Posts Tagged ‘Moc’

 Żelazne ciało Ninja – Ashida Kim – fragmenty

Pamiętaj nigdy nie patrz na swojego przeciwnika z góry [tj. nie czuj się kimś lepszym od niego, ani z dołu [tj. nie czuj się kimś gorszym], ażeby nie zaślepiła cię pewność siebie ani nie obezwładniła niepewność. Wszyscy mają równe szanse w Grze Życia i Śmierci”. Rozwijanie ciała i umysłu nie czyni Cię „lepszym” od nikogo. Dzięki temu jednak staniesz się lepszy, niż jesteś teraz, pod względem zdrowia, długowieczności i zro­zumienia. Trudno o szlachetniejszą misję.

Kiedy „powracasz do świata” po „przebudzeniu” wszystko co na początku tej podróży wydawało Ci się ważne, blednie i staje się bez znaczenia w obliczu nowo uzyskanego doświadczenia wewnętrznego spokoju. Już nigdy nie będziesz patrzeć na świat tak jak dawniej. Porzucisz przywiązanie do rzeczy materialnych, a tym samym staniesz się odporny na intrygi i podstępy tych, którym wciąż wydaje się, że te rzeczy są ważne. Będziesz jednak lepiej rozumieć, dlaczego postępują oni tak a nie inaczej, gdyż będziesz pamiętać, że sam kiedyś byłeś taki jak oni. W tej podróży nic nie tracisz, wszystko pamiętasz, a przy tym po raz pierwszy widzisz to jasno. I pamiętaj, aby pomóc co najmniej dziesięciu, tak jak Ty to odkryłeś, o co w tym wszystkim chodzi.

Właściwie tak samo jest z dzisiejszymi ninja. Nie rozko­szują się oni opowieściami wojennymi ani przechwałkami na temat własnej sprawności bojowej, ponieważ wiedzą, że nawet mistrz może w każdej chwili zostać przez kogoś pokonany. Nie chełpią się też własnym rodowodem. W daw­nych czasach, gdy „agent” wyruszał z „misją”, było to tak, jak gdyby nigdy się nie narodził, nigdy nie dorastał w swo­jej wsi, nigdy się nie ożenił ani nie miał dzieci, nie upra­wiał pól ani nie łowił ryb w sadzawce. Nigdy nie istniał. Kiedy wracał, było to tak, jak gdyby nigdy nie wyjechał.
Owe wyprawy zresztą nie były czymś pospolitym, nie po­dejmowano ich samowolnie ani nie powierzano dużej licz­bie osób. Jeden właściwy człowiek na właściwym miejscu może zmienić bieg historii. A tego, który zrealizował siebie, stać na wszystko. Ninja nie wprawiali się specjalnie w pod­kradaniu się do wartowników czy wspinaniu na mury. Po prostu znajdowali się oni w takiej harmonii z naturą, że owe zadania były dla nich łatwe, kiedy sytuacja tego wyma­gała. I nawet posiadając całą tę moc, bardzo mało wtrącali się w sprawy zwykłych ludzi, wierząc, że z czasem ci mniej oświeceni znajdą, tak jak oni, nauczycieli, którzy wskażą im właściwą drogę i ujawnią im ich własną „tygrysią twarz” – ich prawdziwe, boskie Wewnętrzne Ja.
Nie ćwiczyli się też w technikach zadawania śmierci. Nauka medycyny dawała im wiedzę o anatomii, lecz zda­wali sobie sprawę, że jeśli odetniesz głowę węża, całe jego ciało obumiera” i że „jeden kamień wrzucony do sta­wu wywołuje wiele kręgów na powierzchni”. Dlatego, jeśli było to konieczne, „usypiali” wodza, dawali mu spokój, ja­kiego nigdy by nie zaznał w świecie iluzji, i tym jednym aktem powstrzymywali cała armię, wojnę lub tyrana. To dlatego zdobywali sobie raputacje „niewidzialnych morderców”, którzy potrafią przenikać przez ściany, przedostawać się wszędzie niepostrzeżenie i znikać bez śladu
Alchemia zatem, taka jaką opisują Lao Cy i Ko Hung, jest nauką o transmutacji; polega ona na tym, że poprzez ćwiczenia oddechowe i ruchy lecznicze oddziałuje się na składniki odżywcze, wchłaniane przez organizm z pożywienia, wody i powietrza, z takim skutkiem, iż „kości stają się żelazem, a skóra nefrytem”. Tego sformułowania pojawiającego się w starożytnych tekstach nie należy rozumieć dosłownie, że kości faktycznie zmieniają się w metal. Chodzi o to, że stają się one zdrowe, mocne i sprężyste. Ludz­kie kości mogą wytrzymać nieprawdopodobne naciski; dobrze odżywiane i ćwiczone, mogą być względnie wolne od katabolizmu, efektu starzenia się, który wpływa na ich łamliwość.
Skóra też nie zmienia się dosłownie w nefryt. To jeszcze jeden przykład symbolicznego, czy też poetyckiego, przedstawienia owych tajemnic. Wyrażona jest tu myśl, że skóra będzie zdrowa i elastyczna; każdy porządny lekarz powie, że najlepszą ochroną przed infekcjami jest czysta, niepopękana skóra (pamiętaj, że w dawnych czasach, kiedy powstało owo określenie ludzie umierali na tężec, który brał się z zakażenia otwartych ran)
Mówimy więc o ćwiczeniach, które dają zdrowie i przedłużają życie. Dzieje się tak, ponieważ oddychanie zmienia pH krwi, a wówczas gruczoły dokrewne zachowują aktywność i produ­kują hormony, dzięki którym ciało pozostaje młode i silne.
Niektórzy sądzą, że alchemia polega na zmienianiu oło­wiu w złoto. Jest to błędne wyobrażenie, zrodzone w epoce feudalnej wśród europejskich alchemików, którzy myśleli, że metale – ołów, rtęć i złoto – wspominane w przetłumaczonych z chińskiego traktatach, opisujących „proces wewnętrznej destylacji” czy też, inaczej mówiąc, transmu-tacji, należy rozumieć dosłownie, a nie jako poetyckie symbole chemii naszego wnętrza.
Zmiana ołowiu w złoto jest możliwa na poziomie ato­mów, ale nie mamy tu na nią przepisu. To, o czym mówi­my, oznacza posługiwanie się własnym organizmem w taki sposób, aby „zbierać, doskonalić i wprawiać w obieg ener­gię qi” – proces ten anatomicznie bardzo przypomina de­stylację spirytusu z napoju alkoholowego, uzyskanego z kolei z przetworzenia różnych soków owocowych. Oddychając, „zbieramy”; zmieniając tempo oddechu i pH krwi, rafinuje­my albo „doskonalimy”; zachodząca wówczas reakcja che­miczna sprawia, że „esencja” się „wygotowuje” i nabiera większej mocy. Tak powstały „eliksir” działa jak wewnętrz­ne lekarstwo i odżywka, która pozwala ciału w większym stopniu urzeczywistniać swoje możliwości.
Alchemia ninja – ta prawdziwa alchemia, gdy już rozu­miemy znaczenie symboli – nie jest kluczem do szybkiego zdobycia bogactwa, ponieważ nie ołów będziemy zmieniać w złoto, tylko niskie pierwiastki ja i ciała zostaną przeisto­czone, podniesione na wyższy poziom (staną się „złote”), co zapewni nam długowieczność.

W literaturze można spotkać wiele opowieści, w których sławne postacie chętnie by się wyrzekły swego bogactwa, gdyby tylko mogły w zamian pożyć trochę dłużej. Osoby te zużyły mnóstwo sił, gromadząc władzę, i zapłaciły za to pewną cenę. W pogoni za sukcesem doprowadziły się do stanu wyczerpania, a teraz jedyne, czego pragną, to odzy­skać stracony czas.
Są też legendy o postaciach, które żyły niesłychanie długo, a które najczęściej żaliły się, że widząc przemijanie całych pokoleń zwyczajnych śmiertelników, odczuwają straszliwą samotność. Tak prawdopodobnie byłoby z nieśmiertelnym człowiekiem, zważywszy na filozoficzną naturę naszego ludzkiego rodzaju.
Był sobie kiedyś uczeń, który dążył do Nieśmiertelności. Zapytany, jak będzie wykorzystywać czas potem, kiedy już osiągnie swój cel, odrzekł: „Będę pracować nad tym, żeby zgromadzić jeszcze więcej dodatkowego czasu”, na co jego nauczyciel odparł: „Nieśmiertelność jest rzeczą absolutną. Gdyby można było ją osiągnąć, byłbyś tu już od zawsze. Najlepsze, o co możesz się modlić, to życie dwustu lub trzystuletnie, abyś zdążył się znudzić wystarczająco, by chętnie przejść na następny poziom. A jeśli uda ci się zajść tak daleko, bądź człowiekiem przynajmniej na tyle, żeby podzielić się z innymi tym, co odkryłeś”. Obowiązek ten spoczywa więc także na tych wszystkich, którzy chcieliby zostać alchemikami.
Ci, którzy kroczą Milczącą Ścieżką, jak bywa nazywana nauka transformacji praktykowana przez ninja, potrafią dostrzec „schemat Wszechświata”, o czym można przeczy­tać w objaśnieniach do obietnicy Ko Hunga. Wiedz, że me­tody kontroli oddechu oraz ćwiczenia pomagające osiągnąć długowieczność i Nieśmiertelność i obdarzające człowieka mistycznymi zdolnościami, takimi jak Żelazne Ciało, są w istocie naturalnymi, wrodzonymi możliwościami każde­go człowieka.
Tym, co odróżnia ninja od zwykłych ludzi, jest ich wraż­liwość, samoświadomość – świadomość własnego ja – dzięki której mogą do pewnego stopnia sprawować kontrolę nad tym stanem swego istnienia, podczas gdy ci drudzy są zda­ni na łaskę żywiołów, nie wiedząc, że posiadają taką wro­dzoną zdolność. To właśnie owa świadomość własnego ja sprawia, że inni uważają ich za „oświeconych”.

Zanim zacząłeś oddychać powietrzem, oddychałeś wodą, bezpiecznie ukryty w łonie matki. Wszystkie, chociaż pro­ste, twoje potrzeby były zaspokajane, a wszystkie twoje ambicje się urzeczywistniały. Potem przyszedł wstrząs po­rodu. Nagle zostałeś wypchnięty w próżnię wypełnioną in­tensywnym światłem i dźwiękami. Brakowało ci powietrza, twoje płuca się opróżniły i wciągnąłeś w nie pierwszy haust tego nowego świata. A potem było po wszystkim. Rozpoczę­ła się nowa egzystencja.
Byłeś wyposażony we wszystko, czego potrzebowałeś do przetrwania i dobrego radzenia sobie w tym nowym świe­cie, więc zacząłeś poznawać go swymi nowymi zmysłami i one właśnie przywiodły cię do tego miejsca.
Dlaczego więc miałbyś wątpić w to, że tak samo będzie z umieraniem? Chwila dyskomfortu, a potem nowa rzeczy­wistość do poznawania! Dlaczego w takim razie nie zapo­mnieć o Nieśmiertelności i nie popełnić samobójstwa, sko­ro to, co ma być potem, jest takie wspaniałe?
Otóż dlatego, że są tu inni, którzy o tym jeszcze nie wiedzą, których trzeba uspokoić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Trzeba ich nauczyć, że są panami własnego losu i kapi­tanami okrętu własnej duszy. Dickens zaczyna jedno ze swych dzieł słowami: „Zrozumiałem, że jeśli moje życie miałoby mieć jakiegoś bohatera, to niechybnie byłbym nim ja sam”.

Mówimy, że człowiek nie może zmienić świata, i to praw­da. Może jednak przedłużyć chwilę. Mędrcy starożytnych Chin, którzy dawno opanowali techniki zapewniające zdro­wie i długowieczność, przemierzali kraj w poszukiwaniu królestwa, w którym ludzie byliby szczęśliwi, a władca był­by człowiekiem dobrej woli. Zgłaszali się na jego dwór i oferowali, że wprowadzą go w tajemnice nieśmiertelno­ści, aby jego panowanie mogło trwać, a lud długo cieszył się dobrobytem.
Tak samo jest z każdym prawdziwym Nieśmiertelnym.
Mówimy, że nauczać można każdego, kto jest wybrany. Nie chodzi tu jednak o żaden test ani o próbę narzucenia jakichś norm tym, którzy chcieliby pobierać owe nauki. W istocie to uczeń sam czyni siebie wybranym. Kiedy już wyruszysz w tę podróż i doświadczysz jej cudów, zapragniesz dzielić się nimi ze wszystkimi. Japończycy nazywają to shakabuku, pędem do rekrutowania nowych członków. Twój entuzjazm będzie jednak odstręczał większość ludzi. Wtedy zaczniesz staranniej dobierać tych, z którymi ze­chcesz podzielić się sekretem zdrowia i długiego życia, czy też tych, przed którymi ujawnisz fakt posiadania jakiejś wiedzy na ten temat – po co zwykli śmiertelnicy mają myśleć, że jesteś dziwakiem albo kimś niespełna rozumu? Oni nie chcą wiedzieć. Jeszcze nie.
Można by z tego wnioskować, i od dawna tak się uważa, że Nieśmiertelni mają jakąś moc, która daje im przewagę nad innymi. Owszem. Jest to moc spokojnego umysłu.
A więc znowu, nie zniechęcaj się, jeśli nie każdy od razu przyjmie mądrość, którą ty poznałeś.
 To tylko droga do tego, żeby można było „zajrzeć na drugą stronę”, zobaczyć, co jest „za zasłoną”. Potem już wszystko zaczyna się układać.
Zaczynasz dostrzegać prawidłowości Wszechświata i to, co kiedyś było wielką tajemnicą – dlaczego ludzie postępują tak a nie inaczej, zmieni się w zrozumienie własnego ja i innych. Ludzie w większości sami zwykle komplikują sobie życie i nie potrafią się pogodzić z tym, że sekret szczęścia jest taki prosty.
Ze spokojem umysłu przychodzi akceptacja, a z wiekiem doświadczenie. Stąd jeden człowiek znosi powszednie trudy życia lepiej niż drugi w dużym stopniu dlatego, że spotkał się z pewnymi problemami już a doświadczywszy ich raz, kiedy to albo znalazł rozwiązanie albo nie, mierzy się z nimi ponownie lub wypróbowuje inne rozwiązanie. To się nazywa nauka przez doświadczenie, która nie tylko wskazuje, jak być pożytecznym dla innych, lecz również skłania cię do aktywności, a więc nie pozwala ci się nudzić

Mądry człowiek uczy się przez doświadczenie: Nieśmiertelny uczy się także z doświadczeń innych. Z tego względu Nieśmiertelni rachują upływ czasu nieco inaczej niż śmiertelnicy.
Nauczyli się że jeśli człowiek unieszczęśliwia się zmartwieniami, wątpliwościami, poczuciem winy albo obawami, to czas wlecze się nie miłosiernie. Jeśli natomiast pozwala sobie być szczęśliwym, czas śmiga Dlatego „żyją chwilą”, przezywając każda sekundę jak nową przygodę, radując się każdym wschodem słońca i wpadając w podziw nad pięknem każdego zachodu.
Wiedzą bowiem że każdy dzień z niewielkimi odmianami taki sam,że w każdym roku przychodzi wiosna, lato, jesień i zima; że wszystko będzie po sobie następować niezależnie od tego, czy ktoś to widzi, czy nie.
Życie toczy się naprzód, i dopóki ktoś o nas pamięta, dopóty naprawdę nie umieramy.

Można tłumaczyć, że to efekt działania kodu genetyczne­go oraz pamięci, ale wszystko to poznasz sam na sobie kiedy zaczniesz oddychać.

Reklamy
Uścisk – Embrace – Trailer – napisy PL – BodyImageMovement

 

Taryn Brumfitt jest założycielką Body Image Movement, ruch ten uczy kobiety wartości i mocy kochania swojego własnego ciała.

 

Więcej na:
http://embrace.bodyimagemovement.com.au/
http://bodyimagemovement.com.au

Poniżej kilka fragmentów z książki „Żelazny Jan : rzecz o mężczyznach” Roberta Bly

 

WSTĘP

Żyjemy dziś w ważnym i przełomowym momencie; stało się bowiem jasne, że wzory męskości przekazywane przez kulturę masową utraciły swoją nośność; mężczyzna nie może już się na nich opierać. Osiągając wiek trzydziestu pięciu lat wie, że wzorce idealnego mężczyzny, twardego mężczyzny, prawdziwego mężczyzny, jakie wyniósł ze szkoły średniej, są bezużyteczne w realnym życiu.
Ludowe baśnie i bajki przechodziły niczym woda przez grubą warstwę gleby, z pokolenia na pokolenie, i możemy ufać zawartym w nich prawdom bardziej niż, powiedzmy, tym wymyślonym przez Hansa Christiana Andersena. Motywy przekazywane przez dawne opowieści — klucza wykradanego spod poduszki matki, podnoszonego z ziemi zło tego pióra z płonącej piersi Żarptaka, Dzikusa spotykanego pod powierzchnią jeziora, śladów czyjejś krwi w lesie, które okazują się w końcu śladami Boga — przenikają w nas z wolna, by potem, już zadomowione, rozwijać się w naszym wnętrzu.
Nie gdzie indziej jak w dawnych mitach słyszymy, na przykład, o zeusowej energii, tej pozytywnej przywódczej energii mężczyzn, która zdaniem kultury masowej nie istnieje. Król Artur poucza nas o roli, jaką odgrywa męski mentor w życiu młodych mężczyzn; z opowieści o Żelaznym Janie dowiadujemy się o doniosłości przejścia z królestwa matki do królestwa ojca. Wszystkie opowieści inicjacyjne przekazują nam, jak ważne jest, by umieć oderwać się od naszych rodziców i znaleźć „drugiego ojca” czy „drugiego króla”.

Istnieje inicjacja męska, inicjacja żeńska i inicjacja człowiecza. W tej książce mówię wyłącznie o tej pierwszej. Pragnę podkreślić, że celem mojej książki nie jest zwracanie mężczyzn przeciwko kobietom czy restytucja męskiej dominacji, przez wieki narzędzia ucisku kobiet i tłumienia kobiecych wartości. Nie rzucam w książce wyzwania ruchowi feministycznemu. Ruch ten oraz ruch opisywany przeze mnie są ze sobą związane, ale żyją one odmiennymi rytmami. Frustracja mężczyzn narastała, począwszy od rewolucji przemysłowej, osiągając dziś taki poziom, którego nie można już ignorować.
Ciemna strona męskiej natury jest wszystkim znana. Na konto mężczyzn trzeba zapisać szaleńczą eksploatację zasobów przyrody, dyskryminację i poniżanie kobiet, niepohamowaną namiętność do plemiennych wojen. Dziedzictwo genetyczne ma swój udział w tych obsesjach, a na równi z nimi kultura i środowisko. Nasze ułomne mitologie nie znajdują miejsca dla głębi męskich uczuć, lokują mężczyzn raczej w niebiańskich niż ziemskich rejonach, uczą posłuszeństwa dla niewłaściwych sił, czynią mężczyzn wiecznymi chłopcami i wikłają tak mężczyzn, jak i kobiety w systemy ekonomicznego panowania wykluczające zarówno matriarchat, jaki patriarchat.
Książka ta powinna przemawiać przede wszystkim do mężczyzn heteroseksualnych, choć nie znaczy to, że homoseksualiści nie znajdą w niej niczego dla siebie. Termin „homoseksualista” wszedł w użycie dopiero w XVIII wieku; poprzednio mężczyźni mający upodobanie do własnej płci byli traktowani po prostu jako część szerszej zbiorowości mężczyzn.
Mówię w tej książce o Dzikusie, którego należy odróżniać od barbarzyńcy. Barbarzyńca wyrządza wielkie szkody duszy, przyrodzie i gatunkowi ludzkiemu; można by powiedzieć, że choć barbarzyńca jest ranny, woli nie badać swoich ran. Dzikus, który zbadał swoje rany, przypomina raczej kapłana Zen, szamana czy trapera niż barbarzyńcę.
Jak zbudować gniazdo na bezlistnym drzewie, gdzie odlatywać na zimę, jak wykonywać taniec godowy — cała ta wiedza zmagazynowana jest w zwojach mózgowych ptaka w postaci instynktów. Istoty ludzkie natomiast, wiedząc jak znacznej elastyczności wymagać od nich będzie reagowanie na nowe sytuacje, postanowiły przechować tego rodzaju wiedzę poza systemem instynktów, a mianowicie w opowieściach. Tak więc opowieści — baśnie, legendy, mity, historie domowego ogniska —- tworzą rezerwuar nowych sposobów reagowania, do których można sięgnąć w razie wyczerpania możliwości sposobów tradycyjnych i obiegowych.
Wśród wielkich badaczy owego rezerwuaru z ostatnich stuleci można wymienić George’a Gródecka, Gurdyewa, Carla Junga, Heinricha Zimmera, Josepha Campbella i Georgesa Dumezila. Moją pierwszą nauczycielką odcyfrowywania baśni była Marie-Louise von Franz. Wzoruję się na niej, starając się być tak wierny sensowi męskich opowieści, jak ona była wierna opowieściom żeńskim w swoich licznych książkach.
Książka czerpie swe inspiracje z dzieła całego zastępu ludzi, z których wielu zajmowało się tymi zagadnieniami długo przede mną. Na pierwszym miejscu należy tu wymienić Aleksandra Mitscherlicha, niemieckiego analityka zmarłego w 1981 roku. Zaciągnąłem poważny dług intelektualny u swoich współpracowników z ostatnich ośmiu lat, wśród których byli: Michael Meade, James Hillman, Terry Dobson, Robert Moore, John Stokes i inni. Dziękuję Keithowi Thom-psonowi za jego zainteresowanie problemem; rozdział pierwszy stanowi zmodyfikowaną wersję wywiadu, jaki przeprowadził ze mną. Dziękuję także mojemu wydawcy Williamowi Patrickowi za jego zapał i intuicję.
Jestem również wdzięczny wielu ludziom, którzy zawierzyli mi na tyle, by mnie wysłuchać, i uczynili zaszczyt, opowiadając swoje historie, albo też po prostu wyśpiewali je, wytańczyli czy wypłakali. Choć w niniejszej książce ujmuję ścieżkę inicjacji jako złożoną z ośmiu stadiów, inni mogą uznawać za właściwą inną kolejność lub samą treść tych stadiów. Pokonujemy drogę idąc.
Antonio Machado napisał:
Zważ, podróżniku, bo nie znajdziesz drogi, a jedynie ślady wiatru na morzu.

Robert Bly

Rozdział I PODUSZKA I KLUCZ

Mówi się wiele o „Amerykaninie”, jakby istniała niezmienna osobowość w dziesięcioleciach czy choćby jednej dekadzie.
Dzisiejsi mężczyźni bardzo się różnią od Saturnowego farmera, jaki przybył do Nowej Anglii w 1630 roku, człowieka o starczej mentalności, chlubiącego się swą introwersją, gotowego przesiedzieć trzy nabożeństwa w nie ogrzewanym kościele. Na Południu ukształtował się typ ekspansywnego, matkocentrycznego zawadiaki, a żaden z tych dwóch typów „Amerykanów” nie przypominał ani zachłannego przedsiębiorcy kolejowego, jaki pojawił się później na północnym Wschodzie, ani zuchowatych osadników prących na Zachód, których dewizą było: „Obędę się bez tego”.
Nawet ograniczając się do naszych czasów, przyjmowany powszechnie model podlegał dramatycznym zmianom. Przykładowo, w latach pięćdziesiątych pojawił się pewien ogólny wzór osobowości, który stał się modelem męskości dla wielu.
Ów mężczyzna lat pięćdziesiątych wstawał do pracy wcześnie, porządnie pracował, utrzymywał żonę i dzieci i był zwolennikiem dyscypliny. Prezydent Reagan jest jakby zmumifikowaną personifikacją uporu i wytrwałości cechujących ten typ osobowości. Mężczyzna tego typu nie miał zbyt wysokiego mniemania o duchowym wnętrzu kobiet, ale potrafił docenić ich walory cielesne. Jego pogląd na kulturę w ogóle i kulturową rolę Ameryki był chłopięcy i optymistyczny. Na pierwszy rzut oka przedstawiał on sobą silny, pozytywny charakter, ale wdzięk osobisty i pozerstwo ukrywały (i ukrywają nadal) poczucie osamotnienia, deprywacji i bierności. Jeśli nie ma wroga — nie jest on pewny, czy naprawdę żyje.

Od mężczyzny lat pięćdziesiątych oczekiwano, że będzie lubił piłkę nożną, że będzie agresywny, że będzie zawsze brał stronę Stanów Zjednoczonych, że nigdy nie zapłacze i że w każdej sytuacji będzie można na niego liczyć. W tym obrazie mężczyzny brakowało jednak przestrzeni wrażliwości czy przestrzeni intymności. Osobowość była zbyt statyczna. Psychice brakowało współczucia, czego wyrazem była uporczywa kontynuacja wojny wietnamskiej; podobnie jak później brak czegoś, co można by nazwać” „tęsknotą do ogrodu”, w osobowości prezydenta Reagana tłumaczy jego nieczułość i brutalność wobec bezsilnych ludzi w Salwadorze, ludzi starych w Ameryce oraz bezrobotnych, uczniów i biednych w ogóle.
Mężczyzna lat pięćdziesiątych miał wyraźne wyobrażenie tego, czym jest mężczyzna i jakie są jego obowiązki, lecz niepełność i jednostronność tego wyobrażenia były groźne.

W latach sześćdziesiątych pojawił się nowy typ mężczyzny. Marnotrawstwo i przemoc wojny wietnamskiej sprawiły, że mężczyźni zaczęli kwestionować swoją dotychczasową wiedzę na temat natury dojrzałego mężczyzny. Jeśli męskość oznacza Wietnam — czy chcą być męscy w takim sensie? W tym czasie ruch feministyczny skłonił mężczyzn do przyjrzenia się kobietom naprawdę, zmuszając ich do uświadomienia sobie niepokojów i cierpień, od których mężczyzna lat pięćdziesiątych usilnie starał się odwracać. Gdy mężczyźni zaczęli badać dzieje kobiet i kobiecą wrażliwość, niektórzy z nich ujrzeli kobiecą stronę własnej osobowości. Ta świadomość pogłębiała się i dziś większość mężczyzn ma ją w takim lub innym stopniu.
Jest w tym procesie coś wspaniałego —- mam na myśli naprawdę doniosłe odkrywanie i kultywowanie przez mężczyzn własnej „kobiecej” świadomości — a jednak nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że w takiej postawie jest również coś nieprawidłowego. W ciągu ostatnich dwudziestu lat mężczyzna stał się bardziej wrażliwy i subtelny. Nie stał się jednak przez to bardziej wolny. Jest on miłym chłopcem, podobającym się nie tylko swojej matce, ale również młodej kobiecie, z którą żyje.
W latach siedemdziesiątych zacząłem dostrzegać w całym kraju zjawisko „miękkiego mężczyzny”. Nawet dzisiaj, kiedy przyglądam się swojej publiczności, często wydaje mi się, że połowa młodych mężczyzn należy do tej kategorii. Są to mili, wartościowi ludzie; podobają mi się — nie chcą szkodzić przyrodzie czy wszczynać wojen, cała ich egzystencja i styl życia przepojone są łagodnością i umiarkowaniem.
A jednak wielu z tych mężczyzn nie jest szczęśliwych. Łatwo zauważyć, że brak im energii. Należą oni do kategorii ludzi chroniących życie, w odróżnieniu od dających życie. Stąd też, prawem kontrastu, mężczyźni ci często wiążą się z silnymi kobietami promieniującymi energią.
Mamy tu więc dobrze wychowanego młodego mężczyznę, górującego świadomością ekologiczną nad swoim ojcem, życzliwie nastawionego wobec całego wszechświata, ale przy tym obdarzonego, niewielką siłą witalną.
Silne, dające życie kobiety, ukształtowane w latach sześćdziesiątych albo dziedziczące dawniejszego ducha, odegrały ważną rolę w uformowaniu owego chroniącego życie, lecz nie dającego życia mężczyzny.

Przypominam sobie z lat sześćdziesiątych nalepkę samochodową z napisem: KOBIETY MÓWIĄ „TAK” MĘŻCZYZNOM, KTÓRZY MÓWIĄ „NIE”. Uznajemy odwagę, której wymagała odmowa powołania do wojska, pójście do więzienia czy ucieczka do Kanady, podobnie zresztą jak odwagę, której wymagało przyjęcie karty poborowego i wyjazd do Wietnamu. Kobiety przed dwudziestoma laty dawały jednak wyraźnie do zrozumienia, że wolą wrażliwszego, łagodniejszego mężczyznę.
Preferencja ta wpłynęła na ukształtowanie mężczyzn. Nie-wrażliwość u mężczyzny została utożsamiona z przemocą, a wrażliwość była nagradzana.

Wiele energicznych kobiet — zarówno wtedy, jak i teraz, w latach dziewięćdziesiątych — wybierało sobie i nadal wybiera za kochanków, i w pewien sposób chyba synów, „miękkich” mężczyzn. Nowy rozdział energii „yang” wśród partnerów nie nastąpił przypadkiem. Młodzi mężczyźni z różnych powodów pragnęli „twardszych” kobiet, a kobiety zaczęły pragnąć bardziej „miękkich” mężczyzn. Wydawało się przez pewien czas, że jest to zdrowy układ, ale żyjemy już w jego ramach wystarczająco długo, by dostrzec, iż tak nie jest.
Po raz pierwszy dowiedziałem się o udręce „miękkich” mężczyzn w trakcie moich wykładów. W 1980 roku gmina Lama w Nowym Meksyku poprosiła mnie o poprowadzenie kursu tylko dla mężczyzn, pierwszego w ich życiu, w którym wzięło udział czterdziestu uczestników. Każdego dnia zajmowaliśmy się jednym bogiem greckim i jedną dawną opowieścią, by potem późnymi popołudniami spotykać się na dyskusjach. Gdy zabierali głos młodsi mężczyźni, nierzadko łzy przeszkadzały im mówić. Byłem zdumiony tym, jak wiele żalu i boleści tkwi w duszach tych młodych ludzi. Zgryzota ich wynikała po części z dystansu między nimi a ich ojcami, odczuwanego przez nich boleśnie, ale innym jej źródłem były problemy w ich małżeństwach czy związkach z kobietami. Nauczyli się wrażliwości, ale sama wrażliwość to za mało, by radzić sobie z kłopotami w małżeństwie. W każdym związku raz na jakiś czas potrzeba czegoś dzikiego; potrzebuje tego zarówno on, jak i ona. Jednak w momencie, w którym pojawiała się taka potrzeba, młody mężczyzna często nie potrafił stanąć na wysokości zadania. Był opiekuńczy, to prawda, ale w jego związku i w jego życiu trzeba było czegoś innego,
„Miękki” mężczyzna mógł powiedzieć:
— Czuję twój ból, uważam twoje życie za tak ważne jak moje, zaopiekuję się tobą, pocieszę cię,

Nie potrafił jednak określić, czego pragnie, i trzymać się tego. Brakowało mu zdecydowania.
W Odysei Hermes poucza Odyseusza, iż zbliżając się do Kirke, reprezentującej specyficzną matriarchalną energię, powinien podnosić lub pokazywać miecz. Podczas owych początkowych spotkań wielu młodszym mężczyznom sprawiało trudność odróżnienie wyciągania miecza z pochwy od zadawania komuś ran. Jeden z nich, niejako ucieleśniający określone duchowe wartości lat sześćdziesiątych, człowiek, który rzeczywiście mieszkał przez rok w pniu drzewa gdzieś koło Santa Cruz, nie potrafił, trzymając w dłoni miecz, wyprostować ramienia. Tak dobrze się nauczył, że nie wolno ranić ludzi, iż nie był w stanie unieść w górę kawałka stali, nawet po to, by złapać nim promień słońca. A przecież wyciągnięcie
miecza nie musi oznaczać walki. Może ono także wskazywać na zdecydowanie płynące z radosnego poczucia siły.

Podjęta przez wielu Amerykanów podróż w „miękkość”, wrażliwość czy „rozwijanie kobiecej strony osobowości” była niezwykle wartościowa, ale na niej droga się nie kończy. Ta droga nie ma końca.
W poszukiwaniu Żelaznego Jana
Jednym z utworów mówiących o trzeciej możliwości dla mężczyzn, o trzeciej drodze jest baśń zatytułowana Żelazny Jan albo, też Żelazny Hans. Jakkolwiek pierwsi zapisali ją bracia Grimm mniej więcej w 1820 roku, liczy ona sobie pewnie z dziesięć lub dwadzieścia tysięcy lat.

Na początku baśni czytelnik dowiaduje się, że gdzieś w głębi lasu, niedaleko królewskiego zamku dzieją się jakieś dziwne rzeczy. Mianowicie myśliwi trafiający na to miejsce znikają i nigdy nie wracają. W ślad za pierwszą grupą zaginionych wyrusza dwudziestu następnych, ale i oni nie wracają. Ludzie nabierają przekonania, że to leśne uroczysko kryje w sobie jakąś niesamowitą tajemnicę, i przestają tam chodzić.
Pewnego dnia pojawia się na zamku nikomu nie znany myśliwy i powiada:
— Czy jest tu coś do roboty? Czy jest może w tej okolicy jakieś niebezpieczne zadanie do wykonania?
Król rzecze:
— No cóż, mógłbym wspomnieć o lesie, ale jest pewien problem. Ludzie, którzy tam wyruszają, nigdy nie wracają.
Procent powrotów, żeby tak to ująć, nie należy do wysokich.
— O, właśnie coś takiego mnie pociąga — odpowiada młody człowiek.
Wyrusza do lasu i, co interesujące, wyrusza sam, biorąc ze sobą tylko psa. Młody człowiek z psem wędrują przez las i przechodzą koło stawu. Nagle ze stawu wyłania się ręka, porywa psa i niknie wraz z nim w toni. Nasz bohater nie wpada bynajmniej w panikę z powodu tego wydarzenia. Mówi jedynie do siebie:
— To na pewno tu.
Ponieważ myśliwy jest przywiązany do swego psa i nie chce się z nim rozstawać, wraca do zamku, bierze jeszcze trzech ludzi z wiadrami i powraca z nimi nad staw, aby wybrać całą wodę. Łatwo zrozumieć, że czeka ich niezwykle mozolna praca.
Po jakimś czasie odkrywają na dnie stawu okazałego człowieka, od stóp do głów pokrytego włosami. Włosy są rudawe — przypominają zardzewiałe żelazo. Zabierają tego człowieka do zamku i wtrącają do więzienia. Dokładniej, król każe go wsadzić do żelaznej klatki stojącej na dziedzińcu, nadaje mu imię Żelazny Jan, a klucz od klatki oddaje na przechowanie królowej.

Przerwijmy na chwilę naszą opowieść.

Współczesny mężczyzna, wglądając w swoją psychikę, może, jeśli ma szczęście, odkryć pod powierzchnią swojej duszy spoczywającego w zakamarkach, do których od dawna nikt nie zawitał, sędziwego, włochatego człowieka.
Systemy mitologiczne łączą włosy ze sferą instynktów, z seksem, z pierwotnością. Twierdzę, innymi słowy, że na dnie psychiki każdego współczesnego mężczyzny znajduje się duża, pierwotna istota cała pokryta włosami. Nawiązanie kontaktu z tym Dzikusem to krok, który jest jeszcze przed mężczyzną lat osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych. W naszej dzisiejszej kulturze wybieranie wody wiadrami jeszcze się nie rozpoczęło.

Baśń delikatnie sugeruje, że owego kudłatego mężczyznę otacza aura lęku, lęku, który towarzyszy wszelkiej zmianie.
Kiedy mężczyzna zaczyna rozwijać wrażliwą stronę własnej osobowości i ma już poza sobą etap początkowej bojaźni, na ogół uznaje swoje doznania za wspaniałe.
 Zaczyna pisać wiersze, siadywać nad brzegiem morza, wyzwala się od przymusu
bycia ciągle stuprocentowym samcem, nabiera zdolności do współodczuwania z innymi —jest w nowym, oszałamiającym świecie.
Lecz zanurzenie, się w wodę po to, by dotknąć leżącego na dnie stawu Dzikusa — o, to zupełnie inna sprawa. Istota, z jaką stajemy twarzą w twarz, jest przerażająca, tym bardziej dzisiaj, gdy korporacje czynią tak wiele, by ukształtować jałowych, bezwłosych, nijakich ludzi. Kiedy mężczyzna akceptuje swoją wrażliwość, czy to, co się czasem nazywa swoją „wewnętrzną kobietą” — czuje się często bardziej serdeczny, bardziej koleżeński, bardziej chętny do życia, Natomiast konfrontacja z „głębokim mężczyzną”, jak go nazywam, rodzi poczucie niebezpieczeństwa. Akceptacja Kosmatego Człowieka wymaga odwagi innego typu, łączącej się z pokonaniem wewnętrznych oporów i poczucia lęku. Kontakt z Żelaznym Janem wymaga zstąpienia w czeluście męskiej psychiki i zaakceptowania jej ciemnych stron, w tym ożywczej ciemności.

Od wielu pokoleń świat biznesu radził młodym przedsiębiorcom, by trzymali się z dala od Żelaznego Jana, a kościoły chrześcijańskie także za nim zbytnio nie przepadają.
Freud, Jung i Wilhelm Reich są tymi badaczami, którzy mieli odwagę zejść na dno stawu i przyjąć to, co tam odkryli. Zadanie, jakie stoi przed współczesnym mężczyzną, polega na pójściu ich śladem.
Niektórzy już to uczynili; Kosmaty Człowiek opuścił dno stawu mieszczącego się w ich psychice i przeniósł się na dziedziniec, a więc oświetlone słońcem miejsce, gdzie wszyscy mogą go zobaczyć. Stanowi to pewien postęp w stosunku do piwnicy, w której pragnęłoby zamknąć Kosmatego Człowieka wiele elementów naszej kultury. Tu czy tam, wszakże, jest on ciągle w klatce.
Utrata złotej piłki
Powróćmy do przerwanej opowieści.
Pewnego dnia ośmioletni syn króla bawi się na dziedzińcu swoją ulubioną złotą piłką. Piłka wpada do klatki Dzikusa. Jeśli chłopiec chce odzyskać piłkę, będzie musiał podejść do Kosmatego Człowieka i poprosić go o nią. I tu właśnie zaczyna się problem.
Złota piłka nasuwa nam na myśl jedność osobowości, którą cieszyliśmy się w dzieciństwie — pełnię i integralność, które były naszym udziałem przed rozdziałem na męskie i żeńskie, bogate i biedne, złe i dobre. Piłka jest złota i okrągła jak słońce. I podobnie jak słońce — promieniuje energią.
Zwróćmy uwagę na wiek chłopca. Wszyscy, czy jesteśmy chłopcami czy dziewczynkami, tracimy coś właśnie w tym wieku. O ile w przedszkolu mamy ciągle naszą złotą piłkę, o tyle w szkole podstawowej tracimy ją. To, co z niej pozostaje, gubimy w szkole średniej. W baśni Żabi król piłka królewny wpada do studni. Niezależnie od tego, jakiej płci jesteśmy, gdy tylko tracimy naszą złotą piłkę, spędzamy resztę życia, starając sieją odzyskać.
Pierwszym krokiem na drodze do odzyskania piłki jest, moim zdaniem, pogodzenie się — stanowczo i nieodwołalnie — z jej utratą. Freud powiedział: „Jakiż smutny kontrast między promienną inteligencją dziecka a ograniczoną umysłowością dorosłego”.
Gdzie jest więc złota piłka? Mówiąc metaforycznie, moglibyśmy stwierdzić, że kultura lat sześćdziesiątych nakłaniała
mężczyzn do szukania swojej złotej piłki we wrażliwości, czułości, współpracy i wyzbyciu się agresywności. Wielu jednak
mężczyzn wyzbyło się wszelkiej agresywności i nie odnalazło
złotej piłki.

Opowieść o Żelaznym Janie uczy, że mężczyzna nie powinien spodziewać się, iż znajdzie złotą piłkę w żeńskim królestwie, gdyż tam jej nie ma. Nowożeniec prosi skrycie żonę, aby oddała mu złotą piłkę. Myślę, że zrobiłaby to, gdyby mogła, gdyż większość kobiet, zgodnie z moimi doświadczeniami, stara się nie hamować rozwoju mężczyzn. Nie może ona jednak dać piłki, gdyż jej nie posiada. Co więcej — utraciła ona również swoją własną złotą piłkę i też nie może jej znaleźć.
Upraszczając moglibyśmy powiedzieć, że mężczyzna lat pięćdziesiątych chciał, by złotą piłkę zwróciła mu kobieta.
Mężczyzna lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, z równym brakiem powodzenia, prosi o to samo swoją „wewnętrzną kobiecość”. ,
Opowiadanie o Żelaznym Janie podsuwa nam myśl, że złota piłka znajduję się w obrębie magnetycznego pola Dzikusa, co nam bardzo trudno pojąć. Musimy uznać za możliwe, że prawdziwa promienna energia u mężczyzny nie ukrywa się, nie spoczywa czy czeka na nas w strefie żeńskiej ani też w strefie samczej, w typie Johna Wayne’a, lecz w magnetycznym polu głębokiej męskości. Chroni ją podwodne pole instynktów i ten, kto mieszka w nim od nie wiadomo kiedy.
Żabim królu to żaba, niesympatyczne stworzenie, na widok którego każdy mówi „Fuj!”, przynosi złotą piłkę. A w wersji braci Grimm żaba, zamienia się w króla dopiero po tym, gdy czyjaś ręka trzaska nią o ścianę.
Większość mężczyzn wolałaby, żeby to ktoś sympatyczny zwrócił im piłkę. Nasza opowieść sugeruje jednak, że nie znajdziemy złotej piłki w polu siłowym azjatyckiego guru czy nawet łagodnego Jezusa.

Opowieść ta nie jest antychrześcijańska, lecz przedchrześcijańska (o jakieś tysiąc lat), a jej przesłanie jest nadal prawdziwe: odzyskanie złotej piłki jest nie do pogodzenia z pewnymi typami powszechnie spotykanej potulności i uprzejmości.
Dzikości czy braku ogłady, zakładanej przez obraz Dzikusa, nie należy mylić z samczą energią, znaną mężczyznom aż nadto. W przeciwieństwie do niej energia Dzikusa mobilizuje do stanowczego i zdecydowanego, lecz nie brutalnego działania.
Dzikus nie jest przeciwstawny cywilizacji, ale też nie mieści się w niej całkowicie. Etyczna nadbudowa ortodoksyjnego chrześcijaństwa nie jest przychylna Dzikusowi, jak się wydaje, w odróżnieniu od samego Chrystusa. Czyż nie przyjął on chrztu z rąk długowłosego Jana?

Kiedy nadchodzi pora rozmowy młodego człowieka z Dzikusem, przekona się on, że ta różni się zasadniczo od rozmowy z pastorem, rabinem czy guru. Z Dzikusem nie rozmawia się o niebiańskiej szczęśliwości, duchu, umyśle czy wyższej świadomości”, lecz o czymś wilgotnym, ciemnym, ale i też mniej podniosłym — o „duszy”, jak by powiedział James Hillman.
Pierwszy krok polega na podejściu do klatki i poproszeniu o zwrot złotej piłki, Niektórzy mężczyźni są gotowi do podjęcia takiego kroku, podczas gdy inni jeszcze nie osuszyli , swoich stawów — nie pozostawili za sobą zbiorowej męskiej tożsamości i nie wkroczyli na nie znany teren samotnie czy też w towarzystwie jedynie swego psa.
Nasza baśń powiada, że po utonięciu psa trzeba złapać za wiadra. Żaden olbrzym nie przyjdzie i nie wybierze za nas wody; żadne magiczne sztuczki nic tu nie pomogą. Ani święta woda z Lourdes, ani LSD czy kokaina. Trzeba to zrobić samemu, wiadro za wiadrem. Przypomina to mozolną dyscyplinę, jakiej wymaga sztuka. Dzieła Rembrandta, tak jak Picassa, Yeatsa, Rilkego czy Bacha powstały dzięki wytężonej, wytrwałej pracy. Czerpanie wody wiadrem wymaga znacznie większej dyscypliny niż większość ludzi zdaje sobie sprawę.
Dzikus, jak zwrócił mi uwagę pisarz Keith Thompson, nie ma zamiaru ot tak, po prostu, wręczać proszącemu złotej piłki. Cóż by to była za bajka, gdyby Dzikus rzekł po prostu:
— No dobrze, masz tu swoją piłkę.

Jung zauważył, że wszelkie spełnione życzenia pod adresem psychiki opierają się na zasadzie „coś za coś”. Psychika lubi robić interesy. Jeśli, na przykład, jakaś część was jest niezwykle leniwa i nie chce się jej pracować, to nawet najbardziej stanowcze noworoczne postanowienie poprawy niewiele zdziała. Poskutkuje, jeśli powiecie do swojej leniwej połowy:
— Pozwól mi popracować przez godzinę, a wtedy ja pozwolę ci byczyć się przez następną godzinę, zgoda?

I tak też w Żelaznym Janie ubija się interes: Dzikus zgadza się oddać złotą piłkę chłopcu w zamian za otwarcie klatki.
Chłopiec, najwidoczniej przestraszony, ucieka. Nawet nie odpowiada Dzikusowi. Czyż nie tak postępujemy? Rodzice, księża, nauczyciele tak często wkładali nam do głów, że powinniśmy trzymać się z daleka od Dzikusa, że kiedy on mówi:
— Zwrócę ci piłkę, jeśli wypuścisz mnie z klatki — my
nawet nie odpowiadamy.
Mija z dziesięć lat. Nasz dwudziestopięcioletni teraz bohater wraca do Dzikusa i pyta:
— Czy dostanę z powrotem swoją piłkę?
Dzikus rzecze:
— Owszem, jeśli mnie uwolnisz.
Prawdę mówiąc, sam powrót do Dzikusa jest czymś niezwykłym; wielu ludzi nigdy się na to nie zdobywa. Dwudziestopięcioletni mężczyzna dobrze słyszy słowa Dzikusa, ale przecież jest to już ktoś, kto dorobił się czegoś w życiu: ma
dwie Toyoty, domek, może i żonę oraz dziecko. Jakże mógłby wypuścić Dzikusa z klatki? Zwykle taki mężczyzna i za drugim razem odchodzi bez słowa.

Mija następnych dziesięć lat. Nasz bohater ma już trzydzieści pięć lat… Czy widzieliście kiedyś wyraz rozterki na obliczu trzydziestopięcioletniego mężczyzny? Czując się przepracowany, wyobcowany i pusty, pyta Dzikusa tym razem z głębi duszy:,
— Czy zwróciłbyś mi moją złotą piłkę?
— Owszem, tak — powiada na to Dzikus —jeżeli wy
puścisz mnie z klatki.
I w tym momencie dzieje się coś zdumiewającego. Nasz bohater odpowiada Dzikusowi i wywiązuje się między nimi rozmowa. Mężczyzna mówi:
.— Nawet gdybym chciał cię wypuścić, nie mogę tego zrobić, bo nie wiem, gdzie jest klucz.
Mówi prawdę. W tym wieku nie wiemy, gdzie znajduje się klucz; nawet nie dlatego, że zapomnieliśmy, ale że w ogóle nigdy nie wiedzieliśmy, gdzie go szukać.
Baśń powiada, że król zamykając Dzikusa oddał klucz królowej na przechowanie, ale wtedy mieliśmy tylko siedem lat, a poza tym nasz ojciec nigdy nam nie powiedział, co zrobił z kluczem. Gdzież jest więc ten klucz?
Spotkałem się z następującymi odpowiedziami:
— Jest zawieszony na szyi chłopca.
Nie.
— Jest schowany w klatce Żelaznego Jana.
Nie.
— Jest w środku złotej piłki.
Nie.
— Jest w zamku. Wisi na haku w skarbcu. Nie.
— Jest w wieży. Wisi wysoko na haku.
Nie.
Dzikus odpowiada:
— Klucz znajduje się pod poduszką twojej matki.
Klucza nie ma w piłce, w złotym kufrze ani w schowku,
lecz leży on pod poduszką naszej matki — tam, gdzie kazałby go nam szukać Freud.
Wydostanie stamtąd klucza to kłopotliwe zadanie. Freud,
czerpiąc inspiracje z pewnej greckiej sztuki, powiada, że mężczyzna, jeżeli chce długo żyć, nie powinien bagatelizować wzajemnego pociągu między sobą a matką. Wszak poduszka leży w łóżku, w którym matka kochała się z naszym ojcem. Poduszka niesie ze sobą ponadto jeszcze inne skojarzenia.
Michael Meade, opowiadacz mitów, zwrócił mi kiedyś uwagę, że poduszka to takie miejsce, w którym matka chowa wszystkie nadzieje związane z nami.Matki marzą o synu lekarzu, psychoanalityku, geniuszu Wall Street, lecz bardzo
rzadko o „synu Dzikusie”.
Wracając do syna, nie jest on wcale pewien, że rzeczywiście chce zabrać klucz. Zwykłe przenosiny klucza spod poduszki matki pod poduszkę guru nie zdają się na nic. Zapomnieć, że matka posiada klucz, byłoby poważnym błędem. Wszak zadanie matki polega na cywilizowaniu chłopca, a więc to, że zachowuje ona klucz, jest czymś naturalnym. Wszystkie rodziny postępują podobnie; na całym świecie „król oddaje klucz królowej na przechowanie”.
Atakując matkę, napierając czy krzycząc na nią, co doradzaliby nam niektórzy freudyści, prawdopodobnie nie zwojowalibyśmy wiele; matka mogłaby się tylko uśmiechnąć i rozmawiać z nami, trzymając łokieć na poduszce. Dysputy Edypa z Jokastą nigdy nie przynosiły większego efektu, podobnie jak wykrzykiwania Hamleta.
Jeden z moich znajomych uważa, że najsprytniej byłoby ukraść klucz pewnego dnia, gdy nie będzie naszych rodziców w domu. To, że „rodziców dzisiaj nie ma”, oznacza wolność od rodzicielskich zakazów. Tego dnia należy skraść klucz.
Pisarz i gawędziarz Gioia Timpanelli zauważył, że z mitologicznego punktu widzenia kradzież klucza należy do królestwa Hermesa. .

klucz musi być skradziony. Przypominam sobie swój wykład na temat kradzieży klucza wygłoszony dla mieszanej publiczności. Młody człowiek, najwyraźniej dobrze obznajomiony ze zwyczajami Nowej Ery, powiedział:
— Robercie, niepokoi mnie ten pomysł kradzieży klucza. Kradzież jest czymś nagannym. Czy nie moglibyśmy po prostu całą grupą udać się do matki i powiedzieć: „Mamo, czy oddałabyś klucz?” , Wzorem dla niego był prawdopodobnie sposób, w jaki załatwia sprawy personel sklepu ze zdrową żywnością. Czułem przez skórę, że dusze wszystkich kobiet znajdujących się na sali powstają, aby zabić autora tej niefortunnej propozycji. Mężczyźni w jego rodzaju są równie niebezpieczni dla drugiej płci, jak i dla swojej.
Żadna matka godna swego imienia i tak nie dałaby klucza. Jeżeli syn nie umie go ukraść, to na niego nie zasługuje.
— Chcę uwolnić Dzikusa!
— Chodź no tutaj i pocałuj mamusię!
Matki wyczuwają intuicyjnie, co się stanie, gdy ich synowie wejdą w posiadanie klucza: utracą wówczas swoich chłopców. Trudno przecenić siłę instynktu posiadania matek w stosunku do synów* dającą się porównać tylko z równie zazdrosną- zachłannością ojców w stosunku do córek.
Środki stosowane w celu odzyskania klucza są sprawą indywidualną, ale warto, podkreślić, że sposoby demokratyczne nie mają szans na sukces.
Pewien dość sztywny młodzian tańczył którejś nocy przez sześć godzin, nie oszczędzając się i rano oświadczył:
— Tej nocy odzyskałem część swojego klucza.
Inny mężczyzna odzyskał klucz, gdy postąpił pierwszy raz w życiu jak prawdziwy oszust, z pełną świadomością tego, co robi. Jeszcze inny ukradł klucz, gdy zbuntował się przeciwko swej rodzinie, odmawiając dalszego odgrywania roli kozła ofiarnego.
Omawianie praktycznych sposobów kradzieży klucza mogłoby nam zająć całe tygodnie. Baśń nie wyklucza żadnej możliwości, stwierdzając jedynie: „Pewnego dnia ukradł klucz, wrócił do klatki Dzikusa i otworzył zamek. Otwierając drzwiczki klatki, przyciął sobie nimi palec” (ten szczegół nabierze znaczenia w następnej części naszej opowieści). Dzikus jest nareszcie wolny i może wrócić do swego lasu, odejść jak najdalej od „zamku”.

Co robi chłopiec?
W tym momencie może się wydarzyć kilka rzeczy. Jeśli Dzikus wróci do lasu, a chłopiec pozostanie w zamku, w psychice chłopca odtworzy się na nowo podstawowy historyczny rozłam między człowiekiem pierwotnym a człowiekiem cywilizowanym. Chłopiec – mógłby boleć nad utratą Dzikusa na zawsze, albo też wsadzić z powrotem klucz pod poduszkę, aby rodzice niczego nie zauważyli, a potem powiedzieć, że nic nie wie o ucieczce Dzikusa/Wykręciwszy się sianem w ten sposób, mógłby zostać menedżerem, fundamentalistycznym pastorem, profesorem zwyczajnym, kimś, z kogo rodzice mogliby być dumni, kimś, „kto nigdy nie natknął się na Dzikusa”.

Wszyscy podrzucaliśmy z powrotem klucz i ukrywaliśmy to. Wtedy samotny myśliwy wewnątrz nas musiał ponownie wyruszyć do lasu z wiernym psem przy nodze, a pies wówczas znowu znikał pod wodą. Traciliśmy w ten sposób wiele „psów”.
Moglibyśmy sobie też wyobrazić inny scenariusz. Chłopiec przekonuje (czy też wydaje mu się, że mógłby przekonać) Dzikusa, aby nie uciekał do lasu i został na dziedzińcu. Mogliby wtedy przez lata całe wieść uczone i kulturalne rozmowy. Z baśni wynika jednak, że chłopiec nie może połączyć się — czy, dokładniej, doznać wstępnego zjednoczenia — z Żelaznym Janem na zamkowym dziedzińcu. Zbyt blisko stąd do poduszki matki i regulaminu ojca.
Pamiętamy, że w naszej opowieści chłopiec, gdy przemówił do Dzikusa, powiedział mu, że nie wie, gdzie znajduje się klucz. Był to dowód odwagi z jego strony. Wielu mężczyzn nigdy nie odezwie się do Dzikusa.
Kiedy chłopiec otworzył klatkę, Dzikus wyruszył z powrotem do swojej puszczy. Chłopiec w baśni, albo trzydziestopięcioletni mężczyzna w naszej wyobraźni, robi wtedy — jakkolwiek by na to patrzeć — coś zdumiewającego. Odzywa się jeszcze raz do Dzikusa, mówiąc:
— Stój! Kiedy rodzice wrócą do domu i spostrzegą, że cię nie ma, zbiją mnie!
Słysząc to, można stracić cały rezon, zwłaszcza jeśli wie się coś na temat sposobów wychowywania dzieci, obowiązujących przez długi czas w północnej Europie.
Jak przypomina nam Alice Miller w swojej książce For Your Own Good1 (Dla waszego własnego dobra), psychologowie dziecka w dziewiętnastowiecznych Niemczech przestrzegali rodziców zwłaszcza przed spontanicznością. Spontaniczność u dziecka jest niedobra i na jej pierwszy znak rodzice powinni surowo zareagować. Spontaniczność oznacza bowiem, że mały dzikus czy dzikuska wyrwali się z zamknięcia. Purytańscy rodzice w Nowej Anglii często surowo karali dzieci za niesforne zachowanie w czasie długich nabożeństw kościelnych.
— Jeżeli wrócą i zobaczą, że cię nie ma, zbiją mnie!
Dzikus na to:
— Masz rację. Lepiej chodź ze mną!
Tak więc Dzikus bierze chłopca na ramiona i razem uchodzą w las. To rozstrzygający moment. Gdybyśmy wszyscy mieli tyle szczęścia!
Chłopiec, odchodząc do lasu, musi pokonać, przynajmniej
w danej chwili, swoją obawę przed dzikością, irracjonalnością, kosmatością, intuicją, emocją, ciałem i naturą. Żelazny Jan nie jest tak prymitywny, jak to się wydaje chłopcu, lecz tego on jeszcze nie wie.
Tak czy owak — doszło do zerwania z matką i ojcem, do tego, do czego wzywają dawne mity inicjacyjne. Żelazny Jan mówi chłopcu:
— Nigdy już nie ujrzysz swoich rodziców. Ale ja pokażę
ci skarby, tak niezmierzone, że nawet nie będziesz w stanie
ich wszystkich wykorzystać.
A więc klamka zapadła.
Odejście na ramionach Dzikusa
Chwila, w której chłopiec odchodzi z Dzikusem, jest tym samym, czym u dawnych Greków było przyjęcie przez kapłana boga Dionizosa młodego adepta na swego ucznia lub czym u dzisiejszych Eskimosów jest moment, gdy szaman — często od stóp do głów okryty futrami z dzikich zwierząt, i noszący na szyi naszyjnik z pazurów rosomaka i kręgów węża, a na głowie łeb niedźwiedzia — pojawia się w wiosce i zabiera chłopca, by poddać go duchowej edukacji.
W naszej kulturze nie ma takich zwyczajów. Nasi chłopcy odczuwają palącą potrzebę wtajemniczenia w sekrety bycia mężczyzną, ale w zasadzie nie mogą tego oczekiwać od starców. Czasem próbują tego księża, ale i oni są dziś zbyt przesiąknięci zmaterializowanymi wartościami świata biznesu.

U Indian Hopi i innych rodowitych Amerykanów południowego Zachodu starcy zabierają chłopca w wieku dwunastu lat i sprowadzają do wyłącznie męskiej strefy kiwa. Zostaje on tam w dole przez sześć tygodni, a matki nie ogląda przez półtora roku.

Słabość współczesnej nuklearnej rodziny nie polega na tym, że jest ona zwariowana oraz pełna sprzeczności i dylematów (to dotyczy również komun i biur korporacji, a w istocie wszelkich grup). Słabość ta zasadza się na tym, że starcy spoza nuklearnej rodziny nie mają już do zaoferowania synowi żadnego skutecznego sposobu zerwania z rodzicami, który byłby w miarę bezbolesny dla niego samego.
W dawnych społeczeństwach wierzono, że jedynie rytuał i wysiłek mogą uczynić z chłopca mężczyznę, że niezbędna jest w tym celu „czynna interwencja starców”.
Powoli zaczynamy rozumieć, że męskości nie uzyskuje się automatycznie; nie stajemy się mężczyzną po prostu dlatego, że jemy płatki owsiane. Czynna interwencja starszych oznacza, że wprowadzają oni młodego mężczyznę w pradawny świat męskich mitów i praktyk.
Doskonałego przykładu tego rodzaju inicjacji dostarczają zwyczaje panujące u afrykańskich Kikuyu. Gdy chłopiec osiąga odpowiedni wiek, zabierają, go matce i przyprowadzają do specjalnego miejsca znajdującego się w pewnej odległości od wioski. Chłopiec jest głodny, spragniony, czujny i przestraszony. Ktoś ze starszyzny bierze nóż, otwiera żyłę na własnym ramieniu i pozwala, by kilka kropel krwi spadło do tykwy lub miski. Każdy z zasiadających wokół ogniska starszych mężczyzn czyni to samo, podając następnemu miskę z krwią, która dociera w końcu do naszego młodzieńca z zaproszeniem, by się posilił.
Rytuał ten uczy chłopca kilku rzeczy. Uczy się on, że.po* karm nie pochodzi tylko od matki, lecz również od mężczyzn. Dowiaduje się też, że nóż może służyć do wielu innych celów poza zadawaniem komuś ran. Czyż może mieć jakieś wątpliwości, że chodzi tu o jego powitanie w gronie mężczyzn?
Po zakończeniu tego powitania starsi uczą młodego adepta mitów, opowieści i pieśni ucieleśniających specyficznie męskie wartości. Chodzi tu nie tylko o wartości rywalizacji, lecz również o wartości duchowe. Dzięki tym „nawilżającym” mitom młody człowiek odrywa się od swego osobistego ojca i wstępuje w „wilgotny” świat ojców „z bagien”, instytucji, której początki giną w zamierzchłej przeszłości.

A co się dzieje przy braku świadomego działania starców? Inicjacja mężczyzn Zachodu przetrwała, choć w zmienionej formie, zagładę greckich szkół inicjacyjnych będącą dziełem fanatyków. W XIX wieku żyło się często pod jednym dachem z dziadkami i wujami, i często przebywało ze starszymi. Na polowaniach i na przyjęciach, w pracy wykonywanej wspólnie przez mężczyzn na polu i w chacie, w czasie wolnym starsi spędzali wiele chwil z młodszymi mężczyznami, przekazując im wiedzę o męskim duchu i duszy.
Wordsworth na początku swej Wycieczki opisuje przesiadującego pod drzewem starca, który został przyjacielem poety, gdy ten był jeszcze chłopcem:
On kochał, odkąd w czeredzie rumianych urwisów Wyróżnił mnie, jak mawiać zwykł, dla kaprysu, Bo urzekło go ponure spojrzenie, zbyt poważne jak na mój wiek.
Teraz, gdy dorosłem, sama myśl o tym, Że jestem jego wybrańcem, dreszcz rozkoszy niesie. Podczas wakacji wiele godzin spędziliśmy razem, spacerując po lesie…
Tego rodzaju bardziej lub mniej przypadkowe i spontaniczne kontakty są już dziś w dużej mierze sprawą przeszłości. Kluby i stowarzyszenia męskie nieomal zanikły. Dziadkowie mieszkają gdzieś W Phoenix albo w domu starców i wielu chłopców zna jedynie towarzystwo rówieśników, nie wiedzących nic w porównaniu z mężczyznami dawniej dokonującymi inicjacji.
W latach sześćdziesiątych wielu młodych mężczyzn czerpało siłę od kobiet, dla których jednym ze źródeł energii był ruch feministyczny.
Można powiedzieć, iż wielu młodych mężczyzn w latach sześćdziesiątych starało się dostąpić inicjacji z rąk kobiet. Wtajemniczenia mężczyzn mogą jednak dokonać tylko mężczyźni, podobnie jak jedynie kobiety mogą wtajemniczać kobiety. Kobiety potrafią przemienić zarodek w chłopca, ale tylko mężczyźni potrafią przemienić chłopca w mężczyznę. Dokonujący inicjacji mówią, że chłopiec potrzebuje drugich narodzin, tym razem nie z kobiety, lecz z mężczyzny.
Keith Thompson w jednym ze szkiców scharakteryzował siebie jako typowego młodego człowieka „wtajemniczonego” przez kobiety. Rodzice Keitha rozwiedli się, gdy miał on około dwunastu lat. Po rozwodzie jego ojciec wyprowadził się i chłopiec mieszkał z matką.
Chodząc do liceum, trzymał się bardziej z kobietami niż z mężczyznami i ten stan rzeczy utrzymywał się w czasie studiów, kiedy to obracał się głównie wśród feministek, które były, według jego opinii, wspaniałe, wykształcone i wielkoduszne i od których wiele się nauczył.
Potem podjął pracę we władzach lokalnych jednego ze stanów, pracując z kobietami i jeszcze lepiej poznając je. W tym czasie miał sen. Wraz ze stadem wilczyc biegł przez las. Wilczyce kojarzyły mu się przede wszystkim z niezależnością i siłą witalną. Stado wilczyc przemierzało w szyku las, docierając w końcu nad brzeg rzeki. Każda z wilczyc spojrzała w lustro wody, widząc w nim swoje odbicie. Natomiast gdy Keith spojrzał w wodę, nie zobaczył tam swojej twarzy.
Sny to delikatna i skomplikowana materia, i nie należy wyciągać z nich szybkich i daleko idących wniosków. Niemniej w naszym wypadku ostatni obraz nasuwa niepokojącą myśl. Kiedy kobiety, nawet kobiety o najlepszych zamiarach, wychowują chłopca same, może on zostać pozbawiony męskiego oblicza lub nie mieć w ogóle oblicza.

Dokonujący inicjacji starcy dawali natomiast chłopcom pewność siebie, którą pomagała im dostrzec własne prawdziwe oblicze czy istotę.

Co da się zrobić w takiej sytuacji? Tysiące kobiet w niepełnych rodzinach wychowuje dzieci bez udziału dorosłego mężczyzny. Związane z tym problemy ukazały się w jaskrawym świetle pewnego dnia w Evanston, kiedy to dla grupy. słuchaczy złożonej przeważnie z kobiet wygłaszałem odczyt na temat inicjacji mężczyzn.
Kobiety samotnie wychowujące synów były niezwykle wyczulone na niebezpieczeństwa takiego modelu wychowawczego. Jedna z kobiet oświadczyła, że mniej więcej wtedy, gdy jej syn osiągał wiek gimnazjalny, uświadomiła sobie, że potrzebuje on twardszej ręki, że metody wychowawcze, do jakich jest predestynowana z natury, nie wystarczają. Z kolei, jak stwierdziła, gdyby zaczęła stosować surowsze metody, zatraciłaby swoją kobiecość. Wspomniałem o klasycznym rozwiązaniu, stosowanym w tradycyjnych kulturach, polegającym na odesłaniu syna do ojca po ukończeniu przez chłopca dwunastu lat. Kilka kobiet odparło na to kategorycznie:
— Nie, mężczyźni nie potrafią wychowywać, nie dbaliby o niego.
W rzeczywistości wielu mężczyzn — do jakich i ja należę — odnalazło w sobie zdolności wychowawcze, które pozostawały w uśpieniu, dopóki nie były potrzebne.
Nawet wtedy, gdy ojciec mieszka pod jednym dachem z resztą rodziny, między matką a synem może istnieć na tyle silna potajemna więź, by wywłaszczyć ojca z jego rodzicielskich praw. Mamy wtedy do czynienia z czymś w rodzaju zmowy skierowanej przeciwko ojcu, a zmowom niełatwo położyć kres. Pewna kobieta mająca dwóch synów co roku wyjeżdżała wraz z mężem do San Francisco na zjazd swojej partii, zostawiając chłopców w domu. Którejś wiosny jednak, powróciwszy właśnie z żeńskiego sanatorium, miała ochotę na trochę samotności i powiedziała do męża:
— A może byś tak sam zabrał chłopców w tym roku?
Tak też się stało.
Chłopcy — jeden mniej więcej dziesięcioletni, drugi dwunastoletni — jak się okazało, nigdy nie przebywali sami z ojcem, bez matki. Po tym nowym dla siebie doświadczeniu prosili o jeszcze, tj. chcieli spędzać więcej czasu z ojcem.
Kiedy następnej wiosny nadeszła znowu pora partyjnej konferencji, matka ponownie wolała zostać sama i chłopcy jeszcze raz wyjechali razem z ojcem. W chwili ich powrotu do domu matka stała akurat w kuchni tyłem do drzwi. Starszy z chłopców wbiegł do kuchni i objął ją z tyłu ramionami. Matka, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, zareagowała odruchowo, odtrącając chłopca, który przeleciał przez kuchnię, wpadając aż na ścianę. Kiedy się pozbierał, jak powiedziała mi ta kobieta, w ich stosunku nastąpiła jakaś zmiana. Stało się coś nieodwracalnego. Matka była zadowolona z tej zmiany, a chłopiec czuł trochę zaskoczenia, trochę ulgi, że matka nie potrzebuje go najwidoczniej tak jak dawniej.
Historia ta wskazuje, że dzieło rozłąki może się dokonać nawet bez udziału starców. Zerwania może dokonać sama matka. Wymaga to, jak widzieliśmy, dużego wysiłku, a trzeba też zauważyć, że w naszym wypadku to ciało kobiety, a nie jej umysł, dokończyło dzieła.
W opowiadaniu-innej kobiety cichy sojusz matki z synem został rozbity przez drugą stronę. Wychowywała ona samo tnie syna i dwie córki. Z córkami nie było żadnych kłopotów, w odróżnieniu od chłopca. Gdy miał czternaście lat, wyjechał
do ojca, u którego miał zamieszkać. Wrócił jednak już po miesiącu. Matka zdawała sobie sprawę, że obecność aż trzech kobiet w domu oznacza nadmiar żeńskiej energii. Cóż jednak mogła zrobić? Minął tydzień czy dwa. Któregoś wieczoru matka odezwała się do syna, dotykając jego ramienia:
— Jasiu, chodź na kolację.
I wówczas to on wybuchnął i to ona wylądowała na ścianie. Poza tą różnicą mamy tu do czynienia z taką samą reakcją, jak w poprzedniej historii. W obu wypadkach nie zauważamy żadnego zamiaru ubliżenia drugiej stronie ani też żadnych świadectw, że incydent powtórzył się. W każdym z tych przypadków psychika czy ciało wiedziały to, z czego nie zdawał sobie sprawy umysł. Gdy matka podniosła się z podłogi, powiedziała:
— Powinieneś wrócić do ojca.
Chłopiec odpowiedział zaś:
— Masz rację.
Tradycyjne zerwanie inicjacyjne, obywające się bez przemocy, jest oczywiście lepsze. Faktem jest jednak, że, jak świat długi i szeroki, wyrośnięci synowie niestosownie zachowują się i niegrzecznie odzywają do swoich matek, chcąc w ten sposób, jak sądzę, wydać się niesympatycznymi. Gdy starcy nie wykonali swego zadania i nie rozerwali na czas więzi łączącej matkę z synem, w jakiż inny sposób chłopcy mogą wyzwolić się z tych więzów, jeżeli nie” przez nieprzyjemne zachowanie i słowa? Postępowanie takie nie jest z reguły świadome, ale niezależnie od tego trudno nazwać je wytwornym.
Jednoznaczne zerwanie z matką jest niezbędne, ale rzecz w tym, iż do niego zwyczajnie nie dochodzi. Wina nie leży po stronie kobiet; chodzi raczej o to, że starsi mężczyźni nie robią tego, co należy.

Tradycyjny sposób wychowywania kultywowany przez tysiące lat, polegał na tym, iż ojcowie i synowie mieszkali pod jednym dachem, przy czym ci pierwsi uczyli tych drugich fachu: uprawy roli, ciesiołki, kowalstwa(czy krawiectwa). Jak to stwierdziłem w innym miejscu, spośród uczuciowych związków najbardziej ucierpiała w wyniku rewolucji przemysłowej więź ojca z synem.
Nie chodzi rzecz jasna o to, by idealizować kulturę ery przedindustrialnej, ale z drugiej strony wiadomo, że dziś wielu ojców pracuje wiele kilometrów od domu, że kiedy wracają po pracy, dzieci są już często w łóżkach, a oni sami zbyt zmęczeni, by spełniać swoje ojcowskie obowiązki.
Rewolucja przemysłowa, potrzebując rąk roboczych do fabryk i biur, oderwała ojców od ich synów i co więcej, umieściła tych ostatnich w obowiązkowych szkołach, w których uczyły przeważnie kobiety.
D.H. Lawrence opisał, jak to wyglądało, w szkicu Mężczyźni muszą pracować i kobiety też. Jego pokolenie w górniczych regionach Wielkiej Brytanii odczuło na sobie siłę tej zmiany, a nowa postawa koncentrowała się wokół jednej idei: praca fizyczna jest złem.
Lawrence przywołuje na pamięć swego ojca, który nigdy nie słyszał o tej teorii; pracował jako zwykły górnik w kopalni, miał w pracy wielu dobrych kolegów, wracał do domu w dobrym humorze i kąpał się w kuchni.
Mniej więcej w tym czasie przybyli jednak z Londynu nowi nauczyciele i zaczęli uczyć Lawrence’a i jego kolegów z klasy, że praca fizyczna jest czymś pospolitym i godnym pogardy i że należy starać się awansować społecznie do bardziej „duchowego” poziomu związanego z pracą wyższego rzędu, pracą umysłową. Dzieci pokolenia Lawrence’a wywnioskowały stąd, że ich ojcowie przez cały czas robili coś niegodnego, że praca fizyczna mężczyzn jest czymś gorszym, a że ich wrażliwe matki, którym podobają się białe firanki i wzniosła egzystencja, mają słuszność i zawsze ją miały.
Jako nastolatek Lawrence, jak opisuje to w Synach i kochankach3, wierzył bez zastrzeżeń nowym nauczycielom. Pragnął „wyższego” życia i popierał matkę mającą takie aspiracje. Dopiero we Włoszech dwa lata przed śmiercią, chorując już na gruźlicę, Lawrence zaczął dostrzegać witalność włoskich robotników i odczuwać głęboką tęsknotę za swoim ojcem. Zdał sobie wówczas sprawę, że pragnienie awansu wpajane mu przez matkę było dla niego niekorzystne, doprowadzając go do zubożającego odgrodzenia się od ojca i od własnego ciała.
Jasno i dobitnie sformułowana idea potrafi przenosić się z szybkością choroby zakaźnej. Praca fizyczna jest złem. Nie tylko Lawrence, ale również wielu innych przyjęło tę tezę i w następnym pokoleniu przepaść między ojcami a synami powiększyła się. Ktoś podejmuje pracę za biurkiem w jakimś urzędzie, zostaje sam ojcem, ale nie dzieli swojej pracy z synem i nie potrafi mu wytłumaczyć, co właściwie robi. Ojciec Lawrence’a zabierał go na dół do kopalni, tak jak mój ojciec, który był farmerem, zabierał mnie na traktor. Wiedziałem, co ojciec robi przez cały dzień i w każdej porze roku.

Dominacja pracy biurowej i rewolucja informatyczna pociągnęły ze sobą zanik więzi ojca z synem. Jeżeli ojciec przebywa w domu tylko przez godzinę czy dwie, to wartości kobiet, może i wspaniałe, będą niepodzielnie panować pod rodzinnym dachem. Można by rzec, że współczesny ojciec traci syna już pięć minut po jego narodzinach.
Kiedy wchodzimy do współczesnego mieszkania, coraz częściej na nasze przywitanie wychodzi pani domu. To ona, elokwentna, energiczna, pewna siebie, jest na pierwszym planie; nierozmowny pan domu ukrywa się gdzieś z tyłu. O sprawach poruszanych w tym podrozdziale mówi mój wiersz pod tytułem Odnajdując ojca:
Mój przyjacielu, to ciało nie żąda opłaty za to, że niesie nas, tak jak ocean unosi bale. Niekiedy faluje wzburzony jakąś potężną siłą i rozbija skały, ciskając wokół maleńkie kraby, które wirują jak liście.
Ktoś puka do drzwi. A jeszcze nie zdążyliśmy się ubrać. Gość żąda, ażebyśmy natychmiast poszli w deszczu i wichurze do ciemnego domu.
Pójdziemy tam, mówi ciało, i odnajdziemy ojca, którego nigdy nie znaliśmy, gdyż wywędrował w śnieżycy tej nocy, kiedy narodziliśmy się, i utracił pamięć, i żył odtąd, tęskniąc do swego dziecięcia, które widział jeden, jedyny raz…
tęskniąc doń, kiedy był szewcem, a potem hodowcą bydła w Australii, wreszcie kucharzem w restauracji, malującym obrazy nocami.
Ujrzysz go, kiedy zapalisz lampę. Czeka tam, za drzwiami… brwi ma tak ciężkie, czoło tak lekkie… tak cielesny, ale samotny, czeka na ciebie.
Odległy ojciec

Psycholog niemiecki Alexander Mitscherlich pisze o owym ojcowsko-synowskim kryzysie w swojej książce pt. Społeczeństwo bez ojca. Główny sens jego rozważań sprowadza się do tezy, że jeśli syn nie widzi, co robi jego ojciec każdego dnia w ciągu całego roku, to w jego psychice pojawi się luka, luka, którą wypełnią demony podszeptujące mu, że praca ojca i sam ojciec są czymś złym.
Negatywny stosunek do nieobecnego ojca odegrał rolę w studenckich zajściach w latach sześćdziesiątych. Zrewoltowani studenci uniwersytetu Columbia wdarli się do rektoratu, poszukując dowodów konszachtów uniwersytetu z CIA- Poczucie studentów, że ich właśni ojcowie są źli, zostało przeniesione na wszystkich mężczyzn u władzy. Uniwersytet, podobnie jak ojciec,- robi na zewnątrz wrażenie prawości i uczciwości, ale gdzieś tam w głębi tli się w nas poczucie, że jeden i drugi robią coś niedobrego. Poczucie to staje się nie do zniesienia, gdyż wewnętrzne intuicje syna są niezgodne z zewnętrznymi pozorami. Owe podświadome, poczucia pojawiają się nie dlatego, że ojciec jest draniem, lecz dlatego, że jest daleko.
Młodzi ludzie są gotowi narazić się na nieprzyjemności, wdzierając się do gabinetu rektora, byle tylko zlikwidować ową sprzeczność. Porządki w kraju są takie, że mogą oni natrafić tam na listy od CIA, ale takie odkrycia nie zaspokajają — odczuwanej przez ciało syna — głębokiej tęsknoty i potrzeby, by być bliżej ciała ojca.
— Gdzie jest mój ojciec… dlaczego mnie nie kocha? Co się tu dzieje?
Film pt. Maratończyk opowiada o podejrzliwości młodych Amerykanów wobec starszych. Główny bohater, którego gra Dustin Hoffman, traci ojca, lewicowca doprowadzonego do samobójstwa w czasach McCarthy’ego. Młody człowiek wchodzi w niebezpieczny kontakt z byłym lekarzem z obozu koncentracyjnego; musi stawić mu czoło i pokonać jeszcze przed jakąkolwiek próbą pojednania z własnym zmarłym ojcem.
Gdy demony są tak podejrzliwe, jakże może być mowa o jakimkolwiek późniejszym prawidłowym kontakcie syna z dojrzałą energią męską, zwłaszcza energią dorosłego mężczyzny dysponującego władzą. Jako muzyk będzie on łamał gitary robione ręcznie przez starych rzemieślników, a jako nauczyciel odnoszący się z podejrzliwością do dawniejszych autorów będzie ich dezawuował. Jako obywatel będzie wolał seanse terapeutyczne niż udział w życiu publicznym. Nie angażując się w politykę, będzie się czuł czystszy. Zaszyje się gdzieś na prowincji i będzie hodował marihuanę albo rozbijał się starym jeepem po okolicy.

W naszych czasach przyjmuje się powszechnie, że władza niesie ze sobą nieuchronnie korupcję i ucisk. Natomiast Grecy znali i doceniali pozytywną męską energię, uznającą autorytet zwierzchności. Owa energia zeusowa, jak ją nazywali,obejmuje inteligencję, dobre zdrowie, zdolność do współczucia, życzliwość, zdecydowanie, dar wielkodusznego przewodzenia. Energia zeusowa to męski autorytet uznawany przez wzgląd na dobro ogólne.
Pierwotni mieszkańcy Ameryki wierzyli w ową ożywczą męską moc. U Indian Seneka wódz-mężczyzna, ale wybierany przez kobiety, przyjmuje władzę w imię dobra publicznego. On sam nic właściwie nie posiada. Wszystkie wielkie kultury z wyjątkiem naszej przechowują obrazy tej pozytywnej męskiej energii.

Zasoby energii zeusowej topniały w Stanach Zjednoczonych z dziesięciolecia na dziesięciolecie. Kultura masowa, począwszy od komiksów Maggie and Jiggs i Blondie and Dag-wood z lat dwudziestych i trzydziestych, w których mężczyzna jest zawsze słaby i głupi, przyjęła za cel poderwanie szacunku dla męskiej energii. Z komiksów obraz słabego dorosłego mężczyzny przeszedł do filmów rysunkowych.
Ojciec z dzisiejszych reklam telewizyjnych nigdy nie może się na nic zdecydować. A w komediach sytuacyjnych, wyłączając The Cosby Show, mężczyźni są przedstawiani jako niezdecydowani, nadęci lub łatwo dający się wywieść w pole. A jeśli zapytamy, kto wywodzi ich, dowiadujemy się, że czynią to kobiety. Chyba niezupełnie „tego chcą ludzie”. Wielu młodych scenarzystów hollywoodzkich, zamiast w Kansas czy gdzie indziej stanąć twarzą w twarz ze swoimi ojcami, bierze odwet na odległym ojcu, portretując wszystkich dorosłych mężczyzn jako głupców.
Atakują oni szacunek dla mądrości, którą daje wiek i doświadczenie, a którą każdy ojciec pragnie, gdzieś tam w głębi, przekazać swoim wnukom i prawnukom. W tradycyjnych kulturach natomiast bardzo często to właśnie starsi zabierają pierwsi głos podczas publicznych zgromadzeń; młodsi mogą w ogóle się nie odzywać, wysłuchując z szacunkiem zdania starszych. Dziś natomiast mamy dwudziestosiedmioletnich „piratów* giełdowych, którzy potrafią wykupić zasłużone wydawnictwo i zniszczyć w pół roku dorobek trzydziestu lat pracy starszego człowieka.
Jako dwudziesto- i trzydziestolatek uczestniczyłem w tym dziele niszczenia energii zeusowej. Atakowałem każdą starszą osobistość ze świata literatury będącą w zasięgu strzały i napawałem się widokiem strzał przeszywających ich ciała, strzał poruszanych energią skoncentrowaną w mojej psychice. Wiele zajęć, które mój ojciec wykonywał za dnia, rozgrywało się na moich oczach, znałem jego zwyczaje przy pracy, sposób odnoszenia się do współtowarzyszy pracy, ale z kolei pewne inne elementy jego egzystencji były dla mnie niedostępne i moją lukę wypełniły demony, jak to przewidział Mitscherlich. Mój gniew skupił się na starszych ludziach, których właściwie nie znałem.
Kiedy syn daje się powodować owym demonom, staje się szorstki, oziębły i osamotniony. Nie wie, w jaki sposób ożywić „wilgotne” i „muliste” strony swojej psychiki. Parę lat temu zacząłem odczuwać swoje ubytki, nie tyle po „żeńskiej”, ile po męskiej stronie mojej osobowości. Stwierdziłem, że brakuje mi kontaktów z mężczyznami — czy nie powinienem powiedzieć wprost, że z moim ojcem?

Zacząłem myśleć o nim nie jako o kimś, kogo miłości, opieki czy towarzystwa nie zaznałem, lecz jako o kimś, kto sam
został tego pozbawiony przez swoich rodziców i przez kulturę. Ten proces przewartościowania trwa.
Za każdym razem, gdy spotykam Się z ojcem, zastanawiam się, w jakiej mierze pozbawił mnie on owych różnych wartości świadomie, a w jakiej stało się to wbrew jego woli; w jakiej mierze zdawał, a w jakiej nie zdawał sobie z tego sprawy.
Na temat podłoża tych moich rozterek można znaleźć pewne niepokojące myśli u Junga. Stwierdził on, że kiedy to matka wprowadza syna w świat uczuć, wyuczy się on kobiecej postawy wobec męskości i przyjmie kobiecy pogląd na swojego ojca i swoją własną męskość. A że ojciec i matka rywalizują o uczucie syna — nie można liczyć ani na to, że od matki uzyska się rzetelny obraz ojca, ani na to, że ojciec przekaże nam nie zafałszowany obraz matki.
Niektóre matki wpajają dzieciom przekonanie, że ucywilizowanie, kultura, uczucie, osobiste więzi — to coś, co cechuje matkę i córkę czy też matkę i wrażliwego syna, podczas gdy ojciec reprezentuje i ucieleśnia oziębłość czy nawet brutalność, brak uczuciowości, okrucieństwo, racjonalizm, obsesję na punkcie pieniądza.
— Taką już ma naturę ten twój ojciec.
Tak więc syn dorasta często z wykrzywionym obrazem swego ojca — ukształtowanym nie tyle na podstawie jego czynów i słów, ile przez opinie matki o tych słowach i czynach.
Pamiętam, że w moim przypadku pierwszy kontakt ze światem uczuć zawdzięczam matce. Ona pierwsza nauczyła mnie rozróżniania uczuć:
— Czy czujesz się smutny?
Kontakt ten jednak pociągnął za sobą negatywne zdanie o ojcu, jako o nie mówiącym za wiele na temat uczuć.
Przezwyciężenie tych pierwszych negatywnych sądów na
temat ojca wymaga czasu. Wcześnie ukształtowane oceny głęboko zapadają w psychikę. Idealizacja matki czy obsesja na jej punkcie, miłość czy nienawiść do niej mogą trwać do trzydziestki albo czterdziestki. Po czterdziestce syn zaczyna zwykle ciążyć ku ojcu — pragnie mieć pełniejszy jego obraz
i zbliżyć się do niego. Proces ten następuje w sposób niewy
tłumaczalny, jakby dyktowany jakimś biologicznym zegarem.
Pewien znajomy opowiedział mi, jak proces ten przebiegał w jego przypadku. W wieku około trzydziestu pięciu lat zaczął się zastanawiać nad tym, kim właściwie jest jego ojciec. Nie widział go od dziesięciu lat. Pojechał do Seattle, gdzie ojciec mieszkał, zapukał do drzwi, a kiedy ojciec je otworzył, wyrzucił z siebie:
— Chcę żebyś o czymś wiedział. Nie zgadzam się z matką
na twój temat.
— No i co się stało? — zapytałem.
— Mój ojciec wybuchnął płaczem i powiedział: „Teraz mogę już spokojnie umrzeć”.
Ojcowie czekają. Cóż innego mogą zrobić?
Nie twierdzę, że wszyscy ojcowie są dobrzy; matki mogą mieć rację co do ich negatywnych cech, ale kobieta potrafi również osądzić surowo określone męskie cechy tylko dlatego, że są odmienne czy dla niej nowe.
Jeśli syn uczy się wrażliwości głównie od matki, to na swoją własną męskość będzie prawdopodobnie patrzył z żeńskiego punktu widzenia. Może on być nią zafascynowany, ale jednocześnie będzie się jej obawiał. Może ubolewać nad nią i pragnąć ją zreformować albo też może być nastawiony do niej podejrzliwie i dążyć do jej zdławienia. Może ją podziwiać, ale nigdy nie będzie się czuł z nią naprawdę swojsko.
W końcu mężczyzna dojrzewa do odrzucenia wszelkiej indoktrynacji i zaczyna zadawać sobie pytania o prawdziwą naturę swego ojca i męskości w ogóle. W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie wielce pomocne są starodawne opowieści, wolne od współczesnych psychologicznych przesądów, sprawdzone przez czas, przekazujące zarówno ciemne, jak i jasne, groźne i wspaniałe aspekty męskości. Wzorem dla nich nie jest mężczyzna doskonały ani też przesadnie uduchowiony.
W mitach greckich Apollo wyobrażony jest pod postacią złotego mężczyzny stojącego na olbrzymim zbiorniku ciemnej, ruchliwej, niebezpiecznej energii, której na imię Dionizos. Dzikus z naszego opowiadania obejmuje oba rodzaje energii, zarówno apollińską, jak i dionizyjską. Bhutańczycy robią maski człowieka z głową ptaka i psią szczęką. Sugeruje to dobrą dwoistą energię. Wszyscy znamy świątynnych strażników stojących przed bramami orientalnych świątyń. Strażnik to srogi mężczyzna z nastroszonymi brwiami i nogą podniesioną jak do tańca, trzymający w dłoni pałkę z kwiatów. Hindusi
proponują jako obraz męskości Sziwę, który jest zarówno ascetą, jak i dobrym kochankiem, szaleńcem i mężem. W jednej
z postaci zwanej Bhairava występuje on z długimi kłami,i pod tym względem różni si

Rozdział II PIERWSZY ZŁOTY WŁOS

Można by zapytać:
— Dlaczego nie zatrzymać się w tym miejscu?
Mamy oto młodego człowieka, który wykradł klucz spod matczynej poduszki. Uciekł od rodziców i pozostaje w kontakcie z Dzikusem, a poprzez niego z puszczą. Podobnie jak Huck Finn wyruszył on „w dół Missisipi” na tratwie z towarzyszem należącym do innego świata. Skoro jednak nasza historia opowiada o inicjacji, wiemy, że będziemy musieli mieć do czynienia ze skaleczeniami, łamaniem kości, przekłuwaniem skóry i innymi podobnymi próbami. Stanowią one nieodłączną część wtajemniczenia.
Mircea Eliade opowiadając o praktykach inicjacyjnych w kulturach całego świata: pisze, że inicjacja chłopców rozpoczyna się od dwóch wydarzeń: pierwsze to wyraźne zerwanie z rodzicami, po którym nowicjusz udaje się do lasu, puszczy lub na pustynię; drugie to skaleczenie czynione chłopcu przez starych mężczyzn, które może polegać na nacięciu skóry nożem, wytarzaniu w pokrzywach, wybiciu zęba. Nie wolno jednak sądzić, że te obrażenia są zadawane pod wpływem jakiegoś sadystycznego impulsu. W większości kultur osoby dokonujące inicjacji dbają o to, by skaleczenia nie powodowały zbędnego bólu, a budziły skojarzenia właściwe danej kulturowej siatce znaczeń. Odpowiedniego przykładu dostarcza inicjacyjna praktyka australijskich aborygenów.
Po zebraniu grupy młodych chłopców starcy opowiadają im historię pierwszego człowieka imieniem Darwalla. Chłopcy słuchają w przejęciu tej opowieści o australijskim Adamie. Okazuje się, że Darwalla siedzi na pobliskim drzewie. Kiedy chłopcy starają się go dojrzeć, podchodzi do nich jeden ze starców i wybija każdemu po zębie. Wówczas inni starcy przypominają chłopcom, że coś podobnego przydarzyło się Darwalli. On także stracił ząb. Przez resztę życia puste miejsce po zębie będzie się kojarzyć chłopcom z naocznym kontaktem z Darwalla. Większość z nas chętnie oddałaby ząb w zamian za naoczny kontakt z Adamem.
Porą tradycyjnie wybieraną na początek inicjacji jest początek okresu dojrzewania, a wszyscy pamiętamy, jak wiele skaleczeń otrzymaliśmy w tym wieku. Dojrzewanie to dla chłopców okres pełen niebezpieczeństw, a narażanie się na te niebezpieczeństwa wyraża zarazem tęsknotę za inicjacją.
Liczba obrażeń odniesionych przez typowego mężczyznę jest zdumiewająca. Przekonałem się o tym pewnego dnia w San Francisco, kiedy to w dużej sali zebrało się kilkuset mężczyzn. Jeden z wykładowców, Doug van Koss, przyniósł dwa bądź trzy tysiące pasków czerwonego materiału i poprosił, aby każdy z mężczyzn przypiął lub zawiązał czerwoną wstążkę na każdej części ciała poszkodowanej w jakiś sposób, zaznaczając ślad czy po ciętej ranie, czy po złamanej kości, czy po ciosie nożem itd.
Wielu mężczyzn potrzebowało dziesięciu lub więcej wstą: żek. U niektórych cała prawa strona ciała, od głowy po kostki u nóg, lśniła czerwienią; u innych czerwień niemal zakrywała głowę; u jeszcze innych — zarówno ręce, jak i nogi. Po zakończeniu ćwiczenia sala przekształciła się w morze czerwieni.

Jest coś takiego w dorosłym mężczyźnie, co pragnie ryzyka, szuka niebezpieczeństwa, posuwa się aż na skraj — nawet na skraj śmierci.
Wracając więc do naszej historii, palec chłopca symbolizuje , rany, jakie każdy z nas odnosi, próbując wypuścić Dzikusa z klatki. Nie pochodzą one od starców. Zadaliśmy je sobie sami. Bez względu na to czy to starcy nacinają nam skórę muszlą, czy pokrywają ją bolesnym tatuażem, czy też robimy to sami — szramy reprezentują ranę istniejącą już poprzednio, jakiś brakujący ząb, po którym lukę wyczuwaliśmy już
językiem. Skaleczony palec z naszej opowieści oznacza ranę, jaką większość młodych ludzi w naszej kulturze już odniosła. Wracajmy jednak do przerwanego wątku.

Opowieść: dzień pierwszy w stawie
Kiedy Dzikus dotarł znowu do lasu, zdjął chłopca z ramion, postawił go na ziemi i rzekł:
— Nigdy już nie ujrzysz ani matki, ani ojca, ale za
to zostaniesz ze mną, bo uwolniłeś mnie, a ja czuję dla
ciebie litość. Jeżeli będziesz robił to, co ci każę, wszystko
będzie w porządku. Mam dużo złota i skarbów,
więcej niż ktokolwiek na świecie.
Dzikus przygotował łoże z mchu, na którym chłopiec mógł spać, a rankiem zabrał go do źródła.
— Czy widzisz to złote źródło? Jest czyste jak kryształ
i pełne światła. Chcę, żebyś usiadł przy nim i pilnował,
aby nic do niego nie wpadło. Jeśli bowiem tak
się stanie, źródło zostanie skażone. Będę tu powracał
każdego wieczoru, żeby sprawdzać, czy posłuchałeś mojego rozkazu.
Chłopiec usiadł na brzegu źródła. Raz po raz mignęła mu przed oczyma złota ryba czy złoty wąż. Uważał, aby nic nie wpadło do wody. Siedząc czuł jednak taki ból w palcu, że odruchowo zanurzył go w wodzie. Wyjął go natychmiast, ale było już za późno: palec zrobił się ” złoty i bez względu na to, jak mocno go szorował, nie chciał zmienić barwy.
Żelazny Jan powrócił tego wieczoru i zapytał:
— Czy dzisiaj zdarzyło się coś ze źródłem?
Chłopiec chowając palec za plecami, aby Żelazny Jan
go nie zobaczył, odrzekł:
— Nie, nic nie zaszło.
— Aha] Zamoczyłeś palec w źródle! — Żelazny Jan
na to. — Puścimy to w niepamięć tym razem, ale nie
pozwól, by się to stało znowu.

Za chwilę pomówimy o złocie przywierającym do koniuszka palca, ale na razie pozostaniemy trochę dłużej przy skaleczeniu. Bolało ono tak bardzo, że chłopiec bezwiednie wsadził palec do źródła. Do tego w zasadzie ogranicza się nasza historia. Jeśli mamy przeżywać tę historię, a nie jedynie ją śledzić, musimy zadać sobie pytanie:
— Jaka rana boli nas tak mocno, że musimy zamoczyć ją
w wodzie?
Inicjacja młodych mężczyzn oznacza zatem dopomożenie im w przypomnieniu sobie rany, przez którą rozumiemy rany duszy, czyli obrażenia emocjonalnego ciała. Niekiedy po to istnieją zewnętrzne blizny, by przypominać nam o bliznach wewnętrznych.
Wymieńmy niektóre wewnętrzne obrażenia, podobnie jak wcześniej wyliczyliśmy kilka obrażeń zewnętrznych. Raną jest nieotrzymanie błogosławieństwa od własnego ojca.

Robert Moore powiedział:
Jeśli jest się młodym mężczyzną i nie otrzymuje się
wyrazów uznania od starszego mężczyzny, to boli.

Od jak wielu mężczyzn słyszałem następujące słowa:
— Czekałem dwa dni przy łożu umierającego ojca pragnąc, by powiedział wreszcie, że mnie kocha.
— No i co?
— Nie powiedział tego.
Odnosi się rany, nie widując ojca w dzieciństwie, nie przebywając z nim, mając odległego ojca, ojca nieobecnego, ojca maniaka na punkcie pracy. Jeśli ma się ojca krytycznego i surowego, to tak, jakby się było jednym z synów Kronosa, których Kronos zjadł. Cios w takiej lub innej formie, nadchodzi zwykle od ojca.

Michael Meade natrafił na afrykańską opowieść, w której ojciec myśliwy pewnego dnia zabiera syna na polowanie.
Zabiwszy małego szczura, daje go synowi, żeby go trzymał. Syn, jak powiada opowieść, sądząc, że taki łup jest nic niewart, wyrzucił go w krzaki. Tego dnia nie nadarzyła się już żadna inna zwierzyna i o zmierzchu ojciec prosi syna o szczura, aby mogli go upiec i zjeść na kolację. Chłopiec odpowiada ojcu:
— Wyrzuciłem go w krzaki.
Wówczas, zgodnie z opowieścią, ojciec wziął siekierę i uderzył nią syna; ten stracił przytomność, a ojciec pozostawił go tam, gdzie upadł.

Mężczyźni wysłuchujący tej historii wiedzą ze zdumiewającą dokładnością, gdzie padł-cios siekiery. Zdaniem jednego siekiera trafiła w lewą stronę głowy. Drugi powiada, że siekiera uderzyła chłopca w pierś. Trzeci, że w ramię. Czwarty, że prosto w środek czaszki. Piąty, że w brzuch. Szósty, że w pachwinę itd. itd. Prawie każdy mężczyzna przypomina sobie moment ciosu. Tak więc to zdarzenie należy do symboliki stosunków: ojciec-syn. Ojciec zadaje uderzenie, a syn je otrzymuje. Zranienie to chłopiec będzie pamiętał przez lata.

A cóż o ciosach pochodzących od matki?
— Wiesz, że jesteś bardzo delikatny; nie powinieneś się bawić z tymi chłopcami.
— Jak mogłeś zabić takiego ślicznego ptaszka?
— Jeśli nie przestaniesz tak się zachowywać, oddam cię
do domu poprawczego! No i jak ci się to podoba?
— Nie mieścisz się już w tych spodniach.
— No a teraz zachowujesz się jak twój ojciec.

Ojciec zadaje demonstracyjne i nie do zapomnienia uderzenie siekierą, potrącające o morderstwo; niejedna matka dąży do tego, by jej syn przeszedł chrzest hańby. Wylewa wiadro za wiadrem hańby na jego głowę, by dopiąć swego.

Pewien mężczyzna powiedział:
— Moja matka ma trójnożną manię — nieprzeparty im
puls, by kopać wszystko, co ma trzy nogi.
W niektórych przypadkach tego rodzaju poniżanie powoduje długotrwałe, nie gojące się rany. Grecy w drodze na wojnę trojańską pozostawili Filokteta na wyspie, ponieważ jego rana wydawała przykrą woń. Byli zmuszeni później wrócić po niego, kiedy wyrocznia orzekła, że uratowanie go to jedyny sposób wygrania wojny. Ranny człowiek wie coś, czyli coś znaczy.
Policzkowanie, wymysły, złorzeczenia — zadają rany. Ranią one poczucie własnej godności i dostojeństwa, podrywają, zapał i pewność siebie, pozostawiają sińce na duszy, poniżają ciało. Hańbią, krzywdzą i szkodzą.
Jeżeli zostało się okłamanym przez starszych — to tak, jakby złamali ci nogę. Kiedy młodzi ludzie przybyli do Wietnamu, stwierdzili, że zostali oszukani, doznali niezmiernie głębokiego urazu.
Nigdy nie zostać wprowadzonym w męski świat przez starszych mężczyzn — to tak, jakby odnieść ranę w pierś. 

Naczelnik policji z Detroit zauważył, że aresztowani przezeń młodzi ludzie nie tylko nie mają w domu żadnego odpowiedzialnego starszego mężczyzny, ale nigdy się z takim nie zetknęli. 
W przypadku gangu, jak zwrócił uwagę Michael Meade, mamy do czynienia z puszczonymi samopas młodymi ludźmi, którzy nie mają żadnej styczności ze starszymi. Członkowie gangu podejmują beznadziejne wysiłki, aby nauczyć się odwagi, rodzinnej lojalności i dyscypliny od siebie nawzajem. Może się to powieść w niektórych przypadkach, ale większość członków gangu nie odnosi na tej drodze sukcesu.
Sądząc na podstawie męskich zwyczajów, na Nowej Gwinei, w Kenii, północnej Afryce, wśród Pigmejów czy Zulu, w kulturze arabskiej i perskiej zabarwionej wpływem sufi-zmu — mężczyźni współżyli ze sobą w braterskich i emocjonalnych związkach od setek tysięcy lat.

Współczesne życie zawodowe dopuszcza jedynie stosunki oparte na rywalizacji, wyzwalające tylko emocje w rodzaju niepokoju, napięcia, poczucia osamotnienia, lęku, chęci prześcignięcia rywala. Cóż robią mężczyźni po pracy? Zbierają się w barze, by wieść małe rozmówki przy małym piwie; efemeryczne więzi wytwarzające się między uczestnikami takich pogaduszek rozpadają się na widok pierwszej kobiety, która przejdzie obok nich albo potrąci któregoś. Brak duchowego związku z innymi mężczyznami to być może najcięższa ze wszystkich ran.

Wszystkie te obrażenia odnosimy niezależnie od tego, czy poważamy naszych rodziców, czy też ich nie szanujemy; czy jesteśmy dobrzy, czy źli.Większość z nich daje się określić jako zamach na nasze poczucie wielkości. Jako małe dziecko, każdy z nas ma poczucie, że jest bogiem. Na taką możliwość wskazywało już królewskie życie w łonie matki, a jeśli ktokolwiek, już po naszym przyjściu na świat, stara się nam wytłumaczyć, że nie jesteśmy bogiem — nie słuchamy tego. To wczesne poczucie naszej boskości moglibyśmy nazwać „dziecięcą wielkością”, którą trzeba odróżnić od tkwiącej
w nas także „prawdziwej wielkości”. W każdym razie w wieku dojrzewania mamy w sobie jeszcze tyle dziecięcej wielkości, by nam się wydawało, że możemy, decydować, czy szczur jest na tyle duży, by go zatrzymać. Kiedy zatem ojciec uderza nas siekierą i zostawia na ziemi, trudno nam pogodzić nasz stan — rannego, leżącego na ziemi — z naszymi wyobrażeniami o królewskiej godności.
Wszelkie obrażenia stanowią zagrożenie dla naszego poczucia królewskości. Ciosy zadawane naszej ambicji: — Co ty sobie myślisz, że kim jesteś? Jesteś takim samym zasmarkanym bachorem jak cała reszta — są niczym uderzenia w żołądek królewicza. A przecież z nami jest zawsze coś nie w porządku. 

Jeden chłopiec uważa, że jest za chudy,, inny — że za mały, jeszcze inny jąka się albo utyka. Jeden chłopiec jest zbyt nieśmiały, inny nie jest atletycznie zbudowany albo nie umie tańczyć czy też ma brzydką cerę. Jeszcze inny ma duże uszy albo znamię, jest tępy, nie umie trafić w piłkę itd. Zwykle rozwiązujemy nasz problem, nadymając się jeszcze bardziej. Wystarczy lekkie samowywyższenie, by znaleźć się ponad tym wszystkim.

Może być, że pewna autoidealizacja jest potrzebna w każdym wieku ze względu na funkcje ochronne, jakie pełni. Alice
Miller twierdzi, że kiedy dziecko styka się ze strony rodziców z okrucieństwem i brutalnością, które trudno mu pojąć, może
ono obrać drogę albo w górę, albo w dół. W pierwszym przy
padku wznosimy się ponad ranę i wstyd. Zbieramy dobre stopnie, zostajemy dyżurnym wesołkiem rodziny, stajemy się kimś w rodzaju lekarza swojego własnego cierpienia. Coś potężnego unosi nas wzwyż. Jesteśmy może weseli, ale niezbyt
ludzcy.
Obierając drogę w dół, zanurzamy się w głąb rany i poniżenia. Będąc bliżsi ranie niż ci, którzy weszli na drogę wzwyż, nie stajemy się przez to bardziej ludzcy. Ofiara to także na swój sposób osoba dostojna. Ofiara przyjmuje swoją cierniową koronę, staje się królewiczem czy królewną w inny sposób. Drogę tę obierają niekiedy mężczyźni pozbawieni ojca.

Każdy z nas wkracza na obie te drogi: jedną od święta i niedzieli, drugą w dni powszednie. Niektórzy obierają trzecią drogę: drogę bezwładu, zautomatyzowanego zachowania, narzuconego sobie odrętwienia — pustki w środku, braku uczuć i emocji, życia tępego robota.

Dawne praktyki inicjacyjne zmodyfikowały wszystkie z tych reakcji, jako że przynoszą one nowe skaleczenia lub zadają z premedytacją,obrażenia na tyle dotkliwe i wyraźne, choć drobne — że przywodzące młodemu człowiekowi na pamięć jego rany wewnętrzne. Inicjacja poucza następnie młodego człowieka, co ma począć ze swoimi obrażeniami, zarówno starymi, jak i nowymi.
Zaraz po wprowadzeniu chłopców w świat mężczyzn starcy opowiadają im różne historie. W braku opowieści nie można zapanować nad raną. Albo wznosimy się ponad nią tak wysoko, że nie możemy jej dosięgnąć, albo też sami stajemy się raną, przygnieceni czymś tak potężnym, że widzimy jedynie ziemię pod nami.
Przyjmując zatem skaleczony palec chłopca za symbol rozmaitych obrażeń wieku dziecięcego, powróćmy do naszej opowieści, próbując przedstawić sobie, jak doszło do owego skaleczenia. Doznaliśmy zranienia, gdy próbowaliśmy wypuścić z klatki Dzikusa, reprezentującego tu naszą błyskotliwość, szczodrość, dzikość, wielkość i spontaniczność.

W naszym życiu, rodzinnym możemy wznieść się ponad wstyd z powodu ojca alkoholika, dodając potajemnie paliwa do naszej rakiety, odrywając się od rodziny i wzbijając w górę w tak zasilonej rakiecie. Możemy też ulec owemu poniżeniu, utożsamić się bez reszty z pełnym wstydu dzieckiem i nikim więcej, żyć w ukrywanej pogardzie dla samego siebie, utracić swojego króla i zostać niewolnikiem. Stawanie się niewolnikiem może być nawet przyjemne. Stan zniewolenia może nam potem wejść w nałóg i wtedy nigdy nie będziemy już panami własnego losu, dalej brnąc w hańbę i poniżenie.

Stan odurzenia jest najszybciej rozwijającym się stanem w USA, znacznie szybciej niż Kalifornia czy Hawaje. W ten sposób, odnosząc się do rany od siekiery, mówimy jakby:
— Ja jestem tym dzieckiem.
Jak wiemy z Wieków dzieciństwa Philippe’a Ariesa4, do XIX wieku nie było specjalnych ubiorów dla dzieci. W średniowieczu i później dziecko jakby mówiło:
— Jestem miniaturą dorosłego — i nosiło ubrania podobne do ubrań dorosłych.
Praktyka ta nie była pozbawiona wad, ale jej odwrócenie okazało się katastrofalne w skutkach. Kiedy ludzie utożsamiają się ze swoim zranionym dzieckiem, albo pozostają dziećmi — oznacza to koniec całej kultury. Ciąże nastolatek pouczają nas, że dzieci nie potrafią matkować ani ojcować własnym dzieciom. Sposób życia ludzi ma destruktywne skutki dla bliskiej rodziny i dalszego otoczenia. Wszyscy jesteśmy na oddziale nagłych wypadków.
Przywrócenie inicjacji w takiej czy innej formie jest kulturze niezbędne. Stany Zjednoczone od 1950 roku chylą się wyraźnie ku upadkowi, i uważam, że jeśli nie znajdziemy trzeciej drogi, leżącej między dwiema wymienionymi wcześniej, proces ten będzie trwał nadal. Mamy drogę wzwyż — obieraną przez specjalistów od obligacji-śmieci, kombinatorów i posiadaczy prywatnych samolotów; i mamy też drogę w dół — obieraną przez niektórych nieuleczalnych alkoholików, samotne matki żyjące poniżej granicy ubóstwa, narkomanów oraz mężczyzn pozbawionych ojca.

Wzniesienie się do stanu podniecenia i ekstazy także nie przyniesie nam klucza. Pozostaje on ukryty.
Przedwczesna ekstaza, czyli zintensyfikowana ekscytacja, może stanowić, jak zauważył James Hillman, po prostu jeszcze jeden sposób Wielkiej Matki na uniemożliwienie mężczyźnie rozwinięcia w sobie poczucia dyscypliny. Gdy klucz pozostaje pod poduszką matki, prędzej czy później wylądujemy na leczeniu. Psychologowie i terapeuci będą się starać, aby nas wyzwolić, ale to my sami im w tym przeszkadzamy, wpychając klucz pod ich poduszkę, kiedy nie patrzą.

Przypuśćmy, że udało nam się skraść klucz spod poduszki matki i uśmierzyć ból palca. No i co dalej? Czy odejdziemy wraz z Dzikusem w tym momencie? Pewnie nie. Potrafimy spędzić dziesięć lat, bolejąc nad skaleczonym palcem, winiąc za to rodziców i starsze pokolenie. Zaskarżymy Dzikusa o to, że klucz jest zardzewiały, a naszą matkę o to, że nie potrafiła lepiej chronić swojego klucza. Opowieść o Dzikusie urywa się nagle, kiedy tylko uznamy siebie za Dzikusa (droga wzwyż) lub za tyranizowane, bezsilne dziecko (droga w dół).
Obligacje-śmiecie czy odpadki to nowy typ spekulacyjnego papieru wartościowego o wysokim ryzyku, wymyślony przez Michaela Milkena, który dorobił się na nich, przy użyciu nieuczciwych sposobów, fortuny (przyp. tłum.).
Ludzie szczerze wierzący w swoją infantylną wspaniałość — makler z Wall Street, harfista Nowej Ery — po cóż mieliby oni odchodzić z Dzikusem? Wydaje im się, że już są Dzikusem — w ekstrawagancji nie mają sobie równych; to oni potrafią nie spać całą noc, bawiąc się swoimi komputerami albo przez cztery dni nie pomyśleć niczego brzydkiego.

Niewielu amerykańskich mężczyzn ostatnich dziesięcioleci potrafiło uczynić właściwy użytek z klucza. Jeśli mężczyźnie wydaje się, że jest Dzikusem albo gnębionym dzieckiem, przyjęcie mentora jest wykluczone. Każdy z nas powinien zapytać samego siebie: czy jest ktoś taki, kogo znamy lub o kim słyszeliśmy, kto posiada prawdziwą wielkość? Jeśli odpowiedź jest pozytywna, powinniśmy odejść z tym kimś.
Należy zdać sobie sprawę, że Dzikus nie znajduje się w naszym wnętrzu. Z naszej opowieści wynika, iż Dzikus to istota, która może istnieć i rozwijać się przez całe stulecia niezależnie od ludzkiej psychiki. W kategoriach świata ludzi można by go przyrównać do mentora, który będzie wszak żył i rósł bez względu na to, czy przyjmie nas za ucznia, czy nie przyjmie.
Dawny zwyczaj inicjacji — ciągle obecny w naszej strukturze genetycznej — przedstawia sobą trzecią drogę, biegnącą pomiędzy maturalnymi drogami ekscytacji szaleńca oraz ekscytacji ofiary. Pojawia się postać mentora, czyli „męskiej matki”. Tuż za nim stoi istota będąca wcieleniem bezosobowej siły, tzn. — w naszej opowieści — Dzikus, czyli Żelazny Jan.
Młody człowiek bada swoją ranę — ojcowską, macierzyńską czy hańbiącą — albo doświadcza jej w obecności tej autonomicznej, bezczasowej mitologicznej istoty, przewodnika inicjacji.
Jeżeli młody człowiek skradnie klucz i wejdzie na ramiona tej istoty, wydarzą się trzy rzeczy. Po pierwsze, rana nie będzie już nieszczęściem, lecz darem. Po drugie, pojawi się — czymkolwiek by ona była — święta czy cudowna woda. Wreszcie — ciało mężczyzny- wchłonie w jakiś sposób energię słoneczną. Powtórzmy tę część baśni.

Kiedy Dzikus dotarł znowu do lasu, zdjął chłopca z ramion, postawił go na ziemi i rzekł:
— Nigdy już nie ujrzysz ani matki, ani ojca, ale za
to zostaniesz ze mną, bo uwolniłeś mnie, a ja czuję dla
ciebie litość. Jeżeli będziesz robił to, co ci każę, wszystko
będzie w porządku. Mam dużo złota i skarbów,
więcej niż ktokolwiek na świecie.
Dzikus przygotował łoże z mchu, na którym chłopiec mógł spać, a rankiem zabrał go do źródła.
— Czy widzisz to złote źródło? Jest czyste jak kry
ształ i pełne światła. Chcę, żebyś usiadł przy nim i pilnował, aby nic do niego nie wpadło. Jeśli bowiem tak
się stanie, źródło, zostanie skażone. Będę tu powracał
każdego wieczoru, żeby sprawdzać, czy posłuchałeś mojego rozkazu.
Chłopiec usiadł na brzegu źródła. Raz po raz mignęła mu przed oczyma złota ryba czy złoty wąż. Uważał, aby nic nie wpadło do wody. Siedząc czuł jednak taki ból w palcu, że odruchowo zanurzył go w wodzie. Wyjął go natychmiast, ale było już za późno: palec zrobił się złoty i bez względu na to, jak mocno go szorował, nie chciał zmienić barwy.
Żelazny Jan powrócił tego wieczoru i zapytał:
— Czy dzisiaj zdarzyło się coś ze źródłem?
Chłopiec chowając palec za plecami, aby Żelazny Jan
go nie zobaczył, odrzekł:
— Nie, nic nie zaszło.
— Aha! Zamoczyłeś palec w źródle! — Żelazny Jan
na to. — Puścimy to w niepamięć tym razem, ale nie
pozwól, by się to stało znowu.

Dzikus zabiera chłopca nad święte źródło, nad wodę. Zwróćmy uwagę na pływające w tej wodzie złote ryby i złote węże. W kategoriach mitologicznych mamy tu do czynienia z prastarym świętym źródłem strzeżonym przez Dzikusa, a niekiedy także przez Dzikuskę. Według mitów celtyckich, w razie jakiegokolwiek skażenia tego -źródła nastąpi zagłada wszystkiego na ziemi. Woda jest więc ważnym miejscem. Jest to tradycyjne miejsce dumań Dzikusa, a z Vita Merlini wiemy, że również Merlin wiódł tam swoje medytacje, kiedy ogarnęło go szaleństwo.
U źródła zwykli ludzie czerpali natchnienie, pokarm dla ducha, mądrość. Przez całe wieki podróżnicy pożywiali się u świętego źródła w Logres. W źródle Connla pływał olbrzymi święty łosoś; oczekując aż ze zwisających nad wodą drzew opadną raz na rok orzechy natchnionego szaleństwa.
Z psychologicznego punktu widzenia można tu mówić o wodzie życia duchowego, wodzie życia duszy, dostępnej wszakże jedynie dla tych, którzy są gotowi w nią wstąpić. Mircea Eliade pisze o męskiej inicjacji:

„Inicjacja pokwitania stanowi przede wszystkim objawienie świętości… przed inicjacją [chłopcy] nie żyją całą pełnią ludzkiej egzystencji właśnie dlatego, że nie uczestniczą jeszcze w życiu religijnym”.

Religia nie oznacza tu doktryny, pobożności, ortodoksji, wiary, przekonania czy poświęcenia swego życia Bogu. Oznacza ona wolę bycia rybą w świętej wodzie, którą łowić będzie Dionizos lub inni rybacy. Wolę pochylenia głowy i wsłuchania się we własne sny, wolę cichego życia na uboczu, modlenie się w klozecie, pokorę, gotowość przełykania gorzkich pigułek tak często i tak naturalnie, jak ryba połyka wodę. Religia to być zarazem rybakiem i rybą, nie być rybą, lecz zwyciężyć ją. Być rybą, znaczy coś robić; nie zajmować się samochodami czy piłką nożną, lecz duszą.
Ludzie pracujący w ciągu ostatnich dziesięciu lat wśród rodzin alkoholików używają często słowa „wyparcie„.
Jest to dobre słowo. Wyparcie oznacza amnezję, złą pamięć, zapomnienie.
Zhańbione dziecko ogarnia morze zapomnienia. Dziewczynka zostaje wykorzystana seksualnie w wieku lat czterech i zapomina o tym zdarzeniu na całe trzydzieści cztery lata — a za niepamięć nikt nikogo nie potępiaWyparcie oznacza wpadnięcie w trans; żyjemy w transie przez całe lata.
W Kruku (baśń braci Grimm) dziewczynka zamienia się w kruka, kiedy jej matka beszta ją, i tak zaczarowana pozostaje przez całe lata; w baśni O sześciu łabędziach sześciu chłopców zmienia się w łabędzie, gdy ojciec, wskutek swego tchórzostwa, wpuszcza do domu złe moce, i chłopcy także pozostają zaczarowani na długo.
Napisałem wiersz Pięćdziesięciu mężczyzn siedzących razem dotyczący młodego człowieka, który ma właśnie zapaść w trans:
Czekając na powrót
męża pijaka
kobieta krząta się w kuchni po omacku,
gdyż nie zapaliła lampy,
by zaoszczędzić naftę.
Potem stawia przed nim
talerz w milczeniu.
A jak postępuje syn?
Odwraca oczy,
traci odwagę,
ucieka z domu, by polować na dzikie
zwierzęta, nocuje w norach
i szałasach, żywi się przestrzenią i ciszą;
wyrastają mu skrzydła, wstępuje w spiralę i wznosi się.

Kiedy mentor przyprowadza nas do źródła, czar opada. Sama przez się woda Dzikusa nie leczy rany, która doprowadziła do ucieczki czy wzlotu; daje ona jednak siłę tej części naszej osobowości, która chce walczyć dalej o to, by zyskać odwagę i być ludzkim.
Kiedy Żelazny Jan zabiera chłopca nad wodę, w pewien
sposób energia słońca przenika do ciała młodego człowieka.

Baśń ujmuje to następująco:
Odruchowo zanurzył palec w wodzie. Wyjął go natychmiast, ale było już za późno: palec zrobił się złoty.
Na całym świecie złoto symbolizuje blask słońca, królewską władzę, samorodne promieniowanie, wolność od rozkładu, nieśmiertelność, duchowe światło. Takie właśnie złoto znalazło się na palcu chłopca. Aranżując niespodziankę złotego koniuszka palca, Dzikus, występując tu jako duchowy przewodnik, udziela pewnej obietnicy. Owa obietnica to, jak moglibyśmy powiedzieć, ponowne odkrycie złota, które tkwiło w nas już wcześniej. Nie jest tak, że mozolnie, ciężką pracą w szkole gromadzimy zbiornik energii słonecznej w duchowym magazynie. Złoto było w nas już wtedy, gdy znajdowaliśmy się w matczynym łonie.
Dziecko rodzi się, by użyć słów Wordswortha, „prowadząc obłoki chwały”. Dziecko jest dziedzicem tysiącleci pracy ducha i wyobraźni. Kabir powiada:
Przeczuwamy, że istnieje pewien duch,
który kocha ptaki i zwierzęta, i mrówki. Być może ten sam, który obdarzył ciebie
jasnością jeszcze w matczynym łonie. Czy jest logiczne, ażebyś teraz odszedł
tak ze wszystkiego osierocony? Przecież to ty sam odwróciłeś się
od ludzi, by podążyć samotnie w mrok.

Ze słynnego papirusu opisującego proces mumifikacji wiadomo, iż egipscy kapłani pokrywali złotem końce palców zmarłych. Czyniąc to, wypowiadali następujące słowa:
– Złoto, które należy do Horusa, pojawia się oto na twoich palcach i czyni cię nieśmiertelnym(ą).
Obraz złotego koniuszka palca z naszej opowieści jest więc bardzo stary: pochodzi z II lub III stulecia p.n.e. Zamiast jednak egipskich świątyń z posągami bogów z litego złota mamy złote ryby i węże pływające w źródle.
Życie Greków i Rzymian dostarcza nam jeszcze jednego faktu ułatwiającego uchwycenie uniwersalnego znaczenia złota. Rzymianie wierzyli, że każda istota ludzka ma w sobie anioła czy demona („daimoniona”) dziedziczonego w ramach danego rodu i stanowiącego zarodek indywidualnego szczęścia danej osoby. Nazywali oni ów zarodek, iskrę czy szczęśliwą gwiazdę „geniuszem” w przypadku mężczyzn i junoną” u kobiet.
Rzymianie przedstawiali „daimoniona” jako przewodnika na wpół człowieka, na wpół boga, posłańca ze świętego świata, pewnego rodzaju anioła stróża czy też „białego cienia”, żeby użyć wyrażenia norweskiego poety Rolfa Jacobseha. Zwróćmy uwagę, że złoto pojawia się na tym samym palcu, który odważnie podjął się otwarcia klatki Dzikusa; los chłopca jest więc ściśle związany z użytkiem, jaki zrobił on z klucza.

Tyle na temat złota w mitologii. Czym jest natomiast złoto na palcu z psychologicznego punktu widzenia? W jakich sytuacjach życia codziennego palec pokryje się złotem?
Baśń mówi, że przebywając w towarzystwie mentora albo
Dzikusa zostaniemy naprowadzeni na ślad naszego wewnę
trznego geniusza.
Zdarza się czasem, że kochankowie uprawiają miłość w pokoju, w którym przebywa Dzikus albo Dzikuska; jeśli to akurat nam się przydarzy — poczujemy, jak wybrane komórki naszego ciała, które do tej pory uważaliśmy za ołowiane, zmieniają się w złote. Kochankowie i święci czują, że koniuszki ich palców są złote; przez całe dni lub całe miesiące mogą oni mieć wewnętrzne poczucie wolności od zwykłych ograniczeń.
Artysta odczuwa szczególne napięcie, pracując nad dziełem sztuki: wierszem, obrazem czy rzeźbą; można by powiedzieć, że w jego pracowni znajduje się święte źródło, a artysta staje się zdolny do myśli i odczuć znacznie bardziej szalonych niż te, których doznaje w swoich zwykłych szarych dniach. Palce trzymające pióro lub pędzel stają się złotem i oto nagle widzimy zdumiewające obrazy i uświadamiamy sobie, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy.
Dzikus oznacza tu niewidzialną obecność, towarzystwo przodków i wielkich, już nieżyjących artystów. Wiersz uwieczniający ekstazę miłości czy medytacji stanowi w rzeczywistości pomysłowy sposób utrwalenia w pamięci momentu, w którym koniuszek palca przeobraża się w złoto.
Młoda biegaczka przerywa linię mety w obecności swego trenera; końce jej palców u nóg są złote. Fizyk pracujący ze swym mistrzem w Princeton wypisuje niespodziewanie równania na tablicy swoją złotą kredą. Dobrzy ogrodnicy mają kciuki złote, nie zielone; niekiedy też mistrz czy nauczyciel, siedząc ze studentem, sam nurkuję w wody duszy i wynurza się już złotousty.
Moim zdaniem można traktować terapię, jeśli jest właściwa, jako czuwanie przy źródle. Każde obmycie skaleczenia wodą ma na nas ożywczy wpływ i daje nam siłę, by posuwać się dalej na naszej drodze. Inicjacja nie oznacza zatem wznoszenia się ponad ranę ani tkwienia w odrętwieniu wewnątrz niej; jej istota polega na tym, by wiedzieć, jak lub kiedy, w obecności mentora, zanurzyć ją w wodzie.
Rana boląca tak bardzo, że musimy mimowolnie zanurzyć ją w wodzie, to prawdziwy dar. Jak chłopiec z naszej historii dowiedziałby się o swoim geniuszu, gdyby nie skaleczył się?
Najwięksi pechowcy to ci, którzy nie mają żadnych skaleczeń (nie należy naturalnie brać tego twierdzenia dosłownie, gdyż
takich osób w gruncie rzeczy nie ma). Mężczyznom wtłacza się do głów w dzieciństwie, że bolące skaleczenie przynosi wstyd. Skaleczenie, które przeszkadza nam dalej się bawić, to dobre dla „baby”. Prawdziwy mężczyzna idzie dalej, nawet z wyprutymi wnętrznościami.
Nauka płynąca z naszej opowieści jest zupełnie odwrotna. Zgodnie z nią: tam, gdzie rana mężczyzny — tam jego geniusz. Gdzież by nie pojawiła się rana w naszej psychice — zadana czy to przez ojca alkoholika, czy przynoszącą wstyd matkę lub ojca, czy to matkę obrzucającą obelgami; wywodząca się czy to z osamotnienia, czy z kalectwa, czy choroby — tam właśnie należy poszukiwać źródeł tego, co będzie naszym największym wkładem na rzecz społeczeństwa.
U źródeł niezwykłego daru, jakim obdarzał ludzkość norweski artysta Edward Munch, leżał z pewnością obezwładniający go lęk. Podobny jest charakter darów zawdzięczanych talentom Franza Kafki, Charlesa Dickensa, Emily Dickinson, Anny Achmatowej, Cesara Vallejo.

Zanim zakończymy tę analizę rany i geniuszu, musimy zadać pytanie: jakiej płci. mogłaby być woda?
Męskiej czy żeńskiej?
Obu płci — choć w naszym stuleciu mało kto potrafiłby szybko udzielić właściwej odpowiedzi.
Stało się coś dziwnego. W naszym społeczeństwie ziemia i wszystkie wody na niej traktowane są jako żeńskie i, przez implikacje, należące do kobiet. Na Zachodzie niebo należy do mężczyzn, a ziemia do kobiet; mówi się o „ojcu niebieskim” i „matce-ziemi”. Wyrażeniom tym nie można nic zarzucić; chodzi raczej o to, że dwa inne zwroty popadły w zapomnienie: niebieska matka i ojciec-ziemia.
Egipcjanie, jak wiemy z relacji Platona, uważali, że Grecy są na poziomie dzieci; oni sami mogli się poszczycić znacznie starszą tradycją mitologiczną i religijną. Znali Ra — pana nieba oraz Izydę — panią ziemi. Innymi wszakże wybitnymi postaciami egipskiego panteonu byli Nut i Geb. Nut, niebieską matkę, malowano na wewnętrznej stronie grobowca, tak że zmarły widział zawsze nad sobą istotę pochylającą się ku niemu z niebios. Na ciele bogini i wokół niego widniały gwiazdy. Jej ręce i stopy dotykały ziemi, a reszta ciała niknęła w niebiosach.
— Wyszedłem z łona matki nagi i nagi będę, powracając do niej — mówili zmarli. — Matka dała i matka odbiera. Niech będzie błogosławione imię matki.

Był też Geb, ojciec-ziemia. Libby i Arthur Colemanowie w swojej książce Ojciec zamieszczają wspaniałe portrety Gęba leżącego plecami na ziemi, z brzuchem i uniesionym fallusem, oboma w kolorze ziemi, sięgającymi ku kobiecie w niebiosach, tęskniącymi do gwiazd. Grecy, a po nich Europejczycy stracili kontakt z kompletem czterech bóstw, zachowując w pamięci tylko dwoje z nich. Kiedy pamięta się tylko dwoje bóstw, płcie polaryzują się i zaczynają się wydawać przeciwstawne. Każda płeć utożsamia się z czym innym; mężczyźni z niebem, kobiety z ziemią. Mężczyźni utożsamiają się z niebem — ogniem, kobiety z ziemią wodą.

Wiele kobiet dzisiaj powiada: Ziemia jest płci żeńskiej.
Pewien mężczyzna powiedział mi, że kiedy słyszy coś podobnego, czuje się, jakby utracił prawo do oddychania. Kiedy zaś mężczyzna powiada: Bóg jest płci męskiej, kobiety czują się, jakby pozbawiono je prawa do modlenia się. Mitologia ma duże znaczenie. Polaryzacja wywodząca się z naszej ułomnej mitologii greckiej zdążyła już wyrządzić ogromne szkody.
Dziś, kiedy mężczyzna lub kobieta śni jezioro, terapeuta przyjmuje, że woda odnosi się do pierwiastka żeńskiego. Tym, którzy znają łacinę, marę (morze) kojarzy się z Marią, a stąd już niedaleko do twierdzenia, że morze jest płci żeńskiej. Ponieważ zaś morze to nieświadomość, nieświadomość jest płci żeńskiej itd.
Opowieść o Żelaznym Janie, jako przedgrecka, nie przeciwstawia sobie ziemi i nieba. Żelazny Jan żyje w wodzie, pod wodą, ale w równym stopniu na lądzie; jego dzikość i włochatość to atrybuty ziemi i jej zwierząt. Ani ziemia, ani woda nie są wyłącznie płci żeńskiej lub męskiej.
Starożytni Celtowie mieli męskiego boga zwącego się Dom-mu, czyli Głębia Wód, i jest możliwe, że bóg ten zamieszkiwał źródło, do którego Dzikus przyprowadził chłopca. Ponieważ w wielu mitach celtyckich źródła strzegą zarówno Dzikus, jak i Dzikuska, właściwe będzie stwierdzenie, że jest ono zarówno rodzaju męskiego, jak i żeńskiego.
Woda w systemach symbolicznych nie reprezentuje pierwiastka duchowego czy metafizycznego (dla których lepszymi symbolami są powietrze czy ogień), lecz życie doczesne. Woda należy do królestwa skromnego pochodzenia, do życia ziemskiego, narodzin z łona, zejścia z wiecznego królestwa na wodnistą ziemię, na której przybieramy ciało złożone głównie z wody. Kiedy nasza mitologia otworzy się ponownie, by dopuścić kobiety do nieba — niebios, a mężczyzn do ziemi — wody — wtedy dystans między płciami zmniejszy się. Biali mężczyźni uznają wówczas ochronę Ziemi za coś bardziej naturalnego, tak jak zawsze uważali rdzenni Amerykanie.

Kończąc nasze omówienie pierwszego dnia, musimy nadmienić, że nie wszyscy młodzi mężczyźni wkładający rękę do wody ujrzą, jak koniuszek ich palca pokrywa się złocistą barwą. Analityk Alexander Mitscherlich powtarza sen młodego Niemca, którego kiedyś leczył. Młody mężczyzna z nieprawego łoża, porzucony przez ojca, trzymał się matki, będąc przez nią jednocześnie rozpieszczany i karany. W jego śnie jadący samochodem starzec, który na miejscu głowy miał czaszkę, wjechał prosto na niego. Potem, jak opowiadał:
— Szedłem długo, wszedłem do parku i spostrzegłem kilka złotych rybek pływających w stawie. Na dnie dojrzałem miasto i usłyszałem bijące dzwony. Włożyłem rękę do wody i przestraszyłem się bardzo, bo kiedy usiłowałem ją wyjąć — ujrzałem, że jej nie mam. Uciekłem i widziałem, że ów starzec goni mnie, celując do mnie z pistoletu. Zobaczyłem błysk i straciłem przytomność (Społeczeństwo bez ojca).
Nie pojawia się żaden pozytywny mentor, czyli Żelazny Jan. Zły starzec stara się dwukrotnie zabić bohatera. Staw ze swoimi złotymi rybkami byłby zadziwiająco podobny do źródła z naszej opowieści, gdyby nie fakt, iż zabiera całą rękę młodzieńcowi. Dzisiejsze gangi uliczne pełne są bezrękich chłopców.

Opowieść: dzień drugi
Następnego ranka chłopiec zasiadł znowu przy źródle, pilnie obserwując jego powierzchnię. Palec ciągle go bolał. Przeczesał sobie dłonią włosy i wtedy, na nieszczęście, wypadł mu jeden włos, trafiając do źródła. Sięgnął od razu do wody i wyjął włos, lecz ten zdążył już pokryć się złotem.
Żelazny Jan pojął, co się stało, w chwili kiedy się zjawił.
— Pozwoliłeś, aby włos wpadł do źródła. Tym ra
zem przymknę na to oko, lecz jeśli zdarzy się to po raz
trzeci, źródło zostanie sprofanowane i nie wolno ci już
będzie zostać ze mną.

Moglibyśmy powiedzieć, że tym razem chłopiec uniósł swój skaleczony palec, co niewiele różni się od zanurzenia. Najpierw mężczyzna zanurza swoją ranę, można by rzec, w psychologicznych wodach, by potem wynieść ją w mitologiczną przestrzeń. Wszystkie baśnie o zranionym kowalu, o Królu Rybaku, którego rana się nie goi, uczą nas traktowania swoich ran w bezosobowy sposób. Wiemy też z opowieści szamanów, że ich skaleczenia były bezosobowe. Powinniśmy pomóc naszym ranom opuścić wąskie granice naszego ciała, dźwignąć je w górę, jak uczyli nasi przodkowie, by przebiły dach domu naszych rodziców, wpasowując się (pozornie tak prywatne) w ponadindywidualny, bezosobowy mit.
Mitologia nadaje doniosłość naszym indywidualnym ranom. Wyczuwanie bólu w konkretnym skaleczonym miejscu nadaje skaleczeniu wagę i włączanie go w ramy archaicznego mitu nadaje mu wagę. Bez uświadomienia sobie tego znaczenia życie mężczyzny będzie zawsze niepełnowartościowe prowizoryczne.
W tej części baśni skaleczony palec zostaje skojarzony z włosami. Włosy pokrywają Dzikusa i Dzikuskę, o czym wiemy z wielu źródeł. Motyw włosów stale powraca w naszej opowieści.
Poszukując kulturowych skojarzeń słowa „włosy”odkrywamy przynajmniej cztery tropy.
Pierwszy dotyczy energii seksualnej. Kiedy młoda Rzymianka zostawała westalką, inne kobiety goliły jej rytualnie głowę. Mnisi w średniowieczu mieli wygolone tonsury, a ortodoksyjne Żydówki do dziś dnia noszą peruki, chowając pod nimi własne włosy.
Obfitość włosów u zwierząt w połączeniu z faktem postrzegania przez nas własnej seksualności jako zwierzęcej czyni to skojarzenie nieuniknionym.
Wąsy u mężczyzny mogą symbolizować jego włosy łonowe. Jeden z moich znajomych zapuścił wąsa, kiedy miał koło trzydziestki. Gdy odwiedził matkę pierwszy raz w swojej nowej postaci, ta rozmawiając z nim patrzyła cały czas gdzieś w kąt pokoju, starając się nie spojrzeć mu w twarz. Włosy mogą zatem oznaczać energię seksualną.
Myśliwi tradycyjnie noszą długie włosy, podobnie jak zwierzęta, na które polują. Włosy mogą zatem oznaczać życie zwierzęce w szerokim sensie, szczególnie życie dzikich zwierząt. Wielu chłopców zapala się do łowów, robi sobie łuki i strzały, organizuje wyprawy myśliwskie, poluje na króliki czy ptaki. Nie zawsze kończy się to dobrze. Chłopiec z dumą przynosi do domu zabitego królika czy drozda; tymczasem wiele kobiet uważa (a także niektórzy mężczyźni), że instynkt łowiecki chłopca jest czymś godnym pożałowania i że należy mu go wybić z głowy. Rodzice Nowej Ery pragną na ogół, by chłopiec ominął etap polowań, osiągając od razu stadium etyczne. Problem wiążący się z takim ominięciem polega na tym, że chłopiec przeżywa w mitologicznym sensie całą przeszłość swojego rodu, która obejmuje również długowieczną tradycję polowań, w których, jak można sądzić, znajdowały przyjemność także kobiety tych czasów.
W erze polowań życie uczuciowe, a nawet religijne mężczyzny było zharmonizowane z lasem i równiną; to polowanie na zwierzęta, jak świadczą rysunki w jaskiniach Dordogne, przynosiło mu świadomość Boga, Jeżeli negatywnie nastawiona matka lub ojciec nie pozwalają chłopcu przeżyć doświadczeń tych pierwotnych czasów, nigdy nie dorośnie on do czasów współczesnych. Mając pięćdziesiątkę, będzie wciąż do swego domu w mieście przywoził jelenia na dachu samochodu.
Włosy nasuwają na myśl nie tylko bliskość wobec zwierząt — czy to przez polowanie! czy oswajanie — lecz również wszelkie formy zwierzęcej gorącokrwistości. Węże — zimnokrwiste — nie mają włosów; włosy symbolizują impulsywną i wybuchową naturę właściwą ssakom: łatwe wpadanie w złość (radzi), ognisty temperament, porywczość, popędliwość, żywiołowość, lwią gwałtowność, tygrysie wybuchy zazdrości.
Czy weźmiemy dyrygentów z ich powiewającymi fryzurami, czy urzędników korporacji z ich przystrzyżonymi włosami, czy wrogich wszelkiej ekstrawagancji tradycjonalistów z włosami na jeża — dozwolona długość włosów wskazuje na stopień stłumienia popędów i skrępowania spontaniczności.
Niektórzy ludzie nie odróżniają pociągu do dzikości od pociągu do agresji. W ostatnich czasach separatystyczne skrzydło ruchu feministycznego, w uzasadnionej obawie przed brutalnością, uczyniło wiele, by oduczyć mężczyzn brutalności.
Wreszcie, włosy sugerują nieumiarkowanie. Włochatość Enkidu, babilońskiego Dzikusa, albo bożka Pana, człowieka—kozła wskazuje, że włosy symbolizują wszystko, co odchyla się od drogi złotego środka, co nie mieści się w granicach kultury umiarkowania. Pan nie jest zamknięty za żadnym ogrodzeniem. Obfite i bezwstydne kaskady opadających kobiecych włosów są peanem na cześć braku umiaru.

Blake powiada:
Droga ekscesów wiedzie do pałacu mądrości. Łączy on włosy z ziemią:
Oczy ognia, nozdrza wiatru, usta wody, broda ziemi.
Kiedy zatem chłopiec z naszej opowieści niechcący wyrywa sobie włos, który spada do źródła, zmieniając się w złoto, dowiaduje się on, że: energia seksualna jest dobra; instynkt łowiecki, naturalny u ssaków, jest dobry; zwierzęca pasja, dzikość i niepohamowana żywiołowość są dobre; brak umiaru, przesada i wyrywanie się — w ślad za Panem — z murów zamku są także dobre.
Włosy łączą się również z myślami. Włosy wypadają z głowy w dzień i w nocy, przypominając więc myśli, które pojawiają się nawet w czasie snu. Mimo wyłączenia świadomości w nocy myśli nadal się pojawiają; niektóre z nich zwane są snami.
Wiadomo, że układ hormonalny i trawienny funkcjonują poza wszelką świadomą kontrolą ego.
— Czy potraficie siłą woli podwyższyć swój wzrost o cal?
Wzrost organizmu, uzupełnianie tlenu, oczyszczanie krwi,. zastępowanie komórek — wszystko to zachodzi bez niczyich świadomych zabiegów.
Zdarza się tak wiele,
kiedy nikt nie patrzy, być może dlatego, że nikt nie patrzy…
Statek piratów przybija pod osłoną nocy, baletnica doskonali sztukę tańca w opustoszałym teatrze.
Planeta krąży i krowy z wolna wypełniają pyski źdźbłami traw.

Włosy oznaczają zatem wszystkie te intuicje, które pojawiają się znikąd, napływając niedostrzegalnymi dla nas kanałami. Oto naukowiec natrafia na rozwiązanie* problemu, z którym borykał się bezskutecznie od tygodni. Friedrich Kekulś na przykład zobaczył we śnie stado węży, a jeden z nich pochwycił swój własny ogon. W tym obrazie Kekulś dostrzegł nagle strukturę pierścienia benzenu.
Malującemu artyście jawią się nie te obrazy, które zamierzał uwieczjuć na płótnie, lecz inne, jakie mu nawet przez myśl nie przeszły. U niektórych osób poznawanie obcych dokonuje się w formie obrazów pojawiających się przed oczyma ich duszy, i to pojawiających się szczególnie wtedy, kiedy nie dążą do takiego poznania. U Yeatsa żuraw mówi14:
Gdzieś na pewno pływa pstrąg, A ja mógłbym go złowić, Gdybym naprawdę zapragnął.
Włosy to intuicja. Włosy to obfitość postrzeżeń, myśli, urazów, obrazów, fantazji czekających w pogotowiu, by się pojawić, kiedy tylko myślimy o czymś innym. Marian Woodman przypomniała pewnego dnia sen swej pacjentki, która od dłuższego czasu musiała pracować, pokonując coraz większy opór wewnętrzny. Kobieta ta miała sen, w którym szła przez gęsty i bagnisty las całe dnie czy tygodnie i kiedy sądziła, że dochodzi już do końca lasu, znalazła się nad szeroką i niebezpieczną rzeką. Przygnębiona i zniechęcona natrafiła wzrokiem na zalesioną górę po drugiej stronie rzeki. Ujrzała, że ktoś na zboczu góry wyrąbuje ścieżkę wiodącą ku rzece.
Jeśli człowiek podejmuje działanie, podejmuje działanie i jego dusza. Kiedy włos dotyka wody, dusza pokrywa go złotem. Taka jest już najwidoczniej jej natura. Owa woda źródlana, w której pływają złote węże i ryby, to sama dusza, która nie uczyni nic, jeśli wy nie uczynicie niczego; lecz jeśli wy rozpalicie ogień, ona narąbie drew; jeśli wy zbudujecie łódź, ona stanie się morzem.
Możliwe, że nasze sny są odpowiedzią na określone słowne strzały lub gesty ciała na jawie. Woda odbiera cios czy pocałunek, jako gest skierowany do niej, i odpowiada obrazem czy opowiadaniem, a może i całym snem, tak rozbudowanym jak sen Hamleta. Rainer Maria Rilke pisze:
Moje spojrzenie spoczęło już na słonecznym wzgórzu,
tyle dróg przebyłem od progu swej podróży.
Bo włada nami dziwna moc, nad którą nie mamy władzy,
i oślepia wewnętrzne światło, nawet z oddali,
nawet jeśli nie zdołamy dojść — i odmienia nas,
czyniąc kimś więcej, kimś, kto uzmysławia nam,
czym naprawdę jesteśmy. Gestem zaprasza jeszcze dalej, odpowiadając
naszej własnej fali… Zbliżamy się doń, czując jak wiatr chłoszcze nas po twarzy.

Owa szczodra odpowiedź świętego źródła zależy od dokonania poważnego i zdecydowanego wysiłku przez mężczyznę czy kobietę. W naszej opowieści polegałby on na kradzieży przez chłopca klucza spod poduszki matki, jego decyzji, by wypuścić Dzikusa z klatki i pójść razem z nim, oraz jego
zgody na czuwanie przy źródle i podjęcie wyznaczonych przez Dzikusa zadań.
Można by powiedzieć, że chłopiec nauczył się rozpoznawać różnice między przestrzenią świecką a przestrzenią rytualną. Przestrzeń rytualna zwraca mężczyźnie czy kobiecie pewne wartości, na których przyjęcie są oni przygotowani dzięki samodyscyplinie i wewnętrznemu spokojowi.

Opowieść: dzień trzeci
W trzecim dniu czuwania przy źródle chłopiec podjął silne postanowienie, że bez względu na to, jak by go palec bolał, nie będzie szukał ulgi w wodzie. Czas mijał powoli i chłopiec zaczął przyglądać się odbiciu swojej twarzy w wodzie. Chcąc spojrzeć sobie prosto w oczy, zaczął się coraz silniej pochylać nad lustrem wody. Nagle jego długie włosy opadły mu na czoło i stamtąd do wody. Cofnął głowę, lecz było już za późno: każdy jego włos był pokryty pozłotą świecącą niczym samo słońce. Teraz dopiero chłopiec się przestraszył! Wyjął chustkę i zawiązał ją sobie na głowie, aby ukryć przed Dzikusem to, co się stało. Kiedy jednak pojawił się Żelazny Jan, zorientował się od razu.
— Zdejmij chustkę z głowy — powiedział.
Złote włosy opadły wtedy na ramiona chłopca i było to wymowniejsze niż wszelkie jego słowa.

Chłopiec trzyma teraz ręce za plecami. Nie wyciąga tym razem rąk, lecz wytęża wzrok. Szuka wokół oczyma,, tym pilniej, że wyczuwa w jakiś tajemniczy sposób podniecającą obecność złota nawet w czystej wodzie. Skupia się na swojej twarzy, wreszcie na własnych oczach. Wiadomo, że wstyd często powstrzymuje nas od spojrzenia w oczy innym — lub samemu > sobie. Kiedy wszakże spoglądamy we własne oczy — czy to w lustrze, czy to odbyające się w wodzie — mamy wówczas nieodparte wrażenie, silne i zadziwiające, że ktoś patrzy na nas z drugiej strony.
Rilke napisał o swojej twarzy w lustrze:
Nad brwiami skamielina stanowczości, odziedziczona po nieugiętych przodkach
o wysokim czole. Z oczu bije dziecięca odwaga, choć przetrwała także odrobina żalu i pokory, której nie towarzyszy duma robotnika, lecz uniżoność sługi i kobiety… Ta twarz przywodzi zaledwie sugestię spełnienia. I nigdy się nie rozpogodzi — ani w smutku, ani w rozkoszy; jakby trudziła się
nad wiecznym zadaniem.
A jednak, umęczona trudem wspomnień, przeczuwa, że Ktoś wyznaczył jej dożywotnią pracę.
Doznanie wrażenia, że ktoś patrzy na nas z drugiej strony, jest często niemal objawieniem. Jeśli mieliśmy jakiekolwiek wątpliwości co do istnienia wewnętrznej duszy, porzucamy je natychmiast. Gdy spoglądamy w lustro, z drugiej strony patrzy na nas ktoś badawczym wzrokiem, poważnie i czujnie, nie mając zamiaru nas pocieszać; w oczach patrzących na nas wyczuwamy więcej głębi, niż czujemy zwykle w swoich własnych oczach zajętych patrzeniem na świat. Jakie to dziwne! Któż może tak patrzeć na nas? Dochodzimy do wniosku, że jest to druga część nas samych, połowa, którą zwykle staramy się ukryć, patrząc na innych — i ta ciemniejsza i poważniejsza połowa oddaje nam spojrzenie w rzadkich tylko wypadkach. Antonio Machado powiedział:
Poszukaj swojej obcej połowy, która zawsze będzie z tobą, próbując cię, zwyciężyć.
Osoba wpatrująca się w lustro uzyskuje świadomość swej drugiej połowy, swego cienia czy ukrytego ja”; uświadomienie sobie owego ukrytego ,ja” stanowi właściwy cel wszelkiej inicjacji. Doświadczenie uczy nas, że oczy, które widzimy, nie są po prostu „nasze”, lecz że należą do kogoś innego, niezupełnie odpowiadającego komuś znanemu pod danym nam przez rodziców imieniem Edward, Robert czy Adam.,
Oczy te należą do jakiejś innej istoty, z którą nigdy się nie zetknęliśmy. Juan Ramon Jimenez napisał16:
Nie jestem sobą.
Jestem tym,
Który idzie obok, lecz ja go nie widzę, Tym, kogo chciałbym odwiedzić czasem, Lecz niekiedy zapominam o nim. Tym, co wybacza, pełen słodyczy, kiedy nienawidzę, Tym, co milczy, kiedy mówię, Tym, co przechadza się, kiedy pozostaję w domu, Tym, co przeżyje, kiedy ja umrę.
Ten, kogo widzimy w lustrze, jest kimś skomplikowanym, i spojrzenie, trwające w baśni jedną chwilę* w życiu może ciągnąć się kilka lat. Ktoś odpowiadający nam spojrzeniem to cień człowieka, jego ciemna strona, a jednocześnie jego duchowy bliźniak, jasny cień. Norweski poeta Rolf Jacobsen powiada o nim:
twój biały cień, biały cień, z którym próbujesz walczyć, lecz zawsze będzie z tobą.
Gnostycy mówili wiele na temat bliźniaka, który miałby oddzielać się od nas w chwili narodzin. Nasz bliźniak zachowuje duchową wiedzę przekazaną nam przed urodzeniem. Nasz bliźniak (czy bliźniaczka), pojawiając się ponownie w naszej psychice, domaga się od nas powagi i głębi.
Jakiemuś dorosłemu, na przykład, mogłoby się przyśnić, że nieznajomy wchodzi do jego mieszkania, przesuwa meble, zabiera klejnot lub pozostawia mu inny klejnot. Pewien mój znajomy, oddając się kiedyś medytacji, ujrzał nagle na końcu korytarza człowieka ze światła, mającego ze trzy metry wzrostu, z włócznią w dłoni. Człowiek ten zbliżył się i rzekł:
— Jeśli nie uczynisz czegoś ze swoim życiem, zabiorę ci je.
Mój znajomy miał wówczas trzydzieści osiem lat.
Mówiliśmy o „tym drugim”, którego widzimy czasami, patrząc w lustro. W naszej opowieści lustra nie ma; jest ono tworem przyrody czy też, dokładniej mówiąc, jest przyrodą.
Można by powiedzieć, że chłopiec z naszej historii ujrzał oczy, jakimi spoglądała na niego przyroda.

Nasze opowiadanie daje do zrozumienia, że my, tj. istoty ludzkie, nie jesteśmy jedynym źródłem uporządkowanej inteligencji oraz świadomości. „Oczy w wodzie” można traktować jako symbol świadomości przyrody, inteligencji istniejącej „na zewnątrz nas”. Ani „świadomość”, ani „inteligencja” nie są tu zapewne najtrafniejszymi określeniami. Ludzie wymyślili słowo „świadomość” dla określenia, swej szczególnej formy odczuwania, ale świadomość przyrody to ani inteligencja, ani czucie, ani przytomność, ani świadomość. Mieści się ona gdzieś pomiędzy tymi słowami. Blake pisał18:
Skąd wiesz, że każdy ptak, który przeszywa przestrzeń, Nie jest nieobjętym światem rozkoszy, ucieleśnionym
w twoich pięciu zmysłach?
Lubię to wyrażenie: „Skąd wiesz, że każdy ptak…”
Musimy teraz zrobić jeszcze jeden krok. A może byśmy zamiast określać inteligencję w przyrodzie za pomocą tak abstrakcyjnego terminu jak „świadomość” lub nawet wyrażenia w rodzaju „nieobjęty świat rozkoszy” przedstawili ją sobie jako osobowość?
Niektórzy antropologowie snują domysły, że tak właśnie postępowali pierwotni myśliwi.
Rodzima kultura amerykańska pełna jest legend przekazujących obraz takiej właśnie osobowości. Plemię ludzkie i plemię bizonie łączą się poprzez przywódcę bizonów, albo też święty biały bizon ogłasza się jednocześnie bizonem i bogiem. Myśliwi spełniają przypadającą na nich część rytuału czy zadania, a plemię bizonów włącza się do polowania.
Wolno przypuszczać, że rodowici amerykańscy myśliwi widzieli ową istotę — ni to zwierzę, ni to boga, ni to człowieka — swymi wewnętrznymi oczyma; jest też oczywiste, że widzieli go również artyści z jaskiń Dordogne. t Kobiety widziały swoimi wewnętrznymi oczyma inną istotę, którą nazwały Wielką Matką; i pewnie przez tysiące lat kobiety podczas porodu zaciskały w dłoniach jej posążki.
Możemy brać pod uwagę możliwość, że chłopiec z naszej opowieści dostrzega w naturze jakąś osobowość odpowiadającą mu spojrzeniem i że właśnie dlatego jego włosy złocieją. Ale nic ponad to stwierdzić nie można. Baśń przekazuje nam jedynie obraz chłopca spoglądającego w wodę, a jak go będziemy interpretować — to już nasza sprawa.
Jest to dziwny obraz. Chłopiec siedzi przy źródle. Większość z nas pamięta z greckiej mitologii lepiej znaną scenę: Narcyz siedzi nad wodą. Opowieść rozpoczyna się w momencie, kiedy Narcyz odłączył się już od swoich towarzyszy łowów. Już sam ten fakt jest interesujący. Okazuje się, że także Hera gniewa się na niego. Bogini wysyła nimfę o imieniu Echo, która ma powtarzać za Narcyzem każde jego słowo. Narcyz znajduje się w zamkniętym kręgu. Gdzie się nie zwróci, napotyka tylko siebie. No i stało się, że kiedy spojrzał w dół, zakochał się we własnym obliczu. Chłopiec u źródła Żelaznego Jana, strzeżonego czy chronionego przez Dzikusa, nie zakochuje się we własnym obliczu, lecz potrafi dostrzec w wodzie świadomość właściwą przyrodzie jako takiej. Wyrywa się, żeby tak powiedzieć, ze swego zamkniętego kręgu, i na tym polega istotna różnica między obiema historiami.
Wyjście w świat

Można by podsumować dotychczasowe rozważania, mówiąc, że po uświadomieniu sobie przez mężczyznę istnienia swego psychicznego bliźniaka i dojrzeniu przezeń inteligencji w przyrodzie (jej świadomości), włosy mężczyzny złocieją — ma on „złotą głowę”.
Zwróćmy uwagę na bardzo młody wiek owego złoto głowego chłopca. A z faktu, że przykrywa głowę chustką, można wnosić, iż uważa on, że pokazywanie jej nie jest właściwe ani pożądane.
Minęły trzy dni według rytualnego czasu. Licząc według naszego czasu, mogłoby to być piętnaście lat. Mistrz dokonujący inicjacji dał chłopcu zadanie, z którego trzykrotnie się nie wywiązał. Mimo to jednak chłopiec za każdym razem otrzymuje dar. Źródłem niepowodzeń naszego bohatera był odczuwany przezeń ból oraz zwykła ludzka niezdolność do ciągłej koncentracji uwagi. Ale woda, z którą chłopiec wszedł w pewien związek, udziela mu daru. Wnioskujemy stąd, że przyjęcie zadania inicjacyjnego jest ważniejsze od samego wypełnienia lub niewypełnienia go. Innymi słowy, chłopiec postąpił słusznie.
Żelazny Jan mówi do niego:
— Nie możesz tu już pozostać, ponieważ nie wytrzymałeś próby. Idź teraz w świat. Nauczysz się tam, czym jest bieda. Ponieważ jednak nie dostrzegam zła w twoim sercu i życzę ci dobrze, ofiaruję ci coś: kiedy tylko znajdziesz się w kłopotach, idź na skraj lasu i zawołaj: „Żelazny Janie! Żelazny Janie!” Przyjdę do ciebie wtedy i pomogę ci. Moja moc jest wielka, większa niż mógłbyś uwierzyć, i mam też mnóstwo złota i srebra.
Te trzy dni u źródła pozwoliły nam przynajmniej częściowo poznać sposób postępowania Dzikusa. Kiedy słyszymy słowo „dzikus”, przychodzi nam na myśl potwór czy barbarzyńca, ale na tym etapie naszej historii powinno już być jasne, że Dzikus bliższy jest nauczycielowi medytacji niż barbarzyńcy czy bestii. Przypomina on w jakiejś części rabina nauczającego kabały, w innej części strażnika tradycji misteriów, w jeszcze innej — boga łowów.
Sądzimy niekiedy, że dzisiejsza inicjacja polega na przejściu bierzmowania, obrzędu Bar Mitzwah albo otrzymaniu prawa jazdy. Tymczasem dostąpić prawdziwej inicjacji, oznacza otworzyć się na wspaniałość drzew, gór, lodowców, koni, lwów, traw, wodospadów, jeleni. Potrzebne nam jest i odludzie, i dynamizm sił przyrody. Wystarczy odciąć człowieka od wodospadu, a uśmierci go tygrys.
W baśni o Żelaznym Janie zachowały się wspomnienia o obrzędach inicjacyjnych dla mężczyzn, sięgających — w północnej Europie — dziesięciu lub dwudziestu tysięcy lat wstecz. Zadanie Dzikusa polega na nauczeniu młodego człowieka, jak bogata, różnorodna i wielostronna jest jego męskość. Ciało chłopca dziedziczy fizyczne zdolności rozwinięte przez zmarłych dawno temu przodków, a jego umysł przejmuje w spadku władze ducha i duszy uformowanej przed wiekami.
Zadanie mistrza inicjacji, czy byłby nim mężczyzna, czy kobieta, polega na dowiedzeniu chłopcu czy dziewczynce, że nie składają się jedynie z krwi i kości. Mężczyzna nie jest jedynie maszyną służącą ochronie, polowaniu i reprodukcji, tak jak kobieta nie jest wyłącznie maszyną służącą do ochrony, zbieractwa i reprodukcji; każde z nich posiada pragnienia, które daleko wykraczają poza wymogi fizycznego przetrwania. William James podnosi „liczbę oraz urojony i zbędny charakter” wielu potrzeb ludzkich.
Wszystkie metafory w opowieści o Żelaznym Janie odnoszą się do życia ludzkiego w ogóle, ale ich właściwym adresatem jest męska psychika. To od młodego mężczyzny żąda się zagłębienia we własne rany, wzniesienia się do królestwa „bliźniaka” oraz poziomego rozszerzenia się na świadomość, jaka jest w drzewach, wodzie, zwierzętach i tysiącu innych zjawisk i sił przyrody. Kiedy młody mężczyzna osiąga te trzy spełnienia, czyli kończy te trzy podróże — jego włosy złocieją. Nie rozwiązuje to wszystkich jego problemów; przeciwnie — przynosi nowe; jednym z nich jest sama złota głowa.

Kilka fragmentów z książki „Siła czy Moc”   Davida R. Hawkinsa plus przetłumaczony wykres ze strony http://files.meetup.com/8617712/DavidHawkins-PowerVsForce.pdf

Słowo wstępne
WYOBRAŹ SOBIE – CO BY BYŁO gdybyś miał dostęp do prostych odpowiedzi tak—lub-nie na każde pytanie które
chciałbyś zadać? Uderzająco prawdziwe odpowiedzi Na każde pytanie. Zastanów się nad tym.
Najprostsze przykłady jakie się nasuwają, to: „Jane spotyka się z kimś innym”. (T/N?) „Johnny mówi prawdę o szkole” (T/N?) A to tylko wstęp do kolejnych: „To bezpieczna inwestycja”. (T/N?), lub „Ta kariera jest warta moich starań” (T/N?) Co by było, gdyby każdy miał taki dostęp?
Zdumiewające wnioski same się nasuwają. Pomyśl raz jeszcze. Co by się stało z naszym ociężałym, częstokroć wadliwym systemem sądowniczym, gdyby istniała jasna, potwierdzalna odpowiedź w sprawie
„John Doe jest winny zarzucanego mu czynu” (T/N?) Co by się stało z polityką jaką znamy, gdyby każdy z nas mógł zadać pytanie, „Kandydat X uczciwie zamierza spełnić swoje przedwyborcze obietnice” (T/N?) — i wszyscy otrzymalibyśmy taką samą odpowiedź? A co by się stało z reklamą? Zaczynasz rozumieć. Ale ta myśl natychmiast zaczyna sięgać dalej. Co dzieje się z nacjonalizmem („Państwo X naprawdę dąży do obalenia
demokracji”)? Z rządem („Ta ustawa faktycznie broni praw obywateli.”)Co się dzieje z „Czek już został wysłany”?Gdyby, jak zostało powiedziane, człowiek nauczył się kłamać godzinę po tym, jak nauczył się mówić, wówczas zjawisko, o którym mówimy, byłoby źródłem najbardziej fundamentalnych przemian w ludzkiej wiedzy od zarania dziejów; przeobrażenia jakie by spowodowało – w dziedzinach od komunikacji po etykę, we wszystkich naszych potocznych koncepcjach, w każdym szczególe codziennej egzystencji – byłyby tak doniosłe, że z trudnością przychodzi samo wyobrażenie sobie życia w nadchodzącej erze prawdy. Świat, jaki znamy, zostałby nieodwołalnie, do głębi zmieniony.

Kinezjologią: nauka o mięśniach i ich poruszaniu, zwłaszcza w zastosowaniu do warunkowania fizycznego [gr. kinesis – ruch kinein – poruszać się) i logos – uczyć się].

Badania nad kinezjologią po raz pierwszy zwróciły uwagę naukowców w drugiej połowie ubiegłego wieku dzięki pracy dr. Georga Goodhearta. Zapoczątkował on specjalność, którą nazwał „Kinezjologią stosowaną”, po tym, jak odkrył, że dobroczynne bodźce fizyczne — na przykład korzystne suplementy odżywcze — zwiększały siłę pewnych
sprawiały, że mięśnie te nagle słabły. Na tej podstawie powstał wniosek, że na poziomie znacznie poniżej pojęciowej świadomości ciało „wiedziało” i było w stanie zasygnalizować to w teście mięśniowym, co było dla niego dobre, a co złe. Klasyczny przykład, cytowany później w pracy, polegał na zaobserwowanym powszechnie osłabieniu mięśni wskaźnikowych wskutek obecności sztucznego słodzika; te same zaś mięśnie ulegały wzmocnieniu w obecności zdrowych i naturalnych suplementów.
W późnych latach 70-tych dr John Diamond udoskonalił tę specjalność, tworząc nową dyscyplinę, którą nazwał „Kinezjologią behawioralną” Zaskakujące odkrycie dr Diamonda polegało na zaobserwowaniu wzmocnienia lub osłabienia mięśni wskaźnikowych na skutek obecności pozytywnych łub negatywnych bodźców fizycznych oraz emocjonalnych i intelektualnych.2 Uśmiech zatem sprawi, że test da efekt wzmocnienia (mięśnia — przyp.), zaś słowa „nienawidzę cię” osłabią go. Zanim przejdziemy dalej, wyjaśnijmy szczegółowo, jak się „testuje”, zwłaszcza, że czytelnicy z pewnością zechcą sami tego spróbować.

Oto zarys zaczerpnięty z książki dr. Diamonda z 1979 roku, Your Body Doesn’t Lie, przedstawiający procedurę zaadaptowaną przez niego z klasycznego opisu H. O- Kendalła w Muscles: Testing and Function (Baltimore: Williams & Wilkins, wydanie drugie, 1971).

Potrzeba dwojga ludzi aby wykonać test kinezjologiczny. Wybierz do tego przyjaciela lub członka rodziny. Będziemy jego lub ją nazywać badanym.
1. Niech badany stanie w pozycji wyprostowanej, z prawym ramieniem swobodnie opuszczonym, a lewym wyciągniętym równolegle do podłogi, z wyprostowanym łokciem. (Można również zamienić ramiona).
2. Stań zwrócony twarzą do badanego i umieść swoją lewą dłoń na jego prawym ramieniu, aby je przytrzymać. Następnie połóż prawą dłoń na wyprostowanym lewym ramieniu badanego, tuż powyżej nadgarstka.
3. Powiedz badanemu, aby napiął mięśnie, gdy będziesz usiłował popchnąć jego ramię w dół.
4. Teraz popchnij szybko do dołu jego ramię, stanowczo i równo. Chodzi o to, aby pociągnąć tylko na tyle, by sprawdzić sprężystość i odbicie w ramieniu, nie za mocno, żeby nie przeciążyć mięśni. Nie chodzi tu o to, kto będzie silniejszy, ale czy mięśnie potrafią utrzymać staw ramienny, chroniąc rękę przed opadnięciem.
Zakładając, że nie występuje żaden problem fizyczny z mięśniem, a badany j est w normalnym, zrelaksowanym stanie umysłu, niepodle- gający zewnętrznym bodźcom (z tego powodu jest ważne, aby testujący się nie śmiał, ani w żaden inny sposób nie oddziaływał na badanego), mięsień „da silny wynik” — ramię pozostanie w pozycji wyjściowej. Jeżeli powtórzy się test przy zastosowaniu negatywnego bodźca (na przykład sztucznego słodzika), „pomimo, że pociągasz z tą samą mocą, co poprzednio, mięsień nie będzie w stanie się oprzeć naciskowi i ramię badanego opadnie w dół”.

Uderzającym aspektem badań Diamonda była jednolitość reakcji wśród jego badanych. Wyniki Diamonda były przewidywalne, powtarzalne i uniwersalne. Działo się tak nawet wtedy, gdy nie istniało żadne racjonalne połączenie pomiędzy bodźcem a reakcją. Z zupełnie nieokreślonych powodów pewne abstrakcyjne symbole okazały się wywoływać u badanych słaby wynik, inne zaś wręcz odwrotnie. Niektóre rezultaty wprawiały w zakłopotanie: pewne obrazy niezawierające jawnie pozytywnych czy negatywnych treści dawały u wszystkich badanych słaby wynik, podczas gdy inne, „neutralne” dawały u wszystkich silny wynik. Jeszcze inne wyniki skłaniały do refleksji: podczas gdy praktycznie cały dorobek muzyki klasycznej i większość muzyki pop (włącznie z klasycznym rockiem i rock and roiłem) powszechnie wywoływały silną reakcję, „hard rock” czy „metal” które po raz pierwszy zyskały popularność w późnych latach 70-tych, dawały ogólnie słaby wynik.
Było jeszcze jedno zjawisko, które Diamond dostrzegł po drodze, chociaż nie poświęcił płynącym z niego niecodziennym implikacjom głębsze} analizy. Badani słuchający nagrań ze znanymi oszustwami – Lyndon Johnson dopuszczający się oszustwa w Zatoce Tonkińskiej, Edward Kennedy grający na zwłokę w incydencie Chappaąuiddick — powszechnie wypadali słabo. Gdy zaś słuchali nagrań z prawdziwymi — w oczywisty sposób – wypowiedziami, wszyscy bez wyjątku osiągali silny wynik.5 Było to punktem wyjścia dla pracy autora tej książki, dobrze znanego psychiatry i lekarza, Davida R. Hawkinsa. W1975 dr Hawkins rozpoczął badania nad kinezjologiczną reakcją na prawdę i kłamstwo.
Zostało ustalone, że badani nie musieli być świadomie zaznajomieni z testowaną substancją (czy zagadnieniem). W badaniu metodą podwójnie ślepej próby oraz podczas pokazów grupowych angażujących całą salę wykładową odbiorców – badani jednolicie osiągali słaby wynik w reakcji na nieoznaczone koperty zawierające sztuczny słodzik, a silny w przypadku identycznych kopert z placebo. Taka sama nieświadoma odpowiedź miała miejsce podczas testowania wartości intelektualnych.

To, co tutaj zadziałało, wydaje się być formą zbiorowej świadomości – Ducha świata (Spiritus mimdi) — lub, jak nazywa to Hawkins wzorując się na Jungu, „bazą danych świadomości” Zjawisko, jakie powszechnie jest dostrzegane wśród zbiorowości innych zwierząt społecznych – na mocy którego ryby pływające na jednym krańcu ławicy błyskawicznie zawrócą, gdy pozostałe z nich, pół kilometra dalej, umykają przed drapieżnikiem – w jakiś podświadomy sposób odnosi się także do naszego gatunku. Dysponujemy bowiem zbyt wieloma udokumentowanymi przykładami jednostek mających bezpośrednią styczność z informacją uzyskaną osobiście od nieznanych, oddalonych osób, żeby zaprzeczyć, że istnieją formy posiadanej wspólnie wiedzy, inne, niż te uzyskane przez racjonalną świadomość. Lub, mówiąc prościej, ta sama iskra wewnętrznej subracjonalnej mądrości która potrafi rozróżnić to, co zdrowe od niezdrowego, może także rozróżnić prawdę od fałszu.
Jednym wysoce sugestywnym elementem tego zjawiska jest binarny charakter odpowiedzi. Hawkins przekonał się, że pytania muszą być tak sformułowane, żeby można było udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi tak lub nie, jak w przypadku synapsy nerwowej (która jest otwarta lub zamknięta) lub podstawowych komórkowych form. „wiedzy”; czy jak w kwestii wielu innych rzeczy, o których mówią nam wiodący fizycy; jest to właśnie podstawowa cecha uniwersalnej energii. Czy ludzki mózg jest na pewnym pierwotnym poziomie cudownym komputerem, połączonym z uniwersalnym polem energii, który wie znacznie więcej, niż wie, że wie?
Mniejsza o to. W miarę jak badania dr. Hawkinsa posuwały się naprzód, jego najbardziej płodnym odkryciem był sposób kalibracji skali relatywnej prawdy, dzięki której stanowiska intelektualne, wypowiedzi, czy ideologie mogły zostać sklasyfikowane na skali od jednego do tysiąca. Można by zapytać, „Ta pozycja (książka, filozofia, nauczy¬ciel) kalibruje się na 200 (T/N?): na 250 (T/N?)” i tak dalej, aż punkt wspólnej słabej reakcji wyznaczy kalibrację. Doniosłym następstwem tych kalibracji był fakt, że po raz pierwszy w historii ludzkości wiarygodność danego światopoglądu mogła być oceniana> będąc wrodzonym atrybutem każdego podmiotu (czyli badanego – przyp.).

Przez 20 lat wykonywania podobnych kalibracji, Hawkins był w stanie przeanalizować pełne spektrum poziomów ludzkiej świadomości, rozwijając fascynującą mapę geografii doświadczeń człowieka. Ta „anatomia świadomości” oddaje kształt całej ludzkiej kondycji, pozwalając na wykonanie obszernej analizy emocjonalnego i duchowego rozwoju jednostek, społeczeństw i rasy ludzkiej w ogóle. Tak głęboka i dalekosiężna wizja daje nam nie tylko nowe zrozumienie ludzkiej podróży we wszechświecie, ale też pokazuje nam miejsce, w którym my sami i nasi bliźni znajdujemy się na drabinie duchowego oświecenia, oraz odnośnie naszej własnej, osobistej podróży do stania się tym, kim moglibyśmy się stać.
W tym tomie dr Hawkins wręcza nam owoce dziesięcioleci badań oraz wgląd w poruszające objawienie odnalezione w przełomowych odkryciach zaawansowanej fizyki cząstek i dynamiki nieliniowej. Pierwszy raz w naszych zachodnich zapisach dokonań intelektualnych demonstruje on, że „mędrca szkiełko i oko” potwierdza to, co mistycy i święci od niepamiętnych czasów mówili o jaźni, Bogu i samej naturze rzeczywistości. Ta wizja istnienia, istoty i boskości przedstawia taki obraz relacji człowieka do wszechświata, który jest wyjątkowy w swej zdolności zaspokojenia zarówno duszy, jak i rozumu. Odnajdujemy tu bogate intelektualnie i duchowo żniwa: wiele możesz zebrać i jeszcze więcej sobie ofiarować.
Przewróć stronę. Przyszłość zaczyna się teraz.

E. Whalen, Wydawca Bard Press Arizona, 1995

0mega mapa - stożek

Wstęp

Wszystkie ludzkie dążenia od zawsze miały jeden wspólny cel, była nim potrzeba zrozumienia naszego
życia, czy też chęć oddziaływania na nie. Aby to osiągnąć, człowiek rozwinął liczne dziedziny wiedzy, opisowe i analityczne: Moralność, Filozofię, Psychologię, etc. Aby móc przewidywać dalsze tendencje ludzkich działań, każdego dnia inwestowane są zdumiewające ilości czasu i pieniędzy w pozyskiwanie nowych danych i ich analizę. Tym gorączkowym poszukiwaniom przyświeca wewnętrzne przekonanie 0 istnieniu jakiejś ostatecznej „Odpowiedzi”, w odnalezienie której wszyscy odwiecznie wierzymy. Ma ona nam umożliwić rozwiązanie
problemów ekonomii, przestępczości, zdrowia, czy polityki. Jednakże, jak do tej pory, ponieśliśmy klęskę na tym polu.
Problem nie polega na tym, że nie posiadamy dostatecznej ilości danych; jesteśmy przez nie dosłownie zasypywani. Przeszkodą jest natomiast brak odpowiednich narzędzi do zrozumienia ich znaczenia. Do tej pory nie potrafiliśmy zadać odpowiednich pytań, ponieważ nie byliśmy w posiadaniu adekwatnych mierników ich istotności
i stosowności.
Od zarania dziejów ludzki dylemat polegał na tym, że człowiek mylnie uznawał swoje wytwory umysłowe za rzeczywistość. Jednak istnienie takich fałszywych założeń jest tylko wynikiem przyjęcia arbitralnej perspektywy poznawczej. Nieadekwatność odpowiedzi, które otrzymujemy, jest bezpośrednim skutkiem ukrytych ograniczeń, zawartych w światopoglądzie pytającego. Nawet niewielkie błędy w formułowaniu pytań skutkują poważnymi błędami w otrzymywanych odpowiedziach.
Jednak zrozumienie to nie tylko analiza danych, lecz ich analiza w określonym kontekście. Informacja jest bezużyteczną, jeśli nie wiemy co oznacza. Aby zrozumieć znaczenie, nie tylko musimy zadać właściwe pytanie, ale też potrzebujemy odpowiednich narzędzi, które umożliwią nam sensowny pomiar danych w procesie ich sortowania i opisu.
Pomimo wielu prób dogłębnego zrozumienia ludzkiego zachowania, w większości przypadków nie jest możliwe jego rozszyfrowanie. Systemy, jakie rozwinęliśmy, aby osiągnąć zrozumienie, mogą się wydawać rozległe i doniosłe, jednak każdy z nich w efekcie zawiódł nas w ślepą uliczkę z powodu ograniczeń zawartych w jego założeniach początkowych. W miarę zgłębiania natury problemów człowieka staje się jasne, że nigdy nie istniała niezawodna eksperymentalna miara, dzięki której moglibyśmy dokonywać pomiaru i interpretacji motywacji człowieka oraz jego doświadczeń na przestrzeni historii.
Filozofia i wszystkie jej dziedziny starają się pojąć ludzkie doświadczenie poprzez tworzenie abstrakcji oraz zakładanie ich zgodności z jakąś ostateczną rzeczywistością. Wszystkie systemy polityczne opierają się na założeniach o względnych ludzkich wartościach, którym brak jakichkolwiek faktycznych podstaw, możliwych do zademonstrowania. Wszystkie systemy moralności rozpuszczają się w arbitralnych próbach zredukowania ogromnej złożoności ludzkiego zachowania do uproszczonych kategorii dobra i zła. Psychoanaliza, odsłaniając nieświadomy umysł, pogorszyła ten nieład, zapoczątkowując konsternujący szereg metod leczenia oraz podejścia psychologiczne uzyskane z najróżniejszych punktów widzenia. Ten trwający bełkot ludzkich prób zrozumienia siebie ostatecznie daje semantyczne grzęzawisko, w którym cokolwiek, co się powie, może być w jakimś stopniu prawdziwe. Z powodu niepewności odnośnie dokładnej natury przy-czynowości, nawet gdy uzyskuje się mierzalne wyniki, łatwo zostają one przypisane do nienaturalnych przyczyn.
Na zgubne błędy wszystkich systemów myślowych od zawsze składały się:

(1) niepowodzenia w odróżnianiu subiektywności od obiektywności,

(2) lekceważenie ograniczeń kontekstowych obecnych w terminologii planu badawczego,

(3) ignorowanie samej natury świadomości oraz

(4) niezrozumienie natury przyczynowości.

Konsekwencje tych uchybień staną się oczywiste, gdy przystąpimy do zbadania głównych obszarów ludzkiego doświadczenia, z wykorzystaniem nowych narzędzi i nowej perspektywy’.
Społeczeństwo nieustannie poświęca czas na naprawianie skutków zamiast przyczyn, co mocno spowalnia rozwój ludzkiej świadomości. Istoty ludzkie znajdują się zaledwie na pierwszym szczeblu drabiny ewolucji. Nie udało nam się nawet rozwiązać tak prymitywnego problemu, jakim jest głód na świecie. W rzeczy samej, najbar-dziej doniosłe osiągnięcia ludzkości dokonały się prawie na ślepo, metodą prób i błędów. Podczas gdy ten przypadkowy ciąg poszukiwań zamiast prawdy przyniósł labirynt zawiłości, prawdziwe odpowiedzi zawsze niosą ze sobą oznakę prostoty. Podstawowym prawem świata jest zasada ekonomii. We wszechświecie nie ma nawet jednego nadprogramowego kwarka, wszystko jest powiązane jednym celem i samoreguluje się, odnajdując równowagę – nie ma tu żadnych zbędnych zdarzeń.
Człowiek tak długo będzie uwięziony przez brak wiedzy o sobie samym, aż nie nauczy się sięgać wzrokiem poza pozorne przyczyny, których istnienie przyjmuje. Doświadczenie pokazało, że odpowiedzi nigdy nie biorą się ze wskazania „przyczyn” w świecie. Istotne jest natomiast zidentyfikowanie warunków, będących podstawą rzekomych przyczyn, a warunki te, jak się okazuje, istnieją jedynie w ludzkiej świadomości. Niemożliwe jest znalezienie rozstrzygającej odpowiedzi poprzez wyizolowanie jakiejś sekwencji zdarzeń ze świata i przypisywanie im pojęcia „przyczynowości”. W obserwowanym przez nas świecie nie ma przyczyn. Jak wykażemy, świat obserwowany jest światem efektów.
Jaka jest prognoza dla człowieka? Czy społeczeństwo, z racji swych własnych chaotycznych podsystemów uciekania przed niszczycielską siłą, jest wewnętrznie skazane na niepowodzenie? Ta perspektywa leży u podstaw ogólnej społecznej obawy przed przyszłością. Międzynarodowe sondaże wskazują na wysoki poziom niezadowolenia na całym świecie, nawet w najbardziej rozwiniętych krajach. Podczas gdy większość poddaje się pesymistycznej perspektywie i modli się za lepsze życie „w zaświatach” tych kilku wizjonerów, którzy przewidują utopijną przyszłość, jest niezdolnych do wskazania niezbędnych środków, aby do niej doszło. Społeczeństwo potrzebuje wizjonerów środków, a nie marzycieli o celach. Gdy mamy środki, cele odsłaniają się same.
Problem z odnalezieniem skutecznych środków sprowadza się do naszej niezdolności odróżnienia rzeczy istotnych od nieistotnych. Do tej pory nie istniała żadna metoda pozwalająca odróżnić efektywne rozwiązania od tych nieprzydatnych. Nasze środki badawcze okazują się być ze swej natury niewystarczające do realistycznej oceny zachodzących zjawisk.
Społeczne wybory częściej, niż się przypuszcza, są wynikiem oportunizmu/ błędów statystycznych, sentymentów, presji mediów lub świata polityki, albo też osobistych uprzedzeń i działania dla własnych korzyści. Kluczowe decyzje, dotyczące wszystkich ludzi na ziemi, są podejmowane w warunkach, które praktycznie od razu gwarantują porażkę. Ponieważ społeczeństwa nie posiadają właściwego podłoża dla stworzenia skutecznych rozwiązań problemów, starają się ratować poprzez ucieczkę do siły (rozumianej jako wojna, prawo, podatki, zasady i przepisy), co jest niezmiernie kosztowne, zamiast zastosować moc, co pozwoliłoby zaoszczędzić wszystkim czas i energię.
Rozum i uczucia, dwa podstawowe ludzkie zmysły kierujące naszym działaniem, są jednakowo zawodne, o czym świadczy historia, obfitująca w przykłady podejmowania ryzykownych prób przetrwania, tak przez jednostki, jak zbiorowości. Pomimo rozsądku, jaki przy-pisuje swoim działaniom, człowiek z reguły funkcjonuje w oderwaniu od wzorców rozpoznania. Logiczny dobór i aranżacja informacji służą mu głównie do utworzenia pewnego systemu rozpoznawania wzorców, który następnie zostaje uznany za „prawdę”. Jednakże nic nigdy nie jest „prawdziwe” poza pewnymi okolicznościami, i tylko ze szczególnego punktu widzenia.
Na skutek tego, myślący człowiek dedukuje, że wszystkie jego problemy biorą się z trudności w „wiedzeniu”. W rezultacie człowiek tworzy epistemologię, dziedzinę filozofii zajmującą się szukaniem odpowiedzi na pytanie czy – i do jakiego stopnia – możliwe jest pozna-nie czegokolwiek. Powstały w ten sposób dyskurs filozoficzny staje się albo przeintelektualizowany, albo prowadzący donikąd, i jedynie pytania leżące u jego źródła są odwieczną ludzką bolączką. Niezależnie od tego gdzie zaczyna się nasze poszukiwanie wiedzy, zawsze docieramy do zjawiska uważności i natury ludzkiej świadomości I w końcu zaczynamy sobie zdawać sprawę, że jakikolwiek postęp w kondycji ludzkiej wymaga wiarygodnej podstawy poznania, której będziemy mogli zawierzyć.
Brak wiedzy o naturze samej świadomości jest więc główną przeszkodą na drodze ludzkiego rozwoju. Jeśli przyjrzymy się zadziwiająco szybkim procesom zachodzącym w mózgu, zauważymy, że umysł działa szybciej, niż nadąża za tym nasza świadomość. Tutaj staje się oczywiste doniosłe odkrycie, że jakiekolwiek opieranie naszych działań na przemyślanych decyzjach jest iluzją. Podejmowanie decyzji jest funkcją naszej świadomości. Umysł dokonuje wyborów z niewyobrażalną prędkością, opierając się na milionach danych oraz ich wzajemnych korelacjach i projekcjach, w procesie dalekim od świadomego pojmowania. Jest to globalna funkcja, zdominowana przez wzorce energetyczne, określane w nowej nauce dynamiki nieliniowej jako atraktory.
Świadomość automatycznie wybiera sobie to, co będzie upatrywać za najlepsze, bo to jest jej jedyną funkcją, do jakiej jest zdolna.
Względna waga i wartość, przypisane określonym danym, są zdeterminowane przez główny wzorzec atraktorowy, funkcjonujący w pojedynczym umyśle lub w grupie umysłów. Schematy te mogą być rozpoznawane, opisywane i klasyfikowane, a z powyższej wiedzy wyłania się zupełnie nowe rozumienie ludzkiego zachowania, historii oraz przeznaczenia ludzkości.
Ta książka, będąca wynikiem dwudziestu lat wzmożonych badań, wymagających wykonania milionów kalibracji, jest w stanie udostępnić ten rodzaj zrozumienia dla każdego. Przestaje zaskakiwać fakt, że to objawienie pochodzi z fortunnego połączenia pomiędzy fizjologią świadomości, działaniem ludzkiego układu nerwowego i fizyką wszechświata, gdy przypomnimy sobie, że jesteśmy w końcu częścią wszechświata, w którym wszystko jest ze sobą połączone. Wszystkie jego tajemnice są zatem, teoretycznie, co najmniej dostępne dla nas, o ile wiemy gdzie i jak szukać.
Czy człowiek potrafi się podnieść dzięki swoim „programom ładującym”? Dlaczego nie? Jedyne, co musi zrobić, to zwiększyć swoją wytrzymałość psychiczną, a bez wysiłku wzniesie się na wyższy poziom. Siła nie jest w stanie tego osiągnąć; moc nie tylko potrafi, ale też stale tego dokonuje.
Człowiekowi wydaje się, że żyje dzięki siłom, które kontroluje, ale w rzeczywistości to nim rządzi moc płynąca z nieujawnionych źródeł, moc, nad którą nie ma on kontroli. Moc nie wymaga wysiłku, dlatego przychodzi niezauważona i niepodejrzewana. Siła jest doświadczana drogą zmysłową; moc może być rozpoznana jedynie poprzez wewnętrzną uważność. Człowiek jest unieruchomiony w swoich dzisiejszych warunkach na skutek swojego sojuszu z potężnymi atraktorowymi wzorcami energii, które sam, nieświadomie, wprawia w ruch. Raz za razem zostaje on zawieszony w tym stanie ewolucji, a jednocześnie powściągany przez energie siły i aktywowany przez energie mocy.
Jednostka jest jak spławik w morzu świadomości – nie wie, gdzie jest, skąd się wzięła, dokąd zmierza, ani dlaczego. Człowiek błądzi w przestrzeni swoich nieskończonych dylematów, zadając te same pytania stulecie po stuleciu, co i tak zawodzi go przy próbach dokonania kwantowego skoku świadomości. Jedną z oznak takiej nagłej ekspansji kontekstu i zrozumienia jest wewnętrzne doświadczenie ulgi, radości i zachwytu. Wszyscy, którzy tego doznali, czują, że świat podarował im cenny dar. Fakty są gromadzone w trudzie, natomiast prawda odsłania się bez wysiłku. Miejmy nadzieję, że dzięki tej książce czytelnik będzie w stanie pojąć, a następnie przygotować warunki dla takiego osobistego objawienia. Bo to jest naszą ostateczną przygodą.

*

Tradycyjna newtonowska koncepcja przyczynowości (patrz poniżej) wykluczyła wszystkie „niezdeterminowane” dane, ponieważ taka informacja nie pasowała do jej paradygmatu. Jednakże wraz z odkryciami Einsteina, Heisenberga, Bella, Bohra i innych wielkich naukowców nasz model wszechświata gwałtownie się rozszerzył. Zaawansowana fizyka teoretyczna pokazała, że wszystko we wszech-świecie w nieuchwytny sposób zależy od całej reszty.
Klasyczny newtonowski czterowymiarowy wszechświat jest często opisywany jako wielki mechanizm zegarowy z trzema wymiarami przestrzeni, w których manifestują się procesy liniowe w czasie. Gdy przyjrzymy się nawet prostemu mechanizmowi, zauważymy, że pewne przekładnie poruszają się wolno i ociężale, podczas gdy inne bardzo szybko, a maleńkie obciążniki wirują wokół, gdy inne mechanizmy huśtają się w przód i w tył. Umieszczenie nacisku na jednej z wielkich, poruszających się przekładni nie wywarłoby wpływu na mechanizm. Jednakże gdzieś istnieje delikatny mechanizm równowagi, w którym najmniejszy dotyk zatrzymuje całe urządzenie, jest to określane jako „punkt krytyczny”* gdzie najmniejsza siła wypracowuje największy skutek.

Przyczynowość
W obrębie obserwowalnego świata umownie przyjmuje się, że przyczynowość działa w następujący sposób:

ABC 1
Jest to nazywane deterministyczną sekwencją linearną – jak kule bilardowe, które po kolei uderzają w siebie. Ukryte przypuszczenie zakłada, że A wywołuje B wywołuje C.
Lecz nasze własne przypuszczenia wnoszą, że przyczynowość funkcjonuje w zupełnie inny sposób:

ABC 2

Widzimy na tym diagramie, że przyczyna (ABC), która jest nie-dostrzegalna, przynosi rezultat w postaci ciągu             A->B->C, który jest widocznym zjawiskiem w obrębie mierzalnego, trójwymiarowego świata. Typowe problemy, z którymi świat próbuje się zmierzyć, istnieją na obserwowalnym poziomie A->B->C. Jednak nasza praca ma na celu znaleźć wrodzony wzorzec atraktorowy, ABC, z którego powstaje A->B->C
ABC 3
Na tym prostym diagramie operatory przekraczają zarówno to, co dostrzegalne jak i to, co niedostrzegalne. Moglibyśmy je zobrazować jako tęczę, łączącą środowiska deterministyczne i niedeterministyczne.
(Istnienie operatorów może być wydedukowane poprzez zadanie pytania: „Co obejmuje zarówno możliwe jak i niemożliwe, znane i nieznane?” — to znaczy: co jest macierzą wszystkich możliwości?).
Ten opis funkcjonowania wszechświata pozostaje w zgodzie z teoriami fizyka Davida Bohma, który opisał holograficzny wszechświat zawierający niewidzialny, ukryty („zwinięty”) oraz jawny („rozwinięty”) porządek.15 Warto wspomnieć, że ten naukowy wgląd odpowiada wizji rzeczywistości doświadczanej w historii przez oświeconych mędrców, którzy rozwinęli swoją świadomość do stanu czystej uważności. Bohm postuluje istnienie źródła, które znajduje się zarówno poza światem jawnym jak i ukrytym, bardzo podobnego do stanu czystej uważności opisywanego przez mędrców.

*

Ponieważ wszystko w świecie jest ze sobą połączone, nie jest niczym zaskakującym, że jeden z głównych celów tych badań – odkrycie mapy pól energii świadomości — będzie powiązany ze wszystkimi innymi drogami dociekań (jednoczącymi różnorodność ludzkich doświadczeń i ich przejawy w obejmującym wszystko paradygmacie) i potwierdzony przez nie. Taki wgląd może ominąć sztuczną dychotomię na podmiot i przedmiot, przekraczając ograniczony pogląd, który stwarza iluzję dualności. To, co podmiotowe, jak i to, co przedmiotowe, są w rzeczywistości jednym i tym samym, t0 co może zostać przedstawione bez uciekania się do równań nieliniowych czy grafiki komputerowej.
Dzięki utożsamieniu podmiotowego z przedmiotowym jesteśmy wstanie przekroczyć ograniczenia koncepcji czasu, która z samej swojej definicji jest główną przeszkodą w zrozumieniu natury życia, szczególnie w jego przejawie pod postacią ludzkiego doświadczenia. Jeśli rzeczywiście podmiot i przedmiot są jednym i tym samym, możemy odnaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania, zaledwie przyglądając się samemu człowiekowi. Dzięki prostemu rejestrowaniu informacji możemy ujrzeć wielki, wyłaniający się obraz, w którym nie ma ograniczeń dla zasięgu dalszych dociekań.
Każdy z nas przez cały czas posiada komputer znacznie bardziej zaawansowany niż większość dostępnych maszyn o sztucznej inteligencji – sam ludzki umysł. Podstawową funkcją każdego urządzenia mierzącego jest po prostu sygnalizowanie wykrycia nawet drobnej zmiany. W eksperymentach opisanych w tej książce, reakcje płynące z ludzkiego ciała dostarczają takiego właśnie sygnału zmiany warunków. Jak zostanie pokazane, ciało potrafi w największym stopniu rozróżnić to, co wspiera życie, od tego, co jest mu przeciwne.
Nie jest to zaskakujące. W końcu żyjące istoty reagują pozytywnie na to, co podtrzymuje życie i negatywnie na jego przeciwieństwa. Jest to podstawowy mechanizm przetrwania. We wszystkich formach życia obecna jest zdolność wykrywania zmiany i reagowania odpowiednio. A zatem drzewa rosną mniejsze na wysokich poziomach, bo tlen w atmosferze się rozrzedza. Ludzka protoplazma jest znacznie bardziej wrażliwa niż protoplazma drzewa.
Metodologia, wywodząca się ze studiów nad dynamiką nieliniową, którą zastosowaliśmy w tej pracy do rozwinięcia map pól ludzkiej świadomości, jest znana jako badania atraktorowe. Zajmuje się identyfikowaniem stopni mocy pól energii z wykorzystaniem analizy punktu krytycznego. (Analiza punktu krytycznego jest techniką, biorącą się z faktu, że w każdym wysoce złożonym systemie jest pewien punkt krytyczny, w którym najmniejszy wkład przyniesie największą zmianę. Na przykład wielkie przekładnie młynu możesz wstrzymać dzięki lekkiemu dotknięciu właściwego mechanizmu, możliwe jest też zatrzymanie ruchu wielkiej lokomotywy jeżeli wiesz, gdzie dokładnie nacisnąć palcem).
Dynamika nieliniowa umożliwia rozpoznanie tych istotnych wzorców w złożonych sytuacjach, nawet jeśli są ukryte w braku spójności czy masie nieczytelnych danych. Odkrywa ona wagę tego, co świat odrzuca jako nieważne, wykorzystując całkowicie inne podejście i zupełnie inne metody rozwiązywania problemu niż te, do których przyzwyczajony jest świat.

*

Metoda testowania
Potrzeba dwóch osób. Jedna z nich pełni rolę badanego, trzymając wyprostowane ramię równolegle do podłogi. Następnie druga osoba, trzymając palce na nadgarstku badanego, pcha jego ramię w dół, mówiąc: „opór”. Wówczas badany opiera się doznawanemu pchnięciu w dół, nie pozwalając, aby ramię opadło. To wszystko, co jest konieczne, aby wykonać test.
Zdanie może zostać wypowiedziane przez każdą ze stron. W momencie gdy badany o nim myśli, siła jego wyprostowanego ramienia jest badana przez nacisk testującego. Jeżeli zdanie jest negatywne lub nieprawdziwe albo osiąga kalibrację poniżej 200 (patrz Mapa Świadomości, Rozdział III), badany mięsień „osłabnie” Gdy zaś odpowiedź brzmi „tak” lub osiąga kalibrację powyżej 200, będzie „silny” i nie opadnie.
Obrazując całą procedurę, można podczas testowania poprosić badanego o wyobrażenie sobie wizerunku Abrahama Lincolna, następnie, dla kontrastu, Adolfa Hitlera. Ten sam efekt można osiągnąć myśląc o kimś, kogo się kocha, w opozycji do kogoś, przed kim odczuwa się strach, nienawiść lub do kogo ma się żal.
Gdy skala numeryczna zostanie już raz ustalona (patrz niżej), można uzyskać kalibrację poprzez stwierdzenie: „ten przedmiot” (np. książka, organizacja, pobudki danej osoby, etc.) jest „powyżej 100″, następnie „powyżej 200″ i „powyżej 300″, do momentu aż uzyskamy negatywną odpowiedź. Kalibrację można wtedy sprecyzować: „jest powyżej 220? 225? 230?”, itd. Testujący i badany mogą zamieniać się rolami, a uzyskiwane wyniki będą wciąż takie same. Gdy ktoś już zapozna się z tą metodą, może ją wykorzystywać do oceny firm, filmów, osób, wydarzeń w historii lub dla oceny własnych problemów życiowych.
Jak czytelnik sam zauważy przebieg testu wykorzystuje test mięśniowy dla weryfikacji czy zdanie oznajmujące jest prawdziwe, czy fałszywe. W przypadku, gdy pytanie nie zostało ujęte w tej formie, uzyska się zawodne odpowiedzi. Nie można też otrzymać rzetelnych wyników, gdy pytanie odnosi się do przyszłości. Jedynie zdania dotyczące istniejących już warunków czy wydarzeń dadzą konsekwentne odpowiedzi.
Bardzo ważną kwestią jest zachowanie bezosobowej relacji podczas testowania, aby zapobiec przenoszeniu pozytywnych łub negatywnych uczuć. Dokładność zwiększa się, gdy badany zamyka oczy. Nie powinno też być żadnej muzyki w tle.
Ponieważ test ten jest wręcz łudząco prosty, dobrze żeby badacz najpierw sam zweryfikował jego poprawność. Odpowiedzi mogą zostać sprawdzone poprzez zadawanie pytań. Każdy, kto zapoznał się z tą techniką, ma chęć sprawdzenia, czy na pewno jest niezawodna.9 Po chwili jednak okaże się, że dokładnie ta sama odpowiedź jest uzyskiwana w przypadku wszystkich badanych, że nie muszą oni posiadać żadnej uprzedniej wiedzy na temat, którego dotyczy pytanie oraz że odpowiedź zawsze będzie niezależna od własnych opinii badanego odnośnie pytania.
Odkryliśmy, że zanim pytanie zostanie postawione, pomocne jest uprzednie przetestowanie stwierdzenia: „Mogę zadać to pytanie”. Jest to analogiczne z zapytaniem wejściowym w terminalu komputerowym i w pewnych przypadkach da przeczącą odpowiedź. Oznacza to, że powinno się zrezygnować z zadawania danego pytania lub pytać o przyczyny odpowiedzi „nie”. Pytający mógł na przykład odczuwać w tamtym momencie psychologiczne napięcie związane z odpowiedzią lub jej następstwami.
W naszych badaniach testowane osoby były proszone o skoncentrowanie się na określonej myśli, uczuciu, postawie, wspomnieniu, związku bądź życiowych okolicznościach. Test był wielokrotnie prze-prowadzany w dużych grupach ludzi. Dla celów pokazowych początkowo ustanowiliśmy linię bazową, prosząc badanych, którzy mieli zamknięte oczy, aby przywołali w pamięci obraz siebie, gdy byli w stanie złości, zdenerwowania, zazdrości, załamania, poczucia winy łub strachu. W tym momencie wszyscy jednakowo doznawali osłabienia mięśni. Wtedy prosiliśmy ich, aby wyobrazili sobie ukochaną osobę lub miłą sytuację w życiu i mięśnie wszystkich się wzmacniały. Wówczas wśród uczestników zwykle przemykał pogłos zdziwienia nad następstwami tego, co właśnie odkryli.
Kolejnym demonstrowanym zjawiskiem była jednakowa moc działania metody w przypadku wyobrażenia sobie danej substancji przez badanego, jak i wtedy, gdy substancja ta znajdowała się w fizycznym kontakcie z jego ciałem, jako przykład wykorzystywaliśmy jabłko wyhodowane na pestycydach, podniesione w górę tak, aby uczestnicy patrzyli na nie podczas testowania. Wszyscy osiągali słaby wynik. Następnie podnosiliśmy organicznie wyhodowane jabłko, niezawierające substancji skażonych. Gdy badani patrzyli na nie, ich mięśnie natychmiast się wzmacniały. Ponieważ nikt z uczestników nie wiedział, które jabłko jest którym, nikt nie posiadał też żadnych oczekiwań odnośnie wyniku testu, niezawodność metody była ukazywana ku zadowoleniu wszystkich.
Należy pamiętać, że ludzie przetwarzają swoje doświadczenia na różne sposoby: jedni przybierają głównie styl czuciowca, inni są bardziej słuchowcami, a jeszcze inni wzrokowcami. Z tego powodu pytania testowe nie powinny zawierać takich sformułowań jak Jak się czujesz?” odnośnie osoby, sytuacji czy przeżycia, czy „Jak to wygląda?” lub „Jak to brzmi?” Zwyczajowo, jeśli powie się badanemu: „Wyobraź sobie sytuację (łub osobę, miejsce, rzecz czy uczucie)” instynktownie wybierze on właściwy dla siebie sposób.
Może się czasem zdarzyć, że badani, starając się zamaskować swoją odpowiedź, nawet podświadomie, wybiorą sposób, który nie jest ich zwyczajowym trybem przetwarzania, co da fałszywą odpowiedź. Gdy testujący wykryje, co zaszło, powinien zmienić formę pytania. Na przykład pacjent, obarczony poczuciem winy z powodu gniewu na swoją matkę, może utrzymać w umyśle jej obraz, co może dać mocny Wynik. Jednakże, gdy testujący przeformułuje pytanie i poprosi, aby badany wyobraził sobie swój obecny stosunek do swej matki, wynik natychmiast zmieni się na słaby.
Inne środki ostrożności konieczne do podtrzymania trafności testu obejmują zdjęcie okularów, szczególnie jeśli posiadają metalowe oprawki oraz nakryć głowy (syntetyczne materiały znajdujące się na głowie sprawiają, że mięśnie dają słaby wynik). Ramię poddawane testowi również powinno być pozbawione biżuterii, a zwłaszcza kwarcowych zegarków. Gdy zachodzi nieprawidłowa odpowiedź, dalsze śledztwo powinno wykryć jej przyczynę – testujący mógłby przykładowo stosować perfumy na które badany może reagować niekorzystnie i tym samym dawać fałszywe, negatywne odpowiedzi. Jeżeli testujący wciąż spotyka się z ciągiem powtarzających się niepowodzeń podczas prób uzyskania poprawnej odpowiedzi, powinno się poddać ocenie wpływ jego głosu na badanego. Niektórzy testujący, przynajmniej niekiedy, mogą wyrażać wystarczająco negatywne emocje w swoim głosie, aby wywarło to wpływ na badanego.
Kolejnym czynnikiem, który należy wziąć pod uwagę w przypadku zetknięcia się z paradoksalną reakcją, jest przedział czasowy wykorzystywanego obrazu czy wspomnienia. Jeśli badany utrzymuje w umyśle obraz danej osoby i ich związku, odpowiedź będzie zależała od okresu czasu, z którego dany obraz czy wspomnienie pochodzi. Jeżeli przypomina sobie swoją relację z bratem z okresu dzieciństwa, odpowiedź może być inna, niż w przypadku gdy wyobraża sobie ich związek w formie, w jakiej istnieje dzisiaj. Zadawanie pytań musi być precyzyjnie zawężone.
Inną przyczyną osobliwych wyników testu jest fizyczna kondycja badanego, wynikająca ze stresu lub obniżonego funkcjonowania gruczołu grasicy na skutek zetknięcia z silnie negatywnym polem energii. Gruczoł grasicy jest głównym regulatorem akupunkturowego systemu energetycznego ciała i kiedy jego energia jest obniżona, wyniki testu są nieprzewidywalne. Można temu zaradzić w łatwy sposób, trwający kilka sekund, dzięki prostej technice odkrytej przez dr. Diamonda, którą nazwał „uderzeniem grasicy” (ang. thymus thump). Gruczoł grasicy znajduję się zaraz za wierzchołkiem mostka. Należy zaciśniętą pięścią uderzać rytmicznie kilka razy tę okolicę, jednocześnie uśmiechając się i myśląc o kimś, kogo się kocha. Przy każdym uderzeniu powiedz: „ha-ha-ha”. Ponowne podejście do testu pokaże wznowienie aktywności grasicy, a wyniki testu powrócą do normy.

*

Możemy zaobserwować, jak w ciągu historii społeczeństwo usiłowało „leczyć” problemy poprzez zmiany ustawodawcze, wojnę, sterowanie rynkiem, prawami i zakazami – a więc samymi przejawami siły — aby później dostrzec, jak te same problemy niezmiennie trwają lub powracają pomimo podjętych zabiegów. Pomimo że rządy, jak i jednostki, działające z pozycji siły są krótkowzroczne, dla wrażliwego obserwatora ostatecznie staje się jasne, że warunki konfliktu społecznego nie znikną, dopóki leżąca u jego podstaw przyczyna nie zostanie ujawniona i „wyleczona”
Różnica pomiędzy leczeniem a uzdrowieniem polega na tym, że w przypadku tego pierwszego kontekst pozostaje bez zmian, natomiast w przypadku drugiego, zmiana kliniczna pojawia się na skutek przeobrażenia samego kontekstu tak, aby wprowadzić całkowite usunięcie przyczyny danego stanu zamiast leczenia jego objawów. Można przepisywać leki przeciw nadciśnieniu w przypadku chorób układu krążenia. Czymś zgoła innym będzie jednak rozszerzenie.

*

Problemy społeczne
Uzależnienie od narkotyków i alkoholu jest najbardziej palącą kwestią w społeczeństwie, zasilającą równoległe problemy związane z przestępczością, biedą czy opieką społeczną. Uzależnienie okazało się najtrudniejszym społecznym i klinicznym dylematem, dotąd niezrozumiałym poza granicami najbardziej podstawowych opisów. Poprzez pojęcie „uzależnienie” rozumiemy uzależnienie kliniczne w klasycznym sensie stałej zależności od alkoholu lub narkotyku, pomimo poważnych konsekwencji jakie ono niesie, stan przekraczający zdolność osoby uzależnionej do zaprzestania używania danej substancji bez pomocy z zewnątrz, ponieważ jej wola stała się bezskuteczna. Jaki jednak jest podstawowy charakter uzależnienia i od czego tak naprawdę człowiek jest uzależniony?
Powszechnym przekonaniem jest, że sama substancja uzależniająca jest tym, od czego ofiara stała się zależna, wskutek mocy tej substancji do wywoływania wysokiego stanu euforii. Jeśli jednak prześledzimy od początku naturę nałogu, korzystając z dostępnej tu metodologii, pojawia się inne sformułowanie tego procesu.

Alkohol czy narkotyki same z siebie wcale nie posiadają mocy, aby wywołać „haj” Są one wylkalibrowane jedynie na 100 (poziom roślin). Natomiast sam „haj”, którego doświadcza uzależniony, może kalibrować się na poziomie 350 do 600.

Faktycznym skutkiem narkotyków jest jedynie tłumienie niższych poziomów energii, umożliwiając w ten sposób użytkownikowi doświadczanie wyłącznie tych wyższych. To tak jak gdyby filtr tłumił wszystkie niższe tony grane przez orkiestrę, sprawiając, że wszystko, co można usłyszeć, to tony wysokie. Wyciszenie niższych dźwięków nie wywołuje tych wyższych, tylko je uwydatnia.
Na poziomach świadomości wyższe frekwencje są niezwykle potężne i mało kto zazwyczaj odbiera je jako czyste stany, ponieważ są przysłonięte przez niższe pola energii — wypełnione niepokojem, strachem, złością, urazą, itd. Rzadko kiedy przeciętnej osobie zdarza się na przykład doświadczać miłości bez strachu lub czystej radości, a jeszcze rzadziej ekstazy. Jednak te wyższe stany są tak mocne, że jeśli osoba ich choć raz doświadczy, nigdy ich nie zapomni i zawsze już będzie dążyć do ich odnalezienia.
To właśnie od doświadczeń wyższych stanów ludzie się uzależniają. Jest to dobrze zilustrowane w klasycznym filmie
Lost Horizon.  Shangri-La (filmowa metafora, określająca bezwarunkową miłość i piękno) jako koncepcja jest wykalibrowana na 600. Kto raz jej doświadczył, zostaje przeprogramowany tak, że już nigdy nie czuje się dobrze w swoim zwykłym stanie świadomości. Bohater filmu odkrywa ten fakt, gdy nie potrafi już odnaleźć szczęścia w swoim świecie po powrocie z Shangri-La.
Taki sam proces przeprogramowania zachodzi wśród osób, które osiągnęły wysokie stany świadomości w inny sposób, jak na przykład przeżycie Samadhi podczas medytacji czy w doświadczeniach śmierci klinicznej. Często okazuje się, że tacy ludzie zmienili się na zawsze. Nierzadko zdarza się w ich przypadku, że zostawiają za sobą wszystko, co niesie ze sobą świat materialny, a dalsze życie spędzają na poszukiwaniu prawdy. Wiele osób, które poznało transcendentalne doświadczenia z LSD w latach 60. XX w., postąpiło w ten sposób. Te wyższe stany są także osiągane dzięki doznaniom miłości, religii, muzyki klasycznej, sztuki lub dzięki praktykowaniu dyscyplin duchowych.
Wysoki stan, którego poszukują ludzie, niezależnie od stosowanych środków, w rzeczywistości jest doświadczeniem pola ich własnej świadomości (Jaźni). Jeżeli nie są zaawansowani duchowo i brak im odniesienia, dzięki któremu mogliby zrozumieć swoje przeżycie, zaczynają wierzyć, że zostało im zesłane przez coś „z zewnątrz” (na przykład przez guru, muzykę, narkotyki, kochanka, itd.). Tak naprawdę wszystko to, co zaszło, to fakt, że w pewnych szczególnych okolicznościach doświadczyli tego, co w rzeczy samej jest „wewnątrz” nich. Większość łudzi jest tak bardzo oddzielona od swoich własnych stanów czystej świadomości, że nie rozpoznaje ich nawet, kiedy ich doznaje, ponieważ identyfikują się oni ze swoimi niższymi stanami ego, ze swoją własną, najniższą naturą. Pełen radości geniusz, który tak naprawdę tworzy rzeczywistą istotę ich tożsamości, przesłaniany jest przez negatywny wizerunek własnej osoby i właśnie dlatego pozostaje ona nierozpoznana. Fakt, że ten radosny, spokojny i przepełniający stan jest tak naprawdę istotą każdego z nas i był obecny w podstawowych doktrynach każdego wielkiego nauczyciela duchowego (na przykład „królestwo Boże jest w was”).
Każdy stan świadomości, przekraczający zwyczajowy poziom uważności danej osoby, można określać jako „haj*. Dlatego też dla osoby, która żyje w Strachu, wzniesienie się do Odwagi będzie hajem. Dla ludzi, żyjących w pozbawionej nadziei Apatii, Złość jest hajem (na przykład uczestnicy zamieszek w gettach Trzeciego Świata). Strach odczuwa się pozytywniej niż Rozpacz, a Dumę lepiej niż Strach. Akceptacja jest znacznie bardziej komfortowa niż Odwaga. Miłość zaś sprawia, że każdy niższy stan w porównaniu z nią wypada nijako. Podczas gdy Radość przerasta wszystkie niższe ludzkie uczucia, ekstaza jest rzadko odczuwaną emocją w swojej własnej klasie. Najbardziej wzniosłym doznaniem ze wszystkich jest stan nieskończonego Pokoju, tak wyborny, że zadaje kłam wszystkim próbom i opisom.
Im wyższe osiągnie się stany, tym większą ma się moc, aby przeprogramować całe swoje życie. Już nawet jedna chwila znajdowania się w bardzo wysokim stanie może całkowicie zmienić życiowe zapatrywania danej osoby, jej cele i wartości. Można wręcz powiedzieć, że osoba, którą było się wcześniej, już nie istnieje, ponieważ z tego doświadczenia narodził się nowy człowiek – w ciężko wypracowanym postępie, na obranej ścieżce. To jest właśnie mechanizm duchowej ewolucji.
Stałe doświadczanie wysokiego stanu, które może być uczciwie osiągnięte tylko przez poświęcenie całego życia zaangażowanej pracy nad swoim wnętrzem, może być jednak zdobyte tymczasowo dzięki sztucznym środkom, jednakże istniejąca w naturze równowaga sprawia, że sztuczne osiągnięcie tego stanu bez zasłużenia na niego stwarza dług, a ujemny bilans przynosi negatywne konsekwencje. Kosztem takiej „wykradzionej” przyjemności jest desperackie popadnięcie w uzależnienie i ostatecznie zarówno uzależniony, jak i społeczeństwo, płacą za to wysoką cenę.
Żyjemy w społeczeństwie, które idealizuje brak przyjemności — ciężką pracę, stoicyzm, samo poświęcenie, powściągliwość, itd. – i potępia przyjemność we wszystkich jej prostszych formach, częstokroć uznając je za niezgodne z prawem. (Politycy, zarówno świeccy jak i duchowni, dobrze zdają sobie z tego sprawę. Częścią standardowego programu lokalnych polityków, dążących do znalezienia się w czołówkach gazet, jest na przykład publiczne ogłoszenie zamiaru zakazania magazynu Playboy w więzieniach czy odmawianie więźniom tytoniu 1 telewizji.) W naszym społeczeństwie niespełnione obietnice oraz pokusy są uprawomocnione, ale odmawia się satysfakcji. Uwodzenie seksualne w reklamach jest przykładowo wykorzystywane, żeby bez końca sprzedawać produkty. Jednak czerpanie przyjemności z samego sprzedawanego w reklamach seksu jest zakazane z powodu niemoralności.
Na przestrzeni dziejów klasy rządzące zdobywały swoją pozycję i bogactwo dzięki kontrolowaniu społeczeństwa poprzez pewne formy etyki purytańskiej. Im ciężej poddani pracują oraz im bardziej uszczuplone są ich przyjemności, tym bogatsza staje się klasa rządząca, niezależnie czy będzie to teokracja, arystokracja, oligarchia, czy też korporacyjno-przemysłowa magnateria. Taka władza jest zbudowana na przyjemności skonfiskowanej pracownikom. Jak sprawdziliśmy doświadczalnie, przyjemność jest wysoką energią. Suma wszystkich energii poddanych była przejmowana w ciągu wieków, aby zgromadzić klasom wyższym bogactwo przyjemności, którego odmówiono niższym stanom.
*

W długim okresie czasu, jeżeli moc jest głęboko zakorzeniona w woli ludzkiej, to będzie ona odporna na siłę.
Siła jest kusząca, ponieważ emanuje z niej pewien blask, niezależnie czy pojawi się on w przebraniu fałszywego patriotyzmu, prestiżu czy dominacji. Podczas gdy prawdziwa moc bardzo często jest całkowicie pozbawiona uroku. Co mogło być bardziej olśniewające niż siły Luftwaffe i Waffen SS Nazistowskich Niemiec podczas drugiej wojny światowej? Te elitarne oddziały uosabiały romantyzm, przywileje oraz styl Z pewnością miały też do dyspozycji ogromną siłę – najbardziej zaawansowaną broń tamtych czasów i ducha, bojowego, cementującego ich potęgę. Taki jest urok przerażającego.
Słabi są przyciągani przez fascynującą siłę, mogą dla niej nawet zginąć. W jaki bowiem sposób coś tak potwornego jak wojna mogłoby się w ogóle wydarzyć? Siła często czasowo zyskuje przewagę, a słabi idą za tymi, którzy wydają się pokonać swoją słabość. Jak inaczej mogłaby mieć miejsce dyktatura?
Jedną z cech siły jest arogancja. Moc natomiast charakteryzuje się pokorą. Siła jest pompatyczna, posiada wszystkie odpowiedzi. Moc jest skromna. Stalin, który dumnie kroczył podczas swoich militarnych rządów, w historii spadł na pozycję największego zbrodniarza. Skromny Michaił Gorbaczow, ubrany w zwyczajny garnitur i łatwo przyznający się do błędów, został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla.

Wiele ustrojów politycznych i ruchów społecznych zaczyna się z pozycji prawdziwej mocy, ale z czasem zostają przejęte przez niewdzięczników i kończą coraz bardziej opierając się o siłę, aż całko-wicie popadną w niełaskę. Historia ludzkości wciąż to demonstruje. Łatwo jest zapomnieć, że początkowym hasłem komunizmu był idealistyczny humanitaryzm, taki jaki przyświecał zawiązaniu unii w Stanach Zjednoczonych, zanim stały się ostoją małostkowych polityków.
Aby w pełni zrozumieć dychotomię, którą omawiamy należy zastanowić się nad różnicą między politykiem a mężem stanu.

Polityk, który działa, mając na uwadze doraźne cele, rządzi zgodnie z siłą od momentu zdobycia swojej pozycji właśnie dzięki sile przekonywania — często zostaje wykalibrowany na poziom poniżej 200.

Mąż stanu reprezentuje prawdziwą moc, sprawując rządy z powołania, będąc dla innych przykładem i występując w obronie oczywistej zasady. Mąż stanu wydobywa szlachetność, która znajduje się we wszystkich ludziach i jednoczy ich dzięki mocy tego, co najlepiej można nazwać sercem.

Pomimo że intelekt łatwo można oszukać, serce rozpoznaje prawdę. Tam, gdzie rozum jest ograniczony, serce nie posiada granic. Tam, gdzie intelekt jest skupiony na doczesności, serce zajmuje jedynie to, co wieczne.
Siła często opiera się na retoryce, propagandzie i zwodniczych argumentach, aby zebrać poparcie i zamaskować leżące u ich źródła motywacje. Dlatego jedną z cech prawdy jest fakt, że nie potrzebuje ona obrony, jest oczywista. To, że „wszyscy ludzie są równi” nie wymaga uzasadnienia ani retorycznej perswazji To, że jest czymś złym uśmiercać ludzi gazem w obozach koncentracyjnych, jest jasne samo przez się, nie potrzebuje argumentów. Zasady, na których opiera się prawdziwa moc, nigdy nie wymagają potwierdzenia słuszności, co bez wątpienia jest konieczne w przypadku siły — zawsze pojawiają się nieskończone argumenty odnośnie tego, czy siła jest „usprawiedliwiona” czy nie.
Jest jasne, że moc wiąże się z tym, co sprzyja życiu, a siła z tym, co życie wykorzystuje dla zysku jednostki lub instytucji. Siła wprowadza podziały, w wyniku czego osłabia, podczas gdy moc jednoczy. Siła polaryzuje. Skrajny szowinizm, który w tak oczywisty, wrodzony sposób przemawia do militarystycznego narodu, w tale samo rażącym stylu alienuje resztę świata.
Moc przyciąga, natomiast siła odpycha. Ponieważ moc jednoczy, nie posiada żadnych prawdziwych wrogów, pomimo że jej przejawy mogą spotkać się że sprzeciwem oportunistów, których celom ona nie służy. Moc działa dla dobra innych, siła zaś na swoją własną korzyść. Prawdziwy mąż stanu służy narodowi. Polityk wykorzystuje ludzi, aby zaspokoić swoje własne ambicje. Mąż stanu poświęca się, aby służyć innym. Polityk poświęca innych, aby uzyskać korzyści dla siebie. Moc odwołuje się do naszej wyższej natury, a siła do niższej. Siła jest ograniczona, moc zaś bezgraniczna.

Siła wyprzedaje wolność za cenę doraźnych zysków, kładąc nacisk na fakt, że cel uświęca środki. Siła oferuje szybkie, proste rozwiązania. W przypadku mocy środki i cele są takie same, jednak aby cele mogły się urzeczywistnić potrzeba większej dojrzałości, dyscypliny i cierpliwości. Wielcy przywódcy inspirują nas, utrzymując w pewności i wierze, dzięki mocy ich wewnętrznej jedności oraz nienaruszalnych zasad, które wyznają. Takie jednostki rozumieją, że nie sposób iść na kompromis z zasadami i wciąż zachować swoją moc.

*

Nie ma nic wewnętrznie złego w pewnych przejawach dumy. Wszyscy możemy być tak samo dumni, gdy otrzymamy zwycięskie medale w Regatach o Puchar Ameryki czy olimpiadzie, jednak jest to inny rodzaj dumy. To jest uhonorowanie ludzkich dokonań, które przekracza osobistą dumę. Nagradzamy dążenia a nie własne osiąg-nięcia, które są tylko sposobnością i wyrazem czegoś większego, uniwersalnego i wrodzonego ludzkiemu sercu. Olimpiada, jedno z największych przedstawień ludzkich dążeń, i takie które zawłada wyobraźnią każdego, dostarcza kontekstu, który powinien przeciw-działać prywatnemu poczuciu dumy. Cała oprawa inspiruje zawodnika do przemieszczenia się z poziomu własnych ambicji na poziom podziwu, który jest wyrazem bezwarunkowej miłości i który oddaje cześć współzawodnikom przez wzgląd na ich oddanie tym samym wzniosłym zasadom.
Media mają skłonność do wywoływania złych stron sportu i niedoceniania sportowców, ponieważ pozycja celebryty świadomie bądź podświadomie budzi ten egotyzm. Wielcy sportowcy muszą odgrodzić się od takiego źródła skażenia. Skromność i wdzięczność prawdopodobnie są jedyną skuteczną tarczą przed gwałtownym atakiem wyzysku medialnego. Sportowcy w tradycyjnych sztukach walki stosują specyficzne ćwiczenia, aby pokonać każdą skłonność do egotyzmu. Całkowitą ochronę daje wyłącznie powierzenie własnego talentu, występów czy kariery wyższym zasadom.
Prawdziwa sportowa moc charakteryzuje się wdziękiem, wrażliwością, wewnętrzną ciszą oraz — paradoksalnie – delikatnością, obecną w wolnym od współzawodnictwa życiu nawet tych ostrych zawodników. Czcimy zwycięzców, ponieważ rozpoznajemy, że przekroczyli własne ambicje poprzez poświęcenie i oddanie wyższym zasadom. Wielcy ludzie stają się legendą, gdy można brać z nich przykład. Nie to, co posiadają ani co robią, tylko to, kim się stali, imponuje ludzkości i właśnie za to darzymy ich uznaniem. Powinniśmy starać się uchronić ich pokorę przed eksploatującymi siłami, które towarzyszą poklaskowi w codziennym świecie. Musimy uczyć ludzi, że zdolności tych wielkich sportowców oraz ich wielkie dokonania są darami dla ludzkości i muszą być szanowane i bronione przed nadużyciami ze strony mediów i korporacyjnego handlu.
Duch olimpiady mieści się w sercu każdego mężczyzny i każdej kobiety. Świetni sportowcy mogą przykładowo zbudzić uważność tych zasad we wszystkich ludziach. Ci bohaterowie i ich rzecznicy mają potencjalnie piękny wpływ na całą ludzkość, dosłownie dysponują mocą, aby nieść cały świat na swoich ramionach. Wszyscy ludzie są odpowiedzialni za dbanie o doskonałość i uznanie jej wartości, ponieważ poszukiwanie świetności w każdej z dziedzin ludzkich dążeń inspiruje nas wszystkich do aktualizacji każdej z jeszcze nieprzejawionych form ludzkiej wspaniałości.

*

Mówiąc klinicznie, możemy zatem stwierdzić, że Duch równa się Życiu. Samą energię życia można określić jako ducha. Duch jest życiodajnością, która towarzyszy energii życia i jest wyrazem zjednoczenia z nią. Moc wzorców atraktorowych o wysokiej energii jest anaboliczna, podtrzymująca życie. Jej przeciwieństwa są kataboliczne, prowadzące ostatecznie do śmierci. Prawdziwa moc równa się życie równa się duch, podczas gdy siła równa się słabość równa się śmierć. Kiedy osoba straciła te jakości, które określamy jako duchowe lub brakuje ich jej, staje się pozbawiona człowieczeństwa, miłości i szacunku do samej siebie, a nawet egoistyczna i brutalna. Kiedy naród zawraca z drogi zjednoczenia z duchem człowieka, może stać się międzynarodowym przestępcą.
Identyfikowanie duchowości z religią jest powszechnym błędem. Zauważyliśmy, że Konstytucja Stanów Zjednoczonych, Karta Praw i Deklaracja Niepodległości dokonują jasnego rozróżnienia pomiędzy tym, co duchowe, a tym co religijne. Rząd nie ma prawa ustanawiać żadnej religii, aby nie naruszać wolności ludzi. Te same dokumenty zakładają jednocześnie, że autorytet rządowy wywodzi się z duchowych zasad.
Prawdę mówiąc, założyciele wielkich religii świata byliby zszokowani tym, jak dogłębnie bezduszne czyny, na widok których niejeden poganin by się wzdrygnął, popełniono w ich imieniu w ciągu historii. Siła zawsze zniekształca prawdę dla swoich egocentrycznych celów. Z czasem duchowe zasady, na których zbudowane są religie, ulegają wypaczeniu dla osiągnięcia doraźnych celów, jak władza, pieniądze i pozostałe przyziemności. Duchowość jest tolerancyjna, religijność zaś powszechnie pozbawiona tolerancji. To pierwsze prowadzi do pokoju, a ostatnie do walk, rozlewu krwi i zbrodni z pobożności. Pozostaje jednak duchowe podłoże, z którego wszystkie religie się wywodzą, ukryte w każdej z nich. Podobnie jak religie, całe kultury ulegają osłabieniu,

Gdy leżące u ich podłoża zasady zostają przysłonięte i zanieczyszczone błędnymi interpretacjami.
Aby pełniej zrozumieć naturę ducha w mocy oraz jego pocho-dzenie i działanie jako ruchu społecznego, dobrze będzie przestudio-wać współczesną duchową organizację o potężnej mocy i wpływie. Informacje na jej temat podane są do publicznej wiadomości, jest ona jitwnie zjednoczona z duchem człowieka i wciąż stanowczo stwierdza, ite nie jest związana z ruchem religijnym. Jest to pięćdziesięciopięcio letnia organizacja znana jako Wspólnota Anonimowych Alkoholików.
Wszyscy coś wiemy o AA, ponieważ stało się już częścią materii współczesnego społeczeństwa, a jego członkowie liczą miliony osób. Oszacowano, że AA i jego pochodne organizacje wpływają obecnie W ten czy inny sposób na życie około 50% Amerykanów. Nawet tam, gdzie grupy samopomocy, bazujące na metodzie dwunastu kroków, nie bezpośrednio wprowadzane w życie, wywierają pośrednio wpływ na każdego, ponieważ swoim przykładem wzmacniają pewne wartości. Zbadajmy zasady mocy, na których bazuje Wspólnota Anonimowych Alkoholików, sposób wyłonienia się tej instytucji oraz prześledźmy Wpływ, jaki mają te zasady na ogólną populację, jak i na jej członków. Możemy zobaczyć, czym AA jest, a czym nie jest i wyciągnąć wnioski /, obydwu obserwacji.
AA, zgodnie ze swoją preambułą, „Nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną lub instytucją”. Dodatkowo „nie angażuje się w żadne publiczne polemiki”.

Nie popiera ani nie zwalcza żadnych podejść do problemu alkoholizmu. Nie ma składek ani opłat, świętowania, pułapek, urzędników ani praw. Nie posiada własności ani nieruchomości. W AA wszyscy członkowie nie tylko są równi, ale wszystkie grupy są autonomiczne i utrzymują się samodzielnie. Nawet dwanaście kroków, dzięki którym uczestnicy zdrowieją, jest określonych jedynie jako „sugestie”. Unika się stosowania jakiejkolwiek formy przymusu, co jest podkreślane takimi hasłami jak „Spiesz się powoli”, „Najpierw sprawy najważniejsze” i najistotniejsze „Żyj i daj żyć innym”!

Wspólnota Anonimowych Alkoholików szanuje wolność, dlatego zostawia wybór każdej osobie. Identyfikujące ją wzorce mocy to uczciwość, odpowiedzialność, pokora, służba oraz praktykowanie tolerancji, dobrej woli i braterstwa. AA nie podpisuje się pod żadną określoną etyką, nie ma kodeksu słuszności i nieprawości czy dobra ł zła, unika sądów moralnych. AA nie stara się nikogo kontrolować, włącznie ze swoimi własnymi członkami. Zamiast tego wyznacza drogę. Mówi swoim członkom tylko tyle: „jeżeli zastosujesz te zasady do całego swojego życia, wydostaniesz się z tego piekła i więzów śmiertelnej choroby, odzyskasz zdrowie i szacunek do siebie oraz zdolność, aby uczynić życie swoje i innych szczęśliwym i spełnionym.”
AA jest autentycznym przykładem mocy tych zasad w leczeniu beznadziejnych chorób i wprowadzenia zmiany w destrukcyjnych wzorcach osobowościowych swoich członków. Z tego paradygmatu wzięły się wszystkie następne formy terapii grupowej, wzorujące się na odkryciu, że grono łudzi, przychodzących razem na formalne spot-kania, gdzie opisują wspólne dla siebie problemy, ma potężną moc. Są to: Al-Anon dla małżonków członków AA, Alateen dla ich dzieci, Anonimowi Hazardziści, Anonimowi Narkomani, Anonimowi Rodzice, Anonimowi Żarłocy, itp. Istnieje obecnie około 300 organizacji opartych 0 samopomoc i dwanaście kroków, zajmujących się każdym rodzajem ludzkiego cierpienia. Wskutek tego Amerykanie w dużej mierze przestali potępiać autodestrukcyjne zachowania i uświadomili sobie, że te przypadłości są tak naprawdę wyleczalne.

*

Skutek zjednoczenia z zasadami nigdzie nie jest bardziej uderzający niż w wywołanych przez niego konsekwencjach psychologicznych. Zjednoczenie ze schematami atraktorowymi o wysokiej energii przynosi w rezultacie zdrowie. Zjednoczenie ze słabymi wzorcami – chorobę.
Ten syndrom jest określony i przewidywalny. Możliwość udowodnienia, że wzorce o wysokiej energii wzmacniają, a o niskiej energii osłabiają, uwidoczniona w pokazie, spełniającym naukowe kryterium stuprocentowej powtarzalności, jest faktem, z którym czytelnik jest już gruntownie obeznany.

Widać wyraźnie, że centralny układ nerwowy człowieka posiada znakomicie wyczuloną zdolność odróżniania schematów wspierających życie od niszczących je. Atraktorowe wzorce energii o wysokiej mocy, które sprawiają, że ciało ulega wzmocnieniu, uwalniają w mózgu endorfiny i wywierają tonizujący efekt na wszystkie narządy wewnętrzne. Podczas gdy przeciwne bodźce, powodujące uwolnienie adrenaliny, tłumią reakcję immunologiczną i natychmiast wywołują zarówno osłabienie jak i wyczerpanie określonych narządów w zależności od rodzaju bodźca.

Na tym zjawisku klinicznym oparte są takie metody leczenia jak chiropraktyka, akupunktura, refleksologia i wiele innych. Wszystkie te terapie są jednak stworzone z zamiarem skorygowania skutków zaburzeń równowagi energetycznej. Jeżeli podstawowe położenie, które wywołuje nierównowagę energii, nie zostanie poprawione, choroba ma skłonność do nawrotów. Miliony ludzi w grupach samopomocy udowodniło, że zdrowie i proces wyzdrowienia z całej gamy ludzkich problemów behawioralnych i chorób pojawia się w konsekwencji za-adaptowania postaw, które są skorelowane ze wzorcami atraktorowymi o wysokiej energii.
Ogólnie mówiąc, fizyczne i psychiczne zdrowie towarzyszą pozytywnym postawom, podczas gdy zły stan zdrowia, fizyczny i psychiczny, jest związany z takimi negatywnymi postawami jak uraza, zazdrość, wrogość, rozczulanie się nad sobą, strach, niepokój, itp.

Na polu psychoanalizy pozytywne postawy są zwane emocjami stanu przyjemności, a negatywne emocjami stanu zagrożenia. Chroniczne pogrążanie się w emocjach stanu zagrożenia przynosi w skutkach niedomaganie zdrowia fizycznego lub psychicznego oraz poważne osłabienie osobistej mocy danej osoby.
Jak przezwyciężyć negatywne postawy tak, aby uniknąć zaniku mocy i zdrowia? Kliniczne obserwacje wskazują na to, że pacjent sam musi osiągnąć punkt decyzyjny. Szczere pragnienie zmiany zezwala na szukanie wyższych atraktorowych wzorców energii w ich różnych przejawach.
Nie sposób poradzić sobie z pesymizmem poprzez przyłączenie się do cyników. Znana myśl, że określa nas towarzystwo, w którym przebywamy, ma pewne kliniczne podstawy. Wzorce atraktorowe mają tendencję do zdominowania każdego pola, na którym zostają przyjęte. Dlatego też wszystko, co niezbędne, to wystawienie się na pole wysokiej energii, a wewnętrzne postawy danej osoby spontanicznie zaczną ulegać przemianie. Jest to zjawisko dobrze znane w grupach samopomocy – wyrażone w powiedzeniu „Po prostu przyprowadź ciało na spotkanie” (oryg. „Just bring the body to the meeting”). Jeśli tylko poddasz się działaniu wyższych schematów, zaczną one „zacierać” te poprzednie, bo – jak się mówi – „to samo przychodzi w wyniku osmozy”.

*

Znanym prawem obserwowalnego wszechświata jest fakt, że siła wywołuje równą i odwrotną przeciw-siłę. Wszystkie
ataki, niezależnie czy w formie psychicznej czy fizycznej, wywołują kontratak. Zło dosłownie sprawia, że chorujemy. Zawsze jesteśmy ofiarami swej własnej złośliwości. Nawet skryte wrogie myśli przynoszą w konsekwencji fizjologiczny atak na własne ciało.
Z drugiej strony, podobnie jak miłość, uzdrawia’śmiech, ponieważ powstaje dzięki postrzeganiu małego kontekstu z szerszej perspektywy, co likwiduje u obserwującego postawę bycia ofiarą. Każdy żart przypomina nam, że nasza rzeczywistość jest transcendentna, przewyższająca specyfikę zdarzeń. Na przykład wisielczy humor jest zbudowany na zestawieniu obok siebie paradoksalnych przeciwieństw. Następujące wówczas wytchnienie od podstawowego niepokoju, wywołuje śmiech. Jednym z często towarzyszących elementów nagłego, uświadomionego
oświecenia jest śmiech. Kosmiczny żart jest równoległym porównaniem
iluzji z rzeczywistością.
Brak poczucia humoru jest dla odmiany groźny dla zdrowia i szczęścia. Systemy totalitarne są szczególnie pozbawione humoru na jakimkolwiek poziomie. Śmiech, który przynosi akceptację i wolność, jest zagrożeniem dla rządów siły i zastraszenia. Ciężko jest uciskać ludzi, którzy mają dobre poczucie humoru. Obawiaj się tego, co bez poczucia humoru czy chodzi o osobę, instytucję, czy system wierzeń. Zawsze towarzyszy mu popęd do kontroli i dominacji, nawet gdy głoszonym przez niego celem, jest zapewnienie dobrobytu i pokoju.

Nie można samemu stworzyć pokoju samego w sobie. Pokój jest naturalnym stanem rzeczy, kiedy to, co go uniemożliwia, zostaje usunięte. Względnie niewiele osób jest autentycznie oddanych stanowi pokoju, będącemu realnym celem. W życiu prywatnym ludzie wolą „mieć rację” – kosztem swoich związków czy ich własnym kosztem.
Samo uzasadnione pozycjonowanie („okopywanie się na pozycji”) jest prawdziwym wrogiem pokoju. Żadne pokojowe postanowienia nie są możliwe, gdy szuka się rozwiązań na poziomie przymusu.
Sama sfera służby zdrowia pokazuje, jak próby kontroli łączą się jedynie w rosnące w siłę, biurokratyczne grzęzawisko. Złożoność jest kosztowna, a systemy są tak słabe i nieskuteczne, jak postawy, które leżą u ich źródeł. Systemy związane z bardzo słabymi polami atraktorowymi są nieefektywne z powodu ich wewnętrznej nieszczerości. Stają się też marnotrawne i niewygodne. Przemysł opieki zdrowotnej jest tak przeładowany strachem i przepisami, że ledwo co może funkcjonować. Wyleczenie z danej choroby czy też wyleczenie samej opieki zdrowotnej może zdarzyć się tylko dzięki stopniowym krokom ku wzniesieniu motywacji i wyzbyciu się samo oszukiwania, aby zyskać nową jasność widzenia. Nie istnieją żadni złoczyńcy. Wina znajduje się w błędnym zestrojeniu samego systemu.

Jeśli powiemy, że zdrowie, skuteczność i pomyślność są naturalnymi stanami, wynikającymi z bycia w harmonii z rzeczywistością, zaczniemy uważniej badać to, co znajduje się poniżej tego stanu, zamiast obrzucać winą rzeczy znajdujące się poza systemem. Wzorce atraktorowe przestrzegają praw ich własnej fizyki, nawet gdy nie są to prawa newtonowskie, przebaczyć to uzyskać przebaczenia,  wielokrotnie spostrzegaliśmy, we wszechświecie, w którym wszystko jest połączone ze wszystkim innym, nie istnieje taka rzecz jak „przypadek” i nic nie pozostaje poza wszechświatem. Ponieważ moc przyczyn jest niewidzialna i tylko zamanifestowane efekty są widoczne, istnieje iluzja „przypadkowych” zdarzeń. Nagłe i nieoczekiwane zdarzenie może wydawać się przypadkiem, niezwiązanym z widocznymi przyczynami, jednak jego faktyczne pochodzenie można wyśledzić dzięki badaniom. Niespodziewana choroba zawsze ma dostrzegalne poprzedzające fakty, nawet skłonność do wypadków objawia się w wielu małych przygotowawczych krokach, zanim „wypadek” się zdarzy.

 


Poziomy ludzkiej świadomości
MILIONY KALIBRACJI, wykonanych w ciągu lat badań, pozwoliły określić skalę wartości trafnie korespondującą z dobrze rozpoznanymi zbiorami postaw i emocji, zlokalizowanymi przez pola energii atraktorowych, podobnie jak w przypadku pól elektromagnetycznych, przyciągających opiłki żelaza. Przyjęliśmy następującą klasyfikację tych pól energii, aby uczynić je łatwo zrozumiałymi, jak i trafnymi w znaczeniu trafności klinicznej.
Bardzo istotnym jest, aby pamiętać, że liczby określające kalibracje nie odzwierciedlają wzrostu arytmetycznego, lecz logarytmiczny.
A zatem, poziom 300, nie jest podwojeniem amplitudy 150. Oznacza natomiast wykładnik potęgi liczby dziesięć (10 do 300). Niewielki wzrost o kilka punktów reprezentuje zatem znaczny wzrost mocy. Wskaźnik wzrostu mocy gwałtownie rośnie w miarę poruszania się w górę skali. Sposoby, na jakie wyrażają się różne poziomy ludzkiej świadomości, są doniosłe i dalekosiężne. Ich skutki są zarówno wielkie, jak i subtelne.
Wszystkie poziomy poniżej 200 mają niszczący wpływ, zarówno na jednostkę jak i na całe społeczeństwo. Wszystkie zaś powyżej 200 stanowią twórczy wyraz mocy. Rozstrzygający poziom 200 jest osią, rozdzielającą główne sfery siły i mocy.
Opisując emocjonalne powiązania pól energii ze świadomością, należy pamiętać, że rzadko kiedy przejawiają się one u danej osoby w postaci czystych stanów. Poziomy świadomości są zawsze wymieszane. Człowiek może funkcjonować na jednym z poziomów w jednej sferze życia i na zupełnie innym w drugiej sferze. Całkowity poziom świadomości jednostki jest więc sumą oddziaływań tych różnych poziomów.

 

Poziom energii 20: Wstyd
Poziom Wstydu jest niebezpiecznie bliski śmierci, która może zostać wybrana ze Wstydu jako świadome samobójstwo. Wybór ten może być też bardziej subtelny i dokonać się na drodze zaniechania podjęcia kroków do przedłużenia życia. Takim przykładem jest śmierć na skutek wypadku, którego można było uniknąć. Wszyscy mamy pewną świadomość bólu, powstającego w wyniku „utraty twarzy”, kompromitacji, stania się osobą niepożądaną. We Wstydzie spuszczamy głowę i wycofujemy się, pragnąc stać się niewidzialni. Ostracyzm tradycyjnie towarzyszy wstydowi, a w prymitywnych społecznościach, z których wszyscy pochodzimy, jest jednoznaczny ze śmiercią.
Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa, takie jak wykorzystywanie seksualne, które też prowadzą do Wstydu, wypaczają osobowość już do końca życia, chyba że uda się je pokonać poprzez odpowiednią terapię. Wstyd, jak uznał Freud, jest przyczyną nerwicy. Ma destrukcyjny wpływ na emocjonalne i psychiczne zdrowie i – jako skutek niskiej samooceny – przyczynia się do zapadalności danej osoby na choroby psychiczne Osobowość opartą na Wstydzie charakteryzuje nieśmiałość, wycofanie i introwersja.
Wstyd wykorzystuje się jako narzędzie okrucieństwa, a jego ofiary częstokroć same stają się okrutne. Zawstydzane dzieci okazują okrucieństwo zwierzętom i sobie nawzajem. Zachowanie ludzi, których świadomość jest w okolicach poziomu 20, jest wręcz niebezpieczne. Mają oni skłonności do halucynacji o charakterze oskarżycielskim, jak i do paranoi. Niektórzy stają się psychotykami lub popełniają zdziwaczałe zbrodnie.
Niektórzy osobnicy osadzeni na Wstydzie rekompensują to perfekcjonizmem i surowością. Stają się zdeterminowani i nietoleran-cyjni. Notorycznym przykładem tego są moralni ekstremiści, którzy tworzą grupy straży obywatelskiej, przerzucając w ten sposób swój nieuświadomiony wstyd na innych, czując się następnie uprawnionymi do atakowania i wymierzania im sprawiedliwości. Motywem działania seryjnych morderców często był moralizm seksualny, usprawiedliwiony chęcią ukarania „złej” kobiety.
Wstyd, dokonując rozpadu całego poziomu osobowości, przynosi skutek w postaci podatności na inne negatywne emocje, tym samym prowadząc do fałszywej dumy, złości czy winy.
Poziom energii 30: Wina
Wina, tak często wykorzystywana w naszym społeczeństwie, aby manipulować i karać, przedstawia się w całej różnorodności form, takich jak wyrzuty sumienia, samooskarżanie, masochizm wraz z całym wachlarzem przejawów bycia ofiarą. Nieuświadomione poczucie winy skutkuje w chorobach psychosomatycznych, podatności na wypadki oraz zachowaniach samobójczych. Wiele osób prowadzi walkę z winą przez całe swoje życie, podczas gdy inni desperacko próbują od niej uciec, niemoralnie wypierając się jej.
Dominacja Winy przynosi w skutkach zaabsorbowanie „grzechem”, czyli niewybaczalną postawę emocjonalną, częstokroć wykorzystywaną przez religijnych populistów, stosujących ją dla wprowadzania przymusu i kontroli. Ci handlarze „grzechem i zbawieniem”,  owładnięci obsesją kary albo odgrywają własne poczucie winy, albo przerzucają je na innych.
Subkultury, reprezentujące takie odchylenia od normy jak samobiczowanie, często przejawiają inne lokalne formy okrucieństwa, jak na przykład publiczne rytuały zabijania zwierząt. Wina wywołuje wściekłość, a zabijanie często jest jej wyrazem. Kara śmierci jest przykładem tego, jak zabójstwo przynosi zadowolenie napędzanemu Winą społeczeństwu. Nasze, niewybaczające amerykańskie społeczeństwo, na przykład, upokarza publicznie swoje ofiary w prasie, wymierzając tym samym kary, które nigdy nie dowiodły swojej prewencyjnej czy korygującej wartości.

Poziom energii 50: Apatia
Ten poziom charakteryzuje się biedą, rozpaczą i beznadzieją. Cały świat i przyszłość stają się posępne, a patos, staje się sensem życia. Jest to stan bezradności. Jego ofiarom, będącym w potrzebie w każdy sposób, brakuje nie tylko środków do życia, ale też energii do tego, aby czerpać korzyści z tego, co mogłoby być dla nich dostępne. O ile zewnętrzna energia nie zostanie dostarczona przez opiekunów, skutkiem może być śmierć w formie biernego samobójstwa. Bez chęci do życia, pozbawione nadziei, osoby te wpatrują się pustym wzrokiem, obojętne na bodźce, aż tracą wszystko z oczu i brakuje im już energii, nawet by przełknąć otrzymane pożywienie.
Jest to poziom bezdomnych i wyrzutków społeczeństwa. Jest to także przeznaczeniem wielu osób w podeszłym wieku i innych, którzy doznają izolacji na skutek chronicznych łub rozwijających się chorób. Apatyczni ludzie są uzależnieni. Będąc na poziomie Apatii i są „ociężali” i traktowani jako brzemię przez tych, którzy ich otaczają.
Niestety, bardzo często społeczeństwu brak dostatecznej motywacji, aby w realny sposób pomoc znajdującym się na tym poziomie kulturom i jednostkom, które postrzega się jako marnotrawców środków. To jest poziom ulic Kalkuty, po których jedynie święci, jak Matka Teresa i jej kontynuatorzy, ośmielili się kroczyć. Jest to także poziom utraconych nadziei i tylko niewielu ma dość odwagi, aby się z nim zmierzyć.
Poziom energii 75: Żal
Jest to poziom smutku, straty i melancholii. Większość z nas doświadczała go w ciągu życia. Jednak ci, którzy pozostali na tym poziomie, wiodą życie w nieustannym ubolewaniu i depresji. Poziom ten charakteryzuje się płaczem, żałobą i wyrzutami sumienia odnośnie przeszłości. Dotyczy on także notorycznych przegranych oraz wiecznych hazardzistów, traktujących porażkę jako część swojego stylu życia, często przynoszącego w skutkach utratę pracy, przyjaciół, rodziny czy szans życiowych, a także pieniędzy i zdrowia.
Poważne straty we wczesnym okresie życia sprawiają, że osoba staje się podatna na przyjęcie postawy biernej akceptacji żalu, jak gdyby przygnębienie było ceną życia. Na poziomie Żalu smutek widzi się wszędzie: smutek u małych dzieci, smutne warunki na świecie, smutek wpisany w samo życie. Ten poziom zabarwia całą wizję egzystencji danej osoby. Częścią tego syndromu straty jest wrażenie niemożności zastąpienia tego, co zostało utracone, lub tego, co sobą symbolizowało. Następuje tu uogólnienie rzeczy jednostkowych. Zatem strata ukochanej osoby staje się utratą miłości samej w sobie. Na tym poziomie straty emocjonalne mogą wywołać poważną depresję czy nawet śmierć.
Pomimo że Żal jest pogrzebaniem życia, wciąż przedstawia więcej energii niż Apatia. Dlatego też gdy apatyczny pacjent znajdujący się w traumatycznym stanie zaczyna płakać, wiadomo, że jego stan się poprawia. Skoro zaczął płakać, znowu zacznie jeść.

Poziom energii 100: Strach
Na poziomie 100 jest znacznie więcej dostępnej energii. Strach przed zagrożeniem jest zdrowy. Strach rządzi większością wydarzeń na świecie, będąc bodźcem do nieustannej aktywności. Strach przed wrogami, strach przed zestarzeniem się lub śmiercią, strach przed odrzuceniem wraz z całym spektrum społecznych obaw stanowią podstawowe czynniki motywacyjne dla większości ludzi.
Z perspektywy tego poziomu świat wygląda na niebezpieczny, pełen zasadzek i zagrożeń. Strach jest ulubionym oficjalnym narzędziem kontroli, stosowanym przez represyjne, totalitarne agencje rządowe, a niepewność jest głównym produktem oferowanym przez manipulatorów na rynku. Media i reklama grają Strachem, aby zwiększyć udział w rynku.
Namnażanie się różnych odmian strachu jest ograniczone tylko przez ludzką wyobraźnię. Gdy ktoś skoncentruje się na Strachu, karmi się on niekończącą się spiralą strasznych wydarzeń na świecie. Strach staje się obsesyjny i może przybrać wtedy każdą postać. Obawa przed utratą związku, która prowadzi do zazdrości i chronicznie utrzymującego się wysokiego poziomu stresu. Myślenie przepełnione strachem może urosnąć do rangi paranoi lub spowodować wykształcenie się nerwicowych mechanizmów obronnych oraz — z powodu swej zaraźliwości – stać się dominującą tendencją w społeczeństwie. Strach ogranicza wzrost osobowości i prowadzi do jej zahamowania. Ponieważ potrzebna jest energia, aby wznieść się powyżej poziomu Strachu, osoby, znajdujące się w jego władaniu, nie są w stanie osiągnąć wyższego poziomu bez czyjejś pomocy. Dlatego bojaźliwi szukają silnych przywódców, sprawiających wrażenie rozprawienia się z własnym strachem, którzy wyprowadzą ich z jego niewoli.
Poziom energii 125: Pożądanie
Na tym poziomie znajduje się jeszcze więcej dostępnej energii. Pożądanie napędza ogromne obszary ludzkiej aktywności, włącznie z ekonomią. Twórcy reklam grają na ludzkich pragnieniach, aby zaszczepić w nas potrzeby wiążące się z Instynktownymi popędami. Pożądanie wywołuje w nas potrzebę osiągania celów i zdobywania nagród. Żądza pieniędzy, prestiżu czy władzy napędza życie wielu, którzy wznieśli się ponad Strach, będący ich głównym motywem życiowym. Pożądanie to także poziom uzależnień, w którym sama żądza staje się pragnieniem przewyższającym nawet życie. Ofiary Pożądania mogą być w rzeczy samej nieświadome podstaw jego motywów. Niektórzy uzależniają się od potrzeby skupiania na sobie uwagi i odpychają od siebie innych poprzez swoje ciągłe żądania. Pożądanie aprobaty seksualnej spowodowało powstanie całego przemysłu kosmetycznego i mody. Pożądanie ma wiele wspólnego z bogaceniem się i chciwością. Jednakże jest ono niemożliwe do nasycenia, ponieważ jest ciągłym polem energii, a więc zaspokojenie jednej z żądz zostaje jedynie zastąpione przez brak zaspokojenia w innej ze sfer. Multimilionerzy żyją owładnięci obsesją zdobywania coraz większej ilości pieniędzy.

Pożądanie jest naturalnie znacznie wyższym stanem niż apatia czy żal. Aby „dostać coś”, trzeba najpierw dysponować energią, by „zapragnąć”. Telewizja miała poważny wpływ na wielu uciskanych ludzi, zaszczepiając potrzeby i pobudzając ich żądze do takiego stopnia, że wyszli ze stanu Apatii i zaczęli szukać lepszego życia. Pragnienie może zapoczątkować naszą drogę do realizacji Pożądanie może zatem stać się trampoliną do jeszcze wyższych poziomów uważności”.
* Świadomość (ang. consdousness) — to zdawanie sobie sprawy z istnienia (siebie, innych zjawisk, otoczenia itp_). Uważność (ang. awareness) — to wewnętrzna świadomość siebie w przestrzeni, wzbogacona posiadaniem aktywnej, ale nie napiętej uwagi, pozwalającej na bieżąco i bez wysiłku rejestrować otoczenie i zjawiska w nim zachodzące. Świadomość ma wymiar bardziej statyczny i społeczny: uważność – bardziej aktywny i osobisty (przyp. red.).

Poziom energii 150: Złość
Pomimo że złość może doprowadzić do masowych zabójstw i wojny, jako poziom energii jest znacznie bardziej oddalona od śmierci, niż te znajdujące się poniżej niej. Złość wiedzie do podjęcia albo konstruktywnych, albo destruktywnych działań. W miarę jak ludzie wychodzą z Apatii i Żalu, aby przekroczyć Strach, będący ich sposobem na życie, zaczynają „chcieć”. Pożądanie prowadzi do frustracji, którą w następstwie wiedzie do Złości. Dlatego też Złość może pełnić rolę punktu zwrotnego, za sprawą którego osoby uciskane w końcu przenoszą się do wolności. Złość na niesprawiedliwość społeczną, na represjonowanie czy nierówność wywołała wielkie poruszenia, które doprowadziły do poważnych zmian struktury społeczeństwa.
Jednakże Złość wyraża się najczęściej w formie urazy i chęci zemsty, stając się w ten sposób zmienna i niebezpieczna. Złość jako styl życia ujawnia się na przykładzie poirytowanych, wybuchowych ludzi, którzy są przewrażliwieni na afront i stają się wręcz „kolekcjonerami niesprawiedliwości”, kłótliwymi, agresywnymi i niezgodnymi.
Złość bierze się z niespełnionych potrzeb, jest więc oparta na polu energii niższego poziomu. Frustracja ma źródło w nadawaniu zbyt wielkiej wagi pragnieniom. Osoba w złości może – tak jak rozgniewane dziecko — wpaść w furię. Ód złości wiedzie prosta droga do nienawiści, która ma niszczący wpływ na wszystkie obszary ludzkiego życia.

Poziom energii 175: Duma
Duma, wykalibrowana na 175, posiada wystarczającą ilość energii, aby kierować Korpusem Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Jest to poziom, na którym chce się obecnie znaleźć większość naszego gatunku. Ludzie odczuwają pozytywne emocje, osiągając ten poziom, w przeciwieństwie do niższych pół energii. Ten wzrost samooceny działa jak balsam na cały ból doświadczany na niższych poziomach świadomości. Duma prezentuje się świetnie i wie o tym. Kroczy wyniośle w paradzie życia. Duma jest na tyle oddalona od Wstydu, Winy czy Strachu, żeby przykładowy przeskok z wypełnionego rozpaczą życia w getcie do dumy z bycia w Marines stał się ogromnym dokonaniem. Duma jako taka cieszy się ogólnie dobrą reputacją. Jest też społecznie wspierana. Jak widać teraz z tabeli poziomów świadomości, już samo pozostawanie poniżej krytycznego poziomu 200 jest dostatecznie niekorzystną sytuacją. Dlatego właśnie Duma wydaje się być zadowalająca tylko w kontraście do niższych poziomów.

Jak wszyscy doskonale wiemy, problem polega na tym, że „Duma prowadzi do upadku”. Poziom Dumy jest defensywny i nieodporny, ponieważ zależy od zewnętrznych warunków, bez których może nagle powrócić do poprzedniego, niższego poziomu. Zadufane w sobie ego jest podatne na atak. Duma pozostaje słaba, ponieważ może zostać zrzucona ze swojego piedestału prosto we Wstyd, który jest zagrożeniem, rozpalającym uczucie strachu przed utratą dumy.
Duma wprowadza podziały i zapoczątkowuje wyodrębnianie się frakcji. Konsekwencje tego są kosztowne. Człowiek zawzięcie umierał dla Dumy – armie wciąż regularnie dokonują na sobie rzezi w imię aspektu Dumy zwanego nacjonalizmem. Wojny religijne, terroryzm polityczny i fanatyzm, cała straszliwa historia Bliskiego Wschodu i Środkowej Europy, są ceną, jaką całe społeczeństwa płacą za Dumę.
Wadą Dumy jest arogancja i zaprzeczanie. Te cechy blokują wzrost. Na poziomie Dumy niemożliwe jest wyleczenie się z uzależnień, ponieważ zaprzecza się istnieniu problemów emocjonalnych czy defektów charakteru. Cały problem wyparcia jest związany z Dumą. Dlatego też Duma stanowi poważny ciężar, stojący na przeszkodzie w uzyskaniu prawdziwej mocy, która zastąpiłaby Dumę prawdziwym uznaniem i szacunkiem.

Poziom energii 200: Odwaga
Na poziomie 200 po raz pierwszy pojawia się moc. Kiedy testu-jemy badanych na wszystkim poziomach poniżej 200, wszyscy słabną, co można natychmiast zweryfikować. Każdy też prezentuje silniejszą odpowiedź na sprzyjające życiu pola powyżej 200. Na tym poziomie znajduje się linia krytyczna, oddzielająca pozytywne i negatywne oddziaływania na życie. Na poziomie Odwagi dochodzi do osiągnięcia prawdziwej mocy. Jest to zatem poziom umocnienia. Jest to strefa poszukiwań, osiągnięć, męstwa i determinacji. Na niższych poziomach świat wydaje się beznadziejny, smutny, przerażający czy frustrujący. Jednak na poziomie Odwagi życie postrzega się jako fascynujące, nęcące i inspirujące.
Odwaga zakłada chęć do wypróbowania nowych rzeczy i zmierzenia się ze zmiennością życia. Na tym poziomie umocnienia osoba jest w stanie skutecznie poradzić sobie z możliwościami, jakie niesie życie. Na poziomie 200 pojawia się na przykład energia do zdobywania nowych umiejętności w pracy. Wzrost i nauka stają się osiągalnymi celami. Pojawia się zdolność do zmierzenia się z obawami czy wadami charakteru i dalszego rozwijania się niezależnie od nich. Niepokój nie upośledza naszych starań tale, jak to miało miejsce na niższych etapach ewolucji. Przeszkody, nie do pokonania dla ludzi, których świadomość znajduje się poniżej poziomu 200, na osoby, znajdujące się w swym rozwoju na pierwszym poziomie prawdziwej mocy, działają stymulująco.
Ludzie znajdujący się na tym poziomie oddają światu tyle samo energii, ile z niego biorą. Zaś na niższych poziomach całe populacje, jak i pojedyncze osoby wysysają energię ze społeczeństwa bez odwzajemnienia. Ponieważ osiągnięcia przynoszą w skutkach pozytywne sprzężenie zwrotne, zadowolenie z siebie i szacunek stopniowo umacniają człowieka. W tym miejscu zaczyna się produktywność.
Zbiorowy poziom świadomości gatunku ludzkiego utrzymywał się na 190 przez wiele stuleci po czym, co osobliwe, wzniósł się jedynie na poziom 204 w ciągu ostatniej dekady.
Poziom energii 250: Neutralność
Energia nabiera pozytywnych cech, w miarę jak zbliżamy się do poziomu, który określiliśmy jako Neutralny, ponieważ uosabia go uwolnienie od popadania w skrajności, które cechuje niższe poziomy. Poniżej 250 świadomość ma tendencję dostrzegać dychotomię i przyjmować surowe stanowiska, będące utrudnieniem w świecie, który jest złożony i wieloczynnikowy, a nie czarno-biały.
Przyjmowanie takich stanowisk wywołuje polaryzację. Polaryzacja z kolei stwarza opozycje i podziały. Tak samo jak w przypadku sztuk walki; sztywna pozycja staje się punktem słabości. Ten, który się nie ugnie, jest podatny na złamanie. Wzrastając ponad granice czy opozycje, które trwonią jednostkową energię, poziom Neutralny umożliwia elastyczną, niewartościującą i realistyczną ocenę problemów. Bycie Neutralnym oznacza bycie względnie nie- przywiązanym do rezultatów. Niepowodzenie w osiągnięciu czegoś nie jest dłużej powiązane z poczuciem porażki, strachu czy frustracji.
Na poziomie Neutralnym, człowiek może stwierdzić: „Cóż, jeśli nie dostanę tej pracy, znajdę inną.” Jest to początek wewnętrznej pewności. Niełatwo jest zastraszyć osobę, wyczuwającą własną moc. Człowiek nie jest już motywowany do działania chęcią udowodnienia czegokolwiek. Nastawienie, że życie pełne wzlotów i upadków w końcu ułoży się dobrze, jeśli tylko-uda nam się pozbierać, charakteryzuje podejście na poziomie 250.
Ludzie, będący na poziomie Neutralności, mają poczucie dobro-bytu. Znakiem rozpoznawczym tego jest pewność siebie i umiejętność życia w świecie. Jest to poziom bezpieczeństwa. Z ludźmi z poziomu Neutralności łatwo można się dogadać, przyjemnie jest przebywać w ich towarzystwie, ponieważ nie zajmuje ich konflikt, współzawodnictwo czy wina. Są spokojni i przede wszystkim wolni od zaburzeń emocjonalnych. Postawa ta jest wolna od ferowania wyroków i w żaden sposób nie prowadzi do potrzeby kontrolowania ludzkich zachowań. Odpowiednio, ponieważ Neutralni ludzie cenią sobie wolność, nie jest łatwo ich kontrolować.
Poziom energii 310: Ochota
Ten bardzo pozytywny poziom energii można traktować jako furtkę do wyższych poziomów. Podczas gdy na Neutralnym poziomie prace są wykonywane właściwie, na poziomie Ochoty praca jest wykonywana dobrze, a powodzenie we wszystkich dążeniach jest częstym zjawiskiem. Wzrost zachodzi tu szybko. Ochotę reprezentują ludzie wybrani do postępu. Ochota zakłada, że przekroczyło się już wewnętrzny opór wobec życia i zdecydowało na współuczestnictwo. Poniżej kalibracji 200 ludzie mają skłonność do konserwatyzmu, ale poczynając od poziomu 310 pojawiają się szerokie horyzonty. Na tym poziomie ludzie stają się naprawdę przyjaźni, a sukces w sferze społecznej i ekonomicznej następuje automatycznie. Chętnych nie nęka bezrobocie. Podejmą się każdej pracy, jeżeli zajdzie taka potrzeba lub rozpoczną własną karierę w formie samozatrudnienia. Nie czują się upokorzeni pracą w usługach ani zaczynaniem od zera. Są pomocni dla innych i przyczyniają się do dobra całego społeczeństwa. Są także skłonni do zmierzenia się z własnymi problemami emocjonalnymi i nie są zablokowani na uczenie się.
Na tym poziomie samoocena jest wysoka i wzmocniona przez pozytywny oddźwięk ze strony społeczeństwa w formie uznania, docenienia czy nagrody Ochota charakteryzuje się współczuciem i reagowaniem na potrzeby innych. Ludzie przepełnieni Ochotą są budowniczymi i mają swój wkład w rozwój społeczeństwa. Z ich zdolnościami, aby nie dać się przeciwnościom losu i czerpać z doświadczenia, stają się ludźmi samoregulującymi swoje życie. Uwolniwszy się od Dumy, pragną spojrzeć na swoje wady i uczyć się od innych. Na poziomie Ochoty ludzie stają się świetnymi uczniami. Łatwo jest ich nauczać, reprezentują oni znaczące źródło mocy dla społeczeństwa.
Poziom energii 350: Akceptacja
Na tym poziomie uważności zachodzi główna przemiana, która związana jest ze zrozumieniem, że każda osoba sama jest źródłem i twórcą całego doświadczenia w swoim życiu. Przyjęcie tej odpowiedzialności jest właściwe dla tego stopnia ewolucji, charakteryzującego się zdolnością do harmonijnego współistnienia z siłami życia.
Wszyscy ludzie poniżej poziomu 200 mają skłonność do popadania w bezsilność, widzą siebie jako ofiary, znajdujące się na łasce życia. Bierze się to z przekonania, że źródło szczęścia czy też przyczyna problemów danej osoby znajduje się „na zewnątrz”. Ogromny skok, oddający nam naszą własną moc, dokonuje się na tym poziomie wraz z uświadomieniem, że źródło szczęścia leży w nas samych. Na tym już bardziej zaawansowanym poziomie, nic „z zewnątrz” nie posiada zdolności, aby uczynić nas szczęśliwymi. Miłość natomiast nie jest dawana czy zabierana przez drugą osobę, ale stwarzana w nas.
Akceptacji nie należy mylić z biernością, która jest objawem apatii. Ta forma zgodności pozwala na zaangażowanie się w życie na jego własnych warunkach, bez usiłowań dostosowania go do planu. W akceptacji znajduje się emocjonalny spokój, percepcja poszerza się w miarę, jak przezwycięża się zaprzeczenie.. Można teraz ujrzeć sprawy bez zakłóceń czy błędnych interpretacji. Kontekst doświadczanych zdarzeń jest tak poszerzony, że jest się zdolnym do „uchwycenia całego obrazu”. Akceptacja ma wiele wspólnego z równowagą, zachowaniem proporcji i odpowiedniością. Osobę, będącą na poziomie Akceptacji, nie zajmuje rozstrzyganie, co dobre, a co złe. Jest ona natomiast nastawiona na rozwiązywanie problemów i odnajdywanie drogi do ich usunięcia. Ciężkie prace nie są uciążliwe ani niepokojące. Cele długoterminowe zyskują pierwszeństwo nad krótkoterminowymi. Samodyscyplina i fachowość są tym, co ważne.
Na poziomie Akceptacji nie ulegamy polaryzacji przez konflikt czy opozycję. Dostrzegamy, że inni ludzie mają te same prawa co my i szanujemy równość. Na tym poziomie społeczna różnorodność jawi się jako sposób na rozwiązanie problemów, podczas gdy niższe charakteryzują się sztywnością. Dlatego też poziom ten jest wolny od dyskryminacji czy nietolerancji. Pojawia się świadomość, że równość nie wyklucza zróżnicowania, Akceptacja włącza, a nie odrzuca.
Poziom energii 400: Rozsądek
Inteligencja i racjonalność wychodzą na prowadzenie, gdy prze-kroczy się emocjonalność niższych poziomów. Rozsądek jest w stanie posługiwać się znacznymi, złożonymi ilościami danych i dokonywać błyskawicznych, właściwych, decyzji. Potrafi zrozumieć zawiłości związków, stopniować i dokonywać klarownych rozróżnień oraz doskonałe operować na symbolach, w miarę jak abstrakcyjne koncepcje stają się ważne. Jest to poziom nauki, medycyny i ogólnej, zwiększonej zdolności do konceptualizacji i zrozumienia. Wiedza i edukacja stają się tu kapitałem. Rozumienie i informacja są głównymi narzędziami osiągnięć, które są cechą charakterystyczną dla poziomu 400. Jest to poziom zdobywców Nagrody Nobla, wielkich mówców, sędziów Sądu Najwyższego. Einstein, Freud i wiele innych kluczowych osób w historii myśli kalibruje się tutaj.
Słabe strony tego poziomu to nieudolność jasnego rozpoznania różnicy pomiędzy symbolami i tym, co one reprezentują oraz pomieszanie świata obiektywnego z subiektywnym, co ogranicza zrozumienie przyczynowości. Na tym poziomie łatwo stracić z oczu las, przysłonięty przez drzewa, zadurzyć się w koncepcjach i teoriach, i w końcu zgubić sedno. Przeintelektualizowanie może oznaczać koniec. Rozsądek jest ograniczony poprzez swoją niezdolność wydobycia istoty czy punktu krytycznego złożonych spraw.
Rozsądek sam z siebie nie dostarcza drogi do prawdy. Wytwarza ogromne ilości informacji i dokumentacji, lecz brak mu zdolności, aby rozwiązać napotkane rozbieżności między danymi a wnioskami. Wszystkie argumenty filozoficzne same brzmią przekonująco. Pomimo że Rozsądek jest wysoce efektywny w świecie techniki, gdzie dominują metodologie oparte na logice, to jest on paradoksalnie główną blokadą w osiągnięciu wyższych poziomów świadomości. Przekraczanie poziomu Rozsądku jest stosunkowo rzadkie w naszym społeczeństwie.
Poziom energii 500: Miłość
Miłość, w sposób w jaki jest przedstawiona w mediach, nie dotyczy tego, co znajduje się na tym poziomie. To, co świat zwykł określać jako miłość, to wielka emocjonalność, połączona z atrakcyjnością fizyczną, zachłannością, chęcią posiadania kontroli, erotyzmem i nowością. Zazwyczaj jest przelotna i ulegająca wahaniom, rośnie i maleje w zależności od warunków. W przypadku niezaspokojenia, emocja ta często ujawnia skrywany gniew i uzależnienie, które maskowała. Przechodzenie od miłości do nienawiści jest potocznym zjawiskiem. Jednak to, o czym mówimy, to nie Miłość, tylko uzależniająca sentymentalność. Nienawiść pochodzi od Dumy,, a nie Miłości. W takim związku prawdziwa miłość prawdopodobnie nigdy nie zagościła.
Poziom 500 charakteryzuje się rozwojem bezwarunkowej, nie-zmiennej i stałej miłości. Nie jest ona chwiejna, ponieważ jej źródło znajdujące się w osobie, która kocha, nie jest zależne od zewnętrznych czynników. Miłość to stan istnienia. Jest to pełen wybaczenia, troski i wsparcia sposób, w jaki odnosimy się do świata. Miłość nie jest stanem intelektualnym i nie pochodzi z umysłu. Ona wywodzi się prosto z serca. Posiada w sobie zdolność podnoszenia innych na duchu i dokonywania wielkich czynów dzięki czystości swoich pobudek.
Na tym poziomie rozwoju zdolność zrozumienia istoty staje się najważniejsza. Cała uwaga koncentruje się na sednie sprawy Gdy rozsądek zostaje ominięty, pojawia się zdolność natychmiastowego rozpoznania całości problemu i jego głównego kierunku rozwoju, ze szczególnym uwzględnieniem czasu i procesu. Rozsądek radzi sobie jedynie ze szczegółami, miłość zaś z całością. Ta umiejętność, często przypisywana intuicji, polega na natychmiastowym zrozumieniu, bez uciekania się do sekwencyjnego przetwarzania symboli. To pozornie abstrakcyjne zjawisko jest w rzeczywistości całkiem konkretne. Towarzyszy mu mierzalne uwolnienie endorfin w mózgu.
Miłość nie przyjmuje stanowisk, dlatego jest całościowa i pozwala na osiągnięcie kompromisu. Wówczas zjednoczenie z drugą osobą staje się możliwe, ponieważ granice przestają istnieć. Miłość jest zatem włączająca i narastająco rozszerza poczucie ja. Miłość koncentruje się na dobrych stronach życia we wszystkich jego przejawach i pomnaża jeszcze to, co pozytywne. Rozwiązuje negatywność poprzez ujęcie jej w innym kontekście, a nie przez atakowanie.
Jest to poziom prawdziwego szczęścia. Jednak pomimo tego, że świat jest zafascynowany pojęciem miłości, a wszystkie funkcjonujące religie są wykalibrowane na poziom 500 i wyżej, warto zaznaczyć, że zaledwie 0,4% światowej populacji kiedykolwiek osiąga ten poziom ewolucji świadomości.
Tak naprawdę najlepszym słowem byłoby „inkluzywna” ponieważ nie tyle chodzi o to, że (z góry) „zawiera w sobie wszystko” ile o to, że kiedy nie ma barier osobowości, wszystko może zostać wchłonięte i stworzyć jedność.

Poziom energii 540: Radość
W miarę jak Miłość staje się coraz bardziej bezwarunkowa, zaczyna być doświadczana jako Radość. Nie chodzi jednak o nagłą radość z przyjemnego obrotu zdarzeń, ale o tę stale towarzyszącą wszystkim działaniom. Radość pochodzi z każdej chwili istnienia, a nie z jakiegoś zewnętrznego źródła. 540 to również poziom uzdrawiania i grup samopomocy opartych na duchowych podstawach.
Poczynając od poziomu 540 i wyżej, zaczyna się sfera świętych, uzdrowicieli duchowych i uczniów zgłębiających duchowość na zaawansowanym poziomie. Właściwa dla tego pola energii jest zdolność do niezwykłej cierpliwości i zachowania pozytywnej postawy w zetknięciu z długotrwałymi przeciwnościami losu. Znakiem rozpoznawczym tego stanu jest współczucie. Ludzie, którzy osiągnęli ten poziom, mają znaczący wpływ na resztę. Posiadają umiejętność nieprzemijającego, otwartego wejrzenia w innych, które wywołuje stan miłości i pokoju.
W wysokich rejestrach 500 oglądany świat jest przepełniony znakomitym pięknem i doskonałością stworzenia. Wszystko dzieje się bez wysiłku, synchronicznie, a świat i wszystko, co się w nim zawiera, jest postrzegane jako wyraz miłości i boskości. Wola jednostki staje się jednym z wolą boską. Wyczuwa się Obecność, której moc ulepsza zjawiska, przekraczając konwencjonalne oczekiwania co do rzeczywistości, co później przez zwykłego obserwatora nazywane jest cudami. Takie zjawiska reprezentują moc pól energii, nie jednostki.
Poczucie odpowiedzialności za innych na tym poziomie posiada inną jakość niż to cechujące niższe poziomy. Pojawia się chęć użycia swego stanu świadomości z korzyścią dla samego życia, a nie poszczególnych osób. Tej umiejętności kochania wielu ludzi jednocześnie towarzyszy odkrycie, że im więcej się kocha, tym więcej można kochać.
Doświadczenia śmierci klinicznej, mające przemieniający efekt, częstokroć pozwalały ludziom na odczucie poziomu energii z rzędu 540 i 600.

Poziom energii 600: Pokój
To pole energii wiąże się z doświadczeniem określanym słowami takimi jak transcendencja, samospełnienie czy świadomość Boga. jest ona niezwykle rzadkie, osiągane jedynie przez jedną osobę na dziesięć milionów. Kiedy ten stan jest doświadczany, rozróżnianie między podmiotem i przedmiotem znika i nie istnieje już żaden ogniskowy punkt percepcji. Nie jest niczym niezwykłym, że osoby, doświadczające tego poziomu, odsuwają się od świata, gdyż stan błogości, który się pojawia, uniemożliwia prowadzenie zwykłej aktywności. Niektórzy zostają nauczycielami duchowymi, inni jeszcze wykonują anonimowo pracę na rzecz ulepszenia ludzkości. Kilku zostaje geniuszami w swoich dziedzinach i dokonuje wielkiego wkładu w rozwój społeczeństwa. Ludzi ci są świątobliwi i mogą zostać w końcu uznani za świętych, pomimo że na tym poziomie formalne religie często zostają przekroczone, a zastępuje je czysta duchowość, leżąca u źródła każdej religii
Percepcja na poziomie 600 i powyżej czasami jest określana jako zachodząca w spowolnionym tempie, zawieszona w czasie i przestrzeni – chociaż nic nie jest stałe, wszystko jest ożywione i promieniejące. Pomimo że ten świat jest dokładnie tym samym, co ten obserwowany przez innych, stał się nieprzerwanie płynący, przeradzając się w wyśmienicie skoordynowany, ewolucyjny taniec, w którym znaczenie i źródło są obezwładniające. To cudowne objawienie zachodzi w sposób nieracjonalny, a umysł jest przepełniony nieskończoną ciszą, która wstrzymała konceptualizację. Ten, kto doświadcza oraz to, co jest doświadczane, stapiają się w jednej tożsamości Obserwujący rozpływa się w krajobrazie i również staje się obserwowanym. Wszystko jest połączone ze wszystkim poprzez Obecność, której moc jest nieskończona, wybornie subtelna, a zarazem twarda jak skała.
Wielkie dzieła sztuki, muzyki i architektury, które są wykalibrowane pomiędzy 600 i 700 mogą przenieść nas chwilowo na wyższe poziomy świadomości. Ich inspirujące i bezczasowe działanie jest uniwersalnie rozpoznane.

Poziom energii 700-1000: Oświecenie
Jest to poziom Wielkich Osób w historii, które zapoczątkowały schematy duchowe, za którymi przez wieki podążały rzesze. Wszystkie powiązane są z boskością, z którą zresztą często są identyfikowane. To poziom inspiracji o potężnej mocy Te istoty ustanowiły atraktorowe pola energii, wywierające wpływ na całą ludzkość. Na tym poziomie nie funkcjonuje już doświadczenie indywidualnej, osobowej jaźni, oddzielonej od innych. Występuje tu utożsamienie Jaźni ze Świadomością i Boskością. To, co nieprzejawione jest doświadczane jako Jaźń przekraczająca umysł. Ta transcendencja ego służy także jako przykład nauczający innych, jak ostatecznie osiągnąć ten stan. Jest to szczyt ewolucji świadomości w iudzkim królestwie.
Wielkie nauki podnoszą masy na duchu i podwyższają poziom uważności całej ludzkości. Uzyskanie takiej wizji nazywa się łaską, a podarunek, jaki ona ze sobą niesie, to nieskończony pokój, opisywany jako niewysłowiony, poza słowami.1 Na tym poziomie zrozumienia poczucie własnego istnienia przekracza wszelki czas i wszelką indywidualność. Zanika jakiekolwiek utożsamianie się z fizycznym ciałem jako „ja”, dlatego też jego łoś nie ma znaczenia. Ciało postrzega się zaledwie jako narzędzie dla świadomości. Dzięki umysłowi jego główną zaletą jest komunikacja. Tutaj jaźń ponownie wtapia się w Jaźń. Jest to poziom nie-dualności, całkowitej Jedności. Nie istnieje umiejscowienie dla świadomości. Uważność jest wszędzie na równi obecna.
Wielkie dzieła sztuki, obrazujące osoby, które osiągnęły poziom Oświecenia, w charakterystyczny sposób ukazują nauczyciela ze szczególnym ułożeniem rąk, nazywanym mudrą, w którym dłoń nadaje błogosławieństwo. Jest to akt przekazywania energii tego pola świadomości ludzkości. Ten poziom boskiej łaski jest wykalibrowany do
wartości 1000, najwyższego poziomu osiąganego przez wszystkie osoby, które żyły w odnotowanej historii, mianowicie przez Wielkie Wcielenia, którym można przypisać tytuł „Pana”: Pan Krishna, Pan Budda i Pan Jezus Chrystus.
MOC czy SIŁA - Tabelka

 

Emocje

 

Mapa

 

 

Mapa Świadomości - siła i moc

 

Czterech wrogów człowieka wiedzy

 

 

Fragment książki „Nauki Don Juana” Carlosa Castanedy.

 

Niedziela, 15 kwietnia 1962

W trakcie przygotowań do odjazdu postanowiłem zagadnąć go jeszcze raz o wrogów człowieka wiedzy. Wysunąłem argument, że przez jakiś czas nie będę mógł przyjechać, a zatem dobrze byłoby, gdybym mógł zanotować słowa don Juana i zastanowić się nad nimi podczas mej nieobecności.
Chwilę się wahał, lecz w końcu zaczął mówić.

Przystępując do nauki, człowiek nigdy nie ma pewności co do swych celów. Jego dążenia naznaczone są skazą, jego zamiary są mgliste. Spodziewa się nagrody, której nigdy nie otrzyma, bo nie ma najmniejszego pojęcia o udrękach nauki. Powoli zaczyna się uczyć, najpierw po kawałeczku, później wielkimi porcjami. Wkrótce też dochodzi do kolizji myśli. To, czego się uczy, nie odpowiada nigdy temu, co sobie wyobrażał lub wymarzył, toteż zaczyna się bać. Uczenie się nie jest nigdy tym, czego się spodziewamy. Każdy etap nauki jest nowym zadaniem, a lęk, jaki człowiek odczuwa, zaczyna narastać bezlitośnie i nieustępliwie. Przedmiot naszych dążeń zamienia się w pole bitwy. Tym sposobem napotykamy naszego pierwszego naturalnego wroga – strach! „Straszny to wróg: zdradziecki i trudny do pokonania. Czai się za każdym zakrętem drogi, czekając w ukryciu. A jeśli człowiek ulęknie się jego obecności i ucieknie, ów wróg położy kres jego poszukiwaniom.

– Co się dzieje z człowiekiem, który ze strachu ucieknie?

– Nic, z tym tylko, że niczego się już nie nauczy. Nie zostanie nigdy człowiekiem wiedzy. Możliwe, że będzie tchórzem znęcającym się nad słabszymi albo nieszkodliwym strachliwcem, ale w każdym razie będzie pokonany. Pierwszy z wrogów położy kres jego gorącym pragnieniom.

– Jakie ma możliwości pokonania strachu?

– Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie wolno mu uciec. Musi rzucić wyzwanie lękowi i wbrew niemu zrobić następny krok w nauce, a potem jeszcze i jeszcze jeden. Nie wolno mu uronić niczego ze strachu, a mimo to nie może się zatrzymać w miejscu. Taka jest zasada! Nadejdzie chwila, kiedy pierwszy wróg się cofnie. Człowiek zaczyna wówczas nabierać pewności siebie. Jego zamiary zyskują na sile. Nauka przestaje być zadaniem wywołującym przerażenie. Kiedy nadchodzi ta radosna chwila, człowiek może stwierdzić bez wahania, że pokonał swego pierwszego naturalnego wroga.

– Czy to się dzieje od razu, don Juanie, czy stopniowo?

– Stopniowo, ale zwycięstwo nad strachem dokonuje się nagle i błyskawicznie.

– Ale czy taki człowiek nie przelęknie się znowu, jeśli przydarzy mu się coś nowego?

– Nie. Skoro człowiek raz pokona strach, wyzwala się od niego na całe życie, bo miejsce strachu zajmuje w nim jasność umysłu, która unicestwia lęk. Odtąd człowiek zna swoje pragnienia, wie, jak je zaspokoić. Potrafi przewidzieć kolejne etapy nauki i widzi wszystko z przenikliwą jasnością. Doznaje uczucia, że nic nie jest przed nim zakryte. Tym sposobem napotyka drugiego wroga – jasność! Owa jasność umysłu, którą tak trudno osiągnąć, usuwa lęk, lecz także zaślepia. Zmusza człowieka, żeby nigdy w siebie nie wątpił. Obdarza go pewnością, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, gdyż potrafi wszystko przeniknąć. Jest odważny, bo jest przenikliwy. Nic go też nie powstrzyma, bo widzi jasno. Ale to błąd. Jeśli człowiek podda się tej iluzorycznej potędze, ulegnie swemu drugiemu wrogowi i zamiast gnać, będzie się ociągał. Będzie się cackał z nauką, aż w końcu straci zdolność do nauczenia się czegoś więcej.

– Co się dzieje z człowiekiem w ten sposób pokonanym, don Juanie? Umiera?

– Nie, nie umiera. Jego drugi wróg odebrał mu wszelką chęć, żeby starał się zostać człowiekiem wiedzy. Taki człowiek zamienia się w nadętego wojownika lub błazna. Ale jasność umysłu, za którą tak słono zapłacił, nie przekształci się nigdy w ciemność i strach. Do końca życia zachowa swoją przenikliwość, ale niczego się już nie nauczy ani niczego nie będzie żarliwie pragnął. ; – Co powinien uczynić, żeby uniknąć porażki?

– Musi zrobić to samo, co zrobił z lękiem: powinien rzucić wyzwanie swej przenikliwości, korzystając z niej tylko w patrzeniu na świat, czekać cierpliwie i odmierzać starannie każdy kolejny krok. Przede wszystkim zaś powinien uważać, że jego przenikliwość niewiele różni się od obłędu. Nadejdzie chwila, kiedy zrozumie, że owa przenikliwość to tylko punkcik w polu jego wzroku. W ten sposób pokona swego drugiego wroga i znajdzie się w położeniu, w którym nic mu już nie będzie zagrażać. Nie będzie to błędem. To nie będzie jedynie punkcik w polu widzenia. Będzie to prawdziwą mocą.

Doszedłszy do tego punktu, przekona się, że znalazł się w końcu w posiadaniu mocy, do której dążył od tak dawna. Może z nią począć, co tylko zechce. Ma sprzymierzeńca do dyspozycji. Jego wola jest prawem. Widzi wszystko, co go otacza. Ale napotkał również trzeciego wroga moc! Moc to najpotężniejszy z wrogów człowieka. Oczywiście, najłatwiej się jest poddać, bo przecież człowieka tak naprawdę nie można pokonać. Wydaje rozkazy; zaczyna od podejmowania rozsądnego ryzyka, a kończy na ustanawianiu praw, gdyż to on jest panem i władca. Człowiek na tym etapie właściwie nie dostrzega, że znalazł się w okrążeniu wroga. Raptem, nic o tym nie wiedząc, przegra całą bitwę, a wróg uczyni z niego kapryśnego okrutnika.

– Czy utraci swą moc?

– Nie, nie utraci nigdy ani przenikliwości, ani swej mocy.

– Czym zatem będzie się różnił od człowieka wiedzy?

Człowiek pokonany przez moc umiera, nie dowiedziawszy się właściwie, jak się z nią obchodzić. Moc jest jedynie brzemieniem ciążącym na jego losie. Taki człowiek nie jest panem samego siebie i nie wie, kiedy i jak użyć swej mocy.

– Czy klęska zadana przez któregoś z tych wrogów jest ostateczna?

– Oczywiście. Skoro któryś z nich zatriumfuje nad człowiekiem, nic nie da się już zrobić.

– A czy możliwe jest, na przykład, żeby człowiek pokonany przez moc spostrzegł swój błąd i go naprawił?

– Nie. Jeśli człowiek raz się podda, jest skończony.

– A jeśli moc tylko przejściowo go oślepi, a później człowiek ją odrzuci?

– Będzie to znaczyło, że walka trwa i że człowiek próbuje jeszcze zostać człowiekiem wiedzy. Prawdziwa klęska nadchodzi dopiero wówczas, gdy człowiek przestaje próbować i poddaje się.

– Ale jest przecież możliwe, don Juanie, że człowiek poddaje się najpierw na długie lata strachowi, a mimo to ostatecznie go przezwycięża.

– Nie, to nieprawda. Jeśli raz podda się strachowi, nigdy go już nie przezwycięży;nauka będzie napawała go lękiem i zaniecha wszelkich prób. Jeśli jednak będzie starał się uczyć wbrew lękowi, odniesie ostateczne zwycięstwo, bo w rzeczywistości nie pozwoli mu nigdy nad sobą zapanować.

– W jaki sposób można pokonać trzeciego wroga, don Juanie?

Trzeba mu się z rozmysłem przeciwstawić. Trzeba sobie uświadomić, że moc, nad którą człowiek rzekomo zapanował, w rzeczywistości nigdy nie stanowi jego własności. Cały czas człowiek musi się bardzo pilnować, wykorzystując z wielką ostrożnością i starannością wszystko, czego się nauczył. Jeśli zrozumie, że jasność umysłu i moc, którym nie towarzyszy panowanie nad sobą, są gorsze od błędu, dojdzie do punktu, w którym nic nie wymknie się spod kontroli. Tym sposobem zada klęskę swemu trzeciemu wrogowi. Wówczas to znajdzie się on u kresu swej wyprawy po wiedzę, jednocześnie zaś, właściwie bez ostrzeżenia, napotka ostatniego ze swych wrogów – starość! Jest to wróg najbardziej okrutny, którego nigdy nie da się pokonać całkowicie, można tylko odpierać jego ataki.

Człowiek nie odczuwa już więcej lęku, nie trapią go żadne obawy ani niecierpliwa jasność umysłu – sprawuje pełną kontrolę nad swą mocą, równocześnie jednak zaczyna odczuwać przemożne pragnienie odpoczynku. Jeśli podda się pragnieniu, by położyć się i zapomnieć o wszystkim, jeśli pofolguje swemu zmęczeniu, przegra ostatnią rundę, a ciosy wroga uczynią zeń słabiutkiego starowinę. Pragnienie wycofania się weźmie górę nad całą jego przenikliwością, mocą i wiedzą. Jeśli jednak ów człowiek otrząśnie się ze zmęczenia i mężnie zniesie swój los do samego końca, będzie zasługiwał na miano człowieka wiedzy, choćby przez krótką chwilę zwycięstwa w odpieraniu ataków swego ostatniego niezwyciężonego wroga. I ta chwila jasności umysłu, mocy i wiedzy – wystarczy.

Wprowadzenie

Niezwykli ludzie nie istnieją, są tylko ludzie zwykli w niezwykłych sytuacjach.

Ci, którzy sięgnęli po tę książkę w nadziei wykorzystania możliwości umysłu dla osiągnięcia egoistycznych celów, srodze się rozczarują. W rzeczy samej, tego rodzaju zabiegi niektórzy uznać mogą za czarną magię, a nawet i za „sprzyjanie złu”. Jednakże takie nastawienie niemalże z pewnością przyniesie karę, którą winowajca sam sobie wymierzy.

To, czego chcemy nauczyć, jest znacznie bardziej wartościowe; powinieneś nauczyć się panowania nad własnym umysłem. Znajdujesz się w obliczu wielkiej przygody. Stajesz przed doświadczeniem grozy i tajemnicy, które rozciąga się od wewnętrznego sanktuarium umysłu aż po zewnętrzne granice świata realnego.

Stronice te zawierają opis najbardziej tajemniczych starożytnych ćwiczeń, jakie kiedykolwiek zostały spisane. Nie zaczynaj ich ot tak sobie, bez należnego im szacunku, gdyż są obdarzone niezwykłą mocą i niemalże na pewno zmienią twoje życie na lepsze. Po rozpoczęciu ich nie może być powrotu do przeszłości czy też skoku w przyszłość. Istnieje tylko rzeczywistość chwili obecnej.

Opisane ćwiczenia równoważą przepływ wewnętrznej energii, mogą więc leczyć stare niedomagania i napełniać ciało energią życia. To jest pierwsza korzyść, która z nich płynie. Istnieje powiedzenie: „Jakie dobro płynie ze wszystkich skarbów ziemi, jeżeli nie posiada się zdrowia?” Ćwiczenia te obdarzą cię zdrowiem.

Oczywiście, nie stanie się tak od razu. Efekty wszystkich jogistycznych postaw, jak choćby tych medytacyjnych, narastają stopniowo. Już niedługo po rozpoczęciu ćwiczeń można będzie zauważyć, iż bóle i niedomagania, które pojawiły się na początku, zdają się rozwijać w pożądanym kierunku, aż znikną zupełnie. Z całą pewnością nagroda codziennych ćwiczeń, czyli utrzymywanie ciała w znakomitej kondycji, warta jest poświęcenia jej kilku minut naszego czasu. Z całą też pewnością nie można oczekiwać, iż po przeczytaniu jednego z rozdziałów natychmiast zapanuje się umysłem nad większością spraw. Wysiłek wkładany w osiągnięcie takiego celu lepiej jest poświęcić samo udoskonalaniu się; to właśnie jest szczytniejszą misją.

Drugą korzyścią płynącą z tego typu technik jest stopniowy rozwój zdolności kierowania, lub inaczej, działania w zgodzie z przepływem energii wewnątrz ciała fizycznego. Dzięki tej sile niższe poziomy świadomości, zwykle krępujące rozwój, wykorzystać można dla osiągnięcia prawdziwej natury i właściwego miejsca we wszechświecie.

Gdy już raz osiągnie się samopoznanie oraz zrozumie prawa natury, wówczas stanie się jasne, iż nikt nie może kontrolować działania innych. W rzeczywistości, jeżeli nauczymy się panować nad naszymi zachciankami i potrzebami, jeżeli pozostawimy w spokoju nasze obawy i pożądania, wówczas dokonamy wielkiej rzeczy. Osiągając to, wyzbędziemy się chęci panowania nad innymi, a nawet ingerencji w cudze sprawy przez udzielanie najróżniejszych rad. Będziemy promieniowali ożywczą energią płynącą z wewnętrznego spokoju.

Pracując nad ulepszeniem samych siebie, odbierani będziemy jako wspaniałe wzory do naśladowania, a uwalniając się od małostkowych ambicji w celu podążania za wzniosłym celem, staniemy się ludźmi spokoju. Ponieważ zrozumiemy, iż naszej wewnętrznej istoty nie da się zastraszyć, nie będziemy odczuwali potrzeby panowania nad innymi. Właśnie w ten sposób osiąga się prawdziwą kontrolę. Inni, kierujący się własnym interesem, będą chcieli wiedzieć, jak robi się to wszystko, czego się nauczyliśmy. Kiedy zapytają, swobodnie im wszystko wyznamy, podzielimy się wszystkim co posiadamy, aby i oni mogli odnaleźć drogę.

Kinjiru, które wymawia się jako „ken-jeh-roo”, po japońsku oznacza „zakazane” lub „tajemne”. Uważajcie wy, którzy chcecie udać się w podróż. Uważajcie wy, którzy rozpoczynacie poszukiwanie wewnętrznej światłości. Kryją się tutaj najróżniejsze niebezpieczeństwa. Spotkacie się z potworami id, maskami własnego ego. Miejcie śmiałość przejścia pomiędzy filarami zwątpienia i spoglądania w zwierciadło własnej świadomości. Opisane techniki mogą rozjaśnić wam drogę, którą przed wami przeszło już wielu. Mogą poprowadzić do źródła, gdzie wszystkie pytania i odpowiedzi pozostają jasne. W tym drzemie siła, wystarczająco potężna, aby was zniszczyć, drzemie i miłość potrafiąca zapewnić nieśmiertelność, drzemie także mądrość, która wie, jak odróżnić dobro od zła.

Kluczem jest praktyka. Mądrość przyjść może każdego dnia jako wewnętrzny rozbłysk światła, może też narastać w ciągu wielu lat, lecz przyjdzie z pewnością. Każda, nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pojedynczego kroku. Ta podróż zaś nie skończy się wcześniej, zanim TY nie przyznasz, że osiągnąłeś swój własny cel.

1. Mistyczny wojownik: poziomy treningu

Bycie Ninja oznacza bycie mistycznym wojownikiem. Znaczenie tego terminu zawarte jest w powiedzeniu:

„Będąc Ninja, każdy musi być silny, musi posiadać wiedzę, musi być nieustraszony, oraz musi zachować milczenie”.

BYCIE SILNYM

Podstawowym atrybutem wojownika jest siła. Istnieją dwa rodzaje siły: zewnętrzna oraz wewnętrzna. Siła zewnętrzna jest widoczna, lecz przemija z wiekiem. Siła wewnętrzna jest subtelna, niewidoczna i wieczna. Ninja posiadać może obie siły.

Zwykle osoba najsilniejsza staje się liderem dowolnej grupy Ninja, która podąża ku temu samemu celowi. Dzieje się tak w sposób naturalny, bez potrzeby konfrontacji. Trenując i studiując sztuki wojenne przez dłuższy okres, Ninja uważa się za mistrza najróżnieszej broni. Co więcej, jego sprawność i wszechstronność są tak duże, iż w praktyce każda rzecz może zostać wykorzystana jako narzędzie destrukcji. Nie trzeba nawet wspominać o możliwościach niszczycielskiego wykorzystania dłoni i stóp wojownika Ninja.

Ninja cechują się zarówno umiejętnościami walki, jak i wysokim poziomem wyostrzenia zmysłów, co wyposaża ich w każdej walce tak w „ostrza” psychiczne, jak i fizyczne. Oni nie tylko wykazują „siłę dziesięciu, dzięki czystości serca”, lecz także spokój w obliczu niebezpieczeństwa, co często decyduje o końcowym wyniku. Wszyscy Ninja są ludźmi kochającymi pokój i takimi muszą pozostawać zawsze, w przeciwnym bowiem razie mogą stanąć przed groźbą utraty części specjalnej siły, którą w sobie rozwinęli. Poza tym, Ninja są także adeptami sztuki poruszania się w terenie, przemiany i szpiegowania. Dzięki wywiadowczym sprawnościom i skrajnej kinestatycznej wrażliwości Ninja zwykle zaskakują przeciwników, co znacznie zwiększa ich szanse. Zaskoczenie można osiągnąć poprzez skradanie się w kierunku wroga i uderzenie od tyłu, zmylenie przeciwnika lub dzięki walce od frontu, wciągnięcie go w pułapkę. Większość tych umiejętności zdobywa się przez ciągły, rygorystyczny trening oraz przez rozległe studia. Dopiero po nich prawdziwy Ninja tworzy własną formę.

Inne korzyści płynące z faktu stania się Ninja wiążą się ze szczególną mocą, którą daje właściwa ocena pozycji i zręczności przeciwnika, przy równoczesnym umiejętnym odczytaniu mowy jego ciała. Umożliwia to zorientowanie się co do celu i zakresu działania danej osoby. Tak więc Ninja rozwijają przede wszystkim te sfery swojej aktywności, w ramach których zachować mogą realne bezpieczeństwo.

Ninja potrafią też opatrywać własne rany, mniejsze urazy, które w czasie treningu może odnieść nawet najbardziej uważna i ostrożna osoba. Posiadając tę umiejętność, mogą też pomagać innym. Tych najpowszechniejszych urazów można jednak uniknąć dzięki cnocie regularności w ćwiczeniu oraz dzięki rozważnej diecie. Tylko wówczas dobre zdrowie w naturalny sposób towarzyszyć będzie ćwiczącemu.

Po osiągnięciu określonego stopnia doświadczenia Ninja uzyskują zdolność korzystania z mocy uznawanych w wielu kręgach jako moce psychiczne. Charyzma takiego wojownika, bez podejmowania przez niego jakichkolwiek wysiłków, przyciąga naśladowców. Mogą oni pojawić się jako uczniowie lub osoby towarzyszące, a od samego początku są całkowicie oddani. Może przyciągnąć ich wspólny cel, mogą poszukiwać rady, w każdym jednak wypadku pozostają lojalni tak długo, jak niezachwiane pozostaje postępowanie przywódcy.

POSIADANIE WIEDZY

Aby rozwinąć umiejętności związane z mistyczną istotą treningu Ninja, w odniesieniu do pozyskiwania mocy, należy „wiedzieć”. Wiedzieć oznacza posiadać inteligencję. Nie odnosi się ona do IQ [stopnia inteligencji — J. K.] tak często stosowanego do pomiaru intelektu, lecz do zdolności uczenia się i rozumienia.

Wielu ludzi ogranicza się do prowadzenia posępnego i nudnego życia, podlegając osądom innych co do ich niskiego stopnia inteligencji. Nie powinno tak być. To, że ktoś nie poddaje się jakiejś informacji i nie odpowiada na nią w taki sposób jak robą to inni — co w każdym przypadku jest skrajnie nudne i wskazuje na zanik twórczego myślenia — nie oznacza braków w rozumowaniu. Nie rozumienie zamysłów innych nie oznacza utraty orientacji.

Ninja władają niesformalizowanymi mocami umysłu o charakterze ofensywnym lub obronnym, dopiero w późniejszych stadiach treningu wszystkie te techniki stają się efektywne w walce wręcz. Należy zaznaczyć, iż długotrwała praktyka pozwoli pokonać przeciwnika bez fizycznego kontaktu. Do tego czasu uczniowie tak przekształcą motywację swojego działania, że sytuacje, w których się znajdą, w pełni będą uzasadniały wykorzystanie nadprzyrodzonych mocy.

Mistycyzm Ninja przyjąć może wiele form. Forma prosta pozwala na odbicie negatywnych wibracji i obronę przed psychologicznym atakiem, przede wszystkim dzięki osiągnięciu emocjonalnej równowagi. Formy bardziej złożone wymagają mantr, komponentów somatycznych oraz długotrwałych rytuałów, aby ich efektywność była największa. Na początku każdy sam musi określić metodologię tworzenia form i konstrukcji psychologicznych. Jako że jednym z pierwszych atrybutów szpiega zawsze była dobra pamięć, większość wojowników nigdy nie spisała własnych technik, chociaż istnieje kilka tora-maki, czyli tajemnych pergaminów.

Dzięki studiom nad umysłem, Ninja ma możliwość zdobycia mądrości i stania się człowiekiem wiedzy. Tylko to pozwoli na duchowe oddanie się uprawianej sztuce, co niejako gwarantuje wysoki stopień sprawności w posługiwaniu się bronią. Wielu uduchowionych Ninja rozpoznać można po odwiecznych symbolach, które wybrali dla naznaczenia swoich poszukiwań, jednakże z czasem także i one zostają odrzucone. Na najwyższym poziomie szacunek dla życia staje się tak ogromny, że Nin ja nigdy nie zabijają, a swe moce wykorzystują jedynie dla ożywienia, ochrony i wspomagania wysiłków innych.

Celem osoby prawdziwie poszukującej jest stanie się mędrcem lub prawdziwym człowiekiem. Istnieją niezmienne prawa wszechświata, z którymi mędrzec pozostawać musi w harmonii. Różne sekty Ninja są orędownikami różnych praw szczegółowych, przyznając im wyższość nad innymi. Jednakże każde prawo w swej istocie i znaczeniu równe jest wszystkim pozostałym.

Prawo równowagi. Nawet najstarsi mędrcy twierdzili, że wszystkie rzeczy pozostają we władaniu równoważących się przeciwstawnych sił. Góra wznosi się nad dołem, za przodem następuje tył. Piękno poznać można tylko dzięki temu, że istnieje brzydota.

Prawo skrajności. Kiedy równoważące się siły doprowadzone zostaną do swych skrajności, odbierane są jako identyczne. Człowiek oślepiony zostanie jasnym światłem tak samo skutecznie jak i ciemnością.

Prawo karmy [kumulacji dobrych i złych uczynków — J. K.]. Wszystkie rzeczy są ze sobą połączone i każda oddziałuje na wszystkie pozostałe. To co czynimy innym, wraca do nas z potrojoną mocą.

Prawo zmiany. Wszystkie rzeczy dzieją się nieustannie na skutek ściśle określonego podążania naprzód. Jedyną stałością, na której można polegać jest to, że wszystko będzie się zmieniać ze ścisłą logiką i w myśl praw cykliczności.

Ninja, który osiągnął poziom mistrza, jest tak spokojny i w harmonii z prawami natury, że pozostaje niewzruszony wobec upływającego czasu lub zmieniających się rządów. Wojownik taki spostrzega yin i yang jako równoważące się siły uniwersum oraz uwzględnia nie kończący się cykl przemiany jako coś nieubłaganego i nieuchronnego.

Mędrzec porozumiewa się z mistrzami pozostającymi w ukryciu (patrz rozdz. 9) oraz pozostaje w kontakcie z „kosmiczną świadomością” w znaczeniu posiadania zdolności kierowania się i podążania w harmonii z psychokinetyczną energią umysłu i ciała, odbieranych jako jedność. Mówi się o tym w wielu sztukach, lecz osiąga zaledwie w kilku. Często znane jest to jako udrożnianie przepływu chi, czyli siły życia. Należy zaznaczyć, iż mędrzec posługuje się własnym sekretnym językiem oraz potrafi porozumiewać się za pomocą telepatii.

Opisywany tutaj poziom kwalifikacji jest tak wysoki, że tylko kilku mistrzów może pojawić się w jednym pokoleniu. Rzadko kiedy żyją oni w pobliżu miast, opowiadając się za samotnością życia na wsi lub w pustelni. Jednakże znani są z „wtrącania się” od czasu do czasu w ludzkie sprawy. Stanowi to podstawę dla wątku „starego człowieka z gór”, który pojawia się w chińskich i średniowiecznych legendach i mitach.

Dzięki właściwościom prostego, zakonnego życia łatwo jest mistrzom znaleźć lub spreparować niemalże każdą rzecz lub środek, który jest im potrzebny do przetrwania. Są oni cierpliwi i pracowici, zwykle bywają znakomitymi rzemieślnikami i wspaniałymi gospodarzami. Z racji wysoko rozwiniętej wrażliwości i zdolności rozpoznawania ludzkich słabości często wydają się urzeczywistniać lub posiadać coś, co uznać można za nadprzyrodzone siły.

Mistrzowie w przeciwieństwie do Ninja, którzy ukończyli niższe stopnie wtajemniczenia, nie są atrakcyjni dla grup naśladowców, zawsze jednakże każdemu pielgrzymowi przekazują wystarczającą porcję wiedzy, aby nie było konieczne nad wyraz rozciągnięte w czasie studiowanie pod kierunkiem mistrza.

BYCIE NIEUSTRASZONYM

Trzecią potrzebą nienasyconego Ninja jest szczególny rodzaj śmiałości. Odnosi się on do darów i możliwości Ninja, które pozwalają mu na pokonanie przeciwnika bez stosowania przemocy. Na tym poziomie Ninja stają się nieustraszonymi mistrzami bezkrwawych zmagań, którzy wygrywają bez walki, są czarodziejami ninjitsu. Ich domeną jest zręczność. Sztukmistrzostwo i sprawność rąk stanowią podstawę ich magicznego działania. Podczas gdy wojownik walczy przemocą i siłą, mistyk wykorzystuje przebiegłość i skrytość. Atrybuty te składają się na sztukę stawania się niewidzialnym.

W ninjitsu zręczność ma charakter tak psychiczny, jak i fizyczny. Aż do samego końca praktyki, uczniowie ćwiczą się w kodach i szyfrach będących uzupełnieniem innych mentalnych ćwiczeń, takich jak zagadki i labirynty. Umożliwia to adeptom otwieranie wszelkiego rodzaju zamków oraz bezproblemowe pokonywanie rejonów naszpikowanych pułapkami i śmiercionośnymi urządzeniami. Poziom sprawności Ninja określony jest indywidualną pomysłowością i dokładną znajomością takich urządzeń. Spora część tej sprawności zależy też od wnikliwości obserwacji oraz rozumienia zasadniczych motywów działania i społecznych wzorców postępowania. Sławę bycia niewidzialnymi Ninja zdobyli właśnie dzięki takiemu rozumieniu sprawności oraz dzięki umiejętności pozostawania nie zauważonym.

Praktyczne zastosowanie tych technik w dużej mierze zależne jest od indywidualnych metod skrywania się w cieniu lub innych maskujących miejscach. Ninja musi też umieć zachować odpowiedni rodzaj równowagi umożliwiający mu bezszelestne i nie zauważone przemieszczanie się z jednego miejsca ukrycia do drugiego. Dużą pomocą w tego typu aktywności jest sztuka wspinania się na mury. Technika ta pozwala Ninja na szybkie i ciche chodzenie po pionowych powierzchniach — praktyczna metoda znikania z widoku lub przed niebezpieczeństwem.

Podstawowym typem działania Ninja jest szpiegowanie, wykorzystanie inteligencji bądź to dla własnych celów, bądź też dla przedsięwzięć wywiadowczych. Każdy może zostać zaangażowany jako szpieg, a wystarczającą zachętą może być finansowa nagroda lub zagrożenie życia. W zależności od stopnia trudności zadania zapłata może być bardzo wysoka. Oczywiście poziom sprawności agenta jest również ważnym czynnikiem.

Cecha „gorliwości” też odgrywa niebagatelną rolę. Dla przykładu, gorliwość jednostki może wypływać z jej osobistych motywów chęci rewanżu i być tak silna, że wykonywane zadanie całkowicie pochłonie agenta. Może też być wynikiem intensywnego treningu i psychologicznych zabiegów. Elitarna grupa fanatycznych wyznawców może zostać tak wytrenowana, że poświęci własne życie dla wypełnienia wyznaczonej im misji. W walce ci specjalnie wytrenowani gorliwcy zachowują się jak szaleni wojownicy wikingów, którzy pozostają nieczuli na rany i ból aż do czasu rozwiązania konfliktu lub śmierci w walce z przeważającymi siłami wroga, czy też w wyniku wykrwawienia się. Wojownicy, wysłani jako zabójcy, korzystają z każdego dostępnego im schronienia, aby zlokalizować cel i w tylko im znany sposób zlikwidować. Jeżeli zaś zostaną złapani, co zdarza się niezmiernie rzadko, raczej sami się zabiją niż pozwolą zidentyfikować.

Znakomity przykład tego rodzaju wojowników stanowią japońscy piloci kamikadze z okresu drugiej wojny światowej, którzy w imię giri — obowiązku, honoru i sławy — niszczyli nieprzyjaciela występując w charakterze ludzkich bomb.

Ninja zwykle znani byli jako ludzie walczący lub znikający. Wyznając zasadę, iż przeciwnik nie trafi w to, czego nie widzi, Ninja wymyślili wiele metod niespodziewanego znalezienia się za plecami oponenta i zmuszenia go do obejrzenia się przez ramię, gdy będzie chciał nawiązać kontakt wzrokowy z wrogiem. W takiej pozycji tylko niewielu potrafi skutecznie walczyć. Ponadto atak od tyłu jest korzystny, gdyż przeciwnik nie jest w stanie odpowiednio się przygotować, ani zdążyć obronić.

Ninja są mistrzami unikania i wymykania się z nagłego ataku. Umiejętność ta utalentowanemu Ninja daje więcej niż 50 procent szans na uniknięcie ataku, którym może być strzała lub rzucony sztylet. Jest przydatna nawet wówczas, gdy pocisk został wystrzelony spoza zasięgu wzroku, co gwarantowało dosięgnięcie nie przygotowanego człowieka.

Większość Ninja walczy lepiej, kiedy nie są uzbrojeni. Uderzenie dłońmi i stopami oraz stosowanie techniki rzucania się i upadania umożliwia praktykującym podejmowanie wielu ataków naraz lub jednoczesną walkę z wieloma przeciwnikami. Takie uderzenie otwartą dłonią może okazać się wystarczające dla ogłuszenia lub zabicia wroga jednym ciosem, chyba że jest on wyjątkowo mocnej postury.

Na tym poziomie Ninja ćwiczą niemalże nieustannie, wyrabiając refleks, „ostrząc swe narzędzia”, wykuwając ciała w ogniu silnej woli. Wierząc, że wszystko jest możliwe, stają się bohaterami legend. Nie interesuje ich współzawodnictwo z innymi mistrzami sztuk wojennych. Zamiast tego każdy Ninja walczy sam ze sobą — z jedynym przeciwnikiem godnym walki.

ZACHOWYWANIE MILCZENIA

Zasada „milczenia” w ninjitsu nie zakłada posiadania sekretów czy powściągliwości w dzieleniu się informacjami na jakimkolwiek poziomie. Zaleca raczej powstrzymanie się od komentowania. Tym, którzy wiedzą, nie trzeba nic mówić; ci, którzy nie wiedzą, rzadko słuchają.

Długie studia nad siłami ezoterycznymi, wraz z praktykowaniem ćwiczeń rozwijających świadome panowanie nad ośrodkami energetycznymi ciała, wyposażają w podświadomą wiedzę i intuicyjne rozumienie sił natury. Umożliwia to Ninja rozwinięcie szczególnych mocy uśpionych w każdym człowieku.

Po pierwsze, w zależności od samopoznania i ufności Ninja opiera się wszelkim formom pochlebstw, propozycji i zastraszania. Umiejętność maskowania myśli na wypadek przesłuchania, przy jednoczesnym skrywaniu prawdziwych motywów działania, wprowadza do działań Ninja nieugięty spokój.

Po drugie, dzięki uzyskaniu kontroli nad ciałem Ninja jest w stanie wywoływać stany zredukowanego oddychania i bicia serca wystarczające do pozorowania śmierci. Podobne jest to do wstrzymywania procesów życiowych przez hinduskich mistrzów. W ramach tego typu działań, Ninja nabywa umiejętności medytacyjnego leczenia.

Wymienione dwie siły prowadzą do osiągnięcia mocy wczuwania się nie tylko w sprawy ludzkie, lecz także zwierząt domowych i dzikich. Niektórzy Ninja mówią o szczególnym porozumieniu nawet z roślinami. Umożliwia to poruszanie się w zgodzie z naturą, która niezauważenie rewanżuje się we wszystkich praktycznych przedsięwzięciach.

W końcowych stadiach nauki Ninja uczy się kierować energią Ziemi oraz wpływać na jej przemiany, w zależności od swojej woli. Jest to poziom „wibrującej dłoni”, na którym zwykłe machnięcie ręką może okazać się wystarczające dla zadania śmierci bądź to natychmiastowej, bądź też z opóźnieniem. Stanowi to podstawę dim mak, czyli „dotyku śmierci”.

Wraz ze zrozumieniem działania kosmicznych mocy Ninja automatycznie wywołuje atmosferę godnego spokoju. Wszelkie potrzeby sprawdzenia się w walce przemijają, tak jak przemija drżenie towarzyszące wprowadzeniu partnera o odmiennej płci w arkana sztuki miłości. Aż do momentu inicjacji tajemnice wszechświata były skryte za niemalże mistyczną walką. Po niej zaś stało się oczywiste, że w każdej istocie uśpione są wszystkie elementy płciowości, w takiej czy innej formie. Odbiera się je jako yang lub yin. Yang jest pozytywne, męskie i białe, reprezentuje prawą stronę siły płynącej z góry; yin jest negatywne, żeńskie i czarne, reprezentuje lewą stronę i wznosi się od dołu. Yang można też opisać jako „moc” niespokojną, pozostającą w nieustannej pogoni; yin jako „miłość” pasywną i wszechogarniającą. Yin zawsze otacza yang, które nieustannie stara się przeć do przodu. Z tego typu aktywności uformowana jest wznosząca się spirala wszechświata.

Każda jednostka jest nosicielem obydwu aspektów, yang i yin, pozytywnego i negatywnego. Kiedy dominuje energia elektryzująca, daną osobę określa się jako bardziej męską; kiedy zaś wibruje energia magnetyzująca, daną osobę określa się jako bardziej kobiecą. Właśnie z tego powodu ludzie skłaniają się do poszukiwania energii uzupełniającej. Właśnie takie jest znaczenie wyrażenia „woda szuka własnego miejsca”, które określa podstawy faktycznie dla wszystkich międzyludzkich uwarunkowań.

9. Mistrzowie pozostający w ukryciu: duchowi sprzymierzeńcy

Droga ta dostępna jest wszystkim, lecz nie wszyscy jej dostąpią.

W książkę tę zaopatrzyłeś się prawdopodobnie dlatego, że poszukiwałeś okultystycznych sił. Jednakże kiedyś zostało powiedziane, że nie ma możliwości odnalezienia tych mocy bez otrzymania indywidualnych instrukcji od kogoś, kto osiągnął pewną sprawność w tych ciemnych sztukach. Jak więc możemy skontaktować się z tymi tajemniczymi nauczycielami? Odpowiedź jest prosta: musimy brać z nich przykład.

Prawdziwa wiedza przetrwa bez względu na upływający czas, a nie podlegające zmianie prawa wszechświata prowadzą nas ku naszemu przeznaczeniu, bez względu na to czy zdajemy sobie sprawę z tego, czy też nie. Istnieje wiele ścieżek prowadzących do powszechnego umysłu, do kosmicznej świadomości. Ktoś może dążyć ośmiostopniową ścieżką i w ten sposób rozwijać się; ktoś inny może zostać zwolennikiem drogi wielbienia ducha. Wszystkie drogi prowadzą do miejsca zamieszkania Vishnu, który wszystko wie, wszystko widzi i wszystkiego naucza. Na tym poziomie umysłu wszystko jest możliwe.

Jeżeli dążymy do jedności z naturą, a więc chcemy doświadczyć wspólnoty z tą wszech mądrą świadomością, musimy założyć, że wyobrażamy ją sobie jako istniejącą poza nami. W tym punkcie rozumowania czujemy się samotni, co powoduje, że szukamy rady innych. Większość ludzi kieruje się interesem własnym, jednakże istnieją i tacy, którzy potrafią wykorzystać ten rodzaj motywacji. Wywołują u innych poczucie zupełnego opuszczenia. Każdy przechodzi
taki test na zwątpienie w siebie. Stanowi to „ciemną stronę naszej duszy”. Trzeba wówczas wybierać pomiędzy życiem a śmiercią i odnaleźć wewnętrzną moc, z „pomocą” lub też bez.

„Nie mam przyjaciół; sprawiam, że mój umysł jest moim przyjacielem”. Słów tych nauczyć się można w czasie praktykowania medytacji zen, stanowią one kredo japońskich samurajów. Ninja korzystając z Hsi Men Jitsu, czyli chińskiej psychologii, idą dalej. Hsi Men Jitsu uczy, że na rozwój każdej osobowości składają się trzy wartości. Doktor Erie Berne nazywa je: dziecko, dorosły i rodzic; starożytni odpowiednio: niebo, ziemia i człowiek {shen, ch’i i ching). Mistrzowie, którzy skrywają się w nas stanowią najwyższe ja, wyższy poziom człowieczeństwa, uwewnętrzniają wartości i zachowania, których nauczyliśmy się od autorytetów.

Przywoływanie i porozumiewanie się z mistrzami utajonymi w nas służy trzem celom: po pierwsze, umożliwia zachowanie się jak prawdziwy rodzic, co gwarantuje przetrwanie naszej rasy; po drugie, sprawia, że wiele reakcji i odpowiedzi pojawia się w sposób automatyczny, w nawiązaniu do zasady przyczyny i skutku; po trzecie, duchowy sprzymierzeniec jest naszym obrońcą i strażnikiem, kiedy się zagubimy, jest naszym przyjacielem, kiedy czujemy się samotni, jest także naszym nauczycielem wiedzy tajemnej. Każdy z nas ma takiego sojusznika, któremu może w pełni zaufać, i z którym może przedyskutować każdą wątpliwość.

Zadaniem ukazanych w tej książce ćwiczeń jest uspokojenie „niższego” ja, czakramów lub też centrów energetycznych ciała, które wiążą się z zaspokajaniem jedynie fizycznych pragnień: powietrza, wody, jedzenia, schronienia i seksu. Wykonując te ćwiczenia, można doprowadzić do wzrostu energii życia, a wraz z tym, do podniesienia poziomu świadomości. Po osiągnięciu spokoju stajemy się bardziej wrażliwi na siły natury i potrafimy działać w całkowitej zgodzie z prawami wszechświata.

Aby osiągnąć to o czym mówimy, przede wszystkim należy zacząć. Jednych może to kosztować więcej wysiłku aniżeli innych. Może też zaistnieć potrzeba kilkakrotnego wznawiania prób, nawet w różnych okresach życia, aby wystarczająco porozumieć się z alter ego. Można jednak tego dokonać. Czyniono to przed nami, będzie się to robić i po nas.

W wielu kulturach można odszukać tajemne obrzędy, w których
odnajduje się lub wzywa własnego duchowego doradcę, oczywiście każdy ma własne wyobrażenie co do sposobu pojawienia się i porozumienia się z tą osobistością. Dla większości jest to proces automatyczny i podświadomy, lecz jeśli skojarzy się go z siłą wyobraźni, wówczas staje się potężnym sprzymierzeńcem. Kontakt z duchowym doradcą może przyjąć formę pamięci o ukochanym krewnym, który pojawia się, by udzielić nam rad, może stanowić kombinację kilkunastu osób, które miały silny lub przywódczy wpływ na nas, a nawet może on być postacią z historii. Może także być szeptem naszej świadomości, która przez większość czasu trzyma nas z dala od kłopotów, która szepce nam bezpośrednio do ucha. Tak długo jak jesteśmy świadomi życzliwości i kierowniczej natury tych doradców, tak długo możemy być pewni ich pomocy i wsparcia. Im częściej się z nimi konsultujemy, tym większy wpływ mogą na nas wywierać i tym łatwiej możemy ten kontakt nawiązywać.

Historia i doświadczenie pokazały, że bez względu na formę, jaką przyjmą ci wyimaginowani przyjaciele, wykazują oni pewne wspólne cechy. Ponieważ reprezentują osoby oficjalne, są niezawodni i uczciwi w swych radach i pouczeniach. Ponieważ z kolei są wyidealizowaną kreacją nauczycieli i mędrców, nigdy nie okazują zniecierpliwienia ani złości, a ich wyjaśnienia, lub też okazywane przez nich przebłyski intuicji, w pełni wyjaśniają każdą wątpliwość. Cecha ta niezawodnie uspokaja praktykującego i pomaga złagodzić pojawiające się obawy i niepokoje. Wreszcie, ponieważ są oni prawdziwymi przyjaciółmi, cechuje ich ironia i poczucie humoru. Pozwala nam to ujrzeć siebie takimi, jak nas widzą inni, oraz uświadomić sobie, że większość naszych problemów wywołaliśmy sami, i że faktycznie niewiele one znaczą w porządku wszechświata. To zaś prowadzi do zachowywania pokory.

W latach dwudziestych i trzydziestych naszego stulecia, Stanami Zjednoczonymi zawładnęli spirytyści i najróżniejsze media, którzy przypisywali sobie cudowne siły lecznicze daleko wybiegające poza możliwości zwykłych śmiertelników. Posiadali oni, lub tylko tak mówiono, „duchowych przewodników” pochodzących spoza poziomu ludzkiego, z którymi porozumiewali się, będąc w stanach głębokiego transu. W czasie trwania tych seansów duchowi przewodnicy przemawiali głosem medium. Najczęściej głosy te nie były podobne do ich głosów. Nie chcemy sugerować, iż był to zbieg okoliczności,
lecz jedynie zaznaczyć, że mediami były wyłącznie osoby, które publicznie przyznawały się do posiadania wyimaginowanego przyjaciela.

Istnieją setki technik medytacyjnych, które pozwalają na nawiązanie kontaktu z własnym duchowym sprzymierzeńcem. Każda z nich polega na sztucznej zmianie składu chemicznego krwi bądź dzięki pogłębionemu oddychaniu (nadmierna wentylacja), bądź na skutek wstrzymania oddechu (niedostateczna wentylacja). Należy je stosować ostrożnie, żeby wzrost zawartości tlenu w składzie krwi nie uczynił człowieka świadomym bicia własnego serca. W wielu przypadkach może to wywołać lęki, które można łatwo opanować, wstrzymując oddychanie choćby na chwilę. Najróżniejsi szarlatani często stwierdzają, że powstałe fenomeny stanowią rezultat ich działania, podczas gdy faktycznie są one prostą reakcją fizjologiczną.

Pokazujemy tutaj najbardziej podstawową metodę, której cierpliwe stosowanie przez dłuższy okres, doprowadzi poszukującego do odkrycia sprzymierzeńca, którego akurat będzie potrzebował. Rudyard Kipling napisał: „Każdy może doświadczyć pewnego uspokojenia dzięki przybraniu wygodnej pozycji i powolnemu powtarzaniu swojego imienia”. Ponadto praktyka ta rozwija świadomość i rozumienie ja. Jednakże zanim poprosi się mistrzów pozostających w ukryciu o pomoc — tych, którzy mogą pełnić funkcje wartowników, wywiadowców, szpiegów, którzy pozostają w kontakcie z wszechogarniającym umysłem całego rodzaju ludzkiego, którzy mają dostęp do wiedzy i rzeczy tajemnych lub objawionych — należy poczynić pewne przygotowania.

Działania w sytuacjach szczegółowych, które przypisuje się sojusznikowi, przyczyniają się do jego realności, a przez to i skuteczności. Nie należy jednak poddawać się czarowi opartych na fantazji wzajemnych z nim relacji, które przysłaniają rzeczywistość. Winno się przyjąć postawę dziecka ufnego i starającego się. Należy powstrzymać, choćby na kilka chwil, presję codziennego życia. Pozwala to uchronić się przed odpowiedzialnością, co można nazwać „pomniejszaniem stresu”.

To ty decydujesz, jakiego rodzaju doradcy potrzebujesz. Aby podnieść wartość swojego doświadczenia, możesz go naszkicować i poetycko opisać. Jednak — z czasem twoja podświadoma część
umysłu określi formę, która będzie ci dostępna. Jeżeli będzie ona podobna do tej, którą stworzyłeś sobie wcześniej, znaczy, że posiadłeś wgląd w siebie i samopoznanie. Jeżeli nie, wówczas wyższe ja stanowić będzie kontrapunkt dla wartości: dziecko twojej osobowości, i w ten sposób zrównoważy yin i yang w ja dorosłego, który musi działać w realnym świecie.

Połóż się w wygodnej pozycji, tak aby wszystkie części twojego ciała równo spoczywały na podłożu. Zamknij oczy. Uświadom sobie dźwięki, które cię otaczają. Nie daj się im omamić, po prostu bądź ich świadom. W czasie odliczania w myślach „jeden, dwa, trzy, cztery”, swobodnie zrób głęboki i pełen wdech. Zatrzymaj go na czas liczenia do dwóch. Odpręż się i pozwól powietrzu swobodnie opuścić płuca, podczas gdy ty będziesz liczył „jeden, dwa, trzy, cztery”. Zatrzymaj się na wydechu, licząc do dwóch. Ćwiczenie powtórz trzy razy.

Na początku, prędkość odliczania będzie odbiciem stanu twojego umysłu. Później zostanie ono zsynchronizowane z biciem serca. Kiedy zatrzymujesz wdech, nie zaciskaj mięśni gardła; uszkadza to naczynia krwionośne karku i twarzy. Przy wydechu wypuszczaj powietrze, korzystając z hary.

Pomyśl o najbardziej przyjemnych doświadczeniach, które kiedykolwiek przeżyłeś. Zrób trzy głębokie wdechy. Wydychając, za każdym razem licz odwrotnie, od trzech do jednego. Jest to ćwiczenie pogłębiające, które pozwala na utrwalenie stanu medytacyjnego. Ponadto skupia uwagę na oddychaniu, co pomaga ujawnić opisaną przez niektórych bostońskich naukowców „reakcję relaksacyjną” obecną u wszystkich ludzi. Odpręż się we wszystkich częściach ciała. Żaden z dźwięków, które ewentualnie możesz usłyszeć, nie rozprasza twojej kontemplacji. Większość prawdopodobnie popadnie w lekki sen.

Ninja mają swoje powiedzenie: „Każdy ma trzy imiona: jedno — którym został nazwany, jedno — pod którym jest znany i jedno, którego nie dzieli z nikim innym”. Podobnie jest z duchowym sprzymierzeńcem. Podejmując decyzję porozumienia się z nim, możemy działać bez pośpiechu, czekając na wybrany przez niego czas pojawienia się i dopiero później nadać mu imię. Można też nawiązać kontakt z tą specyficzną istotą, wypowiadając wybrane imię.

Powtórz je spokojnie trzy razy. Będzie to twoją osobistą mantrą: nie zdradzaj jej nikomu, gdyż ujawnienie jej może wywołać porównania i krytykę ludzi obdarzonych mniejszą wyobraźnią.

Porozumiewanie się z alter ego, z którym udało nam się skontaktować, przyjąć może wiele form dźwiękowych, wizualnych lub kinestatycznych. Może nawet przyjąć formę telepatii, gdyż jest dialogiem dwóch umysłów.

Kiedy czujesz się samotny, zakłopotany lub potrzebujesz
pomocnej dłoni,
Zamknij oczy i pomyśl o mnie, wypowiedz głośno moje imię,
A przybędę.
Szukaj mnie na niebie letniego dnia,
Nadsłuchuj dźwięków mych kroków na ścieżce,
Podnieś skalę, tam jestem.

Hymn Indian Czejenów

Postscriptum

Nie ma żadnej tajemnicy z wyjątkiem tej zaprzątającej umysł poszukującego.

Zawsze prawdziwi mistrzowie posługiwali się prostymi środkami, które my zwykli śmiertelnicy odczytywaliśmy jako niepojęte. Znają oni różne „sztuczki”, co sprawia, że wydają się tajemniczy. Odpowiednie wykorzystanie tej wiedzy może uczynić z nich wojowników. Znaczy to, że przyjmują odpowiedzialność za swoje czyny. Łatwo jest zabić i zwyciężyć jest łatwo, sztuką jest natomiast przechytrzyć, okazać wolę dokonania czegoś. Lecz brak przebiegłości jest tym, co odróżnia prawdziwego człowieka od bestii człekokształtnej. W królestwie zwierząt każda sytuacja oznacza albo życie, albo śmierć. Jedynie człowiek potrafi dokonać rozróżnienia pomiędzy dobrem a złem, potrafi określić, czy w danej sytuacji musi wykorzystać całą posiadaną moc, aby przeżyć, czy też właśnie ujawniło się zwykłe szaleństwo ego bądź własnego, bądź też innych.

Usposobienie wojownika uwarunkowane jest jednym wielkim oczekiwaniem; czeka on na czas i okoliczności, które poruszą jego wolę. Jest cierpliwy i wyrozumiały. Aby się czymś zająć, do perfekcji doprowadza swoje umiejętności, swoje kung fu (zdolności). Uczy się rozwijać rozumienie samego siebie i innych, wiedząc, że stanowią jedno i są tacy sami. Prawdziwy wojownik jest człowiekiem pokoju walczącym jak dziesięć tygrysów. Jest mistycznym wojownikiem, który, w śmiertelnej ciszy, niezauważenie niszczy nieprzyjaciela. Jest Ninja.

Tak więc może się rozpocząć prawdziwa gra. Wzięcie w niej udziału jest bardzo proste: trzeba jedynie podążać za swą prawdziwą naturą, która istnieje poza iluzjami i złudzeniami. Trzeba doskonalić swój charakter poprzez wewnętrzny wysiłek, trzeba bronić prawdy, przestrzegając zasad moralnych i chroniąc się przed atakiem porywczej odwagi. Wreszcie, trzeba gromadzić dobre uczynki, dobrze wykonując swoje zadania, poszukując i odkrywając nowe wartości oraz nowe warunki, co staje się radością życia. Nie ma oświecenia poza nami. Możemy w grze tej wziąć udział lub ją zignorować. Ona i tak toczy się, bez względu na wszystko.

Skan książki można ściągnąć z linku poniżej
Umysł Ninja – Ashida Kim.pdf