Posts Tagged ‘ph’

 Żelazne ciało Ninja – Ashida Kim – fragmenty

Pamiętaj nigdy nie patrz na swojego przeciwnika z góry [tj. nie czuj się kimś lepszym od niego, ani z dołu [tj. nie czuj się kimś gorszym], ażeby nie zaślepiła cię pewność siebie ani nie obezwładniła niepewność. Wszyscy mają równe szanse w Grze Życia i Śmierci”. Rozwijanie ciała i umysłu nie czyni Cię „lepszym” od nikogo. Dzięki temu jednak staniesz się lepszy, niż jesteś teraz, pod względem zdrowia, długowieczności i zro­zumienia. Trudno o szlachetniejszą misję.

Kiedy „powracasz do świata” po „przebudzeniu” wszystko co na początku tej podróży wydawało Ci się ważne, blednie i staje się bez znaczenia w obliczu nowo uzyskanego doświadczenia wewnętrznego spokoju. Już nigdy nie będziesz patrzeć na świat tak jak dawniej. Porzucisz przywiązanie do rzeczy materialnych, a tym samym staniesz się odporny na intrygi i podstępy tych, którym wciąż wydaje się, że te rzeczy są ważne. Będziesz jednak lepiej rozumieć, dlaczego postępują oni tak a nie inaczej, gdyż będziesz pamiętać, że sam kiedyś byłeś taki jak oni. W tej podróży nic nie tracisz, wszystko pamiętasz, a przy tym po raz pierwszy widzisz to jasno. I pamiętaj, aby pomóc co najmniej dziesięciu, tak jak Ty to odkryłeś, o co w tym wszystkim chodzi.

Właściwie tak samo jest z dzisiejszymi ninja. Nie rozko­szują się oni opowieściami wojennymi ani przechwałkami na temat własnej sprawności bojowej, ponieważ wiedzą, że nawet mistrz może w każdej chwili zostać przez kogoś pokonany. Nie chełpią się też własnym rodowodem. W daw­nych czasach, gdy „agent” wyruszał z „misją”, było to tak, jak gdyby nigdy się nie narodził, nigdy nie dorastał w swo­jej wsi, nigdy się nie ożenił ani nie miał dzieci, nie upra­wiał pól ani nie łowił ryb w sadzawce. Nigdy nie istniał. Kiedy wracał, było to tak, jak gdyby nigdy nie wyjechał.
Owe wyprawy zresztą nie były czymś pospolitym, nie po­dejmowano ich samowolnie ani nie powierzano dużej licz­bie osób. Jeden właściwy człowiek na właściwym miejscu może zmienić bieg historii. A tego, który zrealizował siebie, stać na wszystko. Ninja nie wprawiali się specjalnie w pod­kradaniu się do wartowników czy wspinaniu na mury. Po prostu znajdowali się oni w takiej harmonii z naturą, że owe zadania były dla nich łatwe, kiedy sytuacja tego wyma­gała. I nawet posiadając całą tę moc, bardzo mało wtrącali się w sprawy zwykłych ludzi, wierząc, że z czasem ci mniej oświeceni znajdą, tak jak oni, nauczycieli, którzy wskażą im właściwą drogę i ujawnią im ich własną „tygrysią twarz” – ich prawdziwe, boskie Wewnętrzne Ja.
Nie ćwiczyli się też w technikach zadawania śmierci. Nauka medycyny dawała im wiedzę o anatomii, lecz zda­wali sobie sprawę, że jeśli odetniesz głowę węża, całe jego ciało obumiera” i że „jeden kamień wrzucony do sta­wu wywołuje wiele kręgów na powierzchni”. Dlatego, jeśli było to konieczne, „usypiali” wodza, dawali mu spokój, ja­kiego nigdy by nie zaznał w świecie iluzji, i tym jednym aktem powstrzymywali cała armię, wojnę lub tyrana. To dlatego zdobywali sobie raputacje „niewidzialnych morderców”, którzy potrafią przenikać przez ściany, przedostawać się wszędzie niepostrzeżenie i znikać bez śladu
Alchemia zatem, taka jaką opisują Lao Cy i Ko Hung, jest nauką o transmutacji; polega ona na tym, że poprzez ćwiczenia oddechowe i ruchy lecznicze oddziałuje się na składniki odżywcze, wchłaniane przez organizm z pożywienia, wody i powietrza, z takim skutkiem, iż „kości stają się żelazem, a skóra nefrytem”. Tego sformułowania pojawiającego się w starożytnych tekstach nie należy rozumieć dosłownie, że kości faktycznie zmieniają się w metal. Chodzi o to, że stają się one zdrowe, mocne i sprężyste. Ludz­kie kości mogą wytrzymać nieprawdopodobne naciski; dobrze odżywiane i ćwiczone, mogą być względnie wolne od katabolizmu, efektu starzenia się, który wpływa na ich łamliwość.
Skóra też nie zmienia się dosłownie w nefryt. To jeszcze jeden przykład symbolicznego, czy też poetyckiego, przedstawienia owych tajemnic. Wyrażona jest tu myśl, że skóra będzie zdrowa i elastyczna; każdy porządny lekarz powie, że najlepszą ochroną przed infekcjami jest czysta, niepopękana skóra (pamiętaj, że w dawnych czasach, kiedy powstało owo określenie ludzie umierali na tężec, który brał się z zakażenia otwartych ran)
Mówimy więc o ćwiczeniach, które dają zdrowie i przedłużają życie. Dzieje się tak, ponieważ oddychanie zmienia pH krwi, a wówczas gruczoły dokrewne zachowują aktywność i produ­kują hormony, dzięki którym ciało pozostaje młode i silne.
Niektórzy sądzą, że alchemia polega na zmienianiu oło­wiu w złoto. Jest to błędne wyobrażenie, zrodzone w epoce feudalnej wśród europejskich alchemików, którzy myśleli, że metale – ołów, rtęć i złoto – wspominane w przetłumaczonych z chińskiego traktatach, opisujących „proces wewnętrznej destylacji” czy też, inaczej mówiąc, transmu-tacji, należy rozumieć dosłownie, a nie jako poetyckie symbole chemii naszego wnętrza.
Zmiana ołowiu w złoto jest możliwa na poziomie ato­mów, ale nie mamy tu na nią przepisu. To, o czym mówi­my, oznacza posługiwanie się własnym organizmem w taki sposób, aby „zbierać, doskonalić i wprawiać w obieg ener­gię qi” – proces ten anatomicznie bardzo przypomina de­stylację spirytusu z napoju alkoholowego, uzyskanego z kolei z przetworzenia różnych soków owocowych. Oddychając, „zbieramy”; zmieniając tempo oddechu i pH krwi, rafinuje­my albo „doskonalimy”; zachodząca wówczas reakcja che­miczna sprawia, że „esencja” się „wygotowuje” i nabiera większej mocy. Tak powstały „eliksir” działa jak wewnętrz­ne lekarstwo i odżywka, która pozwala ciału w większym stopniu urzeczywistniać swoje możliwości.
Alchemia ninja – ta prawdziwa alchemia, gdy już rozu­miemy znaczenie symboli – nie jest kluczem do szybkiego zdobycia bogactwa, ponieważ nie ołów będziemy zmieniać w złoto, tylko niskie pierwiastki ja i ciała zostaną przeisto­czone, podniesione na wyższy poziom (staną się „złote”), co zapewni nam długowieczność.

W literaturze można spotkać wiele opowieści, w których sławne postacie chętnie by się wyrzekły swego bogactwa, gdyby tylko mogły w zamian pożyć trochę dłużej. Osoby te zużyły mnóstwo sił, gromadząc władzę, i zapłaciły za to pewną cenę. W pogoni za sukcesem doprowadziły się do stanu wyczerpania, a teraz jedyne, czego pragną, to odzy­skać stracony czas.
Są też legendy o postaciach, które żyły niesłychanie długo, a które najczęściej żaliły się, że widząc przemijanie całych pokoleń zwyczajnych śmiertelników, odczuwają straszliwą samotność. Tak prawdopodobnie byłoby z nieśmiertelnym człowiekiem, zważywszy na filozoficzną naturę naszego ludzkiego rodzaju.
Był sobie kiedyś uczeń, który dążył do Nieśmiertelności. Zapytany, jak będzie wykorzystywać czas potem, kiedy już osiągnie swój cel, odrzekł: „Będę pracować nad tym, żeby zgromadzić jeszcze więcej dodatkowego czasu”, na co jego nauczyciel odparł: „Nieśmiertelność jest rzeczą absolutną. Gdyby można było ją osiągnąć, byłbyś tu już od zawsze. Najlepsze, o co możesz się modlić, to życie dwustu lub trzystuletnie, abyś zdążył się znudzić wystarczająco, by chętnie przejść na następny poziom. A jeśli uda ci się zajść tak daleko, bądź człowiekiem przynajmniej na tyle, żeby podzielić się z innymi tym, co odkryłeś”. Obowiązek ten spoczywa więc także na tych wszystkich, którzy chcieliby zostać alchemikami.
Ci, którzy kroczą Milczącą Ścieżką, jak bywa nazywana nauka transformacji praktykowana przez ninja, potrafią dostrzec „schemat Wszechświata”, o czym można przeczy­tać w objaśnieniach do obietnicy Ko Hunga. Wiedz, że me­tody kontroli oddechu oraz ćwiczenia pomagające osiągnąć długowieczność i Nieśmiertelność i obdarzające człowieka mistycznymi zdolnościami, takimi jak Żelazne Ciało, są w istocie naturalnymi, wrodzonymi możliwościami każde­go człowieka.
Tym, co odróżnia ninja od zwykłych ludzi, jest ich wraż­liwość, samoświadomość – świadomość własnego ja – dzięki której mogą do pewnego stopnia sprawować kontrolę nad tym stanem swego istnienia, podczas gdy ci drudzy są zda­ni na łaskę żywiołów, nie wiedząc, że posiadają taką wro­dzoną zdolność. To właśnie owa świadomość własnego ja sprawia, że inni uważają ich za „oświeconych”.

Zanim zacząłeś oddychać powietrzem, oddychałeś wodą, bezpiecznie ukryty w łonie matki. Wszystkie, chociaż pro­ste, twoje potrzeby były zaspokajane, a wszystkie twoje ambicje się urzeczywistniały. Potem przyszedł wstrząs po­rodu. Nagle zostałeś wypchnięty w próżnię wypełnioną in­tensywnym światłem i dźwiękami. Brakowało ci powietrza, twoje płuca się opróżniły i wciągnąłeś w nie pierwszy haust tego nowego świata. A potem było po wszystkim. Rozpoczę­ła się nowa egzystencja.
Byłeś wyposażony we wszystko, czego potrzebowałeś do przetrwania i dobrego radzenia sobie w tym nowym świe­cie, więc zacząłeś poznawać go swymi nowymi zmysłami i one właśnie przywiodły cię do tego miejsca.
Dlaczego więc miałbyś wątpić w to, że tak samo będzie z umieraniem? Chwila dyskomfortu, a potem nowa rzeczy­wistość do poznawania! Dlaczego w takim razie nie zapo­mnieć o Nieśmiertelności i nie popełnić samobójstwa, sko­ro to, co ma być potem, jest takie wspaniałe?
Otóż dlatego, że są tu inni, którzy o tym jeszcze nie wiedzą, których trzeba uspokoić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Trzeba ich nauczyć, że są panami własnego losu i kapi­tanami okrętu własnej duszy. Dickens zaczyna jedno ze swych dzieł słowami: „Zrozumiałem, że jeśli moje życie miałoby mieć jakiegoś bohatera, to niechybnie byłbym nim ja sam”.

Mówimy, że człowiek nie może zmienić świata, i to praw­da. Może jednak przedłużyć chwilę. Mędrcy starożytnych Chin, którzy dawno opanowali techniki zapewniające zdro­wie i długowieczność, przemierzali kraj w poszukiwaniu królestwa, w którym ludzie byliby szczęśliwi, a władca był­by człowiekiem dobrej woli. Zgłaszali się na jego dwór i oferowali, że wprowadzą go w tajemnice nieśmiertelno­ści, aby jego panowanie mogło trwać, a lud długo cieszył się dobrobytem.
Tak samo jest z każdym prawdziwym Nieśmiertelnym.
Mówimy, że nauczać można każdego, kto jest wybrany. Nie chodzi tu jednak o żaden test ani o próbę narzucenia jakichś norm tym, którzy chcieliby pobierać owe nauki. W istocie to uczeń sam czyni siebie wybranym. Kiedy już wyruszysz w tę podróż i doświadczysz jej cudów, zapragniesz dzielić się nimi ze wszystkimi. Japończycy nazywają to shakabuku, pędem do rekrutowania nowych członków. Twój entuzjazm będzie jednak odstręczał większość ludzi. Wtedy zaczniesz staranniej dobierać tych, z którymi ze­chcesz podzielić się sekretem zdrowia i długiego życia, czy też tych, przed którymi ujawnisz fakt posiadania jakiejś wiedzy na ten temat – po co zwykli śmiertelnicy mają myśleć, że jesteś dziwakiem albo kimś niespełna rozumu? Oni nie chcą wiedzieć. Jeszcze nie.
Można by z tego wnioskować, i od dawna tak się uważa, że Nieśmiertelni mają jakąś moc, która daje im przewagę nad innymi. Owszem. Jest to moc spokojnego umysłu.
A więc znowu, nie zniechęcaj się, jeśli nie każdy od razu przyjmie mądrość, którą ty poznałeś.
 To tylko droga do tego, żeby można było „zajrzeć na drugą stronę”, zobaczyć, co jest „za zasłoną”. Potem już wszystko zaczyna się układać.
Zaczynasz dostrzegać prawidłowości Wszechświata i to, co kiedyś było wielką tajemnicą – dlaczego ludzie postępują tak a nie inaczej, zmieni się w zrozumienie własnego ja i innych. Ludzie w większości sami zwykle komplikują sobie życie i nie potrafią się pogodzić z tym, że sekret szczęścia jest taki prosty.
Ze spokojem umysłu przychodzi akceptacja, a z wiekiem doświadczenie. Stąd jeden człowiek znosi powszednie trudy życia lepiej niż drugi w dużym stopniu dlatego, że spotkał się z pewnymi problemami już a doświadczywszy ich raz, kiedy to albo znalazł rozwiązanie albo nie, mierzy się z nimi ponownie lub wypróbowuje inne rozwiązanie. To się nazywa nauka przez doświadczenie, która nie tylko wskazuje, jak być pożytecznym dla innych, lecz również skłania cię do aktywności, a więc nie pozwala ci się nudzić

Mądry człowiek uczy się przez doświadczenie: Nieśmiertelny uczy się także z doświadczeń innych. Z tego względu Nieśmiertelni rachują upływ czasu nieco inaczej niż śmiertelnicy.
Nauczyli się że jeśli człowiek unieszczęśliwia się zmartwieniami, wątpliwościami, poczuciem winy albo obawami, to czas wlecze się nie miłosiernie. Jeśli natomiast pozwala sobie być szczęśliwym, czas śmiga Dlatego „żyją chwilą”, przezywając każda sekundę jak nową przygodę, radując się każdym wschodem słońca i wpadając w podziw nad pięknem każdego zachodu.
Wiedzą bowiem że każdy dzień z niewielkimi odmianami taki sam,że w każdym roku przychodzi wiosna, lato, jesień i zima; że wszystko będzie po sobie następować niezależnie od tego, czy ktoś to widzi, czy nie.
Życie toczy się naprzód, i dopóki ktoś o nas pamięta, dopóty naprawdę nie umieramy.

Można tłumaczyć, że to efekt działania kodu genetyczne­go oraz pamięci, ale wszystko to poznasz sam na sobie kiedy zaczniesz oddychać.

Reklamy

Ramiel Nagel o próchnicy, ubytkach i zdrowiu zębów.
http://www.curetoothdecay.com/

Kilka fragmentów z książki:

 

DROŻDŻE
Odkładanie się nadmiaru kwasu może skutkować niszczeniem mnóstwa drobnoustrojów żyjących w twoim ciele, począwszy od candida. Tym łacińskim słowem określa się powszechnie znane drożdżaki występujące w organizmie ludzkim, lecz w rzeczywistości jest to rodzaj grzyba.
Drożdże i grzyby (oraz blisko z nimi związane pleśnie) to jednokomórkowe formy roślinne żyjące na lądzie, w powietrzu i wodzie. Znajdują się absolutnie wszędzie. Na przykład candida zwykle występują w naszym układzie trawiennym. Bez nich byśmy umarli. Jednak łatwo może dojść do ich drastycznego rozros­tu, co powoduje szereg objawów, od dokuczliwych do przewlekłych i fatalnych w skutkach. Jest to przekleństwo znane aż nazbyt wielu kobietom jako „drożdżyca”, a rodzice mogli się z tym zetknąć, gdy ich niemowlę miało kiedyś
pleśniawki (skutek nadmiernego rozwoju candida w gardle).

Chociaż w medycynie candida są znane, a drożdże i grzyby stanowią przyczynę mnóstwa różnych problemów zdrowotnych, prawda jest taka, że ludzie odżywiający się w typowo zachodni sposób dopuszczają do niekontrolowanego wzrostu candida w swym ciele skutki zaś są katastrofalne. Ale nadmiar drożdżaków to tylko jeden z winowajców. Żyjemy wśród całej plagi drobnoustrojów, takich jak drożdże, grzyby,
pleśnie oraz bakterie i wirusy. Co gorsza, jesteśmy ofiarami nie tylko samych drobnoustrojów, ale również ich trujących odchodów, czyli mykotoksyn i egzotoksyn (myko oznacza „grzyb”, egzo „bakteryjny”, a toksyna „trucizna”). Drobnoustroje wytwarzają niepotrzebny kwas, kiedy trawią (właściwie: powodują fermentację) glukozę, białka oraz tłuszcze składniki, których nasze ciało potrzebuje do wytwarzania energii.

Candida i inne drobnoustroje wykorzystują słabsze okolice ciała, zatruwając je i przeciążając pracą. W środowisku kwaśnym mają świetne warunki, aby zakłócać funkcjonowanie tkanek i procesy organizmu. Odżywiają się naszą glukozą, dzięki której nabierają energii, i korzystają z naszych tłuszczów i białek (nawet z naszej materii genetycznej: kwasów nukleinowych!), aby rozwijać się i mnożyć. Organizmy te dosłownie zjadają nas żywcem! Następnie odprowadzają swoje zbędne produkty (kwasy) do krwi, jak również do komórek, jeszcze bardziej
zatruwając cały organizm.

Żeby przybliżyć sobie nieco obraz tych ogromnych potencjalnych zniszczeń, zważ, co następuje. Przez setki milionów lat istnienia na Ziemi drożdże, grzyby i pleśnie rozwinęły się w ponad pięćset tysięcy różnych form. I przeszły tylko niewielką przemianę genetyczną. Najwyraźniej nie było im to potrzebne, gdyż są wielkimi oportunistami i bytami nastawionymi głównie na przetrwanie, idealnie przystosowanymi do tego, co robią. Mogą przejść z okresu burzliwego rozwoju do trwającego tysiące lat stanu uśpienia. (W niedawno odkopanych grobowcach ze starożytnego Egiptu odkryto żywe zarodniki). Poza tym drożdże, grzyby i pleśnie wytwarzają ponad tysiąc
rodzajów toksyn.

Bakterie, drożdże, grzyby i pleśnie same nie powodują objawów w ciele robią to ich toksyczne odchody. Nie wywołują one też choroby. Powstają, gdy zaistnieje sprzyjające środowisko. Rudolf Yirchow napisał: „Komary szukają stojących zbiorników wodnych, a nie powodują, że staw staje się nieruchomy”.

Organizmy te oraz ich wydzieliny przyczyniają się pośrednio lub bezpośrednio do występowania mnóstwa objawów chorobowych. Większość chorób, zwłaszcza tych przewlekłych i zwyrodnieniowych, wynika z nadmiernego rozwoju drobnoustrojów. Między dwiema skrajno­ściami, jakimi są grzybica międzypalcowa i AIDS, znajdują się dolegliwości, których podłożem jest rozrost drożdży i grzybów, a więc cukrzyca, rak, miażdżyca tętnic, osteoporoza, chroniczne zmęczenie i tak dalej w tym infekcje zakaźne. Ogólne oznaki tego namnożenia się mikroorganizmów to ból, zapalenie, znużenie oraz takie zaburzenia funkcji jak niewydolność nadnerczy lub tarczycy, niestrawność,
biegunka, wzmożone łaknienie, ból jelit, depresja, nadpobudliwość, zachowania antyspołeczne, astma, hemoroidy, przeziębienia i gry­py, kłopoty z oddychaniem, gruczolistość, suchość skóry i swędzenie, pleśniawki, paradontoza, grzybica paznokci, zawroty głowy, bóle stawów, nieświeży oddech, wrzody, zapalenie okrężnicy, zgaga, suchość w ustach, zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS) i problemy z miesiączkowaniem, nerwowość, podpuchnięte oczy, oziębłość płciowa, wysypka skórna i pokrzywka, toczeń, huśtawka nastrojów, zaburzenie
równowagi hormonalnej, grzybicze zapalenia pochwy, cysty czy guzy, reumatoidalne zapalenie stawów, drętwienie, katar sienny, trądzik, wzdęcia, zaparcia, niski poziom cukru, przepuklina przełykowa, migreny, apatia, bierność, bezsenność, skłonności samobójcze, marznięcie, dreszcze, infekcje, nadwaga lub niedowaga, uczulenia na środki chemiczne, kłopoty z pamięcią, bóle mięśniowe, alergie pyłkowe lub pokarmowe, pieczenie oczu, stwardnienie rozsiane, złe wchłanianie pokarmu, zapalenie pęcherza (uffl). A nie wymieniliśmy jeszcze tego
ogólnego złego samopoczucia, tak powszechnego w dzisiejszych czasach.
O to wszystko można winić właśnie drobnoustroje, które wyrwały się spod kontroli, oraz ich toksyczne kwa­sowe produkty.

TO WSZYSTKO ZAPROWADZI NAS ZNÓW DO… KWASU

Drobnoustroje rozkwitają na… kwasocie! Uwielbiają pływać we własnych produktach. Lubią też niski poziom tlenu, który występuje wraz z kwasotą. Co najistotniejsze, same ich wydzieliny to silne kwasy. Jeśli więc potrzebujesz jeszcze dalszych argumentów przemawiających za koniecznością przywrócenia twemu organizmowi odczynu zasadowego, wyobraź sobie, jak w twoim ciele roi się grzyb i pleśń.

Jednak pocieszające jest to, że wystarczy prawidłowe odżywianie się i rozsądne przyjmowanie suplementów, aby twoje ciało mogło wykorzystywać i kontrolować, drobnoustroje, bez ryzyka nadmiernego rozrostu ich samych oraz ich groźnych postaci. Zachowywanie równowagi kwasowo-zasadowej dzięki odpowiedniej diecie stwarza optymalne środowisko, w którym drobnoustroje będą się rozwijać tylko do określonego
zdrowego poziomu

Każdy człowiek musi interesować się drobnoustrojami, jeśli nawet nie doświadczył (jeszcze) zewnętrznych objawów ich nadmiernego rozwoju. Rozwój ten przebiega w dwóch etapach. W pierwszej, początkowej fazie drobnoustroje mnożą się w niewielkich koloniach i mimo że są już prawdopodobnie dostrzegalne we krwi, nie odczuwa się z ich powodu żadnych objawów fizycznych. W drugiej, ostrej i przewlekłej fazie komplikacje i dolegliwości stają się oczywiste. Jest już naprawdę źle, gdy ciało się skarży, wysyłając znaki ostrzegawcze i prośby o
pomoc. Rozwój drobnoustrojów w drugim stadium może nastę­pować stosunkowo szybko albo trwać latami.

Nawet w tym drugim, poważniejszym stadium, możesz odwrócić ten proces, jeśli tylko wytworzysz w swoim ciele środowisko, które nie będzie sprzyjać drobnoustrojom. Wystarczy zrównoważyć pH krwi i tkanek, przyjmując suplementy odżywcze i stosując dietę zasadową w rodzaju tej opisanej w dalszych rozdziałach. Oczywiście lepiej byłoby powstrzymać ich rozwój, zanim zdążą wyrządzić szkody, i dlatego każdy powinien skorzystać z przedstawionego tu programu.Kiedy twój organizm odwróci się od kwasów i znów zbliży do zasad, wówczas drożdże, grzyby i pleśnie nie będą się już rozwijać i stracą swoją niszczącą moc. Resztki toksyn zostaną związane przez określone tłuszcze i minerały, po czym wyeliminowane z organizmu.

KIEDY RYBY SĄ CHORE, ZMIEŃ WODĘ

Pomyśl o swoim ciele jak o zbiorniku do przewożenia ryb. Wyobraź sobie, że twoje komórki i narządy to ryby zanurzone w płynach (także we krwi) transportujących pokarm i odprowadzających odpadki. Przypuśćmy teraz, że cofam samochód i rura wydechowa zatyka filtr poboru powietrza, który dostarcza tlen do zbiornika. Woda napełnia się tlenkiem węgla i staje się kwaśna. Po pewnym czasie wrzucam tam zbyt dużo pokarmu albo nieodpowiednie pożywienie i ryby nie mogą go w całości spożyć lub przetrawić; pokarm zaczyna się więc rozkładać. W rezultacie gromadzą się toksyny, produkty wydalania i substancje chemiczne, woda staje się coraz kwaśniejsza.
Ile minie czasu, zanim ryby zakończą życie? Nigdy byś tak nie postąpił nawet w stosunku do naj­zwyklejszej złotej rybki, lecz my, ludzie, na co dzień robimy ze swoim ciałem, z krwią, coś bardzo podobnego, zanieczyszczając je truciznami, nadmierną ilością pożywienia, produktami kwasowymi i tak dalej. Ryba pływa do góry brzuchem, ale my albo w ogóle tego nie dostrzegamy, albo nie wiemy, co to oznacza. Wróćmy do naszego zanieczyszczonego zbiornika. Gdybyś zobaczył, jak zła jest sytuacja, co byś zrobił? Czy leczyłbyś ryby z choroby, na którą niewątpliwie zapadną? Nie. Zmieniłbyś wodę

Wyświadcz swemu ciału taką samą przysługę. Zmień wodę. Oczyść środowisko. A potem utrzymuj je w czystości.


 

HISTORIA, ZAPOZNANA I ODNALEZIONA

Tradycyjna biologia, oparta na odkryciach Ludwika Pasteura z dziewiętnastego wieku, wyznaje tezę, że źródłem chorób są zarazki, które przedostają się do organizmu z zewnątrz. Jednakże studiując wspaniałą, lecz haniebnie niedocenioną pracę współczesnego Pasteurowi uczonego Antoine’a Bechampa i jego zwolenników, w tym Gunthera Enderleina, Claude’a Bernarda, Wirginii LMngston-Wheeler i Gastona Naessensa, dowiedziałem się, że w środowisku kwaśnym bakterie i inne drobnoustroje mogą pochodzić z naszych własnych komórek.
Omawiane przez Pasteura „zarazki z powietrza” mogą przyczyniać się do chorób, ale w przeciwieństwie do powszechnego przekonania ich obecność nie jest konieczna, aby choroba się rozwinęła. Ich szkodliwy wpływ tylko pogarsza stan zaburzonego środowiska, jakie istnieje już w organizmie.
Oprócz tego, że dopuszczamy do powstawania w ciele różnego rodzaju drobnoustrojów, to jeszcze pozwalamy im przedostać się do układu oddechowego i trawiennego (często za pośrednictwem pokarmu ale o tym później). Atakujące bakterie wydają się mnożyć w ciele, siejąc spustoszenie. W rzeczywistości jednak ich obecność inicjuje podobny rozwój bakterii istniejących już w żywicielu znów, w zależności od środowiska.
Środowisko kwaśne daje temu procesowi zielone światło. Aby zapaść na jakąś infekcję, musisz być do tego predysponowany wewnętrznie. Musisz mieć już w organizmie pewne zarazki oraz kwaśny odczyn sprzyjający ich rozwojowi. Dlatego niektórzy ludzie narażeni są na przeziębienia i inne wirusy, a inni nie. Weźmy na przykład epidemię grypy z 1918 roku. Spustoszyła naszą planetę, uśmiercając około trzydziestu milionów osób na całym świecie. Ale pojawiała się w jednym domu, a w sąsiednim nie u jednego członka rodziny, a u drugiego nie. Dlaczego? Gdy rzucisz ziarna na beton, nie wzejdą. Muszą paść na żyzną glebę. Podobnie z zarazkami. Nawet jeśli dostaną się do twojego ciała, to kiedy będzie ono czyste i niezbyt kwaśne, nie będą mogły się rozwijać, mnożyć, sprowadzać na ciebie choroby ani cię zabić.

WIELE FORM

A oto inny ważny fakt dotyczący drobnoustrojów: mogą one szybko zmienić swoją formę lub funkcję. Bakterie mogą zmienić się w drożdże, drożdże w grzyby, a grzyby w pleśń. Jeśli chodzi o tę naukę usuniętą w cień przez teorie Pasteura, to ponad sto lat pozbawieni byliśmy owej tak istotnej wiedzy, iż choroba jest stanem wywodzącym się z naszego własnego środowiska wewnętrznego, a nie spowodowanym atakiem ciał obcych.
Ten zagubiony rozdział historii mówi, że istnieje coś, co żyje niezależnie w komórkach i płynach ustrojowych i co ma zdolność rozwijania się w bardziej złożone for­my. Elementy te noszą nazwę mikrozymów (mikro oznacza „mały”, zyma to „byt”) i występują we wszystkich istotach żywych. Stanowią podłoże zarówno degeneracji, jak i regeneracji. Przede wszystkim z nich rozwijają się wszystkie komórki. W odpowiednich warunkach i środowisku mikrozymy ewoluują w bardziej złożone formy żywe, w tym bakterie i grzyby. Jest to proces dwukierunkowy, bakterie bowiem mogą znów stać się mikrozymami. Od mikrozymów wszystko się zaczyna i na nich się kończy. To, co dzieje się w trakcie, zależy od środowiska.

Zdolność drobnoustrojów do ewolucji, do zmiany formy i funkcji, zależnie od środowiska, znana jest jako pleomorfizm (pleo „wiele”, a morphe – „forma”). Według mojej teorii czerwone komórki krwi też mają taką zdolność: mogą cofać się w procesie ewolucji i znowu rozwijać w dowolny rodzaj komórek potrzebnych organi­zmowi w komórki kostne, mięśniowe, skórne, mózgowe, wątrobowe, sercowe itd. W podobnym procesie bakterie, drożdże, grzyby i pleśnie stają się wytworami zaburzonej ewolucji komórek zdrowych (w tym krwinek czerwonych, komórek mózgu i wątroby).

Znany jest ci chemiczny przykład pleomorfizmu: przemiana wody w parę lub w płatki śniegu. Struktury chemiczne nie zmieniają się nadal jest to H2O – lecz zmienia się forma, zależnie od środowiska.
Zapewne wiesz już, jakiego rodzaju środowisko sprzyja chorobotwórczym zmianom drobnoustrojów obecnych w ludzkim ciele. Tak, kwasowość. Mikrozymy nie zawsze stają się bakteriami, bakterie nie zawsze rozwijają się w grzyby, a grzyby w pleśń warunkiem jest środowisko kwaśne. Szkodliwe organizmy pleomorficzne nie mogą się rozwijać w zdrowym środowisku zasadowym.

Korzystając z silnie powiększającego mikroskopu, magnetowidu i drukarki, mogłem śledzić przemianę organizmów pleomorficznych z bakterii pałeczkowych (bacilty w kuliste (cocci) i na końcu w drożdże, grzyby i pleśnie a następnie z powrotem. Ostatnio pleomorfizm zauważono także na obrazach tkanki zwierzęcej, którą badano pod mikroskopem elektronowym.
Przełomowe eksperymenty pokazały, jak duży bywa zasięg tych przemian. Na przykład pewien rodzaj ameby (organizmu jednokomórkowego) żywi się bakteriami, a inny (ameba czerwonki) ryżem. Oba rodzaje mają wyjątkowe, właściwe sobie DNA. Dzieje się jednak coś zdumiewającego, gdy zamieni się ich dietę, stopniowo przestawiając pierwszy rodzaj ameby na spożywanie ryżu, a amebę czerwonki na żywienie się bakteriami: wówczas zmianie ulega ich materiał genetyczny! Dosłownie następuje odwrócenie. W rezultacie pleomorfizm drobnoustrojowy staje się zjawiskiem jeszcze bardziej istotnym niż przemiana gąsienicy w motyla i jeszcze bardziej fantastycznym, ponieważ może nastąpić niezwykle szybko, czasem w ciągu kilku sekund.

Przyjaciele Pasteura sprawujący wysokie stanowiska, jego umiejętność przyciągania uwagi otoczenia, zdolność sprzedawania siebie i swojej pracy wszystko to sprawiło, że od kilkudziesięciu lat podtrzymywana jest „teoria zarazków” i do dzisiejszego dnia na niej opiera się medycyna tradycyjna. Tradycja ta jest tak silna, a rozwiązania alternatywne są tak rewolucyjne, że nawet to, co wyraźnie widać gołym okiem, pozostaje niezauważone. Mam gorącą nadzieję, że wszystko to, chociaż zbyt wolno, zaczyna, się zmieniać.

Istnieje jeszcze jeden powód, że ów zagubiony rozdział historii jest tak powoli znów odkrywany. Drobnoustroje, tak jak mogą się rozwijać,
mogą też cofać się do swego stanu pierwotnego. Na przykład w piwie, po fermentacjizboża, pozostaje tylko śladowa ilość drożdży dodanych na początku do płynu i są one niedostrzegalne gołym okiem. Wyparowuje jedynie alkohol mykotoksyna. Gdzie się one podziały? Oczywiście nie zniknęły, tylko powróciły do postaci mikrozymów. Podobnie, każdy nowotwór otoczony jest kwasem mlekowym inna mykotoksyna ale drobnoustroje mogą w nim być lub nie. Tak więc nawet ci, którzy chcą patrzeć, nie zawsze zobaczą.

Ci, którzy zechcą spojrzeć jeszcze raz, jasnym wzrokiem, zostaną nagrodzeni poznaniem sekretów trwałe­go zdrowia. Sami możemy siebie uzdrowić, zmieniając środowisko wewnątrz naszego organizmu. Potencjalnie szkodliwe, atakujące zarazki nie będą się miały gdzie rozwijać i staną się niegroźne.

NIERÓWNOWAGA KWASOWA JEST CAŁKIEM NATURALNA… GDY JESTEŚMY MARTWI!

Chaos spowodowany brakiem równowagi kwasowej i nadmiernym rozwojem drobnoustrojów jest procesem całkowicie naturalnym i właściwym, kiedy życie dobiega końca. Po śmierci organizm automatycznie przybiera odczyn kwaśny. Gdy ciało przestaje oddychać, spada oczywiście poziom tlenu i tworzy się środowisko beztlenowe, w którym drobnoustroje wręcz rozkwitają (a poza tym jest kwas, który tak lubią). Wówczas te małe bakcyle biorą się do pracy. Ich jedyna praca i jedyny po­wód, dla którego są częścią ludzkiego ciała polega na tym, że gdy umieramy, stają się one głównymi „podwykonawcami”. Zadaniem tych mykotosyn jest rozkładanie naszego martwego ciała. Drobnoustroje i ich toksyny mają nas zredukować do najprostszych tworzących nas komponentów znowu do mikrozymów. Biolodzy nazywają ten proces cyklem węglowym. Jest to dosłowne znaczenie słów „z prochu w proch, z pyłu w pył”. Mówiąc językiem mniej technicznym lub mniej poetyckim: one to sprawiają, że nasze ciało gnije.

Wskutek nadmiernego wzrostu drobnoustrojów w zbyt kwaśnych organizmach żywych proces ten rozpoczyna się przedwcześnie. Drożdże i grzyby zaczynają zagarniać nasze ciało, gdy jeszcze żyjemy. Po prostu gnijemy
w środku. Fermentujemy. Pleśniejemy. Wybieraj!
Pamiętaj jednak, że w samych drobnoustrojach nie ma nic złego. W rzeczywistości są dobre. Komórki w całym ciele muszą nieustannie obumierać i znów się odradzać, aby mogły być zdrowe i żywotne, Drobnoustroje zajmują się recyklingiem, dzięki czemu odpadki się nie gromadzą.

ZARAZEK – OBJAWY CZY CHOROBA?

Niestety, Pasteur mylił chorobę z jej objawami i ten zasadniczy błąd przechodził z pokolenia na pokolenie jako prawo naukowe. W rzeczywistości stanem ogólnym, zasadniczym jest choroba, a nie diagnozowane przez nas objawy. Jeśli stwierdza się obecność zarazków, one same są tylko symptomem owego podstawowego stanu. Pamiętajmy, że zarazki pochodzą z wnętrza naszych komórek i że te atakujące z zewnątrz mogą jedynie przyczyniać się do zachwiania równowagi w ciele i wywoływać kolejne objawy. To, co większość osób nazywa chorobą, jest w istocie zbiorem owych drugorzędnych objawów, Zarazki są w gruncie rzeczy odzwierciedleniem podstawowego stanu wywołującego chorobę (nadkwasowość i przerost drobnoustrojów).

W ciągu ostatniego stulecia tradycyjna myśl naukowa ustaliła konkretne przyczyny pewnych „chorób”. Jednak wiele spośród poważnych dolegliwości nadal wydaje się stanowić zagadkę… chyba że zrozumiemy, iż niezależnie od rodzaju niepokojących nas objawów, bezpośrednie przyczyny zawsze są jednakowe: kwasowość i nadmierny rozwój drobnoustrojów.

POWSZECHNE PROBLEMY Z NADKWASOWOŚCIĄ

Twoje ciało spotyka się z wszelkiego rodzaju niedomaganiami, jeśli pozwoli mu się pobierać zbyt dużo kwasu, każe usilnie i zbyt długo walczyć o utrzymanie odczynu zasadowego lub jeśli rozwija się w nim za dużo szkodliwych drobnoustrojów. Jak wspomniałem wcześniej (i na pewno jeszcze przypomnę), jeżeli zastanowimy się nad tym wystarczająco głęboko, dojdziemy do, wniosku, że oba te problemy stanowią podłoże prawie wszystkich naszych dolegliwości. Przyjrzymy się teraz najczęściej występującym objawom.

Waga

Możesz podziękować swemu zbyt zakwaszonemu środowisku wewnętrznemu za wszystkie dodatkowe kilogramy, które dźwigasz. W celu obrony ciało wytwarza komórki tłuszczowe, by zabrać kwasy z najważniejszych narządów i by próbować je chronić. W tym sensie twój tłuszcz ratuje ci życie! Dlatego twój organizm nie chce się go pozbyć. Gdy jesz, aby zapewnić ciału odczyn bar­dziej zasadowy, nie będzie ono już potrzebowało zatrzymywać tłuszczu.
Do problemów z wagą mogą się również przyczyniać drożdże i grzyby zakłócające proces trawienia. Powstałe niedobory składników odżywczych mogą zmusić organizm do tego, aby zgromadził kilka dodatkowych kilogramów, i częściowo dlatego stale odczuwasz głód. Zjawisko bardziej powszechne polega na tym, że krew zatruta mykotoksynami płynie do wątroby w celu detoksykacji i ten dodatkowy stres nie pozwala wątrobie skutecznie metabolizować tłuszczu i cukru.

Chaos w tak pozbawionym równowagi organizmie wyczerpie nadnercza i sprawi, że poziom energii będzie zbyt niski, aby ciało mogło pozbyć się nadwagi. Inną prawdopodobną przyczyną jest zmęczenie tarczycy która kontroluje tempo metabolizmu. Sięganie po słodycze, za duży apetyt i niski poziom cukru we krwi to skutki nadmiernego rozwoju w organizmie szkodliwych drożdży, grzybów i pleśni.
Wszystkie te sprawy powodują, że łatwiej jest gromadzić tłuszcz niż sie go pozbyć. A jeszcze do tego może dojść lub pogłębić się złe trawienie i depresja.

(…)

Nadkwasota płynów ustrojowych i tkanek jest źródłem każdej choroby, jak również ogólnego dyskom­fortu. Po pierwsze, tylko w przypadku nadmiernej kwasowości ciało nie jest odporne na zarazki – gdy zachowana jest zdrowa harmonia, nie mają one w organizmie punktu zaczepienia. Po drugie, kwasowość jest wskaźnikiem wszelkich niedomagań i chorób. Krótko mówiąc, dobry stan zdrowia zależy od równowagi kwasowo-zasadowej. Odpowiednia dieta (jak ta opisana w tej książce) to jedyny sposób, by tę równowagę zapewnić.

W kategoriach naukowych równowagę kwasowo-za-sadową mierzy się w skali od l do 14 i oznacza skrótem pH. Na tej skali cyfra 7 oznacza odczyn obojętny, cyfry wyższe oznaczają odczyn zasadowy. W sensie technicznym pH odzwierciedla stężenie jonów wodorowych (dodatnio naładowanych cząsteczek) w danym roztworze. Nie musisz rozumieć szczegółów chemicznych; zapamiętaj tylko, że te dwa rodzaje substancji chemicznych kwasy i zasady są sobie przeciwne i gdy spotykają się ze sobą w określonym stosunku, znoszą się wzajemnie, wytwarzając naturalny poziom pH. Jednak we krwi potrzeba dwudziestokrotnie więcej zasady, aby zneutralizować odczyn kwaśny, lepiej więc i łatwiej zachować równowagę, niż ją przywrócić.

KREW
Podobnie jak temperatura naszego ciała ma wynosić 36,6 stopni Celsjusza, krew powinna mieć poziom pH 7,365 – odczyn lekko zasadowy. (Tradycyjny lekarz zaakceptowałby liczbę 7,4, ale jest ona problematyczna,
i jak zobaczymy później). Można też zmierzyć pH moczu i śliny, lecz krew jest najważniejsza i jej odczyn musi pozostawać w ściśle określonym zakresie. Jednak różne okolice ciała mają różne wymagania pod względem pH. Na przykład krew i tkanki powinny być obojętne, ale dolna część brzucha lekko kwaśna, a mocz lekko kwaśny lub obojętny. Odczyn śliny stale się zmienia. Natomiast pH moczu może być najlepszym wskaźnikiem tego, co dzieje się w tkankach, jednak nie zawsze jest dokładne. Bardziej można polegać na pH krwi, które wiarygodniej wskazuje wewnętrzny stan organizmu.

Choroba fizyczna prawie zawsze jest wynikiem zbytniego stężenia kwasu, co zakłóca równowagę pH do momentu, w którym ciało zostaje pobudzone do wytwa­rzania objawów choroby. (Choroba bywa również zwykłym rezultatem zatrucia organizmu ze źródła zewnętrznego, lecz zdarza się to o wiele rzadziej). Oznaki choroby są objawem zaburzenia równowagi, lecz zarazem świadczą o wysiłku organizmu, który dąży do jej przywrócenia. W zależności od stopnia i zasięgu tych zakłóceń objawy mogą być zauważalne lub nie. Pułapka polega na tym, że nadkwasowość jest czymś, do czego sami się przyczyniamy wskutek naszych wyborów. Pocieszające jest więc to, że gdy już zdamy sobie z tego sprawę, możemy dokonać innego wyboru.

Wszystkie mechanizmy regulujące (w tym oddychanie, krążenie, trawienie i wytwarzanie hormonów) pracują nad bilansowaniem tej delikatnej wewnętrznej równowagi kwasowo-zasadowej. Nasz organizm nie toleruje przedłużających się zaburzeń kwasowości. We wczesnych stadiach zachwiania równowagi objawy nie są bardzo intensywne i mogą przybierać formę wysypek, bólów głowy, alergii, przeziębień i problemów z zatokami. Osłabione narządy i układy zaczynają tracić odporność, czego rezultatem są zaburzenia pracy tarczycy, nadnerczy, wątroby i tak dalej. Jeśli poziom pH w tkankach zbytnio przechyla się w stronę kwasowości, obniża się poziom tlenu i ustaje metabolizm komórkowy. Inaczej mówiąc, komórki umierają. Ty umierasz.

Nie można więc dopuścić do zakłócenia pH. Aby temu zapobiec, krew, w sytuacji dużego napływu do organizmu produktów kwasowych, zaczyna w ramach wyrównywania bilansu pompować do naszych tkanek więcej minerałów zasadowych. Istnieje grupa minerałów szczególnie przydatnych w neutralizowaniu, czyli detoksykacji, silnych kwasów, a wśród nich sód,potas wapń i magnez.

Kiedy wchodzą one w reakcję z kwasami, wytwarzają o wiele mniej szkodliwe substancje, które następnie organizm wydala.
Zdrowe ciało przechowuje więc zapas tych minerałów zasadowych, aby móc się ratować w razie potrzeby. Gdy jednak w naszej diecie i w owych zapasach składników tych jest za mało, są one pobierane z innych źródeł; mogą być wypłukiwane z kości (wapń) lub mięśni (magnez), gdzie oczywiście też są potrzebne. Łatwo prowadzi to do niedoborów i do wielu rozmaitych chorób.

Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Jeżeli przeciążenie kwasem staje się zbyt duże, aby krew mogła je neutralizować, to nadwyżka kwasu zostaje usuwana do tkanek i tam się gromadzi. Wówczas układ limfatyczny (odpornościowy) musi neutralizować to, co może, i stara się pozbywać wszystkiego innego. Niestety „pozbywanie się” kwasu z tkanek oznacza usuwanie go z powrotem do krwi, a więc tworzy się błędne koło: jeszcze większa ilość podstawowych minerałów zostaje odciągana od swoich zwykłych funkcji i obciążeniu ulegają nerki i wątroba. Poza tym jeśli układ limfatyczny jest przeciążony lub jego naczynia nie funkcjonują właściwie (stan ten często spowodowany jest brakiem ruchu), to w tkankach gromadzi się kwas.

Takie zaburzenie pH krwi prowadzi do podrażnień i zapaleń i powoduje podatność na choroby. Choroba ostra lub nawracająca jest rezultatem dążenia organizmu do mobilizacji zapasów minerałów, by zapobiec zakłóceniom procesów komórkowych, albo wynika z ratunkowych prób odtrucia ciała. Na przykład ciało może pozbywać się kwasów przez skórę, wywołując objawy w rodzaju egzemy, trądziku, czyraków lub powodując bóle głowy, skurcze mięśniowe, obrzęki, podrażnienia, zapalenia i ogólny dyskomfort. Objawy długotrwałe pojawiają się wówczas, gdy wyczerpią się wszystkie możliwości neutralizowania lub eliminowania kwasów.

Gdy niepotrzebne nadwyżki kwasu gromadzą się w ciele i przedostają do krwi, układ krążenia będzie próbował się ich pozbyć w formie płynnej, przez płuca lub nerki. Jeżeli tych nadwyżek jest zbyt dużo, zostają zmagazynowane w różnych narządach, takich jak serce, trzustka, wątroba i okrężnica, lub odkładają się w tkance tłuszczowej, na przykład na piersiach, biodrach, udach, brzuchu i w mózgu. Ten proces nadmiernego gromadzenia się kwasu można by też nazwać procesem „starzenia się”.

Odczyn pH wyraża stopień kwasowości i zasadowości. Nieprawidłowy odczyn pH komórek jest następną cechą wspólną niewydolności komórek, chorób i nadwagi. Komórki źle funkcjonują przy nieodpowiednim pH, ponieważ istotne reakcje chemiczne w organizmie zależą od substancji zwanych enzymami. Działają one w wąskim przedziale pH. Jeśli pH komórek zmienia się z jakiegoś powodu, enzymy nie mogą pracować i nie dochodzi do wielu ważnych reakcji chemicznych. Wiekszość z nas ma
zbyt zakwaszony organizm, co powoduje spowolnienie pracy enzymów, które spalają tłuszcz, a więc przyczynia się do nadwagi.
Skala pH ma czternaście stopni, przy czym 7,0 jest wartością neutralną, O jest wartością najbardziej kwaś-ną, natomiast 14
– najbardziej zasadową. Prawidłowy odczyn pH komórek jest lekko zasadowy i wynosi około 7,4. Kiedy wartość pH staje się
zbyt kwaśna, praca komórek jest zakłócona, a różne układy organizmu słabną. W takim środowisku nie da się uniknąć rozwoju choroby. W zdrowym ciele znajdują się zasadowe zapasy, które są używane do zobojętniania nadmiaru kwasów. Jednak gdy w codziennym pożywieniu dominują produkty kwasotwórcze (jak w przypadku typowej współczesnej diety, rezerwy się wyczerpują.
Stajemy się wtedy podatni nie tylko na tycie, przedwczesne starzenie się i zmęczenie (mamy mniej energii), lecz także na raka, uszkodzenia układu krążenia, cukrzycę, osteoporozę, obniżoną odporność i wszelkiego rodzaju niewydolność narządów wewnętrznych. Nawet niewielkie zakwaszenie organizmu może prowadzić do przemęczenia i ogólnie gorszego samopoczucia. W środowisku zbyt kwaśnym komórki zwalniają tempo przemiany materii, zatrzymując proces spalania tłuszczu. W książce Próbowałam już tylu diet. Przełomowy program uzdrawiający – cud równowagi pH Robert Young pisze:

Możesz podziękować swemu zbyt zakwaszonemu środowisku wewnętrznemu za wszystkie dodatkowe kilogramy, które dźwigasz. W celu obrony ciało wytwarza komórki tłuszczowe, by zabrać kwasy z najważniejszych narządów i próbować je chronić. W tym sensie tłuszcz ratuje ci życie! Dlatego twój organizm nie chce się go pozbyć. Gdy jesz, aby zapewnić ciału odczyn bardziej zasadowy, nie będzie ono już potrzebowało zatrzymywać tłuszczu.

Co jest przyczyną zakwaszenia organizmu? Przede wszystkim dieta, która obfituje w pokarmy kwasotwórcze, takie jak mięso, jaja, przetwory mleczne, biała mąka, cukier, kawa, sztuczne słodziki, napoje zwykłe i owocowe (żaden z tych produktów nie jest obecny w programie „Pożegnaj się z nadwagą”). W coli cukier miesza się z kwasem fosforowym, w rezultacie zakwaszając organizm. Podobnie działa stres emocjonalny, fizyczny, a także biochemiczny, następujący pod wpływem choroby i reakcji alergicznych. Stres w połączeniu z zakwaszającą dietą potęguje problem. Bardziej zasadowemu odczynowi pH w organizmie sprzyjają świeże owoce i warzywa, sen, medytacja i wszelkie formy relaksu oraz odpowiednie ilości minerałów.

Tabela na stronach 158-159 przedsta¬wia pokarmy zasadotwórcze i kwasotwórcze.
Swój odczyn pH możesz zmierzyć w domu, badając pierwszy poranny mocz przynajmniej po sześciu godzinach snu. Oderwij czterocentymetrowy kawałek papierka lakmusowego i podstaw pod strumień moczu. Żółty papierek zmieni barwę, której znaczenie możesz sprawdzić w tabelce zamieszczonej na opakowaniu. Odczyn i pH moczu powinien wynosić 6,5-7,5, przy czym najlepiej w granicach 6,8-7,4. (Choć wykonywanie badania wciągu dnia jest ciekawe – widzisz natychmiastowe reakcje organizmu na konkretne pokarmy i działania – odczyn pierwszego porannego moczu najdokładniej pokazuje stan komórek) .
Jeśli twoja dieta składa się z pokarmów zasadotwórczych, a mimo to wskaźnik pH jest kwaśny, sprawdź, czy nie masz alergii (reakcja alergiczna może powodować kilkudniowe zakwaszenie organizmu), ewentualnie ją wyeliminuj i staraj się unikać stresu.

Obrazek