Posts Tagged ‘Małżeństwo’

Koncept Grawitacji cz 3 – napisy PL 

Jeśli wchodzisz w sytuację, w której masz podejść do kobiety i myślisz o tym, jak uniknąć odrzucenia, to już w tym momencie zamykasz przed nią wszystkie fajne części swojej osobowości.

Mamy skłonność, by myśleć o nas samych jako statycznych, więc na przykład jeśli żywimy jakieś przekonanie, nie kwestionujemy go. Nie robimy tego, ponieważ zwykle z przekonaniem tym wiąże się jakieś emocjonalne skojarzenie, a emocje są dużo silniejsze niż fakty. Dużo, dużo silniejsze niż fakty. W 99% naszych przekonań wierzymy nie dlatego, że są prawdziwe. Wierzymy w nie, ponieważ je czujemy. A uczucie niestety jest wszystkim, czego potrzebujemy, aby żywić jakieś przekonanie. Uczucie jest znacznie silniejsze niż fakty.

Kobieta jest jak ocean, a mężczyzna jak statek. Ocean jest potężny. Nie można go kontrolować. Jeśli wbijesz sobie do głowy myśl, że jest inaczej, ocean cię zniszczy. Ocean może zniszczyć statek.
Musisz trzymać się swojego kursu. Trzymać się kursu. Oczywiście, aby trzymać się kursu, musisz go znać, musisz wiedzieć jaki jest twój cel. Jeśli ta koncepcja nie jest ci znana, możesz powiedzieć: „Wow, to brzmi trochę dziwnie, to zbyt abstrakcyjne, od czego tu w ogóle zacząć?” Określenie celu może zająć trochę czasu. Może będziesz musiał poświęcić temu trochę czasu. David Deida poleca zadawanie pytania: „Co muszę zrobić przed śmiercią?”

My mężczyźni kiedy stajemy przed wyzwaniem, mamy skłonność do poszukiwania szybkiej techniki jak sprawę naprawić. Chcemy wiedzieć jak to zrobić, jak wykonać tę rzecz, żeby przyniosło to taki efekt, jakiego chcemy. Mam dla was nowinę. Udany, trwały związek nie jest efektem zastosowania szybkiej techniki. To nie pojedyncze wydarzenie. To nie jest coś, co możecie uzyskać z zastosowania jakiejś techniki. Próby używania techniki, żeby do tego dojść dadzą odwrotny skutek. Musicie najpierw mieć podwaliny, musicie najpierw mieć podstawy. Kiedy już je uzyskacie, kiedy zrozumiecie podstawy i będziecie nad nimi pracować, wtedy możecie się nauczyć niesamowitych technik, które będą bardzo pomocne. Ale jeśli dysponujecie tylko techniką, a nie macie podstaw… to po prostu się nie uda.

Tak więc 200 lat temu kobieta, która nazywała się Mary Shelley napisała książkę p.t. „Frankenstein Współczesny Prometeusz”. Wszyscy znamy historię o Frankensteinie. Facet, który zwie się Victor Frankenstein jest naukowcem, co wtedy było nową rzeczą, nauka była nową rzeczą, która rozwijała się w Paryżu. Dokonywano wówczas licznych wynalazków. Victor Frankenstein ulega modzie, ale łączy to, co nowe z dawną praktyką alchemii i magii. Łączy to wszystko i zdaje sobie sprawę, że może stworzyć życie. Idzie więc na cmentarz i wykopuje martwe ciała. Zszywa te wszystkie gnijące kawałki ciał i unosi dźwignię ze słowami: „Niech stanie się życie!” I…potwór otwiera oczy. I w tej chwili Victor Frankenstein uświadamia sobie: „Co ja zrobiłem? Stworzyłem potwora!” Wybiega z pokoju, a potem następuje szereg strasznych wydarzeń. No wiecie… resztę znamy z Hollywood. To ponadczasowa historia. Wydaje mi się, że jakieś 10, 15 lat temu grupa naprawdę inteligentnych mężczyzn dała początek czemuś zupełnie nowemu, kiedy zaczęli stosować antropologię i psychologię ewolucyjną w kontekście umawiania się na randki, przyciągania kobiet. To było jak spojrzenie na umysł i stwierdzenie:

„Chwileczkę, wiem jak to rozwiązać. Istnieją pewne reakcje. Jesteśmy ssakami naczelnymi, zwierzętami, więc może uda mi się spojrzeć na sprawę inaczej niż przez pryzmat ‘reżyserowanych’ sytuacji damsko-męskich, ustalić co dokładnie sprawia, że mężczyzna zdobywa kobietę i doprowadzić to u siebie do perfekcji”.

Efekty były niewiarygodne. Okazało się, że to działa. Jednym z tych facetów był David D. Ale gdzieś po drodze, do pewnego stopnia, stworzyli potwora. Przyglądałem się temu z zewnątrz. Sam nie należę do tej grupy. Nie jestem mistrzem podrywu, ale znam wielu facetów, którzy są. Rozumują w ten sposób: „Jestem mistrzem podrywu, nauczę cię jak robić to co ja”. Obserwuję to już od wielu lat. Łączą mnie bliskie relacje z niektórymi z tych facetów i sądzę, że jedną z oczywistych prawd, którą wszyscy zdają się ignorować jest to, że niektórzy ich uczniowie, a właściwie i sami ci faceci z mojej perspektywy są normalni, ale z zewnątrz wydają się jakby emocjonalnie upośledzeni. Jak ten potwór. Jest więc wielu facetów uznawanych za guru umawiania się z kobietami; niektórzy stali na tej scenie. Większość z nich to bardzo fajni goście. Znam ich wielu. To świetni faceci, którzy mają do przekazania wiele wartościowych informacji. Jest też wielu innych facetów, nie poznałem ich wszystkich, którzy wydają mi się trochę dziwni – przynajmniej pewien ich procent. Pewnie zostanę zlinczowany, gdy zejdę z tej sceny, bo wiem, że idę tu trochę pod prąd. Sądzę, że kiedy patrzycie na to, co dzieje się na tej scenie i zamierzacie wybrać faceta, za którego myślą będzie podążać, ważne dla was powinno być, aby znaleźć kogoś, co do kogo naprawdę uważacie, że potrafi „ogarnąć’ swoje życie. Szczerze mówiąc, każdy kto staje na tej scenie i robi te programy, zdobywa dużo lasek. Z pewnością może wybrać się do baru i zdobyć tam trochę telefonów. Ale jaki jest poziom osobistej satysfakcji z życia i szczęścia tych facetów to ważne pytanie, które należy zadać. A już zdecydowanie najistotniejszym pytaniem, zwłaszcza jeśli któregoś dnia zechcecie tego samego dla siebie, jest to czy mają autentyczny, mocny, spójny, godny podziwu, normalny związek z kobietą? Czy są w takim związku, jakiego faktycznie chcesz dla siebie? Wydaje się, że należałoby się temu przyjrzeć. Tak więc, okazuje się… Nie powinienem nikogo wyróżniać, ponieważ wielu facetów, którzy się tu pojawiają jest po prostu pierwsza klasa i tak między Bogiem a prawdą, David by ich tu nie sprowadził, gdyby nie byli naprawdę fajnymi gośćmi. Jednak istnieje i druga wersja prawdy. I tak się składa, że wiem… Jeden z facetów, który wygłaszał tu prezentację, nie wymienię nazwiska, jest moim zdaniem fenomenalnym człowiekiem i można się od niego dużo dowiedzieć.

Miłość, która uzdrawia – Harville Hendrix

Poniżej kilkanaście fragmentów z książki, które prawdopodobnie zachęcą do przeczytania całości

 

W miarę coraz większego zainteresowania tym tematem dochodziliśmy do zdumiewających wniosków: osoby szczęśliwe w małżeństwie były również świetnymi rodzicami. Dlaczego? Częściowo dlatego, że między rodzicielstwem a małżeństwem istnieje wiele cech wspólnych. Łączy je na przykład rozwój etapowy: rozpoczynają się od pełnego romantyzmu przywiązania, przechodzą w próbę sił, a następnie (przy odrobinie szczęścia i rozumu) w zdrową zależność. Imago, czyli zinternalizowane wyobrażenie własnych rodziców, kształtuje obie relacje. Na wybór partnera małżeńskiego wypływa wewnętrzne wyobrażenie własnych rodziców. Zinternalizowane i pochodzące z dzieciństwa doświadczenia z rodzicami w dużym stopniu determinują także sposób wychowywania własnych dzieci.
Z drugiej strony istnieją również oczywiste różnice między małżeństwem a rodzicielstwem. Nikt nie oczekuje, że dziecko będzie zaspokajać jego potrzeby tak samo jak partner życiowy. Poza tym obowiązki i odpowiedzialność za dziecko jest całkowicie odmienna od obowiązków i odpowiedzialności za partnera.
W centrum obu związków, jeśli są one udane, leży dążenie do większej świadomości – siebie, drugiej osoby, sposobów, na które imago kształtuje zachowania i dokonywanie wyborów. Te osoby, którym wiedzie się zarówno w relacji ze współmałżonkiem, jak i z dziećmi, chciały stać się świadome tego procesu. Chciały poznać, co kryje się w ich wnętrzu, i bez uprzedzeń zrozumieć zależność między krzywdami, których doznały w przeszłości, a teraźniejszym funkcjonowaniem. Umiały opanować mechanizmy samoobronne na rzecz reakcji skupionych na związku, a nie na sobie.

(…)

Najgłębsze tajemnice ludzkiej istoty dotyczą tego, czego jeszcze nie wiemy o mózgu człowieka. Posługując się w codziennej rozmowie pojęciem „umysł”, wszyscy wiemy, o co chodzi. Wszyscy nas rozumieją, kiedy mówimy o „świadomości”. Tymczasem naukowcy w dalszym ciągu zaciekle dyskutują na temat znaczeń tych pojęć i nie znajdują porozumienia w kwestii fizycznych form umysłu i świadomości. Czy umysł jest zlokalizowany w substancji szarej mózgu, czy jest to proces chemiczny rozpoczynający się w ramach tej struktury, czy proces ten rozpoczyna się na skutek jakiegoś impulsu elektrycznego? A może mózg działa jako przekaźnik świadomości na zewnątrz?
A pamięć? Być może jest to najważniejsza i najtrudniejsza do zrozumienia funkcja mózgu. Jak to się dzieje, że przeszłe doświadczenia zostają w nas, mimo że nie czyniliśmy świadomych wysiłków, żeby je zapamiętać, oraz kształtują nasze obecne zachowanie i myślenie? Jak możemy być odpowiedzialni za zaburzenia pamięci, polegające na tym, że włączamy przeszłe doświadczenie w wydarzenie, które – jak się zarzekamy – naprawdę miało miejsce?

IMAGO

Nie znamy jeszcze mechanizmu, dzięki któremu nieświadome wspomnienia wpływają na bieżące funkcjonowanie. Wiemy jednak, że tak się dzieje. Ma to duże znaczenie dla teorii Imago. Jak widzieliśmy, w przypadku małżeństwa nieświadomy umysł wpływa na wybór partnera. Dzieje się tak dlatego, że każda osoba gromadzi w umyśle wszystkie cechy, interakcje i doświadczenia związane z własnymi rodzicami. Powstały w ten sposób wewnętrzny obraz nazywa się imago. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z istnienia imago, ale on istnieje i ma niezwykłą siłę. W niemowlęctwie zadaniem imago jest ułatwić dziecku rozróżnienie swoich rodziców od innych dorosłych. Jest to kwestia życia i śmierci, zupełnie tak jak u małej zebry. W dorosłości, jak widzieliśmy, imago kieruje nieświadomie do związania się osoby z partnerem, który pod wieloma względami przypomina w strukturze charakter rodziców. Prowadzi więc do okazji wyleczenia dawnych krzywd, co można określić bardziej wyrafinowanym przejawem przetrwania. O ile nam wiadomo, zebr to nie dotyczy. Osoba, którą poślubiasz, jest wybrankiem imago, który później staje się twoim partnerem w rodzicielstwie.

RODZICIELSKI ŚLAD

Nieświadomy umysł stanowi też potężną siłę w innym aspekcie rodzinnego życia. Mówiliśmy już, iż dzieci internalizują swoje doświadczenia z rodzicami. W swoim umyśle dokonują wewnętrznej kopii, własnej interpretacji tego, na co się natknęły na zewnątrz podczas interakcji z rodzicami i innymi ważnymi opiekunami. Co ważne, absorbują też dojrzałość bądź niedojrzałość emocjonalną rodzica oraz jego moralność. Sposób radzenia sobie rodzica z konfliktem, rozmaitymi rozczarowaniami czy dylematami moralnymi pozostawia w dziecku niezatarte wrażenie. To, kim jest rodzic (a nie tylko to, co mówi),
staje się częścią dziecięcego ja. Wewnętrzny obraz rodziców wpływa na wybór partnera małżeńskiego. Oddziałuje też na to, jakim rodzicem stanie się dziecko i  ogólniej  jakim będzie człowiekiem.
Doszliśmy więc do ważnego wniosku: najważniejszym wskaźnikiem sposobu, w jaki będziesz wychowywał dziecko, jest sposób wychowywania ciebie, kiedy sam byłeś mały. Działania (albo ich brak) twoich rodziców, nawet jeśli tego nie pamiętasz, stworzyły z ciebie człowieka, którym jesteś obecnie. To tak, jakbyśmy mieli w naszych umysłach odciśnięte przez rodziców ślady, podobne do śladów na naszych palcach (linii papilarnych). Każdy rodzicielski ślad jest wyjątkowy i charakterystyczny. Niemożliwe jest ich przeniesienie za pomocą atramentu na papier, ale można je zobaczyć w akcji, obserwując, jak reagujemy na inne osoby w naszych bliskich związkach, zwłaszcza w trakcie wychowywania.

W wypadku zebr ogólny wzór przekazywany jest z pokolenia na pokolenie, lecz każdy wzór indywidualny jest odrobinę odmienny. U ludzi jest tak samo. Z dużą dozą pewności można opisać proces bądź wzorzec wybierania partnera lub przekazywania dzieciom umysłowego czy emocjonalnego dziedzictwa, jednak szczegóły charakterystyczne dla życia danego człowieka zależą od jego osobistej historii. Naszym celem jest podanie w tej książce jak najwięcej informacji, dzięki którym będziesz umiał rozpoznać własny, niepowtarzalny wzorzec.

(…)

Od dziecka-problemu do nauczyciela – to zadziwiająca przemiana! Owi rodzice potrafili przekształcić niezadowolenie ze swojego syna w okazję do innego spojrzenia na własne życie. Pomyśl o tym w ten sposób: jesteś zranionym dzieckiem, dorastasz, na świat przychodzą twoje dzieci. Ciągle jesteś poraniony, chociaż być może nie zdajesz sobie z tego sprawy. Twoje krzywdy mogą się ujawnić w relacji ze współmałżonkiem albo z dzieckiem. Ponieważ jesteś zraniony, sam również ranisz swoje dziecko, nie doceniając go albo nie akceptując go takim, jakie jest – zupełnie tak samo, jak twoi rodzice nie akceptowali ciebie. Ranisz je, choć być może niezbyt głęboko i sporadycznie. To wzorzec zachowań, który będzie trwał, dopóki się nie zorientujesz, co robisz, i nie zaczniesz postępować inaczej.

(…)

Możesz nauczyć się rozpoznawać, kiedy twoje reakcje biorą początek w twojej krzywdzie. To się dzieje wtedy, gdy na normalne zachowanie dziecka za każdym razem reagujesz gwałtownie i zazwyczaj negatywnie. Twoja nadmierna reakcja stanowi wskazówkę, że napotkałeś swój „punkt rozwoju”, jak to nazywamy. To miejsce, które jest dla ciebie trudne w rodzicielstwie. Kieruje cię do jakiejś wewnętrznej niekompletności bądź krzywdy, które stanowią punkt potencjalnego uzdrawiania.
Twoje dziecko będzie cię uczyło wielu rozmaitych spraw, miedzy innymi uzdrawiania. Co najważniejsze, nauczy cię, co musisz zrobić, żeby je dobrze wychowywać. Przede wszystkim traktuj je z takim szacunkiem, jak kogoś, od kogo, jak sądzisz, mógłbyś się czegoś nauczyć. Potem wypatruj i nasłuchuj informacji, jakie do ciebie wysyła.

(…)

Świadomy rodzic zaspokaja potrzeby dziecka, zapewniając mu na każdym etapie rozwojowym bezpieczeństwo, wsparcie i strukturę. Dostraja się odpowiednio do jego niepowtarzalnej osobowości i temperamentu, umie dostrzec, czego potrzebuje w miarę swojego wzrostu i zachodzących w nim zmian. Wie, przez jakie etapy rozwojowe przechodzi dziecko, i jest gotowy oraz dostatecznie elastyczny, by wchodzić z nim w interakcje.
Jego kontakty z dzieckiem są zamierzone, a nie reaktywne. Przejawem owej zamiarowości jest stosowanie przez niego dialogu intencyjnego podczas rozmów, zwłaszcza tych trudnych. Podejmuje świadomy dialog, a więc odzwierciedlanie, walidację i empatię, oraz odnajduje odpowiednie sposoby, aby te procesy stały się częścią jego codziennych kontaktów z dzieckiem.
Posiada narzędzia postępowania z frustracją, gniewem i wycofywaniem się dziecka, przekształcające owe potencjalnie szkodliwe reakcje emocjonalne w okazje do wzmacniania jego pełni oraz podtrzymywania jego więzi z rodzicami, bezpośrednim otoczeniem i światem zewnętrznym. Zna sposoby zachęcania do śmiechu, kreatywnego wyrażania siebie, duchowego rozwoju i kształtowania moralności wtedy, gdy dziecko zaczyna swą podróż przez życie.

(…)

Nieświadome rodzicielstwo może być dominującym wzorcem interakcji zachodzących w rodzinie. Poniższy przykład pochodzi od dwudziestodziewięcioletniej kobiety, dyrektorki ogólnokrajowej sieci hoteli, którą nazwiemy tutaj Susan. Zaczęła szukać pomocy, ponieważ jej chłopak narzekał na jej „nieprzystępność i chłód emocjonalny”. Na spotkania terapeutyczne przychodziła zadbana, sprawiała wrażenie kobiety sukcesu. Podczas drugiej sesji terapeuta poczuł, że rodzi się między nimi zaufanie. Zaczął ją pytać o dzieciństwo.

Susan: Jesteś jedyną osobą, poza moim chłopakiem, której to powiem. Kiedy miałam dziesięć lat, mój ojciec popełnił samobójstwo, powiesił się. Nie było mnie w domu, kiedy to się stało, nie zobaczyłam jego ciała. Przez bardzo długi czas nie mogłam uwierzyć, że nie żyje. Myślałam, że może po prostu postanowił od nas odejść. Był majsterkowiczem, pamiętam, jak kłócili się z mamą o pewną kobietę, która zawsze potrzebowała pomocy w malowaniu, układaniu płytek na podłodze czy kiedy coś się zepsuło. Najgorzej było przy obiedzie. Było nas sześcioro: mama, dwie siostry, brat, ja i on. Zawsze musia-łam siedzieć po jego prawej stronie. Chciał, żebym była pod ręką, żeby mógł się na mnie wyżywać. Byłam najstarsza. Nigdy mnie nie uderzył, ale rąbał pięścią w stół obok mojego talerza, zrzucał mój obiad na podłogę albo krzyczał na mnie bez powodu. Tak było przez około trzy lata. „Na co się tak gapisz? Masz jakiś problem? Do cholery, będziesz miała problem, jeśli nie przestaniesz się tak gapić”. Doszło do tego, że nie mogłam jeść. Nikt nie mógł jeść. Nie wiem, dlaczego wybrał właśnie mnie.

Kiedy zapytano Susan, jaki wpływ miał ojciec na jej życie, odpowiedziała, że chyba nie została przez niego zanadto okaleczona. Zaprzeczenia tego rodzaju spotyka się dość często, ponieważ na ogół ból związany z takimi doświadczeniami zostaje wyparty. Po jakimś czasie przyznała, że jest perfekcjonistką, tak w życiu zawodowym, jak i prywatnym, oraz że ma problemy z bliskością w intymnym związku. W przeciwieństwie do nas nie odczuwa bólu, co pokazuje, jak głęboko i całkowicie broniła się przed potwornym zranieniem.

(…)

Oto chwila opamiętania ojca uwieczniona w opowiadaniu Tobiasa Wolffa Nightingale. Człowiek ten zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo błąd, który popełnił w stosunku do własnego syna, uzależniony był od jego przeszłości:

Dr Booth chciał, żeby Owen zniknął z domu. Taka była prawda, która teraz wydawała mu się bezsensowna. Odczuwał zniecierpliwienie, gdy widział, jak syn czytał, bawił się z psem, nic nie robił, marzył – dlaczego? Jakaż to była zbrodnia? Sam, będąc chłopcem, najbardziej pragnął marzyć. Okazja ku temu zdarzała się rzadko w tym zatłoczonym, stechnicyzowanym domu, i nie trwała długo. Dlaczego więc żałował swojemu synowi tego, czego sam najbardziej pragnął? Dlaczego żałował mu jego dzieciństwa?

Zaczyna żałować. Przez te wszystkie lata myślał, że widzi swego syna takim, jakim jest, i wcale mu się ten obraz nie podobał. Dał sobie przyzwolenie na dezaprobatę i nielubienie swojego dziecka, aż w końcu zapisał go do szkoły wojskowej, w której miano go nauczyć dyscypliny. Poniewczasie zdał sobie sprawę, że jego początkowa wizja została zniekształcona przez zalegające w nim pozostałości własnego, zimnego i stawiającego wysokie wymagania dzieciństwa.
Jak wielu rodziców, żył w świecie własnoręcznie spreparowanego paradoksu. Żałował swemu synowi tego, czego sam najbardziej pragnął. Jakiś nieświadomy wewnętrzny plan tak kierował jego działaniem, że obracało się ono przeciwko interesom jego dziecka. Błędnie odczytywał wskazówki, źle interpretował zachowania, odnajdywał niewłaściwe odpowiedzi, widział problemy tam, gdzie ich nie było, a nigdy nie zauważał prawdziwych kłopotów.
Często spotykamy się z takim wzorcem zachowania. Ojciec lub matka noszą w sobie wiele gniewu, bo w dzieciństwie pozbawiono ich czegoś, czego najbardziej chcieli i potrzebowali. Działając na zasadzie nieświadomej, koszmarnej zemsty, pozbawiają swoje dzieci tego samego. Stają się takimi samymi zimnymi, niezmiernie wymagającymi rodzicami, jakich mieli w dzieciństwie, choć wcale tego nie planowali.
Jest nieświadome. Rodzice, którzy czują się oszukani, nie zdają sobie sprawy z tego, co wyrządzają swoim dzieciom. To trzecia cecha typowa dla nieświadomego rodzicielstwa. Jest nieświadome.

(…)

Podsumowując, zachowania nieświadomego rodzica wskazują na małą świadomość (bądź jej zupełny brak) potrzeb rozwojowych dziecka. Rodzic taki nie wie, dlaczego reaguje w określony sposób ani jak jego reakcja wpłynie na dziecko. Wszystkie tego typu reakcje, negatywne czy pozytywne, gwałtowne czy umiarkowane, mają jedną wspólną cechę: wykazują się brakiem wrażliwości na wewnętrzny świat dziecka. Rodzic nie dzieli dziecięcego światopoglądu i postępuje na podstawie tego, co sam uważa za najlepsze, co traktuje jako zasady rządzące światem. W tym ujęciu dziecko nie stanowi innej, odrębnej i świętej jednostki, lecz staje się przedmiotem w subiektywnej sztuce stworzonej przez rodzica.

(…)

Dzieci, które mają problem z pełnym wyrażaniem siebie, wyrastają na dorosłych z tym samym problemem. Jeśli relacja symbiotyczna rozpoczyna się od rodziców, oznacza to, że nie wykształcili oni w pełni zróżnicowanego „ja”. Skoncentrowani na sobie nie zakończyli rozwojowego zadania polegającego na staniu się pełnią, całością. Tak naprawdę nie wiedzą, kim są. Nie odróżniają siebie od swoich dzieci, nie umieją uszanować wyraźnych granic między sobą a nimi. Nieświadomie projektują na swoje dzieci to, czego nie wiedzą o sobie samych.”
Żyjący w symbiozie rodzice nie wiedzą, że cechy, które tak bardzo ich denerwują u własnych dzieci, są tak naprawdę odrzuconymi przez nich aspektami siebie. Projektują je na dzieci w formie restrykcji, atrybutów bądź życzeń. Kiedyś ich rodzice powtarzali im: „Nie możesz taki być” albo „Nie wierzę, że taki jesteś”. Teraz własnym dzieciom mówią: „Nie możesz być taki, jeśli chcesz być akceptowany w tym domu”.
Trzeba jednak zauważyć, że nie wszystkie projektowane cechy są niepożądane. Niektóre z nich reprezentują nie rozwinięty, pozytywny potencjał rodzica. Matka, która zachwyca się dziecięcym geniuszem, mieszkającym pod jej dachem, tak naprawdę może podziwiać własny, nie rozwinięty potencjał intelektualny. Mówiąc o niezwykłych zdolnościach fizycznych swojego niemowlęcia, może odzwierciedlać własne nie spełnione marzenia o zostaniu gwiazdą sportu.
Jeszcze inna odmiana projekcji symbiotycznej polega na tym, że matka wchodzi w takie interakcje z dzieckiem, jakby to ono było jej rodzicem. Dziecko jest dla niej źródłem zasobów. Kontaktuje się z nim tak, aby zaspokoić swoją potrzebę bycia wychowującym rodzicem. Ponieważ zaspokojenie tej potrzeby stanowi dla dziecka gwarancję jej uwagi i miłości, a co za tym idzie – przetrwania, ucieka ono z dzieciństwa, stając się przedwcześnie dojrzałym dorosłym, który stara się bezskutecznie zostać rodzicem swojego rodzica.
Wreszcie, rodzic, który z zewnętrznych źródeł poznał wiele zasad i mądrości dotyczącej wychowywania dziecka (wie, jak „powinno” wyglądać wychowywanie bez względu na potrzeby konkretnego dziecka), również charakteryzuje się zachowaniem symbiotycznym. Przepływ informacji w tego rodzaju relacji ma jeden kierunek: od rodzica do dziecka. W świadomym rodzicielstwie działa również drugi kierunek, a dziecko i rodzic uczą się od siebie nawzajem.

(…)

Słowo to podstawowy środek interakcji między rodzicami i dziećmi. To dar, za którego pomocą mówiący może uczynić przeszłość bądź przyszłość doświadczeniem teraźniejszości. Mówiąc: „Pamiętasz, jak pojechaliśmy na plażę?” albo „To może być twój urodzinowy prezent”, ojciec daje swojemu dziecku dar w tej właśnie chwili.
Język czyni niewidzialne widzialnym. Opisując, jak wygląda puchacz wirgiński na tle śniegu, ojciec tworzy dla swojego syna wyrazisty obraz. Kiedy matka opisuje, jak pryzmat rozszczepia światło, jej córka widzi tęczę.
Język sprawia także, że czujemy – na przykład radość, kiedy słyszymy „kocham cię”, ból, jak w wypadku „poczekaj, niech no tylko wróci ojciec, to zobaczysz”. Dzieci uczą się mówić tak, jak do nich się mówi; niezależnie od tego, czy chodzi tu o język ich kultury, czy też symbiotyczny język ich rodziców. Język to środek, przez który rodzice mogą uwięzić swoje dziecko bądź dzięki któremu mogą je uwolnić, by było w pełni sobą.

(…)

Symbioza jest jednocześnie rezultatem i przyczyną zaabsorbowania sobą, będącego efektem krzywdy doznanej przez rodzica w dzieciństwie. Jego podstawowe potrzeby nie zostały zaspokojone, w związku z czym projektuje swoje ograniczenia i pragnienia na własne dzieci, które stanowią dla niego kolejną szansę na takie życie, jakiego zawsze pragnął. Symbioza jest przejawem niekompletnego rozwoju rodzica. Jego dzieci przychodzą na świat, zanim on sam osiąga dojrzałość. Problemy takie, jak obwinianie, dystansowanie się, niekonsekwentne reakcje czy emocjonalne kazirodztwo pojawiają się wtedy, gdy rodzic reaguje na swoje dziecko tak, aby zaspokoić swoje, a nie jego potrzeby.

STARY MÓZG

U wszystkich rodziców występuje skłonność do symbiozy. U jednych jest to chwilowa pokusa, u innych sposób życia. Jak sobie zapewne przypominasz, nasz stary mózg ma trudności z rozróżnieniem tego, co przytrafiło się mnie, a co przytrafia się moim dzieciom, które nie są mną, nawet wtedy, gdy zostaliśmy poważnie zranieni. Ma trudności z rozróżnieniem tego, co wydarzyło się kiedyś, a co ma miejsce teraz. W szczególnie „gorących” chwilach odzywają się nasze zranienia, a nasza świadomość koncentruje się na nas samych. Moje uczucia, moje pytania, moje pragnienia biorą górę, w związku z czym tracę możliwość działania w rzeczywistości uwzględniającej również twoje uczucia, twoje pytania i twoje potrzeby. Zdolność zauważania granicy między „ja” i „ty” oraz „kiedyś” i „teraz” to funkcja bardziej rozwiniętego nowego mózgu – kory mózgowej. Stawanie się świadomym wymaga pokonywania prymitywnego, skoncentrowanego na „ja” instynktu przetrwania, typowego dla starego mózgu. To dlatego właśnie mówimy często, że świadome rodzicielstwo jest sprzeczne z instynktem.

[Zobacz na:  <a href=”https://bladymamut.wordpress.com/2013/11/09/system-operacyjny-umyslu-rozdzial-5/&#8221; target=”_blank”>System Operacyjny UmysłuGranice osobowości</a>

(…)

Rytmy dzieciństwa istnieją w kontekście najbardziej uniwersalnego cyklu: narodziny, młodość, dojrzałość, wiek podeszły, śmierć. Jest to ponad wszystkim odwieczna prawda wszechświata: świadoma energia przybiera formę materii i przychodzi na świat. Forma ta zmienia się z biegiem czasu, a następnie umiera. Cykl ten jest taki sam dla gza i tygrysa syberyjskiego, jak dla łańcuchów górskich i układów słonecznych.
U niektórych organizmów łatwo jest zauważyć granice między etapami. Motyl pokazuje ci, na jakim etapie rozwojowym się znajduje: jego forma w każdej fazie jest zupełnie inna. Gdybyś wcześniej o tym nie wiedział, nie domyśliłbyś się nawet, że małe jajeczka w twardej skorupie to ten sam organizm, co gruba gąsienica, albo że ta gąsienica była kiedyś poczwarką w kokonie, albo że owa gąsienica będzie kiedyś opalizującym motylem unoszącym się w letnim powietrzu. Cztery etapy rozwoju, cztery zupełnie odmienne formy tego samego stworzenia.
Człowiek również stanowi odzwierciedlenie uniwersalnego procesu zmian, przechodząc przez kolejne stadia swojego rozwoju. W tym aspekcie jednak więcej nas łączy z łańcuchami górskimi niż z motylami. Nasze ciało nie zmienia się tak drastycznie w trakcie przechodzenia przez kolejne etapy rozwoju. Nasza ewolucja przebiega powoli, nie za pomocą gwałtownych skoków i przestojów. Przez większość dzieciństwa, a w większej mierze po jego zakończeniu, wyglądamy właściwie tak samo: jedynie czas wyciska na nas – tak samo jak na górach – swe piętno.
Nie znaczy to, że się nie zmieniamy. Nasze dzieci wyglądają zdecydowanie inaczej na zdjęciach z dzieciństwa i na tych robionych w dniu ślubu. Nie mamy jednak do czynienia z jednym, konkretnym momentem, podobnym do tego, gdy gąsienica motyla przybiera formę poczwarki (jakkolwiek znajdą się pewnie rodzice, którzy nie zgodzą się z tym stwierdzeniem i wskażą dokładnie tę chwilę, w której ich trzynastolatek zamienił się w stworzenie nie z tego świata). Zmiana jest stopniowa i niezauważalna w codziennym życiu.
Rodzicom trudniej jest zauważyć zmiany, które zachodzą w ich dzieciach, gdyż są razem z nimi przez cały czas. Co rano patrzą na ich ukochane twarze i nie mają pojęcia, że jakiś ukryty prąd wyniesie na powierzchnię coś nowego, coś, co zamanifestuje się zupełnie nie znanym zachowaniem. Rodzice stają zdumieni na widok nowych zainteresowań dziecka, jego nowych umiejętności, nowych poglądów. Myśleli, że znają swoje dziecko i jego charakter, więc czują się nieswojo, gdy niespokojne wody przynoszą coś niespodziewanego. „Skąd to się wzięło?”, pytają po jednej z takich niespodzianek.
Prawdziwym zaskoczeniem nie jest to, że dzieci zamieniają się w dorosłych. Zaskakuje to, że ewolucja ta jest tak przewidywalna i tak uniwersalna. Tak samo, jak ziarno słonecznika jest zaprogramowane, by stać się słonecznikiem, ludzkie dziecko jest zaprogramowane, by stać się dorosłym. Dla każdego dziecka istnieje mniej więcej taki sam, wrodzony plan rozwojowy, pozwalający nabywać umiejętności fizycznych, umysłowych i emocjonalnych. Różnica polega na tym, że kwiat potrzebuje do swojego rozwoju gleby, wody i słońca. Dziecko – znacznie więcej.

(…)

Tak jak mówiliśmy na początku tego rozdziału, pierwszym krokiem przemiany jest zrozumienie. Dla przejrzystości naszej dyskusji o nieświadomym rodzicielstwie zaprezentujemy teraz streszczenie przedstawiające sposób myślenia nieświadomego rodzica. Jeśli któreś z poniższych zdań znasz z autopsji, możesz być zadowolony, że właśnie rozpocząłeś swoją rodzicielską przemianę.

CO MYŚLI NIEŚWIADOMY RODZIC

1. Nieświadomy rodzic postrzega swoje dziecko jako przedłużenie siebie i uważa, że jest ono wtajemniczone w jego myśli i uczucia.
2. Nieświadomy rodzic wierzy, że jego rzeczywistość jest jedyną prawdziwą rzeczywistością, a co za tym idzie myli swój rodzicielski autorytet i odpowiedzialność z przymiotami boskimi.
3. Nieświadomy rodzic jest przekonany, że reaguje na zachowanie dziecka, podczas gdy tak naprawdę reaguje na coś, co działo się z nim samym w przeszłości.
4. Nieświadomy rodzic uważa, że doświadczenie dziecka jest nieważne, jeśli nie jest zbieżne z jego własnym doświadczeniem.
5. Nieświadomy rodzic sądzi, że jego dziecko ma takie same informacje jak on.
6. Nieświadomy rodzic wierzy, że jego zadaniem jest kształtować dziecko i że zachowania dziecka są kry tyką jego wysiłków.
7. Nieświadomy rodzic twierdzi, że wszystkie dzieci są takie same; nie wie, że dzieci rozwijają się według etapów rozwojowych.
8. Nieświadomy rodzic uważa, że konflikty między rodzicami a dziećmi mają początek w tym, co dziecko robi źle; nie dostrzega swojej roli w powstawaniu problemu.
9. Nieświadomy rodzic postrzega swoją rolę jako trwałą, a dziecka – jako poddającą się wpływom. W związku z tym uważa, że od dziecka nie może się niczego nauczyć.

(…)

 

PODZIELONE „JA”
Dziecko skrzywdzone przez rodzica symbiotycznego czuje się atakowane. Impuls do przetrwania popycha je do wyzbycia się wszelkich zachowań, które wywołują furię u jego wszechpotężnego rodzica. Ustawia straże wokół tych części siebie, których rodzice nie akceptują, i zacznie chronić swoje delikatne, wrażliwe wewnętrzne „ja” za pomocą twardego i nieprzeniknionego „ja” zewnętrznego. Działanie to służy konkretnemu celowi – jego bezpieczeństwu – lecz odbywa się wielkim kosztem. Takie tłumienie hamuje wzrost i rozwój pełnej osoby. Stopniowo, cegła po cegle, dziecko zaczyna budować mur oddzielający jego „ja” od świata zewnętrznego.
Przyjrzyjmy się bliżej, jak tłumienie może chronić dziecko przed tymi aspektami jego charakteru, które, na jakimś poziomie nieświadomości postrzega jako zagrażające jego przetrwaniu, ponieważ są niebezpieczne dla rodzica. W akcie obrony przez zranieniem, które jest następstwem wychowywania symbiotycznego, rdzenne „ja” dzieli się na cztery elementy. Są to: „Ja” pokazowe, „ja” zagubione, „ja” porzucone i „ja” wyparte.
„Ja” pokazowe. Pewne cechy i właściwości dziecka mogą ulec przerysowaniu bądź zostać sfabrykowane. Dziecko może zamienić się w aktora, aby przysłonić te części siebie, które mają pozostać w ukryciu, a pokazać inne, które lepiej nadają się do realizacji jego celu. Buduje osobę, która – jak się wydaje – dobrze mu służy, choć nie jest prawdziwym, naturalnym nim.
Przykładem osoby, która dobrze zrozumiała istotę swojego „ja” pokazowego w kształtowaniu życiowych celów, jest pewien dyrektor w średnim wieku (nazwijmy go James), którego małżeństwo znajdowało się w stanie rozkładu. Oto, jak opisuje załamanie, które zaczęło się ponad dwa lata wcześniej:

„Byłem rozbity. Załamałem się, moje życie się rozpadło. Nic mi nie wychodziło. Byłem ojcem do niczego, mężem do niczego. W pracy było źle. Moje życie było jak jedno wielkie kłamstwo. Miałem swoje życie zewnętrzne, które było według wszystkich wspaniałe, i moje życie wewnętrzne, którego z nikim nie dzieliłem, nawet nie mogłem dzielić. Zupełnie jakbym miał dwa różne życia”.

(…)

W chwili odrzucania bądź tłumienia przez rodzica naturalnych impulsów lub odruchów dziecka mamy do czynienia z narodzinami nienawiści do samego siebie. Dziecko zrobi wszystko, co w jego mocy, by uniknąć rodzicielskiego odrzucenia. Będzie nawet nienawidzić tych części samego siebie, które narażają je na niebezpieczeństwo utraty miłości rodziców i powodują, że jest przez nich odrzucone. Dla dziecka odrzucenie oznacza zostawienie, a zostawienie równa się śmierci. Musi robić wszystko, by przetrwać.
Powyższy proces można opisać w formie następującej sekwencji: dziecko przejawia w swoim zachowaniu pewne zupełnie normalne impulsy, rodzic reaguje na nie z dezaprobatą, dziecko rejestruje, że są one złe i niebezpieczne, zaczyna siebie nienawidzić za to, że u niego występują. Oczywiście w rzeczywistych kontaktach między rodzicami a dziećmi takie wzorce nie są liniowe i proste. Dziecko nie podejmuje racjonalnej decyzji, żeby siebie nienawidzić; takie samo odrzucenie jest wynikiem rozmaitych wydarzeń, których znaczenia nie są w pełni świadomi ani rodzice, ani dzieci. Ich konsekwencje – uświadamiane czy nie – mogą być jednak dramatyczne.
Umiejętność brania miłości. Między nienawiścią do siebie a umiejętnością brania miłości istnieje współzależność. Nasza nieświadomość nie może przyjmować miłosnych wyznań skierowanych do tych części nas, których nienawidzimy albo z których istnienia nie zdajemy sobie sprawy. Aby miłość innych mogła do nas dotrzeć, musimy popracować nad nienawiścią do samych siebie wspólnie z naszym małżonkiem bądź bliskim partnerem przekonanym o wartości świadomości.

(…)

Zadawanie pytań pomaga rodzicom zorientować się, jak są postrzegani przez swoje dzieci. Wszystkie dzieci komunikują się poprzez akcje i reakcje. Czy dziecko jest otwarte na rodzicielskie myśli i wskazówki, czy przyjmuje ustalone przez nich granice, czy też buntuje się przeciwko nim? Utrzymujące się reakcje negatywne stanowią dla rodzica wskazówkę, która pomaga w identyfikacji zagadnienia wymagającego uwagi.
Kiedy rodzic zaakceptuje, że jego percepcja jest ograniczona, i bardziej się otworzy na percepcję dziecka, jego świat się poszerzy. Poglądy dziecka są źródłem informacji, niekoniecznie muszą stanowić zarzewie konfliktu. Szczególnie dobrym źródłem informacji jest wyrażany przez dziecko krytycyzm – i to zarówno w formie werbalnej, jak i niewerbalnej.
Małe dzieci doprowadziły do perfekcji cały zestaw fizycznych i emocjonalnych reakcji, które rodzice mogą łatwo i trafnie odczytać. Usztywnienie ciała na znak oporu, zwiotczenie na znak porażki, wybuch śmiechu – to najdoskonalsza informacja zwrotna. Starsze dzieci można zapytać o ich uczucia wprost, stosując bezpieczne narzędzie dialogu intencyjnego. Jeśli rodzic modeluje umiejętność przyznawania się do pomyłek i uczenia się na błędach, wówczas dziecko będzie znało tę formę wymiany, dzięki której związek pozostaje zdrowy.

(…)

Przyjmowanie informacji zwrotnej. Julie doskonale wie, że więcej się nauczy od dzieci, jeśli będą mogły być sobą w jej towarzystwie. Jeśli są już zranieni i się ukrywają, jej zadanie będzie trudniejsze. Julie mówi, że zawsze usiłowała przekazać dzieciom komunikat, że jest ich ciekawa. W chwili, gdy się przed nią odsłaniali, pamiętała, by ich akceptować. Pomagało jej w tym wspomnienie z czasów, kiedy Jeff był małym, pięcio-, sześcioletnim chłopcem. Wszedł do domu, trzymając coś w zaciśniętej dłoni. „Co to jest?”, zapytała. „Nie pokażesz mi tego? Naprawdę chciałabym to zobaczyć”. Nie chciał tego zrobić, mówiąc, że nie sądzi, aby się jej to spodobało. W końcu zaczęła się denerwować i nalegać. Powoli rozluźnił pięść, ukazując wielkiego, czarnego, włochatego pająka. Julie wrzasnęła, Jeff zaczął płakać. Mówiła, że chce to zobaczyć, potem zmusiła go, żeby pokazał, co trzyma w dłoni, a na koniec ogromnie się zdenerwowała. Julie uważa, że była to lekcja poglądowa. Jeśli chcemy, żeby dzieci nam coś ujawniały, nie możemy sobie pozwolić na zdenerwowanie, kiedy już to zrobią.
Istnieje wiele sposobów świadomego zbierania przez rodziców informacji na temat swoich metod wychowywania. Jak już mówiliśmy, podstawowym źródłem jest samo dziecko. Jeśli rodzic chce się dowiedzieć, co dziecko o nim myśli, nie musi daleko szukać. Dowie się tego z jego słów, z mowy ciała. Jeśli tylko będzie tego chciał, dziecko będzie udzielało mu informacji, których potrzebuje, żeby podążać właściwym torem. I jeśli będzie wiedziało, że nic mu nie grozi, obdarzy go pełną ekspresją swojej nieposkromionej i nieprzewidywalnej osobowości.

(…)

Efektywna komunikacja jest szczególnie istotna między rodzicami i dziećmi, ponieważ sposób słuchania naszych dzieci i rozmawiania z nimi w głębokim stopniu wpływa na to, kim się staną. Słowa kształtują osobowość dziecka. Wyraz twojej twarzy staje się częścią jego doświadczenia, a zachowanie to część tego, co zabiera z sobą w świat. Liczy się to, co robisz.
Problem polega na tym, że na zachowanie rodzica wpływają po części wydarzenia z przeszłości. Jest spychany ze sceny przez osoby, które teraz nie są nawet obecne. To może być jego ojciec, który warknął na syna, gdy ten chciał mu pokazać swoje dzieło sztuki, albo jego matka, która zawsze za niego kończyła zdania. Rodzic wygłasza zdania tak, jakby pochodziły od niego, ale tak naprawdę pochodzą od kogoś innego, z innego czasu i miejsca.
W naszej pracy z małżeństwami i rodzinami zawsze podkreślaliśmy, jak istotne są ramy dialogu, które zarówno promują świadome kontakty, jak i zawierają ich esencję. Przekazują one podstawowy komunikat zgody i akceptacji wobec dzieci i rodziców. Ucząc tego rodzaju komunikowania się w małżeństwie, posługujemy się terminem dialog małżeński. Ucząc tej samej umiejętności rodziców, mówimy o dialogu intencyjnym.
W obu formach dialogu występują wyraźnie trzy odrębne procesy: odzwierciedlanie, walidacja i empatia.6 Podczas każdego kontaktu występuje co najmniej jeden z tych procesów. Najczęściej mamy do czynienia z odzwierciedlaniem. Nawet jeśli nie padają żadne konkretne słowa sygnalizujące odzwierciedlanie, walidację czy empatię, konwersacja może się odbywać w duchu dialogu intencyjnego. Rodzic powinien być szczególnie otwarty na porozumiewanie się w ten sposób wtedy, gdy porusza się drażliwe tematy, a emocje zaczynają sięgać zenitu.
Odzwierciedlanie polega na oddawaniu treści przekazu. Dokładne powtarzanie treści nazywane jest odzwierciedlaniem płaskim i może być trudniejsze, niż się zdaje. Bardzo łatwo jest nieświadomie odzwierciedlić trochę więcej bądź trochę mniej, niż się usłyszało. Osoba oddająca trochę więcej dokonuje odzwierciedlenia wypukłego, podczas gdy osoba oddająca mniej, koncentrująca się na wybranym, najbardziej ją interesującym zagadnieniu, a ignorująca pozostałe – odzwierciedlenia wklęsłego. Maksymaliści często powtarzają przekaz za pomocą odzwierciedlenia wypukłego, świadomie bądź nie dodając coś od siebie, aby kształtować myśli i uczucia innych. Przykładem odzwierciedlenia wypukłego jest matka, która mówi do swojego nastolatka: „A więc czujesz się winny z tego powodu, że spóźniłeś się na obiad”, podczas gdy jej dziecko mówi, że przykro mu, że nie wyjechało do domu wcześniej, bo był straszny korek. Minimaliści najczęściej powtarzają przekaz poprzez odzwierciedlenie wklęsłe, podkreślając tylko jedno zagadnienie, które ich zdaniem jest najistotniejsze. Przykładem niech będzie tutaj ojciec, który reaguje na przegraną syna w baseball słowami: „A więc mówisz, że przegraliście”, podczas gdy syn tak naprawdę mówi, jakie to było niesamowite, że prawie wygrali mecz. Całościowe odzwierciedlenie pomaga nam się powstrzymać przed powtarzaniem bądź parafrazowaniem w niebezpiecznym nieraz celu wpływania na myślenie innych.
Powtarzanie słów danej osoby to jedna z form odzwierciedlania. Najpopularniejszy sposób to parafrazowanie. Parafrazując, wyrażamy własnymi słowami to, co naszym zdaniem mówi druga osoba. Tak często zakładamy, że wiemy, co inna osoba ma na myśli, podczas gdy naprawdę wcale tak nie jest. Jest to z naszej strony zaledwie zgadywanie. Być może jesteśmy w tym dobrzy, mamy rację w większości wypadków, lecz dopóki nie dokonamy odzwierciedlenia i nie upewnimy się, że dobrze zrozumieliśmy, istnieje niebezpieczeństwo nieporozumienia. Podczas odzwierciedlania często kusi nas dokonywanie interpretacji słów, zanim się je jeszcze zrozumie. Jeśli jednak nasza interpretacja bazuje na błędnym rozumieniu, ona sama również nie będzie poprawna. Odzwierciedlanie, oprócz zapewniania dokładności, uzmysławia także dziecku, że jego rodzic chce zrozumieć jego punkt widzenia. Dla wielu rodziców jest to rzadki moment przekraczania siebie.
Walidacja to proces pokazujący drugiej osobie, że to, co mówi bądź robi, ma sens. Odkłada się na bok własne punkty odniesienia, doceniając logikę, rzeczywistość i wartość drugiej osoby z jej punktami odniesienia. Twoje słowa przekazują dziecku komunikat, że liczy się również jego postrzeganie rzeczywistości. Docenianie doświadczenia dziecka nie oznacza koniecznie zgadzania się z nim bądź tego że jego myśli i uczucia są takie same jak twoje. Oznacza natomiast, że oddajesz swoje centralne miejsce jako źródła „prawdy” i dajesz dziecku swobodę na jego interpretację rzeczywistości. Dokonując odzwierciedlenia i walidacji wobec dziecka, tworzysz warunki, które pozwalają mu zaspokoić jego podstawowe potrzeby wyrażania siebie. Wasze zaufanie i wzajemna bliskość będą rosnąć, przez co łatwiej będzie mu ufać i zbliżać się do innych.
Empatia to proces rozpoznawania uczuć drugiej osoby, w trakcie gdy ona wypowiada swój punkt widzenia bądź opowiada jakąś historię. Istnieją dwa poziomy empatii. Na pierwszym poziomie odzwierciedlamy i wyobrażamy sobie uczucia, o których mówi druga osoba. Na drugim, głębszym poziomie doświadczamy emocjonalnie – naprawdę odczuwamy- jej doświadczenie. Takie empatyczne doświadczenia same w sobie są uzdrawiające i transformujące dla osób pozostających w kontakcie, bez względu na to, co jest komunikowane. W takich chwilach obie strony przekraczają swoją odrębność i doświadczają prawdziwego spotkania umysłów i serc. Kiedy wchodzisz w dialog ze swoim dzieckiem, rozumiesz je i – przynajmniej przez chwilę – widzisz świat jego oczami.

KIEDY STOSOWAĆ DIALOG INTENCYJNY

Dialog intencyjny jest szczególnie cenny wtedy, gdy emocje sięgają zenitu. Jakkolwiek pragniemy, by wszystkie nasze interakcje z dzieckiem były przesycone duchem odzwierciedlania, walidacji i empatii, to jednak dialog intencyjny jest najbardziej celowy w sytuacjach, gdy:

1. Ty i/lub twoje dziecko chcecie być wysłuchani i zrozumiani;
2. Ty i/lub twoje dziecko jesteście czymś zdenerwowani i chcecie to omówić;
3. Ty i/lub twoje dziecko chcecie porozmawiać na jakiś drażliwy temat;

Jedna z najistotniejszych rzeczy, których nauczyliśmy się podczas wychowywania naszej szóstki, to przyjmowanie intensywnych emocji jako czegoś normalnego, jako procesu dawania i brania typowego dla wszystkich bliskich związków. Odczuwanie frustracji, zmartwienia, zawodu czy gniewu to nic złego. Jeśli zareagujesz ze zbytnią przesadą bądź obojętnością na normalne emocje dziecka, to sygnał, że masz nad czym się zastanowić, a być może także i popracować.
Jeśli podczas waszej rozmowy dziecko wyraża negatywne emocje, możesz się nauczyć pochłaniać ich intensywność. Po prostu trzymaj je w sobie i nic z nimi nie rób: nie musisz niczego naprawiać; nie musisz zmieniać jego zdania; nie musisz go uczyć, żeby zmieniło punkt widzenia. Nie musisz też wybuchać ani uciekać i się chować. Dialog intencyjny uczy wytrwałości, rozpoznawania tego, co się dzieje, wykraczania poza siebie w świat drugiej osoby i stawania się na chwilę częścią jej doświadczenia.
Dialog intencyjny przytrzymuje cię w centrum. Jeśli masz skłonność do bycia maksymalistą bądź minimalistą, dialog intencyjny pomoże ci przezwyciężyć obie te tendencje i po prostu być w rozmowie z twoim dzieckiem, bez uprzedzeń i ograniczeń, które normalnie prowadzą do przesadnych reakcji bądź wycofania się.

(…)

Świadomy rodzic wykorzystuje zachowanie dziecka bardziej jako okazję do uczenia niż do karania. Mówiąc szczerze, nie przychodzi nam na myśl żadna sytuacja, w której rodzic musiałby karać swoje dziecko. Pozostawiając na boku kwestię skuteczności kary jako metody uczenia, wydaje się oczywiste, że wymierzanie kar równie często bywa przejawem bezsilności i gniewu rodzica, jak próbą nauczenia go czegoś. Rodzic musi zrozumieć, że złe zachowanie dziecka niemal nigdy nie stanowi próby ataku na rodzica czy psucia mu szyków. To sygnał, że trzeba na coś zwrócić uwagę, a zarazem okazja nauki dla dziecka (a także jego rodzica).
Słowo „dyscyplina” pochodzi od łacińskiego disciplina, oznaczającego instrukcję bądź metodę. Stąd też dyscyplinowanie dzieci powinno mieć na celu uczenie ich czegoś. Karę wymierza się po to, by ktoś cierpiał. Karanie dzieci może nauczyć ich poniżenia, buntu lub mściwości, rzadko kiedy dobrego zachowania. Rodzice mogą pomóc dziecku zmienić zachowanie poprzez konsekwencję i przejrzystość swoich oczekiwań, pozwalanie na poznawanie konsekwencji własne-go złego zachowania i tworzenie warunków, w których możliwe jest poprawianie się i wynagradzanie wyrządzonego zła.
Często pozornie złe zachowanie małych dzieci oznacza zupełnie coś innego. Dziecko może być zmęczone, głodne, spragnione bądź mieć złe samopoczucie (być może po prostu przechodzi normalny, choć trudny dla rodziców, etap rozwojowy. Temu istotnemu zagadnieniu poświęcimy część IV, „Poznaj swoje dziecko”). Niekiedy najlepiej jest zarządzić krótką przerwę, upewnić się, że podstawowe potrzeby dziecka są zaspokojone, oraz pozwolić mu przez chwilę odpocząć i zastanowić się.

Świadomy rodzic ucząc nowych zachowań, podaje przejrzyste instrukcje. Rodzic nieświadomy zakłada, że dziecko wie to samo co on i że potrafi skojarzyć znacznie więcej niż w rzeczywistości. Przekazuje więc dziecku werbalny bądź poza- werbalny komunikat: „To przecież oczywiste, powinieneś wiedzieć, że chcę, byś to zrobił”. Podczas gdy rozsądne jest nakładanie na dziecka obowiązku słuchania, co się do niego mówi, zupełnie bez sensu wydaje się wymaganie od niego rozumienia i wypełniania nie wypowiedzianych instrukcji. Dlatego tak istotne jest odzwierciedlanie. Chcąc, by dziecko wypełniło jakieś polecenie, świadomy rodzic podaje jasne i szczegółowe instrukcje, a następnie, by upewnić się, że został dobrze zrozumiany, prosi dziecko, aby je powtórzyło.

Świadomy rodzic koncentruje się na zachowaniu dziecka, a nie na jego charakterze i motywacji. Pamiętajmy, że głównym celem komunikacji z dzieckiem jest przekazanie mu podstawowej informacji: „Jesteś w porządku” – nawet wtedy, gdy coś jest nie tak. Dziecko musi zrozumieć, że rodzic jest niezadowolony z jakiegoś jego zachowania, lecz nie kwestionuje wartości dziecka jako człowieka. Aby przekazać dziecku, że to jego zachowanie, a nie ono samo potrzebuje jakiejś korekty, świadomy rodzic posługuje się zazwyczaj wyrażeniami takimi, jak: „Gniewam się, gdy tak się zachowujesz”, a nie: „Jesteś złym chłopcem”. Nie chcemy dziecku powiedzieć, ani nawet sugerować, że nie jest wystarczająco dobrą osobą.

Świadomy rodzic nie czyni żadnych poniżających założeń na temat ukrytych motywów dziecka oraz jego charakteru. Umie rozdzielić nieodpowiedzialne i rozczarowujące zachowania dziecka od jego prawdziwej natury. Negatywne założenia skłaniają rodzica do wymierzania dziecku kar.
Świadomy rodzic poświęca więcej energii na docenianie współpracy dziecka niż na nawoływanie do koncentracji na danym problemie. Rodzic może wybierać między tym, co widzi i co uważa za istotne. Może zauważać wszystkie te zachowania dziecka, które go złoszczą, albo wszystkie te, które go zadowalają. Jeśli chce wzmocnić cechy pozytywne, powinien je doceniać i chwalić. Dzieci z natury pragną zadowalać swoich rodziców, którzy mogą wykorzystać tę dążność, entuzjastycznie witając wszystko to, co im sprawia radość. Podchodząc z zapałem do wszelkich przejawów współpracy dziecka, a nie koncentrując się na jego błędach, rodzic daje mu znać, że to, co robi dobrze, ma większe znaczenie niż to, co robi źle.

Świadomy rodzic pomaga dziecku zrozumieć, że decyzje pociągają za sobą konsekwencje. Niemal każde nasze zachowanie jest rezultatem decyzji o podjęciu działania, nawet jeśli odległość czasowa między nimi jest tak niewielka, że wydają się one jednoczesne. Świadomy rodzic wie, jak ważna jest przerwa na zastanowienie się przed podjęciem decyzji, i może nauczyć dziecko takiego samego podejścia. Dzieci uczą się, obserwując swoich rodziców podejmujących decyzje w trudnych sytuacjach, jeszcze więcej mogą się nauczyć, gdy rodzice opowiadają im o tym procesie oraz o konsekwencjach, które na nich spadły, gdy postępowali zbyt szybko bądź w przypływie gniewu.

(…)

Teraz wiemy, że pierwsze trzy lata życia są niezmiernie istotne dla osoby, na którą dziecko wyrośnie. Neurolodzy w znacznym stopniu poznali procesy formowania się mózgu w życiu płodowym oraz po przyjściu dziecka na świat. Procesy te są reakcją na doświadczenia dziecka od chwili jego poczęcia. Okazało się, że mózg nie jest samowystarczalny i odizolowany, nie rozwija się niezależnie od kontekstu. Można go opisać jako organ społeczny, który rozwija się jedynie poprzez interakcję z otoczeniem.

Oto kilka istotnych faktów:

1. Dziecko przychodzi na świat z około stoma miliardami komórek nerwowych (neuronów), co odpowiada liczbie gwiazd wchodzących w skład Drogi Mlecznej. Neurony te tworzą obwody układające się w pewne odziedziczone wzorce. Obwody nie są stabilne ani niezmienialne. Podczas gdy geny stanowią swego rodzaju szkielet mózgu, doświadczenia życiowe decydują o jego ostatecznej budowie.

2. Po urodzeniu w mózgu dziecka powstają tryliony nowych połączeń neuronowych, które dziecko może wykorzystywać. Mózg się asekuruje. Nie ryzykuje sytuacji, że zabraknie mu potrzebnego połączenia. Długa wędrówka poprzez dzieciństwo to jeden ze sposobów „zużywania” połączeń: to dziecięce lata określają, które z tych obwodów zostaną podtrzymane i umocnione, a które zanikną i obumrą. Mózg samoorganizuje się w mapę fizyczną, która zawiaduje takimi funkcjami, jak: widzenie, słyszenie, mówienie czy porusza-nie się. Do około dziesiątego roku życia połowa tych połączeń zaniknie, a pozostała liczba utrzyma się na mniej więcej stałym poziomie przez resztę życia. To, które z nerwowych połączeń zanikną, zależy od wykorzystania ich przez dziecko. Dzieci z ubogich w bodźce środowisk posiadają mniej połączeń, podczas gdy u dzieci ze środowisk, w których stymulacja znajduje się na odpowiednim poziomie, rozwija się mózg z poprawnymi połączeniami i wzorcami. Dzięki swej plastyczności – możliwości zmian struktury fizycznej i chemicznej na skutek interakcji z otoczeniem – mózg wykorzystuje świat zewnętrzny do budowania siebie. Mózg dziecka coraz efektywniej robi to, czego wymaga od niego otoczenie.

3. „Samobudowanie się” mózgu trwa głównie w ciągu trzech pierwszych lat życia. Sposób tego rozwoju zależy od rodzaju i jakości doświadczanych przez dziecko kontaktów – najpierw z matką, ojcem i innymi opiekunami, następnie z przedmiotami z własnego otoczenia i innymi osobami. Efekt tego rozwoju zależy natomiast od jakości jego kontekstu. Mówiąc dosłownie, mózg tworzy się w związku.

4. Geny tak programują nasz mózg, aby w konkretnych okresach uczył się określonych umiejętności. Mózg jest gotowy i chętny do podjęcia pewnych zadań w okresach, które można nazwać oknami możliwości. Wszelkie próby podjęcia tych zadań przed bądź po tym okresie są trudne bądź niemożliwe. Na przykład mózg dziecka potrzebuje stymulacji słowem mówionym w celu zaktywizowania komórek odpowiedzialnych za mowę, wytworzenia połączeń, dzięki którym dziecko zrozumie, co mówisz, a w okolicy dwunastego miesiąca – samodzielnego posługiwania się słowem. Jeśli dziecko nie słyszy słów, nie dochodzi do wytworzenia odpowiednich połączeń nerwowych, w czego wyniku rozwój mowy może być opóźniony bądź uszkodzony.
Sposób rozwoju mózgu pokazuje, jak istotne jest uważne, troskliwe i świadome rodzicielstwo, zwłaszcza w pierwszych latach życia dziecka. Tutaj znowu mamy do czynienia z paradoksem: Czas, kiedy najtrudniej jest odczytać wskazówki od dziecka, to jednocześnie czas, kiedy rodzice powinni być szczególnie czujni i odpowiedzialni pod względem dostarczania dziecku właściwej stymulacji.

(…)

W pierwszym stadium życia dziecko i rodzic (z początku głównie matka, potem coraz częściej także ojciec) rozpoczynają ze sobą szczególny rodzaj tańca działania i reakcji, który nazywany jest wzajemnym informowaniem. Matka obserwuje dziecko i odzwierciedla dla niego jego wizerunek. Pomyśl, jak wielkie znaczenie ma przesyłanie tej informacji przez matkę: „Widzę, kim jesteś, i moim zdaniem jesteś wspaniała”. Dziecko staje się tym, kogo widzi w odzwierciedlonym przez matkę wizerunku. Rodzicielskie odzwierciedlanie jest katalizatorem poznawania siebie przez dziecko. Pomaga mu stworzyć własne „ja”.
Krytyczne znaczenie ma dokładność, z jaką matka odzwierciedla esencję dziecka. Dziecko czuje się bezpiecznie, jeśli zauważa spójność między własnym doświadczeniem wewnętrznym a wyrazem twarzy matki. Jeśli jednak jego wewnętrzne doświadczenie nie jest odzwierciedlane, odczuwa dysonans, konflikt między tym, czego doświadcza, a co jest odzwierciedlane przez matkę. W takich wypadkach regułą jest, że uwierzy matce, pomniejszając jednocześnie znaczenie swojego „ja”. Aby zapełnić pustkę nie odzwierciedlonego „ja”, buduje „ja” zafałszowane, chcąc w ten sposób wywołać pozytywną reakcję rodzica.
Dla świadomego rodzica odzwierciedlanie dziecka to sposób na bycie z nim, to forma komunikacji, a nie próby wywierania wpływu czy kontroli. Konstrukcja mózgu człowieka sprawia, że matka otrzymuje z powrotem odzwierciedlone przez dziecko uczucie. Odzwierciedlając dziecko, paradoksalnie zaczyna walidować własne doświadczenie. Umie wyłamać się z własnych ograniczeń, w pełni uczestnicząc w życiu drugiej osoby.

Równowaga. Na każdym etapie wychowania esencją świadomego rodzicielstwa jest znalezienie równowagi między spełnianiem wszystkich oczekiwań dziecka a wyznaczaniem i przestrzeganiem granic. Przez pierwsze osiemnaście miesięcy życia dziecka rodzic działa na jednym z końców kontinuum opisanym jako „dawanie”, po czym przesuwa się ku jego centrum. Stopniowo w miarę rozwoju dziecka rodzic dostarcza dziecku pewnej struktury; dzięki niej buduje ono perspektywę opisującą jego miejsce w kontaktach z innymi, moralność, która pozwala mu stosować się do złotych zasad w kontaktach towarzyskich, oraz samodyscyplinę, pozwalającą na produktywne i pełne znaczenia życie. W tym znaczeniu struktura stanowi wychowanie. Rodzic aktywnie kocha swoje dziecko, pomagając mu stworzyć uwewnętrznione granice. Przydadzą mu się wtedy, gdy będzie chciało zaspokoić własne potrzeby, a jednocześnie zacznie spostrzegać wokół siebie obecność innych osób.

Samoocena. Kiedy dziecko się uczy, że z jednej strony może zaspokoić własne potrzeby, a z drugiej, że trzeba być partnerem dla innych, aby ich potrzeby również zostały zaspokojone, może owocnie przejść przez bramę dzieciństwa. Za każdym razem, gdy dokonuje przejścia, rośnie jego samoocena. Zaczyna uważać, że jest w porządku, kiedy dostaje taką informację z zewnątrz. Przechowuje w sobie doświadczenie „bycia w porządku”, samoakceptacji i przywiązania do samego siebie. Rodzice, którzy pielęgnują u dziecka owo poczucie bycia akceptowanym, odpowiednim, wartościowym i cenionym, zasiewają w nim ziarno, które będzie przynosić owoc przez całe jego życie. Stanie się odporne, będzie umiało radzić sobie z emocjami. Rozwój tego ziarna gwarantuje rodzicielska miłość (w tym także emocjonalne wsparcie) oraz konsekwentne przestrzeganie właściwych granic.

Niebezpieczeństwo. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, co naprawdę kryje się pod pojęciem „kochać dziecko”. Wiemy, że oznacza to zaspokajanie jego potrzeb. Przed chwilą mówiliśmy też, że znaczy to wyznaczanie granic i określanie struktury. Miłość nie oznacza jednak dwóch spraw: dawania dziecku wszystkiego, czego zapragnie, oraz takiego zachowania, jakby twoje dziecko było tobą. Mówiliśmy już
0 niebezpieczeństwie symbiozy, niebezpieczeństwie stopienia się z dzieckiem. Możemy więc dodać kolejną warstwę do pojęcia miłości: kochać to znaczy stworzyć odpowiednią relację, w której zarówno szanuje się wewnętrzny związek między dorosłym a dzieckiem, jak i uznaje, że dorosły nie jest dzieckiem. Ty i dziecko to dwie odrębne istoty.
Na samym początku między matką i dzieckiem istnieje tak silny związek intymny, iż wydaje się, że są z sobą stopieni. To stan niezbędny dla przetrwania niemowlęcia. Posiada ono wiele potrzeb, a świat zewnętrzny jest pełen niebezpieczeństw. Matka musi być niezwykle wyczulona, by pod każdym względem zapewnić dziecku przetrwanie. Jednocześnie jednak musi pokonać w sobie tendencję do scalenia się z dzieckiem bądź – przeciwnie – odseparowania się od niego. Musi stać się rodzicem, który funkcjonuje na zasadzie empatii, nie symbiozy.
Warto się zastanowić, dlaczego chcieliśmy się stać rodzicami. Czy posiadanie dziecka zapełni pustkę w życiu? Czy dzięki dziecku zmieni się status w rodzinie bądź społeczeństwie? Czy dziecko sprawi, że poczujesz się mniej samotna i pusta? Czy posiadanie dziecka oznacza, że będziesz mogła kontrolować ten związek, podczas gdy inne związki wymykają się spod twojej kontroli?
Jeśli rodzic odpowiada pozytywnie na każde z tych pytań, musi być świadomy, że granice między nim a dzieckiem są zagrożone. Mówiąc szczerze, może zbezcześcić świętość własnego dziecka poprzez wytworzenie z nim związku symbiotycznego. Trzeba na to uważać!
Empatia z kolei to inne zagadnienie. Umiejętność odzwierciedlania uczuć dziecka i uczestniczenia w jego doświadczeniu to istotny składnik świadomego rodzicielstwa. Na gruncie empatii rozwija się dostrajanie, na którego podstawie rodzic wie, jak należy utrzymać równowagę miedzy troską o dziecko a nadawaniem struktury. Rodzic odpowiednio dostrojony do swego dziecka wie, kiedy zaspokojenie jego potrzeb wymaga słowa „tak”, a kiedy słowa „nie”.

Pamiętając o tych generalnych wskazówkach, możemy lepiej zrozumieć, jak pomóc dziecku osiągnąć swą pełnię, stać się tym, kim miało się stać – w pełni funkcjonującą osobą.

(…)

Sporadyczna dostępność to prawdziwy problem. Przytoczymy za chwilę dość drastyczną analogię nie dlatego, że chcemy w rodzicach wzbudzić poczucie winy, lecz po to, by zdali sobie sprawę, że podobne sposoby wykorzystywane są podczas przesłuchań w celu uzależnienia osoby przesłuchiwanej. Przesłuchujący bywa ciepły i przyjacielski, kiedy indziej znów jest zimny i karzący. Więzień nigdy nie wie, co go czeka, jednak przyjacielskie nastawienie przesłuchującego zdarzało się na tyle często, że zrobi wszystko, żeby je ponownie wywołać. Nawet wtedy, gdy – jak sobie zdaje sprawę – zaczyna tracić nad wszystkim kontrolę. Owe sporadyczne i skrajne reakcje emocjonalne szybko sprawiają, że zapomina o sobie samym i zaczyna się utożsamiać z przesłuchującym.
Dlaczego rodzic zachowuje się w ten sposób? Dlatego, że jego rodzice reagowali tak na niego. Jego niekonsekwentni rodzice, na których nie mógł polegać, również próbowali zapełnić pustkę w swoim życiu, zasypując go chwilami nadmiernej uwagi. Z kolei on sam wszedł w relację symbiotyczną ze swoim dzieckiem, często – mimo niechęci dziecka i prób wyswobodzenia się – bywa nadmiernie zainteresowany i zalewa je swymi uczuciami. Nieświadomie stara się zaspokoić poprzez dziecko własne potrzeby.
Z dużym prawdopodobieństwem możemy także przypuszczać, że potrzeba ciepła nie jest zaspokojona także w małżeństwie maksymalisty. Gdyby była, jego krzywda z dzieciństwa byłaby przynajmniej częściowo zaleczona, a on sam nie przejawiałby tej wewnętrznej niekonsekwencji w swoich kontaktach z dzieckiem.
Skoro maksymalista bywa tak skrajnie uczuciowy, to dlaczego się zdarza, że wycofuje swoje uczucie w stosunku do dziecka? Dlaczego maksymalista jest niekonsekwentny? Ponieważ odkrył jedną z największych życiowych prawd: dzieci wiele potrzebują. Wymagają. Nie dają za wygraną. Są natarczywe. Być może początkowo matka idealizowała swojego syna i swoją rolę jako jego matki, wyobrażała sobie romantyczny związek, w którym wreszcie uzyska bezwarunkową miłość, której nigdzie indziej nie była pewna. W końcu jednak nie może znieść nie kończących się żądań, zupełnie tak, jak to się dzieje z romantycznym przyciąganiem i próbą sił w małżeństwie. W nieunikniony sposób rzeczywistość z dzieckiem zaczyna odbiegać od romantycznej wizji. Tak więc czasami bywa ciepła i kochająca, a innym razem znów odpychająca, znudzona i zła. Przesyła dziecku kolejne komunikaty: „Nie potrzebuj”, „Zaspokajaj moje potrzeby”, „Teraz idź gdzie indziej zaspokoić swoje potrzeby”. Czując, że jest przyparta do muru, odpowiada dziecku ze złością, nieprzyjemnie. Potrzebując pomocy od swojego współmałżonka, krytykuje go i poucza wtedy, gdy jej udziela tej pomocy.

(…)

CZEGO POTRZEBUJE DZIECKO NA ETAPIE INTYMNOŚCI

Narodziny dziecka to dla małżeństwa kulminacja miłości i początek nowego poziomu intymności. W tej poszerzonej intymności znajduje się jednak paradoks: doświadczając tego najbardziej intymnego doświadczenia, jakim jest wychowywanie dziecka, któremu się dało życie, rodzice często oddalają się od siebie. W trakcie mijających, trudnych lat blokują części siebie, a kiedy dziecko osiąga wiek dorastania, zaczynają prowadzić niejako osobne życia. Spójność, której potrzeba, by zapewnić dorastającemu dziecku pewny grunt pod nogami w tym niespokojnym czasie, może być nieosiągalna.
Troska o zdolność tworzenia intymności emocjonalnej to sprawa rodzinna. Dziecko uczy się w domu dzielenia się myślami i uczuciami. Jeśli dziecko wychowywane jest w rodzinie, w której panuje rytuał codziennego dialogu, komunikacja w naturalny i spójny sposób zakorzenia się w jego podświadomości. Dorastające dziecko z takiego środowiska ma znacznie większe szanse na intymność z inną młodą osobą, a jednocześnie trzymanie się osobistych granic, niż dziecko, którego rodzice zazwyczaj unikali mówienia o prawdziwych uczuciach. Intymność polega na wymianie głębokich uczuć i osobistych przemyśleń. Dialog stanowi bezpieczną i ustrukturalizowaną formę tej wymiany. Taki rodzaj komunikacji nie powstaje nagle przy rodzinnym stole podczas śniadania, trzeba się go nauczyć i ćwiczyć przez długi czas. Nie każda rozmowa musi być od razu dialogiem intencyjnym, lecz jeśli atmosfera, panująca w domu, odzwierciedla jego zasady, małe i dorastające dzieci uczą się przenosić ją do swoich związków.
Osoby, które naprawdę wchodzą w intymność, czują się z sobą bezpiecznie. Wiedzą, że chwile intymności mogą powstać naturalnie i spontanicznie. Nie zawsze muszą być świadomie planowane i opracowywane. W rodzinach, gdzie dzielenie się stanowi część codzienności, gdzie otwartość między małżonkami oraz między rodzicami a dziećmi składa się na rodzinny klimat, istnieją warunki, w których dziecko uczy się, jak ufać i korzystać z intymnej wymiany.
Jeśli zauważasz, że czujesz się nieswojo z seksualnością swojego dziecka bądź z własną potrzebą kontaktu intymnego i płciowego, być może zostałeś zraniony na tym etapie w dzieciństwie. Nie będziesz umiał kierować swym dzieckiem w tej fazie, jeśli nie stawisz czoła własnej niekompletności i dyskomfortowi w tym obszarze. Zajmując się nimi, otwierasz przed sobą możliwość stania się bardziej świadomym rodzicem.

W świadomej rodzinie doświadczenia dorastającego dziecka powinny być również osadzone w kontekście domu, który podkreśla określone wartości i zachowania. Świadomy rodzic rozumie, że najważniejszym sposobem uczenia wartości jest ich modelowanie we własnym małżeństwie lub związku. Rodzice okazują sobie nawzajem szacunek, a ich komunikacja jest autentyczna. Jeśli w małżeństwie pojawiają się napięcia, nadszedł dobry czas, by zadeklarować swą wolę odnowienia świadomego małżeństwa i zacerować wszystkie rozdarcia w tkaninie intymności. Jak już wcześniej mówiliśmy, najlepsze środowisko wychowawcze to takie, w którym rodzice pracują nad swoim związkiem. To stwierdzenie jest szczególnie prawdziwe podczas dorastania dziecka. Małżeństwo, które nie funkcjonuje poprawnie, to kiepska podstawa, z której trzeba kierować dorastającym młodym człowiekiem.

Świadomi rodzice posiadają i trzymają się ustalonych wartości moralnych i rodzinnych. Nieświadomy rodzic, który – dajmy na to – przestrzega dziecko przed zgubnymi skutkami zażywania narkotyków, trzymając jednocześnie drugą lub trzecią szklaneczkę martini w dłoni jest śmieszny, i tak też będzie postrzegany przez szesnastolatka. „Postępuj tak, jak mówię, a nie tak, jak postępuję” po prostu nic nie daje. To strategia skazana na niepowodzenie, jeśli ma się zamiar wpoić dorastającemu dziecku wartości moralne. W tym wieku młoda osoba obdarzona jest niezwykłą zdolnością obserwacji i brzydzi się wszelką hipokryzją. Dzieci na tym etapie są zbyt inteligentne, by szanować rodziców, którzy sami nie doszli z sobą do porządku.

Bezpieczeństwo. Jakkolwiek są kultury, w których dopuszcza się, a nawet zachęca, do eksperymentowania seksualnego, to eksperymenty takie obecne są we wszystkich kulturach – czy na to zezwalają czy nie. To naturalne. Rolą świadomego rodzica na etapie intymności jest nie tylko zapewnienie zdrowych granic, ale także zaakceptowanie budzącej się seksualności dziecka. To pomaga utrzymać związek rodziców i dzieci. Rodzic musi uczyć swoje dziecko o świecie seksualności, tak by eksploracja była bezpieczna, a sam temat musi stać się naturalny i znajomy. Świadomy rodzic jest przygotowany także do rozmów o seksie z dziećmi, które jeszcze nie są nastolatkami albo są nimi od niedawna. Informacja to bezpieczeństwo.
Ponieważ dzieciom na późniejszych etapach rozwoju trudno jest rozpocząć ze swymi rodzicami rozmowę na temat seksu, świadomy rodzic przygotowany jest do udzielania odpowiedzi, a nie czeka na pytania. Odpowiedź musi być na temat, prosta i prawdziwa. Świadomy rodzic nie bawi się w niejasne uogólnienia, nie odbija pytań ani nie wydaje autorytarnych sądów. Do niczego dobrego nie prowadzi też sytuacja, kiedy rodzice są bardziej zażenowani niż ich dzieci.
Dziecko musi wiedzieć, że jego rodzic ma odpowiedni stosunek do jego seksualności i że nie jest w tej kwestii zbyt nachalny. Rodzice szanują jego prywatność. Musi czuć, że może porozmawiać z rodzicem zawsze, gdy zajdzie taka potrzeba, i że znajdzie u niego informację niezbędną do dokonania prawidłowych wyborów: takich, dzięki którym utrzyma swe zdrowe granice, a jednocześnie stopniowo i ostrożnie wejdzie w intymność z drugą osobą. Rzecz jasna, kwestia bezpiecznego seksu jest niezmiernie istotna, tak samo jak na przykład formy, które przyjmuje płciowość.

Świadomy rodzic, oprócz rozwijania umiejętności otwartej rozmowy o seksualności, musi także troskliwie i umiejętnie stworzyć sieć bezpieczeństwa dla swego dorastającego dziecka. Sieć ta musi być niewidzialna, ale pewna. Od rodzica musi płynąć komunikat: „Jestem tu, jeśli mnie potrzebujesz, ale nie będę naruszał twojej prywatności. Nie zostawię cię. Możesz na mnie liczyć. Ufam, że będziesz dokonywać trafnych wyborów i przychodzić do mnie, jeśli będziesz potrzebować pomocy”. Owa sieć bezpieczeństwa opiera się na zrozumieniu, że związek z rodzicem w dalszym ciągu ma dla dziecka, choćby nawet wyrośniętego, podstawowe znaczenie. Pamiętając o tym, że jest jeszcze niedoświadczone i że ciągle kryje się w nim małe dziecko, rodzic może zaoferować mu miejsce, w które może odłożyć na chwilę płaszcz dorosłej odpowiedzialności.

Wsparcie. Dzieci, zwłaszcza we wczesnym okresie dorastania, kiedy zaczynają dojrzewać, przejawiają głęboki niepokój w związku z zachodzącymi w nich zmianami. Świadomy rodzic zapewnia swoje dziecko, że jest z nim wszystko w porządku. Dziecko może się obawiać, że zbyt szybko dojrzewa, szybciej niż większość jego przyjaciół. Bywa też, że niektórzy dojrzewają szybciej od niego, w związku z czym czuje, że wlecze się w ogonie. Co jest z nim nie tak? Świadomy rodzic stale jest przy nim, komunikując, że ciało każdego człowieka rozwija się własnym tempem.
Świadomi rodzice zachęcają młodych nastolatków do spotkań i zajęć grupowych. Kiedy długie, wieczorne rozmowy telefoniczne bądź inne nieomylne znaki świadczą, że ich trzynastoletni syn zaczyna bardziej interesować się konkretną koleżanką, mądrze postępują, włączając ją w konkretne zajęcia rodzinne – oczywiście, jeśli ich dziecko nie ma nic przeciw temu. Tak samo jak rodzic akceptował i interesował się przyjacielem swojego syna na poprzednim etapie, teraz powinien zainteresować się jego nową przyjaciółką. Zainteresować się, ale nie narzucać się. W chwili wystosowania zaproszenia świadomy rodzic pozwala dziecku przejmować inicjatywę.
W otwartym środowisku rodzinnym nastolatek często wypróbo- wuje rozmaite opinie i przekonania, zupełnie tak samo jak wtedy, gdy przymierzał rozmaite tożsamości. Teraz eksperymenty stają się poważniejsze – poszukując bowiem swojej dorosłej tożsamości, wypróbowuje rozmaite style życia. Rodzicielska walidacja polega na przyjmowaniu do wiadomości, niekoniecznie na akceptacji, dzięki czemu zyskuje bazę wsparcia oraz lepiej rozumie stanowisko swoich rodziców wobec niektórych poważniejszych społecznych zagadnień.

Struktura. Niekiedy rodziców kusi, by witać na progu swe dziecko słowami: „O? To ty tu ciągle mieszkasz?” Młody człowiek często wychodzi ze swymi przyjaciółmi, do pracy, do szkoły, na randki. Świadomy rodzic musi umieć negocjować granice dotyczące spędzania wieczorów poza domem, odrabiania lekcji, korzystania z samochodu, randek oraz konieczności bycia poinformowanym o zmieniających się planach. Adolescencja to okres osobistego rozwoju, który nie jest wolny od zagrożeń. Dziecko narażone jest na pokusę przejmowania zachowań grupowych (konformizm). Błędy popełnione w tym okresie mogą mieć gorsze konsekwencje niż wcześniejsze pomyłki. Nie sposób zaprzeczyć, że niekiedy nastolatki wybierają brzemienną w skutki bądź zagrażającą życiu linię postępowania.
Bez wątpienia niektórzy jego przyjaciele zaczynają flirt z niebezpiecznymi zachowaniami. Świadomi rodzice zajmują w tej kwestii jasne stanowisko i rozmawiają o skomplikowanych zagadnieniach, jakie się z nimi wiążą. Można na przykład powiedzieć, że nikt nie ma prawa zmuszać drugiej osoby do konkretnych zachowań, seksualnych czy jakichkolwiek innych, które stoją w sprzeczności z sumieniem bądź wartościami dziecka. Zarówno dziewczęta, jak i chłopcy muszą wiedzieć, że „Nie” to zdanie dokończone i że mają prawo je wypowiedzieć. Odnosi się to nie tylko do seksu, ale także do innych zachowań, które są przyczyną niepokoju: picia, brania narkotyków, kradzieży, jeżdżenia samochodem z nieodpowiedzialnymi osobami. Świadomie ucząc dziecko odmawiania, pomagamy mu rozwinąć szacunek dla samego siebie oraz poczucie wewnętrznej integralności.
Mówiąc prosto, świadomy rodzic na wszystko uważa po to, by pomóc dorastającemu dziecku w eksploracji rodzącego się impulsu do intymności, unikając emocjonalnych zranień oraz ryzyka przypadkowego seksu, prób z narkotykami czy klinicznej depresji. Zapewnianie bezpieczeństwa w niebezpiecznym świecie to nie lada wyzwanie. Wymaga od rodziców zrównoważonego podejścia, nadmierna surowość jest równie szkodliwa jak zupełny brak reguł. Jeśli rodzicom brak jest elastyczności, dziecko zmuszone jest buntować się przeciwko nim, bo w przeciwnym wypadku jego tożsamość będzie zupełnie zduszona rodzicielskimi nieuzasadnionymi próbami kontroli. Jeśli rodzice są niezdecydowani, dziecko jest pozostawione presji swoich rówieśników i nie ma żadnego punktu odniesienia, dzięki któremu mogłoby przyjąć bezpieczny kurs. Obie skrajne sytuacje są niebezpieczne.
Kiedy widoczne są wyraźne sygnały, że coś jest nie tak, a dziecko znajduje się w niewoli autodestrukcyjnych zachowań – depresji, kłopotów szkolnych, picia alkoholu bądź zażywania narkotyków, przygodnego seksu, przemocy, zachowań typowych dla grup przestępczych – mądry rodzic szuka wsparcia z zewnątrz. Dokłada wszelkich starań, by znaleźć profesjonalną pomoc, ponieważ wie, że samym rodzicom trudno jest poradzić sobie z poważnymi problemami. Szkoły, poradnie i rozmaite lokalne organizacje mogą skierować rodzica do kompetentnego specjalisty. To prezent, który rodzic może dać swojemu pogrążonemu w kłopotach dziecku.

(…)

GDZIE SIĘ TERAZ ZNAJDUJEMY

W znacznym stopniu straciliśmy łączność z naszą prawdziwą naturą, z sobą nawzajem i z kosmicznym porządkiem. Raj, który jest naszym stanem naturalnym, został utracony. To oczywiste, gdy przyjrzymy się, w jakim stanie znajdują się obecnie rodziny amerykańskie. Jak podaje raport Council on Families in America z 1995 roku,

„aby zatrzymać pogarszanie się sytuacji dziecka i społeczeństwa amerykańskiego, musimy wzmocnić instytucję małżeństwa. Osłabienie małżeństwa niesie z sobą katastrofalne skutki dla dobra dziecka (…), prowadząc do coraz większej niestabilności rodziny i spadku zainteresowania rodziców dzieckiem”.

Zgadzamy się z raportem, że oddane małżeństwo to środowisko, z którego można czerpać siłę i stabilność potrzebną do olbrzymiego wysiłku, jakim jest wychowywanie dziecka. Rodzicielstwo to trudne zadanie, żadna inna aktywność człowieka nie stawia tak wysokich wymagań. W naszym przekonaniu rodzicielstwo przebiega najlepiej w kontekście małżeństwa, w którym oboje dorosłych oddanych jest swemu wzajemnemu szczęściu i zdrowiu, a także szczęściu i zdrowiu swoich dzieci. To dlatego tak żarliwie domagamy się uznania, iż między dobrym małżeństwem i dobrym rodzicielstwem istnieje związek.
Prosimy jednocześnie o zrozumienie, iż w naszym przekonaniu nie wszystkie rozwody są złe, nie wszystkie małżeństwa są dobre, nie wszystkie dzieci z rozbitych rodzin są trwale skrzywdzone i nie wszystkie problemy, przed którymi stoją obecnie dzieci, wywodzą się ze zła, które niesie z sobą rozwód. Twierdzimy jedynie, że dziecko, które wzrasta w obecności obojga rodziców pozostających z sobą w stabilnym związku, ma ogólnie pojęty lepszy start niż dziecko, które nie ma takiej możliwości. Ponadto twierdzimy też, że osoby, które chcą jak najlepiej wychować swoje dziecko, muszą podtrzymywać i ulepszać swoją relację małżeńską w czasie, gdy dziecko mieszka z nimi w domu.
Niestety, coraz więcej osób doświadcza czegoś innego. Obecna sytuacja małżeństwa i dziecka jest najgorsza w historii. Choć świadomi jesteśmy, że nie należy wiązać przyczynowych wydarzeń z przypadkowymi zjawiskami, to jednak jesteśmy przekonani (a z nami także wiele innych osób), że istnieje związek między pogarszaniem się małżeństwa i pogarszanie się sytuacji dziecka.

Zastanówmy się nad zmianami w życiu rodzinnym, które przedstawia raport Council on Families in America z 1995 roku:

1. Przestępczość wśród nieletnich wzrosła sześciokrotnie w latach 1960-1992. 70 procent młodocianych przestępców dorastało w rozbitych rodzinach.

2. Liczba raportów dotyczących zaniedbania dziecka wzrosła pięciokrotnie od roku 1976.

3. Problemy psychologiczne dzieci i młodzieży dramatycznie się pogorszyły. Coraz więcej jest przypadków zaburzeń prawidłowego odżywiania oraz depresji. Potroiła się liczba samobójstw. Nadużywanie alkoholu i narkotyków utrzymuje się na wysokim poziomie. Ostatnie badania pokazują, że dzieci z rozbitych rodzin mają dwu-, trzykrotnie więcej problemów psychologicznych i behawioralnych niż dzieci z pełnych rodzin.

4. Wyniki testów SAT spadły o niemal 80 punktów. (Scholastic Assessment Test) – egzamin sprawdzający poziom wiedzy ogólnej ucznia kończącego edukację na poziomie szkoły średniej w USA (przyp. tłum.).

5. Ubóstwo przeniosło się z osób starszych na młode. Obecnie 38 procent osób żyjących w ubóstwie to dzieci. Stopa ubóstwa jest pięć razy wyższa dla dzieci samotnych matek, w porównaniu z dziećmi z rodzin pełnych.

6. Spada liczba małżeństw. Obecnie 62 procent dorosłych pozostaje w związkach małżeńskich (w porównaniu z 72 procentami w roku 1970), a ponad 30 procent wszystkich dzieci w USA przychodzi na świat w związkach pozamałżeńskich (w roku 1960 tylko 5,6 procent). Prawdopodobieństwo rozwodu bądź trwałej separacji małżeństwa wynosi 60 procent. Około połowa dzieci w USA prawdo¬podobnie doświadczy rozwodu rodziców przed opuszczeniem domu rodzinnego. Ponad jedna trzecia dzieci nie mieszka ze swoimi biologicznymi ojcami.

Bez względu na znajomość owych statystyk wśród osób prezentujących rozmaite poglądy na życie panuje coraz większy niepokój. Wszyscy wiemy, że sytuacja dzieci w naszym kraju jest nie najlepsza. Czas przestać się oszukiwać: nasza indywidualna i zbiorowa przyszłość będzie zagrożona, jeśli dzieci nie będą otrzymywały wszystkiego, co jest im potrzebne do tego, by rozwijać się w skupieniu i bez obawy o przyszłość. Bez wątpienia konieczne jest wprowadzenie reform społecznych. Niemniej większe fundusze i większa liczba programów społecznych – choć bardzo potrzebnych – nie naprawią jednak krzywd wyrządzonych przez złe małżeństwa i złe rodzicielstwo.
Warto zrozumieć, że zachowania i postawy, które nazywamy nie-świadomymi, wywodzą się z naszych ludzkich ograniczeń. Struktura mózgu człowieka nakazuje mu powtarzać zachowania, które są mu znajome, oraz podejmować gwałtowne działania obronne nawet wtedy, gdy źródłem „zagrożenia” jest ukochany dwulatek bądź trzynastolatek. Mówiąc o nieświadomym rodzicielstwie, nie mamy na myśli czegoś, co dzieje się poza nami, co przydarza się innym. Mówimy o sobie, o stanie nieświadomości, który do pewnego stopnia opisuje każdego z nas. Bywają osoby obdarzone większą samoświadomością, lecz wszystkim nam zdarzają się momenty nieświadomości, kiedy zachowujemy się tak, jakby inne osoby nie miały własnego życia. Nasze obserwacje czynimy, uznając, że wszyscy jesteśmy ograniczeni, oraz wierząc, że stoją przed nami nowe możliwości.
Cóż więc mamy czynić w obecnej rzeczywistości, aby stać się w przyszłości lepszymi zarządcami naszych fizycznych i duchowych darów?

 

Zobacz na: Teleogłupianie – Michel Desmurget

 

David Buss porusza zagadnienia dotyczące oczekiwań względem płci przeciwnej, budowania związków, doboru w pary, a także rozstań i zdrady. Jeśli jesteś zainteresowany taką tematyką to znajdziesz w tej książce kilka, a może wiele informacji, które pozwolą Ci dostrzec niektóre motywy postępowania własnego i innych ludzi oraz zrozumieć czemu do tej pory działo się tak, a nie inaczej.

Poniżej kilka fragmentów:

Prezentowanie zasobów

W świecie zwierząt demonstrowanie posiadanych zasobów jest dość powszechnym zachowaniem samców. Na przykład samce kukawki srokatej (Geococcyx californianus) łapią myszy czy niedojrzałe szczury, ogłuszają je lub zabijają, po czym oferują je samicom. Nie przekazują jednak prezentu, poprzestając na wyczekującym krakaniu i kiwaniu ogonem. Przekazanie żywności następuje dopiero po kopulacji; samica zjada „prezent”, co ma jej pomóc wysiedzieć jaja właśnie zapłodnione przez samca (Kevles, 1986). Jeżeli samcowi nie uda się upolować właściwego prezentu, nie uda mu się też i przystąpić do kopulacji.
Również mężczyźni dokładają starań, by zaprezentować swoje zasoby kobietom i dzięki temu przywabić je do siebie. W badaniach nad taktykami wabienia partnera prosiliśmy kilka setek studentów i studentek różnych uniwersytetów (kalifornijski, Harvarda, Michigan) o opisanie taktyk, które sami stosują i które zaobserwowali u innych. Wśród opisanych taktyk znalazły się takie zachowania, jak chwalenie się własnymi osiągnięciami, opowiadanie o ważności własnej pracy, okazywanie sympatii i zrozumienia innym, nawiązywanie kontaktu wzrokowego czy noszenie seksownych ubrań. Zespół czworga badaczy podzielił następnie te ponad sto zachowań na dwadzieścia osiem wyodrębniających się kategorii. Na przykład kategoria „prezentowanie sprawności fizycznej” obejmowała takie zachowania, jak podnoszenie ciężarów na pokaz, otwieranie mocno zamkniętych słojów i opowiadanie o własnych sukcesach sportowych. Wreszcie poprosiliśmy sto par małżeńskich i dwieście studentów i studentek stanu wolnego o ocenę skuteczności każdej z tych taktyk jako sposobu na przyciągnięcie płci przeciwnej (do związku przelotnego lub stałego) i ocenę, jak często każda taktyka jest stosowana przez nich samych, przez ich przyjaciół i małżonków (Buss, 1988a; Schmitt, Buss, 1996). Przedmiotem podobnie skonstruowanego badania były też taktyki zwalczania konkurencji – najpierw poprosiliśmy badanych o opisanie własnych i cu-dzych praktyk, po czym również sklasyfikowaliśmy je w dwadzieścia osiem różnych kategorii. Na przykład kategoria „podważanie inteligencji konkurenta” polegała na takich zachowaniach, jak doprowadzenie do sytuacji, w której konkurent wyjdzie na głupca, mówienie innym, że jest tępy czy że „ma nie po kolei w głowie”. Na koniec i tutaj poprosiliśmy sto małżeństw i ponad trzysta studentów i studentek o ocenę skuteczności i częstości stosowania tych taktyk (Buss, Dedden, 1990).
Jedną z taktyk stosowanych przez mężczyzn okazało się prezentowanie własnych zasobów – przechwalanie się wysokością zarobków i osiągnięciami, wydawanie dużych sum pieniędzy celem wywarcia na kobiecie odpowiedniego wrażenia, jeżdżenie drogim samochodem, opowiadanie o ważności wykonywanej pracy. Innym sposobem jest zawyżanie przed kobietami własnej pozycji zawodowej i perspektyw kariery. Pokazywanie zasobów jest więc strategią przyciągania płci przeciwnej stosowaną nie tylko przez ptaki, lecz i przez mężczyzn.
Mężczyźni starają się też pomniejszyć wagę zasobów, którymi dysponują konkurenci, mówiąc kobietom, że rywal jest biedny, nie ma pieniędzy, nie wykazuje ambicji i jeździ tanim samochodem. Kobiety w mniejszym stopniu stosują tę taktykę obniżania wartości rywalek, a jeżeli nawet, to jest ona oceniana jako mniej skuteczna w wydaniu kobiet niż mężczyzn.
Kluczową rolę odgrywa też dostosowanie taktyki do przelotnego bądź trwałego charakteru związku. Próby oszołomienia kobiety własnymi zasobami już na początku znajomości (kosztowna kolacja podczas pierwszej randki, cenne prezenty, szastanie pieniędzmi) są skuteczniejsze przy pozyskiwaniu partnerki związku przelotnego niż trwałego. W barach dla samotnych częstym sposobem wabienia partnerki jest fundowanie jej drinka, a im droższy drink, tym bardziej jest skuteczny; podobnie skuteczną strategią jest dawanie wysokich napiwków kelnerowi, co pokazuje kobiecie szczodrość i zasobność mężczyzny (Cloyd, 1976).
W kontekście związku trwałego skuteczniejszą taktyką mężczyzny jest natomiast pokazywanie własnej pracowitości czy opowiadanie o ambitnych planach życiowych. Podważanie wartości zasobów konkurenta również jest taktyką skuteczniejszą w kontekście pozyskiwania partnerki długotrwałej niż przelotnej – podważanie ambicji życiowych i umiejętności zawodowych konkurenta zniechęca do niego kobietę, jeżeli idzie o małżeństwo, ale nie o przelotny seks. Pasuje to oczywiście doskonale do poprzednio omówionych upodobań kobiet, które pragną natychmiastowego dostępu do zasobów mężczyzny w kontakcie przelotnym, a dobrych, choć niekoniecznie natychmiast realizowanych perspektyw na przyszłość w wypadku związku trwałego.
Noszenie kosztownego ubrania działa natomiast jednako dobrze w obu kontekstach. W pewnym badaniu wyświetlano kobietom zdjęcia mężczyzn ubranych w drogie trzyczęściowe garnitury, markowe dżinsy czy marynarki bądź też ubranych w odzież tanią. Ci pierwsi bardziej się kobietom podobali (Hill, Nocks, Gardner, 1987; Townsend, Levy, 1990), zarówno jako kandydaci na męża, jak i na przelotnego partnera, ponieważ drogie ubranie zdaje się sygnalizować zasoby zarówno natychmiastowo dostępne, jak i trwałe. Antropologowie John M. Townsend i Gary Levy stwierdzili powszechność takiego właśnie oddziaływania ubioru mężczyzn na kobiety we wszelkich relacjach damsko-męskich, od pójścia na kawę do małżeństwa. Pokazywali różnym kobietom zdjęcia tych samych mężczyzn ubranych albo w tani uniform Burger Kinga, albo w kosztowny blezer, białą koszulę i wykwintny krawat oraz zegarek firmy Rolex. Kobiety nie chciały z tymi pierwszymi ani umówić się na randkę, ani nawiązać przelotnego kontaktu, ani wyjść za nich za mąż. Ci drudzy, owszem, nadawali się do wszystkich tych trzech celów, mimo że byli to dokładnie ci sami mężczyźni, tyle że inaczej ubrani.
Ważność pokazywania przez mężczyznę zasobów materialnych nie ogranicza się oczywiście do kultur Zachodu. Antropolog A.R. Holmberg napotkał wśród boliwijskich Indian Siriono pewnego szczególnie marnego myśliwego, którego już kilka kolejnych żon zdążyło porzucić na rzecz lepszych myśliwych i który w związku z tym spadł na bardzo niską pozycję w plemiennej hierarchii. Kiedy jednak Holmberg zaczął z nim wspólnie polować i nauczył go posługiwania się bronią palną, wzrost łowieckich umiejętności owego Indianina spowowodował, że zaczął on w końcu „cieszyć się najwyższym szacunkiem współplemieńców, pozyskał kilka partnerek seksualnych i zaczął ubliżać innym, miast samemu wysłuchiwać ich obelg” (Holmberg, 1950, s. 58).
Siła oddziaływania zasobów mężczyzny nie jest też niczym nowym. Dwa tysiące lat temu Owidiusz zauważał nie bez melancholii: „Chcemy solidniejszych darów / chociaż poezję chwalimy / Nawet dziki barbarzyńca / nieogładzony, nieczuły / może być pewien triumfu /jeśli ma pełne szkatuły / Żyjemy dziś w złotym wieku / Wszystko otrzymasz za złoto / Ta, co nawet słynie cnotą / nagradza złoto pieszczotą” (Owidiusz Sztuka kochania, tłum. Julian Ejsmond, Warszawa 1987). Wciąż jeszcze żyjemy w tym złotym wieku.

(…)

Skuteczną taktyką przyciągania męskiej uwagi jest też nawiązywanie przez kobietę kontaktu wzrokowego. Mężczyźni uważają wpatrywanie się im w oczy przez nieznajomą za jedną ze skuteczniejszych taktyk pozyskania ich na partnera prze­lotnego kontaktu. Kobiety uważały jednak tę taktykę za jedynie umiarkowanie skuteczną w wykonaniu mężczyzny (w połowie siedmiostopniowej skali). Inicjo­wanie kontaktu wzrokowego przez kobietę zdaje się więc być dla mężczyzn sy­gnałem jej dostępności seksualnej, a mężczyźni są mocno wyczuleni na wszelkie oznaki tego rodzaju. W jednym z badań nagrywano przebieg kontaktu mężczyzny z nieznajomą kobietą, która w pewnym momencie spoglądała mu z uśmiechem w oczy (Abbey, 1982). Badanym odtwarzano zapis tego kontaktu i proszono ich
0 ocenę jej intencji. Choć kobiety oceniały zachowanie aktorki jako wyraz jedynie przyjazności, mężczyźni to samo zachowanie uważali za uwodzicielski objaw erotycznego zainteresowania. Z uwagi na taką męską interpretację nawiązywania; kontaktu wzrokowego przez kobietę, zachowanie to może być skuteczniejszym sposobem pozyskiwania zainteresowania partnera przelotnego niż stałego. W wypadku tego ostatniego skuteczniejsze może być unikanie kontaktu wzrokowe­go, sygnalizujące mężczyźnie niedostępność i brak zainteresowania przelotnym seksem.
Tak jak sygnalizowanie seksualnej dostępności jest kobiecą taktyką pozyski­wania przelotnego partnera, tak kwestionowanie dostępności jest kobiecą takty­ką zwalczania konkurencji w kontekście takich kontaktów. Studentki na przy­kład starają się zdeprecjonować rywalki, tłumacząc mężczyźnie, że „tamta” tylko udaje i zabawia się mężczyznami, a w rzeczywistości jest oziębła i nie intere­suje się seksem. Usiłują więc przekonać mężczyznę, że niepotrzebnie traci czas i energię, gdyż i tak nie uzyska u rywalki tego, o co mu idzie. Ta strategia zwal­czania konkurencji częściej stosowana jest przez kobiety niż mężczyzn. Kobie­ty nierzadko twierdzą, że ich rywalki są ozięble, pruderyjne i purytańskie. Stra­tegia ta nie jest skuteczna w wypadku inicjowania trwałego związku, choć dobrze działa w kontekście kontaktów przelotnych, ponieważ kwestionowa­nie seksualnej dostępności rywalki sygnalizuje mężczyźnie bezowocność jego wysiłków.
Informowanie, że rywalka tylko zabawia się mężczyznami, próbując ich „roz­palić do białości”, ma też z punktu widzenia kobiety i ten walor, że wcale nie sy­gnalizuje wierności rywalki na dłuższą metę. Przeciwnie, sugeruje raczej nielojalność i wykorzystywanie udawanej dostępności seksualnej celem pozyskania od mężczyzny korzyści, które nie zostaną potem „opłacone” rzeczywistym kontaktem seksualnym. Mężczyźni unikają oziębłości i skłonności do manipulacji także u stałych partnerek. Stąd też taktyka deprecjonowania rywalki za pomocą insynu­acji, że faktycznie tylko udaje ona dostępność seksualną, by wycofać się, gdy „przyjdzie co do czego”, jest skuteczna w zwalczaniu konkurencji w kontaktach przelotnych, a równocześnie i ewentualnych kontaktach trwałych.
Mae West wyraziła się kiedyś, że inteligencja jest wielką zaletą kobiety, pod warunkiem, że potrafi ją ukryć. Zdaje się to być prawdą w odniesieniu do pozy­skiwania partnerów przelotnych. Kobiety często odgrywają rolę istot uległych, bezbronnych, a nawet głupich, celem pozyskania przelotnego partnera – pozwala­ją mu przejmować inicjatywę w rozmowie, udają roztrzepanie i naiwność. Studen­ci uważają tego rodzaju taktyki za umiarkowanie skuteczne w pozyskiwaniu męż­czyzny dla kontaktu przelotnego, choć za zupełnie nieskuteczne w pozyskiwaniu stałego partnera (średnie oceny 3,35 i 1,62 na siedmiostopniowej skali skuteczno­ści). Ujawnianie bezradności i uległości przez mężczyzn jest natomiast wybitnie nieskutecznym środkiem pozyskiwania partnerek zarówno przelotnych, jak i sta­łych (średnie oceny skuteczności: 1,60 i 1,31).
Uległość kobiety sygnalizuje mężczyźnie, że nie musi się obawiać jej wrogiej reakcji na własne awanse (Givins, 1978), że ma jej pozwolenie na zapoczątkowa­nie kontaktu. Rozszerza to znacznie pulę ewentualnych kandydatów o tych, którzy są niezbyt odważni czy wytrwali, powiększając możliwości dokonywania wybo­rów przez kobietę i szansę wybrania sobie lepszego partnera. Uległość może też sygnalizować mężczyźnie, że bez trudu zapanuje nad kobietą i podporządkuje ją swym pragnieniom. Ponieważ w kontekście kontaktów przelotnych pragnienia te mają charakter głównie seksualny, uległość sygnalizuje zwiększoną dostępność seksualną kobiety i możliwość seksu bez kosztów zaangażowania. Stereotyp „głu­piej blondynki” może jednak wprowadzać w błąd – taki sposób prezentowania siebie przez kobietę sygnalizuje nie tyle brak inteligencji, ile brak barier w dostę­pie do niej, także seksualnym.
Sygnalizowanie nasilonej dostępności seksualnej bywa częścią rozleglejszej intrygi w celu pozyskania przez kobietę trwałego partnera. Czasami jedynym spo­sobem kobiety na przyciągnięcie początkowej uwagi mężczyzny jest oferowanie łatwego dostępu seksualnego, pozornie niepociągającego za sobą żadnych kosz­tów z jego strony. Jeżeli koszty zdają się wystarczająco małe, mężczyzna zostaje bez trudu przywabiony do kontaktu wyglądającego na przelotny. Kiedy już kon­takt taki zostanie nawiązany, kobieta może na różne sposoby uzależniać mężczyz­nę od siebie, stale podnosząc jego korzyści z pozostania, a koszty z opuszczenia związku. Tak więc to, co początkowo wyglądało na seks bez zobowiązań, posłu­żyć może w istocie jako wabik służący powiększaniu zaangażowania mężczyzny. Ponieważ mężczyźni są tak bardzo nastawieni na pozyskiwanie seksu przelotne­go, kobiety mogą wykorzystywać ten mechanizm celem zwabienia ich do trwałe­go związku.

(…)

Na zazdrość seksualną składają się uczucia stanowiące reakcję na spostrzega­ne niebezpieczeństwo grożące naszemu związkowi. Dostrzeżenie niebezpieczeń­stwa prowadzi do pomniejszających lub usuwających je działań – od wzmożenia czujności w poszukiwaniu oznak niewierności drugiej strony do przemocy w sto­sunku do partnera lub rywala (Dały, Wilson, 1988, s. 182). Zazdrość wzbudzają sygnały zainteresowania rywali partnerem bądź też oznaki niewierności partnera czy tylko zainteresowania ewentualnymi rywalami. Funkcją wzbudzonych tymi oznakami emocji – gniewu, smutku, upokorzenia – jest albo odcięcie się od rywa­la, albo powstrzymanie własnego partnera przed dezercją ze związku.

Mężczyźni, którzy nie potrafili rozwiązać tego problemu adaptacyjnego, sta­wali nie tylko w obliczu bezpośrednich strat „reprodukcyjnych”, lecz również ry­zykowali utratą reputacji i pozycji społecznej, co w wypadku rejterady partnerki mogło im poważnie utrudniać pozyskanie następnej. Już u starożytnych Greków „niewierność żony ściągała hańbę na głowę męża, określanego wówczas obraźliwym mianem keratos (rogacz), oznaczającym słabość i nieadekwatność… Choć opinia społeczna dopuszczała tolerowanie zdrady męża przez żonę, tolerowanie niewierności żony przez męża było niedopuszczalne i ściągało nań drwiny jako zachowanie niemęskie” (Safilios-Rotschild, 1969, s. 78-79). Mężczyźni zdradzani są powszechnym przedmiotem kpin.

Zapewne z powodu asymetrii pewności ojcostwa i macierzyństwa większość dotychczasowych badań skupiała się na zazdrości seksualnej mężczyzn, choć jest ona doświadczana, oczywiście i przez kobiety. Kontakt partnera z inną kobietą mo­że, bowiem zawsze doprowadzić do wycofania przezeń własnych zasobów i skiero­wania ich na rywalkę i jej dzieci. Mężczyźni i kobiety nie różnią się ani częstością, ani natężeniem przeżywanej zazdrości, jak to wykazało na przykład badanie stu pięćdziesięciu par, które poproszono o opisanie własnego poziomu zazdrości o płeć przeciwną (White, 1981). Podobne wyniki uzyskano w badaniu ponad dwóch ty­sięcy osób z Węgier, Irlandii, Meksyku, Holandii, byłego Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych i dawnej Jugosławii, które to osoby proszono o podanie własnych reakcji na różne wyobrażane scenariusze zdrady. Mężczyźni i kobiety ze wszystkich siedmiu krajów podawali jednakowo negatywne reakcje na wyobraże­nie flirtu lub stosunku seksualnego drugiej strony z kimś innym. Nie różnili się też intensywnością reakcji na wyobrażane sceny, w których partner obejmuje rywalkę czy tańczy z nią, choć reakcje na te sceny były oczywiście mniej negatywne od re­akcji na flirt i stosunek seksualny. We wszystkich krajach mężczyźni i kobiety zda­ją się, więc jednako reagować zazdrością w odpowiedzi na grożące ich związkom niebezpieczeństwo (Buunk, Hupka, 1987).

Pomimo tych podobieństw, mężczyźni i kobiety ujawniają jednak intrygujące różnice, co do treści zdarzeń prowokujących zazdrość. W jednym z badań poproszono dwadzieścia kobiet i dwudziestu mężczyzn o odegranie roli w wywołują­cym zazdrość scenariuszu(Teisman, Mosher, 1978). Zanim jednak do tego doszło, badanych poproszono o wybranie najbardziej prowokującego scenariusza spośród kilku przedstawionych. Aż siedemnaście kobiet wybrało scenariusz, w którym niewierny partner poświęcał swój czas i zasoby materialne rywalce, a jedynie trzy scenariusz, w którym dochodziło wyłącznie do zdrady seksualnej. Mężczyźni wy­bierali natomiast dokładnie na odwrót – tylko czterech wybrało scenariusz zawie­rający poświęcanie czasu i energii, aż szesnastu – zdradę czysto seksualną. Bada­nie to dostarczyło pierwszej wskazówki, że choć zazdrość typowa jest i dla kobiet, i dla mężczyzn, każda z płci może ją przeżywać z odmiennych powodów. U ko­biet powody te dotyczą problemu pozyskiwania od mężczyzny niezbędnych zaso­bów materialnych, u mężczyzn – problemu pewności własnego ojcostwa.

(…)

Niepowtarzalność ludzkich strategii ma swoje źródło także i w tym, że pozo­stawanie razem przynosi reprodukcyjne korzyści obu płciom i dla obu płci korzy­ści te przeważają nad zyskami ze zmiany partnera. W rezultacie taktyki utrzymywania partnera przy sobie uprawiane są i przez mężczyzn, i przez kobiety (u owa­dów uprawiają je z reguły jedynie samce). Ponieważ ludzie kojarzą się zwykle z osobami o podobnym poziomie wartości reprodukcyjnej, obie strony mają zwy­kle mniej więcej tyle samo do stracenia wskutek rozpadu związku (Buss, 1988b; Buss, Barnes, 1986; Kenrick i in., 1993). Ludzie rozwinęli, więc wiele sobie tylko właściwych taktyk utrzymywania partnera przy sobie. Jedne z najważniejszych to system wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem w postaci zazdrości seksualnej oraz zaspokajanie pragnień partnera.

(…)

Ponadto mężczyźni mają niepokojącą skłonność do ogromnego niedoceniania, jak dalece agresja seksualna jest przykra dla kobiet. Wszystkie tego rodzaju akty agre­sji mężczyźni uznają za znacznie mniej przykre dla kobiet, niż uważają same ko­biety. Jest to oczywiście drzemiące zarzewie konfliktu – niedocenianie bolesności wymuszonego seksu stanowić może jeden z czynników powodujących brak empa­tii mężczyzn dla ofiar gwałtu (Zahavi, 1977). Drastyczną ilustracją tego braku jest pozbawiona serca (i sensu) wypowiedź pewnego teksańskiego polityka, który stwierdził, że jeżeli kobieta nie może uciec przed gwałtem, powinna leżeć spokoj­nie i starać się przynajmniej mieć z niego przyjemność.

Z kolei kobiety przeceniają stopień, w jakim mężczyznom sprawia przykrość skierowana na nich kobieca agresja seksualna – kobiety oceniają ją na 5,13, sami mężczyźni – jedynie na 3,02 (Blumstein, Schwartz, 1983). Tak więc zarówno męż­czyźni, jak i kobiety nie doceniają zdania płci przeciwnej i niezbyt dobrze je rozu­mieją. Obie płcie skłonne są widzieć reakcje płci przeciwnej raczej na obraz i po­dobieństwo swoich własnych odczuć. Mężczyźni sądzą, że kobiety w sprawach agresji seksualnej są bardziej męskie, niż to jest w istocie, a podobny błąd – zmie­niwszy, co trzeba – popełniają i kobiety. Rozpowszechnienie informacji o faktycz­nych odczuciach kobiet wśród mężczyzn i o faktycznych odczuciach mężczyzn wśród kobiet mogłoby, więc stanowić choćby drobny krok na drodze zmniejszania konfliktu między płciami.

W pewnym sensie odwrotnością agresji seksualnej jest oziębłość czy wycofy­wanie się z seksu, o co ustawicznie kobiety oskarżane są przez mężczyzn. Narze­kają oni na takie ich zachowania, jak celowe rozbudzanie mężczyzny, by potem się wycofać z kontaktu, złośliwe flirtowanie na niby czy odmawianie kontaktu seksualnego. Tego rodzaju zachowania oceniane są przez mężczyzn jako wyraźnie przykre (5,03), choć przez kobiety widziane są jako tylko umiarkowanie przykre (4,29). Wycofanie się z seksu jest, więc przykre dla obu płci, choć wyraźnie bar­dziej dla mężczyzn.

Z punktu widzenia kobiet wycofywanie się z seksu spełniać może szereg fun­kcji. Najbardziej oczywistą jest pozostawianie sobie możliwości wyboru między mężczyznami o dużej wartości, gotowymi do zaangażowania uczuciowego i mate­rialnego. Kobiety wycofują się z seksu z pewnymi mężczyznami po to, by zaanga­żować się weń z innymi, których same wybrały. Za pomocą wycofania się z seksu kobiety podwyższają również swoje znaczenie dla mężczyzny – w myśl zasady, że niedostępność każdego dobra podnosi jego wartość. Jeżeli jedynym sposobem po­zyskania kobiety przez mężczyznę będzie poczynienie poważnych inwestycji, poczyni je. Ale jest to następne zarzewie konfliktu między mężczyzną pragnącym szybkiego seksu bez zobowiązań a kobietą, która wycofuje dostępność seksualną, by pozyskać właśnie emocjonalne zobowiązanie mężczyzny.

(…)

Złe traktowanie drugiej strony jest oczywiście taktyką bardzo niebezpieczną. Choć zasadniczym jej celem jest powiększenie zaangażowania partnerki i przy­muszenie jej do działań na rzecz męża, taktyka ta może łatwo przynieść skutki od­wrotne od zamierzonych i doprowadzić do ucieczki kobiety, gdy dojdzie ona do wniosku, że nic gorszego i tak już jej spotkać nie może. Być może właśnie, dlatego mężowie bijący żony często je potem przepraszają, nierzadko plącząc i obiecując poprawę (Dały, Wilson, 1988; Russell, 1990). Tego rodzaju działania służą po­wstrzymaniu żony przed ucieczką.

Bicie żon spotykane jest w wielu kulturach. Wśród Indian Yanomamo zdarza się często, że mężczyźni biją swoje żony kijami za takie „wykroczenia”, jak opie­szałość w podawaniu herbaty (Chagnon, 1983). Co ciekawe, kobiety z tego ple­mienia uważają nierzadko bicie za objaw gorących uczuć mężowskich – interpre­tacja, której zapewne nie podzielają współczesne Amerykanki. Niezależnie od interpretacji, tego rodzaju działania służą podporządkowaniu żony mężowi.

Inną formą złego traktowania drugiej strony jest szydzenie z jej wyglądu. Zdarza się to zaledwie u 5% nowo poślubionych mężczyzn, ale w piątym roku małżeństwa odsetek ten jest już czterokrotnie wyższy. Zważywszy, jak ważny dla kobiet jest ich wygląd, cios wymierzony w ten punkt jest wyjątkowo bolesny. Funkcją takiego postępowania mężczyzny jest zapewne obniżanie mniemania żo­ny o samej sobie, a przez to powstrzymywanie jej od angażowania się w kontakty pozamałżeńskie.

Złe traktowanie partnerek można więc wyjaśnić na gruncie myślenia ewolucjonistycznego adaptacyjnymi funkcjami takiego postępowania. Zrozumienie fun­kcji i celów takiego zachowania nie oznacza jednak wcale jego akceptacji czy aprobaty, podobnie jak to jest i z innymi rodzajami destruktywnego postępowania. Wręcz przeciwnie, zrozumienie przyczyn i warunków pojawiania się takich niepo­żądanych zachowań może przyczynić się do skuteczniejszego im przeciwdziała­nia. Złe traktowanie partnerek przez mężczyzn ma swoje korzenie biologiczne, ale nie jest to w żadnym sensie zachowanie ani konieczne (niczym odruch kolanowy), ani niemożliwe do zmiany. Jego pojawianie się zależy od różnych okoliczności, w tym także od szczególnych cech charakteru mężczyzn. W badaniach nad nowo­żeńcami stwierdziliśmy na przykład, że mężczyźni nieufni i niestabilni emocjo­nalnie czterokrotnie częściej źle traktują swoje żony, niż mężczyźni emocjonalnie stabilni i pozbawieni podejrzliwości. Inne czynniki nasilające poniewieranie żon przez mężów to odizolowanie żony od jej krewnych, brak sankcji prawnych gro­żących mężczyźnie za takie postępowanie, czy sytuacja, w której atrakcyjność żo­ny znacznie przewyższa atrakcyjność jej męża, co nasila się jego lęk przed opuszcze­niem. Zidentyfikowanie okoliczności nasilających szansę złego traktowania kobiety przez męża może być pierwszym krokiem w kierunku przeciwdziałania temu niepożądanemu zjawisku

(…)

Sytuacją, w której stosunkowo często dochodzi do gwałtu, jest randka. Jedno z badań ujawniło, że prawie 15% studentek doświadczyło gwałtu podczas randki. Inne badanie trzystu czterdziestu siedmiu kobiet ujawniło zaś, że sprawcami aż 63% gwałtów są „chłopcy”, narzeczeni czy mężowie ofiar (Gavey, 1991). Najbar­dziej rozległe z dotychczasowych badań nad tym problemem ujawniło, że spośród prawie tysiąca zamężnych kobiet, 14% zostało zgwałconych przez swoich mężów (Russell, 1990). Daleko, więc do tego, by gwałt można było uważać za przestęp­stwo popełniane jedynie przez nieznajomych czyhających w ciemnych alejkach. Jest on zjawiskiem nierzadkim w kontekście kojarzenia się ludzi w pary, stano­wiącym przedmiot zainteresowania tej książki.

(…)

Ewolucyjny wyścig zbrojeń

Kontakty mężczyzn z kobietami nękane są więc licznymi konfliktami – od poty­czek o dostęp seksualny w parach przedmałżeńskich, przez walki o zaangażo­wanie i inwestycje zasobów wśród par małżeńskich, do zaczepek seksualnych w miejscu pracy i gwałtu pośród znających się osób i nieznajomych. Źródła znacznej większości tych konfliktów znaleźć można w odmienności ewolucyjnie wykształconych strategii seksualnych obu płci. Strategie typowe dla jednej płci często utrudniają realizację celów drugiej strony.

Obie strony konfliktu wykształciły w trakcie ewolucji szereg mechanizmów reagowania na utrudnianie własnych celów przez postępowanie drugiej strony. Należą do nich przede wszystkim takie emocje, jak gniew, smutek i zazdrość. Ko­biety najsilniej reagują gniewem na mężczyzn wtedy, kiedy ich postępowanie uniemożliwia im realizację ich własnych strategii postępowania, kiedy mężczyźni na przykład próbują wymusić seks i poniżają je. Podobnie mężczyźni reagują gniewem na utrudnianie im realizacji ich własnych strategii seksualnych, kiedy kobiety odtrącają ich zaloty, odmawiają seksu czy podrzucają „kukułcze jaja”.

Wszystkie te potyczki prowadziły w trakcie ewolucji naszego gatunku do swoistej „spirali zbrojeń” obu płci. Na każdy postęp umiejętności mężczyzn do wprowadzania kobiet w błąd, te odpowiadały rozwojem większych umiejętności wykrywania oszustwa. Na każdą, coraz to trudniejszą próbę, na którą kobiety wy­stawiały mężczyzn, by sprawdzić siłę ich uczuć i zaangażowania, mężczyźni od­powiadali wzrostem umiejętności udawania oznak zaangażowania. A to prowadzi­ło do dalszego wzrostu wrażliwości kobiet na tego rodzaju próby wprowadzenia ich w błąd. Każde ulepszenie w realizacji strategicznych celów jednej płci spoty­kało się z analogiczną reakcją drugiej. Ponieważ zaś strategie seksualne obu płci są częściowo odmienne, owa ewolucyjna spirala zdaje się nie mieć końca.

Ewolucyjnie wykształcona zdolność do reagowania negatywnymi emocja­mi i cierpieniem na przeszkody w realizowaniu własnych strategii seksualnych pozwalają kobietom i mężczyznom działać w sposób pomniejszający ich własne koszty. Czasami oznacza to wycofanie się z dotychczasowego związku.

(…)

Harmonia między kobietą a mężczyzną

 Cokolwiek zostało uczynione przez jakąkolwiek jednostkę w historii ludzkiego gatunku, wyznacza minimalną granicę naszych możliwości. Granica maksymalna — jeżeli w ogóle istnieje —pozostaje całkowitą niewiadomą

John Tooby i Leda Cosmides The Adapted Mind

Kluczowym przesłaniem niniejszych rozważań nad ludzkimi strategia­mi seksualnymi jest idea, że strategie te są ogromnie plastyczne i wrażliwe na kontekst społeczny. Wykształcając różne nasze mecha­nizmy psychologiczne, ewolucja wyposażyła nas w szeroki repertuar zmiennych zachowań pozwalających rozwiązywać różne problemy adaptacyjne związane z doborem partnerów. Z repertuaru tego możemy wybierać dowolne za­chowania pozwalające spełnić nasze pragnienia przy uwzględnieniu konkretnych warunków, w których do spełnienia tych pragnień dochodzi. Tak więc w dziedzi­nie seksu żadne zachowanie nie jest nieuniknione czy wyznaczone nieuchronnym programem genetycznym – ani niewierność czy monogamia, ani przemoc czy ła­godność, ani zazdrosne strzeżenie drugiej strony czy obojętność. Mężczyźni nie są nieodwołalnie skazani na pogoń za przelotnym seksem z licznymi partnerkami, podobnie jak kobiety nie są skazane na wyśmiewanie mężczyzn nieskłonnych do stałego zaangażowania. Nie jesteśmy niewolnikami na zawsze przypisanymi do ról płciowych wyznaczonych przez ewolucję. Znajomość warunków aktywizują­cych każdą ze strategii postępowania umożliwia nam dowolne decydowanie, którą z nich realizować, a którą pozostawić jedynie niewykorzystaną możliwością.

Zrozumienie powodów, dla których seksualne strategie w nas się wykształciły, dostarcza nam potężnego narzędzia umożliwiającego zmienianie naszego własnego postępowania, podobnie jak poznanie fizjologii ludzkiego ciała umożliwia nam wprowadzanie zmian w jego funkcjonowaniu. Wiedząc, co i dlaczego powoduje powstawanie odcisków, możemy ich uniknąć. Podobnie wiedząc, że funkcją zazdrości u mężczyzn jest zapewnienie sobie ojcostwa rodzonych przez partnerkę dzieci, a u kobiet — zapewnienie sobie wyłączności dostępu do zasobów partnera, możemy przewidzieć, które warunki najbardziej będą zazdrości sprzyjały, a w konsekwencji warunków tych unikać. Dysponując tą wiedzą, możemy skonstruować nasz związek w taki sposób, że zazdrość nie będzie w nim wielkim problemem.

W dotychczasowych rozdziałach tej książki posługiwałem się danymi empi­rycznymi na temat stosowanych przez ludzi taktyk przyciągania, pozyskiwania, utrzymywania przy sobie i porzucania partnera celem zbudowania ogólnej teorii ludzkich zachowań seksualnych. Choć nie stroniłem od spekulacji, w zasadzie sta­rałem się ograniczać do ustalonych faktów. W tym rozdziale wychodzę poza owe fakty, próbując pokazać ich szersze implikacje dla kontaktów społecznych w ogó­le, a szczególnie dla kontaktów między kobietami a mężczyznami.

Różnice między płciami

Ponieważ kobiety i mężczyźni stawali w ewolucyjnej przeszłości naszego gatunku przed ogromną liczbą identycznych wyzwań, większość wykształconych przez obie płcie mechanizmów adaptacyjnych jest jednakowa. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni pocą się i doznają dreszczy w trakcie regulacji temperatury ciała, po­dobnie jak obie płcie wysoko cenią sobie inteligencję i niezawodność u stałego partnera życiowego, a także jego lojalność, rzetelność czy skłonność do współpra­cy. Na tle tych licznych podobieństw tym bardziej wyraziste stają się różnice mię­dzy kobietami a mężczyznami. Występują one w takim zakresie, w jakim nasi praprzodkowie różnych płci stawali przed odmiennymi problemami przystoso­wawczymi, które musiały zostać rozwiązane odmiennymi sposobami. Ponieważ na pradawne kobiety spadał główny ciężar opieki nad dzieckiem, to u nich wykształ­ciły się gruczoły mleczne. Ponieważ do zapłodnienia dochodzi wewnątrz ciała ko­biety, to pradawni mężczyźni stawali przed problemem pewności własnego ojco­stwa. Doprowadziło to do wykształcenia się u nich szczególnej preferencji do seksualnej wierności partnerek i psychologicznych mechanizmów zazdrości skon­centrowanej na niewierności seksualnej oraz skłonności do wycofywania własnego zaangażowania w wypadku podejrzeń, że podrzucono im „kukułcze jajo”. Wszyst­ko to wyraźnie ich odróżnia od kobiet (Baker, Bellis, 1995; Buss, Schmitt, 1993; Betzing, 1989).

Niektóre z różnic między płciami są niezbyt przyjemne. Kobiety nie lubią być traktowane jako obiekty seksualne cenione za piękno i młodość, a więc wła­ściwości, na które w przeważającej mierze nie mają żadnego wpływu. Mężczy­źni nie lubią być traktowani jako narzędzie sukcesu cenione za grubość portfela i wysokość zajmowanej pozycji społecznej. Niewątpliwe bolesne jest być żoną mężczyzny, którego pogoń za seksualną różnorodnością skłania do niewierności, podobnie jak być mężem kobiety, którą do niewierności skłania poszukiwanie emocjonalnej bliskości z innym mężczyzną. I dla kobiet, i dla mężczyzn bolesne jest doświadczenie odrzucenia przez płeć przeciwną wskutek braku cenionych przez nią właściwości.

Dość powszechnie przyjmowane założenie nauk społecznych o jednakowości obu płci nie daje się utrzymać w świetle obecnie znanych faktów. Zważywszy siłę ewolucyjnych presji oddziaływujących w odmienny sposób na kobiety i mężczyzn przez tysiące pokoleń, oczekiwanie takiej jednakowości byłoby oczywiście zupełnie pozbawione realizmu. Dziś nie można już wątpić w zasadnicze różnice między płciami – z silniejszą preferencją mężczyzn do partnerek młodych, urodziwych i licznych oraz z silniejszą preferencją kobiet do mężczyzn wysoko stojących w hie­rarchii, zasobnych i skłonnych do dzielenia się swymi zasobami tylko z nimi. Męż­czyźni i kobiety różnią się znacznie strategiami przyciągania, pozyskiwania i utrzy­mywania przy sobie drugiej strony. Wszystkie te różnice zdają się mieć po­wszechny, w dużym stopniu ponadkulturowy charakter i decydują o kształcie poży­cia obu płci.

Niektórzy ludzie starają się różnicom tym przeczyć w nadziei, że po zamknię­ciu oczu znikną i same różnice. Zaprzeczanie ich istnieniu nie na wiele się jednak zda, a harmonijne współżycie obu płci będzie możliwe dopiero wtedy, kiedy róż­nice te dobrze zrozumiemy, pojmując w ten sposób także i odmienność pragnień kobiet i mężczyzn.

Fragment książki „Jak skutecznie przekonywać” – Gerry Spence

Jak skutecznie przekonywać - Gerry Spence

Rozdział 13 PRZEKONYWANIE NAJBLIŻSZYCH Miłość i wojna

BLOKADA: Jeśli nie staniesz w obronie swych praw i tego, czego pragniesz, jeśli nie zajmiesz zdecydowa­nej postawy, rozniosą cię, rozjadą jak cięża­rówka zająca. Musisz walczyć, żeby przetrwać.

KLUCZ: Magiczna ironia wystąpienia w świecie miłości polega na tym, że trzeba nauczyć się przegry­wać, aby wygrać.

Pisanie o tym, jak wygrać jakiś spór w domu, jest pisaniem powieści. Prowadzenie sporu w domu, wystąpienie w ob­ronie pewnych racji jest bardzo wyrafinowaną umiejętno­ścią — może nawet formą sztuki. Opanowanie tej sztuki przewyższa dokonania tych, którzy zdobyli potężne fortu­ny lub wieczną sławę. Znam wielu potentatów przemysło­wych, którzy w domu nie mieli żadnych osiągnięć w tej właśnie dziedzinie. Znam wiele gwiazd świata filmu, które nie mają na koncie żadnych zwycięstw w domowych wy­stąpieniach. Wygląda na to, że progi ich domów emitują jakieś tajemne negatywne siły, które przeistaczają mocne osobowości w niemowy lub paplających obłąkańców.
Znam prawników dorównujących elokwencją Claren- ce’owi Darrowowi, którzy przestępując próg swego domu, w tajemniczy sposób tracą humor i milkną. Znam kobiety, które przez cały dzień tryskają energią, a po wejściu do domu wpadają nagle w stan schizoidalnego zahamowania lub wybuchają wściekłością. Wydaje się, że dom nie jest sanktuarium spokoju, ale strefą działań wojennych. Można odnieść wrażenie, że mieszkańcy domu cierpią na nieod­wracalne zmiany po wybuchu pocisku, że są ofiarami po­urazowych zaburzeń. Jeśli nie uda ci się niczego osiągnąć w nieuchwytnej sztuce przekonywania, wtedy miłość us­chnie jak kwiat maku, którego nie podlewasz.
Nikt nie uczy żadnych technik budowania udanych związków. Żaden uniwersytet nie prowadzi zajęć na temat, jak być, jak żyć, jak kochać, jak angażować się w szczęśliwe związki. Nie ma przedmiotu, który nazywa się: „początki małżeństwa”. Miłość, w swym zenicie, jest połączeniem siły i energii dwojga, którzy wypełniają boską obietnicę ludzkiej siły. W kryzysie miłość staje się niewolą, matnią, piekłem. Najlepsza i najgorsza postać miłości zaczyna się od jaźni.

Tworzenie miłosnego związku poprzez zachowanie jaźni: Jak stworzyć szczęśliwy związek miłosny? Mówi się, że trzeba oddać siebie drugiej osobie. Ja twierdzę, że nie wolno oddawać jaźni. Jaźń, ta wyjątkowa, nieśmiertelna, niezrównana, niepowtarzalna jaźń! Jaźń, twoja, moja, jaźń, która różni się od wszystkich innych jaźni wszechświata — to najcenniejsza rzecz, ponad wszystkie drogocenności, którą wnosimy w związek. Nie oddawaj jaźni!
Postaraj się uzmysłowić sobie tę najważniejszą jaźń. Widzisz ją? Niech będzie czymś, co możesz trzymać w dłoni — filiżanką, a w tej jedynej filiżance zawarty jest twój duch, najwspanialsza treść twej osobowości — twój rodzaj miłości, twój sposób na kreatywność, twoje wyjąt­kowe doświadczenia, twoja szczególna mądrość, tak, twój sposób na zerwanie związku, gniew, niepewność, oba­wy — to wszystko mieści się w twojej filiżance. Widzisz tę filiżankę?
Załóżmy teraz, że angażujesz się w związek uczucio­wy. Wnosisz do niego swą filiżankę jaźni. Podobnie czyni druga osoba. Jej lub jego jaźń jest tak wyjątkowa i niepo­równywalna jak twoja. Gdyby nawet druga osoba wypełniła przestrzeń złotem, a nie wniosła jaźni, i tak panowałaby tam pustka, zupełna pustka.

Czy jaźń, cała filiżanka wraz z zawartością, musi być ceną wejścia do związku? Czyż nie rozumiemy, że jeśli druga osoba musi oddać jaźń, wtedy nie będzie żadnego związku? Czyż nie pojmujemy, że gdy druga osoba oddała jaźń, to łączymy się z prostą osobowością, człowiekiem bez jaźni, który wydał swą jaźń?
Kiedy tylko mam sposobność, zawsze oświadczam, że nie mogę oddać jaźni drugiej osobie jako ceny za przystą­pienie do związku. Nie mogę oddać jaźni kolegom, praco­dawcy, przyjaciołom, klientom jako ceny za akceptację. Sięgnę z ochotą do mojej filiżanki i oddam miłość, lojal­ność, energię, twórczość, poświęcenie. Nie mogę oddać fi­liżanki, bo bez jaźni nie możemy skorzystać z wolnej woli; nie możemy cieszyć się spontanicznością, przeżywać taje­mnicy, nieskończonej drogocenności jaźni, gdyż została ona oddana. Już jej nie ma.
Zakłopotanie zaczyna się wtedy, gdy nie umiemy odróż­nić dawania swej jaźni od dawania swej miłości, lojalności, twórczości czy pracy. Niewolnik pracy, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez maszynę. Niewolnik miłości, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez innego nie­wolnika miłości. Nic nie pozostaje. Filiżanka jest stracona. Druga osoba trzyma w swej dłoni filiżankę, która niedługo będzie pusta. Zaczynamy rozumieć: dar jaźni dla drugiej osoby jest darem, który zużywa się i nie da się uzupełnić.
Związek uczuciowy jest podobny do małej spółki. Wspól­nicy pozostają partnerami i nie stają się wzajemną włas­nością. Szanują się. Wspólnie pracują, troszczą się o sie­bie, są wobec siebie lojalni, wspomagają się twórczo. Nie stają się jednością. Jeśli wola jednego opanuje wolę dru­giego, partnerstwo zostanie zniszczone, a pozostanie pan i sługa. Druga osoba zmieniła się w rzecz, która została przejęta, co niszczy spółkę, gdyż z definicji w spółce musi działać dwóch niezależnych partnerów.

Jak przegrać w wyniku zwycięstwa: Pojmując tę istotę związku opartego na miłości, rozumiemy także, iż wszyst­kie starania o sprawowanie władzy nad innym są atakiem na związek, który znajduje się wtedy w zagrożeniu, gdyż zanik jaźni jest zanikiem tego związku. Paradoksalnie, na tyle przegrywamy, na ile wygraliśmy, na ile druga osoba uległa. Przedstawię istotę takiego podejścia w następującej rozmowie:
—                Chcę, żeby było po mojemu. Musisz ustąpić. Moja wola liczy się w tym związku. Moje życzenie jest jedynym życzeniem.
—                Dobrze. Ustąpię. Nie mam żadnej woli. Twoja wola jest moją wolą.
—                Cieszę się, że zgadzasz się ze mną.
—                Tak, panie. Jestem na twe rozkazy.
—                Jeśli ja mam rozkazywać, rozkazuję ci mówić.
—                Co mam powiedzieć, panie?
—                Powiedz coś!
—                Cokolwiek powiesz, panie.
—                Mów!
—                Tak, panie.
—                Dlaczego się sprzeciwiasz?
—                Cokolwiek zechcesz, panie!
—                Na Boga, powiedz coś! Zrób coś! Skończ z tym pła­szczeniem się. Bądź kimś! Czuję się przez ciebie taki sa­motny. Nie wiesz, jaki jestem samotny?
—                Masz mnie, panie.
—                Nie czuję twej obecności.
—                Ja jestem tobą, panie.

Poznawanie sztuki przegrywania: Uargumentowanie swego stanowiska w przypadku związku uczuciowego opartego na miłości, to znaczy uzyskanie tego, o co nam chodzi, wymaga strategii. Strategia z kolei wymaga ustalenia hierarchii ważności celów. Co stawiamy na pierwszym miejscu?
Po pierwsze, chcemy kochać i być kochani, prawda? Chcemy być szczęśliwi, spokojni, żyć bez obaw. Chcemy się rozwijać, poznawać nowe. Związek miłosny jest ogro­dem, w którym sadzimy, uprawiamy i zbieramy najcen­niejsze plony, nas samych, i w którym druga osoba korzy­sta z równie żyznej gleby dla swego rozwoju i rozkwitu. Jeśli tego właśnie oczekujemy, to tylko głupiec zmarnował­by ogromne możliwości tkwiące w takim związku, próbując go zdominować, gdyż panowanie i miłość, decydowanie i udany związek stoją w sprzeczności.
Ona chce pójść na koncert i posłuchać Bartoka, a on nienawidzi wszelkich symfonii, a szczególnie Bartoka. Ale ktoś, nawet o umyśle obłąkanej mangusty, wie, że wstrzy­manie się z uwagami przez dwie godziny muzyki Bartoka i dostarczenie drugiej osobie przyjemności nie kosztuje zbyt wiele. Gdzie można dostać coś taniej? Ponadto czyż nie lepiej pójść już na ten koncert, niż rozpoczynać awanturę, która skazi małżeństwo urazą i rozdrażnieniem, a później pociągnie za sobą konieczność próśb o przebaczenie i przy­wrócenie do łask?
Jeśli sztuka przekonywania w związku uczuciowym jest sztuką otrzymania czegoś, co chce jedna strona, to oczy­wiście działa tu także stała zasada, stałe prawo psychiki, które brzmi: nic za nic. Mówiąc inaczej, nie można w mi­łości dostać tego, czego się chce, jeśli druga osoba także nie uzyska tego, czego chce. Gdy zderzają się te przeci­wieństwa, wtedy sztuka prowadzenia sporu, niczym Bat­man ze swą peleryną, musi spłynąć z obłoków dla rato­wania spokoju i wzmocnienia związku.
Przeżywszy dziewięć szczególnych dni w czasie mego ponad czterdziestoletniego małżeństwa mogę zaświadczyć o prawdziwości powyższego; co za tym idzie, starałem się ogromnie zostać biegłym w sztuce przegrywania. Mogę jed­nak dodać, że porażki dające mi najwięcej zadowolenia, to takie, które sam wyreżyserowałem, krótko mówiąc: aby celować w sztuce domowych sporów, należy opanować sztu­kę przegrywania.

Panowanie, czyhający aligator: Przekonaliśmy się już, że panowanie na polu bitwy jest niezbędne do zwycięstwa. Panowanie i dominacja w miłości jest czymś zupełnie nie­samowitym. Przypomina mi to potężnego aligatora, który leży sobie pod powierzchnią wody i wystawia oczy. Oczy penetrują otoczenie w poszukiwaniu ofiary, żeby ją zaata­kować i pożreć. W końcu nieodparta konieczność, żeby zapanować nad wszystkim, obejmie nawet najbardziej try­wialne sprawy. Aligator czeka. Gdy coś wpadnie do wody, wtedy dopiero zaatakuje.

Dlaczego musimy zawsze dążyć do panowania: Przy­chodzimy na świat zupełnie nadzy, bez żadnych doświad­czeń. Prawie natychmiast dostajemy odzienie i różne rady: „Panuj nad sobą. Nie złość się. Nie płacz. Bądź cicho! Odpowiadaj, gdy ktoś mówi do ciebie. Tylko tchórz się boi”. Od pierwszych dni życia jesteśmy zmuszani do trzy­mania swych uczuć w ryzach. Czy widziałeś kiedyś jakąś roślinę, która wegetuje pod deską, pozbawiona światła? Życie i rozwój takiej rośliny są stłumione. Jej kiełki są mizerne i pokręcone jak spaghetti. Jeśli podniesiesz deskę, nie możesz pozostawić takiej słabej rośliny na słońcu, gdyż nie wytrzyma.
Nasza psychika jest też tłumiona swoistymi hamulcami. Uczucia pod nimi są skrzywione, poskręcane i rozpaczliwie szukają uwolnienia. Boimy się. Nasza kreatywność jest zni­szczona. Jesteśmy spragnieni słońca, ekspresji. Nasza oso­bowość zanika. Wciąż jednak mamy na twarzy wieczne, głupkowate uśmiechy. Zakładamy maski. Udajemy. Musi­my udawać. Nie mamy odwagi być sobą. Nie wolno od­słaniać małej, delikatnej, powykrzywianej roślinki. Jesteś­my straceni pod tą deską, ponieważ nigdy nie widzieliśmy samych siebie. Nie wiemy, kim jesteśmy. Jesteśmy zrozpa­czeni. A nasza potrzeba panowania staje się patologiczna!
Panować! Ach, ta neurotyczna, alarmistyczna, zaborcza po­trzeba! Agresja i symbiotyczna potrzeba panowania to neu­rotyczna walka człowieka ze śmiercią. Człowiek walczący ze śmiercią jest bojaźliwy, w tej walce rezygnuje z życia.

Panowanie jako broń: Nadużywanie władzy nie jest najlepszą bronią. Miłość jest najbardziej odpowiednim orę­żem, tylko miłość. Zwracam się z prośbą o to, żeby spraw­dzić broń, tę, która jest w zasięgu ręki obu stron, jeszcze przed wejściem, na progu. Zostawcie broń na zewnątrz. Wejdźcie w związek bez broni. Nadal możesz pozostać so­bą. Zostawiłeś broń na zewnątrz, tę broń — panowanie — której chciałeś użyć do unicestwienia drugiej osoby, a więc druga osoba też może czuć się zastraszona.
Czy widzisz obie strony inaczej? Czy widzisz, jak idą wieczorem spać z sześciostrzałowym rewolwerem przypię­tym do pasa?
—                Dobranoc, najdroższa. Kocham cię — mówi on, do­tykając lekko kabury, żeby sprawdzić, czy rewolwer jest w porządku.
—                Dobranoc — mówi ona — przyjemnych snów. Od­wracając się, kładzie rękę na trzonku młotka.

Panowanie poprzez rezygnację z panowania: Ludzie mają prawo, a czasem nawet i obowiązek, aby się sprze­ciwić, nie zgadzać. Mają prawo do swoich idei. Różnice identyfikują ich, gloryfikują, wysławiają. Poważne sprawy małżeńskie — dokąd jechać na urlop, jak wydawać pie­niądze i inne — to żadne kwestie. Istnieje jedyne, wie­czne, zdradzieckie zagadnienie: kto będzie panował? Jeśli przyjrzeć się temu bliżej, panowanie i dominacja stanowią sedno wszelkich sporów w każdym związku opartym na miłości.
Gdy byłem młodszy, moja potrzeba panowania była o wiele bardziej natarczywa niż dziś. Jej źródłem był strach. Jeśli nie ufam drugiej osobie, jeśli boję się, że wyrządzi mi krzywdę, jeśli mam obawy, że ograniczy moją swobodę i wreszcie, gdy nie jestem pewien samego siebie, potrzeba panowania staje się decydująca, najważniejsza. W miarę up­ływu czasu i pogrążania się w pracy zawodowej przekona­łem się, że nie mam ani czasu, ani energii, ani, niestety, umiejętności, żeby panować nad wszystkimi i wszystkim.
Mógłbym przytoczyć tu wiele żałosnych opowieści o tym, jak uczyłem się tej prostej prawdy, którą teraz gło­szę, że panowanie i szczęśliwe małżeństwo to sprawy, któ­re się wykluczają. Dzień, w którym wreszcie zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję panować nad Imaging, że wła­ściwie nie powinienem panować nad nią, że w rzeczywi­stości nie umiem panować nad nią i że gdybym umiał, to doprowadziłbym do zniszczenia naszego małżeństwa, był początkiem naszego związku.
Jeśli ktoś może panować nad drugą osobą, utrzymuje związek tylko z samym sobą, a stan pewnej masturbacji wypiera małżeństwo. Druga osoba staje się marionetką partnera. Co za dziwny układ! Jeśli ktoś panuje w małżeń­stwie, to nie ma tam nic z małżeństwa.
Nie odkryłem tego w jakiś nagły sposób. Przychodziło to powoli, przesączało się przez prawie nieprzepuszczalną zaporę zwaną umysłem, bywało zapominane wiele razy i docierało do mnie ponownie. Moje odkrycie było skąpane w złości, zatopione w łzach, aż wreszcie któregoś dnia sta­ło się oczywiste, prawie oczywiste. Nawet i dziś zdarza mi się zapomnieć. Wtedy jest to bardziej bolesne. Niekiedy ku memu zmartwieniu przekonuję się, że po tych latach doświadczeń i uroczystych przyrzeczeń, mocnych posta­nowień, by nie powracać do potrzeby panowania, zdarza mi się ulegać temu złemu duchowi małżeństwa, duchowi panowania, który nigdy do końca nie zostaje pokonany.

Strofowanie jako panowanie: Zawsze podziwiałem Imaging za to, że nigdy mnie nie strofuje.
— Dlaczego mnie nigdy nie strofujesz? — zapytałem.
Było mnóstwo powodów, żeby tak zrobić. Mam na my­śli całą litanię zaniedbań i uciążliwości — porozrzucane ubranie, klapa od sedesu, zakrętka od pasty do zębów, chrapanie, bezustanne chrapanie, które mogło zmieść dach z kurnika. Odpowiedziała jakby zaskoczona:
— Jak mogę mówić dorosłemu mężczyźnie, co ma ro­bić? Kto mi dał prawo, żeby panować nad życiem innej osoby?
Wystarczająco wcześnie zrozumiała, że strofowanie to neurotyczna próba panowania w jego najgorszej postaci. Strofowanie jest prawem zarezerwowanym wyłącznie dla neurotycznych matek i ojców niepewnych swego.
Niemożność sprawowania kontroli jest często źle od­bierana jako niezdolność lub słabość. Rezygnacja z pano­wania jest często uważana za poddanie się.
Zaniechanie panowania jest niewłaściwie interpretowa­ne jako niepowodzenie. Panowanie w małżeństwie nie ma nic wspólnego z możliwością, powodzeniem czy nawet męs­kością. Co dziwne, to zupełnie coś przeciwnego. Wszystko w miłości tajemniczo działa na odwrót.

27 740 kolacji: Wyobraźmy sobie taki związek, w któ­rym obie strony zdobyły czarny pas w dziedzinie walki na słowa i obie strony są zagorzałymi zwolennikami pa­nowania. Ona mówi, że jest zmęczona i chce pójść do restauracji Jorgego na kolację. On mówi, że też jest zmę­czony i chce zostać w domu. Jedna ze stron musi oczy­wiście przegrać, a prawda jest taka, że dzisiejsza kolacja będzie jedną z 27 740 kolacji, które człowiek średnio zja­da w ciągu życia. Gdyby miała to być ostatnia wspólna ko­lacja, nie byłoby żadnych waśni, żadnego konfliktu, żad­nej kwestii panowania. Byłyby tylko uśmiechy, miłość, łzy, czułość, pełna zgoda.
Można by rozważać inne jeszcze sytuacje prawdopo­dobnych konfrontacji — ostatnia przejażdżka samocho­dem, ostatnia sposobność kupienia sukienki dla ukochanej, ostatnie wyjście na koncert, kiedy to trzeba by wbić się w sztywny smoking i słuchać chaotycznych dźwięków mu­zyki Bartoka, pocąc się przy tym i znosząc katusze.
Tylko największy idiota wystawiłby małżeństwo na pró­bę, żeby przejąć panowanie w trakcie jedzenia kolacji, jed­nej z 27 740. Załóżmy jednak, że zasadnicza rozmowa mię­dzy tymi posiadaczami czarnych pasów spada na najniższy poziom rozgoryczenia, na dno, jak głaz rzucony w bajoro.
On: Zawsze chcesz gdzieś wyjść. Czy uważasz, że śpimy na pieniądzach? Za kolację u Jorgego zapłacimy tyle, co za zakupy na cały tydzień. Ona: (zmęczona, zła, roztargniona): Ty myślisz tylko o pie­niądzach. Nigdy nie pomyślisz o mnie. Kochasz tylko te pieprzone dolce. Nie ożeniłeś się z banknotem. Po­ślubiłeś kobietę. On: Dobrze by było, gdybyśmy zapłacili tylko parę dola­rów za tę kolację. Ona: Ja pracuję równie ciężko jak ty. Też zarabiam pienią­dze. Nie jestem twoją maszynką do robienia forsy. Nie haruję cały dzień po to, żeby wracać do domu i pichcić.

On: Gdybym spełniał wszystkie twoje zachcianki, dawno zostalibyśmy bez grosza. Musiałabyś pracować na trzy etaty, żeby zapłacić za wszystko, na co masz ochotę. Może trochę spasujesz, co? O nic więcej cię nie proszę. Po prostu spasuj, a będzie dobrze. Ona: Nie tylko ja wydaję wszystkie pieniądze, ty dupku. (Zaczyna się obniżanie poziomu rozmowy.) Ja kupo­wałam nowe kije do golfa. Ja jeździłam z chłopakami na ryby do Kalifornii, ja… On: Chwila. Nareszcie wiem, o co ci chodzi. Zawsze byłaś przeciwna wszystkiemu, co chciałem zrobić dla sie­bie. Nie możesz znieść tego, że dla odprężenia po­gram czasami w golfa. Nie mogłaś przeboleć, jak jeździłem na ryby, zamiast zabierać cię na te cholerne Wyspy Dziewicze. Chcesz, żeby był remis, tak? Chcesz wydać cały nasz majątek, żeby był remis. To idiotyczne. Jesteś walnięta! (Dorównuje jej w obniża­niu poziomu rozmowy.)
Ona: Ty niedorajdo! Nie wyzywaj mnie od walniętych! Mu­sisz mieć rozum w dupie! Ty uważasz, że ja jestem nienormalna? A kto nazwał moją matkę czarownicą tylko dlatego, że chciała, abyś nas zabrał do Jorgego? To jest normalne? To ty jesteś najgorszym dusigro- szem, największym gnojem, którego nosi ziemia w Georgii. (Teraz następuje ostateczny cios.) Mam nadzieję, że wykrwawisz się na śmierć przez te swoje hemoroidy!
On: Ty świnio. To ostatnia obelga, którą znoszę. (Wycho­dzi, przegrał.)
Ona: Nie wracaj! (Też przegrała. Wykrzykuje coś za nim. Zatrzaskuje jej drzwi przed nosem. Ona znów otwiera i krzyczy.) Zmieniłam zdanie! Wróć i zabierz swoje ciuchy! Nie nadają się nawet dla Armii Zbawienia! (On rzuca kawałkiem drewna, który pies wywlókł na trawnik, ale nie trafia.) Ona: Zadzwonię na policję.
On: Lepiej nie. Wsadzą cię za to, że jesteś najbardziej wstrętną babą, jaką zna historia. (Sądzi, że to będzie ostatnie słowo, które padnie tego wieczoru.) (Wszyscy sąsiedzi są już w oknach. Pies zaczyna wyć. Trawa przed domem zżółkła. Niebo pokryło się pur­purą.)
Pole walki to krew, ranni i umierający, nosze i plasty­kowe worki, do których zbiera się trupy. Dom nie został pomyślany jako pole walki. Nie wygrywa się sprzeczki do­mowej poprzez ciskanie najbardziej podłych obelg, jakie człowiek jest w stanie wymyślić. Ze smutkiem trzeba po­wiedzieć, że kłótnie niszczą więcej domów niż bomby. Więcej jest ludzi bezdomnych w swoich domach niż bez­domnych na ulicach.
Zwycięzca domowej potyczki nigdy nie jest wygranym. Jak mężczyzna, który kocha swą znużoną i zmęczoną żonę, może wracać do domu i prosić ją o przygotowanie czegoś do jedzenia? Ktoś kiedyś powiedział żartem: „Dom to układpół na pół: mąż mówi żonie, co ma zrobić, a żona mówi mężowi, dokąd ma pójść”.
W związku opartym na miłości decydujące, zwycięskie wystąpienie to takie, które nie zostanie nigdy wygłoszone.
Jeśli związek uczuciowy jest rzeczywiście zbudowany na miłości, czyż oczywiste nie jest to, że panowanie nie jest kochaniem?

Miłość jest zwycięska: W przykładzie, który przytoczy­łem powyżej, mąż był przekonany, że żona nierozważnie wydaje pieniądze, co może spowodować kłopoty finanso­we. Sądził, że wymierzała mu karę za to, iż on wydawał pieniądze na swoje zachcianki. Chciał zapanować nad nią z obawy i niedowierzania. Problem nie tkwił w tym, dokąd pójść na kolację, ale w jego obawie i niedowierzaniu. Żona z kolei była pewna, że mąż jest nieczułym, samolubnym hipokrytą, który jej nie szanuje. Jak mógł wydać tyle pie­niędzy na swoje zachcianki i nie zabrać jej na kolację po tak wyczerpującym dniu spędzonym w biurze? Czując się nie kochaną, nie docenianą i wykorzystywaną, zapragnęła nad nim zapanować. Stanowisko żadnego z nich nie było oparte na tym, co każde chciało dla drugiej osoby. Nurzając się w niedowierzaniu i urazach z przeszłości, oboje byli żądni panowania.
Sprawa, która stała się zaczątkiem całej potyczki, nie polegała na tym, gdzie tamci dwoje mają zjeść kolację, ale jak mają wydrzeć serce przeciwnikowi. Celem było rozgniecenie drugiej strony na płaszczyźnie emocjonalnej i skąpanie w krwawej łaźni słów. Gdyby chodziło o miłość, chcieliby wspólnie zatrzymać się na piknik gdzieś przy uroczej drodze.
Naprawdę problem tkwi w tym, aby wiedzieć, o co się sprzeczać i o czym przekonywać. Czy chodzi o kupienie nowego samochodu, czy o ukaranie za dawne sprawki? Czy chodzi o uruchomienie nowej działalności, czy o zazdrość i niepewność? Miłość w związku uczuciowym powinna za­wsze leżeć u podstaw wszystkich kwestii. Wyjawiony temat jest najczęściej pretekstem do wojny. Bez pretekstów nie byłoby wojen.
Czy chęć zaspokojenia zachcianek drugiej strony nie jest naturalnym następstwem kochania tej osoby? Czy spełnie­nie jej lub jego zachcianek nie spełnia naszych i przez to nie daje nam zwycięstwa? Jeśli ktoś kocha, to czy istnieje konieczność panowania? Gdy ktoś rezygnuje z dążenia do panowania, to opanował najważniejszy etap sztuki prze­grywania, co paradoksalnie staje się subtelną sztuką zwy­ciężania. Powiedzmy to jeszcze raz: aby opanować sztukę domowych sporów, należy posiąść sztukę przegrywania. Aby wygrać, naucz się, jak przegrywać.

Płacz jako broń: Okiem huraganu jest płacz. Istnieją dwa rodzaje płaczu: taki, który ma być słyszany, i taki, który nie ma być słyszany. Płacz, którego nie mamy usłyszeć, jest prawdziwym uwolnieniem udręczenia lub bólu. Płacz, który ma być usłyszany, może być jeszcze jednym rodzajem broni używanej w domowych sporach. Oznacza on: „Zmusiłeś mnie do płaczu. Zrzucę przez to poczucie winy na ciebie, żebyś cierpiał za to, co mi zrobiłeś. Patrz, co zrobiłeś! Ja płaczę. Jeśli nie robisz tego, co chcę, być może już nigdy nie przestanę. Będę płakać, aż ziemia wyleci z orbity i wpadnie w nicość, albo przynajmniej do jutra”.

Patrzenie na czyiś płacz jest niemiłe. Może doznajemy wtedy pewnego rodzaju pierwotnego strachu, który budzi dziecko, wspomnienie pierwszego szlochu matki.

Porażka, która zapewnia wygraną: W rozważanym po­wyżej przykładzie dwoje ludzi zaczęło wieczór od wyraże­nia chęci spędzenia go w taki sam sposób. Chcieli przeżyć miłe chwile i pozornie być z sobą. Spór mógł się zakończyć wygraną jednej ze stron, gdyby poznała nieuchwytną, ale istotą sztukę przegrywania.
Cała rozmowa mogłaby przebiegać następująco:
— Kochanie, padam ze zmęczenia. Może byśmy poszli do Jorgego wieczorem?
Mąż, spoglądając na żonę i widząc, że rzeczywiście jest bardzo zmęczona, mówi:
—               Oczywiście, skarbie. Musiałaś mieć ciężki dzień.
W tym miejscu jego sprawa wydaje się już przegrana —
i wygrana.
Mógłby mówić dalej, przedstawiając swoje stanowisko:
—               Jest pewien problem.
—               Jaki?
Zona patrzy na męża i słucha uważnie.
—               Wydaliśmy w tym tygodniu trochę za dużo.
Gdyby żona miała takie samo podejście do sprawy, jak
mąż i była równie mocno z nim związana, potraktowałaby to bardzo poważnie.
—               Myślałem — kontynuuje mąż — że dziś zabiorę cię do Taco Bell (niewinny śmiech), a do Jorgego — w przy­szłym tygodniu.
Widząc, że żona zamierza pójść na kompromis, dodaje:
—               Po kolacji u Jorgego wrócimy do domu i…
Nie kończy, spoglądając wymownie na żonę.
—               Zgoda — mówi ona z błyskiem w oczach.
Idą do Taco Bell i chyba nie będą czekać cały tydzień, żeby spełnić tę zmysłową obietnicę.
Współcześni psychologowie przychylają się do rozwią­zania „wygrana — wygrana”. W małżeństwie rozwiązania są bardziej typu „przegrana — przegrana”; obie strony wy­chodzą z potyczki zwycięsko, gdyż w układzie miłosnym przegrana zapewnia dar, który zawsze wraca.

Życie w szybkim tempie: Żyjemy w ogromnym pośpie­chu, w szybkim tempie. Nie mamy szans na przemyślenie decyzji przed jej podjęciem. Gdy żona powiedziała, że chce iść na kolację do Jorgego, mąż nie mógł odrzec:
—               Rozważę to i odpowiem ci za tydzień.
Musiało to być albo „tak”, albo „nie”. To decyzja chwi­li. To życie na grzbiecie fali, która rozbije się o brzeg. Nie ma czasu na analizę wszystkich niemożliwych do przewidzenia sił, które składają się na rezultat końcowy.
W konsekwencji nasze pochopne decyzje, podejmowane często pod wpływem impulsu, wypływające z podświa­domej głębi, mogą mieć długotrwałe następstwa.

Założenia, aby wygrać: Ponieważ nie mamy czasu, aby rozważać wszystkie dane natury psychologicznej, które mogą wpłynąć na nasze decyzje, podejmujemy je natych­miast. Musimy poczynić założenia oparte na wierze, które nie zagrażają bezpieczeństwu żadnego związku. Zakłada­my, że:

  • druga osoba jest wiarogodna;
  • druga osoba mówi nam prawdę, dla swego dobra;
  • druga osoba nie ukrywa żadnych spraw;
  • druga osoba nie próbuje nas unicestwić.

Poczyniwszy takie założenia, możemy podejmować de­cyzje, które będą służyć dobru małżeństwa w nagłych mo­mentach. Jeśli nie możesz przyjąć tych założeń w związku, w którym trwasz, ta rozprawa nie ma tu żadnego zastoso­wania i nie jestem w stanie wiele ci zaoferować poza tym, żebyś przyjrzał się swemu małżeństwu, zajrzał do wnętrza swej duszy, skorzystał z pomocy, jeśli to konieczne, a po­tem podjął decyzje, które mają prawo pierwszeństwa przed omawianymi w tym rozdziale.

„Spełnianie wymagań” jako broń: Przyznaję, że mał­żeństwo to nie tylko dawanie, a ta książka, która ma po­noć przekazywać użyteczne informacje na temat sporów i przekonywania, winna traktować obszerniej o wystąpie­niu w obronie swoich racji niż o wyświechtanych ide­ałach o dawaniu, rezygnowaniu, poddawaniu się. Jak się przekonaliśmy, strategia każdego wystąpienia dopasowana jest do uczestników sporu i jego celu. Wystąpienie skie­rowane do sędziego lub ławy przysięgłych jest inne niż kierowane do współmałżonka. Ta różnica, przynajmniej w części, określana jest przez odmienność decyzji, która ma zostać podjęta. Pozwólcie, że przytoczę przykład:Gdy chodzi o wystąpienie przed sędzią czy ławą przy­sięgłych, decyzja będzie wyrokiem o winie lub niewinności strony, na rzecz której działamy. W związku uczuciowym nigdy nie wolno nam udzielić sobie prawa do takich roz­strzygnięć. Nie dajemy drugiej osobie władzy, aby określała nas jako „świnię” czy „niedorajdę”. Nie udzielamy drugiej osobie prawa do przypisania nam winy.
Spory w związku opartym na miłości są niczym środki do wzajemnego porozumiewania się, a nie do ferowania wyroków.
Krótko po ślubie z Imaging stanęliśmy przed decyzją wybrania tapety do salonu. Nie mogliśmy dojść do poro­zumienia. Mój gust odbiegał od gustu żony. Według Ima­ging nie miałem wtedy wielkiego pojęcia o tym, co się na­daje do salonu. Toczyliśmy swoisty bój, wyrażaliśmy dość głośno i gwałtownie nasze opinie, zacietrzewiając się przy tym z całą zapalczywością.
—                Ta mi się podoba — stwierdziła Imaging.
—                Wygląda jak przekrojona, chora wątroba, którą za­mrożono.
—                Jak możesz tak mówić? To klasyczny, wenecki wzór.
—                Wenecjanie byli degeneratami i ślepcami. Ślepców nazywano Wenecjanami, pamiętasz? Ta jest ładna.
—                Nie powiesiłabym tego nawet w piekle, gdybym była diabłem.
Toczyliśmy coraz gorętsze dyskusje. Nagle Imaging zam­knęła katalog z próbkami tapet.
—                Jest tu dwieście próbek — oświadczyła. — Takich katalogów jest jeszcze więcej. Uważam, że powinniśmy skierować energię na znalezienie wzoru, który obojgu nam się podoba, zamiast kłócić się o te, których nie chcemy.
Tak właśnie ustaliliśmy. W końcu znaleźliśmy odpo­wiedni wzór. Katalog z próbkami tapet stał się symbolem załatwienia mnóstwa spraw, które od czasu do czasu po­jawiały się w naszym małżeństwie.
—                Wiesz — mówiła Imaging, gdy nie mogliśmy się po­rozumieć co do kupna mebli lub wyjazdu na urlop — w katalogu z tapetami jest mnóstwo próbek. Zawsze było i wciąż jest.

A to inna sytuacja:
—                Kochanie, jadę z chłopakami na ryby do Montany.
W tym katalogu nie ma raczej zbyt wielu próbek, praw­da? Albo pojedzie się na ryby, albo nie. Już słyszymy, jakie wypowiedzi padną w rozmowie, która nie przyniesie ni­komu pożytku:
—                Zarabiam te pieniądze i wydam je tak, jak będę chciał.

Albo:
—                Nie bądź taka. Żona Jima jest zadowolona, że on chce jechać. Mówi, że na to zasłużył.
Staraj się nie zaogniać sytuacji. Daj drugiej osobie od­powiednią władzę.
—                Kochanie, chciałbym pojechać z chłopakami na ry­by. Co o tym myślisz? Wyjeżdżają w czwartek na cały ty­dzień. Zapowiadają się niezłe połowy na rzece Madison.
—                Myślałam, że razem gdzieś pojedziemy.
—                Może jesienią, gdy liście są takie romantyczne? Za­wsze chciałem pojechać z tobą jesienią do Nowej Anglii.
—                Świetnie. Odwiedzę mamę, jak będziesz na rybach.
Sielanka. To się może zdarzyć tylko w książce. Twier­dzę jednak, że taka rozmowa, choć może wydaje się zbyt idealistyczna, zdarzy się w małżeństwie, które tworzą doj­rzali ludzie.
Co by jednak było, gdyby na propozycję wyjazdu do Nowej Anglii jesienią, ona powiedziała:
—                zawsze składasz obietnice bez pokrycia. W tym roku znów znajdziesz jakąś wymówkę. Tak jest zawsze.
Potrzeba panowania występująca w innych jest prze­ważnie proporcjonalna do naszej zanikającej wiarogod- ności. Ja ciągle apeluję o poskromienie chęci panowania. Przekaż siłę drugiej osobie, daj jej władzę. Do każdego star­cia potrzebne są dwie osoby, a jeśli jedna z nich się wycofa, walka musi dobiec końca.

Może on powie:
—                Masz rację. Czasami nie dotrzymuję obietnic.
Ona może dodać:
—                Tak, właśnie tego nie musisz obiecywać.
Co teraz? Odrzuć chęć panowania.
—                Dobrze, kochanie — odpowiedz łagodnie.
—                Co „dobrze”? — powie ona nie tak łagodnie.
—                Dobrze. Nie powinienem obiecywać czegoś, czego nie dotrzymam. Wiem, że to nic przyjemnego.
„Wiem, że to nic przyjemnego” znaczy, jak pamiętamy, „Rozumiem cię” albo: „Wiem, jak ci przykro”. Znów wy­grała.
Umożliwienie odniesienia zwycięstwa innym eliminuje sprawę panowania. W chwili, gdy on wstaje i mówi: „Jesteś głupia jak but. Zawsze dotrzymuję obietnic”, sprzeczka się kończy, a małżeństwo jest na najlepszej drodze do rozpadu.
W momencie, gdy on wstaje, kręci głową jak mały kucyk i zadaje pytanie, najgłupsze, jakie można wtedy zadać: „Czy ja kiedykolwiek…?”, spada na niego niczym lawina cała lita­nia nie dotrzymanych obietnic, z podaniem miejsca i czasu.
Jeśli potwierdzi, że to jego wina, być może wtedy ona już nic nie powie. To są właśnie te niebezpieczne chwile, krytyczne momenty. Straszna, przerażająca, nieprzeniknio­na cisza. Ona zwyciężyła. Mąż przyznał, że nie dotrzymuje obietnic, a ona chce na tym skończyć. Co teraz?

Jeszcze raz apeluję: ustąp i odrzuć myśl o panowaniu. Wróć do sprawy następnego dnia, gdy atmosfera się po­prawi.
—                Kochanie, co sądzisz na temat mojego wyjazdu na ryby z chłopakami? Wczoraj nic nie udało się nam ustalić.
Kiedy ona odpowie: „Dzisiaj też nie chcę o tym rozma­wiać”, wtedy reakcja może brzmieć następująco:
—                Okay, czy powiesz mi, kiedy będziemy mogli o tym pogadać? Muszę dać chłopakom odpowiedź do jutra rana.
Załóżmy, że ona nie wraca do sprawy. Chce pokazać, że panuje nad nim, że ma władzę.
A cóż począć, gdy nadchodzi pora podjęcia decyzji, ona zaś nic nie mówi? Rozmowa mogłaby tak przebiegać:
—                Chciałbym porozmawiać o moim wyjeździe.
—                Uważam, że to mnie najpierw należy się wyciecz­ka — mówi ona.
Teraz on musi podjąć decyzję. Czy ona ma rację? Może mieć rację. Może to jej się należy wycieczka. Może on jeździł już z kolegami setki razy, a dla niej te jego podstę­pne obiecanki są nie do zniesienia? Gdy dochodzi do ta­kiego krytycznego momentu, on musi słuchać. Może dał jej wcześniej powody, że przestała mu wierzyć; może z uwagi na własne doświadczenia boi się zostać sama? Mo­że po prostu nie czuje się bezpieczna i nie może się od­prężyć?
Gdy on powie: „Jadę, czy ci się to podoba, czy nie. Nie będziesz mi rozkazywać”, rozjątrza tym samym jej potrzebę panowania, obojętnie jak silna byłaby ta potrzeba. On musi wiedzieć, co to jest i umieć sobie z tym radzić.
Ostatnia wymiana zdań świadczy o tym, że mamy do czynienia z małżeństwem ludzi nie za bardzo dojrzałych, niezbyt sobie ufających. Strony nie mają poczucia bezpie­czeństwa, a małżeństwo nie jest dla nich rajem na ziemi. Może czują się jak w pułapce. Nikt nie lubi pułapek. Pa­miętaj: wszystkie stworzenia, łącznie z ludźmi, zawsze pró­bują wydostać się z pułapki. Słyszę znów słowa Imaging: „Kto dał mi prawo, aby mówić dorosłemu mężczyźnie, czy może jechać na ryby, czy nie? Nie jestem jego matką”. Jeśli nie ma pułapek, konieczności uzyskania pozwolenia, żad­nych gierek, manipulacji, to cała reszta jest wolnością — wolnością w związku opartym na miłości.Wolność i odpowiedzialność to para syjamskich bliź­niąt: Wolność wymaga tego, aby odpowiedzialnie dokony­wać wyborów, gdy nasze decyzje mają wpływ na prawa i szczęście drugiej osoby w małżeństwie. Nie odkrywam ni­czego nowego. Małżeństwo funkcjonuje podobnie do Jacka i Jima, pary mułów należących kiedyś do mojego dziadka. Każdy z nich odczuwał szarpnięcia i przeciągania na stronę drugiego, gdy nie współpracowały solidarnie w zaprzęgu. Widziałem, jak raz stary Jack opadł na przednie kolana, gdy Jim gwałtownie szarpnął w przeciwnym kierunku.
Co się dzieje, gdy rezygnując z panowania, tracimy na­szą wolność, autonomię, jesteśmy manipulowani, wykorzy­stywani, gnębieni? Co się dzieje, gdy druga osoba nie jest odpowiedzialna?
Nie nawołuję do rezygnacji z panowania nad sobą. Opo­wiadam się tylko za rezygnacją z panowania nad drugą osobą, nad partnerem. Nie argumentuję za powszechnym poddawaniem się, wdzięczeniem i uciszaniem się. Twier­dzę, że nie powinniśmy i nie wolno nam przenosić naszego panowania na innych.
Dając drugiej osobie władzę, nie rezygnuję z panowania nad sobą. To ja podjąłem decyzję, aby przekazać drugiej osobie władzę, prawda? To ja o tym zdecydowałem.
Co robimy, gdy przekonujemy się, że nasze potrzeby nie dają się pogodzić z potrzebami innych? Nieraz nie wy­starczy powiedzieć: „W katalogu jest mnóstwo próbek ta­pety”. Czasem sprawy są tak ułożone, że strony nie są w stanie zorientować się w różnicach między nimi. Związ­ki oparte na miłości mają swe zalety. W takim związku można mówić słowami płynącymi wprost z miłości, ze zro­zumienia; można mówić, że panowanie nie jest kwestią sporną, można mówić, wiedząc, że zostanie się wysłucha­nym przez drugą osobę — wysłuchanym i pokochanym. W takim związku słyszy się drugą osobę. Wie się, że sprawa jest prawdziwa i znacząca dla drugiej osoby. Kocha się part­nera i dlatego poszukuje się zrozumienia oraz rozwiązania, bez próby panowania nad drugą osobą. W żadnym innym związku strony dyskusji czy potyczki nie zostały tak bogato obdarowane i nie odniosły tak dużych korzyści.
A jeśli we wszystkich sporach i wystąpieniach, które staną się od dziś naszym udziałem, druga osoba, sędzia, członek ławy przysięgłych, szef, członek rady miejskiej, policjant pokochają nas i zapragną, abyśmy otrzymali od życia wszystko, czego chcemy? Teraz to jasne. Związek uczuciowy zapewnia spokojne, bezpieczne miejsce, gdzie można pielęgnować ziarna przemiany w warunkach, któ­rych nie da się osiągnąć w innym związku.

BLOKADA: A gniew? Jeśli nie panujesz nad ich gniewem, pokonają cię przy jego pomocy.

KLUCZ: Odbieraj gniew, nie jako gniew, ale jako ból. Idź jego śladem.
Co robimy z gniewem, ze złością w naszym związku uczuciowym? Małżeństwo bez gniewu to małżeństwo mię­dzy trupami. Przyjrzyj się temu — dwa trupy, które kła­niają się, potakują na zgodę, gestykulują, na czaszkach gości zimny uśmiech stężenia pośmiertnego. Można jeszcze udzielić takiemu związkowi paru rad, ale tam nigdy part­nerzy nie gniewają się na siebie. Znam tego typu małżeń­stwa. We wszystkich żywych małżeństwach, między dwoma zdrowymi dorosłymi, gniew jest takim samym uczuciem, jak miłość. Osoba nie wpadająca w gniew jest osobą pozba­wioną uczuć.
Gniew, który spada na nas, wywołuje cierpienie. Jeśli jest bolesny dla mnie, dlaczego nie miałbym się bronić, gdy inni chcą skierować go przeciw mnie? Gdyby miał być takim symbolicznym pistoletem, o którym już wspomnia­łem, należałoby gniew, podobnie jak chęć panowania, zo­stawiać przy wejściu.
Pamiętasz, czego już dowiedzieliśmy się na temat gniewu?
Gniew rodzi się ze strachu, z bólu rozczarowania, winy lub zazdrości, odrzucenia lub frustracji, zdrady lub samo­tności — albo z bólu ran odniesionych w ataku. Gniew to odpowiedź na ból. Jeśli o tym wiesz, to musisz zakoń­czyć potyczkę, gdy druga osoba reaguje gniewem. Potyczkę i wystąpienie należy skończyć, ponieważ druga osoba jest rozgniewana. Takie to proste.

Jak skończyć polemikę? Spróbuj w taki sposób: po­zostaw nieco miejsca między sobą a drugą osobą. Niech zapanuje odrobina ciszy. Niech burza ucichnie. Potem weź tę książkę i jeśli nie brak ci odwagi (nie trzeba jej tak dużo, jak by się mogło wydawać) przeczytaj poniż­szy fragment drugiej osobie, która według ciebie jest roz­gniewana:
„Powiedziano mi, że gniew oznacza ból, że jeśli ktoś jest zły, to ktoś go zranił. Chcę poznać twój ból. Chcę go poznać, zanim bardziej nas dotknie.
(Możesz zauważyć zdziwione spojrzenie. Może usły­szysz złośliwą uwagę w rodzaju: „Boże, o co tu chodzi? Co za bzdury czytasz?” W rzeczywistości istnieje ogrom bólu, prawda? Czytaj dalej.)
Mówi się, że ból rodzi się z samotności, strachu, frustracji, z poczucia winy, z zazdrości albo z innego źródła — ból okrywa cierpienie. Nie chcę, żebyś cier­piała. Nie chcę, żebyś doznawała bólu. Muszę wiedzieć, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, abym mógł ci po­móc. Chcę coś uczynić, bo cię kocham. Powiesz mi?”
Może druga osoba powie ci — ze złością. Może potrafi mówić z jeszcze większym gniewem. Pamiętaj, że nie po­wstrzymuje swego gniewu — o tym możemy zaświad­czyć. Gniew nie wybuchnie z dziesięciokrotnie większą siłą później.
Uważam, że gniew drugiej osoby jest darem. Gniew zo­stałby powstrzymany w przypadku kogoś mniej drogiego. Trudniej jest otwarcie okazać gniew sąsiadowi czy znajo­memu niż komuś najbliższemu. Okazanie gniewu bliskim jest potwierdzeniem tej bliskości. Powtórzę: „Gniew jest darem”. Gdyby było inaczej, nigdy nie odkrylibyśmy bólu. Nie pozostalibyśmy bliscy sobie.
Gniew drugiej osoby jest nauczycielem. Uczy słuchać, rozumieć. Uczy współczucia. Odkrywając ból strachu, ból zniewagi, ból zdrady, ból winy, będziemy w stanie określić źródło bólu, w wyniku czego, jakby pod wpływem czarów, ból zacznie słabnąć.
Nasłuchuj brzmienia bólu, słów, a gdy je usłyszysz, nie odgradzaj się od nich. Odbieraj je jako oznaki cierpienia. Szukaj cierpienia. Podążaj jego śladem — to klucz.

Uzewnętrznienie i wygranie: W życiu popełniamy pew­ne nieodwołalne czyny, czyny, które powodują niepowe­towane straty i nie dające się wyleczyć rany, czyny, które stanowią nasz lub czyjś inny Rubikon. Rany zadane psy­chice nie różnią się od ran zadanych ciału. Można uderzyć kogoś w plecy i ból wywołany uderzeniem po chwili przej­dzie. Policzek wymierzony ukochanej osobie pozostawi bliz­nę na całe życie. Kłamstwo wyrządzi straty nie do odro­bienia. Dotknięcie słowem zrodzi nieuleczalne rany i znisz­czy zaufanie. Czyn można wybaczyć, rany wyleczyć, ale blizn nie da się wymazać, a strat naprawić.
Pamiętamy wszyscy żonę z przedstawionego wcześniej przykładu. Przypominamy sobie oskarżenia przeciw mężo­wi, którego atakowała określeniami typu „niedorajdo”. Mo­że i zasługiwał na to, ale rzucanie takich słów to atak fron­talny. Mąż też nie był amatorem w sztuce wojny na słowa. Nazwał ją „świnią”, a to po prostu prawdziwa awantura.
Jeśli nie byli małżeństwem, które dobrało się w piekle, to możemy przypuszczać, że żadna ze stron nie jest przy­zwyczajona do takich ataków, ponieważ małżeństwo nie może długo znosić niszczącego ognia zaporowego. Po takim zajściu żadna ze stron nie obdarzy partnera pełnym zaufa­niem. Nie da się tego zapomnieć, chociaż przebaczenie nie przekracza możliwości ludzkiej natury. Dwadzieścia lat później zniewagi nadal będą sprawiać ból, jeśli przywołane zostaną do pamięci. Stare powiedzenie głoszące, że „kije i kamienie mogą połamać moje kości, a słowa nie wyrządzą krzywdy” w istocie mija się z prawdą.
Już Ralph Emerson przypominał, że „myśl poprzedza każde działanie”. Daje nam to szansę przygotowania słow­nictwa nawet w największym uniesieniu. Czyn jest uzew­nętrzniany ciągle. Uzewnętrzniamy czyn, gdy rozgniewani nie popełniamy zbrodni, nie robimy nikomu żadnej krzywdy, a wycofujemy się, ustępujemy. Uzewnętrzniamy czyn, gdy nie wstajemy w kościele i nie krzyczymy na księdza: „Ty dwulicowy awanturniku!” Uzewnętrzniamy działanie, gdy powstrzymujemy się od uwag na temat fryzury przyjaciela. Stale uzewnętrzniamy działanie słowne i fizyczne.
Okrucieństwa można zapomnieć, ale nie da się ich usprawiedliwić. Pozwolę sobie na przytoczenie przykładu:
Przemawiałem w sądzie przed najgorszymi z sędziów, jacy kiedykolwiek przywdziali togę, sędziów, którzy cier­pieli na „cuchnący oddech” serca. Mimo to w ciągu czter­dziestu lat praktyki zawodowej nigdy nie rzucałem pod ad­resem sądu brzydkich słów, żadnych przekleństw. Nigdy nie posunąłem się do obrazy majestatu. Dlaczego? Czy wy­kazuję tak niezwykłe opanowanie i zimną krew? Raczej nie. Powodem, dla którego nigdy nie przekroczyłem granicy, jest to, że więcej wiem. Wiem, że jeśli posunę się za daleko, będę musiał za to zapłacić taką cenę, której nie warto płacić. Nigdy nie czułem potrzeby spędzenia czasu za kratkami.
Kierując się podobną zasadą, nigdy nie zaczepiałem ko­goś potężniejszego i wyższego ode mnie, żeby mu powie­dzieć, jakich przodków miała jego matka. Wiem więcej. Nie dlatego, że przeszedłem dłuższą drogę ewolucji niż przeciętny obywatel. Nie panuję lepiej nad swoimi emo­cjami niż inni ludzie. Najzwyczajniej uzewnętrzniam swój język, który wpędzi mnie w nieodwracalne tarapaty nawet wtedy, gdy jestem znieważony, nawet jeśli działam w sfe­rze zwanej „ogniskiem pasji”.
Dlaczego w takim razie nie mogę uzewnętrznić słow­nictwa w taki sposób w imieniu kogoś, kogo kocham? Uwa­żam, że mogę. Twierdzę, że nie robimy tak, ponieważ wie­my, iż w odpowiedzi na nasze okrucieństwa druga osoba raczej nie ześle nas do więzienia za obrazę sądu lub do szpitala z pokiereszowaną twarzą.
Nie lubię wyliczać, ile to razy przegrałem polemikę z Imaging, która umiała wycofać się i słuchać. Patrzyła na mnie i widziała złość, a nie przyjmowała jej do siebie. Sły­szałem, jak mówiła, że jestem niczym kilkunastomiesięczne trojaczki, które chcą wszystko i teraz, które wrzeszczą i zło­szczą się w jednej chwili, aby zaraz przestać i okazywać radość. Widziałem, jak zachowując zimną krew, wycofuje się i patrzy na mnie w taki sposób, jak ktoś siedzący w moc­nym domu i obserwujący tornado. Żal mi tornada. Gdy za­wierucha ucichnie, pozostaje tylko zniszczenie i smu­tek. Nikt nie kocha tornada. Nikt nie pamięta gwałtownego wichru, jak pamięta się delikatny, orzeźwiający powiew u schyłku dnia. Tornado, po utracie impetu, musi spoglądać za siebie z żalem i poczuciem klęski.
Konieczność uzewnętrznienia ataku gniewu, powstrzy­mywania agresji (okazawszy agresję, mamy zawsze upodo­banie do znęcania się), poskromienia chęci panowania nad innymi łącznie z panowaniem nad czyimś gniewem nie oznacza, że musimy poświęcić samych siebie. Jesteśmy przecież osobami o bogatych i delikatnych uczuciach, które mogą doznawać cierpienia, bólu i doświadczać gniewu.
Co robić z naszym gniewem? Czy umiemy tłumić nasz gniew? Czy umiemy usiąść na nim jak kwoka wysiadująca jajka, a następnie pielęgnująca stadko kurcząt? Uważam, że gniew to nic złego, zdrożnego, nieodpowiedzialnego. Złoszczenie się, gniewanie, świadczy o naszej możliwości czucia i potwierdza, że żyjemy. Rozumiejąc gniew tkwiący w innych, zrozumiemy gniew tkwiący w nas samych. Klu­czem jest znalezienie cierpienia w nas samych i podążanie jego śladem. Podążaj śladem cierpienia.
Może znajdziemy prosty sposób, aby poradzić sobie z naszym gniewem. Spróbujmy:
—                Zaznacz tę stronę i odłóż książkę na bok.
—                Odkryłeś swój gniew? Sięgnij po książkę, otwórz na tej stronie, którą zaznaczyłeś, pamiętasz? Zacznij czytać.
—                ZACZNIJ CZYTAĆ:
Nie jesteś jeszcze gotów, aby zająć się swym gniewem.
Na razie nic nie rób.
Nic nie mów.
Jak dotąd nie zbadałeś swego gniewu. Dopóki go nie zbadasz, nie możesz nic zrobić z tym swoim nie zdiag- nozowanym gniewem, a jedynie traktować go jak nie zdiagnozowaną chorobę.
Żeby zbadać gniew, musisz się od niego odłączyć. Jeśli gniewasz się na drugą osobę, wyobraź sobie, że między wami rozciąga się sznur. Przetnij ten sznur. Sznur, gniew, jest teraz doczepiony tylko do ciebie.
Idź za gniewem, aż do źródła. Cierpisz, jeśli jesteś zły. Idź po sznurze do źródła cierpienia. Idź za cierpieniem. Zawsze idź za cierpieniem. To jest zasada. Czy cierpisz z powodu oszczerstwa, zdrady, wypowiedzi, która cię dotknęłą, gdyż okazano ci brak szacunku? Czy ktoś cię za­atakował? Co cię dotknęło? Idź śladem cierpienia.
Powiedz sobie, co cię zraniło. Powiedz: „Poczułem się dotknięty, gdy zabolało mnie to, co ona powiedziała” albo: „Zabolało mnie to, że ona mnie nie rozumie i oskarża o coś, czego nigdy nie zrobiłem”.
Przemów głosem cierpienia, a nie gniewu. Gniew wy­wołuje gniew. Skierowanie gniewu na drugą osobę jest w gruncie rzeczy kiepskim sposobem na leczenie włas­nego cierpienia. Gdy przemówisz z głębi swego cierpie­nia, bez gniewu, otrzymasz spokojną, stonowaną odpo­wiedź.
Zwróć się teraz do drugiej osoby bez gniewu, spokojnie: „Wiem, że nie chciałaś mnie zranić, ale gdy usłyszałem (obojętnie, co to było), poczułem się dotknięty” albo powiedz: „Gdy zrobiłaś (cokolwiek to było), poczułem się dotknięty”.
Przećwicz to. Nie jest to łatwe zadanie. Jeśli jednak w złości nabierzesz nawyku wstrzymania się i wykonania powyższego ćwiczenia, oznaczać to będzie, że w końcu opanowałeś sztukę radzenia sobie ze swym gniewem w konstruktywny, pełen miłości sposób, który wzbogaci związek dwu osób, a nie zniszczy go i nie przyniesie mu żadnego uszczerbku.
Skuteczna odpowiedź to potwierdzenie i zakomuniko­wanie, że jest się dotkniętym: Jest to skuteczne, ponieważ jest szczere i przerywa marsz cierpienia wywołującego cier­pienie. Odkrywanie „słabości”, wytworzenie kruchego wi­zerunku jest, co dziwne, najlepszym argumentem, najle­pszym sposobem otrzymania tego, co się chce. Pamiętaj, czego chcemy. Chcemy miłości, nieprawdaż? Chcemy zro­zumienia, akceptacji, szacunku i bliskości. To jest wygry­wanie, prawda?

Powrót do dzieciństwa: Byłem w trakcie pisania tego rozdziału, gdy do mojej biblioteki weszła koleżanka. Prze­stałem pisać, żeby z nią porozmawiać. Po chwili przyszła do nas czteroletnia córeczka Szerpów z Nepalu, którzy byli naszymi gośćmi. Dziewczynka przyniosła koszyk z zabaw­kami. Nigdy nie widziała kobiety, z którą rozmawiałem. Nie umiała też ani słowa po angielsku. Wychowała się gdzieś daleko w Himalajach, gdzie ludzie żyją w prymi­tywnych warunkach, bez samochodów, dróg, elektryczno­ści, telewizji, supermarketów. Podeszła do niej, jakby były dobrymi znajomymi. Nie mówiąc ani słowa, wyjęła z ko­szyka małą lalkę i podała mojej koleżance. Następnie usiad­ła przy niej, bawiła się swymi zabawkami, podając jej nie­kiedy jakiś drobiazg.

Powiedziałem:
– To niewinność i ufność, która powinna być podstawą związków między ludźmi. Gdzie zagubiliśmy tę niewin­ność? Gdzie podziało się zaufanie? Jak to się dzieje, że dzieci są tak mądre, w przeciwieństwie do nas, ich ro­dziców?

PODSUMUJMY: Chcesz wygrać domowe potyczki? Na­ucz się je przegrywać.

PODSUMUJMY: Chcesz doznawać przyjemności i ra­dości, chcesz być kochany i szanowany? Chcesz, aby druga osoba też była szczęśliwa, a małżeństwo stało się ogrodem wzajemnego rozwoju i doskonalenia? Zrzeknij się chęci pa­nowania.

PODSUMUJMY: Chcesz pokonać gniew w sobie i w dru­giej osobie? Odkryj cierpienie.

 

 

Skan książki jest dostępny TUTAJ

Zobacz na:
Potęga uprzedzeń – Gerry Spence

Rozpocząłem tłumaczenie książki Paula Dobransky The Secret Psychology of How We Fall in Love, która wcześniej miała chyba tytuł The Three Brains Of Mr. Right.

Jeśli wychwycisz jakiś błąd, albo coś brzmi dziwnie to pisz w komentarzu, dzięki


http://books.google.co.uk/books?id=KhtShek5p-cC&printsec=frontcover&hl=pl&source=gbs_ge_summary_r&cad=0#v=onepage&q&f=false


http://books.google.co.uk/books/about/The_Secret_Psychology_of_How_We_Fall_in.html?id=a7wBcgHsvloC&redir_esc=y

Psychologiczny sekret tego jak się zakochujemy – Paul Dobransky

Wstęp

„Przyszłość świata będzie zależeć nie od narodów, ale raczej od relacji pomiędzy kobietą i mężczyzną” – D. H. Lawrence

Możesz myśleć, że znalazłaś ten rewolucyjny system dotyczący randkowania i związków -System – Siódmy Zmysł, do którego ta książka jest wstępem – ponieważ czułaś, że może „coś jest z Tobą nie tak.” Może zajrzałaś tu ponieważ uważasz, że „coś jest nie tak z mężczyznami’ bo oni „nic nie rozumieją.” Jeśli lubisz rozmyślać i zastanawiać się nad wszystkim, albo może nawet zajrzałeś tutaj ponieważ zdajesz sobie sprawę, że coś jest nie tak z „naszymi czasami” lub naszą kulturą czy społeczeństwem, jeśli chodzi o spędzanie czasu z innymi ludźmi, randkowanie, zobowiązania lub małżeństwa na całe życie.

To nie tak

Z pewnością wszystko jest z tobą w porządku, tak jak wszystko jest w porządku z mężczyznami. Mężczyźni i kobiety żyli obok siebie przez setki tysięcy, jeśli nie miliony lat i zawsze radzili sobie ze znalezieniem się i dobraniem w pary, posiadaniem dzieci oraz wspólnym dobrym życiem. Tak więc narzekanie, że coś jest nie tak z czasami w których  żyjemy – a każdy ma swoje odrębne zdanie na temat tego co to jest – nie przybliża nas ani trochę do uzyskania tego czego chcemy od naszego życia społecznego.
Zamiast marzyć o tym, żeby sprawy układały się inaczej pomiędzy kobietami, a mężczyznami lub buntować się przeciwko rzeczywistości i temu jak współcześnie funkcjonują kobiety i mężczyźni, pokrzykując jak na siebie jak „powinno być”, spędzimy następne przeszło sto stron na odkrywaniu jak sprawy mają się „naprawdę” między kobietami i mężczyznami. Nie mamy innego wyjścia jak uczynić to punktem wyjścia do tego co chcemy osiągnąć.
Nie winię cię za powątpiewanie w świat książek o samo pomocy, a nawet w akademicką psychologię, te pierwsze pełne są pustych obietnic i marketingowych haseł. Tą drugą charakteryzuje skomplikowany język i potrzeba wydania masy pieniędzy na „poznawanie siebie” na kozetce u psychoanalityka. Książka ta połączy najlepsze z różnych dziedzin – i będzie praktyczna jak mapa drogowa, albo przepis kulinarny.
Możesz mnie uznać za tłumacza, szofera, lub szefa kuchni – tłumaczącego działanie męskiego mózgu w prosty i przejrzysty sposób, zabierającego cię na safari męskich zachowań – na polowanie na właściwego faceta dla ciebie; oraz „gotującego” dla ciebie najbardziej soczyste techniki, taktyki i strategie, jeśli chodzi o twoje życie uczuciowe, seksualne oraz związki.
Być może już myślałaś, że spotkałaś Tego Właściwego (faceta na całe życie) i przeszłaś twardą lekcję na własnej skórze, że byłaś w błędzie. Może wielokrotnie próbowałaś usidlić Tego Niewłaściwego licząc na to, że jeden z nich cudownie przekształci się z żaby w księcia dzięki twojemu szczeremu pocałunkowi. Być może nigdy nie przybliżyłaś się nawet do znalezienia Tego Właściwego czyli mężczyznę na całe życie i nie jesteś nawet pewna, że rozpoznałabyś go gdyby pojawił się na progu drzwi Twojego domu.
Chociaż żyjemy w trudnych czasach dla trwałego uczucia, miłości i partnerstwa, nie ma już potrzeby, aby chować się w ciemnościach. Mimo, że może być to czasami trudne, warto abyś w końcu „załapała” co tak naprawdę dzieje się pomiędzy kobietą i mężczyzną oraz jak sprawić, aby rzeczywistość działa na Twoją korzyść. W końcu odnajdziesz wszystko czego pragnęłaś w mężczyźnie – serio.

Czy kiedykolwiek:
•   Martwiłaś się że Twój mężczyzna cię zdradza, ale nie wiedziałaś jak to rozgryźć, zapobiec lub naprawić wasz związek? Jest sposób.
•   Cierpliwie czekałaś, aż on się zdeklaruje, ale ten dzień nadal nie nadszedł? Przyjdzie, ale musisz już TERAZ podjąć działanie.
•   Miałaś problemy ze znalezieniem wartościowego mężczyzny? Lub nie miałaś pojęcia gdzie takich szukać, ani od czego zacząć? Jest prosta droga.
•   Zdałaś sobie sprawę, że zbyt często kończysz na przelotnych randkach, wdajesz się w relacje „bez zobowiązań”,  albo nawet „jednonocne przygody”? sługujesz na coś więcej.
•   Masz problemy z radzeniem natłoku obowiązków – kariera, szkoła, rodzina lub dzieci- z życiem osobistym?  Jest na to sposób.
•   Masz uczucie, że jesteś „zawsze druhną” pośród przyjaciół? Już nie.
•   Odkryłaś, że wygląda na to, ciągle spotykasz się z tymi samymi typem facetów i zauważyłaś, że to nie działa? Zmienisz to.
•   Od dłuższego czasu nie byłaś na randce lub właśnie zerwałaś i nie wiesz jak „wrócić do gry”? Jest sposób, aby zdobyć to czego chcesz.
•   Przez dłuższy czas byłaś z facetem który „był blisko, ale nie wystarczająco ” tego co chciałaś lub  potrzebowałaś? Nie martw się. Zatrzymasz to TERAZ.
•   Zastanawiałaś się dlaczego „inne kobiety mają więcej szczęścia”? Nie mają. Masz w sobie potencjał tylko go nie używasz.
•   Zastanawiałaś się czy „są jeszcze jacyś wolni porządni mężczyźni”? Tak, są i także szukają Ciebie.
•   Zastanawiałaś się czy  gdzieś na świecie istnieje twoja bratnia dusza, albo przynajmniej osoba która stworzyłaby z tobą trwały związek? Z całą pewnością ktoś taki istnieje.

Odpowiemy w tej książce na wszystkie powyższe odpowiedzi, oraz na każde inne pytanie związane z randkowaniem jakie przyszłoby ci do głowy.
Przyczyną całego zamieszania w sferze damsko-męskiej jest złe podejście; ale mam dla ciebie dobrą nowinę – w tej książce znajdziesz właściwe podejście – które przeszło próbę czasu,  zostało udowodnione klinicznie oraz wsparte nauką  i  jest w tej książce.
Nazywa to ZALOTAMI – system który pozwala zrozumieć i opanować świat mężczyzn, randkowania i romansu. Jeśli chcesz znaleźć Tego Właściwego, przygotuj się na by go odnaleźć.
W moim zawodowym życiu pilnie studiowałem dojrzałość charakteru i opracowałem innowacyjne metody leczenia problemów z tożsamością i osobowością moich klientów.  To co zawsze fascynowało mnie w „charakterze” to fakt, że pomimo tego, że mężczyźni i kobiety są indywidualnościami, współdzielą ze sobą pewne cechy wspólne dla swojej płci. Ambitna i agresywna prawniczka lub chirurg mogą być jednocześnie bardzo kobiece. Miły i opiekuńczy pielęgniarz może być także bardzo męski.
Mając to na  uwadze, patrząc na romantyczne relacje moich pacjentów zauważyłem powtarzającą się historię tego jak „zgasła iskra”, „czegoś brakowało”, „coś się wypaliło”, ”przestaliśmy się przyjaźnić”, albo „on po prostu nie angażuje się”. Wszystkie te powszechne problemy odnosiły się po części do tego co wiedziałem o charakterze.
W tym samym czasie znałem wiele szczęśliwych par, oraz trwałych małżeństw. Kiedy pytałem tych ludzi o ich o „sekret”, o to skąd wiedzieli, że znaleźli idealnego dla nich partnera, słyszałem tą samą powtarzającą się odpowiedź „po prostu wiedzieliśmy.”
Frustrowało mnie to przez lata i systematycznie dużo o tym myślałem. Ludzie zachowują się w specyficzny sposób z konkretnych powodów i byłem zdeterminowany znaleźć przyczynę porażek i sukcesów w sferze randkowania i związków. Zajęło mi to trochę, aż w końcu natknąłem się na film który został bezlitośnie zjechany przez krytyków.
Film „Igraszki Losu” z 2001 roku zmienił mój sposób myślenia o związkach i seksualności, jak i ich powiązaniu z osobowością i charakterem. Opowiadał on historię kwitnącego romansu między bohaterami granymi przez Johna Cusacka i Kate Beckinsale. Poza tym, pokazywał on coś czego nie udało mi się dostrzec w żadnym teście psychiatrycznym – tego że niektórzy ludzie po prostu nie są nam pisani, mimo tego, że wydają się dla nas idealnym połączeniem, podczas gdy ktoś inny jest naszą prawdziwą pokrewną duszą.
W filmie były rzadkie momenty połączenia mężczyzny i kobiety, które można było zauważyć tylko wtedy gdy ma się otwarte oczy – rzadkie chwile kiedy historia życia mężczyzny przecina się z historią życia kobiety na kilka sekund, może minut, a potem to połączenie jest utracone na wieki… o ile nie zaczniemy działać.
Uderzyło mnie, że każda z trzech głównych części mózgu (o czym więcej za chwilę) ma różną rolę w związku. Szczęśliwy związek ma 3 role/fazy (bycie kochankami, bycie przyjaciółmi oraz bycie oddanymi partnerami) i każda z nich ma odpowiednią część „mózgu” która prowadzi do jej zrealizowania. Każda kobieta musi rozwiązać te trzy „tajemnice” jeśli chce znaleźć swoją prawdziwą miłość. Te trzy sekrety muszą zostać odkryte – przyciąganie seksualne, emocjonalne i intelektualne – jeśli kobieta chce związać swoją historię z Tym Właściwym.
Wszystko wspomniane powyżej – film, „trzy mózgi”, obserwacja szczęśliwych i nieudanych związków – doprowadziły mnie do odkrycia systemu, który pomoże mężczyznom i kobietom zdiagnozować i rozwiązać ich problemy z randkowaniem i związkami z precyzją i perfekcją. Spędziłem lata na odkrywaniu symboliki. To przygoda, która przyniosła nieoczekiwane owoce dla mnie, moich klientów, oraz wkrótce mam nadzieję przyniesie Tobie. Połączyłem kawałki układanki dotyczącej randkowania i związków, a obraz który powstał nie zawsze jest tym jaki chcą ujrzeć kobiety. Jednak to zdanie sobie sprawy z rzeczywistości pomogło tysiącom kobiet odnaleźć to czego naprawdę chciały w mężczyźnie.
Zdałem sobie sprawę, że za każdym razem kiedy kobieta mówiła mi, że coś jest nie tak z jej facetem, to mówiła o jednej lub dwóch rzeczach jakich jej w nim brakuje. Jest dobrym przyjacielem i kochankiem, ale nie umie się zdeklarować do stałego zwiążku. Albo:  jest miły, przyjacielski i chce stałego związku, tylko, że kiepski w łóżku. Albo: jest dobrym kochankiem i lojalnym partnerem, ale nie mają tych samych zainteresowań lub nie daje komfortu bycia jej najlepszym przyjacielem. Tylko kochanek, tylko przyjaciel lub tylko partner to zawsze cechy Tego Niewłaściwego. Jednakże mężczyzna, który w jakiś sposób potrafi być tymi trzema był tym czego zawsze kobieta chciała.
Po tym jak usłyszałem tego typu wyznania setki razy, doszedłem swoje momentu „aha”, a to do czego doszedłem po tej chwili dzielę się tym w tej książce. Jeśli będziesz podążać za moimi poradami uważnie, mogą cię one uchronić przed zerwaniem lub rozwodem, zanim dojdzie do pierwszego pocałunku.
Chcę żebyś nauczyła się jak zapobiec rozwodowi lub statusie wiecznej panny (o ile nie chcesz tego długoterminowo), zanim nasiona tego stanu rzeczy zostaną zasiane.
Większość małżeństw rozpada się w ciągu pierwszych pięciu lat, ponieważ to maximum czasu jaki można „wytrzymać” w związku w sytuacji w której nie zaiskrzyło między wszystkimi trzema częściami mózgu z Tym Właściwym.

Wskaźnik rozwodów
• Dane z polski  http://www.rozwodpoczekaj.org.pl/statystyki/

Często mówię kobietom, które chodzą na randki żeby „dokonywały dobrego wyboru w pierwszych  30 minutach”. Kiedy to robią używając mojego systemu później rzadko coś idzie źle. Nasza kultura  jest przepełniona rozwodami, i jak wkrótce zobaczysz, czas jaki spędziliście ze sobą jest bezpośrednim wyznacznikiem tego jak dobrze twoje trzy części Twojego mózgu zaskoczyły z trzema częściami mózgu Tego Właściwego.
Jeśli planujesz naprzód, od pierwszej randki, nie uwikłasz się w Pięcioletnią Porażkę – nazywaną potocznie „Próbnym Małżeństwem.”
Ten system może zrewolucjonizować twoje życie.

Zanim jednak przejdziemy dalej, musisz zrozumieć i zaakceptować kilka rzeczy:
•   Aby ten system mógł Ci pomóc, musisz zgodzić się, aby unikać błędów, zanim jeszcze zaczniesz. Panowie Niewłaściwi mogą być kuszący. a jeśli czujesz że nie będziesz w stanie oprzeć się pokusie i ulegniesz bo „tym razem może się to udać”, nie zaczynaj tego programu. Musisz się zdeklarować do „podejmowania dobrego wyboru w pierwszych 30 minutach”, wyłapując Panów Niewłaściwych zanim się do ciebie zbliżą.
•   Bądź gotowa do podążania według sekwencji kroków; to znaczy unikaj pokusy przeskakiwania o kilka kroków naprzód, albo wykonywania ich w innej kolejności, jak np. bycie przyjaciółmi, a potem inicjowanie seksualnego napięcia, albo przespanie się z facetem bez sprawdzenia czy byłby dobrym przyjacielem lub jaki ma charakter.
•   Bądź gotowa do pracy nad sobą, uczenia się o sobie i mężczyznach, oraz patrzenia na sytuację „tak jak sprawy się mają”, a nie tak jak chciałabyś żeby było, albo jak według Ciebie „powinno być”.
•   Instynkty mężczyzn i kobiet są na Ziemi od milionów lat i nie zanosi się na to żeby miało się coś zmienić, mimo tego, że życzyłabyś sobie, aby było inaczej. Nic cudownego, ani zmieniającego życie nie przyjdzie do Ciebie bez choć odrobiny wysiłku. Ale pomyśl o tym w ten sposób – jeśli opanujesz System – Siódmy Zmysł, będziesz musiała przejść przez ten proces tylko raz. Potem będziesz mogła poświęcić swoje życie przyszłości z Tym Właściwym. Potraktuj tę książkę jako szybki przewodnik po systemie, którego uczę innych od wielu lat.
•   Aby otrzymać, musisz coś dać. To znaczy, że pomimo tego, że szanujesz siebie, swoje zdanie oraz to co ma dla Ciebie sens i działa dla Ciebie; będziesz musiała przemówić jego językiem i podjąć działania ważne dla niego, co zbliży Cię do tego co chcesz.
•   Odkryj  że „bycie sobą” jest dobre tylko jeśli jesteś najlepszą wersją siebie, chcącą się rozwijać; chcącą widzieć to czy rozwój jest tym czego on chce, czy też nie, oraz akceptowaniem końca budowania związku.
•   Nie zapominaj, że związki są dobrowolne. Nic nie jesteście sobie winni. Nie „posiadasz” mężczyzny na własność, ani on nie „posiada” ciebie. Nawet jeśli jesteście zaręczeni czy po ślubie. Nawet jeśli deklarujemy nasze uczucia wobec drugiej osoby, nasz związek jest darem, a nie umową zatrudnienia czy niewolnictwem.
•   Zrozum, że mężczyźni prawie zawsze będą kusić Cię związkiem, aby dostać od kobiety seks, a kobiety będą zawsze będą posługiwać się seksem, aby zdobyć zobowiązanie od mężczyzny.

U rdzenia mojego systemu jest fakt naukowy: ludzki umysł dzieli się na trzy ogólne części które działają niezależnie od siebie, tak jak różne zestawy programów mogą pracować razem na Twoim komputerze. Praktycznie mówiąc, każdy z nas nie ma jednego, ale „trzy” oddzielnie funkcjonujące „mózgi” w głowie. Każdy człowiek ma „gadzi mózg” (pień mózgu i podwzgórze), „mózg ssaka” (śródmózgowie i móżdżek) i „wyższy mózg” (kora mózgowa). Gadzi mózg jest odpowiedzialny za nasze instynkty, niekontrolowane impulsy i odruchy odpowiedzialne za przetrwanie. To tutaj jest zlokalizowany pociąg seksualny – pragnienia, pasja i pożądanie oparte na instynktownych, odruchowych reakcjach męskości lub kobiecości.
To jedyny obszar mózgu gdzie kobiety i mężczyźni są naprawdę od siebie różni – co więcej właśnie te różnice sprawiają, że szalejemy za sobą. Gdyby nie te różnice rasa ludzka, by nie przetrwała.
Mózg ssaka skupia się na emocjonalnym przyciąganiu. To obszar mózgu odpowiedzialny za tworzenie się przyjaźni, przykładający wartość do idei, a nawet ludzi oraz wyłączne miejsce tego  to co nazywamy „miłością.”
W przeciwieństwie do seksualności lub instynktownych żądzy, masz nad tym kontrolę. Problemy pomiędzy mężczyznami i kobietami w tym obszarze umysłu sprawiają, że walczymy ze sobą i odkochujemy się nawet, jeśli mamy połączenie seksualne lub zobowiązania wobec siebie oraz są sekretną słabością i obciążeniem związków skażonych przez stres, niskie poczucie własnej wartości, depresję, problemy z niepokojem, przemoc lub nadużycia, uzależnienia, nieśmiałość i ogólne niedopasowanie osobowości.
Kiedy mówimy „nie pasujemy do siebie”- to najbardziej prawdopodobne jest to, że ten obszar umysłu jest za to odpowiedzialny.
Wyższy mózg odpowiada za przyciąganie intelektualne:  komunikowanie idei i szacunek dla praw, oczekiwania, przekonania, wartości,  cele i preferencje. Co więcej, to centrum Twoich Granic Osobowości – dom twoich praw, idei, twojej wolnej woli do działania w świecie jako osoba z unikalną tożsamością. Bez silnych granicy, zobowiązanie lub związek z inną osobą jest niemożliwy.

Trzy mózgi Tego Właściwego
Najmniej różnimy się między sobą w obszarze gadziego mózgu – większość mężczyzn jest jak inni mężczyźni, a większość kobiet jest jak inne kobiety. Pomyśl o tym jak unikalne są węże między sobą. Nie wiem jak ty, ale dla mnie wąż to wąż – śliskie i pełzające stworzenie którego należy unikać.
Biorąc pod uwagę część mózgu ssaków, niewiele różnimy się od siebie, a mężczyźni są właściwie prawie identyczni z kobietami – wszyscy mamy swoje leki, jakieś frustracje, gniew i ograniczoną liczbę sposobów radzenie sobie z tymi emocjami. Mimo tego niektórzy z nas mają tendencję do bycia bardziej pasywno-agresywnym, niektórzy bardziej asertywnym, inni chowają głowy w piasek gdy się boją, gdy inni z kolei lubią stawiać czoło swoim lękom. Wszyscy mamy swoje emocjonalne przyzwyczajenia, ale istnieje ograniczona liczba sposobów radzenia sobie z emocjami. Tak więc w tej części mózgu do gry wchodzi odrobina indywidualności.
W wyższym mózgu,  mamy do dyspozycji wszystkie aspekty naszej dojrzałości, które sprawiają, że różnimy się od siebie – zarówno kobiety jak i mężczyźni – każdy różni się od każdego na ziemi bez względu na płeć. Każdy z nas ma swoje unikalne gusta i preferencje, całkowicie różną życiową historię, edukację, doświadczanie życia, pracę i miłość, zróżnicowany intelekt, wszechświat osobistych opinii i przekonań o tym jak funkcjonuje świat (lub jak „powinien funkcjonować”), oraz masę innych zindywidualizowanych cech, które tworzą to co nazywamy naszą tożsamość.
Tak więc jak wzrastamy poprzez „trzy mózgi” – mózg ssaka „usytuowany” na gadzim mózgu, a wyższy mózg na mózgu ssaka – stajemy się coraz bardziej dojrzali i zindywidualizowani. Dlatego też powstają uogólnienia takie jak „wszystkie dzieci są takie same”, „wszyscy mężczyźni są tacy sami”, „Z kobietami źle. Ale bez nich jeszcze gorzej”, „dzieci są jak zwierzaki”, czy też „ona jest kotka…”.
Dzieje się tak dlatego, że gadzi mózg jest najbardziej prymitywnym, „zwierzęcym” obszarem umysłu, w którym jesteśmy najbardziej „niedojrzali” jako, że działają w nim instynkty i odruchy i nie ma w nim jakiejś wyższej, wyrafinowanej logiki. Mieszczą się w nim także instynkty płciowe, pasje i pożądania. Dzieci i nastolatki mają najbardziej podstawowe, oparte na odruchach zachowania, często poza ich świadomą uwagą. Właściwie, śmiem twierdzić, że ta część mózgu mieści w sobie męskość, kobiecość i pasję z definicji, jest nieświadoma.
Odruchy i instynkty są z definicji nieświadome i poza naszą uwagą, ponieważ są automatyczne – robimy coś „bez myślenia.”

Nic dziwnego że kobiety często nie mogą zrozumieć „dlaczego mężczyźni postępują tak jak postępują”, i dlatego nawet Freud narzekał, że jedyną rzeczą jakiej nie mógł rozgryźć było „czego chcą kobiety.” Natura naszych płci nie jest „logiczna”, lecz nieświadome odruchy były programowane przez miliony lat ewolucji oraz zmieniające się środowisko – są nieświadome dopóki nie staniemy się ich świadomi oraz nie nauczymy się jak działają. Innymi słowy, dopóki nie zaczniemy być ich świadomi, zachowania płci przeciwnej będą uważane za dziwne. Pozwólmy mężczyznom być mężczyznami, a kobietom kobietami – a potem nauczmy się mówić językiem drugiej płci.
Trzy mózgi rządzą każdym romantycznym związkiem. Sekretem udanego związku jest więc zaspokojenie potrzeb każdego „mózgu”, poprzez właściwe stadia (etapy) związku, ułożone w odpowiedniej kolejności.
Kiedy nauczysz się najbardziej podstawowego modelu poniżej, nigdy go już nie zapomnisz. Zobaczysz jak on działa tuż przed twoimi oczami, kiedy będziesz rozmawiać z mężczyznami w taki sposób jakbyś miała rentgenowski skaner męskiego umysłu.  Zadaniem tego modelu jest dosłownie sprawić, aby nie widzialny świat psychiki stał się widzialny dla Ciebie do końca Twojego życia.

3 Mózgi - Metoda Randkowania
Mój system zawiera fazy poświęcone każdej z części mózgu: przyciąganie (gadzi mózg), nawiązywania przyjacielskiej więzi (mózg ssaka), zobowiązanie (kora mózgowa, wyższy mózg). To ABC zalotów i musisz z powodzeniem przejść każdy etap w odpowiedniej  kolejności, aby być w trwałym związku.
Nie chcesz mężczyzny, który jest zdolny tylko do seksu bez jakiejkolwiek emocjonalnej więzi lub intelektualnego połączenia. Nie chcesz również kogoś kto jest zdolny do bycia Twoim przyjacielem i nie pożąda Cię z łóżku. Tak jak nie chciałabyś się związać z facetem, który wchodzi w związek z tobą z powodu wzniosłych „zasad”, ale nigdy nie będzie cię pożądał, ani nie będzie Twoim najlepszym przyjacielem.
Tylko mężczyzna, który będzie kochankiem, przyjacielem i życiowym partnerem może zostać „Tym Jedynym.”

Możesz go znaleźć (równie ważne jest odrzucanie pretendentów tego miana), jeśli poświęcisz czas, aby zrozumieć każdy z etapów i zobowiążesz się, że zaczniesz wprowadzać je w życie w odpowiedniej kolejności.
Jeśli przejdziesz wszystkie 9 kroków w tej kolejności, jesteś na dobrej drodze do zdobycia „Tego Jedynego”:

Etap I: Faza Przyciągania (Przyciąganie seksualne/Atrakcyjność Seksualna)
Zestaw działań oparty na instynkcie (gadzi mózg), dzięki którym przyciągniesz seksualnie mężczyznę.

Etap II: Faza Nawiązywania Przyjacielskich Więzi (Przyciąganie Emocjonalne)
Zestaw działań oparty na emocjach (mózg ssaka) dzięki którym przyciągniesz emocjonalnie mężczyznę.

Etap III: Faza Zobowiązania (Przyciąganie Intelektualne)
To zestaw działań oparty na intelekcie i dojrzałości (wyższy mózg) dzięki, którym przyciągniesz intelektualnie  mężczyznę.

Opanowanie tych trzech etapów to na razie twoje największe wyzwanie. Ale kiedy już je wykonasz, pozostaje jeszcze jedna kwestia. Każdy dobry związek ma swoją historię z nim związaną, całkowicie indywidualną opowieść o Twoim romansie z Tym Jedynym. Jeżeli jesteś tego świadoma, to poprowadzi Cię to, zainspiruje cię i ustrzeże przed popełnieniem poważnych błędów.
Kiedy pary mówią, że „po prostu wiedziały”, że spędzą resztę życia razem, to to co naprawdę mówią, to to, że połączyła i związała ich unikalna wspólna historia; doszli do wspólnej konkluzji (trwały związek), ale na swój własny sposób.

Każda kobieta musi odnaleźć zestaw „punktów fabularnych historii” jeśli ma zamiar zbudować swoją własną romantyczną historię i podążać za nimi aż do szczęśliwego zakończenia. Te „punkty” są wspólne dla każdej kobiety, która szuka miłości, ale szczegóły są zdecydowanie indywidualne i możesz delektować się nimi jako wyłącznie Twoimi. Ta książka nauczy cię jak mieć otwarte oczy na swoją własną opowieść oraz co robić kiedy ją odnajdziesz.
Odnalazłaś tą książkę ponieważ miałaś szereg związków, które nie wypaliły i nie do końca wiesz dlaczego. Kiedy  wchłoniesz materiał z tej książki, już nigdy więcej nie będziesz przeżywać rozterek z tego powodu. Zaczniesz rozpoznawać w ciągu pierwszych kilku minut od spotkania mężczyzny czy masz z nim jakieś szansę na satysfakcjonującą przyszłość –  a tych którzy nie będą jej mieli, odrzucasz szybko ze swojej drogi.
Co więcej, będziesz wiedzieć jak rozpoznać potencjalnego „Tego Właściwego” gdy pojawi się na twojej drodze, oraz jakie kroki podjąć, aby poprowadzić tą relację w kierunku w którym chcesz. Wiele kobiet, które znam mówią, że mają dosyć „gierek” w które grają mężczyźni lub wysłuchiwania od przyjaciół, że miłość to „gra” której trzeba się nauczyć. Chcą być wysłuchane i zrozumiane, co więcej szybko nudzą się „lojalnymi”, ale „przewidywalnymi” mężczyznami, którzy nie „grają w gierki”. Wydaje się, że kobiety z tego co mówią chcą mężczyzny, który nie będzie bał się zobowiązań oraz potrafiącego rozpalić płonne pasję i tęsknotę w trzewiach – kobiety nie pragną niczego innego niż „tajemniczego mężczyzny”.
Tego typu kwestie doprowadzają zarówno kobiety jak i mężczyzn do szaleństwa. Jak kobieta może chcieć, żeby mężczyzna był intrygującym, tajemniczym bohaterem o którym będzie marzyć na jawie, a jednocześnie żeby był do niej tak podobnym, że będzie znał ją tak dobrze jak ona zna samą siebie? Jak mężczyzna może pragnąć kobiety, która będzie zmysłowa, będzie jak nagroda do zdobycia, tak jakby miłość naprawdę była grą, a jednocześnie chcieć by była wierna  i lojalna?
Odpowiedzi znajdziesz w tej książce, a niektóre ku temu powody na pewno cię zaskoczą.
Prawdopodobnie tak jak odpowiedzi na poniższe pytania:
•   Dlaczego on mnie nie słucha?
•   Dlaczego on spędza ze mną mniej czasu niż na początku znajomości?
•   Dlaczego uprawiamy mniej seksu?
•   Jak będzie wyglądała nasza przyszłość. jeśli zostaniemy razem?
•   Dlaczego ze sobą walczymy?
•   Dlaczego mam obawy o „nas” oraz oto czy nasz związek się przetrwa?
•   Czy błędem było pozostanie w tym związku, czy też jego rozpoczęcie?
•   Tak bardzo się różnimy. Czy coś jest z nami nie tak?
•   Jesteśmy tak bardzo podobni. Czemu nie czuję „tego czegoś” do niego?

Odpowiedzi nie należy szukać w tylko w sercu czy w brzuchu, ale w trzech „mózgach” Tego Jedynego oraz historii, którą razem tworzycie.
Podczas lektury tej książki będziesz rozwiązywać zagadki męskiego zachowania, łamać ich kod komunikacji oraz poznawać tajemnice męskiego umysłu, aby rozwikłać wszystkie dylematy jakie kiedykolwiek z nim miałaś.
Będę twoim doraźnym przewodnikiem i specjalistą od symboli, pokazując ci, poprzez użycie starożytnych historii oraz ponadczasowej nauki, jak znaleźć „Tego Jedynego”. Za dużo czasu spędziłaś z Tym Niewłaściwym. A Ten Właściwy czeka na ciebie z otwartymi ramionami –  idealnie pasuje do trzech ról, których inni nigdy nie będą w stanie wypełnić: kochanek, przyjaciel i lojalny partner.

Komunikacja Seksualna – David DeAngelo

 

Dalszy ciąg tłumaczenia skoroszytu do szkolenia pod tym samym tytułem.

Tytuł oryginalny: Sexual Communication

Szkolenie można kupić na stronie: http://www.doubleyourdating.com/catalog/sexualcommunication.html

Tłumaczenie: Elżbieta Murzińska i BladyMamut

 

Część 3: Iskrzenie i Budowanie

„ …. Kim jest niegrzeczny chłopiec (bad boy)? To buntownik bez powodu, spoko koleś w kurtce motocyklowej, ucieleśnienie literackiego Huckleberry’ego Finna, który chce cię zabrać na szaloną przejażdżkę w stronę przygody. Jest kapryśny, zraniony, to marzyciel niezrozumiany przez innych, uwodziciel i zawadiaka. Jest człowiekiem-tajemnicą i fascynującym paradoksem. To zarówno zagubiony chłopiec, jak i mężczyzną z ciemną stroną. Złamie ci serce; ale czy jest lubieżnym wilkiem, czy też niebezpiecznym desperado, nadal sprawia, że chcesz uratować go od jego własnego bólu. Jest okrutny lub po prostu beztroski i zaabsorbowany sobą, ale mimo to nie możesz się oprzeć wskoczeniu na jego motocykl i odjechaniu z nim w gorącą noc. A kiedy już oddasz mu swoje serce na zawsze… przepadnie z nim jak wiatr! To ktoś kto wzbudzi w tobie najgłębiej skrywane seksualne i agresywne pasje. Ponieważ jest powściągliwy i nieuchwytny, wciągasz się w wyzwanie i ekscytację pościgu, mimo, że nie zawsze jest on kimś z kim chciałabyś być nawet gdybyś zdołała go usidlić. Niegrzeczny chłopiec może Ci powiedzieć, że ogólnie jest w porządku. To żaba, którą masz nadzieję zmienić w księcia z bajki swoim magicznym pocałunkiem…”
z książki „Bad Boys” Carol Lieberman i Lisa Collier

Przede wszystkim chodzi o emocje

Teraz pomyśl przez chwilę o fragmencie powyżej. Autorka mówi o emocjach. Emocje można opisać tylko dzięki słowom… Ale wyobraź sobie jakie uczucia kryją się za tymi słowami: „To ktoś kto wzbudzi w tobie najgłębiej skrywane seksualne i agresywne pasje. .” WZBUDZI W TOBIE NAJGŁĘBIEJ SKRYWANE SEKSUALNE PASJE.
Nie „przekona cię abyś poczuła” czy „kupuje ci kolację, aż po polubisz.” Mówimy o WZBUDZANIU W KOBIECIE SEKSUALNEJ PASJI TUTAJ! I to nie dlatego, że jest przystojny. Ale dlatego, że NIEGRZECZNY CHŁOPIEC ROBI COŚ INNEGO NIŻ WSZYSCY. Komunikuje się w inny sposób… a teraz omówimy co to za sposób.
Nie ma wątpliwości, że „niegrzeczni chłopcy” przyciągają kobiety. Ale większość z nich ma także ciemną stronę. Są obelżywi. Jednak atrakcyjny wcale nie musi być obelżywy. Wierzę, że możesz wziąć z niegrzecznego chłopca to co wzbudza niesamowite seksualne pasję wewnątrz kobiety I ZOSTAWIĆ OBELŻYWOŚĆ.
Pomówmy o tym specyficznym typie komunikacji i o tym jak TY możesz go użyć do przyciągania kobiet. Podzielę się z tobą wiedzą zdobytą przeze mnie w ciągu lat osobistych doświadczeń, badań i eksperymentów. To potężna wiedza jaką sam musiałem rozgryźć w rzeczywistym świecie.

Szybki przegląd na to jak zacząć

Seksualna Komunikacja to zupełnie inny język, różni się od naszej zwykłej komunikacji tak jak język angielski od binarnego kodu komputerowego.
Ten język musi zaiskrzyć od samego początku, wyznaczając ramę dla reszty relacji. Jeśli nie zaczniesz nim mówić od początku, kobieta też tego nie zrobi.
PRZYCIĄGANIE (ATRAKCYJNOŚĆ) NIE JEST WYBOREM… nie możesz PRZEKONAĆ kobiety do tego, aby poczuła emocje przyciągania do Ciebie… to się dzieje poza świadomym procesem wyboru.
Pamiętaj o czterech krokach jeśli chodzi o proces Seksualnej Komunikacji:
1. Zaiskrzenie przyciągania/pociągu lub chemii (flirt, rozpoczęcie rozmowy od cwanego/pewnego siebie humoru/żartów)
2. Budowanie napięcia seksualnego (zadziorność i zabawa, arogancja)
3. Rozwijanie/wzmacnianie przyciągania (dwa kroki do przodu, jeden do tyłu… opuszczenie natychmiastowo domu)
4. Kontakt fizyczny (wąchanie, całowanie itd.)

… i pamiętaj, że wszyscy od urodziliśmy się z wiedzą jak komunikować się seksualnie, ale większość z nas nigdy nie rozwinęła tych naturalnych zdolności. Co więcej mogą wydawać się napoczątku nienaturalne lub niekomfortowe, z czasem rozwiną się w naturalną część twojej osobowości, tak samo jak nauczyłeś się chodzić czy mówić.

Kobiety praktycznie NIGDY nie czują seksualnego przyciągania do ŁAJZ, tak więc rozwijaj tradycyjnie męskie cechy i właściwości, które są naturalnie atrakcyjne dla kobiet.
Odpowiadaj na kobiece testy jak na wyzwanie, które zwiększa twoją atrakcyjność i unikaj działania jak ŁAJZA.
Zastosuj postawy, strategie i techniki, które kultywują osobowość, która jest naturalnie PRZYCIĄGAJĄCA/ATRAKCYJNA dla kobiet: przywództwo, nieprzewidywalność, bycie wyzwaniem, itd.
W tej części omówimy więcej SZCZEGÓŁÓW jeśli chodzi o dwa pierwsze kroki Seksualnej Komunikacji: wzbudzenie przyciągania i budowanie seksualnego napięcia.

Napięcie seksualne

Czym jest „napięcie seksualne” czy inaczej „chemia”?
Większość facetów myśli, że zachodzą one kiedy dwoje ludzi czuje do siebie FIZYCZNIE przyciąganie i stają się coraz BARDZIEJ bliscy sobie kiedy rozmawiają.
Cóż, KOBIETY wiedzą dokładnie czym są seksualne napięcie i chemia, ale mężczyźni nie mają tak naprawdę pojęcia ponieważ myślą, że wszystko opiera się na wyglądzie fizycznym.
A ponieważ większość mężczyzn nie są młodzi, wysocy i przystojni, to nawet NIE PRZYPUSZCZAJĄ, że mogliby stworzyć i wzmocnić seksualne napięcie i chemię w kontaktach z atrakcyjnymi kobietami.
Chemia odnosi się do UCZUĆ… EMOCJI. Jeśli kobieta czuje emocje, chemia jest obecna.
Seksualne napięcie jest tworzone przez flirtowanie, sugestie, humor i demonstrowanie swojej seksualnej pewności siebie i świadomości tego, że wiesz co się dzieje, ale nie jesteś zdesperowany… tak, że możesz się zrelaksować i cieszyć się tym jak rozwinie się wasza historia.
PRZEWIDYWANIE(antycypacja) jest dużą częścią tej układanki. Większość mężczyzn nie widzi sensu w radowaniu się antycypacji… zamiast tego myślą, że powinni załatwić to szybko i od razu… tak jak Russel Crowe w filmie „Piękny Umysł”, kiedy siadasz przy barze i mówisz „Chodzi mi oto, że właściwie to mówimy o wymianie płynów, prawda? Więc może przejdziemy od razu do seksu?” zaliczysz drink wylany na twarz.

Musisz wzbudzić najpierw chemię

Chemia musi się ZAISKRZYĆ od razu. Jeśli nie jesteś wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną, TO TY BĘDZIESZ MUSIAŁ BYĆ TYM KTÓRY TO ZROBI. Będziesz musiał aktywnie robić różne rzeczy ZA KAŻDYM razem gdy zaczniesz rozmawiać z nową kobietą, aby ZAISKRZYŁA chemia.
Kiedy zrobisz to na głębokim poziomie zobaczysz, że zacznie dziać się coś magicznego… kobiety zaczną reagować na ciebie we wspaniały sposób. Będą odwzajemniać flirtowanie. Zobaczą, że masz mocną ramę i ustawiasz relację z kobietą właściwie OD SAMEGO POCZĄTKU. Zamiast być postrzeganym tylko jako miły przyjacielski przyjaciel, możesz POSTAWIĆ siebie jako kogoś kro sprawia, że czuje do ciebie PRZYCIĄGANIE.
Opisze ci kilka różnych koncepcji oraz to jak ich używać żeby wzbudzić i wzmocnić przyciąganie. Te koncepcje to FLIRTOWANIE oraz bycie ZADZIORNYM & ZABAWNYM (cocky&funny). Flirtowanie oraz bycie zadziornym i zabawnym może być traktowane jako jedno, ale wyjaśnię je osobno, abyś lepiej zrozumiał jak współdziałają ze sobą.

Flirtowanie

Na początku omówię koncepcje „flirtowania” oraz dlaczego jest TAK BARDZO ważne, abyś zrozumiał na czym ono polega i jak to robić z kobietami.
Po pierwsze, kobiety wiedzą czym jest flirt i odpowiadają inaczej na komunikaty związane z flirtem, niż na resztę typowej społecznej komunikacji.
Powtórzę jeszcze raz, jeśli rozumiesz jak działa flirtowanie i seksualne napięcie, możesz prowadzić rozmowy z kobietami i OD RAZU sprawić żeby czuły PRZYCIĄGANIE/ATRAKCYJNOŚĆ do Ciebie.
Jeśli NIE rozumiesz jak działa flirt i seksualne napięcie, to musisz stać się albo sławny, albo zarabiać DUŻO pieniędzy, aby odnosić sukcesy z kobietami.
Sugeruję żebyś się nauczył jak dobrze flirtować, a później flirtował OD SAMEGO POCZĄTKU w swoich interakcjach z kobietami, aby NADAĆ IM ODPOWIEDNI TON.
Pomyśl o flircie jak o grze.
Pamiętasz jak byłeś dzieckiem i „bawiłeś się w wojnę” z kolegami?
Jaka jest różnica między ‚zabawą’ w walkę, a ‚prawdziwą’ walką?
I skąd wiesz jak odróżnić jedną od drugiej kiedy ma to miejsce… kiedy np. kumpel podbiegał do ciebie i pchnął cię i przewrócił na podłogę, potem skał i próbował cię na niej unieruchomić?
Odpowiedź brzmi PO PROSTU WIESZ. Jest to oczywiste dla ludzi (tak przy okazji to innym zwierzętom też) kiedy ktoś tylko się ‚bawi’, a kiedy podchodzi jest na poważnie.
Podobnie jest z flirtowaniem.
Kiedy podejdziesz do kobiety mówiąc „Cześć, jesteś bardzo ładna. Na pewno masz chłopaka, prawda?” normalnym tonem głosu, to to NIE jest flirt. Po prostu ją podrywasz, pokazujesz jej że cię pociąga.
Z innej strony, jeśli powiesz „Cześć, pomyślałem, że pewnie jesteś nieśmiała ponieważ faceci nie poświęcają Ci uwagi… więc pomyślałem, że podejdę i dam Ci trochę” jest WIADOME, że nie mówisz serio. To jest właśnie flirtowanie. Pokazujesz kobiecie, że może cie pociąga.
Tak przy okazji, flirtowanie TO NIE opowiadanie żartów, czy próby bycia „słodkim”.
Zabawne jest dla mnie jak niektórzy faceci piszą do mnie o tym, że nie widzą siebie jako flirtujących z kobietami ponieważ nie chcą wyjść na dupków.
To mnie rozwala… bo dla mnie jest to oczywiste jest że ci faceci PO PROSTU TEGO NIE ŁAPIĄ..
Pozwólcie, że wyjaśnię wam to wszystko w inny sposób…

Flirtowanie od samego początku

Jeśli wiesz jak się komunikować ww właściwy sposób, kobiety będą odpowiadać OD SAMEGO POCZĄTKU, z WYSOKIM POZIOMEM seksualnego zainteresowania i PRZYCIĄGANIA.
Kiedy wiesz jak włączyć flirtowanie w formie „gry słownej dorosłych”, odbierasz na tych samych falach co kobiecy umysł i sprawiasz, że kobieta wchodzi w specyficzny emocjonalny stan.
Jednym z kilku kluczy efektywnego flirtowania jest „załapanie” go. Innymi słowy musisz ćwiczyć, aby „poczuć” jak to działa.
Myślę, że większość facetów rezygnuje kiedy na ich słodki tekst podrywu lub technikę kobiety reagują negatywnie, zamiast zdać sobie sprawę, że potrzebują więcej praktyki, albo, że kobieta była po prostu w złym nastroju lub to jeden z tych przypadków „nie mam poczucia humoru” – i biorą to osobiście do siebie, myśląc że są nieudacznikami.
Ale daje Ci słowo…że kiedy już nauczysz się jak efektywnie flirtować i komunikować się w języku „gry dorosłych”, PO PROSTU NIE UWIERZYSZ jak kobiety zaczną na ciebie reagować.

Przykład flirtu

Poniżej jeden z moich ulubionych tematów podczas flirtowania… czyli pobieranie się i bycie w związku… podam ci go w formie prostego dialogu. Pamiętaj, że tego typu rozmowa możesz mieć z kobietą, którą poznałeś pięć minut wcześniej…
Ona: „Mam dobrą pracę, zarabiam dobre pieniędzy”.
JA: „Fajnie. Lubię to w kobietach. Chcesz się pobrać? Moglibyśmy pojechać do Vegas i za 4-5 godzin zostać małżeństwem. Potrzebuję kobiety z pieniędzmi.”
Ona: (śmiejąc się): „Brzmi jak dobry plan…”
Ja: „Ale poczekaj… myślisz, że dałabyś radę nas utrzymać z twojej zarobków? Naprawdę chciałbym być taką męską kurą domową… wiesz, pilnować telewizora i takie tam.”
Ona: „O nie…. nie mam zamiaru cię utrzymywać.”
Ja: „Cóż, więc zrywam z tobą. To już koniec. Miałem zamiar się z tobą ożenić, a potem po tygodniu rozwieść i przejąć połowę twoich pieniędzy.”
Ona: (śmiech) „Nie możesz ze mną zerwać! Nie jestem nawet twoją dziewczyną.”
Ja: „Tym bardziej powinniśmy się rozstać.”

Załapałeś już co się tutaj dzieje?
Biorę zwykły temat (np. jej praca i zarobki) i zmieniasz kierunek rozmowy flirtując z nią, aby stworzyć atmosferę zabawy i napięcia seksualnego (np. sugerując małżeństwo, rozwód i zerwanie z powodu tego, że nie będzie mnie utrzymywać itd.).

Praktyka

Jeśli przykład powyżej nie ma dla Ciebie żadnego sensu, weź to za oznakę tego że musisz się ruszyć i więcej poćwiczyć. Spróbuj z kelnerką lub dwiema.
Kiedy zapytasz ją o coś i powie ci że „Niestety, tego nie mamy”, po prostu powiedz „Ok., ten związek nie ma sensu… muszę się z tobą zerwać.”
Właściwie, możesz to powiedzieć w KAŻDEJ sytuacji i do KAŻDEJ kobiety, która powie coś co ci się nie spodoba i jest zabawne.
Kiedy komunikujesz się w ten sposób, FLIRTUJESZ, DROCZYSZ SIĘ i inicjujesz INNY RODZAJ KOMUNIKACJI niż większość mężczyzn.
Kiedy tylko kobieta zaangażuje się w ten rodzaj dialogu to GRA ROZPOCZĘTA.

Flirtowanie niewerbalne

Jest DUŻO sposobów flirtowania, KTÓRE NIE WYMAGAJĄ SŁÓW.
Jeśli kobieta patrzy na ciebie i podnosi brew, odwzajemnij i zrób to samo… tylko dosadniej.
Jeśli kobieta położy swoją dłoń na twojej ręce, popatrz na jej dłoń, potem na nią z zaskoczeniem na twarzy, potem podnieś brwi jakbyś właśnie dokonał wielkiego odkrycia „aha!” Potem zacznij się uśmiechać i przytakiwać głową w taki sposób jakbyś zdał sobie sprawę z tego, że ona cię pragnie. To potężna kombinacja ponieważ jest zabawna i jednocześnie wyolbrzymienia znaczenie dotknięcia Twojej ręki jej dłonią.
Jest milion sposobów na to jak flirtować w ten sposób, ale co chcę podkreślić to to, że MUSISZ ZACZĄĆ TO ROBIĆ OD SAMEGO POCZĄTKU TWOJEGO INTERAKCJI Z KOBIETĄ.

PIĘĆ SPOSOBÓW NA TO, ŻEBY ZAISKRZYŁA CHEMIA POPRZEZ FLIRTOWANIE
1. Utrudniaj jej coś we flirtujący sposób.
2. Wspominaj o tym, że wasz związek nie działa najlepiej.
3. Udawaj, że jesteś bardzo niezadowolony z czegoś co robi… potrząsaj głową i wydychaj głośno.
4. Nadmiernie dramatycznie narzekaj na jej wydajność pracy, zachowania, itd.
5. Zachowuj się w stylu ‚wezmę cię, albo rzucę’… jakby była po prostu dobrym przyjacielem (spoufalanie się)… nie tak jak inni mężczyźni, którzy komunikują, że są pod jej wrażeniem i zmiękczeni, ponieważ są ZAINTERESOWANI.

Zadziorny i Zabawny 

Mój ulubiony koncept, który możemy nazwać ‚ekstremalnym flirtowaniem’… Bycie zadziornym i zabawnym (cocky&funny) jest czymś co prawie każdy ‚naturalnie odnoszący sukcesy’ facet robi, aby przyciągać kobiety.
Zadziorny i zabawny jest po prostu potężnym i skoncentrowanym sposobem flirtowania i tworzenia seksualnego napięcia specyficznym rodzajem humoru.
Jednak dla nie niektórych facetów, może to nie mieć sensu, że droczenie się z kobietami, robienie sobie z nich jaj, bycie lekko aroganckim, nie podlizywanie się, itd. może lub powinno sprawić, że poczują one pociąg.
W pewnym sensie to rozumie, ponieważ byłem w tym samym miejscu, kiedy na początku o tym usłyszałem i widziałem to.
Cały czas myślałem „jeśli będę robił te zadziorne i zabawne rzeczy, wyjdę na aroganta… a to wcale nie sprawi, że kobiety polubią mnie bardziej”
Cóż, czy się myliłem?

Jeszcze raz: ATRAKCYJNOŚĆ (PRZYCIĄGANIE) NIE JEST KWESTIĄ WYBORU

Musisz zawsze pamiętać, że PRZYCIĄGANIE nie rządzi się prawami logiki. Nie działa według reguł według, których ‚powinno’ podążać
PRZYCIĄGANIE to bardzo potężna emocja, która ma swoje przyczyny i spusty, które na pierwszy rzut oka nie mają w ogóle sensu…
Jestem pewny, że widziałeś wiele atrakcyjnych kobiet będących w związkach z facetami, którzy źle je traktowali, wykorzystywali i ogólnie byli przeciwieństwem tego co mógłbyś oczekiwać, że kobieta zaakceptuje.
Dlaczego?
PRZYCIĄGANIE. Na początku każda z tych kobiet poczuła przyciąganie, i mimo że tak kiepsko jak to brzmi, to prawie żadna ilość bycia „złym”, obraźliwym, zachowania się jak palant nie jest w stanie przekonać kobietę, która czuje silne przyciąganie, aby odejść.
Opisze trochę nastawienie bycia zadziornym & zabawnym, dlaczego działa, jak tego używać żeby przyciągać kobiety (bez potrzeby bycia nadużywającym dupkiem).

Zadziorny ZRÓWNOWAŻONY z Zabawnym

Po pierwsze, musisz pamiętać, że formuła to zadziorny PLUS zabawny, czyli zawsze dwa składniki.
Jeśli zachowujesz się zbyt zadziornie, zrobisz tylko wrażenie aroganckiego i niepewnego siebie.
Jeśli jesteś tylko zabawny, zawsze opowiadasz dowcipy, rozśmieszasz ludzi, prawdopodobnie inni będą mieli Cię jako „zbyt głupkowatego.”
Jednak jeśli użyjesz OBU tych składników razem, wytworzysz magię.
Zadziorny + Zabawny to jak sparing… to jest sport… to jest zabawa… to jest wyzwanie… to jest interesujące gdy używamy tego umiejętnie.
Objaśnię przejrzyściej co to jest „Zadziorny + Zabawny.”
Przykład zadziornego stwierdzenia: „Jej sukienka sprawia, że wygląda grubo.”
Przykład Zadziornego + Zabawnego stwierdzenia: „Jeśli nie znajdzie sukienki, która do niej lepiej pasuje, policja modowa będzie musiała nasłać grupę specjalną, aby zgarnąć jej tyłek.”
Rozumiesz?
Zacznij z arogancją, potem dodaj humor.

Dlaczego bycie „Zadziornym & Zabawnym” przyciąga kobiety?

Cóż, krótka odpowiedź brzmi: ZADZIORNY I ZABAWNY PRZYCIĄGA KOBIETY PONIEWAŻ SZYBKO I BEZPOŚREDNIO PRZEKAZUJE WSZYSTKIE WŁAŚCIWE INFORMACJE O TOBIE.
Kobiety przyciąga do typu „mężczyzn alfa”. Wszyscy o tym wiemy. Kobiety przyciąga poczucie humoru. To też jest oczywiste.
Kobiety NIE ciągnie do mężczyzn, którzy oddają swoją władze, aby paść im do stóp, zmiękczyć uwagą, albo zachowują się jak szczeniaki i denerwują się na myśl o byciu w tym samym pokoju.
Jeśli spotkasz atrakcyjną kobietę i OD RAZU zaczniesz dawać jej w kość, robić sobie jaja i w tym samym czasie będąc zabawnym, to w mówisz:
„Jesteś wystarczająco interesująca, żeby do ciebie zagadać, ale będziesz musiała zrobić znacznie więcej niż tylko dobrze wyglądać żeby zrobić na mnie wrażenie. Twoja uroda nie sprawia, że stanę się choć odrobinę nerwowy. Jestem idealnie spokojny, w rzeczywistości czuje się tak komfortowo, że zauważyłem coś w Tobie z czego bedę sobie robił żarty…”
Nie ma szybszego sposobu na ziemi, aby zakomunikować wszystkie pozytywne postawy, przekonania, obraz samego siebie, komfortu, pewności siebie i władzy niż bycie Zadziornym i Zabawnym.
(Może poza włożeniem idealnego kostiumu Brada Pitta.)
Kiedy zaczniesz używać tego nastawienia, całkowicie zdziwisz się z osiąganych rezultatów.

Przykład niskiego ryzyka

Następnym razem kiedy będziesz w sklepie spożywczym i będziesz płacił przy kasie za swoje zakupy, powiedz do kasjerki: „Ile z tych pieniędzy możesz zatrzymać dla siebie?” (podając jej pieniądze).
Prawdopodobnie roześmieje się i powie: „Nic… chociaż chciałabym.”
Na co możesz odpowiedzieć: „Myślałem, że bierzesz dla siebie 10% lub 20 %… zakładałem, że jesteś bogata i mogłabyś mnie wspierać. Ale już nie jestem zainteresowany… chce bogatej dziewczyny.” (odwracasz głowę)
To fajny tekst. Pytanie kobietę o to czy jest bogata lub sławna zawsze jest zabawne, a kiedy mówi że nie jest, powiedz jej, że zrujnowało to jej szanse u Ciebie i już nie jesteś już zainteresowany.

Nie Wymiękaj

Jednym z kluczy bycia Zadziornym + Zabawnym jest nastęwienie, aby nigdy nie ‚pękać’. Jeśli ona otwiera usta i daje Ci spojrzenie w styu „Nie wierzę, że to właście powiedziałeś”, to idź o jeden krok dalej…
Większość facetów pęknie i powie „Tylko żartowałem”. NIE RÓB TEGO! To sprawi wrazenie łąjzy.
W przykładzie powyżej, jeśli kasjerka spojrzy na ciebie i popatrzy z otwartymi ustami w stylu „Nie wierzę, że właśnie to powiedziałeś”, i powie „Hej! Możliwe, że nie jestem bogata, ale jestem miła!”, po prostu popatrz na nią i powiedz „Miła to nie wystarczająco, potrzebuje BOGATEJ I miłej.”
Twoim celem nie jest obrażenie kobiety, ale wystarczające „wejście pod jej skórę” poprzez droczenie się z nią, robienie sobie jaj, zachowywanie się zadziornie i zabawnie, co rozpali magiczny mechanizm przyciągania.

Przykłady bycia Zadziornym i Zabawnym

Uniwersalną sposobem rozpoczęcia flirtu jest powiedzenie „Wiesz co mówią o kobietach które…” i potem NIE POWIEDZENIE TEGO. Po prostu patrz na nią w taki sposób jakby to było oczywiste.
„O co chodzi z tą wielką torbą? Nosisz w niej broń?”
Jeśli ona powie, że coś jej się podoba, powiedz „Chciałabyś.”
„Masz piękne szpilki, ile masz bez nich, 1,20 m ?

Komplementy: „Popatrz, nie jestem jak inni faceci. Komplementowanie mnie nigdzie cię nie zaprowadzi.” „Od razu chcesz zacząć z komplementowaniem mnie, co? No dobra, miejmy to z głowy… idź i kup mi drinka.” „Nie dam ci mojego numeru telefonu, więc odpuść.” „No weź, nie możesz chociaż pomyśleć o czymś oryginalnym żeby mnie komplementować?”
Naśladuj zachowanie kobiet w śmieszny sposób. Na przykład, jeśli jakaś kobieta ma naprawdę sztywną postawę, ściągnij łopatki do tyłu, usiądź najbardziej prosto jak to możliwe i powiedz „Myślę, że powinnaś popracować nad swoją postawą.” To zwykle powoduje zmieszany wybuch śmiechu, ponieważ wysyła sprzeczną wiadomość. Ludzie robia takie rzeczy tylko gdy czują się pewnie, więc wysyłasz komunikat: „Czuje się komfortowo i jestem w dobrym nastroju.”
Weź coś małego i pacnij ją tym! To jedno z moich ulubionych. Nie chodzi mi o to żeby walnąć ją tak żeby szkywdzić lub został ślad… Tylko pacnąć ją np. serwetką kiedy się wymądrza. O co tu chodzi? Z jakiegoś powodu, takie BARDZO dziecięce zachowanie rozładowuje sytuację i sprawia że ona wchodzi w nastój do zabawy.
Lubię tego także używać po tym jak robiłem sobie z niej żarty i ona udaje, że jest na mnie wkurzona. Spróbuj serwetek, małych menu lub innych rzeczy, które jej nie skrzywdzą, alę będą zabawne.
Powiedz „Łap!” i odepchnij ją.
Niepewnie będąc poważnym podczas żartowania, jest jak ciężki sarkazm zmieszany z napieciem. Jeśli ona zapyta: „Jak dużo czasu minęło od kiedy byłeś ostatni raz na randce?” zrób pauzę, popatrz na nią z powagą i powiedz „Czy moja mam się liczy ?”
… idea jest taka, żeby zawsze być arogancko zabawnym… i pamiętaj żeby ćwiczyć aż będziesz umiał improwizować w każdej sytuacji i odwrócić wszystko.

Więcej pomysłów Zadziornego i Zabawnego do budowania seksualnego napięcia

To są rzeczy do robienia po pierwszym spotkaniu, może po wspólnym wyiciu herbaty lub znalazłeś się w sytuacji w której chcesz dalej z nią rozmawiać, a nie tylko wziąć jej numer i odejść, albo gdy spotkaliście się przy barze, a 5-10 minut poźniej chcesz podgrzać atmosfere.
1. „Seksualna nadinterpretacja” czyli interpretowanie jej komentarzy jakby zawierały podtekst seksualny (ona mnie pragnie”. Na przykład na słowa „Już późno, czas do łóżka” odpowiadasz „Myślę, że nie znamy się wystarczający długo, aby to zrobić!”
Jest wiele innych typowych zwrotów i słów które można tak zinterpretować, np., : „iść domu”, „iść do łóżka” lub „wyskoczyć gdzieś”, „seks”, „przeprowadzka”, itd. Możesz sprawić że każdy z nich imlikuje to, że ona Cię już chce, próbuje poderwać oraz nie jest subtelna lub brak jej klasy w tych sprawach:
· Jeśli wzdycha i mówi: „Hm, wiesz, myślę, że już czas wracać do domu”, patrząc na zegarek możesz odpowiedzieć: „Rozmawiałem z tobą tylko przez piętnaście minut, nie pójdę z tobą do domu”
· Ona mówi: „Oh, muszę częściej wychodzić” możesz zapytać „Coż, gdzie chcesz mnie zabrać? Lepiej żeby to było coś dobrego”
· Jeśli mówi o seksie, zarzuć jej, że jest seksualnie sfrustrowaną
· Jeśli wspomina o przeprowadzce, powiedz jej z zaskoczonym wyrazem twarzy, że się z nią nie przeprowadzisz i dodaj humorystyczny komentarz „A poza tym, nie podoba mi się ta okolica!”

A poza tym oczywiście drocz się z nią, że nie jest subtelna i nie ma klasy skoro wysuwa te seksualne podteksty tak szybko.
2. Używaj dwuznacznych komplementów, typu: „Te buty są śliczne… założe się, że wyglądały wspaniale gdy były nowe”
3. Sugeruj, że ominęło ją coś jak na przykład „Cóż gdybyś była dla mnie milsza, wziąłbym cię w inne miejsce”

Kontynuowanie rozmowy

Dbaj, prowadź i utrzymuj inicjatywe gdy mówisz. Komunikuj, że jesteś selektywny i to ty jesteś selekcjonerem. Flirtuj dalej poprzez bycie wybrednym jeśli chodzi o różne rzeczy, mówiąć, że może zaprzepaścić swoją szansę, mówiąc jej „Oo pierwsza żółta kartka” kiedy zrobi coś nie tak, itd.
Graj z nią… czy zrobiłabyś X? Za ile pieniędzy zrobiłabyś X? Co byś zrobiła gdybym zrobił X? Wychodź ze śmiesznymi, absurdalnymi i groteskowymi sytuacjami, odgrywaj rolę starszego/młodszego/ materialistę w związku, itd. Implikuj dziwne i nietypowe style życia seksualnego bez bycia nadmiernie chamskim lub sprośnym.
Odgrywaj także analityka gwiazd, odgadując gierki osób w pobliżu.
Nigdy nie bądź wylewny. Kobiety zawsze intepretują i szukają ukrytego znaczenia między wierszami, więc zawsze coś implikuj/sugeruj. Nie komunikuj bezpośrednio jak mężczyzna, ale subtelnie i sugestywnie w sposób jaki kobiety komunikują.

Inne pomysły na pierwszą rozmowę

Jaki jest najlepszy sposób na kobiece testy? Po prostu śmiech. Traktuj je jako urocze.
Zawsze działaj tak, że ty masz moc/władzę i cokolwiek zrobisz ona to pokocha. Nigdy nie oddawaj swojej władzy werbalbie (słownie), niewerbalnie, ani w żaden inny sposób. Nie ulegaj jej namowom, nie próbuj zdobywać akceptacji, nie przepraszaj, ani nie zachowuj się jak mięczak.
Jeśli robisz coś co jest oczywiste, że się nie spodoba, nie zachowuj się tak jakby to był TWÓJ problem, a tak jakby to był JEJ problem. To dobry sposób na poradzenie sobie z KAŻDYM wyzwaniem jakie się pojawi.
Czasami spotykam WYSOKĄ kobietę, która myślę, że jest atrakcyjna, ale coś mi mówi, że jej nie pociagam ponieważ nie jestem tak wysoki jak ona. W odpowiedzi, automatycznie przyjmuję nastawienie „Zwykle nie lubię wyższych kobiet, ale dla tej zrobię wyjątek.” I wtedy przyjmuje sposób zakomunikowanie jej tego… mogę zacząć rozmawiać i powiedzieć „Coż, na początku nie miałem zamiaru do ciebie podchodzić, bo zwykle nie umawiam się z kobietami wyższymi ode mnie… ale cieszę się, że zagadałem do ciebie bo jesteś zabawna…”
To obraca całkowicie sytuację na moją korzyść.
MUSISZ KOMUNIKOWAĆ, ŻE TO TY JESTEŚ TYM, KTÓRY ROBI WYJĄTKI! Albo, jeśli naprawdę chcesz jej dokuczyć, możesz roześmiać się, mieć ubaw i powiedzieć „Cóż, szkoda, że jesteś taka wysoka…”, a potem droczyć się z nią wspominając, że gdyby była tylko kilka/kilkanaście centymetrów niższa zaprosiłbyś ją na randkę. Rozumiesz?
Nie wymyślaj sobie ograniczeń i nie pozwól jej ograniczeniom być twoimi. Pamiętaj, że można użyć tej metody w KAŻDEJ sytuacji kiedy myślisz, że kobieta ma pewien „typ” do którego ją ciągnie obróć to przy użyciu dialogu będąc Zadziornym & Zabawnym.

Oto paradoks

Czy atrakcyjność/przyciąganie może się zrodzić z konfliktu lub konfrontacji?
Tak. W zasadzie, może znacząco przyspieszyć przyciąganie gdy jest zrobiona właściwie. Zadziorny i Zabawny, droczenie, robienie sobie jaj, itd. to przykład małego konfliktu, który PROWADZI DO CELU. Przechodzisz/zdajesz testy szybko, ponieważ od razu jesteś gotów zaryzykować odrzucenie, co znaczy że musisz być naprawdę ‚prawdziwą gratką.’ Poza tym, nie boisz się lekkiej konfrontacji i konfliktu.
To dobrze.
Lekki konflikt nie jest wieklą sprawą. Tylko dlatego, że kobieta jest atrakcyjna nie ma powodu, aby obawiać się, że źle Cię odbierze. Kiedy ktoś kogo dopiero co poznałeś wchodzi z tobą w konflikt, pamiętaj dziecięcą rymowankę:
„Kije mnie zbiją, kamienie zabiją, lecz moc ludzkich słów, nie zdejmie nam głów.” (stick anf stones may break my bones, words will never hurt me.)
Dobrym modelem dla atrakcyjnej konfrontacji jest obejrzenie James Bond w filmie: „Śmierć nadejdzie jutro” obserwuj jego postatę, język ciała, oraz zadziorne & zabawne teksty połączone z seksualnymi podtekstami.

Ćwiczenia

Zacznij flirtować z każdą kobietą jaką spotykasz. Ustaw sobie za cel flirtowanie z 10 kobietami dziennie, przez 10 dni. Wybierz jeden do trzech sposobów na rozpoczęcie seksualnej komunikacji, aby zaiskrzyło i miej je pod ręką, więc gdy spotkasz kobietę będziesz mógł odrazu wypróbować to co wcześniej przećwiczyłeś w wyobraźni.
Nie ma znaczenia czy spotkasz swoją ciotkę czy też jakąś stuletnią staruszkę: flirtuj, drocz się, żartuj, itd. Próbuj z każdą kobietą jaką spotkasz. Niektóre z nich mogą być tymi z którymi nie chcesz się umówić, ale pamiętaj, że jeśli zaczniesz się komunikować w ten sposób, zaczynasz inny wzór/rodzaj interakcji do którego przyzwyczaiłeś się wcześniej i będziesz się z tego uczył i wyciągał wnioski. Jeśli w Twoim otoczeniu, w pracy, jest wiele kobiet, to masz świetne warunki do ćwiczeń.
Postaw sobie za cel wychodzie i zrobienie tego. To ćwiczenie da ci 100 różnych doświadczeń inicjowania rozmowy z wzbudzeniem chemii.
Następną rzeczą jaką zrobisz to weź kilka przykładów jakie bycia Zadziornym i Zabawnym jak np. „wiesz co mówią o kobietach które…” i zacząć ich używać cały czas z każdą kobietą z jaka nawiążesz kontakt.
Weź 10 najbardziej popularnych pytań o które zwykle pytają cię kobiety, np. „Gdzie mieszkasz/Jak zarabiasz na życie/Rodzina/Szkoła”, i wymyśl do każdej odpowiedź. A POTEM ICH UŻYWAJ.
Komunikowanie w tym języku wymaga praktyki, szczególnie jeśli nie jesteś z nimi obyty, tak jak z każdym innym obcym językiem którego się uczysz, to tak jak byłeś dzieckiem i uczyłeś się mówić.
Posiadanie takich standardowych i przygotowanych wcześniej odpowiedzi do zastosowania w typowych sytuacjach jest dobre, ponieważ same te sytuacje są standardowe i powtarzalne, a umiejętność poradzenia sobie w nich uczy jak lekko improwizować odpowiedzi, które w zasadzie przekazują to samo znaczenie.

Król, Wojownik, Czarodziej i Kochanek (KWCK)  – czyli jak szybko rozpoznać dobrego partnera na całe życie w płci przeciwnej Paul Dobransky

.

http://www.menspsychology.com/index2.php

http://www.kwml.com/contemplate/assembler.php?page=welcome

http://www.menspsychology.com/download/kwml-ebook-for-men.pdf

 

 

Tłumaczenie: Elżbieta Murzińska, BladyMamut

.

Wstęp

Historia którą zaraz przeczytasz jest jedną z najciekawszych opowieści dotyczących romansu, biznesu i umiejętności społecznych. A pojęcia w niej zawarte są tak łatwe do zrozumienia i zastosowania w praktyce, że będziesz pluł sobie w brodę, że wcześniej nie zdałeś sobie z tego sprawy. Historia ta powinna być odczytywana symbolicznie, aby zrozumieć jej wagę musisz szukać ukrytych znaczeń.

Oferuję ci potężny psychologiczny sekret – będzie miał większy wpływ na twoje życie niż jakakolwiek inna informacja – dlaczego więc ta książka jest tak krótka? To proste. Idee które zaraz ci przedstawię są definiowane jako eleganckie.
W nauce, termin “elegancki” nie znaczy “stylowy” lub “drogi” tak jak w modzie. Znaczy „skomplikowane i przydatne idee zawarte w prostej, praktycznej formie.” To że idea jest „elegancka” i łatwa do zrozumienia nie znaczy, że jest prosta. Wręcz przeciwnie. Czy uważasz że System Operacyjny Windows na komputerze jest łatwy w użyciu? Tak. Ale czy jest „prosty”? NIE! Za pięknymi kolorami, grafiką i kliknięciami myszki kryje się niesamowicie skomplikowana “maszyna kodująca”, którą zrozumiałby tylko inżynier oprogramowania. System Operacyjny Windows jest „elegancki” w znaczeniu naukowym.
To co sprawia, że idea jest elegancka to odpowiednie użycie symbolizmu. Pomyśl o tym czym jest symbol. Teraz. Czym jest “symbol”? To idea, kształt, obraz lub pojedyncze słowo, które odwołują się do bardziej skomplikowanych rzeczy/ charakterystyk. To ekonomiczny, szybki i łatwy sposób na przekazanie tysięcy lub milionów idei dla innych.
Najbardziej znanym pozytywnym symbolem jest Krzyż chrześcijański. Krzyż nie tylko reprezentuje ukrzyżowanie Jezusa, ale i WSZYSTKIE nauki z jego życia przekazane w Biblii, WSZYSTKIE słowa jakie wypowiedział. Odwołuje się do obietnicy życia wiecznego dla Chrześcijan i daje wskazówki jak je osiągnąć. Symbol może zajmować zaledwie cm na stronie, ale przekazuje ogromne ilości znaczenia i instrukcji! Oraz wiele emocji.
Przykładem negatywnego symbolu może być nazistowska swastyka. Ten symbol odwołuje się do zbrodniczej ideologii Hitlera, który jest odpowiedzialny za imperium zła, które próbowało przejąć kontrolę nad światem. Reprezentuje cierpienia milionów ludzi którzy walczyli i umarli w starciu z tym złem oraz przypomina całemu światu zagrożenia bezmyślnego podążania za dyktatorem. Swastyka zawiera w sobie ogrom zła w prostym symbolu, oraz przywołuje wiele negatywnych emocji związanych z nasza ciemną stroną.
W tym krótkim, ale treściwym opracowaniu dowiemy się jak szybko rozpoznać naturę ludzi jakich napotykamy w swoim życiu, odkryć jakie są ich życiowe preferencje, jakich metod używają ONI, aby nawigować (poruszać się) w życiu i czy uda NAM się z nimi dogadać/ porozumieć/ żyć.
Karl Jung, następca Freuda w dziedzinie psychoanalizy, opisał cztery składniki dojrzałej męskiej natury. Jung studiował symboliczną naturę człowieka, więc wybrał on cztery symbole reprezentujące męskość w czasach średniowiecza – Króla, Wojownika, Czarodzieja, i Kochanka (lub Poetę).
Żadne inne narzędzie nie jest bardziej przydatne niż kolekcja WSZYSTKICH MOŻLIWYCH składników sedna ludzkiej natury. Prawdopodobnie słyszałeś o MBTI (Myers-Briggs Type Indicator) na szkoleniach lub ankietach z pracy. [wskaźnik psychologiczny, służący do określenia typu osobowości. Jest rozszerzoną koncepcją Carla Gustava Junga, który zaobserwował, że osoby mają określone preferencje co do kierowania swojej energii i „ładowania baterii”, sposobu zbierania informacji i podejmowania decyzji. W ten sposób określił on 8 typów osobowości].
Prawdopodobnie słyszałeś też o podobnym teście oceniającym osobowość – teście Keirsey.
Czytając ten tekst nauczysz się wiele więcej. MBTI i Kiersey bazują na psychologii jungowskiej i zakładają, że cechy osobowości są NIEZMIENNE przez całe nasze życie. A w efekcie tego ludzie są SKAZANI na pozostanie tym samym typem osobowości.
Nie wierzę w to, tak jak wielu psychoanalityków nie wierzy. Jeśli spojrzeć na oryginalne (pierwotne) idee Freuda, Junga i ich następców w formie obecnych szkół terapii, można ich połączyć (zsyntetyzować) w jeden model. Można nawet dojść do wniosku że te psychologiczne idee są w zgodzie w największymi światowymi religiami. Wszystkie one dają instrukcje na temat „rozwoju charakteru”, lub Osobistego Rozwoju.
Rodzimy się z tym co nazywamy Temperamentem i to JEGO nie możemy zmienić. Według Junga cztery temperamenty które posiadają ludzie to Król, Wojownik, Magik i Kochanek. Ale psychoanalitycy wiedzą, że ludzie dokonują rozwoju (inaczej ich zawód by nie istniał).
Rodzimy się z temperamentem, ale naszym zadaniem jest rozwój osobowości wokół tego temperamentu. W każdym stadium naszego życia możemy „odrzucić nasze powołanie”, jak raz nazwał to Joseph Campbell. Możemy zatrzymać się w rozwoju emocjonalnie i intelektualnie. Jednak jeśli mamy osiągnąć nasz największy potencjał, a przez to spełnienie w życiu, miłości, biznesie i innych dziedzinach naszego życia, musimy do naszego „wrodzonego” temperamentu dodać umiejętności nabyte z POZOSTAŁYCH TRZECH TEMPERAMENTÓW, których nam brakuje. To proces zwany psychologiczną integracją.
Moim celem w tej książce jest pokazać ci jak potrzebne, a zarazem pozytywne jest zaangażowanie innych w nasz osobisty rozwój, oraz nasz w rozwój innych.
Czy chodzi o biznes, przyjaźń czy miłość, chodzi o magię – ISKRĘ w ludzkich relacjach. Jak słyszymy w prawie każdej romantycznej komedii, w ten lub inny sposób, musimy powiedzieć tym których szanujemy i kochamy „Dopełniasz mnie.”

 

CZĘŚĆ I: Najbardziej Przydatna Historia Jaką Usłyszysz

Rozdział 1: Król, Wojownik, Czarodziej i Kochanek

 

Pewnego razu, była sobie kraina pogrążona w chaosie, ogarnięta przez wojnę, w której panował głód, choroby i nieszczęście. W tym kraju na jego granicach w oddaleniu od siebie żyli: Król bez poddanych, którymi mógłby rządzić lub poprowadzić, Wojownik który nie miał z kim walczyć, ani komu służyć, Czarodziej który nie miał publiczności dla swoich magicznych sztuczek, oraz Kochanek, Poeta który nie miał dla kogo pisać historii, ani kim się opiekować śpiewając mu pieśni i okazując troskę. Mimo, że populacja kraju cierpiała, ta czwórka była samotna na granicach swoich włości, tęskniąc za prawdziwym życiem i znaczeniem.
To co sprawiło, że Król stał się Królem to nie ludzie, którzy stali się jego poddanymi, ale mądra natura, bycie cierpliwym i rozsądnym, urodzonym aby być opiekuńczym nauczycielem, osobą rozwiązującą problemy i kierującą innymi. Król jest opiekuńczy, troskliwy i kieruje się logiką, czyli używa lewej półkuli.
Wojownik stał się Wojownikiem nie dlatego, że miał kogo bronić i mu usłużyć, ale ponieważ miał naturę zorientowaną na cel i działanie. Wojownik był dzielny, odważny, ale też przebiegły, zawsze pierwszy, aby zaangażować się w konflikt i rozwiązać go szybko z użyciem siły i umiejętności. Wojownika charakteryzuje impulsywność, zorientowanie na akcję, brakuje mu „królewskiej” cierpliwości, ale też kieruje się logiką (czyli lewą półkulą) ZUPEŁNIE tak jak Król.
Co więcej, Czarodziej był Czarodziejem nie dlatego, że miał ludzi których mógłby „zabawiać”, ale ze względu na naturę charakteryzującą się skłonnością do spontanicznych działań – dar urządzania przedstawień i przyjęć, kreatywna umiejętność myślenia „na bieżąco” i angażowania się w nieznane, wymyślając rozwiązania spontanicznie. Magik jest podobny do Wojownika w swojej impulsywnej chęci do podejmowania akcji, ale jego procesy myślowe są inne niż Wojownika i Króla. Czarodziej nie ma określonych celów, ani nie kieruje się specjalnie logiką, ale raczej jest intelektualnie kreatywny i elastyczny, chętny na magiczne „przekształcenie” tego co ma przed sobą – używa prawej półkuli mózgu.
W zasadzie, działania Króla są całkowicie obce Czarodziejowi – są dokładnym przeciwieństwem jego temperamentu – Czarodziej ma skłonności do działania i spontaniczności, a Król działa powoli i z rozmysłem, charakteryzuje się troskliwością i nie jest nie jest elastyczny jeśli chodzi o logikę – można by go wręcz nazwać krytycznym (skłonnym do osądzania) w porównaniu z Magikiem i jego akceptacją zastanego stanu rzeczy.
I na koniec, Kochanek był Kochankiem ponieważ był marzycielskim Poetą, który lubił opiekować się rzeczami, a szczególnie ludźmi mimo, że nie miał żadnych w swoim otoczeniu. Był kochankiem ponieważ jego serce były opiekuńcze, a umysł kreatywny, poetyczny, biernie (pasywnie) spontaniczny i używał prawej półkuli.
Pewnego dnia Wojownik poczuł się tak samotny, że wyruszył na poszukiwanie innych w północno-zachodniej prowincji kraju, tam gdzie Król czekał na ludzi, aby zostać ich władcą. Znalazł tam Króla i zapytał go dlaczego pasywnie czeka on na to, aż poddani sami do niego przyjdą.
Król odpowiedział, że nie zna jeszcze odpowiedzi na jego pytanie, ale że Król musi być poproszony, aby poprowadzić ludzi. Rozmawiali przez jakiś czas o tym jak dobrze byłoby mieć ludzi do poprowadzenia i ochrony, analizując przyczyny dla których byli samotni, oraz plusy i minusy wyruszenia w drogę w inną część kraju.
Wkrótce Wojownik mógł zobaczyć, że Król jest mądry i opiekuńczy, rzeczy których brakowało naturze Wojownika i zaczął doceniać i kochać swego nowego Króla. Król był pod wrażeniem Wojownika i zauważył, że „mówili w tym samym języku” jeśli chodzi o potrzeby królestwa – w logiczny, rozsądny sposób.
Ale przede wszystkim, Król zaczął odczuwać emocjonalną więź z swoim nowym przyjacielem i poddanym – Wojownikiem. Zauważył, że podziwia jego chęć do podejmowania działań i angażowania w przygodę, ponieważ nie było to częścią natury Króla.
Stali się drużyną – Król miał już poddanego, a Wojownik Króla do ochrony. Stali się odrobinę szczęśliwsi. Wojownik zasugerował, aby udać się na południowo – wschodnią prowincję, aby poszukać więcej ludzi, a po namyśle Król zgodził się udać jeśli jego groźny przyjaciel ruszy z nim, aby go bronić.
Kiedy wyruszyli w daleką podróż, Król i Wojownik mieli przed sobą wiele wyzwań – wielką, szeroką rzekę do przekroczenia, wielką górę do przejścia, oraz dzikie zwierzęta, które mogły się dla nich okazać śmiertelne i potencjalnie dobre do zjedzenia.
Kiedy mierzyli się ze swoimi wyzwaniami, często byli nieszczęśliwi bo nie byli kreatywni jako zespół i musieli przetrwać trudy przygody. Zalała ich woda przy przekraczaniu rzeki, zmarzli na górze i mimo że Wojownik radził sobie dobrze ze zdobywaniem dla nich mięsa, czasem atakowały ich groźne bestie z lasu.
Nierzadko udało im się uciec dzięki przebiegłości i sprytowi Króla wynikającemu z doświadczenia lub brutalnej siły Wojownika. Nie szło im jednak zbyt dobrze planowanie przyszłości lub wymyślanie nowych sposobów na unikanie kłopotów, albo zabawianie się historiami, ale przynajmniej mieli siebie.
A podczas okazji kiedy POZNAWALI nowych ludzi, ci ludzie byli zbyt przestraszeni żeby z nimi porozmawiać lub odwrotnie – atakowali ich. Tak więc Król i Wojownik stali się twardzi, trochę paranoiczni, zaczęli się bać innych i z tego powodu atakowali pierwsi, zanim zdążyli nawiązać z innymi rozmowę, obrażając mieszkańców ziemi na której się znajdowali.
Aż pewnego dnia, po niebezpiecznej podróży, dotarli do południowo-wschodniej prowincji, a tam wysoko w drzewach był Czarodziej, który ich obserwował. Nagle zszedł do nich w chmurze dymu.
Król poczuł się zaniepokojony, a Wojownik podniósł swoje oręże do walki, ale Czarodziej znikał kiedy Wojownik próbował go zaatakować. Ostatecznie, śmiejąc się i tym samym denerwując Wojownika, Czarodziej przemówił.
Zapytał ich co mieli na celu atakując ludzi zanim zdążyli poznać ich intencje i dlaczego to Król wkraczał na cudze terytorium żądając od ludzi poddaństwa mimo, że nawet ich nie znał.
To bardzo oburzyło Króla, który zapytał Czarodzieja kto jego zdaniem jest godzien rządzić królestwem.
Czarodziej odpowiedział, że są królestwa większe od królestw nad królestwami, a rządzenie którymkolwiek z nich wymaga panowania nad uwagą poddanych ludzi i zaofiarowania im czegoś takiego jak rozrywki lub magii.
Król nie pogardził jego radą, jak byłby zrobił gdyby był młodszy, ale zamyślił się nad nią. Potem powiedział, że zastanawia się dlaczego Magik nie posiada nikogo bliskiego i nie jest niczyim „przywódcą”.
Czarodziej odpowiedział, że mimo że zna wiele magicznych sztuczek, nie umie znaleźć odpowiedzi na to pytanie.
Król powiedział mu, że aby mieć kogo prowadzić lub zabawiać trzeba wyjść tam gdzie SĄ ludzie i przestać unosić się bezcelowo nad drzewami w lesie.
Czarodziej podniósł brew.
Poza tym, powiedział Król, powinieneś się bardziej zdyscyplinować i zorganizować, aby osiągnąć swój cel i zyskać więcej ludzi dla których mógłbyś pokazywać swoje magiczne sztuczki.
Wtedy Czarodziej zaczął podziwiać mądrość Króla, a Król kreatywność Magika oraz jego spontaniczną gotowość na wyruszenie z nimi w wędrówkę do spełnienia ich marzeń – posiadania królestwa z licznymi poddanymi, które będzie szczęśliwe. Ostatecznie Magik stwierdził, że w centrum krainy prawdopodobnie mieszka najwięcej ludzi oraz, że powinni się tam udać, ale nie bez jeszcze jednego członka drużyny.
Wojownik poczuł się zagrożony przez Czarodzieja, ponieważ nie czuł się tak emocjonalnie związany z Czarodziejem jak stawał się Król. Po części był też zazdrosny o uwagę króla, po części czuł, że są oni podobni – i Czarodziej i Wojownik, mają skłonności do angażowania się w działanie, chociaż poprzez inne metody.
Król nauczył ich oboje „podobieństwa się odpychają” a „przeciwieństwa się przyciągają”, niektórych praw fizyki, a z czasem zaczęli lepiej rozumieć wzajemne relacje ze sobą i dlaczego udało im się utworzyć tak efektywny zespół.
W czasie ich podróży w kierunku centrum krainy napotykali te same przeszkody; węże, niedźwiedzie, rzeki i góry. Ale kreatywna wiedza Czarodzieja ratowała ich gdy pojawiał się jakiś problem. W zasadzie to zdawał się on wręcz przewidywać to co się stanie, wymyślał narzędzia, broń, metody przygotowywania posiłku i jego konserwowania na przyszłe trudy. A wcześniej czy później, NATRAFILIBY na przeszkody. Czarodziej wymyślił pomysłową pułapkę na niedźwiedzia, która łapałaby go bez krzywdzenia go, uśpiła bezboleśnie i można było go ugotować na kolację. Jego dziełem był też rozkładany przenośny most z trzciny i najlepsze – teleskop wykonany z wypolerowanego kwarcu, w hołdzie jego wynalazcy – Galileuszowi.
Jako drużyna poruszali się w szybkim tempie, a Czarodziej pokazywał co miał na myśli mówiąc o zjednywaniu ludzi, aby pozyskać poddanych i publiczność. Organizował festiwale oraz inne ekstrawaganckie wydarzenia, aby przyciągnąć ludzi z wiosek i okolicy. Ale kiedy kończyło się przedstawienie większość się rozchodziła, w większości ze względu na groźną obecność Wojownika, który był niecierpliwy, wrogi i miał w zwyczaju znienacka proponować im dołączenie do ich królestwa lub utratę życia lub kończyn.
Król wyjaśniał Wojownikowi, że takie działanie to nie jest dobry pomysł na przyciąganie do siebie poddanych. Przecież ludzie nie będą szukać opieki u kogoś kto im groził! Jako drużyna, ich trójka była w miarę szczęśliwa i odnosiła sukcesy, ale Wojownik nie był szczęśliwy – był w depresji. Nie imponował już Królowi, jego miejsce w tej kwestii zajął Czarodziej. Nie wywierał też żadnego wrażenia na Czarodzieju, nie takiego jak Król. A Wojownik chciał się czuć doceniany.
Czarodziej z jego genialną intuicją, zdał sobie z tego sprawę i zasugerował, żeby odnaleźć czwartego członka ich zespołu, znanego jako Poeta lub Kochanek.
„Na co przydałby się nam ten człowiek?” zapytał Wojownik.
Czarodziej powiedział, że dopełniłby on ich zespół i mimo, że jest obcy Wojownikowi, Poeta/Kochanek jest jego przeciwieństwem – miłym, opiekuńczym człowiekiem jak Król, ale też pełnym kreatywności i spontaniczności jak Czarodziej. Człowiek, który opowie historie, które będą zapamiętane, historie, które dałyby Wojownikowi powód do walki, moralną determinację i marzenia do zrealizowania w jego własny, „Wojowniczy” sposób.
„Jestem zainteresowany jeśli chodzi o inspiracje i docenienie ze strony innych”, powiedział Wojownik.
„I je otrzymasz” powiedział Czarodziej. A kiedy odnaleźli Kochanka/Poetę i on dołączył do nich, szybko przywiązał się do nowego przyjaciela – nie tylko opowiadał on inspirujące historie, ale też śmieszne opowiastki, które sprawiały, że Wojownik śmiał się w głos. Byli teraz szczęśliwą drużyną.
W centrum krainy, już nie na obrzeżach, nasi czterej przyjaciele uformowali podstawy rządu, związek braci, prawdziwą drużynę, która miała niezwykłą umiejętność przyciągania ludzi do swojego królestwa.
Wkrótce, przedstawienia Czarodzieja zaczęły być sławne, mądrość Króla sprawiała, że ludzie mogli go słuchać godzinami, historie Poety koiły ich i dawały komfort, a Wojownik karmił ich upolowanymi zwierzętami, broniąc ich przed zagrożeniem. Wielu, wielu innych dołączyło do tej potężnej grupy czterech przyjaciół, tworząc prawdziwe, szczęśliwe królestwo i zespół. Nikt z tej czwórki nie był już więcej samotny.

 

Rozdział 2 Odnalezienie Twojego Temperamentu

 

Siła tej opowieści tkwi w fakcie, że natura Króla, natura Wojownika, natura Czarodzieja i natura Kochanka/Poety tkwią we wszystkich mężczyznach. Mamy w sobie ten „idealny zespół czterech osób”, a mimo tego nadal jesteśmy niedoskonali, ponieważ nie umiemy osiągnąć równowagi.
Widzisz, wszyscy z nas rodzą się z temperamentem, początkowym punkcie dla naszego charakteru w naszym życiu. Wszyscy rodzimy się z naturą Króla, Wojownika, Czarodzieja lub Kochanka. Pomyśl o tym. U każdego z twoich przyjaciół któraś z tych charakterystyk przeważa.
Kiedy czytałeś średniowieczną przypowieść powyżej, czy zauważyłeś siebie w jednej z czterech postaci w królestwie? I podziwiałeś bohatera, który przypominał CIEBIE? Jeśli nie, przeczytaj historię jeszcze raz. To pomoże Ci znaleźć twój pierwotny temperament.
Możesz odkryć, że lubisz dwóch bohaterów, ale jeden z nich będzie bardziej podobny do Ciebie niż ten drugi.

KRÓLOWIE

Król jeśli chodzi o męski temperament jest symbolem, który niesie ze sobą znaczenie takie jak jego rola w średniowieczu. Król to ktoś kto lubi być przywódcą, ale nie lubi brudzić sobie rąk przy wykonywaniu własnych rozkazów. Osoba o typie Króla lubi wydawać rozkazy dotyczące rzeczy, opiekować się swoimi dobrami i osobami w swoim otoczeniu, szczególnie jeśli chodzi o wiedzę i mądrość.
Król spędza większość czasu we własnej głowie, podejmuje decyzje powoli i z namysłem, dba by były one sprawiedliwe jeśli dotykają innych i jest emocjonalnie opiekuńczy. Można nawet powiedzieć, że jest „matczyny” w swojej opiece nad królestwem.
Ludzie o osobowości króla lubią “wić sobie gniazdko”, poświęcając czas i energię na urządzanie swoich domów (np. chodząc do sklepów z wyposażeniem domu i ogrodu). Lubią przyjmować gości tak jak dawni władcy posiadali wokół siebie „dwór”, gdzie odbywały się intelektualne spotkania, zawierano traktaty, oraz urządzano uczty.
W zasadzie Król, jeśli chodzi o męską naturę jest najczęściej orędownikiem pokoju pomiędzy przyjaciółmi i rodziną, doradcą dla innych, oraz osobą wykonującą plany i wymyślającą zasady w zespole.
Czy masz naturę króla? Ma ją większość osób; to najpowszechniejszy Temperament Jungowski.

WOJOWNICY

Wojownik w ludzkiej naturze jest temperamentem, który charakteryzuje się zorientowaniem na cel, działaniem i skupieniem. To ludzie typu „mogę to zrobić” charakteryzujący się dyscypliną. Może brakuje im opiekuńczości, ale nadrabiają ojcowską troską wobec innych, pobudzając ich do akcji. Mówią nam: „Synu, idź w świat i uczyń coś z siebie/ stań się kimś. Ja tak zrobiłem więc i ty możesz!”
Pomyśl o tym co znaczy symbol Wojownika. To wojownik, obrońca, żołnierz, policjant  w naszym społeczeństwie. Czy znasz jakiś ludzi wśród twoich przyjaciół, którzy przyjmują tą rolę bez wahania i pytań? Czy TY jesteś taką osobą?
Wojownicy dawnych czasów uwielbiali świętować, odżywiać się przed bitwą i byli szybcy i precyzyjni w działaniach wojennych. Mieli kilku lojalnych przyjaciół i żyli według kodeksu honorowego, który nie zakładał strachu przed śmiercią. Tak jak ten pulchny, muskularny koleś, którego znasz, golący głowę na łyso i mający tatuaże. Ten który mówi: ”Kiedy chcesz żeby coś było zrobione musisz zrobić to samemu.”
Wojownik lubi przebywać na powietrzu i kempingować, ścigać się, jest sportowcem, a może nawet jeździ na obozy survivalu. Czy te cechy dotyczą ciebie? Może jesteś w sercu Wojownikiem.

KOCHANKOWIE

Są poetami, nieśmiałymi muzykami, hippisami, jedzą granolę i płatki, są ekologami przypinającymi się do drzew, kochają pokój. Może trochę przesadziłem. W każdym razie są opiekuńczymi artystami i ludźmi idei w świecie. Opowiadają innym historie, aby ich zabawić lub czegoś nauczyć. Są mistrzami dla słabszych, ale raczej napiszą o nich książkę niż ruszą na wojnę w ich obronie.
Są matczyni i kreatywni, bez nich królestwo byłoby nudne i brakowałoby mu humoru. Są głupcami i błaznami dworów świata. Ale jeśli czytałeś Szekspira wiesz, że mędrcy mają specjalną wartość dla dworu króla. Często kryją w sobie specjalny rodzaj mądrości – umieją zawstydzić kogoś jednym żartem. Czasem stają się komikami.
Kochankowie jeśli chodzi o ludzki temperament są dobrymi słuchaczami i są otwarci. Ci z was którzy słyszeli o Neurolingwistycznym Programowaniu mogą ich kojarzyć jako “ludzi kinestetycznych”, czułych na emocje i świat duchowy. Jest ich mniej niż Wojowników lub Królów, ale są bardzo potrzebni w cywilizacji w czasie konfliktu, wojny lub niedoborów.

CZARODZIEJE

Czarodzieje świata to najmniej liczna grupa. Prawdopodobnie dlatego tak ich kochamy. Są performerami, ludźmi przygody, innowatorami, aktorami, tancerzami i w pewnym stopniu politycznymi liderami. To „gwiazdy”, zawsze w centrum uwagi, inspirujący mówcy, którzy porywają publiczność lub zespół do osiągnięcia wysokich ideałów. Różnią się od Wojowników tym, że są bardziej kreatywni, ale mają te samą energię emocjonalną – są dobrymi ojcami.
Czarodzieje często dobrze się czują samotnie i mogą zniknąć z twego otoczenia tak szybko jak się pojawili. Potrafią robić kilka rzeczy na raz, są optymistami mimo wszystko i „wizjonerami” każdego zespołu lub firmy, oraz mają powodzenie u kobiet.
Zarabiają oni duże sumy, mają największe uznanie wśród społeczeństwa i często zgarniają większość nagród w życiu. Ale nie robią tego jako jedyni.
Ponieważ każdy Jungowski Temperament ma „ciemną stronę”.

CIEMNA  STRONA

Ciemna Strona Króla to “tyran” – osoba która się rządzi i jest pasywna, „prima donna”, „nadęty dupek”. Ciemna Strona to efekt pozostania dziecinnym w swoim temperamencie, czyli innymi słowami, nie dopuszczenia do siebie umiejętności pozostałych trzech temperamentów. Jeśli jesteś Królem i nie masz doświadczenia w byciu Wojownikiem, Kochankiem/Poetą lub Czarodziejem, będziesz ignorować ich prawa i doświadczenie i nie będziesz się umiał porozumieć z tymi typami. Jeśli jesteś Królem i szefem firmy, twoi pracownicy zwrócą się przeciwko tobie jeśli poddasz się swojej tyranicznej ciemnej stronie.
Ciemna Strona Wojownika to żądny krwi „niszczyciel”, który niszczy wszystko na swojej drodze. Ma zły charakter i nie ma przyjaciół. Jest samolubny i nie ma litości, ani poczucia humoru.
Ciemna Strona Kochanka to zdesperowana, polegająca na innych osoba, która „przykleja” się do drugiej osoby, tak jak bohaterka grana przez Glenn Close w „Fatalnym Zauroczeniu.”
Niedojrzały Kochanek wysysa życia ze wszystkich wokół siebie, zamartwiając się, jęcząc, narzekając i w rezultacie zostając samotnym.
Ciemna Strona Czarodzieja jest prawdopodobnie najgorsza. Staje się złym geniuszem, szaleńcem, kreatywnym despotą – kreatywnym i wpływowym politycznym przywódcą – jak Hitler czy Saddam Hussein.
Do tej pory pewnie już się zorientowałeś jakim temperamentem jesteś obdarzony – czy jesteś Królem, Wojownikiem, Kochankiem czy Magikiem. Ale masz też pewnie drugą mniejszą preferencję.
Dlatego, że ludzi nie da się zaklasyfikować według kategorii i zaszufladkować, bo działają oni w SPEKTRACH ZACHOWANIA.
Teraz trochę magii dla ciebie. Czy słyszałeś kiedyś opis „ludzkiej duszy” w wykonaniu laika? Zwykle mówimy, że składają się na nią „serce” i „umysł”.
A co jeśli mówilibyśmy o dwóch „spektrach” ludzkiego życia i przekraczaniu ich? Czy wiesz co znajduje się pomiędzy dwoma biegunami każdego spektrum?
Odpowiedź brzmi – wszystko. To prawda – wszystko co musisz opanować to dwa BIEGUNY.

 

Rozdział 3 Ocenianie Twoich Wyzwań w Osobistym Rozwoju

 

Chodzi o „elegancką naukę”, która kryje się za historią Króla, Wojownika, Magika i Kochanka.
Istnieje spektrum kognitywności/poznawcze, czyli “ułożenia danych” jako orientacji “lewej półkuli” na jednym biegunie i orientacji „prawej półkuli” na drugim biegunie. Lewa półkula to ułożenie danych w sposób logiczny, uporządkowany, zorientowany na historię, dowody i dokładność. Prawa półkula to ułożenie danych w sposób kreatywny, artystyczny, chaotyczny, zajmujący się kilkoma zadaniami na raz, charakteryzujący się wolnymi skojarzeniami. Stąd pochodzą sztuka, humor i rozrywka dlatego, że czerpią one pozornie niezwiązane idee i pokazują połączenie między nimi.
Istnieje też drugie spectrum ludzkich emocji, od pasywnych i matczynych do skłonności do działania i ojcowskich emocji.
Kiedy przekraczasz te dwa spektra, WSZYSTKIE LUDZKIE ZACHOWANIA są zawarte w kole opisanym (ograniczonym) na tych dwóch biegunach. A kiedy pomyślisz o tym jak działa ludzki temperament i osobowość, są one reprezentowane przez STREFY lub KWADRANTY w tym okręgu.

 

KWCK 1

 

Dorastamy z niezrównoważonych, dziecinnych, niedojrzałych części kręgu na jego krańcach, do zbalansowanych czterech temperamentów umieszczonych bardziej w jego środku.

Rozważ wszystkie cechy osobowości zawarte w każdym słowie – Król, Wojownik, Czarodziej i Kochanek/Poeta. Chociaż rodzimy się z jednym w tych Jungowskich temperamentów, mamy za zadanie rozwijać umiejętności pozostałych trzech podczas różnych wyzwań w życiu. W tym procesie dążymy do osiągnięcia tego co psychoanalitycy nazywają integracją  (połączeniem) czterech jakości.
Wiesz co? Kobiety też rodzą się z tym samym zestawem temperamentów, tylko z ich damskimi wersjami. Królowa, Wojowniczka, Czarodziejka, i Kochanka/ Poetka. Jak widzisz, nasza psychologia składa się z „serca” i „umysłu”.
A jeśli ten okrąg reprezentuje psychologicznie kraj o którym słyszeliśmy w historii powyżej, Król żyłby w północno-zachodnim kwadrancie, gdzie mieści się opiekuńczość lewej półkuli. Wojownik żyłby w południowo-zachodnim kwadrancie, gdzie znajdują się ludzie skłonni do akcji.  Czarodziej natomiast w południowo- wschodnim kwadrancie gdzie mieszkają ludzie skłonni do akcji, kierujący się prawą półkulą (bardzie wykształconą), a Kochanek/Poeta w północno-wschodnim kwadrancie opiekuńczy ludzie kierujący się prawą półkulą.
Król i  Czarodziej są wobec tego przeciwieństwami w psychologicznych umiejętnościach, tak jak Wojownik i Poeta/Kochanek. Tak więc te dwa połączenia są dla siebie obce. Są dla siebie zarówno emocjonalnymi, jak i umysłowymi przeciwieństwami, a jednak potrzebują się nawzajem do rozwoju. Potrzebujesz ich w swoim życiu jeśli kiedykolwiek będziesz miał własne królestwo.
Naszym wyzwaniem w osiągnięciu psychologicznej integracji jest wykształcenie trzech pozostałych umiejętności, których nam brakuje. Jeśli to się nam uda, będziemy mieć w pełną i bogatą osobowość w której nie będzie przeważał żaden temperament. Najzdrowsi ludzie charakteryzują się właśnie tym, że gdy ich poznajemy nie widzimy przewagi żadnego temperamentu.

 

Rozdział 4  Całość Osobowości: Jak Osiągnąć Psychologiczną Integracją

 

Najszybszym sposobem na osiągnięcie całości osobowości jest kultywowanie cech temperamentów przeciwnych niż nasz.
KRÓLOWIE to temperament przeciwny CZARODZIEJOM.
KOCHANKOWIE to temperament przeciwny WOJOWNIKOM.
Król, aby osiągnąć swój pełny potencjał musi wykształcić większość umiejętności  Czarodzieja, oraz odrobinę umiejętności Wojownika i Kochanka.
Wojownik, aby osiągnąć swój pełny potencjał musi wykształcić większość umiejętności jako Kochanek/Poeta, oraz do pewnego stopnia cechy Króla i Magika.
Czarodziej, aby osiągnąć swój pełny potencjał jako „zintegrowanego człowieka” musi nauczyć się być mądry, cierpliwy, rozważny i opiekuńczy jak Król, oraz nabyć część umiejętności Wojownika oraz poetyczną, lubiącą opowiadać historie naturę Kochanka.
I na koniec Kochanek, aby osiągnąć integracje musi definitywnie nauczyć się walczyć jak Wojownik i nabyć trochę mądrości Króla i magii Magika.
Jeśli przypomnisz sobie ważność „słuchania wezwania przygody” o którym mówił Joseph Campbell w książce „Podróż Bohatera (The Hero’s Journey)”, widzisz co jest przed nami. Życie jest przygodą w której zdajemy test z pozostałych trzech temperamentów, których nie otrzymujemy przy urodzeniu i których nam brakuje.
Największym wyzwaniem Kochanka jest walczyć i wygrać. Największym wyzwaniem Wojownika jest nauczyć się kochać, mieć poczucie humoru i litość. Wyzwaniem  Czarodzieja jest rządzić w swojej magii i panować nad nią z mądrością Króla. A wyzwaniem Króla jest odpuścić sobie i oddać się świętowaniu, mieć ambitne plany, być wizjonerem jak  Czarodziej i działać w tej wizji.
Zauważysz te same zmagania i zwycięstwa w literaturze, filmie i największych historiach naszych czasów, w tym twojej.
TY jesteś bohaterem Twojej Podróży. A żaden bohater nie poradzi sobie sam, potrzebuje pomocników i doradców, inspirujących panien i przystojnych Rycerzy, aby żyć historią, którą można będzie opowiedzieć twoim wnukom.
TERAZ jest czas na który czekałeś. Ponieważ twoja połówka, panna młoda, pan młody, idealny kumpel czeka na CIEBIE. Musisz poddać siebie twojej historii życia.

 

CZĘŚĆ II: Najsilniejsza Historia Jaką Kiedykolwiek Przeżyjesz

Rozdział 5 Przeciwieństwa nie tylko Przyciągają, One Dopełniają się

Jak widziałeś w historii Króla, Wojownika, Czarodzja i Kochanka, jeśli dobierzesz się ze swoim przeciwieństwem, jeśli chodzi o temperament, masz zagwarantowane, że osiągniesz wszystkie umiejętności potrzebne zdrowemu zespołowi. Naturalnie, bez wysiłku będziecie stymulować wzajemny wzrost umysłowy, emocjonalny i duchowy.
Jeśli z natury jesteś Królem, umawianie się z typem Królowej NIE sprawi, że dojrzejesz jako osoba. Zawsze będziecie w konflikcie, próbując się dogadać i zapewnić sobie szczęście. Jesteście zbyt podobni i nawet jeśli wasz związek się nie zawali, to nie będzie najszczęśliwszym ze związków jakie mógłbyś mieć.
W ten sam sposób, Czarodziej umawiający się z Czarodziejką nie dają sobie szansy rozwoju. Ani Kochanek z Kochanką, czy Wojownik z Wojowniczką. Przeciwieństwa się przyciągają i potrzebujesz swojego przeciwieństwa, aby mieć wszystkie umiejętności niezbędne do nawigowania w życiu.
Czy kiedykolwiek znałeś parę w “normalnym” związku albo taką, która wiedziałeś, że pewnego dnia ze sobą zerwie, a nigdy się to nie stało? Pewnie tak. Prawdopodobnie byli to Król z Królową (Makbet), Wojownik z Wojowniczką (Michael Douglas i Kathleen Turner w Wojnie Róż), Czarodziej z Czarodziejką (Kurt Cobain i Courtney Love), i Kochanek z Kochanką (Romeo i Julia) – nie zapominaj, że ta para u Szekspira oznaczała tragedie!
Prawdopodobnie znałeś też parę, która prawdopodobnie przetrwałaby większość lub całe życie razem, ale będących w „średnim” związku, któremu brakowało ISKRY lub inspiracji/pasji, ale nadal „działał”. Gwarantuję, że te relacje były „przyległe” do siebie na Mapie Ludzkiej Psychiki jaką ci pokazałem, czyli Król i Wojowniczka, Kochanek i Czarodziejka, Król i Kochanka, i Magik i Kochanka [nie chodzi tyle o płeć ile o dwa typy w jednym związku].
To los połowy małżeństw (tych które przetrwają kilka lat). Widzisz, te pary oferują sobie osobisty wzrost, ale tylko do pewnego stopnia, ponieważ DZIELĄ one te same intelektualne lub emocjonalne natury.
Król i Kochanka to emocjonalnie nudne i pasywne połączenie, które nie rozpada się tylko dzięki interesującym intelektualnym konwersacjom i humorowi – ale bez emocjonalnego połączenia. To tak zwane „małżeństwo przyjaciół.”
To samo jest prawdą jeśli chodzi o połączenie Czarodzieja i Wojowniczki – oboje są pełni ojcowskiej energii i brakuje im delikatnej, opiekuńczej wartości, tak jak Bill i Hillary Clinton, czy Ben Affleck i Jennifer Lopez. Te pary mają genialne pomysły i dobrze im się razem pracuje, ale brakuje im emocjonalnego dopełniania się.
Król z Wojowniczką mają ciasną emocjonalną więź, która ich dopełnia, ale mają skłonności do walki ze sobą ponieważ intelektualnie widzą rzeczy tak samo i brakuje im kreatywności i humoru. Tak jak Magik i Kochanka – łączy ich emocjonalna więź męskiej i żeńskiej energii, ale brakuje im intelektualnego połączenia ponieważ oboje myślą w niezorganizowany, chaotyczny, ale kreatywny sposób. Ta ostatnia para ma wspólne poczucie humoru, ale planowanie nie idzie im zbyt dobrze (obojgu brakuje umiejętności lewej półkuli) i mogą zerwać z powodu pieniędzy (złego zarządzania nimi) lub braku powolnego osiągania realistycznych celów.
Ale idealne dopasowanie – twoja bratnia dusza – pochodzi z przeciwnego temperamentu kognitywno-emocjonalnego. Jeśli spojrzysz znowu na okrąg zobaczysz, że dla Króla idealną partnerką jest Czarodziejka, dla Kochanka – Wojowniczka, ponieważ tylko twoje przeciwieństwo może cię „pociągnąć” do środka okręgu osobistego rozwoju zwanego INTEGRACJĄ. Wtedy prawdziwie „dopełniacie się.”
Lepiej naucz się rozpoznać swoje idealne przeciwieństwo.

Rozdział 6 Odczytywanie Temperamentu Płci Przeciwnej, Twoich Partnerów, Przeciwników, Rywali i Przyjaciół

Co jeśli codziennie będziesz ćwiczyć w “odczytywaniu” temperamentów innych? Staniesz się potężny w biznesie i sferze romantycznej. Dlaczego? Ponieważ po pierwsze nauczysz się z kim powinieneś się sprzymierzyć, a po drugie jak komunikować się z innymi.
Aby Król dogadał się z Kochankiem lub Kochanką musi włożyć w to trochę PRACY. Żeby Król dogadał się z Królem (lub Królową) musi w to włożyć SPORO pracy. Ale relacje między Królem i Magikiem(Czarodziejem)/Czarodziejką są BEZWYSIŁKOWE.
Poprzez swoje wewnętrzne temperamenty, Królowie i Czarodziejki stymulują wzajemnie własny wzrost poprzez po prostu BYCIE SOBĄ. To samo jest prawdą jeśli chodzi o połączenie Wojowniczki/Kochanka lub Kochankę i Wojownika.
Czy kiedykolwiek znalazłeś się w związku lub małżeństwie gdzie starałeś się za bardzo, żeby zadowolić drugą połowę, być kimś kim nie jesteś, aby zadowolić partnerkę, małżonkę, szefa lub pracownika? Oczywiście że tak; nazywa się do „współuzależnieniem” – kiedy dwoje ludzie stara się zadowolić siebie nawzajem poprzez zasoby, których nie posiadają.
Kiedy masz do czynienia ze swoim przeciwnym temperamentem, nie musisz udawać i tracić energii bo TO KIM JESTEŚ JEST DOKŁADNIE TYM CZEGO ON/ONA POTRZEBUJE I CHCE.
W biznesie, chciałbyś “pokonać przeciwnika” lub rywala. To proste – musisz po  prostu zatrzymać ich wzrost poprzez skonfrontowanie ich z taką samą naturą (co oni). Aby Król poniósł klęskę, daj mu więcej pasywnej emocji – matkuj mu – oraz daj mu logiczne dane do opracowania… Wtedy nie będzie się więcej rozwijać.
Aby pokonać Wojownika, daj mu więcej okazji do walki niż pieśni, historii i miłości – czyli darów Kochanka/i. Pozwól mu się złościć, nakręcać się i wyczerpać się z braku opiekuńczych emocji i kreatywnych idei.
Pokonanie Czarodzieja wymaga zmieszania go z jeszcze większą ilością kreatywnej energii bez żadnej struktury i przewodnictwa. Pozwól jego magii i impulsywności wytrącić go z równowagi i kontroli – zachęć go intelektualnie do zaangażowania się w szalone i nie przemyślane idee, oraz emocjonalnie do impulsywnych działań.
Aby pokonać Kochanka, odetnij go od jego mocy asertywności i odwagi, pozwól mu poddać się opiece innych pogrążając się w pasywnej bierności.
Mam jednak nadzieję że twoim celem nie jest tylko pokonywanie innych, ale że starasz się przede wszystkim sprzymierzać z nimi i tworzyć zespół, aby osiągnąć jak najwięcej w swojej karierze, życiu uczuciowym i życiu ogólnie.
Naucz się czytać innych używając historii Króla, Wojownika, Magika i Kochanka, a wkrótce staniesz się przywódcą. Pomóż Królowi uzyskać wartości Magika, a on cię za to nagrodzi. Pomóż Wojownikowi nabyć umiejętności Kochanka, Magikowi stać się bardziej Królewskim, a Kochankowi być bardziej Wojowniczym; a zyskasz wiele osób które będą okazywać ci wdzięczność.
Ale jeśli te osoby nie będą twoimi przeciwieństwami, nie żeń się lub nie wiąż się z nimi w trwałe związki w biznesie. Możesz wejść z nimi we współpracę, ale raczej uczyń z nich sojuszników, niż wyczekiwane bratnie dusze lub idealnych partnerów w interesach.
Jeśli chodzi o życie uczuciowe, popatrzmy jak odczytywać kobietę.

KRÓLOWE

Odpowiednikiem Króla w żeńskiej formie jest Królowa. Jest pasywna i zatrzymuje dla siebie emocje i swój umysł (intelekt), obserwując otoczenie i zbierając informacje zanim podejmie decyzje. Czeka aż ktoś będzie ją adorował, zabawiał i sprawił, że będzie się śmiać. Ona może sobie nie zdawać sprawy, że humor przychodzi naturalnie.
Królowa jest jednak dobrą liderką i matką (w najlepszym wypadku zorganizowana Martha Stewart, w najgorszym prima donna) możesz liczyć na jedno – minie bardzo dużo czasu (wręcz wieczność) zanim ona się o CIEBIE postara. To TY musisz starać się o nią.
Ona zadba o twoją organizację i powie ci co jest w dobrym guście, a potem nakaże ci zarobić na nią i na siebie. Pokieruje tobą i zaoferuje pomoc i opiekę. Będzie marzyć o byciu bardziej kreatywną i będzie oczekiwać od ciebie pomocy w tej kwestii. Jeśli jesteś Magikiem, jest TWOJA!

WOJOWNICZKI

Wojowniczka to typ sportowca, nie ma problemów z wspinaczką górską lub obozowaniem na zewnątrz. Jest atletyczna i jeśli jest zdyscyplinowana ma świetne ciało; jeśli jest mniej dojrzała i narcystyczna możliwe, że ma nadwagę. W każdym razie ma zdrowy apetyt. Ma mało przyjaciół, ale będzie bronić ich do końca. Jest skłonna do działania i umie sama naprawić swój samochód, dokonać awansu zawodowego poprzez agresywne działania charakteryzujące się perfekcją i dokopie ci jeśli ją przechytrzysz. Wojowniczka nie ma przebaczającej natury, ani nawet opiekuńczej w tradycyjnym sensie (kobiecym), ale jeśli jesteś Kochankiem, poetą lub nieśmiałym pisarzem lub autorem tekstów piosenek, pokocha cię i będzie cię bronić do końca.

CZARODZIEJKI

Jest buntowniczką, samotniczką żądną przygód, która bez wysiłku zawsze znajduje się w centrum uwagi. Ma genialne poczucie humoru, oraz plany i marzenia które mogą zająć trochę czasu przed zrealizowaniem, ale kiedy już to się stanie, spełniają się w OGROMNYCH  ILOŚCIACH. Czarodziejka jest performerem, wróżką, dostarcza rozrywki; może być w twoim życiu w najlepszym wypadku – najlepszym co cię spotkało; w najgorszym – oszustką. Ona pracuje na wysokich optymistycznych obrotach, które są zaraźliwe. Może jej brakować umiejętności opiekuńczych, ale nadrabia to kreatywnością i sztuką. Jeśli jesteś zorganizowanym, planującym i opiekuńczym Królem który sprowadzi ją na ziemię i jest jej widownią, a zarazem fanem, pokocha cię na zawsze.

KOCHANKI, POETKI

Ten typ to nieśmiała nieogolona hipiska. Żartuję. Typ Kochanki uwielbia  poezję, damskie fatałaszki i ozdóbki, pastelowe kolory, oraz opowiadanie niewiarygodnych historii, oraz historii które cię rozbawią albo wzruszą do łez.
Pozwala ci pracować i kocha cię karmić, oczekując że w zamian obronisz ją od zagrożeń świata. Jest twoją inspiracją, damą w opałach, delikatnym kwiatem, boginią. Śpiewa, maluje i kocha zwierzęta. Jeśli jesteś Wojownikiem, pójdzie za tobą na koniec świata.

A teraz kiedy już znalazłeś swoje PRZECIWIEŃSTWO, potencjalną Odpowiednią Partnerkę, bratnią duszę, musisz się przygotować jak pracować nad tym związkiem. Możesz mieć jednak problemy z natychmiastowym rozpoznaniem swojej wybranki i jej typu temperamentu, jeśli jest ona psychologicznie zdrowa i „zintegrowana”.

Rozdział 7  Idealna Drużyna, Grupa Super-umysłów i Idealne Małżeństwo

Co jeśli osoba z którą czujesz wieź ma cechy Królowej, Wojowniczki, Czarodziejki i Kochanki? Jeśli tak jest, masz szczęście – znalazłeś zdrową i zintegrowaną psychologicznie kobietę. Może sam jesteś „zintegrowany” i samowystarczalny.
Miej się jednak na baczności, abyś nie wybrał kogoś kto w głębi jest Królową gdy ty jesteś Królem bo mimo, że wasz związek mógłby przetrwać wiele lat, to ostatecznie zaczęlibyście się zamęczać nawzajem.

Popatrz znowu na nasz okrąg. Zobaczysz że dwoje ludzi w tym samym kwadrancie ma tylko dwa wybory jeśli chodzi o ich rozwój:
1.                    Rozwijanie się poruszając się w kierunku centrum jakim jest integracja, równolegle do siebie, ręka w rękę idąc w tym samym kierunku. Możesz się jednak wtedy czuć samotnie, zastanawiając się: „Co ta osoba ma mi do zaoferowania?”
2.                    Walka ze sobą, używając siebie nawzajem, gdzie jedna osoba „odpycha” drugą, aby sama znaleźć się bliżej centrum. To jest zwane współzależnością.

Jeśli popatrzysz na te dwa scenariusze zobaczysz, że nawet jeśli mamy w sobie umiejętności wszystkich czterech temperamentów, to gdy wejdziemy w związek z kimś kto jest do nas bardzo podobny, w ostateczności zamęczymy się nawzajem. Szczególnie jeśli jako para izolujemy się od innych.
To wyjaśnia dlaczego wielu ludzi musi się nauczyć zachowywać równowagę pomiędzy związkiem, a przyjaciółmi i hobby. Jedna lub oboje osób w związku muszą spotykać się z innymi, aby „naładować baterie” i przynieść nową energię i idee do domu.
Jeśli jednak jesteście Jungowskimi przeciwieństwami, bylibyście w stanie przeżyć tylko we dwoje na bezludnej wyspie, bez przyjaciół, hobby itd. Ludzie którzy są swoimi przeciwieństwami czerpią rzeczy spoza związku nie z potrzeby, ale do ubogacenia tego związku.
Ci uwikłani we współuzależnienie albo niedopasowani w temperamentach MUSZĄ wychodzić w przyjaciółmi lub mieć hobby, aby wzmocnić się.
To samo jeśli chodzi o partnerstwo biznesowe lub każdą inną “Grupę Super-umysłów” – idee wymyśloną przez Napoleona Hilla – która mówi, że jeśli połączysz się w grupę z osobami które mają podobne marzenia i cele, możecie razem dokonać o wiele więcej.
Rozpoznaj znaki ostrzegające cię o tym że dana osoba ma ten sam temperament –  wykorzystuje cię sprawia, że czujesz się gorszy, aby ona mogła się poczuć lepiej, za KAŻDYM razem polega na tobie i nigdy nie odciąża cię emocjonalnie lub intelektualnie, albo w jakiś inny sposób pokazuje, że nie jesteście dobrą parą, partnerami lub zespołem.
Aby mieć idealne małżeństwo, partnerstwo lub zespół musisz znaleźć swoje przeciwieństwo; osobę które będzie cię dopełniać w tych aspektach w których nie czujesz się pewnie, a ona TAK. A ty możesz im pomóc po prostu będąc SOBĄ.
Król/Królowa potrzebuje Czarodziejki/eja, a Wojownik/czka potrzebuje Kochanka/i. A jako że drużyna biznesowa, sportowa, żołnierzy, kreatywna lub jakakolwiek inna ludzka grupa jest złożona w równym stopniu z Króli, Wojowników, Czarodziejów i Kochanków, masz w swoich rękach potężne narzędzie wiedząc o tym i wykorzystując swoją wiedzę.

TRZY RODZAJE BYCIA W ZWIĄZKU

Jest sposób na zrozumienie związków i uniknięcie współuzależnienia i innych rodzajów związków jakie są ZŁE dla ciebie. Kiedy dodasz tę technikę do rodzajów temperamentów (Król, Czarodziej, Wojownik i Kochanek), jesteś już blisko idealnego zrozumienia dynamiki związków. Ta metoda ma związek z psychologiczną ideą zwaną Granice Interpersonalne.
Idea osobistej (personalnej) granicy jest łatwa do zrozumienia. Wszyscy mamy niewidzialną sferę wokół nas, która zaznacza nasze psychologiczne terytorium. To co jest w środku jest w naszej kontroli, a to co poza tym terytorium – nie. To co jest w naszych osobistych granicach należy do nas i nie może zostać nam odebrane – nasze idee, poglądy, emocje oraz wolna wola do podejmowania decyzji. To co jest poza naszą granicą nie należy do nas.
Pomyśl o granicy państwa. Kiedy przekraczasz granicę Niemiec lub Rosji czy widzisz na ziemi wykropkowaną linię granicy? Nie. Ale jeśli będziesz próbował to zrobić bez paszportu, czy zostaniesz zatrzymany? Tak.
Granica państwa jest niewidzialna, ale PRAWDZIWA tak jak granica osobowości. Właściwie cała psychologia jest niewidzialna dla oka, ale PRAWDZIWA. Czy nie jest więc logiczne, że w psychologii przydają się RYSUNKI zamiast MÓWIENIA o niej, jak w terapii? Ja jestem tego zdania.

Jeśli przeanalizujesz wykres granicy personalnej, nauczysz się o czymś co sprawia, że tracimy poczucie własnej wartości oraz wchodzimy w konflikty i stres. DZIURY w naszej granicy osobowości. Wszyscy je mamy i są one miejscami gdzie mamy martwy punkt w naszym zachowaniu.  Możemy nazwać też te miejsca GUZIKAMI – jeśli wziąć pod uwagę, że mówi się, że ktoś „naciska nasze guziki” (wie jak nami kierować, jakie słabe strony „przycisnąć”, aby nas wykorzystać). Kiedy ktoś je naciska, czujemy się źle, osaczeni lub zaniepokojeni i nie wiemy dlaczego, ale inni ludzie często to wiedzą.
Poprzez DZIURY w naszych granicach robimy coś co nazywa się CIERPIENIEM. Cierpienie jest definiowane jako „próba kontrolowania nie kontrolowalnego” lub „odrzucenie akceptacji NIE z otoczenia” lub innych ludzi.

KWCK 2

Tak więc kiedy „cierpimy”, spalamy energię i pomniejszamy poczucie własnej wartości poprzez marnotrawienie energii na rzeczy, które są poza naszą kontrolą, w tym na próby kontroli innych.
Cierpimy za każdym razem gdy nie umiemy zaakceptować NIE od innych lub kiedy nie umiemy powiedzieć NIE innych osobom. To samo w sobie jest stanem WSPÓŁUZALEŻNIENIA.
Zamiast tracić energię na próby kontroli ludzi, ich uczuć, poglądów i czynów, lepiej dokonać zmiany w sobie i podejmować inne decyzje, zmienić swoje poglądy i uczucia, aby układało nam się lepiej – wtedy naprawdę kontrolujemy to co MOŻEMY kontrolować.
Najłatwiej rozpoznać cierpienie po użyciu słowa „POWINNO”. POWINIENEM być szarmancki, szybciej POWINIENEM dotrzeć do celu przez korki, itd.

 

A teraz trzy rodzaje bycia w związku:
1.                    NIEZALEŻNOŚĆ
2.                    INTYMNOŚĆ w zdrowej relacji lub WSPÓŁUZALEŻNIENIE od siebie w nie zdrowej relacji
3.                    WSPÓŁZALEŻNOŚĆ

 

NIEZALEŻNOŚĆ ma miejsce gdy jesteśmy sobie obcy lub dopiero się poznajemy.  Mamy RÓŻNE emocje, RÓŻNE poglądy I podejmujemy RÓŻNE decyzje— nie mamy trudności z mówieniem NIE i przyjmowaniem NIE ponieważ ledwie się znamy. Jeśli jednak POZOSTANIEMY w NIEZALEŻNOŚCI, nigdy nie poznamy drugiej osoby i ZAGŁODZIMY się na śmierć lub będziemy SAMOTNI. Tak jak Północna Korea, mająca minimalny kontakt ze światem  zewnętrznym i w której ludzie głodują.
Kiedy poznajemy drugą osobę bliżej, wyczuwamy emocjonalne przyciąganie w miejscach gdzie dopełniają się nasze energie. Z historii o temperamentach wiemy, że Królowie i Kochankowie mają nadmiar poczucia własnej wartości zwany POMYŚLNOŚCIĄ/DOBROBYTEM, rodzaj matczynej energii. A Wojownicy i Czarodzieje mają nadmiar PEWNOŚCI SIEBIE, rodzaj emocjonalnej „ojcowskiej” energii.
Te dwie energie, Pomyślność/Dobrobyt i Pewność Siebie, składają się na to co nazywamy poczuciem własnej wartości i są dopełniającymi się przeciwieństwami.
To dlatego Królowie są emocjonalnie przyciągani do Czarodziejek i Wojowniczek, ale tylko Czarodziejki mogą im zaoferować przeciwny styl intelektualny prawej półkuli.
Na tej samej zasadzie Kochankowie są emocjonalnie przyciągani do Wojowniczek i Czarodziejów i odwrotnie. Oczywiście tylko Wojowniczki mogą zaoferować Kochankom przeciwny styl intelektualny lewej półkuli i są idealnymi dopełnieniami w związku.
Kiedy dwóch ludzi zaczyna się emocjonalnie przyciągać wkrótce mogą odkryć, że są zafascynowani też swoim intelektem – ideami, poglądami i wartościami. Odkrywają, że mają wspólne poglądy polityczne, wierzenia religijne i gust jeśli chodzi np. o muzykę. Nie tylko lubią się pod względem uczuć, ale i intelektu dzięki czemu mogą prowadzić długie i ciekawe rozmowy. W tym punkcie mogą odkryć rzeczy, które chcą ROBIĆ razem i przy okazji DZIELĄ PODEJMOWANIE DECYZJI. Podejmują decyzję bycia na tej samej randce, wejścia w związek małżeński i posiadania dzieci. Tutaj wygląda to jak przyspieszenie faktów, ale ilustruje to dobrze proces zwany INTYMNOŚCIĄ.

KWCK 3

W tym drugim rodzaju związku, można powiedzieć, że „granice są zburzone” i dwoje ludzi działa jak JEDNA OSOBA w WSPÓŁDZIELONEJ GRANICY, która jest DWA RAZY WIĘKSZA.
INTYMNOŚĆ JEST SUPER! Zakochanie się jest SUPER! Dlaczego? Właśnie się dowiedziałeś – bezwysiłkowo PODWOIŁEŚ ROZMIAR swojej granicy i dzięki temu podwoiłeś swoją kontrolę nad środowiskiem. Czujesz się jak nadczłowiek zdolny do niemożliwych rzeczy kiedy jesteś z drugą osobą. To jest INTYMNOŚĆ. Genialne.
Ale uważaj. Za dużo “intymności” i dzielenie sie sobą bez posiadania innych zainteresowań, hobby, przyjaciół może zmienić się w „Ciemną Stronę” związku zwaną WSPÓŁUZALEŻNIENIEM.
We współuzależnieniu dwie osoby mają po prostu słabe granice, nie umiejąc powiedzieć sobie NIE, ani usłyszeć NIE od drugiej osoby, bo boją się, że jeśli wyrażą niezgodę w jakiejś kwestii to ich związek się SKOŃCZY. Więc ludzie zaczynają kłamać, manipulować  i oszukiwać, aby dostać to co chcą. Zaczynają kontrolować się nawzajem, uwięzieni w wielkiej bańce bez żadnej ochrony pomiędzy nimi. To jak dwa państwa odizolowane od reszty świata – jakby Chiny i Północna Korea zawarły sojusz i nie handlowały ani nie miały kontaktu kulturalnego z żadnymi innymi państwami.
Wcześniej czy później, jedna z tych dwóch osób zacznie GROMADZIĆ ZASOBY  w swoim krańcu granicy, a druga osoba będzie udawać coraz bardziej kogoś innego i przestanie czuć się sobą – będzie mieć mniej poczucia własnej wartości, aż zacznie „głodować w tym związku.”

KWCK 4
Często w tym momencie następuje zerwanie lub nadużycia w związku – jedna osoba zabiera wszystkie zasoby i pozostawia drugą samotną, w depresji i niepokoju (które są skutkami utraty dwóch typów poczucia własnej wartości).

Trzeci rodzaj związku to WSPÓŁZALEŻNOŚĆ. To rodzaj ZOBOWIĄZANIA, ale także “zgody na niezgodę(własne zdanie)” z drugą osobą. Współzależność ma miejsce gdy druga osoba spędza część czasu INTYMNIE z tobą, ale też część NIEZALEŻNIE od ciebie – ma swoje własne hobby, poglądy i inne aktywności.
Te rzeczy mogą stać się częścią związku i wzmocnić go. Pomyśl o dwóch państwach w sojuszu które handlują też z innymi krajami i kulturami – ten handel sprawia, że kultura waszego związku jest jeszcze bogatsza.
Według mnie WSPÓŁUZALEŻNIENIE jest tak częstym zjawiskiem obecnie ponieważ straciliśmy pojęcie ZOBOWIĄZANIA – czyli nawet wtedy kiedy nie dogadujemy się przez jakiś czas, albo oddajemy się własnym sprawom w ramach NIEZALEŻNOŚCI, nadal czujemy się w obowiązku być razem i znaleźć nowy grunt do wspólnej harmonii.
Bez ZOBOWIĄZANIA, separacja i rozwód są zbyt łatwe – wtedy jedyne wybory to: NIEZALEŻNOŚĆ lub WSPÓŁUZALEŻNIENIE.
Nie musi tak być jeśli jesteś w dojrzałym związku opartym na WSPÓŁZALEŻNOŚCI.
Jeśli jesteś Królem i Czarodziejką (lub Królową i Czarodziejem) którzy odnaleźli się nawzajem i są WSPÓŁZALEŻNI posiadając solidne dojrzałe granice, znaleźliście ideał drużyny, związku lub partnerstwa. To samo jeśli chodzi o WSPÓŁZALEŻNYCH Kochanka i Wojowniczkę lub Wojownika i Kochankę.
Jeśli jesteś Królem w związku z Królową, Wojownikiem w Związku z Wojowniczką, Kochankiem z Kochanką lub Czarodziejem z Czarodziejką, możesz starać się spędzać dużo czasu w NIEZALEŻNOŚCI, czerpiąc stąd idee i emocje jakich nie możesz dostać od partnera, ale niestety to będzie ciężkie, czasochłonne i często skazane na porażkę.
Lekcja jakiej uczymy się prędzej czy później to PRZEDE WSZYSTKIM DOKONAJ DOBREGO WYBORU. W zasadzie czasem będziesz miał na to tylko pierwsze 3 sekundy.

 

Rozdział 8 Wybierz Mądrze w Pierwszych Trzech Sekundach

 

Wybierz mądrze, a wtedy nie możesz przegrać! Nadszedł czas na zagłębienie się w kwestii jaki TYP kobiety jest dla ciebie idealny i jakiego partnera wybrać w biznesie. Zobaczysz jakie pozytywne rzeczy się dzieją gdy udaje ci się wybrać odpowiednią kobietę lub partnera w biznesie!
Mam nadzieję, że zaoszczędzę ci spędzenia kilku lat w związku, który nie mógł się udać. Pamiętaj, że kluczowy jest moment wyboru.
Jeśli jesteś z natury Królem, szukaj Czarodziejki, czyli aktorki, kogoś pracującego w reklamie, PR, albo innych innowacyjnych branżach. Jeśli jesteś Wojownikiem, szukaj Poetki/Kochanki, może być np. pisarką lub masażystką. Jesteś Czarodziejem – szukaj Królowej, może być np. nauczycielką, księgową, czy pracować w administracji. A jeśli jesteś Kochankiem/Poetą, szukaj Wojowniczki – policjantki, atletki lub ambitnej bizneswoman.
Odkryj jakość jej granicy. Czy umie powiedzieć NIE i słyszeć NIE bez poczucia zagrożenia? Czy próbuje cię kontrolować czy też pozwala ci być sobą? Jeśli stwierdzisz, że możecie żyć we WSPÓŁZALEŻNOŚCI zamiast WSPÓŁUZALEŻNIENIA, to jest osobą dla ciebie.
Jak wielu ludzi których znasz spędziło lata cierpiąc w małżeństwie lub przeżywając kłopoty w biznesie? Wszyscy znamy takich ludzi, a może sam jesteś w takiej sytuacji.

Istnieje wiele książek z cyklu samopomocowych poradników dla małżeństw i biznesu, ale ŻADNE z nich nie odnosi się do tematu – wszystkie mówią tylko o tym jak naprawić już istniejących problemów PO FAKCIE ich powstania. Ja natomiast proponuje ci sposób na rozpoznanie odpowiedniej osoby do wejścia w związek i tych które powinieneś UNIKAĆ, aby mieć szczęśliwy związek i biznes.
Czy kiedykolwiek słyszałeś żeby ktoś powiedział: WYBIERZ DOBRZE W PIERWSZYM TRZECH SEKUNDACH? Właśnie usłyszałeś to ode MNIE.
Jeśli będziesz ćwiczyć możesz polepszyć swoje umiejętności identyfikowania Jungowskiego Temperamentu danej osoby w trzy sekundy.
Wszystko zależy od tych czterech słownych symboli. Wszystko co reprezentuje Król będziesz w stanie zobaczyć, poczuć i usłyszeć w pierwszych trzech sekundach po jego spotkaniu. Każda cecha Wojownika/czki, Czarodzieja/ki lub Kochanka/i uderzy w twoje zmysły i poczujesz alarm jeśli dany typ nie będzie w zgodzie z twoim, albo usłyszysz słodką muzykę jeśli spotkasz odpowiedni i dopełniający cię temperament.

Jeśli spotkasz swój przeciwny Jungowski Temperament, od razu między wami „zaskoczy”, polubicie się i poczujecie magnetyzm i przyciąganie zarówno w sferze emocjonalnej jak i intelektualnej.
Są dwa składniki komunikacji. Dane i emocjonalna energia! Jeśli znajdziesz swoje przeciwieństwo, znajdziesz niekończące się zapasy interesujących rzeczy do nauczenia się od siebie i dopełniającą się energię którą możecie się dzielić!
Kto by wpadł na te naukowe, matematyczne, duchowe prawdy? Kto by zgadł, że nie ma znaczenia to co robisz PÓŹNIEJ, nic nie zmieniają porady specjalistów, cierpienie, PRACA włożona w związek, prezenty, wypowiedziane słowa oraz inne rzeczy, gdy jesteś w związku wbrew swojej naturze.
Dopełnianie się temperamentów to zarazem dziwna i wspaniała rzecz jakiej się uczymy. Widzisz, teraz kiedy już wiesz mniej więcej jak to działa, oszczędzi ci to czas, energię, wysiłki, cierpienia, ból i pieniądze.
Jasne że możesz mieć przeciętny związek z kimś kto nie jest twoim przeciwieństwem jeśli chodzi o temperament i możesz żyć zasadą prób i błędów z osobą o tym samym typie natury. Ale nigdy nie zobaczysz jak piękne, oświecające, uwalniające i energetyzujące jest posiadania bratniej duszy z przeciwnym temperamentem, osoby która cię „dopełnia” i zachęca do wzrostu ponieważ ten sam akt sprawia że ona też się rozwija.
Swaci dawnych czasów mówili „bądź sobą” i zaufaj światu wokoło i mieli rację. Możemy bez wysiłku znaleźć osobę, która nas potrzebuje i dołączy do nas – razem staniemy się czymś o wiele więcej niż dwoma osobami. Stajemy się WSZYSTKIM – wszystkimi możliwymi ludzkimi umiejętnościami, marzeniami, ideami i siłą. Głębsze znaczenie małżeństwa jest opowiadane w formie metafory w religiach od tysiącleci – „dwoje stanie się jednym” i to o wiele silniejszym niż pojedyncza osoba.
W każdym z nas jest królestwo, kraj w którym siejemy idee, które rosną, terytorium do obrony, miejsce świętowania, ląd gdzie opowiadane są historie i żarty. Podczas eksplorowania (zwiedzania) tego królestwa, wszyscy jesteśmy bohaterami. To jest nasze powołanie, każdego dnia naszego życia, zanim nauczymy się specjalnych lekcji (umiejętności) dotyczących temperamentów, których nam brakuje – dotyczących Królów, Czarodziejów, Wojowników i Kochanków.
Jeśli zrealizujemy nasze powołanie, stajemy się zintegrowanymi psychologicznie osobami, dokonując wzrostu z niedojrzałego temperamentu do dojrzałej osobowości osoby dorosłej. Po drodze, ludzie których napotykamy nauczą się od nas tyle o tajemnicy Podróży Bohatera , co my od nich.

Powodzenia w odnalezieniu tego Świętego Graala Psychologii, oraz przyjemnych poszukiwań.

 

 

Zobacz na: Komunikacja Seksualna cz. 1 i 2