Posts Tagged ‘Rozum’

Zachowanie – Marian Mazur

Dzięki p. Maciejowi Węgrzynowi udostępniamy dotychczas niepublikowany fragment pracy prof. Mariana Mazura (1909-1983) wybitnego polskiego naukowca o międzynarodowej sławie (elektrotermia, cybernetyka), pioniera – mimo reżimowej anatemy, a potem licznych przeszkód – szeroko zakrojonych interdyscyplinarnych badań nad cybernetyką; autora wielu niezwykle inspirujących, oryginalnych i odkrywczych prac z zakresu psychocybernetyki, cybernetyki teoretycznej, informacjologii, zarządzania, terminologii, metodyki, historii nauki czy naukoznawstwa; Mistrza dla wielu pokoleń przedstawicieli niezliczonych dyscyplin naukowych na czele z humanistyką; współtwórcy polskiej szkoły cybernetyki; promotora jego wybitnego kontynuatora doc. Józefa Kosseckiego. Na podstawie kopii maszynopisu od str. 336.

Informacja dla osób niezaznajomionych z twórczością Mariana Mazura: w zrozumieniu terminologii zawartej w tekście pomocna będzie praca M. Mazura „Cybernetyka i charakter” dostępna na stronie http://www.autonom.edu.pl albo J. Kosseckiego „Tajniki sterowania ludźmi” (html)

VI. Zachowanie

34. Tendencje

Gdybyśmy stojąc u źródła rzeki rzucili na powierzchnię wody kawałek korka, a następnie obserwowali, co się z nim stanie, to stwierdzilibyśmy, że popłynąłby on unoszony nurtem rzecznym. Na podstawie obserwacji moglibyśmy z dużą dokładnością określić drogę przebytą przez korek. Gdybyśmy, następnie rzucali inne jeszcze kawałki korka i obserwowali przebytą przez nie drogę, to stwierdzilibyśmy, że każdy z nich przebyłby inną drogą, przy czym różnice mogłyby być nawet dość znaczne — jeden kawałek korka popłynąłby głównym nurtem, inny dostałby się po drodze w wiry rzeczne, jeszcze inny obijałby się o kamienie wystające ponad powierzchnię wody itp.

Pomimo tych różnic stwierdzilibyśmy jednak że drogi wszystkich kawałków korka miałyby ze sobą coś wspólnego, a mianowicie dążenie do poruszania się w kierunku od źródła rzeki, do morza. Nie znaczy to wcale, że każdy z nich rzeczywiście dopłynąłby do morza: niektóre z nich, być może utknęłyby na mieliźnie lub w jakimś załamku brzegu rzeki. Nie mniej dążenie płynięcia od źródła do morza ma rzeka jako całość. Oparcie się na tym dążeniu pozwala nam nawet wyodrębniać rzekę właśnie jako pewną całość, chociaż żadna kropla wody nie popłynie w rzece po raz drugi, jak mówi hinduskie przysłowie, nie można wykąpać się dwa razy w tej samej wodzie Gangesu. Pomimo że nie wiemy, co się stanie z każdą kroplą wody z osobna, możemy w oparciu o znajomość dążenia przewidywać, co się będzie działo w ogólności z wodą w rzece.

Podobnie przedstawia się sprawa współdziałania homeostatu z korelatorem, a więc ogólnie mówiąc, zachowania się organizmu. Wiemy już, że każda zmiana rozkładu przewodności środowiska korelacyjnego wywołuje emocje a następnie refleksje, która spowoduje jakąś zmianę w środowisku korelacyjnym, co z kolei wywoła inną emocję i refleksję, przy czym wśród tych przebiegów powstaną ewentualnie jakieś decyzje itd. Przebiegi te będą jednak miały coś ze sobą wspólnego, a mianowicie dążenie pozwalające odróżnić zachowanie się organizmu w pewnej sytuacji od jego zachowania się w innej sytuacji lub od zachowania się innego organizmu w podobnej sytuacji, a nawet wyróżnia pewne typowe rodzaje zachowania się organizmów w pewnych typowych sytuacjach. Tak pojmowane zespoły przebiegów w zachowaniu się organizmu będziemy nazywać tendencjami.

W stosunku do języka potocznego termin „tendencja” określa ogólnie takie pojęcia jak „wola”, „rozum”, „uczucie”. Według potocznego traktowania tych pojęć można by je definiować w taki sposób, że rozum jest tendencją do poznania, uczucie jest tendencją do oceniania, wola zaś jest tendencją do osiągnięcia. Wielu z ludzi ma skłonność do przeciwstawiania woli jako przejawu „ducha” uczuciom jako przejawom potrzeb „ciała”, przy czym aktem woli jest dokonywanie wyboru („wolna wola”) wbrew tym potrzebom, przy czym może się to odbywać z mniejszym czy większym natężeniem („słaba wola”, „silna wola”). Przy cybernetycznym traktowaniu człowieka jako struktury samodzielnej rozróżnienia tego rodzaju są bezprzedmiotowe, sprowadzają się one bowiem do tego, że za przejaw woli uważa się rozstrzygnięcie rozterki na rzecz atrakcji późniejszej, a za przejaw uczucia rozstrzygnięcie rozterki na rzecz atrakcji wcześniejszej (odwrotnie jest z repulsjami, co w istocie na to samo wychodzi). Na przykład rezygnacja z palenia papierosów czy picia wódki, uchodząca za przejaw „siły woli”, jest w istocie daniem pierwszeństwa przyjemności z posiadania lepszego zdrowia, której się będzie doznawać dopiero po pewnym czasie, przed przyjemnością doznawania wspomnianych narkotyków już teraz. Podobnie przedstawia się sprawa z uczniem, który zabiera się do uczenia wzorów matematycznych, z których będzie mógł odnosić korzyści dopiero w odległej przyszłości, zamiast teraz grać w piłkę. Pacjent, który naraża się na ból, składając wizytę lekarzowi czyni to aby uniknąć większych przykrości w przyszłości, itp. Dawanie pierwszeństwa emocjom późniejszym przed wcześniejszymi, lub na odwrót jest zawsze wynikiem rozstrzygania rozterek bez względu na to jak rozstrzygnięcie wypadnie, jest to zawsze proces zdeterminowany — na żadną „wolną wolę”, ani „silną wolę” nie ma w nim miejsca, niemniej skoro w języku potocznym doszło do rozróżnienia „woli” i „uczucia” osobnymi nazwami, musiało się to z jakichś powodów, chociażby nie uświadomionych, okazać potrzebne.

Powody te możemy łatwo wymienić. Dawanie pierwszeństwa atrakcjom późniejszym jest równoznaczne z dążeniem do zapewnienia sobie pewnych korzyści (mocy socjologicznej) na przyszłość, ale jak już wiemy, dążenie do zwiększenia mocy socjologicznej, i to dalekowzroczne, jest oznaką endodynamizmu, w przeciwieństwie do egzodynamizmu cechującego się dążeniem, żeby już zaraz używać życia. A zatem różnica między przejawami „woli” i „uczuć” sprowadza się do położenia osi charakteru na wykresie dynamizmu. Łatwo stwierdzić, że z dwóch dążeń za przejaw „woli” jest uważane to dążenie, któremu odpowiada oś charakteru położona bardziej na prawo (od strony endodynamizmu) a za przejaw „uczucia” to dążenie, któremu odpowiada oś charakteru położona bardziej na lewo (od strony egzodynamizmu). Jeżeli jeden przedsiębiorca z całym zaparciem i konsekwencją dąży do zdobycia wielkiego majątku, a drugi zadowala się spokojnym funkcjonowaniem swojego małego przedsiębiorstwa, to jest to różnica między endodynamizmem a endostatyzmem. Jeżeli jeden pracownik z uporem dąży do zajęcia stanowiska dyrektorskiego, drugi zaś cieszy się, że wszelkie kłopoty spadają na jego zwierzchników, to jest to różnica między endostytyzmem a statyzmem. Jeżeli ktoś ślęczy nad sporządzaniem bilansów jako księgowy zamiast być trampem pogwizdującym sobie na włóczeniu się od miasta do miasta, to jest to różnica między statyzmem a egzodynamizmem. Gdy się wybitnych organizatorów, wodzów i finansistów nazywa potocznie „tytanami silnej woli”, a o poetach i kurtyzanach mówi, że „żyją uczuciami”, to w istocie jest to tylko rozróżnieniem endodynamików i egzodynamików. Nic też dziwnego, że w postępowaniu dzieci widzi się przewagę uczuć, a w postępowaniu starców przewagę woli skoro z biegiem życia charakter zmienia się w kierunku od egzodynamizmu do endodynamizmu. Tylko dynamizm stanowi kryterium, które sprawia, że przy porównywaniu postępowania endodynamika i statyka przypisuje się „silną wolę” endodynamikowi, a przy porównywaniu postępowania statyka i egzodynamika przypisuje się „silną wolę” statykowi. I dlatego właśnie uważamy rozróżnianie „woli” i „uczucia” za nieistotne, a jedno i drugie będziemy określać jako tendencje, każda z nich może być silna lub słaba i każda jest zdeterminowana.

Tych potocznych nazw będziemy używać jedynie w odniesieniu do przykładów różnych tendencji, nawiązując do językowych przyzwyczajeń czytelników. Nie należy też mieszać uczuć z emocjami, gdyż, jak widzieliśmy, uczucia są pewnym rodzajem tendencji, natomiast emocje są elementem wszelkich tendencji.

W potocznym traktowaniu pojęcia „rozum” można się spotkać z pomieszaniem dwóch różnych zjawisk. Jeśli traktuje się rozum jako podstawę rozważań, namysłu itp., to jest to utożsamianie rozumu, z obiegami refleksyjnymi. Natomiast jeżeli traktuje się rozum jako prawidłowość wnioskowania, to jest to utożsamianie rozumu z tendencjami statycznymi, a więc z dążeniem do zgodności z przyjętymi zasadami.

Wiązanie rozumu z obiegami refleksyjnymi przejawia się w przekonaniu, że rozumem są obdarzeni ludzie, nie mają zaś rozumu zwierzęta, rośliny i maszyny. Jak już omawialiśmy w rozdz. 15 „Obiegi korelacyjne i obiegi refleksyjne” jeśli przy którymś z nich nie nastąpi decyzja i jeśli nie pojawią się nowe bodźce prowadzą do przeświadczenia tj. do powtarzania się tych samych obiegów refleksyjnych. Tylko wtedy gdy zmiana potencjału refleksyjnego wywołuje zmianę wyobrażenia, następny obieg refleksyjny różni się od poprzedniego. Różnych obiegów refleksyjnych może więc być tym więcej, im więcej różnych wyobrażeń może powstawać w korelatorze, a więc im więcej jest w nim rejestratorów, czyli im wyższy jest poziom struktury samodzielnej. Przy niskim poziomie ilość możliwych wyobrażeń jest ograniczona z powodu małej ilości rejestratorów, toteż przy dużej ilości obiegów refleksyjnych muszą się one z konieczności zacząć powtarzać, a więc dość wcześnie powstaje przeświadczenie. Przy bardzo niskim poziomie ilość rejestratorów jest tak mała, że do wystąpienia przeświadczenia dochodzi bardzo szybko, nie zauważa się więc objawów obiegów refleksyjnych. To właśnie jest źródłem poglądu, że rośliny i niższe zwierzęta nie mają „rozumu”. Trudności z przyjęciem takiego poglądu w stosunku do zwierząt wyższych, których zachowanie wskazuje na występowanie większej ilości obiegów refleksyjnych starano się ominąć za pomocą sformułowania, że to zachowanie nie jest przejawem „rozumu” lecz „instynktu”. Zwracaliśmy już na to uwagę w rozdz. 21 „Organizmy jako struktury samodzielne”.

Z powyższych rozważań wynika, że im wyższy jest poziom, tym więcej odbywa się obiegów refleksyjnych, tym dłużej więc one trwają i tym trudniej dochodzi do decyzji ponieważ zanim potencjał estymacyjny zdąży przekroczyć potencjał decyzyjny, powstaje następny obieg refleksyjny, który zmienia rozpływ mocy korelacyjnej i decyzja się odwleka.

A zatem charaktery o bardzo wysokim poziomie cechuje nadmiar refleksji, wahanie się, niezdecydowanie, ograniczona zdolność do czynu. Klasycznym tego przykładem literackim jest Hamlet.

Głupiec jest zbyt pochopny w działaniu, mędrzec zaś zbyt powolny. Dlatego to Archimedes został zamordowany przez żołdaka a nie na odwrót. Jak powiedział umierający Hamlet: „wiele mógłbym wam rzeczy powiedzieć, gdybym miał czas”.

Natomiast utożsamianie rozumu z tendencjami statycznymi przejawia się w przekonaniu, że „rozum” jest czymś obiektywnym, bezstronnym w porównaniu z „wolą” i „uczuciem”, to zaś wynika z okoliczności, że tendencje statyczne są tendencjami pośrednimi między tendencjami endodynamicznymi i egzodynamicznymi. To co się potocznie nazywa „rozumem”, jest w istocie tendencją charakterystyczną dla statyków i dlatego statykami byli wszyscy wielcy filozofowie. Żałosny koniec z reguły spotykał zachłannych zdobywców, ponieważ kierowali się tendencjami skrajnie endodynamicznymi (które przedstawiali sobie jako „genialną intuicję”(, nie słuchając rad swoich bardziej statycznych doradców. Rozum statyków nie trafiał też nigdy do przekonania wielkim artystom (a więc skrajnie egzodynamicznym) czemu dał wyraz m.in. Mickiewicz, potępiając „mędrca szkiełko i oko”. W powstawaniu tendencji ważną rolę odgrywa konfrontacja charakteru z sytuacją danego organizmu, czyli aktualnym stanem jego otoczenia. W każdej sytuacji występuje mniejsze czy większe niedopasowanie do charakteru danego organizmu. Pomijając już niedopasowanie do warunków pobierania energii, jak np. nieurodzajna ziemia, tereny do polowania ubogie w zwierzynę, mało płatna posada itp., chodzi przede wszystkim o to, że sytuacja organizmu jest wynikiem charakterów innych organizmów, w związku z czym może występować niedopasowanie między charakterem danego organizmu a charakterami otaczających go organizmów. Na przykład, pracownik jakiejś instytucji ma nie dowolne warunki pracy lecz w znacznym stopniu ukształtowane przez charakter jego zwierzchnika, mąż żyje w warunkach ukształtowanych w pewnym stopniu przez charakter jego żony i na odwrót, przy czym może tu występować niedopasowanie pod wzglądem niektórych lub nawet wszystkich parametrów charakteru, a więc dynamizmu, szerokości i poziomu. Społecznik wśród karierowiczów odczuwa niedopasowanie dynamizmu, człowiek tolerancyjny wśród fanatyków odczuwa niedopasowanie szerokości, intelektualista wśród prostaków odczuwa niedopasowanie poziomu itp.

W związku z tym tendencje można by określić jako zwalczanie niedopasowania. Organizm stara się za pomocą tendencji osiągnąć dopasowanie miedzy swoim charakterem a swoją sytuacją. Ponieważ dotyczy to każdego organizmu, więc życie społeczności jest grą tendencji, w której każdy organizm stara się zmienić swoją sytuację, dlatego też zdarza się, że ludzie zmieniają posady lub nawet zawód, szukają sobie innego środowiska, rozwodzą się itp. nawet bez zmiany na inną organizm kształtuje swoją sytuację, a przy tym sam jest przez nią kształtowany, co w rezultacie prowadzi do zmniejszenia niedopasowania. Wyniku takiej gry tendencji zależy od tego, ilu osobników reprezentuje poszczególne tendencje. Tak na przykład, przekonania, że uczciwość powinna zwyciężać dzięki „sile moralnej” jest złudzeniem — uczciwość zwycięża tylko wtedy, gdy nieuczciwy jest wyjątkiem wśród uczciwych, natomiast przegrywa uczciwy będący wyjątkiem wśród złodziejów. Dlatego nie wystarcza sama propaganda uczciwości, trzeba jej ponadto zapewnić przytłaczającą większość.

W każdej tendencji można wyróżnić dwie istotne cechy: kierunek tendencji oraz stopień szczególności tendencji.

Kierunek tendencji jest określony parametrem charakteru wymagającym dopasowania, tendencja może być skierowana na uzyskanie sytuacji odpowiadającej danemu charakterowi pod względem dynamizmu, szerokości lub poziomu.

Stopień szczególności tendencji jest określony dokładnością rozróżniania i traktowania obiektów, do których tendencja jest skierowana. Im mniej receptorów ma organizm, tym mniej szczegółów może odróżniać w swojej sytuacji, a im mniej ma on estymatorów, tym mniej dokładnie może kształtować sytuację. A zatem stopień szczególności tendencji zależy od ilości elementów korelacyjnych danego organizmu dających się wykorzystać w tendencjach, czyli od jego poziomu aktualnego. Z tego też powodu organizmy o niskim poziomie potencjalnym są ograniczone do tendencji bardzo prymitywnych. W dalszych rozdziałach omówimy rozmaite tendencje przechodząc od tendencji ogólnych do coraz bardziej szczególnych.

Tendencje źródłowe

Za tendencje źródłowe będziemy uważać tendencje określone wyłącznie przez właściwości samego organizmu, a więc niezależne od sytuacji organizmu. Określanie takich tendencji jako „źródłowe” jest ponadto uzasadnione tym, że stanowią one podstawę wszystkich innych tendencji.

Do występowania tendencji źródłowych potrzebne jest spełnienie tylko jednego warunku, a mianowicie zdolność do rozróżniania bodźców pożądanych od niepożądanych. Do tego celu potrzebne jest współdziałanie korelatora z homeostatem czyli emocje, będące wobec bodźców pożądanych atrakcjami a wobec bodźców niepożądanych repulsjami. Ponieważ w korelator i homeostat są wyposażone wszelkie struktury samodzielne, więc też w każdej strukturze samodzielnej występują tendencje źródłowe. Mogą one występować nie tylko w organizmach lecz nawet w najprostszych autonomach, co się wiąże z okolicznością, że autonomy, podobnie jak organizmy, działają dla własnego bezpieczeństwa i wobec tego muszą mieć przynajmniej tendencję do obrony tego bezpieczeństwa.

Gdy w początkowym stanie korelatora nie było zarejestrowanych żadnych skojarzeń, czyli gdyby struktura samodzielna miała w tym stanie poziom aktualny równy zeru, to przy pojawieniu się pierwszych bodźców nie mogłaby ona ocenić, czy są to bodźce pożądane czy niepożądane. Dopiero po wystąpieniu skutków tych bodźców zostałyby w korelatorze skojarzenia, dzięki którym następne bodźce tego rodzaju mogłyby wywoływać atrakcje bądź repulsje. W ten sposób struktura samodzielna zdobyłaby pewne.

Do tego rodzaju przejawów tendencji poznawczych należy wiele innych nastrojów, jak np. nastrój przygnębiający, nastrój ponury, nastrój senny, nastrój pogodny, nastrój podniosły, nastrój wesoły itp.

Ponieważ nastroje ułatwiają zaspokajanie tendencji poznawczych wśród szumu informacyjnego, więc też często stosuje się umyślne organizowanie szumu informacyjnego w celu łatwiejszego przekazywania informacji. Polega to na ujednolicaniu bodźców, aby wywołać określony nastrój. W szerokim zakresie wykorzystuje się to w sztuce, a więc w teatrze, filmie, powieściach itp. Na przykład, w celu wywołania nastroju jesiennej melancholii pokazuje się widzom pożółkłe liście opadające z drzew, dla gwałtownych przeżyć dobiera tło w postaci szalejącej burzy z grzmotami i błyskawicami, rodzącą się miłość pokazuje się na tle nocy księżycowej, zwątpienie podkreśla się strugami deszczu spływającymi po szybach w ciemną noc, itp., wszystko to przy akompaniamencie odpowiedniej muzyki. Sposoby te były wykorzystywane już tyle razy, za stosowanie ich uchodzi za zbyt daleko posuniętą rozwlekłość, w związku z czym są określane jako banalne. Bo wywoływania nastrojów w sztuce wykorzystuje się również ludzi, lecz tylko jako sztafaż, bez wnikania w ich charaktery Rolę sztafażu pełnią oracze idący za pługiem, rybacy zarzucający sieci, żołnierze uderzający rytmicznie butami o bruk, itp.

Do wytwarzania odpowiednich nastrojów służą togi i cała procedura w sądach, namaszczony sposób mówienia i specjalny ceremoniał w kościołach, łopoczące sztandary i optymistyczne melodie w obchodach państwowych, itp. środkami tymi dąży się do przekazywania uczestnikom uogólnionych i łatwo przyswajalnych informacji mających służyć do określonych celów.

W stosunku do autonomów można sobie pozwolić na dobieranie takich czy innych skojarzeń początkowych gdyż jako struktura sztuczna autonomu musiałby być doprowadzony do stanu samodzielności przez człowieka, przy czym obojętne jest, czy człowiek odegrałby tę rolę w trakcie budowy autonomu czy wkrótce potem, Natomiast każdy organizm zdany jest przede wszystkim na siebie toteż bez pewnego poziomu pierwotnego wiele organizmów musiałoby zginąć zanim zdążyłoby zebrać jakiekolwiek doświadczenia. Dzięki posiadaniu poziomu pierwotnego organizmy mają od urodzenia pewne tendencje źródłowe, dzięki którym mogą uniknąć przynajmniej niebezpieczeństw wynikających z samego działania organizmu np. śmierci z głodu. Poziom pierwotny sprawia, że każdy organizm potrafi zaspokoić głód i pragnienie oraz rozmnażać się nawet gdyby nie uzyskał żadnych nowych skojarzeń w ciągu życia, czyli gdyby jego poziom aktualny nigdy nie wzrósł ponad poziom pierwotny. Tendencje źródłowe najbardziej odpowiadają pobocznemu pojęciu „instynktów” jak np. instynkt samozachowawczy, instynkt seksualny, instynkt macierzyński, instynkt walki (dla samej walki a nie dla korzyści ze zwycięstwa) itp.

Twierdzenie że w odróżnieniu od człowieka wszelkie inne organizmy mają jedynie instynkt jest niesłuszne dlatego, że pomija związek między tendencjami a poziomem. Tylko w odniesieniu do organizmów o najniższym poziomie można by mówić z dużym przybliżeniem, że występują w nich jedynie tendencje źródłowe. Im wyższy jest poziom, tym więcej dołącza się tendencji bardziej szczególnych, co u zwierząt wyższych można stwierdzić zupełnie wyraźnie. Również zachowanie się małych dzieci i ludzi dzikich jest w przeważającym stopniu „instynktowne”, tj. wynikające z tendencji źródłowych, sprowadza się bowiem głównie do spraw związanych z zaspokajaniem głodu i innych instynktów. Wynika to z niskiego poziomu aktualnego tych istot. Tendencje źródłowe są ze wszystkich najogólniejsze. Ażeby odczuwać lęk, ból, głód lub żądze seksualne nie trzeba mieć żadnych informacji o otoczeniu (dlatego mówi się, ze instynkty są „ślepe”. Nie należy tego jednak mieszać z potrzebą informacji w celu znalezienia sposobów uwolnienia się od lęku, zdobycia pożywiania itd. ponieważ wchodzi to już w zakres innych tendencji.

Tendencje poznawcze

Organizm mógłby się ograniczyć do tendencji źródłowych, gdyby do ich zaspokajania wystarczały dowolna bodźce z otoczenia, W rzeczywistości oprócz bodźców pożądanych organizm spotyka w swoim otoczeniu również bodźca obojętna a nawet niepożądane!

Wśród bodźców, które się najpierw pojawią, jeden okaże się dostatecznie silny, ażeby wywołać moc korelacyjną wystarczającą do tego, żeby potencjał estymacyjny przekroczył potencjał decyzyjny. Gdyby nawet wszystkie początkowe bodźce były bardzo słabe i wobec tego wywoływały bardzo mały potencjał rejestracyjny, to wskutek wzmagania się z czasem tendencji źródłowych zmierzających do zaspokojenia głodu wzrastałby potencjał refleksyjny, aż wreszcie w sumie z małym nawet potencjałem rejestracyjnym utworzyłby potencjał korelacyjny wystarczający do wywołania decyzji i reakcji. A zatem do decyzji zawsze przy którymś bodźcu dojść musi, przy silnych bodźcach wcześniej, przy słabych później. Dlatego nawet noworodek, gdy jest dostatecznie głodny, zaczyna ssać wszystko, co mu się znajdzie w ustach, nie robi zaś tego, gdy jest nasycony.

Ssać potrafi od razu, gdyż do tego ma już skojarzenia objęte poziomem pierwotnym. Skutki tej pierwszej w życiu decyzji i reakcji zostają zarejestrowane w korelatorze jako odpowiednie skojarzenie, które w przyszłości będzie sprawiać, że następny bodziec tego samego rodzaju będzie wywoływać atrakcję bądź repulsję w zależności od tego, czy skutki poprzedniego bodźca okazały się pomyślne czy nie. W ten sposób organizm zyskał jedno doświadczenie i podniósł swój poziom aktualny nieco ponad poziom pierwotny. Podobnie dzieje się z rozmaitymi następnymi bodźcami, dzięki czemu doświadczenie organizmu wzbogaca się i poziom aktualny wzrasta.

Wśród narastających w ten sposób skojarzeń powstaje w korelatorze również skojarzenie , że doznawanie nowych bodźców jest użyteczne bez względu na to, czy skutki ich okażą się pomyślne czy nie. Użyteczność ich polega na tym, że umożliwiają organizmowi orientację jakim bodźcom należy sprzyjać a jakich unikać. To skojarzenie jest źródłem tendencji poznawczych zmierzających do szukania nowych bodźców. Odpowiadają one pojęciu nazywanemu potocznie „ciekawością”.

Tendencje poznawcze przejawiają się u dzieci w oglądaniu i dotykaniu nieznanych przedmiotów, później zaś, w miarę wzrastania poziomu aktualnego, w zadawaniu pytań „co to jest?” i „dlaczego?”, tendencje poznawcze łatwo też zaobserwować u wyższych zwierząt np. psy i koty oglądają i obwąchują nieznane im przedmioty. Zarówno dzieci jak i zwierzęta interesują się nowymi przedmiotami głównie z punktu widzenia ich przydatności do spożycia, co jest przejawem tendencji źródłowych.

Z punktu widzenia teorii informacji nowe bodźce stanowią dla organizmu szum informacyjny, z którego organizm wyławia informacje użyteczne, przy czym, jak już wspomnieliśmy, informacjami użytecznymi mogą być zarówno bodźce pożądane jak i niepożądane. Wśród pojawiających się bodźców wiele z nich jest powtórzeniem poprzednich bodźców. Te powtórne bodźce stanowią dla organizmu rozwlekłość informacyjną.

Jak to wykazaliśmy w rozdz. 13 „Skojarzenia”, powtarzające się bodźce przyczyniają się do zwiększania przewodności korelacyjnej dróg odpowiadających skojarzeniom między takimi bodźcami, nawiązując do podanego tam przykładu obserwacji wielu domów możemy powiedzieć, że powtarzanie się takich cech wszystkich domów, jak dach lub ściany, stanowi dla obserwatora rozwlekłość informacyjną. Z drugiej strony wiemy już, że powtarzania się tych cech prowadzi do uogólniania pojęcia „domu” jako obiektu mającego ściany i dach, z odsunięciem innych cech, np. koloru ścian lub kształtu dachu, jako szczególnych, a więc nieistotnych dla pojęcia „dom”. Jak widzimy, rozwlekłość informacyjna jest podstawą tworzenia pojęć ogólnych. Z tego punktu widzenia rozwlekłość informacyjna jest zjawiskiem korzystnym, gdyż do wyobrażania sobie wynikających z niej pojęć ogólnych wystarcza stosunkowo mała ilość elementów korelacyjnych, a mianowicie potrzebne są do tego celu tylko te elementy korelacyjne, między którymi występują drogi o zwiększonej przewodności korelacyjnej. Inaczej mówiąc, do wywoływania wyobrażeń pojęć ogólnych potrzebna jest ilość informacji wyrażająca się małą liczbą bitów. Stanowi to dla organizmu udogodnienie, ponieważ przelotność informacyjna korelatora jest ograniczona, wobec czego organizmowi łatwiej jest w obiegach refleksyjnych przechodzić do coraz to innych wyobrażeń a więc oceniać otoczenie w pełniejszym zakresie, Przejawia się to w tworzeniu osobnych nazw dla pojęć ogólnych, dzięki czemu komunikowanie ich między ludźmi mówiącymi tym samym językiem wymaga niewielkiej liczby bitów, co jest korzystne przy odbieraniu informacji ze względu na ograniczoną przelotność informacyjną dróg łączących receptory z rejestratorami oraz przy wydawaniu informacji ze względu na ograniczoną przelotność informacyjną dróg łączących estymatory z efektorami.

Dzięki wzrastaniu przewodności korelacyjnej w wyniku rozwlekłości informacyjnej przy powtarzaniu się bodźców organizmu uzyskuje też ułatwienie w zaspokajaniu tendencji poznawczych, polegające na zwiększeniu przyswajalności informacji.

Można to zademonstrować na prostym przykładzie matematycznym. Gdyby czytelnicy niniejszej książki otrzymali następujący komunikat cyfrowy: 4916253549S4, to nie popełnimy chyba przesady twierdząc, że żaden a nich nie potrafiłby po jednorazowym (a może nawet wielokrotnym) przeczytaniu powtórzyć tego komunikatu, a to oznacza, że komunikat ten jest trudno przyswajalny. Dzieje się tak dlatego, że każda z cyfr komunikatu prowadzi do pobudzenia wielu rejestratorów, wskutek czego moc korelacyjna rozpływa się na wiele dróg w środowisku korelacyjnym, a więc w każdej z nich z osobna moc jest bardzo mała i wobec tego wywołuje nieznaczny wzrost przewodności korelacyjnej każdej drogi — bodźce reprezentujące poszczególne cyfry komunikatu (np. ujrzenie cyfr w druku lub usłyszenie) nie zostały zarejestrowane (zapamiętane). Sprawa zmienia się jednak radykalnie, gdy wskażemy, że pierwsza cyfra komunikatu jest kwadratem liczby 2 (2 = 4(, druga kwadratem liczby 3 (3 = 9(, dwie następne kwadratem liczby 4 (4 = 16(, dwie dalsze kwadratem liczby 5 (5 = 25) itd. Gdy czytelnik czyta te objaśnienia, to wyraz „kwadrat” stanowi dla niego bodziec powtarzający się kilkakrotnie, który za każdym razem wywołuje w korelatorze czytelnika potencjał rejestracyjny i przepływ mocy korelacyjnej po taj samej drodze, co w rezultacie daje większy wzrost przewodności korelacyjnej tej drogi, niż gdyby taki bodziec pojawił się tylko jednorazowo. W ten sposób powstało u czytelnika skojarzenia cech wspólnych dla poszczególnych cyfr lub ich grup, a więc uogólnienie związku między nimi. Podobnym uogólnienie następuje, gdy wskażemy, że 3 = 2 +1, 4 = 3 + 1, 5 = 4 + 1 itd., a więc że w podanym przykładzie liczby podnoszone do kwadratu mają tę wspólną cechę, że następna cyfra jest większa o 1 od poprzedniej, czyli że mamy do czynienia z ciągiem liczb naturalnych. Po tych wyjaśnieniach czytelnik, zamiast ze słabą rejestracją dwunastu nie skojarzonych ze sobą cyfr ma do czynienia ze znacznie silniejszą rejestracją dwóch pojęć ogólnych, jakimi są ciąg liczb naturalnych i podnoszenie do kwadratu. Dzięki temu informacje zawarte w komunikacie stały się przyswajalne.

Przykładem ułatwień informacyjnych, spowodowanych rozwlekłością informacyjną jest wszelka symetria! Ułatwienie polega na tym, że gdy się zna zasadę symetrii i jeden istotny fragment, wówczas — bez żadnych dodatkowych informacji — zna się całość. W sztuce unika się nadmiernej symetrii gdyż odbiorcom o wysokim poziomie daje ona za duże ułatwienia informacyjne tj. dostarcza bodźców zbyt ubogich (dlatego tez symetria w sztuce bywa nazywana „estetyką głupich”).

Dla ułatwień informacyjnych powstają również wszelkie klasyfikacje. Użyteczność ich polega na tym, że przez wskazanie przynależności jakichś nowo poznanych bodźców do odpowiedniej klasy w znanej klasyfikacji toruje się dla skojarzenia tych bodźców najkrótsze drogi, a więc mające największą przewodność korelacyjną. Dzięki temu skojarzenie ich zostaje łatwiej zarejestrowane.

Objaśnimy to za pomocą przykładów. Gdybyśmy chcieli wytworzyć u kogoś skojarzenie biotytu z muskowitem to przez samo wymienienia nazw „biotyt” i „muskowit” komuś, kto tych nazw nigdy przedtem nie słyszał, z pewnością nie doprowadziłoby do zapamiętania takiego skojarzenia. Moglibyśmy to osiągnąć przez opisanie cech biotytu i muskowitu i wskazanie cech wspólnych jako podstawy skojarzenia, ale doszło by do tego z wielkim trudem, ponieważ opisy te zawierały ty wiele informacji, które musiałyby być zarejestrowane. Tym czasem gdy powiemy, że biotyt jest czarną a muskowit białą odmianą miki, to ten komunikat jest łatwo przyswajalny dzięki temu, że mika jest minerałem powszechnie znanym, wobec czego w korelatorze odbiorcy komunikatu potrzebna jest jedynie rejestracja prostych skojarzeń barwy czarnej i białej z miką. Ponadto bez dodatkowych informacji wiadomo to, że prawdopodobnie biotyt i muskowit mają typowe cechy miki, jak połysk, łupliwość itp.

Jako drugi podany przykład oparty na treści niniejszej książki. Gdybyśmy zapytali czytelnika przed jej przeczytaniem, jaki widzi związek między regulatorem temperatury a mózgiem, to prawdopodobnie okazałoby się, że nie ma on żadnych skojarzeń między tymi dwoma obiektami a w najlepszym razie bardzo odległe. Obecnie moglibyśmy odpowiedzieć krótko, ze regulator temperatury i mózg są korelatorami, a z odpowiedzi tej wynikało by od razu, że jeden i drugi mają wspólne wszystkie istotne cechy korelatorów, jak np. istnienie rejestratorów, estymatorowi środowiska korelacyjnego itd. Opisany proces zwiększania przyswajalności informacji można przedstawić schematycznie jak na rys. 36.1, wytwarzanie skojarzeń między bodźcami S1 i S2 bezpośrednio (rys. 36.1 a) przez ich szczegółowe opisywanie wymaga utorowania długich dróg przewodzenia w środowisku korelacyjnym, podczas gdy przez nawiązanie do wspólnej klasy S (rys. 36.2) potrzebne jest zwiększenie przewodności tylko na drogach skojarzeń każdego z bodźców S i S z klasą S w obrębie samej klasy S przewodność korelacyjna już jest duża, nie wymaga więc zwiększenia. Z rozważań tych wynika, ze poznawanie nowych bodźców jest ułatwione, gdy bodźce się powtarzają oraz gdy występują w skojarzeniach ze znanymi bodźcami.

Wykorzystuje się to w dydaktyce, np. podając nie tylko wzory matematyczne lecz i ich interpretację, ilustrując definicje pojęć przykładami, nawiązując do rozważań poprzednich, zapowiadając cel rozważań przyszłych. Również i w niniejszej książce robimy z tego użytek, co łatwo stwierdzić choćby na podstawie częstości występowania w niej takich zwrotów jak np. „czyli”, „tzn.”, „tj.”, „itp.”.

Gdyby organizm przejawiał tylko tendencje źródłowe, to zbiór bodźców występujących w otoczeniu stanowiłby dla organizmu szum informacyjny. Dzięki tendencjom poznawczym organizm stara się wyodrębnić z szumu bodźce mogące stanowić informacje użyteczne. Gdy za względu na rodzaj bodźców występujących w danej sytuacji lub ze względu na aktualny stan organizmu nie dochodzi do wyodrębnienia bodźców użytecznych, tan. organizm musi na razie uznawać wszystkie bodźce za nieużyteczne, wówczas tendencje poznawcze prowadzą przynajmniej do znalezienia cech wspólnych dla większości bodźców, a więc do uogólnienia bodźców składających się na szum informacyjny. Uogólnienia takie są „nastrojami”. W ten sposób organizm ułatwia sobie orientację w otoczeniu, gdyż zamiast szukania skojarzeń między wszystkimi poszczególnymi bodźcami (rys. 3.1 a) może się ograniczyć do skojarzeń poszczególnych bodźców z nastrojem, np. w celu stwierdzenia, czy dany bodziec jest zgodny z nastrojem czy nie. Dzięki temu ocena poszczególnych bodźców jest ułatwiona, jeśli bowiem jakiś nastrój jest dla organizmu pożądany, to każdy bodziec nie pasujący do tego nastroju jest niepożądany. Ułatwienie polega na tym, ze zamiast sprawdzania bodźca pod względem rozmaitych jego cech sprawdza się go jedynie pod względem przynależności do danego nastroju.

Dla ilustracji weźmy np. nastrój pogrzebowy. To jedno uogólnienie obejmuje mnóstwo szczegółów, jak np. spokój, ciemne stroje osób, powolne ruchy, przyciszone głosy, przyćmione światła itp. Gdyby w tej sytuacji ktoś się głośno roześmiał, to inne obecne osoby nie zainteresowałyby się powodem śmiechu, lecz przede wszystkim stwierdziłyby, że ktoś naruszył nastrój, a więc że stan ułatwienia informacyjnego został zagrożony wprowadzeniem pewnej trudności informacyjnej, jako że obecni musieliby ponieść pewien trud na zbadania, o co chodzi i czy może to być dla nich użyteczne. Trudu takiego nie chcą oni ponosić, skoro akceptowali już cały nastrój.

Do tego rodzaju przejawów tendencji poznawczych należy wiele innych nastrojów, jak np. nastrój przygnębiający, nastrój ponury, nastrój senny, nastrój pogodny, nastrój podniosły, nastrój wesoły itp.

Ponieważ nastroje ułatwiają zaspokajanie tendencji poznawczych wśród szumu informacyjnego, więc też często stosuje się umyślne organizowanie szumu informacyjnego w celu łatwiejszego przekazywania informacji. Polega to na ujednolicaniu bodźców, aby wywołać określony nastrój. W szerokim zakresie wykorzystuje się to w sztuce, a więc w teatrze, filmie, powieściach itp. Na przykład, w celu wywołania nastroju jesiennej melancholii pokazuje się widzom pożółkłe liście opadające z drzew, dla gwałtownych przeżyć dobiera tło w postaci szalejącej burzy z grzmotami i błyskawicami, rodzącą się miłość pokazuje się na tle nocy księżycowej, zwątpienie podkreśla się strugami deszczu spływającymi po szybach w ciemną noc, itp. wszystko to passy akompaniamencie odpowiedniej muzyku Sposoby te były wykorzystywane już tyle razy, za stosowanie ich uchodzi za zbyt daleko posuniętą rozwlekłość, w związku z czym są określane jako banalne. Do wywoływania nastrojów w sztuce wykorzystuje się również ludzi, lecz tylko jako sztafaż, bez wnikania w ich charaktery. Rolę sztafażu pełnią oracze idący za pługiem, rybacy zarzucający sieci, żołnierze uderzający rytmicznie butami o bruk itp.

Do wytwarzania odpowiednich nastrojów służą togi i cała procedura w sądach, namaszczony sposób mówienia i specjalny ceremoniał w kościołach, łopoczące sztandary i optymistyczne melodie w obchodach państwowych, itp. środkami tymi dąży się do przekazywania uczestnikom uogólnionych i łatwo przyswajalnych informacji mających służyć do określonych celów.

Powstawanie dróg o dużej przewodności korelacyjnej, na którym polega uogólnianie informacji, prowadzi do interesującego zjawiska interpolacji i ekstrapolacji wyobraźni. Jeżeli w korelatorze powstaną dwie odrębne grypy wyobrażeń polegające na tym samym uogólnianiu, to każdej z tych grup odpowiadają drogi o dużej przewodności korelacyjnej, jedynie między grupami przewodność korelacyjna jest mała, to też drogi łączące te grupy stanowią główną przeszkodę dla przepływu mocy korelacyjnej. Z czasem przepływ mocy korelacyjnej spowoduje, że przewodność i tych dróg wzrośnie, a wówczas dwie odrębne grupy staną się jedną dużą grupą wyobrażeń o tym samym rodzaju uogólnienia. Takie wypełnianie luk w uogólnianiu wyobrażeń jest interpolacją wyobrażeń.

Istnienie dużej grupy wyobrażeń uogólnionych sprawia, że dla skojarzeń z jakimiś nowymi wyobrażeniami największą przewodność korelacyjną mają najkrótsze drogi łączące te nowe wyobrażenia z grupą wyobrażeń uogólnionych. Dzięki temu rozpływ mocy korelacyjnej kieruje się przede wszystkim na takie drogi, co prowadzi do jaszcze większego wzrostu ich przewodności korelacyjnej. W ten sposób odbywa się rozszerzanie grupy wyobrażeń uogólnionych czyli ekstrapolacja wyobrażeń.

Dla zilustrowania tych zjawisk nawiążemy do podanego poprzednio przykładu komunikatu liczbowego, w którym uogólnianie jest określone podnoszeniem liczb naturalnych do kwadratu. Dzięki ujawnieniu przez nas zasady tego uogólnienia czytelnicy nie tylko przyswoili sobie ten komunikat, ale — w oparciu o zjawisko ekstrapolacji — mogliby go dalej kontynuować, staje się bowiem dla nich oczywiste, że po cyfrach 6 i 4 (8 do kwadratu to 64) musiałyby następować cyfry 8 i 1 (92 to 81) itd. Podobnie ciąg liczb 1, 2, 3, 4, 6, 7, 8 nasuwa każdemu — wskutek zjawisk interpolacji — wyobrażenie brakującej cyfry 5.

Na zjawiskach interpolacji i ekstrapolacji polega zamiłowanie do kolekcjonerstwa. Filatelista odczuwa dotkliwie lukę w posiadanej serii znaczków i poszukuje znaczka mogącego wypełnić tę lukę, bibliofil poszukuje brakującego mu tomu, podróżnik dąży do zbadania krainy oznaczonej białą plamą na mapie, alpinista, wspina się na niezdobyty jeszcze szczyt górski itp.

Takie same przyczyny skłaniają uczonych do wypełniania łuk w aktualnym stanie wiedzy np. do poszukiwania pierwiastków brakujących w tablicy Mendelejewa, i rozszerzania jej zasięgu.

Ekstrapolacja wyobrażeń stworzyła też metafizykę. Podobnie jak w matematyce wymienienie dowolnie dużej liczby skłania do wymienienia jeszcze większej, co doprowadziło do wytworzenia pojęcia „nieskończoności”, tak samo człowiek wytwarzał sobie wyobrażenia najdawniejszej przeszłości („stworzenie świata”) i najpóźniejszej przyszłości („sąd ostateczny i „życie wieczne”).

Podobnie okoliczność, że ludzkie charaktery spotyka się tylko w pewnym zakresie parametrów charakteru, skłania ludzi do ekstrapolacji tego zakresu. Takie pojęcia jak „Bóg” i „Szatan” okazują się ekstrapolacjami dynamizmu, szerokości i poziomu. Według rozpowszechnionych wyobrażeń „Bóg” to istota obejmująca całą skałę dynamizmu („ideał dobra, prawdy i piękna”, co jest zbiorem następujących analogii: dobro — endodynamizm, prawda — statyzm piękno – egzodynamizm), a więc o nieskończenie wielkiej szerokości charakteru (nieskończenie wielka wyrozumiałość), i odznaczająca się nieskończenie wysokim poziomem: (nieskończenie wielka mądrość) a podobnym tle powstało pojęcie „Szatana”, przy czym z konieczności nastąpiło rozdwojenie tego pojęcia na „Szatana przewrotnego” „nieludzko” wyolbrzymiony endodynamizm) i na „Szatana rozpustnego” („nieludzko” wyolbrzymiony egzodynamizm). Nic dziwnego, że każdy śpiewak grający rolę Mefistofelasa w „Fauście” Goethego zastanawia się, który z tych dwóch typów Szatana wybrać do interpretacji aktorskich.

„Bóg — życie wieczne” ma swoje przeciwieństwo w „śmierci — wiecznej martwocie” Wszystkie te ekstrapolacje są widoczne na wykresie charakteru (rys. 36.2)

Rzecz jasna, powstały w ten sposób zbiór pojęć nie może mieć luk, to też „Bóg”, „Szatan” i „Śmierć” są w wierzeniach ludowych traktowane jako postacie z którymi można się porozumiewać.

Dlatego też według tych wierzeń Bóg ma partnerów w osobach Mędrców, Szatan rozpustny kusi rozpustników, a Szatan przewrotny chciwców. Śmierci zaś niezdolnej do przekazywania informacji z powodu braku elementów korelacyjnych w zdezorganizowanych organizmach przyznano możność przekazywania informacji przynajmniej w ilości 1 bita (umrzesz teraz lub „jeszcze nie teraz”).

Ekstrapolacja wyobrażeń stanowi istotę dowcipu. Umiejętne opowiadanie dowcipów polega na tym, że opowiadający podaje najpierw tylko te szczegóły, które prowadzą do ekstrapolacji złudnej, a dopiero na końcu opowiadania występuje szczegół usuwający złudzenie, a szczegół taki stanowi pointę dowcipu. Na przykład opowiadają, że Ampere bardzo lubił koty, a kiedyś miał ich nawet dwa, jednego dużego i jednego małego. Ponieważ koty często wchodziły i wychodziły z jego pracowni, przy czym Ampere musiał się za każdym razem odrywać od pracy, aby im otwierać drzwi, więc pewnego razu wezwał stolarza i powiedział „proszę u dołu drzwi wywiercić dwa otwory, jeden większy dla dużego kota a drugi mniejszy dla małego, na co stolarz odpowiedział: „a czy nie wystarczyłby jeden większy otwór?”. „Potrzebne są dwa różne otwory.” (Jest to ekstrapolacja zasady superpozycji, według której suma przyczyn wywołuje sumę skutków poszczególnych przyczyn.) Byłoby to słuszne przy przypuszczeniu, że obydwa koty muszą przechodzić przez drzwi jednocześnie, i na tym polega złudność omawianej ekstrapolacji. Złudzenie to usunęła odpowiedź stolarza wskazująca, że przecież koty mogą przechodzić kolejno, do czego wystarcza jeden większy otwór.

Inny przykład: Bonę, która wyszła na spacer z dwojgiem bardzo podobnych do siebie dzieci, pyta ktoś: „czy to dwojaczki?” na co Bona odpowiada: „nie, trojaczki! trzecie zostało w domu”. Słysząc o dużym podobieństwie dwojga dzieci słuchacz dzięki ekstrapolacji istotnie wyobraził sobie, że chodzi o dwojaczki, to też pytanie zadane Bonie wydało mu się zupełnie naturalne. Odpowiedź Bony wskazała na złudność takiej ekstrapolacji! Równie dobrze odpowiedź mogła brzmieć, że chodzi o czworaczki, z których dwoje pozostało w domu, lub o pięcioraczki, z których, troje pozostało w domu itd. Ludzie źle opowiadający dowcipy (mordercy point) podają za wcześnie szczegół wykluczający ekstrapolację złudną. Gdyby w ostatnim przykładzie opowiadanie zaczęło się następująco: „Bona opiekująca się trojaczkami wzięła dwoje z nich na spacer…”, to opowiadanie nie wywołałoby u słuchacza ekstrapolacji złudnej, i dowcip zostałby zniweczony. Autorzy powieści kryminalnych starają się naprowadzić czytelników na jedną lub nawet kilka ekstrapolacji złudnych, a dopiero w końcu powieści podają szczegóły usuwające złudzenie. Gdyby zapytać kogokolwiek, co jest przedstawione na rys., to najprawdopodobniej odpowiedź brzmiałaby, że kwadrat i koło. Odpowiedź ta byłaby oczywiście niesłuszna, gdyż obydwa rysunki przedstawiają tylko rozmaicie ugrupowane punkty.

Opowiedz taka jest wynikiem okoliczności, że przewodność korelacyjna wyobrażenia kwadratu jest wskutek uprzednich obserwacji bardzo wielu kwadratów tak duża, iż pokazanie czterech punktów (rys. 3.3 a) mogących stanowić wierzchołki kwadratu wystarcza do interpolacji wszystkich brakujących punktów na bokach kwadratu. Podobnie jest z wyobrażeniom koła na rys. 36.3 b. Tymczasem zarówno punkty przedstawione na rys. 36.3 a, jak i na rys. 36.3 b mogą leżeć na okręgu koła.

Jak wynika z dotychczasowych rozważań tendencje poznawcze, wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, nie prowadzą do obiektywnego poznawania rzeczywistości. Poznanie jest zniekształcone tym, że w każdej chwili w korelatorze każdego organizmu istnieje pewien określony rozkład przewodności korelacyjnej. Każdy następny bodziec wywołuje skojarzenie, któremu odpowiada droga o możliwie najmniejszej przewodności korelacyjnej, a więc droga w jak największym stopniu obejmująca już istniejące odcinki o dużej przewodności korelacyjnej (por. rys. 36.1 b). Znaczy to, że wyobrażenia aktualnej rzeczywistości zależą nie tylko od tego, jaka ta rzeczywistość jest, lecz od stanu dotychczasowych wyobrażeń w korelatorze.

Mówiąc praktycznie: aby kogoś do czegoś przekonać, nie wystarczy mieć słuszność: wynik zależy ponadto od stanu korelatora u przekonywanego, a więc od przeszłości przekonywanego, która doprowadziła do tego, czym jest jego teraźniejszość. Ale to nie wszystko. Istnieje jeszcze druga, i to ważniejsza przyczyna zniekształcania wyobrażeń rzeczywistości. Każdy organizm przejawia w swoim postępowaniu własny interes, podyktowany przez jego homeostat i wymagający realizacji za pośrednictwem tendencji źródłowych. Wyobrażenia w korelatorze nie są dokładnym odpowiednikiem doznanych bodźców i związków miedzy nimi, ponieważ działania homeostatu organizmu sprawia, że bodźce atrakcyjne wywołują wyobrażenia wzmocnione przez wzrost potencjału refleksyjnego. Jak już mówiliśmy, w ten sposób ujawnia się dynamizm charakteru. Wskutek tego przekonywanie kogokolwiek jest o tyle skuteczne, o ile prowadzi do skojarzeń z najsilniejszymi wyobrażeniami, a więc o ile pozostaje w zgodności z interesem przekonywanego. Ponieważ interes organizmu przejawia się w dynamizmie jego charakteru, więc przekonywanie w tej samej sprawie da inny wynik np. u endodynamika niż u statyka lub egzodynamika.

Wielu ludziom wydaje się, że aby kogoś o czymś przekonać wystarczy mu to udowodnić w sposób logiczny. Tymczasem może to być przekonywające tylko dla ludzi uznających zasady (a więc i zasady logiki), tj. dla statyków. Kto tego nie rozumie, ten zawsze będzie się dziwić, dlaczego wielu polityków, którym wytknięto kłamstwo, nie przejawia żadnego zawstydzenia, lub dlaczego obrazy wielu malarzy nie są zgodne z zasadami perspektywy.

Nie można nikomu udowodnić, że powinien się zakochać w blondynce zamiast w szatynce, że powinien lubić muzykę lub być religijny. Słusznie ktoś powiedział, że dyskusje nie służą do przekonywania lecz do wymiany poglądów. Dyskusje prowadzą do zgodności poglądów tylko wtedy, gdy u przekonywanego powstanie wyobrażanie, że cudza teza jest zgodna z jego własnym interesem, każdy bowiem dopasowuje tezy do swojego interesu a nie interes do tez. Zasady logiki, którymi Sokrates, typowy statyk, szermował przez całe życie, nie zdołały go obronić przed wyrokiem śmierci. Sędziowie skazali go, gdyż wyobrażali sobie, ze ich interes jest zagrożony. „Wróg ludu” Ibsena jest dramatem lekarza uzdrowiskowego, który zyskał sobie uznanie współobywateli odkryciem szkodliwości wód uzdrowiska, ale został przez nich potępiony, gdy wyobrazili sobie, że odkrycie to ich zrujnuje. O kierowanie się własnym interesem nie można nawet mieć do nikogo pretensji, ponieważ nikt nie może sobie zmienić własnego interesu: w tym celu musiałby wymiesić swój organizm na inny. Rzecz jasna, nie chodzi tu o „interes” w znaczeniu trywialnym, jak np. zarobienie dużo pieniędzy, odziedziczenie majątku itp. lecz o interes w najogólniejszym znaczeniu — nie zgodne jest z interesem organizmu to co zakłóca jego równowagę, zgodne zaś to co ją przywraca. Z tego punktu widzenia główna wygrana na loterii może się okazać sprzeczna z interesem „szczęśliwego” gracza a zgodne z interesem organizmu może być nawet pielęgnowanie trędowatych. Humanitaryzm nie jest wcale rezygnacją z własnego interesu i przeciwnie, jest on jak najbardziej zgodny z interesem całej ludzkości i wszystkich ludzi z osobna.

O ile tendencje źródłowe są związane tylko z samym organizmem, to tendencje poznawcze wymagają istnienia otoczenia są bowiem przejawem postawy organizmu względem jego otoczenia. Do poznawania otoczenia może wystarczyć nawet mała ilość rejestratorów, tyle że to poznawanie będzie dość ogólne, bez rozróżnienia wielu szczegółów.

A zatem do przejawiania tendencji poznawczych są zdolne nawet organizmy o dość niskim poziomie, tendencje poznawcze są jednak mniej ogólne niż tendencje źródłowe, w ogóle nie wymagające rozróżniania szczegółów w otoczeniu.

Tendencje poznawcze mogą przemieść organizmowi większe korzyści sytuacjach obfitujących w wiele bodźców. Stąd pochodzi skłonność gawiedzi do gapienia się na zajścia uliczne, bójki, kłótnie itp. Ludzie kulturalni nie robią tego, ponieważ nie spodziewa ją się znaleźć informacji użytecznych w takich zbiorach bodźców przypadkowych, natomiast szukają informacji użytecznych w zbiorach bodźców zorganizowanych, np. w dziełach sztuki. Fabularne dzieła sztuki, jak np. powieści, filmy, przedstawienia teatralne, obrazy itp. dostarczają im bodźców mających często związek z ich własną sytuacją i umożliwiających im dzięki temu wytwarzacie użytecznych wyobrażeń, nie fabularne zaś dzieła sztuki, jak muzyka, balet, architektura, malarstwo abstrakcyjne itp. wprowadzają przynajmniej pewne uporządkowane stanu informacyjnego przez wywoływali określonych nastrojów. Podobne zadania spełnia turystyka.

363

Tendencje zdobywcze

Kiedy organizm dąży do sytuacji odpowiadającej jego charakterowi, a więc dopasowany do jego dynamizmu, szerokości i poziomu, wtedy występuje niedopasowanie sytuacji do któregokolwiek parametru charakteru, wówczas pojawiają się tendencje zdobywcze zmierzające do zmiany sytuacji w celu uzyskania jej dopasowania do charakteru. Na przykład, endodynamik zatrudniony na podrzędnym stanowisku dąży do zajęcia stanowiska kierowniczego zgodnie z cechującym endodynamików dążeniem do zdobywania mocy socjologicznej. Człowiek tolerancyjny przeciwstawia się ograniczeniom narzucanym mu przez nie tolerancyjne środowisko a człowiek o wysokim poziomie chce mieć do czynienia z innymi ludźmi o równie wysokim poziomie, tendencje zdobywcze przejawiają się jako uczucia niechęci i antypatii do ludzi utrudniających dopasowanie sytuacji do charakteru, jak na przykład, egzodynamik odczuwa niechęć do statyków zmuszających go do utrzymywania pedantycznego porządku, wykształcony pracownik odczuwa niechęć do wydającego mu rozkazy niewykształconego zwierzchnika, człowiek liberalny odczuwa niechęć do ograniczających go fanatyków itp. Do przejawiania tendencji zdobywczych organizm potrzebuje więcej elementów korelacyjnych niż przy samych tendencjach poznawczych, gdyż oprócz rozpoznania sytuacji musi on mieć skojarzenia umożliwiające przekształcanie sytuacji. A zatem organizmy zdolne do tendencji zdobywczych muszą mieć wyższy poziom niż organizmy zdolne tylko do tendencji poznawczych.

Tendencje zdobywcze są tym silniejsze, im większa jest rozbieżność między sytuacją a charakterem, oraz im większą moc koordynacyjną ma dany organizm Okoliczności te sprawiają, że egzodynamicy, dysponując dużą mocą koordynacyjną, reagują niezmiernie silnie nawet na niezbyt wielkie niedopasowanie sytuacji do swojego charakteru: to właśnie jest przyczyną, dlaczego rewolucje bywają przede wszystkim dziełem młodzieży i poetów. A u endodynamików, zwłaszcza pochodzących z nizin społecznych, tendencje zdobywcze, pomimo małej mocy koordynacyjnej, są silne z powodu dużej rozbieżności między sytuacją a charakterem. Mała moc koordynacyjna sprawia, że realizują oni te tendencje w sposób powolny a wytrwały.

Jak z tego wynika, tendencje zdobywcze nie występują u ludzi zadowolonych z życia (brak rozbieżności między sytuacją a charakterem) i u zupełnie ujarzmionych niewolników (brak mocy koordynacyjnej spowodowany koniecznością zużywania całej mocy dyspozycyjnej jako mocy roboczej). Tym się objaśnia brak skłonności bunt buntowniczych w społeczeństwach cieszących się dobrobytem oraz u niewolników nawet gdy wiedzą, że idą na śmierć (i wobec tego niczym nie ryzykowaliby buntując się).

Gdy pomimo silnych tendencji zdobywczych sytuacja nie daje się zmienić, tendencje te przejawiają się jako uczucie zwane frustracją, towarzyszy mu uporczywe utrzymywanie się wysokiego potencjału refleksyjnego spowodowanego atrakcyjnością wyobrażeń rozmaitych środków zaspokojenia tendencji zdobywczych, ale narastające wyobrażenia daremności wysiłków sprawiają wreszcie, że homeostat znajduje nowy stan równowagi, w którym tendencje zdobywcze przestają występować — jeśli nawet pojawią się wreszcie możliwości ich realizacji, to nie wywołują już atrakcji. Ilustracją takiego stanu jest powieść Londona „Martin Eden”, której bohater popadł w stan zobojętnienia u progu wielkich sukcesów.

Gdy tendencje zdobywcze są niezbyt silne, co zachodzi przy niezbyt dużym niedopasowaniu sytuacji do charakteru, wówczas stają się one tendencjami wyrównawczymi, zmierzającymi nie do śniony sytuacji lecz do jej uzupełniania. Wynikiem tendencji wyrównawczych są m.in. rozmaite hobby, amatorstwo, dyletantyzm. Jak na przykład, egzostatyk będący z zawodu kasjerem, a więc uprawniający zajęcie odpowiednie dla statyków, zajmuje się w wolnych chwilach malarstwem, jest członkiem chóru, bierze udział w amatorskich przedstawieniach teatralnych itp. Endostatyk, pracujący jako urzędnik i odczuwający z tego powodu pewien niedosyt roli kierowniczej, grywa z zamiłowaniem w szachy lub brydża, gdzie może samodzielnie kierować przebiegiem gry. Tendencje wyrównawcze przejawiają się również w przypadkach, gdy mąż, któremu żona niezupełnie odpowiada, znajduje sobie przyjaciółkę, gdy ojciec, niemający w swoim zawodzie żadnych podwładnych, wyżywa się we władzy nad dziećmi, itp.

Tendencje zdobywcze zmierzająca do uzyskania dopasowania sytuacji do dynamizmu charakteru w celu zwiększenia mocy socjologicznej bywają nazywane w języku potocznym „ambicjami”. Ponieważ zwiększanie mocy socjologicznej jest tym łatwiejsze, im wyższy ma się poziom, więc tendencjom zdobywczym zmierzającym do zwiększenia mocy socjologicznej często towarzyszą wzmożone tendencje poznawcze zmierzające do podwyższania poziomu, zwane potocznie „aspiracjami”.

Ambicje są tym większe, im większe jest niedopasowanie sytuacji do dynamizmu, ale tym trudniej jest osiągnąć cel ambicji im mniejszą ma się moc socjologiczną. Z drugiej jednak strony, duże niedopasowanie sytuacji do dynamizmu jest (z wyjątkiem przyczyn przypadkowych) wynikiem posiadania małej mocy socjologicznej. Wskutek tego powstaje błędne koło: mała moc socjologiczna spowodowała duże nie dopasowanie, wywołując przez to silne tendencje zdobywcze, ale nie dające się zaspokoić właśnie z powodu małej mocy socjologicznej. Tendencje zdobywcze dałyby się łatwo zaspokoić przy dużej mocy socjologicznej, ale przy dużej mocy socjologicznej tendencje zdobywcze nie powstałyby, gdyż byłyby niepotrzebne. Aby mieć dużo pieniędzy, trzeba mieć duże przedsiębiorstwo, ale aby mieć duże przedsiębiorstwo, trzeba mieć dużo pieniędzy, krótko mówiąc: aby mieć pieniądze trzeba mieć przedtem pieniądze. Aby mieć wpływowych znajomych, trzeba zostać dygnitarzem, ale żeby zostać dygnitarzem, trzeba mieć wpływowych znajomych. Jak widać, niedopasowanie sytuacji do dynamizmu i mała moc socjologiczna są ze sobą powiązane w taki sposób, że wywołują silne tendencje zdobywcze, ale nie dające się zrealizować Wydobycie się z tego stanu jest więc niezwykle trudne, mozolne i zależne nieraz od pomyślnego zbiegu okoliczności, co wielu ludzi, którym udało się zrobić karierę lub zdobyć sławę, potwierdza w swoich wspomnieniach z wczesnego okresu przebywania bariery dzielącej ich od źródeł dużej mocy socjologicznej.

Zdobywanie mocy socjologicznej napotyka trudności wynikające głównie z ograniczeń źródeł mocy socjologicznej. I tak na przykład, ograniczona jest ilość ziemi ornej, złóż surowcowych (węgla, rud metali itp.(, stanowisk władzy, możliwości zarobkowych itp. W zasadzie tylko postęp nauki i techniki prowadzi do zwiększenia mocy socjologicznej dla wszystkich, co się przejawia np. w poprawie ogólnej zdrowotności, wydłużeniu życia ludzkiego, odkrywaniu nowych źródeł energii, budowie doskonalszych maszyn itp. Zwiększanie mocy socjologicznej z innych źródeł sprowadza się do tego, że jedni starają się ubiec innych w opanowaniu takich źródeł. Ubiegają, czyli powstaje konkurencja.

Ograniczoność źródeł mocy socjologicznej sprawia, że dążenia jednych do zmiany sytuacji spotyka się z dążeniami do utrzymania jej bez zmian u tych, którym zmiana sytuacji grozi zmniejszeniem ich mocy socjologicznej. Jeżeli zagrożeni mają dosyć dużo mocy socjologicznej, ażeby uniemożliwić zmianę sytuacji to powstaje stan, w którym nic się na pozór nie dzieje, w istocie jednak u obu stron występują silne tendencje zdobywcze przejadające się we wzmożonych obiegach refleksyjnych! Wytwarzają one u jednych gotowość do zaatakowania, gdy nadarzy się sposobność, u drugich zaś gotowość do odparcia ataku. Tendencje takie określa się potocznie jako uczucia wrogości, nienawiści itp. Powstające na tym tle uczucia ambicjonalne są silnie zróżnicowane w zależności od poziomu osobników konkurujących ze sobą w zdobywaniu mocy socjologicznej.

Wyłączając z rozważań przypadki pośrednie, można rozróżnić ludzi:

1. o wysokim poziomie i dużej mocy socjologicznej,

2. o wysokim poziomie i małej mocy socjologicznej,

3. o niskim poziomie i dużej mocy socjologicznej,

4. o niskim poziomie i malej mocy socjologicznej.

Ponieważ każdy z wymienionych tu typów może się znaleźć w konkurencji z każdym z nich, więc otrzymuje się w ten sposób szesnaście możliwych rodzajów uczuć ambicjonalnych.

Ponadto sprawa się komplikuje wskutek tego, że tendencje powstają w oparciu o wyobrażenia a nie o obiektywną miarę mocy socjologicznej i poziomu. A zatem zamiast jednego rzeczywistego poziomu danego osobnika wchodzą w grę dwa poziomy wyobrażania: domniemany poziom, jaki każdy sam sobie przypisuje, i poziom, jaki inni mu przypisują! krótko mówiąc, każdy człowiek reaguje na to. czy inni niedoceniają czy też przeceniają jego poziom. Nie jest też wcale obojętne, czy ocena pochodzi od osobnika o wysokim czy niskim poziomie (według wyobrażeń ocenianego). To samo dotyczy oceny mocy socjologicznej. Wskutek tego istnieje mnóstwo wariantów uczuć ambicjonalnych, o czym też świadczy mnogość nazw, jakie powstały w języku potocznym na określa ale rozmaitych odcieni tych uczuć. Nie mniej, ludzie mający rozwinięte umiejętności postępowania z innymi dobrze rozróżniają nasuwające się w związku z tym subtelności.

Aby lepiej zorientować czytelników w tych zagadnieniach omówimy przynajmniej przypadki najwyraźniejsze. Aby uprościć terminologię, będziemy nazywać „oceną własną” to, co ktoś sam o sobie sądzi, a „oceną cudzą” to, co ktoś inny o nim sądzi. Sprawa prawdziwości lub fałszywości oceny własnej i oceny cudzej nie odgrywa żadnej roli, gdyż każda ocena jest oparta na wyobrażeniach oceniającego, a jak wiemy, od wyobrażeń zależą emocje (atrakcje i repulsje(, a więc i sterowanie się organizmu. Nawet jeżeli zdaniem wielu postronnych osób czyjeś oceny te są fałszywej to wartość takiego poglądu może mieć tylko znaczenie statystyczne, gdyż każda spośród tych osób wypowiada go w oparciu o własne wyobrażenia. Gdyby to nawet spowodowało zmianę oceny własnej lub oceany cudzej, to również tylko dzięki zmianie wyobrażeń u oceniającego.

W zakresie oceny własnej każdy człowiek ma pogląd na własny poziom (kwalifikacje) i na własną moc socjologiczną (osiągnięcia). Wywołuje to w nim określona uczucia ambicjonalne, a mianowicie w przypadku niedosytu (tj. gdy się uważa własną moc socjologiczną za zbyt małą w stosunku do własnego poziomu) jest to pragnienie awansu, w przypadku nasycenia (tj. gdy się uważa własną moc socjologiczną za odpowiednią do własnego poziomu) jest to pragnienie stabilizacji, czyli tendencja skierowana przeciw naruszaniu stanu nasycenia, a w przypadku przesytu (tj. gdy się uważa własną moc socjologiczną za zbyt dużą w stosunku do własnego poziomu) jest to pragnienie degradacji. Pragnienie awansu i pragnienie degradacji, pomijając przeciwstawność tych tendencji, różnią się ponadto możliwościami ich realizacji. Pragniecie awansu niekoniecznie prowadzi do awansu, gdyż może napotkać silne opory ze strony zagrożonego otoczenia, natomiast pragnienie degradacji można zrealizować bez żadnych trudności a nawet z pomocą otoczenia, zwłaszcza w stosunku do ludzi, których niski poziom w zupełności uzasadniałby potrzebę degradacji. Pragnienie degradacji spotyka się rzadko, ponieważ z powodu ograniczoności źródeł mocy socjologicznej przypadki przesytu są o wiele rzadsze niż przypadki niedosytu, a poza tym właśnie dlatego, że dobrowolna degradacja jest tak ułatwiona, ludzie przesyceni obawiają się popaść znów w niedosyt, z którego, być może, nie znajdą już możliwości awansu. Nie mniej przypadki dobrowolnej degradacji zdarzają się, czego przykładem może być abdykacja Dioklecjana lub rezygnacja syna Cromwella z założenia nowej dynastii. Historia zna też wielu władców, którzy jeśli nawet formalnie nie abdykowali, to jednak praktycznie rezygnowali ze znacznej części władzy na rzecz energicznych ministrów, jak np. Ludwik XIII w stosunku do Richelieu. Przejawem pragnienia degradacji jest także trwonienia pieniędzy przez ludzi, którym przyszła one nadmiernie łatwo, z dużego spadku, wielkiej wygranej na loterii, kradzieży itp.

Tendencje zdobywcze przejawiające się jako pragnienie awansu maleją przy zwiększaniu się mocy socjologicznej, a wzrastają przy jej zmniejszaniu się w stosunku do poziomu; i tu znów trzeba podkreślić, że nie chodzi o rzeczywistą moc socjologiczną ani rzeczywisty poziom lecz o wyobrażenia o nim. Dlatego też tendencje zdobywcze nie maleją u człowieka, którego wyraźnie awansowano, ale który uważa otrzymany awans za nieznaczny albo któremu zmieniło się wyobrażenie o jego własnym poziomie, a mianowicie gdy ocenia on swój poziom wyżej niż przedtem. Na odwrót, tendencje zdobywcze zmaleją, gdy ktoś przecenia swoja powodzenia lub gdyż zaczął oceniać swój poziom niżej niż przedtem, gdy uświadomił sobie, że ma za niskie kwalifikacje).

W zależności od rozmaitych okoliczności tendencje zdobycze oparta napocenia własnej przejawiają się jako uczucia zapału (gdy łatwo jest zwiększać moc socjologiczną) lub zniechęcenia (gdy trudno jest zwiększać noc socjologiczną(, mściwości względem ludzi, którzy uniemożliwili awans lub spowodowali degradację, lub wdzięczność w stosunku do ludzi, dzięki którym otrzymało się awans wyższy od odpowiadającego poziomowi (uczucia wdzięczności nie występują bądź zanikają, gdy awansowany uważa, że awans nie jest wyższy, niż odpowiada jego poziomowi. Naraża się wtedy na zarzut „niewdzięczności”. Ludzie wytwarzają sobie też pogląd na cudzy poziom i cudzą moc socjologiczną. Wywołuje to w nich uczucia ambicjonalne, które względem konkurentów dościgających w awansie przejawiają się jako zawiść a względem konkurentów prześcigających w awansie jako zazdrość. Uczucie zawiści jest tym silniejsze, im szybciej wzrasta poziom aktualny dościgających konkurentów (gdyż prowadzi to do wyobrażenia o wysokim poziomie potencjalnym tych konkurentów a więc o dużej możliwości prześcignięcia). Jeżeli uczucia zawiści doznają ludzie o dużej mocy socjologicznej lecz niskim poziomie, to zdają oni sobie sprawę z braku szans na dalsze zwiększanie własnej mocy socjologicznej, wobec czego wykorzystują oni swoją dużą noc socjologiczną do pognębienia, maltretowania takich wybijających się konkurentów, dopóki ci mają jeszcze za małą moc socjologiczną! w tych przypadkach tendencje zdobywcze przejawiają się jako tzw. „sadyzm” zwierzchnika w stosunku do podwładnego, tj. dążenie do utrzymania przewagi nie przez zwiększanie mocy socjologicznej przez hamowanie jej wzrostu u innych, tendencje zdobycze względem konkurentów, którym zaczyna się nie powodzić słabną, przy czym pojawia się uczucie ulgi, które wobec niepowodzenia konkurentów dościgających jest uczuciem lekceważenia a wobec niepowodzenia konkurentów prześcigających uczuciem uciechy). Uczucie to jest dobrze znane z historii rewolucji, które doprowadziły do upadku rozmaitych koronowanych miernot).

Pod wpływem własnych tendencji zdobywczych ocenia się rozmaite cudze tendencje zdobywcze. Gdy konkurent dąży do uzyskania mocy socjologicznej ponad jego domniemany poziom, przypisuje mu się „zarozumiałość”, a gdy konkurent rzeczywiście tę nadmierną moc socjologiczną osiągnął, przypisuje mu się uczucie „pychy”, dążenie do jej dalszego zwiększenia określa się jako „zachłanność”. Gdy konkurent osiągnął moc socjologiczną odpowiednią do jego domniemanego poziomu, przypisuje mu się uczucie „dumy”. Gdy konkurent przecenia posiadaną moc socjologiczną, przypisuje mu się „próżność”.

Źródłem uczuć ambicjonalnych są również rozbieżności między oceną własną i oceną cudzą poziomu i mocy socjologicznej danego osobnika. Do rozbieżności ocen dochodzi z dwóch powodów. Po pierwsze, osobnik oceniający sam siebie i inny osobnik, który go ocenia, kierują się własnymi interesami, a interesy te mogą być przecież różne. Po drugie, ocena cudza jest często fragmentaryczna, na przykład, moc socjologiczną innych ludzi ocenia się często na podstawie ich ubrania, mieszkania, wydatków itp., poziom zaś na podstawie sposobu mówienia, zachowania się przy jedzeniu itp., a to może się okazać zawodne.

Ocena cudza w stosunku do oceny własnej poziomu i mocy socjologicznej może być pochlebna (przecenianie) lub niepochlebna (niedocenianie). W każdym jednak z tych dwóch przypadków nie jest obojętna, czy chodzi o poziom czy o moc socjologiczną. Różnica polega na tym, że (posiadana) moc socjologiczna w znacznie większym stopniu zależy od poziomu niż od (dostępnej) mocy socjologicznej Możliwe są raptowne zmiany mocy socjologicznej. natomiast poziom może się zmieniać tylko w sposób powolny. Dlatego tez jeżeli między posiadaną mocą socjologiczną a poziomem nie ma odpowiedniości, to w dążeniu do osiągnięcia tej odpowiedniości łatwiej jest, mimo wszystko, w krótkim czasie zwiększyć móc socjologiczną, gdy jest za mała, niż podwyższyć poziom, gdy jest za niski. Odpowiedniość można uzyskać przez rzeczywiste zwiększenie mocy socjologicznej bądź podwyższenie poziomu przez zmianę wyobrażeń będących podstawą własnej oceny mocy socjologicznej i poziomu (tzn. można sobie wyobrażać, że się ma większą moc socjologiczną lub wyższy poziom niż w rzeczywistości). Z przyczyn omówionych powyżej wyobrażenia odgrywają większą rolę we własnej ocenie poziomu niż mocy socjologicznej. Dlatego więcej jest ludzi mających złudzenia co do własnej wartości niż co do uzyskanych korzyści. Wskutek tego niedocenianie czyjegoś poziomu i niedocenianie czyjejś mocy socjologicznej wywołują różne uczucia ambicjonalne — ludzie są znacznie wrażliwsi na niedocenianie ich poziomu.

Upraszczając sprawę przez pominięcie rozmaitych okoliczności ubocznych można rozróżnić sześć głównych uczuć ambicjonalnych wywołanych rozbieżnością między oceną własną i oceną cudzą poziomu i mocy socjologicznej.

Człowieka mającego poczucie odpowiedniości między posiadana mocą socjologiczną a poziomem nie ma niedopasowania sytuacji do charakteru, a więc nie ma i tendencji zdobywczych. Jest to stan określany potocznie jako zadowolenie „miłości własnej”. Za niska ocena cudza poziomu lub mocy socjologicznej narusza to wyobrażenie zakłócając równowagę organizmu. Wywołuje to „urazę”, „zranienie miłości własnej” (tabl. 37-1 p.1) tj. tendencję do usunięcia źródła zakłócenia przez skorygowanie cudzej oceny. Do tego celu człowiek urażony wykorzystuje posiadaną moc socjologiczną stosując represje wobec nie doceniającego na przykład, zwierzchnik odmawia awansu podwładnemu, który wyraził się o nim lekceważąco. Okazania w ten sposób dużej mocy socjologicznej ma zarazem być dowodem przeciw niedocenianiu mocy, a pośrednio także przeciw niedocenianiu poziomu, co wiąże się z wyobrażeniami urażonego, że — wobec występującej u niego odpowiedniości między posiadaną mocą socjologiczną — duża moc socjologiczna świadczy też o jego wysokim poziomie. Jeżeli człowiek mający poczucie odpowiedniości między posiadaną mocą socjologiczną a poziomem spotyka się przecenianiem jego mocy socjologicznej lub poziomu, to zakłóca mu to również równowagę organizmu, ale nie ma on innego sposobu usunięcia tego zakłócenia niż wyprowadzenie przeceniającego z błędu. Uczucia ambicjonalne przejawiają się tu jako zażenowanie (tab. 37-1 p.4). Tak na przykład, zażenowany jest urzędnik, którego przez pomyłkę wzięto za ministra.

Ludzie odczuwający brak odpowiedniości między posiadaną mocą socjologiczną a poziomem mogą się znaleźć w jednej z czterech następujących sytuacji: przy dużej mocy socjologicznej i niskim poziomie mogą się spotkać z niedocenianiem mocy socjologicznej lub z przecenieniem poziomu, a przy małej mocy socjologicznej i wysokim poziomie z przecenieniem mocy socjologicznej lub niedocenieniem poziomu. Przyczyną niedoceniania lub przeceniania jest to, że ludzie z otoczenia wrobiwszy sobie najpierw ocenę czyjejś mocy socjologicznej wnioskują z niej o poziomie i na odwrót, z oceny poziomu wnioskują o mocy socjologicznej, kierując się własnym wyobrażeniem odpowiedniości między mocą socjologiczną a poziomem.

Człowiek o niskim poziomie lecz dużej mocy socjologicznej odczuwa niedopasowanie, do usunięcia którego byłoby potrzebne podniesienie poziomu, tego zaś nie da się zrobić od razu (a przy niskim poziomie potencjalnym nawet nigdy). Dla takiego osobnika posiadanie dużej mocy socjologicznej jest jedynym atutem mogącym sugerować, że i poziom jest odpowiednio wysoki, tymczasem jeśli ktoś inny podaje w wątpliwość, czy ta moc socjologiczna jest rzeczywiście duża (gdyż wydaje mu się nieprawdopodobne, żeby osobnik o niskim poziomie mógł mieć dużą moc socjologiczną(, to niedoceniony w ten sposób osobnik, sądząc, że niedoceniający zna tylko fragment jego mocy socjologicznej, stara się zademonstrować ją w całej okazałości. Uczucia ambicjonalne przejawiają się u niego jako chęć imponowania (tabl. 37-1 P2). Stąd pochodzi u rozmaitych nowobogackich skłonność do popisywania się przepychem, posiadaniem cennych antyków, znajomościami wybitnych ludzi, itp.

Natomiast jeżeli tego rodzaju ludzie spotkają się z przecenieniem ich poziomu (ze strony kogoś, komu wydaje się nieprawdopodobna, żeby osobnik o dużej mocy socjologicznej mógł mieć niski poziom(, to nie pozostaje im nic innego niż utrzymywanie przeceniającego w błędzie (ze swojej dużej mocy socjologicznej nie mogą robić większego użytku niż dotychczas, ponieważ nie jest ona kwestionowana). Uczucia ambicjonalne przejawiają się u nich jako lęk przed kompromitacją (tabl. 37-1 P4). Dlatego ludzie nie przyznają się do żadnych sprawek, których ujawnienie mogłoby ich poniżyć w opinii. Na uczuciu lęku przed kompromitacją żerują szantażyści, przy czym ich ofiary o małej mocy socjologicznej ulegają szantażowi, natomiast ofiary o wielkiej mocy socjologicznej dążą do unieszkodliwienia szantażysty (z zamordowaniem włącznie) co jest ulubionym motywem wielu autorów powieści kryminalnych). Lękiem przed kompromitacją objaśnia się również wrażliwość ludzi na pochlebstwa, czego przykładam jest choćby postać Nerona.

Jeśli człowiek o wysokim poziomie i małej mocy socjologicznej spotyka się z niedocenianiem jego poziomu (ze strony kogoś, komu wydaje się nieprawdopodobne, żeby osobnik o małej mocy socjologicznej mógł mieć wysoki poziom(, to wobec małej mocy socjologicznej musi on poprzestać na stwierdzeniu swojej bezsilności wobec Uczucia ambicjonalne przejawiają się w takich przypadkach jako uczucie upokorzenia (tab. 37.1 p3). Takie uczucie ma np. człowiek wykształcony, którego z powodu wytartego ubrania nie chciano wpuścić do wytwornego lokalu gastronomicznego lub wzięto za żebraka, natomiast jeżeli ludzie o wysokim poziomie i małej mocy socjologicznej spotykają się z przecenianiem ich mocy socjologicznej ) ze strony kogoś, komu wydaje się nieprawdopodobne, żeby osobnik o wysokim poziomie mógł mieć małą moc socjologiczną(, to starają się oni utrzymać przeceniającego w błędzie eksponując swoją małą moc socjologiczną, aby wywołać wrażanie, że jest ona fragmentem ich rzekomej dużej mocy socjologicznej. Uczucia ambicjonalne przejawiają się wtedy jako chęć zachowania pozorów (tab. 37.1 P5) Tak na przykład, biedni ludzie, których ktoś nieświadomy uważa za bogatych, rujnują się na kosztowne przyjęcia lub prezenty, aby podtrzymać to mniemanie.

Omówione tu uczucia ambicjonalne wynikające z rozbieżności ocen zestawiono w tabl. 37-1.

Silne tendencje zdobywcze mogą doprowadzić do walki o moc socjologiczną między poszczególnymi ludźmi, rodzinami, grupami społecznymi a nawet narodami i ich związkami. Wzajemna zwalczanie się konkurentów zmierzające do zmiany sytuacji na własną korzyść przez zmianę jej na niekorzyść przeciwnika stanowi konflikt.

tabl. 37.1

Uczucia ambicjonalne przy rozbieżności ocen poziomu lub mocy socjologicznej.

Lp.

Ocena własna

Ocena obca

Rozbieżności ocen

Uczucie ambicjonalne

Wysoki poziom i duża moc

Niski poziom i mała moc

Niedocenianie poziomu i mocy

Uraza

Niski poziom lecz duża moc

Niski poziom więc chyba mała moc

Niedocenianie mocy

Chęć imponowania

Wysoki poziom i mała moc

Mała moc więc chyba niski poziom

Niedocenianie poziomu

Upokorzenie

Niski poziom i mała moc

Wysoki poziom i duża moc

Przecenianie poziomu i mocy

Zażenowanie

Wysoki poziom i mała moc

Wysoki poziom więc chyba duża moc

Przecenianie mocy

Chęć zachowania pozorów

Niski poziom lecz duża moc

Duża moc więc chyba wysoki poziom

Przecenianie poziomu

Lęk przed kompromitacją

W każdym konflikcie występują u każdej ze stron rozterki atrakcyjno-repulsyjne, przy czym od rozstrzygnięcia tych rozterek zależy przebieg konfliktu. Przypomnijmy (rozdz. 17 „Rozterki”) że rozstrzygnięciem rozterki atrakcyjno-repulsyjnej może być decyzja zmierzająca do atrakcji pomimo towarzyszącej jej repulsji bądź rezygnacja z atrakcji w celu uniknięcia repulsji. Tendencje zdobywcze zmierzają do zwiększenia mocy socjologicznej, co stanowi atrakcję zaś realizacja tych tendencji wymaga użycia mocy socjologicznej a często i mocy fizjologicznej, co stanowi repulsję i rozterka kończy się decyzją, gdy atrakcja jest większa od repulsji, rezygnacją zaś, gdy repulsja jest większa od atrakcji.

Rozpatrzmy najpierw pewien szczególny przypadek, gdy tendencje zdobywcze występują tylko u jednej ze stron. Przypadek taki nie jest konfliktem lecz napaścią (strona napadająca, zwłaszcza w polityce międzynarodowej, chętnie nazywa to „konfliktem”, sugerując przez to, że i strona napadnięta przejawia tendencje zdobywcze). Przed napaścią, u strony napadającej występuje rozterka atrakcyjno-repulsyjna, której rozstrzygnięciem jest decyzja. U strony napadniętej nie ma żadnej rozterki wobec braku tendencji zdobywczych. Po napaści, u strony napadniętej występuje rozterka repulsyjna między repulsją związaną ze zużyciem mocy na obronę a repulsja związaną ze stratą mocy w wyniku kapitulacji. Może też to być rozterka atrakcyjno-repulsyjna, jeżeli tymczasem u napadniętego wystąpią tendencje zdobywcze. Dalszy ciąg pokrywa się z przebiegiem właściwych konfliktów, do omawiania których obecnie przystępujemy.

Z punktu widzenia procesów sterowniczych konflikty mogą się opierać na sprzężeniu zwrotnym ujemnym lub dodatnim.

Sprzężenie zwrotne ujemne występuje w konfliktach, w których u strony zdobywającej moc socjologiczną kosztem drugiej strony rozstrzyganie rozterek atrakcyjno-repulsyjnych przesuwa się od decyzji do rezygnacji. Konflikt ma wówczas przebieg oscylacyjny (por. rys. 2.3) polegający na tym, że u każdej ze stron występują na przemian decyzje i rezygnacje. Praktycznie biorąc, strony atakują się na przemian i na przemian ustępują, gdy ataki zaczynają pociągać za sobą zbyt duże straty. Konflikt taki może być długotrwały i prowadzi w zasadzie do utrzymania stanu posiadania obu stron („równowaga sił”).

Sprzężenie zwrotne dodatnie występuje w konfliktach, w których u obu stron rozstrzygnięciem rozterek atrakcyjno-repulsyjnych jest decyzja, co prowadzi do wzmagania się reakcji obu stron (por. rys. 2.2). Zazwyczaj występuje w tych przypadkach sprzężenie destruktywne, polegające na tym, że gdy jedna strona przyczyni drugiej stronie pewnych strat, to druga strona w odwet przyczyni pierwszej stronie większych strat, na co pierwsza strona przyczyni drugiej jeszcze większych strat, itd. aż do chwili gdy u jednej ze stron wystąpi zanik tendencji zdobywczych, czyli gdy rozterka atrakcyjno-repulsyjna przemieni się w rozterkę repulsyjną, rozstrzygniętą na rzecz kapitulacji.

Jest bardzo charakterystyczne, że ogromna większość ludzi widzi możliwość przejawiania tendencji zdobywczych tylko w sprzężeniu destruktywnym, spodziewając się naturalnie, że doprowadzi do kapitulacji drugiej strony). Tymczasem istnieje takie sprzężenie konstruktywne, które jest również sprzężeniem dodatnim, i również wiąże się z rozstrzyganiem rozterek atrakcyjno-repulsyjnych, ale polega na tym, że gdy jedna strona przyczyni drugiej stronie pewnych korzyści, to druga strona przyczyni pierwszej stronie większych korzyści, wobec czego pierwsza strona przyczyni drugiej stronie jaszcze większych korzyści itd., aż do stanu nasycenia, gdy strony przestaną przejawiać tendencje zdobywcze lub do stanu wyczerpania się możliwości dalszego zwiększania mocy socjologicznej. Sprzężenie konstruktywne powstaje wprawdzie w wyniku tendencji zdobywczych, ale nie jest konfliktem, gdyż tendencje te nie są sprzeczne. Obydwa te rodzaje sprzężeń zilustrujemy przykładami w postaci następujących dialogów między zwierzchnikiem a podwładnym.

Przykład sprzężenia destruktywnego.

Zwierzchnik: „ten pracownik opuszcza się w pracy, trzeba mu obniżyć wynagrodzenie”. Podwładny: „skoro mi mniej płacą, to będę się mniej wytężał”.

Zwierzchnik: „pracownik znów się opuścił, trzeba mu jeszcze bardziej obniżyć wynagrodzenie”.

Podwładny: „przy tak niskim wynagrodzeniu jeszcze za dużo pracuję”, itd., aż do chwili gdy pracownik zostanie zwolniony lub sam wystąpi o zwolnienie.

Przykład sprzężenia konstruktywnego.

Zwierzchnik: „tego pracownika niedoceniałem, trzeba mu podwyższyć wynagrodzenie”.

Podwładny: „zaczynają mi płacić więcej, zacznę pracować wydajniej, aby nie zmienili zdania i nie cofnęli podwyżki”.

Zwierzchnik; „to coraz lepszy pracownik, trzeba mu jeszcze podwyższyć wynagrodzenie”. Podwładny: „gdy będę jeszcze lepiej pracował, to będę jeszcze lepiej zarabiał” itd. aż do stanu gdy pracodawcy nie opłaca się dawanie dalszych podwyżek a pracownikowi dalsze zwiększanie wkładu pracy.

Jak widać, sprzężenie konstruktywne przynosi obu stronom korzyści, podczas gdy sprzężenie destruktywne przynosi obu stronom straty. Wobec tego wydaje się oczywiste, że w interesie wszystkich powinno leżeć unikanie konfliktów i zaspokajanie tendencji zdobywczych w oparciu o sprzężenie konstruktywne. Tymczasem praktyka życiowa wskazuje, że sprzężenie konstruktywne należy raczej do wyjątków. Mogą tu wchodzić w grę dwie przyczyny.

Po pierwsze, sprzężenie destruktywne nie zawsze daje w wyniku straty. Może się np. okazać że pracownik, któremu obniżono stawkę wynagrodzenia akordowego, będzie zmuszony zwiększyć wydajność swojej pracy, aby utrzymać dotychczasową wysokość zarobków, a być może nawet zdoła ją przekroczyć. Skłoni to pracodawcę do wniosku, że obniżka stawki akordowej była posunięciem celowym, ponieważ dała wzrost produkcji przy mniejszym koszcie jednostkowym robocizny, i że wobec tego należało by dalej iść w tym kierunku i jeszcze bardziej obniżyć stawkę akordową (wiedzą o tym robotnicy i dlatego wystrzegają się osiągania dużej wydajności). Podobnie w czasach niewolnictwa starano się biciem skłonić niewolników do wydajniejszej pracy, a osiągnięcie tego celu uważano za potwierdzenie skuteczności takiej metody postępowania i zachętę do jeszcze większego okrucieństwa; Stosującym z powodzeniem postępowanie według sprzężenia destruktywnego nie wydaje się potrzebne postępować według sprzężenia konstruktywnego, a wielu z nich nie przychodzi nawet na myśl, że taki sposób postępowania istnieje. Drugą przyczyną jest okoliczność, że o ile do wywołania sprzężenia destruktywnego wystarczy chęć tylko jednej strony (silniejszej(, to w sprzężeniu konstruktywnym konieczne jest współdziałanie obu stron. Strona inicjująca sprzężenie konstruktywne jest narażona na ryzyko, że druga strona uzna to za oznakę słabości i zacznie postępować według sprzężenia destruktywnego, co jej przyniesie korzyści kosztem pierwszej ze stron. Taki przypadek zachodzi np. gdy pracownik po otrzymaniu podwyżki uzna, że skoro obecnie więcej zarabia, to nie musi już z takim wytężaniem pracować, lub gdy pracodawca uzna wzrost zarobków wydajniej pracującego pracownika za oznakę, że pracownik ten był dotychczas zbyt wysoko opłacany. W tym, czy sprzężenie stanie się destruktywne czy też konstruktywne, największą rolę odgrywają bodźce rozpoczynające sprzężenie, a ponieważ w tym stadium zaangażowane moce obu stron są małe, więc też najłatwiej jest wtedy przekształcić sprzężenia destruktywne w konstruktywne. Niestety, rzadko tak się dzieje, ponieważ, jak już mówiliśmy, w rozterkach atrakcyjno-repulsyjnych występujących u obu stron na początku konfliktu atrakcja ma wyraźną przewagę nad repulsją, co prowadzi do decyzji zmierzającej do konfliktu zamiast do rezygnacji z niego. Później, gdy konflikt już jest w toku i zdążył przynieść obu stronom poważne straty i spowodował zaangażowanie dużych mocy, żadna strona nie chce go przerwać bez doprowadzenia przeciwnika do kapitulacji. Znanych jest wiele procesów sądowych, które rozpoczęły się od drobiazgów bez większego znaczenia, a w następstwie stały się pieniactwem rujnującym obie strony. Do takich niekończących się konfliktów należą również waśnie rodowe, jak tradycyjna włoska „vendetta”. Wielu nieszczęść będących wynikiem. przewlekłych konfliktów można byłoby uniknąć, gdyby którakolwiek ze stron zdecydowała się przejść od sprzężenia destruktywnego do sprzężenia konstruktywnego czyli zastosować się do chrześcijańskiej maksymy; „jeżeli ktoś na ciebie kamieniem, to ty na niego chlebem”.

Z powyższych rozważali wynika, że postępowanie według sprzężenia konstruktywnego prowadzi do najlepszych rezultatów dla obu stron, jednak postępowania takiego jedna strona na drugiej nie może wymusić. Konieczne jest obustronne zaufanie, ale do jego wywołania tendencje zdobywcze nie wystarczają, konieczne są ponad to tendencje sprzymierzeńcze, o których będzie mowa w następnym rozdziale.

Tendencje sprzymierzeńcze

W związku z tendencjami zdobywczymi mówiliśmy o zwiększaniu mocy socjologicznej w drodze napaści lub konfliktów. Istnieją jednak również bezkonfliktowe możliwości zwiększania mocy socjologicznej, a mianowicie w drodze wymiany. Wymiana polega na tym, że każda strona zwiększa swoją moc socjologiczną dzięki odstąpienia części mocy strony drugiej. Do wymiany dochodzi dzięki temu, że każda strona zdobywa to czego jej brakuje, zbywa zaś to co ma w nadmiarze.

Jako przykład można przytoczyć współżycie roślin i owadów; motyle ułatwiają zapylanie kwiatów, a kwiaty żywią motyle. Należy tu jednak mieć na uwadze, że motyle nie w tym celu siadają na kwiatach, żeby je zapylać, lecz żeby znaleźć pożywienie, a roślinom chodzi nie o to, żeby żywić motyle, lecz żeby się rozmnażać. Każdy z tych organizmów wyzyskuje swoją moc socjologiczną do uzależniania innych organizmów od siebie wyłącznie dla swoich własnych potrzeb. Mamy tu więc przypadek kompensacji dwóch tendencji zdobywczych. Są to tylko tendencje zdobywcze, ponieważ żadnej roślinie nie zależy na tym, żeby motyle siadające na jej kwiatach rzeczywiście znalazły pożywienie, ani żadnemu owadowi nie zależy na tym, żeby kwiaty zostały zapylone. Roślina nie zmieni swojego zachowania, gdy motyl odleci głodny, ani motyl nie zmieni swojego postępowania, gdy kwiat nie zostanie zapylony. Zachodzi tu przypadek gdy awans jednej strony jest mniejszą degradacją drugiej, dzięki czemu wymiana jest korzystna dla obu stron.

Innym przykładem są transakcje handlowe. Nabywca otrzymuje towar tracąc pieniądze, sprzedawca otrzymują pieniądze tracąc towar. Jednak i w tym przykładzie należy mieć na uwadze, że nabywca przychodzi do sklepu po to, żeby otrzymać towar a nie żeby sprzedawca otrzymał, pieniądze podobnie sprzedawca obsługuje nabywcę po to żeby otrzymać pieniądze a nie żeby nabywca otrzymał towar. Nabywca wyzyskuje okoliczność, że jest w posiadaniu pieniędzy, sprzedawca zaś, że jest w posiadania towaru: każda strona wyzyskuje moc socjologiczną dla uzależnienia od siebie drugiej strony. Są to tylko tendencje zdobywcze, ponieważ nabywca nie interesuje się, czy sprzedawca sprzedał towar z zyskiem czy nie, ani sprzedawca nie interesują się, czy towar był nabywcy potrzebny, czy nie. I tu zachodzi przypadek gdy awans jednej strony jest mniejszą degradacją drugiej, dzięki czemu wymiana jest korzystna dla obu stron. W ten sposób dochodzi do neutralizacji sprzecznych tendencji zdobywczych.

Przytoczone przykłady dotyczyły wymiany jednoczesnej. Jednak do zwiększania mocy socjologicznej jednoczesność wymiany nie jest konieczna. Zwiększanie mocy socjologicznej jednej ze stron kosztem drugiej może nastąpić w innym czasie niż zwiększenie mocy socjologicznej drugiej strony kosztem pierwszej, co, jak wiadomo, nosi nazwę „kredytu”.

W naszych rozważaniach nie chodzi jednak o kredyt w zwykłym znaczeniu handlowym lub bankowym. Jeżeli jedno przedsiębiorstwo dostarcza Innemu przedsiębiorstwu towary bez natychmiastowej zapłaty gotówkowej, lecz ma możność wyegzekwowania należności w razie odmowy jej uiszczenia, lub gdy bank udziela pożyczki pod zastaw kosztowności, to takie przypadki niczym się w zasadzie nie różnią od wymiany jednoczesnej. Przedsiębiorstwa i banki udzielające takiego kredytu nic nie ryzykują, toteż w swojej działalności mogą się w zupełności zadowolić tendencjami zdobywczymi.

Na pozór nieco inaczej wygląda sprawa we wspomnianym powyżej przykładzie współżycia roślin i owadów, jako ze nie każdy pyłek kwiatu zostanie przeniesiony przez motyla i nie na każdym kmiecie motyl znajdzie pożywienie. Statystycznie jednak sprawa sprowadza się do jednoczesności, ponieważ na łące fruwa tak wiele motyli i rośnie tak dużo kwiatów o tak wielu pałkach, że każdy z zainteresowanych organizmów osiąga swój cel.

Sprawa zmienia się w sposób zasadniczy, gdy jako podstawę kredytu wprowadzić zaufanie. Przedsiębiorstwo lub bank, udzielają kredytu bez możności wyegzekwowania należności lub bez rekompensaty, ryzykuje że dług nie będzie spłacony, co w wyniku przyniesie straty.

A jednak kredyt oparty tylko na zaufaniu bywa udzielany, ponieważ jest to korzystne. Korzyść polega na tym, że dłużnik obdarzony zaufaniem ma interes w tym, żeby dług spłacić, gdyż zachęca to wierzyciela do ponownego udzielenia kredytu, gdy w przyszłości dłużnik będzie go znów potrzebował. Poza tym wierzyciel może liczyć na wzajemność dłużnika, gdyby w przyszłość: role się odwróciły. Wielką zaletą kredytu opartego na zaufaniu jest to, że można go uzyskać nawet w razie chwilowego braku pokrycia, a więc również w stanie zmniejszonej mocy socjologicznej.

Jednakże czynnik zaufania wprowadza konieczność odróżniania dłużników godnych zaufania od dłużników, którym zaufać nie można. Tej konieczności nie miał ani sprzedawca w sklepie wobec nabywcy płacącego za towar gotówką ani bank udzielający pożyczek pod zastaw.

A zatem do wyróżniania kontrahentów godnych zaufania organizm musi mieć dodatkowe skojarzenia zarejestrowana w środowisku korelacyjnym. Kontrahentów takich trzeba także popierać, tj. pomagać im w zdobywaniu mocy socjologicznej, aby oni z kolei mogli udzielić kredytu, gdy zajdzie potrzeba. Kontrahent, na którego pomoc można liczyć, jest sprzymierzeńcem. Aby utrzymać sprzymierzeńca w zdolności do udzielania pomocy, trzeba my tez pomagać, gdy sam potrzebuje pomocy. Do posiadania sprzymierzeńcom służą tendencja sprzymierzeńcze. Ze wspomnianej już okoliczności, że do wyróżniania sprzymierzeńców spośród innych ludzi potrzebne są dodatkowe skojarzenia, wynika, że do przejawiania tendencji sprzymierzeńczych organizm potrzebuje więcej elementów korelacyjnych niż przy samych tendencjach zdobywczych. A zatem organizmy do tendencji sprzymierzeńczych muszą mieć wyższy poziom niż organizmy zdolne tylko do tendencji zdobywczych.

Tendencje sprzymierzeńcze cechuje doraźna bezinteresowność. Nie jest to jednak bezinteresowność bezwzględna. Każdy człowiek potrzebuje i ewentualnie znakuje sprzymierzeńców, ale inni także potrzebują sprzymierzeńców i niektórzy w nim właśnie szukają sprzymierzeńca — w tym właśnie przejawia się brak bezinteresowności bezwzględnej chociaż istnieje doraźna bezinteresowność poszczególnych aktów.

Najprostszym przykładem ilustrującym takie pojmowanie bezinteresowności jest uprzejmość. Kulturalny człowiek, zachowując się uprzejmie względem innych ludzi, ogranicza przez to swoją moc socjologiczną, czyli dopuszcza dobrowolnie do własnych małych degradacji, aby zapewnić pewne awanse innym otaczającym go ludziom. Na przykład, ustępując w pociągu swoje miejsce choremu nie liczy na to, że ów chory pasażer pomoże mu zdjąć z półki ciężką walizkę. Co więcej, rozmaite uprzejmości są często skierowane do całego zbiorowiska ludzi, bez oglądania się na to, że nie wszyscy jego członkowie ma to zasługują! Na przykład, idąc do teatru ubieramy się odpowiednio, aby przyczynić się w ten sposób do wzmożenia nastroju pożądanego przez innych , chociaż z pewnością nie zasługują na to niektórzy widzowie, którzy właśnie zabrali się do jedzenia cukierków głośno szeleszcząc ich opakowaniami.

Wszelkie tego rodzaju przysługi wyświadcza się bezinteresownie, jeżeli każdą z nich brać z osobna. Natomiast nie są one bez interesowne w ujęciu statystycznym. Wyświadcza się je w przeświadczeniu, że inni kulturalni ludzie, dopuszczając dobrowolnie do swoich rozmaitych małych degradacji, zapewniają pewne awanse innym. W sumie, awans każdego organizmu przewyższają jego degradacje, dzięki czemu życie wszystkich staje się wygodniejsze i przyjemniejsze. Przeświadczenie to jest tak powszechne, że organizacja społeczeństw oparto głównie na ustaleniu rozmaitych awansów i degradacji.

W przykładzie dotyczącym uprzejmości mamy do czynienia ze stosunkowo ogólnymi tendencjami sprzymierzeńczymi. Mogą się one jednak odnosić również do pewnych bardziej ograniczonych zbiorowisk ludzkich, jak np. narodowości, grupy społeczne, a nawet poszczególni ludzie. Im mniejsze są zbiorowiska ludzkie występujące względem siebie w roli sprzymierzeńców, tym silniej uwydatnia się sprzężenie konstruktywne, o którym była mowa w poprzednim rozdziale. Jednocześnie im mniejsze jest zbiorowisko ludzkie traktowane jako sprzymierzeniec, tym mniejszą rolę odgrywa statystyczne prawdopodobieństwo rewanżu między sprzymierzeńcami, tym dokładniejsze więc musi być rozeznanie cech sprzymierzeńca mogących stanowić podstawę zaufania, zwłaszcza gdy chodzi o poszczególnych ludzi.

Nasuwa się pytanie, po czym można rozpoznać takie cechy. Jak poznać na przykład, czy dopuszczony do udziału we władzy nie stanie się rywalem, czy współlokator nie zechce zatruwać życia innym mieszkańcom, itp. Potocznie zaleca się w tym celu postępowanie oparte na doświadczeniu zwanym „znajomością ludzi”, „znajomością życia” itp. W praktyce sprowadza się to do zasięgania opinii o kandydacie na pracownika, wspólnika, współlokatora itp. a zwykle ogranicza się do oceny ludzi na podstawie rozmaitych okoliczności jak np. wykształcenie, zawód, wiek, rysy twarzy, sposób mówienia, sposób ubierania się itp.

Taki sposób oceny ludzi nasuwa dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, jest on zawodny: w zbyt wielu przypadkach okazało się, ze wykształcenie nie jest gwarancją kultury, zawód — solidności, itp. Po drugie, jest on pozbawiony jednoznacznej motywacji, dlaczego np. na jednych ludziach lepsze wrażenie wywiera zawód nauczycielki niż aktorki, a na innych odwrotnie, dlaczego ludzie o wymuskanym stroju jednym się podoba ją a innych rażą, itd.

Jest oczywiste, że najpewniejszą podstawą zaufania między sprzymierzeńcami jest wspólność interesów (co wcale nie oznacza jednakowości interesów). Wiemy jednak, że interes organizmu przejawia się jako dynamizm jego charakteru. Przecież to w zależności od dynamizmu organizm dokonuje selekcji bodźców na pożądane i niepożądane, dlatego tez można być z góry pewnym, ż dany człowiek będzie postępował — w zakresie szerokości swojego charakteru tak jak to wynika z jego dynamizmu, a jego postępowanie będzie się zmieniać tylko w miarę powolnych zmian dynamizmu z biegiem życia, Gruboskórność czy subtelność postępowania będzie zależna od poziomu danego osobnika, co jednak nie wpływa na kierunek jego postępowania, określony przez dynamizm charakteru, o rozpoznawaniu dynamizmu była szczegółowo mowa w rozdz. 29 „Przejawy dynamizmu”.

Obecnie będą nas interesować przejawy tendencji sprzymierzeńczych w zależności od dynamizmu. Nawiązując do języka potocznego będziemy te przejawy nazywać sympatiami.

Biorąc pod uwagę podział charakterów na trzy klasy A — endodynamicy, B — statycy, C — egzodynamicy, otrzymamy cztery rodzaje tendencji sprzymierzeńczych, które poniżej omówimy.

Ludzie o określonym dynamizmie szukają sprzymierzeńców w ludziach o takim samym dynamizmie wtedy, gdy identyczność dynamizmu prowadzi do zwiększania mocy socjologicznej, jest to możliwe dzięki temu że organizmy o jednakowym dynamizmie znajdują się przeważnie w podobnych warunkach (ponieważ każdy a tych organizmów kierował się własnym dynamizmem w doborze swoich warunków istnienia (, a więc mają przeważnie wspólnych wrogów. Liczne zbiorowisko podobnych organizmów może łatwiej zwalczać wspólnych wrogów, gdy mają oni przeciw sobie zwiększoną moc socjologiczną całego zbiorowiska zamiast małej mocy socjologicznej poszczególnych jego członków z osobna. Jak wiadomo, tego rodzaju wspólne postępowanie nosi nazwę „solidarności”.

Tendencje sprzymierzeńcze między charakterami o jednakowym dynamizmie będziemy nazywać sympatiami prostymi. Przy podziale charakterów na pięć klas będą to sympatie między następującymi parami sprzymierzeńców.

A — A,

AB — AB,

B — B,

BC – BC,

C – C.

Rys. 38-1

Na rys. 38-1 podano przykłady kilku sympatii prostych: sympatia egzodynamika X do egzodynamika X (C- C), rys. 38-1 a, sympatia endostatyka X do endostatyka T (AB — AB), rys. 38-1 b. sympatia statyka X do statyka T (B — B), rys. 38-1c.

Ludzie o określonym dynamizmie szukają sprzymierzeńców w ludziach o przeciwnym dynamizmie wtedy, gdy zwiększenie mocy socjologicznej wynika właśnie z przeciwieństwa dynamizmu. Na przykład, egzodynamik mógłby intensywniej używać życia, gdyby mu zmniejszono moc roboczą zwiększając przez to moc koordynacyjną. Potrafi to dla niego zrobić endodynamik dzięki zdobywanej przezeń dużej mocy socjologicznej. Z drugiej strony, endodynamik mógłby łatwiej zdobywać moc socjologiczną, gdyby go do tego silniej pobudzano — potrafi mu to zapewnić egzodynamik dzięki intensywnemu używaniu życia.

Tendencje sprzymierzeńcze między charakterami o przeciwnym dynamizmie będziemy nazywać sympatiami kontrastowymi.

na rys. 38.2 podano przykłady kilku sympatii kontrastowych.

sympatia endodynamika X do egzodynamika Y (A i C), (rys. 38.2a).

sympatia statyka X do statyka Y (B i B) rys. 38.2b.

sympatia egzostatyka X do endostatyka Y (BC i AB), rys. 3-2c.

Zaskakująca może być dla czytelnika zbieżność przykładów podanych na rys. 38-1c i na rys. 38-2b, a mianowicie potraktowanie sympatii między statykami (B — B) jako sympatii prostej a zarazem jako sympatii kontrastowej. Wyjaśnienie tej sprawy jest następujące: Jeżeli dla osobnika X dobierać charakter o coraz mniejszym endodynamizmie a dla osobnika Y charakter o coraz mniejszym egzodynamizmie, to kontrast między tymi charakterami będzie coraz mniejszy aż w końcu zejdą się one na osi statyzmu (B). Wynika stąd, że sympatię statyka do statyka można równie dobrze uważać za szczególny przypadek sympatii prostej i za szczególny przypadek sympatii kontrastowej (o kontraście zerowym). Jest to sytuacja analogiczna do tej, którą się spotyka w geometrii: punkt przecięcia dwóch prostych należy zarówno do jednej jak i do drugiej prostej.

Jak już mówiliśmy w rozdz. 20 „Zmienność dynamizmu” z biegiem życia zmienia się dynamizm charakteru w kierunku od egzodynamizmu do endodynamizmu, czemu towarzyszy wzrost mocy socjologicznej.

Można wyróżnić trzy przyczyny tego wzrostu mocy socjologicznej. Po pierwsze, organizm o rosnącym endodynamizmie jest coraz bardziej nastawiony na zdobywanie mocy socjologicznej. Po drugie, zdobywanie mocy socjologicznej jest tym łatwiejsze, im większą moc socjologiczną się już posiada. Po trzecie, zdobyte już doświadczenie zwiększa umiejętność zdobywania mocy socjologicznej (wpływ wzrostu poziomu aktualnego na tendencje poznawcze i tendencje zdobywcze).

Z biegłem życia organizmu, w miarę zmniejszania się mocy koordynacyjnej do zera (śmierć organizmu(, zwiększanie a nawet choćby tylko zachowanie zdobytej mocy socjologicznej staje się coraz trudniejsze. Z tego powodu organizm jest zainteresowany w szukaniu sprzymierzeńców przydatnych do wyręczania go. Sprzymierzeńców takich szuka on w organizmach o stosunkowo znacznej jeszcze mocy koordynacyjnej, a więc młodszych od siebie. Ponieważ organizmy młodsze znajdują się we wcześniejszej fazie przebiegu dynamizmu, więc na sprzymierzeńców wybiera on wśród nich takie organizmy, które pod względom endodynamizmu niewiele ustępują jemu samemu. A więc np. dla endodynamika sprzymierzeńcem może być statyk lub endostatyk, ale nie egzodynamik lub egzostatyk, ponieważ jako sprzymierzeńcy w zdobywaniu mocy socjologicznej byliby nieodpowiedni z powodu zbyt wczesnej fazy ich dynamizmu, ani też endodynamik, ponieważ miałby już zbyt małą moc koordynacyjną. Krótko więc mówiąc, chodzi o znalezienie sprzymierzeńca znajdującego się w nieco wcześniejszej fazie dynamizmu, aby zwiększyć jego przydatność jako zastępcy i następcy udostępnia mu się własna doświadczenia.

Oparta na tym sympatia do organizmów o wcześniejszej (ale niezbyt wczesnej) fazie dynamizmu będziemy określać jako sympatia protekcyjna, Sympatie protekcyjne mogą odczuwać np. nauczyciele do uczniów, rodzice do dzieci, władcy do swoich następców itp. Na rys. 38-5 są przedstawione przykłady kilku sympatii protekcyjnych:

sympatia: endodyanamika X do statyka Y (A–B), rys.38-5

sympatia statyka X do egzodynamika Y (B—C rys. 38-3bf

sympatia endostatyka X do egzostatyka Y (AB—BC), rys. 38.-3c.

Organizm może łatwiej zdobywać moc socjologiczną w miarę wzrastania jego endodynamizmu, gdy jago sprzymierzeńcem jest organizm o jeszcze większym endodynamizmie, a więc organizm o dużej mocy socjologicznej i o dużym doświadczaniu w jej zdobywania. Sprzymierzeniec taki staje się wzorem do naśladowania.

Oparte na tym sympatia do organizmów o późniejszej fazie dynamizmu będziemy określać jako sympatie adoracyjne. Sympatie adoracyjne mogą odczuwać np. uczniowie do nauczycieli, adepci rozmaitych sztuk do mistrzów, dzieci do rodziców, itp. Jak widać, sympatie adoracyjne są przeciwieństwem sympatii protekcyjnych.

Na rys. 38-4 są przedstawione przykłady kilku sympatii adoracyjnych.

Sympatia statyka X do endodynamika Y (B i A(, rys. 38-4a(

sympatia egzodynamika X do statyka Y (C — B) rys. 38-„4b

sympatia egzostatyka X do endostatyka Y (BC – AB) rys. 38-4c.

Sympatie są szczególniejsze od uczuć ambicjonalnych o tyle, że nie są one skierowane do wszystkich organizmów przyczyniających się do awansu danego organizmu, lecz tylko do tych, które mogą zapewnić ten awans bez doraźnej rekompensaty, a więc do organizmów nadających się na sprzymierzeńców.

Z drugiej strony sympatie są uczuciami jeszcze na tyle ogólnymi, że nie odnoszą się one do poszczególnych organizmów lecz do pewnego typu organizmów, a mianowicie do typu określonego fazą dynamizmu. W związku z tym, do odczuwania sympatii nie jest konieczna ani zupełna dokładność osi charakteru ani zupełna równość szerokości (na rys. 38-1, 38-2, 38-3 i 38-4 zachowano zupełną dokładność jedynie dla umieszczenia ujęcia schematycznego). Nie jest także konieczna wzajemność sympatii (wynika to z okoliczności, że sympatie są uczuciami skierowanymi do pewnego typu organizmów a nie do poszczególnych organizmów). Jeden statyk może się solidaryzować z całą grupą statyków (sympatia prosta(, przy czym niektórzy mogą ze swojej strony odczuwać potrzebę solidarności a inni nie. wszyscy z nich mają do niego sympatię adoracyjną. Adorowani mistrzowie sportu nawet nie znają adorujących ich osób.

Sympatie są przejawem szukania sprzymierzeńców, ale rodzaj sprzymierzeńców wynika z aktualnych potrzeb danego organizmu, i dlatego w określonych warunkach istnienia organizmu może on odczuwać pewne sympatia, a nie odczuwać innych. Na przykład, organizm o dużej mocy socjologicznej nie odczuwa sympatii prostych ponieważ nie potrzebuje wzmocnienia swojej sytuacji życiowej, ani sympatii adoracyjnych, ponieważ nie ma potrzeby na nikim się wzorować. Jeżeli ma on przy tym dużą moc koordynacyjną, to powstają w nim sympatie kontrastową, a jeżeli małą moc koordynacyjną, to sympatie protekcyjne. W stanach mniej ostro zarysowanych kojarzą się ze sobą rozmaite potrzeby, a więc i rozmaite rodzaje sympatii. Należy tu mieć na uwadze, że tendencje sprzymierzeńcze przejawiają się odpowiednio do wyobraźni, na podstawie których organizm ocenia otoczenie, toteż oceny dokonywane przez poszczególne organizmy mogą się bardzo różnić. Wskutek tego może nie być odpowiedniości sympatii między dwoma organizmami. Na przykład, wychowawca nie doceniając rozwoju swojego wychowanka ma dla niego ciągle jaszcze sympatię protekcyjną, chociaż u wychowanka sympatia adoracyjna do wychowawcy przeszła już w sympatię prostą. Tego rodzaju nie porozumienia spotyka się często w stosunkach między rodzicami a dorastającymi dziećmi. Pouczanie innych jest przez nich dobrze przyjmowane, gdy mają sympatię adoracyjną do pouczającego. Nic dziwnego, że pouczanie ludzi dorosłych, rzadko mających do kogokolwiek sympatię adoracyjną, budzi u nich niechęć.

Z tendencjami sprzymierzeńczymi wiąże się także zagadnienie autorytetu. Wielu ludziom brakuje autorytetu, chociaż się bardzo o niego starają. Żądają uznania swojego autorytetu nauczyciele od uczniów, zwierzchnicy od podwładnych, starsi od młodszych itp., a gdy to okazuje się bezskuteczne, starają się autorytet wymusić przez narzucanie określonych form, np. nauczyciel wymaga, żeby uczniowie wstawali przy jego wejściu do klasy, oficer wymaga salutowania od żołnierzy, zwierzchnik wymaga tytułowania go przez podwładnych itp. Tego rodzaju wymuszone formy mają sens, dopóki chodzi o tendencje zdobywcze („ja tu rządzę, więc musicie mi być posłuszni” natomiast nie stwarzają autorytetu. Autorytet jest sprawą tendencji sprzymierzeńczych, a w szczególności sympatii adoracyjnych, i dlatego nie daje się wymusić. Co więcej, tam gdzie istnieją sympatie adoracyjne, adorujący sami używają form podkreślających te sympatie, nawet gdy adorowani nie żądają tego lub nawet sobie nie życzą. W zakresie sympatii adoracyjnych etykieta jest potrzebą adorujących a nie adorowanych.

Na sympatiach adoracyjnych polegają również uczucia religijne. W sporach na tematy religii można się nieraz spotkać a argumentem, że wykształcenie zmniejsza religijność, na co obrońcy religii odpowiadają, że religijni bywali nawet wielcy uczeni. Jest w tym nieporozumienie — religijność nie jest sprawą poziomu lecz dynamizmu. Egzodynamicy mogą mieć sympatie adoracyjne do statyków, statycy zaś do endodynamików, ale endodynamicy, zwłaszcza skrajni, nie miewają sympatii adoracyjnych, gdyż nie mają już do kogo (podobnie jak egzodynamicy nie mają do kogo mieć sympatii protekcyjnych); Dlatego też, chociaż bywali religijni uczeni, to nie spotkano jeszcze religijnych bankierów.

W świetle omówionych pojęć nawet kompleks Edypa można by określić jako przejście sympatii syna do matki z adoracyjnej w kontrastową, w związku z czym sympatia adoracyjna do ojca przechodzi w antypatię. W tendencjach sprzymierzeńczych płeć nie ma znaczenia. Tak np. sympatie proste mogą występować równio dobrze między organizmami różnej płci, a sympatie kontrastowe między organizmami tej samej płci. Dotyczy to również sympatii protekcyjnych i adoracyjnych. Przedmiotem sympatii mogą być nie tylko osoby z bezpośredniego otoczenia, lecz także osoby nieznane na przykład, autor książki może mieć sympatię protekcyjną dla nieznanych sobie czytelników, którym udostępnia swoją wiedzę, a których dynamizm charakteru jedynie sobie wyobraża. Mogą to nawet być organizmy fikcyjne: na przykład, młodzi chłopcy mają sympatie adoracyjne dla bohaterów powieści awanturniczych. Do tej kategorii należą też sympatie dla znanych aktorów, gwiazd filmowych, itp., (fikcyjność polega tu na tym, za widzowie przeważnie przypisują swoim ulubieńcom dynamizm charakteru kreowanych postaci a nie rzeczywistego charakteru samych aktorów). Niejednokrotnie mówiliśmy już o względności pojęcia „słuszności” i „niesłuszności”, podkreślając, że w stosunku do siebie człowiek uznaje za słuszne tylko to, co odpowiada jego dynamizmowi i mieści się w szerokości jego charakteru. Dlatego np. jako statyk uznaje za słuszne co innego, niż uznawał, gdy był egzodynamikiem, i co innego, niż będzie uznawał, gdy stanie się endodynamikiem. Obecnie może tę tematykę rozszerzyć na sprawę oceny „słuszności” w stosunku do otoczenia. Ponieważ każdy człowiek szuka sobie sprzymierzeńców odpowiednio do swojego dynamizmu, a tendencje sprzymierzeńcze mogą się przejawiać w postaci rozmaitych przedstawionych powyżej sympatii, więc ocena słuszności postępowania sprzymierzeńców będzie zależną od rodzaju sympatii. Tak na przykład, endodynamik będzie aprobował cechy endodynamiczne u osób, do których odczuwa sympatię prostą, jak i cechy egzodynamiczne u osób, do których odczuwa sympatię kontrastową. Dlatego właśnie zdarza się, że jakiś zwierzchnik faworyzuje pracownika będącego skończonym leniem, a ma wieczne pretensje do pracownika zdolnego i pracowitego, lub że jakaś matka aprobuje kaprysy syna, których dziesiątej części nie tolerowałaby u córki, itp. Odwoływanie się do „poczucia sprawiedliwości” okazuje się w takich przypadkach zawodne, i nic dziwnego — „słuszność” nie jest sprawą logiki ale tendencji. Kierowanie się sympatiami w ocenach przyczyniło się do powstania w wielu sprawach podwójnej terminologii. To samo pojęcie na inną nazwę przy nastawieniu sympatycznym, inną zaś przy antypatycznym: np. sympatyczna jest „rozmowność” antypatyczna zaś „gadatliwość”, sympatyczna jest „oszczędność”, antypatyczne zaś „skąpstwo”, sympatyczna jest „szczodrość”, antypatyczna zaś „rozrzutność”, itp. W tym co się potocznie określa jako „znajomość ludzi”, „doświadczenie życiowe” itp., taka podwójna terminologia odgrywa niemałą rolę i wprowadza wiele zamętu w porozumiewaniu się ludzi między sobą. Podwójność ocen występuje szczególnie wyraźnie w odniesieniu do zdobywania mocy socjologicznej przez konkurentów i sprzymierzeńców, a wynika zaś stąd, że do konkurentów skierowane są tendencje zdobywcze, do sprzymierzeńców tendencje sprzymierzeńcze. Jak na przykład, gdy uczucie względem dościgającego konkurenta jest zawiścią, to dla dościgającego sprzymierzeńca jest uznaniem, gdy uczucie dla prześcigającego konkurenta jest zazdrością, to dla prześcigającego sprzymierzeńca zaś podziwem, gdy niepowodzenia konkurenta wywołuje lekceważenie, to niepowodzenie sprzymierzeńca wywołuje współczucie.

Tendencje wzajemne

Przypomnijmy z poprzedniego rozdziału, że tendencje sprzymierzeńcze są skierowano do pewnego typu ludzi traktowanych jako sprzymierzeńcy ze względu aa ich charakter, a więc ze względu na ich dynamizm, szerokość i poziom. Sprzyjanie sprzymierzeńcom jest korzystne dla organizmu, ponieważ i sprzymierzeńcy sprzyjają jego interesom z tym, że wymiana korzyści nie zachodzi jednocześnie lecz w zależności od potrzeby, a więc tendencje sprzymierzeńcze są doraźnie bezinteresowne, chociaż nie są bezinteresowne na dłuższą metę. Nie wymagając od sprzymierzeńców natychmiastowego rewanżu udziela się im przez to pewnego kredytu opartego na zaufaniu; tendencje sprzymierzeńcze są zaspokajane przez to, że rewanż ze strony sprzymierzeńców jako grupy kiedyś jednak następuje, przy czym jest nieistotne, czy rewanżuje się akurat ten właśnie sprzymierzeniec, któremu wyświadczono jakieś przysługi czy którykolwiek inny z grupy sprzymierzeńców. Na przykład, nauczyciel odczuwający sympatie protekcyjne do uczniów swojej klasy lub swojej szkoły lub w ogóle do młodzieży, jest zadowolony, gdy doznaje sympatii adoracyjnych ze strony uczniów w ogóle, a nie koniecznie od tego słabego ucznia, którym opiekował się bardziej niż innymi; Podobnie robotnik, który kieruje się sympatiami prostymi pomógł w czymś koledze, jest zadowolony, gdy w potrzebie doznał pomocy ze strony kolegów, niekoniecznie od tego samego, któremu sam przedtem udzielił pomocy.

Może się jednak zdarzyć, że osobnik, który traktuje innego osobnika jako sprzymierzeńca, sam jest przez niego traktowany jako sprzymierzeniec, zachodzi więc wzajemność sympatii. Przy dużym dopasowaniu charakterów obu sprzymierzeńców, bodźce pochodzące od jednego z nich są szczególnie pożądane dla drugiego i wywołują w nim reakcje będące bodźcami szczególnie pożądanymi dla pierwszego, w którym wywołują reakcje będące bodźcami szczególnie pożądanymi dla drugiego itd. Dzięki temu każdy sprzymierzeniec ceni coraz bardziej drugiego jako sprzymierzeńca, aż do pewnego stanu maksymalnego nasycenia u obu sprzymierzeńców. Dzięki bardzo dużemu dopasowaniu charakteru takich sprzymierzeńców stan te wyróżnia się swoją intensywnością spośród sprzężeń między innymi dowolnymi sprzymierzeńcami. Zgodnie z pewnymi tradycjami językowymi stan ten można by nazwać „afektem”. Organizm dąży do takiego stanu, jako najbardziej odpowiadającego jego interesom. Do osiągania i utrzymania takiego stanu służą tendencje wzajemne.

Tendencje wzajemne powstają na podstawce tendencji sprzymierzeńczych, wymagają jednak większej ilości skojarzeń z powodu konieczności dokładniejszego rozpoznania sprzymierzeńca wyróżnionego. A zatem tendencje wzajemne wymagają wyższego poziomu charakteru niż tendencje sprzymierzeńcze. Ze względu na wielką ilość skojarzeń wykorzystywanych w afekcie do jednego osobnika, pozostałych skojarzeń nie wystarcza już na równoczesny afekt do innego osobnika, dlatego też afekty cechują się wyłącznością. Daleko idące dopasowanie charakterów zwiększa wzajemne zaufanie partnerów afektu inaczej mówiąc, obdarzają się oni kredytem, na długi, praktycznie nieograniczony czas.

Ponieważ afekty wynikają z sympatii, więc i rodzaje afektów odpowiadają rodzajom sympatii.

Afekty wynikające z sympatii prostych odpowiadają pojęciu „przyjaźni” (nie chodzi tu oczywiście, o znaczenia, w jakim używa się niekiedy wyrazów „przyjaciel”, „przyjaciółka” mając na myśli kochanka lub kochankę).

Przy podziale na pięć klas charakteru otrzymuje się pięć typów przyjaźni:

A i A przyjaźń endodymamików,

AB i AB przyjaźń endostatyków,

B i B przyjaźń statyków,

BC i BC przyjaźń egzostatyków,

C i C przyjaźń egzodynamików.

Pryncypialność statyków sprawia, że przyjaźń staje się dla obu zaprzyjaźnionych statyków prawem i obowiązkiem, których naruszanie zasługuje na napiętnowanie jako zdrada. Do podtrzymywania przyjaźni statyków bardzo się przyczynia wspólność interesów życiowych.

Powyższe cechy są tym mniejsze, im bardziej dynamiczne charaktery wchodzą w grę. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że im większy jest dynamizm, tym mniejsze jest przywiązanie do zasad, a więc tym mniejsza staje się niewzruszalność przyjaźni. Drugą przyczynę stanowią motywy rywalizacji, tym silniejsze, i bardziej dynamiczne są charaktery.

Nastawienie endodynamików na zdobywanie mocy socjologicznej sprawia, że zasięg ich wpływów wzrasta. Przyjaźń trwa dopóty, dopóki strefy działania obu endodynamicznych przyjaciół nie zachodzą na siebie, zaś skoro się to już stanie, każdy z nich dąży do uzależniania drugiego od siebie, a wówczas kończy się przyjaźń. Przyjaciółmi mogą być dwaj wodzowie dwóch różnych armii, a nie dwaj wodzowie tej samej armii, wówczas bowiem jeden z nich musiałby przestać być wodzem, na co jednak nie pozwala mu jego endodynamizm. Triumwirat Cezara, Pompejusza i Krassusa mógł istnieć dopóki każdy z triumwirów panował nad osobną strefą, musiał się jednak rozpaść, gdy wyniknęła sprawa władzy nad całym imperium rzymskim.

Nastawienie egzodynamików na rozpraszanie mocy socjologicznej związane z chęcią użycia, jakkolwiek odwrotna do nastawienia endodynamików, prowadzi do podobnych skutków, jeżeli chodzi o przyjaźń. Potrzebną im moc socjologiczną egzodynamicy muszą czerpać z jakichś źródeł, tym rozleglejszych, im większy jest egzodynamizm. Gdy źródła te zachodzą na siebie, a zwłaszcza gdy stają się jednym i tym samym źródłem, każdy egzodynamik chce mieć wyłączność korzystania z niego, a to się nie da pogodzić z przyjaźnią. Mogą być przyjaciółkami dwie primadonny dwóch różnych teatrów, ale nie dwie primadonny w tym samym teatrze. Jako przykład można też przytoczyć rywalizację Mickiewicza i Słowackiego, o której Słowacki napisał „dwóch nas, jak dwóch słońc, za wiele na niebie”!

Afekty wynikające z sympatii kontrastowych odpowiadają pojęciu „miłości” we właściwym znaczeniu tego słowa, a nie jak w konwencjonalnych wyrażeniach „miłość ojczyzny”, „miłość macierzyńska” itp.

Przy podziale charakterów na pięć klas otrzymuje się następujące trzy typy miłości:

A i C miłość dynamików,

AB i BC miłość między partnerem endostatycznym i partnerem egzostatycznym,

B i B miłość statyków.

W odniesieniu do statyków istnieje zbieżność przyjaźni i miłości, analogiczna do zbieżności sympatii prostych i sympatii kontrastowych. Z tych samych więc przyczyn, jakie kształtują przyjaźń statyków, statycy traktują miłość jako zobowiązanie. Pryncypialność statyków przejawia się w rozmaitych formach zewnętrznych, jak deklaracje słowne (oświadczyny(, symbole (kwiaty, prezenty, wymiana pierścionków) i ściśle ustalony ceremoniał (zaślubiny). Mają one podkreślać obowiązywanie określonych zasad. Również wierność jest traktowana nie jako przejaw miłości lecz jako zasada. Zdradzony statyk boleje nie tyle nad zachwianiem czy zanikiem miłości ile nad złamaniem danego mu przyrzeczenia, a więc naruszeniem zasady, na której polegał, największego zagrożenia miłości, jakim jest sama gotowość do zdrady, statyk nie dostrzega, dopóki nie zostanie naruszona wierność.

Im większy jest dynamizm partnerów w miłości, tym mniejszą rolę odgrywają zasady, tym słabsze są cechy obowiązkowości, tym mniejsza jest zbieżność miłości z przyjaźnią.

W miłości dynamików nie ma mowy o zasadach i obowiązkowości — pozostaje tylko to, co jest w miłości istotne, a mianowicie, że każdy z partnerów jest dla drugiego niezbędnym dopełnieniem. W miłości dynamików istnieje wierność, lecz jako konsekwencja miłości, a nie jako zobowiązanie. Gdy jeden z dynamicznych kontrahentów miłości przejawia skłonności do zdrady, drugi kontrahent nie wytyka mu naruszania zasady wierności, lecz sam także przejawi skłonności do zdrady. Wówczas u obu partnerów powstaje odczucie niebezpieczeństwa utraty drugiego partnera i przywraca zakłóconą równowagę. Brak takiego odczucia świadczy, że miłość już wygasła, trzeba się więc rozejść.

Afekty wynikające z odwzajemnienia sympatii protekcyjnych i sympatii adoracyjnych odpowiadają potocznej nazwie „przywiązania”. W związku z tym afekt wynikający z sympatii protekcyjnych można określić jako „przywiązanie protekcyjne”, afekt zaś wynikający z sympatii adoracyjnych jako „przywiązanie adoracyjne”.

Partner, u którego występuje przywiązanie protekcyjne, jest protektorem, partner, u którego występuje przywiązanie adoracyjne, jest „adoratorem”. Zgodnie z warunkiem wyłączności afektów, protektor proteguje tylko jednego adoratora, adorator zaś adoruje tylko jednego protektora. Jak wynika z rozważań nad sympatiami protekcyjnymi i sympatiami adoracyjnymi, protektorem jest zawsze kontrahent bardziej endodynamiczny (mniej egzodynamiczny(, adoratorem zaś kontrahent mniej endodynamiczny (bardziej egzodynamiezny).

Przy podziale charakterów na pięć klas otrzymuje się następujące trzy typy przywiązania:

A — B przywiązania między endodyamikiem i statykiem.

AB — BC przywiązanie między endostatykiem i egzostatykiem,

B — C przywiązanie między statykiem i egzodynamikiem.

Naturalnym terenem występowania przywiązania jest życie rodzinne, jako ze przeciętna różnica wielu rodziców i dzieci, wynosząca 25 — 35. lat, sprzyja powstawaniu takich układów klas charakteru jak A — B, AB — B, B – C. Może wtedy występować przywiązanie między jednym z rodziców i jednym z dzieci, będącym jego ulubieńcem.

Znane też są w historii starożytnego Rzymu przykłady przywiązania między cezarami i ich ulubieńcami. Przywiązanie było także nierzadkim zjawiskiem w patriarchalnym rzemiośle między mistrzem i wybranym uczniem, którego mistrz wtajemniczył w arkana swojego kunsztu. Przywiązanie zdarza się tez między wybitnym uczonym i wybranym przezeń młodym kontynuatorem jego idei naukowych. Biorąc pod uwagę wzajemność i wyłączność afektów można przedstawić afekt jako sprzężenie dwóch organizmów (rys. 39.1(

Dla uproszczenia zaznaczono tylko receptory, korelatory i efektor, jako organy biorąca bezpośredni udział w takim sprzężeniu. Dopóki w grę wchodzą tylko sympatia, osobnik X traktuje osobnika T jako sprzymierzeńca, tzn. wyróżnia go jedynie dlatego, że należy on do typu osobników, dla których dobra osobnik X dopuszcza pewną własną degradację bez doraźnej rekompensaty.

Podobnie zachowują się osobnik Y względem osobnika X. Jeżeli w tym stanie rzeczy bodziec, pochodzący od organizmu Y odebrany przez receptory organizmu X, wywoła zwiększoną atrakcję w organizmu X, to wzrośnie działania efektorów organizmu X będzie stanowić odpowiednio silniejszy bodziec dla organizmu X. Jeżeli i organizm Y zareaguje podobnie , to jego zachowanie się będzie stanowić dla organizmu X bodziec silniejszy niż poprzednia i wywoła w organizmie X jeszcze większą atrakcję, itd. W ten sposób atrakcje obu organizmów wzrastają do stanu, w którym cała moc koordynacyjna każdego ze sprzężonych organizmów zużyta się na reakcje odnoszące się do pozostałego organizmu. W krótkim okresach czasu może to nawet być cała moc dyspozycyjna (bo tylko na krótki czas organizm może dopuście zmniejszenie mocy roboczej do zera).

A zatem w stanie afektu każdy z organizmów odbiera silne bodźce i silnie na nie reaguje, przy czym reakcje każdego organizmu są zarazem bodźcami dla organizmu z nim sprzężonego. Inaczej mówiąc, obydwa organizmy sterują się wzajemnie, przy czym obieg sterowniczy jest sprzężeniem zwrotnym (ponieważ działanie efektorów wywiera wpływ na bodźce odbierane przez receptory) dodatnim (ponieważ działanie efektorów wzmaga bodźce odbierane przez receptory) podwójnym (ponieważ taki proces sterowniczy występuje u każdego z dwóch organizmów) i konstruktywnym (emocje powstające w jednym organizmie pod wpływem drugiego są atrakcjami) Okoliczność, że wzajemna bodźce mają duże natężenie, zaznaczyliśmy na rys. 39.1 podwójnymi liniami obiegu sprężenia.

Rozpatrzymy teraz kilka modyfikacji takiego sprzężenia. Załóżmy, że zamiast organizmu X podstawiono jakiś inny organizm Z. Jeżeli organizm Z będzie reagował dokładnie tak samo jak organizm X, to organizm X nie spostrzeże żadnej różnicy i pozostanie w stanie afektu jak gdyby zamiana sprzężonego a nim organizmu nie nastąpiła. Jest to zupełnie uzasadnione , ponieważ żaden organizm nie może zidentyfikować innego organizmu (ani w ogóle żadnego przedmiotu) inaczej niż za pomocą swoich receptorów, skoro więc receptory nie rozróżniają bodźców pochodzących od różnych organizmów, to rozpatrywany organizm nie może stwierdzić, że w grę wchodzą różne organizmy z nim sprzężone. Omawiane założenia nie jest bynajmniej tylko teoretyczne. Organizm ludzki ma wielkie zdolności identyfikacyjne dzięki swojemu wysokiemu poziomowi, nie mniej zawodzą go one w tych przepadkach,: gdy w grę wchodzi mała ilość cech rozpoznawczych (wielka liczba rejestratorów organizmu ludzkiego pozostaje wtedy niewykorzystana). Jak wiadomo, rodzona matka ma trudności w rozpoznaniu noworodka, wskutek czego zdarzały się zamiany dzieci nie spostrzeżone przez ich matki i nie wpływające na ich uczucia do zamienionych dzieci. Po ostatniej wojnie opowiadano o żołnierzu który stale dyktował przyjacielowi listy do swojej starej matki pełne synowskiego przywiązania. Gdy zginął, przyjaciel pisywał do niej listy fikcyjne, nie mając serca do wyjawienia staruszce faktycznego stanu rzeczy. Pikantny przykład podstawienia osób można znaleźć w pamiętnikach d’Artagnana, w których opowiada on, jak spędził noc miłosną w roli hrabiego de Wardes (opis tej sceny wykorzystał Dumas w „Trzech muszkieterach”.

Jest nawet możliwe, to organizm X będzie odbierać bodźce od organizmu X i oddziaływać na organizm Z nie wiedząc, że sprzężone z nim są dwa organizmy a nie jeden. Próbką takiego stanu rzeczy jest bijatyka, w której uderzony sam uderza w odwet kogoś zupełnie niewinnego. Omawiany motyw sprzężenia z dwoma osobnikami został wykorzystany przez Rostanda („Cyrano de Bergerac”) w scenie balkonowej, gdzie afekt Roksany, podsycany przez Cyrana, jest skierowany do Krystiana.

Pójdźmy jeszcze dalej i wyobraźmy sobie afekt, w którym organizmu sprzężonego w ogóle nie ma, a zamiast niego jest tylko komentator informujący o nieistniejących reakcjach nieistniejącego organizmu. Podczas wojny grasowali w krajach okupowanych liczni wydrwigrosze, którzy podając się za ludzi wpływowych podtrzymywali dla zysku afekt np. czyjejś żony przenosząc od niej wiadomości do rzekomo żyjącego jeszcze więźnia i przekazując jej rzekomo jego odpowiedzi. I wreszcie możliwy jest afekt do organizmu, który nigdy nie istniał. Na każdego człowieka oddziaływają liczne i różnorodne bodźce pochodzące z jego otoczenia. Jeżeli jakiś budzący jego zaufanie komentator wskaże na niektóre z tych bodźców jako pochodzące od rzekomego sprzymierzeńca, to tego rodzaju postępowanie może wzbudzić i podtrzymywać u takiego człowieka afekt do całkowicie fikcyjnej istoty. Komentatorami takimi byli kapłani, którzy przedstawiali rozmaite zjawiska żywiołowe (pioruny, powodzie, susze itp. jako przejaw gniewu bogów, a np. urodzaj jako przejaw ich łaskawości). Z drugiej strony skłaniali wyznawców do składania ofiar, interpretując je zależnie od okoliczności bądź jako środek przebłagania bogów bądź też jako sposób wyrażenia im wdzięczności. W tym przypadku podstawą afektu jest współzależność bodźców i reakcji wynikająca jedynie z interpretacji komentatora.

Opisane powyżej afekty jednostronne, w których współzależność bodźców i reakcji występuje dzięki ingerencji organizmów postronnych (bez względu na to, czy stwarzających bodźce fikcyjne czy tylko nadających istniejącym bodźcom odpowiednią interpretację) to można określić jako „afekty niby – odwzajemnione”. Istotne jest w nich to, że organizm otrzymuje takie bodźce, jak gdyby jego afekt był rzeczywiście odwzajemniony.

Rys. 39.2 — przedstawiono sprzężenie organizmu X z nieistniejącym organizmem Y.

Powyższe rozważania pozwalają zrozumieć istotę afektów jednostronnych, których nikt nie podsyca, czyli „afektów nieodwzajemnionych”. Weźmy pod uwagę takie sprzężenie organizmów X i Y, w którym organizm X reaguje na bodźce silnie a organizm Y coraz słabiej. Prowadzi to do stanu, w którym tendencje organizmu X są nadal afektem, a tendencje organizmu Y już nim być przestały (bądź nigdy nim nie były, a tylko organizm X oceniał je jako afekt).

Organizm X czuje się zagrożony utratą organizmu Y jako wyłącznego sprzymierzeńca (lub nawet jako sprzymierzeńca w ogóle). Aby podtrzymać sprzężenie organizmu X reaguje nadmiernie (w wyniku refleksji (dążąc w ten sposób do wzmożenia reakcji organizmu Y) stanowiących bodźce dla organizmu X).

Stan taki jest przedstawiony na rys. 39.3. Okoliczność, że organizm X otrzymuje bodźce zbyt słabe zaznaczono pojedynczą linią a okoliczność, że organizm X otrzymuje bodźce zbyt silne — linią potrójną.

Ponieważ reakcje organizmu X stanowią dla organizmu Y bodźce zbyt silne , organizm Y dąży do ich osłabienia reagując na nie coraz słabiej, tj. kierując coraz słabsze bodźce do organizmu X. W rezultacie dochodzi do zerwania sprzężenia. Teoretycznie dążenia reakcji organizmu X do zera musiałoby odpowiadać wzrastanie reakcji organizmu X do nieskończoności. Praktycznie reakcje organizmu X dochodzą do całkowitego wyczerpania mocy dyspozycyjnej i zaczynają naruszać jałową, a więc zagrażać życiu organizmu. Powstaje niezwykle ostra rozterka atrakcyjno-repulsyjna, w której atrakcji utrzymania afektu towarzyszy repulsja zagrożenia życia. Rozstrzygnięciem rozterki może być albo rezygnacja z afektu albo rezygnacja z życia. Taki właśnie przebieg afektów nieodwzajemnionych mają przypadki zawiedzionej miłości. Strona zakochana bez wzajemności odbierając słabe bodźce obiektu miłości przetrawia je w refleksjach prowadzących do powstania wielkich emocji. Zdawkowy wyraz sympatii, uśmiech, a nawet przejawy zwykłej uprzejmości wywołują przepływ gorących uczuć skłaniających do postępowania, które obiekt nieodwzajemnionej miłości traktuje jako narzucanie się i stara się ostudzić. Domaganie się objawów czułości i zapewnień miłości odnosi wręcz odwrotny skutek, gotowość do bezgranicznych poświęceń jest przyjmowana z zupełną oziębłością zapewnienia strony zakochanej w rodzaju „życie bez ciebie jest dla mnie pozbawione wartości” nie wywierają na obiekcie zawiedzionej miłości żadnego wrażenia. W literaturze powieściowej pełno jest opisów takich przeżyć.

Afekty są odczuwane jako coś bezgranicznego i ostatecznego. Jest to zrozumiałe, ponieważ afekty wiążą się z działaniem tak wielu elementów korelacyjnych, że niewiele ich pozostaje dla innych uczuć, stąd też pochodzi warunek wyłączności afektów. Dlatego też, gdy zakochany grozi, że zakocha się w kimś innym, lub stara się zachowywać jak gdyby był w kim innym zakochany, nie należy brać tego poważnie, bo w jego korelatorze nie ma miejsca na inną równoległą miłość, następna może powstać dopiero po wygaśnięciu poprzedniej.

O tym, że wygaśnięcie afektu zwalnia korelator dla nowego afektu, nie wiedzą ludzie bardzo młodzi, i dlatego zawód miłosny niekiedy kończy się dla nich tragicznie! Przeświadczenie, że życie straciło dla nich sens bezpowrotnie, popycha ich nieraz do samobójstwa, co nie zdarza się ludziom bardziej doświadczonym. Natomiast niebezpieczeństwo pojawia się znów w schyłkowej fazie życia. Ludzie przeżywający tzw. „drugą młodość” wiedzą wprawdzie o powtarzalności afektów, ale nie mają już czasu na oczekiwanie wygaśnięcia nieodwzajemnionej miłości i znalezienie innej. Dobrą ilustracją literacką takich przeżyć jest miłość Wokulskiego do Izabeli w „Lalce” Prusa. Do tej kategorii, choć na tle afektu przywiązania, należy załamanie się Jeana Valjeana (Viktor Hugo „Nedznicy”) po wyjściu jego przybranej córki za mąż. Zdarza się, że strona niekochająca, chcąc oszczędzić przykrości stronie zakochanej stara się zachowywać w sposób choćby w pewnym stopniu imitujący objawy afektu. W tym przypadku strona zakochana znajduje się w stanie afektu niby – odwzajemnionego. Może on trwać przez pewien czas, po czym — gdy strona niekochająca zmęczy się udawaniem — przechodzi w afekt nieodwzajemniony.

Na osobną uwagę zasługują afekty homoseksualne. Istnieją duże rozbieżności poglądów z punktu widzenia prawnego, moralnego i medycznego. Sprawa interesuje nas tutaj wyłącznie z charakterologicznego punktu widzenia. Istotną rolę w efekcie miłości odgrywają tendencje źródłowe zmierzające do sprzężenia dwóch organizmów różnej płci (przez co natura osiąga kontynuację gatunku) oraz tendencje wzajemne zmierzające do sprzężenia dwóch organizmów o przeciwnym dynamizmie charakteru (przez co natura osiąga wyrównanie charakteru potomstwa). Jeżeli następuje sprzężenie jakiegoś organizmu z inny organizmem o przeciwnej płci i przeciwnym dynamizmie charakteru, to obydwa ta wymagania zostają spełnione. Nie zawsze jednak występują taki zbieg okoliczności, przy czym możliwe są jedynie następujące trzy przypadki:

1. Jeżeli jakiś osobnik spotyka innego osobnika o nieodpowiedniej płci i nie odpowiednim dynamizmie, to do sprzężenia w ogóle nie dochodzi, ponieważ nie ma do niego żadnych podstaw.

2. Jeżeli jakiś osobnik spotyka innego osobnika o odpowiedniej płci ale nieodpowiednim dynamizmie, to sprzężenie może powstać tylko w razie złudzeń w ocenie dynamizmu partnera i ulegnie zerwaniu po ustaniu tych złudzeń.

3. Jeżeli jakiś osobnik spotyka innego osobnika o nieodpowiedniej płci, ale odpowiednim dynamizmie, to sprzężenie może powstać i będzie wówczas trwać aż do wygaśnięcia afektu jednej ze stron. Jak już wiemy, proces wygasania afektów jest dość długotrwały, nie mniej po jego zakończeniu każdy z partnerów ma szanse na odpowiedniejsze sprzężenie z kim innym. Jeżeli jednak trwaniu afektu towarzyszy zaspokajanie głodu seksualnego nawet w nienormalnej formie, to przyczynia się to do wzmocnienia afektu a nawet jego wygaśnięcie pozostawia skojarzenia skłaniające danego osobnika do szukania podobnego rodzaju sprzężeń następnych. Mówi się o nim wtedy, że ma skłonności homoseksualne.

Nienormalne zaspokajanie głodu seksualnego może odegrać istotną rolę tylko w stosunku do osobnika nie mającego jeszcze normalnych doświadczeń seksualnych; stąd pochodzi częstość przypadków uwiedzenia młodocianych przez doświadczonych homoseksualistów. Biorąc pod uwagę, że większość mężczyzn stanowią statycy (młodzi) i endodynamicy (starsi) a większość kobiet to egzodynamiczki (młodsze) i statyczki (starsze(, łatwo stwierdzić, że pewną rzadkością są egzodynamiczni mężczyźni i endodynamiczne kobiety, wskutek czego istnieją dość małe prawdopodobieństwa powstawania prawidłowych sprzężeń typy egzodynamik — endodynamiczka.

Krąg osób mogących mieć jakieś bliższa kontakty ze sobą jest zazwyczaj dość ograniczony, to też najczęściej zdarza się, że albo jakaś skrajna endodynamiczka albo jakiś skrajny egzodynamlk na próżno szukają się wzajemnie, często nawet nie wiedząc, że są dla siebie odpowiednimi partnerami, czemu się zresztą trudno dziwić wobec mającego statystyczne podłoże przyzwyczajenia, że to mężczyzna (endodynamik) utrzymuje kobietę (egzodynamiczkę(, która mu umila życie (a nie na odwrót, jak właśnie musiało by być, i zresztą bywa, w sprzężeniu egzodynamik — endodynamiczka). Mając trudności w znalezieniu odpowiednich dla siebie partnerów heteroseksualnych (z powodu malej ich liczebności) wymienione osobniki szukają sobie nieraz partnerów homoseksualnych o odpowiednim dynamizmie. Istotnie też obserwuje się, że uwodzącymi homoseksualistkami są kobiety władcze o męskim wyglądzie (endodynamiczki(, a uwodzonymi homoseksualistami są lalkowaci młodzieńcy o kobiecym wyglądzie (egzodynamicy). Różnica doświadczenia życiowego, a więc i wieku, między uwodzicielami i uwiedzionymi wprowadza dużą przymieszkę sympatii protekcyjnych i adoracyjnych, wskutek czego trudno się nieraz zorientować, czy jakąś parę homoseksualistów łączy afekt miłości czy przywiązania. Ponadto jednakowość płci sugeruje, że może chodzić o sympatie proste z czego homoseksualiści korzystają określając często swoje afekty wyrazem „przyjaźń” jako lepiej maskującym je przed opinią środowiska. Wydaje się, że zagadnienie homoseksualizmu zasługiwałoby na rozległe badania z charakterologicznego punktu widzenia, oparte na obszernych danych statystycznych.

Afekty występujące na miejsce innych, nie dających się zrealizować afektów, można określać jako afekty zastępcze. Wiele przemawia za tym, że homoseksualizm należy do kategorii afektów zastępczych.

Niewątpliwie afektem zastępczym jest przywiązanie osób bezdzietnych i osamotnionych do zwierząt domowych (psów, kotów). Dają oni w ten sposób ujście swoim niewyżytym sympatiom protekcyjnym. Natomiast dewocja jest afektem zastępczym dla niewyżytych sympatii adoracyjnych.

W związku z tendencjami zdobywczymi mówiliśmy o dopasowaniu sytuacji do charakteru. W tendencjach sprzymierzeńczych głównym czynnikiem sytuacji jest dynamizm sprzymierzeńców, a w tendencjach wzajemnych dynamizm jednego sprzymierzeńca wyróżnionego jako partnera afektu. W związku z tym dopasowanie sytuacji do charakteru staje się w tendencjach wzajemnych dopasowaniem charakterów obu partnerów afektu. A więc w przyjaźni dopasowanie charakterów polega na zgodności dynamizmu, w miłości na przeciwieństwie dynamizmu, a w przywiązaniu na różnicy fazy dynamizmu.

Biorąc pod uwagę, że dynamizm charakteru zawiera się w pewnym zakresie, a więc uwzględniając szerokość charakteru można mówić o dopasowaniu zupełnym charakterów, gdy charaktery partnerów efekty są odpowiednie pod względem dynamizmu, jeżeli chodzi o oś charakteru, i mają równe szerokości. Na przykład, w przyjaźni występuje dopasowanie zupełne, gdy u obu partnerów osie charakterów pokrywają się, a szerokości są równe. W miłości dopasowanie zupełne występuje, gdy — przy równych szerokościach charakterów osie charakterów przypadają na wykresie po obu stronach osi statyzmu w jednakowych od niej odległościach (rys. 39.4(

Oczywiście, mogą występować rozmaita odchylenia od dopasowania zupełnego. Omówimy je bliżej w związku z afektem miłości jako najbardziej interesującym. Aby nie sprawiać czytelnikowi trudności w ocenie wzrokowej różnych szerokości charakteru i różnych położeń osi charakteru, będziemy na wykresach dynamizmu zaznaczać nie tylko rzeczywiste pasma charakteru, lecz ponadto przerzucać pasmo jednego ze sprzężonych, charakterów na drugą stronę osi statyzmu, co ułatwi porównania. Dla zaznaczenia, że chodzi o pasmo przerzucone, przedstawiono go w postaci prostokąta nie zaczernionego, w odróżnieniu od pasm rzeczywistych przedstawionych prostokątach zaczernionymi. Dopasowanie na pewnych odcinkach szerokości charakteru będziemy nazywać kompensacją charakteru. Przypadki niewielkich odchyleń od dopasowania zupełnego będziemy określać jako dopasowanie niezupełne. Na rys. 39.5 przedstawione są przykłady dopasowania niezupełnego nie odpowiadające sobie osie przy różnych szerokościach (rys. 39-5a) nie odpowiadające sobie osie przy jednakowych szerokościach (rys. 39.5b(, odpowiadające sobie osie przy różnych szerokościach (rys. 39-5c). Przy dopasowaniu niezupełnym niewielka część pasa jednego z charakterów nie ma odpowiednika w paśmie drugiego charakteru. Będziemy ją określać jako nie skompensowany odcień charakteru. Na rys 39-5 a nie skompensowany jest odcień endodynanaiczny charakteru X, na rys. 39.5 b nie skompensowany jest odcień endodynamiczny charakteru X i odcień statyczny charakteru Y, na rys 39-5.C nie skompensowany jest odcień endodynazmiczny i odcień stateczny charakteru X. Interesujące są skutki występowania nie skompensowanych odcieni charakteru. Omówimy tę sprawę bliżej na przykładzie przedstawionym na rys 39-5 a. Reakcje osobnika X w zakresie endodynamicznego odcienia jego charakteru stanowią bodźce odbierane przez receptory osobnika Y i ulegają zarejestrowaniu w jego korelatorze w postaci odpowiednich wrażeń. Wrażenia te w odróżnieniu od pozostałych wrażeń, dzięki którym istnieje afekt między osobnikami X i Y) nie wywołują u osobnika Y atrakcji, ponieważ dla endodynamieznego odcienia charakteru X nie ma w charakterze Y odpowiednika w postaci odcienia egzodynamiczmego. A zatem omawiane bodźca nie biorą udziału w afekcie. Wobec tego jednak osobnik X, w zakresie nie skompensowanego odcienia endodynamicznego, może mieć tendencje sprzymierzeńcze do jakiegoś innego osobnika niż osobnik Y. Wskutek istnienia nie skompensowana go odcienia charteru mogą więc powstawać wspomniane już poprzednio tendencje wyrównawcze. Osobnik Y w którego charakterze nie ma odcieni nie skompensowanych, odczuwa bez reszty afekt dla osobnika X. Zazwyczaj w sytuacjach tego rodzaju osobnik nie mający tendencji wyrównawczych (w danym przykładzie osobnik Y) ma swojemu partnerowi za złe jego tendencje wyrównawcze (zarzuca chęć „zdrady” itp.). Zarzuty tego rodzaju zatruwają współżycie zupełnie nie potrzebnie. Tendencje wyrównawcze zajmują zbyt małą liczbę elementów korelacyjnych ażeby mogły się stać podstawą nowego, „konkurencyjnego” afektu. Z konieczności tendencje wyrównawcze nie wykraczają poza kategorię sympatii, przy czym niekoniecznie muszą to być sympatie kontrastowe równie dobrze mogą wchodzić w grę wszelkie inne. W praktyce przejawiają się one jako pewne upodobania jednego z partnerów, jak np. że mąż lubi się nieraz obejrzeć za kobietami nieco strojniejszymi niż jego własna żona lub pójść od czasu do czasu z kolegami do baru, albo że żona lubi prowadzić bardziej towarzyski tryb życia itp. Ponieważ dopasowanie zupełne występuje niezwykle rzadko, tendencje wyrównawcze są zjawiskiem powszechnym a zwalczanie ich jest bezskuteczne. W przykładzie na rys. 39-5 b wystąpią u osobnika X tendencje wyrównawcze o odcieniu endodynamicznym a u osobnika Y tendencje wyrównawcze o odcieniu statycznym, W tym przypadku zachodzi więc obustronność tendencji wyrównawczych, co w praktyce prowadzi do wysuwania od czasu do czasu nieszkodliwych wzajemnych pretensji. W przykładzie na rys. 39-5c wystąpią u osobnika X tendencje wyrównawcze po obu stronach pasma jego charakteru, a więc zarówno o odcieniu endodynamicznym jak i odcieniu statycznym. Ponieważ osie charakterów odpowiadają sobie, więc skutki niezupełności dopasowania przejawiają się tylko w tym, że osobnik X, mając szerszy charakter, jest bardziej wyrozumiały niż osobnik Y i dąży do nieco „pełniejszego” życia. Na rys. 39-6 są przedstawione przykłady, w których nie skompensowana część pasma charakteru jest znacznie większa od części skompensowanej, występuje tu więc niedopasowanie charakterów. W przykładzie na rys. 39.6 a skompensowany jest tylko odcień statyczny charakteru X Reszta pasma tego charakteru jest tak duża, te tendencje powstające w jej zakresie mogą stać się afektem do innych osobników niż osobnik X. Odcień skompensowany staje się przeszkodą dla tego afektu, w wyniku czego sprzężenie między osobnikami X i X rozpada się W takich więc przypadkach tendencje powstające w nie skompensowanym zakresie pasma nie są już tendencjami wyrównawczymi lecz tendencjami zmierzającymi do zerwania dotychczasowego sprzężenia. Będziemy je określać jako tendencje rozprężne. W przypadku na rys. 39-6b tendencje rozprężne występują u obu partnerów, co tym szybciej prowadzi do rozpadu ich sprzężenia. Interesujący przykład niedopasowania jest przedstawiony na rys. 39.6c. U osobnika X wystąpią tendencje rozprężne zarówno endodynamiczne jak i statyczne. Jednakże każda z części pasma, odpowiadających tym tendencjom jest zbyt mała w stosunku do całego pasma charakteru X, ażeby któreś z tendencji rozprzężnych mogło przejść w afekt. W rezultacie osobnik X dąży do zerwania sprzężenia z osobnikiem T i do zastąpienia go innym osobnikiem o takie o samej osi charakteru lecz o znacznie większej szerokości charakteru. Dążenie te jest zaskakujące ł niezrozumiałe dla osobnika Y który ze swojego punktu widzenia oceniał dopasowanie jako zupełne, ponieważ całe jego pasmo charakteru było skompensowane, a nawet odpowiadały sobie osie charakteru. Na rys. 39.7 jest przedstawiony przypadek, w którym żadna część pasm obu charakterów nie jest skompensowana. Będziemy to określać jako niedopasowanie zupełne. W takim przypadku sprzężenie nie może w ogóle powstać. W związku z zagadnieniami dopasowania może się nasunąć pytanie, w jaki sposób dochodzi do sprzężeń charakterów niedopasowanych, skoro kompensacja zachodzi tylko w mniejszej części pasma charakteru. Sprzężenia tego rodzaju są jednak możliwe wskutek złudzeń charakterologicznych, czyli błędów popełnianych przez jednego osobnika w ocenie charakteru drugiego osobnika. Złudzenia charakterologiczne powstają w następujący sposób. Przypuśćmy, że osobnik X spotyka osobnika X po raz pierwszy w życiu, a więc początkowo nie wie nic o jego charakterze (rys. 39.8). Wygląd zewnętrzny (ubranie, wzrost, wydatniejsze rysy twarzy(, barwa głosu itp. są dla osobnika X pierwszymi bodźcami informującymi go o osobniku X. Przypuśćmy, że bodźce te oraz następne poglądy wygłaszane przez osobnika X, jego zachowanie się w różnych sytuacjach itp. odpowiadają odcieniom charakteru osobnika X, co wzbudza jego sympatię dla typu charakteru, jaki (według oceny osobnika X) reprezentuje osobnik X (rys. 39-8b; dla ułatwienia porównywania pasm charakteru przerzucono pasmo charakteru X na drugą stronę osi statyzmu). Osobnik X zauważa, że na bodźce pochodząc od niego osobnik X reaguje w sposób wzmożony, co z kolei przyczynia się do wzmożenia jego własnych reakcji powstaje sprzężenie, w którym sympatię osobnika X przechodzi w afekt dla osobnika X. Dopasowanie jest niezupełne, osobnik X ma niewielkie tendencje wyrównawcze (rys. 39-8). Osobnik X zaczyna otrzymywać od osobnika X nie tylko bodźce przypadające w skompensowanej część pasma swojego charakteru lecz także poza tym pasmem. Dokładniejsze rozpoznawanie charakteru X przez osobnika X wskazuje więc, że w danym sprzężeniu występują tendencje wyrównawcze po obu stronach: statyczne u osobnika X, egzodynamiczne u osobnika X. Dopasowanie jest niezupełne, sprzężenie trwa nadal, osobnik X pozostaje w afekcie (rys.39-8d). Z upływem czasu osobnik X, obok bodźców dotychczasowych, odbiera jeszcze niektóre inne bodźce od osobnika X, wreszcie jednak różnorodność ich wyczerpuje się — wszystkie następne bodźce zawierają się w określonym paśmie: osobnikowi X ujawnił się pełny charakter osobnika X. Okazuje się przy tym, ze kompensacja występuje prawie w całym paśmie charakteru X, a tylko w małej części pasma charakteru X, jest więc stan niedopasowania (rys. 39-8e) tendencje osobnika X są afektem, natomiast tendencje osobnika X nie wyszły poza sympatię. Wobec niedopasowania powstaną u osobnika tendencje rozprzężne, które doprowadzą do zerwania sprzężenia. Opisany przebieg wskazuje, że złudzenia charakterologiczne powstają wtedy, gdy rozpoznawanie charakteru jednego osobnika, przez drugiego rozpoczyna się od odpowiadających sobie części pasma charakteru. Gdyby w zachowaniu osobnika X ujawniły się najpierw egzodynamiczne odcienie jego charakteru, to nie wywołałyby one wzmożonych reakcji u osobnika X, wobec czego nie doszło by do sprzężenia. Ponieważ na podstawie fragmentarycznych bodźców nie można ocenić, do jakiej części pasma cudzego charakteru bodźce te się odnoszą, więc należy zapobiegać powstawaniu silnych atrakcji przed nagromadzeniem znacznej liczby wrażeń umożliwiających dokładniejsze rozpoznanie charakteru, tragiczne w złudzeniach charakterologicznych jest to, że strona zakochana opiera się zrozumieniu swojej pomyłki. Dokonawszy oceny (błędnej) charakteru obiektu swojego afektu uważa wszystko, co tej oceny nie potwierdza, za zakłócenia dające się usunąć. Na przykład, gdy strona niekochająca obraca się w towarzystwie innych osób (do czego skłaniają ją znaczna nie skompensowana część pasma własnego charakteru(, strona zakochana jest przeświadczona, że zaniedbywanie jej jest spowodowane szkodliwym wpływem tych osób, i stara się te osoby zwalczać. Typowe też dla tych przypadków jest wymuszanie objawów miłości (będące przejawem tendencji zdobywczych(, co w końcu sprawia, że u partnera nie tylko nie powstaje afekt, lecz zanika nawet sympatia. W ten sposób afekt niby — odwzajemniony strony zakochanej przejdzie w afekt nieodwzajemniony. Proces rozwiewania się złudzeń charakterologicznych i zanikania opartego na nich afektu wzbudza silne repulsje, jest więc ciężkim przeżyciem, ale przeciwdziałanie mu jest sprawą beznadziejną. Im wcześniej strona zakochana z tym się pogodzi, tym lepiej dla niej. Wszyscy zakochani powinni zrozumieć, że nie kochają swojego obiektu miłości lecz swoje o nim wyobrażenie, i nie mieć pretensji, gdy rzeczywistość temu wyobrażeniu nie odpowiada. Przedmiotem powyższych rozważań były złudzenia charakterologiczne polegające na tym, że pozorne dopasowanie okazało się niedopasowaniem. Możliwe też są przypadki odwrotne, a mianowicie, że pozorne niedopasowanie okazuje się dopasowaniem (niezupełnym). Dzieje się tak wtedy, gdy pasma obu charakterów odpowiadają sobie w znanej części z wyjątkiem pewnego odcienia charakteru, przy czym tak się złożyło, że początkowe bodźce odnosiły się do tego właśnie odcienia. Rozwiewanie się takich złudzeń przebiega bez wstrząsów, jako że jest zmianą atrakcyjną. O ludziach będących obiektem złudzeń charakterologicznych tego rodzaju mówi się potocznie, że „zyskują przy bliższym poznaniu”.

Ewolucja tendencji

Rozpatrując wszystkie tendencje, omówione w poprzednich rozdziałach, łatwo stwierdzić, że wykazują one pewne ogólne prawidłowości. Jedną z takich prawidłowości jest zależność tendencji od poziomu. Najniższego poziomu wymagają tendencje źródłowe jak już wspominaliśmy, mogą one istnieć nawet przy poziomie aktualnym równym zeru, wynikają bowiem tylko z istnienia homeostatu. Do rozeznania się w otoczeniu służą tendencja pozorne, przy czym organizm osiąga ten cel tym skuteczniej, im wyższy ma poziom aktualny, ale tendencje poznawcze mogą powstawać nawet przy niskim poziomie, gdyż sama z kolei przyczyniają się do podnoszenia poziomu. Jeżeli więc organizm rozpoczyna życie od pewnego poziomu pierwotnego wyższego od zera, to jest to pewnym ułatwieniem dla rozwijania się tendencji poznawczych, ale nie stanowi warunku koniecznego. Homeostat i korelator z jego elementami korelacyjnymi (poziomem potencjalnym) zapewniają wzrastanie poziomu aktualnego, poczynając nawet od stanu, gdy poziom aktualny jest równy zeru. Do przejawiania tendencji zdobywczych w celu zwiększania mocy socjologicznej potrzebny jest wyższy poziom niż do samego tylko rozeznania otoczenia. Dalszy wzrost poziomu jest potrzebny do przejawiania tendencji sprzymierzeńczych umożliwiających znajdowanie sprzymierzeńców w otoczeniu. I wreszcie najwyższy poziom jest potrzebny do przejawiania tendencji wzajemnych zmierzających do wyróżnienia najbardziej pożądanych sprzymierzeńców. Z punktu widzenia rodzaju obiektów poszczególnych tendencji można stwierdzić, że dla tendencji źródłowych, obiektem jest otoczenie bez żadnych rozróżnień, dla tendencji poznawczych obiektem jest otoczenie z ogólnymi rozróżnieniami, dla tendencji zdobywczych obiektem są kontrahenci w walce o moc socjologiczną, dla tendencji sprzymierzeńczych obiektem są sprzymierzeńcy, a dla tendencji wzajemnych obiektem są wybrańcy spośród sprzymierzeńców.

Zależność tendencji od poziomu aktualnego sprawia, że organizmy o wysokim poziomie potencjalnym w miarę wzrastania ich poziomu aktualnego nabywają zdolności do przejawiania coraz wyższych tendencji. Dlatego też u noworodków występują tylko tendencje źródłowe, u małych dzieci pojawiają się tendencje poznawcze, a następnie z wiekiem pojawiają się tendencje zdobywcze, tendencje sprzymierzeńcze i wreszcie tendencje wzajemne.

Między poszczególnymi tendencjami nie ma przeskoków i jest to jeden ciąg tendencji stanowiący po prostu jedną tendencję zachowania się organizmu w której tendencje będą się zmieniać z czasem, przeważają jedne nad drugimi itp.

Organizmy o niskim poziomie potencjalnym nie mogą osiągnąć wysokiego poziomu aktualnego, są więc ograniczone do najniższych tendencji. Tak na przykład, rośliny przejawiają głównie tendencje źródłowe oraz w pewnym stopniu tendencje poznawcze i tendencje zdobywcze. U zwierząt występują wyraźnie tendencje tych trzech rodzajów, a u zwierząt wyższych ponadto tendencje sprzymierzeńcze. Wysoki poziom organizmu ludzkiego zapewnia ludziom także zdolność do tendencji wzajemnych.

Podobna prawidłowość występuje również w odniesieniu do dynamizmu charakterów, jakie organizm spotyka w swoim otoczeniu. W tendencjach źródłowych dynamizm innych organizmów nie wchodzi w grę ponieważ w tych tendencjach otoczenie nie odgrywa roli. W tendencjach poznawczych dynamizm organizmów otaczających wymaga rozeznania jedynie w zakresie ogólnej orientacji w otoczeniu. W tendencjach zdobywczych rozeznanie dynamizmu musi być dokładniejsze z punktu widzenia możliwości zwiększania mocy socjologicznej i dotyczy każdego otaczającego organizmu mogącego być konkurentem w walce o moc socjologiczną. W tendencjach sprzymierzeńczych organizm musi wyraźnie odróżniać dynamizm grupy sprzymierzeńców, a w tendencjach wzajemnych nawet odcienie dynamizmu wybrańców.

Ponieważ każda tendencja szczególniejsza wynika z poprzedniej ogólniejszej tendencji, więc stąd wynika, że każdej tendencji muszą towarzyszyć wszystkie ogólniejsze tendencje na przykład, tendencjom poznawczym muszą towarzyszyć tendencje źródłowe, tendencjom zdobywczym muszą towarzyszyć tendencje źródłowe i tendencje poznawcze tendencjom sprzymierzeńczym muszą towarzyszyć tendencje źródłowe, tendencje poznawcze, tendencje zdobywcze, itd. Każda poprzednia tendencja jest potrzebna do wytworzenia następnej tendencji szczególniejszej, ale ją niekoniecznie wywołuje, do tego bowiem potrzebny jest odpowiednio wysoki poziom aktualny, a ponadto organizm musiałby mieć interes w przejawianiu następnej tendencji szczególniejszej. Na potwierdzenie tych prawidłowości można by przytoczyć bardzo wiele przykładów. Gdzie występuje miłość (tendencje wzajemne) tam musi występować popęd seksualny (tendencje źródłowe(, ale występowanie popędu seksualnego nie przesądza, że występuje miłość, zakochani odczuwają potrzebę określonych nastrojów (tendencje poznawcze(, jak np. muzyka, taniec, turystyka itp. ale nastroje same przez się nie przesądzają istnienia uczuć miłosnych. Odczuwają też oni potrzebę przejawiania sympatii (tendencje sprzymierzeńcze) i dlatego tak chętnie chodzą do kina, teatru itp. gdzie mogą wyróżniać typy bohaterów i bohaterek nadających się na sprzymierzeńców. Nastroje (tendencje poznawcze) pobudzają apetyt (tendencje źródłowe) i dlatego w lokalach gastronomicznych odbywają się produkcje muzyczne, bywalcy koncertów symfonicznych przynoszą ze sobą słodycze, spotkania towarzyskie są z reguły połączone z atrakcjami kulinarnymi itd. Sympatia (tendencje sprzymierzeńcze) do pewnych osób towarzyszy zainteresowania ich strojem (tendencje poznawcza(, ale sam strój nie przesądza jaszcze istnienia sympatii.

Z okoliczności, że podstawą tendencji szczególniejszych są tendencje ogólniejsze, wynikają znane powszechnie objawy dbałości o występowanie tendencji ogólniejszych, aby utrzymać tendencje szczególniejsze bądź nie przeszkadzać ich powstawaniu. A więc na przykład, orkiestry wojskowe grają dziarskie marsze armii wyruszającej na front, rewolucjoniści śpiewają pieśni rewolucyjne, dziewczęta wybierające się na spotkanie ze swoimi chłopcami spędzają wiele czasu przed lustrem, matki córek na wydaniu karmią przysmakami kandydatów do małżeństwa („przez żołądek do serca”(, klienci biur matrymonialnych żądają fotografii proponowanych im kandydatek, itp.

Mówiąc obrazowo, tendencje są jak wielopiętrowy budynek: każde piętro może istnieć tylko wtedy, gdy pod nim znajdują się wszystkie niższe piętra, i jest niezbędne do tego, żeby mogły powstać wyższe piętra.

W kolejności odwrotnej do narastania tendencji odbywa się zanikanie tendencji. Na przykład, gdy kobieta oświadcza mężczyźnie że ma dla niego „siostrzane uczucia”, to oznacza to zejście z tendencji wzajemnych na tendencje sprzymierzeńcze (sympatie), gdy interesują ją tylko pieniądze mężczyzny, to jest to zejściem na tendencje zdobywcze, a gdy chodzi jej już tylko o to, żeby mieć z kim porozmawiać i nie czuć osamotnienia, to sprawa sprowadza się do tendencji poznawczych (nastroje).

Współzależność tendencji sprawia, że przejawianie tendencji szczególniejszych z pominięciom tendencji ogólniejszych budzi repulsje u osób z otoczenia. Dlatego to w tylu krajach rozmowy z nieznajomymi zaczynają się od upewnienia o zdrowiu (tendencje źródłowe) interlokutora: „jak się pan miewa”, co wskutek tego zaczęło odgrywać rolę powitania, i nie wykraczają poza najprostsze nastroje (tendencje poznawcze) „jak się pani bawiła” „było bardzo miło” oraz tylokrotnie choć niesłusznie wyśmiewane rozmowy o pogodzie, bądź wymianę ogólnikowych poglądów na temat sztuki. Dyskusje polityczne wchodzą już w zakres tendencji zdobywczych. Zwierzania z własnej sytuacji życiowej, zasięganie rady itp. należą do tendencji sprzymierzeńczych, a zwierzania intymne do tendencji wzajemnych. Nie lubimy, gdy nieznajome lub mało znane osoby zwracają się do nas o pożyczkę, gdyż jest to odwoływaniem się od razu do tendencji sprzymierzeńczych z pominięciem tendencji ogólniejszych. Umiejętne swatanie polega na stworzeniu okazji do kolejnego narastania tendencji coraz szczególniejszych. Rozważania nad tendencjami-pozwalają stwierdzić, że między tzw. uczuciami pozytywnymi i negatywnymi jak np. „sympatia” i „antypatia”, „miłość” i „nienawiść” nie ma symetrycznej przeciwstawności. Symetria takich uczuć występowałaby, gdyby organizm, według kryteriów poszczególnych tendencji, wyszukiwał sobie zarówno najlepszych sprzymierzeńców jak i największych wrogów, a tak przecież nie jest: organizm szuka sobie sprzymierzeńców, a z pośród nich wybrańców, natomiast wrogów unika lub zwalcza. Pretensje do wrogów pochodzą stąd, ze przeszkadzają oni zwiększać moc socjologiczną, toteż zwalczanie wrogów jest przejawem tendencji zdobywczych, bez względu na natężenia wrogości. Organizm nie ma interesu w wyszukiwaniu „większych wrogów”, a wśród nich „największych wrogów”. Natężenie wrogości zależy od postępowania samych wrogów tj. od stopnia, w jakim przeszkadzają oni zwiększać moc socjologiczną, a ściślej zaś mówiąc, od wyobrażeń organizmu o szkodliwości ich postępowania. Dlatego „antypatia”, „nienawiść” itp. są przejawami tendencji zdobywczych (ambicji), podczas gdy „sympatie” są przejawem tendencji sprzymierzeńczych a „miłość” i „przyjaźń” przejawami tendencji wzajemnych. Jak widać, powszechne przekonanie i że nienawiść jest „uczuciem niskim” ma swoje uzasadnienie. Przejawy szczególnego zadowolenia jak śmiech, humor itp. Wymagają wyższego poziomu niż przejawy niezadowolenia! nic więc dziwnego, że zwierzęta się nie śmieją. Pies ma wyższy poziom niż kot, co łatwo stwierdzić na podstawie zdolności psów do uczenia się; w parze z tym idą też większa zdolności psów do wyrażania zadowolenia.

Przypadki gdy ludzie toczą ze sobą bezwzględną walkę o byt piętnuje się takimi określeniami jak „dżungla, prawo dżungli” itp. a więc aluzjami do walki o byt między dzikimi zwierzętami.

Można to objaśnić okolicznością, że na ogół poziom zwierząt wystarcza co najwyżej do przejawiania tendencji zdobywczych, natomiast do przejawiania tendencji sprzymierzeńczych a tym bardziej tendencji wzajemnych jest potrzebny tak wysoki poziom jakim cechuje się organizm ludzki, tym się tez objaśnia zainteresowanie człowieka dla najmniejszych nawet przejawów tendencji sprzymierzeńczych między jednymi zwierzętami a drugimi bądź między zwierzętami a ludźmi, chociażby to były fikcje literackie jak np. w „Księgach dżungli” Kiplinga.

Humanitaryzm można by określić jako potrzebę tendencji sprzymierzeńczych między wszystkimi ludźmi jako istotami o poziomie umożliwiającym powstawanie tendencji sprzymierzeńczych , wraz z tymi spośród wyższych zwierząt, których poziom uzasadniałby przypuszczenia o zdolności tych zwierząt do przejawiania tendencji sprzymierzeńczych, W stosunku do niższych zwierząt i roślin człowiek uważa się za zwolnionego od wymagań humanitaryzmu wątpiąc w ich zdolności do przejadania tendencji sprzymierzeńczych. Z omawianymi tu sprawami wiąże się też pojęcie moralności: Dopóki zachowania się organizmu nie wychodzi poza tendencje źródłowe i tendencje poznawcze, ocena tego zachowania się z punktu widzenia moralności nie miałaby sensu i nie ma nic moralnego ani niemoralnego w tym, że ktoś jest głodny lub odczuwa popęd seksualny, albo że stara się rozeznać swoje otoczenie. Problematyka moralna pojawia się dopiero przy tendencjach zdobywczych, a mianowicie gdy znajdują się one w sprzeczności z tendencjami zdobywczymi innych organizmów, co może prowadzić do sprzężeń destrukcyjnych. Liberalność jest więc sprawą wzajemnego postępowania organizmów będących członkami pewnej społeczności. Przy tendencjach sprzymierzeńczych i tendencjach wzajemnych problematyka moralna znów nie wchodzi w grę, ponieważ tendencje te prowadzą do sprzężeń konstruktywnych. A za tam normy moralne odnoszą się wyłącznie do tendencji zdobywczych! Celem ich stosowania tych norm jest zapobieganie sprzężeniom nadmiernie destruktywnym ze względu na ich szkodliwość dla społeczności jako całości.

Jeżeli nawiązać do traktowania tendencji zdobywczych jako zwiększania innym mocy socjologicznej tylko na zasadzie korzystnej doraźnej wymiany, a więc bez udzielania kredytu zaufania, oraz do traktowania tendencji sprzymierzeńczych i tendencji wzajemnych jako zwiększania innym mocy socjologicznej z udzielaniem krótszego czy dłuższego kredytu, to moralność można określić jako wymaganie pewnego minimum kredytu nawet przy tendencjach zdobywczych. W interesie społeczności jest, żeby ten minimalny kredyt był przez wszystkich udzielany i żeby nikt nie zawiódł się na udzieleniu kredytu. Przechodzień na ulicy nie może strzelać do innych przechodniów, aby uprzedzić ich w ataku na siebie i musi on okazać zaufanie, że im z ich strony nic nie grozi, im zaś nie wolno tego zaufania zawieść. Opierając się na zaufaniu instytucja zatrudniająca kasjera powierza mu klucze od kasy i kontroluje jej stan tylko od czasu do czasu. Klient kupując cukierki nie sprawdza zawartości opakowań; Rodzice posyłając dzieci do szkoły kierują się zaufaniem. że będą one miały należytą opiekę nauczycieli, pacjent powierza się zaufanym lekarzom, na wzajemnym zaufaniu polegają ludzie zawierający małżeństwo, itp. W rozmaitych przypadkach za zawiedzenie zaufania grożą represje prawne, bywają jednak sprawy nie objęte przepisami prawa bądź trudne do wykrycia, a poza tym w wielu przypadkach ukaranie sprawcy bynajmniej nie usuwa wyrządzonej przez niego szkody. Dla wszystkich takich spraw zasady moralne określają granice nieszkodliwości z punktu widzenia interesu społecznego.

Ponieważ zasady są przestrzegane przez statyków, więc też moralność stanowi skuteczny rygor społeczny o tyle, o ile ma poparcia przeważającej większości statyków, przeciw określonym zasadom moralnym mogą występować ci statycy, którzy uznają inne zasady, oraz egzodynamicy i endodynamicy jako ludzie o charakterach nie uznających żadnych zasad. Wskutek tego występuje trwały konflikt między skrajnymi dynamikami a resztą społeczeństwa, którego wynikiem jest kompromis polegający na tym, że statyczna część społeczeństwa godzi się z pewnym złagodzeniem zasad moralnych, a dynamiczna część społeczeństwa rezygnuj z postępowania naruszającego te zasady, granica takiego kompromisu zależy od ilościowego rozkładu dynamizmu członków społeczeństwa (por. rys. 27-1 i 2? .-2). W społeczeństwach o dużej przewadze statyków zasady moralności są ostrzejsze, tj. zawierają się w węższym przedziale dynamizmu, niż w społeczeństwach o małej przewadze statyków, z tego powodu inna uczciwość panują np. u Cyganów niż u Szwedów. A zatem można określić moralność jako szerokość charakteru społeczności. Oczywiście, różne społeczności mogą mieć różne moralności; Inna moralność obowiązuj np. wśród uczniów a inna wśród ich nauczycieli (np. moralność nauczycielska zakazuje uczniom kłamać a moralność uczniowska zakazuje im wydać winowajcę spośród kolegów). Inna moralność obowiązuje w kabarecie a inna w klasztorze, itp. Istnieje też moralność społeczności zawodowych (np. lekarzy(, moralność narodowa (szerokość charakteru narodowego) i moralność ogólna ludzi.

Występowanie przeciw zasadom moralnym przyczynia skrajnym dynamikom wiele przykrości za strony statycznej większości społeczeństwa, to też wygodniej im jest postępować przynajmniej na pozór w zgodzie z moralnością czyli uprawiać ‘hipokryzję”.

Brak zrozumienia dla charakterologicznej natury wszelkiej moralności prowadzi niekiedy do poważnych błędów w polityce socjalnej, jak to się np. dzieje w zwalczaniu prostytucji. Społecznicy zajmujący się tym zagadnieniem wyobrażają sobie, że środkiem do resocjalizacji prostytutek jest zapewnienie im spokojnej, regularnej, pracy. Tymczasem rozwiązanie problemu zależy od dynamizmu charakteru. Tylko prostytutki uprawiają swój proceder z braku środków utrzymania, a więc statyczki można „nawrócić” dając im zatrudnienie. Są jednak równie wykolejone endodynamiczki, które uprawiają prostytucję szukając w niej drogi do kariery, oraz wykolejone egzodynamiczki, które prostytucja pociąga ze względu na awanturniczy tryb życia. Jednym i drugim normalna, cicha praca nie stwarza sytuacji dopasowanej do ich charakterów, to też w odniesieniu do nich takie rozwiązanie chybia celu. Endodynamiczkom trzeba zapewnić zajęcie, w którym mogłyby rządzić, a egzodynamiczkom zajęcie bardzo urozmaicone, np. w jakiejś dziedzinie sztuki.

Bernard Shaw powiedział ironicznie, że do zasad moralności nie stosują się najwyższe i najniższe warstwy społeczeństwa. To twierdzenie jest słuszne o tyle, że skrajni endodynamicy dążąc bez skrupułów do kariery przeważnie osiągają cel i zajmują miejsce w górnej warstwie społeczeństwa, natomiast skrajni egzodynamicy w dążeniu do awanturniczego życia przeważnie wykolejają się spadając do warstwy włóczęgów i lumpów. Nie przeszkadza to jednak, że w najwyższych i najniższych warstwach społeczeństwa znajdują się również statycy przestrzegający zasad moralności, jak również że w średnich warstwach społeczeństwa są skrajni endodynamicy i egzodynamicy, którzy tych zasad nie uznają.

Zakres moralności nie zawsze pokrywa się z zakresem prawa. Gdy zakres moralności jest szerszy — społeczeństwo odczuwa pewne przepisy prawa jako ucisk. Gdy zakres moralności jest węższy, społeczeństwo uważa prawo za zbyt tolerancyjne i narzeka na anarchię.

Po obu wojnach światowych zauważono w różnych krajach objawy rozwydrzenia młodzieży określanej u nas nazwą „bikiniarzy” (nazwa „bikiniarz” ma swoje odpowiedniki w innych krajach, jak np. „teddy boy” w Anglii, „beatnik” w USA, „Halbstarke” w Niemczech). Początkowo sądzono, że zjawisko to jest wynikiem demoralizacji wojennej, ale przeciw temu przemawiał fakt, że wystąpiło ono dopiero w parę lat po wojnie i to również w krajach, które nie brały udziału w wojnie, jak np. Szwecja. Jego istotną przyczyną jest to, że we wszystkich krajach, również w neutralnych wojna spowodowała zaostrzenie rygorów (braki materiałowe, mobilizacja psychiczna społeczeństwa do obrony w czasie zagrożenia itp. czyli zwężenie moralności społecznej w kierunku czystego statyzmu. Dzieci mające w czasie wojny 8 — 10 lat odczuły to jako przykre ograniczenie ich egzodynamizmów nie rozumiejąc jednak jego przyczyn, toteż mając 15 — 17 lat a więc w kilka lat po wojnie, zareagowały nasilonym akcentowaniem egzodynamizmu, atakując ład społeczny na pokaz bez widocznej przyczyny.

O ile zasady moralności nie wywołują żadnych rozterek u statyków (gdyż uznają oni zasady) ani u endodynamików i egzodynamików (gdyż nie uznają oni zasad(, to u endostatyków i egzostatyków sprawa nie jest tak oczywista. W zależności od zakresy moralności obowiązującej w danej społeczności mogą oni przeżywać rozterki między dynamizmem i statyzmem swojego charakteru i w rozterkach takiego rodzaju statyzm stanowi czynnik zwany potocznie „sumieniem”.

Zakończenie

Nowe idee cybernetyki czy choćby ujęcia starych idei, znajdują silny oddźwięk u ogółu intelektualistów, o czym świadczy żywiołowy rozwój i rozpowszechnianie się cybernetyki. Trzeba jednak stwierdzić, że zdarzają się również przypadki niechęci do cybernetyki ze strony niektórych przedstawicieli dziedzin specjalnych. Sądzą oni, ze ogólne traktowanie zjawiska tak charakterystyczne dla cybernetyki nie może dać nic nowego specjalistom zajmującym się szczegółowo zjawiskami z ich specjalności; W związku z tym słyszy się nieraz argument, że znane już zjawiska cybernetycy ponazywali tylko innymi nazwami! na przykład: zdaniem niektórych fizjologów cybernetycy nazwali „sprzężeniem zwrotnym” to. co w fizjologii jest od dawna znane pod nazwą „reaferencji”! Takie postawienie sprawy jest nieporozumieniem w terminologii cybernetycznej nie chodzi inne nazwy zjawisk lecz o wskazanie ogólności zjawisk! Nazywając reaferencję „sprzężeniem zwrotnym” cybernetyka wskazuje, że chodzi o zjawisko występujące nie tylko w fizjologii lecz we wszelkich procesach sterowniczych i wobec tego podlegające pewnym ogólnym prawom, dzięki czemu zdobycze naukowe jednej specjalności można wykorzystywać w innych specjalnościach.

Bardzo możliwe, że i w stosunku do przedstawionej tu teorii będzie wysuwana argumentacja, że np. „tendencje” są znane w psychologii jako „uczucia”, „poziom” jako „inteligencja” itp. Moglibyśmy na to opowiedzieć, że w nazwie „tendencji” tkwi wskazanie na interes organizmów (a nawet wszelkich struktur samodzielnych) a w nazwie „poziom” wskazanie na ilościowe ujmowanie właściwości mogących występować nawet w automatach. Podobnie nazwa „korelacja” może dotyczyć zarówno mózgu ludzkiego jak i najprostszego regulatora technicznego.

Niemniej, gdyby sprawa sprowadzała się tylko do uogólnień znanych skądinąd pojęć, to może nie warto byłoby wprowadzać tylu nowych nazw, jakie czytelnik spotkał w niniejszej książce, a może nawet w ogolę napisać tej książki.

W istocie jednak chodzi o znacznie więcej. Celem naszym było pokazanie, że wśród wielkiej różnorodności przejawów charakteru można wyodrębnić czynniki główne, że te przejawy są wynikiem zjawisk prostych i dających się co do zasady odtwarzać środkami technicznymi, że charakter można ujmować za pomocą parametrów traktowanych jako wielkości fizyczne, a więc ze znaczną ścisłością, że charakter ulega zmianom prawidłowym i dającym się przewidywać, że zachowanie się w danych warunkach jest jednoznacznie umotywowane i zdeterminowane stanem struktury, i wreszcie że możliwa jest obiektywna ocena charakteru bez zamącenia tej oceny względami moralistycznymi.

Jest dość prawdopodobne, że określanie charakteru kilkoma zaledwie parametrami wyda się komuś niedokładne, nie ujmujące wszystkich przejawów charakteru. Byłby to pogląd niewątpliwie słuszny. Jednakże trzeba mieć zawsze na uwadze, że nauka nie określa i nigdy nie zdoła określić wszystkiego: nauka tylko zmniejsza niedokładność naszego poznawania rzeczywistości. Nie oznacza to jednak wcale bezradności nauki, jak skłonni są mawiać ludzie szukający wypełnienia braków wiedzy w religijnym objawieniu. Dokładność, z jaką nauka potrafi już obecnie określać rzeczywistość, jest często aż nadto wystarczająca dla wielu naszych potrzeb. Określając dokładniej profil koła wagonowego łatwo jest stwierdzić, ze jest on krzywą obfitującą w nieregularne wklęsłości i wypukłości, a przecież inżynier projektujący koła wagonowe traktuje ich profil jako idealnie regularny okrąg koła geometrycznego, bo okazuje się to w zupełności wystarczające do tego, żebyśmy mogli jeździć koleją. Dzieje się tak dzięki stwierdzeniu, ze kołowość koła wagonowego jest parametrem głównym czyli o wiele ważniejszym dla potrzeb praktycznych niż odchylenia od idealnej kołowości. Podobnie przypisujemy naszej planecie kształt kulisty i jest to określanie niedokładne ale do wielu celów zupełnie wystarczające, w rasie potrzeby większej dokładności mówimy, że Ziemia jest elipsoidom. Gdy i to nie wystarcza, wówczas bierzemy pod uwagę, że Ziemia jest elipsoidem spłaszczonym, zwiększając coraz bardziej dokładność określania kształtu ziemi moglibyśmy dojść do tak dokładnego opisu, ze uwzględniałby on nawet poszczególne ziarnka piasku na plaży w Nicei. Nie dążymy do tego jednak, ponieważ wymagałoby to ogromnego trudu, który w wyniku dałby nam opis ziemi potwornie skomplikowany bez żadnych praktycznych korzyści. Wadą prostoty jest zubożenie informacji, zaletą zaś ze prostota jest wygodna. Dążąc do prostoty musimy ograniczyć ilość informacji, rezygnując z informacji najmniej użytecznych. Z dwóch następujących informacji: „Ziemia jest kulista” oraz na płazy nicejskiej jest nieparzysta ilość ziaren piasku, zrezygnujemy raczej z drugiej informacji pomimo jej dokładności, a zadowolimy się pierwszą, gdyż- jakkolwiek niezbyt dokładna — jest ona o wiele bardziej istotna dla opisu Ziemi, a więc bardziej użyteczna.

Podobną rolę odgrywa opisywanie charakteru za pomocą jego głównych parametrów. Być może, okaże się dostatecznie użyteczne wyodrębnienie innych jeszcze, bardziej szczegółowych parametrów, ale idąc po tej drodze doszlibyśmy wcześniej czy później do stanu w którym doszukiwanie się jeszcze drobniejszych szczegółów stałoby się praktycznie nie opłacalne. We wszystkich dziedzinach nauk, wolno i trzeba wprowadzać uproszczenia, pod warunkiem, że odróżnia się przy tym sprawy istotne od mniej istotnych.

Pragnęlibyśmy też zapobiec następującemu nieporozumieniu: Użyteczność przedstawionej teorii widzimy w tym, że czytelnik ma jej podstawie będzie mógł lepiej zrozumieć siebie samego, otaczających go ludzi, a przez to udoskonalić swoje postępowanie. Któryś z czytelników mógłby na to odpowiedzieć, ze stanowiąc- zgodnie z tą teorią — strukturę zdeterminowaną nie będzie mógł inaczej postępować, niż to wyniknie z wymagań determinizmu. Ten najzupełniej słuszny pogląd nie stoi jednak w żadnej sprzeczności ze sformułowanym powyżej celem. Sam fakt przeczytania tej książki wprowadził zmiany w korelatorze czytelnika sprawiając, że czytelnik będzie wprawdzie nadał zdeterminowany ale przez zmienione już czynniki. I nie oznacza to bynajmniej, że czytelnik uzna za słuszne wszystko, co tu przeczytał. Zależy to m.in. od poprzedniego stanu jego korelatora i działania jego homeostatu. Pewną rolę odegra w tym także sprawdzalność tej teorii w praktyce, toteż sądząc na podstawie doświadczeń osób, które miały sposobność zapoznać się z nią przed ukazaniem się wydania książkowego, pozwalamy sobie prorokować, że czytelnik nie zdoła się już uwolnić od chęci oceniania rozmaitych osób ze swego otoczenia przynajmniej pod względem dynamizmu ich charakteru.

Być może, znajdą się. też czytelnicy, którym nasze ujęcie człowieka wyda się zimne i „bezduszne” wskutek traktowania go na jednej płaszczyźnie, ze zwierzętami, roślinami i maszynami, nawet w zakresie, który człowiek przywykł przypisywać tylko sobie, a mianowicie w zakresie tzw., potocznie zwanego „życia duchowego”. Jeżeli jednak ci czytelnicy zastanowią się głębiej na tym, co tu napisaliśmy, to nie będą się mogli oprzeć wzruszeniu na myśl, jak wiele może struktura dysponująca mocą wynoszącą zaledwie około setki kilokalorii na godzinę i sterująca się za pomocą kilkunastu miliardów elementów korelacyjnych rozmieszczonych w organie ważącym niewiele ponad kilogram, struktura zwana człowiekiem. I zamiast zajmować się metafizycznymi mirażami „życia pozagrobowego” okażą więcej dbałości o swoje i cudze życie rzeczywiste.

Na zakończenie pragniemy wyrazić życzenie, żeby praca niniejsza choć w małej części przyczyniła się do spełnienia się wypowiedzianych krótko przed śmiercią słów Franklina D. Roosevelta: dzisiaj, by cywilizacja przeżyła, musimy wszyscy studiować wiedzę o wzajemnych stosunkach ludzkich, o zdolności ludów do współżycia i współdziałania w nowym świecie.

Na tym kończy się maszynopis odnaleziony przez Zbyszka Zaniewskiego.
Zeskanował i odcyfrował: Maciej Węgrzyn
Poprawił: Krzysztof Kawalec
Źródło: https://socjocybernetyka.wordpress.com/2012/09/05/marian-mazur-zachowanie/

Kilka fragmentów z książki „Siła czy Moc”   Davida R. Hawkinsa plus przetłumaczony wykres ze strony http://files.meetup.com/8617712/DavidHawkins-PowerVsForce.pdf

Słowo wstępne
WYOBRAŹ SOBIE – CO BY BYŁO gdybyś miał dostęp do prostych odpowiedzi tak—lub-nie na każde pytanie które
chciałbyś zadać? Uderzająco prawdziwe odpowiedzi Na każde pytanie. Zastanów się nad tym.
Najprostsze przykłady jakie się nasuwają, to: „Jane spotyka się z kimś innym”. (T/N?) „Johnny mówi prawdę o szkole” (T/N?) A to tylko wstęp do kolejnych: „To bezpieczna inwestycja”. (T/N?), lub „Ta kariera jest warta moich starań” (T/N?) Co by było, gdyby każdy miał taki dostęp?
Zdumiewające wnioski same się nasuwają. Pomyśl raz jeszcze. Co by się stało z naszym ociężałym, częstokroć wadliwym systemem sądowniczym, gdyby istniała jasna, potwierdzalna odpowiedź w sprawie
„John Doe jest winny zarzucanego mu czynu” (T/N?) Co by się stało z polityką jaką znamy, gdyby każdy z nas mógł zadać pytanie, „Kandydat X uczciwie zamierza spełnić swoje przedwyborcze obietnice” (T/N?) — i wszyscy otrzymalibyśmy taką samą odpowiedź? A co by się stało z reklamą? Zaczynasz rozumieć. Ale ta myśl natychmiast zaczyna sięgać dalej. Co dzieje się z nacjonalizmem („Państwo X naprawdę dąży do obalenia
demokracji”)? Z rządem („Ta ustawa faktycznie broni praw obywateli.”)Co się dzieje z „Czek już został wysłany”?Gdyby, jak zostało powiedziane, człowiek nauczył się kłamać godzinę po tym, jak nauczył się mówić, wówczas zjawisko, o którym mówimy, byłoby źródłem najbardziej fundamentalnych przemian w ludzkiej wiedzy od zarania dziejów; przeobrażenia jakie by spowodowało – w dziedzinach od komunikacji po etykę, we wszystkich naszych potocznych koncepcjach, w każdym szczególe codziennej egzystencji – byłyby tak doniosłe, że z trudnością przychodzi samo wyobrażenie sobie życia w nadchodzącej erze prawdy. Świat, jaki znamy, zostałby nieodwołalnie, do głębi zmieniony.

Kinezjologią: nauka o mięśniach i ich poruszaniu, zwłaszcza w zastosowaniu do warunkowania fizycznego [gr. kinesis – ruch kinein – poruszać się) i logos – uczyć się].

Badania nad kinezjologią po raz pierwszy zwróciły uwagę naukowców w drugiej połowie ubiegłego wieku dzięki pracy dr. Georga Goodhearta. Zapoczątkował on specjalność, którą nazwał „Kinezjologią stosowaną”, po tym, jak odkrył, że dobroczynne bodźce fizyczne — na przykład korzystne suplementy odżywcze — zwiększały siłę pewnych
sprawiały, że mięśnie te nagle słabły. Na tej podstawie powstał wniosek, że na poziomie znacznie poniżej pojęciowej świadomości ciało „wiedziało” i było w stanie zasygnalizować to w teście mięśniowym, co było dla niego dobre, a co złe. Klasyczny przykład, cytowany później w pracy, polegał na zaobserwowanym powszechnie osłabieniu mięśni wskaźnikowych wskutek obecności sztucznego słodzika; te same zaś mięśnie ulegały wzmocnieniu w obecności zdrowych i naturalnych suplementów.
W późnych latach 70-tych dr John Diamond udoskonalił tę specjalność, tworząc nową dyscyplinę, którą nazwał „Kinezjologią behawioralną” Zaskakujące odkrycie dr Diamonda polegało na zaobserwowaniu wzmocnienia lub osłabienia mięśni wskaźnikowych na skutek obecności pozytywnych łub negatywnych bodźców fizycznych oraz emocjonalnych i intelektualnych.2 Uśmiech zatem sprawi, że test da efekt wzmocnienia (mięśnia — przyp.), zaś słowa „nienawidzę cię” osłabią go. Zanim przejdziemy dalej, wyjaśnijmy szczegółowo, jak się „testuje”, zwłaszcza, że czytelnicy z pewnością zechcą sami tego spróbować.

Oto zarys zaczerpnięty z książki dr. Diamonda z 1979 roku, Your Body Doesn’t Lie, przedstawiający procedurę zaadaptowaną przez niego z klasycznego opisu H. O- Kendalła w Muscles: Testing and Function (Baltimore: Williams & Wilkins, wydanie drugie, 1971).

Potrzeba dwojga ludzi aby wykonać test kinezjologiczny. Wybierz do tego przyjaciela lub członka rodziny. Będziemy jego lub ją nazywać badanym.
1. Niech badany stanie w pozycji wyprostowanej, z prawym ramieniem swobodnie opuszczonym, a lewym wyciągniętym równolegle do podłogi, z wyprostowanym łokciem. (Można również zamienić ramiona).
2. Stań zwrócony twarzą do badanego i umieść swoją lewą dłoń na jego prawym ramieniu, aby je przytrzymać. Następnie połóż prawą dłoń na wyprostowanym lewym ramieniu badanego, tuż powyżej nadgarstka.
3. Powiedz badanemu, aby napiął mięśnie, gdy będziesz usiłował popchnąć jego ramię w dół.
4. Teraz popchnij szybko do dołu jego ramię, stanowczo i równo. Chodzi o to, aby pociągnąć tylko na tyle, by sprawdzić sprężystość i odbicie w ramieniu, nie za mocno, żeby nie przeciążyć mięśni. Nie chodzi tu o to, kto będzie silniejszy, ale czy mięśnie potrafią utrzymać staw ramienny, chroniąc rękę przed opadnięciem.
Zakładając, że nie występuje żaden problem fizyczny z mięśniem, a badany j est w normalnym, zrelaksowanym stanie umysłu, niepodle- gający zewnętrznym bodźcom (z tego powodu jest ważne, aby testujący się nie śmiał, ani w żaden inny sposób nie oddziaływał na badanego), mięsień „da silny wynik” — ramię pozostanie w pozycji wyjściowej. Jeżeli powtórzy się test przy zastosowaniu negatywnego bodźca (na przykład sztucznego słodzika), „pomimo, że pociągasz z tą samą mocą, co poprzednio, mięsień nie będzie w stanie się oprzeć naciskowi i ramię badanego opadnie w dół”.

Uderzającym aspektem badań Diamonda była jednolitość reakcji wśród jego badanych. Wyniki Diamonda były przewidywalne, powtarzalne i uniwersalne. Działo się tak nawet wtedy, gdy nie istniało żadne racjonalne połączenie pomiędzy bodźcem a reakcją. Z zupełnie nieokreślonych powodów pewne abstrakcyjne symbole okazały się wywoływać u badanych słaby wynik, inne zaś wręcz odwrotnie. Niektóre rezultaty wprawiały w zakłopotanie: pewne obrazy niezawierające jawnie pozytywnych czy negatywnych treści dawały u wszystkich badanych słaby wynik, podczas gdy inne, „neutralne” dawały u wszystkich silny wynik. Jeszcze inne wyniki skłaniały do refleksji: podczas gdy praktycznie cały dorobek muzyki klasycznej i większość muzyki pop (włącznie z klasycznym rockiem i rock and roiłem) powszechnie wywoływały silną reakcję, „hard rock” czy „metal” które po raz pierwszy zyskały popularność w późnych latach 70-tych, dawały ogólnie słaby wynik.
Było jeszcze jedno zjawisko, które Diamond dostrzegł po drodze, chociaż nie poświęcił płynącym z niego niecodziennym implikacjom głębsze} analizy. Badani słuchający nagrań ze znanymi oszustwami – Lyndon Johnson dopuszczający się oszustwa w Zatoce Tonkińskiej, Edward Kennedy grający na zwłokę w incydencie Chappaąuiddick — powszechnie wypadali słabo. Gdy zaś słuchali nagrań z prawdziwymi — w oczywisty sposób – wypowiedziami, wszyscy bez wyjątku osiągali silny wynik.5 Było to punktem wyjścia dla pracy autora tej książki, dobrze znanego psychiatry i lekarza, Davida R. Hawkinsa. W1975 dr Hawkins rozpoczął badania nad kinezjologiczną reakcją na prawdę i kłamstwo.
Zostało ustalone, że badani nie musieli być świadomie zaznajomieni z testowaną substancją (czy zagadnieniem). W badaniu metodą podwójnie ślepej próby oraz podczas pokazów grupowych angażujących całą salę wykładową odbiorców – badani jednolicie osiągali słaby wynik w reakcji na nieoznaczone koperty zawierające sztuczny słodzik, a silny w przypadku identycznych kopert z placebo. Taka sama nieświadoma odpowiedź miała miejsce podczas testowania wartości intelektualnych.

To, co tutaj zadziałało, wydaje się być formą zbiorowej świadomości – Ducha świata (Spiritus mimdi) — lub, jak nazywa to Hawkins wzorując się na Jungu, „bazą danych świadomości” Zjawisko, jakie powszechnie jest dostrzegane wśród zbiorowości innych zwierząt społecznych – na mocy którego ryby pływające na jednym krańcu ławicy błyskawicznie zawrócą, gdy pozostałe z nich, pół kilometra dalej, umykają przed drapieżnikiem – w jakiś podświadomy sposób odnosi się także do naszego gatunku. Dysponujemy bowiem zbyt wieloma udokumentowanymi przykładami jednostek mających bezpośrednią styczność z informacją uzyskaną osobiście od nieznanych, oddalonych osób, żeby zaprzeczyć, że istnieją formy posiadanej wspólnie wiedzy, inne, niż te uzyskane przez racjonalną świadomość. Lub, mówiąc prościej, ta sama iskra wewnętrznej subracjonalnej mądrości która potrafi rozróżnić to, co zdrowe od niezdrowego, może także rozróżnić prawdę od fałszu.
Jednym wysoce sugestywnym elementem tego zjawiska jest binarny charakter odpowiedzi. Hawkins przekonał się, że pytania muszą być tak sformułowane, żeby można było udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi tak lub nie, jak w przypadku synapsy nerwowej (która jest otwarta lub zamknięta) lub podstawowych komórkowych form. „wiedzy”; czy jak w kwestii wielu innych rzeczy, o których mówią nam wiodący fizycy; jest to właśnie podstawowa cecha uniwersalnej energii. Czy ludzki mózg jest na pewnym pierwotnym poziomie cudownym komputerem, połączonym z uniwersalnym polem energii, który wie znacznie więcej, niż wie, że wie?
Mniejsza o to. W miarę jak badania dr. Hawkinsa posuwały się naprzód, jego najbardziej płodnym odkryciem był sposób kalibracji skali relatywnej prawdy, dzięki której stanowiska intelektualne, wypowiedzi, czy ideologie mogły zostać sklasyfikowane na skali od jednego do tysiąca. Można by zapytać, „Ta pozycja (książka, filozofia, nauczy¬ciel) kalibruje się na 200 (T/N?): na 250 (T/N?)” i tak dalej, aż punkt wspólnej słabej reakcji wyznaczy kalibrację. Doniosłym następstwem tych kalibracji był fakt, że po raz pierwszy w historii ludzkości wiarygodność danego światopoglądu mogła być oceniana> będąc wrodzonym atrybutem każdego podmiotu (czyli badanego – przyp.).

Przez 20 lat wykonywania podobnych kalibracji, Hawkins był w stanie przeanalizować pełne spektrum poziomów ludzkiej świadomości, rozwijając fascynującą mapę geografii doświadczeń człowieka. Ta „anatomia świadomości” oddaje kształt całej ludzkiej kondycji, pozwalając na wykonanie obszernej analizy emocjonalnego i duchowego rozwoju jednostek, społeczeństw i rasy ludzkiej w ogóle. Tak głęboka i dalekosiężna wizja daje nam nie tylko nowe zrozumienie ludzkiej podróży we wszechświecie, ale też pokazuje nam miejsce, w którym my sami i nasi bliźni znajdujemy się na drabinie duchowego oświecenia, oraz odnośnie naszej własnej, osobistej podróży do stania się tym, kim moglibyśmy się stać.
W tym tomie dr Hawkins wręcza nam owoce dziesięcioleci badań oraz wgląd w poruszające objawienie odnalezione w przełomowych odkryciach zaawansowanej fizyki cząstek i dynamiki nieliniowej. Pierwszy raz w naszych zachodnich zapisach dokonań intelektualnych demonstruje on, że „mędrca szkiełko i oko” potwierdza to, co mistycy i święci od niepamiętnych czasów mówili o jaźni, Bogu i samej naturze rzeczywistości. Ta wizja istnienia, istoty i boskości przedstawia taki obraz relacji człowieka do wszechświata, który jest wyjątkowy w swej zdolności zaspokojenia zarówno duszy, jak i rozumu. Odnajdujemy tu bogate intelektualnie i duchowo żniwa: wiele możesz zebrać i jeszcze więcej sobie ofiarować.
Przewróć stronę. Przyszłość zaczyna się teraz.

E. Whalen, Wydawca Bard Press Arizona, 1995

0mega mapa - stożek

Wstęp

Wszystkie ludzkie dążenia od zawsze miały jeden wspólny cel, była nim potrzeba zrozumienia naszego
życia, czy też chęć oddziaływania na nie. Aby to osiągnąć, człowiek rozwinął liczne dziedziny wiedzy, opisowe i analityczne: Moralność, Filozofię, Psychologię, etc. Aby móc przewidywać dalsze tendencje ludzkich działań, każdego dnia inwestowane są zdumiewające ilości czasu i pieniędzy w pozyskiwanie nowych danych i ich analizę. Tym gorączkowym poszukiwaniom przyświeca wewnętrzne przekonanie 0 istnieniu jakiejś ostatecznej „Odpowiedzi”, w odnalezienie której wszyscy odwiecznie wierzymy. Ma ona nam umożliwić rozwiązanie
problemów ekonomii, przestępczości, zdrowia, czy polityki. Jednakże, jak do tej pory, ponieśliśmy klęskę na tym polu.
Problem nie polega na tym, że nie posiadamy dostatecznej ilości danych; jesteśmy przez nie dosłownie zasypywani. Przeszkodą jest natomiast brak odpowiednich narzędzi do zrozumienia ich znaczenia. Do tej pory nie potrafiliśmy zadać odpowiednich pytań, ponieważ nie byliśmy w posiadaniu adekwatnych mierników ich istotności
i stosowności.
Od zarania dziejów ludzki dylemat polegał na tym, że człowiek mylnie uznawał swoje wytwory umysłowe za rzeczywistość. Jednak istnienie takich fałszywych założeń jest tylko wynikiem przyjęcia arbitralnej perspektywy poznawczej. Nieadekwatność odpowiedzi, które otrzymujemy, jest bezpośrednim skutkiem ukrytych ograniczeń, zawartych w światopoglądzie pytającego. Nawet niewielkie błędy w formułowaniu pytań skutkują poważnymi błędami w otrzymywanych odpowiedziach.
Jednak zrozumienie to nie tylko analiza danych, lecz ich analiza w określonym kontekście. Informacja jest bezużyteczną, jeśli nie wiemy co oznacza. Aby zrozumieć znaczenie, nie tylko musimy zadać właściwe pytanie, ale też potrzebujemy odpowiednich narzędzi, które umożliwią nam sensowny pomiar danych w procesie ich sortowania i opisu.
Pomimo wielu prób dogłębnego zrozumienia ludzkiego zachowania, w większości przypadków nie jest możliwe jego rozszyfrowanie. Systemy, jakie rozwinęliśmy, aby osiągnąć zrozumienie, mogą się wydawać rozległe i doniosłe, jednak każdy z nich w efekcie zawiódł nas w ślepą uliczkę z powodu ograniczeń zawartych w jego założeniach początkowych. W miarę zgłębiania natury problemów człowieka staje się jasne, że nigdy nie istniała niezawodna eksperymentalna miara, dzięki której moglibyśmy dokonywać pomiaru i interpretacji motywacji człowieka oraz jego doświadczeń na przestrzeni historii.
Filozofia i wszystkie jej dziedziny starają się pojąć ludzkie doświadczenie poprzez tworzenie abstrakcji oraz zakładanie ich zgodności z jakąś ostateczną rzeczywistością. Wszystkie systemy polityczne opierają się na założeniach o względnych ludzkich wartościach, którym brak jakichkolwiek faktycznych podstaw, możliwych do zademonstrowania. Wszystkie systemy moralności rozpuszczają się w arbitralnych próbach zredukowania ogromnej złożoności ludzkiego zachowania do uproszczonych kategorii dobra i zła. Psychoanaliza, odsłaniając nieświadomy umysł, pogorszyła ten nieład, zapoczątkowując konsternujący szereg metod leczenia oraz podejścia psychologiczne uzyskane z najróżniejszych punktów widzenia. Ten trwający bełkot ludzkich prób zrozumienia siebie ostatecznie daje semantyczne grzęzawisko, w którym cokolwiek, co się powie, może być w jakimś stopniu prawdziwe. Z powodu niepewności odnośnie dokładnej natury przy-czynowości, nawet gdy uzyskuje się mierzalne wyniki, łatwo zostają one przypisane do nienaturalnych przyczyn.
Na zgubne błędy wszystkich systemów myślowych od zawsze składały się:

(1) niepowodzenia w odróżnianiu subiektywności od obiektywności,

(2) lekceważenie ograniczeń kontekstowych obecnych w terminologii planu badawczego,

(3) ignorowanie samej natury świadomości oraz

(4) niezrozumienie natury przyczynowości.

Konsekwencje tych uchybień staną się oczywiste, gdy przystąpimy do zbadania głównych obszarów ludzkiego doświadczenia, z wykorzystaniem nowych narzędzi i nowej perspektywy’.
Społeczeństwo nieustannie poświęca czas na naprawianie skutków zamiast przyczyn, co mocno spowalnia rozwój ludzkiej świadomości. Istoty ludzkie znajdują się zaledwie na pierwszym szczeblu drabiny ewolucji. Nie udało nam się nawet rozwiązać tak prymitywnego problemu, jakim jest głód na świecie. W rzeczy samej, najbar-dziej doniosłe osiągnięcia ludzkości dokonały się prawie na ślepo, metodą prób i błędów. Podczas gdy ten przypadkowy ciąg poszukiwań zamiast prawdy przyniósł labirynt zawiłości, prawdziwe odpowiedzi zawsze niosą ze sobą oznakę prostoty. Podstawowym prawem świata jest zasada ekonomii. We wszechświecie nie ma nawet jednego nadprogramowego kwarka, wszystko jest powiązane jednym celem i samoreguluje się, odnajdując równowagę – nie ma tu żadnych zbędnych zdarzeń.
Człowiek tak długo będzie uwięziony przez brak wiedzy o sobie samym, aż nie nauczy się sięgać wzrokiem poza pozorne przyczyny, których istnienie przyjmuje. Doświadczenie pokazało, że odpowiedzi nigdy nie biorą się ze wskazania „przyczyn” w świecie. Istotne jest natomiast zidentyfikowanie warunków, będących podstawą rzekomych przyczyn, a warunki te, jak się okazuje, istnieją jedynie w ludzkiej świadomości. Niemożliwe jest znalezienie rozstrzygającej odpowiedzi poprzez wyizolowanie jakiejś sekwencji zdarzeń ze świata i przypisywanie im pojęcia „przyczynowości”. W obserwowanym przez nas świecie nie ma przyczyn. Jak wykażemy, świat obserwowany jest światem efektów.
Jaka jest prognoza dla człowieka? Czy społeczeństwo, z racji swych własnych chaotycznych podsystemów uciekania przed niszczycielską siłą, jest wewnętrznie skazane na niepowodzenie? Ta perspektywa leży u podstaw ogólnej społecznej obawy przed przyszłością. Międzynarodowe sondaże wskazują na wysoki poziom niezadowolenia na całym świecie, nawet w najbardziej rozwiniętych krajach. Podczas gdy większość poddaje się pesymistycznej perspektywie i modli się za lepsze życie „w zaświatach” tych kilku wizjonerów, którzy przewidują utopijną przyszłość, jest niezdolnych do wskazania niezbędnych środków, aby do niej doszło. Społeczeństwo potrzebuje wizjonerów środków, a nie marzycieli o celach. Gdy mamy środki, cele odsłaniają się same.
Problem z odnalezieniem skutecznych środków sprowadza się do naszej niezdolności odróżnienia rzeczy istotnych od nieistotnych. Do tej pory nie istniała żadna metoda pozwalająca odróżnić efektywne rozwiązania od tych nieprzydatnych. Nasze środki badawcze okazują się być ze swej natury niewystarczające do realistycznej oceny zachodzących zjawisk.
Społeczne wybory częściej, niż się przypuszcza, są wynikiem oportunizmu/ błędów statystycznych, sentymentów, presji mediów lub świata polityki, albo też osobistych uprzedzeń i działania dla własnych korzyści. Kluczowe decyzje, dotyczące wszystkich ludzi na ziemi, są podejmowane w warunkach, które praktycznie od razu gwarantują porażkę. Ponieważ społeczeństwa nie posiadają właściwego podłoża dla stworzenia skutecznych rozwiązań problemów, starają się ratować poprzez ucieczkę do siły (rozumianej jako wojna, prawo, podatki, zasady i przepisy), co jest niezmiernie kosztowne, zamiast zastosować moc, co pozwoliłoby zaoszczędzić wszystkim czas i energię.
Rozum i uczucia, dwa podstawowe ludzkie zmysły kierujące naszym działaniem, są jednakowo zawodne, o czym świadczy historia, obfitująca w przykłady podejmowania ryzykownych prób przetrwania, tak przez jednostki, jak zbiorowości. Pomimo rozsądku, jaki przy-pisuje swoim działaniom, człowiek z reguły funkcjonuje w oderwaniu od wzorców rozpoznania. Logiczny dobór i aranżacja informacji służą mu głównie do utworzenia pewnego systemu rozpoznawania wzorców, który następnie zostaje uznany za „prawdę”. Jednakże nic nigdy nie jest „prawdziwe” poza pewnymi okolicznościami, i tylko ze szczególnego punktu widzenia.
Na skutek tego, myślący człowiek dedukuje, że wszystkie jego problemy biorą się z trudności w „wiedzeniu”. W rezultacie człowiek tworzy epistemologię, dziedzinę filozofii zajmującą się szukaniem odpowiedzi na pytanie czy – i do jakiego stopnia – możliwe jest pozna-nie czegokolwiek. Powstały w ten sposób dyskurs filozoficzny staje się albo przeintelektualizowany, albo prowadzący donikąd, i jedynie pytania leżące u jego źródła są odwieczną ludzką bolączką. Niezależnie od tego gdzie zaczyna się nasze poszukiwanie wiedzy, zawsze docieramy do zjawiska uważności i natury ludzkiej świadomości I w końcu zaczynamy sobie zdawać sprawę, że jakikolwiek postęp w kondycji ludzkiej wymaga wiarygodnej podstawy poznania, której będziemy mogli zawierzyć.
Brak wiedzy o naturze samej świadomości jest więc główną przeszkodą na drodze ludzkiego rozwoju. Jeśli przyjrzymy się zadziwiająco szybkim procesom zachodzącym w mózgu, zauważymy, że umysł działa szybciej, niż nadąża za tym nasza świadomość. Tutaj staje się oczywiste doniosłe odkrycie, że jakiekolwiek opieranie naszych działań na przemyślanych decyzjach jest iluzją. Podejmowanie decyzji jest funkcją naszej świadomości. Umysł dokonuje wyborów z niewyobrażalną prędkością, opierając się na milionach danych oraz ich wzajemnych korelacjach i projekcjach, w procesie dalekim od świadomego pojmowania. Jest to globalna funkcja, zdominowana przez wzorce energetyczne, określane w nowej nauce dynamiki nieliniowej jako atraktory.
Świadomość automatycznie wybiera sobie to, co będzie upatrywać za najlepsze, bo to jest jej jedyną funkcją, do jakiej jest zdolna.
Względna waga i wartość, przypisane określonym danym, są zdeterminowane przez główny wzorzec atraktorowy, funkcjonujący w pojedynczym umyśle lub w grupie umysłów. Schematy te mogą być rozpoznawane, opisywane i klasyfikowane, a z powyższej wiedzy wyłania się zupełnie nowe rozumienie ludzkiego zachowania, historii oraz przeznaczenia ludzkości.
Ta książka, będąca wynikiem dwudziestu lat wzmożonych badań, wymagających wykonania milionów kalibracji, jest w stanie udostępnić ten rodzaj zrozumienia dla każdego. Przestaje zaskakiwać fakt, że to objawienie pochodzi z fortunnego połączenia pomiędzy fizjologią świadomości, działaniem ludzkiego układu nerwowego i fizyką wszechświata, gdy przypomnimy sobie, że jesteśmy w końcu częścią wszechświata, w którym wszystko jest ze sobą połączone. Wszystkie jego tajemnice są zatem, teoretycznie, co najmniej dostępne dla nas, o ile wiemy gdzie i jak szukać.
Czy człowiek potrafi się podnieść dzięki swoim „programom ładującym”? Dlaczego nie? Jedyne, co musi zrobić, to zwiększyć swoją wytrzymałość psychiczną, a bez wysiłku wzniesie się na wyższy poziom. Siła nie jest w stanie tego osiągnąć; moc nie tylko potrafi, ale też stale tego dokonuje.
Człowiekowi wydaje się, że żyje dzięki siłom, które kontroluje, ale w rzeczywistości to nim rządzi moc płynąca z nieujawnionych źródeł, moc, nad którą nie ma on kontroli. Moc nie wymaga wysiłku, dlatego przychodzi niezauważona i niepodejrzewana. Siła jest doświadczana drogą zmysłową; moc może być rozpoznana jedynie poprzez wewnętrzną uważność. Człowiek jest unieruchomiony w swoich dzisiejszych warunkach na skutek swojego sojuszu z potężnymi atraktorowymi wzorcami energii, które sam, nieświadomie, wprawia w ruch. Raz za razem zostaje on zawieszony w tym stanie ewolucji, a jednocześnie powściągany przez energie siły i aktywowany przez energie mocy.
Jednostka jest jak spławik w morzu świadomości – nie wie, gdzie jest, skąd się wzięła, dokąd zmierza, ani dlaczego. Człowiek błądzi w przestrzeni swoich nieskończonych dylematów, zadając te same pytania stulecie po stuleciu, co i tak zawodzi go przy próbach dokonania kwantowego skoku świadomości. Jedną z oznak takiej nagłej ekspansji kontekstu i zrozumienia jest wewnętrzne doświadczenie ulgi, radości i zachwytu. Wszyscy, którzy tego doznali, czują, że świat podarował im cenny dar. Fakty są gromadzone w trudzie, natomiast prawda odsłania się bez wysiłku. Miejmy nadzieję, że dzięki tej książce czytelnik będzie w stanie pojąć, a następnie przygotować warunki dla takiego osobistego objawienia. Bo to jest naszą ostateczną przygodą.

*

Tradycyjna newtonowska koncepcja przyczynowości (patrz poniżej) wykluczyła wszystkie „niezdeterminowane” dane, ponieważ taka informacja nie pasowała do jej paradygmatu. Jednakże wraz z odkryciami Einsteina, Heisenberga, Bella, Bohra i innych wielkich naukowców nasz model wszechświata gwałtownie się rozszerzył. Zaawansowana fizyka teoretyczna pokazała, że wszystko we wszech-świecie w nieuchwytny sposób zależy od całej reszty.
Klasyczny newtonowski czterowymiarowy wszechświat jest często opisywany jako wielki mechanizm zegarowy z trzema wymiarami przestrzeni, w których manifestują się procesy liniowe w czasie. Gdy przyjrzymy się nawet prostemu mechanizmowi, zauważymy, że pewne przekładnie poruszają się wolno i ociężale, podczas gdy inne bardzo szybko, a maleńkie obciążniki wirują wokół, gdy inne mechanizmy huśtają się w przód i w tył. Umieszczenie nacisku na jednej z wielkich, poruszających się przekładni nie wywarłoby wpływu na mechanizm. Jednakże gdzieś istnieje delikatny mechanizm równowagi, w którym najmniejszy dotyk zatrzymuje całe urządzenie, jest to określane jako „punkt krytyczny”* gdzie najmniejsza siła wypracowuje największy skutek.

Przyczynowość
W obrębie obserwowalnego świata umownie przyjmuje się, że przyczynowość działa w następujący sposób:

ABC 1
Jest to nazywane deterministyczną sekwencją linearną – jak kule bilardowe, które po kolei uderzają w siebie. Ukryte przypuszczenie zakłada, że A wywołuje B wywołuje C.
Lecz nasze własne przypuszczenia wnoszą, że przyczynowość funkcjonuje w zupełnie inny sposób:

ABC 2

Widzimy na tym diagramie, że przyczyna (ABC), która jest nie-dostrzegalna, przynosi rezultat w postaci ciągu             A->B->C, który jest widocznym zjawiskiem w obrębie mierzalnego, trójwymiarowego świata. Typowe problemy, z którymi świat próbuje się zmierzyć, istnieją na obserwowalnym poziomie A->B->C. Jednak nasza praca ma na celu znaleźć wrodzony wzorzec atraktorowy, ABC, z którego powstaje A->B->C
ABC 3
Na tym prostym diagramie operatory przekraczają zarówno to, co dostrzegalne jak i to, co niedostrzegalne. Moglibyśmy je zobrazować jako tęczę, łączącą środowiska deterministyczne i niedeterministyczne.
(Istnienie operatorów może być wydedukowane poprzez zadanie pytania: „Co obejmuje zarówno możliwe jak i niemożliwe, znane i nieznane?” — to znaczy: co jest macierzą wszystkich możliwości?).
Ten opis funkcjonowania wszechświata pozostaje w zgodzie z teoriami fizyka Davida Bohma, który opisał holograficzny wszechświat zawierający niewidzialny, ukryty („zwinięty”) oraz jawny („rozwinięty”) porządek.15 Warto wspomnieć, że ten naukowy wgląd odpowiada wizji rzeczywistości doświadczanej w historii przez oświeconych mędrców, którzy rozwinęli swoją świadomość do stanu czystej uważności. Bohm postuluje istnienie źródła, które znajduje się zarówno poza światem jawnym jak i ukrytym, bardzo podobnego do stanu czystej uważności opisywanego przez mędrców.

*

Ponieważ wszystko w świecie jest ze sobą połączone, nie jest niczym zaskakującym, że jeden z głównych celów tych badań – odkrycie mapy pól energii świadomości — będzie powiązany ze wszystkimi innymi drogami dociekań (jednoczącymi różnorodność ludzkich doświadczeń i ich przejawy w obejmującym wszystko paradygmacie) i potwierdzony przez nie. Taki wgląd może ominąć sztuczną dychotomię na podmiot i przedmiot, przekraczając ograniczony pogląd, który stwarza iluzję dualności. To, co podmiotowe, jak i to, co przedmiotowe, są w rzeczywistości jednym i tym samym, t0 co może zostać przedstawione bez uciekania się do równań nieliniowych czy grafiki komputerowej.
Dzięki utożsamieniu podmiotowego z przedmiotowym jesteśmy wstanie przekroczyć ograniczenia koncepcji czasu, która z samej swojej definicji jest główną przeszkodą w zrozumieniu natury życia, szczególnie w jego przejawie pod postacią ludzkiego doświadczenia. Jeśli rzeczywiście podmiot i przedmiot są jednym i tym samym, możemy odnaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania, zaledwie przyglądając się samemu człowiekowi. Dzięki prostemu rejestrowaniu informacji możemy ujrzeć wielki, wyłaniający się obraz, w którym nie ma ograniczeń dla zasięgu dalszych dociekań.
Każdy z nas przez cały czas posiada komputer znacznie bardziej zaawansowany niż większość dostępnych maszyn o sztucznej inteligencji – sam ludzki umysł. Podstawową funkcją każdego urządzenia mierzącego jest po prostu sygnalizowanie wykrycia nawet drobnej zmiany. W eksperymentach opisanych w tej książce, reakcje płynące z ludzkiego ciała dostarczają takiego właśnie sygnału zmiany warunków. Jak zostanie pokazane, ciało potrafi w największym stopniu rozróżnić to, co wspiera życie, od tego, co jest mu przeciwne.
Nie jest to zaskakujące. W końcu żyjące istoty reagują pozytywnie na to, co podtrzymuje życie i negatywnie na jego przeciwieństwa. Jest to podstawowy mechanizm przetrwania. We wszystkich formach życia obecna jest zdolność wykrywania zmiany i reagowania odpowiednio. A zatem drzewa rosną mniejsze na wysokich poziomach, bo tlen w atmosferze się rozrzedza. Ludzka protoplazma jest znacznie bardziej wrażliwa niż protoplazma drzewa.
Metodologia, wywodząca się ze studiów nad dynamiką nieliniową, którą zastosowaliśmy w tej pracy do rozwinięcia map pól ludzkiej świadomości, jest znana jako badania atraktorowe. Zajmuje się identyfikowaniem stopni mocy pól energii z wykorzystaniem analizy punktu krytycznego. (Analiza punktu krytycznego jest techniką, biorącą się z faktu, że w każdym wysoce złożonym systemie jest pewien punkt krytyczny, w którym najmniejszy wkład przyniesie największą zmianę. Na przykład wielkie przekładnie młynu możesz wstrzymać dzięki lekkiemu dotknięciu właściwego mechanizmu, możliwe jest też zatrzymanie ruchu wielkiej lokomotywy jeżeli wiesz, gdzie dokładnie nacisnąć palcem).
Dynamika nieliniowa umożliwia rozpoznanie tych istotnych wzorców w złożonych sytuacjach, nawet jeśli są ukryte w braku spójności czy masie nieczytelnych danych. Odkrywa ona wagę tego, co świat odrzuca jako nieważne, wykorzystując całkowicie inne podejście i zupełnie inne metody rozwiązywania problemu niż te, do których przyzwyczajony jest świat.

*

Metoda testowania
Potrzeba dwóch osób. Jedna z nich pełni rolę badanego, trzymając wyprostowane ramię równolegle do podłogi. Następnie druga osoba, trzymając palce na nadgarstku badanego, pcha jego ramię w dół, mówiąc: „opór”. Wówczas badany opiera się doznawanemu pchnięciu w dół, nie pozwalając, aby ramię opadło. To wszystko, co jest konieczne, aby wykonać test.
Zdanie może zostać wypowiedziane przez każdą ze stron. W momencie gdy badany o nim myśli, siła jego wyprostowanego ramienia jest badana przez nacisk testującego. Jeżeli zdanie jest negatywne lub nieprawdziwe albo osiąga kalibrację poniżej 200 (patrz Mapa Świadomości, Rozdział III), badany mięsień „osłabnie” Gdy zaś odpowiedź brzmi „tak” lub osiąga kalibrację powyżej 200, będzie „silny” i nie opadnie.
Obrazując całą procedurę, można podczas testowania poprosić badanego o wyobrażenie sobie wizerunku Abrahama Lincolna, następnie, dla kontrastu, Adolfa Hitlera. Ten sam efekt można osiągnąć myśląc o kimś, kogo się kocha, w opozycji do kogoś, przed kim odczuwa się strach, nienawiść lub do kogo ma się żal.
Gdy skala numeryczna zostanie już raz ustalona (patrz niżej), można uzyskać kalibrację poprzez stwierdzenie: „ten przedmiot” (np. książka, organizacja, pobudki danej osoby, etc.) jest „powyżej 100″, następnie „powyżej 200″ i „powyżej 300″, do momentu aż uzyskamy negatywną odpowiedź. Kalibrację można wtedy sprecyzować: „jest powyżej 220? 225? 230?”, itd. Testujący i badany mogą zamieniać się rolami, a uzyskiwane wyniki będą wciąż takie same. Gdy ktoś już zapozna się z tą metodą, może ją wykorzystywać do oceny firm, filmów, osób, wydarzeń w historii lub dla oceny własnych problemów życiowych.
Jak czytelnik sam zauważy przebieg testu wykorzystuje test mięśniowy dla weryfikacji czy zdanie oznajmujące jest prawdziwe, czy fałszywe. W przypadku, gdy pytanie nie zostało ujęte w tej formie, uzyska się zawodne odpowiedzi. Nie można też otrzymać rzetelnych wyników, gdy pytanie odnosi się do przyszłości. Jedynie zdania dotyczące istniejących już warunków czy wydarzeń dadzą konsekwentne odpowiedzi.
Bardzo ważną kwestią jest zachowanie bezosobowej relacji podczas testowania, aby zapobiec przenoszeniu pozytywnych łub negatywnych uczuć. Dokładność zwiększa się, gdy badany zamyka oczy. Nie powinno też być żadnej muzyki w tle.
Ponieważ test ten jest wręcz łudząco prosty, dobrze żeby badacz najpierw sam zweryfikował jego poprawność. Odpowiedzi mogą zostać sprawdzone poprzez zadawanie pytań. Każdy, kto zapoznał się z tą techniką, ma chęć sprawdzenia, czy na pewno jest niezawodna.9 Po chwili jednak okaże się, że dokładnie ta sama odpowiedź jest uzyskiwana w przypadku wszystkich badanych, że nie muszą oni posiadać żadnej uprzedniej wiedzy na temat, którego dotyczy pytanie oraz że odpowiedź zawsze będzie niezależna od własnych opinii badanego odnośnie pytania.
Odkryliśmy, że zanim pytanie zostanie postawione, pomocne jest uprzednie przetestowanie stwierdzenia: „Mogę zadać to pytanie”. Jest to analogiczne z zapytaniem wejściowym w terminalu komputerowym i w pewnych przypadkach da przeczącą odpowiedź. Oznacza to, że powinno się zrezygnować z zadawania danego pytania lub pytać o przyczyny odpowiedzi „nie”. Pytający mógł na przykład odczuwać w tamtym momencie psychologiczne napięcie związane z odpowiedzią lub jej następstwami.
W naszych badaniach testowane osoby były proszone o skoncentrowanie się na określonej myśli, uczuciu, postawie, wspomnieniu, związku bądź życiowych okolicznościach. Test był wielokrotnie prze-prowadzany w dużych grupach ludzi. Dla celów pokazowych początkowo ustanowiliśmy linię bazową, prosząc badanych, którzy mieli zamknięte oczy, aby przywołali w pamięci obraz siebie, gdy byli w stanie złości, zdenerwowania, zazdrości, załamania, poczucia winy łub strachu. W tym momencie wszyscy jednakowo doznawali osłabienia mięśni. Wtedy prosiliśmy ich, aby wyobrazili sobie ukochaną osobę lub miłą sytuację w życiu i mięśnie wszystkich się wzmacniały. Wówczas wśród uczestników zwykle przemykał pogłos zdziwienia nad następstwami tego, co właśnie odkryli.
Kolejnym demonstrowanym zjawiskiem była jednakowa moc działania metody w przypadku wyobrażenia sobie danej substancji przez badanego, jak i wtedy, gdy substancja ta znajdowała się w fizycznym kontakcie z jego ciałem, jako przykład wykorzystywaliśmy jabłko wyhodowane na pestycydach, podniesione w górę tak, aby uczestnicy patrzyli na nie podczas testowania. Wszyscy osiągali słaby wynik. Następnie podnosiliśmy organicznie wyhodowane jabłko, niezawierające substancji skażonych. Gdy badani patrzyli na nie, ich mięśnie natychmiast się wzmacniały. Ponieważ nikt z uczestników nie wiedział, które jabłko jest którym, nikt nie posiadał też żadnych oczekiwań odnośnie wyniku testu, niezawodność metody była ukazywana ku zadowoleniu wszystkich.
Należy pamiętać, że ludzie przetwarzają swoje doświadczenia na różne sposoby: jedni przybierają głównie styl czuciowca, inni są bardziej słuchowcami, a jeszcze inni wzrokowcami. Z tego powodu pytania testowe nie powinny zawierać takich sformułowań jak Jak się czujesz?” odnośnie osoby, sytuacji czy przeżycia, czy „Jak to wygląda?” lub „Jak to brzmi?” Zwyczajowo, jeśli powie się badanemu: „Wyobraź sobie sytuację (łub osobę, miejsce, rzecz czy uczucie)” instynktownie wybierze on właściwy dla siebie sposób.
Może się czasem zdarzyć, że badani, starając się zamaskować swoją odpowiedź, nawet podświadomie, wybiorą sposób, który nie jest ich zwyczajowym trybem przetwarzania, co da fałszywą odpowiedź. Gdy testujący wykryje, co zaszło, powinien zmienić formę pytania. Na przykład pacjent, obarczony poczuciem winy z powodu gniewu na swoją matkę, może utrzymać w umyśle jej obraz, co może dać mocny Wynik. Jednakże, gdy testujący przeformułuje pytanie i poprosi, aby badany wyobraził sobie swój obecny stosunek do swej matki, wynik natychmiast zmieni się na słaby.
Inne środki ostrożności konieczne do podtrzymania trafności testu obejmują zdjęcie okularów, szczególnie jeśli posiadają metalowe oprawki oraz nakryć głowy (syntetyczne materiały znajdujące się na głowie sprawiają, że mięśnie dają słaby wynik). Ramię poddawane testowi również powinno być pozbawione biżuterii, a zwłaszcza kwarcowych zegarków. Gdy zachodzi nieprawidłowa odpowiedź, dalsze śledztwo powinno wykryć jej przyczynę – testujący mógłby przykładowo stosować perfumy na które badany może reagować niekorzystnie i tym samym dawać fałszywe, negatywne odpowiedzi. Jeżeli testujący wciąż spotyka się z ciągiem powtarzających się niepowodzeń podczas prób uzyskania poprawnej odpowiedzi, powinno się poddać ocenie wpływ jego głosu na badanego. Niektórzy testujący, przynajmniej niekiedy, mogą wyrażać wystarczająco negatywne emocje w swoim głosie, aby wywarło to wpływ na badanego.
Kolejnym czynnikiem, który należy wziąć pod uwagę w przypadku zetknięcia się z paradoksalną reakcją, jest przedział czasowy wykorzystywanego obrazu czy wspomnienia. Jeśli badany utrzymuje w umyśle obraz danej osoby i ich związku, odpowiedź będzie zależała od okresu czasu, z którego dany obraz czy wspomnienie pochodzi. Jeżeli przypomina sobie swoją relację z bratem z okresu dzieciństwa, odpowiedź może być inna, niż w przypadku gdy wyobraża sobie ich związek w formie, w jakiej istnieje dzisiaj. Zadawanie pytań musi być precyzyjnie zawężone.
Inną przyczyną osobliwych wyników testu jest fizyczna kondycja badanego, wynikająca ze stresu lub obniżonego funkcjonowania gruczołu grasicy na skutek zetknięcia z silnie negatywnym polem energii. Gruczoł grasicy jest głównym regulatorem akupunkturowego systemu energetycznego ciała i kiedy jego energia jest obniżona, wyniki testu są nieprzewidywalne. Można temu zaradzić w łatwy sposób, trwający kilka sekund, dzięki prostej technice odkrytej przez dr. Diamonda, którą nazwał „uderzeniem grasicy” (ang. thymus thump). Gruczoł grasicy znajduję się zaraz za wierzchołkiem mostka. Należy zaciśniętą pięścią uderzać rytmicznie kilka razy tę okolicę, jednocześnie uśmiechając się i myśląc o kimś, kogo się kocha. Przy każdym uderzeniu powiedz: „ha-ha-ha”. Ponowne podejście do testu pokaże wznowienie aktywności grasicy, a wyniki testu powrócą do normy.

*

Możemy zaobserwować, jak w ciągu historii społeczeństwo usiłowało „leczyć” problemy poprzez zmiany ustawodawcze, wojnę, sterowanie rynkiem, prawami i zakazami – a więc samymi przejawami siły — aby później dostrzec, jak te same problemy niezmiennie trwają lub powracają pomimo podjętych zabiegów. Pomimo że rządy, jak i jednostki, działające z pozycji siły są krótkowzroczne, dla wrażliwego obserwatora ostatecznie staje się jasne, że warunki konfliktu społecznego nie znikną, dopóki leżąca u jego podstaw przyczyna nie zostanie ujawniona i „wyleczona”
Różnica pomiędzy leczeniem a uzdrowieniem polega na tym, że w przypadku tego pierwszego kontekst pozostaje bez zmian, natomiast w przypadku drugiego, zmiana kliniczna pojawia się na skutek przeobrażenia samego kontekstu tak, aby wprowadzić całkowite usunięcie przyczyny danego stanu zamiast leczenia jego objawów. Można przepisywać leki przeciw nadciśnieniu w przypadku chorób układu krążenia. Czymś zgoła innym będzie jednak rozszerzenie.

*

Problemy społeczne
Uzależnienie od narkotyków i alkoholu jest najbardziej palącą kwestią w społeczeństwie, zasilającą równoległe problemy związane z przestępczością, biedą czy opieką społeczną. Uzależnienie okazało się najtrudniejszym społecznym i klinicznym dylematem, dotąd niezrozumiałym poza granicami najbardziej podstawowych opisów. Poprzez pojęcie „uzależnienie” rozumiemy uzależnienie kliniczne w klasycznym sensie stałej zależności od alkoholu lub narkotyku, pomimo poważnych konsekwencji jakie ono niesie, stan przekraczający zdolność osoby uzależnionej do zaprzestania używania danej substancji bez pomocy z zewnątrz, ponieważ jej wola stała się bezskuteczna. Jaki jednak jest podstawowy charakter uzależnienia i od czego tak naprawdę człowiek jest uzależniony?
Powszechnym przekonaniem jest, że sama substancja uzależniająca jest tym, od czego ofiara stała się zależna, wskutek mocy tej substancji do wywoływania wysokiego stanu euforii. Jeśli jednak prześledzimy od początku naturę nałogu, korzystając z dostępnej tu metodologii, pojawia się inne sformułowanie tego procesu.

Alkohol czy narkotyki same z siebie wcale nie posiadają mocy, aby wywołać „haj” Są one wylkalibrowane jedynie na 100 (poziom roślin). Natomiast sam „haj”, którego doświadcza uzależniony, może kalibrować się na poziomie 350 do 600.

Faktycznym skutkiem narkotyków jest jedynie tłumienie niższych poziomów energii, umożliwiając w ten sposób użytkownikowi doświadczanie wyłącznie tych wyższych. To tak jak gdyby filtr tłumił wszystkie niższe tony grane przez orkiestrę, sprawiając, że wszystko, co można usłyszeć, to tony wysokie. Wyciszenie niższych dźwięków nie wywołuje tych wyższych, tylko je uwydatnia.
Na poziomach świadomości wyższe frekwencje są niezwykle potężne i mało kto zazwyczaj odbiera je jako czyste stany, ponieważ są przysłonięte przez niższe pola energii — wypełnione niepokojem, strachem, złością, urazą, itd. Rzadko kiedy przeciętnej osobie zdarza się na przykład doświadczać miłości bez strachu lub czystej radości, a jeszcze rzadziej ekstazy. Jednak te wyższe stany są tak mocne, że jeśli osoba ich choć raz doświadczy, nigdy ich nie zapomni i zawsze już będzie dążyć do ich odnalezienia.
To właśnie od doświadczeń wyższych stanów ludzie się uzależniają. Jest to dobrze zilustrowane w klasycznym filmie
Lost Horizon.  Shangri-La (filmowa metafora, określająca bezwarunkową miłość i piękno) jako koncepcja jest wykalibrowana na 600. Kto raz jej doświadczył, zostaje przeprogramowany tak, że już nigdy nie czuje się dobrze w swoim zwykłym stanie świadomości. Bohater filmu odkrywa ten fakt, gdy nie potrafi już odnaleźć szczęścia w swoim świecie po powrocie z Shangri-La.
Taki sam proces przeprogramowania zachodzi wśród osób, które osiągnęły wysokie stany świadomości w inny sposób, jak na przykład przeżycie Samadhi podczas medytacji czy w doświadczeniach śmierci klinicznej. Często okazuje się, że tacy ludzie zmienili się na zawsze. Nierzadko zdarza się w ich przypadku, że zostawiają za sobą wszystko, co niesie ze sobą świat materialny, a dalsze życie spędzają na poszukiwaniu prawdy. Wiele osób, które poznało transcendentalne doświadczenia z LSD w latach 60. XX w., postąpiło w ten sposób. Te wyższe stany są także osiągane dzięki doznaniom miłości, religii, muzyki klasycznej, sztuki lub dzięki praktykowaniu dyscyplin duchowych.
Wysoki stan, którego poszukują ludzie, niezależnie od stosowanych środków, w rzeczywistości jest doświadczeniem pola ich własnej świadomości (Jaźni). Jeżeli nie są zaawansowani duchowo i brak im odniesienia, dzięki któremu mogliby zrozumieć swoje przeżycie, zaczynają wierzyć, że zostało im zesłane przez coś „z zewnątrz” (na przykład przez guru, muzykę, narkotyki, kochanka, itd.). Tak naprawdę wszystko to, co zaszło, to fakt, że w pewnych szczególnych okolicznościach doświadczyli tego, co w rzeczy samej jest „wewnątrz” nich. Większość łudzi jest tak bardzo oddzielona od swoich własnych stanów czystej świadomości, że nie rozpoznaje ich nawet, kiedy ich doznaje, ponieważ identyfikują się oni ze swoimi niższymi stanami ego, ze swoją własną, najniższą naturą. Pełen radości geniusz, który tak naprawdę tworzy rzeczywistą istotę ich tożsamości, przesłaniany jest przez negatywny wizerunek własnej osoby i właśnie dlatego pozostaje ona nierozpoznana. Fakt, że ten radosny, spokojny i przepełniający stan jest tak naprawdę istotą każdego z nas i był obecny w podstawowych doktrynach każdego wielkiego nauczyciela duchowego (na przykład „królestwo Boże jest w was”).
Każdy stan świadomości, przekraczający zwyczajowy poziom uważności danej osoby, można określać jako „haj*. Dlatego też dla osoby, która żyje w Strachu, wzniesienie się do Odwagi będzie hajem. Dla ludzi, żyjących w pozbawionej nadziei Apatii, Złość jest hajem (na przykład uczestnicy zamieszek w gettach Trzeciego Świata). Strach odczuwa się pozytywniej niż Rozpacz, a Dumę lepiej niż Strach. Akceptacja jest znacznie bardziej komfortowa niż Odwaga. Miłość zaś sprawia, że każdy niższy stan w porównaniu z nią wypada nijako. Podczas gdy Radość przerasta wszystkie niższe ludzkie uczucia, ekstaza jest rzadko odczuwaną emocją w swojej własnej klasie. Najbardziej wzniosłym doznaniem ze wszystkich jest stan nieskończonego Pokoju, tak wyborny, że zadaje kłam wszystkim próbom i opisom.
Im wyższe osiągnie się stany, tym większą ma się moc, aby przeprogramować całe swoje życie. Już nawet jedna chwila znajdowania się w bardzo wysokim stanie może całkowicie zmienić życiowe zapatrywania danej osoby, jej cele i wartości. Można wręcz powiedzieć, że osoba, którą było się wcześniej, już nie istnieje, ponieważ z tego doświadczenia narodził się nowy człowiek – w ciężko wypracowanym postępie, na obranej ścieżce. To jest właśnie mechanizm duchowej ewolucji.
Stałe doświadczanie wysokiego stanu, które może być uczciwie osiągnięte tylko przez poświęcenie całego życia zaangażowanej pracy nad swoim wnętrzem, może być jednak zdobyte tymczasowo dzięki sztucznym środkom, jednakże istniejąca w naturze równowaga sprawia, że sztuczne osiągnięcie tego stanu bez zasłużenia na niego stwarza dług, a ujemny bilans przynosi negatywne konsekwencje. Kosztem takiej „wykradzionej” przyjemności jest desperackie popadnięcie w uzależnienie i ostatecznie zarówno uzależniony, jak i społeczeństwo, płacą za to wysoką cenę.
Żyjemy w społeczeństwie, które idealizuje brak przyjemności — ciężką pracę, stoicyzm, samo poświęcenie, powściągliwość, itd. – i potępia przyjemność we wszystkich jej prostszych formach, częstokroć uznając je za niezgodne z prawem. (Politycy, zarówno świeccy jak i duchowni, dobrze zdają sobie z tego sprawę. Częścią standardowego programu lokalnych polityków, dążących do znalezienia się w czołówkach gazet, jest na przykład publiczne ogłoszenie zamiaru zakazania magazynu Playboy w więzieniach czy odmawianie więźniom tytoniu 1 telewizji.) W naszym społeczeństwie niespełnione obietnice oraz pokusy są uprawomocnione, ale odmawia się satysfakcji. Uwodzenie seksualne w reklamach jest przykładowo wykorzystywane, żeby bez końca sprzedawać produkty. Jednak czerpanie przyjemności z samego sprzedawanego w reklamach seksu jest zakazane z powodu niemoralności.
Na przestrzeni dziejów klasy rządzące zdobywały swoją pozycję i bogactwo dzięki kontrolowaniu społeczeństwa poprzez pewne formy etyki purytańskiej. Im ciężej poddani pracują oraz im bardziej uszczuplone są ich przyjemności, tym bogatsza staje się klasa rządząca, niezależnie czy będzie to teokracja, arystokracja, oligarchia, czy też korporacyjno-przemysłowa magnateria. Taka władza jest zbudowana na przyjemności skonfiskowanej pracownikom. Jak sprawdziliśmy doświadczalnie, przyjemność jest wysoką energią. Suma wszystkich energii poddanych była przejmowana w ciągu wieków, aby zgromadzić klasom wyższym bogactwo przyjemności, którego odmówiono niższym stanom.
*

W długim okresie czasu, jeżeli moc jest głęboko zakorzeniona w woli ludzkiej, to będzie ona odporna na siłę.
Siła jest kusząca, ponieważ emanuje z niej pewien blask, niezależnie czy pojawi się on w przebraniu fałszywego patriotyzmu, prestiżu czy dominacji. Podczas gdy prawdziwa moc bardzo często jest całkowicie pozbawiona uroku. Co mogło być bardziej olśniewające niż siły Luftwaffe i Waffen SS Nazistowskich Niemiec podczas drugiej wojny światowej? Te elitarne oddziały uosabiały romantyzm, przywileje oraz styl Z pewnością miały też do dyspozycji ogromną siłę – najbardziej zaawansowaną broń tamtych czasów i ducha, bojowego, cementującego ich potęgę. Taki jest urok przerażającego.
Słabi są przyciągani przez fascynującą siłę, mogą dla niej nawet zginąć. W jaki bowiem sposób coś tak potwornego jak wojna mogłoby się w ogóle wydarzyć? Siła często czasowo zyskuje przewagę, a słabi idą za tymi, którzy wydają się pokonać swoją słabość. Jak inaczej mogłaby mieć miejsce dyktatura?
Jedną z cech siły jest arogancja. Moc natomiast charakteryzuje się pokorą. Siła jest pompatyczna, posiada wszystkie odpowiedzi. Moc jest skromna. Stalin, który dumnie kroczył podczas swoich militarnych rządów, w historii spadł na pozycję największego zbrodniarza. Skromny Michaił Gorbaczow, ubrany w zwyczajny garnitur i łatwo przyznający się do błędów, został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla.

Wiele ustrojów politycznych i ruchów społecznych zaczyna się z pozycji prawdziwej mocy, ale z czasem zostają przejęte przez niewdzięczników i kończą coraz bardziej opierając się o siłę, aż całko-wicie popadną w niełaskę. Historia ludzkości wciąż to demonstruje. Łatwo jest zapomnieć, że początkowym hasłem komunizmu był idealistyczny humanitaryzm, taki jaki przyświecał zawiązaniu unii w Stanach Zjednoczonych, zanim stały się ostoją małostkowych polityków.
Aby w pełni zrozumieć dychotomię, którą omawiamy należy zastanowić się nad różnicą między politykiem a mężem stanu.

Polityk, który działa, mając na uwadze doraźne cele, rządzi zgodnie z siłą od momentu zdobycia swojej pozycji właśnie dzięki sile przekonywania — często zostaje wykalibrowany na poziom poniżej 200.

Mąż stanu reprezentuje prawdziwą moc, sprawując rządy z powołania, będąc dla innych przykładem i występując w obronie oczywistej zasady. Mąż stanu wydobywa szlachetność, która znajduje się we wszystkich ludziach i jednoczy ich dzięki mocy tego, co najlepiej można nazwać sercem.

Pomimo że intelekt łatwo można oszukać, serce rozpoznaje prawdę. Tam, gdzie rozum jest ograniczony, serce nie posiada granic. Tam, gdzie intelekt jest skupiony na doczesności, serce zajmuje jedynie to, co wieczne.
Siła często opiera się na retoryce, propagandzie i zwodniczych argumentach, aby zebrać poparcie i zamaskować leżące u ich źródła motywacje. Dlatego jedną z cech prawdy jest fakt, że nie potrzebuje ona obrony, jest oczywista. To, że „wszyscy ludzie są równi” nie wymaga uzasadnienia ani retorycznej perswazji To, że jest czymś złym uśmiercać ludzi gazem w obozach koncentracyjnych, jest jasne samo przez się, nie potrzebuje argumentów. Zasady, na których opiera się prawdziwa moc, nigdy nie wymagają potwierdzenia słuszności, co bez wątpienia jest konieczne w przypadku siły — zawsze pojawiają się nieskończone argumenty odnośnie tego, czy siła jest „usprawiedliwiona” czy nie.
Jest jasne, że moc wiąże się z tym, co sprzyja życiu, a siła z tym, co życie wykorzystuje dla zysku jednostki lub instytucji. Siła wprowadza podziały, w wyniku czego osłabia, podczas gdy moc jednoczy. Siła polaryzuje. Skrajny szowinizm, który w tak oczywisty, wrodzony sposób przemawia do militarystycznego narodu, w tale samo rażącym stylu alienuje resztę świata.
Moc przyciąga, natomiast siła odpycha. Ponieważ moc jednoczy, nie posiada żadnych prawdziwych wrogów, pomimo że jej przejawy mogą spotkać się że sprzeciwem oportunistów, których celom ona nie służy. Moc działa dla dobra innych, siła zaś na swoją własną korzyść. Prawdziwy mąż stanu służy narodowi. Polityk wykorzystuje ludzi, aby zaspokoić swoje własne ambicje. Mąż stanu poświęca się, aby służyć innym. Polityk poświęca innych, aby uzyskać korzyści dla siebie. Moc odwołuje się do naszej wyższej natury, a siła do niższej. Siła jest ograniczona, moc zaś bezgraniczna.

Siła wyprzedaje wolność za cenę doraźnych zysków, kładąc nacisk na fakt, że cel uświęca środki. Siła oferuje szybkie, proste rozwiązania. W przypadku mocy środki i cele są takie same, jednak aby cele mogły się urzeczywistnić potrzeba większej dojrzałości, dyscypliny i cierpliwości. Wielcy przywódcy inspirują nas, utrzymując w pewności i wierze, dzięki mocy ich wewnętrznej jedności oraz nienaruszalnych zasad, które wyznają. Takie jednostki rozumieją, że nie sposób iść na kompromis z zasadami i wciąż zachować swoją moc.

*

Nie ma nic wewnętrznie złego w pewnych przejawach dumy. Wszyscy możemy być tak samo dumni, gdy otrzymamy zwycięskie medale w Regatach o Puchar Ameryki czy olimpiadzie, jednak jest to inny rodzaj dumy. To jest uhonorowanie ludzkich dokonań, które przekracza osobistą dumę. Nagradzamy dążenia a nie własne osiąg-nięcia, które są tylko sposobnością i wyrazem czegoś większego, uniwersalnego i wrodzonego ludzkiemu sercu. Olimpiada, jedno z największych przedstawień ludzkich dążeń, i takie które zawłada wyobraźnią każdego, dostarcza kontekstu, który powinien przeciw-działać prywatnemu poczuciu dumy. Cała oprawa inspiruje zawodnika do przemieszczenia się z poziomu własnych ambicji na poziom podziwu, który jest wyrazem bezwarunkowej miłości i który oddaje cześć współzawodnikom przez wzgląd na ich oddanie tym samym wzniosłym zasadom.
Media mają skłonność do wywoływania złych stron sportu i niedoceniania sportowców, ponieważ pozycja celebryty świadomie bądź podświadomie budzi ten egotyzm. Wielcy sportowcy muszą odgrodzić się od takiego źródła skażenia. Skromność i wdzięczność prawdopodobnie są jedyną skuteczną tarczą przed gwałtownym atakiem wyzysku medialnego. Sportowcy w tradycyjnych sztukach walki stosują specyficzne ćwiczenia, aby pokonać każdą skłonność do egotyzmu. Całkowitą ochronę daje wyłącznie powierzenie własnego talentu, występów czy kariery wyższym zasadom.
Prawdziwa sportowa moc charakteryzuje się wdziękiem, wrażliwością, wewnętrzną ciszą oraz — paradoksalnie – delikatnością, obecną w wolnym od współzawodnictwa życiu nawet tych ostrych zawodników. Czcimy zwycięzców, ponieważ rozpoznajemy, że przekroczyli własne ambicje poprzez poświęcenie i oddanie wyższym zasadom. Wielcy ludzie stają się legendą, gdy można brać z nich przykład. Nie to, co posiadają ani co robią, tylko to, kim się stali, imponuje ludzkości i właśnie za to darzymy ich uznaniem. Powinniśmy starać się uchronić ich pokorę przed eksploatującymi siłami, które towarzyszą poklaskowi w codziennym świecie. Musimy uczyć ludzi, że zdolności tych wielkich sportowców oraz ich wielkie dokonania są darami dla ludzkości i muszą być szanowane i bronione przed nadużyciami ze strony mediów i korporacyjnego handlu.
Duch olimpiady mieści się w sercu każdego mężczyzny i każdej kobiety. Świetni sportowcy mogą przykładowo zbudzić uważność tych zasad we wszystkich ludziach. Ci bohaterowie i ich rzecznicy mają potencjalnie piękny wpływ na całą ludzkość, dosłownie dysponują mocą, aby nieść cały świat na swoich ramionach. Wszyscy ludzie są odpowiedzialni za dbanie o doskonałość i uznanie jej wartości, ponieważ poszukiwanie świetności w każdej z dziedzin ludzkich dążeń inspiruje nas wszystkich do aktualizacji każdej z jeszcze nieprzejawionych form ludzkiej wspaniałości.

*

Mówiąc klinicznie, możemy zatem stwierdzić, że Duch równa się Życiu. Samą energię życia można określić jako ducha. Duch jest życiodajnością, która towarzyszy energii życia i jest wyrazem zjednoczenia z nią. Moc wzorców atraktorowych o wysokiej energii jest anaboliczna, podtrzymująca życie. Jej przeciwieństwa są kataboliczne, prowadzące ostatecznie do śmierci. Prawdziwa moc równa się życie równa się duch, podczas gdy siła równa się słabość równa się śmierć. Kiedy osoba straciła te jakości, które określamy jako duchowe lub brakuje ich jej, staje się pozbawiona człowieczeństwa, miłości i szacunku do samej siebie, a nawet egoistyczna i brutalna. Kiedy naród zawraca z drogi zjednoczenia z duchem człowieka, może stać się międzynarodowym przestępcą.
Identyfikowanie duchowości z religią jest powszechnym błędem. Zauważyliśmy, że Konstytucja Stanów Zjednoczonych, Karta Praw i Deklaracja Niepodległości dokonują jasnego rozróżnienia pomiędzy tym, co duchowe, a tym co religijne. Rząd nie ma prawa ustanawiać żadnej religii, aby nie naruszać wolności ludzi. Te same dokumenty zakładają jednocześnie, że autorytet rządowy wywodzi się z duchowych zasad.
Prawdę mówiąc, założyciele wielkich religii świata byliby zszokowani tym, jak dogłębnie bezduszne czyny, na widok których niejeden poganin by się wzdrygnął, popełniono w ich imieniu w ciągu historii. Siła zawsze zniekształca prawdę dla swoich egocentrycznych celów. Z czasem duchowe zasady, na których zbudowane są religie, ulegają wypaczeniu dla osiągnięcia doraźnych celów, jak władza, pieniądze i pozostałe przyziemności. Duchowość jest tolerancyjna, religijność zaś powszechnie pozbawiona tolerancji. To pierwsze prowadzi do pokoju, a ostatnie do walk, rozlewu krwi i zbrodni z pobożności. Pozostaje jednak duchowe podłoże, z którego wszystkie religie się wywodzą, ukryte w każdej z nich. Podobnie jak religie, całe kultury ulegają osłabieniu,

Gdy leżące u ich podłoża zasady zostają przysłonięte i zanieczyszczone błędnymi interpretacjami.
Aby pełniej zrozumieć naturę ducha w mocy oraz jego pocho-dzenie i działanie jako ruchu społecznego, dobrze będzie przestudio-wać współczesną duchową organizację o potężnej mocy i wpływie. Informacje na jej temat podane są do publicznej wiadomości, jest ona jitwnie zjednoczona z duchem człowieka i wciąż stanowczo stwierdza, ite nie jest związana z ruchem religijnym. Jest to pięćdziesięciopięcio letnia organizacja znana jako Wspólnota Anonimowych Alkoholików.
Wszyscy coś wiemy o AA, ponieważ stało się już częścią materii współczesnego społeczeństwa, a jego członkowie liczą miliony osób. Oszacowano, że AA i jego pochodne organizacje wpływają obecnie W ten czy inny sposób na życie około 50% Amerykanów. Nawet tam, gdzie grupy samopomocy, bazujące na metodzie dwunastu kroków, nie bezpośrednio wprowadzane w życie, wywierają pośrednio wpływ na każdego, ponieważ swoim przykładem wzmacniają pewne wartości. Zbadajmy zasady mocy, na których bazuje Wspólnota Anonimowych Alkoholików, sposób wyłonienia się tej instytucji oraz prześledźmy Wpływ, jaki mają te zasady na ogólną populację, jak i na jej członków. Możemy zobaczyć, czym AA jest, a czym nie jest i wyciągnąć wnioski /, obydwu obserwacji.
AA, zgodnie ze swoją preambułą, „Nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną lub instytucją”. Dodatkowo „nie angażuje się w żadne publiczne polemiki”.

Nie popiera ani nie zwalcza żadnych podejść do problemu alkoholizmu. Nie ma składek ani opłat, świętowania, pułapek, urzędników ani praw. Nie posiada własności ani nieruchomości. W AA wszyscy członkowie nie tylko są równi, ale wszystkie grupy są autonomiczne i utrzymują się samodzielnie. Nawet dwanaście kroków, dzięki którym uczestnicy zdrowieją, jest określonych jedynie jako „sugestie”. Unika się stosowania jakiejkolwiek formy przymusu, co jest podkreślane takimi hasłami jak „Spiesz się powoli”, „Najpierw sprawy najważniejsze” i najistotniejsze „Żyj i daj żyć innym”!

Wspólnota Anonimowych Alkoholików szanuje wolność, dlatego zostawia wybór każdej osobie. Identyfikujące ją wzorce mocy to uczciwość, odpowiedzialność, pokora, służba oraz praktykowanie tolerancji, dobrej woli i braterstwa. AA nie podpisuje się pod żadną określoną etyką, nie ma kodeksu słuszności i nieprawości czy dobra ł zła, unika sądów moralnych. AA nie stara się nikogo kontrolować, włącznie ze swoimi własnymi członkami. Zamiast tego wyznacza drogę. Mówi swoim członkom tylko tyle: „jeżeli zastosujesz te zasady do całego swojego życia, wydostaniesz się z tego piekła i więzów śmiertelnej choroby, odzyskasz zdrowie i szacunek do siebie oraz zdolność, aby uczynić życie swoje i innych szczęśliwym i spełnionym.”
AA jest autentycznym przykładem mocy tych zasad w leczeniu beznadziejnych chorób i wprowadzenia zmiany w destrukcyjnych wzorcach osobowościowych swoich członków. Z tego paradygmatu wzięły się wszystkie następne formy terapii grupowej, wzorujące się na odkryciu, że grono łudzi, przychodzących razem na formalne spot-kania, gdzie opisują wspólne dla siebie problemy, ma potężną moc. Są to: Al-Anon dla małżonków członków AA, Alateen dla ich dzieci, Anonimowi Hazardziści, Anonimowi Narkomani, Anonimowi Rodzice, Anonimowi Żarłocy, itp. Istnieje obecnie około 300 organizacji opartych 0 samopomoc i dwanaście kroków, zajmujących się każdym rodzajem ludzkiego cierpienia. Wskutek tego Amerykanie w dużej mierze przestali potępiać autodestrukcyjne zachowania i uświadomili sobie, że te przypadłości są tak naprawdę wyleczalne.

*

Skutek zjednoczenia z zasadami nigdzie nie jest bardziej uderzający niż w wywołanych przez niego konsekwencjach psychologicznych. Zjednoczenie ze schematami atraktorowymi o wysokiej energii przynosi w rezultacie zdrowie. Zjednoczenie ze słabymi wzorcami – chorobę.
Ten syndrom jest określony i przewidywalny. Możliwość udowodnienia, że wzorce o wysokiej energii wzmacniają, a o niskiej energii osłabiają, uwidoczniona w pokazie, spełniającym naukowe kryterium stuprocentowej powtarzalności, jest faktem, z którym czytelnik jest już gruntownie obeznany.

Widać wyraźnie, że centralny układ nerwowy człowieka posiada znakomicie wyczuloną zdolność odróżniania schematów wspierających życie od niszczących je. Atraktorowe wzorce energii o wysokiej mocy, które sprawiają, że ciało ulega wzmocnieniu, uwalniają w mózgu endorfiny i wywierają tonizujący efekt na wszystkie narządy wewnętrzne. Podczas gdy przeciwne bodźce, powodujące uwolnienie adrenaliny, tłumią reakcję immunologiczną i natychmiast wywołują zarówno osłabienie jak i wyczerpanie określonych narządów w zależności od rodzaju bodźca.

Na tym zjawisku klinicznym oparte są takie metody leczenia jak chiropraktyka, akupunktura, refleksologia i wiele innych. Wszystkie te terapie są jednak stworzone z zamiarem skorygowania skutków zaburzeń równowagi energetycznej. Jeżeli podstawowe położenie, które wywołuje nierównowagę energii, nie zostanie poprawione, choroba ma skłonność do nawrotów. Miliony ludzi w grupach samopomocy udowodniło, że zdrowie i proces wyzdrowienia z całej gamy ludzkich problemów behawioralnych i chorób pojawia się w konsekwencji za-adaptowania postaw, które są skorelowane ze wzorcami atraktorowymi o wysokiej energii.
Ogólnie mówiąc, fizyczne i psychiczne zdrowie towarzyszą pozytywnym postawom, podczas gdy zły stan zdrowia, fizyczny i psychiczny, jest związany z takimi negatywnymi postawami jak uraza, zazdrość, wrogość, rozczulanie się nad sobą, strach, niepokój, itp.

Na polu psychoanalizy pozytywne postawy są zwane emocjami stanu przyjemności, a negatywne emocjami stanu zagrożenia. Chroniczne pogrążanie się w emocjach stanu zagrożenia przynosi w skutkach niedomaganie zdrowia fizycznego lub psychicznego oraz poważne osłabienie osobistej mocy danej osoby.
Jak przezwyciężyć negatywne postawy tak, aby uniknąć zaniku mocy i zdrowia? Kliniczne obserwacje wskazują na to, że pacjent sam musi osiągnąć punkt decyzyjny. Szczere pragnienie zmiany zezwala na szukanie wyższych atraktorowych wzorców energii w ich różnych przejawach.
Nie sposób poradzić sobie z pesymizmem poprzez przyłączenie się do cyników. Znana myśl, że określa nas towarzystwo, w którym przebywamy, ma pewne kliniczne podstawy. Wzorce atraktorowe mają tendencję do zdominowania każdego pola, na którym zostają przyjęte. Dlatego też wszystko, co niezbędne, to wystawienie się na pole wysokiej energii, a wewnętrzne postawy danej osoby spontanicznie zaczną ulegać przemianie. Jest to zjawisko dobrze znane w grupach samopomocy – wyrażone w powiedzeniu „Po prostu przyprowadź ciało na spotkanie” (oryg. „Just bring the body to the meeting”). Jeśli tylko poddasz się działaniu wyższych schematów, zaczną one „zacierać” te poprzednie, bo – jak się mówi – „to samo przychodzi w wyniku osmozy”.

*

Znanym prawem obserwowalnego wszechświata jest fakt, że siła wywołuje równą i odwrotną przeciw-siłę. Wszystkie
ataki, niezależnie czy w formie psychicznej czy fizycznej, wywołują kontratak. Zło dosłownie sprawia, że chorujemy. Zawsze jesteśmy ofiarami swej własnej złośliwości. Nawet skryte wrogie myśli przynoszą w konsekwencji fizjologiczny atak na własne ciało.
Z drugiej strony, podobnie jak miłość, uzdrawia’śmiech, ponieważ powstaje dzięki postrzeganiu małego kontekstu z szerszej perspektywy, co likwiduje u obserwującego postawę bycia ofiarą. Każdy żart przypomina nam, że nasza rzeczywistość jest transcendentna, przewyższająca specyfikę zdarzeń. Na przykład wisielczy humor jest zbudowany na zestawieniu obok siebie paradoksalnych przeciwieństw. Następujące wówczas wytchnienie od podstawowego niepokoju, wywołuje śmiech. Jednym z często towarzyszących elementów nagłego, uświadomionego
oświecenia jest śmiech. Kosmiczny żart jest równoległym porównaniem
iluzji z rzeczywistością.
Brak poczucia humoru jest dla odmiany groźny dla zdrowia i szczęścia. Systemy totalitarne są szczególnie pozbawione humoru na jakimkolwiek poziomie. Śmiech, który przynosi akceptację i wolność, jest zagrożeniem dla rządów siły i zastraszenia. Ciężko jest uciskać ludzi, którzy mają dobre poczucie humoru. Obawiaj się tego, co bez poczucia humoru czy chodzi o osobę, instytucję, czy system wierzeń. Zawsze towarzyszy mu popęd do kontroli i dominacji, nawet gdy głoszonym przez niego celem, jest zapewnienie dobrobytu i pokoju.

Nie można samemu stworzyć pokoju samego w sobie. Pokój jest naturalnym stanem rzeczy, kiedy to, co go uniemożliwia, zostaje usunięte. Względnie niewiele osób jest autentycznie oddanych stanowi pokoju, będącemu realnym celem. W życiu prywatnym ludzie wolą „mieć rację” – kosztem swoich związków czy ich własnym kosztem.
Samo uzasadnione pozycjonowanie („okopywanie się na pozycji”) jest prawdziwym wrogiem pokoju. Żadne pokojowe postanowienia nie są możliwe, gdy szuka się rozwiązań na poziomie przymusu.
Sama sfera służby zdrowia pokazuje, jak próby kontroli łączą się jedynie w rosnące w siłę, biurokratyczne grzęzawisko. Złożoność jest kosztowna, a systemy są tak słabe i nieskuteczne, jak postawy, które leżą u ich źródeł. Systemy związane z bardzo słabymi polami atraktorowymi są nieefektywne z powodu ich wewnętrznej nieszczerości. Stają się też marnotrawne i niewygodne. Przemysł opieki zdrowotnej jest tak przeładowany strachem i przepisami, że ledwo co może funkcjonować. Wyleczenie z danej choroby czy też wyleczenie samej opieki zdrowotnej może zdarzyć się tylko dzięki stopniowym krokom ku wzniesieniu motywacji i wyzbyciu się samo oszukiwania, aby zyskać nową jasność widzenia. Nie istnieją żadni złoczyńcy. Wina znajduje się w błędnym zestrojeniu samego systemu.

Jeśli powiemy, że zdrowie, skuteczność i pomyślność są naturalnymi stanami, wynikającymi z bycia w harmonii z rzeczywistością, zaczniemy uważniej badać to, co znajduje się poniżej tego stanu, zamiast obrzucać winą rzeczy znajdujące się poza systemem. Wzorce atraktorowe przestrzegają praw ich własnej fizyki, nawet gdy nie są to prawa newtonowskie, przebaczyć to uzyskać przebaczenia,  wielokrotnie spostrzegaliśmy, we wszechświecie, w którym wszystko jest połączone ze wszystkim innym, nie istnieje taka rzecz jak „przypadek” i nic nie pozostaje poza wszechświatem. Ponieważ moc przyczyn jest niewidzialna i tylko zamanifestowane efekty są widoczne, istnieje iluzja „przypadkowych” zdarzeń. Nagłe i nieoczekiwane zdarzenie może wydawać się przypadkiem, niezwiązanym z widocznymi przyczynami, jednak jego faktyczne pochodzenie można wyśledzić dzięki badaniom. Niespodziewana choroba zawsze ma dostrzegalne poprzedzające fakty, nawet skłonność do wypadków objawia się w wielu małych przygotowawczych krokach, zanim „wypadek” się zdarzy.

 


Poziomy ludzkiej świadomości
MILIONY KALIBRACJI, wykonanych w ciągu lat badań, pozwoliły określić skalę wartości trafnie korespondującą z dobrze rozpoznanymi zbiorami postaw i emocji, zlokalizowanymi przez pola energii atraktorowych, podobnie jak w przypadku pól elektromagnetycznych, przyciągających opiłki żelaza. Przyjęliśmy następującą klasyfikację tych pól energii, aby uczynić je łatwo zrozumiałymi, jak i trafnymi w znaczeniu trafności klinicznej.
Bardzo istotnym jest, aby pamiętać, że liczby określające kalibracje nie odzwierciedlają wzrostu arytmetycznego, lecz logarytmiczny.
A zatem, poziom 300, nie jest podwojeniem amplitudy 150. Oznacza natomiast wykładnik potęgi liczby dziesięć (10 do 300). Niewielki wzrost o kilka punktów reprezentuje zatem znaczny wzrost mocy. Wskaźnik wzrostu mocy gwałtownie rośnie w miarę poruszania się w górę skali. Sposoby, na jakie wyrażają się różne poziomy ludzkiej świadomości, są doniosłe i dalekosiężne. Ich skutki są zarówno wielkie, jak i subtelne.
Wszystkie poziomy poniżej 200 mają niszczący wpływ, zarówno na jednostkę jak i na całe społeczeństwo. Wszystkie zaś powyżej 200 stanowią twórczy wyraz mocy. Rozstrzygający poziom 200 jest osią, rozdzielającą główne sfery siły i mocy.
Opisując emocjonalne powiązania pól energii ze świadomością, należy pamiętać, że rzadko kiedy przejawiają się one u danej osoby w postaci czystych stanów. Poziomy świadomości są zawsze wymieszane. Człowiek może funkcjonować na jednym z poziomów w jednej sferze życia i na zupełnie innym w drugiej sferze. Całkowity poziom świadomości jednostki jest więc sumą oddziaływań tych różnych poziomów.

 

Poziom energii 20: Wstyd
Poziom Wstydu jest niebezpiecznie bliski śmierci, która może zostać wybrana ze Wstydu jako świadome samobójstwo. Wybór ten może być też bardziej subtelny i dokonać się na drodze zaniechania podjęcia kroków do przedłużenia życia. Takim przykładem jest śmierć na skutek wypadku, którego można było uniknąć. Wszyscy mamy pewną świadomość bólu, powstającego w wyniku „utraty twarzy”, kompromitacji, stania się osobą niepożądaną. We Wstydzie spuszczamy głowę i wycofujemy się, pragnąc stać się niewidzialni. Ostracyzm tradycyjnie towarzyszy wstydowi, a w prymitywnych społecznościach, z których wszyscy pochodzimy, jest jednoznaczny ze śmiercią.
Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa, takie jak wykorzystywanie seksualne, które też prowadzą do Wstydu, wypaczają osobowość już do końca życia, chyba że uda się je pokonać poprzez odpowiednią terapię. Wstyd, jak uznał Freud, jest przyczyną nerwicy. Ma destrukcyjny wpływ na emocjonalne i psychiczne zdrowie i – jako skutek niskiej samooceny – przyczynia się do zapadalności danej osoby na choroby psychiczne Osobowość opartą na Wstydzie charakteryzuje nieśmiałość, wycofanie i introwersja.
Wstyd wykorzystuje się jako narzędzie okrucieństwa, a jego ofiary częstokroć same stają się okrutne. Zawstydzane dzieci okazują okrucieństwo zwierzętom i sobie nawzajem. Zachowanie ludzi, których świadomość jest w okolicach poziomu 20, jest wręcz niebezpieczne. Mają oni skłonności do halucynacji o charakterze oskarżycielskim, jak i do paranoi. Niektórzy stają się psychotykami lub popełniają zdziwaczałe zbrodnie.
Niektórzy osobnicy osadzeni na Wstydzie rekompensują to perfekcjonizmem i surowością. Stają się zdeterminowani i nietoleran-cyjni. Notorycznym przykładem tego są moralni ekstremiści, którzy tworzą grupy straży obywatelskiej, przerzucając w ten sposób swój nieuświadomiony wstyd na innych, czując się następnie uprawnionymi do atakowania i wymierzania im sprawiedliwości. Motywem działania seryjnych morderców często był moralizm seksualny, usprawiedliwiony chęcią ukarania „złej” kobiety.
Wstyd, dokonując rozpadu całego poziomu osobowości, przynosi skutek w postaci podatności na inne negatywne emocje, tym samym prowadząc do fałszywej dumy, złości czy winy.
Poziom energii 30: Wina
Wina, tak często wykorzystywana w naszym społeczeństwie, aby manipulować i karać, przedstawia się w całej różnorodności form, takich jak wyrzuty sumienia, samooskarżanie, masochizm wraz z całym wachlarzem przejawów bycia ofiarą. Nieuświadomione poczucie winy skutkuje w chorobach psychosomatycznych, podatności na wypadki oraz zachowaniach samobójczych. Wiele osób prowadzi walkę z winą przez całe swoje życie, podczas gdy inni desperacko próbują od niej uciec, niemoralnie wypierając się jej.
Dominacja Winy przynosi w skutkach zaabsorbowanie „grzechem”, czyli niewybaczalną postawę emocjonalną, częstokroć wykorzystywaną przez religijnych populistów, stosujących ją dla wprowadzania przymusu i kontroli. Ci handlarze „grzechem i zbawieniem”,  owładnięci obsesją kary albo odgrywają własne poczucie winy, albo przerzucają je na innych.
Subkultury, reprezentujące takie odchylenia od normy jak samobiczowanie, często przejawiają inne lokalne formy okrucieństwa, jak na przykład publiczne rytuały zabijania zwierząt. Wina wywołuje wściekłość, a zabijanie często jest jej wyrazem. Kara śmierci jest przykładem tego, jak zabójstwo przynosi zadowolenie napędzanemu Winą społeczeństwu. Nasze, niewybaczające amerykańskie społeczeństwo, na przykład, upokarza publicznie swoje ofiary w prasie, wymierzając tym samym kary, które nigdy nie dowiodły swojej prewencyjnej czy korygującej wartości.

Poziom energii 50: Apatia
Ten poziom charakteryzuje się biedą, rozpaczą i beznadzieją. Cały świat i przyszłość stają się posępne, a patos, staje się sensem życia. Jest to stan bezradności. Jego ofiarom, będącym w potrzebie w każdy sposób, brakuje nie tylko środków do życia, ale też energii do tego, aby czerpać korzyści z tego, co mogłoby być dla nich dostępne. O ile zewnętrzna energia nie zostanie dostarczona przez opiekunów, skutkiem może być śmierć w formie biernego samobójstwa. Bez chęci do życia, pozbawione nadziei, osoby te wpatrują się pustym wzrokiem, obojętne na bodźce, aż tracą wszystko z oczu i brakuje im już energii, nawet by przełknąć otrzymane pożywienie.
Jest to poziom bezdomnych i wyrzutków społeczeństwa. Jest to także przeznaczeniem wielu osób w podeszłym wieku i innych, którzy doznają izolacji na skutek chronicznych łub rozwijających się chorób. Apatyczni ludzie są uzależnieni. Będąc na poziomie Apatii i są „ociężali” i traktowani jako brzemię przez tych, którzy ich otaczają.
Niestety, bardzo często społeczeństwu brak dostatecznej motywacji, aby w realny sposób pomoc znajdującym się na tym poziomie kulturom i jednostkom, które postrzega się jako marnotrawców środków. To jest poziom ulic Kalkuty, po których jedynie święci, jak Matka Teresa i jej kontynuatorzy, ośmielili się kroczyć. Jest to także poziom utraconych nadziei i tylko niewielu ma dość odwagi, aby się z nim zmierzyć.
Poziom energii 75: Żal
Jest to poziom smutku, straty i melancholii. Większość z nas doświadczała go w ciągu życia. Jednak ci, którzy pozostali na tym poziomie, wiodą życie w nieustannym ubolewaniu i depresji. Poziom ten charakteryzuje się płaczem, żałobą i wyrzutami sumienia odnośnie przeszłości. Dotyczy on także notorycznych przegranych oraz wiecznych hazardzistów, traktujących porażkę jako część swojego stylu życia, często przynoszącego w skutkach utratę pracy, przyjaciół, rodziny czy szans życiowych, a także pieniędzy i zdrowia.
Poważne straty we wczesnym okresie życia sprawiają, że osoba staje się podatna na przyjęcie postawy biernej akceptacji żalu, jak gdyby przygnębienie było ceną życia. Na poziomie Żalu smutek widzi się wszędzie: smutek u małych dzieci, smutne warunki na świecie, smutek wpisany w samo życie. Ten poziom zabarwia całą wizję egzystencji danej osoby. Częścią tego syndromu straty jest wrażenie niemożności zastąpienia tego, co zostało utracone, lub tego, co sobą symbolizowało. Następuje tu uogólnienie rzeczy jednostkowych. Zatem strata ukochanej osoby staje się utratą miłości samej w sobie. Na tym poziomie straty emocjonalne mogą wywołać poważną depresję czy nawet śmierć.
Pomimo że Żal jest pogrzebaniem życia, wciąż przedstawia więcej energii niż Apatia. Dlatego też gdy apatyczny pacjent znajdujący się w traumatycznym stanie zaczyna płakać, wiadomo, że jego stan się poprawia. Skoro zaczął płakać, znowu zacznie jeść.

Poziom energii 100: Strach
Na poziomie 100 jest znacznie więcej dostępnej energii. Strach przed zagrożeniem jest zdrowy. Strach rządzi większością wydarzeń na świecie, będąc bodźcem do nieustannej aktywności. Strach przed wrogami, strach przed zestarzeniem się lub śmiercią, strach przed odrzuceniem wraz z całym spektrum społecznych obaw stanowią podstawowe czynniki motywacyjne dla większości ludzi.
Z perspektywy tego poziomu świat wygląda na niebezpieczny, pełen zasadzek i zagrożeń. Strach jest ulubionym oficjalnym narzędziem kontroli, stosowanym przez represyjne, totalitarne agencje rządowe, a niepewność jest głównym produktem oferowanym przez manipulatorów na rynku. Media i reklama grają Strachem, aby zwiększyć udział w rynku.
Namnażanie się różnych odmian strachu jest ograniczone tylko przez ludzką wyobraźnię. Gdy ktoś skoncentruje się na Strachu, karmi się on niekończącą się spiralą strasznych wydarzeń na świecie. Strach staje się obsesyjny i może przybrać wtedy każdą postać. Obawa przed utratą związku, która prowadzi do zazdrości i chronicznie utrzymującego się wysokiego poziomu stresu. Myślenie przepełnione strachem może urosnąć do rangi paranoi lub spowodować wykształcenie się nerwicowych mechanizmów obronnych oraz — z powodu swej zaraźliwości – stać się dominującą tendencją w społeczeństwie. Strach ogranicza wzrost osobowości i prowadzi do jej zahamowania. Ponieważ potrzebna jest energia, aby wznieść się powyżej poziomu Strachu, osoby, znajdujące się w jego władaniu, nie są w stanie osiągnąć wyższego poziomu bez czyjejś pomocy. Dlatego bojaźliwi szukają silnych przywódców, sprawiających wrażenie rozprawienia się z własnym strachem, którzy wyprowadzą ich z jego niewoli.
Poziom energii 125: Pożądanie
Na tym poziomie znajduje się jeszcze więcej dostępnej energii. Pożądanie napędza ogromne obszary ludzkiej aktywności, włącznie z ekonomią. Twórcy reklam grają na ludzkich pragnieniach, aby zaszczepić w nas potrzeby wiążące się z Instynktownymi popędami. Pożądanie wywołuje w nas potrzebę osiągania celów i zdobywania nagród. Żądza pieniędzy, prestiżu czy władzy napędza życie wielu, którzy wznieśli się ponad Strach, będący ich głównym motywem życiowym. Pożądanie to także poziom uzależnień, w którym sama żądza staje się pragnieniem przewyższającym nawet życie. Ofiary Pożądania mogą być w rzeczy samej nieświadome podstaw jego motywów. Niektórzy uzależniają się od potrzeby skupiania na sobie uwagi i odpychają od siebie innych poprzez swoje ciągłe żądania. Pożądanie aprobaty seksualnej spowodowało powstanie całego przemysłu kosmetycznego i mody. Pożądanie ma wiele wspólnego z bogaceniem się i chciwością. Jednakże jest ono niemożliwe do nasycenia, ponieważ jest ciągłym polem energii, a więc zaspokojenie jednej z żądz zostaje jedynie zastąpione przez brak zaspokojenia w innej ze sfer. Multimilionerzy żyją owładnięci obsesją zdobywania coraz większej ilości pieniędzy.

Pożądanie jest naturalnie znacznie wyższym stanem niż apatia czy żal. Aby „dostać coś”, trzeba najpierw dysponować energią, by „zapragnąć”. Telewizja miała poważny wpływ na wielu uciskanych ludzi, zaszczepiając potrzeby i pobudzając ich żądze do takiego stopnia, że wyszli ze stanu Apatii i zaczęli szukać lepszego życia. Pragnienie może zapoczątkować naszą drogę do realizacji Pożądanie może zatem stać się trampoliną do jeszcze wyższych poziomów uważności”.
* Świadomość (ang. consdousness) — to zdawanie sobie sprawy z istnienia (siebie, innych zjawisk, otoczenia itp_). Uważność (ang. awareness) — to wewnętrzna świadomość siebie w przestrzeni, wzbogacona posiadaniem aktywnej, ale nie napiętej uwagi, pozwalającej na bieżąco i bez wysiłku rejestrować otoczenie i zjawiska w nim zachodzące. Świadomość ma wymiar bardziej statyczny i społeczny: uważność – bardziej aktywny i osobisty (przyp. red.).

Poziom energii 150: Złość
Pomimo że złość może doprowadzić do masowych zabójstw i wojny, jako poziom energii jest znacznie bardziej oddalona od śmierci, niż te znajdujące się poniżej niej. Złość wiedzie do podjęcia albo konstruktywnych, albo destruktywnych działań. W miarę jak ludzie wychodzą z Apatii i Żalu, aby przekroczyć Strach, będący ich sposobem na życie, zaczynają „chcieć”. Pożądanie prowadzi do frustracji, którą w następstwie wiedzie do Złości. Dlatego też Złość może pełnić rolę punktu zwrotnego, za sprawą którego osoby uciskane w końcu przenoszą się do wolności. Złość na niesprawiedliwość społeczną, na represjonowanie czy nierówność wywołała wielkie poruszenia, które doprowadziły do poważnych zmian struktury społeczeństwa.
Jednakże Złość wyraża się najczęściej w formie urazy i chęci zemsty, stając się w ten sposób zmienna i niebezpieczna. Złość jako styl życia ujawnia się na przykładzie poirytowanych, wybuchowych ludzi, którzy są przewrażliwieni na afront i stają się wręcz „kolekcjonerami niesprawiedliwości”, kłótliwymi, agresywnymi i niezgodnymi.
Złość bierze się z niespełnionych potrzeb, jest więc oparta na polu energii niższego poziomu. Frustracja ma źródło w nadawaniu zbyt wielkiej wagi pragnieniom. Osoba w złości może – tak jak rozgniewane dziecko — wpaść w furię. Ód złości wiedzie prosta droga do nienawiści, która ma niszczący wpływ na wszystkie obszary ludzkiego życia.

Poziom energii 175: Duma
Duma, wykalibrowana na 175, posiada wystarczającą ilość energii, aby kierować Korpusem Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Jest to poziom, na którym chce się obecnie znaleźć większość naszego gatunku. Ludzie odczuwają pozytywne emocje, osiągając ten poziom, w przeciwieństwie do niższych pół energii. Ten wzrost samooceny działa jak balsam na cały ból doświadczany na niższych poziomach świadomości. Duma prezentuje się świetnie i wie o tym. Kroczy wyniośle w paradzie życia. Duma jest na tyle oddalona od Wstydu, Winy czy Strachu, żeby przykładowy przeskok z wypełnionego rozpaczą życia w getcie do dumy z bycia w Marines stał się ogromnym dokonaniem. Duma jako taka cieszy się ogólnie dobrą reputacją. Jest też społecznie wspierana. Jak widać teraz z tabeli poziomów świadomości, już samo pozostawanie poniżej krytycznego poziomu 200 jest dostatecznie niekorzystną sytuacją. Dlatego właśnie Duma wydaje się być zadowalająca tylko w kontraście do niższych poziomów.

Jak wszyscy doskonale wiemy, problem polega na tym, że „Duma prowadzi do upadku”. Poziom Dumy jest defensywny i nieodporny, ponieważ zależy od zewnętrznych warunków, bez których może nagle powrócić do poprzedniego, niższego poziomu. Zadufane w sobie ego jest podatne na atak. Duma pozostaje słaba, ponieważ może zostać zrzucona ze swojego piedestału prosto we Wstyd, który jest zagrożeniem, rozpalającym uczucie strachu przed utratą dumy.
Duma wprowadza podziały i zapoczątkowuje wyodrębnianie się frakcji. Konsekwencje tego są kosztowne. Człowiek zawzięcie umierał dla Dumy – armie wciąż regularnie dokonują na sobie rzezi w imię aspektu Dumy zwanego nacjonalizmem. Wojny religijne, terroryzm polityczny i fanatyzm, cała straszliwa historia Bliskiego Wschodu i Środkowej Europy, są ceną, jaką całe społeczeństwa płacą za Dumę.
Wadą Dumy jest arogancja i zaprzeczanie. Te cechy blokują wzrost. Na poziomie Dumy niemożliwe jest wyleczenie się z uzależnień, ponieważ zaprzecza się istnieniu problemów emocjonalnych czy defektów charakteru. Cały problem wyparcia jest związany z Dumą. Dlatego też Duma stanowi poważny ciężar, stojący na przeszkodzie w uzyskaniu prawdziwej mocy, która zastąpiłaby Dumę prawdziwym uznaniem i szacunkiem.

Poziom energii 200: Odwaga
Na poziomie 200 po raz pierwszy pojawia się moc. Kiedy testu-jemy badanych na wszystkim poziomach poniżej 200, wszyscy słabną, co można natychmiast zweryfikować. Każdy też prezentuje silniejszą odpowiedź na sprzyjające życiu pola powyżej 200. Na tym poziomie znajduje się linia krytyczna, oddzielająca pozytywne i negatywne oddziaływania na życie. Na poziomie Odwagi dochodzi do osiągnięcia prawdziwej mocy. Jest to zatem poziom umocnienia. Jest to strefa poszukiwań, osiągnięć, męstwa i determinacji. Na niższych poziomach świat wydaje się beznadziejny, smutny, przerażający czy frustrujący. Jednak na poziomie Odwagi życie postrzega się jako fascynujące, nęcące i inspirujące.
Odwaga zakłada chęć do wypróbowania nowych rzeczy i zmierzenia się ze zmiennością życia. Na tym poziomie umocnienia osoba jest w stanie skutecznie poradzić sobie z możliwościami, jakie niesie życie. Na poziomie 200 pojawia się na przykład energia do zdobywania nowych umiejętności w pracy. Wzrost i nauka stają się osiągalnymi celami. Pojawia się zdolność do zmierzenia się z obawami czy wadami charakteru i dalszego rozwijania się niezależnie od nich. Niepokój nie upośledza naszych starań tale, jak to miało miejsce na niższych etapach ewolucji. Przeszkody, nie do pokonania dla ludzi, których świadomość znajduje się poniżej poziomu 200, na osoby, znajdujące się w swym rozwoju na pierwszym poziomie prawdziwej mocy, działają stymulująco.
Ludzie znajdujący się na tym poziomie oddają światu tyle samo energii, ile z niego biorą. Zaś na niższych poziomach całe populacje, jak i pojedyncze osoby wysysają energię ze społeczeństwa bez odwzajemnienia. Ponieważ osiągnięcia przynoszą w skutkach pozytywne sprzężenie zwrotne, zadowolenie z siebie i szacunek stopniowo umacniają człowieka. W tym miejscu zaczyna się produktywność.
Zbiorowy poziom świadomości gatunku ludzkiego utrzymywał się na 190 przez wiele stuleci po czym, co osobliwe, wzniósł się jedynie na poziom 204 w ciągu ostatniej dekady.
Poziom energii 250: Neutralność
Energia nabiera pozytywnych cech, w miarę jak zbliżamy się do poziomu, który określiliśmy jako Neutralny, ponieważ uosabia go uwolnienie od popadania w skrajności, które cechuje niższe poziomy. Poniżej 250 świadomość ma tendencję dostrzegać dychotomię i przyjmować surowe stanowiska, będące utrudnieniem w świecie, który jest złożony i wieloczynnikowy, a nie czarno-biały.
Przyjmowanie takich stanowisk wywołuje polaryzację. Polaryzacja z kolei stwarza opozycje i podziały. Tak samo jak w przypadku sztuk walki; sztywna pozycja staje się punktem słabości. Ten, który się nie ugnie, jest podatny na złamanie. Wzrastając ponad granice czy opozycje, które trwonią jednostkową energię, poziom Neutralny umożliwia elastyczną, niewartościującą i realistyczną ocenę problemów. Bycie Neutralnym oznacza bycie względnie nie- przywiązanym do rezultatów. Niepowodzenie w osiągnięciu czegoś nie jest dłużej powiązane z poczuciem porażki, strachu czy frustracji.
Na poziomie Neutralnym, człowiek może stwierdzić: „Cóż, jeśli nie dostanę tej pracy, znajdę inną.” Jest to początek wewnętrznej pewności. Niełatwo jest zastraszyć osobę, wyczuwającą własną moc. Człowiek nie jest już motywowany do działania chęcią udowodnienia czegokolwiek. Nastawienie, że życie pełne wzlotów i upadków w końcu ułoży się dobrze, jeśli tylko-uda nam się pozbierać, charakteryzuje podejście na poziomie 250.
Ludzie, będący na poziomie Neutralności, mają poczucie dobro-bytu. Znakiem rozpoznawczym tego jest pewność siebie i umiejętność życia w świecie. Jest to poziom bezpieczeństwa. Z ludźmi z poziomu Neutralności łatwo można się dogadać, przyjemnie jest przebywać w ich towarzystwie, ponieważ nie zajmuje ich konflikt, współzawodnictwo czy wina. Są spokojni i przede wszystkim wolni od zaburzeń emocjonalnych. Postawa ta jest wolna od ferowania wyroków i w żaden sposób nie prowadzi do potrzeby kontrolowania ludzkich zachowań. Odpowiednio, ponieważ Neutralni ludzie cenią sobie wolność, nie jest łatwo ich kontrolować.
Poziom energii 310: Ochota
Ten bardzo pozytywny poziom energii można traktować jako furtkę do wyższych poziomów. Podczas gdy na Neutralnym poziomie prace są wykonywane właściwie, na poziomie Ochoty praca jest wykonywana dobrze, a powodzenie we wszystkich dążeniach jest częstym zjawiskiem. Wzrost zachodzi tu szybko. Ochotę reprezentują ludzie wybrani do postępu. Ochota zakłada, że przekroczyło się już wewnętrzny opór wobec życia i zdecydowało na współuczestnictwo. Poniżej kalibracji 200 ludzie mają skłonność do konserwatyzmu, ale poczynając od poziomu 310 pojawiają się szerokie horyzonty. Na tym poziomie ludzie stają się naprawdę przyjaźni, a sukces w sferze społecznej i ekonomicznej następuje automatycznie. Chętnych nie nęka bezrobocie. Podejmą się każdej pracy, jeżeli zajdzie taka potrzeba lub rozpoczną własną karierę w formie samozatrudnienia. Nie czują się upokorzeni pracą w usługach ani zaczynaniem od zera. Są pomocni dla innych i przyczyniają się do dobra całego społeczeństwa. Są także skłonni do zmierzenia się z własnymi problemami emocjonalnymi i nie są zablokowani na uczenie się.
Na tym poziomie samoocena jest wysoka i wzmocniona przez pozytywny oddźwięk ze strony społeczeństwa w formie uznania, docenienia czy nagrody Ochota charakteryzuje się współczuciem i reagowaniem na potrzeby innych. Ludzie przepełnieni Ochotą są budowniczymi i mają swój wkład w rozwój społeczeństwa. Z ich zdolnościami, aby nie dać się przeciwnościom losu i czerpać z doświadczenia, stają się ludźmi samoregulującymi swoje życie. Uwolniwszy się od Dumy, pragną spojrzeć na swoje wady i uczyć się od innych. Na poziomie Ochoty ludzie stają się świetnymi uczniami. Łatwo jest ich nauczać, reprezentują oni znaczące źródło mocy dla społeczeństwa.
Poziom energii 350: Akceptacja
Na tym poziomie uważności zachodzi główna przemiana, która związana jest ze zrozumieniem, że każda osoba sama jest źródłem i twórcą całego doświadczenia w swoim życiu. Przyjęcie tej odpowiedzialności jest właściwe dla tego stopnia ewolucji, charakteryzującego się zdolnością do harmonijnego współistnienia z siłami życia.
Wszyscy ludzie poniżej poziomu 200 mają skłonność do popadania w bezsilność, widzą siebie jako ofiary, znajdujące się na łasce życia. Bierze się to z przekonania, że źródło szczęścia czy też przyczyna problemów danej osoby znajduje się „na zewnątrz”. Ogromny skok, oddający nam naszą własną moc, dokonuje się na tym poziomie wraz z uświadomieniem, że źródło szczęścia leży w nas samych. Na tym już bardziej zaawansowanym poziomie, nic „z zewnątrz” nie posiada zdolności, aby uczynić nas szczęśliwymi. Miłość natomiast nie jest dawana czy zabierana przez drugą osobę, ale stwarzana w nas.
Akceptacji nie należy mylić z biernością, która jest objawem apatii. Ta forma zgodności pozwala na zaangażowanie się w życie na jego własnych warunkach, bez usiłowań dostosowania go do planu. W akceptacji znajduje się emocjonalny spokój, percepcja poszerza się w miarę, jak przezwycięża się zaprzeczenie.. Można teraz ujrzeć sprawy bez zakłóceń czy błędnych interpretacji. Kontekst doświadczanych zdarzeń jest tak poszerzony, że jest się zdolnym do „uchwycenia całego obrazu”. Akceptacja ma wiele wspólnego z równowagą, zachowaniem proporcji i odpowiedniością. Osobę, będącą na poziomie Akceptacji, nie zajmuje rozstrzyganie, co dobre, a co złe. Jest ona natomiast nastawiona na rozwiązywanie problemów i odnajdywanie drogi do ich usunięcia. Ciężkie prace nie są uciążliwe ani niepokojące. Cele długoterminowe zyskują pierwszeństwo nad krótkoterminowymi. Samodyscyplina i fachowość są tym, co ważne.
Na poziomie Akceptacji nie ulegamy polaryzacji przez konflikt czy opozycję. Dostrzegamy, że inni ludzie mają te same prawa co my i szanujemy równość. Na tym poziomie społeczna różnorodność jawi się jako sposób na rozwiązanie problemów, podczas gdy niższe charakteryzują się sztywnością. Dlatego też poziom ten jest wolny od dyskryminacji czy nietolerancji. Pojawia się świadomość, że równość nie wyklucza zróżnicowania, Akceptacja włącza, a nie odrzuca.
Poziom energii 400: Rozsądek
Inteligencja i racjonalność wychodzą na prowadzenie, gdy prze-kroczy się emocjonalność niższych poziomów. Rozsądek jest w stanie posługiwać się znacznymi, złożonymi ilościami danych i dokonywać błyskawicznych, właściwych, decyzji. Potrafi zrozumieć zawiłości związków, stopniować i dokonywać klarownych rozróżnień oraz doskonałe operować na symbolach, w miarę jak abstrakcyjne koncepcje stają się ważne. Jest to poziom nauki, medycyny i ogólnej, zwiększonej zdolności do konceptualizacji i zrozumienia. Wiedza i edukacja stają się tu kapitałem. Rozumienie i informacja są głównymi narzędziami osiągnięć, które są cechą charakterystyczną dla poziomu 400. Jest to poziom zdobywców Nagrody Nobla, wielkich mówców, sędziów Sądu Najwyższego. Einstein, Freud i wiele innych kluczowych osób w historii myśli kalibruje się tutaj.
Słabe strony tego poziomu to nieudolność jasnego rozpoznania różnicy pomiędzy symbolami i tym, co one reprezentują oraz pomieszanie świata obiektywnego z subiektywnym, co ogranicza zrozumienie przyczynowości. Na tym poziomie łatwo stracić z oczu las, przysłonięty przez drzewa, zadurzyć się w koncepcjach i teoriach, i w końcu zgubić sedno. Przeintelektualizowanie może oznaczać koniec. Rozsądek jest ograniczony poprzez swoją niezdolność wydobycia istoty czy punktu krytycznego złożonych spraw.
Rozsądek sam z siebie nie dostarcza drogi do prawdy. Wytwarza ogromne ilości informacji i dokumentacji, lecz brak mu zdolności, aby rozwiązać napotkane rozbieżności między danymi a wnioskami. Wszystkie argumenty filozoficzne same brzmią przekonująco. Pomimo że Rozsądek jest wysoce efektywny w świecie techniki, gdzie dominują metodologie oparte na logice, to jest on paradoksalnie główną blokadą w osiągnięciu wyższych poziomów świadomości. Przekraczanie poziomu Rozsądku jest stosunkowo rzadkie w naszym społeczeństwie.
Poziom energii 500: Miłość
Miłość, w sposób w jaki jest przedstawiona w mediach, nie dotyczy tego, co znajduje się na tym poziomie. To, co świat zwykł określać jako miłość, to wielka emocjonalność, połączona z atrakcyjnością fizyczną, zachłannością, chęcią posiadania kontroli, erotyzmem i nowością. Zazwyczaj jest przelotna i ulegająca wahaniom, rośnie i maleje w zależności od warunków. W przypadku niezaspokojenia, emocja ta często ujawnia skrywany gniew i uzależnienie, które maskowała. Przechodzenie od miłości do nienawiści jest potocznym zjawiskiem. Jednak to, o czym mówimy, to nie Miłość, tylko uzależniająca sentymentalność. Nienawiść pochodzi od Dumy,, a nie Miłości. W takim związku prawdziwa miłość prawdopodobnie nigdy nie zagościła.
Poziom 500 charakteryzuje się rozwojem bezwarunkowej, nie-zmiennej i stałej miłości. Nie jest ona chwiejna, ponieważ jej źródło znajdujące się w osobie, która kocha, nie jest zależne od zewnętrznych czynników. Miłość to stan istnienia. Jest to pełen wybaczenia, troski i wsparcia sposób, w jaki odnosimy się do świata. Miłość nie jest stanem intelektualnym i nie pochodzi z umysłu. Ona wywodzi się prosto z serca. Posiada w sobie zdolność podnoszenia innych na duchu i dokonywania wielkich czynów dzięki czystości swoich pobudek.
Na tym poziomie rozwoju zdolność zrozumienia istoty staje się najważniejsza. Cała uwaga koncentruje się na sednie sprawy Gdy rozsądek zostaje ominięty, pojawia się zdolność natychmiastowego rozpoznania całości problemu i jego głównego kierunku rozwoju, ze szczególnym uwzględnieniem czasu i procesu. Rozsądek radzi sobie jedynie ze szczegółami, miłość zaś z całością. Ta umiejętność, często przypisywana intuicji, polega na natychmiastowym zrozumieniu, bez uciekania się do sekwencyjnego przetwarzania symboli. To pozornie abstrakcyjne zjawisko jest w rzeczywistości całkiem konkretne. Towarzyszy mu mierzalne uwolnienie endorfin w mózgu.
Miłość nie przyjmuje stanowisk, dlatego jest całościowa i pozwala na osiągnięcie kompromisu. Wówczas zjednoczenie z drugą osobą staje się możliwe, ponieważ granice przestają istnieć. Miłość jest zatem włączająca i narastająco rozszerza poczucie ja. Miłość koncentruje się na dobrych stronach życia we wszystkich jego przejawach i pomnaża jeszcze to, co pozytywne. Rozwiązuje negatywność poprzez ujęcie jej w innym kontekście, a nie przez atakowanie.
Jest to poziom prawdziwego szczęścia. Jednak pomimo tego, że świat jest zafascynowany pojęciem miłości, a wszystkie funkcjonujące religie są wykalibrowane na poziom 500 i wyżej, warto zaznaczyć, że zaledwie 0,4% światowej populacji kiedykolwiek osiąga ten poziom ewolucji świadomości.
Tak naprawdę najlepszym słowem byłoby „inkluzywna” ponieważ nie tyle chodzi o to, że (z góry) „zawiera w sobie wszystko” ile o to, że kiedy nie ma barier osobowości, wszystko może zostać wchłonięte i stworzyć jedność.

Poziom energii 540: Radość
W miarę jak Miłość staje się coraz bardziej bezwarunkowa, zaczyna być doświadczana jako Radość. Nie chodzi jednak o nagłą radość z przyjemnego obrotu zdarzeń, ale o tę stale towarzyszącą wszystkim działaniom. Radość pochodzi z każdej chwili istnienia, a nie z jakiegoś zewnętrznego źródła. 540 to również poziom uzdrawiania i grup samopomocy opartych na duchowych podstawach.
Poczynając od poziomu 540 i wyżej, zaczyna się sfera świętych, uzdrowicieli duchowych i uczniów zgłębiających duchowość na zaawansowanym poziomie. Właściwa dla tego pola energii jest zdolność do niezwykłej cierpliwości i zachowania pozytywnej postawy w zetknięciu z długotrwałymi przeciwnościami losu. Znakiem rozpoznawczym tego stanu jest współczucie. Ludzie, którzy osiągnęli ten poziom, mają znaczący wpływ na resztę. Posiadają umiejętność nieprzemijającego, otwartego wejrzenia w innych, które wywołuje stan miłości i pokoju.
W wysokich rejestrach 500 oglądany świat jest przepełniony znakomitym pięknem i doskonałością stworzenia. Wszystko dzieje się bez wysiłku, synchronicznie, a świat i wszystko, co się w nim zawiera, jest postrzegane jako wyraz miłości i boskości. Wola jednostki staje się jednym z wolą boską. Wyczuwa się Obecność, której moc ulepsza zjawiska, przekraczając konwencjonalne oczekiwania co do rzeczywistości, co później przez zwykłego obserwatora nazywane jest cudami. Takie zjawiska reprezentują moc pól energii, nie jednostki.
Poczucie odpowiedzialności za innych na tym poziomie posiada inną jakość niż to cechujące niższe poziomy. Pojawia się chęć użycia swego stanu świadomości z korzyścią dla samego życia, a nie poszczególnych osób. Tej umiejętności kochania wielu ludzi jednocześnie towarzyszy odkrycie, że im więcej się kocha, tym więcej można kochać.
Doświadczenia śmierci klinicznej, mające przemieniający efekt, częstokroć pozwalały ludziom na odczucie poziomu energii z rzędu 540 i 600.

Poziom energii 600: Pokój
To pole energii wiąże się z doświadczeniem określanym słowami takimi jak transcendencja, samospełnienie czy świadomość Boga. jest ona niezwykle rzadkie, osiągane jedynie przez jedną osobę na dziesięć milionów. Kiedy ten stan jest doświadczany, rozróżnianie między podmiotem i przedmiotem znika i nie istnieje już żaden ogniskowy punkt percepcji. Nie jest niczym niezwykłym, że osoby, doświadczające tego poziomu, odsuwają się od świata, gdyż stan błogości, który się pojawia, uniemożliwia prowadzenie zwykłej aktywności. Niektórzy zostają nauczycielami duchowymi, inni jeszcze wykonują anonimowo pracę na rzecz ulepszenia ludzkości. Kilku zostaje geniuszami w swoich dziedzinach i dokonuje wielkiego wkładu w rozwój społeczeństwa. Ludzi ci są świątobliwi i mogą zostać w końcu uznani za świętych, pomimo że na tym poziomie formalne religie często zostają przekroczone, a zastępuje je czysta duchowość, leżąca u źródła każdej religii
Percepcja na poziomie 600 i powyżej czasami jest określana jako zachodząca w spowolnionym tempie, zawieszona w czasie i przestrzeni – chociaż nic nie jest stałe, wszystko jest ożywione i promieniejące. Pomimo że ten świat jest dokładnie tym samym, co ten obserwowany przez innych, stał się nieprzerwanie płynący, przeradzając się w wyśmienicie skoordynowany, ewolucyjny taniec, w którym znaczenie i źródło są obezwładniające. To cudowne objawienie zachodzi w sposób nieracjonalny, a umysł jest przepełniony nieskończoną ciszą, która wstrzymała konceptualizację. Ten, kto doświadcza oraz to, co jest doświadczane, stapiają się w jednej tożsamości Obserwujący rozpływa się w krajobrazie i również staje się obserwowanym. Wszystko jest połączone ze wszystkim poprzez Obecność, której moc jest nieskończona, wybornie subtelna, a zarazem twarda jak skała.
Wielkie dzieła sztuki, muzyki i architektury, które są wykalibrowane pomiędzy 600 i 700 mogą przenieść nas chwilowo na wyższe poziomy świadomości. Ich inspirujące i bezczasowe działanie jest uniwersalnie rozpoznane.

Poziom energii 700-1000: Oświecenie
Jest to poziom Wielkich Osób w historii, które zapoczątkowały schematy duchowe, za którymi przez wieki podążały rzesze. Wszystkie powiązane są z boskością, z którą zresztą często są identyfikowane. To poziom inspiracji o potężnej mocy Te istoty ustanowiły atraktorowe pola energii, wywierające wpływ na całą ludzkość. Na tym poziomie nie funkcjonuje już doświadczenie indywidualnej, osobowej jaźni, oddzielonej od innych. Występuje tu utożsamienie Jaźni ze Świadomością i Boskością. To, co nieprzejawione jest doświadczane jako Jaźń przekraczająca umysł. Ta transcendencja ego służy także jako przykład nauczający innych, jak ostatecznie osiągnąć ten stan. Jest to szczyt ewolucji świadomości w iudzkim królestwie.
Wielkie nauki podnoszą masy na duchu i podwyższają poziom uważności całej ludzkości. Uzyskanie takiej wizji nazywa się łaską, a podarunek, jaki ona ze sobą niesie, to nieskończony pokój, opisywany jako niewysłowiony, poza słowami.1 Na tym poziomie zrozumienia poczucie własnego istnienia przekracza wszelki czas i wszelką indywidualność. Zanika jakiekolwiek utożsamianie się z fizycznym ciałem jako „ja”, dlatego też jego łoś nie ma znaczenia. Ciało postrzega się zaledwie jako narzędzie dla świadomości. Dzięki umysłowi jego główną zaletą jest komunikacja. Tutaj jaźń ponownie wtapia się w Jaźń. Jest to poziom nie-dualności, całkowitej Jedności. Nie istnieje umiejscowienie dla świadomości. Uważność jest wszędzie na równi obecna.
Wielkie dzieła sztuki, obrazujące osoby, które osiągnęły poziom Oświecenia, w charakterystyczny sposób ukazują nauczyciela ze szczególnym ułożeniem rąk, nazywanym mudrą, w którym dłoń nadaje błogosławieństwo. Jest to akt przekazywania energii tego pola świadomości ludzkości. Ten poziom boskiej łaski jest wykalibrowany do
wartości 1000, najwyższego poziomu osiąganego przez wszystkie osoby, które żyły w odnotowanej historii, mianowicie przez Wielkie Wcielenia, którym można przypisać tytuł „Pana”: Pan Krishna, Pan Budda i Pan Jezus Chrystus.
MOC czy SIŁA - Tabelka

 

Emocje

 

Mapa

 

 

Mapa Świadomości - siła i moc

 

Fragment książki Erazm Majewskiego „Prolegomena i podstawy do filozofii dziejów i socyologii” oraz fragment artykułu Mariana Mazura – cybernetyka a humanitaryzm”

 

Przyrodnicy i filozofowie wysilają się na definicye, któreby w niewielu słowach scharakteryzowały człowieka, lecz choć dano już wiele określeń lapidarnych, szwankują one, a szwankują dlatego, że bywają za bardzo, albo za mało zoologiczne.
I nie może być inaczej. Niepodobna bowiem uczynić zadość wymaganiom ścisłości naukowej, jeśli obejmujemy w jednej definicyi człowieka przeszłego i dzisiejszego. Od chwili, gdy zaczął stawać się człowiekiem, uległ człowiek tak znacznej i urozmaiconej ewolucyi, że dwie jego fazy krańcowe, to, pomimo podobieństwa postaci, prawie całkiem różne jestestwa.
Ze zwierzęcia w coś całkiem dla świata nowego przerobiła człowieka głównie mowa. Dlatego, jeśli już chcemy być lapidarni, a jednocześnie zadość uczynić ścisłości naukowej, powinniśmy formułować dwie, trzy lub więcej definicyi, charakteryzujących człowieka w chronologicznej kolei jego rozwoju.
Będziemy bardzo blizcy prawdy, powtarzając orzeczenie, dane już na końcu rozdz. XVII, że człowiek – to przedewszystkiem zwierzęmówiące. Dzięki mowie dopiero stało się ono społecznem, a następnie mądrem (sapiens). Fazę wstępną, czysto zwierzęca, można będzie charakteryzować uwzględnieniem cech czysto-zoologicznych. Następne muszą już być charakteryzowane cechami, zjawiającemi się w naturalnej kolei rozwoju władz i rysów coraz bardziej odróżniających go od zwierząt.
Społeczność i mądrość są cechami nabytemi głównie dzięki mowie, przytem mądrość, mimo całej wielostronności, była, musiała być i została specyficznie ludzką, a więc względną i ograniczoną. W porównaniu do różnych zwierząt człowiek nie był w pierwszej swej fazie zwierzęciem najrozumniejszem – nie bywa też nim często nawet w ostatniej. Wiele zwierząt niewątpliwie nie stało niżej od pra-człowieka wówczas, gdy on stawał się człowiekiem; nie miały one tylko tej szansy, aby stać się w swoim rodzaju człowiekiem, t. j. jestestwem społecznem.
Dopóki pra-ludzie rozumieli się tak słabo, jak zwierzęta, a myśl ich niebogata u wszystkich była jednakowa, dopóty mózg człowieka niewiele różnił się od zwierzęcego i przedstawiał dla dalszego rozwoju takie same mniej więcej szansę, jak mózg zwierząt, zwłaszcza obdarzonych aparatem głosu, podobnym do ludzkiego.
Narzuca się więc z wielką natarczywością pytanie: czemu niektóre przynajmniej zwierzęta nie wyzyskały swych przyrządów głosowych na podobieństwo człowieka? Czemuż właśnie on i tylko on wzniósł się stosunkowo łatwo i prędko na wyżyny, gdy tamte zostały na nizkich poziomach?
Wszak niejeden gatunek zwierząt jest tak mądry, pomimo względnej małości półkul mózgu właściwego (encephalon), że gdyby tylko począł rozwijać mowę, mógłby stać się „człowiekiem”. Oczywiście byłby człowiekiem całkiem innym z postaci, z uzdolnień i kierunku rozwoju, w jakimby poszedł ku „człowieczeństwu”, ale byłby jestestwem analogicznem do człowieka z powodu tych specyalnych uzdolnień, które uczyniły człowieka jestestwem społecznem i mądrem, z możności rozwijania ducha swego gatunku, t.j. materyału pod niejednym względem niegorszego od ludzkiego.
Oto mądry i szlachetny słoń (Elephas), o którym Indusi opowiadają tyle legend cudownych, wraca z wycieczki samotnej do stada. Ma on do zakomunikowania swoim blizkim wiadomość ważną dla nich. Usiłuje on ją ujawnić, porykuje, gestykuluje trąbą, wpatruje się ożywiony i niespokojny w oczy innych słoni, ale… nie zrozumiano go, i wiadomość utonęła. Była ona iskrą, jedną z tych, których miliony, przenikając od osobnika do osobnika, składają się na mądrość, ale zgasła tam, gdzie zapłonęła. I tak jest ciągle. Od tysięcy lat marnuje się doświadczenie słoni, a każdy musi czynić te same doświadczenia dla siebie i tylko dla siebie, musi funkcyonować za siebie i tylko za siebie i tylko niezmiernie żółwią drogą dziedziczności wzbogacać swem doświadczeniem przyszłe pokolenia.
Z ludzkiego punktu widzenia jest to położenie tragiczne, choć w istocie może nie być tragicznem wcale; trwają w tym stanie wszystkie zwierzęta i mniej tęsknią do innego stanu, niż my do skrzydeł ptasich.
Mimo to prawdą jest, że gdyby człowiek poprzestawał na swem dawnem położeniu – zostałby i on na zawsze tylko zwierzęciem.
Ale on znalazł klucz do głowy innego człowieka i zdruzgotał zaporę, dzielącą go od jestestw podobnych. Stał się czemś nowem na ziemi, czemś nie gorszem, ale może i nie lepszem, bo na ziemi niema wspólnej miary dla wszystkich i stał się materyałem na ciało społeczne.
W koncercie egoizmów ziemi może nie wysunął się na czoło jestestw, bo to było niepodobnem, ale, mogąc coraz skuteczniej deptać po słabszych, czynił to bez wyrzutów sumienia lepiej od innych, zagarnął też zwolna grunt należny innym, zdławił słabszych i ostał się wśród typów pobitych jako tryumfator.
Najdzielniejsze osobniki rodu ludzkiego, wspinając się na ramionach poprzedników tegoż rodu, wznosiły się coraz wyżej, aż doszły tak wysoko, że zaczęły filozofować. Wtedy przedewszystkiem wyparły się swych ubogich, a więc… brzydkich krewnych i stworzyły wygodną doktrynę pochodzenia… z morskiej piany.
Niestety, pomimo przepaści duchowej, pozostało ciało, którego ani zmienić, ani podnieść – ani wyprzeć się nie można!

Czem się to stało, że człowiek, druzgocąc zaporę, dzielącą go od innego człowieka, wzniósł równocześnie wysoki mur między sobą, a pozostałym światem krewniaków zwierzęcych? Czemu żadne inne zwierzę tego nie dokonało?
Wspomnieliśmy o zbiegu „okoliczności sprzyjających” rozwojowi w kierunku szczególnie płodnym w bardzo ważne następstwa. Oczywiście ów zbieg okoliczności nie przekracza sfery czynników naturalnych, a więc teoretycznie biorąc dostępnych i dla innych rodzajów jestestw ziemskich.
Aby dostrzedz te czynniki, trzeba tylko pozbyć się jednego zakorzenionego poglądu, który nam je zasiania. Wmawiano w nas zbyt długo przekonanie, że człowiek stoi na jakimś szczycie drabiny (przynajmniej) kręgowych. Wmawiano, że jest najdoskonalszą latoroślą kręgowców, wreszcie najmłodszym, t. j. najpóźniejszym wśród nich typem. Wszystko to nieprawda!
Zbyt długo przedstawiano sobie proces rozwoju i przeżywania typów ziemskich, jako szeregi samych „doskonaleń się”, samych przemian „postępowych”, zbyt prosto załatwiano się także z wypadkami rozwoju wstecznego i bocznego i niejeden przyrodnik uważał świat dziś żyjący za jakiś wybór typów, w swoich rodzajach najdoskonalszych, gdyż wierzył, że przeżywać muszą przeważnie tylko typy najdoskonalsze, ginąć zaś same wsteczne. Znajdziemy się bliżej prawdy, biorąc cały świat dziś żyjący za jedną ruinę idealnej całości, złożonej ze wszystkich stopni przejściowych, jakie żyły kiedykolwiek.
To, co żyje, jest tylko bezładnie dochowaną resztką wytworów przeszłości. Dochowały się zaś przy życiu równie dobrze, choć przypadkowo, typy bardzo stare i zacofane, jak nie dochowały się późne, t. j. młode i dzielne. Dzisiejsza fauna i flora nie jest wcale tłumem samych „najlepszych” lub „najdzielniejszych”. Jest to raczej zbiór typów rozmaitej wartości biologicznej, zabytków ze wszystkich epok i najrozmaitszych stadyów rozwojowych. Jest ona złożona z typów, których równowartościowi krewniacy mieli nieszczęście różnemi czasy wyginąć, każdy dla jednej z tysiąca przyczyn, niosących zagładę wszystkiemu, co żyje. Przyczyny te bywały równie błache, jak, logicznie biorąc, niesprawiedliwe. Najczęściej nie jakaś niższość, lecz ślepy traf unicestwiał jedne typy i równie ślepy traf, nie zaś wyższość, utrzymywały pośledniejsze. Stąd niezliczone, a często zadziwiające luki zarówno we florze jak faunie ziemskiej. Znamy np. zwierzęta mocne, czujne i dzielne, pozbawione żyjących krewniaków, którzy musieli być przecież równie dzielnymi, a jednak zginęli. Znamy inne, gorzej uposażone – otoczone liczną rzeszą żyjącą odmian i gatunków blizkich. I jeszcze jedno. Nazbyt często zarówno paleontologom, jak zoologom, kierunek rozwoju jakiegoś typu wydawał się prostym i postępowym, gdy właśnie zmierzał on ku zmianom szkodliwym – i odwrotnie.
Dzięki podobnym błędom, utrzymuje się przekonanie o „młodości” typu ludzkiego, przekonanie, że jesteśmy ostatnią kreacyą ziemską, przynajmniej wśród ssaków. Utrudnia to trzeźwą ocenę stanowiska naszego w świecie zwierzęcym.
Świat dziś żyjący wcale nie jest owocem jakiegoś rozwoju „postępowego”. Jest w nim daleko więcej rozwoju we wszelkich kierunkach bocznych i wstecznych i jest, bo tak być musi. Przypomnijmy sobie, że rozmaitość postaci organicznych jest głównie dziełem tego snycerza, którego nazywamy środowiskiem. Środowisko, jak to później zobaczymy, bywa nie tylko rozmaite, ale i zmienne. Świat organiczny, żywiąc się na takiem łonie, nie zna stagnacyi w kształtach. Jedne zmieniają się prędzej, inne wolniej, ale zawsze tylko zależnie od okoliczności i w warunkach niejednakowo korzystnych dla dalszego bytu każdej postaci. Świat ten nie zna tego, co przyszłość przyniesie.Stosuje się on do chwili bieżącej, i stąd często najdzielniejsze typy wpadają w pułapkę, jaką im nieznana przyszłość przynosi. Wtedy to, co było najlepszem, staje się nieraz niespodzianie cechą szkodliwą i niesie zagładę nie słabszym, lecz właśnie najdzielniejszym. Typy, choćby nawet dzielne, ale podległe najżywszym przemianom, często kroczą nie ku przyszłym tryumfom, lecz właśnie ku zgubie. Niektóre zwierzęta znajdują się na drodze, jeżeli tak można się wyrazić, uzwierzęcania się głębszego. Zróżnicowanie np. ssaków szło bardzo prędko i poszło daleko. Dobiegło ono dawno kresu zmian użytecznych i zbliża się po większej części do dekadencyi. Aby nam się wiele zagadek ewolucyi jestestw żyjących przedstawiło we właściwem świetle, a zwłaszcza historya naturalna człowieka, trzeba tylko porzucić przestarzałą wiarę w rzekoma młodość i „postępowość” typu ludzkiego. Trzeba go uznać za typ bardzo stary, wprost za jestestwo jedno z najbardziejkonserwatywnych pośród ssaków. Do tego zniewala nas porównanie budowy ciała ludzkiego z budową wszystkich kręgowców.
Wypada mi tu znowu poruszyć i rozwinąć ideę, która winnaby być przedmiotem oddzielnego studyum, ale gdy dla naszych celów przedstawia ona tylko epizod, nie wolno nam zatrzymywać się nad nią dłużej, niż tego wymaga konieczność. Dlatego ograniczę się do ujęcia najcharakterystyczniejszych stron budowy człowieka w szerokich i ogólnych tylko liniach. Mianowicie dotknę tych szczegółów jego budowy, które same jedne rzucą snop światła na dziwne losy jestestwa, które zamianowało się nie bez słuszności królem ziemi.
Rozpatrzymy rękę ludzką, uzębienie postawę wyprostowaną. Tkwią w nich cechy ściśle zależne jedna od drugiej i zgodnie uważane po mózgu za najważniejsze znamiona rodu ludzkiego. Właśnie połączenie się w człowieku tych cech uważam za przyczynę główną szczególnego rozwoju mózgu, a więc za okoliczność, sprzyjającą uczłowieczeniu się pra-człowieka, a zarazem za świadectwo idei, że rozwój człowieka poszedł po drodze najprostszej do największego skomplikowania natury zwierzęcej, jak to już dawniej zauważyliśmy, bo komplikowanie się, nie zaś upraszczanie, jest szczególną dążnością energii ziemskiej, obserwowaną we wszelkich jej postaciach.

Człowiek poszedł po drodze najprostszej, lecz co to jest droga najprostsza? Czyżbyśmy tu wchodzić mieli w ocenianie drogi a posteriori, ze skutków wyrokując o przyczynach? Nie. Pod drogą najprostsza rozumiem właśnie drogę pośrednią między istniejącemi w formie odchyleniami; rozumiem drogę, zapewniającą największą ekonomię w ewolucyi. Ekonomii tej nie zachowała większość kręgowców, więc rozwój ich poszedł bądź nazbyt krętemi ścieżkami, bądź zawrócił z drogi najbezpieczniejszej wielostronności, na manowce zgubnej zawsze jednostronności, co jest niemal równoznaczne z krańcowością. Gdy wszystko, co żyje dokoła człowieka, ugrzęzło w wyspecjalizowaniu się, on jeden utrzymał się szczęśliwie do końca na najgładszej drodze wielostronności biologicznej i przeciętności,oczywiście bez starań szczególnych lub zasługi.
Idea „wyższości” organizmów jest całkiem względna. Nie zawsze droga do wyższości wiedzie przez „ulepszenia” i przez wielkie „przemiany”. Czasem może być związana właśnie z konserwatyzmem, i tak właśnie ma się rzecz z cechami człowieka. Gdyby nie ów konserwatyzm, człowiek zostałby może zdystansowany przez inny jaki gatunek i albo też ziemia wcale nie oglądałaby wyrosłego z pnia ssaków (Mammifera) dziwnego jestestwa, które, choć pełza w pyle ziemskim i pożera sobie podobne, ośmiela się, mimo to, przenikać szeroką świadomością to, co jest niezmierzone i niedościgłe dla zmysłów, i rezonuje o największych zagadkach świata.
Czy pra-ludzie, jestestwa niespołeczne, przerabiając się w swem potomstwie na komórki społeczeństw, poszli ku większej szczęśliwości, niż ta, która jest udziałem wolnych komórek-zwierząt, to jest kwestya, nad którą niech debatują pesymiści i optymiści, ale, bez względu na ich wyroki, fakt pozostaje faktem, i to niecofnionym. I przed nami wyłoni się później oraz na właściwem miejscu to pytanie, a choć go nie będziemy rozstrzygać, to przecież, zamiast tonąć w bagnie domysłów, ujrzymy wyraźnie: co człowiek zyskał, a co stracił, wszedłszy,dzięki swej przeciętności, na nową dla organizmów drogę bytu społecznego, po której toczy się jego dalsza egzystencya.
.
Źródło:  http://www.prawia.org/ksiazki/majewski/majewski1f.html
.


 

Człowiek jako układ cybernetyczny

 

Idea traktowania organizmów jako układów cybernetycznych nie uderza sensacyjnością, i temu chyba należy przypisać brak zainteresowania dla niej ze strony wydawnictw popularnych. Natomiast zaczyna budzić odzew pewien szczególny przypadek tej idei, a mianowicie traktowanie człowieka jako układu cybernetycznego. Od czasu do czasu można się spotkać w prasie społeczno-kulturalnej z wypowiedziami dającymi wyraz wątpliwościom co do dopuszczalności traktowania człowieka jako „maszyny”. Tak na przykład pewien literat pisze, że gdyby nawet uznać, że człowiek jest w pewnym sensie maszyną, to jednak nie tylko maszyną – jest w nim, „coś jeszcze”. Pewien socjolog widzi w cybernetyce nawrót do zaniechanego w nauce mechanicyzmu, a znów pewien teolog uważa, że człowiek i maszyna są tworami nieporównywalnymi, jako że przebiegi zachodzące w maszynie wymagają pewnego czasu, podczas gdy człowiek spostrzega coś, czy uświadamia to sobie ,,od razu”. Wszystkie tego rodzaju wypowiedzi nurtuje jak gdyby obawa przed degradacją człowieka. Bo np. jeżeli pozbywamy się niepotrzebnych maszyn, to może – skoro człowiek to maszyna – w podobny sposób zacznie się postępować z niepotrzebnymi ludźmi? Jest to obawa przed uznaniem człowieka za twór niższy od tego, za jaki uchodzi dotychczas, obawa przed traktowaniem człowieka jak rzeczy, a więc przed zaprzeczeniem miłości człowieka i ludzkości, poszanowania godności ludzkiej, czyli krótko mówiąc, obawa przed zaprzeczeniem humanitaryzmu.

Doprawdy, nic bardziej fałszywego. Wszystkie przytoczone powyżej poglądy są, łagodnie mówiąc, zbiorem nieporozumień.

Przede wszystkim uporządkujmy nieco sprawy terminologiczne. W cybernetyce traktuje się człowieka jako układ cybernetyczny, a nie jako „maszynę” cybernetyczną. Maszyna cybernetyczna jest to techniczny układ cybernetyczny. Wyrażenia „maszyna cybernetyczna” w odniesieniu do człowieka używają niekiedy popularyzatorzy cybernetyki dla większego zafrapowania czytelników; w naukowych publikacjach cybernetycznych używa się go tylko w tych przypadkach, w których naprawdę chodzi o maszyny. Krytycy cybernetycznego traktowania człowieka chętnie podchwytują wyraz „maszyna”, aby sobie ułatwić sytuację; gdy się powie czytelnikowi coś w rodzaju: „Patrzcie, oni (to znaczy cybernetycy) nie widzą różnicy między człowiekiem a maszyną”, to taka demagogia łatwiej może liczyć na pogodzenie niż przy użyciu bezbarwnego określenia „układ cybernetyczny”. Dodajmy też, że w pojęciu wielu ludzi, nie obciążonych znajomością rzeczy, cybernetyka jest nauką techniczną, technika zaś to technokracja, technokracja zaś to – antyhumanizm itd.

Niemniej, przyznajmy to, nawet nazywanie człowieka „układem cybernetycznym” (zamiast „maszyną”) nie wytrąca jeszcze krytykom broni z ręki. Układami cybernetycznymi, oprócz człowieka, są wszelkie inne organizmy, np. zwierzęce, i oczywiście maszyny cybernetyczne. Umieszczenie człowieka w takim towarzystwie jako jednego z układów cybernetycznych może dla wielu być rażące, ale do tego jeszcze powrócimy.

Argument o nawrocie mechanicyzmu wynika z braku rozeznania istoty sprawy. Mechanicyzm zawiódł dlatego, że traktował człowieka jak automat, czyli jak maszynę samosterowną; jego zwolennicy wyobrażali sobie, że ten sam bodziec musi wywołać tę samą reakcję, i nietrudno, było wykazać, że nie mają racji.

Natomiast w ujęciu cybernetycznym odpowiednikiem technicznym człowieka nie jest automat, lecz autonom, to znaczy maszyna samodzielna, działająca we własnym interesie, a więc dla własnego bezpieczeństwa i rozwoju; w tym ujęciu bierze się pod uwagę okoliczność, że człowiek (podobnie jak autonom) jest wyposażony w akumulator informacji pochodzących z poprzednich doświadczeń. Każdy aktualny bodziec dostarcza informacji, których rejestracja różni się od rejestracji poprzednich informacji tylko tym, że jest świeższej daty. O postępowaniu człowieka rozstrzygają wszystkie zarejestrowane w nim informacje, a nie tylko te najświeższe, i dlatego reakcje człowieka, zależnie od stanu jego akumulatora informacji, mogą być różne nawet przy takich samych aktualnych bodźcach.

Powróćmy jednak do sprawy traktowania człowieka – razem ze zwierzętami i maszynami – jako układu cybernetycznego. Ludzkość przeżyła już raz falę oburzenia wywołaną przez teorię ewolucji. Myśl o tym, że człowiek wraz z małpą mógłby pochodzić od wspólnych przodków, wydawała się wielu nie do zniesienia, a dzieła Darwina wprowadziła na indeks kościelny. Przecież człowiek stworzył nawet w swoim czasie inną terminologię dla siebie, a inną dla zwierząt; człowiek miał „głowę”, zwierzęta zaś „łeb”, to co u człowieka nazywało się „krew”, u zwierzęcia nazywało się „posoka” itp. Dziś nikomu już nie przychodzi na myśl nazywać gruczoły, mięśnie, nerwy itp. innymi nazwami w odniesieniu do zwierząt niż do człowieka.

Cybernetyka zdaje się wywoływać drugą falę podobnego oburzenia. Dopatrywanie się podobieństw człowieka do zwierząt można było w końcu znieść, ale do maszyn? Jeszcze i dziś nawet autorzy publikacji naukowych używając takich słów, jak „pamięć” maszyny, „uczenie się” maszyn, maszyny „myślące” – itp., piszą je często w cudzysłowie, niejako z zażenowaniem, że przypisuje się maszynie funkcje właściwe człowiekowi. Jak i poprzednio, jest to sprawa oswojenia się, przyzwyczajenia. Człowiek różni się od zwierząt i maszyn (autonomicznych) w zasadzie tylko jednym: ilością elementów rejestracyjnych. U człowieka ocenia się ją na około 15 miliardów, podczas gdy we współczesnych maszynach matematycznych nie przekracza ona jednego miliona, a u zwierząt bywa różna; np. u owadów wynosi ona zaledwie kilkanaście tysięcy. Jest to tylko różnica ilościowa, niemniej jednak, jest to różnica kolosalna; tyle że nie ma w niej nic „cudownego”, żadnego „coś jeszcze”.

Wbrew wszelkim pozorom cybernetyka, traktując człowieka jako układ cybernetyczny działa dla jego dobra, pozwala bowiem zrozumieć, czym człowiek jest naprawdę, a przez to zapobiec krzywdom wyrządzanym mu zarówno wtedy, gdy się go nie docenia, jak i wtedy, gdy się go przecenia. Obydwa te przypadki zasługują na bliższe omówienie.

 

Cybernetyka przeciw niedocenianiu człowieka

 

W okresie międzywojennym jakiś właściciel sklepu w Warszawie posłużył się do celów reklamowych „żywym manekinem”. Urodziwa dziewoja stała w oknie wystawowym i demonstrowała plansze z odpowiednimi napisami, wykonując ruchy kanciaste i sztywne, jak lalka z opery, Opowieści Hoffmana. Wówczas felietonista jednego z postępowych tygodników napisał, że o ile można nie mieć nic przeciw manekinom udającym ludzi, to jednak zmuszanie ludzi, żeby udawali manekiny, jest degradacją człowieka, gdyż czyni go bezmyślnym. Słuszność tego poglądu jest niewątpliwa, ale czy „żywe manekiny” zniknęły? Jak się okaże, niezupełnie.

Jednym z wielkich osiągnięć teorii informacji jest wprowadzenie pojęcia ilości informacji. Aby się nie rozwodzić na ten temat, przypomnimy tylko, że jednostkę ilości informacji, czyli tzw. „bit”, zawiera każda informacja wskazująca na jedną z dwóch możliwości. Na przykład gdy pytamy, czy teraz jest rok parzysty czy nieparzysty, to odpowiedź na to pytanie zawiera l bit informacji. Informacja wskazująca na jedną z czterech możliwości (np. odpowiedź na pytanie, jaka jest teraz pora roku) zawiera 2 bity; przy ośmiu możliwościach mielibyśmy 3 bity; przy szesnastu możliwościach 4 bity itd. – każde następne podwojenie liczby możliwości zwiększa ilość informacji o l bit.

Każdy przetwornik informacji otrzymuje i wydaje pewną ilość informacji. Najprostszy przetwornik informacji otrzymuje tylko l bit informacji i wydaje tylko l bit informacji. Przetwornikiem takim jest np. dzwonek elektryczny; odbiera on jedną z dwóch możliwości (przycisk dzwonka jest naciśnięty albo nie jest naciśnięty) i wydaje również jedną z dwóch możliwości (dzwonek dzwoni albo nie dzwoni). Każdy przekaźnik jest takim przetwornikiem informacji, do którego dochodzi impuls albo nie i z którego wychodzi impuls albo nie.

A teraz przypomnijmy pewien tragiczny wypadek, opisany w naszych dziennikach przed kilkunastu laty. W okolicy Warszawy jakaś matka chciała w nocy wezwać lekarza do chorego, dziecka i przyszła do pobliskiej fabryki, aby skorzystać z telefonu (wówczas tylko instytucje miały telefony), ale spotkała ją kategoryczna odmowa portiera, który zastawiał, się przepisami dopuszczającymi używanie telefonu tylko do rozmów służbowych. Na nic nie zdały się prośby i łzy zrozpaczonej kobiety; kiedy wreszcie z kilkugodzinna zwłoką sprowadziła lekarza, dziecko już nie żyło. Wypadek ów wzburzył opinię, ale nas obecnie będzie tu interesować cybernetyczna ocena tego faktu. Portier z przytoczonego przykładu, zgodnie z przepisami, stał się odbiorcą jednej z dwóch możliwości, a mianowicie rozpoznawał tylko, czy rozmowa jest służbowa, czy nie, i reagował na to również w postaci jednej z dwóch możliwości, tj. udostępniał telefon albo nie. Inaczej mówiąc, odbierał i wydawał informacje tylko w ilości l bita, został wiec sprowadzony do poziomu takich przedmiotów, jak dzwonek elektryczny lub przekaźnik. Do przetwarzania informacji w ilości l bita wystarcza tylko jeden element rejestracyjny, mogący przybierać dwa stany: stan pobudzenia i stan niepobudzenia. A przecież człowiek ma takich elementów kilkanaście miliardów! Ma ich tyleż także przykładowy portier – widać, jak ograniczony użytek kazano mu z nich robić.

Podobnych przypadków jest znacznie więcej, niż można by przypuszczać. Niedawno w dyskusji prasowej na temat roli dyrektorów fabryk pisano o dyrektorze, który wbrew przepisom przeniósł pewną, zresztą niewielką sumą z jednego paragrafu do drugiego, aby sfinansować proste urządzenie pozwalające wyeliminować import kosztownej maszyny. Fakt ten spowodował wystąpienie szeregu osób urzędowych w roli przekaźników. A więc najpierw kontroler musiał stwierdzić, czy nastąpiło naruszenie przepisu, czy nie, aby wiedzieć, czy ma w protokole sporządzić doniesienie, czy nie, czyli działał jako przetwornik informacji w ilości l bita. Potem prokurator musiał stwierdzić, czy doniesienie odpowiada prawdzie, czy nie, aby wiedzieć. czy ma sporządzić akt oskarżenia, czy nie, a więc i on działał jako przetwornik informacji w ilości l bita. W podobnej roli wystąpił sędzia przy ustalaniu winy; jedynie przy wydawaniu wyroku był w nieco lepszej sytuacji – jeżeli kodeks przewidywał karę np. od pół roku do dwóch lat wiezienia i jeżeli przyjąć, że karę wymierza się liczbą miesięcy (a nie np. tygodni, dni lub godzin), to sędzia miał do dyspozycji 19 możliwości, działał więc jako przetwornik informacji w ilości nieco ponad 4 bity. Gdy oskarżony dyrektor dowodził, że postąpił w sposób korzystny dla fabryki, a nawet całej gospodarki krajowej, kontroler, prokurator i sędzia odpowiadali, że zastanawianie się nad tym, to nie ich rzecz; ich obowiązują przepisy. Jak się okazuje, oskarżony był w tej sprawie jedynym człowiekiem, który nie chciał być przekaźnikiem; został ukarany za to, że przetwarzał za dużo bitów informacji.

Do takiego zubożenia człowieka dochodzi, gdy trzymanie się przepisów (przetwarzanie l bita informacji) ma zastępować kierowanie się zdrowym rozsądkiem (przetwarzanie bardzo wielu bitów informacji). Mnogość przepisów jest świadectwem niedoceniania człowieka i dlatego warto wiedzieć, że człowiek jest układem cybernetycznym o kilkunastu miliardach elementów rejestracyjnych.

 

Cybernetyka przeciw przecenianiu człowieka

 

Od tysięcy lat wyobrażano sobie, że przebiegi informacyjne w mózgu ludzkim nie wymagają energii ani czasu – przecież myśleć może równie dobrze silny, jak i słaby, zdrowy, jak i chorowity, a poza tym myśli się błyskawicznie („szybki jak myśl”). Stąd powstało przekonanie, że myślenie jest czymś „niematerialnym” (tzn. niefizycznym), przejawem „niematerialnej duszy”, funkcją „ducha” zwyciężającego „ciało” itp.

Cybernetyka przyczynia się do rozwiewania tych mitów. Odbieranie, przenoszenie, przetwarzanie i wydawanie informacji wymaga zużywania energii i odbywa się w określonym czasie, a więc z określoną szybkością. Każdy tor informacyjny, z mózgiem ludzkim włącznie, ma określoną przelotność (w bitach na sekundę). Ponadto do wykorzystania jakichkolwiek informacji konieczne jest utrwalenie tych informacji, czyli ich rejestracja (zapamiętanie), co także wymaga energii i czasu.

Niestety, wspomniane wyżej mity sprawiają) że w ocenie informacyjnego funkcjonowania organizmu ludzkiego pomija się te istotne czynniki. Stąd się bierze fikcyjne założenie: zostałeś zawiadomiony, więc wiesz. Czystą fikcją jest założenie prawników, że ogłoszenie zarządzenia w wydawnictwie do tego przeznaczonym jest równoznaczne z uświadomieniem obywateli o treści zarządzenia („nikt nie może się tłumaczyć nieznajomością prawa”). Wiele okólników wydaje się przy założeniu, że dostarczenie ich adresatowi jest równoznaczne z odebraniem przezeń informacji. Tymczasem przyswajanie informacji jest procesem mozolnym, związanym z wieloma ograniczeniami, a zarazem niezwykle doniosłym w skutkach.

Posłużymy się tu znów przykładem dobrze znanym z prasy codziennej. Pewna osiemnaste- czy dziewiętnastoletnia dziewczyna została kierowniczką sklepu i na tym stanowisku sprzeniewierzyła w ciągu paru lat znaczne kwoty (w sumie było tego ponad dwieście tysięcy złotych) dla swojego narzeczonego, który zresztą okazał się wydrwigroszem. Wyrok: 9 lat więzienia. To z punktu widzenia prawa.

A jak to wygląda z punktu widzenia cybernetyki? Przypuśćmy, że ktoś ma rocznego psa. Gdyby go zostawił na parę godzin samego w pomieszczeniu, w którym znajduje się kilogram surowego mięsa, to nie powinien się zdziwić, gdy po powrocie zamiast mięsa zastanie psa oblizującego się po dobrym obiedzie. Będąc rozsądnym człowiekiem, wie, że psa trzeba nauczyć, co mu wolno, a czego nie. Trzeba to robić w sposób łagodny i cierpliwy, tak długo, aż pies przyswoi sobie przekazywane mu informacje.

Roczny pies zaczyna być zdolny do wydania potomstwa; osiemnastoletnia dziewczyna także. Obydwoje są w tej samej fazie rozwoju organizmu. Ponadto dziewczyny lubią narzeczonych w nie mniejszym stopniu niż psy mięso.

Już słychać głosy oburzenia: jakże można przyrównywać człowieka, a więc istotę „rozumną”, obdarzoną „świadomością” i „wolną wolą”, do „bezrozumnego” zwierzęcia? Ano, cybernetyka ma tę odwagę. Niedoświadczony człowiek i niedoświadczony pies są po prostu niedoświadczonymi układami cybernetycznymi. Niedoświadczonymi, to znaczy mającymi za mało zarejestrowanych informacji. Kto uznaje ten fakt w stosunku do psa, a nie uznaje w stosunku do człowieka, ten kieruje się mitami.

Skazanej zabrano najcenniejsze lata życia. Zamiast tego trzeba było w swoim czasie pomyśleć, czy jest ona przystosowana do powierzonych jej zadań, cierpliwie uczyć, co jej wolno i w jakim zakresie, reagować na brak pierwszego tysiąca złotych, a nie dopiero dwusetnego, wytworzyć i utrwalić wyobrażenie skutków lekkomyślności; zamiast zadowolić się istnieniem odpowiednich informacji w kodeksie karnym, trzeba było dopilnować, żeby także zostały one zarejestrowane w mózgu; krótko mówiąc, należało delikwentkę potraktować przynajmniej tak, jak rozsądny człowiek traktuje swojego psa. Gdzie są prawdziwi winowajcy, którzy to wszystko zaniedbali i czy zostali za to ukarani? Pytanie to zadał Muszkat-Jotem w dyskusyjnej audycji telewizyjnej, osnutej na powyższej sprawie, ale – rzecz charakterystyczna – głos jego był odosobniony.

Najwidoczniej dyskutanci nie znali cybernetyki…

Nie wierzmy w cuda. Myślenie jest procesem informacyjnym nie różniącym się co do zasad od wszelkich innych procesów fizycznych. Człowiek, jak każdy inny układ cybernetyczny, ma ograniczone możliwości sterownicze. Przecenianie go może wyrządzać szkody nie mniejsze niż jego niedocenianie, zwłaszcza gdy to przecenianie jest unikiem ze strony tych, których nie stać na wnikanie w istotę rzeczy.

Źródło: https://www.google.com/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&cad=rja&uact=8&ved=0CDMQFjAB&url=http%3A%2F%2Fautonom.edu.pl%2Fpublikacje%2Fmarian_mazur-cybernetyka_a_humanitaryzm.doc&ei=XfR8U6S8ObTX7Aao_oCoAQ&usg=AFQjCNHdhwxGAyVPT9MhTONYxWE2Tum9aA&sig2=Yr5AEr8KeSkIb-fgaZP0mg&bvm=bv.67229260,d.ZGU


Fragment książki „Atlas zbuntowany” Ayn Rand, rozdział Kim jest John Galt

Umysł ludzki jest podstawowym narzędziem przetrwania. Człowiek otrzymał życie, ale nie przetrwanie. Otrzymał umysł, lecz nie jego zawartość. Aby pozostać przy życiu, musi działać, a zanim będzie mógł działać, musi znać charakter i cel swoich działań. Nie może zdobywać pożywie­nia, nie wiedząc nic o nim ani o sposobach zdobywania go. Nie może wykopać rowu — ani zbudować cyklotronu — nie wiedząc nic o swoim celu ani środkach do jego osiągnięcia. Aby pozostać przy życiu, musi myśleć.

Myślenie jest jednak świadomym wyborem. Kluczem do tego, co tak lekkomyślnie nazywacie „naturą ludzką”, tajemnicą poliszynela, którą znacie, lecz drżycie ze strachu przed ubraniem jej w słowa, jest fakt, iż

człowiek posiada wolną wolę. Rozum nie działa automatycznie, myślenie nie jest procesem mechanicznym, logicznych powiązań nie dokonuje się instynktownie. Funkcje waszych żołądków, płuc czy serca są automatyczne, funkcja umysłu — nie. W każdym momencie swego życia macie wolny wybór: możecie myśleć lub uchylać się od myślenia. Nie możecie jednak uciec przed swoją naturą, przed faktem, że waszym środkiem przetrwania jest właśnie rozum — a zatem dla was, istot ludzkich, „być albo nie być” jest pochodną „myśleć albo nie myśleć”.

Istota obdarzona wolną wolą nie posiada automatycznego scenariusza zachowań. Potrzebuje kodeksu wartości, by kierował jej postępowaniem. „Wartością” jest to, czego zdobyciu i zachowaniu służą jej działania, „cnotą” — działania, poprzez które zdobywa to i zachowuje. „Wartość” wymaga odpowiedzi na pytanie: dla kogo i w odniesieniu do czego? Wymaga kryterium, celu i konieczności działania w obliczu wyboru. Tam, gdzie nie ma wyborów, niepotrzebne są wartości.

We wszechświecie istnieje tylko jeden fundamentalny wybór: istnieć lub nie istnieć — i dotyczy on tylko jednej kategorii bytów: istot żywych. Istnienie materii nieożywionej jest bezwarunkowe, istnienie życia — nie. To ostatnie zależy od konkretnych działań. Materia jest niezniszczalna; zmienia formy, ale nie może przestać istnieć. Jedynie żywy organizm nieustannie stoi przed wyborem: życie lub śmierć. Życie jest procesem samoistnego i samorodnego działania. Jeśli organizm nie sprosta temu zadaniu, umiera; pozostają jego składniki chemiczne, życie jednak przestaje istnieć. Jedynie koncepcja życia umożliwia istnienie koncepcji wartości. Jedynie dla żywego stworzenia coś może być dobre lub złe.

Roślina musi się żywić, by przeżyć; światło słoneczne, woda i potrzebne substancje chemiczne są wartościami, których zdobywanie wyznaczyła sobie za cel jej natura; jej życie jest kryterium wartości kierującym jej działaniami. Roślina nie ma wyboru — warunki, na które napotyka, są zmienne, ona jednak nie może sobie wybrać sposobu działania: działa automatycznie, by przedłużyć swoje życie; nie może dokonać aktu samozniszczenia.

Zwierzę posiada narzędzia służące zachowaniu życia; zmysły dostarczają mu automatycznego kodeksu zachowań i automatycznej wiedzy o tym, co jest dobre, a co złe. Nie ma możliwości poszerzenia tej wiedzy ani jej uniknięcia. W warunkach, w których jego wiedza okazuje się nie­wystarczająca, umiera. Dopóki jednak żyje, kieruje się tą wiedzą, automatycznie szukając bezpieczeństwa i nie mając wyboru, nie potrafiąc ignorować własnego dobra, wybrać zła i dążyć do autodestrukcji.

Człowiek nie posiada automatycznego kodeksu przetrwania. Tym, co odróżnia go od pozostałych istot żywych, jest konieczność działania w obliczu wyborów na podstawie wolnej woli. Nie posiada automatycznej świadomości tego, co jest dla niego dobre lub złe, od jakich wartości zależy jego życie i jakich wymaga działań. Mówicie o instynkcie samozachowawczym? Akurat tego istota ludzka nie posiada. „Instynkt” to nieomylny i automatyczny rodzaj wiedzy. Pragnienie nie jest instynktem. Pragnienie życia nie daje wam wiedzy potrzebnej, by je zachować. Ludzkie pragnienie życia też nie jest automatyczne: właśnie teraz grzeszycie po kryjomu jego brakiem. Wasz strach przed śmiercią nie wynika z miłości do życia i nie daje wam wiedzy potrzebnej do jego zachowania. Człowiek musi nabywać swoją wiedzę i podejmować działania na podstawie procesu myślenia, którego nie narzuca mu automatycznie natura. Człowiek posiada zdolność samozniszczenia — i nią właśnie kierował się przez większość swojej historii. Istota żywa, uważająca swoje środki przetrwania za zło, nie przeżyje. Roślina usiłująca poplątać własne korzenie czy ptak walczący o połamanie własnych skrzydeł nie pożyłyby długo. Historia człowieka jest jednak historią walki o wyparcie i zniszczenie umysłu.

Człowieka obwołano istotą rozumną, ale bycie rozumnym to kwestia wyboru — a alternatywa, którą mu oferuje jego natura, brzmi: istota rozumna lub dążące do samozagłady zwierzę. Człowiek musi być człowiekiem — z własnej woli; musi upatrywać w życiu wartość — z własnej woli; musi się nauczyć je zachowywać — z własnej woli; musi odkryć potrzebne do tego wartości i kierować się własnymi cnotami — z własnej woli.