć długotrwałe następstwa.

Założenia, aby wygrać: Ponieważ nie mamy czasu, aby rozważać wszystkie dane natury psychologicznej, które mogą wpłynąć na nasze decyzje, podejmujemy je natych­miast. Musimy poczynić założenia oparte na wierze, które nie zagrażają bezpieczeństwu żadnego związku. Zakłada­my, że:

  • druga osoba jest wiarogodna;
  • druga osoba mówi nam prawdę, dla swego dobra;
  • druga osoba nie ukrywa żadnych spraw;
  • druga osoba nie próbuje nas unicestwić.

Poczyniwszy takie założenia, możemy podejmować de­cyzje, które będą służyć dobru małżeństwa w nagłych mo­mentach. Jeśli nie możesz przyjąć tych założeń w związku, w którym trwasz, ta rozprawa nie ma tu żadnego zastoso­wania i nie jestem w stanie wiele ci zaoferować poza tym, żebyś przyjrzał się swemu małżeństwu, zajrzał do wnętrza swej duszy, skorzystał z pomocy, jeśli to konieczne, a po­tem podjął decyzje, które mają prawo pierwszeństwa przed omawianymi w tym rozdziale.

„Spełnianie wymagań” jako broń: Przyznaję, że mał­żeństwo to nie tylko dawanie, a ta książka, która ma po­noć przekazywać użyteczne informacje na temat sporów i przekonywania, winna traktować obszerniej o wystąpie­niu w obronie swoich racji niż o wyświechtanych ide­ałach o dawaniu, rezygnowaniu, poddawaniu się. Jak się przekonaliśmy, strategia każdego wystąpienia dopasowana jest do uczestników sporu i jego celu. Wystąpienie skie­rowane do sędziego lub ławy przysięgłych jest inne niż kierowane do współmałżonka. Ta różnica, przynajmniej w części, określana jest przez odmienność decyzji, która ma zostać podjęta. Pozwólcie, że przytoczę przykład:Gdy chodzi o wystąpienie przed sędzią czy ławą przy­sięgłych, decyzja będzie wyrokiem o winie lub niewinności strony, na rzecz której działamy. W związku uczuciowym nigdy nie wolno nam udzielić sobie prawa do takich roz­strzygnięć. Nie dajemy drugiej osobie władzy, aby określała nas jako „świnię” czy „niedorajdę”. Nie udzielamy drugiej osobie prawa do przypisania nam winy.
Spory w związku opartym na miłości są niczym środki do wzajemnego porozumiewania się, a nie do ferowania wyroków.
Krótko po ślubie z Imaging stanęliśmy przed decyzją wybrania tapety do salonu. Nie mogliśmy dojść do poro­zumienia. Mój gust odbiegał od gustu żony. Według Ima­ging nie miałem wtedy wielkiego pojęcia o tym, co się na­daje do salonu. Toczyliśmy swoisty bój, wyrażaliśmy dość głośno i gwałtownie nasze opinie, zacietrzewiając się przy tym z całą zapalczywością.
—                Ta mi się podoba — stwierdziła Imaging.
—                Wygląda jak przekrojona, chora wątroba, którą za­mrożono.
—                Jak możesz tak mówić? To klasyczny, wenecki wzór.
—                Wenecjanie byli degeneratami i ślepcami. Ślepców nazywano Wenecjanami, pamiętasz? Ta jest ładna.
—                Nie powiesiłabym tego nawet w piekle, gdybym była diabłem.
Toczyliśmy coraz gorętsze dyskusje. Nagle Imaging zam­knęła katalog z próbkami tapet.
—                Jest tu dwieście próbek — oświadczyła. — Takich katalogów jest jeszcze więcej. Uważam, że powinniśmy skierować energię na znalezienie wzoru, który obojgu nam się podoba, zamiast kłócić się o te, których nie chcemy.
Tak właśnie ustaliliśmy. W końcu znaleźliśmy odpo­wiedni wzór. Katalog z próbkami tapet stał się symbolem załatwienia mnóstwa spraw, które od czasu do czasu po­jawiały się w naszym małżeństwie.
—                Wiesz — mówiła Imaging, gdy nie mogliśmy się po­rozumieć co do kupna mebli lub wyjazdu na urlop — w katalogu z tapetami jest mnóstwo próbek. Zawsze było i wciąż jest.

A to inna sytuacja:
—                Kochanie, jadę z chłopakami na ryby do Montany.
W tym katalogu nie ma raczej zbyt wielu próbek, praw­da? Albo pojedzie się na ryby, albo nie. Już słyszymy, jakie wypowiedzi padną w rozmowie, która nie przyniesie ni­komu pożytku:
—                Zarabiam te pieniądze i wydam je tak, jak będę chciał.

Albo:
—                Nie bądź taka. Żona Jima jest zadowolona, że on chce jechać. Mówi, że na to zasłużył.
Staraj się nie zaogniać sytuacji. Daj drugiej osobie od­powiednią władzę.
—                Kochanie, chciałbym pojechać z chłopakami na ry­by. Co o tym myślisz? Wyjeżdżają w czwartek na cały ty­dzień. Zapowiadają się niezłe połowy na rzece Madison.
—                Myślałam, że razem gdzieś pojedziemy.
—                Może jesienią, gdy liście są takie romantyczne? Za­wsze chciałem pojechać z tobą jesienią do Nowej Anglii.
—                Świetnie. Odwiedzę mamę, jak będziesz na rybach.
Sielanka. To się może zdarzyć tylko w książce. Twier­dzę jednak, że taka rozmowa, choć może wydaje się zbyt idealistyczna, zdarzy się w małżeństwie, które tworzą doj­rzali ludzie.
Co by jednak było, gdyby na propozycję wyjazdu do Nowej Anglii jesienią, ona powiedziała:
—                zawsze składasz obietnice bez pokrycia. W tym roku znów znajdziesz jakąś wymówkę. Tak jest zawsze.
Potrzeba panowania występująca w innych jest prze­ważnie proporcjonalna do naszej zanikającej wiarogod- ności. Ja ciągle apeluję o poskromienie chęci panowania. Przekaż siłę drugiej osobie, daj jej władzę. Do każdego star­cia potrzebne są dwie osoby, a jeśli jedna z nich się wycofa, walka musi dobiec końca.

Może on powie:
—                Masz rację. Czasami nie dotrzymuję obietnic.
Ona może dodać:
—                Tak, właśnie tego nie musisz obiecywać.
Co teraz? Odrzuć chęć panowania.
—                Dobrze, kochanie — odpowiedz łagodnie.
—                Co „dobrze”? — powie ona nie tak łagodnie.
—                Dobrze. Nie powinienem obiecywać czegoś, czego nie dotrzymam. Wiem, że to nic przyjemnego.
„Wiem, że to nic przyjemnego” znaczy, jak pamiętamy, „Rozumiem cię” albo: „Wiem, jak ci przykro”. Znów wy­grała.
Umożliwienie odniesienia zwycięstwa innym eliminuje sprawę panowania. W chwili, gdy on wstaje i mówi: „Jesteś głupia jak but. Zawsze dotrzymuję obietnic”, sprzeczka się kończy, a małżeństwo jest na najlepszej drodze do rozpadu.
W momencie, gdy on wstaje, kręci głową jak mały kucyk i zadaje pytanie, najgłupsze, jakie można wtedy zadać: „Czy ja kiedykolwiek…?”, spada na niego niczym lawina cała lita­nia nie dotrzymanych obietnic, z podaniem miejsca i czasu.
Jeśli potwierdzi, że to jego wina, być może wtedy ona już nic nie powie. To są właśnie te niebezpieczne chwile, krytyczne momenty. Straszna, przerażająca, nieprzeniknio­na cisza. Ona zwyciężyła. Mąż przyznał, że nie dotrzymuje obietnic, a ona chce na tym skończyć. Co teraz?

Jeszcze raz apeluję: ustąp i odrzuć myśl o panowaniu. Wróć do sprawy następnego dnia, gdy atmosfera się po­prawi.
—                Kochanie, co sądzisz na temat mojego wyjazdu na ryby z chłopakami? Wczoraj nic nie udało się nam ustalić.
Kiedy ona odpowie: „Dzisiaj też nie chcę o tym rozma­wiać”, wtedy reakcja może brzmieć następująco:
—                Okay, czy powiesz mi, kiedy będziemy mogli o tym pogadać? Muszę dać chłopakom odpowiedź do jutra rana.
Załóżmy, że ona nie wraca do sprawy. Chce pokazać, że panuje nad nim, że ma władzę.
A cóż począć, gdy nadchodzi pora podjęcia decyzji, ona zaś nic nie mówi? Rozmowa mogłaby tak przebiegać:
—                Chciałbym porozmawiać o moim wyjeździe.
—                Uważam, że to mnie najpierw należy się wyciecz­ka — mówi ona.
Teraz on musi podjąć decyzję. Czy ona ma rację? Może mieć rację. Może to jej się należy wycieczka. Może on jeździł już z kolegami setki razy, a dla niej te jego podstę­pne obiecanki są nie do zniesienia? Gdy dochodzi do ta­kiego krytycznego momentu, on musi słuchać. Może dał jej wcześniej powody, że przestała mu wierzyć; może z uwagi na własne doświadczenia boi się zostać sama? Mo­że po prostu nie czuje się bezpieczna i nie może się od­prężyć?
Gdy on powie: „Jadę, czy ci się to podoba, czy nie. Nie będziesz mi rozkazywać”, rozjątrza tym samym jej potrzebę panowania, obojętnie jak silna byłaby ta potrzeba. On musi wiedzieć, co to jest i umieć sobie z tym radzić.
Ostatnia wymiana zdań świadczy o tym, że mamy do czynienia z małżeństwem ludzi nie za bardzo dojrzałych, niezbyt sobie ufających. Strony nie mają poczucia bezpie­czeństwa, a małżeństwo nie jest dla nich rajem na ziemi. Może czują się jak w pułapce. Nikt nie lubi pułapek. Pa­miętaj: wszystkie stworzenia, łącznie z ludźmi, zawsze pró­bują wydostać się z pułapki. Słyszę znów słowa Imaging: „Kto dał mi prawo, aby mówić dorosłemu mężczyźnie, czy może jechać na ryby, czy nie? Nie jestem jego matką”. Jeśli nie ma pułapek, konieczności uzyskania pozwolenia, żad­nych gierek, manipulacji, to cała reszta jest wolnością — wolnością w związku opartym na miłości.Wolność i odpowiedzialność to para syjamskich bliź­niąt: Wolność wymaga tego, aby odpowiedzialnie dokony­wać wyborów, gdy nasze decyzje mają wpływ na prawa i szczęście drugiej osoby w małżeństwie. Nie odkrywam ni­czego nowego. Małżeństwo funkcjonuje podobnie do Jacka i Jima, pary mułów należących kiedyś do mojego dziadka. Każdy z nich odczuwał szarpnięcia i przeciągania na stronę drugiego, gdy nie współpracowały solidarnie w zaprzęgu. Widziałem, jak raz stary Jack opadł na przednie kolana, gdy Jim gwałtownie szarpnął w przeciwnym kierunku.
Co się dzieje, gdy rezygnując z panowania, tracimy na­szą wolność, autonomię, jesteśmy manipulowani, wykorzy­stywani, gnębieni? Co się dzieje, gdy druga osoba nie jest odpowiedzialna?
Nie nawołuję do rezygnacji z panowania nad sobą. Opo­wiadam się tylko za rezygnacją z panowania nad drugą osobą, nad partnerem. Nie argumentuję za powszechnym poddawaniem się, wdzięczeniem i uciszaniem się. Twier­dzę, że nie powinniśmy i nie wolno nam przenosić naszego panowania na innych.
Dając drugiej osobie władzę, nie rezygnuję z panowania nad sobą. To ja podjąłem decyzję, aby przekazać drugiej osobie władzę, prawda? To ja o tym zdecydowałem.
Co robimy, gdy przekonujemy się, że nasze potrzeby nie dają się pogodzić z potrzebami innych? Nieraz nie wy­starczy powiedzieć: „W katalogu jest mnóstwo próbek ta­pety”. Czasem sprawy są tak ułożone, że strony nie są w stanie zorientować się w różnicach między nimi. Związ­ki oparte na miłości mają swe zalety. W takim związku można mówić słowami płynącymi wprost z miłości, ze zro­zumienia; można mówić, że panowanie nie jest kwestią sporną, można mówić, wiedząc, że zostanie się wysłucha­nym przez drugą osobę — wysłuchanym i pokochanym. W takim związku słyszy się drugą osobę. Wie się, że sprawa jest prawdziwa i znacząca dla drugiej osoby. Kocha się part­nera i dlatego poszukuje się zrozumienia oraz rozwiązania, bez próby panowania nad drugą osobą. W żadnym innym związku strony dyskusji czy potyczki nie zostały tak bogato obdarowane i nie odniosły tak dużych korzyści.
A jeśli we wszystkich sporach i wystąpieniach, które staną się od dziś naszym udziałem, druga osoba, sędzia, członek ławy przysięgłych, szef, członek rady miejskiej, policjant pokochają nas i zapragną, abyśmy otrzymali od życia wszystko, czego chcemy? Teraz to jasne. Związek uczuciowy zapewnia spokojne, bezpieczne miejsce, gdzie można pielęgnować ziarna przemiany w warunkach, któ­rych nie da się osiągnąć w innym związku.

BLOKADA: A gniew? Jeśli nie panujesz nad ich gniewem, pokonają cię przy jego pomocy.

KLUCZ: Odbieraj gniew, nie jako gniew, ale jako ból. Idź jego śladem.
Co robimy z gniewem, ze złością w naszym związku uczuciowym? Małżeństwo bez gniewu to małżeństwo mię­dzy trupami. Przyjrzyj się temu — dwa trupy, które kła­niają się, potakują na zgodę, gestykulują, na czaszkach gości zimny uśmiech stężenia pośmiertnego. Można jeszcze udzielić takiemu związkowi paru rad, ale tam nigdy part­nerzy nie gniewają się na siebie. Znam tego typu małżeń­stwa. We wszystkich żywych małżeństwach, między dwoma zdrowymi dorosłymi, gniew jest takim samym uczuciem, jak miłość. Osoba nie wpadająca w gniew jest osobą pozba­wioną uczuć.
Gniew, który spada na nas, wywołuje cierpienie. Jeśli jest bolesny dla mnie, dlaczego nie miałbym się bronić, gdy inni chcą skierować go przeciw mnie? Gdyby miał być takim symbolicznym pistoletem, o którym już wspomnia­łem, należałoby gniew, podobnie jak chęć panowania, zo­stawiać przy wejściu.
Pamiętasz, czego już dowiedzieliśmy się na temat gniewu?
Gniew rodzi się ze strachu, z bólu rozczarowania, winy lub zazdrości, odrzucenia lub frustracji, zdrady lub samo­tności — albo z bólu ran odniesionych w ataku. Gniew to odpowiedź na ból. Jeśli o tym wiesz, to musisz zakoń­czyć potyczkę, gdy druga osoba reaguje gniewem. Potyczkę i wystąpienie należy skończyć, ponieważ druga osoba jest rozgniewana. Takie to proste.

Jak skończyć polemikę? Spróbuj w taki sposób: po­zostaw nieco miejsca między sobą a drugą osobą. Niech zapanuje odrobina ciszy. Niech burza ucichnie. Potem weź tę książkę i jeśli nie brak ci odwagi (nie trzeba jej tak dużo, jak by się mogło wydawać) przeczytaj poniż­szy fragment drugiej osobie, która według ciebie jest roz­gniewana:
„Powiedziano mi, że gniew oznacza ból, że jeśli ktoś jest zły, to ktoś go zranił. Chcę poznać twój ból. Chcę go poznać, zanim bardziej nas dotknie.
(Możesz zauważyć zdziwione spojrzenie. Może usły­szysz złośliwą uwagę w rodzaju: „Boże, o co tu chodzi? Co za bzdury czytasz?” W rzeczywistości istnieje ogrom bólu, prawda? Czytaj dalej.)
Mówi się, że ból rodzi się z samotności, strachu, frustracji, z poczucia winy, z zazdrości albo z innego źródła — ból okrywa cierpienie. Nie chcę, żebyś cier­piała. Nie chcę, żebyś doznawała bólu. Muszę wiedzieć, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, abym mógł ci po­móc. Chcę coś uczynić, bo cię kocham. Powiesz mi?”
Może druga osoba powie ci — ze złością. Może potrafi mówić z jeszcze większym gniewem. Pamiętaj, że nie po­wstrzymuje swego gniewu — o tym możemy zaświad­czyć. Gniew nie wybuchnie z dziesięciokrotnie większą siłą później.
Uważam, że gniew drugiej osoby jest darem. Gniew zo­stałby powstrzymany w przypadku kogoś mniej drogiego. Trudniej jest otwarcie okazać gniew sąsiadowi czy znajo­memu niż komuś najbliższemu. Okazanie gniewu bliskim jest potwierdzeniem tej bliskości. Powtórzę: „Gniew jest darem”. Gdyby było inaczej, nigdy nie odkrylibyśmy bólu. Nie pozostalibyśmy bliscy sobie.
Gniew drugiej osoby jest nauczycielem. Uczy słuchać, rozumieć. Uczy współczucia. Odkrywając ból strachu, ból zniewagi, ból zdrady, ból winy, będziemy w stanie określić źródło bólu, w wyniku czego, jakby pod wpływem czarów, ból zacznie słabnąć.
Nasłuchuj brzmienia bólu, słów, a gdy je usłyszysz, nie odgradzaj się od nich. Odbieraj je jako oznaki cierpienia. Szukaj cierpienia. Podążaj jego śladem — to klucz.

Uzewnętrznienie i wygranie: W życiu popełniamy pew­ne nieodwołalne czyny, czyny, które powodują niepowe­towane straty i nie dające się wyleczyć rany, czyny, które stanowią nasz lub czyjś inny Rubikon. Rany zadane psy­chice nie różnią się od ran zadanych ciału. Można uderzyć kogoś w plecy i ból wywołany uderzeniem po chwili przej­dzie. Policzek wymierzony ukochanej osobie pozostawi bliz­nę na całe życie. Kłamstwo wyrządzi straty nie do odro­bienia. Dotknięcie słowem zrodzi nieuleczalne rany i znisz­czy zaufanie. Czyn można wybaczyć, rany wyleczyć, ale blizn nie da się wymazać, a strat naprawić.
Pamiętamy wszyscy żonę z przedstawionego wcześniej przykładu. Przypominamy sobie oskarżenia przeciw mężo­wi, którego atakowała określeniami typu „niedorajdo”. Mo­że i zasługiwał na to, ale rzucanie takich słów to atak fron­talny. Mąż też nie był amatorem w sztuce wojny na słowa. Nazwał ją „świnią”, a to po prostu prawdziwa awantura.
Jeśli nie byli małżeństwem, które dobrało się w piekle, to możemy przypuszczać, że żadna ze stron nie jest przy­zwyczajona do takich ataków, ponieważ małżeństwo nie może długo znosić niszczącego ognia zaporowego. Po takim zajściu żadna ze stron nie obdarzy partnera pełnym zaufa­niem. Nie da się tego zapomnieć, chociaż przebaczenie nie przekracza możliwości ludzkiej natury. Dwadzieścia lat później zniewagi nadal będą sprawiać ból, jeśli przywołane zostaną do pamięci. Stare powiedzenie głoszące, że „kije i kamienie mogą połamać moje kości, a słowa nie wyrządzą krzywdy” w istocie mija się z prawdą.
Już Ralph Emerson przypominał, że „myśl poprzedza każde działanie”. Daje nam to szansę przygotowania słow­nictwa nawet w największym uniesieniu. Czyn jest uzew­nętrzniany ciągle. Uzewnętrzniamy czyn, gdy rozgniewani nie popełniamy zbrodni, nie robimy nikomu żadnej krzywdy, a wycofujemy się, ustępujemy. Uzewnętrzniamy czyn, gdy nie wstajemy w kościele i nie krzyczymy na księdza: „Ty dwulicowy awanturniku!” Uzewnętrzniamy działanie, gdy powstrzymujemy się od uwag na temat fryzury przyjaciela. Stale uzewnętrzniamy działanie słowne i fizyczne.
Okrucieństwa można zapomnieć, ale nie da się ich usprawiedliwić. Pozwolę sobie na przytoczenie przykładu:
Przemawiałem w sądzie przed najgorszymi z sędziów, jacy kiedykolwiek przywdziali togę, sędziów, którzy cier­pieli na „cuchnący oddech” serca. Mimo to w ciągu czter­dziestu lat praktyki zawodowej nigdy nie rzucałem pod ad­resem sądu brzydkich słów, żadnych przekleństw. Nigdy nie posunąłem się do obrazy majestatu. Dlaczego? Czy wy­kazuję tak niezwykłe opanowanie i zimną krew? Raczej nie. Powodem, dla którego nigdy nie przekroczyłem granicy, jest to, że więcej wiem. Wiem, że jeśli posunę się za daleko, będę musiał za to zapłacić taką cenę, której nie warto płacić. Nigdy nie czułem potrzeby spędzenia czasu za kratkami.
Kierując się podobną zasadą, nigdy nie zaczepiałem ko­goś potężniejszego i wyższego ode mnie, żeby mu powie­dzieć, jakich przodków miała jego matka. Wiem więcej. Nie dlatego, że przeszedłem dłuższą drogę ewolucji niż przeciętny obywatel. Nie panuję lepiej nad swoimi emo­cjami niż inni ludzie. Najzwyczajniej uzewnętrzniam swój język, który wpędzi mnie w nieodwracalne tarapaty nawet wtedy, gdy jestem znieważony, nawet jeśli działam w sfe­rze zwanej „ogniskiem pasji”.
Dlaczego w takim razie nie mogę uzewnętrznić słow­nictwa w taki sposób w imieniu kogoś, kogo kocham? Uwa­żam, że mogę. Twierdzę, że nie robimy tak, ponieważ wie­my, iż w odpowiedzi na nasze okrucieństwa druga osoba raczej nie ześle nas do więzienia za obrazę sądu lub do szpitala z pokiereszowaną twarzą.
Nie lubię wyliczać, ile to razy przegrałem polemikę z Imaging, która umiała wycofać się i słuchać. Patrzyła na mnie i widziała złość, a nie przyjmowała jej do siebie. Sły­szałem, jak mówiła, że jestem niczym kilkunastomiesięczne trojaczki, które chcą wszystko i teraz, które wrzeszczą i zło­szczą się w jednej chwili, aby zaraz przestać i okazywać radość. Widziałem, jak zachowując zimną krew, wycofuje się i patrzy na mnie w taki sposób, jak ktoś siedzący w moc­nym domu i obserwujący tornado. Żal mi tornada. Gdy za­wierucha ucichnie, pozostaje tylko zniszczenie i smu­tek. Nikt nie kocha tornada. Nikt nie pamięta gwałtownego wichru, jak pamięta się delikatny, orzeźwiający powiew u schyłku dnia. Tornado, po utracie impetu, musi spoglądać za siebie z żalem i poczuciem klęski.
Konieczność uzewnętrznienia ataku gniewu, powstrzy­mywania agresji (okazawszy agresję, mamy zawsze upodo­banie do znęcania się), poskromienia chęci panowania nad innymi łącznie z panowaniem nad czyimś gniewem nie oznacza, że musimy poświęcić samych siebie. Jesteśmy przecież osobami o bogatych i delikatnych uczuciach, które mogą doznawać cierpienia, bólu i doświadczać gniewu.
Co robić z naszym gniewem? Czy umiemy tłumić nasz gniew? Czy umiemy usiąść na nim jak kwoka wysiadująca jajka, a następnie pielęgnująca stadko kurcząt? Uważam, że gniew to nic złego, zdrożnego, nieodpowiedzialnego. Złoszczenie się, gniewanie, świadczy o naszej możliwości czucia i potwierdza, że żyjemy. Rozumiejąc gniew tkwiący w innych, zrozumiemy gniew tkwiący w nas samych. Klu­czem jest znalezienie cierpienia w nas samych i podążanie jego śladem. Podążaj śladem cierpienia.
Może znajdziemy prosty sposób, aby poradzić sobie z naszym gniewem. Spróbujmy:
—                Zaznacz tę stronę i odłóż książkę na bok.
—                Odkryłeś swój gniew? Sięgnij po książkę, otwórz na tej stronie, którą zaznaczyłeś, pamiętasz? Zacznij czytać.
—                ZACZNIJ CZYTAĆ:
Nie jesteś jeszcze gotów, aby zająć się swym gniewem.
Na razie nic nie rób.
Nic nie mów.
Jak dotąd nie zbadałeś swego gniewu. Dopóki go nie zbadasz, nie możesz nic zrobić z tym swoim nie zdiag- nozowanym gniewem, a jedynie traktować go jak nie zdiagnozowaną chorobę.
Żeby zbadać gniew, musisz się od niego odłączyć. Jeśli gniewasz się na drugą osobę, wyobraź sobie, że między wami rozciąga się sznur. Przetnij ten sznur. Sznur, gniew, jest teraz doczepiony tylko do ciebie.
Idź za gniewem, aż do źródła. Cierpisz, jeśli jesteś zły. Idź po sznurze do źródła cierpienia. Idź za cierpieniem. Zawsze idź za cierpieniem. To jest zasada. Czy cierpisz z powodu oszczerstwa, zdrady, wypowiedzi, która cię dotknęłą, gdyż okazano ci brak szacunku? Czy ktoś cię za­atakował? Co cię dotknęło? Idź śladem cierpienia.
Powiedz sobie, co cię zraniło. Powiedz: „Poczułem się dotknięty, gdy zabolało mnie to, co ona powiedziała” albo: „Zabolało mnie to, że ona mnie nie rozumie i oskarża o coś, czego nigdy nie zrobiłem”.
Przemów głosem cierpienia, a nie gniewu. Gniew wy­wołuje gniew. Skierowanie gniewu na drugą osobę jest w gruncie rzeczy kiepskim sposobem na leczenie włas­nego cierpienia. Gdy przemówisz z głębi swego cierpie­nia, bez gniewu, otrzymasz spokojną, stonowaną odpo­wiedź.
Zwróć się teraz do drugiej osoby bez gniewu, spokojnie: „Wiem, że nie chciałaś mnie zranić, ale gdy usłyszałem (obojętnie, co to było), poczułem się dotknięty” albo powiedz: „Gdy zrobiłaś (cokolwiek to było), poczułem się dotknięty”.
Przećwicz to. Nie jest to łatwe zadanie. Jeśli jednak w złości nabierzesz nawyku wstrzymania się i wykonania powyższego ćwiczenia, oznaczać to będzie, że w końcu opanowałeś sztukę radzenia sobie ze swym gniewem w konstruktywny, pełen miłości sposób, który wzbogaci związek dwu osób, a nie zniszczy go i nie przyniesie mu żadnego uszczerbku.
Skuteczna odpowiedź to potwierdzenie i zakomuniko­wanie, że jest się dotkniętym: Jest to skuteczne, ponieważ jest szczere i przerywa marsz cierpienia wywołującego cier­pienie. Odkrywanie „słabości”, wytworzenie kruchego wi­zerunku jest, co dziwne, najlepszym argumentem, najle­pszym sposobem otrzymania tego, co się chce. Pamiętaj, czego chcemy. Chcemy miłości, nieprawdaż? Chcemy zro­zumienia, akceptacji, szacunku i bliskości. To jest wygry­wanie, prawda?

Powrót do dzieciństwa: Byłem w trakcie pisania tego rozdziału, gdy do mojej biblioteki weszła koleżanka. Prze­stałem pisać, żeby z nią porozmawiać. Po chwili przyszła do nas czteroletnia córeczka Szerpów z Nepalu, którzy byli naszymi gośćmi. Dziewczynka przyniosła koszyk z zabaw­kami. Nigdy nie widziała kobiety, z którą rozmawiałem. Nie umiała też ani słowa po angielsku. Wychowała się gdzieś daleko w Himalajach, gdzie ludzie żyją w prymi­tywnych warunkach, bez samochodów, dróg, elektryczno­ści, telewizji, supermarketów. Podeszła do niej, jakby były dobrymi znajomymi. Nie mówiąc ani słowa, wyjęła z ko­szyka małą lalkę i podała mojej koleżance. Następnie usiad­ła przy niej, bawiła się swymi zabawkami, podając jej nie­kiedy jakiś drobiazg.

Powiedziałem:
– To niewinność i ufność, która powinna być podstawą związków między ludźmi. Gdzie zagubiliśmy tę niewin­ność? Gdzie podziało się zaufanie? Jak to się dzieje, że dzieci są tak mądre, w przeciwieństwie do nas, ich ro­dziców?

PODSUMUJMY: Chcesz wygrać domowe potyczki? Na­ucz się je przegrywać.

PODSUMUJMY: Chcesz doznawać przyjemności i ra­dości, chcesz być kochany i szanowany? Chcesz, aby druga osoba też była szczęśliwa, a małżeństwo stało się ogrodem wzajemnego rozwoju i doskonalenia? Zrzeknij się chęci pa­nowania.

PODSUMUJMY: Chcesz pokonać gniew w sobie i w dru­giej osobie? Odkryj cierpienie.

 

 

Skan książki jest dostępny TUTAJ

Zobacz na:
Potęga uprzedzeń – Gerry Spence

Rozpocząłem tłumaczenie książki Paula Dobransky The Secret Psychology of How We Fall in Love, która wcześniej miała chyba tytuł The Three Brains Of Mr. Right.

Jeśli wychwycisz jakiś błąd, albo coś brzmi dziwnie to pisz w komentarzu, dzięki


http://books.google.co.uk/books?id=KhtShek5p-cC&printsec=frontcover&hl=pl&source=gbs_ge_summary_r&cad=0#v=onepage&q&f=false


http://books.google.co.uk/books/about/The_Secret_Psychology_of_How_We_Fall_in.html?id=a7wBcgHsvloC&redir_esc=y

Psychologiczny sekret tego jak się zakochujemy – Paul Dobransky

Wstęp

„Przyszłość świata będzie zależeć nie od narodów, ale raczej od relacji pomiędzy kobietą i mężczyzną” – D. H. Lawrence

Możesz myśleć, że znalazłaś ten rewolucyjny system dotyczący randkowania i związków -System – Siódmy Zmysł, do którego ta książka jest wstępem – ponieważ czułaś, że może „coś jest z Tobą nie tak.” Może zajrzałaś tu ponieważ uważasz, że „coś jest nie tak z mężczyznami’ bo oni „nic nie rozumieją.” Jeśli lubisz rozmyślać i zastanawiać się nad wszystkim, albo może nawet zajrzałeś tutaj ponieważ zdajesz sobie sprawę, że coś jest nie tak z „naszymi czasami” lub naszą kulturą czy społeczeństwem, jeśli chodzi o spędzanie czasu z innymi ludźmi, randkowanie, zobowiązania lub małżeństwa na całe życie.

To nie tak

Z pewnością wszystko jest z tobą w porządku, tak jak wszystko jest w porządku z mężczyznami. Mężczyźni i kobiety żyli obok siebie przez setki tysięcy, jeśli nie miliony lat i zawsze radzili sobie ze znalezieniem się i dobraniem w pary, posiadaniem dzieci oraz wspólnym dobrym życiem. Tak więc narzekanie, że coś jest nie tak z czasami w których  żyjemy – a każdy ma swoje odrębne zdanie na temat tego co to jest – nie przybliża nas ani trochę do uzyskania tego czego chcemy od naszego życia społecznego.
Zamiast marzyć o tym, żeby sprawy układały się inaczej pomiędzy kobietami, a mężczyznami lub buntować się przeciwko rzeczywistości i temu jak współcześnie funkcjonują kobiety i mężczyźni, pokrzykując jak na siebie jak „powinno być”, spędzimy następne przeszło sto stron na odkrywaniu jak sprawy mają się „naprawdę” między kobietami i mężczyznami. Nie mamy innego wyjścia jak uczynić to punktem wyjścia do tego co chcemy osiągnąć.
Nie winię cię za powątpiewanie w świat książek o samo pomocy, a nawet w akademicką psychologię, te pierwsze pełne są pustych obietnic i marketingowych haseł. Tą drugą charakteryzuje skomplikowany język i potrzeba wydania masy pieniędzy na „poznawanie siebie” na kozetce u psychoanalityka. Książka ta połączy najlepsze z różnych dziedzin – i będzie praktyczna jak mapa drogowa, albo przepis kulinarny.
Możesz mnie uznać za tłumacza, szofera, lub szefa kuchni – tłumaczącego działanie męskiego mózgu w prosty i przejrzysty sposób, zabierającego cię na safari męskich zachowań – na polowanie na właściwego faceta dla ciebie; oraz „gotującego” dla ciebie najbardziej soczyste techniki, taktyki i strategie, jeśli chodzi o twoje życie uczuciowe, seksualne oraz związki.
Być może już myślałaś, że spotkałaś Tego Właściwego (faceta na całe życie) i przeszłaś twardą lekcję na własnej skórze, że byłaś w błędzie. Może wielokrotnie próbowałaś usidlić Tego Niewłaściwego licząc na to, że jeden z nich cudownie przekształci się z żaby w księcia dzięki twojemu szczeremu pocałunkowi. Być może nigdy nie przybliżyłaś się nawet do znalezienia Tego Właściwego czyli mężczyznę na całe życie i nie jesteś nawet pewna, że rozpoznałabyś go gdyby pojawił się na progu drzwi Twojego domu.
Chociaż żyjemy w trudnych czasach dla trwałego uczucia, miłości i partnerstwa, nie ma już potrzeby, aby chować się w ciemnościach. Mimo, że może być to czasami trudne, warto abyś w końcu „załapała” co tak naprawdę dzieje się pomiędzy kobietą i mężczyzną oraz jak sprawić, aby rzeczywistość działa na Twoją korzyść. W końcu odnajdziesz wszystko czego pragnęłaś w mężczyźnie – serio.

Czy kiedykolwiek:
•   Martwiłaś się że Twój mężczyzna cię zdradza, ale nie wiedziałaś jak to rozgryźć, zapobiec lub naprawić wasz związek? Jest sposób.
•   Cierpliwie czekałaś, aż on się zdeklaruje, ale ten dzień nadal nie nadszedł? Przyjdzie, ale musisz już TERAZ podjąć działanie.
•   Miałaś problemy ze znalezieniem wartościowego mężczyzny? Lub nie miałaś pojęcia gdzie takich szukać, ani od czego zacząć? Jest prosta droga.
•   Zdałaś sobie sprawę, że zbyt często kończysz na przelotnych randkach, wdajesz się w relacje „bez zobowiązań”,  albo nawet „jednonocne przygody”? sługujesz na coś więcej.
•   Masz problemy z radzeniem natłoku obowiązków – kariera, szkoła, rodzina lub dzieci- z życiem osobistym?  Jest na to sposób.
•   Masz uczucie, że jesteś „zawsze druhną” pośród przyjaciół? Już nie.
•   Odkryłaś, że wygląda na to, ciągle spotykasz się z tymi samymi typem facetów i zauważyłaś, że to nie działa? Zmienisz to.
•   Od dłuższego czasu nie byłaś na randce lub właśnie zerwałaś i nie wiesz jak „wrócić do gry”? Jest sposób, aby zdobyć to czego chcesz.
•   Przez dłuższy czas byłaś z facetem który „był blisko, ale nie wystarczająco ” tego co chciałaś lub  potrzebowałaś? Nie martw się. Zatrzymasz to TERAZ.
•   Zastanawiałaś się dlaczego „inne kobiety mają więcej szczęścia”? Nie mają. Masz w sobie potencjał tylko go nie używasz.
•   Zastanawiałaś się czy „są jeszcze jacyś wolni porządni mężczyźni”? Tak, są i także szukają Ciebie.
•   Zastanawiałaś się czy  gdzieś na świecie istnieje twoja bratnia dusza, albo przynajmniej osoba która stworzyłaby z tobą trwały związek? Z całą pewnością ktoś taki istnieje.

Odpowiemy w tej książce na wszystkie powyższe odpowiedzi, oraz na każde inne pytanie związane z randkowaniem jakie przyszłoby ci do głowy.
Przyczyną całego zamieszania w sferze damsko-męskiej jest złe podejście; ale mam dla ciebie dobrą nowinę – w tej książce znajdziesz właściwe podejście – które przeszło próbę czasu,  zostało udowodnione klinicznie oraz wsparte nauką  i  jest w tej książce.
Nazywa to ZALOTAMI – system który pozwala zrozumieć i opanować świat mężczyzn, randkowania i romansu. Jeśli chcesz znaleźć Tego Właściwego, przygotuj się na by go odnaleźć.
W moim zawodowym życiu pilnie studiowałem dojrzałość charakteru i opracowałem innowacyjne metody leczenia problemów z tożsamością i osobowością moich klientów.  To co zawsze fascynowało mnie w „charakterze” to fakt, że pomimo tego, że mężczyźni i kobiety są indywidualnościami, współdzielą ze sobą pewne cechy wspólne dla swojej płci. Ambitna i agresywna prawniczka lub chirurg mogą być jednocześnie bardzo kobiece. Miły i opiekuńczy pielęgniarz może być także bardzo męski.
Mając to na  uwadze, patrząc na romantyczne relacje moich pacjentów zauważyłem powtarzającą się historię tego jak „zgasła iskra”, „czegoś brakowało”, „coś się wypaliło”, ”przestaliśmy się przyjaźnić”, albo „on po prostu nie angażuje się”. Wszystkie te powszechne problemy odnosiły się po części do tego co wiedziałem o charakterze.
W tym samym czasie znałem wiele szczęśliwych par, oraz trwałych małżeństw. Kiedy pytałem tych ludzi o ich o „sekret”, o to skąd wiedzieli, że znaleźli idealnego dla nich partnera, słyszałem tą samą powtarzającą się odpowiedź „po prostu wiedzieliśmy.”
Frustrowało mnie to przez lata i systematycznie dużo o tym myślałem. Ludzie zachowują się w specyficzny sposób z konkretnych powodów i byłem zdeterminowany znaleźć przyczynę porażek i sukcesów w sferze randkowania i związków. Zajęło mi to trochę, aż w końcu natknąłem się na film który został bezlitośnie zjechany przez krytyków.
Film „Igraszki Losu” z 2001 roku zmienił mój sposób myślenia o związkach i seksualności, jak i ich powiązaniu z osobowością i charakterem. Opowiadał on historię kwitnącego romansu między bohaterami granymi przez Johna Cusacka i Kate Beckinsale. Poza tym, pokazywał on coś czego nie udało mi się dostrzec w żadnym teście psychiatrycznym – tego że niektórzy ludzie po prostu nie są nam pisani, mimo tego, że wydają się dla nas idealnym połączeniem, podczas gdy ktoś inny jest naszą prawdziwą pokrewną duszą.
W filmie były rzadkie momenty połączenia mężczyzny i kobiety, które można było zauważyć tylko wtedy gdy ma się otwarte oczy – rzadkie chwile kiedy historia życia mężczyzny przecina się z historią życia kobiety na kilka sekund, może minut, a potem to połączenie jest utracone na wieki… o ile nie zaczniemy działać.
Uderzyło mnie, że każda z trzech głównych części mózgu (o czym więcej za chwilę) ma różną rolę w związku. Szczęśliwy związek ma 3 role/fazy (bycie kochankami, bycie przyjaciółmi oraz bycie oddanymi partnerami) i każda z nich ma odpowiednią część „mózgu” która prowadzi do jej zrealizowania. Każda kobieta musi rozwiązać te trzy „tajemnice” jeśli chce znaleźć swoją prawdziwą miłość. Te trzy sekrety muszą zostać odkryte – przyciąganie seksualne, emocjonalne i intelektualne – jeśli kobieta chce związać swoją historię z Tym Właściwym.
Wszystko wspomniane powyżej – film, „trzy mózgi”, obserwacja szczęśliwych i nieudanych związków – doprowadziły mnie do odkrycia systemu, który pomoże mężczyznom i kobietom zdiagnozować i rozwiązać ich problemy z randkowaniem i związkami z precyzją i perfekcją. Spędziłem lata na odkrywaniu symboliki. To przygoda, która przyniosła nieoczekiwane owoce dla mnie, moich klientów, oraz wkrótce mam nadzieję przyniesie Tobie. Połączyłem kawałki układanki dotyczącej randkowania i związków, a obraz który powstał nie zawsze jest tym jaki chcą ujrzeć kobiety. Jednak to zdanie sobie sprawy z rzeczywistości pomogło tysiącom kobiet odnaleźć to czego naprawdę chciały w mężczyźnie.
Zdałem sobie sprawę, że za każdym razem kiedy kobieta mówiła mi, że coś jest nie tak z jej facetem, to mówiła o jednej lub dwóch rzeczach jakich jej w nim brakuje. Jest dobrym przyjacielem i kochankiem, ale nie umie się zdeklarować do stałego zwiążku. Albo:  jest miły, przyjacielski i chce stałego związku, tylko, że kiepski w łóżku. Albo: jest dobrym kochankiem i lojalnym partnerem, ale nie mają tych samych zainteresowań lub nie daje komfortu bycia jej najlepszym przyjacielem. Tylko kochanek, tylko przyjaciel lub tylko partner to zawsze cechy Tego Niewłaściwego. Jednakże mężczyzna, który w jakiś sposób potrafi być tymi trzema był tym czego zawsze kobieta chciała.
Po tym jak usłyszałem tego typu wyznania setki razy, doszedłem swoje momentu „aha”, a to do czego doszedłem po tej chwili dzielę się tym w tej książce. Jeśli będziesz podążać za moimi poradami uważnie, mogą cię one uchronić przed zerwaniem lub rozwodem, zanim dojdzie do pierwszego pocałunku.
Chcę żebyś nauczyła się jak zapobiec rozwodowi lub statusie wiecznej panny (o ile nie chcesz tego długoterminowo), zanim nasiona tego stanu rzeczy zostaną zasiane.
Większość małżeństw rozpada się w ciągu pierwszych pięciu lat, ponieważ to maximum czasu jaki można „wytrzymać” w związku w sytuacji w której nie zaiskrzyło między wszystkimi trzema częściami mózgu z Tym Właściwym.

Wskaźnik rozwodów
• Dane z polski  http://www.rozwodpoczekaj.org.pl/statystyki/

Często mówię kobietom, które chodzą na randki żeby „dokonywały dobrego wyboru w pierwszych  30 minutach”. Kiedy to robią używając mojego systemu później rzadko coś idzie źle. Nasza kultura  jest przepełniona rozwodami, i jak wkrótce zobaczysz, czas jaki spędziliście ze sobą jest bezpośrednim wyznacznikiem tego jak dobrze twoje trzy części Twojego mózgu zaskoczyły z trzema częściami mózgu Tego Właściwego.
Jeśli planujesz naprzód, od pierwszej randki, nie uwikłasz się w Pięcioletnią Porażkę – nazywaną potocznie „Próbnym Małżeństwem.”
Ten system może zrewolucjonizować twoje życie.

Zanim jednak przejdziemy dalej, musisz zrozumieć i zaakceptować kilka rzeczy:
•   Aby ten system mógł Ci pomóc, musisz zgodzić się, aby unikać błędów, zanim jeszcze zaczniesz. Panowie Niewłaściwi mogą być kuszący. a jeśli czujesz że nie będziesz w stanie oprzeć się pokusie i ulegniesz bo „tym razem może się to udać”, nie zaczynaj tego programu. Musisz się zdeklarować do „podejmowania dobrego wyboru w pierwszych 30 minutach”, wyłapując Panów Niewłaściwych zanim się do ciebie zbliżą.
•   Bądź gotowa do podążania według sekwencji kroków; to znaczy unikaj pokusy przeskakiwania o kilka kroków naprzód, albo wykonywania ich w innej kolejności, jak np. bycie przyjaciółmi, a potem inicjowanie seksualnego napięcia, albo przespanie się z facetem bez sprawdzenia czy byłby dobrym przyjacielem lub jaki ma charakter.
•   Bądź gotowa do pracy nad sobą, uczenia się o sobie i mężczyznach, oraz patrzenia na sytuację „tak jak sprawy się mają”, a nie tak jak chciałabyś żeby było, albo jak według Ciebie „powinno być”.
•   Instynkty mężczyzn i kobiet są na Ziemi od milionów lat i nie zanosi się na to żeby miało się coś zmienić, mimo tego, że życzyłabyś sobie, aby było inaczej. Nic cudownego, ani zmieniającego życie nie przyjdzie do Ciebie bez choć odrobiny wysiłku. Ale pomyśl o tym w ten sposób – jeśli opanujesz System – Siódmy Zmysł, będziesz musiała przejść przez ten proces tylko raz. Potem będziesz mogła poświęcić swoje życie przyszłości z Tym Właściwym. Potraktuj tę książkę jako szybki przewodnik po systemie, którego uczę innych od wielu lat.
•   Aby otrzymać, musisz coś dać. To znaczy, że pomimo tego, że szanujesz siebie, swoje zdanie oraz to co ma dla Ciebie sens i działa dla Ciebie; będziesz musiała przemówić jego językiem i podjąć działania ważne dla niego, co zbliży Cię do tego co chcesz.
•   Odkryj  że „bycie sobą” jest dobre tylko jeśli jesteś najlepszą wersją siebie, chcącą się rozwijać; chcącą widzieć to czy rozwój jest tym czego on chce, czy też nie, oraz akceptowaniem końca budowania związku.
•   Nie zapominaj, że związki są dobrowolne. Nic nie jesteście sobie winni. Nie „posiadasz” mężczyzny na własność, ani on nie „posiada” ciebie. Nawet jeśli jesteście zaręczeni czy po ślubie. Nawet jeśli deklarujemy nasze uczucia wobec drugiej osoby, nasz związek jest darem, a nie umową zatrudnienia czy niewolnictwem.
•   Zrozum, że mężczyźni prawie zawsze będą kusić Cię związkiem, aby dostać od kobiety seks, a kobiety będą zawsze będą posługiwać się seksem, aby zdobyć zobowiązanie od mężczyzny.

U rdzenia mojego systemu jest fakt naukowy: ludzki umysł dzieli się na trzy ogólne części które działają niezależnie od siebie, tak jak różne zestawy programów mogą pracować razem na Twoim komputerze. Praktycznie mówiąc, każdy z nas nie ma jednego, ale „trzy” oddzielnie funkcjonujące „mózgi” w głowie. Każdy człowiek ma „gadzi mózg” (pień mózgu i podwzgórze), „mózg ssaka” (śródmózgowie i móżdżek) i „wyższy mózg” (kora mózgowa). Gadzi mózg jest odpowiedzialny za nasze instynkty, niekontrolowane impulsy i odruchy odpowiedzialne za przetrwanie. To tutaj jest zlokalizowany pociąg seksualny – pragnienia, pasja i pożądanie oparte na instynktownych, odruchowych reakcjach męskości lub kobiecości.
To jedyny obszar mózgu gdzie kobiety i mężczyźni są naprawdę od siebie różni – co więcej właśnie te różnice sprawiają, że szalejemy za sobą. Gdyby nie te różnice rasa ludzka, by nie przetrwała.
Mózg ssaka skupia się na emocjonalnym przyciąganiu. To obszar mózgu odpowiedzialny za tworzenie się przyjaźni, przykładający wartość do idei, a nawet ludzi oraz wyłączne miejsce tego  to co nazywamy „miłością.”
W przeciwieństwie do seksualności lub instynktownych żądzy, masz nad tym kontrolę. Problemy pomiędzy mężczyznami i kobietami w tym obszarze umysłu sprawiają, że walczymy ze sobą i odkochujemy się nawet, jeśli mamy połączenie seksualne lub zobowiązania wobec siebie oraz są sekretną słabością i obciążeniem związków skażonych przez stres, niskie poczucie własnej wartości, depresję, problemy z niepokojem, przemoc lub nadużycia, uzależnienia, nieśmiałość i ogólne niedopasowanie osobowości.
Kiedy mówimy „nie pasujemy do siebie”- to najbardziej prawdopodobne jest to, że ten obszar umysłu jest za to odpowiedzialny.
Wyższy mózg odpowiada za przyciąganie intelektualne:  komunikowanie idei i szacunek dla praw, oczekiwania, przekonania, wartości,  cele i preferencje. Co więcej, to centrum Twoich Granic Osobowości – dom twoich praw, idei, twojej wolnej woli do działania w świecie jako osoba z unikalną tożsamością. Bez silnych granicy, zobowiązanie lub związek z inną osobą jest niemożliwy.

Trzy mózgi Tego Właściwego
Najmniej różnimy się między sobą w obszarze gadziego mózgu – większość mężczyzn jest jak inni mężczyźni, a większość kobiet jest jak inne kobiety. Pomyśl o tym jak unikalne są węże między sobą. Nie wiem jak ty, ale dla mnie wąż to wąż – śliskie i pełzające stworzenie którego należy unikać.
Biorąc pod uwagę część mózgu ssaków, niewiele różnimy się od siebie, a mężczyźni są właściwie prawie identyczni z kobietami – wszyscy mamy swoje leki, jakieś frustracje, gniew i ograniczoną liczbę sposobów radzenie sobie z tymi emocjami. Mimo tego niektórzy z nas mają tendencję do bycia bardziej pasywno-agresywnym, niektórzy bardziej asertywnym, inni chowają głowy w piasek gdy się boją, gdy inni z kolei lubią stawiać czoło swoim lękom. Wszyscy mamy swoje emocjonalne przyzwyczajenia, ale istnieje ograniczona liczba sposobów radzenia sobie z emocjami. Tak więc w tej części mózgu do gry wchodzi odrobina indywidualności.
W wyższym mózgu,  mamy do dyspozycji wszystkie aspekty naszej dojrzałości, które sprawiają, że różnimy się od siebie – zarówno kobiety jak i mężczyźni – każdy różni się od każdego na ziemi bez względu na płeć. Każdy z nas ma swoje unikalne gusta i preferencje, całkowicie różną życiową historię, edukację, doświadczanie życia, pracę i miłość, zróżnicowany intelekt, wszechświat osobistych opinii i przekonań o tym jak funkcjonuje świat (lub jak „powinien funkcjonować”), oraz masę innych zindywidualizowanych cech, które tworzą to co nazywamy naszą tożsamość.
Tak więc jak wzrastamy poprzez „trzy mózgi” – mózg ssaka „usytuowany” na gadzim mózgu, a wyższy mózg na mózgu ssaka – stajemy się coraz bardziej dojrzali i zindywidualizowani. Dlatego też powstają uogólnienia takie jak „wszystkie dzieci są takie same”, „wszyscy mężczyźni są tacy sami”, „Z kobietami źle. Ale bez nich jeszcze gorzej”, „dzieci są jak zwierzaki”, czy też „ona jest kotka…”.
Dzieje się tak dlatego, że gadzi mózg jest najbardziej prymitywnym, „zwierzęcym” obszarem umysłu, w którym jesteśmy najbardziej „niedojrzali” jako, że działają w nim instynkty i odruchy i nie ma w nim jakiejś wyższej, wyrafinowanej logiki. Mieszczą się w nim także instynkty płciowe, pasje i pożądania. Dzieci i nastolatki mają najbardziej podstawowe, oparte na odruchach zachowania, często poza ich świadomą uwagą. Właściwie, śmiem twierdzić, że ta część mózgu mieści w sobie męskość, kobiecość i pasję z definicji, jest nieświadoma.
Odruchy i instynkty są z definicji nieświadome i poza naszą uwagą, ponieważ są automatyczne – robimy coś „bez myślenia.”

Nic dziwnego że kobiety często nie mogą zrozumieć „dlaczego mężczyźni postępują tak jak postępują”, i dlatego nawet Freud narzekał, że jedyną rzeczą jakiej nie mógł rozgryźć było „czego chcą kobiety.” Natura naszych płci nie jest „logiczna”, lecz nieświadome odruchy były programowane przez miliony lat ewolucji oraz zmieniające się środowisko – są nieświadome dopóki nie staniemy się ich świadomi oraz nie nauczymy się jak działają. Innymi słowy, dopóki nie zaczniemy być ich świadomi, zachowania płci przeciwnej będą uważane za dziwne. Pozwólmy mężczyznom być mężczyznami, a kobietom kobietami – a potem nauczmy się mówić językiem drugiej płci.
Trzy mózgi rządzą każdym romantycznym związkiem. Sekretem udanego związku jest więc zaspokojenie potrzeb każdego „mózgu”, poprzez właściwe stadia (etapy) związku, ułożone w odpowiedniej kolejności.
Kiedy nauczysz się najbardziej podstawowego modelu poniżej, nigdy go już nie zapomnisz. Zobaczysz jak on działa tuż przed twoimi oczami, kiedy będziesz rozmawiać z mężczyznami w taki sposób jakbyś miała rentgenowski skaner męskiego umysłu.  Zadaniem tego modelu jest dosłownie sprawić, aby nie widzialny świat psychiki stał się widzialny dla Ciebie do końca Twojego życia.

3 Mózgi - Metoda Randkowania
Mój system zawiera fazy poświęcone każdej z części mózgu: przyciąganie (gadzi mózg), nawiązywania przyjacielskiej więzi (mózg ssaka), zobowiązanie (kora mózgowa, wyższy mózg). To ABC zalotów i musisz z powodzeniem przejść każdy etap w odpowiedniej  kolejności, aby być w trwałym związku.
Nie chcesz mężczyzny, który jest zdolny tylko do seksu bez jakiejkolwiek emocjonalnej więzi lub intelektualnego połączenia. Nie chcesz również kogoś kto jest zdolny do bycia Twoim przyjacielem i nie pożąda Cię z łóżku. Tak jak nie chciałabyś się związać z facetem, który wchodzi w związek z tobą z powodu wzniosłych „zasad”, ale nigdy nie będzie cię pożądał, ani nie będzie Twoim najlepszym przyjacielem.
Tylko mężczyzna, który będzie kochankiem, przyjacielem i życiowym partnerem może zostać „Tym Jedynym.”

Możesz go znaleźć (równie ważne jest odrzucanie pretendentów tego miana), jeśli poświęcisz czas, aby zrozumieć każdy z etapów i zobowiążesz się, że zaczniesz wprowadzać je w życie w odpowiedniej kolejności.
Jeśli przejdziesz wszystkie 9 kroków w tej kolejności, jesteś na dobrej drodze do zdobycia „Tego Jedynego”:

Etap I: Faza Przyciągania (Przyciąganie seksualne/Atrakcyjność Seksualna)
Zestaw działań oparty na instynkcie (gadzi mózg), dzięki którym przyciągniesz seksualnie mężczyznę.

Etap II: Faza Nawiązywania Przyjacielskich Więzi (Przyciąganie Emocjonalne)
Zestaw działań oparty na emocjach (mózg ssaka) dzięki którym przyciągniesz emocjonalnie mężczyznę.

Etap III: Faza Zobowiązania (Przyciąganie Intelektualne)
To zestaw działań oparty na intelekcie i dojrzałości (wyższy mózg) dzięki, którym przyciągniesz intelektualnie  mężczyznę.

Opanowanie tych trzech etapów to na razie twoje największe wyzwanie. Ale kiedy już je wykonasz, pozostaje jeszcze jedna kwestia. Każdy dobry związek ma swoją historię z nim związaną, całkowicie indywidualną opowieść o Twoim romansie z Tym Jedynym. Jeżeli jesteś tego świadoma, to poprowadzi Cię to, zainspiruje cię i ustrzeże przed popełnieniem poważnych błędów.
Kiedy pary mówią, że „po prostu wiedziały”, że spędzą resztę życia razem, to to co naprawdę mówią, to to, że połączyła i związała ich unikalna wspólna historia; doszli do wspólnej konkluzji (trwały związek), ale na swój własny sposób.

Każda kobieta musi odnaleźć zestaw „punktów fabularnych historii” jeśli ma zamiar zbudować swoją własną romantyczną historię i podążać za nimi aż do szczęśliwego zakończenia. Te „punkty” są wspólne dla każdej kobiety, która szuka miłości, ale szczegóły są zdecydowanie indywidualne i możesz delektować się nimi jako wyłącznie Twoimi. Ta książka nauczy cię jak mieć otwarte oczy na swoją własną opowieść oraz co robić kiedy ją odnajdziesz.
Odnalazłaś tą książkę ponieważ miałaś szereg związków, które nie wypaliły i nie do końca wiesz dlaczego. Kiedy  wchłoniesz materiał z tej książki, już nigdy więcej nie będziesz przeżywać rozterek z tego powodu. Zaczniesz rozpoznawać w ciągu pierwszych kilku minut od spotkania mężczyzny czy masz z nim jakieś szansę na satysfakcjonującą przyszłość –  a tych którzy nie będą jej mieli, odrzucasz szybko ze swojej drogi.
Co więcej, będziesz wiedzieć jak rozpoznać potencjalnego „Tego Właściwego” gdy pojawi się na twojej drodze, oraz jakie kroki podjąć, aby poprowadzić tą relację w kierunku w którym chcesz. Wiele kobiet, które znam mówią, że mają dosyć „gierek” w które grają mężczyźni lub wysłuchiwania od przyjaciół, że miłość to „gra” której trzeba się nauczyć. Chcą być wysłuchane i zrozumiane, co więcej szybko nudzą się „lojalnymi”, ale „przewidywalnymi” mężczyznami, którzy nie „grają w gierki”. Wydaje się, że kobiety z tego co mówią chcą mężczyzny, który nie będzie bał się zobowiązań oraz potrafiącego rozpalić płonne pasję i tęsknotę w trzewiach – kobiety nie pragną niczego innego niż „tajemniczego mężczyzny”.
Tego typu kwestie doprowadzają zarówno kobiety jak i mężczyzn do szaleństwa. Jak kobieta może chcieć, żeby mężczyzna był intrygującym, tajemniczym bohaterem o którym będzie marzyć na jawie, a jednocześnie żeby był do niej tak podobnym, że będzie znał ją tak dobrze jak ona zna samą siebie? Jak mężczyzna może pragnąć kobiety, która będzie zmysłowa, będzie jak nagroda do zdobycia, tak jakby miłość naprawdę była grą, a jednocześnie chcieć by była wierna  i lojalna?
Odpowiedzi znajdziesz w tej książce, a niektóre ku temu powody na pewno cię zaskoczą.
Prawdopodobnie tak jak odpowiedzi na poniższe pytania:
•   Dlaczego on mnie nie słucha?
•   Dlaczego on spędza ze mną mniej czasu niż na początku znajomości?
•   Dlaczego uprawiamy mniej seksu?
•   Jak będzie wyglądała nasza przyszłość. jeśli zostaniemy razem?
•   Dlaczego ze sobą walczymy?
•   Dlaczego mam obawy o „nas” oraz oto czy nasz związek się przetrwa?
•   Czy błędem było pozostanie w tym związku, czy też jego rozpoczęcie?
•   Tak bardzo się różnimy. Czy coś jest z nami nie tak?
•   Jesteśmy tak bardzo podobni. Czemu nie czuję „tego czegoś” do niego?

Odpowiedzi nie należy szukać w tylko w sercu czy w brzuchu, ale w trzech „mózgach” Tego Jedynego oraz historii, którą razem tworzycie.
Podczas lektury tej książki będziesz rozwiązywać zagadki męskiego zachowania, łamać ich kod komunikacji oraz poznawać tajemnice męskiego umysłu, aby rozwikłać wszystkie dylematy jakie kiedykolwiek z nim miałaś.
Będę twoim doraźnym przewodnikiem i specjalistą od symboli, pokazując ci, poprzez użycie starożytnych historii oraz ponadczasowej nauki, jak znaleźć „Tego Jedynego”. Za dużo czasu spędziłaś z Tym Niewłaściwym. A Ten Właściwy czeka na ciebie z otwartymi ramionami –  idealnie pasuje do trzech ról, których inni nigdy nie będą w stanie wypełnić: kochanek, przyjaciel i lojalny partner.

Konieczne kłamstwa, proste prawdy – Daniel Goleman

Link do skanu na mega

Kilka fragmentów na zachętę z książki. Jest w niej bardzo wiele na temat samooszukiwania siebie i nawet nie zdawania sobie z tego sprawy oraz jakie są tego konsekwencje.

Wprowadzenie

Trudno mi sformułować temat niniejszej książki, mimo że traktuje ona o czymś, co jest nam wszystkim bardzo bliskie. Trudność polega na tym, że nie dysponujemy słowami, które precyzyjnie określałyby, o co mi chodzi. To między innymi sprawia, że tak mnie intryguje ten temat – istnieją, zdaje się, ważne fragmenty naszego życia, które są dla nas w pewnym sensie białymi plamami; dziurami w przeżywaniu, zamaskowanymi brakami w słownictwie. Z tego, że są rzeczy, których nie doznajemy, zdajemy sobie sprawę jedynie bardzo mgliście albo wcale.
Właśnie te białe plamy w przeżywaniu są moim tematem.
Niemożność uprzytomnienia sobie pewnych aspektów naszego życia wydaje się spowodowana przyczynami leżącymi głęboko w naszej jaźni. Jej rezultatem jest niezdolność do zwrócenia uwagi na pewne zasadnicze aspekty otaczającej nas rzeczywistości, przez co powstają luki w tym strumieniu świadomości, który w każdym momencie określa nasz świat.
Tak więc moim tematem jest to, jak postrzegamy, a może bardziej jak nie postrzegamy tego, co uchodzi naszej uwagi.
Innymi słowy, ten fragment, który nie dociera do świadomości. Dziura w postrzeganiu. Sprawy wymazane gumką z karty postrzegania.
Tę niezdolność widzenia rzeczy takimi, jakimi rzeczywiście są, można metaforycznie nazwać „ślepą plamką”. W anatomii ślepą plamką (ściślej: ślepą plamką Mariotte’a [Edme Mariotte (1620-1684), francuski fizyk, zajmował się optyką i badaniami właściwości gazów i cieczy. W 1666 r. wykrył istnienie ślepej plamki w oku, ponadto w 1676, niezależnie od R. Boyle’a, podał prawo określające zachowanie gazów w stałej temperaturze, znane jako prawo Boyle’a-Mariotte’a.]) nazywa się lukę w polu widzenia, wynikłą z budowy oka.
Na dnie każdej gałki ocznej znajduje się fragment siatkówki, pozbawiony komórek światłoczułych (wyściełających całą resztę siatkówki), a więc niewrażliwy na bodźce świetlne, utworzony przez tarczę nerwu wzrokowego, czyli miejsce, w którym zbierają się wszystkie włókna nerwowe wewnętrznej warstwy neuronów siatkówki i przechodzą w nerw wzrokowy. W rezultacie w informacjach dostarczanych do mózgu jest luka dotycząca tego fragmentu pola widzenia. Ślepa plamka nie rejestruje niczego.
Zwykle ten brak danych jest kompensowany informacjami z drugiego oka. Tak więc zazwyczaj nie dostrzegamy naszych ślepych plamek. Ale kiedy zamkniemy jedno oko, ślepa plamka ujawni się. Aby dostrzec swoją ślepą plamkę, zamknij czytelniku lewe oko, przytrzymaj książkę przed sobą w wyciągniętej prawej ręce i skup wzrok na krzyżyku. Bardzo powoli zbliżaj książkę do oka i oddalaj z powrotem. Gdzieś w odległości od dwudziestu pięciu do czterdziestu centymetrów od oka będziesz miał złudzenie, że kropka znikła [Warto zwrócić uwagę, że w momencie kiedy czarna kropka „znika”, wychodzi na jaw „oszustwo” naszego mózgu – o czym autor nie wspomina. Otóż zamiast czarnej kropki nie zobaczymy „dziury” w polu widzenia, nie zobaczymy „miejsca, w którym nic nie ma”. Zobaczymy papier. Mózg wypełni „dziurę” informacjami z sąsiedztwa. Jeszcze wyraźniej można się o tym przekonać, jeśli przerysuje się kropkę i krzyżyk na kolorową kartkę i powtórzy eksperyment.].

krzyzyk i kółko
Dostrzeżenie własnej ślepej plamki jest bardzo pouczające: przeżycie to dostarcza konkretnej analogii dla znacznie subtelniejszych zjawisk psychicznych.
Pozwólcie, że przedstawię kilka przykładów takich zjawisk, zaczerpniętych z rozmaitych sfer życia. Wszystkie one zdają się świadczyć o istnieniu schematu, którym będę się tutaj zajmował.
Weźmy przykład kobiety, która w trakcie psychoterapii przypomina sobie, iż kiedyś, jako pięcioletnie dziecko, słyszała, że jej matka płacze w nocy. To wspomnienie zaskakuje kobietę, zupełnie nie pasuje do jej świadomych wspomnień z tamtych czasów. Był to okres wkrótce po wyprowadzeniu się ojca z domu. Matka wtedy wydzwaniała do niego błagając, żeby wrócił, jednakże w obecności dziewczynki utrzymywała pozory zupełnie innego stanu uczuciowego – zaprzeczała, że brakuje jej męża, i sprawiała wrażenie osoby beztroskiej i nie przejmującej się sytuacją: „Przecież dobrze nam razem tylko we dwie, prawda?”.
Córka pojęła, że o smutku matki się nie wspomina. Ponieważ matka ukrywała te uczucia, jej córka także miała je stłumić. Wielokrotnie słyszała wersję na temat rozwodu, odpowiadającą wizerunkowi, jaki jej matka pragnęła stworzyć; opowieść przerodziła się w pamięci dziewczynki w niezbity fakt. Takie niepokojące wspomnienia, jak matka płacząca w nocy, zbłakły w pamięci i skryły się w jej zakamarkach, by ujawnić się wiele lat później w trakcie psychoanalizy.
Temat katastrofalnego wpływu skrywanych tajemnic na ludzkie życie jest tak częsty w literaturze, iż wskazuje na powszechność przeżyć tego rodzaju. Opiera się na nim historia Edypa, podobnie jak fabuła powieści Forda Madoxa Forda pt. The Good Soldier, czy też niektóre sztuki Ibsena. Ibsen nazwał tego rodzaju tajemnicę, czyli taki mit rodzinny, który zastępuje niezbyt wygodną prawdę, „zakłamaniem” albo „życiowym kłamstwem” [W oryginale: vital lie (użyte także w tytule niniejszej książki), co oznacza „kłamstwo konieczne po to, by żyć”. Zwrot ten pochodzi z angielskiej wersji Dzikiej kaczki Henryka Ibsena (w innym angielskim przekładzie używa się słowa life-illusion, „złudzenie, na którym opiera się życie”). W polskim tekście Dzikiej kaczki, w przekładzie Jacka Friichlinga (z autoryzowanego tekstu niemieckiego – sic!) brzmi to bądź ,.życiowe kłamstwa” (Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1988; Zysk i S-ka, Poznań 1994), bądź – „życiowe zakłamanie” (Wyd. KAMA, Warszawa 1994). W związku z tym w tekście będę używał obu tych sformułowań. Natomiast w tytule, na życzenie wydawcy, użyto zwrotu „konieczne kłamstwa”.].
Takie życiowe kłamstwo to coś często spotykanego. Oto pewien psychiatra relacjonuje wypowiedź kobiety, zasłyszaną na jakimś przyjęciu’.
Czuję się bardzo blisko związana z rodziną. Kochają mnie i okazują to. Kiedy nie zgadzam się z matką, potrafi rzucić we mnie czymś, co ma pod ręką. Pewnego razu trafił jej się nóż i trzeba było mi założyć dziesięć szwów na nodze. Kilka lat później ojciec chciał mnie udusić, bo zaczęłam chodzić z chłopakiem, który mu nie przypadł do gustu. Naprawdę bardzo się o mnie troszczą.
Mechanizm zaprzeczania, widoczny jak na dłoni w powyższym przykładzie, to niezawodny wskaźnik zakłamania. Kiedy brutalność faktów jest zbyt oczywista, by je zignorować, zmienia się ich wymowę. Kłamstwo pozostaje nie zdemaskowane dzięki przemilczeniom, wykrętom, zaprzeczaniu w żywe oczy, w czym solidarnie uczestniczy cała rodzina. Zmowę podtrzymuje odwracanie uwagi od przerażających prawd albo owijanie ich w bawełnę, żeby się można było z nimi pogodzić. Pewien terapeuta zajmujący się rodzinami z takimi problemami, jak stosunki kazirodcze lub alkoholizm, w następujący sposób opisuje funkcjonowanie życiowego zakłamania:
Bagatelizuje się wszelkie aluzje do prawdziwej natury problemu, wyśmiewa się je, pokrętnie wyjaśnia, nie nazywa się rzeczy po imieniu. Ogromną rolę w bagatelizowaniu tego, co się naprawdę dzieje, odgrywa język, czyli słowa. By ukryć rzeczywistą naturę zjawisk, nagminnie używa się eufemizmów. Określenia: „lubi wypić”, małżeńskie
„Nieporozumienie” lub „surowa dyscyplina” mogą oznaczać alkoholizm, bicie żony lub maltretowanie dzieci. Mówi się o „drobnym wypadku” w celu wytłumaczenia siniaków i złamań, gdy mamy do czynienia z przemocą w rodzinie. Twierdząc: „zaszkodziło mu”, usprawiedliwia się zachowanie po nadużyciu alkoholu.
Pewien człowiek, którego ojciec był alkoholikiem, ujął to tak: „W naszej rodzinie obowiązywały dwie wyraźne reguły: pierwsza, że wszystko jest w porządku, i druga, że nikomu ani słowa”.
A oto przykład innego rodzaju. Jesse Jackson [ (ur. 1941), amerykański polityk znany z działalności na rzecz Murzynów, wybitny mówca. Bez powodzenia starał się o nominację Partii Demokratycznej na kandydata w wyborach prezydenckich w USA w latach 1984 i 1988.], wspominając dzieciństwo w Karolinie Południowej, opowiada następującą historię o spotkaniu z mężczyzną imieniem Jack, białym właścicielem miejscowego sklepiku spożywczego.
Tego dnia śpieszyłem się wyjątkowo, ponieważ przed sklepem czekał na mnie mój dziadek, który dał mi parę groszy na herbatniki czy coś innego. Wewnątrz znajdowało się ośmiu czy dziesięciu czarnych, a ja powiedziałem: „Jack, poproszę herbatniki”. On w tym czasie kroił mortadelę czy coś tam. Zagwizdałem, żeby zwrócić jego uwagę. Nagle rzucił się na mnie z pistoletem. Wycelował w głowę i powiedział: „Nigdy więcej na mnie nie gwiżdż!”. Moją uwagę zwróciło to, że pozostali czarni w sklepie zachowywali się tak, jakby tego nie widzieli. Krzątali się wśród półek. Strach głęboko zapuścił w nich korzenie. Ja bałem się nie tyle pistoletu, ile tego, co zrobi mój ojciec. Wrócił właśnie z frontu drugiej wojny światowej, wiedziałem, że jest porywczy, a na dodatek miał umysł otwarty dzięki kontaktowi z Europą w czasie wojny. Narastał w nim sprzeciw wobec panującego systemu. Wiedziałem, że jeśli ojciec się o tym dowie, to albo zabije Jacka, albo sam zginie. Tak więc stłumiłem to przeżycie. Dopiero wiele lat później wyszło na jaw. Ale tak się żyło w naszej „strefie okupowanej”.
W pewnym sensie drugą stronę medalu przedstawia Barney Simon, południowo-afrykański dramaturg, kiedy snuje refleksje na temat niewypowiedzianych prawd o apartheidzie. Jeśli w Ameryce Północnej Murzyni tłumią gniew przeciwko białym, to w Afryce Południowej biali muszą tłumić ciepłe uczucia wobec czarnych.
Wszyscy biali mieszkańcy Afryki Południowej mieli w dzieciństwie murzyńskie nianie. Pamiętam tę, która służyła u nas w domu, Rose… Pierwsze kilka lat życia spędza się na plecach czarnej kobiety. Spędza się je z policzkiem przytulonym do jej karku. Słucha się jej piosenek, jej języka. Chodzi się z nią do parku i siaduje wśród innych czarnych – jak ona – kobiet. Wchodzi się do jej pokoju i może nawet zastaje tam jej kochanka. Poznaje się nawzajem, blisko, intymnie. Ale w końcu przychodzi moment,  kiedy Afryka Południowa mówi ci, że ta bliskość jest czymś wstrętnym, jest zbrodnią, gorzej niż zbrodnią – grzechem. Każe ci się wyrzucić z pamięci to, czego się dowiedziałeś.

Historia wojen i wojskowości to bogata kopalnia przejawów tego, co próbuję uchwycić, weźmy na przykład wypadki jawnej odmowy przyjęcia do wiadomości prawdy.

•   W czasie pierwszej wojny światowej, na tydzień przed pierwszym niemieckim atakiem gazami bojowymi, pewien niemiecki dezerter przyniósł ostrzeżenie, że taki atak ma nastąpić. Pokazywał nawet ochronne maski, które zostały wydane siłom niemieckim. Francuski dowódca uznał doniesienie za absurdalne i zmyl głowę łącznikowi za to, że zameldował się z pominięciem drogi służbowej.
•   W czasie drugiej wojny światowej doniesiono Hermannowi Goringowi, że nad jednym z miast niemieckich zestrzelono aliancki myśliwiec, pierwszy, który znalazł się tak daleko od linii frontu. Oznaczało to, że alianci dysponują nowym myśliwcem dalekiego zasięgu, będącym w stanie konwojować bombowce nad terytorium Niemiec. Góring, który sam był pilotem, „wiedział”, że to niemożliwe. Jego odpowiedź brzmiała: „Stwierdzam stanowczo, że Akwizgran znajduje się poza zasięgiem myśliwców amerykańskich… W związku z powyższym oficjalnie rozkazuję, że ich tam nie było”.
•   Podczas tej samej wojny, w dniu rozpoczęcia ofensywy niemieckiej na Związek Sowiecki, jednostka ochrony pogranicza wysłała meldunek do kwatery głównej: „Znajdujemy się pod ostrzałem. Co mamy robić?”, na co dowództwo odpowiedziało: „Chyba zwariowaliście”.

Następny z kolei przykład, tym razem na znacznie większą skalę, znajdziemy, jeśli rozważymy los ludzkości. „Światowe zapasy broni atomowej – stwierdzono w jednym z artykułów «The Wall Street Journal» – narastają w tempie jednego miliona dolarów na minutę, obecnie liczba głowic przekracza pięćdziesiąt tysięcy”. Równocześnie – według danych Światowej Organizacji Zdrowia – pięćdziesiąt milionów dzieci umiera rocznie z powodu biegunki, największego zabójcy na świecie – a tak łatwego do opanowania za pomocą najprostszych środków higienicznych i przez poprawę odżywiania.
Psychiatrzy ukuli termin „atomowe odrętwienie” na określenie tej masowo obserwowanej niezdolności do odczuwania strachu, gniewu i buntu, adekwatnych do sytuacji, w jaką ludzkość wpędził wyścig zbrojeń. Ludzie zachowują się tak, jakby aplikowali sobie środki znieczulające, jakby niebezpieczeństwo było zbyt ogromne, by się nim przejąć.
Lester Grinspoon, psychiatra, zauważa, że w ramach „atomowego odrętwienia” ludzie „odmawiają przyjmowania informacji, które mogłyby sprawić, że mgliste lęki staną się wystarczająco konkretne, by wymagać od człowieka stanowczego działania”, a także „świadomie unikają wyciągania wniosków z informacji, które do nich dotarły”. Innymi słowy, traktują ten problem, problem nas wszystkich, jakby dotyczył kogoś innego.
Przytoczone przykłady pokazują, jak skutecznie wypaczone postrzeganie może ukrywać bolesną prawdę. We wszystkich cytowanych opisach mamy do czynienia z uspokajaniem przemożnych obaw poprzez wypaczenie postrzegania rzeczywistości.
Postrzeganie to gromadzenie informacji niezbędnych do przeżycia. Niepokój (lęk) to reakcja, która pojawia się, gdy informacje kwalifikowane są jako oznaki zagrożenia. Najciekawsze jest to, że możemy użyć postrzegania do zaprzeczenia zagrożeniu, do łagodzenia niepokoju.
Takie samooszukiwanie się może być pod wieloma względami użyteczne. Pod innymi – nie.
W Związku Sowieckim każde czasopismo miało własnego cenzora. Ale dziennikarze i redaktorzy rzadko mieli do czynienia ze skreśleniami cenzury, pisząc bowiem automatycznie wykonywali robotę za cenzora, z góry przyjmując jego wymagania. Lew Poliakow, rosyjski emigrant, który pracował jako fotoreporter w Związku Sowieckim, opowiada o swoich odwiedzinach w pewnym miasteczku nad Morzem Kaspijskim, gdzie przyjechał jako wysłannik czasopisma dziecięcego. W mieście znajdowały się dwie duże instytucje: ośrodek naukowy i obóz pracy przymusowej. Przyjął go tam miejscowy funkcjonariusz partyjny i powiedział: „Słuchaj, ty jesteś zapracowany i ja jestem zapracowany. Ułatwmy sobie nawzajem robotę. Jak tylko zobaczysz drut kolczasty, po prostu odwróć się do niego plecami i dopiero wtedy rób zdjęcie”.
Inny fotograf-emigrant, Lew Nisniewicz, sfotografował głosowanie w Związku Pisarzy. W kadrze znalazł się agent KGB, który pilnie obserwował, jak członkowie związku głosują. Zdjęcie opublikowano w szeroko czytanej „Litieraturnoj Gazietie”, jednakże postać agenta odcięto, zostali tylko głosujący pisarze, trzymający w górze swoje mandaty. Obraz nasuwał myśl o spontanicznym entuzjazmie, nie dając żadnej wskazówki o innych siłach, które wtedy miały wpływ na członków związku.
Wypadki takiej ewidentnej cenzury są łatwe do rozpoznania. Ale zmiany, jakie zachodzą w naszej świadomości, nie są łatwe do uchwycenia. Niemniej jednak przykład z wykadrowanym zdjęciem jest wyjątkowo trafny jako metafora tego, co się dzieje w naszej psychice. To, na co zwracamy uwagę, znajduje się wewnątrz ram naszej świadomości, to, co zostaje odcięte – znika.
Rama obrazu prowadzi nasz wzrok ku temu, co jest przez nią otoczone, a odwraca od tego, co na zewnątrz. Określa, co jest obrazem, a co nie. Dobra rama tworzy margines, który stapia się z obrazem w ten sposób, że zauważamy tylko to, co jest oprawione, a nie samą ramę.
Podobnie jest z uwagą. To ona określa, co zauważamy, ale jest tak wyrafinowana, że z rzadka tylko uświadamiamy sobie, w jaki sposób zauważamy. Uwaga stanowi ramę wokół tego, co przeżywamy.
Ram się na ogół nie zauważa – z wyjątkiem może pozłacanych barokowych potworności. Ale tak samo jak zła rama kłóci się z oglądaniem, rujnuje obraz, tak zniekształcona uwaga wypacza nasze przeżywanie i wstrzymuje działanie.
Wykoślawiona świadomość może prowadzić do katastrofy. Dyżurnym tematem greckiej tragedii antycznej jest łańcuch fatalnych przypadków, rozpoczęty przez niewielką wadę percepcji na wstępie. Filozof społeczny Hannah Arendt wiele pisała o tym, jak mieszanina oszukiwania samego siebie i wolnej woli pozwala nam wyrządzać zło w przekonaniu, że czynimy dobro.
Skłonność do uśmierzania bólu za pośrednictwem zniekształcania uwagi może być niedomaganiem, na co współczesna wrażliwość jest szczególnie podatna. John Updike w swoim artykule o Kafce formułuje to celnie:

„Stulecie, które minęło od urodzenia Franza Kafki, charakteryzowało się ideą «modernizmu» – świadomością nowości, która pojawiła się w dziejach jako coś nowego. W sześćdziesiąt lat po swojej śmierci Kafka ucieleśnia jeden z przejawów tej modernistycznej mentalności: doznanie lęku i wstydu, nie wiadomo skąd się biorące, a więc niemożliwe do ukojenia; poczucie, że wszystko jest nieskończenie trudne, pętające wszelką aktywność; te wrażenia są tak dojmujące i bolesne, jakby system nerwowy odarty ze swoich dawnych osłon konwenansów społecznych i wierzeń religijnych rejestrował każde poruszenie jako dotkliwy cios”.

Ślepe plamki szczególnie kuszą umysły nadwrażliwe na ból. Oferują łatwą pociechę w obliczu bolesnych faktów zarówno wtedy, kiedy źródło owego bólu jest głęboko wewnętrzne, jak na przykład wspomnienia dziecięcej krzywdy albo poranna sprzeczka z małżonkiem, jak i wówczas, gdy jest ono publiczne – tortury i morderstwa popełniane przez dyktatorskie reżimy albo też groza wojny atomowej.
Jakieś filtry selekcjonujące postrzeganie są bezwzględnie konieczne, choćby ze względu na ogromny potok informacji, który w każdym momencie dociera do naszych zmysłów. Kora mózgowa, najnowsza część ludzkiego mózgu, większość swojej energii poświęca na wybieranie z tego potoku. „Prawdę mówiąc – twierdzi neurofizjolog Monte Buchsbaum – filtrowanie czy też radzenie sobie z tym ogromnym nadmiarem informacji, jakim ludzkie oczy, uszy i inne organy zmysłów obciążają ośrodkowy układ nerwowy, jest jednym z głównych zadań kory mózgowej”.
Postrzeganie jest wyborem. Odsiewanie informacji jest więc korzystne. Ale właśnie ta sprawność mózgu czyni go podatnym na deformację tego, co dociera do świadomości po odrzuceniu reszty. Buchsbaum posuwa się do twierdzenia, że różnice między ludźmi, w związku z tym, co odsiewają,

„prowadzą do tego, że różne osoby tworzą w swej świadomości całkowicie odmienne obrazy zewnętrznego środowiska, w zależności od tego, jakie nastawienie towarzyszy procesowi przyjmowania i odrzucania sygnałów zmysłowych”.

Skuteczność sposobów, prowadzących do wypaczenia naszego postrzegania, ma daleko idące skutki. Jak ujął to William James: „Moje przeżycia są tym, w czym zgodziłem się uczestniczyć. Tylko to, co zauważam, kształtuje mój umysł”. Ale dodaje też: „Bez selekcji, którą kieruje zainteresowanie, nasze doświadczenie byłoby jednym wielkim chaosem”. Według Jamesa uwaga jest aktem woli, wybór tego, co zostanie przyswojone przez umysł, jest wyborem świadomym. Według Freuda tymczasem uwagę kształtują siły psychiki nieświadomej, krainy znajdującej się poza zasięgiem dyktowanych wolą decyzji.
Obaj, James i Freud, mieli częściowo rację. Uwagę modyfikują zarówno siły świadome, jak i nieświadome. Niektóre z nich nie szkodzą nam, na przykład ograniczenia pojemności, ustanowione przez konstrukcję psychiki. Niektóre mają dla nas zasadnicze znaczenie, jak skłonność do zwracania uwagi na bodźce najsilniejsze i aktualne. Inne modyfikacje uwagi – co postaram się wykazać – mogą się obracać przeciwko nam. Najważniejszą z nich jest samooszukiwanie się spowodowane wymianą typu „coś za coś” między lękiem a uwagą.

HANDEL WYMIENNY

Wymiana, polegająca na tym, że płacimy zniekształceniem świadomości za poczucie bezpieczeństwa, stanowi – w moim przekonaniu – zasadę, wokół której skupia się ludzka aktywność w rozmaitych dziedzinach i na wielu poziomach organizacji życia. Moim zamiarem jest naszkicować to powiązanie między uwagą a lękiem, które uznaję za element skomplikowanej sieci wplecionej w funkcjonowanie mózgu, strukturę naszej psychiki i tkankę życia społecznego.
Pragnę się skoncentrować na tym, w jaki sposób napływają informacje i jak ten potok jest zniekształcany przez współgranie bólu i uwagi. Dostrzeżenie związku między bólem a uwagą nie jest osiągnięciem nowym. Freud dawno temu rozpracował go z właściwą sobie błyskotliwością. Jednakże współczesne badania i poglądy, zwłaszcza w dziedzinie przetwarzania informacji, oferują bardziej dopracowaną koncepcję wewnętrznej dynamiki procesów psychicznych, koncepcję, którą daje się rozciągnąć na funkcjonowanie życia grupowego i rzeczywistości społecznej.
Ani Freud, ani żaden inny współczesny mu badacz psychiki ludzkiej nie byli w stanie dokonać tego przeskoku na wyższe poziomy organizacji, ponieważ dopiero w ostatnich dekadach psychologia poznawcza wypracowała model funkcjonowania umysłu, model, dużo bardziej szczegółowy i oparty na znacznie solidniejszych podstawach, niż to było w przeszłości. Model ten pozwala nam wreszcie pojąć, jak kształtuje się nasze przeżywanie i jakie ukryte siły rzeźbią osobistą i społeczną rzeczywistość.
Obszar rozciągający się od mechanizmów psychicznych do funkcjonowania życia społecznego to dziedzina, w którą będziemy się zagłębiać w tej książce. Nasza podróż rozpocznie się jednakże na poziomie znacznie bardziej podstawowym: od układu funkcjonalnego odczuwania bólu przez nasz mózg. Na poziomie neurofizjologii kryje się podstawowy model tego handlu wymiennego między bólem a uwagą. Mózg, jak się przekonamy, dysponuje zdolnością znoszenia bólu poprzez maskowanie jego żądła, ale za cenę ograniczenia pola świadomości.
Ta sama zasada powtarza się na każdym następnym poziomie zachowań ludzkich: w mechanizmach psychicznych, w strukturze charakteru, w życiu zbiorowym, w społeczeństwie. W każdej z tych sfer rodzaj „bólu”, który jest odgradzany od świadomości, staje się coraz bardziej wyrafinowany, od stresu i lęku, przez bolesne tajemnice do zagrażających bądź niewygodnych faktów z dziedziny życia społecznego.
Podsumowując, moje tezy obracają się wokół następujących przesłanek:
•   Psychika aktywnie chroni samą siebie przez przytępianie uwagi.
•   Mechanizm ten wytwarza ślepą plamkę: strefę wyłączonej uwagi i samooszukiwania
się.
•   Ślepe plamki istnieją na każdym z głównych poziomów organizacji zachowań ludzkich, od psychicznego do społecznego.

Niniejsza książka podzielona jest na sześć części. Pierwsza z tych części to zarys handlu wymiennego między uwagą a bólem, pokazujący tę współzależność na poziomie funkcjonowania mózgu i sposobu, w jaki psychika radzi sobie z lękiem i stresem. Neurofizjologiczne mechanizmy tej wymiany wykorzystują wytwarzane w mózgu substancje z grupy opioidów, „morfiny mózgowej”, która osłabia wrażenie bólu i przytępia uwagę. Analogią tego fizjologicznego handlu jest mechanizm psychologiczny polegający na łagodzeniu lęku przez stępienie uwagi.
Część druga wypracowuje model funkcjonowania psychiki. Jego zadaniem jest ukazać mechanizmy umożliwiające ów handel wymienny między uwagą a bólem. Przedstawione są tu dwie zasadnicze koncepcje: pierwsza głosi, że nieświadomość odgrywa zasadniczą rolę w funkcjonowaniu psychiki, a druga – że umysł upakowuje informacje w „schematy poznawcze” czy „szablony”, coś w rodzaju kodu reprezentującego doświadczenie życiowe. Schematy poznawcze operują poza naszą uwagą, w nieświadomości. Ich zasadnicze zadanie polega na kierowaniu świadomości (uwagi) w stronę bodźców w danym momencie najistotniejszych, a ignorowaniu reszty. Jednakże gdy na schematy te ma wpływ lęk przed informacjami bolesnymi – tworzą się „ślepe plamki” w uwadze.
Część trzecia pozwala nam ujrzeć psychiczne mechanizmy obronne – te sztandarowe przykłady samooszukiwania się – w nowym świetle płynącym z przedstawionego modelu funkcjonowania umysłu. Część ta w nowy sposób przedstawia procesy psychiczne, kształtowane powiązaniami między uwagą a schematami poznawczymi, i ukazuje jak – poprzez samą strukturę psychiki – niedostrzeganie bolesnych prawd chroni nas od lęku.
Gdy takie łagodzenie bólu przez niedostrzeganie bolesnych prawd stanie się nawykiem, wówczas zaczyna wpływać na charakter człowieka. W części czwartej przyjrzymy się, w jaki sposób nawyki unikania lęku wskutek przytępienia uwagi są przekazywane z rodziców na dzieci. W trakcie kształtowania się osobowości zaczynają dominować określone zestawy mechanizmów obronnych, a wraz z nimi „ślepe plamki” i wynikające z tego samooszukiwanie się.
Część piąta opisuje życie w grupie, używając przykładu elementarnego – rodziny. Pokazuje, w jaki sposób wspólne schematy poznawcze dyrygują dynamiką procesów zachodzących w grupie. Odbywa się tu ten sam handel wymienny „ból-uwaga”, wykrawając „ślepe plamki” w zbiorowym polu widzenia grupy.
W części szóstej korzystamy z tego samego modelu, by rozpoznać społeczną konstrukcję rzeczywistości. Wspólne schematy poznawcze funkcjonują w życiu społecznym, tworząc „uzgodnioną” rzeczywistość. Ta rzeczywistość społeczna jest usiana „dziurami informacyjnymi”, którym zaprzecza się na mocy cichej zmowy. Łatwość powstawania takich społecznych „ślepych plamek” wynika z budowy umysłów poszczególnych jednostek. Ceną, jaką płaci za to społeczeństwo, są kolektywne złudzenia.
Nasza wyprawa to wyprawa zwiadowcza. Dokonamy po drodze rozpoznania terenu w rozmaitych dziedzinach przeżywania. Rzucimy okiem na obszary, do których mam nadzieję powrócić, by sporządzić ich dokładniejsze mapy. Do czytelników-niespecjalistów zwracam się z prośbą o wyrozumiałość i cierpliwość dla moich wywodów. Lektura ich będzie zapewne wymagała niekiedy wysiłku. Żywię jednakże nadzieję, że pilny czytelnik zostanie wynagrodzony lepszym zrozumieniem swoich własnych przeżyć.
Fachowców, którzy wezmą do ręki tę pracę – kolegów psychologów, specjalistów teorii poznania, neurofizjologów, socjologów i wszystkich tych, w których dziedziny wkraczam – proszę, by mi wybaczyli, jeśli stwierdzą pewną skrótowość w traktowaniu ich dyscyplin. Mając tak ogromny obszar do prześledzenia mogłem tylko musnąć powierzchnię każdej mijanej okolicy. Na przykład nie byłem w stanie wprost odwołać się do prac Rubena Gura i Harolda Sackheima, psychologów, którzy interesowali się rolą samooszukiwania się w zaburzeniach psychicznych, takich jak depresja. Ja podchodzę do tego zagadnienia w sposób zbliżony, jednakże patrzę z innego punktu widzenia.
Próba ekstrapolacji, którą podjąłem – wychodząc z modelu przetwarzania informacji w umyśle i dochodząc do obszarów osobowości, funkcjonowania grupy i rzeczywistości społecznej – nie była dotychczas, z tego, co mi wiadomo, podejmowana przez nikogo innego. Tak więc formułuję tutaj konkretną hipotezę, że nasze przeżywanie jest kształtowane i ograniczane przez handel wymienny „uwaga-ból”. Ów model zachowań ludzkich na wszystkich poziomach organizacji stanowi dla mnie wielkie ułatwienie w wykonaniu zadania. Jednakże równie wielki jest mój niepokój przed prezentacją tak daleko idącej syntezy.
Ta książka nie daje łatwych odpowiedzi (podejrzewam, że ich nie ma) ani nie zapewnia miarki, którą można by zmierzyć samego siebie. Po prostu dostarcza nowej mapy do przeżywania, szczególnie uwypuklając pewne ciemniejsze miejsca. Chodzi w niej o to, jak się rzeczy mają, a nie o to, jak można temu zaradzić. Ufam, że lepsze zrozumienie psychiki, zyskane dzięki ostatnim odkryciom naukowym, umożliwi nam pełniejszy wgląd w osobistą i zbiorową mentalność.
Moją intencją było odsłonić czytelnikowi na moment zasłonę, za którą kryje się to, co dzieje się na marginesie świadomości. Ta zasłona potrafi zakryć przed nami najistotniejsze rzeczy w dziedzinach, na których nam najbardziej zależy: w naszych najgłębszych myślach, naszych najistotniejszych związkach, grupach, z którymi jesteśmy najmocniej związani, w tworzeniu naszej wspólnej rzeczywistości. Chodziło mi o to, by zasygnalizować, że te zasłony istnieją i gdzie ich należy szukać. Ale nie twierdzę, że wiem, jak najlepiej je zerwać i czy w ogóle należy je zrywać.
Kiedy stajemy przed tymi zagadnieniami, mamy do czynienia ze szczególnym paradoksem. R. D. Laing ujął to w swoim „supełku” następująco:
Zasięg naszych myśli i naszych poczynań
ograniczony jest przez to, że nie zauważamy.
A ponieważ nie zauważamy,
że nie zauważamy,
nie jesteśmy w stanie
nic zmienić,
póki nie zauważymy,
że to niezauważanie
kształtuje nasze myśli i uczynki.

George Bateson ukuł wielce adekwatne określenie. Używał słowa dormitive, aby określić pewne zaciemnienie rzeczywistości, niezdolność do widzenia rzeczy takimi, jakimi są. Słówko dormitive wywodzi się z łacińskiego dormire, oznaczającego „spać”.
„Ukradłem to słowo Molierowi – wyjaśnił mi Bateson. – W zakończeniu dzieła Mieszczanin szlachcicem jest fragment w makaronicznej łacinie, przedstawiający komiczną scenę egzaminu ustnego z medycyny. Grupa medyków pyta kandydata: «Dlaczego opium usypia ludzi?», a ten triumfalnie oznajmia: «Ponieważ, uczeni doktorzy, zawiera ono czynnik usypiający (dormitive)». To znaczy, usypia ludzi, bo ich usypia.
Ten neologizm dormitive (albo może po polsku „siła usypiativa”? – przyp. tłum.) byłby tu nadzwyczaj odpowiedni. Kradnąc z kolei słowo Batesonowi, moglibyśmy nim określić siły, które są odpowiedzialne za usypianie marginesów naszej uwagi.
W katalogu czynników, które kształtują nasze postrzeganie, szczególną moją uwagę zwracają „usypiające” ramy, te wypaczenia i skrzywienia narzucone naszej uwadze przez potrzebę bezpieczeństwa. Jeśli uda nam się dostrzec, choć na moment, ramy ograniczające nasze przeżywanie, zyskamy odrobinę więcej wolności, żeby „rozepchnąć” trochę marginesy. Okaże się wtedy, że mamy więcej do powiedzenia o tym, czy chcemy tych ograniczeń narzuconych naszemu myśleniu i działaniu.
Chciałbym w tej książce zadumać się nad naszym wspólnym położeniem: skoro tak łatwo dajemy się ukołysać do snu, jak możemy się ocknąć? Pierwszym krokiem w tę stronę, jak mi się wydaje, jest zauważyć, że śpimy.

(…)
Na ogół to nie niebezpieczeństwo jako takie, lecz groźba niebezpieczeństwa wyzwala reakcję stresową. Podstawową cechą informacji, będącej wyzwalaczem stresu, jest niepewność. Niepewność to system zdalnego ostrzegania, wyzwalacz stanu podwyższonej gotowości, kiedy trzeba sprawdzić, czy istnieje jakieś realne zagrożenie. Trzask gałązki może oznaczać lub nie, że zbliża się drapieżnik. Ale to potomkowie tych małych ssaków naczelnych, które spinały się do działania na trzask gałązki, dożyły dzisiejszych czasów i mogą o tym pisać książki.
Najogólniej biorąc, każde zdarzenie nowe, dotąd niespotykane, każda rzecz niezwykła, niesztampowa wymaga bliższego zapoznania się, niechby tylko przelotnego. Nowe to – z definicji – nieznane. Nowość to niepewność, a niepewność z kolei może być zwiastunem niebezpieczeństwa.
Mózg reaguje na rzeczy nowe podwyższoną gotowością do reakcji stresowej (choć nie wyzwalając jej jeszcze), tak na wszelki wypadek. Reakcja stresowa jest związana z uwagą podwójnym wiązaniem: wzmożona uwaga wyzwala tę odpowiedź, a ośrodki odpowiedzialne za uwagę są pobudzane przez gotowość stresową. Jeśli zagrożenie zostanie potwierdzone, rozwija się pełna reakcja stresowa. Ożywienie, które wywołują rzeczy nowe i nieznane, też wywodzi się z tego mechanizmu: zetknąwszy się z czymś nowym, organizm przygotowuje się do działania reagując stanem niewielkiego podniecenia.
Taka – powszechnie występująca u zwierząt – reakcja zwana jest „reakcją rozpoznawczą”; to kombinacja podwyższonej aktywności mózgu, pobudzonych zmysłów i wzmożonej uwagi. Spokojna czujność kota, który obserwuje ptaka, to właśnie przykład takiej reakcji. Podobnie postępuje człowiek, który zastanawia się, czy szmer za oknem to złodziej, czy kot.
Jeśli zdarzenie, które wyzwoliło reakcję rozpoznawczą, zostało zakwalifikowane jako znane, nie niosące zagrożenia (to tylko kot), mózg i ciało obniża poziom pobudzenia. Lecz jeśli informacja zostanie zakwalifikowana jako zagrożenie (złodziej!), reakcja rozpoznawcza zamienia się w reakcję stresową.
Poziom pobudzenia mózgu zależy od tego, jak duży jest rozziew między tym, co jest spodziewane, a tym, co zostaje stwierdzone. Jeżeli zdarzenie nie wykracza poza normalność, hipokamp – ośrodek w śródmózgowiu – utrzymuje pobudzenie na niskim poziomie; zdarzenie zostaje zarejestrowane, wzięte pod uwagę, ale spokojnie. Hipokamp rejestruje znajomy bodziec, nie „kłopocząc” tym reszty mózgu. Wykonuje codzienny nudny kołowrotek zajęć. Tak jego rolę opisano w jednej z publikacji:

Jeśli witamy kogoś w progu swojego domu, nie musimy świadomie obserwować ścian, framug drzwi i tak dalej, a mimo to zauważamy je nieświadomie i dostosowujemy do nich swoje zachowanie. Co innego, jeśli zdarzy się trzęsienie ziemi – wtedy natychmiast zainteresujemy się świadomie tymi dotąd nieistotnymi bodźcami.

Jak ważną funkcję spełnia hipokamp w takich sytuacjach, widać najwyraźniej u pacjentów, którym operacyjnie go usunięto. Wtedy „każda zmiana w otoczeniu przybiera rozmiary trzęsienia ziemi… Każdy bodziec wdziera się (…) i rozprasza aktywne procesy psychiczne (…) które kierują zachowaniem„. To hipokamp zatem powstrzymuje mózg przed traktowaniem każdego zdarzenia jako alarmu i w ten sposób pozwala rutynie toczyć się poza świadomością .
Podczas reakcji stresowej część obwodu mózgowego, który wyzwala wydzielanie ACTH, przebiega od pnia mózgu przez hipokamp. Te szlaki również uczynniają uwagę. W rezultacie natężenie uwagi i pobudzenie stresowe są ze sobą splecione: pewne steroidy stresowe są uwalniane za każdym razem, gdy mózg wzmaga uwagę powyżej pewnego progu.

(…)

Niektórzy niewidomi – niewidzący wskutek wylewu lub urazu mózgu, a nie z powodu uszkodzenia oka – potrafią zrobić rzecz niewiarygodną. Jeśli umieścić przed nimi przedmiot i zadawać pytania, nie są w stanie odpowiedzieć, co to jest ani gdzie się znajduje. Jeśli poprosić ich, by sięgnęli po ten przedmiot, odpowiedzą, że to niemożliwe, przecież nie widzą. Jeśli jednak ich przekonać, by spróbowali, wydarzy się coś niezwykłego – wezmą przedmiot do ręki z pewnością, która zdziwi ich samych. Ta niezwykła zdolność wynika z tego – jak się okazało na podstawie badań psychologa Anthony’ego Mercela z uniwersytetu w Cambridge – że ludzie ci mają doskonały wzrok, natomiast nie wiedzą, że widzą. Filmując ruchy pacjentów za pomocą ultraszybkiej kamery Marcel prześledził dokładnie ruchy ich rąk, dłoni i palców podczas chwytania przedmiotów, których świadomie nie widzieli. Jak wykazała analiza filmów, te ruchy były absolutnie precyzyjne.
Jakie jest podłoże tego zjawiska? Neurologiczne wyjaśnienie przedstawia się następująco: uszkodzone fragmenty mózgu tych pacjentów odgrywały rolę w „uprzytomnianiu” sobie obrazów, a nie w widzeniu jako takim. Wzrok tych
ludzi jest sprawny, ale to, co widzą oczy, nie dostaje się do tej części mózgu, w którym wrażenia wzrokowe przekazywane są do świadomości. Zdolność chwytania przedmiotów u tych pacjentów wskazuje na niezwykłą cechę psychiki, polegającą na tym, że jedna jej część po prostu wie, co robi, a ta część, która powinna wiedzieć – czyli świadomość – nie ma o tym pojęcia.
Inne doświadczenia przeprowadzone przez Marcela wykazały, że także u ludzi, którzy nie ulegli urazom, umysł może o czymś wiedzieć, a nie być świadomym tego, co wie. Marcel dokonał tego odkrycia przypadkiem, kiedy zajmował się badaniami umiejętności czytania u dzieci. Wyświetlał na ekranie słowa, czasami tak krótko, że badane dzieci nie były w stanie ich przeczytać. Kiedy jednak prosił je, żeby zgadywały, jakie słowa wyświetlano, zaskoczyła go częstość „inteligentnych błędów” – dzieci podawały słowa blisko powiązane znaczeniowo z tymi z migawek, na przykład „dzień” zamiast „noc”. Zaintrygowany tym, zaczął badać to zjawisko metodycznie. Rzucał na ekran wyraz niekiedy tylko przez tysięczne części sekundy, za krótko, by badani nawet wiedzieli, że zobaczyli słowo. Potem podawał parę wyrazów, z prośbą o wybór tych, które miały znaczenie albo wygląd podobny do obrazu, który mignął. Jeśli na przykład nie dostrzeżonym wyrazem na ekranie było określenie book (książka), to wyrazem podobnym z wyglądu byłoby pojęcie look (spojrzenie), a spokrewnionym znaczeniowo – read (czytać). Mimo że badani kompletnie nie orientowali się, jakie słowo pojawiło się na ekranie, zgadywali z dokładnością około dziewięćdziesięciu procent, co jest wynikiem niebywałym, jeśli uwzględnić, iż nie zdawali sobie oni w ogóle sprawy, że widzieli jakieś słowo.
Zjawisko, które ujawniło się w tych doświadczeniach, Marcel nazwał „nieświadomym czytaniem”. Jest ono – podobnie jak zdolność chwytania przedmiotów przez niewidzących – niewytłumaczalne, jeśli wyznaje się obiegowy pogląd na temat psychiki. Ale współcześni badacze przyjęli dość radykalne założenie: duża część, a nawet większość ważnych czynności psychicznych zachodzi poza świadomością.
Słuszność tej tezy wspiera się na dwóch faktach, a mianowicie pojemności kanału świadomego, czyli ilości informacji, jaką może przechować pamięć krótkotrwała, oraz zdolności psychiki do funkcjonowania poza świadomością. Z badań psychologów poznawczych wynika, że pojemność pamięci krótkotrwałej wynosi „siedem plus/minus dwa”,
jak brzmiał tytuł słynnej publikacji George’a Millera na ten temat. Miller opierając się na szczegółowym przeglądzie danych z badań uznał, że człowiek jest w stanie zapamiętać mniej więcej siedem „jednostek”  pamięciowych. „Jednostka” to taka część informacji, którą zapamiętuje się naraz jako całość, na przykład cyfra albo litera. Dlatego zapamiętamy bez większego kłopotu sześcio- czy nawet siedmiocyfrowy numer telefonu. A co z dłuższymi numerami, zawierającymi na przykład kod kierunkowy? Zapamiętamy je pod warunkiem, że kilka cyfr połączy się w jedną jednostkę, np. „22″ jako „kierunkowy do Warszawy”.
Późniejsze badania Herberta Simona wskazują, że pojemność tego kanału może być jeszcze mniejsza: pięć plus/minus dwie jednostki. Skoro pole świadomości ma tak małą pojemność, a wszelka informacja musi przez nie przejść, aby dostać się do pamięci długotrwałej, to znaczy, że mamy do czynienia z bardzo wąskim gardłem. Bogactwo informacji wpływających do wejścia jest ogromne, Przejście do wąziutkiego pola świadomości wymaga więc niezwykle gęstego sita informacyjnego.
A jednak nie wszyscy teoretycy zgadzają się z poglądem, że umysł musi odrzucać tak wiele informacji. Niektórzy psychologowie – wśród nich wiedzie Ulric Neisser – uważają, że w ogóle nie istnieje zjawisko ograniczonej pojemności. Poglądom Neissera dostarczyła amunicji Gertruda Stein.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia Gertruda Stein, zanim stała się znaną postacią literacką Paryża, studiowała psychologię na Uniwersytecie Harvarda u Williama Jamesa. Pod jego kierunkiem Stein wraz z kolegą-studentem Leonem Solomonsem przeprowadzili sprawdzian pojemności kanału świadomości na wiele dziesiątków lat wcześniej, zanim znalazł on się w psychologicznym modelu umysłu Oboje fascynowało zjawisko „pisania automatycznego”, które było jedną z przelotnych okultystycznych manii fin de siecle ‚u. Polega ono na tym, że człowiek trzyma ołówek nad kartką i czeka, żeby ręka zaczęła się poruszać „sama z siebie”. Nie daje jej żadnych świadomych poleceń; jeśli zostanie napisany jakiś tekst, ma on pochodzić z innego źródła niż świadoma psychika. Dla kogoś o zacięciu psychologicznym pismo będzie się wywodziło z nieświadomej części psychiki. Dla kogoś skłonnego do wiary w działanie sił nadprzyrodzonych będzie przekazem ze świata duchów.
Solomons i Stein wykorzystali siebie jako króliki doświadczalne i postanowili nauczyć się automatycznego pisania. Zaczęli od tego, że jedno zapisywało słowa dyktowane przez drugie, równocześnie czytając inny tekst. Na przykład Solomons czytał jakąś historię i w tym samym czasie zapisywał słowa wypowiadane przez Stein. Założyli, że czytanie zajmuje świadomość, natomiast akt pisania pozostaje pod kontrolą tej części psychiki, która leży poza obszarem aktualnej świadomości.
To był początkowy etap treningu. Później udawało im się wykonywać to zadanie równocześnie we dwójkę: oboje naraz czytali na głos różne teksty, pisząc w tym czasie coś innego. Teraz już zamiast pisać pod dyktando, pozwalali dłoni pisać „automatycznie”.

(…)

Nauka nowej umiejętności wymaga skupienia uwagi. Potrzebna jest nieustanna czujność, by sprostać wymaganiom nowego zadania. Czynność jest opanowana wtedy, kiedy da się ją wykonać bez myślenia o niej, całkiem lub prawie całkiem automatycznie. Gdy zostanie zakodowana w pamięci, bodźce, zdarzenia i reakcje, jakie się z nią wiążą, mogą pozostawać niezauważone.
Mistrz nie musi myśleć o krokach, przy których potyka się nowicjusz. Oto dlaczego arcymistrz szachowy José Capablanca, któremu zadano pytanie: „Ile możliwych ruchów rozpatruje pan na szachownicy podczas zastanawiania się nad następnym ruchem?” – odparł: „Jeden. Ten właściwy”.
Dopóki wszystko idzie naprzód płynnie, możemy oddawać się niezliczonym, bezmyślnym równoległym działaniom. Ale jeśli z jednym z tych działań zaczną się jakieś kłopoty, wtedy zagarnie całą naszą uwagę. Inne czynności ulegną spowolnieniu lub ustaną.
Pomyłka sprawia, że nasza uwaga kieruje się na jej naprawienie. W trakcie tego procesu to, co zwykle znajdowało się poza świadomością, wchodzi w pole świadomości i zajmuje je. Innym zadaniom można wtedy poświęcić niewiele uwagi lub nie poświęcić jej wcale.
Zjawisko odwrotne, czyli niemożność poświęcenia uwagi czynnościom normalnie wykonywanym automatycznie, stało się tematem anegdot o roztargnionych naukowcach, których świadoma część psychiki jest tak zajęta myśleniem o odkryciach i wynalazkach, że nie ma w niej miejsca na trywialne sprawy codzienności. Żona Einsteina, Elsa, ubierała go w palto i żegnała się z nim w przedpokoju, gdzie wkładał buty. Nieraz znajdywała go tam po trzech kwadransach, pogrążonego w myślach. Ale jeśli chodzi o większość z nas, to kiedy mamy do czynienia z czynnościami rutynowymi i dobrze opanowanymi, granice uwagi są dość elastyczne i nieświadoma część psychiki dobrze sobie radzi.

(…)

Szwajcarski pionier psychologii rozwojowej Jean Piaget badał, jak zmieniają się te szablony w trakcie rozwoju dziecka. Stwierdził, że rozwój poznania ma charakter kumulatywny. Zrozumienie wyrasta z tego, czego dowiedzieliśmy się wcześniej. Staliśmy się tym, kim jesteśmy, nauczyliśmy się tego, co wiemy, dzięki schematom poznawczym, które nabyliśmy po drodze. Gromadzą się one z czasem; schematy poznawcze, którymi dysponujemy w danym momencie, są produktem końcowym naszego osobistego życiorysu.
Do opisania, jak kształtują się te struktury psychiczne w interakcji ze światem, Piaget korzystał z pojęć „przyswojenie” i „przystosowanie”. Gdy dowiadujemy się nowych rzeczy, nasze schematy zmieniają się. Jako dziecko sądziłem, że każde drzewo, które nie ma liści, jest uschnięte, martwe. Wychowywałem się w Kalifornii i tam ten schemat sprawdzał się zawsze. Kiedy widziałem zdjęcia bezlistnych drzew, uważałem, że to drzewa uschnięte. Potem przeprowadziłem się na Wschód i ze zdziwieniem odkryłem, że drzewa tracą liście na zimę, ale nie usychają. Mój schemat uległ rewizji: drzewo pozbawione liści niekoniecznie musi być uschnięte.
W sytuacji gdy ktoś nie potrafi zrewidować schematu tak, by pasował do faktów, dochodzi do dziwacznych błędów w postrzeganiu. Dla unaocznienia tego problemu Ulric Neisser opowiada anegdotę o człowieku, który trafił do psychiatry, ponieważ uważał, że nie żyje. Po kilku sesjach terapeutycznych psychiatra stwierdził, że pacjent uparcie trzyma się swojego przekonania. W związku z tym pyta go:
– Pan wie, oczywiście, że trupy nie krwawią?
– Jasne, że wiem – odpowiada pacjent.
Psychiatra bierze igłę i wbijają pacjentowi w rękę aż do krwi.
– I co pan na to? – pyta.
– Coś podobnego! – wykrzykuje pacjent. – A jednak trupy krwawią!
Wzorzec jest w pewnym sensie hipotezą, pewnym założeniem określającym,
czym jest to, czego doświadczamy, i jak działa. Schemat, mówiąc słowami psychologa Davida Rumelharta, to „rodzaj nieformalnej, osobistej, nie sformułowanej hipotezy na temat natury zdarzeń, przedmiotów czy sytuacji, w obliczu których stajemy. Zestaw wszystkich schematów, którymi dysponujemy do interpretacji naszego świata, składa się na naszą prywatną teorię na temat natury rzeczywistości” .
Dzięki schematom dowiadujemy się więcej niż tylko to, co niosą zmysłom informacje. Jeśli widzimy samochód, możemy spokojnie przypuszczać, że jest wyposażony w te atrybuty, co zwykle – kierownicę, bak, fotele itd. – mimo że nie widzimy ich bezpośrednio. Podobnie jak w wypadku hipotezy, schemat ucieleśnia założenia, które przyjmujemy za prawdziwe z pełnym zaufaniem. To pozwala nam wyprowadzać wnioski, które wykraczają poza bezpośrednie dowody dostarczane przez zmysły. Takie skróty poznawcze pozwalają nam bezpiecznie żeglować wśród niepewności, z którą mamy najczęściej do czynienia, stawiając czoło światu.
Schematy, podobnie jak hipotezy, mogą się zmieniać. Właśnie poprzez rewidowanie starych i dodawanie nowych schematów gromadzimy wiedzę. Schematy to hipotezy, które podlegają weryfikacji. Kiedy znajdziemy się w sytuacji niepewnej, dwuznacznej, przywołujemy schematy, żeby ją wyjaśnić. Każdy schemat, z którym wychodzimy, jest równocześnie sprawdzany – czy trafnie dobrany, czy dobrze pasuje.
Do schematów, z których korzystamy, mamy na ogół pełne zaufanie. Ale kiedy dostrzegamy jakąś drobną rozbieżność – na przykład widzimy w tłumie twarz, chyba znajomą, ale nie jesteśmy o tym do końca przekonani – wtedy sprawdzamy dopasowanie schematu, biorąc pod uwagę większą liczbę dowodów, podobnie jak to robią naukowcy z hipotezami: Czy to może być ona? Czy może być tutaj teraz? Czy z bliska też wygląda jak ona? Czy ma te same ruchy, ubiera się jak ona? Te wszystkie pytania to małe sprawdziany hipotezy „To ona”.
Odmianą schematów poznawczych są stereotypy. Oto relacja Susan Fiske, psychologa poznawczego, o jej własnym stereotypie dotyczącym robotników pracujących w zakładach metalurgicznych. Można się z niej dowiedzieć wiele
o dynamice schematów poznawczych.

Kiedy przeprowadziliśmy się do Pittsburgha, zetknęłam się z nowym stereotypem (…) stereotypem „robociarza”. Robociarz to archetyp hutnika. Robociarz to – według tego szablonowego obrazu – kobieta lub mężczyzna, lecz zawsze twardziel; niezależnie od płci – sprośny. Robociarz zawsze pije piwo Iron City, ogląda wszystkie mecze Hutnika Pittsburgh, chodzi w trykotowej koszulce niezależnie od pogody. (…) Mój stereotyp robociarza tkwi we mnie jako abstrakcyjny przykład pewnego gatunku, nie jako zbiorowy obraz wszystkich hutników, których kiedykolwiek poznałam, chociaż ten stereotyp zawiera w sobie także pewne konkretne przykłady. Mam tendencję do ignorowania informacji, które nie przylegają do tego stereotypu (…) mam tendencję przypominać sobie jedynie informacje, które są z nim zgodne. (…) Robociarz, który czyta „Hustlera”.

Schematy dotyczą zarówno ogromnych sfer, jak i szczególików; funkcjonują na wszystkich poziomach przeżywania, na każdym szczeblu abstrakcji. „Tak jak hipotezy, schematy mogą dotyczyć rzeczy wielkich i drobiazgów – powiada Rumelhart – i reprezentują naszą wiedzę na wszelkich poziomach: od ideologii i kultury, do wiedzy o tym, jak zbudować poprawne zdanie w swoim języku, do znajomości znaczenia konkretnego wyrazu, czy też przyswojenia sobie tego, która litera alfabetu oznacza określoną głoskę”.
Pojęcie schematu jest także schematem. A więc za jego pomocą musimy sobie wyjaśnić to, w jaki sposób wyjaśniamy sobie rzeczy. Schematy organizują naszą wiedzę w czasie jej rozwoju. Jeśli zdamy sobie sprawę, w jaki sposób działają, zrozumiemy rozumienie.

(…)

Prowadzono jeszcze wiele innych badań potwierdzających, że informacja, która nigdy nie dotarła do pola świadomości, mimo to ma silny wpływ na nasze postrzeganie i działanie. Na przykład Howard Shevrin z Uniwersytetu Michigan rejestrował fale mózgowe u studentów-ochotników, którym pokazywał migawki
zawierające słowa lub obrazy. Migawki wyświetlano przez tysięczne części sekundy – zbyt krótko, by badani mogli uświadomić sobie ich znaczenie. Równocześnie ochotnicy mieli na głos wypowiadać nasuwające się im swobodne
skojarzenia.
Informacje z migawek wpływały na sposób kojarzenia badanych. Na przykład, kiedy pokazywano im zdjęcie pszczoły, skojarzenia ograniczały się do związanych z nią słów, takich jak: „truteń”, „żądło”, „miód”. Mimo że nie mieli pojęcia, jakie słowo czy obraz im pokazywano, wyraźnie odbierali informację poza świadomością i uruchamiali zgodne z tą informacją schematy poznawcze.
Wyjaśnienia Shewina pasują dobrze do roboczego modelu umysłu, który opisaliśmy .

Zawsze zdajemy sobie sprawę jedynie z małego ułamka wszystkich bodźców dociera-
jących do naszych zmysłów. Zależnie od swoich potrzeb, zainteresowań czy intensyw-
ności bodźca czynnie wybieramy to, na co zwracamy uwagę. Jednakże sam proces do-
boru tematów jest nieświadomy. Mamy wrażenie, że coś nam „wskakuje” w pole świa-
domości, coś zwraca naszą uwagę, ale za tym „wskoczeniem” kryje się cały złożony
i nieświadomy proces. (…) Reasumując, badania uwagi i bodźców podprogowych wy-
kazują, że w naszych mózgach tętnią procesy poznawcze i emocjonalne, poprzedzają-
ce świadome poznanie.

(…)

Ernest Hilgard, wybitny badacz hipnozy z Uniwersytetu Stanforda, relacjonuje seans hipnotyczny, który zdarzył się w klasie szkolnej, gdy jednego ucznia-ochotnika zahipnotyzowano i zasugerowano mu, że będzie przez jakiś czas głuchy. Jako „głuchy” ochotnik nawet nie mrugnął na takie dźwięki, jak strzał czy łomot uderzanych o siebie kamieni.
Jeden z uczniów zapytał, czy „jakaś część” hipnotyzowanego nie rejestruje jednak dźwięków, przecież jego uszy najprawdopodobniej funkcjonują w dalszym ciągu. Prowadzący seans wyszeptał do ochotnika:

Jak wiesz, istnieją fragmenty naszego układu nerwowego, wypełniające funkcje, z których nie zdajemy sobie sprawy, na przykład krążenie krwi (…). Mogą także istnieć nieświadome procesy psychiczne, te, które znajdują swój wyraz w (…) snach. Wprawdzie wskutek hipnozy jesteś głuchy, ale być może jakiś twój fragment słyszy mój głos i przetwarza zasłyszane informacje. Jeśli tak jest, chciałbym, żeby podniósł się twój palec wskazujący u prawej ręki na znak, że tak rzeczywiście jest.

Ku konsternacji prowadzącego, palec się uniósł. Zaraz potem zahipnotyzowany uczeń odezwał się spontanicznie mówiąc, że czuje uniesienie palca, ale nie ma pojęcia, dlaczego się tak dzieje, i domagając się wyjaśnienia.
Prowadzący seans uwolnił następnie ochotnika od głuchoty hipnotycznej i zapytał, co jego zdaniem zaszło. „Pamiętam – rzekł ochotnik – że powiedział mi pan, iż będę głuchy, kiedy pan doliczy do trzech, a słuch mi powróci, kiedy położy mi pan rękę na ramieniu. Potem przez chwilę było cicho. Nudziło mi się tak siedzieć, więc zacząłem w myślach rozwiązywać problem statystyczny, nad którym poprzednio pracowałem. Byłem tym zajęty, kiedy nagle poczułem, że unosi mi się palec, i chciałbym prosić o wyjaśnienie tego zdarzenia”.
Hilgard (zakładając prawdomówność badanego) wyjaśnia, że umysł człowieka jest zdolny rejestrować i magazynować informacje poza polem świadomości. W pewnych warunkach można nawiązać kontakt i komunikować się z ową nieświadomą uwagą, ciągle poza polem świadomości danej osoby. Tę szczególną zdolność nazywa Hilgard „ukrytym obserwatorem”.

(…)

Analiza Neissera pokazuje, że pamięć – podobnie jak uwaga – jest podatna na zniekształcenia. Związki między uwagą a wspomnieniami są niezwykle bliskie. Wspomnienia to uwaga w czasie przeszłym – pamiętamy tylko to, co zauważyliśmy. Wspomnienia są więc podwójnie narażone, bo oprócz wstępnych zniekształceń tego, co zauważamy, podlegają wtórnym wypaczeniom podczas przypominania.
„Czy wszyscy tacy jesteśmy? – zapytuje Neisser. – Czy u każdego z nas wspomnienia są spreparowane, poprzekręcane, upozowane, egocentryczne?”. Studium pojedynczego przypadku nie stanowi wystarczającej podstawy, by udzielić wiążącej naukowo odpowiedzi na to pytanie. Mimo to Neisser przypuszcza, że w każdym z nas jest coś z Johna Deana. „Wspomnienia przeorganizowała mu własna ambicja; kiedy nawet stara się powiedzieć prawdę, nie może się powstrzymać, by nie podkreślić roli, jaką odegrał w każdym zdarzeniu. Ktoś inny na jego miejscu mógłby patrzeć na zdarzenia bardziej beznamiętnie, zastanawiać się nad swoimi przeżyciami z większym rozmysłem, relacjonować je wierniej. Niestety, takie cechy charakteru są rzadkością”.
Dean albo wiedział, że nagina prawdę, albo wierzył we własną wersję i sam siebie wprowadzał w błąd. Niezależnie od tego, czy była to obłuda zamierzona, czy mimowolna, rekonstrukcja wydarzeń w jego wykonaniu była doskonałą ilustracją wybiórczego przypominania.

(…)

„Własna przeszłość to narastające brzemię – napisał Bertrand Russell. – Łatwo sobie pomyśleć, że własne emocje były żywsze, niż są obecnie, a umysł bystrzejszy. Jeśli to prawda, to trzeba o tym zapomnieć, a jeśli się o tym zapomni, to prawdopodobnie przestanie być prawdą”. Przemyśleniom Russella odpowiada złowieszcze hasło z Roku 1984 Orwella: „Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”. A w królestwie psychiki w czyich rękach jest naprawdę przeszłość?
Pamięć jest rodzajem autobiografii, jej autorem jest ja”, wyjątkowo potężny zestaw schematów. Czasami nazywany jaźnią”, ego – jest tym zestawem schematów, który określa, co rozumiemy przez ja”, „sobie”, „mój”, który precyzuje poczucie bycia sobą w świecie.
„Ja” buduje się powoli, od dzieciństwa, i prawdopodobnie jest najbardziej podstawowym zgrupowaniem schematów w naszej psychice. Jego początki biorą się z interakcji między matką a niemowlęciem; rozwój formowany jest przez związki z rodzicami, rodziną, rówieśnikami, z każdym i ze wszystkimi ważnymi ludźmi, znaczącymi wydarzeniami w życiu człowieka. To jaźń kształtuje sposób, w jaki dana osoba filtruje i interpretuje swoje przeżycia, komponuje te wszystkie zmyślenia służące podnoszeniu własnej wartości, jak w przypadkach Deana i Darsee. Robiąc to jaźń ma do dyspozycji całą potęgę i wszystkie narzędzia – także zachęty – władzy w państwie totalitarnym. To jaźń sprawuje funkcję cenzora, dokonując wyboru i skreśleń w strumieniu informacji.

 


 

 

Źródło: http://michalpasterski.pl/2009/04/co-potrafi-twoja-plamka-slepa/

Co potrafi Twoja plamka ślepa

Co potrafi Twoja plamka ślepa

Plamka ślepa to miejsce na siatkówce oka, gdzie nie ma komórek odbierających światło. Jak to się w takim razie dzieje, że nasze oko obserwuje otaczający nas świat bez „dziur” w widzeniu?

Czytając ten artykuł będziesz mieć wyjątkową okazję przetestować swój własny wzrok, sprawdzić wielkość swojej plamki ślepej i doświadczyć, w jaki sposób Twój mózg sprytnie „dorabia” sobie obraz tam, gdzie tak naprawdę nie powinno go być.

Tylna część oka jest zbudowana z fotoreceptorów, komórek, które odbierają światło i zamieniają je w impulsy nerwowe przekazywane do mózgu. Na siatkówce jest jednak jedno miejsce, gdzie tych komórek nie ma- jest to plamka ślepa. Jest to miejsce, z którego odchodzi włókno nerwowe, przekazując informację o obrazie prosto do mózgu. O istnieniu plamki ślepej możesz przekonać się sam, patrząc na poniższy obrazek 15-25 centymetrów od monitora. Zasłoń lewe oko i skup swój wzrok na krzyżyku. Teraz zacznij przybliżać i oddalać głowę aż czarna kropka po prawej stronie zniknie.

blindspot1bw

 

Ale to jeszcze nie wszystko. Możesz dokładnie określić wielkość swojej plamki ślepej! TUTAJ znajdziesz specjalne miejsce, gdzie możesz sprawdzić jak duża jest plamka ślepa w Twoim polu widzenia. Aby to zrobić, wejdź na stronę (link w poprzednim zdaniu), zakryj lewe oko i spójrz na obraz tak aby nie widzieć czarnej kropki. Teraz manewruj wskaźnikiem myszki tak aby oscylować nim przy niewidzianej przez Ciebie kropce. Gdy nie widzisz wskaźnika, oddalaj go od tej kropki aż do momentu gdy go zobaczysz. Na granicy kliknij lewym przyciskiem myszy, co spowoduje zaznaczenie tego punktu. I tak samo zrób z różnymi kierunkami, aby obrysować kształt Twojej plamki ślepej.

Co potrafi Twoja plamka ślepa?

Okazuje się, że nasza plamka ślepa potrafi więcej niż nam się wydaje. Otóż mózg automatycznie wypełnia lukę w obrazie, która powstaje poprzez istnienie plamki ślepej. W końcu gdy patrzysz normalnie przed siebie, nie masz dwóch pustych kropek w swoim polu widzenia (każde oko ma swoją plamkę ślepą). Mózg wypełnia te obszary tym, co spodziewa się, że tam powinno być! Aby samemu tego doświadczyć, przetestuj kilka ciekawych przypadków działania plamki ślepej, które znajdziesz poniżej. Wszystkie obrazki pochodzą ze strony http://serendip.brynmawr.edu. Za każdym razem zasłaniaj lewe oko i patrząc na krzyżyk przybliżaj się oddalaj od ekranu, aż zniknie czarna kropka po prawej stronie.

 

blindspot1

 

blindspot1rev

 

Jak widzisz, Twój mózg potrafi wypełnić miejsce, w którym znajdowała się kropka kolorem, który tą kropkę otaczał. I potrafi to zrobić niezależnie od tego, jaki kolor wchodzi w grę.

 

blindspotline

 

W tym przypadku mózg w miejsce kropki uzupełnia linię. Robi tak dlatego, że „spodziewa” się ciągłości tej lini.

 

blindspotdotfield

 

Wyraźna, żółta kropka znika a zamiast niej pojawia się czerwona!

 

Wygląda na to, że rozglądając się wokół siebie widzimy też punkty, które są tylko „dopowiedziane” przez nasz mózg. Oczywiście w miarę możliwości mózg będzie uzupełniał brakującą informację danymi z drugiego oka, jednak gdy drugie oko ma ograniczone pole widzenia, mózg po prostu dorabia sobie spodziewany obraz.

Jak sprawić, aby kogoś głowa zniknęła

Tom Stafford, autor książki „100 sposobów na zgłębienie tajemnic umysłu”, z której pochodzą informacje zawarte w tym artykule, opisuje tam zabawną możliwość wykorzystania plamki ślepej. Gdy będziesz w pomieszczeniu, w którym znajdują się ludzie, zasłoń jedno swoje oko i wysuń przed siebie drugą dłoń z wysuniętym palcem wskazującym. Skup swój wzrok na tym palcu i wybierz jakąś osobę. Teraz przesuwaj swój palec tak, aż głowa tej osoby zniknie a zastąpi ją tło 🙂

Zachęcam cię również do przeczytania artykułu Efekt McGurka – słyszenie oczami, z którego dowiesz się jak to możliwe, że Twój mózg słyszy to, czego nie słychać.

 

Źródło: http://michalpasterski.pl/2009/04/co-potrafi-twoja-plamka-slepa/

Kilka fragmentów na zachętę z książki „Droga pełniejszego mężczyzny” – David Deida

1. Nie licz na to, że cokolwiek się zakończy
Większość mężczyzn popełnia błąd myśląc, że pewnego dnia nastąpi koniec. Myślą, że jeśli będę pracował wystarczająco dużo, to pewnego dnia będę mógł odpocząć”. Albo „Pewnego dnia moja kobieta coś zrozumie i wtedy przestanie narzekać”. Albo „Robię to tylko chwilowo, żebym pewnego dnia mógł robić to, co naprawdę chcę robić w życiu”, Błędem mężczyzny jest myślenie, że ostatecznie sprawy będą wyglądać inaczej w jakiś fundamentalny sposób. Nie będą. To się nigdy nie kończy. Jak długo trwa życie, twórczym wyzwaniem jest walczyć, grać I kochać się z chwilą obecną, jednocześnie ofiarując swój wyjątkowy dar.
To się nigdy nie skończy, więc przestań czekać aż przyjdzie to lepsze. Poświęć od teraz minimum jedną godzinę dziennie, by robić to, co odkładasz na później, czekając na ustabilizowanie się twojej sytuacji finansowej lub na chwilę, kiedy twoje dzieci dorosną i opuszczą dom lub do momentu, kiedy zrealizujesz swoje zobowiązania i poczujesz się wolny, by robić to, co chcesz robić naprawdę. Nie czekaj już dłużej. Nie wierz w mit „pewnego dnia, gdy wszystko będzie wyglądało inaczej”. Rób to, co kochasz robić, na co czekasz by robić, co urodziłeś się by robić, teraz.
Przynajmniej jedną godzinę dziennie rób to, co zwyczajnie kochasz robić – co w głębi serca czujesz, że powinieneś robić – pomimo codziennych obowiązków, które pozornie cię ograniczają. Ostrzegam jednak już teraz: może się okazać, że nie potrafisz lub nie będziesz tego robił, że w gruncie rzeczy twoje wyobrażenie przyszłego życia jest tylko fantazją.
Odwlekanie jest najczęstszą wymówką dla braku twórczej dyscypliny. Brak pieniędzy i zobowiązania rodzinne nigdy nie powstrzymują mężczyzny, który naprawdę chce coś zrobić, ale dostarczają wymówek mężczyźnie, który od początku nie jest gotowy na twórcze wyzwanie. Dowiedz się dzisiaj, czy jesteś gotowy robić to, co konieczne, by ofiarowywać swój dar w pełni. Jako pierwszy krok, poświęć dzisiaj przynajmniej godzinę na dawanie swojego najpełniejszego daru, czymkolwiek jest on na dzień dzisiejszy, tak byś kładąc się spać, wiedział, że nie mogłeś przeżyć tego dnia z większą odwagą, bardziej twórczo i ofiarnie.
Poza mitem, że pewnego dnia twoje życie będzie fundamentalnie inne, możesz też wierzyć i mieć nadzieję, że pewnego dnia twoja kobieta zasadniczo się zmieni. Nie czekaj. Załóż, że zawsze będzie taka jaką jest obecnie. Jeśli jej zachowanie czy nastroje są dla ciebie naprawdę nie do zniesienia, powinieneś od niej odejść i nie oglądać się za siebie (skoro nie możesz jej zmienić). Jeśli jednak uważasz, że jej zachowanie i nastroje są tylko przykre czy kłopotliwe, musisz zdać sobie sprawę z tego, że zawsze będzie ci się taka wydawać: z męskiej perspektywy, kobieta zawsze zdaje się być chaotyczna i skomplikowana.
Następnym razem, kiedy zauważysz, że starasz się „naprawić” kobietę,
żeby nie (uzupełnij puste pole), rozluźnij się i okaż jej miłość,
dotykając ją i mówiąc, że kochasz ją, kiedy jest taka (cokolwiek wstawiłeś w puste pole). Obejmij ją lub walcz z nią albo wrzeszcz i krzycz, ale nie staraj się skończyć z tym, co cię tak wkurwia. Zamiast starać się skończyć z tym, co cię tak drażni, praktykuj miłość. Nie unikniesz bójek z kobietą. Naucz się odnajdywać humor w niekończącym się dramacie emocji, który ona zdaje się uwielbiać. Miłość, którą potęgujesz, może przemienić jej zachowanie, ale nigdy nie sprawi tego twój wysiłek wkładany w jej „naprawę” ani twoja frustracja.
Świat i kobieta zawsze będą dostarczać ci nieoczekiwanych wyzwań. A ty albo żyjesz w pełni, ofiarując swój dar pośród tych wyzwań, nawet dzisiaj, albo czekasz na wyimaginowaną przyszłość, która nigdy nie nadejdzie. Mężczyźni żyjący głęboko, to mężczyźni, którzy nigdy nie czekają: na pieniądze, bezpieczeństwo, spokój czy kobietę. Poczuj, co chcesz złożyć w darze najbardziej, swojej kobiecie i światu, i zrób co tylko możesz by ofiarować go dzisiaj. Każda chwila kiedy na coś czekasz to chwila zmarnowana, a każdy zmarnowany moment zakłóca jasność twojego celu.

30. To co mówi, nie jest tym czego chce
Czasami kobieta zwróci się do mężczyzny z prośbą wyrażoną wprost, nie po to, by coś zrobił, ale po to by zobaczyć czy jest na tyle słaby, że to zrobi. Inaczej mówiąc, testuje jego zdolność do robienia tego co słuszne, a nie tego o co go prosi. W takich wypadkach, jeśli mężczyzna zrobi to o co go prosiła, będzie zawiedziona i zła, A on nie będzie miał zielonego pojęcia, dlaczego jest taka zła, albo co mogłoby ją zadowolić. Mężczyzna musi pamiętać, że zaufanie kobiety nie rodzi się w wyniku spełniania jej próśb, lecz przez potęgowanie miłości, świadomości i sukcesu, pomimo jej próśb.
To prawdziwa historia. Dość cichy i wrażliwy mężczyzna uczył się jogi seksu. Istotnym jej elementem jest nauka wstrzymywania wytrysku, krążenie pobudzoną energią w całym ciele i w sercu, w pewnego rodzaju orgazmie całego ciała, zamiast tracenia jej w spazmie ejakulacyjnego uwolnienia. Uczył się także wyrażać podczas seksu swoją zwierzęcą namiętność, zamiast pozostawać zawsze spokojnym i biernym.
Pewnego dnia, mężczyzna wraz ze swoją żoną jechali samochodem. Mija-jąc las, spontanicznie zdecydowali się zatrzymać, pobiec między drzewa i kochać się dziko na trawie. Żadne z nich nie kochało się wcześniej na świeżym powietrzu. Więc oto byli tutaj, rzucali się na siebie drapiąc nawzajem swoje ciała, warcząc i wyjąc z agresywnością pełną namiętności. To był dla nich prawdziwy przełom.
W pewnej chwili mężczyzna uświadomił sobie, że jeśli nie zwolnią na parę sekund będzie miał wytrysk. „Nie ruszaj się przez chwilę”, powiedział do swojej żony. „Jeśli będziemy kontynuować, zaraz dojdę”. Jednak kobieta nadal się ruszała, nawet bardziej energicznie. „Chcę, żebyś doszedł we mnie” błagała. „Chcę, żebyś mnie wypełnił swoim nasieniem.”
Mężczyzna w ułamku sekundy musiał zdecydować, co zrobić i postanowił ulec i spełnić życzenie swojej kobiety. Po wytrysku w niej, rozluźnił się. Kiedy jednak spojrzał na jej twarz, była wyraźnie zdenerwowana. „Co się stało?” spytał. „Doszedłeś”, odpowiedziała. „Ale przecież mówiłaś, że chcesz, żebym wypełnił cię nasieniem?” „Tak, ale powiedziałam to tylko po to, by poczuć, że jesteś na tyle silny, by tego nie zrobić!”
Mężczyzna poczuł się wyczerpany i pusty. Poczuł, że nie sprawdził się w praktykowaniu jogi seksu. Wiedział, że wytrysk nie był właściwym wyborem w tym momencie, ale uległ życzeniu swojej żony. A teraz ona była zawiedziona. Kiedy mówiła, żeby wypełnił ją nasieniem, naprawdę chciała poczuć, że jest dość silny, by wytrwać przy tym, co wiedział, że było słuszne i by nie dochodził do wytrysku. Miałoby to dla niej znacznie więcej erotyzmu, byłoby bardziej polaryzujące i wzbudziłoby więcej zaufania, niż jego posłuszeństwo wobec prośby o wytrysk.
T\voja kobieta zapewne nieustannie testuje cię w ten sposób. Jej osta-tecznym pragnieniem jest poczuć twoją pełną świadomość, twoją godną zaufania spójność, twoją niezachwianą miłość i przekonanie o słuszności twojej misji. Jednak rzadko poprosi cię o to wprost. Będzie raczej próbowała odwrócić twoją uwagę od prawdy, by przekonać się, że nie może tego zrobić – że trzymasz się mocno swojej prawdy, nie przestając jej kochać.
Jeśli jesteś słabym mężczyzną, wówczas kobieca cecha pragnienia jednej rzeczy, a proszenia o inną, będzie cię wkurwiać. Będziesz się zastanawiał „Dlaczego po prostu nie powiesz mi czego chcesz naprawdę, zamiast mówić jedno, a myśleć drugie i oczekując, że się tego domyślę?” Tak patrzy mężczyzna, który nie rozumie, że kobiety są wcieleniem boskiej kobiecości. A boska kobiecość nie zadowala się niczym innym jak tylko boską męskością.
Boska męskość jest świadomością. Pełniejszy mężczyzna stara się utrzymywać pełną świadomość we wszystkich sytuacjach. Jeśli rezultatem wytrysku będzie zmniejszenie twojej pełni, uszczuplenie twojej obecności, osłabienie twojej świadomości, wtedy nie powinieneś dochodzić do wytrysku. Nawet jeśli twoja kobieta mówi, że chce, żebyś to zrobił. Zwłaszcza wtedy, kiedy cię o to prosi.
Twoja kobieta codziennie będzie prosić cię o przeróżne rzeczy. Nie pozwól sobie na odchylenie się od twojej prawdy, od kierunku twojego serca. Pod płaszczykiem pozornej prośby leży jej rzeczywiste pragnienie i potrzeba: chce, by przenikała ją twoja namiętna pełnia, chce móc zaufać twojej niezmąconej miłości, chce poczuć w swoich kościach, że twoja boska, męska obecność jest silniejsza, niż twoje roztargnienie.
Twoja kobieta ma postać bogini, drwi z ciebie, sprawdza cię, uwodzi cię, gotowa odrąbać ci głowę swoim gniewem, kiedy jesteś słaby i niejednoznaczny w swojej prawdzie, ale gotowa też poddać się sile twojej miłości, kiedy jesteś pewny i olśniewasz swoją świadomością podczas kochania.
Wiedz, że twojej kobiecie najwięcej przyjemności daje zawsze siła twojej miłości, wolności i świadomości. Jeśli jej prośby i pragnienia mogą zachwiać cię w tym, o czym ona wie, że jest twoim najwyższym celem, będzie na ciebie zła i zawiedziona – mimo, że o to prosiła. Zawsze postępuj tak, by utrzymać najpełniejszą świadomość. Zawsze przesiewaj prośby swojej kobiety przez sito rozróżnienia, nigdy nie traktując ich dosłownie, ale zawsze odnosząc je do twojej najgłębszej mądrości i podążając drogą swojej najwyższej prawdy, nawet jeśli zdaje się to oznaczać zawód dla twojej kobiety. Nie będzie zawie-dziona, jeśli poczuje, że jesteś silny i zdecydowany w prawdziwym kierunku twojego serca. A jeśli będzie zawiedziona twoją najgłębszą prawdą, wtedy nie powinieneś z nią być.

31. Jej skargi odnoszą się do czegoś innego
Kobiety zawsze pragnq od mężczyzny boskiej, męskiej obecności, bez względu na konkretne skargi czy nastrój. Mężczyzna powinien słuchać zarzutów kobiety jak ostrzegawczych dzwonów, a następnie zrobić co w jego mocy, by zestroić swoje życie z własną prawdą i celem. Kiedy jednak wierzy w dosłowną treść jej skarg, wtedy natychmiast zgubi kurs, ponieważ ich treść odzwierciedla bardziej jej aktualny nastrój, niż uważną obserwację jego działania na przestrzeni czasu, Jej zarzut powinien być ceniony jako przypomnienie, by „zebrać się do kupy” I być może jako wskazówka jak to zrobić. Znacznie częściej konkretne zarzuty nie dotyczą rzeczywistego działania czy skłonności, które należy zmienić.
„Jak możesz spędzać tyle czasu przed telewizorem, kiedy za parę dni mamy do zapłacenia czynsz i zalegamy z ratami za samochód, a ty właśnie straciłeś pracę?”
„Nie martw się tym. Jutro mam rozmowę o pracę”
„No czemu nie ruszysz tyłka! Już parę tygodni temu mówiłeś, że posprzątasz w garażu. Ledwo można się dostać do samochodu!”
„No dobra. Posprzątam garaż dzisiaj po południu.”
TWoja kobieta milknie i idzie do swoich spraw, ale czujesz jej wzbierającą złość i napięcie. Wolałbyś nie być wtedy przy niej. Chcesz wyjść z domu.
„Wrócę za parę godzin i posprzątam garaż,” mówisz, łapiąc płaszcz i zmierzając do drzwi.
Nagle słyszysz dźwięk zbitego szkła w kuchni, wchodzisz tam i widzisz, że twoja żona jest wściekła. „Już dłużej tego nie zniosę!” lamentuje.
„Co? Przecież powiedziałem, że posprzątam garaż. Co się dzieje?” zasta-nawiasz się.
„Po prostu już nie mogę!” płacze, odsuwając się od ciebie, zamykając się i nie pozwalając się dotknąć.
„Nie rozumiem. Powiedziałem, że posprzątam w garażu. Jutro mam rozmowę o pracę. Wszystko się ułoży. O co ci chodzi?”
Zapewne przeszedłeś kiedyś jakąś wersję takiej rozmowy. Tkwi w niej klucz do męskiego wzrastania w wolności i pokazuje powszechny błąd jaki mężczyźni robią w postępowaniu z kobietami.
To na co narzeka twoja kobieta, rzadko jest tym na co w istocie narzeka. Błędem jest wierzyć w treść tego o czym mówi i następnie odpowiadać na jej zarzuty punkt po punkcie. Kiedy uskarża się na kwestie finansowe, zazwyczaj czuje brak twoich męskich zdolności do kierowania własnym życiem z jasnością, celem, spójnością i mądrością. Pieniądze same w sobie są kwestią drugorzędną. Gdybyś był biedny, ale w pełni świadomy, szczęśliwy, pełny spójności, nieustraszony, zabawny, kochający i dawałbyś swoje najpełniejsze dary światu i kobiecie, nie narzekałaby na brak pieniędzy.
Kiedy mówisz, że posprzątasz garaż, a potem mijają tygodnie i tego nie robisz, to jej zarzut nie dotyczy naprawdę garażu. Jasne, że chciałaby mieć tam porządek, ale to tylko pozorne życzenie. Ważniejszą kwestią jest to, że nie zrobiłeś tego, co powiedziałeś, że zrobisz. Dałeś jej słowo i go nie dotrzymałeś. Nie może ufać temu, co mówisz i to głęboko ją boli. Tobie może się zdawać, że przesadza. Dlaczego reaguje tak histerycznie? To tylko głupi garaż. Ale ona czuje w tobie brak spójności. Nie posprzątanie garażu wydaje ci się drobnostką, pokazuje jednak, że nie trzymasz się swojego słowa, swojego celu.
TWoje słowo przedstawia twój cel, jest demonstracją twojego męskiego rdzenia. Kiedy nie wywiązujesz się z tego, co mówisz, że zrobisz, ona czuje, że twój męski rdzeń jest słaby. Czuje się zawiedziona. Nie może zaufać twojemu kierunkowi i dlatego odczuwa wielką stratę. Z czasem sama zacznie po męsku chronić się przed twoim brakiem spójności. Będzie osłaniać się przed bólem, który jej sprawiasz niedokończonymi sprawami. Uodporni się, stanie się drażliwa i napięta. Dla ciebie garaż to drobnostka. W jej przekonaniu zawiodłeś ją w danym słowie. Nie może ci zaufać.
Bardzo podobnie wyglądałaby sytuacja, kiedy twoja kobieta miałaby się stać niechlujna. Rdzeniem kobiecości jest energia lub blask. Jeśli przestanie o siebie dbać, jeśli stanie się przyćmiona i bezbarwna, zawsze zmęczona i zniszczona, wtedy nie będzie w stanie dać ci żeńskiej energii, której pragniesz w intymnym związku. Możesz nadal ją kochać, ale zaczniesz szukać tej energii gdzie indziej.
Na poziomie biegunowości przyciąga cię i ożywia kobieca promienność. Podobnie, na poziomie biegunowości, kobietę pociąga i rozluźnia twoja męska klarowność, ukierunkowanie, spójność i obecność. Kiedy narzeka, że oglądasz telewizję, to zazwyczaj jest to uskarżanie się na całe twoje życie, twój brak wytrwałości i klarowności. Gdyby czuła, że żyjesz zgodnie ze swoim celem z całkowitą klarownością, gdyby czuła twoją pełną obecność w chwili kiedy chcesz być przy niej i wtedy powiedziałbyś: „Zrelaksuję się i przez pół godziny pooglądam telewizję”, nic by się nie stało. To nie samo oglądanie telewizji ją martwi, choć właśnie o tym mówi.
Musisz słuchać jej bardziej jak wyroczni, niż jak doradcy. Zazwyczaj wypowiada się w sposób odbiegający od tematu, ale bardzo odkrywczy. Uzmysławia ci istnienie w tobie podświadomych nawyków, które uniemoż-liwiają ci najpełniejsze przebudzenie świadomości. TWoja nieświadomość sprawia jej ból. Nie powie tego w ten sposób, ale właśnie to sugeruje.
Nie kłóć się z nią o garaż czy o rozmowę w sprawie pracy. Nie o tym mówi, nawet jeśli ubiera to w takie słowa. Słuchaj jej uskarżania się jak wszech-świata dającego ci znaki dotyczące twojego życia. Czy oglądanie telewizji jest najlepszym sposobem wykorzystania tej chwili? Czasami potrzebujesz takiego odprężenia, ale czasem jesteś po prostu leniwy i starasz się zapomnieć o zobowiązaniach, które stworzyłeś w swoim życiu.
Czy celowo okłamałeś swoją kobietę, że posprzątasz garaż? Czy po prostu to zaniedbałeś, jak wiele innych zobowiązań w swoim życiu? Czy naprawdę możesz ją winić za to, że czuje się zraniona brakiem spójności, która przejawia się w twoim życiu?
Jeśli nie może ci zaufać, że we własnym życiu będziesz żył zgodnie z najgłębszą mądrością i w pełni swoich zdolności, to nie powierzy ci swojego życia. Nie może zaufać twojej męskiej nieskazitelności, więc naturalnie skompensuje ten brak nadmiernym rozwojem swojej własnej męskości. Nie tylko będzie męska w stosunku do siebie, będzie teraz męska również dla ciebie. Jeśli musi przypominać ci o rozmowie o pracę lub o bałaganie w garażu, to wskazuje męski kierunek wam obojgu. A to wywołuje stres. Jej ciało zacznie go okazywać. Ponieważ będzie musiała kompensować twoją porażkę, stanie się mniej promienna i mniej rozluźniona w swojej kobiecej mocy i chwale.
Worki pod oczami i zmarszczki na jej twarzy wiele mówią o tym do jakiego stopnia żyjesz zgodnie ze swoim najwyższym celem. Oczywiście twoja kobieta ma swoje własne nieświadome nawyki do pokonania, ale czasami odzwier-ciedla też twoje. Postaraj się określić najlepiej jak umiesz, które z jej „prob-lemów” to w istocie reakcja ciała doskonale ukazująca to jak żyjesz. Znasz tę masę bredni, którymi się oszukujesz. Ona także je zna. Tylko że ją boli to bardziej niż ciebie.

46. Wytrysk w górę kręgosłupa
U większości mężczyzn wytrysk oznacza wyplucie przez genitalia nasienia i energii. Po wszystkim czują, że pozbyli się napięcia. Orgazm pełniejszego mężczyzny znacznie częściej wybucha w górę kręgosłupa do mózgu, spływając stamtąd deszczem w dół ciała, jak ambrozja błogiego odmłodzenia. Technika przemiany wyczerpującego orgazmu w orgazm odmładzający polega między innymi na zaciskaniu dna miednicy w pobliżu genitaliów i wyrzucaniu energii w górę, wzdłuż kręgosłupa, poprzez wykorzystanie oddechu, uczucia i świadomej intencji.
Czym jest przedwczesny wytrysk? Niektórzy mężczyźni dochodzą do wytrysku zanim wejdą w pochwę kobiety. Inni mają wytrysk po dziesięciu minutach stosunku. Znaczenie ma to, nie kiedy dochodzi do wytrysku, ale jak głęboko jesteś w stanie połączyć się w seksualnym zjednoczeniu w miłości bez granic. Jeśli twój wytrysk jest oznaką końca miłosnej sesji, zanim oboje w pełni się otworzycie, wtedy twój wytrysk jest przedwczesny.
Jeśli należysz do większości mężczyzn, twoim pierwszym seksualnym doświadczeniem jako nastolatka była masturbacja. Ciągłe masturbowanie się kończy się przyzwyczajeniem ciała i systemu nerwowego do utartej sekwencji: stymulacja genitaliów, fantazja, nabudowanie napięcia i wytrysk. Masturbacja w nastoletnim wieku jest zasadniczo ćwiczeniem fantazji, sam na sam, bez większej miłości, a nawet ludzkiej intymności. W czasie kiedy większość mężczyzn uprawia już seks z kobietami, powtarzają oni tę samą sekwencję, której nauczyli się podczas masturbacji. Seks stał się drogą do wytrysku, drogą wybrukowaną wewnętrznymi wyobrażeniami, zamknięciem w sobie i pragnieniem pozbycia się napięcia.
By w pełni zrealizować potencjał seksu, musisz od nowa uwarunkować swoje ciało i system nerwowy. Musisz oduczyć się nabytego mechanizmu wytrysku i przekształcić orgazm w obfitość energii, która nie kończy, lecz pogłębia miłosną sesję.
Pierwszym krokiem jest wyzbycie się nawyków, które wypracowałeś masturbując się jako nastolatek. Gdy stajesz się pobudzony, zamiast napinać mięśnie, naucz się je rozluźniać. Kiedy zauważysz, że ściskasz twarz, rozluźnij ją. Kiedy zauważysz, że twój oddech staje się szybki i płytki, spowolnij go i pogłęb. Kiedy zauważysz, że twój brzuch się ściska, a twoja klatka piersiowa napina, otwórz brzuch i rozluźnij rejon wokół serca.
Następnym krokiem jest ukierunkowanie od nowa twojej uwagi. Naucz się odczuwać partnerkę podczas seksu mocniej niż swoje własne doznania. Zamiast koncentrować uwagę na sobie i odczuwać przyjemność przeszy-wającą twoje ciało, poczuj ją na zewnątrz siebie, do wewnątrz i poprzez partnerkę. Poczuj ją mocniej niż czujesz siebie. Poczuj jej ruch, jej jęki i jej wewnętrzną energię.
W końcu, dzięki praktyce, będziesz w stanie czuć poprzez partnerkę, jakby jej ciało było bramą do ogromnej, otwartej przestrzeni energii, światła i świadomości. Takie uczucie pełnej swobody jest podstawą prawdziwego kochania się. Wyjdź ze swoją miłością poza siebie, a z czasem poprzez twoją kobietę i poza nią. Jest to naturalnie kwestią czasu, ponieważ masz silną tendencję by skupiać się na własnych doznaniach fizycznych, zwłaszcza podczas intensywnego pobudzenia seksualnego. Przeciwdziałaj tej tendencji ćwicząc odczuwanie poza siebie i poprzez twoją partnerkę, jakby w ogóle nie istniały przeszkody w twoim kochaniu.
Oprócz rozluźniania i kochania w niej i poprzez nią, musisz stać się niezwy-kle wrażliwy na siłę twojego oddechu. Oddech porusza w twoim ciele i w ciele twojej partnerki energią życia. Jeśli oddychasz zbyt płytko, wtedy twoje ciało nie będzie przewodziło siły życia. Zamiast tego zazwyczaj zgromadzi się w głowie lub w genitaliach. Jeśli skupi się w głowie, będziesz spędzał coraz więcej czasu fantazjując o seksie i kobietach. Jeśli zgromadzi się w genitaliach, poczujesz potrzebę wytrysku, poprzez seks lub masturbację.
Zatem jeśli w ciągu dnia nie oddychałeś głęboko, zanim zbliżysz się do partnerki, wypełniać cię będą fantazje i potrzeba wytrysku. Dlatego unikanie przedwczesnego wytrysku w dużej mierze polega na pełnym oddychaniu, głęboko i z wielką siłą, przez cały dzień. Powinieneś czuć jak twój wdech wciąga energię w dół wzdłuż przedniej części ciała, napełniając brzuch i obszar genitaliów. Powinieneś czuć jak twój wydech przemieszcza energię z dna miednicy, w górę kręgosłupa, do głowy.
Kiedy oddychasz według tego cyklu, w dół przedniej części ciała i w górę wzdłuż kręgosłupa, twoja wewnętrzna energia może płynąć swobodnie. W twojej głowie i genitaliach nie tworzą się zatory energii, a przymus wytrysku słabnie.
Seks wzmaga w twoim ciele siłę życia. Kiedy robisz się coraz bardziej pobudzony, twój oddech przyspiesza, a twoje ciało zaczyna wić się pełne energii, która zazwyczaj koncentruje się w rejonie genitaliów. Jeśli nie będziesz świadomie przemieszczał tej energii oddechem, nagromadzi się ona w genitaliach i wytworzy ciśnienie, które zechce wydostać się dzięki wytryskowi.
Jest konkretne ćwiczenie, które możesz wykonywać podczas seksu, a także kiedy zbliżasz się do orgazmu. Wykonując to ćwiczenie zmienisz kierunek orgazmu i zamiast ejakulować penisem, będziesz „wytryskiwał” w górę kręgosłupa, doświadczając intensywnej cielesnej rozkoszy i emocjonalnej otwartości, wykraczającej daleko poza krótką przyjemność i spokój wyczerpania następujący po orgazmie z wytryskiem.
By wykonywać to ćwiczenie musisz nauczyć się świadomie zaciskać mięśnie dna miednicy. Do tego obszaru należą twoje genitalia, odbyt oraz krocze, czyli odcinek pomiędzy odbytem i genitaliami. Ćwiczenie zaciskania dna miednicy podobne jest w odczuciu do powstrzymywania się przed pójściem do łazienki.
Oprócz zaciskania dna miednicy, ćwicz podciąganie go w górę, do środka ciała i w kierunku kręgosłupa. To wyciąganie w górę faktycznie podniesie nieznacznie mosznę w kierunku ciała.
Ćwicz zaciskanie i wynoszenie w górę całego dna miednicy, włączając w to odbyt, krocze i genitalia jako jeden ruch. Wykonaj to ćwiczenie w seriach po 15-20 zaciśnięć, trzymając tak długo jak potrafisz. Wykonaj parę takich serii, trzy lub cztery razy dziennie.
W końcu będziesz potrafił zacisnąć i podciągnąć dno miednicy z łatwością, trzymając je tak długo jak zechcesz. Oznacza to, że zyskałeś niezbędną kontrolę nad mięśniami. Teraz możesz ćwiczyć bardziej subtelny element przenoszenia energii w górę kręgosłupa.
Z początku może ci się wydawać jakbyś tylko wyobrażał sobie wewnętrzną energię poruszającą się w twoim ciele. Jednak im więcej będziesz ćwiczył z coraz większą łatwością zobaczysz lub odczujesz jak energia się przemiesz-cza. W końcu to ta sama energia, z której wyczuciem nie masz problemu podczas intensywnego pobudzenia seksualnego, jak gromadzi się w rejonie genitaliów, a następnie uwalnia się w wytrysku. Czujesz jak rośnie, podobnie jak woda bliska przerwania tamy. Ta sama energia może też wystrzelić w górę. A kiedy tak się stanie, doświadczysz orgazmu daleko bardziej przyjemnego, a także znacznie bardziej uzdrawiającego i ożywczego niż krótki wybuch typowego genitalnego wytrysku.
Podczas seksu, ale zanim jeszcze zbliżysz się do wytrysku, ćwicz zaciskanie dna miednicy, zgodnie z opisem. Kiedy je zaciskasz i podciągasz do góry, przemieść oddechem energię w górę kręgosłupa. Będziesz musiał eksperymentować, by określić czy wdychać czy wydychać energię w górę kręgosłupa, chociaż w większości przypadków lepiej działa wydech w górę kręgosłupa. Jeśli połączysz zaciskanie w górę dna miednicy z oddechem w górę kręgosłupa, powinieneś utracić nieznacznie erekcję i potrzebę wytrysku. Podczas kochania się powtarzaj to ćwiczenie tak często jak potrzebujesz, tak by utrzymać rozluźnienie i otwartość.
Nawet stosując tę technikę możesz zauważyć, że od czasu do czasu docho-dzisz bardzo blisko orgazmu. W tym momencie przestań się poruszać, zaciśnij w górę dno miednicy i przemieść oddechem energię orgazmu w górę kręgosłupa. Dodatkowo do zaciskania dna miednicy i oddechu w górę kręgosłupa, niektórym pomaga zaciśnięcie pięści i zębów z jednoczesnym skierowaniem oczu do góry, szczególnie, kiedy pragnienie wytrysku jest wyjątkowo silne. Jednak im więcej będziesz ćwiczył, działanie wszystkich mięśni stanie się bardzo nieznaczne i płynne, aż do momentu kiedy całe ćwiczenie wykonywane będzie przede wszystkim poprzez oddech, odczuwanie i świadomym zamiarem.
Kiedy energia strzela w górę kręgosłupa, rozluźnij się i ciesz się kolorami, odczuciami i rozkoszą, które napełnią twoją głowę i spłyną deszczem przez twoje ciało. Kiedy osiągniesz już biegłość w tym ćwiczeniu, możesz wywołać te same doznania u twojej partnerki, wczuwając się w nią z głębi serca kiedy orgazm strzela w górę twojego kręgosłupa. Poruszająca się w górę energia wywoła ten sam ruch energii u twojej partnerki.
Ćwiczenia te nie będą przynosić żadnego efektu, dopóki pośród seksu-alnego zjednoczenia nie będziesz umiał oddać się miłości. Miłość włada energią. Musisz coraz bardziej praktykować bycie miłością w formie seksu-alnego złączenia. Bez względu na to jak ciężki miałeś dzień i jakich ciężarów doświadczasz w życiu, seks powinien być czasem praktykowania miłości. Jak medytacja lub modlitwa, seks powinien być szczególnym czasem praktyki otwierania serca i dawania miłości w całej pełni, partnerce i poprzez partnerkę, oraz w duchowej łączności z tym, co uważasz za najbardziej święte.
Jeśli twoje serce jest zamknięte, energia będzie zatamowana i nigdy nie będziesz w stanie przemienić tryśnięcia w porażający piorun miłości. Jeśli nie praktykujesz miłości, twoją energią seksualną rządzić będą stare nawyki ciała i emocji, w których chodzi tylko o niewielkie wzburzenie wytrysku. Jeśli więc chcesz zwiększyć seksualną rozkosz tak bardzo jak to możliwe, pamiętaj że od samych technicznych ćwiczeń znacznie ważniejsze jest twoje emocjonalne usposobienie.
Ponieważ każdy jest inny, musisz eksperymentować i odkryć, które tech-niki, wykonywane jako ćwiczenia miłości, sprawdzają się najlepiej w twoim przypadku. W miarę wykonywania ćwiczeń z łatwością będziesz umiał doświadczyć głębokiego orgazmu bez wytrysku, rozświetlającego w górę twoje ciało, po którym twoje serce będzie szeroko otwarte, twoja energia odnowiona, a twoje ciało rozbrzmiewać będzie rozkoszą. Będziesz w stanie kochać się tak długo jak zechcesz, a seks zamiast uszczuplać, odmłodzi twoją życiową siłę.
Podsumowując, kiedy eksperymentujesz i odkrywasz, które techniki działają dla ciebie najlepiej, powinieneś pamiętać o tym:
1. Zamiast fantazjować i zajmować się wszelkiego rodzaju seksualnymi obrazami stworzonymi we własnym umyśle, bądź całkowicie obecny, świadomy własnego ciała, oddechu i umysłu, i bądź szczególnie uważny i otwarty na twoją partnerkę. Przełam masturbacyjny nawyk wewnętrznych fantazji, świadomie praktykując seks jako grę miłości w relacji z twoją partnerką.
2. Pilnuj, by twoje ciało i oddech były rozluźnione i pełne. Pilnuj, by zrelak-sowany był zwłaszcza przód twojego ciała, tak by twój brzuch był obszerny, a twoje serce miękkie i szeroko otwarte. Pomoże to zapobiec gromadzeniu się zbyt dużego napięcia w jakimkolwiek pojedynczym obszarze.
3. Naucz się wczuwać w głąb niej, a następnie odczuwać poprzez swoją partnerkę, tak by twoja uwaga była skierowana poza twoje własne doznania, a nawet poza doznania twojej partnerki. Staraj się odczuwać na zewnątrz, bez granic, jakbyś czując sięgał nieskończoności. Innymi słowy, cokolwiek czujesz, poczuj to w pełni, a następnie poczuj na wskroś tego i poza to, tak by zamiast skupiać się na jakimkolwiek doznaniu, seks stał się ciągłym odczuwaniem poprzez i poza każde doznanie.
4. W ciągu całego dnia i podczas seksu, oddychaj w taki sposób, by twój wdech przemieszczał energię w dół przodu twojego ciała, a wydech przesuwał energię w górę kręgosłupa. Nadmierne, chroniczne myślenie lub uzależnienie od wytrysku często oznacza, że twoja energia jest zablokowana i nie oddychasz jeszcze w pełni według tego cyklu w ciągu całego dnia.
5. Podczas seksu od czasu do czasu zaciskaj w górę dno miednicy jedno-cześnie oddychając seksualną energią w górę kręgosłupa, tak by wypełniła całe twoje ciało. Szczególnie kiedy zaczynasz zbliżać się do orgazmu, połącz zaciskanie dna miednicy z oddechem w górę kręgosłupa, by wystrzelić orgazm do mózgu, a nawet na zewnątrz przez czubek głowy, zamiast w dół przez genitalia. Taki orgazm „do góry” odczujesz wtedy jakby delikatnie sączył się w dół przez każdą komórkę twojego ciała, nasycając cię gęstym, otwartym światłem.
Techniki te nie będą nawet skuteczne, dopóki podczas seksu nie będziesz praktykował miłości. Naturalna inteligencja miłości działa tak, by rozpro-wadzić energię w najzdrowszy możliwy sposób. Techniki te mają głównie za zadanie przeciwdziałanie niezdrowym seksualnym nawykom wypracowanym przez lata, zazwyczaj mających swe początki w masturbacji w nastoletnim wieku. Po wyeliminowaniu mechanicznego nawyku wytrysku i tamowania energii, siła twojego serca bardzo naturalnie poprowadzi orgazm tak, by eksplodował w górę, przez całe ciało i mózg, zanim spłynie deszczem w dół, w obfitości rozkoszy, która nie tylko cię odmłodzi, ale rozproszy też twoje krawędzie jak cienie w słońcu.


Recenzja użytkownika Paweł Żentała z forum spolecznosc.grmg.pl
CZĘŚĆ 1 MĘSKA DROGA

Rozdział 1: Nie licz na to, że cokolwiek się zakończy

-wielu mężczyzn myśli ze nastąpi czegoś koniec (gdy zarobię ileś tam kasy to będzie inaczej, robie to chwilowo aby w przyszłości moc realizować marzenia, pewnego dnia moja kobieta się zmieni)
-błędnym jest myślenie z ostatecznie sprawy będą wyglądać fundamentalnie inaczej
-żyj i działaj w chwili obecnej, nic się nie zmieni jeśli Ty czegoś nie zmienisz – w sobie lub samodzielnie
-TERAZ rób to co kochasz robić
-min godzinę dziennie rób to co Cię pasjonuje, może się okazać że to była twoja fantazja i nie potrafisz tak żyć
-celem jest „byś kładąc się spać, wiedział, że nie mogłeś przeżyć tego dnia z większą odwagą, bardziej twórczo i ofiarnie”
-załóż że kobieta nigdy się nie zmieni, kochaj ją taka jaka jest teraz lub zostaw – tak będzie lepiej
-gdy będziesz się starał ja naprawić to rozluźnij się, okaż jej miłość, ale nie próbuj skończyć z tym co Cię tak drażni
-naucz się odnajdywać humor w jej nieskończonym dramacie emocji który ona tak lubi
-świat i kobieta będą zawsze dostarczać Ci wyzwań
-mężczyźni którzy żyją najgłębiej to tacy którzy nigdy nie czekają
-pomyśl o tym co chcesz przekazać światu, kobiecie i zrób to teraz

Rozdział 2: Żyć z otwartym sercem nawet jeśli boli

-zamkniecie sie w sobie nie jest prawdziwa natura mężczyzny
-oświecony mężczyzna jest wolny emocjonalnie i w działaniu – nawet pośród bólu i cierpienia!
-mężczyzna powinien żyć raczej z bolącym, niż z zamkniętym, sercem
-powinien nauczyć sie żyć z boląca rana, działać spontanicznie i kochać (nawet z tego miejsca – z rana) -wyobraźnia zawodzi przy większych planach/projektach
-kiedy chcesz poderwać dziewczynę, podsłuchać jej żart o twoich bledach w łóżku – jak reagujesz?
-jeśli twoja mowa ciała robi sie zamknięta nie możesz najlepiej działać
-oświecony mężczyzna praktykuje otwieranie sie w sytuacjach w których sie automatycznie zamyka
-siedzi i stoi, przodem, wysunięta klatka piersiowa, splot sloneczny, brzuch, zajmuje dużo miejsca, patrzy prosto w oczy
-czuje swój ból ale stara sie jak najlepiej odczuć druga osobę
-ciało jest zrelaksowane i otwarte – tylko wtedy oddech może być pełny i głęboki
-możesz wtedy niezamierzenie(naturalnie, bez zmuszania się) patrzeć w oczy i nawiązać bezpośrednie polaczenie z druga osoba; spontanicznie użyć pełni inteligencji w tej sytuacji

Rozdział 3: Żyj jak gdyby Twój ojciec umarł

David Deida napisał:

Mężczyzna musi kochać ojca, mimo to być wolnym od jego akceptacji i krytycyzmu aby być wolnym człowiekiem.

-kiedy ojciec umarł duża cześć Ciebie nie potrzebuje żyć zgodnie z akceptacja lub cierpieniem pochodzącym z jego krytyki
-jak inaczej wyglądało by twoje życie gdybyś nigdy ciężko nie prosił swojego ojca?
-jeśli byś nigdy nie pokazywał że jesteś godny (zasługujesz na szacunek)?
-gdybyś nigdy nie czul brzemienia krytycznych oczu ojca?

Rozdział 4: Poznaj swoją rzeczywistą granice i nie udawaj

-jest godny szacunku mężczyzna który przyznaje się do swoich lęków, oporów, ograniczeń, możliwości
-okłamywanie siebie i innych jest niegodziwe, najważniejsze to żyć w prawdzie!
-nie powinien zatrzymywać się przed ograniczeniami
-gdy żyjesz na prawdziwej krawędzi stajesz się wartościowym towarzyszem dla innych mężczyzn
-w którym momencie moje lęki powstrzymują mnie przed życiem w bardziej twórczy i przyjemny sposób?
-czy gdybym był nieustraszony żyłbym (robiłbym to) tak samo?
-granica: tam gdzie się zatrzymujesz lub idziesz na kompromis
-czujesz że się nie boisz – okłamujesz się
-jeśli się oszukujesz ludzie poczują Twój strach i nie zaufają Ci
-niektórzy boją się uczucia strachu (jeśli to Ty to masz NLP i zmień to… )
-życie bezpieczne i wygodne = martwe życie, brak żywotności, głębi, energii
-opisz swoją aktualną krawędź w dowolnym kontekście – pomaga! I polecam to robić często!
-żyj obok lęku, nie walcząc z nim

Rozdział 5: Zawsze utrzymuj swoje najgłębsze urzeczywistnienie

-uczyń z życia niekończący się proces bycia tym, kim jesteś
-wszystko inne ma znaczenie drugorzędne
-pozwól zanurzyć się Twojej uwadze w źródle, żyj ze źródła, rób to konsekwentnie
-uwaga większości mężczyzn zagubiona jest w świecie, zdawałoby się, koniecznych zobowiązań
-jeśli utrzymasz najgłębsze urzeczywistnienie będziesz dobrze ugruntowany, nic nie uczyni różnicy dla jedności którą jesteś

Rozdział 6: Nigdy nie zmieniaj zdania tylko po to, aby zadowolić kobietę

-kobieta coś sugeruje: podejmij znów decyzję w oparciu o nową perspektywę
-nigdy nie zdradzaj jednak swojej najgłębszej wiedzy i intuicji żeby ją zadowolić, przystać na jej rozwiązanie
-wpłynie to źle na nią, ciebie (osłabisz się) i związek (nieautentyczność, uraza…)
-jeśli nie ufasz sobie sam to dlaczego ktokolwiek miałby Ci ufać? Mogą Cię kochać ale nie będą Ci ufać.
-jesteś gotowy uczyć się na błędach, przyjmujesz odpowiedzialność za własne decyzje, nikogo nie możesz za nie winić

Rozdział 7: Swój cel musisz stawiać wyżej od związku

-najwyższy cel mężczyzny nie może być sprowadzony do jakiegokolwiek związku, jeśli tak się stanie osłabi sam siebie, nie służy wszechświatowi i kłamie kobiecie
-twoim priorytetem jest misja, jeśli jej nie znasz Twój rdzeń będzie pusty, obecność osłabiona
-kiedy ‘poddajesz się kobiecie’ – powiedz że ją kochasz i możesz spędzić z nią tyle i tyle czasu ale nie możesz się wyprzeć serca (misji)
-czas z kobietą powinien być czasem kiedy ona jest na pierwszym miejscu, jeśli będziesz wolał robić coś innego ona to poczuje – oboje będziecie niezadowoleni

Rozdział 8: Wychyl się nieznacznie po za krawędź
-rozwój jest optymalny gdy w każdej chwili nieznacznie przekraczasz swoje granice, lęki – rób to nieustannie, permanentnie, cały czas, we wszystkich kontekstach
-nie powinien on wychodzić za daleko po za ograniczenia, niepotrzebnie się spinając

David Deida napisał

Twój strach jest najbardziej precyzyjną definicją Ciebie. Powinieneś go znać. Powinieneś czuć go właściwie nieustannie. Strach ma się stać Twoim przyjacielem, tak byś nie czuł się już nim skrępowany.
-życie na krawędzi pozwala skupić się max na teraz, na gotowości przyjęcia rzeczywistości
-gdy wychylasz się nieznacznie stawiasz krok na grunt nowy ale pewny i bezpieczny

Rozdział 9: Zrób to dla miłości

-mężczyzna powinien ‘penetrować’ świat aby spotęgować miłość, otwartość i głębie
-przy następnym seksualnym zbliżeniu poczuj swoje najgłębsze pragnienie, z jakiegokolwiek powodu robisz cokolwiek w życiu, a w szczególności kochasz się z nią, jaki jest najgłębszy powód?
-dla większości mężczyzn: odkrywanie prawdy, cieszenie się wolnością i miłością, ofiarowywanie najpełniejszych darów
-jednak wielu przestaje na odrobinie tego wszystkiego nie dając w pełni swoich darów – wielu to nie wystarcza, brakuje im spełnienia, czują że życiu u podstawy jest sztuczne; chcą wolności od subtelnego poczucia ograniczenia, napięcia, samotności, strachu…
-„by kobieta i świat mogły zakwitnąć naprawdę, konieczna jest stanowczość i odwaga serca”
-poznaj prawdę serca, dawaj dar w pełni, żadnego wstrzymywania się
-większość mężczyzn zwiotczała z wątpliwości i niepewności, albo wstrzymują swoje prawdziwe popędy ze strachu
-świat ma kobiecą naturę, jest nieprzewidywalny – będzie Cię testował, ani kobiety ani świata nie można przewidzieć czy oszukać, wiedzą kiedy się opieprzasz, chcą Cię mieć naprawdę, nie będą tolerowały gówna w Tobie i będą je brutalnie traktować
-możesz być pustelnikiem albo idź na całość, żadnych granic – tylko do pełni istnienia

Rozdział 10: Doceń krytykę swoich przyjaciół

-zdolność do przyjmowania męskiej krytyki jest zdolnością do przyjmowania męskiej energii
-jeśli nie ma pozytywnego stosunku do męskiej energii (np. ojciec) będzie czuł się zraniony jak kobieta zamiast zrobić z niej użytek
-raz w tygodniu usiądź z najbliższymi kumplami i przedyskutuj co robisz i czego się boisz robić
-powinni oni wystawić twoje wahanie na próbę jakimś zadaniem, pomóc Ci rozwiązać problem
-jeśli oczekujesz od kumpli tylko wsparcia bez postawienia wyzwania – nierozwiązana sprawa z ojcem
-bez tej siły (wyzwania i przewodzenia) będziesz błądził
-wybierz za przyjaciół facetów którzy sami żyją na krawędzi – będą Cię kochać i pozwalać Ci skonfrontować się rzeczywistością, przedstawią twoje życie jak je widzą i zaproponują konkretne działania

Rozdział 11: Jeżeli nie znasz swojego celu, odkryj go, teraz

-bez tego mężczyzna jest całkiem zagubiony, przystosowuje się zamiast tworzyć
-jeśli masz działać w świecie ze spójnością i prawością wszystko musi być w harmonii z twoim celem
-sekretem jest zdyscyplinowanie życia
-odseparowany od rdzenia czujesz się słaby
-pełniejszy mężczyzna nie szuka spełnienia w kobiecie bo jest pełny, praca i intymność są okazja do dawania

Rozdział 12: Bądź gotowy zmienić w życiu dosłownie wszystko

-mężczyzna musi być gotowy poświecić się celowi 100%
-musi być zdolny by nie wiedząc co zrobić ze swoim życiem wkroczyć w okres niepewności i czekać na pojawienie się wizji lub nowej postaci celu
-ten cykl jest naturalny
-otwierając się na życie na krawędzi cel się będzie pojawiał
-musisz wypalić fascynacje kolejnymi celami które stoją Ci na drodze zanim zabierzesz się za najgłębszy
-to normalne że sukces szybko przestaje nam tak dobrze smakować, to znak rozwoju który wielu uznaje za znak porażki
-wtedy musisz zakończyć to, co robiłeś i czekać na nowy cel, możesz trochę błądzić ale w końcu znajdziesz… i tak zaczynasz od nowa

Rozdział 13: Nie używaj swojej rodziny jako wymówki

-żeby wychowywać dzieci i dbać o dom nie musisz wyrzekać się swego celu,
-jeśli będziesz to robił będziesz coraz bardziej sfrustrowany, oddalał się od rdzenia
-jeśli zrezygnujesz z siebie twoja kobieta i dzieci poczują twoją słabość
Rozdział 14: Nie pogub się w zadaniach i obowiązkach
„Tryb działania u mężczyzny” – silnie skupiony na celu, nie chcesz aby ktoś Ci przeszkadzał, możesz przebrnąć przez zadania – to największa słabość i zaleta; jeśli skupiasz się na zadaniach może się zdarzyć ze zapomnisz o głębszym celu i stajesz się maszynką. Innymi słowy autor mówi ze hipnoza w działaniu jest przydatna, ale facet powinien też spędzać czas w up-time.
Zadania są ważne (związane z fizycznym życiem) ale nie wnoszą nic do wolności, miłości i świadomości. Nie dadzą Ci spełnienia, więc wykonuj je w kontekście szerszej perspektywy tajemnicy życia.

Rozdział 15: Nie licz na to że twoja kobieta stanie się łatwiejsza

Zawsze będzie Cie testować, robi to aby poczuć Twoją siłę, charakter i otwartość.
W miarę rozwoju testy będą trudniejsze.
Każda chwila życia to test lub świętowanie.
Twój sukces gówno dla niej znaczy jeśli nie jesteś wolny i pełny miłości, chce czuć że Twoje szczęście nie zależy od jej reakcji ani tego że zarobiłeś milion dolców.
Możesz nie lubić testów ale chciałbyś aby zadowoliła się jakimś palantem którego szczęście zależy od jej reakcji?
Twoja kobieta nie chce żebyś potrzebował mamusi, to napawa ją obrzydzeniem.
Jeśli twoja kobieta jest słaba może poprzestać na słabym mężczyźnie.
Chce żeby Twoim życie kierowała prawda a nie niezaleczone rany z dzieciństwa, że wyrosłeś z potrzeby używania zabawek za milion dolców.
Narzekanie jest początkiem odczuwanej przez nią przyjemności.
Ta która kocha najmocniej, będzie testować najbardziej.

CZĘŚĆ 2 POSTĘPOWANIE Z KOBIETAMI

Rozdział 16: Kobiety nie kłamią

„Dotrzymywanie słowa” to cecha męska. To co mówi kobieta to odzwierciedlanie przelotnej fali uczuć. Może zmieniać zdanie co 5 min bo ma kobiecą istotę. Prawdą dla kobiety jest to, co czuje w obecnej chwili. Zamiast się z nią kłócić przywróć miłość w waszym związku.
Nie opieraj swojej decyzji na jej słowach, w przeciwnym wypadku skończysz obwiniając ją. Musisz opierać decyzje na swojej najgłębszej prawdzie, rozważając co znaczą jej słowa. Dzięki temu gdy ona zmieni zdanie nie będziesz czuł urazy że poszedłeś na ustępstwa.

Rozdział 17: Wychwalaj ją

Męskość przybiera na sile dzięki wyzwaniom, kobiecość – pochwałom. Mężczyzna musi swobodnie, nieskrępowanie chwalić kobietę. Ciebie motywuje wyzwanie, ją (jej kobiecą część) pochwała. Pochwała jest pokarmem dla kobiecych cech, naucz się chwalić te cechy które chcesz aby wzrastały w Twojej kobiecie. Jeśli będziesz rzucał jej wyzwania lub mówił dlaczego powinna coś robić pokazujesz że nie akceptujesz jej jaka jest. Rób odwrotnie – powiedz że jest seksowna gdy poci się w obcisłych getrach a będzie ćwiczyć.
Rozdział 18: Tolerowanie prowadzi do pretensji
Sedno związku – służenie sobie we wzrastaniu i miłości.
Kobieta na cykle otwierania się (łatwe chwile) i zamykania się, to naturalne. Twoim zadaniem jest danie jej swojego daru – pomocy aby się otwarła, dzięki twojej miłości. Zrób wszystko co możesz (rozmowa za zwyczaj nie działa, musisz ja inaczej wprowadzić w dobry nastrój), jeśli wiesz że dałeś wszystko – odpuść. Jeśli często nie możesz jej pomóc – może jesteś z niewłaściwą kobietą.
Jeśli będziesz tolerował jej humory i zamykał się w sobie będzie narastać w Tobie uraza do niej i odwrotnie.

Rozdział 19: Nie analizuj jej

Problemy kobiety nie mają przyczyn, są jak burza – to różnice między stanami miłości. Gdy miłość płynie jej nastrój może się zmienić w jednej chwili. 90% problemów emocjonalnych kobiety wynika z poczucia bycia niekochaną. Nie zadawaj pytań, nie szukaj przyczyn problemów… nie rób tego wszystkiego co Ty jako facet robisz sam ze sobą aby sobie pomóc, to zazwyczaj ją wkurwia. Daj je miłość – przytul, spójrz w oczy, pocałuj, zanuć ulubioną piosenkę, zatańcz… gdy dasz już jej miłość problem emocjonalny zostanie rozwiązany, teraz możecie porozmawiać o czymkolwiek co wymaga omówienia.

Rozdział 20: Nie sugeruj jej by uporządkowała swoje problemy emocjonalne

Kobieta nie „uporządkuje” niczego analizując swój „problem”.
Ona chce mężczyzny który sam dojdzie do tego co ona chce i nie pyta jej o to. Jednym z jej pragnień jest by nie musiała za niego zgadywać i prowadzić go, chce móc mu zaufać. Jeśli zaproponujesz jej danie jej czegokolwiek ona chce – nie będzie zadowolona. Innym jej pragnieniem jest się odprężyć i poddać, wiedząc że on zadbał o wszystko.
Przyrodzony stan kobiety – jak ocean płynąć z wielką mocą i bez określonego kierunku. Facet buduje tamy, kanały i łodzie by zjednoczyć się z siłą kobiecego oceanu i dostać się z punktu A do B. Mężczyzna decyduje o kursie, jednym określonym, jak statek. Kobieta jest jak prądy oceanu.
Może ona dobrze analizować swoje nastroje ale nie uczyni to z niej szczęśliwszej kobiety. Ciebie nie poruszają opery mydlane a jej nie pomaga analizowanie emocji. Jak byś się czuł gdyby twoja kobieta wymagała abyś czytał romanse?
Kobieta staje się wolna oddając się miłości, mężczyzna uwalnia się dzięki analizowaniu.

Rozdział 21: Wytrzymaj intensywność jej uczuć – do pewnego momentu

Kiedy emocje kobiety nabierają intensywności mierny facet chce ją uspokoić albo wrócić gdy ta będzie myśleć rozsądnie. Pełniejszy mężczyzna będzie stał przy niej i kochał ją pośród burzy emocji. Możesz obstawać przy swoim i kochać tak mocno że pozostaje tylko miłość. Wybór to strach albo mistrzostwo, mistrzostwo prowadzi przez porażki ale podniesiesz się i zaczniesz od nowa. Gra polega na uznawaniu każdej sytuacji za możliwą do przejścia.
Rozdział 22: Nie zmuszaj jej do podejmowania decyzji
Gdy oczekujesz że kobieta będzie samodzielnie podejmowała decyzje unikasz odpowiedzialności, wstrzymujesz swój dar i wzmacniasz jej męską stronę. Gdy wyrzekasz się dawania tego daru wtedy stanie się ona mało subtelna i podejrzliwa wobec Twojej miłości, przestanie ufać jego zdolnościom a zamiast tego stanie się swoim własnym facetem. Mów jej co Ty byś zrobił nawet gdy chcesz aby samodzielnie podejmowała decyzje. Powiedz: „w czerwonych butach wyglądasz lepiej, ale założysz to co będziesz wolała”.

CZĘŚĆ 3 PRACA Z ENERGIĄ I BIEGUNOWOŚCIĄ

Rozdział 23: Nie unikniesz pociągu do kobiecości

Męskich mężczyzn pociągają kobiece formy energii: promienne kobiety, piwo, muzyka, przyroda. Gdy to ukrywa, ujawnia wstyd wobec własnego wnętrza. W pracy, sklepie, na ulicy podniecają Cię kobiety, przyciągają Cię. Jeśli czujesz się z tym niezręcznie to zapewne czujesz się tak samo ze swoją męskością. Uważasz że to dla niej poniżające być obiektem męskiego pożądania – zapewne wyparłeś się męskiego rdzenia, wykastrowałeś energetycznie. Każde pragnienie jest wyrazem odruchu dawania miłości. Na pociąg do kobiet spójrz jak na gest serca, pragnienie miłości i zjednoczenia oraz niezależne od Ciebie przyciąganie się dwóch biegunów energetycznych. Jest różnica między przyciąganiem do energii a seksem. Intymność to związek ludzi którzy oddają się sobie na wzajem w miłości i służeniu.

Rozdział 24: Wybierz kobietę która jest uzupełniającym Cię przeciwieństwem

Pytasz: dlaczego kobiety nie mogą być podobne do mężczyzn? – ta różnica właśnie sprawia że Cię pociągają. Męski facet wybierze kobiecą kobietę, kobiecy facet – męską kobietę, zbalansowany facet- zbalansowaną kobietę; a przynajmniej do takiej będzie czuł pociąg. Zazwyczaj depolaryzacja energii w związku doprowadza do rozstania się (ok. 10% par jest zrównoważonych). Gdy jesteś męski: akceptuj kobiecą energię i pielęgnuj ją aby wasz związek kwitł; kobieta która dobrze czuje się ze swoją naturą tak samo dobrze czuje się z en. sex. czy duchową i nie rozdziela ich.
[od recenzenta, czyli ode mnie: wydaje się istotne wtrącić uwagę jaką kiedyś rzucił mi Mat: kobieta się nie rodzi, kobietę się robi. Ty robisz kobietę, instalujesz jej przekonania, jesteś jej logiką, do tego ona Cię potrzebuje, więc od tego co jej zainstalujesz (a ona Ci się odda i pozwoli zainstalować wszystko co jest powodem dla którego kobiety były zdominowane przez wieki) zależy wasz związek.]
Wraz z wyborem kobiecej kobiety idzie względny chaos i emocjonalne burze, które wielu przerażają, ale to wyraz energii która Cię podnieca. Możesz nauczyć się być wolny i silny bez względu na emo.
Rozdział 25: Wiedz co jest ważne w twojej kobiecie
Im bardziej szukasz kobiety która dała by Ci wszystko tym mniej dostaniesz czegokolwiek. Partnerka w biznesie – en. męska, przyjaźń – neutralna, kochanka – en. kobieca. Cel waszego związku postaw na 1st miejscu bo inaczej pozostanie seksualnie zneutralizowany sojusz. Resztę dostosuj do głównego celu, musisz wiedzieć czego chcesz. Jeśli chcesz od żony gorącego seksu nie zmuszaj jej też by była matką, księgową i przyjaciółką, bo nie dostaniesz nic.
Rozdział 26: Często będziesz pragnął więcej niż jednej kobiety
Naturalnie będziesz pożądał wielu kobiet, nawet gdy będziesz kochał tę jedyną ale to jak sobie z tym radzisz to już zupełnie inna sprawa. To co z tym robisz odzwierciedla Twój cel w życiu:
-fizyczna przyjemność – posuwaj ile się da
-grzeczny chłopiec i zadowolenie „mamusi” – to co uszczęśliwia kobietę
-wyzwolenie siebie i innych w miłości i wolności – to co potęguje miłość i wolność
Samodyscyplina nie oznacza tłumienia siebie.
Stłumienie – walka z pragnieniami i ukrywanie ich.
Samodyscyplina – najwyższe pragnienie rządzi mniejszymi przez zrozumienie, miłość i współczucie.

Rozdział 27: Młode kobiety ofiarują Ci szczególną energię

Czujesz się szczęśliwszy w towarzystwie młodych kobiet. Starsze są otulone grubą warstwą ochronną i nie mają aż tak promiennej, niezakłóconej i orzeźwiającej energii (to nie reguła, oczywiście kobieta może ją pielęgnować; recenzent: sam takie znam).
Jeśli czujesz pożądanie rozprowadź je po całym ciele. Naucz się nim kierować, mistrzostwo seksualne – utrzymywać w ciele coraz większą przyjemność i pożądanie bez konieczności pozbywania się tej siły ponieważ nie możesz sobie z nią poradzić.
Kiedy młoda kobieta Cię ożywia oddychaj jej zapachem, chłoń piękno, rozluźnij ciało, otwórz serce, okazuj szacunek i bądź odpowiednio oficjalny nie utrudniając sytuacji swoim własnym planem, by była wolna i czuła że może ofiarować Ci swój dar.
Rozdział 28: Każda kobieta ma swoją „temperaturę” która może Cię uzdrawiać lub irytować
-twój gust wobec kobiet związany jest z tym jak one wpływają na twoją energetykę
-uświadomienie jak zimna i gorąca energia wpływa na Twój związek może mieć ogromne znaczenie
-jeśli żyjesz na wysokich obrotach będziesz potrzebował chłodnej która Cię ostudzi, pozwoli się zrelaksować; jeśli żyjesz wolno, spokojnie możesz potrzebować gorącej kobiety która Cię rozgrzeje i wprawi w ruch
-typy kobiet metaforycznie:
ZIMNE – „jak łyk mrożonej herbaty w gorący słoneczny dzień” – zimne blondynki czy o chłodnych niebieskich oczach
GORĄCE OGNISTE I ZAPALCZYWE – ogniste rude czy gorącej krwi Latynoski
-w zależności od stylu życia, wymogów pracy i stanu emo możesz potrzebować różnych energii w różnych chwilach
-jeśli zmieni się Twoja praca możesz poczuć że potrzebujesz odmiennej energii niż dotychczas, nie podejmuj na tej podstawie decyzji o rozwodzie! Energię której potrzebujesz możesz uzyskać z całkowicie nieseksualnych źródeł: przebywanie w pokoju z inną kobietą, masarz u takiej kobiety, zmiana diety, ubioru, spacery wokół rzek i jezior (woda odbiera ciepło).
CZĘŚĆ 4 CZEGO KOBIETY CHCĄ NAPRAWDĘ

Rozdział 29: Wybierz kobietę która wybierze Ciebie

O byciu neddy -w skrócie. Jeśli chcesz kobietę która Ci nie chce nie masz szans, Twoje łaknienie podważy związek, ona nie chce żebraka, chce faceta któremu może zaufać. Określ czy naprawdę Cie nie chce czy gra tylko trudną do zdobycia. Jeśli nie chce musisz sobie z tym poradzić. Wybieraj spośród kobiet które Ciebie chcą (recenzent: aby więcej kobiet ciebie chciało zainteresuj się uwodzeniem, stań się prawdziwym facetem, nadaj swojemu życiu kierunek, cele, misje).
Męskim celem jest misja, kobiecym związek. Jeśli tobie zależy za bardzo na związku ona przejdzie na biegun męski i będzie chciała więcej przestrzeni. Nic się nie ułoży.
Rozdział 30: To co mówi nie jest tym czego chce
Czasami prosząc Cię testuje – sprawdza czy zrobisz to co słuszne czy to co ona chce. Jeśli zrobisz to o co prosiła będzie zawiedziona i zła. Zaufanie do faceta rodzi się w wyniku potęgowania miłości, świadomości i sukcesu pomimo jej próśb. Jeśli jesteś słaby jej proszenie o jedno a pragnienie innego będzie Cię wkurwiać.
Kobieca energia ma postać bogini – gotowa odrąbać głowę gdy jesteś słaby i oddać się miłości gdy jesteś silny, świadomy. Bogini nie zadowoli się niczym innym niż bogiem. Pamiętaj o tym.
Przesiewaj jej prośby przez sito rozróżnienie, nie traktuj ich dosłownie.
Jeżeli będzie zawiedziona Twoją najgłębszą prawdą wtedy nie powinieneś z nią być.

Rozdział 31: Jej skargi odnoszą się co czegoś innego

-Jej skargi nie odnoszą się bezpośrednio do tego co mówi
-Jeśli będziesz je dosłownie interpretował szybko zgubisz kurs, one raczej odzwierciedlają jej nastrój
-Kiedy ona się skarży, histeryzuje, krytykuje oznacza to że powinieneś zinterpretować to jako dzwon ostrzegawczy i wskazówkę co powinieneś zmienić w swoim życiu zestrajając się ze swoim rdzeniem, najgłębszą prawdą
-Ona zna twoja nawyki i podświadome ograniczenia, brednie w jakie wierzysz aby chronić ego – i Ty pewnie też – ale ją to bardziej boli
-Gdy narzeka że nie sprzątasz a obiecałeś raczej skarży się na to że nie może Ci zaufać bo nie dotrzymałeś słowa, gdy narzeka że straciłeś pracę i nic nie robisz raczej mówi o tym że brakuje Ci celu lub uciekasz od problemów – tak interpretuj to co ona mówi, sam musisz się dowiedzieć czego dt. jej skargi, one są wskazówką że jest coś do zmiany
-To co ożywia i pociąga w mężczyznach kobiety: MĘSKA KLAROWNOŚĆ, UKIERUNKOWANIE, SPÓJNOŚĆ I OBECNOŚĆ.
-Nigdy nie kłóć się z nią o to co ona mówi, raczej znajdź przyczynę w sobie i stań się lepszym człowiekiem

Rozdział 32: Tak naprawdę ona nie chce być na pierwszym miejscu

Chociaż tego nie przyzna nie chce być pierwsza bo gdy staje się sensem twojego życia Ty jesteś tzw ‚neddy’ (slang PUA) czyli łakniesz jej uczucia a ona czuje się przytłoczona bo Twoje szczęście zależy od niej. Chce abyś ją kochał w pełni i był oddany swojemu najwyższemu celowi ponieważ jako facet masz do przekazania Światu swój dar (Twoim priorytetem jest rozwój i służba).
Przykład: gdy facet idzie na wojnę ona płacze bo nie chce aby szedł, ale wie ze musi bo ważniejsza jest wolność o jaką walczy dla Świata niż związek. Dziwnie by się czuła gdyby płakała sobie a gość się zawrócił i powiedział „zmieniłem zdanie – jesteś dla mnie najważniejsza ważniejsza niż jakaś tam wolność Świata, zostaje z Tobą.”
Jeżeli ona jest sensem życia jesteś zgubiony bo masz dar do ofiarowania, głęboki poryw serca. Jeśli go nie czujesz będziesz podejmował decyzje bo musisz, może podejmował jej decyzje, wybierał domyślne opcje (typowa szkoła, przeciętny ojciec, zębatka w maszynie korporacyjnej) i będziesz robił wszystko bo musisz. Wtedy ludzie będą podważać twój autorytet, śmiać się z ciebie, może wykorzystywać, zona Ci nie zaufa a przyjaciel nie wiele będą się po Tobie spodziewać…
Ona chce wiedzieć co leży w centrum twojego życia aby mogła Ci zaufać.

Rozdział 33: To jak wspaniały byłeś do tej pory nic nie znaczy

Dla kobiety ważna jest ta energetyczna chwila. Dla Ciebie jako faceta liczy się przeszłość. Mogłeś być ideałem przez 10 lat ale byleś dupkiem przez 30 sekund i ona traktuje Cie jak dupka. Nie kłuć się z nią, dla niej ważna jest chwila obecna. Ty mógłbyś puścić facetowi w niepamięć nawet duży błąd jeśli po za tym był nieskazitelny ale kobieta jest inna. Biorąc pod uwagę że dla niej liczy się ta chwila zaszokuj ją swoją miłością i spraw aby poczuła się dobrze a wszystko pójdzie w niepamięć.

Rozdział 34: Ona chce się rozluźnić gdy zademonstrujesz jej swój kierunek

Jeśli chcesz aby Twoja kobieta była energetycznie kobieca to jest dla Ciebie. Aby ona pozwoliła sobie taka być musi móc zaufać twojemu męskiemu kierunkowi, a więc musi wyczuć w tobie spójność dt twojego kierunku duchowego, finansowego, związkowego… nie chodzi o to abyś miał dużo pieniędzy (możecie nawet żyć za jej pensję) ale o to abyś Ty wiedział czego chcesz i był na drodze do realizacji tego i aby to było właśnie to czego chcesz w głębi serca. Twój kierunek musi być jasny i klarowny, twoje wnętrze musi być w harmonii.
Jeżeli ona poczuje że nie masz kierunku poszuka własnego i postara Ci się go narzucić, a jej blask wtedy przygaśnie…
Chodzi o to abyś znał swój najgłębszy cel i opierając się o niego zorganizował wasze finanse i życie. Możesz nawet zostać mnichem. Wcale nie chodzi o pieniądze, chodzi o męską część ciebie.

CZĘŚĆ 5 TWOJA MROCZNA STRONA

Rozdział 35: Wolności szukasz zawsze

Twoją podstawową rozkoszą jest uwolnienie się od ograniczeń (gdy stawiasz czoła śmierci, rywalizujesz – rytualna groźba śmierci, osiągasz cel – uwalniasz się od niego [od recenzenta: rozwój osobisty mężczyzny też jest formą uwolnienia się od ograniczeń jakiej kiedyś raczej nie stosowano, chyba dlatego więcej jest oświeconych mężczyzn niż kobiet]). Kochamy smakować wolność, ona może tego nie rozumieć.
Przykłady: orgazm (rozładowanie napięcia), football i inne sporty, wojna…
Abyś osiągnął wolność duchową potrzebujesz tej samej gotowości stawienia czoła śmierci, jednak wielu mężczyzn się boi. Zadowala się małym poczuciem wolności (orgazm, sukces finansowy itd) ale boi się ‚umrzeć całkowicie’. To paradoks bo śmierć ego jest tym czego chce i tym czego się boi.
Ty szukasz pustki, śmierci. Kobieta pełni, miłości. Ona to osiąga poprzez rozmowę, czekoladę, lody, zakupy… denerwuje się gdy on po orgazmie chrapie bo on dostał pustkę a ona nie dostała pełni.
Rozdział 36: Przyznaj się do swoich mrocznych pragnień
-wyrzekasz się mrocznego pragnienia wolności = twoja energia nie będzie płynąć swobodnie, uwaga zostanie uwięziona przez niespełnione tęsknoty, osłabi się zdolność bycia nieustraszonym wobec śmierci i życia w pełnej świadomości, nie będziesz potrafił stawić czoła nieznanemu i działać stale w miłości z głębi serca

David Deida napisał
Kiedy ostatni raz tak naprawdę zniewoliłeś swoją kobietę? To znaczy kiedy ostatni raz tak na prawdę ją „wziąłeś” dziko, z miłością, bez żadnego zahamowania? Może to było tak dawno temu, że fascynują cię i podniecają filmowe sceny gwałtu?

-gdy nie umiesz wyrazić mrocznych namiętności z miłością, one schodzą do podziemi psychiki = zostają odłączone od serca => fantazje o kontrolowaniu i dominowaniu kobiet bez miłości
-pragnienie „wzięcia” dziko swojej kobiety jest tym samym pragnieniem dążenia do wolności co wcześniej wymienione; pragniesz przedrzeć się przez jej opór aby otworzyć jej serce i ciało do ekstatycznej miłości
-„pragnienie kobiety bycia zmuszaną do oddania się, jest tak silne jak męskie pragnienie przedzierania się przez opór kobiety. Różnice między gwałtem a zniewoleniem wyznacza miłość”
-stosunek do zniewalania pokazuje twój stosunek do życia wogóle
-gdy się z nią kochasz wczuj się w nią tak bardzo że zatracicie świadomość siebie
-seks jest drogą do oświecenia, do porzucenia ego

Rozdział 37: Ona chce w tobie „zabójcy”

-nieustraszoność i zdolność do pokonywania lęku w imię miłości jest kwintesencją męskiego celu.
-chociaż nie chce abyś był mordercą, kobietę podnieca że byłbyś zdolny zabić
-jest moda na stłumienie mrocznej męskiej energii mężczyzn (wojownika) i kobiet (gniewna bogini) stąd dużo mięczaków i uprzejmych kobiet
-chociaż może się początkowo opierać, ona chce abyś kochał ją pomimo jej furii, szczególnie wtedy gdy ona jest w furii – abyś potrafił kochać ją stawiając czoła jej mrocznej stronie
-odczuwanie na wskroś przez wszystko jest Twoją ostateczną wolnością
-życie jest procesem umierania aż do tego co nie może zostać utracone

Rozdział 38: Twoja świadomość musi łączyć się z jej energią

-kobieta niszczycielka musi spotkać faceta niszczyciela, Bóg przenikającej wszystko miłości-Bogini pełnego oddania
-nie możesz unikać ani mrocznych ani jasnych rodzajów swoich zdolności bo ona będzie Cię tam testować; testowane obszary najpierw leżą zwykle po mrocznej stronie, dopiero gdy wie że może Ci tam zaufać będziecie mogli postępować w stronę światła
-ona będzie stale wracać do energii której nie potrafisz sprostać a Ty sprawisz aby zakwitła ponad własnym spięciem, przemienisz jej energię
-słaby mężczyzna powiedziałby „Rozmawiałem z nią setki razy i nie pomogło. Dobra, wycofam się. Będzie musiała sobie z tym sama poradzić.” Ale gdyby chciała sobie z tym radzić sama nie była by z Tobą.
-ona chce twojej świadomości – jasnej, czystej, wolnej tak samo jak Ty chcesz jej blasku
-demonstrowanie energii poprzez ciało(nie mów co robić tylko zrób to razem z nią używając ciała): gdy np rzuca talerzami możesz podejść, porwać ją w ramiona i z uczuciem roześmiać się z zabawności tej sytuacji – uwierzy Ci jeśli będziesz w tym prawdziwy – poczuje to, bo przekazujesz to ciałem – (gdybyś się skulił i powiedział ‚kocham Cię’ nie uwierzyłaby Ci); gdy jest zamknięta możesz podnieść jej ręce do góry i pocałować ją w szyje…
-nie powinieneś troszczyć się o jej nastroje bo nie o to chodzi; ona ofiarowuje Ci dar w postaci jej emocji i daje Ci okazje abyś nauczył się je opanowywać nieustraszoną miłością; nie starasz się jej zadowolić ale uczysz się przenikać świat ze świadomością i miłością
-Twoja odp. na testy kobiety jest analogiczna do odp na testy świata, jeśli nauczysz sie radzić ze jej testami, nauczysz się opanowywać świat a po to tu jesteś
CZĘŚĆ 6 KOBIECA ATRAKCYJNOŚĆ

Rozdział 39: Obfitość kobiecości

-gdy facet czuje ze nie istnieje dość dużo kobiet, albo ze nie ma dość dobrych kobiet, albo że nie dostaje od życia tego co chce, ogólnie – poczucie głodu, jest to zazwyczaj związane z relacją z matką we wczesnym dzieciństwie
-życie samo w sobie jest żeńskie, nigdy nie ma niedoboru żeńskiej energii, jest tylko opór aby ją przyjąć, zaufać jej
-kiedy tylko czujesz się odizolowany i zmęczony poczuj obecną chwilę jakby była kobietą, jakbyś fizycznie obejmował jej nagie ciało, poczuj jej piersi i brzuch oparte o przód twojego ciała, oddychaj głęboko jakbyś wdychał nie tylko jej zapach ale i samą esencję kobiecej pyszności jakby była pokarmem dla duszy, rozluźnij się tak jakbyś relaksował się ze swoją kochanką
-to samo rób w towarzystwie innych kobiet, przyjmij ich emocje jako smak żeńskiej energii
-nie musisz pokazywać im że robisz cokolwiek szczególnego, nadal traktuj je odpowiednio ale pośród tego rozluźnij się i ciesz kobiecą energią

Rozdział 40: Pozwól starszym kobietom emanować ich czarem

-kobieta w każdym wieku ma swoją indywidualną wartość
-porównania kobiet starszych z młodszymi w ogóle nie powinny mieć miejsca
-przemiana z powierzchownego połysku w głęboki blask jest czymś nieuchronnym
-atrakcyjność seksualna młodej kobiety jest wyrazem znacznie głębszej cechy – jej promienności
-prawdziwa promienność kobiety mówi o tym na ile jest otwarta, ufna, złączona i kochająca
-czym innym jest odruchowa reakcja na fajną laskę, czym innym zachwyt otwartego serca w towarzystwie kobiety która porusza się, uśmiecha, oddycha, jaśnieje kobiecą promienną energią
-te głębokie kobiece piękno nie musi przygasać z wiekiem, może być potęgowane i wysławiane
-jeżeli jesteś odłączony od męskiego wnętrza wtedy nie nawiążesz połączenia z kobiecą głębią
-naturalna seksowność młodej kobiety zawsze doda Ci energii, nie powinieneś temu zaprzeczać; zachwycające piękno i promienna swoboda kobiety o dojrzałym wnętrzu mogą zatrzymać umysł, otworzyć serce i unieść ciało a wszystko w jednej chwili, jednym spojrzeniem czy dotykiem bez względu na wiek jej ciała
-musisz zdecydować rok po roku waszego związku które cechy będziesz wzbudzał w swojej kobiecie swoją uwagą, pochwałami i zjednoczeniem
-gdy kobieta dojrzewa w mądrości wzrasta waga jej zdolności psychologicznych, staje się „potężną” kobietą która może lepiej niż mniej dojrzała kobieta oddziaływać na swoje otoczenie, potrafi czytać znaki natury i wpływać na wydarzenia z niemal wstrząsającą władzą
-pełniejszy mężczyzna szanuje ten rodzaj magii i wie że jest ona dopełnieniem męskiego sposobu spełnienia
-starsza kobieta będzie też mniej tolerować twoje brednie; jeśli twoim celem jest stawanie się coraz bardziej wolnym to taka osoba może być doskonałym sojusznikiem twojej podróży

Rozdział 41: Obróć żądzę w dar

-gdy widzisz piękną kobietę to naturalne że czujesz przepływ energii traktowanej na ogół jako pożądanie
-powinieneś nauczyć się ją rozprowadzać po całym ciele (co pomoże Ci uzdrowić i odmłodzić ciało) i wykorzystywać do służenia światu
-u większości mężczyzn en seksualna zmierza bezpośrednio do umysłu lub genitaliów ale to tylko biegun północy i południowy, pełniejszy facet rozprowadza ją po całym ciele, pożądanie zmienia się w coś przeciwnego
-celem pożądania jest tworzenie, nie tylko reprodukcja, większość twórczych mężczyzn przyzna że kobiety są dla nich natchnieniem, muzami
-zapewne już kiedyś zainspirowała Cię kobieta, taka inspiracja jest zwykle chwilowa bo facet nie wie jak pielęgnować swoje relacje z kobiecością, zazwyczaj wyrzuca wszystko z siebie w spazmie myśli lub wytrysku i szuka natchnienia u kolejnej kobiety lub w alkoholu, narkotykach, przyrodzie
-jeśli nauczysz się panować nad nawykami gromadzenia i uwalniania seksualnego napięcia będziesz mógł zrobić użytek z wrodzonej siły seksualnego pociągu do kobiet
-poczuj czym jest żądza jako całość – ten wybuch może być podstawą całego twojego życia a nie tylko krótkiej chwili
-kiedy pożądasz kobietę nie pozwól en. utkwić w głowie czy genitaliach ale niech krąży w całym ciele, używaj oddechu jako narzędzia cyrkulacji

Rozdział 42: Nie pozwól by twoje pożądanie zostało stłumione lub uległo depolaryzacji

-jeśli masz pozostać z kobietą i światem w związku musisz mieć wobec nich biegunową relację (chodzi oczywiście o en seksualną), ew możesz zostać pustelnikiem
-kiedy zaprzeczasz pożądaniu czy to ze względu na poznanie kobiety czy z wyboru to znak depolaryzacji wobec świata (twoje projekty przestają cię kręcić, nie masz ochoty na nic może po za poszukaniem nowych zajęć i nowej kobiety)
-kiedy czujesz do niej depolaryzację ona będzie czuła odrzucenie i odwracanie się od niej, energia będzie poruszać się chaotycznie, czasem samodestrukcyjnie i może to powodować choroby o podłożu psychosomatycznym (szczególnie w kobiecych częściach ciała)
-kiedy ją raczej tolerujesz niż przenikasz miłością ona czuje się zła a wasza polaryzacja (podniecenie względem siebie) opadają, może Cię jeszcze kochać ale nie będzie naprawdę szczęśliwa, będziecie czuli coraz większą odrazę niż podniecenie
-nowa praca i kobieta poprawi Ci nastrój dopóki się znów nie zdepolaryzujecie, wtedy przeciętny facet poszukał by znów czegoś nowego
-dogłębne poznanie rodzi depolaryzację a ta pogardę miedzy kochankami
-to nie twoja kobieta jest wyczerpana ale twoja zdolność pożądania
-gdy traktujesz swoją kobietę jak nianię lub kumpla czy partnera w biznesie neutralizujesz te seksualne różnice które przyciągają Cię do innej kobiety
-pełniejszy mężczyzna zawsze bierze odpowiedzialność, nie oczekuje niczego prócz wrodzonego poczucia kompletności (że zrobiłeś wszystko co mogłeś, byłeś najbardziej spójny z najgłębszą prawdą)
-gdy się zdepolaryzujecie Twoja kobieta wyda Ci się brzydką, właśnie wtedy i pomimo wszystko (czujesz że ona Cię odpycha) przyjmij że jest boginią a jej ciało i serce potrzebują twojej boskiej ingerencji, spraw aby zaczęła się śmiać, odprężać i rozpromieniać, traktuj ją jak kochankę wydobądź z niej seksualność, bądź odpowiedzialny za efekt
-czasem musisz iść dalej ale zwykle depolaryzacja pojawia się gdy przestajesz wnikać w tę chwilę i tworzyć a w zamian działasz jak robot
-wystarczy chwila pochwał i głębokiego uznania aby znów przywołać blask kobiety

Deep Inner Game – Głęboka Wewnętrzna Gra

Jest to tłumaczenie ze szkolenia Deep Inner Game, opartego na Mind OS (System Operacyjny Umysłu) szkolenie jest pod kątem relacji damko męskich i wewnętrznych przeciwności jakie z tym się wiążą, ale jak już zagłębisz się w lekturę to narzędzia podane niżej dają możliwość rozwiązywania wszelkich życiowych problemów jakie pojawią się na Twojej drodze.

 

Głęboka Wewnętrzna Gra DVD 1
Głęboka Wewnętrzna Gra DVD 2

Głęboka Wewnętrzna Gra – DVD 3
Głęboka Wewnętrzna Gra – DVD 4

 

 

 

„Każda gra składa się z dwóch części: zewnętrznej gry i wewnętrznej gry. Zewnętrzna gra rozgrywana jest przeciw zewnętrznemu przeciwnikowi w celu pokonania zewnętrznych przeciwności oraz osiągnięcia zewnętrznych celów. Opanowanie tej gry jest podmiotem wielu książek oferujących instrukcję na temat tego jak wykonać zamach rakietą, ścinać, przyjmować pozycję nóg, rąk i ciała by otrzymać najlepsze rezultaty. Jednak z jakichś powodów większość z nas znajduje te informację łatwiejszymi do zapamiętania niż do wykonania. Tezą tej książki jest to, że zarówno zdolności oraz satysfakcja nie mogą być osiągnięte w graniu w żadną grę, bez zwracania, choć części uwagi na względnie zaniedbywane zdolności gry wewnętrznej. Tym jest gra, która toczy się w umyśle gracza i rozgrywana jest przeciw takim przeszkodom jak zaniki koncentracji, nerwowość, samo zwątpienie czy samo potępienie. Jest pewnym, że grana jest by przezwyciężyć wszelkie nawyki umysłu, które hamują doskonałość i wydajność.

Czy kiedykolwiek mieliście przeszkodę, jaką jest zanik koncentracji, nerwowość, samo zwątpienie czy samo potępienie podczas interakcji z kobietą? Ta sama rzecz ma miejsce w tenisie. Ta sama rzecz ma miejsce w każdej dziedzinie życia ważnej dla nas. Tak też, w tym programie wejdziemy, bez owijania w bawełnę, głęboko, wejdziemy naprawdę głęboko. Większość ludzi w naszym współczesnym społeczeństwie poszukuje szybkich rozwiązań dla swoich głębokich problemów. Problemy, które stworzyli w swoim życiu są zwykle o wiele bardziej złożone niż są w stanie to sobie uświadomić.”

Rozdział 10 – Niepokój, Masochizm i Uzależnienie

Teraz wiemy już wszystko o jednym końcu (skrajności) negatywnego emocjonalnego spektrum – gniewie. Czas powiedzieć o drugim końcu –niepokoju. Kiedy nauczymy się kontrolować oba te skrajne uczucia, opanujemy też wszystkie inne położone między nimi na skali! Jeśli porównamy mózg do komputera, niepokój jest jak przegrzanie się systemu i konieczność użycia chłodzącego wiatraka. Dobrobyt może „zneutralizować” część niepokoju, ale chcemy pójść nawet dalej – niepokój może być zmieniony/ przekonwertowany w pewność siebie, czyli prąd dzięki któremu działa komputer. Zamiast po prostu zneutralizować niepokój, użyjmy go, przekształcając w pozytywną energię!

Niepokój może mieć tylko DWIE możliwe przyczyny
Wykres 10.1 Mind OS Powody Lęku

Niepokój może być spowodowany stratą- czyli stresem pochodzącym spoza naszej granicy – lub brakiem pewności siebie w twojej granicy.
Tak więc jeśli twoja osobista granica jest nie tylko pierwszą linią obrony przed zranieniem, jest też pierwszą linią obrony przez stratą. Jednak jeśli jesteś „cienkoskórny” (nie jesteś gruboskórny) i twoja granica posiada „dziury”, zranienie łatwo może cię dotknąć. A kiedy już zranienie przeniknie przez twoją granicę, zmienia się w niepokój.
Warto wiedzieć że pewność siebie wzmacnia naszą granicę przed atakiem zranienia. Tak więc pewność siebie to nasz pierwszy i najważniejszy cel jeśli chodzi o uczucie niepokoju.
Ludzie zwykle zwracają mało uwagi na fakt że o wiele częściej przyczyna niepokoju jest w nas – to lęki które nas trapią (brak pewności siebie). Widzisz, niepokój jest po prostu rodzajem energii bez żadnego znaczenia intelektualnego – sygnałem że coś jest nie tak, jak wskaźnik oleju wskazujący że w samochodzie brakuje oleju i że trzeba się tym zająć. Jednak strach to niepokój związany z jakimś konkretnym wydarzeniem lub sferą twojego życia – ma on specyfikę intelektualną.
Jednak jest jeszcze coś ważnego związanego z naszym strachem; za niepokojem stoi strach który jest brakiem pewności siebie – związanym z konkretnym wydarzeniem lub dziedziną życia. Musimy napełnić nasz zbiornik wewnątrz granic pewnością siebie, która odnosi się do konkretnych lęków i pozwoli nam uleczyć się od niepokoju.
To wyjaśnia też dlaczego omówiliśmy (i nauczyliśmy się o nich) wcześniej wszystkie składniki naszej psychologii zanim przeszliśmy do zrozumienia energii. Gdybyśmy nie wiedzieli, że posiadamy granice które mają swoje „dziury”, nie moglibyśmy wystarczająco zdefiniować naszej tożsamości, żeby wiedzieć jakie są nasze lęki. Jeśli nie znamy swoich mocnych stron i słabości, jak możemy pracować nad słabościami? Czy bez zdolności do podejmowania decyzji moglibyśmy się dowiedzieć jak konstruktywnie pracować nad naszymi słabymi stronami? I czy bez umiejętności intelektualnych wiedzielibyśmy jak albo kiedy możemy nad nimi pracować i je naprawić? Te wszystkie zasoby psychologiczne pokazują nam co, kiedy, dlaczego i jak robić w życiu!

Niepokój może być spowodowany przez DWIE przyczyny
Wykres 10.2 Mind OS Powody Lęku

Jeśli masz niski poziom pewności siebie i strata przedostaje się przez Twoją granicę w większej ilości niż poziom Twojej pewności siebie, odczujesz niepokój. Niepokój jest jak próżnia wytworzona gdy pewność siebie z Ciebie odchodzi. Strata i pewność siebie są jak antymateria i materia – kiedy się zderzają, z wybuchu powstaje niepokój, a materia i antymateria się ulatniają. Co waży więcej, to wygrywa.

Wykres - 10.3 Mind OS Relacja Stresu i Poczucia własnej wartości

Wykres 10.4 Mind OS Powody Lęku

Jednak jeśli Twój poziom pewności siebie jest większy niż ilość straty, która próbuje przedostać się przez Twoją granicę, Twoja pewność siebie po prostu zaabsorbuje stratę i tylko się pomniejszy (strata nie wpłynie na nas po przedostaniu się przez granicę).
Właściwie, jeśli Twoja pewność siebie jest bardzo duża to wzmocni ona Twoją granicę na tyle, że strata w ogóle się przez nią nie przedostanie – odbije się od niej aby wpłynąć na kogoś innego!
Powiedzmy, że nadchodzi strata dużej sumy pieniędzy – znajduję duży rachunek w swojej poczcie(strata pieniędzy), a zarazem nie nie jestem za bardzo pewny tego jak działają pieniądze i nie orientuję się w kwestii jak obracać pieniędzmi. Jak się poczuję? Zaniepokojony!
Jeśli jednak znam się na zarabianiu pieniędzy itp. – np. jestem z zawodu prawnikiem specjalizującym się w podatkach, i przyjdzie w mojej poczcie duży rachunek – nawet jeśli nie mam obecnie żadnych pieniędzy nie będę się niepokoić bo znam sposoby na zarobienie nawet większej ilości pieniędzy! Czy wiedziałeś, że w pewnym momencie imperium Donald Trump’a było warte na minus 2 miliardy dolarów? Czy to sprawiło że się przejął i przestraszył? Niekoniecznie.
Na samym końcu (na samym dnie – niezamierzony żart) strata i pewność siebie są jak materia i antymateria. Nawzajem się neutralizują i niwelują; a po ich „starciu” zostaje to co przeważało.
Pamiętaj, że biznes to też „osoba” prawna, i to co nauczmy się teraz o niepokoju, impulsywności i masochizmie dotyczy zarówno ciebie jak i twojej firmy. Firmy mają poczucie własnej wartości i odczuwają stres, działają impulsywnie (np. irracjonalnie nadmierne pomnożenie firm internetowych „.com” w latach 90) i cierpią straty ekonomiczne. Firmy zachowują się także masochistycznie względem własnych pracowników lub akcjonariuszy, prosząc o zwiększenie nakładu pracy lub ustępstw inwestorów. Tak więc nawet całe grupy ludzi – jak korporacje – są zdolne do wytworzenia swojego rodzaju poczucia własnej wartości zwanego pewnością siebie. Mówiąc ogólnie nazywamy to „pewnością konsumencką”. To nie jest jakiś wydumany termin, to rzeczywista energia.

TRZY JEDYNE opcje jeśli chodzi o Niepokój 

Mind OS 10.5 TRZY JEDYNE opcje jeśli chodzi o Niepokój

Niepokój jest ani dobry ani zły. Tak jak gniew, to tylko sygnał, że coś jest nie tak i musimy coś z tym zrobić. Jeśli sobie przypominasz, gniew sygnalizuje że twoje potrzeby są niezaspokojone. Natomiast niepokój sygnalizuje, że musisz stawić czoło pewnym lękom, wyzwaniom, zmianom lub zagrożeniom.
Powiedzmy, że poprzez twoją granicę przeniknęła strata, lub masz niski poziom pewności siebie na temat jakiejś części twojego życia.

Kiedy jesteśmy zaniepokojeni możemy:
1. Być impulsywni lub unikać tematu/kwestii, co jest pasywnym sposobem na pozwolenie niepokojowi zadomowić się w Twoim ciele – impulsywność to „działanie, a dopiero później myślenie”, jak Zając z naszej bajki.
2. Bycie ofiarą i myśleć jak „masochista” – destruktywne decyzje (wygrana/przegrana) odnośnie poradzenia sobie z niepokojem – noszenie go w sobie z poczuciem beznadziei, bezsiły, smutku, skargi, żalu i innych symptomów depresji. (To jest psychologiczne połączenie depresji i niepokoju, przykładem może być Szczur z naszej bajki.)
3. Ostatecznie, jedynym dobrym rozwiązaniem problemu niepokoju, impulsywności, zachowania unikającego, lub robienia z siebie ofiary jest odwaga, która tworzy sytuację wygrana/wygrana – sytuację w której nie ma przegranych – to konstruktywny sposób poradzenia sobie z niepokojem zanim zaczniemy działać, tak jak Żółw.

Impulsywność i Unikanie: Pasywne Opcje Radzenia Sobie z Lękiem/Niepokojem
Mind OS 10.6 Impulsywność i Unikanie: Pasywne Opcje Radzenia Sobie z Lękiem/Niepokojem

Kiedy zachowujemy się pasywnie w reakcji na nasz niepokój (nie podejmujemy w związku z nim żadnych decyzji/bierność), przełącza się on na „autopilot” i działa na zasadzie „walcz lub uciekaj”. Ten sposób reakcji sprawia, że albo reagujemy impulsywnie, albo unikamy problemu z którym potrzebujemy się zmierzyć. Kiedy nadchodzi czas skonfrontowania się z niepokojem lub strachem naszą tendencją jest chęć ucieczki (uniknięcia) go lub zaatakowanie go bez wcześniejszego przemyślenia sytuacji (impulsywnie).
W bajce to Zając może służyć za przykład szybkiego działania bez przemyślenia sytuacji (w reakcji na niepokój); w przeciwieństwie do Szczura który w reakcji na sytuację lękową myślał zbyt wiele i nie podjął żadnego działania. Zając poddał się swojemu instynktownemu impulsowi „walcz lub uciekaj”, natomiast Szczur kompletnie go zlekceważył!
Potrzebujemy reakcji „walcz lub uciekaj” jest nam przydatna tylko w jednej sytuacji: walce o przetrwanie (życie) ! Jednak przez większość czasu nie jesteśmy zagrożeni sytuacją narażenia życia. Co się dzieje kiedy jesteśmy pasywni wobec niepokoju? Wtedy paradoksalnie (ten mechanizm) zachowujemy się impulsywnie – działamy bez myślenia – przejadamy się, wydajemy duże sumy pieniędzy , wpadamy w uzależnienia, oraz inne tego typu zachowania które z kolei SĄ zagrożeniem dla naszego życia jeśli z nimi przesadzimy!

Skutek (efekt) impulsywności i unikania 
Mind OS 10.7 Impulsywność i Unikanie: Pasywne Opcje Radzenia Sobie z Lękiem/Niepokojem

Pierwszym krokiem aby wyrwać się ze stanu bycia „mniej żywym” z powodu pasywności/bierności jest przestać „działać bez myślenia” – definicja impulsywności.
Jeśli reakcja „walcz lub uciekaj” (impulsywność lub unikanie) jest przeznaczona do użycia tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, a używamy jej mechanizmu przez większość czasu mimo, że taka groźba nie jest obecna, to co się dzieje z naszym umysłem gdy go wtedy nie kontrolujemy? Kiedy nie używamy umiejętności Obserwacji Ego, aby przemyśleć sytuację zanim zaczniemy działać? Zgadza się – nasz niepokój przekształca/przekierowuje się w różne rodzaje impulsywnych zachowań, które nie przyczyniają się pozytywnie do naszego życia. Ponieważ jesteśmy na „autopilocie” to co mamy przed sobą jest tym na czym zużywamy nasz nagromadzony niepokój próbując go w ten sposób obniżyć.
Jemy zbyt dużo, wydajemy za dużo pieniędzy, przepracowujemy się, uzależniamy od narkotyków, alkoholu lub innych zachowań aby podświadomie obniżyć nasz niepokój poprzez aktywności fizyczne. Te wszystkie działania tymczasowo obniżają nasz niepokój, jednak jeśli nie źródło nadal tam jest – strata lub strach przed stratą, albo brak pewności siebie związany z pewnym aspektem naszego życia, wtedy nasz poziom niepokoju wkrótce po dogodzeniu sobie znowu się podniesie.
Zauważ, że ten mechanizm, który miał na celu ochronę naszego życia, w rzeczywistości – jeśli oddamy mu kontrolę nad naszym zachowaniem i zaślepi naszą umiejętność Obserwacji Ego – często prowadzi do śmierci, czyli rzeczy przed którą miał nas chronić! Przejedzenie niszczy układ sercowo-naczyniowy i powoduje szereg innych śmiertelnych schorzeń; tak jak uzależnienie od alkoholu i narkotyków. A jeśli mowa o Twojej firmie, nadmierne wydatki mogą doprowadzić do jej śmierci czyli bankructwa. Musi być jakiś zdrowszy i bardziej wydajny kierunek dla naszego niepokoju – w górę!

Opcje dla Niepokoju

Mind OS 10.8 Opcje dla Niepokoju

Musimy sobie pozwolić na czucie niepokoju i potem przemyśleć je. Uczucia nie mogą nas skrzywdzić albo sprawić, że będziemy czuć większą stratę, jest to możliwe tylko w przypadku prawdziwych zagrożeń.
A co jeśli bałbym się publicznych przemów, brakowałoby mi pewności siebie i bałbym się straty szacunku ze strony widowni ponieważ brak mi umiejętności oratorskich? Czułbym pokusę ucieczki od wykonywania obowiązków związanych z publicznym przemawianiem, albo impulsywnie krzyczałbym na tych którzy zasugerowaliby mi żebym występował publicznie (tutaj widać połączenie gniewu i impulsywności).
Jeśli jednak przemyślę daną sytuację zanim zacznę działać, mogę zauważyć wartościowy sygnał, którym jest niepokój – coś jest nie tak i odwrócić strzałkę niepokoju „do góry”. Zauważ że Mapa Gniewu i Mapa Niepokoju pokazują odwrotne właściwości – gniew zwrócony do wewnątrz powoduje depresję, ale niepokój zwrócony do wewnątrz zamiast natychmiastowego działania prowadzi do rozwoju osobistego!

„Myślenie w kategoriach ofiary” lub Masochizm: Druga Opcja dla Niepokoju
Wykres 10.9 Mind OS Opcje- mentalnośc ofiary

Skierowanie strzałki „do góry” wyprowadza nas z uzależnienia kiedy decydujemy się przestać i „myślimy zanim zaczniemy działać.” Tak jak z gniewem, możemy wybrać na rozładowanie go w destruktywny lub konstruktywny sposób. Jednak w tym wypadku, zamiast działania destruktywne lub konstruktywne, możemy spożytkować niepokój na destruktywne lub konstruktywne myślenie zanim zaczniemy działać. (Gniew wolniej skłania do działania – jak „potencjalna energia”, a niepokój szybciej – jak „kinetyczna energia”.)
Kiedy myślimy destruktywnie z powodu niepokoju, System Operacyjny Umysłu nazywa to „myśleniem w kategoriach ofiary/mentalnością ofiary”, „myśleniem męczenniczym” lub masochizmem. Wtedy przyjmujemy nastawienie „biedny ja”, błędnie myśląc, że jesteśmy beznadziejni lub bezsilni. Martwimy się o przyszłość i narzekamy nie oferując rozwiązań. Odczuwamy żal w stosunku do przeszłości i chcielibyśmy mieć kontrolę nad tym czego nie da się kontrolować, „zrzucając” swój niepokój na granicę kogoś innego.
Robienie tych wszystkich rzeczy może wydawać się nieszkodliwe, ale to nieprawda. Zrzucamy swój niepokój na kogoś innego i pozwalamy mu martwić się za nas. To jest dziecinne zachowanie (wygrana/przegrana), gdzie my „wygrywamy” ulgę podczas gdy ktoś inny traci swój spokój, absorbując (pochłaniając) naszą negatywną energię.
Czy dorosła osoba, która chodzi i mówi, może być naprawdę bezsilna i beznadziejna? Nie! Nigdy. Dziecko tak, bo nie umie sobie ono poradzić samo – znaleźć pracy, kupić domu czy rozwiązać swoich problemów, ale dorosły może. Myślenie w inny sposób to życie w iluzji. Kiedy zaczynamy myśleć masochistycznie, „robiąc z siebie ofiarę” , zmuszamy innych do uczestniczenia w naszej iluzji. To w ten sposób niepokój łączy się z depresją.
Jak widzisz, sposób działania ludzi w depresji to bycie pasywnym i nie wykonywanie żadnych działań. A ich myślenie jest masochistyczne jeśli chodzi o niepokój. Tak zachowywał się Szczur z naszej bajki – jeśli chodzi o gniew jego sposób działania był pasywno – depresyjny, a sposób myślenia względem lęku był masochistyczny.
Jeśli chodzi o Zająca, sytuacja jest odwrotna. Działa on destrukcyjnie agresywnie ze swoim gniewie, ale pasywnie impulsywnie jeśli chodzi o niepokój. Szczur za dużo myśli, Zając nadmiernie działa. Tak więc strzałka w dół bierności i prawa strzałka w górę destrukcyjności na dwóch mapach są właściwie swoimi odwróconymi odbiciami w lustrze.
Zauważ że w tym momencie, Mapa Gniewu i Mapa Niepokoju dopełniają się i mają wzajemne powiązania na zasadzie przeciwieństwa. Jeśli „zwrócisz gniew na zewnątrz” (nie dusisz go w sobie), wtedy stajesz się zdrowszy i czujesz się lepiej; jeśli jednak kierujesz swój niepokój na zewnątrz, stajesz się bardziej i bardziej zaniepokojony. Gniew musi być skierowany na zewnątrz przez działanie, a niepokój musimy przemyślany, a potem stawić mu czoło wewnątrz zanim zaczniemy działać. Te wszystko ma sens, jeśli pamiętamy, że gniew i niepokój są na przeciwnych biegunach spektrum negatywnej energii emocjonalnej.
Kiedy ktoś jest w depresji i nic nie robi – jak Szczur w naszej bajce – ta osoba „za dużo myśli” i nie podejmuje żadnej akcji. Czy znasz takie osoby? Jak tak… ponieważ sam kiedyś taki byłem! Szczur magazynuje swój gniew w środku i nie podejmuje w związku z nim żadnych działań – popada w depresję. A jeśli chodzi o niepokój, zatrzymuje go w środku, przemyśleć go, jednak nie robi w związku z nim niczego – czyli jego myślenie jest destruktywne – masochistyczne tak jak inne rodzaje myślenia wymienione wcześniej.
A więc Szczur z naszej bajki działa w górnym, prawym dymku Mapy Niepokoju, ale zarazem przy strzałce skierowanej w dół na Mapie Gniewu. Zając z naszej historii działa przy strzałce skierowanej w dół na Mapie Niepokoju, ale zarazem w górnym, prawym dymku Mapy Gniewu – poprzez impulsywne działania zwane agresją. Charakter Szczura jest więc połączeniem pomiędzy Mapami Gniewu i Niepokoju poprzez depresyjność, masochizm oraz nie podejmowanie żadnych działań, a Zając łączy obie Mapy poprzez agresywne, impulsywne zachowanie.
Dymek po prawej stronie na górze Mapy Gniewu zawiera te same zachowania co strzałka skierowana w dół na Mapie Niepokoju, i odwrotnie. W tym miejscu te obie mapy się łączą.
Popatrzmy teraz na sposób myślenia Szczura – „masochistyczny”.

Iluzja czyli „z igły widły” 
Wykres 10.10 Mind OS Iluzja czyli „z igły widły”

Kiedy decydujemy się na podjęcie destrukcyjnego, niedojrzałego kroku „szybkiego rozwiązania” natychmiastowej gratyfikacji, odkrywamy, że inni są czasem podatnym gruntem na który możemy zrzucić nasze skargi i zmartwienia. Szczególnie jeśli mają oni dziury w swoich granicach poprzez, które możemy „naciskać ich guziki” lub zawstydzić i zmanipulowanie ich w celu akceptacji naszych leków – przejęcie przez nich naszego niepokoju dla nas. Wtedy my „wygrywamy” a oni „przegrywają”.
Zauważ że wszystkie cechy powiązane z graniem ofiary są także charakterystyką nie-biologicznej depresji oraz są iluzją. Skarżymy się na naszego szefa, jęczymy, że jesteśmy bezsilni, pozwalamy sobie na myślenie, że nie ma już nadziei i jako rezultat znajdujemy się w masochistyczno depresyjnym myśleniu.
Kiedy mamy w sobie to nastawienie przez długi czas, ludzie wokoło będą mieli nas dość i zwrócą się przeciwko nam, opuszczając nas i przez to czyniąc naszą stratę jeszcze większą niż była poprzednio. Ludzie którzy narzekają, jęczą, oraz masochiście przyciągają uwagę przyjaciół, którzy mają miękkie serca, jednak na dłuższą metę i oni są zmęczeni i ich zostawiają. Tak więc spirala negatywnego oddźwięku (informacji zwrotnej) zachodzi gdy w naszym wzroście osobistym następuje negatywny moment. Zaczynamy „robić z igły widły” i to zachowanie sprawia, że odsuwają się od nas przyjaciele jak i rozwiązania problemów…

Przykład „igły” 
Wykres 10.9 Mind OS Przykład "igły"

Użyjmy za przykład stratę – coś prostego jak np. utrata portfela lub torebki. Strata kart kredytowych, kluczy i prawa jazdy sprawia, że odczuwasz ukłucie niepokoju. Może nawet martwisz się trochę z tego powodu, przecież wymiana lub wyrobienie nowych dokumentów będzie wymagała trochę zachodu, a co jeśli skończą ci się pieniądze itd.? Możliwe, że będziesz się zadręczać tą kwestią 10 razy od nowa na nowo, bez Obserwacji Ego, które mogłoby ci pomóc lub poprowadzić cię.

Wykres 10.9b Mind OS Przykład „igły” portwel 10

Teraz matwiłeś jest dziesięciokrotne i dziesięciokrotnie uznałeś się za ofiarę, dajesz swojemu mózgowi dziesięć doświadczeń straty za Twój jeden portfel czy torebkę. Teraz spójrz na tę spiralę zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Twoja na nowo wymyślona strata wytworzyła w Tobie dziesięć razy więcej niepokoju, który mógłbyś wrzucić do destruktywnego cyklu ofiary dziesięć razy jeśli chcesz. Wchodzisz w działanie typu „robienie z igły widły”, albo obsesja. Obserwujemy to zjawisko szczególnie jeśli Twój intelekt jest bardziej „rozwinięty” lewo-półkulowo, odpowiedzialny za edukację. Masz wtedy tendencję do nadmiernego skupiania się na różnych kwestiach, szczególnie niebezpieczeństwach w życiu – co może być przydatne w przypadku chirurga, pilota lub prawnika, ale nie w przypadku próby opanowania swoich niepokojów i uzależnień w życiu.
Czasami ludzie rzeczywiście potrzebują lekarstwa np. Prozac’u żeby uwolnić się od obsesji ulokowanej w lewej półkuli mózgu, tak jak inni potrzebują Ritalin’u żeby przezwyciężyć problemy z brakiem skupienia (nieuwagą) mającym swoje źródło w prawej półkuli.
Właściwie można powiedzieć, że Szczur z naszej bajki jest ma bardziej rozwiniętą intelektualną lewą półkulę niż Zając, a Zając bardziej rozwiniętą intelektualną prawą półkulę mózgu niż Szczur. Ten brak intelektualnej równowagi w zwierzętach powoduje ich różne problemy emocjonalne w kwestii gniewu i niepokoju. Szczur jest obsesyjny a Zając nieuważny, leniwy lub zmieszany. Wszystkie te intelektualne problemy są przyczyną braku równowagi ze względu na brak umiejętności Obserwacji Ego.
Tak więc Szczur w naszym wnętrzu wpada w obsesję z powodu zagubionego portfela lub torebki, nie używając Obserwacji Ego, aby się zatrzymać i na spokojnie przeanalizować sytuację, popada w destruktywność w swoim myślach w masochistyczny sposób. Sprawy znowu się pogarszają ponieważ Szczur w nas chce wziąć te 10 jednostek niepokoju, które stworzyłeś i puścić je znowu w samo- nakręcającą się spiralę bycia ofiarą!
Ci z nas którzy mają tendencję do zachowania jak Szczur nie używają tego sposobu myślenia tylko w stosunku do zgubionych rzeczy – ale do wszystkiego co się wydarza w życiu. Zapominamy o używaniu naszej umiejętności Obserwacji Ego, pracując na trzy etaty, pozwalając innym na wykorzystywanie naszego czasu. Wtedy zaczynamy myślenie na zasadzie „robienia z igły widły”, a dalej podamy w beznadzieję. Budujemy swój poziom niepokoju i zakładamy, że tak naprawdę nie zgubiliśmy jednego, ale 100 portfeli/torebek – to naprawdę wygląda beznadziejnie. Popadamy w stan bezsilności w iluzoryczny sposób i cierpimy. Cierpiąc, zaczynamy snuć życzenia i domysły, jęczymy i staramy się kontrolować rzeczy których nie da się kontrolować. Czujemy żal z powodu przeszłości, której przecież nie możemy kontrolować, martwimy się o przyszłość, która poprzez to wydaje się nam bardziej złowieszcza i zdradliwa niż naprawdę jest.

Wykres 10.9b Mind OS Przykład „igły” portwel 100

Teraz masz 100-krotne doświadczenie straty w Twoim mózgu z powodu jednego portfela, a Twój poziom niepokoju powiększył się 100 razy! Czy widzisz już jak destrukcyjna jest decyzja o myśleniu o sobie w kategoriach ofiary, oraz obsesyjnie intelektualny styl myślenia, prowadzą do iluzji, która wytwarza coraz więcej niepokoju praktycznie z niczego?
Wydawałoby się, że jest to pogwałcenie 1 Zasady Termodynamiki, ponieważ energia „została wytworzona” (z niczego). Ale w rzeczywistości za każdym razem kiedy się martwisz lub narzekasz bez oferowania rozwiązań Obserwacji Ego, cierpisz dalsze straty – oraz tracisz czas.
Stracony czas staje się „energią straty.” Z tego co już wiemy o psychicznych walutach, waluta = waluta = waluta. Tak więc energia = czas i czas = energia. Czyli po prostu zmieniają formę.
W naszym problemie powyżej, to co powinniśmy zrobić to po prostu zmartwić się tylko raz z powodu portfela, poszukać go raz, a jeśli nie możemy go znaleźć, kupić jeden nowy portfel i na nowo wyrobić wszystkie dokumenty które w nim były.
Co prowadzi nas do jedynej drogi radzenia sobie z niepokojem, impulsywnością, masochistycznym myśleniem: odwagi.

Odwaga

Wykres 10.10 Mind OS Opcje dla Lęku - ODWAGA

Odwaga jest jedynym sposobem na niepokój, robienie z siebie ofiary, impulsywność, uzależnienia oraz brak pewności siebie. Co ciekawe, w filmie „Szeregowiec Ryan” odwaga jest zdefiniowana jako „Robienie Tego Co Należy Zrobić/ Robienie właściwych rzeczy”.
Weź pod uwagę, że wiedza o tym „co należy zrobić” pochodzi z Twoich dwóch wewnętrznych zasobów odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji – sumienia i intuicji! Odwaga zatem nie jest brawurą, ani brakiem strachu – jest decyzją!
Pamiętasz diagram dotyczący patologicznego narcyzmu? Jak dziecinne, destruktywne, myślenie i zachowanie typu wygrana/przegrana są na prawej górnej stronie naszej mapy, a dojrzałe, konstruktywne zachowania i myślenie typu wygrana/wygrana są w lewej górnej części naszej mapy?
Wszyscy wyrastamy z destruktywności i docieramy do konstruktywności poprzez decyzje w trakcie naszego życia. W tym czasie nasze zbiorniki sumienia i intuicji napełniają się

Wykres 10.11 Mind OS Psychologiczny Wzrost

Tak więc kiedy dojrzewamy (czyli poruszamy się od prawej do lewej na naszym diagramie) przechodzimy od używania naszej jeszcze słabej umiejętności Obserwacji Ego do większego wzmacniania. Masochizm i zachowanie kreujące się na ofiarę są bardziej dziecinne i brakuje im samo-świadomości, ale poruszając się w lewo na naszym diagramie możemy przejść od masochizmu do podniesienia poziomu odwagi w swoim życiu – a wszystko to dlatego, że mamy wybór. Każdego dnia mamy przed sobą wybór – możemy wybrać odwagę zamiast masochizmu lub impulsywności.
Nie ma żadnych wymówek. Odwaga to decyzja, a jeśli żyjemy to jesteśmy zdolni do podejmowania decyzji. Za każdym razem gdy podejmujemy decyzję musi się to odbywać w „czasie teraźniejszym” i poprzez to mamy dostęp do Obserwacji Ego. Odwaga jest konstruktywnym sposobem myślenia zanim zaczniemy działać, wykonywana w sposób wygrana/wygrana, czyli widzenia świata jako miejsca obfitości.
W tym momencie wiara przeplata się z odwagą.

Aby w coś wierzyć musimy mieć pewien stopień przekonania, że nasze działania w przyszłości przyniosą efekt, nawet jeśli nie mamy teraz co do tego pewności. To wymaga użycia umiejętności Obserwacji Ego, aby zobaczyć nasze umiejętności i funkcje „z lotu ptaka”. Ale potem musimy zdecydować się myśleć i działać zgodnie z wiarą.
Wyobraź sobie, że masz słabą umiejętność Obserwacji Ego – wtedy nie będziesz umiał spojrzeć na swoje życie „z lotu ptaka”. Widzisz tylko wyzwania przed sobą(pod nogami). Więc masz tendencje do myślenia w dziecinny sposób – destruktywnie. Ale obserwując „z lotu ptaka”, Obserwacja Ego widzi wszystkie dostępne Ci opcje, teraz i w przyszłości, poprzez to jesteś trochę mniej zestresowany. Możesz to zrobić jeśli mądrze to zaplanujesz. Możesz działać z odwagą, robić „to co należy’.

Co ciekawe w momencie, kiedy działamy odważnie jesteśmy najbardziej samotni na świecie, jednak po tym jak dokonamy odważnego czynu cały świat chce się do nas przyłączyć. Jeśli nasze przekonania składają się częściowo z emocjonalnych oraz intelektualnych dowodów dla naszych przekonań, wtedy emocjonalna część może być użyta jako energia do popchnięcia nas do działania, a intelektualna wskazuje drogę. Energia emocjonalna odwagi może być więc połączona przez wiarę i przekonanie tak, że nie czujemy się już tak samotni w momencie, który wymaga od nas odwagi.
Nasza umiejętność Obserwacji Ego jest jakby naszą własną jaźnią, trenującą/kierującą nas siedząc na naszym ramieniu. Mając to, nigdy nie jesteśmy sami. Niezwykły rezultat odwagi, który zaraz odkryjemy służy do wzmocnienia wiary i przekonań, które mieliśmy przed naszym momentem prawdy.
Jeśli widziałeś film „Szeregowiec Ryan” albo sam dokonywałeś heroicznych czynów w wojsku, wtedy wiesz czym jest odwaga i na jakiej zasadzie działa. Żołnierze biorący udział w inwazji na plażę w Normandii bali się, byli zdenerwowani, roztrzęsieni, sikali w majtki i wołali swoje mamusie. Ale mimo tego są oni najbardziej odważnymi mężczyznami ostatniego stulecia ponieważ zdecydowali się zrobić to co jest słuszne, bez względu na niekomfortowe uczucia które odczuwali w „momencie prawdy”.
Ten koncept odwagi jest jedną z najtrudniejszych umiejętności do zbudowania w psychiatrii (terapii psychiatrycznej), ponieważ nie wymaga ona dużo myślenia i analizowania – trzeba po prostu pomyśleć o „tym co należy zrobić”, i potem to zrobić. To właśnie jest odwaga. Akt który prawie nigdy nie ma miejsca w gabinecie psychiatry. To musi się stać w prawdziwym świecie, gdzie jesteśmy zdani na siebie i nie mamy pod ręką psychiatry, aby z nim o tym pogadać.
Jednakże, co ciekawe odnośnie Obserwacji Ego to to, że wejść w Twoje życie jako twój osobisty trener (coach). Ta ludzka umiejętność jako jedyna pozwala na zmianę i wzrost dlatego, że jesteśmy swoimi własnymi psychiatrami w chwilach kiedy jej używamy. A jeśli moje wyjaśnienia wszystkich części ludzkiego charakteru były jasne, szeroki zbiór diagramów w tej książce może pokierować Twoją umiejętnością Obserwacji Ego do udoskonalenia i rozpoznawania tego co może poprawić Twoje życie.

Jest powiedzenie z którym zapewne zgodzi się każdy dobry trener(coach) lub psychiatra: „Doktorze, przed wszystkim nie szkodź.” Tak więc musisz zrozumieć jeszcze jeden aspekt odwagi. Możesz jej użyć w przypadku każdego lęku, zmiany lub ryzyka w życiu poza jednym przypadkiem – zagrożeniem własnego życia.
Każdy z nas ma wbudowaną reakcję „walcz lub uciekaj”, która ma chronić nas w ekstremalnych przypadkach zagrożenia życia, wrodzony instynkt który jest obecny w naszym gatunku od tysięcy lat. Jeśli widzisz pędzący w Twoją stronę samochód, nie zatrzymuj się, aby to przemyśleć „Co mam teraz zrobić? Skonsultuje się z moim osobistym trenerem (Obserwacja Ego)”, tylko spanikuj i pozwól swojemu ciału przejść na autopilota, aby ujść z życiem (i uciec z drogi) !
Używanie swojej odwagi poprzez ryzykowanie w sytuacjach zagrożenia życia, nie jest wcale odważne, ani mądre. To raczej przejaw lekkomyślności, a nie dzielności. Wyobraź sobie arenę na której toczy się śmiertelna walka. Nawet żołnierze na wojnie są trenowani, aby przeżyć, a nie umrzeć, i dlatego wcześniej muszą przejść przez obóz treningowy. Reszta z nas nie miała takiego treningu, tak więc nie powinniśmy podejmować walki jeśli nie zostaliśmy do niej przygotowani! Ale jeśli chodzi o inne sytuacje w życiu które powodują w nas niepokój – odwaga jest zawsze dobrym (i dostępnym) rozwiązaniem.

Kiedyś leczył się u mnie pacjent który bardzo przejął się zamachem z 11 września (WTC); żałował że nie było go wtedy w Nowym Jorku. aby pomóc gasić pożary i ratować uwięzionych. Kiedy spytałem go o ten rodzaj cierpienia (typ masochistyczny) przyznał, że nie był on szkolony do gaszenia pożarów, na strażaka. Jeśli byłby wtedy na miejscu tragedii w Nowym Jorku, prawdopodobnie tylko by przeszkadzał i wyrządził więcej szkody niż pożytku. Jego myślenie opierało się na tym, że chciałby być kimś innym – to nie była odwaga. To było cierpienie z powodu rzeczy której nie był w stanie kontrolować. Jeśli naprawdę chciałby zostać strażakiem, powinien dążyć do tego tak jak każdy inny dorosły – powoli, cierpliwie chodzić do szkoły i uczyć się tego zawodu, trenować w praktyce i starać się być najlepszym w tym co robi, a potem zostać strażakiem.

Jeśli odwaga jest konstruktywna, wtedy tak jak w przypadku zachowania wygrana/wygrana, widzi świat jako miejsce niekończących się możliwości i zajmuje jej trochę czasu, cierpliwości i dyscypliny, żeby się rozwinąć. W odwadze chodzi o długi proces, a nie szybkie spostrzeżenie, że chcielibyśmy być kimś kim nie jesteśmy.

Z drugiej strony, pozytywny aspekt to fakt że możesz stać się kimś innym już teraz. Możesz upodabniać się do swoich bohaterów każdego dnia poprzez Obserwację Ego, tak jak główny bohater w dobrym filmie – ale poprzez powolną, cierpliwą dyscyplinę którą praktykują dorośli.
To samo jest prawdą jeśli chodzi o Twoją karierę, skoro tak jak powiedzieliśmy wcześniej firma jest osobą prawną. Odwaga na dłuższą metę w biznesie wymaga powolnego treningu i budowania twojego kapitału oraz płynnych aktywów, dopóki nie nabędziesz środków, które pozwolą Ci na podjęcie ryzyka z ich użyciem, w przemyślany wcześniej sposób. Weźmy za przykład Microsoft. Zajęło to dekady zanim firma powstała i się rozbudowała, inwestując w dobrobyt swoich pracowników. Teraz Microsoft to ogromny potentat na Wall Street. Czy wymagało odwagi, aby inwestować wygraną/wygraną w trening i dobrobyt pracowników? Tak, ponieważ było w tym ryzyko. Co jeśli pracownicy spoczęliby na laurach i pracowali wolniej? To mogłoby się skończyć bankructwem firmy. Odwaga wygrywa za każdym razem.

Odważne Zachowania prowadzą w 100 % (zawsze) do Pewności Siebie
Wykres 10.12 Mind OS Odwaga prowadzi do Pewności siebie

Kiedy działasz odważnie, masz 100 % gwarancji zebrania tyle samo pewności siebie co odwagi jaką włożyłeś w dane działanie. Ale wszyscy mamy mniej lub więcej pewności siebie, jeśli chodzi o konkretne obawy. Jeśli spiszesz te wszystkie obawy, będziesz wiedział na czym się skupić w swojej odwadze, rzeczy które powinny się stać twoimi celami (nad którymi powinieneś pracować). Zrób listę rzeczy których się obawiasz, a potem wsiądź w „samolot sukcesu” w kierunku celu jakim jest pokonanie tych wszystkich obaw poprzez odwagę! To jest pewny sposób na zbudowanie pewności siebie w dokładnie tych rejonach życia w której jej potrzebujesz. A jeśli chodzi o biznes, w inwestycje jest często wkalkulowane ryzyko, czego obawia się twój zarząd. Ale opłacą się one kilkakrotnie, jeśli mamy do czynienia z ryzykownymi celami kategorii wygrana/wygrana. Tak jak w przypadku Microsoftu.

Jeśli bałbym się publicznego przemawiania, mógłbym wybrać impulsywność i uciec od tego obowiązku, albo przedstawić siebie w kategoriach ofiary i powiedzieć „ Kurczę, nie jestem dobry w te klocki, ale mam nadzieję, że wam się spodobam.” Żadne rozwiązanie nie sprawi, że będę mieć więcej pewności siebie. Impulsywność rozproszy mnie od mojego celu i uzależni w trakcie – w końcu ewentualnie spowoduje śmierć moją lub mojego biznesu. Działanie jak ofiara prowadzi w tym samym kierunku – publiczność przyzna, że rzeczywiście jestem słabym mówcą – co nie jest inspirujące.

Ale jeśli wybiorę odwagę – zrobię „to co należy” – wtedy dam 100 publicznych wystąpień, aby nabyć umiejętności i w rezultacie poczuję się bardziej pewny siebie. Aby stanąć przed publicznością trzeba odwagi.
Teraz podam kolejny przykład jak możesz zmierzyć swoje lęki oraz poziom swojej pewności siebie. Kiedyś miałem się spotkać z moimi braćmi i mieliśmy się wybrać na górską wycieczkę rowerową po Moabie w Utah. To piękne miejsce na pustyni, z kolorowymi kanionami i strumieniami z idealną słoneczną pogodą. Ale tej nocy tak nie było.
Pioruny waliły na niebie nad wyżynami Utah na długości 300 mil aż do Denver. Strasznie się bałem błyskawic kiedy jechałem wtedy po tej trasie, i im bardziej się zbliżałem do tego miejsca tym bardziej się bałem. Podczas jazdy samochodem wyglądało na to, że pioruny uderzały coraz bliżej i bliżej.
Zastanawiałem się czy nie zawrócić, ale zdałem sobie sprawę, że gdybym to zrobił piorun i tak by mnie dogonił. Co miałem więc robić? Po prostu się zatrzymać? Hm, zatrzymałem się na chwilę i pomyślałem z użyciem Obserwacji Ego. Pomyślałem o tym jak bardzo brakuje mi odwagi do jazdy w czasie burzy z piorunami.
A potem pomyślałem o naprawie i utrzymywaniu autostrad. Dlaczego budowano, by drogi tam gdzie ludzie byliby często zabijani przez pioruny ? Poza tym nigdy nie słyszałem o tym żeby ktoś został uderzony przez piorun podczas jazdy samochodem. A w oponach jest guma która działa jako izolator. Ostatecznie doszedłem do wniosku, że rzeczywistość jazdy podczas burzy z piorunami musi mieć minimalne ryzyko, albo inni nie poruszaliby się wtedy po drodze. A widziałem wokoło siebie masę samochodów.

W ten sposób zdałem sobie sprawę że jazda w Utah podczas burzy z piorunami nie jest sytuacją zagrożenia życia. Ale uświadomiłem też sobie że nadal miałem problem jeśli chodzi o moją pewność siebie w stosunku do piorunów. Intelektualnie było bezpiecznie, ale emocjonalnie potrzebowałem skupić się na moich brakach pewności siebie.
Tak więc zacząłem dawać sobie „punkty za pewność siebie” za każde działanie które podjąłem w celu pokonania lęku. Musiałem zmierzyć swoją odwagę i eksperymentować, aby zobaczyć czy rzeczywiście nagrodą za nią jest pewność siebie. Dawałem sobie 10 punktów za każdy śmiało minięty zjazd autostrady jaki odważyłem się przejechać w czasie burzy.
Na następnym zjeździe, zatrzymałem się i poczułem podniesienie mojego poziomu pewności siebie. Odrobinę. W zasadzie dokładnie podniósł się on o 10 punktów, na taką samą wartość jaką odwaga którą musiałem się wykazać i tyle samo ile czułem strachu. Powtarzałem to kilka razy, jeżdżąc od zjazdu do zjazdu, za każdym razem znajdując nowe źródła pewności siebie. I byłem całkiem sam w tym akcie odwagi.

Ostatecznie, miałem wystarczająco dużo pewności siebie, która nabrała rozpędu poprzez ten rozwój odwagi – zacząłem przejeżdżać kilka zjazdów na raz, a potem przejechałem całą drogę do Moabu. Poczułem się świetnie, jakbym miał 300 jednostek pewności siebie w zamian za moją odwagę. I czuję się tak do tej pory.
Zauważ że według ciebie jazda w czasie burzy z piorunami może nie być oznaką odwagi, ale dla mnie była. Odwaga jest po prostu „robieniem tego co należy, bez względu na to co czujesz, nawet jeśli się boisz.” Ta definicja sprawdziła się w moim wypadku w 100 %.

Wykres 10.13 Mind OS Mapa Lęku

Teraz już widzisz jak każde zachowanie jest powiązane z niepokojem. To jest ważne ze względu na to, że każdy z nas stosuje wszystkie trzy reakcje na niepokój. Jednak impulsywność i myślenie w kategoriach ofiary nie zaprowadzi nas daleko. Tylko odwaga wygrywa i daje pewność siebie – ona jest wszystkim.

Mind OS 10.14 Spektrum negatywnej energii

A teraz, używając Mapy Gniewu i Mapy Niepokoju, możesz opanować każdą niewygodną emocję albo stres w życiu. Rozwiązanie problemu stresu będzie zawsze połączeniem asertywności i odwagi. Postępuj w ten sposób, a napełnisz się poczuciem własnej wartości, na które składa się dobrobyt(pomyślność) i pewność siebie.
Każdy stres który pojawia się w formie zranienia lub straty, zmienia się w gniew i niepokój, w tej kolejności (zranienie w gniew, a strata w niepokój). Na szczęście dla ciebie, cały czas podejmujemy wybory i wybierając konstruktywne zachowania asertywności iodwagi, możesz „alchemicznie” przekształcić swój stres w dwie części składowe poczucia własnej wartości – dobrobyt/pomyslność i pewność siebie!
Właśnie nauczyłeś się naukowego uzasadnienia starej mądrości ludowej: „to co nas nie zabije, to nas wzmocni.” Ale tylko poprzez konstruktywność oraz metody wygrana/wygrana.
Zastanów się teraz nad tym że gniew i niepokój są przeciwieństwami, a jednak ich mapy mają podobny układ. Oba te uczucia są po prostu energiami przekształcającymi się jedna w drugą – z pozytywnej w negatywną, negatywnej w pozytywną, albo przeciwnej z przeciwną, które nawzajem się niwelują i neutralizują.
Jeśli przestudiujesz uważnie Mapę Gniewu i Mapę Niepokoju, zauważysz że depresyjne użycie gniewu jednocześnie niesie ze sobą te same skutki co masochistyczne użycie niepokoju. Co więcej, zauważysz że impulsywne użycie niepokoju niesie ze sobą te same skutki co agresywne użycie gniewu.
Dlaczego tak się dzieje? Rzadko można znaleźć osobę którą wypełnia tylko gniew lub tylko niepokój. Każdy z nas łączy w sobie oba te uczucia, dlatego też na początku tej książki przytoczyłem bajkę. Szczur łączy w sobie jednocześnie depresyjny gniew i masochistyczny niepokój. Zając łączy w sobie agresywny gniew and impulsywny niepokój.
Różnica między nimi dwoma? Zając działajacym, a Szczur myślicielem.
Jaka płynie dla nas z tego nauka – wszyscy mamy w sobie potencjalnie te trzy zwierzęta (ich zachowania) – Szczura, Zająca i Żółwia, i możemy użyć najlepszych cech Żółwia aby przezwyciężyć najgorsze cechy Zająca i Szczura.

Weźmy przykład z Mapy Gniewu
Wykres 10.15a Mind OS Przykład z Mapy Gniewu

Spójrz na Mapę Gniewu. Co jeśli depresja zdominowałaby Twoje użycie gniewu? Zacząłbyś się zachowywać jak Szczur, pasywny jeśli chodzi o działanie, jednak nadaktywny w obsesyjnym, masochistycznym myśleniu. Co jest więc lekiem na depresję? Używanie umiejętności Obserwacji Ego w naszych działaniach, czujne skupienie na chwili obecnej(czasie teraźniejszym) i działaniach w niej podejmowanych, co pozwoli nam na wybór konstrukcyjnej wersji działania zwanej asertywnością.

Lęk na depresję = DZIAŁANIE Obeserwacji Ego + Asertywność
Wykres 10.15b Mind OS Przykład z Mapy Gniewu - kierunek podejmowanego działania

Ale co jeśli to agresja jest dominującym stylem jeśli chodzi o Twój gniew? Specjalizujesz się bardziej w działaniu niż myśleniu?

Wykres 10.15c Mind OS Przykład z Mapy Gniewu - asertywność

Jeśli już działasz(robisz), musisz zmienić naturę swojego działania(robienia) na robić „to co należy” co jak już wiemy jest decyzją, zwaną odwagą. Zauważ że podejmowanie decyzji zachodzi w chwili obecnej(czasie teraźniejszym), czyli tam gdzie mieszka Obserwacja Ego.
Tak więc lekiem na agresję jest asertywność, ale przede wszystkim wymaga ona odwagi do zmiany i zrobienia tego co należy zrobić, a dopiero potem bycia asertywnym, zaspokojenia swoich potrzeb w sposób typu wygrana/wygrana
.
A więc Lekarstwo na Agresję = Odwaga, potem Asertywność.
Lub Lekarstwo na Agresję = Rób to co należy, a potem zaspokój swoje potrzeby, nie krzywdząc innych.
Ludzie którzy są agresywni przepełnia gniew(są rozłószczeni) i w mniejszym stopniu niepokój.

Mind OS 10.16 Opcje dla Lęku

Spójrzmy teraz na Mapę Niepokoju. Jeśli spojrzysz na dolną część, osoba impulsywna i jednocześnie agresywna – to są obie cechy osób czujących się pewniej w działaniu – to osoba która zachowuje się podobnie jak Zając z naszej bajki. A więc początkową formą terapii(leku) na impulsywność jest nauczyć się najpierw myśleć – najpierw myśleć z użyciem Obserwacji Ego, a potem używać odwagi.

Tak więc Lek na Impulsywność = Myślenie z Obserwacją Ego + Odwaga.
Wykres 10.17 Mind OS Opcje dla lęku do zrobienia

Idąc dalej tym tokiem myślenia, co ma zrobić osoba, która używa niepokoju w masochistyczny sposób jak Szczur? Osoba która cierpi na „depresję lękową”? Pamiętajmy, że takie osoby pewniej czują się w myśleniu, tak więc trzeba ich pobudzić do akcji. Tak więc potrzebują oni odpowiedniego działania, aby wyjść z depresji i masochizmu.

Mind OS 10.17b Opcje dla lęku do zrobienia
Tak więc Lekarstwo na Masochizm = Asertywność, a potem Odwaga.

Zauważ, że osoba masochistyczna jest przede wszystkim pełna niepokoju, ale też w mniejszym stopniu przepełniona gniewem. Te osoby więcej myślą niż działają, tak więc trzeba ich pobudzić do akcji. Te działania muszą jednak zaspokajać ich potrzeby – aby wyciągnąć ich z trybu myślenia w kategoriach ofiary poprzez pokazanie im, że są oni w stanie sami o siebie zadbać(nakarmić się) zamiast narzekać na to, że są bezradni. Pierwszym krokiem jest więc asertywność.
Kiedy uda im się już przestać funkcjonować w trybie „ofiary”, następnym krokiem będzie pokonanie ich niepokoju przez odwagę, robienie tego co jest słuszne w taki sposób, że pomagamy nie tylko sobie, ale także i innym. Odwaga pomaga nam zostać mistrzami dla innych zamiast stać się ofiarami lub męczennikami.
To interesujące – czy zauważyłeś że zarówno odwaga jak i asertywność są decyzjami podejmowanymi w obecnym momencie? Potrzebujemy Obserwacji Ego, aby wybrać asertywność i odwagę. Oba mogą zostać użyte w działaniu lub myśleniu. Możesz mieć odwagę myśleć inaczej lub mieć odwagę robić to co jest słuszne. Możesz być asertywny w działaniu, albo po prostu w swojej głowie. Możesz też zaspokajać swoje potrzeby.
Dlatego centralny punkt Map nazywa się „decyzją”, punktem w którym nasz umysł jest nastawiony na chwilę obecną. W obecnym momencie jesteśmy zdolni do działania lub refleksji, używając Obserwacji Ego i do zmiany naszego życia na lepsze. To jest punkt zero, południk i równik mapy naszego życia.
Opanowanie gniewu i niepokoju oznacza, że szczęście – ostatni wymóg Trwałego Spełnienia, jest Twoje!

MAPA LĘKU

Wykres 10.18 Mind OS Mapa Lęku- kolorowa

Opanowałeś już każdą indywidualną część psychiki. Teraz nauczymy się jak połączyć je wszystkie, aby osiągnąć zaawansowanie we wszystkich umiejętnościach ludzkich!

 

Poniżej rozdział 11

https://bladymamut.wordpress.com/2014/03/08/s-o-umyslu-rozdzial-11-kombinacje-naszych-zasobow/

Rozdział 8 : Anatomia Energii Emocjonalnej

Trzeci składnik potrzebny do osiągnięcia Trwałego Spełnienia. Każdy chciałby o tym rozmawiać (i to przedyskutować) , mimo że jest to jedna z trudniejszych kwestii do zrozumienia i omówienia. Mam na myśli próby zdefiniowania „energii” – czym ona jest? Czym jest poczucie własnej wartości? Co znaczy być „wypalonym” lub „pustym”? Pustym czyli pozbawionym czego? Możemy zrozumieć dokładnie co te wszystkie pojęcia znaczą – i to w praktycznym zastosowaniu. Aby wyjaśnić te niewidoczne dla oka rzeczy potrzebujemy diagramów, ale przede wszystkim przedtem musimy zrozumieć inne zasoby/elementy.

Gdyby nie te wszystkie kwestie o których już powiedzieliśmy wcześniej, czy możliwe byłoby rozsądne zrozumienie „energii” ? Spożytkowalibyśmy ją na złe decyzje. Zmarnowalibyśmy ją w głupi sposób, albo w niewłaściwych miejscach – tam gdzie nie miałaby ona zastosowania do osiągnięcia naszych celów. Energia przeciekałaby przez nasze granice osobowości – poprzez cierpienia uciekałaby przez „dziury” w naszej granicy, jak z dziurawego baka z benzyną. Nie używalibyśmy energii do osiągnięcia naszych celów, ale marnowali ją. Bez doskonalenia naszych osobistych granic, decyzji i intelektu, cała energia świata nie zda się na nic. Jak widzisz, emocjonalna energia jest „paliwem” dla Twojego „samolotu sukcesu”.
Emocjonalna energia w nas może przyjmować pozytywną lub negatywną formę (postać). Pozytywna forma to „ poczucie własnej wartości” (szczęście), a negatywna postać energii to „niezadowolenie”, które jest rezultatem gniewu, lęku, lub obydwu.

Wszystko kręci się wokół energii, mają tu zastosowanie prawa fizyki. Widzisz, tak jak samochód jest systemem energii w zorganizowanej postaci, komputer jest systemem energii w zorganizowanej postaci, my ludzie też jesteśmy systemem w zorganizowanej postaci. Fizyka ma zastosowanie w przypadku ludzi tak jak w przypadku całego świata. Nasz umysł jest tym co nadaje naszej emocjonalnej energii strukturę i zastosowanie praktyczne – aby „zaprząc” te energię do działania. Fizyka rządzi zachowaniem zorganizowanego systemu energii, tak więc spójrzmy na niektóre sposoby w jakie wyjaśnia tę kwestię fizyka.
Energia przyjmuje formy pozytywnie-naładowane albo negatywnie –naładowane (nacechowane) które w niektórych wypadkach się „kasują” (niwelują nawzajem) jak „zderzenie materii i antymaterii” które mają miejsce w akceleratorach. Jednak energia może także występować w formie „potencjalnej energii”, jak pieniądze na koncie oszczędnościowym lub w formie „Kinetycznej energii” – jak pieniądze wydane i puszczone w obieg. Tak jak pieniądze, energia może się zmieniać z jednej formy (postaci) w drugą.

Tutaj dochodzimy do 1 Prawa Termodynamiki. Zostało ono odkryte przez Izaaka Newtona i mówi że „nie można stworzyć ani zniszczyć energii.” Innymi słowami, jeśli chodzi o energię, jedyne co możemy zrobić to skierować ją w odpowiednim kierunku lub przekształcić. Nie możemy sprawić, że zniknie ani udawać, że jej nie ma. Jeśli chociaż przez chwilę żywiłeś urazę i czułeś gniew, wiesz że on się nie ulatnia tak po prostu – nie znika dopóki coś z nim nie zrobisz.
Czy znałeś kiedykolwiek osobę która twierdziła, że nie jest „złośnikiem” i mówiła „Ja nigdy się nie złoszczę” ? Hm, ta osoba się myliła. Gniew jest negatywną energią emocjonalną, i kiedy masz go w sobie, on po prostu nie znika. Zbiera się (kumuluje) w Tobie w formie depresji, przekształca lub zostaje ”zrzucona” na innych, albo też może zostać prze konwertowany na coś pożytecznego. Ale nigdy po prostu nie znika.

Wrócimy jeszcze do tego aspektu gniewu później, na razie ważne jest abyśmy pamiętali że podlegamy 1 Zasadzie Termodynamiki; tak jak podlegają mu pociąg, samochód lub komputer. One działają dzięki energii, my też.
Nasze ciała „działają” dzięki energii chemicznej. Jemy pożywienie, a nasz system trawienny „wydobywa” z pokarmu energię chemiczną, przekształcając ją w swoiste zestawy (jednostki) energetyczne, które mogą być potem sprawnie magazynowane w naszym ciele, tak jak energia jest przechowywana w bateriach. W ten sposób za każdym razem kiedy używamy naszych mięśni, mięśnie te „podłączają się” do źródeł energii aby móc się poruszać.

Właściwie to nasze umysły – nasza psychika – też „działa” dzięki energii: rodzaj chemicznej energii która kiedyś istniała w jedzeniu, ale teraz jest używana do zasilania naszych wybuchów emocjonalnych, naszych działań, a nawet naszych procesów myślowych. Nie różni się to wiele od obliczeń jakie wykonuje komputer zasilany elektrycznością. Czy „zarwałeś” kiedyś nockę ucząc się do szkolnego testu? Jak się wtedy czułeś? Prawdopodobnie wyzuty z energii mimo, że nie podejmowałeś żadnego fizycznego wysiłku.
Ta „chemiczna” energia może być oznakowana (nazwana), analizowana i rozumiana w formie emocjonalnej energii jeśli chodzi o psychikę.
Pomogłem już tysiącom ludzi w depresji i opanowanych przez lęk, i muszę powiedzieć, że kiedy są oni w najgorszym stanie można wręcz poczuć brak dwóch rodzajów energii. Poczucie własnej wartości jest jak dwa wskaźniki na desce rozdzielczej samochodu – „wskaźniki benzyny i oleju”. Kiedy ktoś mówi mi że jest „w depresji” brakuje mu „benzyny (paliwa)” – energii kinetycznej która napędza nasze akcje. Jeśli natomiast dana osoba odczuwa „lęk” brakuje jej oleju – potencjalnej energii która ochładza system.
Innym sposobem na zilustrowanie tego pojęcia (idei) jest podział poczucia własnej wartości na dwie części, tak jak samochód który działa na 2 rodzajach paliwa – benzynie i oleju. Na poczucie własnej wartości składają się „pomyślność/dobrobyt” (troskliwy, ochładzający rodzaj energii potencjalnej) oraz „pewność siebie” (nastawiony na akcję, dynamiczny [dosł.: płomienny] rodzaj energii kinetycznej).
Potrzebujemy obu rodzajów pozytywnej emocjonalnej energii czyli poczucia własnej wartości aby „prowadzić” szczęśliwe życie. Tak jak samochód „przegrzewa się” kiedy jest zatankowany do pełna ale nie ma wystarczająco oleju, tak osoba pewna siebie, ale której brakuje matczynej energii pomyślności spala się w eksplodującym lęku/rozdrażnieniu. I tak jak samochód w którym jest za dużo oleju (a za mało benzyny) porusza się powoli, tak osobie żyjącej w dobrobycie, ale której brakuje pewności siebie wkrótce „skończy się” benzyna i niewiele zdziała – osoba w depresji.

Każda z tych osób potrzebuje przede wszystkim zmiany sposobu podejmowania decyzji, aby nie działać jak Szczur lub Zając z naszej bajki. Obserwacja Ego prowadzi nas na tej drodze – pokazując nam „wskaźniki” naszych emocji i poziom na którym się „chwieją”, pozwalając nam osiągnąć równowagę w energii emocjonalnej – tak jak Żółw w bajce.
Powodem dla którego powiedziałem Ci o umiejętności Obserwacji Ego na początku jest fakt, że bez niego jesteśmy jak programista komputerowy który nie ma ekranu monitora. Jak można cokolwiek w sobie poprawić jeśli nawet nie wiemy jakie są nasze silne i słabe strony? Gdybyśmy tylko byli w stanie skupić się na teraźniejszości, umożliwiłoby to nam ujrzenie wskaźników paliwa i oleju w samochodzie którym jest nasze ciało.

Wzajemny Stosunek Pozytywnej i Negatywnej Energii

Czy kiedykolwiek zauważyłeś że niektórzy ludzie nas „wysysają” [z energii] , podczas gdy inni nas „energetyzują”? Wysysają z czego? Dodają energii za sprawą czego? Czy to tylko złudzenie? Nie! Pamiętaj że tylko dlatego że nie widzimy psychiki nie znaczy wcale, że one nie istnieje (nie jest rzeczywista). Poczucie własnej wartości to ta rzecz z której inni nas „wysysają” lub nam jej dodają.

Pomyśl o tym. Jeśli Twoja granica nie ma żadnych dziur, energia nie może się wydostać. Jeśli jednak masz dziurę lub otwarte drzwi w swojej granicy, energia może się swobodnie poruszać z otoczenia do środka, i odwrotnie. Więc… kilka kombinacji może mieć miejsce, ponieważ fizyka tego wymaga, od nowa na nowo:
1. Jeśli masz w sobie więcej negatywnej energii, niż pozytywnej energii która istnieje w otoczeniu, wtedy Twoja negatywna energia zneutralizuje tą samą ilość dobrej energii wokoło, i ten sposób różnica zostanie wysłana do środowiska jako stres. Poczujesz się lepiej w proporcjonalnym stopniu. To jest transakcja wygrana/przegrana, w której Ty jesteś wygranym (zwycięzcą).
2. Jeśli masz więcej pozytywnej energii niż negatywnej energii w otoczeniu, wtedy Twoja pozytywna energia zneutralizuje tą samą ilość negatywnej energii, ale poczujesz się zestresowany, a ludzie wokoło poczują się lepiej w proporcjonalnym stopniu. To jest także transakcja wygrana/przegrana, w której Ty jesteś przegranym.
3. Jeśli zarówno Ty jak i otoczenie macie w sobie negatywną energie, powstaje konflikt, ponieważ negatywna energia nie ma ujścia.
4. Jeśli i Ty, i otoczenie macie w sobie pozytywną energię, wtedy wasze energie mogą „połączyć siły” – to sytuacja w której obie strony odnoszą zwycięstwo.
5. Jeśli masz więcej pozytywnej energii niż negatywnej, jesteś przynajmniej trochę szczęśliwy. To jest „bycie ma czarnym” jeśli chodzi o wskaźniki paliwo/olej lub półkę finansową.
6. Jeśli jednak masz więcej negatywnej niż pozytywnej energii, jesteś przynajmniej trochę niezadowolony – zły lub zalękniony. To jest „bycie na czerwonym”, jeśli chodzi o wskaźniki paliwo/olej lub półkę finansową.

Pamiętaj o 1 Prawie Termodynamiki – energii nie da się stworzyć ani zniszczyć. Przepływa ona po prostu z miejsca na miejsce, w jednej formie lub drugiej. Wszystkie energie – pozytywne i negatywne – tworzą tę samą ilość w jednym systemie, nieważne co się dzieje wewnątrz tego systemu (nawet jeśli niektóre pozytywy i negatywy się nawzajem neutralizują).
Jeśli ktoś jest wobec Ciebie wrogi, „zrzuca” swój gniew na Ciebie, neutralizując (niszcząc) część Twojego „pomyślności/dobrego samopoczucia” . Kiedy ktoś jęczy i narzeka przy tobie, „zrzuca” on swoje obawy na ciebie, pozbawiając Cię części Twojej pewności siebie.
Poza tym, czy kiedykolwiek zauważyłeś na przyjęciu że ludzie formują się w grupki? Zawsze w centrum każdej grupki znajdzie się osoba najbardziej wpływowa – z największą ilością pozytywnej energii poczucia własnej wartości, oraz z najbardziej dojrzałymi granicami funkcjonującymi jako drzwi a nie dziury lub mury.
Z tych wszystkich grupek, osoba w centrum największej grupy jest najbardziej wpływową osobą na całym PRZYJĘCIU, a najmniej wpływowe są osoby na peryferiach najmniejszej grupki. Przy najbliższej okazji zauważysz, że ta sytuacja sprawdza się za każdym razem.
Kiedy ktoś „wysysa” z Ciebie pozytywną energię, w miejscu po jej zniknięciu w tej próżni pojawia się negatywna energia. One obie zachowują się jak „materia” i „anty-materia” z fizyki.
Negatywna energia emocjonalna przyjmuje formę złości lub lęku, albo obojga. Kiedy więc ktoś wysysa z nas poczucie własnej wartości, czujemy się trochę bardziej źli lub podenerwowani, albo oba uczucia naraz.
Kiedy nasza pomyślność jest „wykasowana” złość zajmuje jego miejsce, a kiedy ktoś obrabuje nas z naszej pewności siebie – jej miejsce zajmuje obawa.

Spektrum Negatywnej Energii Emocjonalnej
Mind OS 8.1

Zapewne nigdy o tym nie słyszałeś, ale kiedy się temu przyjrzeć zobaczysz że to prawda za każdym razem: złość i lęk to dwie przeciwne (skrajne) emocje.
Zauważ co się dzieje gdy „zagniewany” przestępca który napadł na bank słyszy dźwięk policyjnych syren – ucieka. Nie jest już zły, ale zaniepokojony. Jego gniew po „zaaplikowaniu” obawy został „zneutralizowany”.
Z drugiej strony, zauważ co się dzieje gdy niespokojny pracownik osiąga limit bycia obrażanym lub dostawania pogróżek o stracie pracy – ma dosyć, złości się i zwalnia. W rzadkich przypadkach, może się on nawet stać agresywny w miejscu pracy. W każdym razie, po samo-zaaplikowaniu gniewu, czuje się on bardziej neutralnie. Nie jest już zaniepokojony.

Jakiekolwiek słowo użyjesz, każda niekomfortowa emocja jaką odczuwasz istnieje na tym spektrum
Mind OS 8.2

Zauważ że każda niekomfortowa emocja która kiedykolwiek odczuwałeś jest połączeniem jakiegoś procentu złości i 100 minus procent niepokoju. Innymi słowami, złość i niepokój tworzą wszystkie możliwe niekomfortowe kombinacje, jakkolwiek nazwiesz tą kombinację. Jakiekolwiek szczegóły dotyczące danego wydarzenia lub sytuacji – są kwestią intelektualną. Co pozostaje i drażni nas w danej sytuacji to po prostu częściowo gniew i niepokój.
Na przykład, jeśli czujesz się „podrażniony” to w tym słowie czuć sporo złości, i odrobinę niepokoju. Jeśli czujesz się „pełen żalu” to widać w tym słowie złość jak i obawę. Słowo „przerażony” składa się prawie w całości z niepokoju, a słowo „furia” z gniewu.
Zauważ, że im bliżej centrum spektrum, tym bliżej jesteś neutralności, czyli braku emocji. Ten stan nie jest ani pozytywny ani negatywny – jest prostu neutralny. Nuda jest dosyć neutralna emocjonalnie, ale nadal jest emocją trochę bardziej nacechowaną złością niż zaniepokojeniem – oba te uczucia są prawie w równowadze.
Jeśli jesteś znudzony, możesz być z tego powodu trochę zły oraz w mniejszym stopniu zaniepokojony, coś w stylu: „powinienem robić coś innego (bardziej pożytecznego) z moim czasem.” Natomiast „ostrożny” jest również dosyć neutralnym słowem, ale nadal oznacza emocję. Jest w nim zawarta większa ilość niepokoju niż w słowierozgniewany, chociaż możesz też być zły, że musisz być ostrożny…
Wszystkie złe emocje są po prostu mieszaninami gniewu (złości) i niepokoju. To znaczy że jeśli chcesz panować nad jakąkolwiek negatywną emocją którą odczuwasz, musisz po prostu wiedzieć jak sobie radzić z gniewem i niepokojem, dwoma krańcami spektrum (zakresu) negatywnych emocji!

Dlaczego pracować w oparciu o spektra?

Nie wszystkie uczucia ludzkie można nazwać i sklasyfikować. Ludzkie zachowanie jest położone na spektrum. Rano możemy być zagniewani, a wieczorem zaniepokojeni. Rano możemy być zorganizowani, a wieczorem kreatywni.
Jesteśmy zawsze czymś więcej niż „jednym” albo więcej niż jego „przeciwieństwem”. Więc pytam Cię: co jest zawarte pomiędzy dwoma końcami jakiegokolwiek spektrum czegoś? Wszystko! Każdy możliwy stan jest zawarty w spektrum jej części.
Na przykład wszystkie kolory – fiołkowy, ochra i fioletowo niebieski, tak jak fioletowy, zielony i inne standardowe kolory – są zawarte pomiędzy dwoma krańcami tęczy, od czerwonego do fioletowego. Co więcej, „zawierają” one siebie nawzajem – zielony składa się z niebieskiego i żółtego, a pomarańczowy z żółtego i czerwonego. Wszystkie widzialne „kolory” psychiki pojawiają się w spektrum między gniewem i niepokojem, pomyślność(well-being) i pewnością siebie, edukacją i doświadczeniem, sumieniem i intuicją, destruktywnością i konstruktywnością oraz pomiędzy „dziurami” granicy i „drzwiami” granicy. Wszystko kim jesteśmy, jest pomiędzy tych skrajności. To proste.
Ale nawet jeśli nasz stan energii może ulegać zmianie w spektrum, całkowita energia nigdy nie odchodzi – może ona tylko być zmiksowana z innymi energiami, albo przekształcona. Pozostaje tylko nauczyć się jak zmieniać negatywną energię na pozytywną.

Witaj w prawdziwej „Psychologii Kwantowej” !

Pozytywna Energia Emocjonalna
Mind OS 8.3

A więc co mamy robić z negatywną energią emocjonalną po tym jak „włamała” się ona w naszą granicę osobowości? Musimy się nauczyć przekształcać tą energię w pozytywną formę energii emocjonalnej.
Dwa krańce spektrum poczucia własnej wartości są nazywane pomyślnością i pewnością siebie. Punkt równowagi pomiędzy posiadaniem tych obu rodzajów poczucia własnej wartości to błogostan.
Pozytywna energia emocjonalna jest tym samym co poczucie własnej wartości. Posiadanie obu składników poczucia własnej wartości – pomyślności (well-being) i pewności siebie – jest tym samym co błogostan. Nigdy nie słyszałem o osobie która jest stale w depresji lub niepokoju i ma wysokie poczucie własnej wartości. Nigdy nie słyszałem też o osobie z wysokim poczuciem własnej wartości która, wpada w depresję lub stany lękowe na długo.
Czy rozumiesz co to znaczy? Poczucie własnej wartości jest antidotum na lęki i depresje o nie-biologicznym podłożu, i teraz nauczymy się dokładnie jak wytwarzać to „paliwo życia” w sposób dostosowany do ciebie.

Anatomia Poczucia Własnej Wartości

Na początek, istnieją DWA RODZAJE poczucia własnej wartości:
1. Pomyślność/Dobrobyt(well-being) jest „odżywiającą” energią, która „matkuje” nam albo sprawia że nasze potrzeby są spełnione. Jeśli tłumaczyć to na przykładzie auta, dobrobyt jest olejem; a gniew jest „wskaźnikiem paliwa” albo sygnałem mówiącym że brakuje w nim „oleju” pomyślności.
2. Pewność siebie jest „aktywną energią (energią akcji)” która daje nam poczucia posiadania ojca; bycia zdolnym do radzenia sobie z ryzykiem, stratą, albo zmianą. Jeśli znowu podajemy przykład auta – pewność siebie to paliwo, a niepokój to wskaźnik pokazujący że brakuje mu „benzyny” pewności siebie.

Aby poczuć się w pełni szczęśliwymi, potrzebujemy równej ilości obu tych składników poczucia własnej wartości. Tak jak samochód potrzebuje benzyny i oleju aby dobrze funkcjonować, ludzie działają dzięki emocjonalnej energii. Kiedy jesteśmy niemowlętami, nie mamy jeszcze w pełni wykształconych energii emocjonalnych zwanych poczuciem własnej wartości. Mamy złe humory. Ale te „humory” są po prostu znakiem ze czegoś nam brakuje. Gniew to brak zaspokojenia naszych potrzeb, a niepokój braku bezpieczeństwa. Wszystkie „nastroje” mają swoje źródło w…. zgadnij czym? Interakcji z ważnymi dla nas osobami. Czyli rodzicami.

Na początku napełniamy swoje poczucie własnej wartości energią innych – pomyślnością od matki, a później, pewnością siebie od ojca. Prędzej czy później – zwykle gdy jesteśmy nastolatkami – zaczynamy uczyć się jak wypełniać nasze wnętrze poprzez swoje własne wysiłki, czyny. Jednak zanim się tego nauczymy polegamy na miłości innych – czekamy, aż obdarują nas oni pochwałą, będą w nas wierzyć i dawać nam poczucie własnej wartości.
Jednak ten scenariusz jest wersją optymistyczną prawda? Niektórzy ojcowie są niestety opiekunami którym brakuje pewności siebie, a niektórym matkom brak zrozumienia dla swego potomstwa – stają się wiecznie wymagającymi od dziecka sukcesów terminatorami. Albo niektórzy z nas mieli tylko jednego rodzica…

Są jeszcze gorsze przypadki. Jeśli słyszałeś o syndromie noworodka zwanym „niedostateczny wzrost” (przyrost masy ciała zbyt niski w stosunku do oczekiwanego), to wiesz że noworodek któremu brak troski i opieki w pierwszych tygodniach lub miesiącach życia umiera. Można zapewnić mu pokarm, ciepłe okrycie, ale jeśli nie dostanie waluty poczucia własnej wartości którą jest miłość, po prostu… umiera. Słyszeliśmy o tym w wiadomościach z Rosyjskich sierocińców kilka lat temu. A ci którzy przeczytali książkę „Dziecko Zwane ‘To’(Child Called ‘It’) ” może wyobrazić sobie wyobrazić coś gorszego dla noworodka niż sierociniec – znęcanie się nad dzieckiem przez rodziców. Czy dzieci umierające z powodu braku miłości są dla ciebie wystarczającym powodem na istnienie emocjonalnej energii? Mam nadzieję. Reszcie nas udaje się jakoś przetrwać.
A więc tak dochodzimy do miejsca w którym emocjonalnie znajduje się wiele ludzi w naszych czasach. Żaden rodzic nie jest w stanie przekazać dokładnie takiej ilości odpowiedniego rodzaju miłości jakiej w danym czasie potrzebujemy. Cóż, może nie większość rodziców. I mimo tego faktu ludzie dają sobie radę i wzrastają emocjonalnie. Dostajemy miłość, zostajemy wypełnieni poczuciem własnej wartości od czasu do czasu z nietypowych źródeł – np. sympatia od nauczyciela po latach gdy skończyliśmy szkołę, albo gang uliczny który był jedynym akceptującym nas „autorytetem”, albo po prostu energia czerpana z bohaterów których nigdy nie mieliśmy okazji poznać osobiście.

Próbujemy znaleźć swoją własną równowagę w miłości. Właściwie, nie mamy innego wyboru. Poczucie własnej wartości może mieć różne odcienie, różną ilość dobrobytu/pomyślności otrzymanego od matki i pewności siebie od ojca; ale aby osiągnąć szczęście potrzebujemy obu, tak jak samochód potrzebuje benzyny i oleju.
Czy spotkałeś kiedykolwiek w pełni zadowoloną osobę, której wszystkie potrzeby są spełnione? Czy są oni szczęśliwi, jeśli brakuje im pewności siebie? Nie. Są oni jak Richie Rich, biedny bogaty chłopak – bogaty jeśli chodzi o dobrobyt, biedny jeśli chodzi o pewność siebie. Nie może umówić się na randkę mimo swego bogactwa. To dlatego bogactwo nie gwarantuje szczęścia. Twoje potrzeby są zaspokojone, ale nie umiesz ich ochronić. Jesteś autem z olejem, ale w którym brakuje benzyny.
Czy spotkałeś kiedyś pewną siebie osobę, która nie była w stanie zadbać o siebie, albo się sobą zaopiekować? Ktoś pewny siebie, ale któremu brakuje opiekuńczości ze strony innych – „płomiennie niezależna” osoba – czy jest szczęśliwa? Nie! To dlatego członkowie gangu i terroryści tryskają pewnością siebie i brawurą, ale nadal nie są szczęśliwi. Gwarantuję ci, że Osama Bin Laden, nigdy, przenigdy, nie będzie szczęśliwy bez względu na to jak dużo ludzi wysadzi. Tego typu ludzie są jak auto pełne benzyny, ale którym brakuje oleju – pełni pewności siebie, ale bez dobrobytu/pomyślności.
Czy wiesz skąd pochodzi słowo oszust – „con man”? Z wyrażenia „pewny siebie człowiek (z ang. : confidence man) – człowiek pewny siebie który w sposób kryminalny manipuluje ludźmi. Nie znam żadnych przestępców ani terrorystów którzy czuliby się „pod opieką” albo mają zaspokojone swoje wszystkie potrzeby? Ja osobiście nie znam żadnych przestępców, ale macie obraz tego o co mi chodzi.

Wszyscy musimy znaleźć źródło matczynego i ojcowskiego pierwiastka, nawet jeśli w pewnym czasie pochodzą one od jednej osoby. Jednak prędzej czy później dorastamy i dorośli przestają zaopatrywać nas w darmowe poczucie własnej wartości. Musimy się nauczyć jak przekształcać energię do postaci której potrzebujemy w danym czasie. Musimy się nauczyć jak przekształcać stres, złość i niepokój w poczucie własnej wartości. Pamiętaj o 1 Prawie Termodynamiki – zła energia nie może zostać zniszczona, ale może zostać przekształcona.

Powrót Stresu: „Co Nas Nie Zabije To Nas Wzmocni”

Pamiętaj, tak jak pozytywna energia poczucia własnej wartości, negatywna energia stresu przybiera dwie formy:
1. Zranienia/krzywdy, które jeśli dostaną się do środka Twojej granicy, powodują gniew.
2. Strata, która jeśli dostanie się do środka Twojej granicy, powoduje niepokój.

Relacja Stresu i Poczucia Własnej Wartości
Mind OS 8.4

Pamiętaj że gniew jest sygnałem, że brakuje ci stanu pomyślności/dobrobytu – jest to nie obecność lub próżnia pomyślności. Powodem dla którego brakuje ci dobrobytu jest to, że wyparowała poprzez krzywdę w chmurze dymu. Niepokój jest sygnałem, że brakuje ci pewności siebie jest to nie obecność lub próżnia pewności siebie. Powodem dla którego brakuje ci pewności siebie jest to, że wyparowała ona poprzez stratę w chmurze dymu.

Każde uczucie stresu które kiedykolwiek odczuwałeś to w jakimś procencie zranienie, a reszta to 100 minus strata. Na przykład, duży rachunek który dostajemy pocztą to strata (utrata pieniędzy), obraza(napad) to zranienie, a rozwód może być jednocześnie zranieniem i stratą.
W tej książce odkryjesz, że stare powiedzenia i mądrość ludowa mają naukową podstawę, tak jak w zasadzie: „Co nas nie zabije to nas wzmocni.”
Naszą pierwszą linią obrony przed stresem jest powiedzenie „nie” stresowi poprzez nasze granice osobowości na początku. Jednakże jeżeli stres już dostanie się do środka, wtedy jest już Twoim problemem. Powstały gniew i niepokój muszą być przekształcone w poczucie własnej wartości jeśli chcesz wyjść z tej sytuacji obronną ręką. W następnym diagramie widać wizualizację zasady „Co nas nie zabije to nas wzmocni”)

Życzenie Kontroli Przeszłości i Przyszłości jako forma Cierpienia
Mind OS 8.5

Cierpienie to „próba kontroli tego co nie da się skontrolować”. Kiedy próbujemy kontrolować przeszłość lub przyszłość, rzeczy nad którymi nie możemy mieć władzy, to też cierpimy.

Są różne rodzaje cierpienia kiedy zużywamy naszą emocjonalną energię na wpływanie na ramy czasowe, których nie kontrolujemy:
• Jeśli zranienie/krzywda dostanie się do środka naszych granic, od teraz nazywa się gniewem
• Jeśli strata dostanie się do środka naszych granic, od teraz nazywa się niepokojem/lękiem
• Cierpienie połączone z gniewem związane z przyszłością jest „zazdrością”
• Cierpienie połączone z gniewem związane z przeszłością jest „zemstą”
• Cierpienie połączone z lękiem związane z przyszłością jest „martwieniem” lub „narzekaniem”
• Cierpienie połączone z niepokojem związane z przeszłością jest „żalem”
• Kiedy jesteśmy w czasie teraźniejszym i tym samym samoświadomi w połączeniu z Obserwacją Ego, nadal możemy cierpieć z powodu gniewu w czasie działania nazywanego agresją
• Kiedy jesteśmy w czasie teraźniejszym i tym samym samoświadomi w połączeniu z Obserwacją Ego, nadal możemy cierpieć z powodu niepokoju w czasie działania nazywanego impulsywnością.

Alchemia Pierwszego Prawa Termodynamiki
Mind OS 8.6

Powiedzieliśmy, że w fizyce 1 Prawo Termodynamiki mówi że „energia nie może być stworzona ani zniszczona” (tylko przekształcona). Więc jeśli spojrzysz na dwa poprzednie diagramy zrozumiesz, że każde słowo na nich obecne (poza „przeszłością” i „przyszłością”) to forma energii. Podstawowym rozróżnieniem pomiędzy wszystkimi tymi formami energii jest ich podział na negatywne i pozytywne.
Pierwszy diagram pokazuje tylko negatywne formy energii (poza „przeszłością” i „przyszłością”). Ale ostatni diagram pokazuje coś innego. Pokazuje jak negatywne formy – gniew i niepokój – mogą zostać zmienione alchemicznie na pozytywne składniki energii poczucia własnej wartości.
Kiedy już zranienie/krzywda i strata zagościły wewnątrz naszej granicy osobowości jako gniew i niepokój, musimy się zmierzyć z przemianą tej negatywnej energii w pozytywną. Zaraz nauczymy się jak to zrobić.
Nauczymy się o każdej możliwej zależności pomiędzy zranieniem, gniewem, przemocą i depresją, i znajdziemy „lek” poprzez osiągnięcie stanu dobrobytu/pomyślności. Dowiemy się o każdej możliwej interakcji pomiędzy stratą, niepokojem, impulsywnością i uzależnieniem, myśleniem w kategoriach ofiary, martwieniem się, poczuciem bezsensu, poczuciem niemożności, żalem, i znajdziemy „lek” w pewności siebie.
Gdy mamy już oba te składniki – stan pomyślności i pewność siebie – musimy je utrzymywać w równowadze. Równa ilość dobrobytu i pewności siebie = błogostan lub wysokie poczucie własnej wartości.

Dotarliśmy wreszcie do Opanowania TRZECIEGO Wewnętrznego Zasobu: Emocji

Mind OS 8.7
*Doskonalenie trzeciego wewnętrznego zasobu jakim są Emocje prowadzi do szczęścia
*Teraz musimy połączyć wszystko co wiemy w całość.

Pamiętaj:
* Opanowanie wszystkiego można osiągnąć poprzez doskonalenie dwóch krańców spektrum.
* Emocjonalna „alchemia” jest sztuką transformacji negatywnych emocji w pozytywne.
* Czas na opanowanie złości i niepokoju, a dalej wszystkich emocji poprzez równoważenie „alchemii” S.O. Umysłu Map Złości i Lęków.