Archiwum dla Lipiec, 2015

Flourek z perspektywy profesjonalistów: pełne medyczne oskarżenie – napisy PL

Witam, nazywam się Bill Osmundson.
Już od przeszło trzydziestu lat jestem dentystą i stomatologiem kosmetycznym.
Uzyskałem tytuł magistra zdrowia publicznego, odżywiania oraz edukacji zdrowotnej.
W ciągu pierwszych dwudziestu pięciu lat praktyki, agresywnie promowałem fluoryzację wody, myślałem, że płyną z tego korzyści i sądziłem tak, dopóki samodzielnie nie zweryfikowałem tych informacji.
Zacząłem szukać przyglądać się rozmaitych agencjom rządowych, a także rożnym raportom i wynikom badań, po czym zacząłem uzmysławiać sobie fakt, że fluoryzacja wody stanowi problem. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie uczyniłem, było przyjrzenie się tubce pasty do zębów, której używałem.
Było na niej napisane: fakty dotyczące leku. Wiedziałem, że to jest lek, jeśli chciałbym Ci go polecić musiałbyś mieć receptę, chodzi o połykanie.
Jeśli chodzi tubkę, jest zalecenie „nie połykaj”, a w przypadku, gdy to połkniesz – „skontaktuj się z centrum kontroli zatruć”.
Ilość fluorku, o jakiej mówimy jest wielkości małego orzeszka, prawdopodobnie nie zobaczysz tego w reklamach.
Zwykle, gdy oglądamy reklamy, widzimy to jak śmietankę na lodach.
Ta ilość wyciśniętej pasty zawiera dokładnie ćwierć miligrama fluoru.
Jest to taka sama ilość fluorku, jaką odnaleźć możemy w 200 ml wody.
Ćwierć miligrama fluoru i ćwierć miligrama fluorku – nie połykać!
Jeśli to połkniesz, niezwłocznie „skontaktuj się z centrum kontroli zatruć.”

OSTRZEŻENIA DLA NIEMOWLĄT

Jedną z rzeczy, jaka mnie zajmuję to wpływ fluoryzacji wody na niemowlęta.
Amerykańskie Stowarzyszenie Stomatologiczne oraz Centrum Kontroli Chorób zaleca,
by niemowlęta nie dostawały do picia fluoryzowanej wody, jak również, by nie przygotowywać dla nich żadnych preparatów mlecznych z jego zawartością.
Stężenie fluorku w wodzie jest 250-krotnie większe niż w mleku matki.
Nie powinniśmy zatem fluoryzować wody i szkodzić najbardziej podatnym i bezradnym.
FLOUROZA ZĘBÓW
Kolejną ze sprawą, której przyjrzałem się bliżej, jest fluoroza stomatologiczna, odpowiedzialna za widoczne na zdjęciu biało-brązowe miejsca na zębach.
Okazuje się, że jedynym czynnikiem powodującym fluorozę jest fluor, a przyczyną jest
zbyt wielka ilość połykanego fluorku w czasie rozwoju od urodzenia do około 8 roku życia.
Za każdym razem, gdy przychodzą do mnie pacjenci leczący się na fluorozę, mówię im,
że mają zbyt wiele fluoru i jest to wskaźnik tego, że prawdopodobnie jest go za dużo w całym organizmie nie tylko w zębach, zarówno w kościach, jak i w innych organach. Uszkodzenia, jakie powoduje fluoroza nie podlegają dyskusji.
Każdy zgodzi się z tym, że zbyt wielka ilość fluorku może spowodować fluorozę.
Zgodnie z danymi pochodzącymi z CDC, dziś około 1/3 dzieci na świecie cierpi na fluorozę.

KORZYŚCI?

Następną sprawą, której chciałbym się przyjrzeć, to kwestia korzyści.
Jakie korzyści płyną z fluoryzacji? Słyszałem o danych, które mówią o redukcji kłopotów z zębami od 20% do 40%, 60%, a nawet 80% dzięki fluorowanej wodzie.
Jakie więc korzyści płyną z fluoryzacji wody? Dokładnie przeanalizowałem kilka czynników.
Po pierwsze, przyglądając się rozmaitym krajom świata, możemy zobaczyć, że nie ma znaczenia co robimy z fluoryzacją, gdyż zarówno kraje, które fluoryzują wodę w wysokim stopniu, jak i te, które w ogóle nie fluoryzują wody, wykazują się podobnym wskaźnikiem redukcji ubytków.
W tym celu możemy równie dobrze porównać różne stany w Stanach Zjednoczonych. Na wykresie możemy zaobserwować, że stopień fluoryzacji nie odgrywa żadnej roli w kwestii zdrowia zębów w poszczególnych stanach, niezależnie od poziomu fluoryzacji wody. To samo dotyczy wszystkich krajów i innych miejsc.
Ten fakt nie dawał mi spokoju: skoro z fluoryzacji wody nie wynikają żadne korzyści, to dlaczego wciąż ją fluoryzujemy?
Mam do Państwa dwie prośby. Pierwszą jest, byście porozmawiali ze swoimi dentystami i lekarzami na temat fluoryzacji.
Zapytajcie czy widzieli raport Narodowej Akademii Nauk na temat fluoryzacji.
Dajcie im informacje na temat fluoryzacji wody i nadmiernej ekspozycji na fluor, którymi być może nie dysponują.
Te dane bardzo mi pomogły, gdy moi pacjenci na spokojnie zwracali się do mnie mówiąc: proszę zobacz na te dane, ci lekarze i dentyści zaniepokojeni są zjawiskiem fluoryzacji wody. Co pan o tym myśli?
Nikt z nas, profesjonalistów, nie chce krzywdzić swoich pacjentów. Całe nasze życie związane jest z dbaniem o poprawę zdrowia ludzi, a nie krzywdzeniu ich.
Wy którzy zajmujecie się zdrowiem zawodowo, usilnie proszę Was jeszcze raz o przyjrzenie się temu, co nauka mówi na temat fluoryzacji.
Nauki nie powinniśmy się bać, oferuje ona informacje.
Poświęćcie nieco czasu przyglądając się tym danym, zwracając uwagę na obie strony zagadnienia.
Przyjrzyjcie się obu stronom i osądźcie sami.

Fluoryzacja wody jest rozprowadzaniem medykamentów.

To droga dostarczania medykamentu. Fluorek jest lekiem jest medykamentem.
Fluor oddziałuje na ciebie fizycznie, powoduje w tobie fizyczne zmiany.
Fluor to nie chlor, to nie jedna z wielu substancji chemicznych służących do uzdatniania wody, uczynienia jej bezpieczną i zdatną do picia.
Fluor nie przypomina chloru, który służy oczyszczeniu wody i uczynieniu jej bezpieczną, zabijając bakterie w zasobach wodnych.
To jedyna substancja na świecie spośród występujących w wodzie pitnej, która oddziałuje na człowieka i wpływa na jego ciało.
Powiedzieć mogę, że na światowym rynku nie ma absolutnie żadnego leku,
który byłby podawany w jednej dawce wszystkim, który pasowałby do każdej możliwej sytuacji.
Takie podejście jest całkowicie przestarzałe. W nowoczesnej farmakologii całkowicie jasne jest, że nawet jeśli w lekach zawarta jest stała dawka leku, to każdy reaguje na jedną i tę samą dawkę leku w indywidualny i odmienny sposób.
Jednak nie dzieje się tak w tym przypadku. Fluor zawarty jest w wodzie, a różni ludzie piją różne jej ilości, a więc występuje tu olbrzymie zróżnicowanie w jej spożyciu.
Istnieją przecież atleci, robotnicy, którzy piją duże ilości wody.
Są też cukrzycy, którzy muszą wypijać olbrzymie jej ilości w porównaniu do przeciętnej osoby.
Celem wszelkiej farmakologii jest dostarczenie właściwych środków właściwej osobie, we właściwym czasie i we właściwych ilościach.
A tych wymogów nie spełnia fluoryzacja. Nie może ich spełnić.
Zdecydowanie preferuję indywidualne podejście w leczeniu. Nie widzę problemu w tym, by dentysta mający bezpośredni kontakt z pacjentem przepisał mu fluor w odpowiedniej dawce i monitorował w razie możliwych efektów ubocznych. To jest to co w zasadzie robimy w przypadku innych leków i tak samo powinno być z fluorem. Przecież nie dodajemy innych środków do wody, aby obniżyć wszystkim ciśnienie krwi lub obniżyć ryzyko wylewu.
Nie ma powodu dla którego w ogóle mielibyśmy takim podejściem próbować traktować wszystkich.
Problem z dodawaniem medykamentów do wody oczywiście dotyczy udzielenia zgody na branie w tym udziału, chodzi o świadomą zgodę, której ludzie nie mogą udzielić co jest podstawą etyki lekarskiej.
Pozwalamy społeczności na robienie każdemu w społeczności, tego co pojedynczy lekarz nie może zrobić pojedynczej osobie
i jest to przepisywanie leku na receptę bez świadomej zgody pacjenta.
Jaki lekarz o zdrowych zmysłach by leczył kogoś, kogo historii medycznej nie zna
którego nawet nie widział, substancją, która wywołuje fizyczne zmiany w organizmie,
leczysz nią kogoś całe życie tylko dlatego, że zetknąłeś się z opinią, że pomogła ona komuś w leczeniu jego zębów?
Wyborcy leczą siebie nawzajem, niezależnie od tego, czy ktoś tego chce, czy nie.
Jeśli 51% zagłosuje, że należy leczyć całe miasto, wówczas wszyscy zostają poddani medykalizacji.

Brent Foster

Zdecydowałem się zadzwonić do specjalisty zajmującego się biologią ryb (ichtiologa).
Odpowiedział mi: nie przejmuj się kwestią arszeniku, ani innymi ciężkimi metalami czy zanieczyszczeniami w Columbia River, bo w gruncie rzeczy jedynym udowodnionym toksycznym czynnikiem odpowiedzialnym za zwolnienie lub zatrzymanie przepływu łososia w tej rzece jest fluor.
Ta wypowiedź mną wstrząsnęła i mnie obudziła, pamiętam jak powiedziałem do niego – żartujesz sobie ze mnie?
Gdy wreszcie zacząłem zagłębiać się w to, co obecnie nauka ma do powiedzenia na temat fluoru, skoncentrowałem się zwłaszcza na kwestii wpływu fluoru na ryby. Tym, co bardzo szybko skonstatowałem, to fakt, że bez wątpienia stężenie fluoru już w ilości 1/4 tego co dodajemy do wody pitnej ma znaczący wpływ na migrację łososi.
Łososie wiedzą, że jest w wodzie i aktywnie omijają te miejsca, mówimy to tak niskim stężeniu fluoru jak 1ppm [1 cząsteczka fluoru na milion cząsteczek wody]
Dla mnie było to czymś co otwiera oczy, było to całkiem niezłym znakiem,
dla mnie, że to co do tej pory wiedziałem o fluorze, było mitami
Zaufaj nam, jesteśmy ekspertami! że jest wspaniały dla tych wszystkich biednych dzieci, a w reklamach pokazywane są fakty, a każdy kto ma jakieś obawy z nim związane jest po prostu jakimś szarlatanem, który nie ma za tym co mówi żadnych podstaw naukowych.
Kiedy zacząłem przeglądać różnorodne informacje na temat fluoru, to w czasie tego procesu zszokowało mnie to odkryłem.
Nowe odkrycia naukowe, które wyszły na temat wpływu fluoru, a szczególnie fluoryzacji wody, w ciągu ostatnich kilku lat, przekraczają prawie wszystko. Pracuję z toksynami całymi dniami i ciągle otrzymujemy nowe informacje, jakie się pojawiają, o różnych nowych zanieczyszczeniach i substancjach zaburzających gospodarkę hormonalną i tego typu rzeczach.
Lecz spośród tych wielu istotnych danych na temat fluoru, kilka kwestii należy szczególnie podkreślić.
Niedawno ukazał się raport Narodowej Akademii Nauk, w którym wyszczególnione zostały potencjalne powiązania zachodzące pomiędzy stopniem fluoryzacji wody, a wzrostem ryzyka zachorowania choroby od Alzhaimera po różne rodzaje raka, jak i jego szkodliwym wpływem na zdrowie neurologiczne dzieci. Te dane są szczególnie alarmujące.
Dla wielu ludzi, gdy zwrócą uwagę na tę sprawę i zaczną dowiadywać się więcej, interesująca będzie informacja, że teraz nawet Amerykańskie Stowarzyszenie Stomatologów przestrzega przed używaniem fluoryzowanej wody w celu przygotowywania preparatów[mleka, kaszki] dla niemowląt i dzieci.
To zaskakujące wieści. Gdy uzmysłowimy sobie fakt, że jednym ze źródeł fluoru
jest produkcja fosforanowych nawozów sztucznych i powstaje on jako efekt jest uboczny, odpad.
To powinno zapalić czerwoną lampką dla większości ludzi, którzy chcą dbać o czystość wody.
Myślę, że dane te będą dla ludzi przełomowe. Gdy tylko rozpoczniemy od przyjrzenia się poczynaniom legislacyjnym, a zwłaszcza gdy zaczniemy rozmawiać z zawodowymi lekarzami odpowiedzialnymi za zmiany w organach legislacyjnych i zapoznamy ich z tymi informacjami, dając im czas na ich rozważne przestudiowanie,
wówczas każdy lekarz w senacie, każda pielęgniarka, a także każdy dentysta znajdujący się w organie legislacyjnym – wszyscy będą sprzeciwić się fluoryzacji wody, gdyż dane, z którymi ich zapoznamy mają podstawy naukowe.
W trakcie mojej praktyki zetknąłem się jedynie ze znikomą ilością ludzi, którzy z otwartym umysłem zagłębili się dane naukowe i zrozumieli znaczenie zagadnienia fluoryzacji i kierunku, jaki wskazywały badania naukowe nad zagrożeniem, jakie ono ze sobą niesie i mimo to forsowali fluoryzację, aby każdy pił wodę z fluorem.
Nawet jeśli ludzie sądzą, że fluor musi stanowić część strategii ochrony stomatologicznej, będą musieli przyznać, że są inne sposoby, aby go dostarczyć, niż system wodociągów.

Nazywam się Vyvyan Howard.

Jestem profesorem bioobrazowania na Uniwersytecie Ulster jak również patologiem medycznym oraz toksykologiem.
Prowadzę swoje badania już od niemal trzydziestu lat i dotyczą one śledzenia skutków wpływu substancji toksycznych na rozwój płodów oraz niemowląt.
Powszechnie uważa się, że jest to okres rozwoju życiowego szczególnie podatny na ich działanie.
Uważam, że spośród tych czynników pierwsze miejsce należy przypisać fluorowi,
ponieważ bardzo niskie jego ilości można znaleźć w mleku matki.
To co mi to mówi to w świetle teorii ewolucji, to nasze organizmy wykształciły mechanizm mający na celu ochronę rozwijających się niemowląt przed fluorem.
Natura wykształciła system mający trzymać niemowlęta z dala od fluoru,
tymczasem my stosujemy fluor poprzez dodawanie go do wody pitnej, a to pociąga za sobą konsekwencje.
Pytanie zatem brzmi: dlaczego natura wytworzyła system, który trzyma z daleka i chroni niemowlęta szczególnie przed fluorem?
Odpowiedź brzmi: aby powstrzymać wpływ toksyny wpływającej na rozwój organizmu, a w szczególności neurotoksyn.
Są dowody epidemiologiczne, że obecność neurotoksyn w organizmie może wpływać na przykład na inteligencję dziecka.
Zauważono to na przykład w Chinach, a zostało zweryfikowane przez Narodową Akademię Nauk, a to co mówią nam te dane to, że choć nie można być całkowicie pewnym, to jednak stanowią one silną przesłankę i potrzebujemy dalszych badań.
Przeprowadziliśmy również inne badania, które wykazały, że to może być w stanie wpłynąć na układ hormonalny, a zwłaszcza na stężenie hormonów tarczycy, co może mieć wpływ na IQ u rozwijających się dzieci.
Jeśli za normę obierzemy standardowy zakres poziomu hormonów tarczycy u matki,
to istnieje różnica w inteligencji u potomków matek posiadających górną skalę normalnego zakresu stężenia oraz u potomków matek o niskim stężeniu hormonów tarczycy.
Okazuje się więc, że są to szczególnie wrażliwe systemy.
Są dowody i mówią nam, że musimy zachować dużą ostrożność.
Według mnie, nie istnieje jedna satysfakcjonująca dawka roztworu, którą można faszerować całą populacje po równo poprzez fluorowaną wodę.
Stanie się tak, że niektórzy członkowie naszego społeczeństwa mogą być bardziej poszkodowani od innych.
Oczywiście odnosi się to w szczególności do płodów oraz niemowląt, ale z drugiej strony dotyczy również ludzi cierpiących na przykład na niewydolność nerek, którzy mogą odznaczać się zwiększoną podatnością.

Gdy tylko dostanie się do ciała zakłóca działanie szyszynki oraz tarczycy, a zarówno szyszynka, jak i tarczyca mają bezpośredni wpływ na rozwój mózgu oraz na rozwój umysłowy dziecka. Główną troską dotyczącą małych dzieci, a w szczególności noworodków jest fakt, że ich bariera krew-mózg nie jest w pełni rozwinięta i gdy dziecko wypija preparat zawierający fluoryzowaną wodę, otrzymuje zbyt dużą i nieproporcjonalną dawkę fluoru do rozwijającego się dopiero mózgu.

Fluor i tarczyca

Obawy związane z fluorem i jego oddziaływaniem na tarczycę są wielorakie.
Fluor używany był w przeszłości do tłumienia nadczynności tarczycy, zwłaszcza w Europie w latach 40-tych i 50-tych.Dawki, które były wtedy stosowane do obniżania nadczynności tarczycy są porównywalne z dzisiejszą rozległą i nadmierną ekspozycją na fluor w Stanach Zjednoczonych.
Istnieje spójna literatura, która wykazuje, że ekspozycja na fluor obniża funkcjonowanie tarczycy u ludzi jak i zwierząt laboratoryjnych. Ekspozycja ludzi na fluor i powiązane z nią efekty są tymi jakie można oczekiwać u ludzi pijących fluoryzowaną wodę. Duża część populacji Stanów Zjednoczonych cierpi na problemy związane z tarczycą.
Powodem tego, że znaczna część ludzi cierpi na niedoczynność tarczycy może być związany z faktem, że występuje nadmiar fluorku w otoczeniu.
Wchłanianie fluoru wpływa na problemy związane z tarczycą.
Ludzie, którzy mają niedoczynność tarczycy szczególnie powinni być zaniepokojeni piciem fluoryzowanej wody, ponieważ może pogorszyć jej stan i doprowadzić do poważnego stanu klinicznego.
Skutkiem niedoczynności tarczycy może być na przykład depresja i letarg.
Jeśli osoba czuje się tak, że nie ma dość siły, by wstać z łóżka i zrobić cokolwiek, z całą pewnością może być wiele przyczyn odpowiedzialnych za ten stan, ale niedoczynność tarczycy to jedna z nich i to ona prawdopodobnie odpowiedzialna jest za depresję dotykającą wielu ludzi.

W kwietniu 1999 roku jeden z głównych kanadyjskich badaczy dentystycznych zaczął nawoływać do zaprzestania fluoryzacji.
Tym badaczem był Hardy Limeback, prezes Kanadyjskiego Stowarzyszenia Badań Stomatologicznych, dyrektor Stomatologii Zapobiegawczej na Uniwersytet w Toronto

Wykorzystywanie odpadków przemysłowych do fluoryzacji wody

Opowiedz nam więcej na temat jakości odpadu przemysłowego jakim jest fluorek, który wykorzystywany jest do fluoryzacji wody.
Zawsze zakładałem, że fluor wykorzystywany do fluoryzacji zasobów wodnych to wysokiej jakości farmaceutyczny fluorek sodu.
Z czasem odkryłem, że większość fluoru służącego do fluoryzacji zasobów wodnych w Kanadzie, a opieram się na danych pochodzących z wielu dokumentów rządowych, większość to kwas heksafluorokrzemowy lub Na2SiF6.
Dodawane są on do zasobów wodnych i rozcieńczane w proporcji 1ppm [jednej cząsteczki fluoru na milion cząsteczek wody].
Oczywiście te rozcieńczalniki zawierają zanieczyszczenia, które są dopuszczone przez Agencję Ochrony Środowiska.
George Lasher w jednym z artykułów, które napisał, pokazał mi listę tych substancji zanieczyszczających.
Nie mogłem uwierzyć w to, że wrzucamy OŁÓW, ARSZENIK, a nawet RAD,
który wytrąca się w procesie powstawania tych zanieczyszczeń.
Z tego, co rozumiem, substancje zanieczyszczające środowisko są przechwytywane za pomocą aparatów absorpcyjnych z dymu kominowego fabryk produkujących nawozy fosforanowe.
Są one bardzo bogate we fluor, bardzo toksyczne,
ale gdy rozcieńczymy to w zasobach wody pitnej do 1ppm, wygląda to rzekomo całkiem bezpiecznie.
Moje obawy to to, że z wiekiem rośnie ilość zakumulowanych substancji w naszym ciele, wiemy, że ołów kumuluje się w tkankach miękkich, mózgu oraz w kościach.
Wiemy też, że ołów akumuluje się w zębach, czyniąc je podatniejszymi na ubytki.
Moją kolejną obawą jest skażenie radem, który został znaleziony w kwasie heksafluorokrzemowym, a teraz o tym wiemy, że przemysł nawozów fosforanowych, gdy produkuje sztuczny nawóz fosforanowy to wypuszcza część tego radu z ziemi, który odzyskiwany jest teraz w aparatach absorpcyjnych z dymu razem z fluorkiem przemysłowym,
a później to wszystko trafia do wody, którą pijemy. Dalej odnalazłem artykuł napisany przez Filkensteina w którym stwierdza się, że rad jest źródłem czy też jedną z głównych przyczyn kostniakomięsaka [rak kości], które dotykają kanadyjskie dzieci.
Artykuł ten opisywał powiązanie pomiędzy obecnością radu w wodzie, a kostniakomięsakiem u dzieci.
Jak sądzisz, ilu stomatologów w Kanadzie świadomych jest, że ten materiał, fluor wykorzystywany przy fluoryzacji wody
w rzeczywistości jest niebezpiecznym odpadem przemysłowym? Myślisz, że większość ma tego świadomość?
Większość nie ma o tym pojęcia. Skoro jedyna osoba w kraju, która naucza o prewencji stomatologicznej tego nie wiedziała, to sądzisz, że ktokolwiek inny może to wiedzieć? Myślę, że ani jeden dentysta to wiedział, dopóki zagadnienie fluoryzacji nie stało się zagadnieniem bardziej otwartym z powodu przeciwników fluoryzacji.
Gdy rozmawiasz z innymi dentystami i mówisz im o tym odpadzie przemysłowym, jaka jest ich reakcja?
Ich pierwszą reakcją jest: udowodnij to! Nie wierzą.

Czym jest fluoroza zębów? Co ją powoduje?

Fluoroza jest po prostu deformacją/zniekształceniem szkliwa zębów.
W rzeczywistości fluoroza zębów wpływa nie tylko na szkliwo zęba, ale również na jego zębinę. Zębina to tkanka wewnątrz zęba.
Zewnętrzna warstwa zęba to szkliwo i to właśnie widzimy na zdjęciach, chodzi o te białe plamy widoczne na uzębieniu dzieci. To jest to co określamy mianem fluorozy zębowej.
Najogólniej mówiąc, fluor zakłóca właściwy rozwój zębów.

Większość dzisiejszych badań naukowych pokazuje nam, że w miastach fluoryzujących wodę mamy do czynienia z dwukrotnie większą ilością przypadków fluorozy zębowej, niż w obszarach gdzie fluoryzacja wody nie jest przeprowadzana, a próchnica zębów jest na takim samym poziomie.
Po drugie, fluor akumuluje się w organizmach ludzi.
Mam wiele dowodów, które mogę pokazać, że nawet jeśli powstrzymamy ekspozycję na fluor we wczesnym wieku, dzieci nadal będą miały symptomy fluorozy w tylnych zębach, ponieważ ich kości są nasycone fluorem.
Ich ciała wychwyciły nadmierne ilości fluoru z wody, pasty do zębów oraz z jedzenia,
że ich kości zawierają nadmiar fluoru. To kości są źródłem fluoru, który powoduje fluorozę zębową.
Teraz, ponieważ ich kości zawierają tak wiele fluoru, mamy więcej powodów do obaw o rozwój ich zębów,
ewentualny późniejszy rozpad zębów, nieprawidłowy zgryz, możliwe złamania kości, problemy z rozwojem szkieletu.
Jest wiele obaw wynikających z badań, że obecność fluoru w układzie kostnym dzieci nie przyczynia się do niczego dobrego.
Do tego należy dodać ryzyko kostniakomięsaka.
Wyjaśnij co to jest Kostniakomięsak. Jest to rak kości.

Wiemy za to z badań nad zwierzętami, że siła kości zaczyna spadać wraz z wyższą zawartością w nich fluoru.
Fluor sprawia, że kości stają się bardziej łamliwe, ponieważ kryształy są upchane ciaśniej, a te kryształki sprawiają, ze kości zaczynają przypominać kryształy przez co można je łatwiej skruszyć, a kości bogate w fluor stają się bardziej podatne na złamanie, są bardziej kruche, łatwiej je złamać.
To wygląda na spójne z tymi badaniami dotyczącymi złamań bioder.
Tak. Wzrastająca ilość fluoru, na który narażeni są ludzie ze Stanów Zjednoczonych
tylko z samej fluoryzowanej wody, może przyczyniać się do łamliwości ich kości.
Oczywiste jest, że im więcej fluoru dostarczamy do organizmu, tym więcej się go odkłada w kościach, a jeśli z powodu fluoryzowanej wody nagromadzi się go wystarczająco w kościach, skończy się tym, że ich łamliwość może być większa niż przeciętnie.
Oczywiste jest też, że niepokoi nas kwestia złamań bioder, ponieważ wiąże się z nią olbrzymi koszt dla służby zdrowia.
Badania pokazują, że sieje to spustoszenie dla tych ludzi, szczególnie dotyka to starszych kobiet, które kończą na wózku inwalidzkim i/ lub w domach spokojnej starości.

Fluor i bomba atomowa: konflikt interesów Harolda Hodge’a

Lucas dokładnie przyglądał się roli kluczowego naukowca jakim był Harold Hodge w debacie na temat fluoryzacji wody.
Harold Hodge od czasów zimnej wojny jawił się jako czołowy naukowiec broniący stosowania niskich dawek fluoru i korzyści wypływających z fluoryzacji wody.
Doktor Harold Hodge, wybitny toksykolog, szczegółowo przebadał kwestię bezpieczeństwa fluoryzacji wody.
Przedstawiciele służby zdrowia ufali słowom Harolda Hodge’a jak żadnemu innemu naukowcowi w kwestii fluoru, był poważaną postacią na wysokim szczeblu podejmowania decyzji prawie przez całą swoją naukową karierę.
To prowadzi nas do podstawowego punktu, fluor jest bezpieczny.
Myślę, że mogę przedstawić konkluzję, że nie ma zagrożenia dla zdrowia, które usprawiedliwiałoby odkładanie w czasie fluoryzacji wody.
Dziś wiemy, że Harold Hodge był jednym z współprzewodniczących w eksperymentach nad napromieniowaniem ludzi,
w ramach których obywatelom hospitalizowanym w szpitalu w Rochester, wstrzykiwano pluton, a dokonywali tego naukowcy, którzy działali zgodnie z zaleceniami Harolda Hodge’a.
Na ten temat została napisana cała książka. O działaniach Harolda Hodge’a wiemy po części dzięki śledztwom dokonywanym przez reporterów, takich jak choćby Eileen Welsome, która otrzymała nagrodę Pulitzera za odkrycie imion i nazwisk osób, którym wstrzykiwano PLUTON.
Imię Harolda Hodge’a pojawia się niemal na każdej stronicy tej książki, pojawia się tez w późniejszym prezydenckim dochodzeniu w kwestii eksperymentów radiacyjnych.
Połączmy teraz kropki. Jeśli Harold Hodge i uniwersytet w Rochester
wstrzykiwali ludziom pluton i uran, a w tym samym czasie zapewniali nas o bezpieczeństwie fluoryzacji, pytanie brzmi: jaki związek zachodzi między tymi faktami?
Więc jaki był związek? Harold Hodge był głównym toksykologiem Projektu Manhattan,
grupy naukowców i inżynierów, którzy pracowali nad budową bomby atomowej podczas II Wojny Światowej i we wczesnych latach zimnej wojny.
Hodges odpowiedzialny był za ustalanie toksykologicznych właściwości wielu substancji chemicznych, które służyły do zbudowania bomby atomowej.
A jedną z tych substancji, która wielce go interesowała, był fluor.
Projekt Manhattan wymagał olbrzymich ilości fluoru do wyprodukowania broni nuklearnej, bomby jaka zrzucona została na Hiroszimę.
Tak więc w ramach Projektu Manhattan było zainteresowanie toksycznymi właściwościami fluoru.

„Z powodu roszczeń oto, że opary fluorku szkodzą zarówno zwierzętom jak i ludziom na obszarze New Jersey… Uniwersytet w Rochester przeprowadza eksperymenty, aby ustalić toksyczne działanie fluoru” Lt. Col. Cooper B. Rhodes do generała Leslie Grovesa, 2 maja 1946

Dokumenty, które odkryłem wraz z Joel Griffithsem w archiwach pochodzących z Manhattan Project i Komisji do spraw energii atomowej były bardzo jasne i jednoznaczne.
Wydział toksykologii na uniwersytecie Rochester, który był pod kierownictwem Harolda Hodge’a, został poproszony o dostarczenie informacji medycznych, które mogłyby pomóc amerykańskiemu rządowi bronić się przed pozwami w których armia i rząd amerykański byli oskarżani o zanieczyszczenie fluorem.

Informacje które sugerowałyby lub mogły zachęcić do roszczeń przeciwko Komisji Energii Atomowej lub jej podwykonawcom, takie jak fragmenty opublikowanych artykułów powinny być zredagowane lub usunięte.” Komisja Energii Atomowej, 8 październik 1947

Jak wynika z odtajnionych rządowych dokumentów, publikacja naukowych informacji, zebranych przez naukowców z Komisji Energii Atomowej, takich jak Harold Hodge, mogłaby przyczynić się zwiększenia szans pozwów sądowych przeciwko programowi budowy bomby atomowej, przez pracowników lub społeczności mieszkające blisko tych prac co było zakazane.
Jeśli fluoryzację wody uznano by za szkodliwą, to wówczas zarówno amerykański program budowy bomby, jak i wiele ośrodków przemysłowych przyczyniających się do zanieczyszczenia, zostałyby otwarte na zmasowane oskarżenia sądowe.
Nie było więc nadziei na to, że Harold Hodge przyzna, że fluoryzacja wody jest niebezpieczna, albo to, że fluorek nawet w niewielkich dawkach jest toksyczny, ponieważ gdyby to powiedział spowodowało by to wiele problemów dla projektów armii oraz planów budowy broni nuklearnej.

„Dokumenty wskazują, że badania fluoru na Uniwersytecie w Rochester… były przeprowadzone pod kątem przewidywanych pozwów sądowych przeciwko programowi atomowemu z powodu uszczerbków na zdrowiu. Badania prowadzone pod kątem pozwów sporządzone przez obrońców nie zostałyby dzisiaj uznane jako naukowe z powodu nieodłącznej stronniczości, aby udowodnić bezpieczeństwo tej substancji chemicznej” Jacqueline Kittrell, prawnik społeczny, 1997

Laboratorium Kettering: Sprzedaj nam ołów, sprzedaj nam fluor

Dla ludzi znających historię medycyny i nauki w tym kraju Laboratorium Kettering kojarzy się z jednym z największych prywatnych laboratoriów zajmujących się problemami związanymi z toksycznością.
Było to dobrze finansowane laboratorium, którego dyrektorem Robert A. Kehoe, będący równocześnie poważaną osobą w organach służby zdrowia.
Dziś nazwisko Kehoe znane jest najbardziej za sprawa jego długiej kariery obrony dodawania ołowiu do benzyny jako bezpiecznego procederu.
Kehoe spędził całą swoją zawodową karierę przy swym pulpicie w laboratorium Kettering, zapewniając naród, że dodawanie ołowiu do benzyny jest całkowicie bezpieczne.
Oczywiście, zostało to całkowicie obalone.
Duży stopień urazów zdrowotnych, neurologicznych urazów u samych dzieci spowodowane dodawaniem ołowiu do benzyny jest prawie niepoliczalne.
Za to tak naprawdę możemy być wdzięczni doktorowi Robertowi Kehoe.
W jego imieniu dodawano ołów do benzyny w ciągu jego zawodowej kariery.
Robił to dobrze, a był opłacany przez Ethyl Corporation produkującą tetraetyloołów [czteroetylek ołowiu].
Dokładnie taką samą pracę jaką zrobił piorąc powszechny obraz ołowiu dla przemysłu zrobił z fluorem.
Kehoe razem z Haroldem Hodge’em byli głównymi obrońcami tezy, że fluor jest bezpieczny w miejscu pracy, a także był jednym z głównych zwolenników fluoryzacji wody.
Robert Kehoe i Instytut Kettering w imieniu przemysłu oraz Narodowego Instytutu Badań Dentystycznych, skompilowali obszerną bibliografię abstraktów na temat toksyczności fluoru i roli fluoru w zdrowiu publicznym.
Praca ta była finansowana przez: Alcoa, Aluminium Company of Canada, American Petroleum Institute, DuPont, Kaiser Aluminium, Reynolds Metals, US Steel jak również wiele innych korporacji oraz Narodowy Instytut Badań Stomatologicznych.
Jeśli zagłębimy się w materiałach doktora Kehoe i Laboratorium Kettering,
wówczas natrafimy na istnienie ukrytego i nieznanego podmiotu, zwanego jako „Komitet Prawników ds. Fluoru”.
Kehoe pracował dla Komitetu Prawników ds. Fluoru, na uniwersytecie w Cincinnati działając na jego zlecenie tego komitetu i dostarczając amunicję temu komitetowi, aby mogli bronić swoich korporacyjnych klientów takich jak ALCOA, DuPont, Monsanto, US Steel w pozwach związanych z fluorem.

„Pytanie o bezpieczeństwo publiczne w związku z fluoryzacją wody nie istnieje z naukowo medycznego punktu widzenia” Robert Kehoe, 1957

Pogrzebana nauka, pogrzebani robotnicy

Wśród dokumentów Roberta Kehoe znajduje się badanie medyczne
zawierające najbardziej aktualny stan wiedzy, badanie o wartości stu tysięcy dolarów w którym psu rasy beagle podano do oddychania fluor w ilościach zbliżonych do warunków pracy kobiet i mężczyzn pracujących w przemyśle aluminiowym czy w jakimkolwiek innym przemyśle w którym występuje fluorek.
Co stało się z badanym psem beagle? Badanie to wykazuje, że fluorek okazuje się głęboko toksyczny dla zwierząt laboratoryjnych.
Pies beagle, który wdychał sześć dni w tygodniu fluor, dokładnie tak jak robotnicy,
odniósł rozległe obrażenia płuc oraz uszkodzenia węzłów chłonnych.
Jeśli ktoś sądzi, że podzielono się tymi informacjami medycznymi z amerykańskimi lekarzami czy z robotnikami chodzącymi do tych lekarzy i pytającymi dlaczego są chorzy na rozedmę płuc to jest w błędzie, bo badanie i jego wyniki przekazano Komitetowi Prawników ds. Fluoru i pogrzebano.

Zohydzanie odmiennego zdania.

Od samego początku opozycja wobec fluoryzacji była porównywana do ludzi wierzących w to, że ziemia jest płaska lub bycie przeciwko narodom zjednoczonym.
Opozycję przeciwko fluorkowi zrównywano z szarlatanerią lub paranoją.
W rzeczywistości było to medialna nagonka/obsmarowywanie.
W 1950 roku publiczna służba zdrowia zatwierdziła fluoryzację wody i niemal natychmiast powstał narodowy ruch przeciwników fluorkowi,
który prowadzony był przez doktora George’a Woolboota. Każdy z nas powinien znać imię doktora George’a Woolboota.
Był to pierwszy lekarz, który ostrzegał o niebezpieczeństwie śmiertelnych reakcji alergicznych na penicylinę.
Był również jednym z pierwszych lekarzy, który przestrzegał przed rozedmą płuc spowodowaną paleniem papierosów.
Prowadził swoją własny gabinet lekarski w Detroit w stanie Michigan.
Ludzie przychodzący do niego skarżyli się na różnego rodzaju dolegliwości, niewyjaśnione dolegliwości, takie jak:
bóle pleców, bóle żołądkowo-jelitowe, osłabienie mięśni czy bóle głowy.
Odkrył, że przyczyną tych dolegliwości jest przyjmowanie niewielkich dawek fluoru.
Jak w przypadku każdego rodzaju substancji chemicznej czy leku, zawsze znajdzie się niewielka grupa ludzi, którzy reagują wyjątkowo alergicznie na pewne substancje chemiczne. Doktor Woolboot ustalił, że jest to fluor.
Dlatego też zaczął prowadzać całe serie podwójnie ślepych eksperymentów,
w ramach których podawał pacjentom do wypicia fluoryzowaną wodę bez ich wiedzy i symptomy alergiczne powracały.
Nazwisko Woolboota bardzo szybko zamiast stać się gigantem ochrony zdrowia publicznego, zobowiązanym do ochrony zdrowia publicznego, ktoś kto ostrzegał nas przed penicyliną czy tytoniem, zamiast tego George Woolboot stał się marginalną postacią, która była krytykowana za swój sprzeciw wobec fluorku i to jest coś co ciągle się powtarza, raz po raz i nadal będą się powtarzało.
Wypowiadanie się jako dentysta czy lekarz przeciwko fluorowi to coś niedopuszczalnego i było zabójcze dla twojej kariery.
Nie znamy dziś imienia George’a Woolboota, ponieważ został on zdyskredytowany i oczerniony przez służbę zdrowia za swój sprzeciw wobec fluoryzacji.

Fluor i Mózg: „Fajerwerki w Instytucie Forsyth”

Pierwsze dwa rozdziały mojej książki opowiadają historię doktor Phyllis Mullenix,
która pracowała w Instytucie Stomatologicznym Forsyth, pomagała wynaleźć nową technologię służącą badaniu neurotoksyczności substancji chemicznych.
Nazywano to komputerowym systemem rozpoznawania wzorców.
Istotą technologii jakiej używała doktor Mullenix była możliwość robienia zdjęć oraz nagrań wideo zwierzętom, którym podawano w niewielkich dawkach substancje chemiczne, a następnie używała komputerów w celu analizy wzorcowych zachowań zwierząt i zakłóceń w tych zachowaniach w chwili, gdy podano zwierzęciu daną substancję chemiczną.
Mullenix pracując w tym instytucie badała substancje chemiczne wykorzystywane w stomatologii.
Została poproszona o zbadanie fluoru. Na to Phyllis Mullenix odpowiedziała:
nie będę marnowała swojego czasu na badanie fluor, fluor podaje się dzieciom, jest on dobry dla dzieci, podaje się go już od wielu lat.
Będę marnować tylko czas badając fluor. Zrobiła to jednak, ponieważ takie dostała polecenie.
Phyllis Mullenix odkryła, że fluor nawet w bardzo niewielkich dawkach powoduje
u zwierząt laboratoryjnych reakcje takie jak zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi.
Wzorzec zachowania, który zaobserwowaliśmy okazał się typowy dla innych neurotoksycznych substancji, które powszechnie znane z tego, że powodują zaburzenia takie jak nadpobudliwość, problemy z pamięcią lub zaburzenia ilorazu inteligencji.
Gdy po raz pierwszy zaprezentowałam wyniki tych badań pewnej osobie, która siedziała i słuchała tego o czym mówię, zostałam przez nią zapytana: czy masz pojęcie o czym mówisz? Mówisz nam, że przyczyniamy się do redukcji ilorazu inteligencji u dzieci?
Odpowiedziałam, że zasadniczo, TAK, wiem co mówię.
W ciągu kilku dni od zgody na publikację doktor Mullenix została zwolniona z Forsyth Dental Centre. Od tego czasu nie otrzymała funduszy na kontynuację jej badań.
Przeszła od bycia wybitnym neurotoksykologiem w finansowanej przez przemysł placówce badawczej mającej afiliacje z Instytutem Badań Harvard do bycia głosem wołającym na puszczy.
Od tego momentu nie otrzymała żadnego grantu na prowadzenie badań, ani też akademickiej pozycji jako badacza naukowego, a wszystko to dlatego, że jej sprzeciw wobec fluoryzacji wody stał się publiczny.

Kwestionowanie ortodoksji

Centrum Kontroli Chorób stwierdza, że fluoryzacja wody to jedno z dziesięciu najważniejszych osiągnięć w kwestii zdrowia publicznego z jakimi mieliśmy do czynienia w XX wieku. W jaki sposób obywatele mogą sobie poradzić z takim stwierdzeniem?
POPRZEZ KWESTIOWANIE AUTORYTETÓW.

Przez całe lata establishment służby zdrowia powtarzał nam, że ołów w benzynie był bezpieczny.
Dziś natomiast wiemy, że mózgi dzieci doznawały uszkodzeń spowodowanych dodawaniem ołowiu do benzyny.
Implikacje tych dokumentów, które ujrzały światło dzienne, następstwa tych pogrzebanych badań medycznych, które stały się teraz własnością publiczną jako rezultat publikacji mojej książki, jako rezultat pracy medycznej dokonanej przez ludzi takich, jak Phyllis Mullenix,
dzięki woli mówienia prawdy, z jaką spotkaliśmy się na przykład u toksykologa doktora Williama Marcusa, wszystkie implikacje tych badań i odkryć mówią nam, że dzieje się coś straszliwie złego, a my pogubiliśmy się i nadszedł już czas zmiany.
Zmiany mogą nadejść tylko jako rezultat odwagi, jako rezultat chęci inwestowania własnego czasu.
Myślę, że już czas by mówić głośno i otwarcie, Już czas, żeby się organizować i wspólnie walczyć o zmianę.

Fluor Dean Burk

Reklamy

Era roztrzaskanych iluzji – napisy PL

 

Struktura historii podtrzymywana jest razem przez dwa niezwykle ważne i całkowicie odmienne połączenia, dwa momenty w czasie na które nikt nie jest uodporniony:
moment olśnienia oraz moment katastrofy.
Czasami te dwa elementy przeplatają się ze sobą tworząc wyjątkową epokę.
Ludzie często budzą się i zaczynają rozumieć środek wielkich kryzysów
i niezmiennie, wielkie kryzysy mogą wybuchnąć gdy ludzie przebudzają się.
Są to chwile, gdy grawitacja społeczna ulatnia się, kiedy spoiwo normalności zaczyna się rozpływać w nicość, a my zaczynamy dostrzegać prawdziwe fundamenty naszego świata, jeśli takowe w ogóle istnieją.

Katastrofa wydarza się wtedy gdy zbyt wielu ludzi odmawia
zaakceptowania faktu, że wokół nas działają dwa wszechświaty.
Jest zimna i twarda rzeczywistość, która leży u podstaw wszystkiego, a na powierzchni leży zasłona z oszust i ustępstw. Im bardziej ludzie odstępują od żywotnych prawd, aby cieszyć się komfortem jaki daje iluzja, tym bardziej roztrzaskany będzie umysł
gdy te iluzją upadną. Te dwa światy mogą współistnieć jedynie przez krótki okres czasu i zawsze, wcześniej czy później dojdzie między nimi do kolizji. Nie ma innej możliwości.

 

 

Niewidoczne sprężyny

Źródło: O czym lekarze Ci nie powiedzą – maj-czerwiec 2015

Grupy wsparcia pacjentów walczą o rejestrację nowych leków dla swych członków – pod powierzchnią kryje się jednak znaczący wpływ wielkich koncernów farmaceutycznych

Załóżmy, że właśnie zdiagnozowano u Ciebie przewlekłe schorzenie – co zrobisz w pierwszej kolejności? W naszych czasach wiele osób sięga natychmiast po iPhone, iPad lub laptop, by przeszukać Google. Na pierwszych miejscach wśród rezultatów wyszukiwania pojawią się grupy wsparcia chorych. I cóż w tym złego? W końcu mają pomagać pacjentom, dostarczając im wyważonych i obiektywnych informacji na temat danego schorzenia i dostępnych metod jego leczenia.

Przy bliższym zbadaniu okaże się jednak, że większość proponowanych terapii opiera się na lekach wydawanych na receptę, podczas gdy metody alternatywne traktowane są bardzo pobieżnie. Jeszcze dokładniejsze zgłębienie tematu ujawni, że – zupełnie przypadkowo – producenci owych leków są również sponsorami grup wsparcia pacjentów.

Taka forma pośredniego lobbingu stosowana jest powszechnie przez wielkie koncerny farmaceutyczne już od wielu lat. Nadano jej już nawet nazwę: astroturfing, wywodzącą się od marki sztucznej trawy, jaką pokrywane są boiska sportowe. Astroturfing oznacza fałszywą oddolną kampanię, obejmującą sponsorowanie grup wsparcia pacjentów, niezależnych grup lobbystycznych, takich jak Sense About Science, oraz fałszywe błogi, znane jako „flogi”.

Badanie przeprowadzone wśród 29 grup wsparcia pacjentów ujawniło, że 27 z nich było pod tak silnym wpływem sponsorujących je firm farmaceutycznych, że podawało pacjentom wiadomości nieobiektywno i stronnicze. Minimalizowano i bagatelizowano skutki uboczne leków, jednocześnie przesadnie zachwalając skuteczność intensywnie promowanych terapii. Tylko nieliczne grupy wspominały o jakichkolwiek zamiennikach farmaceutyków.

Chociaż działania takie mają miejsce od lat, dopiero niedawno powiązania między koncernami farmaceutycznymi a grupami wsparcia pacjentów zostały nagłośnione. Narodowy Fundusz Zdrowia (NHS) w Walii umieściła niedawno lek stosowany w stwardnieniu rozsianym (SM), Sativex (nabbdmols), na swej liście leków bezpiecznych i skutecznych, a kluczową rolę w lobbingu leku odegrała grupa wsparcia pacjentów MS Trust.

– Będąc organizacją charytatywną, prowadziliśmy długą kampanię na rzecz szerokiej dostępności Sativexu przez wzgląd na poważny wpływ na spastyczność SM (wzmożonego napięcia mięśni) w codziennym życiu – powiedziała stacji BBC dyrektor ds. rozwoju usług tej grupy.

Nie wspomniała jednak o tym, że firma Bayer, producent Sativexu, sponsoruje jej grupę, a w latach 2012 i 2013 przekazała na jej rzecz 5 tys. funtów. Nie ma też o tym żadnej wzmianki na stronie internetowej grupy ani w jej wydawnictwach. W dorocznym przeglądzie uwzględniono wprawdzie fundusze pozyskane od korporacji w wysokości 54 121 funtów, acz nie wyszczególniono, kim byli sponsorzy.

Firmy farmaceutyczne zmuszone są jednak – na mocy wytycznych Stowarzyszenia Brytyjskiego Przemysłu Farmaceutycznego – do zachowania większej przejrzystości. Bayer ujawnia więc na swej stronie internetowej,
że dokonał wspomnianej wpłaty 5 tys. funtów, a z kolei Genzyme – firma należąca do koncernu Sanofi – podarowała 15 tys. funtów. Tak się składa, że Genzyme jest wytwórcą innego leku stosowanego w stwardnieniu rozsianym – teriflunomidu. Firma Biogen Idee przekazała na rzecz MS Trust 50 tys. funtów. Produkuje ona trzy leki wykorzystywane w leczeniu SM: peginterferon beta-la, famprydy-nę i dimetylofumaran, a nad kilkoma kolejnymi właśnie pracuje.

W czerwcu bieżącego roku Michelle Mitchell, przewodnicząca innej grupy wsparcia dla pacjentów z SM – MS Society – skrytykowała brytyjski Narodowy Instytut Zdrowia i Jakości Klinicznej (NICE) za blokowanie dostępu do „zmieniających jakość życia” leków, takich jak nabbdmols (Bayer) i fampry-dyna (Biogen), „choć są one dopuszczone do użycia i okazały się skuteczne w ułatwianiu pacjentom chodzenia i w łagodzeniu bolesnych skurczów mięśni”;. Nie wspomniała przy tym, że jej organizacja sponsorowana jest przez producentów tych leków: Biogen przeznaczył na ten cel 21 tys. funtów, a Bayer 5 tys. funtów.

Zarówno MS Trust, jak i MS Society aktywnie działały na rzecz zatwierdzenia przez Szkockie Konsorcjum Leków (SMC) teriflunomidu wytwarzanego przez Genzyme, a sprzedawanego pod nazwą Aubagio, nie ujawniły jednak, że były sponsorowane przez tegoż dostawcę leku. W 2013 r. Genzyme przekazał 31 700 funtów na rzecz MS Society i kolejne 38 tys. funtów na rzecz MS Trust. Konsorcjum SMC jest szkockim odpowiednikiem Instytutu NICE; określa, czy dany lek przynosi korzyść, czy jego cena nie jest wygórowana, i czy powinien zostać dopuszczony do stosowania przez Krajową Służbę Zdrowia (NHS).
Niewidoczne sprężyny Grupy wsparcia dla pacjentów z SM nie są jedynymi, które zalecają leki produkowane przez swych sponsorów. Dochodzenie prowadzone przez szkocką gazetę „Sunday Herald” ujawniło, że osiem innych niedawnych decyzji podjętych przez SMC – oprócz Aubagio – było przedmiotem intensywnego lobbingu ze strony grup wsparcia pacjentów, z których wszystkie dziwnym zbiegiem okoliczności były sponsorowane przez producentów tych leków2.

• The National Ankylosing Spon-dylitis Society (Krajowe Towarzystwo Zesztywniającego Zapalenia Stawów Kręgosłupa) było gorącym orędownikiem zatwierdzenia leku Cimzia, wytwarzanego przez UCB Pharma UK. W 2013 r. firma farmaceutyczna przekazała Towarzystwu 26 850 funtów. SMC zatwierdziło stosowanie leku przez Krajową Służbę Zdrowia.

• Skin Conditions Campaign Scotland (Szkocka Kampania Schorzeń Skórnych) wspierała wniosek złożony do SMC przez firmę Galderma UK o dopuszczenie żelu przeciwtrądzikowego Epiduo. Kampania otrzymuje corocznie od producenta 2 tys. funtów.

• Novo Nordisk nie uzyskało akceptacji SMC dla swego leku insulinowego Tresiba, pomimo poparcia ze strony South Asian Health Foundation (Połu-dniowoazjatyckiej Fundacji Zdrowia). W 2013 r. wspomniana firma farmaceutyczna przekazała fundacji 35 tys. funtów.

• Firma Celgene uzyskała dopuszczenie swego leku o nazwie Revlimid do ograniczonego stosowania u pacjentów ze szpiczakiem mnogim. Wniosek poparty został przez stowarzyszenie Myeloma UK (Stowarzyszenie Szpiczaka,Wielka Brytania), które przyjęło w ramach darowizny od Celgene w roku 2013 108 tys. funtów, a w 2012 -175 tys. funtów.

• Bayer wystąpił do SMC o zatwierdzenie leku do wstrzyknięć, Eylea, przynoszącego ulgę osobom z upośledzeniem widzenia z powodu obrzęku plamki żółtej i wysiękowej postaci zwyrodnienia plamki żółtej, związanego z wiekiem. The Royal National Institute of Blind People (Scotiand) (Królewski Krajowy Instytut Niewidomych, Szkocja) udzielił poparcia wnioskowi, nie wspomniał jednak o tym, że Bayer podarował mu w 2013 r. prawie 58 tys. funtów, a w 2012 – około 97 tys. funtów. • Merck, Sharp & Dohme nie zdołali przekonać SMC o zaletach infliximabu, ich leku przeciwko wrzodziejącemu zapaleniu jelita grubego, pomimo zabiegów ze strony charytatywnej organizacji Crohn’s and Colitis UK (Stowarzyszenie Choroby Crohna i Zapalenia Jelita Grubego, Wielka Brytania), która w 2012 r. otrzymała od MSD ok. 20 tys. funtów.

• Zezwolenie na stosowanie leku na łuszczycowe zapalenie stawów o nazwie Stelara firmy Janssen-Cilag zostało rozszerzone przez SMC przy poparciu Psoriasis Association (Stowarzyszenia Łuszczycy), obdarowanego przez jego producenta 25 636 funtami w 2011 r. i 9 tys. funtami w 2012 r.

• Firma Boehringer Ingelheim złożyła wniosek o zatwierdzenie leku stosowanego w raku płuc, Gilotrif, a wniosek ten poparła Roy Castle Lung Cancer Foundation (Fundacja Raka Płuc Roya Castle), która otrzymała od wytwórcy specyfiku 16 127 funtów w 2012 r. i 400 funtów w roku ubiegłym.

Sponsoring nie całkiem ukryty

Grupy wsparcia pacjentów odgrywają istotną rolę w procesie decydowania o tym, które leki powinny być dostępne. W Szkocji mają też możliwość zgłaszania wniosków do SMC. Dwóch byłych prezesów tego Konsorcjum nadesłało do „Sunday Herald” list, w którym poddają w wątpliwość słuszność utrzymywania tak uprzywilejowanej pozycji tych grup.

Profesorowie David Webb i Kenneth Paterson napisali: „Być może powinniśmy rozważyć, czy zaangażowanie pewnych grup lub osób w proces podejmowania decyzji nie jest niestosowne ze względu na kierujące nimi interesy, lub przynajmniej zapewnić całkowitą jawność tych interesów podczas dyskusji”.

Czasami sponsoring ma postać subtelną i ukrytą. Czasami jest bardziej jawny, jak w przypadku GlaxoSmithKline (GSK), gdy sponsorowało ono Ekbom Support Group – grupę wsparcia dla osób z zespołem niespokojnych nóg (RLS). GSK nie tylko zapewniało finansowanie grupy, lecz także zamieściło na jej stronie internetowej reklamę przekierowującą do własnej witryny GSK, gdzie promowano ich lek wykorzystywany w chorobie Parkinsona, Adartrel (ropinirol), jako lekarstwo na RLS.

Niestety, reklama ukazała się na stronie na całe osiem miesięcy przed tym, nim lek został zatwierdzony.

Organizacja Prescription Medicines Code of Practice Authority (PMCPA), nadzorująca reklamowanie leków w Wielkiej Brytanii, oceniła, że GSK „w rezultacie kierowało pacjentów do strony internetowej, zawierającej mylące informacje na temat bezpieczeństwa stosowania ropinirolu (…) co mogło pośrednio zachęcać pacjentów do zwracania się do swych lekarzy o przepisanie tego leku”3.

Nie wszystkie grupy wsparcia pacjentów akceptują farmaceutyczny sponsoring. Fundacja zdrowia psychicznego MIND odmawia przyjmowania pieniędzy od firm farmaceutycznych, a jej dyrektorka do spraw pozyskiwania funduszy, Cathleen Miles, powiedziała w wywiadzie dla „British Medical Journal” – „Jedynie pozostając całkowicie niezależnymi od firm farmaceutycznych, możemy zachować niezależność głosu i oferować obiektywne informacje wszystkim, którzy zgłoszą się do nas po wsparcie i pomoc w podjęciu decyzji, jaka terapia będzie dla nich najlepsza”4.

Ci, którzy przyjmują jednak datki od wielkich koncernów farmaceutycznych, utrzymują, że producenci leków stanowią tylko niewielki procent ofiarodawców i że ich darowizny nie mają wpływu na decyzje podejmowane przez grupę. Twierdzą, że dobro pacjentów jest dla nich najważniejsze, można jednak mieć co do tego poważne wątpliwości – widząc, jak wiele faktów starają się utrzymać w tajemnicy.

Niestety, mechanizmy jawności nie działają jeszcze w Polsce. Dopiero od połowy przyszłego roku firmy farmaceutyczne ujawniać będą wysokość wynagrodzenia wypłaconego lekarzowi za przeprowadzony wykład, darowizny dla szpitali. Do publicznej wiadomości podane zostaną m.in. wysokość przekazanych darowizn, wiadomości o sponsoringu wydarzeń oraz koszty związane z podróżami. Ujawniane będą również szczegóły współpracy z instytucjami naukowymi i szpitalami, a także informacja o świadczeniach związanych z działalnością badawczo-rozwojową. Będzie to dotyczyło jedynie firm farmaceutycznych zrzeszonych w Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA oraz tych, które przyjęły „Kodeks Przejrzystości”. Został on opracowany przez Europejską Federację Przemysłu i Stowarzyszeń Farmaceutycznych (EFPIA), a w Polsce wdraża go INFARMA, będąca członkiem EFPIA. Dotychczas „Kodeks przejrzystości” zaakceptowały wszystkie firmy zrzeszone w INFARMIE (29) oraz trzy firmy farmaceutyczne nie będące członkami tego związku. Do tego czasu warto uważnie przyglądać się stowarzyszeniom pacjentów, lobbują-cym wprowadzenie danego leku i nie wahać się zadawania pytań o to, kto i w jakich kwotach je sponsoruje.

Bryan Hubbard

 

BIBLIOGRAFIA
1 The Telegraph, 9 June 2014; http://goo.gl/KAnmbE
2 Sunday Herald, 15 June 2014; http://goo.gl/Jjsb22
3 http://goo.gl/JldXQe
4 BMJ, 2014; 349: g5892

 

Astroturf i Manipulacja Medialna – Sharyl Attkisson

Wpisujecie hasło „szczepienia” w wyszukiwarce Google i co się pojawia? Cała masa propagandy! Jak dotrzeć do prawdy? Jak nauczyć się zauważać, że pewne strony są sponsorowane, a niektórzy komentatorzy – są płatnymi Trollami. Eksperci w swojej roli – ASTROTURF. W tej otwierającej oczy przemowie, doświadczona dziennikarka z CBS, Sharyl Attkisson, wyjaśnia, co to jest Astroturf oraz jak wiadomości multimedialne są skutecznie manipulowane, aby wpłynąć na Waszą opinię. Łącznie z Wikipedią, o której również jest mowa w tym materiale… A szczególnie powinni to obejrzeć wszyscy zwolennicy szczepień, którzy uważają, iż potrafią wyszukać rzetelne informacje w Internecie oraz ufają swoim lekarzom – być może te 10minut pomoże obudzić się im z Matrixa, w którym żyją.

Autyzm kryje się w jelitach

 

Źródło: O czym lekarze Ci nie powiedzą – lipiec-sierpień 2015

http://oczymlekarze.pl/

 

Autyzm, który jeszcze kilka lat temu był rzadkim schorzeniem, dotyka obecnie jedno na 50 dzieci. Bryan Hubbard stara się dociec, co powoduje tę epidemię

Istnieje pewien alarmujący fakt na temat autyzmu, który wyróżnia go na tle wszystkich innych współczesnych chorób przewlekłych: w ciągu minionych 30 lat nastąpił gwałtowny wzrost liczby zdiagnozowanych przypadków. W 1985 r. schorzenie to rozpoznawano u zaledwie sześciu na każde 10 tys. dzieci, dziś cierpi na nie jedno na każde 88, a według niektórych szacunków jedno na 50.

Specjaliści uważają, że powyższe dane odzwierciedlają lepsze poznanie i zrozumienie tego problemu zdrowotnego. Nie do końca wyjaśnia to jednak gwałtownie rosnące liczby diagnoz. Jako prawdopodobne przyczyny autyzmu wskazywano uwarunkowania genetyczne, stosowanie antybiotyków, spożywanie przetworzonej żywności, glutenu i nabiału, wpływ metali ciężkich oraz – co bardziej kontrowersyjne – szczepionkę przeciw odrze, śwince i różyczce (ang. measles-mumps-rubella, MMR).

Według brytyjskiego Krajowego Towarzystwa Autyzmu wszystkie możliwe przyczyny wciąż są przedmiotem badań. Wyjątek stanowi oczywiście szczepionka MMR, w przypadku której – jak stwierdzono – istnieją niezbite dowody na to, że nie wywołuje choroby. Jednakże skłaniająca do refleksji książka naukowca Grahama Ewinga „The great medical controversy of our time” („Wielka medyczna kontrowersja naszych czasów”) dowodzi, że szczepionki muszą mieć jakiś związek z autyzmem (patrz ramka „Powrót MMR”).

Również najnowsze badania zawężają zakres poszukiwań możliwych przyczyn. Pomimo że autyzm opisywany jest jako „zaburzenie neurorozwojowe”, zwiększa się prawdopodobieństwo hipotezy, że choroba rozpoczyna się w jelitach. Zauważył to zdyskredytowany gastroenterolog Andrew Wakefield, kiedy po raz pierwszy zaczął łączyć to schorzenie z zastrzykiem z MMR.

Wraz z tym przypuszczeniem nadeszło wiele nowych terapii i metod pomocy pacjentom, m.in. specjalne diety i suplementy, które przynoszą pewne efekty. Jedna z leczniczych kuracji opierająca się na przekonaniu o przewadze umysłu nad materią – technika neuromodulacji – miała zdumiewający wpływ na 18 dzieci, u których stosowano ją w ramach kontrolowanego badania (patrz ramka „Umysł ponad materią”).

Pomimo ze autyzm opisywany jest jako „zaburzenie neurorozwojowe”, zwiększa się prawdopodobieństwo, że choroba rozpoczyna się w jelitach. Wraz z tym przypuszczeniem nadeszło wiele nowych terapii.Co to za chorob

Autyzm to ogólne określenie stosowane do opisu szerokiego zakresu społecznych, emocjonalnych, werbalnych i edukacyjnych problemów, które lepiej przedstawiać jako „choroby spektrum autystycznego”. U wielu autyków występuje jeden lub więcej objawów o różnym stopniu nasilenia. Choć autyzm często definiuje się jako chorobę wieku dziecięcego, ma on wpływ na całe życie pacjenta.

Objawy mogą uwidaczniać się w ciągu kilku miesięcy po urodzeniu – według nowych badań jednym ze złowróżbnych znaków jest w tym przypadku niezdolność noworodka do spoglądania rodzicom w oczy – a zanim dziecko skończy trzy lata, są już z całą pewnością wyraźne. Około 25 proc. przypadków autyzmu określa się jako regresywne. Oznacza to, że mały pacjent rozwija się normalnie, do momentu gdy nagle następuje regres, zazwyczaj w zakresie umiejętności mówienia, chodzenia i/lub nawiązywania relacji społecznych. Do tej grupy zaliczają się przypadki autyzmu powiązane z MMR, ponieważ rodzice chorych dzieci zaobserwowali pogorszenie ich stanu w dniach po podaniu szczepionki.

Według dominującej teorii za rozwój autyzmu odpowiada kombinacja czynników genetycznych. Badania bliźniąt jednojajowych (identycznych, z tej samej komórki jajowej) wydają się ją podtrzymywać. Nawet w 91 proc. przypadków choroba jednego z bliźniąt oznacza jej wystąpienie również u drugiego.

Kilka przypadków autyzmu powiązano również z takimi zaburzeniami genetycznymi, jak nieprawidłowości chromosomalne, m.in. z zespołem łamliwego chromosomu X.

Gdy jednak przedmiotem badań nie są na bliźnięta jednojajowe, dowody na genetyczną przyczynę choroby stają się znacznie mniej przekonujące. Zaledwie ok. 2%. autystycznych dzieci ma rodziców zmagających się z tym samym problemem zdrowotnym. Odsetek ten tylko nieznacznie wzrasta do 6% w przypadku pełnej kategorii całościowych zaburzeń rozwoju, która obejmuje m.in. zespół Aspergera iRetta1.

Przyczyna tkwi w jelicie

Nowe badania koncentrują się na jelitach. Wiele autystycznych dzieci zmaga się z mnóstwem dolegliwości żołądko-wo-jelitowych, które nie mijają po osiągnięciu przez nie dorosłości. Niektóre z najbardziej uciążliwych objawów wydają się łagodnieć po zmianie diety, często poprzez wykluczenie z niej glutenu.

Dysponujący tymi wskazówkami naukowcy z Uniwersytetu Stanu Arizona przeanalizowali florę jelitową 20 dzieci autystycznych i podobnej liczby dzieci zdrowych. U chorych odkryli znacząco mniej bakterii jelitowych, w szczególności z trzech kluczowych rodzajów, które – jak wiadomo – chronią przed całą gamą schorzeń2.

Odkrycia te wskazują na to, że nadużywanie antybiotyków oraz oparta na przetworzonej żywności typowa dieta zachodnia mogą być znaczącymi czynnikami warunkującymi rozwój autyzmu.

Możliwość tę potwierdza inne badanie, w którym u dzieci autystycznych zaobserwowano podwyższony poziom przeciwciał oznaczający reakcję alergiczną na pszenicę i gluten. Naukowcy z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku dokonali tego odkrycia dzięki analizie próbek krwi 140 dzieci, w tym 37 cierpiących na autyzm. Pomimo że tak podwyższony poziom przeciwciał wskazuje na nietolerancję glutenu, żaden z uczestników badania nie chorował na celiakię, w przebiegu której owa mieszanina białek wywołuje silne gwałtowne reakcje alergiczne3.

Żadne z tych odkryć nie zaskoczyło naukowców z Oddziału Badań nad Autyzmem Uniwersytetu Sunderland działających obecnie jako ESPA Research. Od ponad 15 lat są oni zwolennikami poglądu, według którego autyzm to choroba metaboliczna rozpoczynająca się w jelicie, często na skutek niezdolności do właściwego rozkładu peptydów pochodzących z glutenu i nabiału.

Według ich teorii autyzm rozwija się wskutek działania peptydów poza mózgiem i ośrodkowym układem nerwowym (OUN). Te zbłąkane związki chemiczne kolidują z naturalnie występującymi w obrębie OUN peptydami, które kontrolują nasze reakcje behawioralne, emocje i zdolności poznawcze. Ostatecznie proces ten powoduje tak duże zakłócenia, że zaczynają ujawniać się objawy związane z autyzmem.

Od razu należałoby jednak zadać pytanie, w jaki sposób peptydy wydostają się z jelita. Naukowcy z ESPA Research odkryli, że autystyczne dzieci mają zwykle przepuszczalne jelita, pozwalające na przenikanie tych związków do krwioobiegu. Twierdzą oni, że jakikolwiek czynnik – od niedoborów składników pokarmowych i minerałów po toksyny środowiskowe, m.in. pestycydy, a nawet szczepionkę MMR – może uszkodzić ścianę jelita i doprowadzić do jej nieszczelności.

Naukowcy z Uniwersytetu Sunderland są zwolennikami poglądu, według którego autyzm to rozpoczynająca się w jelicie choroba metaboliczna.

Wyeliminowanie z diety glutenu i nabiału powinno więc zminimalizować objawy autyzmu i wydaje się, że tak jest w istocie. W jednym ze swoich badań zespół ESPA Research odkrył, że tego rodzaju ograniczenie żywieniowe pomogło 72 autystycznym dzieciom4. Przeprowadzony dwa lata później podobny eksperyment potwierdził to jeszcze wyraźniej. W tym drugim przypadku naukowcy z Uniwersytetu Stanu Pensylwania obserwowali objawy choroby u 387 autystycznych dzieci przed ich przejściem na dietę pozbawioną glutenu i kazeiny (nabiału) oraz po jej zastosowaniu. Po wdrożeniu nowego sposobu żywienia większość rodziców zgłaszała znaczną poprawę stanu swoich pociech w zakresie zachowań społecznych, umiejętności językowych, utrzymywania kontaktu wzrokowego i zdolności do koncentracji.

Metale ciężkie

Podczas gdy wiele dzieci z chorobami spektrum autystycznego zmaga się z problemami jelitowymi, niektóre – jak sugerują naukowcy z ESPA Research – mają w organizmach również wysokie poziomy toksycznych metali. We krwi i moczu autystycznych dzieci faktycznie wykryto wyższe niż u dzieci zdrowych stężenia kilku metali ciężkich. Najczęściej stwierdzano obecność ołowiu, talu, cyny i wolframu. Każdy z tych pierwiastków może upośledzać normalne funkcjonowanie i rozwój mózgu, a także niekorzystnie wpływać na inne narządy. Naukowcy z Uniwersytetu Stanu Arizona dokonali powyższego odkrycia po przeanalizowaniu próbek krwi i moczu 55 autystycznych dzieci i porównaniu ich z tymi pobranymi od 44 dzieci zdrowych. Twierdzą oni, że wczesny kontakt z toksycznymi metalami może być czynnikiem warunkującym rozwój autyzmu. Objawy choroby można ich zdaniem ograniczyć poprzez usunięcie z organizmu szkodliwych substancji dzięki terapii chelatowej6.

Autyzm coraz częstszy

 

We krwi i moczu autycznych dzieci wykryto wyższe niż u dzieci zdrowych stężenia kilku metali ciężkich.

 

 

Na rozwój autyzmu mogą mieć wpływ również antybiotyki. Kobiety przechodzące w ciąży zakażenia bakteryjne i w związku z tym rutynowo leczone antybiotykami są trzy razy bardziej narażone na urodzenie autystycznego dziecka, szczególnie jeśli ich infekcje zostaną zdiagnozowane w drugim trymestrze ciąży. Naukowcy z firmy badawczej Kaiser Permanente Division of Research, którzy obserwowali 407 autystycznych dzieci i porównywali je z ponad 2 tys. odpowiadających im dzieci z grupy kontrolnej, twierdzą, że inne, częściej powiązane z ciążą zakażenia nie powodowały autyzmu .

BIBLIOGRAFIA:
1 BMJ Evidence Centre. BMJ Clinical Evidence Handbook. BMJ Group, London: 2011
2 PLoSONE, 2013; 8: e68322
3 PLoSONE, 2013; 8: e66155
4 NutrNeurosci,2010; 13:87-100
5 Nutr Neurosa, 2012; 15:85-91
6 Biol Trace Elem Res, 2013:151:171 -80
7 J Autism Dev Disord, 2013; doi: 10.1007/s10803-013-2016-3

 

Powrót MMR

Dalsze forsowanie poglądu, według którego szczepionka MMR odgrywa rolę w rozwoju autyzmu, wymaga odwagi. Ostatnią osobą, która próbowała to robić, był ostatecznie napiętnowany, zdyskredytowany i pozbawiony prawa wykonywania zawodu lekarza gastroen-terolog Andrew Wakefield. Krok naprzód zrobił więc Graham Ewing, naukowiec i dyrektor generalny firmy Montague Healthcare promującej wykorzystanie nowej techniki diagnostycznej -wirtualnego skanowania. Napisał on gruntowny raport – opublikowany jako broszura „The great medical controversy of our time: why vaccines must be implicated in the occurrence of regressive autism” („Wielka medyczna kontrowersja naszych czasów: dlaczego szczepionki muszą mieć związek z występowaniem regresywnego autyzmu”) – w którym stwierdził, że dowody na zawarte w tytule połączenie są przytłaczające. Ewing dowodzi, że liczne szczepionki podawane dzieciom przed ukończeniem przez nie pierwszego roku życia – w USA jest ich 26, w Wielkiej Brytanii 19, a w Polsce 10 – mają wpływ na mechanizmy regulujące podstawowe funkcje organizmu, zarówno na układy narządów, jak i system nerwowy. Ostatecznie powoduje to pojawienie się objawów typowych dla regresywnego autyzmu, czyli rodzaju choroby nagle występującej u normalnie rozwijających się dzieci. Młody organizm dziecka nie jest w stanie poradzić sobie z zawartymi w szczepionkach metalami ciężkimi, więc pierwiastki te gromadzą się w nim i stają neurotok-syczne. Jak dowodzi Ewing, regresywny autyzm to dla wielu dzieci „nieuchronna konsekwencja” szczepień. Inni naukowcy w podobny sposób zestawiają ze sobą metale ciężkie i autyzm, jednak Ewing skupia się na szczepionkach z kliku poniższych powodów.

• Począwszy od końca lat 60. XX w. wzrost liczby szczepionek prawie idealnie współgra ze wzrostem liczby przypadków autyzmu.

• Typowe objawy regresywnego autyzmu są niemal identyczne jak w przypadku zatrucia rtęcią, a tiomersal – zawierający ją związek chemiczny – od lat używany jest jako substancja konserwująca w szczepionkach.

• Regresywny autyzm często obserwuje się około drugiego roku życia dziecka, co pokrywa się z ograniczeniem programu szczepień.

Przypadki regresywnego autyzmu u dzieci nieszczepionych są rzadkie.

 

Umysł ponad materią

Jeśli masz logiczne, dogmatyczne lub sceptyczne podejście do życia, możesz teraz odwrócić wzrok, jednakże intencja, czy też potęga myśli, powoduje cofanie autyzmu. Co dziwniejsze, leczone dziecko nie musi przebywać w tym samym pomieszczeniu

– a nawet w tym samym kraju – co terapeuta, który może badać funkcjonowanie pacjenta poprzez testowanie mięśni własnego ramienia.

A teraz najdziwniejsze: dzięki tej nieprawdopodobnej terapii osiągnięto radykalną poprawę stanu 18 autystycznych dzieci. Terapię tę – technikę neu-romodulacji znaną również jako metoda Feinberga stosuje się u tysięcy ludzi cierpiących na takie choroby, jak artretyzm, choroba Leśniowskiego-Crohna, zespół jelita drażliwego i inne schorzenia zapalne. Psycholog kliniczny Robert Weiner z Dallas w Teksasie, który słyszał wiele dobrego na temat techniki neuromodulacji od innych psychologów, chciał ją wypróbować na autystycznych dzieciach.

– Nasz autonomiczny układ nerwowy przyrównałbym do systemu komputerowego. Choroba pojawia się, gdy występuje błąd przetwarzania, który może być spowodowany dowolną liczbą czynników, takich jak uraz, toksyny, alergia lub alkohol. Technika neuromodulacji to po prostu sposób na rozesłanie właściwych poleceń w celu uregulowania systemu i przywrócenia jego prawidłowego funkcjonowania – wyjaśnia. Dzięki niedużej dotacji dr Weiner rozpoczął niewielkie badanie techniki neuromodulacji, w którym
wzięta udział 18-osobowa grupa autystycznych dzieci z terenu USA . Dziewięcioro z nich poddano sześciotygodniowej terapii obejmującej dwie sesje tygodniowo. Reszta uczestników oczekiwała przez ten czas na rozpoczęcie własnego leczenia. Okazało się, że po terapii techniką neuromodulacji stan dzieci z obu grup uległ znaczącej poprawie w stosunku do pomiarów dokonanych przed rozpoczęciem badania. Sesje, w których uczestniczyli pacjenci, trwały łącznie zaledwie dziewięć godzin. Odpowiada to dwóm do trzech dni stosowanej terapii behawioralnej – preferowanej niefarmakolo-gicznej metody leczenia autyzmu.

Wendy, której dwóch synów uczestniczyło w badaniu dr. Weinera, zaskoczyły zmiany, jakie nastąpiły pod wpływem terapii. Przed rozpoczęciem sesji mąż kobiety uważał, że całe przedsięwzięcie to oszustwo. – Mojemu starszemu synowi, który miał 7 lat, gdy poddano go terapii techniką neuromodulacji, trudno było utrzymać ciało w spoczynku nawet przez krótki czas. Teraz może siedzieć w szkole podczas 40-minutowych zabaw w kółku bez niemal żadnego upomnienia ze strony nauczyciela. Lepiej radzi sobie z prawidłowym siedzeniem przy stole, a także w wózku na zakupy na targu – mówi Wendy. U młodszego syna Wendy, który miał 5 lat, gdy poddano go terapii techniką neuromodulacji, widać tak niewiele objawów autyzmu, że jego nauczycielce trzeba czasem przypominać o tym, że jest chory.

Bibliografia:
1 Explore, 2014; 10: 13-23

 

Co jeszcze może pomóc?

Medycyna niewiele ma do zaoferowania autystycznym dzieciom i ich rodzicom. Małym pacjentom można przepisywać leki, takie jak metylofenidat na nadpobudliwość i risperidon w celu opanowania problemów behawioralnych. Preferowane są również przeróżne rodzaje psychoterapii, ponieważ zapewniają pomoc zarówno rodzicom, jak i dzieciom. Wykorzystano je w takich programach terapeutycznych, jak Autism Preschool Programme (Przedszkolny Program Wsparcia Dzieci z Autyzmem), Child’s Talk (Dziecko Mówi) oraz More than Words (Więcej niż Słowa). Oto kilka innych alternatywnych metod leczenia. Terapia witaminą D. W mózgu dziecka autystycznego często występują nienaturalnie niskie poziomy hormonów mających wpływ na zachowanie: serotoniny, oksytocyny i wazopresyny. Nowe badania odkrywają, że witamina D wyzwala proces przekształcania innych enzymów w serotoninę. Jednakże jej naturalne pokłady w organizmie nierzadko nie odpowiadają wartościom wzorcowym niezbędnym do utrzymania dobrej kondycji zdrowotnej, szczególnie w przypadku mieszkańców półkuli północnej. Aby temu przeciwdziałać, naukowcy z Instytutu Badawczego Szpitala Dziecięcego w Oakland zalecają autystycznym dzieciom suplemen-tację witaminy D, tryptofanu i kwasów tłuszczowych omega-3 w celu przywrócenia prawidłowych poziomów tych substancji .

Dieta. Dzięki wykluczeniu z jadłospisu glutenu i nabiału udało się cofnąć niektóre z najcięższych objawów autyzmu (patrz główna część artykułu). Ich nietolerancja
może wskazywać na obecność również innych rodzajów nadwrażliwości. Postaraj się więc usunąć z otoczenia domowego możliwie najwięcej chemikaliów, m.in. perfum, kosmetyków do higieny osobistej oraz chemicznych środków czystości. Suplementy. Istotną rolę w prawidłowym funkcjonowaniu mózgu odgrywają oprócz witaminy D również niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT). Ludzki organizm nie jest w stanie wytworzyć kwasu linolowego (omega-6) i alfa-linolenowego (omega-3). Dlatego musi pozyskiwać je z pożywienia.

Terapia wzbogacająca. Ta stosunkowo nowa forma leczenia zachęca do zainteresowania zmysłów obiektami znajdującymi się wokół domu, m.in. wykorzystywania zmysłu węchu oraz wieczornego słuchania muzyki klasycznej. W badaniu, w którym wzięło udział 28 autystycznych chłopców, prawie potowa uczestników korzystających z tej metody wykazała po sześciu miesiącach znaczącą poprawę w zachowaniu. Większość poddanych terapii dzieci zgłosiła również postęp w zakresie zdolności poznawczych . Terapia chelatowa. Jest to metoda oparta na teorii, według której autyzm mogą powodować metale ciężkie, więc oczyszczenie z nich organizmu powinno zminimalizować objawy choroby. W jednym z badań 221 dzieciom autystycznym i 18 zdrowym, które stanowiły grupę kontrolną, przez trzy dni podawano doustny chelator DMSA. W tym czasie chorzy uczestnicy wydalili 5 razy więcej rtęci niż zdrowi3.

BIBLIOTEKA:
1 FASEBJ, 2014; doi: 10.1096/f|.13-246546
2 BehavNeurosri,2013; 127:487-97
3 J Am Phys Surg, 2003; 8:76-9

Skan

Autyzm po szczepionce?

Źródło: O czym lekarze Ci nie powiedzą – lipiec-sierpień 2015

http://oczymlekarze.pl/

Umysł

Nowe doniesienia o możliwości manipulowania danymi odsłaniają skandaliczne współdziałanie amerykańskich agencji rządowych i prasy głównego nurtu w zatajaniu związku między szczepionką MMR przeciwko odrze, śwince i grypie a autyzmem.
Tuszowanie faktów ma jedną wadę – rozrasta się jak nowotwór. Wystarczy przypomnieć sobie wydarzenia w czasie prezydentury Richarda Nixona. Zaczęło się od tego, że dla zapewnienia jego zwycięstwa w wyborach prezydenckich w 1972 r. republikański komitet na rzecz reelekcji prezydenta użył kilku standardowych brudnych sztuczek wobec Partii Demokratycznej, ale już w momencie ustąpienia Nixona z urzędu na wielu spośród najważniejszych osób w państwie – w Departamencie Sprawiedliwości, FBI, CIA, a szczególnie w Białym Domu – ciążyły oskarżenia o udział w rozlicznych próbach tuszowania przestępstw federalnych, od włamań, nielegalnych podsłuchów i innych aktów politycznego sabotażu aż po obstrukcję procesową, pranie brudnych pieniędzy oraz nadużycie władzy i krzywoprzysięstwo.

Na krótko przed tym, jak cała afera zaczęła wychodzić na jaw, John Dean, doradca prezydenta, ostrzegał swego szefa, że trudno utrzymać pod przykryciem tyle potajemnych działań, porównując zaistniałą sytuację do nowotworu niszczącego tę prezydenturę.

Podobna choroba opanowała obecnie amerykańskie Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom (CDC) – instytucję rządową, mającą za zadanie ochronę kraju przed chorobami zakaźnymi. Świadczą o tym najnowsze informacje, wskazujące na prawdopodobieństwo manipulowania danymi w badaniach nad szczepionkami.

W 2004 r. naukowcy pracujący w ramach prowadzonego przez CDC Narodowego Programu Immunizacji przeprowadzili badanie, mające na celu wyjaśnienie wszystkich kontrowersji wokół szczepionki przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR), produkowanej przez koncern farmaceutyczny Merck, oraz jej ewentualnego związku z autyzmem. Porównali oni wiek 624 dzieci autystycznych w chwili przyjęcia pierwszej szczepionki MMR z grupą ok. 1800 dzieci rozwijających się normalnie.

Wprawdzie odnotowano niewielki wzrost liczby przypadków autyzmu u dzieci szczepionych przed ukończeniem 3 roku życia, jak również bardziej wyraźny związek w grupie wiekowej 3-5 lat, to jednak autorzy uznali, że te niepokojące dane wynikają jedynie z wdrożenia „programów wczesnego interweniowania”.

W opublikowanych w 2004 r. wynikach badania naukowcy z CDC oznajmili, że nie znaleźli żadnych znaczących powiązań między stosowaniem szczepionki a rozwojem autyzmu ani też żadnego statystycznie istotnego wzrostu ryzyka dla którejkolwiek grupy rasowej lub etnicznej.

Świeże spojrzenie

Taka wersja obowiązywała przez niemal 9 lat, do momentu gdy Brian Hooker, inżynier biochemii i profesor biologii z Uniwersytetu Simpson w Kalifornii, postanowił spojrzeć na dane świeżym okiem. Złożył wniosek o udostępnienie oryginalnych danych na mocy ustawy o swobodzie informacji (FOIA), a gdy był już w trakcie ich analizowania, odebrał telefon od epidemiologa z CDC, dr. Williama Thompsona, jednego ze współtwórców raportu z 2004 r., który teraz uznał za swój obowiązek sprostowanie wcześniejszej opinii i gotów był uczestniczyć w ponownej ocenie danych.

W licznych rozmowach telefonicznych Thompson ujawnił niektóre ze statystycznych oszustw, jakich użyto, by parametry badanej grupy dzieci umożliwiły pożądaną manipulację danymi. Badacze z CDC odkryli w rzeczywistości 3,4-krotny (340-procentowy!) wzrost liczby przypadków autyzmu wśród afroamerykańskich chłopców objętych badaniem. Ryzyko to nie zostało jednak uwzględnione w publikacji, gdyż, jak wyjaśnił Thompson, on i jego współpracownicy starannie wybrali uczestników, których chcieli uwzględnić w swojej analizie.

Jak wykazały nowe ekspertyzy, w badaniu oryginalnym, prowadzonym przez DeStefano, ograniczono grupę afroamerykańską tylko do uczestników posiadających ważny akt urodzenia w stanie Georgia, co obniżyło moc statystyczną analizy. W ten sposób zredukowano badaną grupę aż o 41%, praktycznie dyskwalifikując większość Afroamerykanów początkowo objętych badaniem, co ostatecznie zafałszowało końcowe rezultaty, tworząc złudzenie, że ryzyko stosowania szczepionki jest minimalne.

Po wielu rozmowach z Thompsonem Hooker opublikował nową analizę danych na początku sierpnia. Tym razem wynika z niej jasno, że u badanych afroamerykańskich chłopców, którym podano szczepionkę MMR przed ukończeniem 24 miesięcy życia, ryzyko wystąpienia autyzmu było wyższe.

Tym samym badanie dowiodło wreszcie słuszności tez bezlitośnie szkalowanego brytyjskiego gastroenterologa, dr. Andrew Wakefielda, który poświęcił swąją karierę naukową na rzecz nagłaśniania związku pomiędzy szczepionką MMR i autyzmem (po tym, jak został oczerniony przez prasę, Brytyjska Izba Lekarska odebrała mu prawo wykonywania zawodu lekarza).

Ujawnione przez Thompsona manipulacje są alarmującym dowodem statystycznych oszustw, mających stworzyć wrażenie, że ryzyko szczepienia MMR jest minimalne

Ujawnione przez Thompsona manipulacje są szokującym dowodem oszustwa i korupcji w samym sercu amerykańskiej agencji rządowej, odpowiedzialnej za bezpieczeństwo stosowania szczepionek.

Thompson postanowił podać do wiadomości publicznej swój list do dr Julie Gerberding – w owym czasie pełniącej funkcję dyrektora CDC – z dnia 2 lutego 2004 r., wysłany na tydzień przed decydującym spotkaniem w Instytucie Medycyny, poświęconym bezpieczeństwu szczepień i autyzmowi. W liście tym Thompson ubolewał, że wyniki jego badań okazały się niepokojące. Pisał:

„będę musiał przedstawić kilka problematycznych rezultatów, dotyczących zależności statystycznych pomiędzy szczepionką MMR i autyzmem”.

Ponaglał również adresatkę, by odpowiedziała na wątpliwości kongresmena Davida Weldona, wyrażone w dwóch listach, odnoszących się do „kwestii uczciwości Waszych naukowców w Narodowym Programie Immunizacji”.

Thompson wskazywał również na próby ukrywania prawdy o bezpieczeństwie szczepionek:

„W ostatnich latach kilkakrotnie zwracałem uwagę osobom z Rady Kierowniczej Narodowego Programu Immunizacji, że w bardzo niewłaściwy sposób wywiązują się z zadania prezentacji problemów bezpieczeństwa szczepień i że przegrywamy batalię na polu relacji publicznych”.

W innym e-mailu z 2002 r., skierowanym do zarządu CDC po zakończeniu badań, lecz przed publikacją ich wyników, Thompson zwracał uwagę na możliwość licznych zatajeń prawdy, pisząc o swojej porażce w sprawie dokumentów przesłanych przez CDC do Departamentu Sprawiedliwości, a dotyczących badań nad szczepionką MMR i jej ewentualną szkodliwością.

„Nie sądzę, by ktokolwiek złamał prawo” – napisał Thompson, lecz zeznania jednego ze współautorów raportu na temat MMR i autyzmu, złożone przed komisją Kongresu w 2002 r. wprawiły go w zakłopotanie, szczególnie po odkryciu, że współautora tego raportu reprezentował prawnik z innej agencji rządowej – Narodowego Centrum Wad Wrodzonych i Zaburzeń Rozwojowych (NCBDDD) – prawdopodobnie również negującej jakikolwiek związek między szczepieniem a autyzmem.

We wspomnianej korespondencji Thompson oznajmił, że zamierza wynająć własnego prawnika, by zagwarantować dostarczenie wszystkich istotnych dla sprawy dokumentów.

„Jestem tak głęboko zaniepokojony, że poważnie rozważam możliwość usunięcia mojego nazwiska jako autora wstępnej wersji raportu” – napisał Thompson.

To nie pierwszy przypadek, gdy CDC przyłapano na gorącym uczynku w trakcie podejrzanych działań. Przez 6 lat Hooker – sam będąc ojcem 16-letniej autystycznej córki, która, według jego oceny, jest ofiarą szczepienia, a także pełniąc funkcję doradcy Focus Autism Foundation, która sponsorowała jego powtórną analizę danych – uparcie składał wnioski o udostępnienie na mocy ustawy o swobodzie informacji oryginalnych danych z badań, które rzekomo wykazywały, że tiomersal (thimerosal w USA), związek rtęci, stosowany jako konserwant w wielu szczepionkach, nie ma wpływu na przypadki występowania autyzmu.

Jako że CDC ustawicznie odwlekało udostępnienie tych podobno publicznych dokumentów, Hooker zmuszony był założyć sprawę sądową. W końcu jednak wykazał, że liczne badania, potwierdzające rzekomo bezpieczeństwo stosowania tiomersalu, zawierały poważne błędy (patrz oś czasu, po lewej).

To jednak tylko początek zatajeń prawdy. W latach 70., gdy wiadomości o włamaniach do budynku Watergate po raz pierwszy dotarły do opinii publicznej, prasa odegrała kluczową rolę w ujawnianiu kłamstw i oszustw w sercu amerykańskiego rządu.

Dziś, w czasach mediów kontrolowanych przez korporacje, prasa w swej przeważającej części uczestniczy w korporacyjnej zmowie. Tak znaczący przypadek tajnych manipulacji, prowadzonych przez agencję rządową – oszustwo potencjalnie na miarę Watergate – został praktycznie pominięty milczeniem przez całą prasę,  a relacjonowały go tylko media alternatywne, do których zaliczają się też prowadzone przez rodziców strony internetowe poświęcone autyzmowi i szczepieniom.

Gdy informacje o odkryciach Hookera i manipulacjach ujawnionych przez Thompsona zamieszczone zostały na stronie internetowej CNN jako iReport, uzyskały ponad 45 000 wyświetleń i 178 komentarzy, w większości od osób domagających się od kanału CNN oficjalnego przedstawienia tych wydarzeń. CNN nie tylko jednak nie zamieściło własnej relacji, lecz na dodatek usunęło ze strony doniesienia czytelników.

Co więcej, gdy sprawa zaczęła wypływać w prasie alternatywnej, czasopismo „Translational Neurodegeneration”, które opublikowało pracę Hookera, dodało do niej czerwoną ramkę ostrzegawczą z adnotacją, że „wydawca wyraził wątpliwości odnoszące się do tego artykułu”. Ramka przekierowuje czytelników do komentarza stwierdzającego, że wydawca czasopisma „ma poważne obawy co do słuszności wniosków przedstawionych w artykule”.

Autorzy brytyjskiego raportu z badania przeprowadzonego na ponad 14 000 dzieci w Avon zdołali sformułować wniosek, że rtęć jest w rzeczywistości korzystna dla dzieci

15 września 1972 r. Nixon pogratulował Johnowi Deanowi jego roli w tym, co jeden z ludzi prezydenta nazwał „ograniczonym ujawnieniem informacji”, a co służyło zatuszowaniu afery Watergate: „Poradził pan sobie z tym w bardzo zręczny sposób, zatykając palcem przecieki, pojawiające się to tu, to tam”.

Za sprawą ostatniego skandalu z CDC w roli głównej, jak napisano na stronie Age of Autism,

„te przecieki zamieniają się w powódź, a powódź – w falę przypływu… falę, burzącą cały mur zaprzeczeń, którego budowniczym nie starcza już palców u rąk i nóg do zatykania kolejnych przecieków”.

Nixon osobiście nigdy w pełni nie odpokutował swych grzechów. Musiał ustąpić z urzędu prezydenta, lecz w końcu został ułaskawiony przez swojego następcę. A dr Gerberding, szefowa CDC w czasie, gdy przeprowadzono badanie? Ma teraz nową posadę – jako dyrektor działu szczepionek firmy Merck.

Czy na jej miejsce przyszła już całkiem nowa grupa „wszystkich ludzi prezydenta”?

Lynne McTaggart

Jak zataić związek szczepień z autyzmem

Dowody uzyskane przez różne grupy na mocy ustawy o swobodzie informacji ujawniają, że CDC stało na czele szerokiego światowego ruchu, mającego na celu zebranie badań, które ostatecznie pogrążyłyby hipotezę o związku tiomersalu z autyzmem.

2008

Badacze z Guy’s & St Thomas’ NHS Foundation Trust w Wielkiej Brytanii porównali szczepione dzieci, wykazujące spektrum zaburzeń autystycznych (ASD), z dziećmi o innych specjalnych potrzebach i z dziećmi rozwijającymi się normalnie. Jednakże 735 dzieci „zniknęło” w drugiej fazie badania, a spośród 155 pozostałych od 100 nie uzyskano zadowalających próbek krwi. Wnioski badania oparte są na próbkach pobranych od niewielkiej grupy, stanowiącej zdecydowaną mniejszość badanych .

2007

Badanie przeprowadzone przez CDC wykryto jedynie kilka znaczących związków pomiędzy narażeniem na działanie tiomersalu a autyzmem2. Jak jednak ujawnił później jeden z zewnętrznych konsultantów badania , . rozmyślnie manipulowano statystykami w taki sposób, by objęty one jedynie te dzieci, u których rozwój upośledzenia byt najmniej prawdopodobny; w ten sposób odrzucono 70% kohorty.

2007

Dwóch doktorantów z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Stanowego w Iowa, analizując na nowo dane z badania przeprowadzonego w Hongkongu w roku 2004, które nie wy-2007 kazato żadnych związków pomiędzy na-/ rażeniem na działanie rtęci a autyzmem^, stwierdziło liczne błędy obliczeniowe. Jak się okazato, poprawione liczby potwierdziły istnienie znaczącej zależności .

2005

W brytyjskim badaniu, mającym na celu wykazanie braku zależności pomiędzy szczepionką MMR i problemami trawiennymi, uwzględniono jedynie przypadki nagłych hospitalizacji.

2004

Autorzy brytyjskiego raportu z badania przeprowadzonego na ponad 14 000 dzieci w Avon zdołali sformułować wniosek, że rtęć jest w rzeczywistości korzystna dla dzieci.

2003

Trzy spośród czterech duńskich badań
– prowadzonych przez zespoty, w których niejednokrotnie uczestniczyli ci sami badacze
– nie wykazały żadnego związku pomiędzy autyzmem i tiomersalem . Duńskie dane, dotyczące autystycznych pacjentów w przychodniach, w których diagnozuje się większość przypadków, uwzględniono jedynie w ostatnich kilku latach 30-letniego przeglądu, przez co stworzono wrażenie, że odsetek przypadków autyzmu wzrost po tym, jak tiomersal został usunięty ze szczepionek.

2003

Jedno ze wspomnianych wyżej duńskich badań, porównując dane dotyczące dzieci autystycznych w Kalifornii, Szwecji i Danii, brato pod uwagę tylko przypadki autyzmu zdiagnozowane w szpitalach, co zaniżyło rzeczywistą częstość jego występowania w tych krajach .

Bibliografia:
1 Pediatrics, 2004; 113:259-66
2 Transl Neurodeqener, 2014; 3:16

Oś czasu:
1 Arch DisChild, 2008; 93:832-7
2 NEnglJ Med, 2007; 357:1281-92
3 N Engl J Med, 2008; 358:93-4
4 J Child Neurol, 2004; 19:431-4
5 J Child Neurol, 2007; 22:1308-11
6 BMJ, 2005; 330:1120-1
7 Pediatrics, 2004; 114:577-83
8 JAMA, 2003; 290:1763-6
9 Pediatrics, 2003;112:604-6
10 AmJ Prev Med,2003;25:101-6

Skan

Fluor zdemaskowany w australijskiej TV w 2008 roku – napisy PL

„Więc mamy tutaj 1100 naukowców, mówiących, że zapoznali się
z literaturą naukową i że istnieje problem. Reakcją drugiej strony na te słowa powinien być bardzo dokładny przegląd tych raportów oraz naukowe ich wyjaśnienie.
Ale nie otrzymaliśmy takiej reakcji. Jedynie, czego się doczekaliśmy, to kontynuacja tej propagandy i uproszczonego PR, że fluor test bezpieczny i skuteczny, bezpieczny i skuteczny, bezpieczny i skuteczny.
Oczekują się, że wszyscy im uwierzą bo osoby, które to wciąż powtarzają mają na sobie biały fartuch.” – Dr. Paul Connett

Prawda o fluorze uderzyła w australijskich mediach głównego nurtu – napisy PL

 

Fluor, który dodawany jest do wody pitnej jest toksycznym odpadem pochodzącym głównie z produkcji nawozów sztucznych. Amerykańskie Stowarzyszenie Dentystów ostrzega przed dodawaniem fluorowanej wody do mleka i kaszek w proszku dla dzieci.