Posts Tagged ‘Zrozumienie’

Mózg incognito. Wojna domowa w Twojej głowie – David Eagleman

Jeśli ktoś interesuje się poznawaniem samego siebie to można znaleźć w niej sporo ciekawostek. Autor przedstawia wiele badań empirycznych i według mnie zachowuje umiar w przekonywaniu co do swoich hipotez.

Poniżej kilka fragmentów z książki:

Rozbiór doświadczenia 

Pewnego popołudnia pod koniec pierwszego dziesięciolecia XIX wieku Ernst Mach, fizyk i filozof, zaczął się dokładnie przyglądać ułożonym obok siebie kartkom papieru w tym samym kolorze. Interesowała go kwestia percepcji, zwrócił więc uwagę na zastanawiający szczegół. Coś było nie tak. Podzielił kartki, popatrzył na każdą z osobna, po czym znów ułożył je tak jak wcześniej. Wtedy zdał sobie sprawę, co mu się nie zgadza: kartki oglądane oddzielnie były jednokolorowe, lecz jeśli ułożyło się je w rzędzie, każda wydawała się nieco jaśniejsza po lewej stronie, a ciemniejsza po prawej. (Przekonacie się, że każda z karteczek z rysunku ma jednolitą barwę, kiedy zakryjecie wszystkie pozostałe).

Pasmo macha

To złudzenie optyczne nazwano pasmem Macha. Jeśli wie się, jak ono działa, można dostrzec jego efekty również w innych sytuacjach – na przykład na styku ścian w rogu pokoju. Różnica w oświetleniu sprawia, że farba w samym rogu wydaje się jaśniejsza lub ciemniejsza. Niewykluczone, że zauważyliście to dopiero teraz, chociaż patrzyliście w życiu na wiele ścian. Podobnie renesansowi artyści w którymś momencie zwrócili uwagę, że znajdujące się w dalekim tle góry wydają się niebieskawe – a zauważywszy to, zaczęli je w ten sposób malować Wszyscy wcześniejsi twórcy kompletnie nie zdawali sobie sprawy ze zmiany odcienia, chociaż też mieli to przed oczami.
Dlaczego nie dostrzegamy rzeczy tak oczywistych? Czy jesteśmy aż tak kiepskimi obserwatorami? Tak, obserwacja wychodzi nam zaskakująco marnie. Introspekcja też nie jest w stanie pomóc: jesteśmy przekonani, że widzimy wszystko wyraźnie, dopóki coś nie uświadomi nam, że jednak się mylimy. W dalszej części tego rozdziału nauczymy się uważnie przyglądać temu, co widzimy.
Czym naprawdę są nasze doświadczenia, a czym nie są?

(…)

Tajemnica sekserów kurcząt i obserwatorów samolotów
Najlepsi sekserzy kurcząt pochodzą z Japonii. Gdy w wielkich wylęgarniach wykluwają się pisklęta, zazwyczaj są dzielone na samce i samice – procedura ta nosi nazwę seksowania. Jest konieczna, ponieważ typ karmy zależy od płci: inaczej karmi się kury, których zadaniem będzie znoszenie jaj, a inaczej koguty (tylko nieliczne samce tuczy się na mięso). Zadanie seksera polega więc na tym, by podnieść każde pisklę, szybko ocenić jego płeć i włożyć je do odpowiedniego pojemnika. Problem w tym, że to niezwykle trudna praca: małe samczyki i samiczki wyglądają identycznie.
No, prawie identycznie Japończycy wymyślili metodę seksowania kurczaków zwaną seksowaniem kloacznym, która pozwala ekspertom w tej dziedzinie błyskawicznie ustalić płeć jednodniowych piskląt. Od lat trzydziestych XX wieku hodowcy drobiu z całego świata zjeżdżają do szkoły seksowania kurcząt Zen-Nippon w Japonii, by nauczyć się tej techniki. Sęk w tym, że nikt nie był w stanie im dokładnie wyjaśnić, jak to się robi. Metoda miała polegać na jakichś subtelnych wskazówkach wzrokowych, lecz zawodowi sekserzy nie potrafili ich wymienić Patrzyli na kuperek (gdzie znajduje się kloaka) i po prostu wiedzieli, do którego koszyka kurczaka włożyć
I w ten sposób uczyli nowych sekserów. Mistrz stał nad podopiecznym i przyglądał się jego pracy. Uczeń brał do ręki pisklę, oglądał kuper i wrzucał je do jednego lub drugiego kosza. Zawodowiec mówił wtedy: „dobrze” albo „źle”. Po wielu tygodniach takiego treningu mózg ucznia był już wyćwiczony do perfekcji – ale uczeń świadomie nie wiedział nic.
Tymczasem na dnigim końcu świata rozgrywała się bardzo podobna historia. Podczas drugiej wojny światowej zagrożeni bombardowaniami Brytyjczycy musieli znaleźć jakiś sposób na szybkie i poprawne rozpoznawanie nadlatujących samolotów. Które kropki na horyzoncie zamienią się w powracających aliantów, a które w niemieckie bombowce? Kilku miłośników lotnictwa okazało się doskonałymi obserwatorami, więc armia natychmiast zaproponowała im współpracę. Ich rola była tak istotna, że rząd postanowił zatrudnić więcej takich osób, lecz znalezienie odpowiednich ludzi okazało się niezwykle trudnym zadaniem. Poproszono wówczas „etatowych” obserwatorów o wyszkolenie nowych – co ciekawe, rezultaty były mierne. Próbowali wyjaśnić swoje metody pracy, lecz szło im bardzo kiepsko. Nikt, nawet inni obserwatorzy, nie potrafił pojąć, w czym rzecz. Podobnie jak sekserzy kurcząt, nie wiedzieli, co dokładnie robią – po prostu dostrzegali różnice.
W końcu Brytyjczycy wpadli na pomysł, jak skutecznie szkolić nowych obserwatorów samolotów: metodą prób i błędów. Uczeń patrzył na samolot i zgadywał, a ekspert stwierdzał, czy to poprawna, czy niepoprawna odpowiedź. Po jakimś czasie uczniowie stawali się posiadaczami tajemniczej, niewytłumaczalnej wiedzy.
Między tym, co wiemy, a tym, czego jesteśmy świadomi, może istnieć spora przepaść Badania nad umiejętnościami, które trudno poddać introspekcji, pokazują coś zaskakującego – pamięć ukryta jest całkowicie odrębna od jawnej, a uszkodzenie jednego typu nie ma wpływu na ten drugi. Dobrym przykładem są pacjenci z amnezją następową, którzy tracą zdolność świadomego zapamiętywania nowych doświadczeń. Jeśli spędzicie kilka godzin, próbując nauczyć ich gry Tetris, następnego dnia powiedzą wam, że nie pamiętają niczego takiego i nigdy wcześniej tej gry nie widzieli, a najprawdopodobniej również, że nie mają pojęcia, kim jesteście Kiedy jednak przyjrzycie się ich wynikom w grze, zauważycie postęp, taki sam jak u ludzi z poprawnie działającą pamięcią. Ich mózgi nauczyły się zasad, tyle że ich świadomość nie ma dostępu do tej informacji. (Co ciekawe, jeśli obudzi się pacjenta z amnezją w środku nocy po dniu, który spędził na grze w Tetris, powie wam, że śnił o spadających kolorowych figurach, choć nie będzie umiał powiedzieć dlaczego).
Oczywiście nie tylko sekserzy kurcząt, obserwatorzy samolotów i pacjenci z amnezją uczą się czegoś podświadomie: w zasadzie wszystkie nasze interakcje ze światem na tym się opierają. Być może trudno wam będzie opisać słowami sposób chodzenia waszego ojca, kształt jego nosa lub śmiech, lecz kiedy zobaczycie kogoś, kto chodzi, wygląda lub śmieje się tak samo, natychmiast zauważycie podobieństwo.

Otwórz oczy

Fakt widzenia wydaje się rzeczą tak naturalną, że trudno nam docenić niezwykle skomplikowaną mechanikę tego procesu. Być może zdziwi was fakt, że mniej więcej jedna trzecia ludzkiego mózgu zajmuje się „obsługą” wzroku. Mózg musi wykonać ogromny wysiłek, aby poprawnie zinterpretować miliardy fotonów docierających do naszych oczu. Ściśle rzecz ujmując, wszystkie sygnały wzrokowe są wieloznaczne:

Pizza na przykład ilustracja po lewej przedstawia obraz, jaki zarejestrujemy, patrząc na Krzywą Wieżę w Pizie z odległości czterystu metrów lub na jej model trzymany w ręku: oba te obiekty są postrzegane przez nasze oczy jako identyczne.
Mózg stara się ujednoznacznić docierające do nas sygnały wzrokowe, rozpatrując je w kontekście, przyjmując pewne założenia i korzystając z różnych sztuczek. Nie dzieje się to bez żadnego wysiłku z naszej strony, jak mogą
się przekonać pacjenci, którzy dzięki operacji odzyskują utracony przed kilkoma dziesięcioleciami wzrok. Nie widzą świata od razu – muszą się tego ponownie nauczyć.
Na początku spada na nich lawina chaotycznych, niezrozumiałych kształtów i barw. Chociaż oczy funkcjonują prawidłowo, mózg musi się dowiedzieć, jak interpretować napływające sygnały.
Ludziom, którzy przez całe życie cieszyli się dobrym wzrokiem, najłatwiej wytłumaczyć, że jest on strukturą, przez uświadomienie im, jak często oczy wprowadzają nas w błąd Złudzenia optyczne istnieją na obrzeżach sygnałów, z którymi mózg nauczył się sobie radzić Stanowią swego rodzaju okno – możemy przez nie podejrzeć, co się dzieje w naszych umysłach.
Zdefiniowanie słowa „złudzenie” staje się tu o tyle problematyczne, że w pewnym sensie wszystko, co dostrzegamy, jest złudzeniem. Jakość naszego widzenia peryferyjnego można porównać do patrzenia przez zaparowaną szybę, a jednak mamy wrażenie, że widzimy wyraźnie nawet po bokach. Dzieje się tak dlatego, że widzimy ostro wszystko, na co skierujemy oczy Do wyjaśnienia tego zjawiska wystarczy mały eksperyment: poproście znajomego, aby wziął do ręki kilka kolorowych pisaków lub zakreślaczy i wyciągnął ramię w bok. Skupiając wzrok na jego nosie, spróbujcie podać kolejność kolorów pisaków w jego dłoni. Wynik doświadczenia was zaskoczy: nawet jeśli będziecie w stanie dojrzeć że na obrzeżach pola widzenia są jakieś kolory, nie będziecie umieli podać ich ułożenia. Nasze widzenie peryferyjne jest znacznie mniej dokładną niż nam się zdaje, ponieważ w typowej sytuacji mózg ustawi mięśnie oka tak, by ostre widzenie centralne skierować wprost na interesujący nas obiekt. Wszystko, na co spojrzymy, wydaje się idealnie ostre, zakładamy więc, że cała nasza percepcja tak działa5.
To dopiero początek. Zwróćcie uwagę, że nie jesteśmy świadomi granic naszego pola widzenia. Skierujcie wzrok na ścianę przed sobą, wyciągnijcie rękę do przodu i pomachajcie palcami. Następnie przesuńcie ją powoli w kierunku ucha. W pewnym momencie przestaniecie widzieć swoje palce. Jeśli wyciągniecie rękę nieco w przód, znów je zobaczycie. Tam właśnie znajduje się krawędź pola widzenia. Tak jak w poprzednim przykładzie – ponieważ zazwyczaj kierujemy wzrok od razu tam, gdzie chcemy, nie myślimy o tym, że nasze pole widzenia jest ograniczone. Można przypuszczać, iż większość ludzi przez całe życie nie uświadamia sobie, że w danym momencie widzi tylko niewielki fragment rzeczywistości.
Jeśli zaczniemy głębiej analizować zjawisko widzenia, okaże się, że mózg może nam serwować całkiem przekonujące kłamstwa, jeśli tylko dostarczymy mu odpowiednich informacji. Weźmy na przykład postrzeganie głębi. Nasze oczy są oddalone od siebie o kilka centymetrów, więc każde z nich rejestruje nieco inny obraz świata. Można to zaobserwować, robiąc dwa zdjęcia z punktów odległych od siebie o kilka centymetrów i kładąc jedno obok drugiego. Jeśli spojrzymy na nie zezem, dwa obrazy zleją się w trzeci, za to trójwymiarowy. Naprawdę dostrzeżemy w nim głębię – nie będziemy w stanie pozbyć się tego wrażenia. Nieprawdopodobne stwierdzenie, że płaskie obrazy mogą stworzyć iluzję głębi, ujawnia mechaniczną, automatyczną naturę układu wzrokowego: wystarczy nakarmić go odpowiednimi danymi, a sam stworzy szczegółowy świat.

(…)

Pierwsze modele funkcjonowania mózgu mocno opierały się na podobieństwie do komputera: przedstawiały go jako urządzenie wejścia-wyjścia, które przetwarza dane zmysłowe na różnych poziomach i wyciąga z nich wnioski. Jednak schemat przyrównujący umysł do linii produkcyjnej zaczął budzić coraz więcej wątpliwości, kiedy okazało się, że aktywność mózgu nie przebiega po prostu z punktu A przez punkt B do punktu C: ist-nieją ścieżki informacji zwrotnych łączące punkty C i B, C i A oraz B i A. Mózg przesyła sobie tyle samo informacji zwrotnych, co przetworzonych – w żargonie technicznym cecha ta nosi nazwę rekurencji, potocznie zaś jest zwana zapętleniem. Cały ten system bardziej przypomina targowisko niż linię produkcyjną. Uważny czytelnik natychmiast odnotuje, że przy takich właściwościach sieci neuronowej istnieje możliwość, że percepcja wzrokowa nie jest strumieniem danych, który ma swój początek w siatkówce oka, a kończy się w jakimś tajemniczym punkcie z tyłu mózgu. Zagnieżdżonych kanałów do przekazywania informacji zwrotnej jest tyle, że cały system mógłby w zasadzie działać w drugą stronę. Obszary odpowiedzialne za postrzeganie zmysłowe przetwarzają dane, budując coraz bardziej skomplikowane interpretacje przekazywane wyżej postawionym w hierarchii fragmentom mózgu. Te wyższe obszary mózgu również komunikują się bezpośrednio z najniższymi. Oto przykład: zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie mrówkę idącą po biało-czerwonym obrusie w kierunku słoika fioletowego dżemu. Obszary waszych mózgów z samego dołu hierarchii właśnie się uaktywniły. Nie patrzyliście na żadną mrówkę, ale zobaczyliście ją oczami wyobraźni. Wyżej postawione obszary wprawiły w ruch te niższe; korzystają one z danych przesyłanych przez oczy, ale obustronne połączenia w mózgu sprawiają, że całkiem dobrze radzą sobie same w całkowitej ciemności.
To nie koniec Okazuje się, że pośród tego zgiełku jedne zmysły oddziałują na inne, zmieniając naszą percepcję świata zewnętrznego. Informacjami przesyłanymi przez oczy nie zajmuje się tylko układ wzrokowy – cała reszta mózgu też jest zaangażowana. W przypadku brzuchomówców dźwięk dochodzi z jednego miejsca – ust brzuchomówcy, ale nasze oczy widzą ruch innych ust (tych należących do lalki). Mózg dochodzi wówczas do wniosku, że to lalka mówi. Nie ma czegoś takiego jak „projekcja głosu” u brzuchomówców. Nasz mózg odwala za nich całą robotę.
Innym przykładem jest efekt McGurka: jeśli zsynchronizować dźwięk jednej sylaby (ba) z nagraniem wideo ust wypowiadających inną sylabę (ga), oglądający film ma złudzenie, że słyszy jeszcze inną sylabę (da). Wynika to z obecności obustronnych połączeń i zapętlenia mózgu, za sprawą którego sygnał głosowy i ruchy warg są łączone na wczesnym etapie przetwarzania danych.
Wzrok zazwyczaj dominuje nad słuchem, lecz istnieją też przypadki oddziaływania w drugą stronę, na przykład efekt iluzorycznego błysku: jeśli widząc pojedynczy błysk, usłyszymy dwa sygnały dźwiękowe, wyda nam się, że światełko też błysnęło dwukrotnie. Jest to skutek zjawiska zwanego sterowaniem słuchem, które sprawia, że postrzegana przez nas częstotliwość migotania światła będzie mniejsza lub większa w zależności od częstotliwości towarzyszących sygnałów dźwiękowych. Tego typu proste złudzenia stanowią istotne wskazówki dotyczące działania naszego układu nerwowego. Udowadniają, że
systemy wzrokowy i słuchowy są ze sobą ściśle powiązane i starają się przekazać nam ujednoliconą wersję wydarzeń. Spotykany w tekstach popularnonaukowych model układu wzrokowego jako linii produkcyjnej jest zatem nie tyle mylący, ile po prostu błędny.
* * *
Jakie korzyści płyną z posiadania zapętleń w mózgu? Pozwalają one organizmom wyjść poza schemat bodziec-reakcja i wypracować umiejętność formułowania założeń, zanim do mózgu dotrą dane zmysłowe Przypomnijcie sobie przykład łapania piłki w locie. Gdybyśmy mieli w głowach zwyczajną linię produkcyjną, nie moglibyśmy jej przechwycić: między chwilą, w której światło trafia do czujników na naszych siatkówkach, a wykonaniem od-powiedniego ruchu mijają setki milisekund Ręce zawsze wyciągałyby się do miejsca, w którym piłka była przed chwilą. Jesteśmy w stanie grać w baseball tylko dzięki temu, że działanie praw fizyki mamy głęboko zakodowane w systemie. Nasz wewnętrzny model przewiduje, gdzie i kiedy piłka dotknie ziemi w oparciu o oddziaływanie przyciągania. Skuteczność tych prognoz wynika ze zbieranych przez całe życie doświadczeń dotyczących grawitacji. Dzięki temu nasze mózgi nie pracują wyłącznie w oparciu o najnowsze dane zmysłowe, lecz formułują hipotezy dotyczące przyszłego położenia piłki.
Jest to jeden z przykładów szerszej koncepcji wewnętrznych modeli otaczającego nas świata. Mózg przeprowadza symulacje tego, co się zdarzy, jeśli wykonamy dane działanie w określonych warunkach. Wewnętrzne modele wpływają nie tylko na nasze ruchy (na przykład złapanie piłki lub unik), lecz stanowią podstawę świadomej percepcji. Już w latach czterdziestych XX wieku naukowcy zaczęli snuć domysły, że percepcja działa nie na zasadzie gromadzenia pozyskanych danych, lecz dopasowywania
oczekiwań do docierających informacji. Ta dziwna teoria pojawiła się, kiedy zaobserwowano, że nasze oczekiwania mają wpływ na to, co widzimy. Nie wierzycie? Spróbujcie opisać, co przedstawia obrazek poniżej. Jeśli wasz mózg nie spodziewa się zobaczyć w tym układzie plam niczego konkretnego, będziecie widzieć tylko plamy. Żebyście coś „zauważyli”, musi istnieć jakaś prognoza co do natury napływających danych.
Jeden z najwcześniejszych przykładów tego zjawiska został opisany przez neurologa Donalda MacKaya, który w 1956 roku wysunął teorię, że podstawowe zadanie kory wzrokowej polega na tworzeniu wewnętrznego modelu otaczającej nas rzeczywistości. Sugerował, że pierwszorzędna kora wzrokowa konstruuje odwzorowanie, dzięki któremu jest w stanie przewidywać, jakie dane otrzyma. Kora przesyła gotowe prognozy do obszaru międzymózgowia zwanego wzgórzem, analizującego różnice między danymi dostarczonymi przez zmysł wzroku a tymi przewidywanymi. Następnie wzgórze wysyła korze tylko te dane, które nie pojawiły się w przewidywanym modelu. Uzupełniają one wewnętrzny model, dzięki czemu w przyszłości różnica między odwzorowaniem a stanem faktycznym będzie mniejsza. Mózg go doskonali, zwracając baczną uwagę na popełniane przez siebie pomyłki. MacKay zauważył, że taki schemat zgadza się z jego anatomią: od kory do wzgórza wiedzie dziesięć razy więcej włókien nerwowych niż w drugą stronę. Ma to sens, jeśli kora przesyła szczegółowe odwzorowanie, a w zamian dostaje tylko zwięzły raport o błędach w prognozie.

To wszystko udowadnia nam, że percepcja odzwierciedla aktywne porównanie zmysłowych danych wejściowych z wewnętrzną prognozą. Wynika z tego jeszcze jeden wniosek: zwracamy świadomą uwagę na otoczenie dopiero wtedy, gdy świadectwo zmysłów nie zgadza się z oczekiwaniami. Jeśli jesteśmy w stanie skutecznie „przewidzieć” świat, nie potrzebujemy świadomej uwagi, ponieważ mózg doskonale sobie radzi. Na przykład kiedy pierwszy raz jechaliście na rowerze, musieliście mocno koncentrować się na tej czynności; jednak po jakimś czasie system prognoz sensomotorycznych jest już na tyle sprawny, że jazda obywa się bez udziału świadomości. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie jesteście świadomi, że jedziecie na rowerze, jednak istotnie nie jesteście świadomi sposobu trzymania kierownicy, naciskania na pedały i balansowania ciałem. Wasz mózg już wie, czego ma się spodziewać, kiedy wykonujecie konkretne ruchy, nie macie więc ich świadomości ani związanych z nimi wrażeń zmysłowych, dopóki coś nie ulegnie zmianie – nie zacznie wiać silny wiatr lub nie pęknie opona. Gdy nowa sytuacja nie zgadza się z prognozami, włącza się świadomość, a wewnętrzny model zostaje uzupełniony.
Przewidywalność własnych działań i ich skutków sprawia, że człowiek nie jest w stanie sam się połaskotać.
Możemy za to zostać połaskotani przez innych, ponieważ ich ruchy są dla nas nie do przewidzenia. Jeśli jednak bardzo wam na tym zależy, zyskacie taką możliwość Wyobraźcie sobie sytuację, w której sterujecie ruchami piórka za pomocą joysticka o minimalnie opóźnionym działaniu: gdy go przechylacie, mija przynajmniej jedna sekunda, zanim piórko się poruszy. Dzięki temu ruch nie jest już przewidywalny i można się połaskotać Co ciekawe, schizofrenicy są w stanie łaskotać się sami z powodu problemu z koordynacją w czasie, który uniemożliwia ustalenie poprawnej kolejności czynności ruchowych i wywołanych przez nie wrażeń.
Kiedy uznamy mózg za system o licznych pętlach i własnej dynamice wewnętrznej, będziemy w stanie zrozumieć przyczyny innych dziwnych zaburzeń, na przykład zespołu Antona. Diagnozuje się go u ludzi, którzy, straciwszy wzrok, utrzymują, że nadal widzą. Grupa lekarzy może stać nad łóżkiem pacjentki i pytać: „Pani Johnson, ile osób znajduje się w sali?”, a ona bez wahania odpowie, że cztery, chociaż w istocie jest ich siedem. Gdy jeden z lekarzy zapyta: „Pani Johnson, ile palców pokazuję?”, odpowiedź będzie brzmiała: „Trzy”, podczas gdy doktor nawet nie uniósł ręki. Kiedy ktoś poprosi o podanie koloru jego koszuli, pacjentka stwierdzi, że jest biała, chociaż w rzeczywistości jest niebieska. Ludzie z zespołem Antona nie udają, że nie są ślepi, lecz naprawdę w to wierzą. Ich stwierdzenia, choć nieprawdziwe, nie są kłamstwem. Doświadczają czegoś, co uważają za widzenie, a co w istocie jest wewnętrznie generowanym obrazem. Często pacjent cierpiący na to zaburzenie przez jakiś czas po wylewie nie próbuje szukać pomocy medycznej, ponieważ nie ma pojęcia, że stracił wzrok. Dopiero gdy wystarczającą ilość razy obije się o ścianę czy meble, zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak. Chociaż przytoczone wyżej odpowiedzi pacjentki wydają się dziwne, można je rozumieć jako jej wewnętrzny model: z powodu wylewu informacje z zewnątrz nie docierają do właściwych obszarów mózgu, więc obraz jest generowany przez jej umysł bez kontaktu z fizyczną rzeczywistością. To, czego doświadcza, nie różni się zbytnio od snu, wizji narkotycznej czy halucynacji.

(…)

Co znaczy, a czego nie znaczy fakt, te jesteśmy zbudowani z części fizycznych
Jeden z najsłynniejszych przypadków urazów mózgu to historia dwudziestopięcioletniego majstra Phineasa Gage’a. 21 września 1848 roku gazeta „Boston Post” zamieściła o nim krótki artykuł, zatytułowany Straszny wypadek:

 „Kiedy w dniu wczorajszym Phineas P. Gage, kierownik budowy linii kolejowej w Cavendish, przygotowywał ładunek wybuchowy, doszło do eksplozji, za sprawą której trzymane przez Gage’a narzędzie o [średnicy] trzech i pół centymetra i długości jednego metra przebiło mu czaszkę. Pręt wbił się w bok twarzy, miażdżąc górną szczękę i tył lewego oka, po czym wyszedł górą”.

Stalowy pręt spadł na ziemię trzydzieści metrów dalej. Gage nie był pierwszą osobą, której czaszka została przebita, a część mózgu wyrwana ze swojego miejsca przez lecący przedmiot, jednak jako pierwszy to przeżył, a nawet nie stracił świadomości.
Edward H. Williams, lekarz, nie uwierzył w słowa Gage – „myślał, że on musiał się pomylić”. Zrozumiał jednak powagę sytuacji, kiedy „pan Gage wstał i zwymiotował, co sprawiło, że fragment mózgu o objętości około pół łyżeczki wypłynął z czaszki i spadł na podłogę”.
Doktor Henry Jacob Bigelow, chirurg z Uniwersytetu Harvarda, który badał ten przypadek, napisał:, Jego cechą charakterystyczną jest nieprawdopodobny przebieg […]. W historii chirurgii nie ma drugiego takiego”. Artykuł w „Boston Post” podsumował to wszystko tylko jednym zdaniem:

 „Najdziwniejszym aspektem tej smutnej opowieści jest to, że jeszcze dziś o drugiej po południu pan Gage żył, był w pełni władz umysłowych i nie czuł bólu”.

Już sam fakt, że przeżył, czynił z niego ciekawy przypadek medyczny, jednak zyskał sławę, ponieważ na jaw wyszło coś innego. Dwa miesiące po wypadku lekarz Gage poinformował, że jego pacjent „czuje się lepiej pod każdym względem […], znów chodzi po domu; mówi, że nie boli go głowa”. Zasugerował jednak istnienie większego problemu, pisząc, że

 „wydaje się na dobrej drodze do rekonwalescencji, o ile uda się go opanować”.

Co miał na myśli, stwierdzając: „o ile uda się go opanować”? Okazało się, że przed wypadkiem Gage był opisywany jako „ulubieniec całej ekipy”. Pracodawcy chwalili go jako „najbardziej wydajnego i zdolnego majstra wśród pracowników”. Jednak po urazie mózgu jego zwierzchnicy „uznali zmianę w jego charakterze za tak ogromną, że nie mogli zaoferować mu na powrót stanowiska”. W roku 1868 doktor John Martyn Harlow, lekarz prowadzący Gage’a, pisał:

     „Tak zwana równowaga pomiędzy władzami jego umysłowymi a zwierzęcymi skłonnościami została zburzona. Jest niestały i lekceważący, a czasami tak, że niezwykle wulgarny (co wcześniej nie było w jego zwyczaju), nie okazuje prawie żadnego szacunku swoim kompanom, nie hamuje się i nie słucha rad, kiedy są one sprzeczne z jego pragnieniami, bywa szalenie uparty, a zarazem kapryśny i niezdecydowany. Snuje liczne plany na przyszłość, ale zanim zdąży je zrealizować, porzuca je na rzecz innych, które wydają mu się bardziej osiągalne. Ma mentalność i intelektualne zdolności dziecka oraz zwierzęce popędy silnego mężczyzny. Przed urazem, chociaż brakowało mu wykształcenia, posiadał umysł zrównoważony, a przez znających go ludzi był uważany za przebiegłego, bystrego przedsiębiorcę, pełnego energii i konsekwentnie dążącego do wszystkich celów. Pod tym względem jego charakter zmienił się do tego stopnia, że przyjaciele i znajomi stwierdzili, że «nie jest już Gage’em”.

W ciągu następnych stu czterdziestu trzech lat naukowcy opisali wiele innych tragicznych eksperymentów natury – nowotworów, wylewów, degeneracji i innych urazów mózgu – których skutki przypominały przypadek Phineasa Gage’a. Wniosek płynący z nich wszystkich był taki sam: stan waszego mózgu jest kluczem do tego, kim jesteście. Wasze „ja”, znane i kochane przez waszych przyjaciół, nie istnieje, jeśli wszystkie tranzystory i śrubki waszego mózgu nie są na swoim miejscu. Jeśli w to nie wierzycie, odwiedźcie oddział neurologiczny dowolnego szpitala. Uszkodzenie choćby najmniejszego obszaru mózgu może prowadzić do utraty szokująco konkretnych umiejętności: nazywania zwierząt, słyszenia muzyki, szacowania ryzyka, rozróżniania kolorów lub podejmowania prostych decyzji. Wspominaliśmy już o pewnych przypadkach, na przykład pacjentki, która straciła zdolność postrzegania ruchu (rozdział drugi), chorych na parkinsonizm hazardzistów i złodziei sklepowych z otępieniem czołowo-skroniowym, niepotrafiących oszacować ryzyka (rozdział szósty). Ich osobowość zmieniła się na skutek zmian w mózgu.
Tu rodzi się istotne pytanie: czy posiadamy duszę niezależną od fizycznej materii, czy też jesteśmy po prostu niezwykle skomplikowaną siecią biologiczną, która mechanicznie produkuje nasze nadzieje, aspiracje, sny, pragnienia, humor i namiętności? Większość populacji uznaje istnienie ponad biologicznej duszy, zaś większość neurobiologów skłania się ku tej drugiej opcji: istoty będącej naturalną właściwością, która wynika z naszej złożonej biologii i niczego poza nią. Czy znamy poprawną odpowiedź? Nie mamy pewności, ale takie przypadki jak historia Gage’a dostarczają pewnych argumentów.
Podejście materialistyczne zakłada, że zasadniczo składamy się tylko z substancji chemicznych. Według tej teorii mózg to system, którego działanie jest regulowane przez prawa chemii i fizyki, w wyniku czego myśli, uczucia i decyzje są produktem naturalnych reakcji przebiegających zgodnie z zasadami dotyczącymi energii potencjalnej. Nasza osobowość to nasz mózg i zawarte w nim substancje chemiczne, a majstrując przy układzie nerwowym, zmieniamy człowieka. Redukcjonizm to popularna wersja materializmu; teoria ta zakłada, że skomplikowane stany, takie jak choćby szczęście, chciwość, narcyzm, współczucie, złośliwość, ostrożność czy podziw, będzie można zrozumieć, redukując cały problem do najdrobniejszych elementów biologicznych.
Na pierwszy rzut oka wielu ludziom podejście reduk- cjonistyczne wydaje się bezsensowne. Wiem o tym, ponieważ pytam o to nieznajomych, kiedy siedzę obok nich w samolotach. Zazwyczaj słyszę wtedy coś w rodzaju:

  „Widzi pan, to jak zakochałem się w swojej żonie, czemu wybrałem ten zawód i inne takie – to nie ma nic wspólnego z chemią mojego mózgu. Taki już jestem”.

Moi rozmówcy mają prawo myśleć, że związek pomiędzy ich osobowością a galaretowatym skupiskiem komórek wydaje się w najlepszym razie niewielki. Ich decyzje pochodzą od nich samych, a nie od substancji chemicznych pozamykanych w mikroskopijnych cyklach. Nieprawdaż?
Co jednak, kiedy natrafiamy na przypadki takie jak historia Phineasa Gage’a? Albo zauważamy inne czynniki wpływające na mózg – znacznie bardziej subtelne niż metalowy pręt – które zmieniają ludzką osobowość?
Posłużmy się przykładem ogromnych efektów, jakie są w stanie wywołać drobne cząsteczki zwane narkotykami. Wpływają na świadomość i percepcję, sterują zachowaniem. Jesteśmy zdani na ich łaskę. Ludzie na całym świecie dawkują sobie tytoń, alkohol i kokainę właśnie w celu poprawy nastroju. Już samo istnienie narkotyków dostarcza nam dowodów na potwierdzenie tezy, że naszym zachowaniem i psychologią można manipulować na poziomie molekularnym. Weźmy taką kokainę. Narkotyk ten wchodzi w interakcję z określonym systemem mózgu, odpowiedzialnym za rejestrowanie satysfakcjonujących wydarzeń – od zaspokojenia pragnienia łykiem mrożonej herbaty przez wywołanie uśmiechu na czyjejś twarzy aż do rozwiązania skomplikowanego problemu i usłyszenia słów pochwały. Wiążąc pozytywną reakcję z zachowaniami, które do niej doprowadziły, owa sieć neuronów (zwana mezolimbicznym układem dopaminergetycznym) uczy się dostosowywać zachowania do potrzeb. Pomaga nam to zdobywać pokarm, napoje i partnerów seksualnych, przydaje się też przy podejmowaniu codziennych decyzji8.
Wyrwana z kontekstu kokaina jest zupełnie nieciekawą cząsteczką – siedem atomów węgla, dwadzieścia jeden wodom, jeden atom azotu i cztery atomy tlenu – ale z biegiem okoliczności jej kształt pasuje do zamka mikroskopijnej maszynerii ośrodków przyjemności, dlatego działa, tak jak działa. Podobnie rzecz się ma w przypadku czterech najpopularniejszych typów używek: alkoholu, nikotyny, stymulantów (amfetamina) i opiatów (morfina). Wszystkie tym lub innym kanałem podłączają się do układu odpowiedzialnego za nagradzanie. Substancje, które dają kopa układowi mezolimbicznemu, same warunkują ciągłość stosowania, a korzystający z nich ludzie potrafią napadać na sklepy lub rabować staruszków, byle tylko nadal mieć dostęp do cząsteczek o tym określonym kształcie. Chemikalia te, działające na obszarze tysiąc razy mniejszym niż średnica ludzkiego włosa, wywołują w nas uczucie triumfu i euforii. Podłączając się do układu dopamine- nergetycznego, kokaina i pokrewne jej związki chemiczne przejmują nasze ośrodki przyjemności, przekonując mózg, że to najlepsze, co może się nam przytrafić. Nasze obwody padają ofiarą terrorystów.
Cząsteczki kokainy są setki milionów razy mniejsze niż pręt, który przebił mózg Phineasa Gage’a, jednak ich działanie nasuwa nam ten sam wniosek: to, kim jesteśmy, jest sumą czynników neurobiologicznych.
Układ dopaminenergetyczny to tylko jeden z setek przykładów. Dokładny poziom pozostałych neuroprzekaźników – na przykład serotoniny – ma kluczowy wpływ na to, jak postrzegamy samych siebie. Jeśli zapadniecie na kliniczną depresję, najprawdopodobniej zostanie wam przepisany lek z grupy selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny (w skrócie SSR1) – na przykład fluoksetyna, sertralina, paroksetyna lub Citalopram. Wszystkie potrzebne informacje o tych lekach zawierają się w słowach „inhibitor wychwytu”: w normalnej sytuacji białka zwane transportowymi wychwytują serotoninę z przestrzeni pomiędzy neuronami; zahamowanie ich działania zwiększa jej stężenie w mózgu, a to z kolei ma bezpośredni wpływ na postrzeganie i emocje. Ludzie zażywający te leki potrafią przejść od „siedzę na łóżku i płaczę” do „wstaję, biorę prysznic, walczę o swoją pracę i ratuję zagrożony związek”. A wszystko to dzięki drobnej korekcie systemu neuroprzekaźników. Niezwykłość tej historii byłaby bardziej widoczna, gdyby nie dotyczyła ona tak wielu osób.
Wpływ na nasze postrzeganie świata mają nie tylko neuroprzekaźniki, lecz także hormony – mikroskopijne cząsteczki, które pływają po układzie krwionośnym, robiąc awanturę w każdym odwiedzonym porcie. Jeśli samicy szczura wstrzyknie się estrogen, zacznie szukać partnera; u samców testosteron wywołuje agresję. W poprzednim rozdziale wspominałem o wrestlerze Chrisie Benoit, który zażywał duże dawki testosteronu, po czym w sterydowym szale zamordował żonę i dziecko. Rozdział czwarty wyjaśniał, że hormon zwany wazo- presyną ma wpływ na wierność partnerom. Kolejnym przykładem są wahania hormonalne związane z cyklem menstruacyjnym. Jakiś czas temu moja koleżanka znajdowała się w samym dołku hormonalnych zmian na-stroju. Uśmiechnęła się wówczas blado i powiedziała: „Wiesz, przez te parę dni w miesiącu po prostu nie czuję się sobą”. Ponieważ też jest neurofizykiem, po chwili zastanowienia dodała: „A może właśnie to jest moja prawdziwa osobowość, a kimś innym jestem przez pozostałe dwadzieścia siedem dni w miesiącu?”. Uśmialiśmy się z tego. Moja znajoma nie bała się spojrzeć na siebie jako na sumę substancji chemicznych w danym momencie. Rozumiała, że to, co nazywa „sobą”, to w istocie wypadkowa różniących się w czasie wersji.
Wszystko to składa się na w sumie dziwną koncepcję osobowości. Za sprawą niezależnych od nas zmian naszej biologicznej zupy są dni, kiedy jesteśmy bardziej drażliwi, humorzaści, elokwentni, spokojni, pełni energii lub trzeźwiej myślący. Naszym życiem wewnętrznym i działaniami steruje biologiczny koktajl, do którego nie mamy dostępu i którego składu dokładnie nie znamy.
Nie zapominajcie też, że długa lista czynników wpływających na życie umysłowe zawiera nie tylko substancje chemiczne, lecz także szczegóły dotyczące samych obwodów. Posłużmy się przykładem epilepsji. Jeśli napad padaczkowy skoncentruje się w pewnym specyficznym punkcie płata czołowego, chora osoba nie do-świadczy objawów motorycznych, lecz czegoś znacznie subtelniejszego, w rodzaju napadu psychicznego, który objawia się zmianami osobowości, hiperreligijnością (obsesją na punkcie religii i poczuciem pewności religijnej), hipergrafią (nadmierną skłonnością do pisania na jakiś temat, zazwyczaj o religii), fałszywym poczuciem czyjejś obecności, a często również omamami słuchowymi (słyszy się wówczas głos utożsamiany z głosem bóstwa). Wydaje się, że pewna część znanych z historii proroków, męczenników i przywódców cierpiała właśnie na epilepsję skroniową. Na przykład Joanna d’Arc, szesnastolatka, której udało się odwrócić losy wojny stuletniej, ponieważ twierdziła, że słyszy głos świętego Michała Archanioła, świętej Katarzyny Aleksandryjskiej, świętej Małgorzaty i świętego Gabriela (i przekonała francuską armię, że to prawda). Swoje doświadczenia opisała tak:

 „Kiedy miałam trzynaście lat, usłyszałam głos Boga mówiący, jak mam postępować Za pierwszym razem się przeraziłam. Głos nawiedził mnie około południa w ogrodzie mego ojca, było lato”.

Później opowiadała:

  „Skoro Bóg nakazał mi wyruszyć, muszę usłuchać A ponieważ Bóg tak nakazał, to choćbym miała stu ojców i sto matek, i była królewską córką, i tak bym ruszyła”.

Po tylu latach nie można postawić jednoznacznej diagnozy, lecz wyznania Joanny, jej coraz większa pobożność i fakt, że regularnie słyszała głosy, pasuje do objawów epilepsji skroniowej. Kiedy pobudzone zostaną odpowiednie obszary mózgu, ludzie słyszą głosy. Jeśli lekarz przepisze środek na epilepsję, ataki ustają, a głosy przestają się odzywać. Nasza rzeczywistość jest zależna od naszej biologii.
Do czynników wpływających na życie umysłowe należy również obecność maleńkich istot: mikroorganizmy, takie jak bakterie i wirusy, sterują zachowaniem w bardzo określony sposób, tocząc w naszych ciałach niewidzialne bitwy. Moim ulubionym przykładem mikroskopijnego stworzenia, które potrafi zarządzać zachowaniem ogromnego mechanizmu, jest wirus wścieklizny. Kiedy chory ssak ugryzie innego, wspina się ono po połączeniach nerwowych aż do płatu skroniowego mózgu. Tam wnika do neuronów i zmienia cykle ich aktywności, wywołując u zarażonego organizmu agresję, wściekłość i skłonność do kąsania. Wirus trafia także do ślinianek i w ten sposób przenosi się z jednego organizmu do drugiego. Manipulując zachowaniem zwierzęcia, jest w stanie rozprzestrzeniać się dalej. Tylko pomyślcie: ma średnicę zaledwie czterdziestu pięciu nanometrów, a zapewnia sobie przetrwanie, przejmując władzę nad ciałem zwierzęcia większego od siebie dwadzieścia pięć milionów razy. To tak, jakbyście w sprytny sposób zmusili do współpracy istotę wysoką na czterdzieści pięć tysięcy kilometrów13. Płynie z tego następująca nauka: nawet najmniejsze zmiany w mózgu mogą prowadzić do ogromnych zmian w zachowaniu. Nasze decyzje są nierozerwalnie związane z działaniem najdrobniejszych trybików naszej wewnętrznej maszynerii.
Za ostatni przykład na zależność człowieka od jego biologii posłużą nam drobne mutacje w pojedynczych genach, które determinują i zmieniają zachowanie. Pląsawica Huntingtona wywołuje postępujące uszkodzenie kory czołowej, prowadzące do zmian osobowości, takich jak wzmożona agresja, nadmierny popęd seksualny, impulsywność i brak poszanowania norm społecznych – wszystkie te objawy pojawiają się długo wcześniej niż charakterystyczne dla tej choroby spazmatyczne mchy kończyn. Warto zauważyć, że ta choroba jest wynikiem mutacji pojedynczego genu. Jak podsumował Robert Sapolsky: „Wystarczy zmienić jeden z dziesiątków tysięcy genów, a mniej więcej w połowie życia człowieka nastąpi dramatyczna zmiana osobowości”. Wobec tak przekonujących przykładów musimy przyznać, że nasza istota jest zależna od czynników biologicznych. Bo czy można powiedzieć osobie cierpiącej na chorobę Huntingtona, żeby skorzystała z wolnej woli i przestała zachowywać się tak dziwnie?
Widzimy zatem, że małe rączki mikroskopijnych cząsteczek zwanych narkotykami, neuroprzekaźnikami, wirusami i genami potrafią bardzo mocno dzierżyć ster naszego zachowania. Wypijecie herbatkę z prądem, ktoś nakicha wam na kanapkę albo wasze geny postanowią się zmutować i wasze działania pójdą w zupełnie innym kierunku. Choćbyście chcieli temu przeciwdziałać, zmiany w wewnętrznych mechanizmach prowadzą do zmian osobowości. Zważywszy na wszystkie te fakty, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy mamy jakikolwiek wybór w kwestii tego, kim się staniemy. Jak stwierdziła neuro- etyk Martha Farah, skoro pigułka antydepresyjna „może pomóc nam poradzić sobie z problemami codzienności, a substancja stymulująca sprawia, że zdążamy na czas ze zleceniem i wywiązujemy się z powierzonych nam zadań, to pewność siebie i sumienność muszą chyba być cechami zależnymi od ludzkiego ciała. A jeśli tak jest, to czy istnieje jakikolwiek aspekt człowieczeństwa, który z ciała nie wynika?”.
To, kim się staniecie, zależy od tak wielkiej liczby czynników, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie można stworzyć schematu jednoznacznych powiązań między naszymi cząsteczkami a zachowaniem (więcej o tym za chwilę), lecz mimo całej tej złożoności, wasz świat jest bezpośrednio złączony z waszą fizjologią. Jeśli istnieje coś takiego jak dusza, musi być nierozerwalnie związana z mikroskopijnymi cząsteczkami. Niezależnie od tego, co jeszcze dzieje się w naszym tajemnym życiu, zależność od biologii jest niezaprzeczalna. Patrząc z tej perspektywy, nietrudno zrozumieć, dlaczego redukcjonizm biologiczny ma tylu zwolenników wśród współczesnych badaczy zajmujących się mózgiem. Jednak redukcjonizm to nie wszystko.

Reklamy

Fragment książki „Jak skutecznie przekonywać” – Gerry Spence

Jak skutecznie przekonywać - Gerry Spence

Rozdział 13 PRZEKONYWANIE NAJBLIŻSZYCH Miłość i wojna

BLOKADA: Jeśli nie staniesz w obronie swych praw i tego, czego pragniesz, jeśli nie zajmiesz zdecydowa­nej postawy, rozniosą cię, rozjadą jak cięża­rówka zająca. Musisz walczyć, żeby przetrwać.

KLUCZ: Magiczna ironia wystąpienia w świecie miłości polega na tym, że trzeba nauczyć się przegry­wać, aby wygrać.

Pisanie o tym, jak wygrać jakiś spór w domu, jest pisaniem powieści. Prowadzenie sporu w domu, wystąpienie w ob­ronie pewnych racji jest bardzo wyrafinowaną umiejętno­ścią — może nawet formą sztuki. Opanowanie tej sztuki przewyższa dokonania tych, którzy zdobyli potężne fortu­ny lub wieczną sławę. Znam wielu potentatów przemysło­wych, którzy w domu nie mieli żadnych osiągnięć w tej właśnie dziedzinie. Znam wiele gwiazd świata filmu, które nie mają na koncie żadnych zwycięstw w domowych wy­stąpieniach. Wygląda na to, że progi ich domów emitują jakieś tajemne negatywne siły, które przeistaczają mocne osobowości w niemowy lub paplających obłąkańców.
Znam prawników dorównujących elokwencją Claren- ce’owi Darrowowi, którzy przestępując próg swego domu, w tajemniczy sposób tracą humor i milkną. Znam kobiety, które przez cały dzień tryskają energią, a po wejściu do domu wpadają nagle w stan schizoidalnego zahamowania lub wybuchają wściekłością. Wydaje się, że dom nie jest sanktuarium spokoju, ale strefą działań wojennych. Można odnieść wrażenie, że mieszkańcy domu cierpią na nieod­wracalne zmiany po wybuchu pocisku, że są ofiarami po­urazowych zaburzeń. Jeśli nie uda ci się niczego osiągnąć w nieuchwytnej sztuce przekonywania, wtedy miłość us­chnie jak kwiat maku, którego nie podlewasz.
Nikt nie uczy żadnych technik budowania udanych związków. Żaden uniwersytet nie prowadzi zajęć na temat, jak być, jak żyć, jak kochać, jak angażować się w szczęśliwe związki. Nie ma przedmiotu, który nazywa się: „początki małżeństwa”. Miłość, w swym zenicie, jest połączeniem siły i energii dwojga, którzy wypełniają boską obietnicę ludzkiej siły. W kryzysie miłość staje się niewolą, matnią, piekłem. Najlepsza i najgorsza postać miłości zaczyna się od jaźni.

Tworzenie miłosnego związku poprzez zachowanie jaźni: Jak stworzyć szczęśliwy związek miłosny? Mówi się, że trzeba oddać siebie drugiej osobie. Ja twierdzę, że nie wolno oddawać jaźni. Jaźń, ta wyjątkowa, nieśmiertelna, niezrównana, niepowtarzalna jaźń! Jaźń, twoja, moja, jaźń, która różni się od wszystkich innych jaźni wszechświata — to najcenniejsza rzecz, ponad wszystkie drogocenności, którą wnosimy w związek. Nie oddawaj jaźni!
Postaraj się uzmysłowić sobie tę najważniejszą jaźń. Widzisz ją? Niech będzie czymś, co możesz trzymać w dłoni — filiżanką, a w tej jedynej filiżance zawarty jest twój duch, najwspanialsza treść twej osobowości — twój rodzaj miłości, twój sposób na kreatywność, twoje wyjąt­kowe doświadczenia, twoja szczególna mądrość, tak, twój sposób na zerwanie związku, gniew, niepewność, oba­wy — to wszystko mieści się w twojej filiżance. Widzisz tę filiżankę?
Załóżmy teraz, że angażujesz się w związek uczucio­wy. Wnosisz do niego swą filiżankę jaźni. Podobnie czyni druga osoba. Jej lub jego jaźń jest tak wyjątkowa i niepo­równywalna jak twoja. Gdyby nawet druga osoba wypełniła przestrzeń złotem, a nie wniosła jaźni, i tak panowałaby tam pustka, zupełna pustka.

Czy jaźń, cała filiżanka wraz z zawartością, musi być ceną wejścia do związku? Czyż nie rozumiemy, że jeśli druga osoba musi oddać jaźń, wtedy nie będzie żadnego związku? Czyż nie pojmujemy, że gdy druga osoba oddała jaźń, to łączymy się z prostą osobowością, człowiekiem bez jaźni, który wydał swą jaźń?
Kiedy tylko mam sposobność, zawsze oświadczam, że nie mogę oddać jaźni drugiej osobie jako ceny za przystą­pienie do związku. Nie mogę oddać jaźni kolegom, praco­dawcy, przyjaciołom, klientom jako ceny za akceptację. Sięgnę z ochotą do mojej filiżanki i oddam miłość, lojal­ność, energię, twórczość, poświęcenie. Nie mogę oddać fi­liżanki, bo bez jaźni nie możemy skorzystać z wolnej woli; nie możemy cieszyć się spontanicznością, przeżywać taje­mnicy, nieskończonej drogocenności jaźni, gdyż została ona oddana. Już jej nie ma.
Zakłopotanie zaczyna się wtedy, gdy nie umiemy odróż­nić dawania swej jaźni od dawania swej miłości, lojalności, twórczości czy pracy. Niewolnik pracy, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez maszynę. Niewolnik miłości, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez innego nie­wolnika miłości. Nic nie pozostaje. Filiżanka jest stracona. Druga osoba trzyma w swej dłoni filiżankę, która niedługo będzie pusta. Zaczynamy rozumieć: dar jaźni dla drugiej osoby jest darem, który zużywa się i nie da się uzupełnić.
Związek uczuciowy jest podobny do małej spółki. Wspól­nicy pozostają partnerami i nie stają się wzajemną włas­nością. Szanują się. Wspólnie pracują, troszczą się o sie­bie, są wobec siebie lojalni, wspomagają się twórczo. Nie stają się jednością. Jeśli wola jednego opanuje wolę dru­giego, partnerstwo zostanie zniszczone, a pozostanie pan i sługa. Druga osoba zmieniła się w rzecz, która została przejęta, co niszczy spółkę, gdyż z definicji w spółce musi działać dwóch niezależnych partnerów.

Jak przegrać w wyniku zwycięstwa: Pojmując tę istotę związku opartego na miłości, rozumiemy także, iż wszyst­kie starania o sprawowanie władzy nad innym są atakiem na związek, który znajduje się wtedy w zagrożeniu, gdyż zanik jaźni jest zanikiem tego związku. Paradoksalnie, na tyle przegrywamy, na ile wygraliśmy, na ile druga osoba uległa. Przedstawię istotę takiego podejścia w następującej rozmowie:
—                Chcę, żeby było po mojemu. Musisz ustąpić. Moja wola liczy się w tym związku. Moje życzenie jest jedynym życzeniem.
—                Dobrze. Ustąpię. Nie mam żadnej woli. Twoja wola jest moją wolą.
—                Cieszę się, że zgadzasz się ze mną.
—                Tak, panie. Jestem na twe rozkazy.
—                Jeśli ja mam rozkazywać, rozkazuję ci mówić.
—                Co mam powiedzieć, panie?
—                Powiedz coś!
—                Cokolwiek powiesz, panie.
—                Mów!
—                Tak, panie.
—                Dlaczego się sprzeciwiasz?
—                Cokolwiek zechcesz, panie!
—                Na Boga, powiedz coś! Zrób coś! Skończ z tym pła­szczeniem się. Bądź kimś! Czuję się przez ciebie taki sa­motny. Nie wiesz, jaki jestem samotny?
—                Masz mnie, panie.
—                Nie czuję twej obecności.
—                Ja jestem tobą, panie.

Poznawanie sztuki przegrywania: Uargumentowanie swego stanowiska w przypadku związku uczuciowego opartego na miłości, to znaczy uzyskanie tego, o co nam chodzi, wymaga strategii. Strategia z kolei wymaga ustalenia hierarchii ważności celów. Co stawiamy na pierwszym miejscu?
Po pierwsze, chcemy kochać i być kochani, prawda? Chcemy być szczęśliwi, spokojni, żyć bez obaw. Chcemy się rozwijać, poznawać nowe. Związek miłosny jest ogro­dem, w którym sadzimy, uprawiamy i zbieramy najcen­niejsze plony, nas samych, i w którym druga osoba korzy­sta z równie żyznej gleby dla swego rozwoju i rozkwitu. Jeśli tego właśnie oczekujemy, to tylko głupiec zmarnował­by ogromne możliwości tkwiące w takim związku, próbując go zdominować, gdyż panowanie i miłość, decydowanie i udany związek stoją w sprzeczności.
Ona chce pójść na koncert i posłuchać Bartoka, a on nienawidzi wszelkich symfonii, a szczególnie Bartoka. Ale ktoś, nawet o umyśle obłąkanej mangusty, wie, że wstrzy­manie się z uwagami przez dwie godziny muzyki Bartoka i dostarczenie drugiej osobie przyjemności nie kosztuje zbyt wiele. Gdzie można dostać coś taniej? Ponadto czyż nie lepiej pójść już na ten koncert, niż rozpoczynać awanturę, która skazi małżeństwo urazą i rozdrażnieniem, a później pociągnie za sobą konieczność próśb o przebaczenie i przy­wrócenie do łask?
Jeśli sztuka przekonywania w związku uczuciowym jest sztuką otrzymania czegoś, co chce jedna strona, to oczy­wiście działa tu także stała zasada, stałe prawo psychiki, które brzmi: nic za nic. Mówiąc inaczej, nie można w mi­łości dostać tego, czego się chce, jeśli druga osoba także nie uzyska tego, czego chce. Gdy zderzają się te przeci­wieństwa, wtedy sztuka prowadzenia sporu, niczym Bat­man ze swą peleryną, musi spłynąć z obłoków dla rato­wania spokoju i wzmocnienia związku.
Przeżywszy dziewięć szczególnych dni w czasie mego ponad czterdziestoletniego małżeństwa mogę zaświadczyć o prawdziwości powyższego; co za tym idzie, starałem się ogromnie zostać biegłym w sztuce przegrywania. Mogę jed­nak dodać, że porażki dające mi najwięcej zadowolenia, to takie, które sam wyreżyserowałem, krótko mówiąc: aby celować w sztuce domowych sporów, należy opanować sztu­kę przegrywania.

Panowanie, czyhający aligator: Przekonaliśmy się już, że panowanie na polu bitwy jest niezbędne do zwycięstwa. Panowanie i dominacja w miłości jest czymś zupełnie nie­samowitym. Przypomina mi to potężnego aligatora, który leży sobie pod powierzchnią wody i wystawia oczy. Oczy penetrują otoczenie w poszukiwaniu ofiary, żeby ją zaata­kować i pożreć. W końcu nieodparta konieczność, żeby zapanować nad wszystkim, obejmie nawet najbardziej try­wialne sprawy. Aligator czeka. Gdy coś wpadnie do wody, wtedy dopiero zaatakuje.

Dlaczego musimy zawsze dążyć do panowania: Przy­chodzimy na świat zupełnie nadzy, bez żadnych doświad­czeń. Prawie natychmiast dostajemy odzienie i różne rady: „Panuj nad sobą. Nie złość się. Nie płacz. Bądź cicho! Odpowiadaj, gdy ktoś mówi do ciebie. Tylko tchórz się boi”. Od pierwszych dni życia jesteśmy zmuszani do trzy­mania swych uczuć w ryzach. Czy widziałeś kiedyś jakąś roślinę, która wegetuje pod deską, pozbawiona światła? Życie i rozwój takiej rośliny są stłumione. Jej kiełki są mizerne i pokręcone jak spaghetti. Jeśli podniesiesz deskę, nie możesz pozostawić takiej słabej rośliny na słońcu, gdyż nie wytrzyma.
Nasza psychika jest też tłumiona swoistymi hamulcami. Uczucia pod nimi są skrzywione, poskręcane i rozpaczliwie szukają uwolnienia. Boimy się. Nasza kreatywność jest zni­szczona. Jesteśmy spragnieni słońca, ekspresji. Nasza oso­bowość zanika. Wciąż jednak mamy na twarzy wieczne, głupkowate uśmiechy. Zakładamy maski. Udajemy. Musi­my udawać. Nie mamy odwagi być sobą. Nie wolno od­słaniać małej, delikatnej, powykrzywianej roślinki. Jesteś­my straceni pod tą deską, ponieważ nigdy nie widzieliśmy samych siebie. Nie wiemy, kim jesteśmy. Jesteśmy zrozpa­czeni. A nasza potrzeba panowania staje się patologiczna!
Panować! Ach, ta neurotyczna, alarmistyczna, zaborcza po­trzeba! Agresja i symbiotyczna potrzeba panowania to neu­rotyczna walka człowieka ze śmiercią. Człowiek walczący ze śmiercią jest bojaźliwy, w tej walce rezygnuje z życia.

Panowanie jako broń: Nadużywanie władzy nie jest najlepszą bronią. Miłość jest najbardziej odpowiednim orę­żem, tylko miłość. Zwracam się z prośbą o to, żeby spraw­dzić broń, tę, która jest w zasięgu ręki obu stron, jeszcze przed wejściem, na progu. Zostawcie broń na zewnątrz. Wejdźcie w związek bez broni. Nadal możesz pozostać so­bą. Zostawiłeś broń na zewnątrz, tę broń — panowanie — której chciałeś użyć do unicestwienia drugiej osoby, a więc druga osoba też może czuć się zastraszona.
Czy widzisz obie strony inaczej? Czy widzisz, jak idą wieczorem spać z sześciostrzałowym rewolwerem przypię­tym do pasa?
—                Dobranoc, najdroższa. Kocham cię — mówi on, do­tykając lekko kabury, żeby sprawdzić, czy rewolwer jest w porządku.
—                Dobranoc — mówi ona — przyjemnych snów. Od­wracając się, kładzie rękę na trzonku młotka.

Panowanie poprzez rezygnację z panowania: Ludzie mają prawo, a czasem nawet i obowiązek, aby się sprze­ciwić, nie zgadzać. Mają prawo do swoich idei. Różnice identyfikują ich, gloryfikują, wysławiają. Poważne sprawy małżeńskie — dokąd jechać na urlop, jak wydawać pie­niądze i inne — to żadne kwestie. Istnieje jedyne, wie­czne, zdradzieckie zagadnienie: kto będzie panował? Jeśli przyjrzeć się temu bliżej, panowanie i dominacja stanowią sedno wszelkich sporów w każdym związku opartym na miłości.
Gdy byłem młodszy, moja potrzeba panowania była o wiele bardziej natarczywa niż dziś. Jej źródłem był strach. Jeśli nie ufam drugiej osobie, jeśli boję się, że wyrządzi mi krzywdę, jeśli mam obawy, że ograniczy moją swobodę i wreszcie, gdy nie jestem pewien samego siebie, potrzeba panowania staje się decydująca, najważniejsza. W miarę up­ływu czasu i pogrążania się w pracy zawodowej przekona­łem się, że nie mam ani czasu, ani energii, ani, niestety, umiejętności, żeby panować nad wszystkimi i wszystkim.
Mógłbym przytoczyć tu wiele żałosnych opowieści o tym, jak uczyłem się tej prostej prawdy, którą teraz gło­szę, że panowanie i szczęśliwe małżeństwo to sprawy, któ­re się wykluczają. Dzień, w którym wreszcie zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję panować nad Imaging, że wła­ściwie nie powinienem panować nad nią, że w rzeczywi­stości nie umiem panować nad nią i że gdybym umiał, to doprowadziłbym do zniszczenia naszego małżeństwa, był początkiem naszego związku.
Jeśli ktoś może panować nad drugą osobą, utrzymuje związek tylko z samym sobą, a stan pewnej masturbacji wypiera małżeństwo. Druga osoba staje się marionetką partnera. Co za dziwny układ! Jeśli ktoś panuje w małżeń­stwie, to nie ma tam nic z małżeństwa.
Nie odkryłem tego w jakiś nagły sposób. Przychodziło to powoli, przesączało się przez prawie nieprzepuszczalną zaporę zwaną umysłem, bywało zapominane wiele razy i docierało do mnie ponownie. Moje odkrycie było skąpane w złości, zatopione w łzach, aż wreszcie któregoś dnia sta­ło się oczywiste, prawie oczywiste. Nawet i dziś zdarza mi się zapomnieć. Wtedy jest to bardziej bolesne. Niekiedy ku memu zmartwieniu przekonuję się, że po tych latach doświadczeń i uroczystych przyrzeczeń, mocnych posta­nowień, by nie powracać do potrzeby panowania, zdarza mi się ulegać temu złemu duchowi małżeństwa, duchowi panowania, który nigdy do końca nie zostaje pokonany.

Strofowanie jako panowanie: Zawsze podziwiałem Imaging za to, że nigdy mnie nie strofuje.
— Dlaczego mnie nigdy nie strofujesz? — zapytałem.
Było mnóstwo powodów, żeby tak zrobić. Mam na my­śli całą litanię zaniedbań i uciążliwości — porozrzucane ubranie, klapa od sedesu, zakrętka od pasty do zębów, chrapanie, bezustanne chrapanie, które mogło zmieść dach z kurnika. Odpowiedziała jakby zaskoczona:
— Jak mogę mówić dorosłemu mężczyźnie, co ma ro­bić? Kto mi dał prawo, żeby panować nad życiem innej osoby?
Wystarczająco wcześnie zrozumiała, że strofowanie to neurotyczna próba panowania w jego najgorszej postaci. Strofowanie jest prawem zarezerwowanym wyłącznie dla neurotycznych matek i ojców niepewnych swego.
Niemożność sprawowania kontroli jest często źle od­bierana jako niezdolność lub słabość. Rezygnacja z pano­wania jest często uważana za poddanie się.
Zaniechanie panowania jest niewłaściwie interpretowa­ne jako niepowodzenie. Panowanie w małżeństwie nie ma nic wspólnego z możliwością, powodzeniem czy nawet męs­kością. Co dziwne, to zupełnie coś przeciwnego. Wszystko w miłości tajemniczo działa na odwrót.

27 740 kolacji: Wyobraźmy sobie taki związek, w któ­rym obie strony zdobyły czarny pas w dziedzinie walki na słowa i obie strony są zagorzałymi zwolennikami pa­nowania. Ona mówi, że jest zmęczona i chce pójść do restauracji Jorgego na kolację. On mówi, że też jest zmę­czony i chce zostać w domu. Jedna ze stron musi oczy­wiście przegrać, a prawda jest taka, że dzisiejsza kolacja będzie jedną z 27 740 kolacji, które człowiek średnio zja­da w ciągu życia. Gdyby miała to być ostatnia wspólna ko­lacja, nie byłoby żadnych waśni, żadnego konfliktu, żad­nej kwestii panowania. Byłyby tylko uśmiechy, miłość, łzy, czułość, pełna zgoda.
Można by rozważać inne jeszcze sytuacje prawdopo­dobnych konfrontacji — ostatnia przejażdżka samocho­dem, ostatnia sposobność kupienia sukienki dla ukochanej, ostatnie wyjście na koncert, kiedy to trzeba by wbić się w sztywny smoking i słuchać chaotycznych dźwięków mu­zyki Bartoka, pocąc się przy tym i znosząc katusze.
Tylko największy idiota wystawiłby małżeństwo na pró­bę, żeby przejąć panowanie w trakcie jedzenia kolacji, jed­nej z 27 740. Załóżmy jednak, że zasadnicza rozmowa mię­dzy tymi posiadaczami czarnych pasów spada na najniższy poziom rozgoryczenia, na dno, jak głaz rzucony w bajoro.
On: Zawsze chcesz gdzieś wyjść. Czy uważasz, że śpimy na pieniądzach? Za kolację u Jorgego zapłacimy tyle, co za zakupy na cały tydzień. Ona: (zmęczona, zła, roztargniona): Ty myślisz tylko o pie­niądzach. Nigdy nie pomyślisz o mnie. Kochasz tylko te pieprzone dolce. Nie ożeniłeś się z banknotem. Po­ślubiłeś kobietę. On: Dobrze by było, gdybyśmy zapłacili tylko parę dola­rów za tę kolację. Ona: Ja pracuję równie ciężko jak ty. Też zarabiam pienią­dze. Nie jestem twoją maszynką do robienia forsy. Nie haruję cały dzień po to, żeby wracać do domu i pichcić.

On: Gdybym spełniał wszystkie twoje zachcianki, dawno zostalibyśmy bez grosza. Musiałabyś pracować na trzy etaty, żeby zapłacić za wszystko, na co masz ochotę. Może trochę spasujesz, co? O nic więcej cię nie proszę. Po prostu spasuj, a będzie dobrze. Ona: Nie tylko ja wydaję wszystkie pieniądze, ty dupku. (Zaczyna się obniżanie poziomu rozmowy.) Ja kupo­wałam nowe kije do golfa. Ja jeździłam z chłopakami na ryby do Kalifornii, ja… On: Chwila. Nareszcie wiem, o co ci chodzi. Zawsze byłaś przeciwna wszystkiemu, co chciałem zrobić dla sie­bie. Nie możesz znieść tego, że dla odprężenia po­gram czasami w golfa. Nie mogłaś przeboleć, jak jeździłem na ryby, zamiast zabierać cię na te cholerne Wyspy Dziewicze. Chcesz, żeby był remis, tak? Chcesz wydać cały nasz majątek, żeby był remis. To idiotyczne. Jesteś walnięta! (Dorównuje jej w obniża­niu poziomu rozmowy.)
Ona: Ty niedorajdo! Nie wyzywaj mnie od walniętych! Mu­sisz mieć rozum w dupie! Ty uważasz, że ja jestem nienormalna? A kto nazwał moją matkę czarownicą tylko dlatego, że chciała, abyś nas zabrał do Jorgego? To jest normalne? To ty jesteś najgorszym dusigro- szem, największym gnojem, którego nosi ziemia w Georgii. (Teraz następuje ostateczny cios.) Mam nadzieję, że wykrwawisz się na śmierć przez te swoje hemoroidy!
On: Ty świnio. To ostatnia obelga, którą znoszę. (Wycho­dzi, przegrał.)
Ona: Nie wracaj! (Też przegrała. Wykrzykuje coś za nim. Zatrzaskuje jej drzwi przed nosem. Ona znów otwiera i krzyczy.) Zmieniłam zdanie! Wróć i zabierz swoje ciuchy! Nie nadają się nawet dla Armii Zbawienia! (On rzuca kawałkiem drewna, który pies wywlókł na trawnik, ale nie trafia.) Ona: Zadzwonię na policję.
On: Lepiej nie. Wsadzą cię za to, że jesteś najbardziej wstrętną babą, jaką zna historia. (Sądzi, że to będzie ostatnie słowo, które padnie tego wieczoru.) (Wszyscy sąsiedzi są już w oknach. Pies zaczyna wyć. Trawa przed domem zżółkła. Niebo pokryło się pur­purą.)
Pole walki to krew, ranni i umierający, nosze i plasty­kowe worki, do których zbiera się trupy. Dom nie został pomyślany jako pole walki. Nie wygrywa się sprzeczki do­mowej poprzez ciskanie najbardziej podłych obelg, jakie człowiek jest w stanie wymyślić. Ze smutkiem trzeba po­wiedzieć, że kłótnie niszczą więcej domów niż bomby. Więcej jest ludzi bezdomnych w swoich domach niż bez­domnych na ulicach.
Zwycięzca domowej potyczki nigdy nie jest wygranym. Jak mężczyzna, który kocha swą znużoną i zmęczoną żonę, może wracać do domu i prosić ją o przygotowanie czegoś do jedzenia? Ktoś kiedyś powiedział żartem: „Dom to układpół na pół: mąż mówi żonie, co ma zrobić, a żona mówi mężowi, dokąd ma pójść”.
W związku opartym na miłości decydujące, zwycięskie wystąpienie to takie, które nie zostanie nigdy wygłoszone.
Jeśli związek uczuciowy jest rzeczywiście zbudowany na miłości, czyż oczywiste nie jest to, że panowanie nie jest kochaniem?

Miłość jest zwycięska: W przykładzie, który przytoczy­łem powyżej, mąż był przekonany, że żona nierozważnie wydaje pieniądze, co może spowodować kłopoty finanso­we. Sądził, że wymierzała mu karę za to, iż on wydawał pieniądze na swoje zachcianki. Chciał zapanować nad nią z obawy i niedowierzania. Problem nie tkwił w tym, dokąd pójść na kolację, ale w jego obawie i niedowierzaniu. Żona z kolei była pewna, że mąż jest nieczułym, samolubnym hipokrytą, który jej nie szanuje. Jak mógł wydać tyle pie­niędzy na swoje zachcianki i nie zabrać jej na kolację po tak wyczerpującym dniu spędzonym w biurze? Czując się nie kochaną, nie docenianą i wykorzystywaną, zapragnęła nad nim zapanować. Stanowisko żadnego z nich nie było oparte na tym, co każde chciało dla drugiej osoby. Nurzając się w niedowierzaniu i urazach z przeszłości, oboje byli żądni panowania.
Sprawa, która stała się zaczątkiem całej potyczki, nie polegała na tym, gdzie tamci dwoje mają zjeść kolację, ale jak mają wydrzeć serce przeciwnikowi. Celem było rozgniecenie drugiej strony na płaszczyźnie emocjonalnej i skąpanie w krwawej łaźni słów. Gdyby chodziło o miłość, chcieliby wspólnie zatrzymać się na piknik gdzieś przy uroczej drodze.
Naprawdę problem tkwi w tym, aby wiedzieć, o co się sprzeczać i o czym przekonywać. Czy chodzi o kupienie nowego samochodu, czy o ukaranie za dawne sprawki? Czy chodzi o uruchomienie nowej działalności, czy o zazdrość i niepewność? Miłość w związku uczuciowym powinna za­wsze leżeć u podstaw wszystkich kwestii. Wyjawiony temat jest najczęściej pretekstem do wojny. Bez pretekstów nie byłoby wojen.
Czy chęć zaspokojenia zachcianek drugiej strony nie jest naturalnym następstwem kochania tej osoby? Czy spełnie­nie jej lub jego zachcianek nie spełnia naszych i przez to nie daje nam zwycięstwa? Jeśli ktoś kocha, to czy istnieje konieczność panowania? Gdy ktoś rezygnuje z dążenia do panowania, to opanował najważniejszy etap sztuki prze­grywania, co paradoksalnie staje się subtelną sztuką zwy­ciężania. Powiedzmy to jeszcze raz: aby opanować sztukę domowych sporów, należy posiąść sztukę przegrywania. Aby wygrać, naucz się, jak przegrywać.

Płacz jako broń: Okiem huraganu jest płacz. Istnieją dwa rodzaje płaczu: taki, który ma być słyszany, i taki, który nie ma być słyszany. Płacz, którego nie mamy usłyszeć, jest prawdziwym uwolnieniem udręczenia lub bólu. Płacz, który ma być usłyszany, może być jeszcze jednym rodzajem broni używanej w domowych sporach. Oznacza on: „Zmusiłeś mnie do płaczu. Zrzucę przez to poczucie winy na ciebie, żebyś cierpiał za to, co mi zrobiłeś. Patrz, co zrobiłeś! Ja płaczę. Jeśli nie robisz tego, co chcę, być może już nigdy nie przestanę. Będę płakać, aż ziemia wyleci z orbity i wpadnie w nicość, albo przynajmniej do jutra”.

Patrzenie na czyiś płacz jest niemiłe. Może doznajemy wtedy pewnego rodzaju pierwotnego strachu, który budzi dziecko, wspomnienie pierwszego szlochu matki.

Porażka, która zapewnia wygraną: W rozważanym po­wyżej przykładzie dwoje ludzi zaczęło wieczór od wyraże­nia chęci spędzenia go w taki sam sposób. Chcieli przeżyć miłe chwile i pozornie być z sobą. Spór mógł się zakończyć wygraną jednej ze stron, gdyby poznała nieuchwytną, ale istotą sztukę przegrywania.
Cała rozmowa mogłaby przebiegać następująco:
— Kochanie, padam ze zmęczenia. Może byśmy poszli do Jorgego wieczorem?
Mąż, spoglądając na żonę i widząc, że rzeczywiście jest bardzo zmęczona, mówi:
—               Oczywiście, skarbie. Musiałaś mieć ciężki dzień.
W tym miejscu jego sprawa wydaje się już przegrana —
i wygrana.
Mógłby mówić dalej, przedstawiając swoje stanowisko:
—               Jest pewien problem.
—               Jaki?
Zona patrzy na męża i słucha uważnie.
—               Wydaliśmy w tym tygodniu trochę za dużo.
Gdyby żona miała takie samo podejście do sprawy, jak
mąż i była równie mocno z nim związana, potraktowałaby to bardzo poważnie.
—               Myślałem — kontynuuje mąż — że dziś zabiorę cię do Taco Bell (niewinny śmiech), a do Jorgego — w przy­szłym tygodniu.
Widząc, że żona zamierza pójść na kompromis, dodaje:
—               Po kolacji u Jorgego wrócimy do domu i…
Nie kończy, spoglądając wymownie na żonę.
—               Zgoda — mówi ona z błyskiem w oczach.
Idą do Taco Bell i chyba nie będą czekać cały tydzień, żeby spełnić tę zmysłową obietnicę.
Współcześni psychologowie przychylają się do rozwią­zania „wygrana — wygrana”. W małżeństwie rozwiązania są bardziej typu „przegrana — przegrana”; obie strony wy­chodzą z potyczki zwycięsko, gdyż w układzie miłosnym przegrana zapewnia dar, który zawsze wraca.

Życie w szybkim tempie: Żyjemy w ogromnym pośpie­chu, w szybkim tempie. Nie mamy szans na przemyślenie decyzji przed jej podjęciem. Gdy żona powiedziała, że chce iść na kolację do Jorgego, mąż nie mógł odrzec:
—               Rozważę to i odpowiem ci za tydzień.
Musiało to być albo „tak”, albo „nie”. To decyzja chwi­li. To życie na grzbiecie fali, która rozbije się o brzeg. Nie ma czasu na analizę wszystkich niemożliwych do przewidzenia sił, które składają się na rezultat końcowy.
W konsekwencji nasze pochopne decyzje, podejmowane często pod wpływem impulsu, wypływające z podświa­domej głębi, mogą mieć długotrwałe następstwa.

Założenia, aby wygrać: Ponieważ nie mamy czasu, aby rozważać wszystkie dane natury psychologicznej, które mogą wpłynąć na nasze decyzje, podejmujemy je natych­miast. Musimy poczynić założenia oparte na wierze, które nie zagrażają bezpieczeństwu żadnego związku. Zakłada­my, że:

  • druga osoba jest wiarogodna;
  • druga osoba mówi nam prawdę, dla swego dobra;
  • druga osoba nie ukrywa żadnych spraw;
  • druga osoba nie próbuje nas unicestwić.

Poczyniwszy takie założenia, możemy podejmować de­cyzje, które będą służyć dobru małżeństwa w nagłych mo­mentach. Jeśli nie możesz przyjąć tych założeń w związku, w którym trwasz, ta rozprawa nie ma tu żadnego zastoso­wania i nie jestem w stanie wiele ci zaoferować poza tym, żebyś przyjrzał się swemu małżeństwu, zajrzał do wnętrza swej duszy, skorzystał z pomocy, jeśli to konieczne, a po­tem podjął decyzje, które mają prawo pierwszeństwa przed omawianymi w tym rozdziale.

„Spełnianie wymagań” jako broń: Przyznaję, że mał­żeństwo to nie tylko dawanie, a ta książka, która ma po­noć przekazywać użyteczne informacje na temat sporów i przekonywania, winna traktować obszerniej o wystąpie­niu w obronie swoich racji niż o wyświechtanych ide­ałach o dawaniu, rezygnowaniu, poddawaniu się. Jak się przekonaliśmy, strategia każdego wystąpienia dopasowana jest do uczestników sporu i jego celu. Wystąpienie skie­rowane do sędziego lub ławy przysięgłych jest inne niż kierowane do współmałżonka. Ta różnica, przynajmniej w części, określana jest przez odmienność decyzji, która ma zostać podjęta. Pozwólcie, że przytoczę przykład:Gdy chodzi o wystąpienie przed sędzią czy ławą przy­sięgłych, decyzja będzie wyrokiem o winie lub niewinności strony, na rzecz której działamy. W związku uczuciowym nigdy nie wolno nam udzielić sobie prawa do takich roz­strzygnięć. Nie dajemy drugiej osobie władzy, aby określała nas jako „świnię” czy „niedorajdę”. Nie udzielamy drugiej osobie prawa do przypisania nam winy.
Spory w związku opartym na miłości są niczym środki do wzajemnego porozumiewania się, a nie do ferowania wyroków.
Krótko po ślubie z Imaging stanęliśmy przed decyzją wybrania tapety do salonu. Nie mogliśmy dojść do poro­zumienia. Mój gust odbiegał od gustu żony. Według Ima­ging nie miałem wtedy wielkiego pojęcia o tym, co się na­daje do salonu. Toczyliśmy swoisty bój, wyrażaliśmy dość głośno i gwałtownie nasze opinie, zacietrzewiając się przy tym z całą zapalczywością.
—                Ta mi się podoba — stwierdziła Imaging.
—                Wygląda jak przekrojona, chora wątroba, którą za­mrożono.
—                Jak możesz tak mówić? To klasyczny, wenecki wzór.
—                Wenecjanie byli degeneratami i ślepcami. Ślepców nazywano Wenecjanami, pamiętasz? Ta jest ładna.
—                Nie powiesiłabym tego nawet w piekle, gdybym była diabłem.
Toczyliśmy coraz gorętsze dyskusje. Nagle Imaging zam­knęła katalog z próbkami tapet.
—                Jest tu dwieście próbek — oświadczyła. — Takich katalogów jest jeszcze więcej. Uważam, że powinniśmy skierować energię na znalezienie wzoru, który obojgu nam się podoba, zamiast kłócić się o te, których nie chcemy.
Tak właśnie ustaliliśmy. W końcu znaleźliśmy odpo­wiedni wzór. Katalog z próbkami tapet stał się symbolem załatwienia mnóstwa spraw, które od czasu do czasu po­jawiały się w naszym małżeństwie.
—                Wiesz — mówiła Imaging, gdy nie mogliśmy się po­rozumieć co do kupna mebli lub wyjazdu na urlop — w katalogu z tapetami jest mnóstwo próbek. Zawsze było i wciąż jest.

A to inna sytuacja:
—                Kochanie, jadę z chłopakami na ryby do Montany.
W tym katalogu nie ma raczej zbyt wielu próbek, praw­da? Albo pojedzie się na ryby, albo nie. Już słyszymy, jakie wypowiedzi padną w rozmowie, która nie przyniesie ni­komu pożytku:
—                Zarabiam te pieniądze i wydam je tak, jak będę chciał.

Albo:
—                Nie bądź taka. Żona Jima jest zadowolona, że on chce jechać. Mówi, że na to zasłużył.
Staraj się nie zaogniać sytuacji. Daj drugiej osobie od­powiednią władzę.
—                Kochanie, chciałbym pojechać z chłopakami na ry­by. Co o tym myślisz? Wyjeżdżają w czwartek na cały ty­dzień. Zapowiadają się niezłe połowy na rzece Madison.
—                Myślałam, że razem gdzieś pojedziemy.
—                Może jesienią, gdy liście są takie romantyczne? Za­wsze chciałem pojechać z tobą jesienią do Nowej Anglii.
—                Świetnie. Odwiedzę mamę, jak będziesz na rybach.
Sielanka. To się może zdarzyć tylko w książce. Twier­dzę jednak, że taka rozmowa, choć może wydaje się zbyt idealistyczna, zdarzy się w małżeństwie, które tworzą doj­rzali ludzie.
Co by jednak było, gdyby na propozycję wyjazdu do Nowej Anglii jesienią, ona powiedziała:
—                zawsze składasz obietnice bez pokrycia. W tym roku znów znajdziesz jakąś wymówkę. Tak jest zawsze.
Potrzeba panowania występująca w innych jest prze­ważnie proporcjonalna do naszej zanikającej wiarogod- ności. Ja ciągle apeluję o poskromienie chęci panowania. Przekaż siłę drugiej osobie, daj jej władzę. Do każdego star­cia potrzebne są dwie osoby, a jeśli jedna z nich się wycofa, walka musi dobiec końca.

Może on powie:
—                Masz rację. Czasami nie dotrzymuję obietnic.
Ona może dodać:
—                Tak, właśnie tego nie musisz obiecywać.
Co teraz? Odrzuć chęć panowania.
—                Dobrze, kochanie — odpowiedz łagodnie.
—                Co „dobrze”? — powie ona nie tak łagodnie.
—                Dobrze. Nie powinienem obiecywać czegoś, czego nie dotrzymam. Wiem, że to nic przyjemnego.
„Wiem, że to nic przyjemnego” znaczy, jak pamiętamy, „Rozumiem cię” albo: „Wiem, jak ci przykro”. Znów wy­grała.
Umożliwienie odniesienia zwycięstwa innym eliminuje sprawę panowania. W chwili, gdy on wstaje i mówi: „Jesteś głupia jak but. Zawsze dotrzymuję obietnic”, sprzeczka się kończy, a małżeństwo jest na najlepszej drodze do rozpadu.
W momencie, gdy on wstaje, kręci głową jak mały kucyk i zadaje pytanie, najgłupsze, jakie można wtedy zadać: „Czy ja kiedykolwiek…?”, spada na niego niczym lawina cała lita­nia nie dotrzymanych obietnic, z podaniem miejsca i czasu.
Jeśli potwierdzi, że to jego wina, być może wtedy ona już nic nie powie. To są właśnie te niebezpieczne chwile, krytyczne momenty. Straszna, przerażająca, nieprzeniknio­na cisza. Ona zwyciężyła. Mąż przyznał, że nie dotrzymuje obietnic, a ona chce na tym skończyć. Co teraz?

Jeszcze raz apeluję: ustąp i odrzuć myśl o panowaniu. Wróć do sprawy następnego dnia, gdy atmosfera się po­prawi.
—                Kochanie, co sądzisz na temat mojego wyjazdu na ryby z chłopakami? Wczoraj nic nie udało się nam ustalić.
Kiedy ona odpowie: „Dzisiaj też nie chcę o tym rozma­wiać”, wtedy reakcja może brzmieć następująco:
—                Okay, czy powiesz mi, kiedy będziemy mogli o tym pogadać? Muszę dać chłopakom odpowiedź do jutra rana.
Załóżmy, że ona nie wraca do sprawy. Chce pokazać, że panuje nad nim, że ma władzę.
A cóż począć, gdy nadchodzi pora podjęcia decyzji, ona zaś nic nie mówi? Rozmowa mogłaby tak przebiegać:
—                Chciałbym porozmawiać o moim wyjeździe.
—                Uważam, że to mnie najpierw należy się wyciecz­ka — mówi ona.
Teraz on musi podjąć decyzję. Czy ona ma rację? Może mieć rację. Może to jej się należy wycieczka. Może on jeździł już z kolegami setki razy, a dla niej te jego podstę­pne obiecanki są nie do zniesienia? Gdy dochodzi do ta­kiego krytycznego momentu, on musi słuchać. Może dał jej wcześniej powody, że przestała mu wierzyć; może z uwagi na własne doświadczenia boi się zostać sama? Mo­że po prostu nie czuje się bezpieczna i nie może się od­prężyć?
Gdy on powie: „Jadę, czy ci się to podoba, czy nie. Nie będziesz mi rozkazywać”, rozjątrza tym samym jej potrzebę panowania, obojętnie jak silna byłaby ta potrzeba. On musi wiedzieć, co to jest i umieć sobie z tym radzić.
Ostatnia wymiana zdań świadczy o tym, że mamy do czynienia z małżeństwem ludzi nie za bardzo dojrzałych, niezbyt sobie ufających. Strony nie mają poczucia bezpie­czeństwa, a małżeństwo nie jest dla nich rajem na ziemi. Może czują się jak w pułapce. Nikt nie lubi pułapek. Pa­miętaj: wszystkie stworzenia, łącznie z ludźmi, zawsze pró­bują wydostać się z pułapki. Słyszę znów słowa Imaging: „Kto dał mi prawo, aby mówić dorosłemu mężczyźnie, czy może jechać na ryby, czy nie? Nie jestem jego matką”. Jeśli nie ma pułapek, konieczności uzyskania pozwolenia, żad­nych gierek, manipulacji, to cała reszta jest wolnością — wolnością w związku opartym na miłości.Wolność i odpowiedzialność to para syjamskich bliź­niąt: Wolność wymaga tego, aby odpowiedzialnie dokony­wać wyborów, gdy nasze decyzje mają wpływ na prawa i szczęście drugiej osoby w małżeństwie. Nie odkrywam ni­czego nowego. Małżeństwo funkcjonuje podobnie do Jacka i Jima, pary mułów należących kiedyś do mojego dziadka. Każdy z nich odczuwał szarpnięcia i przeciągania na stronę drugiego, gdy nie współpracowały solidarnie w zaprzęgu. Widziałem, jak raz stary Jack opadł na przednie kolana, gdy Jim gwałtownie szarpnął w przeciwnym kierunku.
Co się dzieje, gdy rezygnując z panowania, tracimy na­szą wolność, autonomię, jesteśmy manipulowani, wykorzy­stywani, gnębieni? Co się dzieje, gdy druga osoba nie jest odpowiedzialna?
Nie nawołuję do rezygnacji z panowania nad sobą. Opo­wiadam się tylko za rezygnacją z panowania nad drugą osobą, nad partnerem. Nie argumentuję za powszechnym poddawaniem się, wdzięczeniem i uciszaniem się. Twier­dzę, że nie powinniśmy i nie wolno nam przenosić naszego panowania na innych.
Dając drugiej osobie władzę, nie rezygnuję z panowania nad sobą. To ja podjąłem decyzję, aby przekazać drugiej osobie władzę, prawda? To ja o tym zdecydowałem.
Co robimy, gdy przekonujemy się, że nasze potrzeby nie dają się pogodzić z potrzebami innych? Nieraz nie wy­starczy powiedzieć: „W katalogu jest mnóstwo próbek ta­pety”. Czasem sprawy są tak ułożone, że strony nie są w stanie zorientować się w różnicach między nimi. Związ­ki oparte na miłości mają swe zalety. W takim związku można mówić słowami płynącymi wprost z miłości, ze zro­zumienia; można mówić, że panowanie nie jest kwestią sporną, można mówić, wiedząc, że zostanie się wysłucha­nym przez drugą osobę — wysłuchanym i pokochanym. W takim związku słyszy się drugą osobę. Wie się, że sprawa jest prawdziwa i znacząca dla drugiej osoby. Kocha się part­nera i dlatego poszukuje się zrozumienia oraz rozwiązania, bez próby panowania nad drugą osobą. W żadnym innym związku strony dyskusji czy potyczki nie zostały tak bogato obdarowane i nie odniosły tak dużych korzyści.
A jeśli we wszystkich sporach i wystąpieniach, które staną się od dziś naszym udziałem, druga osoba, sędzia, członek ławy przysięgłych, szef, członek rady miejskiej, policjant pokochają nas i zapragną, abyśmy otrzymali od życia wszystko, czego chcemy? Teraz to jasne. Związek uczuciowy zapewnia spokojne, bezpieczne miejsce, gdzie można pielęgnować ziarna przemiany w warunkach, któ­rych nie da się osiągnąć w innym związku.

BLOKADA: A gniew? Jeśli nie panujesz nad ich gniewem, pokonają cię przy jego pomocy.

KLUCZ: Odbieraj gniew, nie jako gniew, ale jako ból. Idź jego śladem.
Co robimy z gniewem, ze złością w naszym związku uczuciowym? Małżeństwo bez gniewu to małżeństwo mię­dzy trupami. Przyjrzyj się temu — dwa trupy, które kła­niają się, potakują na zgodę, gestykulują, na czaszkach gości zimny uśmiech stężenia pośmiertnego. Można jeszcze udzielić takiemu związkowi paru rad, ale tam nigdy part­nerzy nie gniewają się na siebie. Znam tego typu małżeń­stwa. We wszystkich żywych małżeństwach, między dwoma zdrowymi dorosłymi, gniew jest takim samym uczuciem, jak miłość. Osoba nie wpadająca w gniew jest osobą pozba­wioną uczuć.
Gniew, który spada na nas, wywołuje cierpienie. Jeśli jest bolesny dla mnie, dlaczego nie miałbym się bronić, gdy inni chcą skierować go przeciw mnie? Gdyby miał być takim symbolicznym pistoletem, o którym już wspomnia­łem, należałoby gniew, podobnie jak chęć panowania, zo­stawiać przy wejściu.
Pamiętasz, czego już dowiedzieliśmy się na temat gniewu?
Gniew rodzi się ze strachu, z bólu rozczarowania, winy lub zazdrości, odrzucenia lub frustracji, zdrady lub samo­tności — albo z bólu ran odniesionych w ataku. Gniew to odpowiedź na ból. Jeśli o tym wiesz, to musisz zakoń­czyć potyczkę, gdy druga osoba reaguje gniewem. Potyczkę i wystąpienie należy skończyć, ponieważ druga osoba jest rozgniewana. Takie to proste.

Jak skończyć polemikę? Spróbuj w taki sposób: po­zostaw nieco miejsca między sobą a drugą osobą. Niech zapanuje odrobina ciszy. Niech burza ucichnie. Potem weź tę książkę i jeśli nie brak ci odwagi (nie trzeba jej tak dużo, jak by się mogło wydawać) przeczytaj poniż­szy fragment drugiej osobie, która według ciebie jest roz­gniewana:
„Powiedziano mi, że gniew oznacza ból, że jeśli ktoś jest zły, to ktoś go zranił. Chcę poznać twój ból. Chcę go poznać, zanim bardziej nas dotknie.
(Możesz zauważyć zdziwione spojrzenie. Może usły­szysz złośliwą uwagę w rodzaju: „Boże, o co tu chodzi? Co za bzdury czytasz?” W rzeczywistości istnieje ogrom bólu, prawda? Czytaj dalej.)
Mówi się, że ból rodzi się z samotności, strachu, frustracji, z poczucia winy, z zazdrości albo z innego źródła — ból okrywa cierpienie. Nie chcę, żebyś cier­piała. Nie chcę, żebyś doznawała bólu. Muszę wiedzieć, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, abym mógł ci po­móc. Chcę coś uczynić, bo cię kocham. Powiesz mi?”
Może druga osoba powie ci — ze złością. Może potrafi mówić z jeszcze większym gniewem. Pamiętaj, że nie po­wstrzymuje swego gniewu — o tym możemy zaświad­czyć. Gniew nie wybuchnie z dziesięciokrotnie większą siłą później.
Uważam, że gniew drugiej osoby jest darem. Gniew zo­stałby powstrzymany w przypadku kogoś mniej drogiego. Trudniej jest otwarcie okazać gniew sąsiadowi czy znajo­memu niż komuś najbliższemu. Okazanie gniewu bliskim jest potwierdzeniem tej bliskości. Powtórzę: „Gniew jest darem”. Gdyby było inaczej, nigdy nie odkrylibyśmy bólu. Nie pozostalibyśmy bliscy sobie.
Gniew drugiej osoby jest nauczycielem. Uczy słuchać, rozumieć. Uczy współczucia. Odkrywając ból strachu, ból zniewagi, ból zdrady, ból winy, będziemy w stanie określić źródło bólu, w wyniku czego, jakby pod wpływem czarów, ból zacznie słabnąć.
Nasłuchuj brzmienia bólu, słów, a gdy je usłyszysz, nie odgradzaj się od nich. Odbieraj je jako oznaki cierpienia. Szukaj cierpienia. Podążaj jego śladem — to klucz.

Uzewnętrznienie i wygranie: W życiu popełniamy pew­ne nieodwołalne czyny, czyny, które powodują niepowe­towane straty i nie dające się wyleczyć rany, czyny, które stanowią nasz lub czyjś inny Rubikon. Rany zadane psy­chice nie różnią się od ran zadanych ciału. Można uderzyć kogoś w plecy i ból wywołany uderzeniem po chwili przej­dzie. Policzek wymierzony ukochanej osobie pozostawi bliz­nę na całe życie. Kłamstwo wyrządzi straty nie do odro­bienia. Dotknięcie słowem zrodzi nieuleczalne rany i znisz­czy zaufanie. Czyn można wybaczyć, rany wyleczyć, ale blizn nie da się wymazać, a strat naprawić.
Pamiętamy wszyscy żonę z przedstawionego wcześniej przykładu. Przypominamy sobie oskarżenia przeciw mężo­wi, którego atakowała określeniami typu „niedorajdo”. Mo­że i zasługiwał na to, ale rzucanie takich słów to atak fron­talny. Mąż też nie był amatorem w sztuce wojny na słowa. Nazwał ją „świnią”, a to po prostu prawdziwa awantura.
Jeśli nie byli małżeństwem, które dobrało się w piekle, to możemy przypuszczać, że żadna ze stron nie jest przy­zwyczajona do takich ataków, ponieważ małżeństwo nie może długo znosić niszczącego ognia zaporowego. Po takim zajściu żadna ze stron nie obdarzy partnera pełnym zaufa­niem. Nie da się tego zapomnieć, chociaż przebaczenie nie przekracza możliwości ludzkiej natury. Dwadzieścia lat później zniewagi nadal będą sprawiać ból, jeśli przywołane zostaną do pamięci. Stare powiedzenie głoszące, że „kije i kamienie mogą połamać moje kości, a słowa nie wyrządzą krzywdy” w istocie mija się z prawdą.
Już Ralph Emerson przypominał, że „myśl poprzedza każde działanie”. Daje nam to szansę przygotowania słow­nictwa nawet w największym uniesieniu. Czyn jest uzew­nętrzniany ciągle. Uzewnętrzniamy czyn, gdy rozgniewani nie popełniamy zbrodni, nie robimy nikomu żadnej krzywdy, a wycofujemy się, ustępujemy. Uzewnętrzniamy czyn, gdy nie wstajemy w kościele i nie krzyczymy na księdza: „Ty dwulicowy awanturniku!” Uzewnętrzniamy działanie, gdy powstrzymujemy się od uwag na temat fryzury przyjaciela. Stale uzewnętrzniamy działanie słowne i fizyczne.
Okrucieństwa można zapomnieć, ale nie da się ich usprawiedliwić. Pozwolę sobie na przytoczenie przykładu:
Przemawiałem w sądzie przed najgorszymi z sędziów, jacy kiedykolwiek przywdziali togę, sędziów, którzy cier­pieli na „cuchnący oddech” serca. Mimo to w ciągu czter­dziestu lat praktyki zawodowej nigdy nie rzucałem pod ad­resem sądu brzydkich słów, żadnych przekleństw. Nigdy nie posunąłem się do obrazy majestatu. Dlaczego? Czy wy­kazuję tak niezwykłe opanowanie i zimną krew? Raczej nie. Powodem, dla którego nigdy nie przekroczyłem granicy, jest to, że więcej wiem. Wiem, że jeśli posunę się za daleko, będę musiał za to zapłacić taką cenę, której nie warto płacić. Nigdy nie czułem potrzeby spędzenia czasu za kratkami.
Kierując się podobną zasadą, nigdy nie zaczepiałem ko­goś potężniejszego i wyższego ode mnie, żeby mu powie­dzieć, jakich przodków miała jego matka. Wiem więcej. Nie dlatego, że przeszedłem dłuższą drogę ewolucji niż przeciętny obywatel. Nie panuję lepiej nad swoimi emo­cjami niż inni ludzie. Najzwyczajniej uzewnętrzniam swój język, który wpędzi mnie w nieodwracalne tarapaty nawet wtedy, gdy jestem znieważony, nawet jeśli działam w sfe­rze zwanej „ogniskiem pasji”.
Dlaczego w takim razie nie mogę uzewnętrznić słow­nictwa w taki sposób w imieniu kogoś, kogo kocham? Uwa­żam, że mogę. Twierdzę, że nie robimy tak, ponieważ wie­my, iż w odpowiedzi na nasze okrucieństwa druga osoba raczej nie ześle nas do więzienia za obrazę sądu lub do szpitala z pokiereszowaną twarzą.
Nie lubię wyliczać, ile to razy przegrałem polemikę z Imaging, która umiała wycofać się i słuchać. Patrzyła na mnie i widziała złość, a nie przyjmowała jej do siebie. Sły­szałem, jak mówiła, że jestem niczym kilkunastomiesięczne trojaczki, które chcą wszystko i teraz, które wrzeszczą i zło­szczą się w jednej chwili, aby zaraz przestać i okazywać radość. Widziałem, jak zachowując zimną krew, wycofuje się i patrzy na mnie w taki sposób, jak ktoś siedzący w moc­nym domu i obserwujący tornado. Żal mi tornada. Gdy za­wierucha ucichnie, pozostaje tylko zniszczenie i smu­tek. Nikt nie kocha tornada. Nikt nie pamięta gwałtownego wichru, jak pamięta się delikatny, orzeźwiający powiew u schyłku dnia. Tornado, po utracie impetu, musi spoglądać za siebie z żalem i poczuciem klęski.
Konieczność uzewnętrznienia ataku gniewu, powstrzy­mywania agresji (okazawszy agresję, mamy zawsze upodo­banie do znęcania się), poskromienia chęci panowania nad innymi łącznie z panowaniem nad czyimś gniewem nie oznacza, że musimy poświęcić samych siebie. Jesteśmy przecież osobami o bogatych i delikatnych uczuciach, które mogą doznawać cierpienia, bólu i doświadczać gniewu.
Co robić z naszym gniewem? Czy umiemy tłumić nasz gniew? Czy umiemy usiąść na nim jak kwoka wysiadująca jajka, a następnie pielęgnująca stadko kurcząt? Uważam, że gniew to nic złego, zdrożnego, nieodpowiedzialnego. Złoszczenie się, gniewanie, świadczy o naszej możliwości czucia i potwierdza, że żyjemy. Rozumiejąc gniew tkwiący w innych, zrozumiemy gniew tkwiący w nas samych. Klu­czem jest znalezienie cierpienia w nas samych i podążanie jego śladem. Podążaj śladem cierpienia.
Może znajdziemy prosty sposób, aby poradzić sobie z naszym gniewem. Spróbujmy:
—                Zaznacz tę stronę i odłóż książkę na bok.
—                Odkryłeś swój gniew? Sięgnij po książkę, otwórz na tej stronie, którą zaznaczyłeś, pamiętasz? Zacznij czytać.
—                ZACZNIJ CZYTAĆ:
Nie jesteś jeszcze gotów, aby zająć się swym gniewem.
Na razie nic nie rób.
Nic nie mów.
Jak dotąd nie zbadałeś swego gniewu. Dopóki go nie zbadasz, nie możesz nic zrobić z tym swoim nie zdiag- nozowanym gniewem, a jedynie traktować go jak nie zdiagnozowaną chorobę.
Żeby zbadać gniew, musisz się od niego odłączyć. Jeśli gniewasz się na drugą osobę, wyobraź sobie, że między wami rozciąga się sznur. Przetnij ten sznur. Sznur, gniew, jest teraz doczepiony tylko do ciebie.
Idź za gniewem, aż do źródła. Cierpisz, jeśli jesteś zły. Idź po sznurze do źródła cierpienia. Idź za cierpieniem. Zawsze idź za cierpieniem. To jest zasada. Czy cierpisz z powodu oszczerstwa, zdrady, wypowiedzi, która cię dotknęłą, gdyż okazano ci brak szacunku? Czy ktoś cię za­atakował? Co cię dotknęło? Idź śladem cierpienia.
Powiedz sobie, co cię zraniło. Powiedz: „Poczułem się dotknięty, gdy zabolało mnie to, co ona powiedziała” albo: „Zabolało mnie to, że ona mnie nie rozumie i oskarża o coś, czego nigdy nie zrobiłem”.
Przemów głosem cierpienia, a nie gniewu. Gniew wy­wołuje gniew. Skierowanie gniewu na drugą osobę jest w gruncie rzeczy kiepskim sposobem na leczenie włas­nego cierpienia. Gdy przemówisz z głębi swego cierpie­nia, bez gniewu, otrzymasz spokojną, stonowaną odpo­wiedź.
Zwróć się teraz do drugiej osoby bez gniewu, spokojnie: „Wiem, że nie chciałaś mnie zranić, ale gdy usłyszałem (obojętnie, co to było), poczułem się dotknięty” albo powiedz: „Gdy zrobiłaś (cokolwiek to było), poczułem się dotknięty”.
Przećwicz to. Nie jest to łatwe zadanie. Jeśli jednak w złości nabierzesz nawyku wstrzymania się i wykonania powyższego ćwiczenia, oznaczać to będzie, że w końcu opanowałeś sztukę radzenia sobie ze swym gniewem w konstruktywny, pełen miłości sposób, który wzbogaci związek dwu osób, a nie zniszczy go i nie przyniesie mu żadnego uszczerbku.
Skuteczna odpowiedź to potwierdzenie i zakomuniko­wanie, że jest się dotkniętym: Jest to skuteczne, ponieważ jest szczere i przerywa marsz cierpienia wywołującego cier­pienie. Odkrywanie „słabości”, wytworzenie kruchego wi­zerunku jest, co dziwne, najlepszym argumentem, najle­pszym sposobem otrzymania tego, co się chce. Pamiętaj, czego chcemy. Chcemy miłości, nieprawdaż? Chcemy zro­zumienia, akceptacji, szacunku i bliskości. To jest wygry­wanie, prawda?

Powrót do dzieciństwa: Byłem w trakcie pisania tego rozdziału, gdy do mojej biblioteki weszła koleżanka. Prze­stałem pisać, żeby z nią porozmawiać. Po chwili przyszła do nas czteroletnia córeczka Szerpów z Nepalu, którzy byli naszymi gośćmi. Dziewczynka przyniosła koszyk z zabaw­kami. Nigdy nie widziała kobiety, z którą rozmawiałem. Nie umiała też ani słowa po angielsku. Wychowała się gdzieś daleko w Himalajach, gdzie ludzie żyją w prymi­tywnych warunkach, bez samochodów, dróg, elektryczno­ści, telewizji, supermarketów. Podeszła do niej, jakby były dobrymi znajomymi. Nie mówiąc ani słowa, wyjęła z ko­szyka małą lalkę i podała mojej koleżance. Następnie usiad­ła przy niej, bawiła się swymi zabawkami, podając jej nie­kiedy jakiś drobiazg.

Powiedziałem:
– To niewinność i ufność, która powinna być podstawą związków między ludźmi. Gdzie zagubiliśmy tę niewin­ność? Gdzie podziało się zaufanie? Jak to się dzieje, że dzieci są tak mądre, w przeciwieństwie do nas, ich ro­dziców?

PODSUMUJMY: Chcesz wygrać domowe potyczki? Na­ucz się je przegrywać.

PODSUMUJMY: Chcesz doznawać przyjemności i ra­dości, chcesz być kochany i szanowany? Chcesz, aby druga osoba też była szczęśliwa, a małżeństwo stało się ogrodem wzajemnego rozwoju i doskonalenia? Zrzeknij się chęci pa­nowania.

PODSUMUJMY: Chcesz pokonać gniew w sobie i w dru­giej osobie? Odkryj cierpienie.

 

 

Skan książki jest dostępny TUTAJ

Zobacz na:
Potęga uprzedzeń – Gerry Spence

Fragment książki „Jak skutecznie przekonywać” – Gerry Spence

Jak skutecznie przekonywać - Gerry Spence

 

Rozdział 6 POTĘGA UPRZEDZENIA Przegląd ubrania, wywabianie plam

BLOKADA: Uprzedzenie blokuje umysł. Zamyka do niego dostęp. Nie zezwala na powstawanie myśli.

Zaglądanie do umysłu ogarniętego uprzedzeniem to jak otwieranie drzwi do pomieszczenia, które pod sufit zapa­kowane jest rupieciami. Nic więcej już się tam nie zmieści, a po otwarciu drzwi różne rzeczy z łoskotem wypadają na zewnątrz.
Ci, których umysły przytłacza uprzedzenie, nie mają szans na rozwój. Proces uczenia się jest zahamowany. Lu­dzie tacy mogą zrozumieć naszą logikę, ale logika nie ma dla nich żadnego znaczenia.
Słowo uprzedzenie pochodzi od praejudicium, co wła­ściwie znaczy przedwczesny sąd, sąd wydany z góry. Lu­dzie są uprzedzeni w stosunku do filozofii, religii, wie­rzeń. Mogą mieć uprzedzenie co do partii politycznej, marki samochodu, rasy, osoby — którą sami najlepiej naz­wiecie.
Jeśli ktoś nienawidzi Żydów czy katolików, to nic już tego najprawdopodobniej nie zmieni. Można tu chwy­tać się różnych sposobów: tłumaczenia, krzyku, płaczu, Próśb, a błagania o bezstronność i sprawiedliwość spełzną na niczym.

Zrozumienie uprzedzeń: Uprzedzenia — wszyscy je mamy — stanowią część struktury osobowości. Problem w tym, że mogą one spokojnie spoczywać gdzieś na dnie umysłu, wpływając na nasze myślenie, o czym wcale nie wiemy. Uprzedzenie mogło wziąć początek od okrutnego lub zaniedbującego dzieci ojca, chorej czy roztrzepanej matki, zamknięcia w ciemnej szafie. Może także zrodzić się z przerażenia, strachu, zmuszania do wykonywania ob­rzydliwych czynności, konieczności poniesienia niezasłu­żonej kary. Początkiem mogło być zagubienie, wstręt do konkretnego rodzaju jedzenia, zaprawienie młodego umy­słu jadem nienawiści. Uprzedzenia, podobnie do fobii, są tak trwale w nas osadzone, że gdy zdajemy sobie z nich sprawę, jest już przeważnie za późno, aby coś z nimi zro­bić. Wiedząc o naszych uprzedzeniach, możemy bronić się przed ich skutkami dla siebie i innych, ale one i tak istnieją niczym pępek będący znamieniem porodu. Argumenta­cja, dowodzenie swego stanowiska nie wymazuje uprze­dzenia bardziej niż blizna, czy to natury psychologicznej, czy fizycznej.

Religia jako uprzedzenie: Czy wszystkie religie nie sta­nowią uprzedzeń? A może jesteśmy za bardzo uprzedzeni, żeby to przyznać? Rzeczywiście, gdyby komuś przyszła na to ochota, czy miałby szanse przekonać baptystę, że Chry­stus nie jest synem Bożym albo żarliwego mormona o tym, że Brigham Young był pariasem lubiącym kobiety? Jeśli już teraz zamkniecie tę książkę, to będzie to także miało jakiś związek z waszym uprzedzeniem.
Spróbujcie przekonać rekina biznesu, że nadmierne gro­madzenie bogactwa powodowane jest chciwością i złem. W odpowiedzi pokaże wam ostatni bilans sprawdzony przez biegłych księgowych, który stanowi dowód jego su­kcesów. W księgach firmy wspomina się o pracownikach, ujmując ich tylko pod pozycją „koszty robocizny”.
Hasła, które głoszą, że dzieci nie powinny głodować, że chorym należy się opieka, że młodzieży należy zapewnić dostęp do szkół, że każdy człowiek powinien mieć dach nad głową — nie brzmią jak zasady o uniwersalnym za­kresie, lecz jakby stanowiły doktrynę socjalizmu. Oślepia­jące uprzedzenie powoduje, że więcej uwagi poświęcamy bezbronnym, wałęsającym się po ulicach psom niż bezdo­mnym i głodującym dzieciom, które wegetują gdzieś pod mostem.
Prawo a uprzedzenie: Prawo rozumie nieprzejednaną istotę uprzedzenia. Uznaje, że uprzedzeni sędziowie nie po­winni zajmować się konkretną sprawą, chociaż większość z nich jest zbyt uprzedzona, aby uświadomić sobie to uprze­dzenie i zrezygnować na własną prośbę. Usunięcie uprze­dzonego sędziego jest podobne do wyrywania zęba roz­wścieczonemu gorylowi. Prawo umożliwia także potencjal­nemu członkowi ławy przysięgłych, któremu wykazano, że jest uprzedzony, aby ustąpił i nie brał udziału w procesie. Absurdem i paradoksem jest jednak to, że po odkryciu i wy­jaśnieniu uprzedzenia sam sędzia przysięgły, adwokaci, przewodniczący składu sędziowskiego — wszyscy razem dokładają starań, aby pozostawić go i nie wykluczać ze spra­wy. Jest to jednak oddzielny temat.

Wszechobecność uprzedzeń: Pytanie, które należy za­dać, nie powinno brzmieć: „Czy jesteśmy uprzedzeni?”, lecz raczej: „Jakie są nasze uprzedzenia?” Jesteśmy uprze­dzeni nawet do samego słowa uprzedzenie, gdyż wpojono w nas, że bycie uprzedzonym jest społecznie i politycz­nie niewłaściwe. Ja sam jestem uprzedzony do rasistów, wszelkiego rodzaju bigotów (oprócz tych, z którymi się zgadzam), a w mniejszym stopniu graczy w golfa. Moje uprzedzenie dotyczy również śmietany dodawanej do po­traw kuchni amerykańsk-iej. Nie lubię bankierów, ponie­waż okradają ludzi w majestacie prawa. Określam ich, po­dobnie jak niektórzy robili to już w przeszłości, mianem „banksterzy”. Mam większy szacunek i uznanie dla Dillin- gera niż dla większości bankierów. Dillinger nie okradał biedaków. Rabował tych, którzy wzbogacili się na okrada­niu biednych. Bankierzy są także bardzo wyniośli. Obrzyd­liwie wyniośli i oczywiście nie znają się na niczym poza pieniędzmi, które same przez się są nudne. Moje uprze­dzenie do bankierów bierze się również z tego, że wykazują niechęć i urazę do biednych, co jest odbiciem głębokiego, trwałego i wstrętnego uprzedzenia. Tacy przejdą na ulicy obok głodnego włóczęgi, ale hojnie obdarują „społecznie właściwą” orkiestrę symfoniczną, jeśli w programie kon­certów wyraźnie zaznaczy się ich nazwiska jako głównych sponsorów.
Jestem uprzedzony do graczy w golfa, ponieważ w każ­dej ich grupie, każdym klubie znajduje się mnóstwo ban­kierów lub przyjaciół bankierów, a ponadto gracze w golfa na ogół są tak samo nudni jak bankierzy. Nie są w stanie oczarować nikogo poza innymi graczami. Twierdzę (po­przez moje uprzedzenie), że jeśli któregoś dnia Bóg ześle śmierć na wszystkich golfistów przebywających na wszy­stkich polach golfowych świata — świat pójdzie we wła­ściwym kierunku i nie dozna przez to żadnego uszczerbku.
Jestem uprzedzony do kwaśnej śmietany, ponieważ pa­miętam z dzieciństwa, jak babcia robiła masło. Zapach przy tym był nieszczególny. Dawała zsiadłe mleko kurczakom. To z kolei rodziło uprzedzenie do kurczaków, ponieważ dziwiłem się, jak można jeść cokolwiek, co wcześniej zo­stało nakarmione czymś tak cuchnącym, jak zsiadłe mleko. Nigdy tak do końca nie wyzbyłem się tego uprzedzenia. Nieraz babcia zmuszała mnie do wypicia mleka, chociaż zbierało mi się prawie na wymioty. W końcu zrodziło to we mnie niechęć, nawet nienawiść do nabiału na całe życie.
Mój syn nienawidzi orzechów — wszelkich orzechów: ziemnych, włoskich, brazylijskich; wszystkiego, co przy­pomina orzechy. Zauważyliśmy już wcześniej, że uprze­dzenia wyrastają z doświadczeń młodości i dzieciństwa. Rodzice mogli nienawidzić czarnoskórych, policjantów, ka­znodziejów lub czegoś w rodzaju drużyny Boston Red Sox albo Partii Republikańskiej. Uprzedzenia mogą rodzić się w wyniku naszych własnych przeżyć. Ktoś nienawidzi La­tynosów, bo został przez nich oszukany lub nabrany. Ktoś wykiwany przez Latynosa może odtąd nienawidzić każde­go, kto ma jakikolwiek kolor skóry poza białym.
Znam człowieka, który jako mały chłopak nacierpiał się za przyczyną sumaka jadowitego. Teraz nie tylko nie może znieść tej rośliny, ale żadnej, która wygląda jak bluszcz, żadnego pnącza, żadnego lasu, w którym można spotkać bluszcz, nienawidzi wszystkiego, co rośnie i żyje poza do­mem, nienawidzi gór, prerii — w rzeczywistości nienawi­dzi całego świata przyrody.
Co prawda ludzie z uprzedzeniami nie tylko nie uświa­damiają sobie ich istnienia, ale jest im z nimi dobrze. Uprzedzenia są prawdą — ich prawdą. Moja prawda głosi, że bankierzy to bezduszne roboty, które są społecznie i mo­ralnie stracone, które wyrzucają biednych z domów, gdy ci nie spłacają należności, i które od czasu ukończenia Har­vard Business School nie przeczytały żadnej dobrej książki, a może w ogóle żadnej. Ja zdaję sobie sprawę z moich uprzedzeń, ale jest mi z nimi dobrze. Lubię je. Nie istniał­bym bez nich.

KLUCZ: Informacja ma służyć uchronieniu się przed uprzedzeniami. Ale jak?

Jak przekonać się o uprzedzeniach innych — sędziego, klienta, urzędnika czy najbliższego sąsiada? Jedno jest pew­ne — ich uprzedzenia wyjdą na jaw po tym, jak opowie­dzą się przeciw naszej argumentacji, doskonałemu wystą­pieniu naszego autorstwa. Dobrze byłoby takie uprzedzenia poznać zawczasu i od nich zaczynać. Informacja. Tak, in­formacja! Jak zdobywać informacje?
Można nieraz zapytać przysięgłych, czy są uprzedzeni do sprawy, czy klienta, a odpowiedzą twierdząco. Najczę­ściej przyznają się, aby ich zwolnić z obowiązku zasiadania na ławie przysięgłych lub co gorsza, żeby wytworzyć uprze­dzenie w celu zwolnienia z takiego obowiązku. Większość przysięgłych nie potwierdzi swych uprzedzeń. Uważają je po prostu za uzasadnione opinie. Mają wewnętrzne przeko­nanie, że są uprzedzeni, ale sądzą, iż takimi wypada być. A właściwie, to dlaczego mieliby ujawniać swe uprzedzenia i dać się usunąć z ławy przysięgłych, gdy zależy im, żeby uczestniczyć w rozprawie i odesłać naszego klienta na zie­loną trawkę? Sala sądowa wypełniona ludźmi nie wydaje się najlepszym miejscem do tego, aby spowiadać się ze swych manii, nawyków, aspołecznych poglądów czy nie­właściwych politycznie postaw.
Który z bankierów oficjalnie powie, że jest uprzedzony do czarnoskórych, Latynosów albo biedaków? Który z sze­fów kadr przyzna, że nie zamierza zatrudnić nikogo po pięćdziesiątce? Kto otwarcie przyzna się do uprzedzenia do homoseksualistów?
Tak więc członek ławy przysięgłych z miłym uśmie­chem na twarzy zaprzeczy jakimkolwiek uprzedzeniom — najzwyczajniej zaprzeczy. Co możemy w takiej sytuacji zrobić?

Określenie podobieństwa osobowości: Przychylam się często do koncepcji „kiści”. Osobowości ludzkie, nawyki, nałogi, postawy, opinie, uprzedzenia występują w kiściach, jak winogrona. Sprawdzając smak jednego owocu, szybko określamy jakość wszystkich. Mogą oczywiście wystąpić niewielkie różnice między poszczególnymi owocami, ale te, których nie spróbowaliśmy, z całą pewnością nie mają smaku befsztyka.

Przykład pierwszy — bankier: Jeśli wiemy, że ktoś jest bankierem, to wiadomo, że nie mieszka i raczej nigdy nie mieszkał w getcie. Nie jeździ starym furgonem z kil­koma słupkami ogrodzeniowymi, zwojem drutu i sta­rym pasterskim psem. Na pewno nie należy do Kościoła Zielonoświątkowców ani nie prenumeruje „Daily Worke- ra”. Jego koledzy nie bywają członkami Partii Komunisty­cznej. Prawdopodobnie nie pali marihuany. Nigdy też nie zdarzyło mu się spać na ulicy. Z pewnością chodził do dobrej szkoły i skończył college. Bez wielkiego ryzyka można przyjąć, że jego rodzice mieli pieniądze. W wybo­rach oddaje głos na Republikanów. Nie kupuje garniturów w sklepie J. C. Penney i nie był bezrobotny. Nigdy nie napisał wiersza i nie namalował obrazu. Można by tak wyliczać bez końca.
Jakie są poglądy typowego bankiera? Prawdopodobnie myśli, że każdy bezrobotny jest leniwy. Powie wam, że „jest tyle do zrobienia. A ja nie mogę załatwić nikogo do mycia okien. Nie ma komu naprawić pieca. Czeka się dwa tygodnie na hydraulika. Ci, którzy nie pracują, najzwyczaj­niej nie chcą pracować”.
Jego poglądy na system opieki społecznej, podobnie jak innych, łatwo przewidzieć. Opowie wam historyjkę, którą słyszeliście już setki razy, o tym, jak to kobiety korzystające z opieki rodzą dzieci, żeby dostawać wyższe zasiłki: „Te kobiety robią pieniądze na dzieciach — ich sprawa”. Nig­dy w życiu jednak nie zabrał na kolację biednej, prostej kobiety, która gnieździ się z siódemką dzieci w trzypoko­jowym mieszkaniu w domu bez windy, w mieszkaniu bez ogrzewania ani nie zapytał jej, dlaczego ma tak dużo dzieci. Po co miałby pytać?
Poglądy bankiera na temat czarnej społeczności dadzą się także łatwo zaszufladkować. Powie wam, że nie ma żadnych uprzedzeń do czarnych, ale gdy go przyciśniecie, dowiecie się, że stanowią oni około 0,0067 dłużników. We­dług niego bezdomni mieszkają na ulicy, bo akurat tego chcą. Uważa, choć niechętnie to wyzna, że wszystko bierze się z leseferyzmu. Musimy pozostawić wszystkim i wszy­stkiemu swobodę działania, co zastępczo oznacza pozbycie się niewygodnych części społeczeństwa poprzez danie im szansy na śmierć z głodu.
Poglądy polityczne bankiera są zupełnie jasne, bez konieczności zadawania jakiegokolwiek pytania. Jest on zwolennikiem wolności gospodarki, występuje przeciw­ko zwiększeniu podatków, niezależnie od tego, jak byłyby niskie. Uważa, że rząd nie powinien ingerować w życie obywateli z wyjątkiem udzielania gwarancji bezpieczeń­stwa przedsiębiorstwom i bankom. Kryzys zainteresowania usługami bankowymi to wynik mistyfikacji rządu. Rząd winien bronić nas przed pospolitą przestępczością, ale nie przeciw zbrodniom bankierów popełnianych na depozy­tariuszach. Granice kraju należy zamknąć: „Nie potrzebu­jemy już więcej Meksykańców” (pejoratywnych określeń używa się tylko w rozmowach w saunie). Kara śmierci musi być szerzej stosowana, a nie ograniczana. Innymi słowy, społeczeństwo winno zabijać więcej, a nie mniej swych członków. Nie należy wymagać od społeczeństwa, aby dożywotnio utrzymywało zabójców. Powinniśmy wie­szać złodziei i tych, którzy napadają na banki, szczególnie tych, którzy napadają na banki. Fałszerzy czeków trzeba znaczyć tatuażem na czole, żeby ułatwić ich rozpoznanie. Uprzedzenia obecne w psychice bankiera są powtarzalne, typowe dla wszystkich z tego kręgu. Wyjątki, które zawsze się zdarzają, nie mogą zmienić naszej oceny. Przeglądając kiść czerwonych winogron, zawsze znajdziemy jakiś owoc, który jest nieco innego koloru. Mówię tu o kiściach, o pięćdziesięciu owocach, a nie o jednym brązowawym owocu, ukrytym gdzieś wśród reszty.

Inny przykład: Co składa się na osobowość na przykład czarnoskórego robotnika kolejowego? Jego poglądy na nie­które sprawy są zupełnie inne od poglądów bankiera. By­wają i takie, w których różnice byłyby prawie nie zauważo­ne. Obaj są zgodni co do kwestii bezrobocia. Obaj oburzają się na podwyższenie podatków. Mają zbliżone poglądy na temat opieki społecznej. Czarnoskóry robotnik kolejowy wie, że około sześćdziesiąt procent więźniów to czarni, a jak podejrzewa, przyczyną jest rasizm. Nie lubi ban­kierów. (Nie lubi graczy w golfa). Jest politycznie w po­rządku w stosunku do swych kolegów z pracy, jest z nimi na dobrej stopie, jada z nimi lunch w zakładowej kantynie
i wielu z nich uważa za przyjaciół. Nie zapominajcie, że ciągle mówię o kiściach. Każda z osób posiada własną kiść, która w dużym stopniu przypomina tę, która jest chara­kterystyczna dla osób o podobnym pochodzeniu i doświad­czeniach.
Pastor: Kolejnym przykładem może być pastor. Wielu, może nawet wszyscy, są za karą śmierci. Spora część, cho­ciaż wyznaje, że postępują według nauki Chrystusa, cierpi na „zaburzenia miłości”, to znaczy kocha Boga, a nienawi­dzi człowieka, mimo że Bóg sprawiał jej więcej kłopotu niż ktokolwiek z ludzi. Wcale mnie to nie dziwi, biorąc pod uwagę poparcie duchowieństwa dla wojen czy umie­szczanie na zderzakach samochodów nalepek głoszących hasło: ZABIJAJ DLA CHRYSTUSA. Krótko mówiąc, pasto­rzy zaczynają kierować swe poglądy polityczne bardziej na prawo, co paradoksalnie znaczy, iż mają coraz mniej mi­łości dla człowieka. Gdy potrzebują pieniędzy, nakazują nam dawać, jak Chrystus dawał siebie. Natomiast gdy jakaś zbłąkana owieczka, której psychika w dzieciństwie została skrzywiona, popełni zbrodnię, pastor odwoła się do starej zasady prawa mojżeszowego, głoszącego „oko za oko…”, Czy mamy znów do czynienia z uprzedzeniami?

Jeszcze inni: Kiście dla ranczerów czy robotników prze­mysłowych podobne są do tych dla pracowników admini­stracji i służb komunalnych. Pisarzy, aktorów, muzyków, malarzy można by też zakwalifikować do jednej grupy. Ale trzeba tu zachować pewną ostrożność. Spójrzcie na Charl- tona Hestona, który tak mocno skłania się ku prawicy, że można zastanawiać się, czy jego prawa noga nie jest dużo krótsza od lewej, a z kolei Jane Fonda miała kiedyś podob­ne kłopoty, ale z lewą nogą. Kiście, o których cały czas mówimy, dla nauczycieli, alpinistów, pielęgniarek, sekre­tarek są znacznie bardziej niewyraźne i niełatwe do okre­ślenia. Bogaci, którzy wywodzą się z bogatych sfer, nie dadzą się łatwo zaszufladkować. Ci najbardziej wartościowi często mają poczucie winy za niezasłużone obfitości, które przyniósł im los i szukają okazji naprawienia zbrodni swe­go urodzenia, a inni, choćby bracia Menendez, nie mają żadnych moralnych skrupułów, są tak puści, jak puszka po jakimś napoju znaleziona na plaży. Starsze gospody­nie będą pełniej odzwierciedlać zespoły cech osobowościo­wych swych mężów niż młode, pracujące żony. W trakcie czytania o tych poglądach na temat kiści, które są przecież obciążone moimi uprzedzeniami, zareagujecie według swo­ich uprzedzeń. Jeśli spotkamy się w cztery oczy, żadne z nas nie wykaże uprzedzeń. Gdybyśmy nie byli w czymś zgodni, to przecież ty jesteś uprzedzony — nieprawdaż?

Niebezpieczeństwo zignorowania kiści: Klasyfikowa­nie ludzi według rasy, pochodzenia etnicznego, płci, po­ziomu życia czy zawodu jest dość niebezpieczne, a może nawet niewłaściwe i naganne. Aby móc podjąć odpowie­dzialne działania w celu uchronienia się przed spustosze­niem i zniszczeniem przez uprzedzenia, idea kiści wydaje się bardzo przydatna. Może nie jest „politycznie właściwa”, ale jest znacznie lepsza niż czytanie z kart.
Opowiem wam pewne zdarzenie. Wiele lat temu bro­niłem bankiera z Luizjany oskarżonego o defraudację. To­czyłem z nim boje, gdy przyjeżdżał do Wyoming, żeby mnie przekonać do zajęcia się jego sprawą.
Powiedziałem mu wprost:
—      Wie pan, nie lubię bankierów. Wygląda pan na mi­łego gościa, ale ja nigdy nie broniłem bankiera i szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego miałbym zrobić dla pana wy­jątek.
Starałem się przemawiać spokojnym głosem.
—      Drogi panie Spence — odrzekł. — Ze mnie jest ka­wał drania.
To zwróciło moją uwagę. Spojrzał na mnie, a jego wzrok był wyjątkowo smutny i poważny.
—      Jeśli włożę w sprawę dużo serca i energii, chcę coś w zamian. Chciałbym wierzyć, że osoba, której będę bronił, uczyni coś dla dobra społecznego. W przeciwnym wypadku
uważałbym, że zmarnowałem życie. Nie chcę marnować
życia.
Bankier wyjaśnił, że popadł w tarapaty tylko dlatego, że właściwie zrobił za dużo dobrego. Udzielał kredytów biedakom, którzy nigdy ich nie spłacili; nie powinien ich udzielać, ponieważ było to wbrew rygorystycznym przepi­som. Lekceważył żelazne zasady bankowości, według któ­rych bank daje ci kredyt wtedy, gdy nie potrzebujesz pie­niędzy, ale jeśli znajdziesz się w prawdziwej potrzebie, nie dostaniesz nic, nawet jeśli chciałbyś zastawić żonę i dzieci. Próbował też pomagać na starcie drobnym przedsiębior­com. Był lojalny wobec przyjaciół nie będących bankierami. Przekazywał darowizny czarnoskórej społeczności w swo­im mieście, dał sporo pieniędzy na uniwersytet zdomino­wany przez murzyńskich studentów. W konsekwencji zna­lazł się w konflikcie z prawem, aż wreszcie, jak powiedział, jego sprawa trafiła do prokuratora.
Nie pasował mi do całej rzeszy bankierów. Mimo to wcale nie chciałem go reprezentować. Przedyskutowałem ten przypadek z żoną.
—      Nie pojmuję, dlaczego nie bronisz tego biedaka — powiedziała. — Bankierzy też są ludźmi.
—      Zgoda — odparłem. — Każdy dewiant jest czło­wiekiem.
—      Można zakładać, że są niewinni — mówiła dalej.
—      Takie założenie odnosi się do każdego oskarżonego.
—      Mają prawo do obrony.
—      Każdy, komu postawisz zarzut, ma takie prawo.
—      Jesteś uprzedzony — orzekła. — Będziesz miał szan­sę wyzbyć się swych uprzedzeń.
Miała rację, jak zwykle. Im bardziej poznawałem tego człowieka, tym większą darzyłem go sympatią. W każdym można znaleźć coś pozytywnego, nawet w bankierze. W końcu wyraziłem zgodę i wziąłem tę sprawę.
W sądzie uświadomiłem sobie, że będziemy mieć do czynienia z konfrontacją czarnych z Luizjany i białego ban­kiera z Luizjany. W trakcie kompletowania składu ławyprzysięgłych zupełnie nieświadomie zacząłem dobierać ta­kich przysięgłych, których bym się nie obawiał, z którymi dałbym sobie radę. Urodziłem się w Wyoming i nie miałem wielu kontaktów z czarnymi, ale nie czułem żadnego za­grożenia ani niepokoju. Odczuwam pewną zdrową nieuf­ność wobec zwierzchniej roli białej społeczności. Wiem, jaką niesprawiedliwość wyrządzają biali, narzucając swą dominację nad pozbawionymi praw i bezradnymi. Wyra­stałem w biedzie. W szkole uczniowska elita nie akcepto­wała mnie, odmawiała wstępu do korporacji. Byłem paria­sem, który często chciał zdobyć niezależność, nawet za cenę wygnania. Czułem się osamotniony i odtrącony. W la­tach sześćdziesiątych zrozumiałem położenie czarnych i miałem dla nich dużo sympatii.
W miarę postępów w ustalaniu składu przysięgłych uz­mysłowiłem sobie, że dobrze byłoby, aby wszyscy byli czarni. Sądziłem, że ich rozumiem. Jeśli ich polubię, to i oni mnie polubią, a jeśli tak to wysłuchają mego wystąpienia. Tak właśnie układałem cały logiczny ciąg zdarzeń. Bankier zgo­dził się z tym wszystkim. Lubił czarnych i chciał w ich ręce złożyć swój los. Ponadto czarni przysięgli bez wątpienia zrozumieją, że bankier ich wybrał, zaufał im i z tego po­wodu okażą mu zaufanie. Ufność rodzi ufność. Ciągle gło­szę taką zasadę.
Prokurator z kolei, ze sobie znanych powodów, uważał, że czarni będą stać po stronie interesu państwa. Ostatecz­nie proces zaczął się z ławą przysięgłych, w której składzie było dziesięciu czarnych i dwóch białych. Próbowałem na­wet usunąć ze składu tych dwoje białych — farmera i go­spodynię domową, ale niczego nie wskórałem i ku memu rozczarowaniu pozostali.
Proces trwał wiele miesięcy. Podobnie jak za każdym razem, mieliśmy i wtedy przywódcę wśród przysięgłych — młodego Murzyna, który siedział w pierwszym rzędzie z lewej strony. Puszył się, nadymał, zadzierał nosa, wszys­tkim chciał pokazać, jaki jest ważny. W późniejszych re­lacjach składanych kolegom nazywałem go „Laluś”.
Laluś mnie polubił. Za każdym razem, gdy udało mi się „trafić” przeciwnika, uśmiechał się, rzucał w moją stro­nę przyjazne spojrzenie, z uznaniem kiwał głową.
przy końcu procesu doszedłem do wniosku, że Laluś nie tylko chciałby wyrosnąć na czołową postać ławy przy­sięgłych, ale może przyczynić się do uwolnienia mego klienta. Ponadto sam przekazał przysięgłym informację, że mój bankier wstawiał się wielokrotnie za czarnymi i nale­żałoby uważać go za osobę przyjazną. Wreszcie nabrałem przekonania i spróbowałem udowodnić, że niektórym cho­dzi tylko o to, aby poprzez skazanie mego klienta pokazać, kto ma władzę. Biurokraci chcieli wyrównać rachunki za jego nieprzejednaną, bezkompromisową odmowę współ­pracy z nimi.
Moje końcowe wystąpienie było znakomite, zawierało wszystkie reguły, techniki, idee i umiejętności, o których piszę na kartach tej książki. Zrobiłem ogromne wrażenie na przysięgłych. Sędzia ogłosił, że sprawa pozostaje bez rozstrzygnięcia i przysięgli rozeszli się do domów. Wycho­dząc z sądu, zobaczyłem przejeżdżającego Lalusia, który także mnie zauważył. Pomachał mi przyjaźnie ręką, uśmiech­nął się i pokazał palcami znak zwycięstwa.Później sędzia sam zarządził głosowanie i, co wprawiło mnie w zdumienie, dziesięciu czarnych głosowało prze­ciwko mnie, a dwoje białych, których chciałem usunąć ze składu, poparło moje stanowisko. Zignorowałem zjawisko kiści. Sprawdziło się: darzyłem sympatią czarnych przy­sięgłych i oni mnie lubili. Jednak ich głębokie uprzedzenie do bankierów, szczególnie białych bankierów, zwłaszcza tych, którzy ich popierali, przekazując sumy murzyńskim organizacjom (do których i tak nie mogli należeć), było motywem ich decyzji. Ich uprzedzenia, podobnie do mo- lch, były łatwe do przewidzenia. Nie zwracałem na nie uwagi w trakcie całego postępowania, jak i nie przywiązy- wałem wagi do swoich uprzedzeń, według których czarni są bardziej uprzedzeni do prokuratora niż przedstawicie- le administracji rządowej do mego bankiera. Powinienem lepiej wiedzieć. Wiedziałem lepiej. Sympatyzowałem z czar­nymi przysięgłymi, a moja postawa o mało nie doprowa­dziła mnie do klęski.
Biali przysięgli, jak można przewidywać, głosowali zgodnie z wzorcem swych cech, z ową kiścią. Farmer miał po dziurki w nosie wszystkich uciążliwych przepisów two­rzonych przez administrację państwową. Polubił mnie i mego klienta, który był hojniejszy i bardziej wielkodusz­ny w swej działalności obejmującej udzielanie kredytów niż większość bankierów, z którymi tenże farmer kiedy­kolwiek się zetknął. Gospodyni zrobiła po prostu to, co farmer. Każdy laik, który nigdy nie czytał tej książki, mógł­by przewidzieć wynik. W końcu koncepcja kiści to przed­wczesny osąd, uprzedzenie samo w sobie dotyczące ludzi o podobnych, zbliżonych potrzebach. To proces, w wyni­ku którego na podstawie własnych uprzedzeń określamy uprzedzenia innych. Proces taki pełen jest pułapek i wy­jątków. Jego skuteczność wypływa z faktu, że znalezienie jednego grona niesie ogromne prawdopodobieństwo znale­zienia podobnych. Przyjemność uczenia się o ludziach, po­znawania ludzi to znalezienie takiego owocu, takiego gro­na, które nas zaskoczy.

Poznawanie ludzi: Młodzi często mnie pytają, jakich przedmiotów powinni się uczyć w szkołach, żeby zostać dobrymi prawnikami, przygotowanymi do pracy w sądow­nictwie. Lepiej byłoby zapytać: czego trzeba się uczyć, że­by zostać człowiekiem? Czy chcemy odnosić sukcesy na sali sądowej czy radzić sobie w innych dziedzinach, gdzie potrzebne jest zrozumienie dla naszych braci i sióstr stą­pających po Ziemi? Ale jak? Jak zostać specjalistą w po­znawaniu ludzi? Niestety, w szkole tego się nie można na­uczyć.
Dzieci bogatych rodziców są często wysyłane do pry­watnych szkół, gdzie faszeruje się je archiwalną wiedzą przepełnioną łaciną i greką. Wyrządza się im krzywdę ta­ką edukacją. Znam argumenty na korzyść klasycznego wykształcenia. Zmierzam jednak do czegoś innego: sposób, w jaki odbieramy innych ludzi, zależy od tego, kim sami jesteśmy. Cały nasz bagaż doświadczeń, które zbliżone są do tego, co przeżyli inni, ułatwia zrozumienie drugiego człowieka i przewidywanie jego reakcji i postępowania. Robotnik lepiej zrozumie robotnika niż naukowiec. Nie ma nic bardziej smutnego, a może zabawnego, niż patrzeć na prawnika, który skończył jakąś sławną uczelnię i przema­wia do ławy przysięgłych złożonej z normalnych, zwyczaj­nych ludzi. Zasób słownictwa, składnia, metafory, jego przekonanie o skuteczności pewnych sformułowań obra­zują doświadczenia, na których opiera swe wystąpienie ad­resowane do sędziego i przysięgłych. Nieraz wychodzi na snoba albo robi wrażenie kogoś zbyt wyniośle pobłażliwe­go. Przysięgli nie nawiązują z nim żadnego porozumienia, nie ufają mu, ponieważ obce im są jego cechy.
Powtarzam tym młodym kandydatom do zawodu pra­wnika, że jeśli chcą odnosić sukcesy w „starciach” z ławą przysięgłych, muszą zdobyć jak najwięcej wiedzy o wszel­kich aspektach człowieczeństwa, najlepiej poprzez doświad­czenie. Twierdzę, że młodzi ludzie powinni dużo pracować, traktując pracę jako część edukacji, przygotowania do peł­nienia życiowych ról. Powinni poznać trud zdobywania gro­sza, radzenia sobie z opłatami za czynsz, poznać smak zmę­czenia po dniu ciężkiej pracy i zaznać radości wypełnienia choćby małych zadań. Chcę, żeby moje dzieci wiedziały, jak wywozić nieczystości z latryny, postawić dom, nosić cegły, stawiać ściany. Powinny umieć pielęgnować chorych, nawodnić pastwisko, wspinać się po górach, napisać wiersz, zaśpiewać pieśń, poleżeć nad rzeką i porozmyślać, zaznać miłości i cierpienia. Uważam, że młodzi, którzy nigdy nie musieli pracować, martwić się, ciężko czegoś zdobywać, są upośledzeni w takim samym stopniu, jak młodzi wychowy­wani w getcie.
Bogaci rodzice często popełniają błąd, wysyłając swe (‚zieci w jakieś bezpieczne miejsca, gdzie są one odcięte °d reszty świata — i oczekując, że tam staną się w pełnisprawnymi jednostkami przygotowanymi do życia w rze­czywistym świecie dorosłych. Nie można przygotować się do walki bokserskiej poprzez osiągnięcie mistrzostwa w ba­lecie (chociaż bokserom nie zaszkodziłoby, gdyby popra­wili swe taneczne umiejętności).

BLOKADA: Co zrobić po odkryciu uprzedzeń?

Poznawszy naturę i istotę uprzedzeń, musimy pamiętać to, o czym się dowiedzieliśmy — trafianie bezpośrednio w uprzedzenia jest jak krzyk w pustkę. Widziałem mnós­two prawników, którzy usiłowali przekonywać o swych racjach uprzedzonych sędziów lub przysięgłych, a po prze­granej zadawali sobie rozpaczliwe pytania: „Gdzie popełni­łem błąd? Co było moją słabą stroną? Przecież moje wystą­pienie i argumentacja były znakomite”. Źródłem porażki nie było wystąpienie, ale nieumiejętność odkrycia uprze­dzenia i nauczenia się sposobów na to, aby dać sobie z nim radę.

KLUCZ: Klucz nie otworzy wielu drzwi, jeśli zacięły się z winy uprzedzeń.

Własne dobro, mur nie do przebycia: Gdy ktoś wie, że jego własne dobro jest stawką w grze, nie ma szans na osiągnięcie nad nim przewagi. Dzieje się tak, ponieważ za­sadniczym celem, motorem działań każdej istoty, człowie­ka czy leśnej paproci, jest przetrwanie. Niezależnie od tego, z jakim kunsztem prowadzimy argumentację, nie wygramy, gdy inni muszą podjąć decyzję przeciw własnemu dobru.

Decydujący argument prowadzący do porażki: Przy­kładem może tu być argumentacja, do której sięgamy, zwra­cając się do drwala, aby przekonać go do oszczędzenia sta­rego lasu. Możliwość pracy przy wycince drzew jest pod­stawą jego egzystencji. Zrozumiałe zatem, że drwale są uprzedzeni do sowy plamistej, niewinnego ptaka, którego
nieszczęściem jest to, że stał się symbolem ruchów ochrony
środowiska.
Dla przedstawienia nieprzezwyciężonej trudności, którą napotykamy przy próbach bezpośredniego pokonania uprze­dzenia osadzonego w kategoriach przeżycia, dajmy drwalo­wi hipotetyczną władzę decydowania o wyrębie lasu. Nasze wystąpienie do drwala zaczniemy od potwierdzenia jego uprzedzenia. Zaakceptujemy potrzebę przetrwania.
—      Obaj rozumiemy, że zdobycie środków do życia wią­że się z wycinaniem tego lasu.
—      Tak, właśnie tak zarabiam na utrzymanie. A co pan chce zrobić? Zabrać moim dzieciom kolację ze względu na jakąś tam sowę?
—      Ma pan swoje powody. Ale zgodził się pan wysłu­chać moich argumentów przeciwko wycinaniu lasu i spró­bować podjąć bezstronną decyzję. Taka była umowa, praw­da?
—      Jasne, wysłucham pana. Potem wystrzelam te pta­szyska.
Następnie wypytuję go, jak zamierza pozostać bezstronny.
—      W jaki sposób zamierza pan zachować bezstronność i nie brać pod uwagę swych osobistych korzyści?
—      Co pan ma na myśli?
—      Jak pan postąpi, żeby na pana decyzji nie zaważyło dążenie do własnego dobra? Mimo wszystko nakarmienie rodziny jest najważniejsze, tak?
—      Trafił pan w sedno sprawy.
—      Jest nawet ważniejsze od tego, czy ktoś jest fair, zgoda?
—      Może.
—      Jak pan może być fair w takiej sytuacji?
—      Nie wiem. Spróbuję. Nic innego nie mogę obiecać.
—      W takich okolicznościach to nie fair z mojej strony, żeby nawet prosić pana o bezstronność. Gdybym to ja był na pana miejscu, nie wiem, czy sam też bym się zdobył na bezstronność. Chyba nikomu by się to nie udało, jeśli w grę wchodzi dobro rodziny i środki utrzymania.
Nie odezwał się.
—      Czy mogę podpowiedzieć panu, w jaki sposób po­zostać bezstronnym?
—      Dobrze.
—      Niech pan sobie wyobrazi, że stanowi pan organ naj­wyższej władzy. Ma pan absolutną moc decydowania o wszystkich żyjących istotach. Pana pragnieniem jest za­pewnić doskonałą sprawiedliwość. Czy może pan sobie to wyobrazić, chociaż na chwilę?
—      Nie wiem. Czy mam odegrać rolę Boga?
—      Taką władzę pan tu posiada, nieprawdaż? Ten las, ta puszcza, stanowi swoisty wszechświat, który ewoluował przez miliony lat, a dla niezliczonych roślin, zwierząt, drzew i innych żyjących organizmów pana decyzja będzie decyzją boską. Czy uważa pan, że jako bóg lasu może pan podjąć sprawiedliwą i szlachetną decyzję?
—      Stawia mnie pan w ciężkiej sytuacji.
—      Oczywiście, ale jako bóg lasu ponosi pan olbrzymią odpowiedzialność. Nie jest łatwo być Bogiem.
W tym momencie drwal poczuł upoważnienie do decy­dowania. Wie, że to tylko on sam podejmuje decyzję. Ponad­to uświadomiłem mu, że jego dobro kłóci się nieco z losem wielu stworzeń tworzących leśny świat. Zgodził się także zostawić na boku osobiste korzyści, chociaż przyznał, że nie będzie to łatwe; prawdopodobnie zrozumiał jeszcze jed­no: jeśli będzie kierował się tylko dobrem swojej rodziny i swoim, to decyzja nie zostanie odebrana jako bezstronna. On właśnie decyduje o losie sowy plamistej.
Teraz mogę zacząć opowiadać coś z historii.
—      Powiem panu prawdziwą historię. Do końca XVIII wieku przywieziono do obu Ameryk około dziesięciu do piętnastu milionów Murzynów z Afryki, niewolników, co stanowiło tylko jedną trzecią liczby kobiet i mężczyzn, któ­rzy zostali schwytani przez handlarzy. Dwie trzecie zmarło. Czarnoskórych pakowano do ładowni statków jak śledzie w beczce. Jak pisał jeden z naocznych świadków, pokład, gdzie stłoczono niewolników, wyglądał „jak rzeźnia, wszys­tko zakrwawione”.
W 1637 roku „Desire”, pierwszy amerykański statek z niewolnikami, płynął z Marblehead. Ładownie miał po­dzielone żelaznymi belkami na boksy o wymiarach sześć­dziesiąt na sto osiemdziesiąt centymetrów, które były dodatkowo wyposażone w kajdany i kraty. Według ofi­cjalnych rządowych opracowań, Afryka straciła około pięćdziesięciu milionów ludzi, tych, którzy stali się nie­wolnikami bądź zmarli w drodze do Nowego Świata.
—      Ale jak się to wszystko ma do tej cholernej sowy? Przecież to nie człowiek.
—      Słusznie. Sowa, tak jak czarni niewolnicy, jest ży­wym stworzeniem bez żadnych praw.
—      Ale sowa to nic innego jak pieprzone ptaszydło. Nie­wolnicy byli ludźmi.
—      Zgadza się. Czy przyjmie pan jednak do wiadomości to, że niewolników postrzegano jako przedmioty, dzikusów, którzy po złapaniu stawali się rzeczami i mogli być sprze­dawani, kupowani, niszczeni wedle woli właścicieli?
Pytanie pozostało bez odpowiedzi.
—      Drzewa są także dzikie, zaś po wycięciu przechodzą na czyjąś własność, stają się rzeczą, a może jest inaczej?
—      Drzewa to drzewa.
—      Tak więc kwestia, czy niewolnik, czy drzewo jest przedmiotem, zależy jedynie od tego, co ludzie uważają za przedmiot, rzecz.
Znów bez odpowiedzi.
—      Według mnie to, czy ludzie są traktowani jako przed­mioty bez praw, czy jako obywatele z przysługującymi im prawami, zależy wyłącznie od tego, kto jest u władzy. Czy tego samego nie można odnieść do lasu? Własność i władza są nierozerwalnie powiązane; czy pan się z tym zgadza?
—      O co panu chodzi?
—      Cóż, w związku z tym, że nie mamy już władzy nad czarnymi, nie możemy ich przekształcić w przedmioty. Jeśli Pan nie miałby władzy nad lasem, nie mógłby pan też prze­istoczyć lasu w przedmiot. W końcu to, czy las jest, czy nie jest czyjąś własnością, zależy od tego, kto jest u władzy.
—      I CO?
—      To, że dziś uważamy stare, dojrzałe drzewa za naszą własność nie dlatego, iż są własnością, ale dlatego, że ma­my władzę, aby je za własność uważać.
—      To, co?
—      To, że pan ma władzę. Czy uzna pan stary las za rzecz, czy będzie pan skłonny spojrzeć na to wszystko ina­czej?
—      Może tak, może nie.
—      Czy możemy być zgodni co do jednego, a mianowi­cie co do tego, że władanie samo w sobie nie ustala, co jest dobre, a co nie? To, że właściciele niewolników mieli dość władzy, by posiadać niewolników nie usprawiedli­wiało takiego posiadania.
—      Widzę, że odeszliśmy dość daleko od sprawy sowy plamistej.
—      Prawo własności nie ustala moralnych reguł. Dobro i zło istnieją niezależnie od własności, prawda?
—      Chyba tak. Nie bardzo podoba mi się to, dokąd pan zmierza.
—      Posiadanie lasu nie usprawiedliwia jego zniszczenia, nieprawdaż?
Kolejne pytanie pozostało bez odpowiedzi.
—      Według mnie, jeśli zdecydowałby się pan wyciąć las, nie mógłby pan tłumaczyć tego tym, że jest pan wła­ścicielem albo że miał pan prawo do decydowania o jego losie. Chyba się nie mylę?
—      Odbiegamy od tematu.
—      Posiadanie wiąże się z odpowiedzialnością, może nie?
W odpowiedzi znów milczenie.
—      Jeśli posiada pan konia, nie może go pan zamorzyć głodem na śmierć i tłumaczyć potem, że tak się panu za­chciało, bo był pan jego właścicielem, racja?
—      Tak.
—      Dam panu inny przykład. Przypuśćmy, że posia­dam jakiś cenny obraz, na przykład van Gogha. Czy mam obowiązek go zachować, czy mogę go zniszczyć, jeśli będę miał na to ochotę?
—      No, obraz to nie koń.
—      Ale czy nie zgodziłby się pan z tym, że cały świat zainteresowany jest zachowaniem arcydzieł malarstwa, a prawa wszystkich ludzi do zachowania obrazu są wię­ksze niż prawo jednostki, wynikające z zasady własności, do postąpienia z obrazem według własnej zachcianki?
—      Nie mam takiej pewności.
—      Pójdźmy nieco dalej. Skąd pochodzi prawo własno­ści, prawo posiadania? Czy to prawo boskie? Czy pochodzi od Boga?
—      Sam nie wiem. Mam wątpliwości.
—      To prawo człowieka, tak?
—      Chyba tak.
—      Jeśli jest to tylko kwestia praw ludzkich, czyż nie jest zatem możliwe, żeby takie prawo zostało zmienione przez człowieka dla zwiększenia korzyści?
—      Brzmi to dość poprawnie.
—      Czyż nie wierzymy w to, że wszelkie zasady po­winny być tworzone dla dobra jak największej liczby ludzi?
—      Na tym polega demokracja.
—      Odnosząc te zasady do problemu naszego lasu, na­leży zapytać, czy zachowanie lasu będzie korzystne dla ludzi dzięki uchronieniu unikatowego świata kwiatów, drzew, ptaków, zwierząt, a przy tym — czy zgadza się pan, że możemy zmienić zasady własności tak, aby jeden czy kilku ludzi nie było w stanie zniszczyć wszechświata dla realizacji prywatnego interesu?
—      A co z moją pracą?
Tu cię mam! Niemożliwy do przebrnięcia mur, który wszystko powstrzymuje — mur własnego, prywatnego do­bra. Niezależnie od tego, jak mocno walimy w ten mur, jak bardzo chcemy go pokonać, pozostaje on nie do przebycia. Instynkt przetrwania jest zakodowany w genach. Jest silniej­szy niż rozum każdego z żyjących gatunków.
—      Zgodził się pan nie brać własnych korzyści pod uwagę.
—      Ale mam też swoje prawa.
—      Oczywiście, że tak. Lecz jako bezstronny sędzia bę­dzie pan musiał zapomnieć o swych prawach i wydać orze­czenie, kierując się jedynie sprawiedliwością, prawda?
—      Uważam, że mam więcej praw niż zasrana sowa.
—      Kto dał panu te prawa?
—      To są moje prawa należne obywatelowi Stanów Zjed­noczonych, należne człowiekowi.
—      Czy ma pan je od urodzenia?
—      Tak.
—      Z jakimi prawami przychodzą na świat inne stwo­rzenia?
—      Nie mają żadnych praw.
—      Dlaczego?
—      Drzewa i robactwo nie mają praw.
—      Kto to powiedział?
—      Ja tak mówię.
—      Czy jest to decyzja bezstronnego sędziego posiadają­cego „najwyższą władzę na świecie”, czy drwala, który ma na utrzymaniu rodzinę?
—      W tym wypadku nie ma różnicy.
Takie rozumowanie zaprezentowane nauczycielowi z Sioux Falls lub artyście z Nowego Jorku (żaden z nich nie ma rodziny czy przyjaciół, których by to dotyczyło) odniosłoby pozytywny skutek. Możliwe, że uznaliby moje wystąpienie przeciw wyniszczeniu starego lasu za logicz­ne i słuszne. Wynik jednak byłby pewnie podobny jak w poprzednim wypadku. Podejrzewam, że większość lu­dzi uważa, iż człowiek ma więcej praw niż sowa plamista. Takie jest uprzedzenie naszego gatunku.
Zmiana argumentu: Kierunek działania argumentu moż­na nieco zmienić, aby zrobić z niego narzędzie zwycięstwa. Zmiana polegać będzie na zwróceniu się ku dobru własnemu innych. Mogłoby to wszystko przybrać następującą postać:
—      Praca drwala jest ciężka, prawda?
—      Trafił pan w dziesiątkę.
—      W lesie mogą się zdarzyć nawet śmiertelne wypadki, nie mówiąc już o kalectwie, a rodziny muszą potem prze­żyć za psi grosz.
—      Słusznie.
—      Robota jest ciężka. Wiem, że człowiek jest wykoń­czony po całym dniu, nie?
—      Racja.
—      Nie jest to stałe zajęcie. Czasem jest, czasem nie.
—      Ma pan rację.
—      Czy lubi pan tę pracę?
—      Tylko tyle umiem. Lubię przebywać w lesie.
—      Czy popierałby pan plan umożliwiający zachowanie lasu i dający bezpieczną, stałą pracę, którą by pan polubił i która byłaby dobrze płatna?
—      Zastanowiłbym się nad tym.
—      Czy zostałby pan członkiem komisji opracowującej taki plan?
—      Jasne. W zasadzie nie lubię wycinania tych olbrzy­mich, starych drzew. Nie mogę ścierpieć odgłosu, gdy walą się na ziemię. Brzmi to jak ich płacz.
Przydzielenie drwala do komisji jest niezbędnym ak­tem jego upełnomocnienia; pamiętajmy, że nie możemy osiągnąć przewagi i zwycięstwa wtedy, gdy inni nie ma­ją władzy, by zaakceptować lub odrzucić naszą argumen­tację. Przypuśćmy, że on i jemu podobni zostają zaan­gażowani przez jakąś firmę farmaceutyczną do zbierania próbek roślin służących do opracowania nowych leków. Załóżmy, że może dostać pracę jako przewodnik albo za­trudni się w fabryce materiałów budowlanych.
W takich okolicznościach usłyszymy drwala, który na­prawdę kocha las, przyjmuje wszystkie moje argumenty Wysuwane dla uratowania puszczy i jej symbolu — sowy Plamistej. Wtedy drwal najprawdopodobniej powie:
—      To przecież taki piękny ptak. Nie zostało ich już zbyt wiele. Ludzie mogą budować domy z czegoś innego niż drewno. Sowa może żyć tylko w lesie.
Odczytałem to wszystko jednemu z przyjaciół. Gdy skoń­czyłem, odezwał się:
—      Powiem ci, co o tym myślę. Wydaje mi się, że jedna sowa plamista jest ważniejsza od jednego człowieka, po­nieważ ona jest już prawie na wymarciu, a gatunek ludzki tak się rozwija i rozprzestrzenia, że grozi mu śmierć gło­dowa.
—      Słusznie to zauważyłeś — odpowiedziałem. — Ale czyje życie byś poświęcił za sowę? Może życie głodującego dziecka w New Delhi?
—      Może czyjeś inne? — odparł.
—      Którego dziecka z New Delhi?
Nie odpowiedział.
—      A twojego dziecka?
—      Spokojnie — powiedział. — Zmieńmy temat.

W konfrontacji z uprzedzeniem logika i sprawiedliwość stają się bezsilne. Nadal powinniśmy prowadzić spór i do­chodzić prawdy, chociaż w obliczu uprzedzenia nie ma szans na wygraną. Gdy spotykamy się ze stwierdzeniem, że wszyscy Latynosi są z natury leniwi, Irlandczycy są roz­lazłymi pijakami, a kobiety mniej przystosowane do peł­nienia odpowiedzialnych stanowisk, wtedy także mamy obowiązek wobec siebie, aby podejmować spór, wysuwać swoje argumenty i występować przeciw uprzedzeniom.
Uprzedzenie innych — plama na ich honorze okaże się prawdopodobnie silniejsza niż nasze argumenty. Znamię uprzedzenia jest często nie do usunięcia.
Sprawa osobista: Kilka lat temu mój bliski przyjaciel, jego cudowna żona i ich osiemnastoletni syn, dobrze zapo­wiadający się sportowiec, zginęli w domu podczas snu w wyniku wybuchu podłożonej bomby. Człowiekiem od­powiedzialnym za tę zbrodnię był długoletni kryminalista, handlarz narkotyków, który wynajął do tej roboty jakiegoś miejscowego zbira. Niedługo potem, gdy zostałem wyzna­czony jako oskarżyciel w tej sprawie, zabito głównego świadka, który miał złożyć zeznania przed wielką ławą przysięgłych.
Zawsze byłem twardym przeciwnikiem kary śmierci. Wierzyłem głęboko, że nie powstrzymamy zabijania na uli­cach, dopóki rząd nie zatrzyma rzezi ludzi w domach i na całym świecie. Zabijanie to zabijanie, bez względu na to, czy dokonane przez rząd, grupę złożoną z jednostek, z nas, czy przez mordercę.
Gdy przyszedł czas na wystąpienie przeciw mordercy, sprawcy bezsensownej śmierci czworga ludzi, których zna­łem, okazało się, że zastosowałem się ściśle do litery prawa i jako specjalny oskarżyciel wniosłem o wymierzenie kary śmierci. Zabójca został skazany, a po ponad 12 latach od­wołań wyrok wykonano. Przypominam sobie te ciężkie la­ta, gdy moje moralne przekonania zderzyły się bezpośred­nio z literą prawa.
Bardzo łatwo stać gdzieś na uboczu, nie angażować się, nie włączać, wydawać orzeczenia i wołać obłudnie zupełnie w próżnię. Łatwo jest walczyć z moralnymi przekonaniami tak, jak ja to uczyniłem w sprawie zachowania lasu, gdyż to nie ja miałem stracić pracę i nie moja rodzina mogła odczuć skutki tego postępowania. Łatwo przekonywać, że życie sowy plamistej jest ważniejsze niż życie człowieka, dopóki nie jest to życie moje lub mojego dziecka, które na­leżałoby poświęcić. Łatwo także głosić sprzeciw wobec kary śmierci, dopóki nie dotyczy to zabójstwa mojej żony, dzie­cka lub przyjaciela. Jedynie święci są zdolni zrezygnować z własnych korzyści, ale nawet oni pozostają bezinteresow­ni, aby zachować swą ogromną i nieodpartą osobistą potrze­bę doprowadzenia do sprawiedliwości na świecie.
Rozpoznanie i pokonywanie uprzedzeń społecznych:
Będąc członkami jakiejkolwiek społeczności, stykamy się z jej uprzedzeniami o różnym charakterze i zabarwieniu. Jesteśmy uprzedzeni do gospodarki nastawionej na zysk i gospodarki skrępowanej przepisami. Twardo bronimy de­mokracji i odcinamy się od totalitaryzmu. Uważamy, że muzułmanie są podejrzani, a chrześcijanie uczciwi i szcze­rzy. Akceptujemy nasze uprzedzenia jako normy społecz­ne. Postawy społeczne są znane, określone, łatwe do mani­pulowania.
Siły, które decydują o tym, co jest politycznie poprawne, a co nie, mogą być zarówno pożyteczne dla społeczeństwa, jak i oddziaływać niszczycielsko. „Politycznie poprawne” idee nazistowskich Niemiec doprowadziły do najbardziej ohydnych zjawisk, jakie zna historia ludzkości.
Gdyby nie zniewolenie poprawnym politycznie myśle­niem, można by liczyć na sprzeciw w stosunku do budzą­cego nienawiść i odrazę rasizmu oraz nie usprawiedliwio­nego niczym seksizmu. W dążeniu do zrozumienia władzy politycznej poprawności wciąż jesteśmy gotowi babrać się w odmętach tych niesławnych czasów. Uważam, że posta­wy społeczne, podobnie do indywidualnych uprzedzeń, mogą być dobre i złe.
Sprawa pani Marcos a opinia społeczna: Wspomnia­łem już wcześniej o tym, że broniłem pani Imeldy Marcos w sądzie federalnym w Nowym Jorku. Sprawa stała się klasycznym przykładem działania uprzedzeń, które wpły­nęły na opinię społeczną. Po obaleniu Ferdinanda Marcosa przez reżim Aquino zarówno samemu Marcosowi, jak i jego żonie postawiono wiele zarzutów obejmujących wszelkie możliwe oskarżenia znane FBI, w tym wymuszanie i oszu­stwa.
Zanim sprawa dotarła do sądu, było już powszechnie wiadomo, że pani Marcos, ciesząca się wcześniej przyjaź­nią kilku dawnych prezydentów Stanów Zjednoczonych oraz ich żon, nagle stała się pospolitą kryminalistką, którą należałoby powiesić głową w dół na Times Square.
Opinia społeczna domagała się skazania pani Marcos, zesłania jej gdzieś daleko, gdzie nie mogłaby założyć żadnej z trzech tysięcy par butów. Rudolph Giuliani, burmistrz
Nowego Jorku, w tamtych czasach pełniący urząd ministra sprawiedliwości, obawiał się powszechnego uprzedzenia, jakie jej okazywano. Gwarantował na piśmie, że zostanie skazana. Niewielu jednak z tych, którzy ją potępiali, miało kiedykolwiek sposobność do poznania jej. Wziąłem tę spra­wę, gdyż mimo panującej opinii społecznej wierzyłem, że rząd Stanów Zjednoczonych nie ma żadnego prawa wcis­kania nosa w wewnętrzną politykę Filipin poprzez oskar­żanie wdowy po prezydencie. W końcu największą zbrod­nią okazała się jej lojalność w stosunku do męża, zarówno przed jego śmiercią, jak i po.
Proces trwał przez trzy miesiące. Przysięgli, dobrani bardzo rozważnie, nie ugięli się pod naciskiem opinii spo­łecznej i uwolnili panią Marcos od wszelkich zarzutów i oskarżeń. Strona rządowa okazała się tak słaba, że wcale nie musiałem wzywać żadnych świadków obrony ani na­wet prosić moją klientkę o składanie wyjaśnień. Zarzuty — domniemane szastanie pieniędzmi, powiązania z polityką finansową prowadzoną przez jej męża — były obliczone na wywołanie oburzenia ze strony biednych nowojorskich przysięgłych, z których wielu z trudem wiąże koniec z koń­cem.
W czasie rozprawy prasa, dając wiarę wszystkiemu, co pisano i przyjmując za prawdę opinię społeczną, którą sa­ma stworzyła (jakoby pani Marcos była uosobieniem wszel­kiego zła), prowadziła kampanię oszczerstw i pomówień. Codziennie rano kupowałem gazety, aby przeczytać nie­stworzone historie o całym procesie. Byłem zdumiony. Czy­tając relacje prasowe, odnosiłem wrażenie, że reporterzy przysłuchują się zupełnie innej sprawie, a nie tej, w której ja sam uczestniczę. Można było wywnioskować, że oskar­żenie wspierane jest przez zeznania każdego z powołanych świadków, podczas gdy w rzeczywistości żaden z nich nie przypisywał mojej klientce przestępstw. W rzeczywistości świadkowie poręczali za jej dobro i przyzwoitość. Doszło do tego, że nawet sędzia prowadzący rozprawę głośno wy­powiadał słowa zdziwienia, że sprawa trafiła do sądu.
Jedna z gazet posunęła się do tego, że przysłała rankiem reportera, którego zadaniem nie było przeprowadzenie wy­wiadu z panią Marcos ani zbieranie o niej informacji, ale zrobienie zdjęcia pokazującego jej buty. Były to czarne la­kierki, a bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że no­siła tę samą parę kilka dni z rzędu. Gazeta owa rozgrzewała atmosferę, utrzymując, iż ta nikczemna, zdeprawowana ko­bieta miała aż trzy tysiące par butów. Zatrzymałem kiedyś tego reportera, żeby mu powiedzieć, iż moja klientka ma tyle butów, ponieważ na Filipinach jest wiele fabryk, a pa­ni Marcos, jako pierwsza dama Filipin, otrzymywała setki par od producentów, którzy chcieli, aby nosiła tylko ich obuwie. Przyznała mi się też, że większość tych butów najzwyczajniej trzyma w jakiejś tam szafie, gdyż mają nie­odpowiedni rozmiar. Ten fakt, oczywiście niezgodny z opi­nią społeczną, nigdy nie został podany do publicznej wia­domości.
Jeden szczególnie cyniczny gość z mediów był tak za­ślepiony przez swe uprzedzenia, że gdy pani Marcos upad­ła na sali sądowej, uderzyła głową o stół i zalała się krwią w wyniku pęknięcia naczyń krwionośnych żołądka, pod­biegł do mnie i bezczelnie zapytał, skąd miałem kapsułkę z czerwoną farbą dla mojej klientki.
Pani Marcos została zabrana do szpitala, gdzie przez wiele dni pozostawała pod opieką lekarzy, zanim była w stanie wrócić do sądu. Jeszcze teraz, gdy staję wobec opinii głoszącej, że jest ona złą osobą, odbywam rozmowę, która zaczyna się zwykle następująco:
—      Żywiłem dla pana wielki szacunek, panie Spence, zanim zajął się pan sprawą tej Marcos. Co pana do tego skłoniło? Pieniądze? Jeśli to tylko pieniądze, to mogę zro­zumieć i wybaczyć — mówi ktoś, kto wie, że pani Marcos jest demonem.
—      Z pewnością nie lubi pan mojej klientki.
—      Tak właśnie jest.
—      Musiał pan spędzić z nią wiele czasu i dobrze ją poznać.
—      Nigdy w życiu jej nie spotkałem.
—      To dziwne, wiem, że jest pan uczciwym człowie­kiem. Musi pan w takim razie znać kogoś, kto znał ją oso­biście.
—      Wcale nie.
—      Może czytał pan o niej coś, co się panu nie spodobało?
—      Jasne, codziennie czytuję gazety.
—      No, właśnie! Odkrył pan najważniejszą zasadę, na której pan polega: jeśli coś jest w gazecie, wówczas staje się to ewangelią.
—      Proszę mi tego nie przypisywać.
—      Być może ja jestem jedyną osobą na świecie, która osobiście zna panią Marcos. Spędziłem z nią wiele dni w najtrudniejszych warunkach w czasie procesu. Gdyby pan chciał posłuchać, z przyjemnością opowiedziałbym wszystko, co o niej wiem.
Takie wystąpienia służą tylko mnie samemu. Nigdy je­szcze nikt nie wyznał, że po tym, co powiedziałem, od­rzucił to, co głosi opinia publiczna.
Jak (nieraz) przeciwstawić się uprzedzeniom społecz­nym: Jak przeciwstawić się burzy rozpętanej przez uprze­dzenia społeczne? Nie weźmiecie kursu na wprost. Będzie­cie halsować niczym żaglówka kierująca się ku akwenom nawiedzonym sztormem. Gdybym, na przykład, miał wy­stąpić przeciw opinii społecznej głoszącej, iż adwokaci bro­niący przestępców manipulują przepisami tak, że ich winni klienci wymykają się wymiarowi sprawiedliwości dzięki lu­kom prawnym, wtedy prowadziłbym cały wywód następu­jąco (rozmowa w takiej sytuacji zaczyna się pytaniem, które Jest niczym innym jak zawoalowanym atakiem):
—      Panie Spence, proszę powiedzieć, czy kiedykolwiek reprezentował pan kogoś, kto był według pana winien prze­stępstwa, o które był posądzony? (Tak postawione pytanie nie daje szans na zdobycie przewagi.)
—      Zadał pan ciekawe pytanie. Jeśli odpowiem „tak”, wtedy natychmiast zostanę uznany za łotra. Gdy odpowiem „nie”, zarzuci mi pan, że kłamię. Czy mam odpowiedzieć jako łotr, czy jako kłamca?
—      Sprytna odpowiedź. Zasługuje pan na swą dobrą re­putację i sławę.
—      Może ja teraz zadam pytanie. Czy jeśli jest pan u le­karza, to pyta on, czy choroba, na którą pan cierpi, nie jest skutkiem popełnienia przez pana przestępstwa?
—      Oczywiście, że nie.
—      Czy lekarz odmówiłby pomocy, gdyby pan kiedy­kolwiek był winien jakiejś zbrodni?
—      Oczywiście, że nie.
—      Na pewno nie wydałby żadnego sądu, zanim zgo­dziłby się udzielić pomocy?
—      Zaciekawia mnie pan.
—      Musi pan oczywiście przyznać, że ma pan prawo oczekiwać pomocy od lekarza bez wcześniejszego podda­wania się jego ocenie moralnej.
—      Jasne.
—      Mój klient ma też pewne uprawnienia ustawowe. Dopóki ponad wszelką wątpliwość ława przysięgłych nie uzna go winnym, dopóty uważa się go za niewinnego. Wię­kszość z nas o tym zapomina — gwarancje są zapisane w konstytucji.
—      Teraz to mnie pan zaciekawia.
—      Cóż, staram się po prostu ustalić, że mój klient ma prawo do pomocy ze strony adwokata, jak i pan ma prawo do pomocy medycznej bez wcześniejszej weryfikacji pana postawy moralnej.
—      To znaczy, że reprezentował pan ludzi, o których pan wiedział, że są winni, tak?
—      Gdyby był pan oskarżony o popełnienie przestę­pstwa i przyszedł do mnie, czy ja miałbym ustawić w biu­rze konfesjonał i najpierw wysłuchać pańskiej spowiedzi, a dopiero później zająć się sprawą?
—      Bardzo sprytne.
—      Należałoby postawić pytanie o takiej treści: „Jakich praw oskarżonego, winnego albo nie, ma bronić uczciwy i szanowany adwokat?” Jeśli zada pan takie pytanie, chęt­nie udzielę na nie odpowiedzi.
—      Dobrze. Załóżmy, że pytanie zostało zadane.
—      Każdy prawnik wie, że zanim obywatel tego kraju zostanie skazany, państwo musi udowodnić mu winę na podstawie obowiązujących przepisów, z których najważ­niejsze są zapisane w konstytucji. Zasady te chronią nasze prawa jako obywateli Ameryki i stanowią obronę przed uciskiem i tyranią państwa. Każdy uczciwy prawnik ma obowiązek uważać, że osoba oskarżona o popełnienie przestępstwa, winna lub niewinna, nie jest skazana, chy­ba że państwo w godziwy i zgodny z przepisami spo­sób dowiedzie winy. Ta wzniosła idea różni nasz kraj od innych.
—      Poważny ton.
—      Niech pan to przemyśli.
—      A luki w prawie, które zawsze znajdujecie?
—      To, co stanowi „lukę” dla „tych paskudnych prze­stępców” jest waszym uświęconym prawem zapisanym w konstytucji, na wypadek gdyby, Boże broń, pan albo ktoś z pańskiej rodziny został o coś oskarżony.
—      A tak na marginesie, kto według pana zdobędzie w tym roku mistrzostwo w futbolu?
Zakorzenione uprzedzenia: Dochodzimy wreszcie do ta­kich sytuacji, w których stajemy naprzeciw ludzi, ulegają­cych silnym, zakorzenionym uprzedzeniom. Dyskusja jest wtedy zupełnie niemożliwa. Zwycięstwo można osiągnąć jedynie dzięki potulnemu słuchaniu. Spróbujcie na przykład przekonać kogoś, kto bardzo dokładnie czyta Biblię, że czło­wiek powstał w wyniku długotrwałego procesu ewolucji, a nie został stworzony przez Boga w siódmym dniu. Wielki prawnik Clarence Darrow usiłował walczyć przeciw takim zakorzenionym uprzedzeniom w głośnej sprawie Scopesa w 1932 roku, zwanej sprawą „małpy”. Niestety przegrał. Wolałbym mieć umysł otwarty poprzez cud niż zamknięty przez wiarę.Zwycięstwo jest, jak wcześniej zdefiniowałem, otrzyma­niem tego, czego chcemy. W dłuższej perspektywie chcemy prowadzić czynne życie, by móc je spożytkować dla owoc­nych działań. Nie chcemy go zmarnować. Zachowałem so­bie prawo wyboru, w jakich bitwach mam wziąć udział, jakich argumentów i przeciw komu używać. Gdybym był generałem, nie wysyłałbym swoich żołnierzy do walki z ufortyfikowanym przeciwnikiem, żeby uchronić ich przed niechybną śmiercią. Powinniśmy dbać o siebie tak, jak generał dba o swych żołnierzy. Zwycięstwo nie zawsze jest zwycięstwem. Nieraz jest rozsądnym taktycznie odwro­tem, szczególnie w obliczu niezmiennego uprzedzenia — w obliczu nieprzeniknionego sklepienia zamykającego lub zniewalającego umysł.
PODSUMUJMY: Zawsze znajdą się takie argumenty, któ­rych można używać w obliczu nieprzezwyciężonego uprze­dzenia. Przeważnie jednak są wysuwane, gdyż istnieje ta­ka konieczność. Czasem, gdy potrafimy wskazać innym ich osobistą korzyść, argument okazuje się skuteczny. Rzadziej się zdarza, iż argumentacja uczuli innych na ich uprzedze­nia. Niekiedy trafimy za jej pomocą do przekonania komuś, dla kogo nie była przeznaczona i zdziałamy dużo dobrego.
Nieraz wzmacniamy swą pozycję, przedstawiając wy­wód, którego nie doprowadzimy do szczęśliwego końca, ale ostatecznie argumenty rzadko zmieniają uprzedzenia. Chrystus miał swym słowem zmienić świat, ale Jego sło­wa odnosiły się do zbawienia, a ponadto budziły lęk przed potępieniem w wypadku ich odrzucenia. Mając takie wspar­cie naszych argumentów, też moglibyśmy zmienić bieg hi­storii.
Tak więc uważajcie na uprzedzenia. Pamiętajcie, że nie zawsze da się wygrać spór z każdym. Gdyby było inaczej, świat już dawno temu zostałby opanowany przez logikę i sprawiedliwość, a gdybyśmy się temu przeciwstawili, zostalibyśmy bez pracy, nieprawdaż?

 

Skan książki jest dostępny TUTAJ

 

Zobacz na:
Myślenie pojęciowe, a myślenie stereotypowe
http://forum.wybudzeni.pl/index.php/topic,302.0.html

 

Kilka fragmentów na zachętę z książki „Droga pełniejszego mężczyzny” – David Deida

1. Nie licz na to, że cokolwiek się zakończy
Większość mężczyzn popełnia błąd myśląc, że pewnego dnia nastąpi koniec. Myślą, że jeśli będę pracował wystarczająco dużo, to pewnego dnia będę mógł odpocząć”. Albo „Pewnego dnia moja kobieta coś zrozumie i wtedy przestanie narzekać”. Albo „Robię to tylko chwilowo, żebym pewnego dnia mógł robić to, co naprawdę chcę robić w życiu”, Błędem mężczyzny jest myślenie, że ostatecznie sprawy będą wyglądać inaczej w jakiś fundamentalny sposób. Nie będą. To się nigdy nie kończy. Jak długo trwa życie, twórczym wyzwaniem jest walczyć, grać I kochać się z chwilą obecną, jednocześnie ofiarując swój wyjątkowy dar.
To się nigdy nie skończy, więc przestań czekać aż przyjdzie to lepsze. Poświęć od teraz minimum jedną godzinę dziennie, by robić to, co odkładasz na później, czekając na ustabilizowanie się twojej sytuacji finansowej lub na chwilę, kiedy twoje dzieci dorosną i opuszczą dom lub do momentu, kiedy zrealizujesz swoje zobowiązania i poczujesz się wolny, by robić to, co chcesz robić naprawdę. Nie czekaj już dłużej. Nie wierz w mit „pewnego dnia, gdy wszystko będzie wyglądało inaczej”. Rób to, co kochasz robić, na co czekasz by robić, co urodziłeś się by robić, teraz.
Przynajmniej jedną godzinę dziennie rób to, co zwyczajnie kochasz robić – co w głębi serca czujesz, że powinieneś robić – pomimo codziennych obowiązków, które pozornie cię ograniczają. Ostrzegam jednak już teraz: może się okazać, że nie potrafisz lub nie będziesz tego robił, że w gruncie rzeczy twoje wyobrażenie przyszłego życia jest tylko fantazją.
Odwlekanie jest najczęstszą wymówką dla braku twórczej dyscypliny. Brak pieniędzy i zobowiązania rodzinne nigdy nie powstrzymują mężczyzny, który naprawdę chce coś zrobić, ale dostarczają wymówek mężczyźnie, który od początku nie jest gotowy na twórcze wyzwanie. Dowiedz się dzisiaj, czy jesteś gotowy robić to, co konieczne, by ofiarowywać swój dar w pełni. Jako pierwszy krok, poświęć dzisiaj przynajmniej godzinę na dawanie swojego najpełniejszego daru, czymkolwiek jest on na dzień dzisiejszy, tak byś kładąc się spać, wiedział, że nie mogłeś przeżyć tego dnia z większą odwagą, bardziej twórczo i ofiarnie.
Poza mitem, że pewnego dnia twoje życie będzie fundamentalnie inne, możesz też wierzyć i mieć nadzieję, że pewnego dnia twoja kobieta zasadniczo się zmieni. Nie czekaj. Załóż, że zawsze będzie taka jaką jest obecnie. Jeśli jej zachowanie czy nastroje są dla ciebie naprawdę nie do zniesienia, powinieneś od niej odejść i nie oglądać się za siebie (skoro nie możesz jej zmienić). Jeśli jednak uważasz, że jej zachowanie i nastroje są tylko przykre czy kłopotliwe, musisz zdać sobie sprawę z tego, że zawsze będzie ci się taka wydawać: z męskiej perspektywy, kobieta zawsze zdaje się być chaotyczna i skomplikowana.
Następnym razem, kiedy zauważysz, że starasz się „naprawić” kobietę,
żeby nie (uzupełnij puste pole), rozluźnij się i okaż jej miłość,
dotykając ją i mówiąc, że kochasz ją, kiedy jest taka (cokolwiek wstawiłeś w puste pole). Obejmij ją lub walcz z nią albo wrzeszcz i krzycz, ale nie staraj się skończyć z tym, co cię tak wkurwia. Zamiast starać się skończyć z tym, co cię tak drażni, praktykuj miłość. Nie unikniesz bójek z kobietą. Naucz się odnajdywać humor w niekończącym się dramacie emocji, który ona zdaje się uwielbiać. Miłość, którą potęgujesz, może przemienić jej zachowanie, ale nigdy nie sprawi tego twój wysiłek wkładany w jej „naprawę” ani twoja frustracja.
Świat i kobieta zawsze będą dostarczać ci nieoczekiwanych wyzwań. A ty albo żyjesz w pełni, ofiarując swój dar pośród tych wyzwań, nawet dzisiaj, albo czekasz na wyimaginowaną przyszłość, która nigdy nie nadejdzie. Mężczyźni żyjący głęboko, to mężczyźni, którzy nigdy nie czekają: na pieniądze, bezpieczeństwo, spokój czy kobietę. Poczuj, co chcesz złożyć w darze najbardziej, swojej kobiecie i światu, i zrób co tylko możesz by ofiarować go dzisiaj. Każda chwila kiedy na coś czekasz to chwila zmarnowana, a każdy zmarnowany moment zakłóca jasność twojego celu.

30. To co mówi, nie jest tym czego chce
Czasami kobieta zwróci się do mężczyzny z prośbą wyrażoną wprost, nie po to, by coś zrobił, ale po to by zobaczyć czy jest na tyle słaby, że to zrobi. Inaczej mówiąc, testuje jego zdolność do robienia tego co słuszne, a nie tego o co go prosi. W takich wypadkach, jeśli mężczyzna zrobi to o co go prosiła, będzie zawiedziona i zła, A on nie będzie miał zielonego pojęcia, dlaczego jest taka zła, albo co mogłoby ją zadowolić. Mężczyzna musi pamiętać, że zaufanie kobiety nie rodzi się w wyniku spełniania jej próśb, lecz przez potęgowanie miłości, świadomości i sukcesu, pomimo jej próśb.
To prawdziwa historia. Dość cichy i wrażliwy mężczyzna uczył się jogi seksu. Istotnym jej elementem jest nauka wstrzymywania wytrysku, krążenie pobudzoną energią w całym ciele i w sercu, w pewnego rodzaju orgazmie całego ciała, zamiast tracenia jej w spazmie ejakulacyjnego uwolnienia. Uczył się także wyrażać podczas seksu swoją zwierzęcą namiętność, zamiast pozostawać zawsze spokojnym i biernym.
Pewnego dnia, mężczyzna wraz ze swoją żoną jechali samochodem. Mija-jąc las, spontanicznie zdecydowali się zatrzymać, pobiec między drzewa i kochać się dziko na trawie. Żadne z nich nie kochało się wcześniej na świeżym powietrzu. Więc oto byli tutaj, rzucali się na siebie drapiąc nawzajem swoje ciała, warcząc i wyjąc z agresywnością pełną namiętności. To był dla nich prawdziwy przełom.
W pewnej chwili mężczyzna uświadomił sobie, że jeśli nie zwolnią na parę sekund będzie miał wytrysk. „Nie ruszaj się przez chwilę”, powiedział do swojej żony. „Jeśli będziemy kontynuować, zaraz dojdę”. Jednak kobieta nadal się ruszała, nawet bardziej energicznie. „Chcę, żebyś doszedł we mnie” błagała. „Chcę, żebyś mnie wypełnił swoim nasieniem.”
Mężczyzna w ułamku sekundy musiał zdecydować, co zrobić i postanowił ulec i spełnić życzenie swojej kobiety. Po wytrysku w niej, rozluźnił się. Kiedy jednak spojrzał na jej twarz, była wyraźnie zdenerwowana. „Co się stało?” spytał. „Doszedłeś”, odpowiedziała. „Ale przecież mówiłaś, że chcesz, żebym wypełnił cię nasieniem?” „Tak, ale powiedziałam to tylko po to, by poczuć, że jesteś na tyle silny, by tego nie zrobić!”
Mężczyzna poczuł się wyczerpany i pusty. Poczuł, że nie sprawdził się w praktykowaniu jogi seksu. Wiedział, że wytrysk nie był właściwym wyborem w tym momencie, ale uległ życzeniu swojej żony. A teraz ona była zawiedziona. Kiedy mówiła, żeby wypełnił ją nasieniem, naprawdę chciała poczuć, że jest dość silny, by wytrwać przy tym, co wiedział, że było słuszne i by nie dochodził do wytrysku. Miałoby to dla niej znacznie więcej erotyzmu, byłoby bardziej polaryzujące i wzbudziłoby więcej zaufania, niż jego posłuszeństwo wobec prośby o wytrysk.
T\voja kobieta zapewne nieustannie testuje cię w ten sposób. Jej osta-tecznym pragnieniem jest poczuć twoją pełną świadomość, twoją godną zaufania spójność, twoją niezachwianą miłość i przekonanie o słuszności twojej misji. Jednak rzadko poprosi cię o to wprost. Będzie raczej próbowała odwrócić twoją uwagę od prawdy, by przekonać się, że nie może tego zrobić – że trzymasz się mocno swojej prawdy, nie przestając jej kochać.
Jeśli jesteś słabym mężczyzną, wówczas kobieca cecha pragnienia jednej rzeczy, a proszenia o inną, będzie cię wkurwiać. Będziesz się zastanawiał „Dlaczego po prostu nie powiesz mi czego chcesz naprawdę, zamiast mówić jedno, a myśleć drugie i oczekując, że się tego domyślę?” Tak patrzy mężczyzna, który nie rozumie, że kobiety są wcieleniem boskiej kobiecości. A boska kobiecość nie zadowala się niczym innym jak tylko boską męskością.
Boska męskość jest świadomością. Pełniejszy mężczyzna stara się utrzymywać pełną świadomość we wszystkich sytuacjach. Jeśli rezultatem wytrysku będzie zmniejszenie twojej pełni, uszczuplenie twojej obecności, osłabienie twojej świadomości, wtedy nie powinieneś dochodzić do wytrysku. Nawet jeśli twoja kobieta mówi, że chce, żebyś to zrobił. Zwłaszcza wtedy, kiedy cię o to prosi.
Twoja kobieta codziennie będzie prosić cię o przeróżne rzeczy. Nie pozwól sobie na odchylenie się od twojej prawdy, od kierunku twojego serca. Pod płaszczykiem pozornej prośby leży jej rzeczywiste pragnienie i potrzeba: chce, by przenikała ją twoja namiętna pełnia, chce móc zaufać twojej niezmąconej miłości, chce poczuć w swoich kościach, że twoja boska, męska obecność jest silniejsza, niż twoje roztargnienie.
Twoja kobieta ma postać bogini, drwi z ciebie, sprawdza cię, uwodzi cię, gotowa odrąbać ci głowę swoim gniewem, kiedy jesteś słaby i niejednoznaczny w swojej prawdzie, ale gotowa też poddać się sile twojej miłości, kiedy jesteś pewny i olśniewasz swoją świadomością podczas kochania.
Wiedz, że twojej kobiecie najwięcej przyjemności daje zawsze siła twojej miłości, wolności i świadomości. Jeśli jej prośby i pragnienia mogą zachwiać cię w tym, o czym ona wie, że jest twoim najwyższym celem, będzie na ciebie zła i zawiedziona – mimo, że o to prosiła. Zawsze postępuj tak, by utrzymać najpełniejszą świadomość. Zawsze przesiewaj prośby swojej kobiety przez sito rozróżnienia, nigdy nie traktując ich dosłownie, ale zawsze odnosząc je do twojej najgłębszej mądrości i podążając drogą swojej najwyższej prawdy, nawet jeśli zdaje się to oznaczać zawód dla twojej kobiety. Nie będzie zawie-dziona, jeśli poczuje, że jesteś silny i zdecydowany w prawdziwym kierunku twojego serca. A jeśli będzie zawiedziona twoją najgłębszą prawdą, wtedy nie powinieneś z nią być.

31. Jej skargi odnoszą się do czegoś innego
Kobiety zawsze pragnq od mężczyzny boskiej, męskiej obecności, bez względu na konkretne skargi czy nastrój. Mężczyzna powinien słuchać zarzutów kobiety jak ostrzegawczych dzwonów, a następnie zrobić co w jego mocy, by zestroić swoje życie z własną prawdą i celem. Kiedy jednak wierzy w dosłowną treść jej skarg, wtedy natychmiast zgubi kurs, ponieważ ich treść odzwierciedla bardziej jej aktualny nastrój, niż uważną obserwację jego działania na przestrzeni czasu, Jej zarzut powinien być ceniony jako przypomnienie, by „zebrać się do kupy” I być może jako wskazówka jak to zrobić. Znacznie częściej konkretne zarzuty nie dotyczą rzeczywistego działania czy skłonności, które należy zmienić.
„Jak możesz spędzać tyle czasu przed telewizorem, kiedy za parę dni mamy do zapłacenia czynsz i zalegamy z ratami za samochód, a ty właśnie straciłeś pracę?”
„Nie martw się tym. Jutro mam rozmowę o pracę”
„No czemu nie ruszysz tyłka! Już parę tygodni temu mówiłeś, że posprzątasz w garażu. Ledwo można się dostać do samochodu!”
„No dobra. Posprzątam garaż dzisiaj po południu.”
TWoja kobieta milknie i idzie do swoich spraw, ale czujesz jej wzbierającą złość i napięcie. Wolałbyś nie być wtedy przy niej. Chcesz wyjść z domu.
„Wrócę za parę godzin i posprzątam garaż,” mówisz, łapiąc płaszcz i zmierzając do drzwi.
Nagle słyszysz dźwięk zbitego szkła w kuchni, wchodzisz tam i widzisz, że twoja żona jest wściekła. „Już dłużej tego nie zniosę!” lamentuje.
„Co? Przecież powiedziałem, że posprzątam garaż. Co się dzieje?” zasta-nawiasz się.
„Po prostu już nie mogę!” płacze, odsuwając się od ciebie, zamykając się i nie pozwalając się dotknąć.
„Nie rozumiem. Powiedziałem, że posprzątam w garażu. Jutro mam rozmowę o pracę. Wszystko się ułoży. O co ci chodzi?”
Zapewne przeszedłeś kiedyś jakąś wersję takiej rozmowy. Tkwi w niej klucz do męskiego wzrastania w wolności i pokazuje powszechny błąd jaki mężczyźni robią w postępowaniu z kobietami.
To na co narzeka twoja kobieta, rzadko jest tym na co w istocie narzeka. Błędem jest wierzyć w treść tego o czym mówi i następnie odpowiadać na jej zarzuty punkt po punkcie. Kiedy uskarża się na kwestie finansowe, zazwyczaj czuje brak twoich męskich zdolności do kierowania własnym życiem z jasnością, celem, spójnością i mądrością. Pieniądze same w sobie są kwestią drugorzędną. Gdybyś był biedny, ale w pełni świadomy, szczęśliwy, pełny spójności, nieustraszony, zabawny, kochający i dawałbyś swoje najpełniejsze dary światu i kobiecie, nie narzekałaby na brak pieniędzy.
Kiedy mówisz, że posprzątasz garaż, a potem mijają tygodnie i tego nie robisz, to jej zarzut nie dotyczy naprawdę garażu. Jasne, że chciałaby mieć tam porządek, ale to tylko pozorne życzenie. Ważniejszą kwestią jest to, że nie zrobiłeś tego, co powiedziałeś, że zrobisz. Dałeś jej słowo i go nie dotrzymałeś. Nie może ufać temu, co mówisz i to głęboko ją boli. Tobie może się zdawać, że przesadza. Dlaczego reaguje tak histerycznie? To tylko głupi garaż. Ale ona czuje w tobie brak spójności. Nie posprzątanie garażu wydaje ci się drobnostką, pokazuje jednak, że nie trzymasz się swojego słowa, swojego celu.
TWoje słowo przedstawia twój cel, jest demonstracją twojego męskiego rdzenia. Kiedy nie wywiązujesz się z tego, co mówisz, że zrobisz, ona czuje, że twój męski rdzeń jest słaby. Czuje się zawiedziona. Nie może zaufać twojemu kierunkowi i dlatego odczuwa wielką stratę. Z czasem sama zacznie po męsku chronić się przed twoim brakiem spójności. Będzie osłaniać się przed bólem, który jej sprawiasz niedokończonymi sprawami. Uodporni się, stanie się drażliwa i napięta. Dla ciebie garaż to drobnostka. W jej przekonaniu zawiodłeś ją w danym słowie. Nie może ci zaufać.
Bardzo podobnie wyglądałaby sytuacja, kiedy twoja kobieta miałaby się stać niechlujna. Rdzeniem kobiecości jest energia lub blask. Jeśli przestanie o siebie dbać, jeśli stanie się przyćmiona i bezbarwna, zawsze zmęczona i zniszczona, wtedy nie będzie w stanie dać ci żeńskiej energii, której pragniesz w intymnym związku. Możesz nadal ją kochać, ale zaczniesz szukać tej energii gdzie indziej.
Na poziomie biegunowości przyciąga cię i ożywia kobieca promienność. Podobnie, na poziomie biegunowości, kobietę pociąga i rozluźnia twoja męska klarowność, ukierunkowanie, spójność i obecność. Kiedy narzeka, że oglądasz telewizję, to zazwyczaj jest to uskarżanie się na całe twoje życie, twój brak wytrwałości i klarowności. Gdyby czuła, że żyjesz zgodnie ze swoim celem z całkowitą klarownością, gdyby czuła twoją pełną obecność w chwili kiedy chcesz być przy niej i wtedy powiedziałbyś: „Zrelaksuję się i przez pół godziny pooglądam telewizję”, nic by się nie stało. To nie samo oglądanie telewizji ją martwi, choć właśnie o tym mówi.
Musisz słuchać jej bardziej jak wyroczni, niż jak doradcy. Zazwyczaj wypowiada się w sposób odbiegający od tematu, ale bardzo odkrywczy. Uzmysławia ci istnienie w tobie podświadomych nawyków, które uniemoż-liwiają ci najpełniejsze przebudzenie świadomości. TWoja nieświadomość sprawia jej ból. Nie powie tego w ten sposób, ale właśnie to sugeruje.
Nie kłóć się z nią o garaż czy o rozmowę w sprawie pracy. Nie o tym mówi, nawet jeśli ubiera to w takie słowa. Słuchaj jej uskarżania się jak wszech-świata dającego ci znaki dotyczące twojego życia. Czy oglądanie telewizji jest najlepszym sposobem wykorzystania tej chwili? Czasami potrzebujesz takiego odprężenia, ale czasem jesteś po prostu leniwy i starasz się zapomnieć o zobowiązaniach, które stworzyłeś w swoim życiu.
Czy celowo okłamałeś swoją kobietę, że posprzątasz garaż? Czy po prostu to zaniedbałeś, jak wiele innych zobowiązań w swoim życiu? Czy naprawdę możesz ją winić za to, że czuje się zraniona brakiem spójności, która przejawia się w twoim życiu?
Jeśli nie może ci zaufać, że we własnym życiu będziesz żył zgodnie z najgłębszą mądrością i w pełni swoich zdolności, to nie powierzy ci swojego życia. Nie może zaufać twojej męskiej nieskazitelności, więc naturalnie skompensuje ten brak nadmiernym rozwojem swojej własnej męskości. Nie tylko będzie męska w stosunku do siebie, będzie teraz męska również dla ciebie. Jeśli musi przypominać ci o rozmowie o pracę lub o bałaganie w garażu, to wskazuje męski kierunek wam obojgu. A to wywołuje stres. Jej ciało zacznie go okazywać. Ponieważ będzie musiała kompensować twoją porażkę, stanie się mniej promienna i mniej rozluźniona w swojej kobiecej mocy i chwale.
Worki pod oczami i zmarszczki na jej twarzy wiele mówią o tym do jakiego stopnia żyjesz zgodnie ze swoim najwyższym celem. Oczywiście twoja kobieta ma swoje własne nieświadome nawyki do pokonania, ale czasami odzwier-ciedla też twoje. Postaraj się określić najlepiej jak umiesz, które z jej „prob-lemów” to w istocie reakcja ciała doskonale ukazująca to jak żyjesz. Znasz tę masę bredni, którymi się oszukujesz. Ona także je zna. Tylko że ją boli to bardziej niż ciebie.

46. Wytrysk w górę kręgosłupa
U większości mężczyzn wytrysk oznacza wyplucie przez genitalia nasienia i energii. Po wszystkim czują, że pozbyli się napięcia. Orgazm pełniejszego mężczyzny znacznie częściej wybucha w górę kręgosłupa do mózgu, spływając stamtąd deszczem w dół ciała, jak ambrozja błogiego odmłodzenia. Technika przemiany wyczerpującego orgazmu w orgazm odmładzający polega między innymi na zaciskaniu dna miednicy w pobliżu genitaliów i wyrzucaniu energii w górę, wzdłuż kręgosłupa, poprzez wykorzystanie oddechu, uczucia i świadomej intencji.
Czym jest przedwczesny wytrysk? Niektórzy mężczyźni dochodzą do wytrysku zanim wejdą w pochwę kobiety. Inni mają wytrysk po dziesięciu minutach stosunku. Znaczenie ma to, nie kiedy dochodzi do wytrysku, ale jak głęboko jesteś w stanie połączyć się w seksualnym zjednoczeniu w miłości bez granic. Jeśli twój wytrysk jest oznaką końca miłosnej sesji, zanim oboje w pełni się otworzycie, wtedy twój wytrysk jest przedwczesny.
Jeśli należysz do większości mężczyzn, twoim pierwszym seksualnym doświadczeniem jako nastolatka była masturbacja. Ciągłe masturbowanie się kończy się przyzwyczajeniem ciała i systemu nerwowego do utartej sekwencji: stymulacja genitaliów, fantazja, nabudowanie napięcia i wytrysk. Masturbacja w nastoletnim wieku jest zasadniczo ćwiczeniem fantazji, sam na sam, bez większej miłości, a nawet ludzkiej intymności. W czasie kiedy większość mężczyzn uprawia już seks z kobietami, powtarzają oni tę samą sekwencję, której nauczyli się podczas masturbacji. Seks stał się drogą do wytrysku, drogą wybrukowaną wewnętrznymi wyobrażeniami, zamknięciem w sobie i pragnieniem pozbycia się napięcia.
By w pełni zrealizować potencjał seksu, musisz od nowa uwarunkować swoje ciało i system nerwowy. Musisz oduczyć się nabytego mechanizmu wytrysku i przekształcić orgazm w obfitość energii, która nie kończy, lecz pogłębia miłosną sesję.
Pierwszym krokiem jest wyzbycie się nawyków, które wypracowałeś masturbując się jako nastolatek. Gdy stajesz się pobudzony, zamiast napinać mięśnie, naucz się je rozluźniać. Kiedy zauważysz, że ściskasz twarz, rozluźnij ją. Kiedy zauważysz, że twój oddech staje się szybki i płytki, spowolnij go i pogłęb. Kiedy zauważysz, że twój brzuch się ściska, a twoja klatka piersiowa napina, otwórz brzuch i rozluźnij rejon wokół serca.
Następnym krokiem jest ukierunkowanie od nowa twojej uwagi. Naucz się odczuwać partnerkę podczas seksu mocniej niż swoje własne doznania. Zamiast koncentrować uwagę na sobie i odczuwać przyjemność przeszy-wającą twoje ciało, poczuj ją na zewnątrz siebie, do wewnątrz i poprzez partnerkę. Poczuj ją mocniej niż czujesz siebie. Poczuj jej ruch, jej jęki i jej wewnętrzną energię.
W końcu, dzięki praktyce, będziesz w stanie czuć poprzez partnerkę, jakby jej ciało było bramą do ogromnej, otwartej przestrzeni energii, światła i świadomości. Takie uczucie pełnej swobody jest podstawą prawdziwego kochania się. Wyjdź ze swoją miłością poza siebie, a z czasem poprzez twoją kobietę i poza nią. Jest to naturalnie kwestią czasu, ponieważ masz silną tendencję by skupiać się na własnych doznaniach fizycznych, zwłaszcza podczas intensywnego pobudzenia seksualnego. Przeciwdziałaj tej tendencji ćwicząc odczuwanie poza siebie i poprzez twoją partnerkę, jakby w ogóle nie istniały przeszkody w twoim kochaniu.
Oprócz rozluźniania i kochania w niej i poprzez nią, musisz stać się niezwy-kle wrażliwy na siłę twojego oddechu. Oddech porusza w twoim ciele i w ciele twojej partnerki energią życia. Jeśli oddychasz zbyt płytko, wtedy twoje ciało nie będzie przewodziło siły życia. Zamiast tego zazwyczaj zgromadzi się w głowie lub w genitaliach. Jeśli skupi się w głowie, będziesz spędzał coraz więcej czasu fantazjując o seksie i kobietach. Jeśli zgromadzi się w genitaliach, poczujesz potrzebę wytrysku, poprzez seks lub masturbację.
Zatem jeśli w ciągu dnia nie oddychałeś głęboko, zanim zbliżysz się do partnerki, wypełniać cię będą fantazje i potrzeba wytrysku. Dlatego unikanie przedwczesnego wytrysku w dużej mierze polega na pełnym oddychaniu, głęboko i z wielką siłą, przez cały dzień. Powinieneś czuć jak twój wdech wciąga energię w dół wzdłuż przedniej części ciała, napełniając brzuch i obszar genitaliów. Powinieneś czuć jak twój wydech przemieszcza energię z dna miednicy, w górę kręgosłupa, do głowy.
Kiedy oddychasz według tego cyklu, w dół przedniej części ciała i w górę wzdłuż kręgosłupa, twoja wewnętrzna energia może płynąć swobodnie. W twojej głowie i genitaliach nie tworzą się zatory energii, a przymus wytrysku słabnie.
Seks wzmaga w twoim ciele siłę życia. Kiedy robisz się coraz bardziej pobudzony, twój oddech przyspiesza, a twoje ciało zaczyna wić się pełne energii, która zazwyczaj koncentruje się w rejonie genitaliów. Jeśli nie będziesz świadomie przemieszczał tej energii oddechem, nagromadzi się ona w genitaliach i wytworzy ciśnienie, które zechce wydostać się dzięki wytryskowi.
Jest konkretne ćwiczenie, które możesz wykonywać podczas seksu, a także kiedy zbliżasz się do orgazmu. Wykonując to ćwiczenie zmienisz kierunek orgazmu i zamiast ejakulować penisem, będziesz „wytryskiwał” w górę kręgosłupa, doświadczając intensywnej cielesnej rozkoszy i emocjonalnej otwartości, wykraczającej daleko poza krótką przyjemność i spokój wyczerpania następujący po orgazmie z wytryskiem.
By wykonywać to ćwiczenie musisz nauczyć się świadomie zaciskać mięśnie dna miednicy. Do tego obszaru należą twoje genitalia, odbyt oraz krocze, czyli odcinek pomiędzy odbytem i genitaliami. Ćwiczenie zaciskania dna miednicy podobne jest w odczuciu do powstrzymywania się przed pójściem do łazienki.
Oprócz zaciskania dna miednicy, ćwicz podciąganie go w górę, do środka ciała i w kierunku kręgosłupa. To wyciąganie w górę faktycznie podniesie nieznacznie mosznę w kierunku ciała.
Ćwicz zaciskanie i wynoszenie w górę całego dna miednicy, włączając w to odbyt, krocze i genitalia jako jeden ruch. Wykonaj to ćwiczenie w seriach po 15-20 zaciśnięć, trzymając tak długo jak potrafisz. Wykonaj parę takich serii, trzy lub cztery razy dziennie.
W końcu będziesz potrafił zacisnąć i podciągnąć dno miednicy z łatwością, trzymając je tak długo jak zechcesz. Oznacza to, że zyskałeś niezbędną kontrolę nad mięśniami. Teraz możesz ćwiczyć bardziej subtelny element przenoszenia energii w górę kręgosłupa.
Z początku może ci się wydawać jakbyś tylko wyobrażał sobie wewnętrzną energię poruszającą się w twoim ciele. Jednak im więcej będziesz ćwiczył z coraz większą łatwością zobaczysz lub odczujesz jak energia się przemiesz-cza. W końcu to ta sama energia, z której wyczuciem nie masz problemu podczas intensywnego pobudzenia seksualnego, jak gromadzi się w rejonie genitaliów, a następnie uwalnia się w wytrysku. Czujesz jak rośnie, podobnie jak woda bliska przerwania tamy. Ta sama energia może też wystrzelić w górę. A kiedy tak się stanie, doświadczysz orgazmu daleko bardziej przyjemnego, a także znacznie bardziej uzdrawiającego i ożywczego niż krótki wybuch typowego genitalnego wytrysku.
Podczas seksu, ale zanim jeszcze zbliżysz się do wytrysku, ćwicz zaciskanie dna miednicy, zgodnie z opisem. Kiedy je zaciskasz i podciągasz do góry, przemieść oddechem energię w górę kręgosłupa. Będziesz musiał eksperymentować, by określić czy wdychać czy wydychać energię w górę kręgosłupa, chociaż w większości przypadków lepiej działa wydech w górę kręgosłupa. Jeśli połączysz zaciskanie w górę dna miednicy z oddechem w górę kręgosłupa, powinieneś utracić nieznacznie erekcję i potrzebę wytrysku. Podczas kochania się powtarzaj to ćwiczenie tak często jak potrzebujesz, tak by utrzymać rozluźnienie i otwartość.
Nawet stosując tę technikę możesz zauważyć, że od czasu do czasu docho-dzisz bardzo blisko orgazmu. W tym momencie przestań się poruszać, zaciśnij w górę dno miednicy i przemieść oddechem energię orgazmu w górę kręgosłupa. Dodatkowo do zaciskania dna miednicy i oddechu w górę kręgosłupa, niektórym pomaga zaciśnięcie pięści i zębów z jednoczesnym skierowaniem oczu do góry, szczególnie, kiedy pragnienie wytrysku jest wyjątkowo silne. Jednak im więcej będziesz ćwiczył, działanie wszystkich mięśni stanie się bardzo nieznaczne i płynne, aż do momentu kiedy całe ćwiczenie wykonywane będzie przede wszystkim poprzez oddech, odczuwanie i świadomym zamiarem.
Kiedy energia strzela w górę kręgosłupa, rozluźnij się i ciesz się kolorami, odczuciami i rozkoszą, które napełnią twoją głowę i spłyną deszczem przez twoje ciało. Kiedy osiągniesz już biegłość w tym ćwiczeniu, możesz wywołać te same doznania u twojej partnerki, wczuwając się w nią z głębi serca kiedy orgazm strzela w górę twojego kręgosłupa. Poruszająca się w górę energia wywoła ten sam ruch energii u twojej partnerki.
Ćwiczenia te nie będą przynosić żadnego efektu, dopóki pośród seksu-alnego zjednoczenia nie będziesz umiał oddać się miłości. Miłość włada energią. Musisz coraz bardziej praktykować bycie miłością w formie seksu-alnego złączenia. Bez względu na to jak ciężki miałeś dzień i jakich ciężarów doświadczasz w życiu, seks powinien być czasem praktykowania miłości. Jak medytacja lub modlitwa, seks powinien być szczególnym czasem praktyki otwierania serca i dawania miłości w całej pełni, partnerce i poprzez partnerkę, oraz w duchowej łączności z tym, co uważasz za najbardziej święte.
Jeśli twoje serce jest zamknięte, energia będzie zatamowana i nigdy nie będziesz w stanie przemienić tryśnięcia w porażający piorun miłości. Jeśli nie praktykujesz miłości, twoją energią seksualną rządzić będą stare nawyki ciała i emocji, w których chodzi tylko o niewielkie wzburzenie wytrysku. Jeśli więc chcesz zwiększyć seksualną rozkosz tak bardzo jak to możliwe, pamiętaj że od samych technicznych ćwiczeń znacznie ważniejsze jest twoje emocjonalne usposobienie.
Ponieważ każdy jest inny, musisz eksperymentować i odkryć, które tech-niki, wykonywane jako ćwiczenia miłości, sprawdzają się najlepiej w twoim przypadku. W miarę wykonywania ćwiczeń z łatwością będziesz umiał doświadczyć głębokiego orgazmu bez wytrysku, rozświetlającego w górę twoje ciało, po którym twoje serce będzie szeroko otwarte, twoja energia odnowiona, a twoje ciało rozbrzmiewać będzie rozkoszą. Będziesz w stanie kochać się tak długo jak zechcesz, a seks zamiast uszczuplać, odmłodzi twoją życiową siłę.
Podsumowując, kiedy eksperymentujesz i odkrywasz, które techniki działają dla ciebie najlepiej, powinieneś pamiętać o tym:
1. Zamiast fantazjować i zajmować się wszelkiego rodzaju seksualnymi obrazami stworzonymi we własnym umyśle, bądź całkowicie obecny, świadomy własnego ciała, oddechu i umysłu, i bądź szczególnie uważny i otwarty na twoją partnerkę. Przełam masturbacyjny nawyk wewnętrznych fantazji, świadomie praktykując seks jako grę miłości w relacji z twoją partnerką.
2. Pilnuj, by twoje ciało i oddech były rozluźnione i pełne. Pilnuj, by zrelak-sowany był zwłaszcza przód twojego ciała, tak by twój brzuch był obszerny, a twoje serce miękkie i szeroko otwarte. Pomoże to zapobiec gromadzeniu się zbyt dużego napięcia w jakimkolwiek pojedynczym obszarze.
3. Naucz się wczuwać w głąb niej, a następnie odczuwać poprzez swoją partnerkę, tak by twoja uwaga była skierowana poza twoje własne doznania, a nawet poza doznania twojej partnerki. Staraj się odczuwać na zewnątrz, bez granic, jakbyś czując sięgał nieskończoności. Innymi słowy, cokolwiek czujesz, poczuj to w pełni, a następnie poczuj na wskroś tego i poza to, tak by zamiast skupiać się na jakimkolwiek doznaniu, seks stał się ciągłym odczuwaniem poprzez i poza każde doznanie.
4. W ciągu całego dnia i podczas seksu, oddychaj w taki sposób, by twój wdech przemieszczał energię w dół przodu twojego ciała, a wydech przesuwał energię w górę kręgosłupa. Nadmierne, chroniczne myślenie lub uzależnienie od wytrysku często oznacza, że twoja energia jest zablokowana i nie oddychasz jeszcze w pełni według tego cyklu w ciągu całego dnia.
5. Podczas seksu od czasu do czasu zaciskaj w górę dno miednicy jedno-cześnie oddychając seksualną energią w górę kręgosłupa, tak by wypełniła całe twoje ciało. Szczególnie kiedy zaczynasz zbliżać się do orgazmu, połącz zaciskanie dna miednicy z oddechem w górę kręgosłupa, by wystrzelić orgazm do mózgu, a nawet na zewnątrz przez czubek głowy, zamiast w dół przez genitalia. Taki orgazm „do góry” odczujesz wtedy jakby delikatnie sączył się w dół przez każdą komórkę twojego ciała, nasycając cię gęstym, otwartym światłem.
Techniki te nie będą nawet skuteczne, dopóki podczas seksu nie będziesz praktykował miłości. Naturalna inteligencja miłości działa tak, by rozpro-wadzić energię w najzdrowszy możliwy sposób. Techniki te mają głównie za zadanie przeciwdziałanie niezdrowym seksualnym nawykom wypracowanym przez lata, zazwyczaj mających swe początki w masturbacji w nastoletnim wieku. Po wyeliminowaniu mechanicznego nawyku wytrysku i tamowania energii, siła twojego serca bardzo naturalnie poprowadzi orgazm tak, by eksplodował w górę, przez całe ciało i mózg, zanim spłynie deszczem w dół, w obfitości rozkoszy, która nie tylko cię odmłodzi, ale rozproszy też twoje krawędzie jak cienie w słońcu.


Recenzja użytkownika Paweł Żentała z forum spolecznosc.grmg.pl
CZĘŚĆ 1 MĘSKA DROGA

Rozdział 1: Nie licz na to, że cokolwiek się zakończy

-wielu mężczyzn myśli ze nastąpi czegoś koniec (gdy zarobię ileś tam kasy to będzie inaczej, robie to chwilowo aby w przyszłości moc realizować marzenia, pewnego dnia moja kobieta się zmieni)
-błędnym jest myślenie z ostatecznie sprawy będą wyglądać fundamentalnie inaczej
-żyj i działaj w chwili obecnej, nic się nie zmieni jeśli Ty czegoś nie zmienisz – w sobie lub samodzielnie
-TERAZ rób to co kochasz robić
-min godzinę dziennie rób to co Cię pasjonuje, może się okazać że to była twoja fantazja i nie potrafisz tak żyć
-celem jest „byś kładąc się spać, wiedział, że nie mogłeś przeżyć tego dnia z większą odwagą, bardziej twórczo i ofiarnie”
-załóż że kobieta nigdy się nie zmieni, kochaj ją taka jaka jest teraz lub zostaw – tak będzie lepiej
-gdy będziesz się starał ja naprawić to rozluźnij się, okaż jej miłość, ale nie próbuj skończyć z tym co Cię tak drażni
-naucz się odnajdywać humor w jej nieskończonym dramacie emocji który ona tak lubi
-świat i kobieta będą zawsze dostarczać Ci wyzwań
-mężczyźni którzy żyją najgłębiej to tacy którzy nigdy nie czekają
-pomyśl o tym co chcesz przekazać światu, kobiecie i zrób to teraz

Rozdział 2: Żyć z otwartym sercem nawet jeśli boli

-zamkniecie sie w sobie nie jest prawdziwa natura mężczyzny
-oświecony mężczyzna jest wolny emocjonalnie i w działaniu – nawet pośród bólu i cierpienia!
-mężczyzna powinien żyć raczej z bolącym, niż z zamkniętym, sercem
-powinien nauczyć sie żyć z boląca rana, działać spontanicznie i kochać (nawet z tego miejsca – z rana) -wyobraźnia zawodzi przy większych planach/projektach
-kiedy chcesz poderwać dziewczynę, podsłuchać jej żart o twoich bledach w łóżku – jak reagujesz?
-jeśli twoja mowa ciała robi sie zamknięta nie możesz najlepiej działać
-oświecony mężczyzna praktykuje otwieranie sie w sytuacjach w których sie automatycznie zamyka
-siedzi i stoi, przodem, wysunięta klatka piersiowa, splot sloneczny, brzuch, zajmuje dużo miejsca, patrzy prosto w oczy
-czuje swój ból ale stara sie jak najlepiej odczuć druga osobę
-ciało jest zrelaksowane i otwarte – tylko wtedy oddech może być pełny i głęboki
-możesz wtedy niezamierzenie(naturalnie, bez zmuszania się) patrzeć w oczy i nawiązać bezpośrednie polaczenie z druga osoba; spontanicznie użyć pełni inteligencji w tej sytuacji

Rozdział 3: Żyj jak gdyby Twój ojciec umarł

David Deida napisał:

Mężczyzna musi kochać ojca, mimo to być wolnym od jego akceptacji i krytycyzmu aby być wolnym człowiekiem.

-kiedy ojciec umarł duża cześć Ciebie nie potrzebuje żyć zgodnie z akceptacja lub cierpieniem pochodzącym z jego krytyki
-jak inaczej wyglądało by twoje życie gdybyś nigdy ciężko nie prosił swojego ojca?
-jeśli byś nigdy nie pokazywał że jesteś godny (zasługujesz na szacunek)?
-gdybyś nigdy nie czul brzemienia krytycznych oczu ojca?

Rozdział 4: Poznaj swoją rzeczywistą granice i nie udawaj

-jest godny szacunku mężczyzna który przyznaje się do swoich lęków, oporów, ograniczeń, możliwości
-okłamywanie siebie i innych jest niegodziwe, najważniejsze to żyć w prawdzie!
-nie powinien zatrzymywać się przed ograniczeniami
-gdy żyjesz na prawdziwej krawędzi stajesz się wartościowym towarzyszem dla innych mężczyzn
-w którym momencie moje lęki powstrzymują mnie przed życiem w bardziej twórczy i przyjemny sposób?
-czy gdybym był nieustraszony żyłbym (robiłbym to) tak samo?
-granica: tam gdzie się zatrzymujesz lub idziesz na kompromis
-czujesz że się nie boisz – okłamujesz się
-jeśli się oszukujesz ludzie poczują Twój strach i nie zaufają Ci
-niektórzy boją się uczucia strachu (jeśli to Ty to masz NLP i zmień to… )
-życie bezpieczne i wygodne = martwe życie, brak żywotności, głębi, energii
-opisz swoją aktualną krawędź w dowolnym kontekście – pomaga! I polecam to robić często!
-żyj obok lęku, nie walcząc z nim

Rozdział 5: Zawsze utrzymuj swoje najgłębsze urzeczywistnienie

-uczyń z życia niekończący się proces bycia tym, kim jesteś
-wszystko inne ma znaczenie drugorzędne
-pozwól zanurzyć się Twojej uwadze w źródle, żyj ze źródła, rób to konsekwentnie
-uwaga większości mężczyzn zagubiona jest w świecie, zdawałoby się, koniecznych zobowiązań
-jeśli utrzymasz najgłębsze urzeczywistnienie będziesz dobrze ugruntowany, nic nie uczyni różnicy dla jedności którą jesteś

Rozdział 6: Nigdy nie zmieniaj zdania tylko po to, aby zadowolić kobietę

-kobieta coś sugeruje: podejmij znów decyzję w oparciu o nową perspektywę
-nigdy nie zdradzaj jednak swojej najgłębszej wiedzy i intuicji żeby ją zadowolić, przystać na jej rozwiązanie
-wpłynie to źle na nią, ciebie (osłabisz się) i związek (nieautentyczność, uraza…)
-jeśli nie ufasz sobie sam to dlaczego ktokolwiek miałby Ci ufać? Mogą Cię kochać ale nie będą Ci ufać.
-jesteś gotowy uczyć się na błędach, przyjmujesz odpowiedzialność za własne decyzje, nikogo nie możesz za nie winić

Rozdział 7: Swój cel musisz stawiać wyżej od związku

-najwyższy cel mężczyzny nie może być sprowadzony do jakiegokolwiek związku, jeśli tak się stanie osłabi sam siebie, nie służy wszechświatowi i kłamie kobiecie
-twoim priorytetem jest misja, jeśli jej nie znasz Twój rdzeń będzie pusty, obecność osłabiona
-kiedy ‘poddajesz się kobiecie’ – powiedz że ją kochasz i możesz spędzić z nią tyle i tyle czasu ale nie możesz się wyprzeć serca (misji)
-czas z kobietą powinien być czasem kiedy ona jest na pierwszym miejscu, jeśli będziesz wolał robić coś innego ona to poczuje – oboje będziecie niezadowoleni

Rozdział 8: Wychyl się nieznacznie po za krawędź
-rozwój jest optymalny gdy w każdej chwili nieznacznie przekraczasz swoje granice, lęki – rób to nieustannie, permanentnie, cały czas, we wszystkich kontekstach
-nie powinien on wychodzić za daleko po za ograniczenia, niepotrzebnie się spinając

David Deida napisał

Twój strach jest najbardziej precyzyjną definicją Ciebie. Powinieneś go znać. Powinieneś czuć go właściwie nieustannie. Strach ma się stać Twoim przyjacielem, tak byś nie czuł się już nim skrępowany.
-życie na krawędzi pozwala skupić się max na teraz, na gotowości przyjęcia rzeczywistości
-gdy wychylasz się nieznacznie stawiasz krok na grunt nowy ale pewny i bezpieczny

Rozdział 9: Zrób to dla miłości

-mężczyzna powinien ‘penetrować’ świat aby spotęgować miłość, otwartość i głębie
-przy następnym seksualnym zbliżeniu poczuj swoje najgłębsze pragnienie, z jakiegokolwiek powodu robisz cokolwiek w życiu, a w szczególności kochasz się z nią, jaki jest najgłębszy powód?
-dla większości mężczyzn: odkrywanie prawdy, cieszenie się wolnością i miłością, ofiarowywanie najpełniejszych darów
-jednak wielu przestaje na odrobinie tego wszystkiego nie dając w pełni swoich darów – wielu to nie wystarcza, brakuje im spełnienia, czują że życiu u podstawy jest sztuczne; chcą wolności od subtelnego poczucia ograniczenia, napięcia, samotności, strachu…
-„by kobieta i świat mogły zakwitnąć naprawdę, konieczna jest stanowczość i odwaga serca”
-poznaj prawdę serca, dawaj dar w pełni, żadnego wstrzymywania się
-większość mężczyzn zwiotczała z wątpliwości i niepewności, albo wstrzymują swoje prawdziwe popędy ze strachu
-świat ma kobiecą naturę, jest nieprzewidywalny – będzie Cię testował, ani kobiety ani świata nie można przewidzieć czy oszukać, wiedzą kiedy się opieprzasz, chcą Cię mieć naprawdę, nie będą tolerowały gówna w Tobie i będą je brutalnie traktować
-możesz być pustelnikiem albo idź na całość, żadnych granic – tylko do pełni istnienia

Rozdział 10: Doceń krytykę swoich przyjaciół

-zdolność do przyjmowania męskiej krytyki jest zdolnością do przyjmowania męskiej energii
-jeśli nie ma pozytywnego stosunku do męskiej energii (np. ojciec) będzie czuł się zraniony jak kobieta zamiast zrobić z niej użytek
-raz w tygodniu usiądź z najbliższymi kumplami i przedyskutuj co robisz i czego się boisz robić
-powinni oni wystawić twoje wahanie na próbę jakimś zadaniem, pomóc Ci rozwiązać problem
-jeśli oczekujesz od kumpli tylko wsparcia bez postawienia wyzwania – nierozwiązana sprawa z ojcem
-bez tej siły (wyzwania i przewodzenia) będziesz błądził
-wybierz za przyjaciół facetów którzy sami żyją na krawędzi – będą Cię kochać i pozwalać Ci skonfrontować się rzeczywistością, przedstawią twoje życie jak je widzą i zaproponują konkretne działania

Rozdział 11: Jeżeli nie znasz swojego celu, odkryj go, teraz

-bez tego mężczyzna jest całkiem zagubiony, przystosowuje się zamiast tworzyć
-jeśli masz działać w świecie ze spójnością i prawością wszystko musi być w harmonii z twoim celem
-sekretem jest zdyscyplinowanie życia
-odseparowany od rdzenia czujesz się słaby
-pełniejszy mężczyzna nie szuka spełnienia w kobiecie bo jest pełny, praca i intymność są okazja do dawania

Rozdział 12: Bądź gotowy zmienić w życiu dosłownie wszystko

-mężczyzna musi być gotowy poświecić się celowi 100%
-musi być zdolny by nie wiedząc co zrobić ze swoim życiem wkroczyć w okres niepewności i czekać na pojawienie się wizji lub nowej postaci celu
-ten cykl jest naturalny
-otwierając się na życie na krawędzi cel się będzie pojawiał
-musisz wypalić fascynacje kolejnymi celami które stoją Ci na drodze zanim zabierzesz się za najgłębszy
-to normalne że sukces szybko przestaje nam tak dobrze smakować, to znak rozwoju który wielu uznaje za znak porażki
-wtedy musisz zakończyć to, co robiłeś i czekać na nowy cel, możesz trochę błądzić ale w końcu znajdziesz… i tak zaczynasz od nowa

Rozdział 13: Nie używaj swojej rodziny jako wymówki

-żeby wychowywać dzieci i dbać o dom nie musisz wyrzekać się swego celu,
-jeśli będziesz to robił będziesz coraz bardziej sfrustrowany, oddalał się od rdzenia
-jeśli zrezygnujesz z siebie twoja kobieta i dzieci poczują twoją słabość
Rozdział 14: Nie pogub się w zadaniach i obowiązkach
„Tryb działania u mężczyzny” – silnie skupiony na celu, nie chcesz aby ktoś Ci przeszkadzał, możesz przebrnąć przez zadania – to największa słabość i zaleta; jeśli skupiasz się na zadaniach może się zdarzyć ze zapomnisz o głębszym celu i stajesz się maszynką. Innymi słowy autor mówi ze hipnoza w działaniu jest przydatna, ale facet powinien też spędzać czas w up-time.
Zadania są ważne (związane z fizycznym życiem) ale nie wnoszą nic do wolności, miłości i świadomości. Nie dadzą Ci spełnienia, więc wykonuj je w kontekście szerszej perspektywy tajemnicy życia.

Rozdział 15: Nie licz na to że twoja kobieta stanie się łatwiejsza

Zawsze będzie Cie testować, robi to aby poczuć Twoją siłę, charakter i otwartość.
W miarę rozwoju testy będą trudniejsze.
Każda chwila życia to test lub świętowanie.
Twój sukces gówno dla niej znaczy jeśli nie jesteś wolny i pełny miłości, chce czuć że Twoje szczęście nie zależy od jej reakcji ani tego że zarobiłeś milion dolców.
Możesz nie lubić testów ale chciałbyś aby zadowoliła się jakimś palantem którego szczęście zależy od jej reakcji?
Twoja kobieta nie chce żebyś potrzebował mamusi, to napawa ją obrzydzeniem.
Jeśli twoja kobieta jest słaba może poprzestać na słabym mężczyźnie.
Chce żeby Twoim życie kierowała prawda a nie niezaleczone rany z dzieciństwa, że wyrosłeś z potrzeby używania zabawek za milion dolców.
Narzekanie jest początkiem odczuwanej przez nią przyjemności.
Ta która kocha najmocniej, będzie testować najbardziej.

CZĘŚĆ 2 POSTĘPOWANIE Z KOBIETAMI

Rozdział 16: Kobiety nie kłamią

„Dotrzymywanie słowa” to cecha męska. To co mówi kobieta to odzwierciedlanie przelotnej fali uczuć. Może zmieniać zdanie co 5 min bo ma kobiecą istotę. Prawdą dla kobiety jest to, co czuje w obecnej chwili. Zamiast się z nią kłócić przywróć miłość w waszym związku.
Nie opieraj swojej decyzji na jej słowach, w przeciwnym wypadku skończysz obwiniając ją. Musisz opierać decyzje na swojej najgłębszej prawdzie, rozważając co znaczą jej słowa. Dzięki temu gdy ona zmieni zdanie nie będziesz czuł urazy że poszedłeś na ustępstwa.

Rozdział 17: Wychwalaj ją

Męskość przybiera na sile dzięki wyzwaniom, kobiecość – pochwałom. Mężczyzna musi swobodnie, nieskrępowanie chwalić kobietę. Ciebie motywuje wyzwanie, ją (jej kobiecą część) pochwała. Pochwała jest pokarmem dla kobiecych cech, naucz się chwalić te cechy które chcesz aby wzrastały w Twojej kobiecie. Jeśli będziesz rzucał jej wyzwania lub mówił dlaczego powinna coś robić pokazujesz że nie akceptujesz jej jaka jest. Rób odwrotnie – powiedz że jest seksowna gdy poci się w obcisłych getrach a będzie ćwiczyć.
Rozdział 18: Tolerowanie prowadzi do pretensji
Sedno związku – służenie sobie we wzrastaniu i miłości.
Kobieta na cykle otwierania się (łatwe chwile) i zamykania się, to naturalne. Twoim zadaniem jest danie jej swojego daru – pomocy aby się otwarła, dzięki twojej miłości. Zrób wszystko co możesz (rozmowa za zwyczaj nie działa, musisz ja inaczej wprowadzić w dobry nastrój), jeśli wiesz że dałeś wszystko – odpuść. Jeśli często nie możesz jej pomóc – może jesteś z niewłaściwą kobietą.
Jeśli będziesz tolerował jej humory i zamykał się w sobie będzie narastać w Tobie uraza do niej i odwrotnie.

Rozdział 19: Nie analizuj jej

Problemy kobiety nie mają przyczyn, są jak burza – to różnice między stanami miłości. Gdy miłość płynie jej nastrój może się zmienić w jednej chwili. 90% problemów emocjonalnych kobiety wynika z poczucia bycia niekochaną. Nie zadawaj pytań, nie szukaj przyczyn problemów… nie rób tego wszystkiego co Ty jako facet robisz sam ze sobą aby sobie pomóc, to zazwyczaj ją wkurwia. Daj je miłość – przytul, spójrz w oczy, pocałuj, zanuć ulubioną piosenkę, zatańcz… gdy dasz już jej miłość problem emocjonalny zostanie rozwiązany, teraz możecie porozmawiać o czymkolwiek co wymaga omówienia.

Rozdział 20: Nie sugeruj jej by uporządkowała swoje problemy emocjonalne

Kobieta nie „uporządkuje” niczego analizując swój „problem”.
Ona chce mężczyzny który sam dojdzie do tego co ona chce i nie pyta jej o to. Jednym z jej pragnień jest by nie musiała za niego zgadywać i prowadzić go, chce móc mu zaufać. Jeśli zaproponujesz jej danie jej czegokolwiek ona chce – nie będzie zadowolona. Innym jej pragnieniem jest się odprężyć i poddać, wiedząc że on zadbał o wszystko.
Przyrodzony stan kobiety – jak ocean płynąć z wielką mocą i bez określonego kierunku. Facet buduje tamy, kanały i łodzie by zjednoczyć się z siłą kobiecego oceanu i dostać się z punktu A do B. Mężczyzna decyduje o kursie, jednym określonym, jak statek. Kobieta jest jak prądy oceanu.
Może ona dobrze analizować swoje nastroje ale nie uczyni to z niej szczęśliwszej kobiety. Ciebie nie poruszają opery mydlane a jej nie pomaga analizowanie emocji. Jak byś się czuł gdyby twoja kobieta wymagała abyś czytał romanse?
Kobieta staje się wolna oddając się miłości, mężczyzna uwalnia się dzięki analizowaniu.

Rozdział 21: Wytrzymaj intensywność jej uczuć – do pewnego momentu

Kiedy emocje kobiety nabierają intensywności mierny facet chce ją uspokoić albo wrócić gdy ta będzie myśleć rozsądnie. Pełniejszy mężczyzna będzie stał przy niej i kochał ją pośród burzy emocji. Możesz obstawać przy swoim i kochać tak mocno że pozostaje tylko miłość. Wybór to strach albo mistrzostwo, mistrzostwo prowadzi przez porażki ale podniesiesz się i zaczniesz od nowa. Gra polega na uznawaniu każdej sytuacji za możliwą do przejścia.
Rozdział 22: Nie zmuszaj jej do podejmowania decyzji
Gdy oczekujesz że kobieta będzie samodzielnie podejmowała decyzje unikasz odpowiedzialności, wstrzymujesz swój dar i wzmacniasz jej męską stronę. Gdy wyrzekasz się dawania tego daru wtedy stanie się ona mało subtelna i podejrzliwa wobec Twojej miłości, przestanie ufać jego zdolnościom a zamiast tego stanie się swoim własnym facetem. Mów jej co Ty byś zrobił nawet gdy chcesz aby samodzielnie podejmowała decyzje. Powiedz: „w czerwonych butach wyglądasz lepiej, ale założysz to co będziesz wolała”.

CZĘŚĆ 3 PRACA Z ENERGIĄ I BIEGUNOWOŚCIĄ

Rozdział 23: Nie unikniesz pociągu do kobiecości

Męskich mężczyzn pociągają kobiece formy energii: promienne kobiety, piwo, muzyka, przyroda. Gdy to ukrywa, ujawnia wstyd wobec własnego wnętrza. W pracy, sklepie, na ulicy podniecają Cię kobiety, przyciągają Cię. Jeśli czujesz się z tym niezręcznie to zapewne czujesz się tak samo ze swoją męskością. Uważasz że to dla niej poniżające być obiektem męskiego pożądania – zapewne wyparłeś się męskiego rdzenia, wykastrowałeś energetycznie. Każde pragnienie jest wyrazem odruchu dawania miłości. Na pociąg do kobiet spójrz jak na gest serca, pragnienie miłości i zjednoczenia oraz niezależne od Ciebie przyciąganie się dwóch biegunów energetycznych. Jest różnica między przyciąganiem do energii a seksem. Intymność to związek ludzi którzy oddają się sobie na wzajem w miłości i służeniu.

Rozdział 24: Wybierz kobietę która jest uzupełniającym Cię przeciwieństwem

Pytasz: dlaczego kobiety nie mogą być podobne do mężczyzn? – ta różnica właśnie sprawia że Cię pociągają. Męski facet wybierze kobiecą kobietę, kobiecy facet – męską kobietę, zbalansowany facet- zbalansowaną kobietę; a przynajmniej do takiej będzie czuł pociąg. Zazwyczaj depolaryzacja energii w związku doprowadza do rozstania się (ok. 10% par jest zrównoważonych). Gdy jesteś męski: akceptuj kobiecą energię i pielęgnuj ją aby wasz związek kwitł; kobieta która dobrze czuje się ze swoją naturą tak samo dobrze czuje się z en. sex. czy duchową i nie rozdziela ich.
[od recenzenta, czyli ode mnie: wydaje się istotne wtrącić uwagę jaką kiedyś rzucił mi Mat: kobieta się nie rodzi, kobietę się robi. Ty robisz kobietę, instalujesz jej przekonania, jesteś jej logiką, do tego ona Cię potrzebuje, więc od tego co jej zainstalujesz (a ona Ci się odda i pozwoli zainstalować wszystko co jest powodem dla którego kobiety były zdominowane przez wieki) zależy wasz związek.]
Wraz z wyborem kobiecej kobiety idzie względny chaos i emocjonalne burze, które wielu przerażają, ale to wyraz energii która Cię podnieca. Możesz nauczyć się być wolny i silny bez względu na emo.
Rozdział 25: Wiedz co jest ważne w twojej kobiecie
Im bardziej szukasz kobiety która dała by Ci wszystko tym mniej dostaniesz czegokolwiek. Partnerka w biznesie – en. męska, przyjaźń – neutralna, kochanka – en. kobieca. Cel waszego związku postaw na 1st miejscu bo inaczej pozostanie seksualnie zneutralizowany sojusz. Resztę dostosuj do głównego celu, musisz wiedzieć czego chcesz. Jeśli chcesz od żony gorącego seksu nie zmuszaj jej też by była matką, księgową i przyjaciółką, bo nie dostaniesz nic.
Rozdział 26: Często będziesz pragnął więcej niż jednej kobiety
Naturalnie będziesz pożądał wielu kobiet, nawet gdy będziesz kochał tę jedyną ale to jak sobie z tym radzisz to już zupełnie inna sprawa. To co z tym robisz odzwierciedla Twój cel w życiu:
-fizyczna przyjemność – posuwaj ile się da
-grzeczny chłopiec i zadowolenie „mamusi” – to co uszczęśliwia kobietę
-wyzwolenie siebie i innych w miłości i wolności – to co potęguje miłość i wolność
Samodyscyplina nie oznacza tłumienia siebie.
Stłumienie – walka z pragnieniami i ukrywanie ich.
Samodyscyplina – najwyższe pragnienie rządzi mniejszymi przez zrozumienie, miłość i współczucie.

Rozdział 27: Młode kobiety ofiarują Ci szczególną energię

Czujesz się szczęśliwszy w towarzystwie młodych kobiet. Starsze są otulone grubą warstwą ochronną i nie mają aż tak promiennej, niezakłóconej i orzeźwiającej energii (to nie reguła, oczywiście kobieta może ją pielęgnować; recenzent: sam takie znam).
Jeśli czujesz pożądanie rozprowadź je po całym ciele. Naucz się nim kierować, mistrzostwo seksualne – utrzymywać w ciele coraz większą przyjemność i pożądanie bez konieczności pozbywania się tej siły ponieważ nie możesz sobie z nią poradzić.
Kiedy młoda kobieta Cię ożywia oddychaj jej zapachem, chłoń piękno, rozluźnij ciało, otwórz serce, okazuj szacunek i bądź odpowiednio oficjalny nie utrudniając sytuacji swoim własnym planem, by była wolna i czuła że może ofiarować Ci swój dar.
Rozdział 28: Każda kobieta ma swoją „temperaturę” która może Cię uzdrawiać lub irytować
-twój gust wobec kobiet związany jest z tym jak one wpływają na twoją energetykę
-uświadomienie jak zimna i gorąca energia wpływa na Twój związek może mieć ogromne znaczenie
-jeśli żyjesz na wysokich obrotach będziesz potrzebował chłodnej która Cię ostudzi, pozwoli się zrelaksować; jeśli żyjesz wolno, spokojnie możesz potrzebować gorącej kobiety która Cię rozgrzeje i wprawi w ruch
-typy kobiet metaforycznie:
ZIMNE – „jak łyk mrożonej herbaty w gorący słoneczny dzień” – zimne blondynki czy o chłodnych niebieskich oczach
GORĄCE OGNISTE I ZAPALCZYWE – ogniste rude czy gorącej krwi Latynoski
-w zależności od stylu życia, wymogów pracy i stanu emo możesz potrzebować różnych energii w różnych chwilach
-jeśli zmieni się Twoja praca możesz poczuć że potrzebujesz odmiennej energii niż dotychczas, nie podejmuj na tej podstawie decyzji o rozwodzie! Energię której potrzebujesz możesz uzyskać z całkowicie nieseksualnych źródeł: przebywanie w pokoju z inną kobietą, masarz u takiej kobiety, zmiana diety, ubioru, spacery wokół rzek i jezior (woda odbiera ciepło).
CZĘŚĆ 4 CZEGO KOBIETY CHCĄ NAPRAWDĘ

Rozdział 29: Wybierz kobietę która wybierze Ciebie

O byciu neddy -w skrócie. Jeśli chcesz kobietę która Ci nie chce nie masz szans, Twoje łaknienie podważy związek, ona nie chce żebraka, chce faceta któremu może zaufać. Określ czy naprawdę Cie nie chce czy gra tylko trudną do zdobycia. Jeśli nie chce musisz sobie z tym poradzić. Wybieraj spośród kobiet które Ciebie chcą (recenzent: aby więcej kobiet ciebie chciało zainteresuj się uwodzeniem, stań się prawdziwym facetem, nadaj swojemu życiu kierunek, cele, misje).
Męskim celem jest misja, kobiecym związek. Jeśli tobie zależy za bardzo na związku ona przejdzie na biegun męski i będzie chciała więcej przestrzeni. Nic się nie ułoży.
Rozdział 30: To co mówi nie jest tym czego chce
Czasami prosząc Cię testuje – sprawdza czy zrobisz to co słuszne czy to co ona chce. Jeśli zrobisz to o co prosiła będzie zawiedziona i zła. Zaufanie do faceta rodzi się w wyniku potęgowania miłości, świadomości i sukcesu pomimo jej próśb. Jeśli jesteś słaby jej proszenie o jedno a pragnienie innego będzie Cię wkurwiać.
Kobieca energia ma postać bogini – gotowa odrąbać głowę gdy jesteś słaby i oddać się miłości gdy jesteś silny, świadomy. Bogini nie zadowoli się niczym innym niż bogiem. Pamiętaj o tym.
Przesiewaj jej prośby przez sito rozróżnienie, nie traktuj ich dosłownie.
Jeżeli będzie zawiedziona Twoją najgłębszą prawdą wtedy nie powinieneś z nią być.

Rozdział 31: Jej skargi odnoszą się co czegoś innego

-Jej skargi nie odnoszą się bezpośrednio do tego co mówi
-Jeśli będziesz je dosłownie interpretował szybko zgubisz kurs, one raczej odzwierciedlają jej nastrój
-Kiedy ona się skarży, histeryzuje, krytykuje oznacza to że powinieneś zinterpretować to jako dzwon ostrzegawczy i wskazówkę co powinieneś zmienić w swoim życiu zestrajając się ze swoim rdzeniem, najgłębszą prawdą
-Ona zna twoja nawyki i podświadome ograniczenia, brednie w jakie wierzysz aby chronić ego – i Ty pewnie też – ale ją to bardziej boli
-Gdy narzeka że nie sprzątasz a obiecałeś raczej skarży się na to że nie może Ci zaufać bo nie dotrzymałeś słowa, gdy narzeka że straciłeś pracę i nic nie robisz raczej mówi o tym że brakuje Ci celu lub uciekasz od problemów – tak interpretuj to co ona mówi, sam musisz się dowiedzieć czego dt. jej skargi, one są wskazówką że jest coś do zmiany
-To co ożywia i pociąga w mężczyznach kobiety: MĘSKA KLAROWNOŚĆ, UKIERUNKOWANIE, SPÓJNOŚĆ I OBECNOŚĆ.
-Nigdy nie kłóć się z nią o to co ona mówi, raczej znajdź przyczynę w sobie i stań się lepszym człowiekiem

Rozdział 32: Tak naprawdę ona nie chce być na pierwszym miejscu

Chociaż tego nie przyzna nie chce być pierwsza bo gdy staje się sensem twojego życia Ty jesteś tzw ‚neddy’ (slang PUA) czyli łakniesz jej uczucia a ona czuje się przytłoczona bo Twoje szczęście zależy od niej. Chce abyś ją kochał w pełni i był oddany swojemu najwyższemu celowi ponieważ jako facet masz do przekazania Światu swój dar (Twoim priorytetem jest rozwój i służba).
Przykład: gdy facet idzie na wojnę ona płacze bo nie chce aby szedł, ale wie ze musi bo ważniejsza jest wolność o jaką walczy dla Świata niż związek. Dziwnie by się czuła gdyby płakała sobie a gość się zawrócił i powiedział „zmieniłem zdanie – jesteś dla mnie najważniejsza ważniejsza niż jakaś tam wolność Świata, zostaje z Tobą.”
Jeżeli ona jest sensem życia jesteś zgubiony bo masz dar do ofiarowania, głęboki poryw serca. Jeśli go nie czujesz będziesz podejmował decyzje bo musisz, może podejmował jej decyzje, wybierał domyślne opcje (typowa szkoła, przeciętny ojciec, zębatka w maszynie korporacyjnej) i będziesz robił wszystko bo musisz. Wtedy ludzie będą podważać twój autorytet, śmiać się z ciebie, może wykorzystywać, zona Ci nie zaufa a przyjaciel nie wiele będą się po Tobie spodziewać…
Ona chce wiedzieć co leży w centrum twojego życia aby mogła Ci zaufać.

Rozdział 33: To jak wspaniały byłeś do tej pory nic nie znaczy

Dla kobiety ważna jest ta energetyczna chwila. Dla Ciebie jako faceta liczy się przeszłość. Mogłeś być ideałem przez 10 lat ale byleś dupkiem przez 30 sekund i ona traktuje Cie jak dupka. Nie kłuć się z nią, dla niej ważna jest chwila obecna. Ty mógłbyś puścić facetowi w niepamięć nawet duży błąd jeśli po za tym był nieskazitelny ale kobieta jest inna. Biorąc pod uwagę że dla niej liczy się ta chwila zaszokuj ją swoją miłością i spraw aby poczuła się dobrze a wszystko pójdzie w niepamięć.

Rozdział 34: Ona chce się rozluźnić gdy zademonstrujesz jej swój kierunek

Jeśli chcesz aby Twoja kobieta była energetycznie kobieca to jest dla Ciebie. Aby ona pozwoliła sobie taka być musi móc zaufać twojemu męskiemu kierunkowi, a więc musi wyczuć w tobie spójność dt twojego kierunku duchowego, finansowego, związkowego… nie chodzi o to abyś miał dużo pieniędzy (możecie nawet żyć za jej pensję) ale o to abyś Ty wiedział czego chcesz i był na drodze do realizacji tego i aby to było właśnie to czego chcesz w głębi serca. Twój kierunek musi być jasny i klarowny, twoje wnętrze musi być w harmonii.
Jeżeli ona poczuje że nie masz kierunku poszuka własnego i postara Ci się go narzucić, a jej blask wtedy przygaśnie…
Chodzi o to abyś znał swój najgłębszy cel i opierając się o niego zorganizował wasze finanse i życie. Możesz nawet zostać mnichem. Wcale nie chodzi o pieniądze, chodzi o męską część ciebie.

CZĘŚĆ 5 TWOJA MROCZNA STRONA

Rozdział 35: Wolności szukasz zawsze

Twoją podstawową rozkoszą jest uwolnienie się od ograniczeń (gdy stawiasz czoła śmierci, rywalizujesz – rytualna groźba śmierci, osiągasz cel – uwalniasz się od niego [od recenzenta: rozwój osobisty mężczyzny też jest formą uwolnienia się od ograniczeń jakiej kiedyś raczej nie stosowano, chyba dlatego więcej jest oświeconych mężczyzn niż kobiet]). Kochamy smakować wolność, ona może tego nie rozumieć.
Przykłady: orgazm (rozładowanie napięcia), football i inne sporty, wojna…
Abyś osiągnął wolność duchową potrzebujesz tej samej gotowości stawienia czoła śmierci, jednak wielu mężczyzn się boi. Zadowala się małym poczuciem wolności (orgazm, sukces finansowy itd) ale boi się ‚umrzeć całkowicie’. To paradoks bo śmierć ego jest tym czego chce i tym czego się boi.
Ty szukasz pustki, śmierci. Kobieta pełni, miłości. Ona to osiąga poprzez rozmowę, czekoladę, lody, zakupy… denerwuje się gdy on po orgazmie chrapie bo on dostał pustkę a ona nie dostała pełni.
Rozdział 36: Przyznaj się do swoich mrocznych pragnień
-wyrzekasz się mrocznego pragnienia wolności = twoja energia nie będzie płynąć swobodnie, uwaga zostanie uwięziona przez niespełnione tęsknoty, osłabi się zdolność bycia nieustraszonym wobec śmierci i życia w pełnej świadomości, nie będziesz potrafił stawić czoła nieznanemu i działać stale w miłości z głębi serca

David Deida napisał
Kiedy ostatni raz tak naprawdę zniewoliłeś swoją kobietę? To znaczy kiedy ostatni raz tak na prawdę ją „wziąłeś” dziko, z miłością, bez żadnego zahamowania? Może to było tak dawno temu, że fascynują cię i podniecają filmowe sceny gwałtu?

-gdy nie umiesz wyrazić mrocznych namiętności z miłością, one schodzą do podziemi psychiki = zostają odłączone od serca => fantazje o kontrolowaniu i dominowaniu kobiet bez miłości
-pragnienie „wzięcia” dziko swojej kobiety jest tym samym pragnieniem dążenia do wolności co wcześniej wymienione; pragniesz przedrzeć się przez jej opór aby otworzyć jej serce i ciało do ekstatycznej miłości
-„pragnienie kobiety bycia zmuszaną do oddania się, jest tak silne jak męskie pragnienie przedzierania się przez opór kobiety. Różnice między gwałtem a zniewoleniem wyznacza miłość”
-stosunek do zniewalania pokazuje twój stosunek do życia wogóle
-gdy się z nią kochasz wczuj się w nią tak bardzo że zatracicie świadomość siebie
-seks jest drogą do oświecenia, do porzucenia ego

Rozdział 37: Ona chce w tobie „zabójcy”

-nieustraszoność i zdolność do pokonywania lęku w imię miłości jest kwintesencją męskiego celu.
-chociaż nie chce abyś był mordercą, kobietę podnieca że byłbyś zdolny zabić
-jest moda na stłumienie mrocznej męskiej energii mężczyzn (wojownika) i kobiet (gniewna bogini) stąd dużo mięczaków i uprzejmych kobiet
-chociaż może się początkowo opierać, ona chce abyś kochał ją pomimo jej furii, szczególnie wtedy gdy ona jest w furii – abyś potrafił kochać ją stawiając czoła jej mrocznej stronie
-odczuwanie na wskroś przez wszystko jest Twoją ostateczną wolnością
-życie jest procesem umierania aż do tego co nie może zostać utracone

Rozdział 38: Twoja świadomość musi łączyć się z jej energią

-kobieta niszczycielka musi spotkać faceta niszczyciela, Bóg przenikającej wszystko miłości-Bogini pełnego oddania
-nie możesz unikać ani mrocznych ani jasnych rodzajów swoich zdolności bo ona będzie Cię tam testować; testowane obszary najpierw leżą zwykle po mrocznej stronie, dopiero gdy wie że może Ci tam zaufać będziecie mogli postępować w stronę światła
-ona będzie stale wracać do energii której nie potrafisz sprostać a Ty sprawisz aby zakwitła ponad własnym spięciem, przemienisz jej energię
-słaby mężczyzna powiedziałby „Rozmawiałem z nią setki razy i nie pomogło. Dobra, wycofam się. Będzie musiała sobie z tym sama poradzić.” Ale gdyby chciała sobie z tym radzić sama nie była by z Tobą.
-ona chce twojej świadomości – jasnej, czystej, wolnej tak samo jak Ty chcesz jej blasku
-demonstrowanie energii poprzez ciało(nie mów co robić tylko zrób to razem z nią używając ciała): gdy np rzuca talerzami możesz podejść, porwać ją w ramiona i z uczuciem roześmiać się z zabawności tej sytuacji – uwierzy Ci jeśli będziesz w tym prawdziwy – poczuje to, bo przekazujesz to ciałem – (gdybyś się skulił i powiedział ‚kocham Cię’ nie uwierzyłaby Ci); gdy jest zamknięta możesz podnieść jej ręce do góry i pocałować ją w szyje…
-nie powinieneś troszczyć się o jej nastroje bo nie o to chodzi; ona ofiarowuje Ci dar w postaci jej emocji i daje Ci okazje abyś nauczył się je opanowywać nieustraszoną miłością; nie starasz się jej zadowolić ale uczysz się przenikać świat ze świadomością i miłością
-Twoja odp. na testy kobiety jest analogiczna do odp na testy świata, jeśli nauczysz sie radzić ze jej testami, nauczysz się opanowywać świat a po to tu jesteś
CZĘŚĆ 6 KOBIECA ATRAKCYJNOŚĆ

Rozdział 39: Obfitość kobiecości

-gdy facet czuje ze nie istnieje dość dużo kobiet, albo ze nie ma dość dobrych kobiet, albo że nie dostaje od życia tego co chce, ogólnie – poczucie głodu, jest to zazwyczaj związane z relacją z matką we wczesnym dzieciństwie
-życie samo w sobie jest żeńskie, nigdy nie ma niedoboru żeńskiej energii, jest tylko opór aby ją przyjąć, zaufać jej
-kiedy tylko czujesz się odizolowany i zmęczony poczuj obecną chwilę jakby była kobietą, jakbyś fizycznie obejmował jej nagie ciało, poczuj jej piersi i brzuch oparte o przód twojego ciała, oddychaj głęboko jakbyś wdychał nie tylko jej zapach ale i samą esencję kobiecej pyszności jakby była pokarmem dla duszy, rozluźnij się tak jakbyś relaksował się ze swoją kochanką
-to samo rób w towarzystwie innych kobiet, przyjmij ich emocje jako smak żeńskiej energii
-nie musisz pokazywać im że robisz cokolwiek szczególnego, nadal traktuj je odpowiednio ale pośród tego rozluźnij się i ciesz kobiecą energią

Rozdział 40: Pozwól starszym kobietom emanować ich czarem

-kobieta w każdym wieku ma swoją indywidualną wartość
-porównania kobiet starszych z młodszymi w ogóle nie powinny mieć miejsca
-przemiana z powierzchownego połysku w głęboki blask jest czymś nieuchronnym
-atrakcyjność seksualna młodej kobiety jest wyrazem znacznie głębszej cechy – jej promienności
-prawdziwa promienność kobiety mówi o tym na ile jest otwarta, ufna, złączona i kochająca
-czym innym jest odruchowa reakcja na fajną laskę, czym innym zachwyt otwartego serca w towarzystwie kobiety która porusza się, uśmiecha, oddycha, jaśnieje kobiecą promienną energią
-te głębokie kobiece piękno nie musi przygasać z wiekiem, może być potęgowane i wysławiane
-jeżeli jesteś odłączony od męskiego wnętrza wtedy nie nawiążesz połączenia z kobiecą głębią
-naturalna seksowność młodej kobiety zawsze doda Ci energii, nie powinieneś temu zaprzeczać; zachwycające piękno i promienna swoboda kobiety o dojrzałym wnętrzu mogą zatrzymać umysł, otworzyć serce i unieść ciało a wszystko w jednej chwili, jednym spojrzeniem czy dotykiem bez względu na wiek jej ciała
-musisz zdecydować rok po roku waszego związku które cechy będziesz wzbudzał w swojej kobiecie swoją uwagą, pochwałami i zjednoczeniem
-gdy kobieta dojrzewa w mądrości wzrasta waga jej zdolności psychologicznych, staje się „potężną” kobietą która może lepiej niż mniej dojrzała kobieta oddziaływać na swoje otoczenie, potrafi czytać znaki natury i wpływać na wydarzenia z niemal wstrząsającą władzą
-pełniejszy mężczyzna szanuje ten rodzaj magii i wie że jest ona dopełnieniem męskiego sposobu spełnienia
-starsza kobieta będzie też mniej tolerować twoje brednie; jeśli twoim celem jest stawanie się coraz bardziej wolnym to taka osoba może być doskonałym sojusznikiem twojej podróży

Rozdział 41: Obróć żądzę w dar

-gdy widzisz piękną kobietę to naturalne że czujesz przepływ energii traktowanej na ogół jako pożądanie
-powinieneś nauczyć się ją rozprowadzać po całym ciele (co pomoże Ci uzdrowić i odmłodzić ciało) i wykorzystywać do służenia światu
-u większości mężczyzn en seksualna zmierza bezpośrednio do umysłu lub genitaliów ale to tylko biegun północy i południowy, pełniejszy facet rozprowadza ją po całym ciele, pożądanie zmienia się w coś przeciwnego
-celem pożądania jest tworzenie, nie tylko reprodukcja, większość twórczych mężczyzn przyzna że kobiety są dla nich natchnieniem, muzami
-zapewne już kiedyś zainspirowała Cię kobieta, taka inspiracja jest zwykle chwilowa bo facet nie wie jak pielęgnować swoje relacje z kobiecością, zazwyczaj wyrzuca wszystko z siebie w spazmie myśli lub wytrysku i szuka natchnienia u kolejnej kobiety lub w alkoholu, narkotykach, przyrodzie
-jeśli nauczysz się panować nad nawykami gromadzenia i uwalniania seksualnego napięcia będziesz mógł zrobić użytek z wrodzonej siły seksualnego pociągu do kobiet
-poczuj czym jest żądza jako całość – ten wybuch może być podstawą całego twojego życia a nie tylko krótkiej chwili
-kiedy pożądasz kobietę nie pozwól en. utkwić w głowie czy genitaliach ale niech krąży w całym ciele, używaj oddechu jako narzędzia cyrkulacji

Rozdział 42: Nie pozwól by twoje pożądanie zostało stłumione lub uległo depolaryzacji

-jeśli masz pozostać z kobietą i światem w związku musisz mieć wobec nich biegunową relację (chodzi oczywiście o en seksualną), ew możesz zostać pustelnikiem
-kiedy zaprzeczasz pożądaniu czy to ze względu na poznanie kobiety czy z wyboru to znak depolaryzacji wobec świata (twoje projekty przestają cię kręcić, nie masz ochoty na nic może po za poszukaniem nowych zajęć i nowej kobiety)
-kiedy czujesz do niej depolaryzację ona będzie czuła odrzucenie i odwracanie się od niej, energia będzie poruszać się chaotycznie, czasem samodestrukcyjnie i może to powodować choroby o podłożu psychosomatycznym (szczególnie w kobiecych częściach ciała)
-kiedy ją raczej tolerujesz niż przenikasz miłością ona czuje się zła a wasza polaryzacja (podniecenie względem siebie) opadają, może Cię jeszcze kochać ale nie będzie naprawdę szczęśliwa, będziecie czuli coraz większą odrazę niż podniecenie
-nowa praca i kobieta poprawi Ci nastrój dopóki się znów nie zdepolaryzujecie, wtedy przeciętny facet poszukał by znów czegoś nowego
-dogłębne poznanie rodzi depolaryzację a ta pogardę miedzy kochankami
-to nie twoja kobieta jest wyczerpana ale twoja zdolność pożądania
-gdy traktujesz swoją kobietę jak nianię lub kumpla czy partnera w biznesie neutralizujesz te seksualne różnice które przyciągają Cię do innej kobiety
-pełniejszy mężczyzna zawsze bierze odpowiedzialność, nie oczekuje niczego prócz wrodzonego poczucia kompletności (że zrobiłeś wszystko co mogłeś, byłeś najbardziej spójny z najgłębszą prawdą)
-gdy się zdepolaryzujecie Twoja kobieta wyda Ci się brzydką, właśnie wtedy i pomimo wszystko (czujesz że ona Cię odpycha) przyjmij że jest boginią a jej ciało i serce potrzebują twojej boskiej ingerencji, spraw aby zaczęła się śmiać, odprężać i rozpromieniać, traktuj ją jak kochankę wydobądź z niej seksualność, bądź odpowiedzialny za efekt
-czasem musisz iść dalej ale zwykle depolaryzacja pojawia się gdy przestajesz wnikać w tę chwilę i tworzyć a w zamian działasz jak robot
-wystarczy chwila pochwał i głębokiego uznania aby znów przywołać blask kobiety

Model czworga uszu

 

Fragment książki ” Z każdym dniem coraz bardziej niegrzeczna”  Ute Ehrhardt

 

Friedemann Schulz von Thun* opracował model, który po­maga zrozumieć problemy komunikacji między ludźmi. Nazywany jest on modelem czworga uszu.
Słysząc wypowiedź, możesz ją zrozumieć na cztery różne sposoby, niejako usłyszeć czworgiem różnych uszu.

Uchem rzeczowym odbieramy pierwszą, czysto rzeczową warstwę wypowiedzi. To, co byśmy rozumieli, traktując ją zupełnie neutralnie.

Uchem nastawienia słyszymy drugą warstwę – komunikat o nastawieniu mówiącego. Mówiący ujawnia swoje samopo­czucie. Ty interpretujesz jego pośredni komunikat o sobie: czy jest w złym humorze, czy przekazuje informacje niechętnie, czy z ochotą itd.

Uchem relacji odbierana jest warstwa trzecia, dotycząca wzajemnych stosunków: czy mówiący jest na nas zły, nawet jeśli mówi o czymś zupełnie innym, czy nas lubi, czy mu prze­szkodziliśmy, czy raczej sprawiliśmy przyjemność, a może wcale go nie obchodzimy.

Czwartą warstwę wypowiedzi: do czego wzywa nas, o co apeluje nasz rozmówca – odbieramy uchem wezwania. Zwykle jest to wezwanie do jakiegoś działania.

 
Używaj wszystkich czworga uszu
Właściwie cały przekaz, we wszystkich jego warstwach, po­winien być odbierany zgodnie z intencjami mówiącego, ale jak wiemy, odbiór może nie mieć nic wspólnego z tymi inten­cjami.
Pouczający jest przykład zdania: „Kubeł na śmieci jest peł­ny”. Większość ludzi reaguje na nie jak na prośbę o wyniesie­nie śmieci. Odpowiadają „tak”, „nie” albo „to sam (sama) je wynieś!”. Reagują na wezwanie, którego nikt nie wyartyku­łował. Słuchają swoim uchem wezwania.
Nie musi to być wcale właściwa interpretacja. Przekona­my się o tym obserwując osobę, która słucha tylko uchem rzeczowym. Taka osoba odpowie po prostu: „Tak, widzia­łam”. Oczywiście taka odpowiedź nie prowadzi do żadnego działania. Kubeł zostanie tam, gdzie stał.
Ktoś, kto słucha wyłącznie uchem nastawienia, mógłby odpowiedzieć: „Chyba jesteś w złym humorze. Szef cię zdenerwował, a może coś ci się dzisiaj nie udało?”. W tym przy­padku odebrano komunikat: „Jestem w niedobrym nastroju, wszystko mi dzisiaj przeszkadza, daj mi święty spokój!” – na­wet jeżeli o tym nie było mowy, a mówiący był jak najdalszy od podobnych intencji. Słuchający interpretuje mówiącego. I robi to chcąc nie chcąc pod wpływem własnych oczekiwań, własnej percepcji, nastroju i życzeń.

Uchem relacji słuchający wyłapie personalny atak na sie­bie: „Jesteś śmierdzącym leniem, nic nie zrobiłeś przez cały dzień, mógłbyś przynajmniej wynieść śmieci”. Słuchający da­je sobie prawo doszukiwania się ukrytego sensu w skądinąd raczej niewinnym zdaniu.
Wydaje ci się, że nigdy nie popełniasz podobnych błędów interpretacji?
Ale jak się czujesz, kiedy ktoś mówi:
„Nie podoba mi się sukienka, którą masz na sobie!”
„Uważam, że twój pomysł nie jest dobry!”
„Musiałaś popełnić jakiś błąd!”
„Źle wyglądasz!”
Często trudno nam jest oddzielić przykrość, jaką odczu­wamy, od dość neutralnego przesłania.
Spróbuj kiedyś świadomie słuchać różnymi uszami – to pouczająca i ciekawa zabawa. Na ogól bywa tak, że czujemy się zranione czyimiś słowami, doprowadzone do szalu, zmu­szone do działania, nie sprawdziwszy, jakie naprawdę były intencje mówiącego. Dlatego zadaj pytanie: „Czy ja cię dob­rze rozumiem? Chcesz powiedzieć, że jestem leniwa, nic nie zrobiłam przez cały dzień i dlatego powinnam przynajmniej wynieść śmieci?”.
Co się może zdarzyć? Twój rozmówca powie: „Tak!” i za­cznie się kłótnia albo dyskusja. Albo powie: „Nie, wcale nie, chodziło mi tylko o to, żebym pamiętał później wynieść śmie­ci” i sprawa załatwiona.
Uważasz, że taka odpowiedź jest absolutnie niemożliwa? Bo jeszcze nie spróbowałaś. Zrób to, nie masz nic do strace­nia, a jak dobrze pójdzie, unikniesz niepotrzebnej awantury.

 

Nadstawiaj rzeczowego ucha
Melodia czyni piosenkę. Mówisz czterema językami i pat­rzysz czterema parami oczu. Na percepcję wpływa cała gama okoliczności: samopoczucie, doświadczenie życiowe, sto­pień znajomości z rozmówcą.
Na przykład odmowa przez wiele osób odbierana jest bar­dzo osobiście, jako odrzucenie. Czują się odtrącone, nielu-biane. Nie potrafią potraktować odmowy rzeczowo. Niektó­rzy nawet bez pytania o powody od razu się wycofują. Inni reagują, jakby ich giez ukąsił albo się dąsają. Ja to nazywam „słuchaniem uchem relacji”. Kanał odbioru rzeczowej infor­macji jest zamknięty. Wprawdzie slyszymy: „W tej chwili nie mam czasu”, ale rozumiemy. „Tobie nie zamierzam poświę­cać czasu!”.
Rozmowy są przez to naładowane emocjonalnie. Dialog zamienia się w walkę, rzeczowy komunikat powoduje oso­bistą obrazę.
Kobiety zdają sobie sprawę, jakie może być brzemię od­mowy. Nie chcą nikogo ranić nawet rzeczowym „nie”, od­mawiają więc bardzo powściągliwie i ostrożnie. Lecz takie pochylanie się nad innymi jest stanowczo nie na miejscu, wręcz szkodzi.

 

Sprzężenie zwrotne
Żeby wyrwać się z błędnego koła nieporozumień, musisz się dowiedzieć, o jakie „nie” chodziło twojemu rozmówcy. Czy były jakieś rzeczowe powody odmowy, czy też chciał cię on zaatakować albo zranić. Dopiero kiedy będziesz miała co do tego absolutną pewność, możesz dalej rozmawiać, negocjo­wać, spierać się albo szukać rozwiązań.
Użyteczną metodą, dzięki której można zorientować się, co druga strona miała na myśli, jest tzw. sprzężenie zwrotne*: upewniasz się, czy dobrze zrozumiałaś słowa rozmówcy, opowiadasz własnymi słowami, jak odbierasz jego wypowiedź, i jeśli on odpowie: „właśnie o to mi chodziło”, wiesz, na czym naprawdę stoisz.
Sprzężenie zwrotne można ćwiczyć. Kiedy z kimś rozma­wiasz, odnoś się do meritum dopiero wtedy, gdy usłyszysz potwierdzającą odpowiedź na twoje pytanie: „Czy dobrze zrozumiałam? Chciałeś powiedzieć, że…”.
Jeżeli przyzwyczaisz się wyjaśniać, czy dobrze zrozumia­łaś wypowiedź drugiej strony, zanim udzielisz odpowiedzi, unikniesz wielu nieporozumień. Będziesz zdumiona, jak nie­wiele z tego, co ktoś chce nam przekazać, od razu do nas dociera, nawet w poważnej rozmowie. Przede wszystkim bę­dziesz miała okazję stwierdzić, czy ktoś, kto odrzucił twoją prośbę, chciał ci zrobić przykrość, a to pozwoli ci odpowied­nio zareagować.
Konstruktywne spory i negocjacje polegają na dochodze­niu do tego, o co chodziło drugiej stronie. Nie na tym, by utwierdzać się we własnych przekonaniach.

Kilka fragmentów z książki „Siła czy Moc”   Davida R. Hawkinsa plus przetłumaczony wykres ze strony http://files.meetup.com/8617712/DavidHawkins-PowerVsForce.pdf

Słowo wstępne
WYOBRAŹ SOBIE – CO BY BYŁO gdybyś miał dostęp do prostych odpowiedzi tak—lub-nie na każde pytanie które
chciałbyś zadać? Uderzająco prawdziwe odpowiedzi Na każde pytanie. Zastanów się nad tym.
Najprostsze przykłady jakie się nasuwają, to: „Jane spotyka się z kimś innym”. (T/N?) „Johnny mówi prawdę o szkole” (T/N?) A to tylko wstęp do kolejnych: „To bezpieczna inwestycja”. (T/N?), lub „Ta kariera jest warta moich starań” (T/N?) Co by było, gdyby każdy miał taki dostęp?
Zdumiewające wnioski same się nasuwają. Pomyśl raz jeszcze. Co by się stało z naszym ociężałym, częstokroć wadliwym systemem sądowniczym, gdyby istniała jasna, potwierdzalna odpowiedź w sprawie
„John Doe jest winny zarzucanego mu czynu” (T/N?) Co by się stało z polityką jaką znamy, gdyby każdy z nas mógł zadać pytanie, „Kandydat X uczciwie zamierza spełnić swoje przedwyborcze obietnice” (T/N?) — i wszyscy otrzymalibyśmy taką samą odpowiedź? A co by się stało z reklamą? Zaczynasz rozumieć. Ale ta myśl natychmiast zaczyna sięgać dalej. Co dzieje się z nacjonalizmem („Państwo X naprawdę dąży do obalenia
demokracji”)? Z rządem („Ta ustawa faktycznie broni praw obywateli.”)Co się dzieje z „Czek już został wysłany”?Gdyby, jak zostało powiedziane, człowiek nauczył się kłamać godzinę po tym, jak nauczył się mówić, wówczas zjawisko, o którym mówimy, byłoby źródłem najbardziej fundamentalnych przemian w ludzkiej wiedzy od zarania dziejów; przeobrażenia jakie by spowodowało – w dziedzinach od komunikacji po etykę, we wszystkich naszych potocznych koncepcjach, w każdym szczególe codziennej egzystencji – byłyby tak doniosłe, że z trudnością przychodzi samo wyobrażenie sobie życia w nadchodzącej erze prawdy. Świat, jaki znamy, zostałby nieodwołalnie, do głębi zmieniony.

Kinezjologią: nauka o mięśniach i ich poruszaniu, zwłaszcza w zastosowaniu do warunkowania fizycznego [gr. kinesis – ruch kinein – poruszać się) i logos – uczyć się].

Badania nad kinezjologią po raz pierwszy zwróciły uwagę naukowców w drugiej połowie ubiegłego wieku dzięki pracy dr. Georga Goodhearta. Zapoczątkował on specjalność, którą nazwał „Kinezjologią stosowaną”, po tym, jak odkrył, że dobroczynne bodźce fizyczne — na przykład korzystne suplementy odżywcze — zwiększały siłę pewnych
sprawiały, że mięśnie te nagle słabły. Na tej podstawie powstał wniosek, że na poziomie znacznie poniżej pojęciowej świadomości ciało „wiedziało” i było w stanie zasygnalizować to w teście mięśniowym, co było dla niego dobre, a co złe. Klasyczny przykład, cytowany później w pracy, polegał na zaobserwowanym powszechnie osłabieniu mięśni wskaźnikowych wskutek obecności sztucznego słodzika; te same zaś mięśnie ulegały wzmocnieniu w obecności zdrowych i naturalnych suplementów.
W późnych latach 70-tych dr John Diamond udoskonalił tę specjalność, tworząc nową dyscyplinę, którą nazwał „Kinezjologią behawioralną” Zaskakujące odkrycie dr Diamonda polegało na zaobserwowaniu wzmocnienia lub osłabienia mięśni wskaźnikowych na skutek obecności pozytywnych łub negatywnych bodźców fizycznych oraz emocjonalnych i intelektualnych.2 Uśmiech zatem sprawi, że test da efekt wzmocnienia (mięśnia — przyp.), zaś słowa „nienawidzę cię” osłabią go. Zanim przejdziemy dalej, wyjaśnijmy szczegółowo, jak się „testuje”, zwłaszcza, że czytelnicy z pewnością zechcą sami tego spróbować.

Oto zarys zaczerpnięty z książki dr. Diamonda z 1979 roku, Your Body Doesn’t Lie, przedstawiający procedurę zaadaptowaną przez niego z klasycznego opisu H. O- Kendalła w Muscles: Testing and Function (Baltimore: Williams & Wilkins, wydanie drugie, 1971).

Potrzeba dwojga ludzi aby wykonać test kinezjologiczny. Wybierz do tego przyjaciela lub członka rodziny. Będziemy jego lub ją nazywać badanym.
1. Niech badany stanie w pozycji wyprostowanej, z prawym ramieniem swobodnie opuszczonym, a lewym wyciągniętym równolegle do podłogi, z wyprostowanym łokciem. (Można również zamienić ramiona).
2. Stań zwrócony twarzą do badanego i umieść swoją lewą dłoń na jego prawym ramieniu, aby je przytrzymać. Następnie połóż prawą dłoń na wyprostowanym lewym ramieniu badanego, tuż powyżej nadgarstka.
3. Powiedz badanemu, aby napiął mięśnie, gdy będziesz usiłował popchnąć jego ramię w dół.
4. Teraz popchnij szybko do dołu jego ramię, stanowczo i równo. Chodzi o to, aby pociągnąć tylko na tyle, by sprawdzić sprężystość i odbicie w ramieniu, nie za mocno, żeby nie przeciążyć mięśni. Nie chodzi tu o to, kto będzie silniejszy, ale czy mięśnie potrafią utrzymać staw ramienny, chroniąc rękę przed opadnięciem.
Zakładając, że nie występuje żaden problem fizyczny z mięśniem, a badany j est w normalnym, zrelaksowanym stanie umysłu, niepodle- gający zewnętrznym bodźcom (z tego powodu jest ważne, aby testujący się nie śmiał, ani w żaden inny sposób nie oddziaływał na badanego), mięsień „da silny wynik” — ramię pozostanie w pozycji wyjściowej. Jeżeli powtórzy się test przy zastosowaniu negatywnego bodźca (na przykład sztucznego słodzika), „pomimo, że pociągasz z tą samą mocą, co poprzednio, mięsień nie będzie w stanie się oprzeć naciskowi i ramię badanego opadnie w dół”.

Uderzającym aspektem badań Diamonda była jednolitość reakcji wśród jego badanych. Wyniki Diamonda były przewidywalne, powtarzalne i uniwersalne. Działo się tak nawet wtedy, gdy nie istniało żadne racjonalne połączenie pomiędzy bodźcem a reakcją. Z zupełnie nieokreślonych powodów pewne abstrakcyjne symbole okazały się wywoływać u badanych słaby wynik, inne zaś wręcz odwrotnie. Niektóre rezultaty wprawiały w zakłopotanie: pewne obrazy niezawierające jawnie pozytywnych czy negatywnych treści dawały u wszystkich badanych słaby wynik, podczas gdy inne, „neutralne” dawały u wszystkich silny wynik. Jeszcze inne wyniki skłaniały do refleksji: podczas gdy praktycznie cały dorobek muzyki klasycznej i większość muzyki pop (włącznie z klasycznym rockiem i rock and roiłem) powszechnie wywoływały silną reakcję, „hard rock” czy „metal” które po raz pierwszy zyskały popularność w późnych latach 70-tych, dawały ogólnie słaby wynik.
Było jeszcze jedno zjawisko, które Diamond dostrzegł po drodze, chociaż nie poświęcił płynącym z niego niecodziennym implikacjom głębsze} analizy. Badani słuchający nagrań ze znanymi oszustwami – Lyndon Johnson dopuszczający się oszustwa w Zatoce Tonkińskiej, Edward Kennedy grający na zwłokę w incydencie Chappaąuiddick — powszechnie wypadali słabo. Gdy zaś słuchali nagrań z prawdziwymi — w oczywisty sposób – wypowiedziami, wszyscy bez wyjątku osiągali silny wynik.5 Było to punktem wyjścia dla pracy autora tej książki, dobrze znanego psychiatry i lekarza, Davida R. Hawkinsa. W1975 dr Hawkins rozpoczął badania nad kinezjologiczną reakcją na prawdę i kłamstwo.
Zostało ustalone, że badani nie musieli być świadomie zaznajomieni z testowaną substancją (czy zagadnieniem). W badaniu metodą podwójnie ślepej próby oraz podczas pokazów grupowych angażujących całą salę wykładową odbiorców – badani jednolicie osiągali słaby wynik w reakcji na nieoznaczone koperty zawierające sztuczny słodzik, a silny w przypadku identycznych kopert z placebo. Taka sama nieświadoma odpowiedź miała miejsce podczas testowania wartości intelektualnych.

To, co tutaj zadziałało, wydaje się być formą zbiorowej świadomości – Ducha świata (Spiritus mimdi) — lub, jak nazywa to Hawkins wzorując się na Jungu, „bazą danych świadomości” Zjawisko, jakie powszechnie jest dostrzegane wśród zbiorowości innych zwierząt społecznych – na mocy którego ryby pływające na jednym krańcu ławicy błyskawicznie zawrócą, gdy pozostałe z nich, pół kilometra dalej, umykają przed drapieżnikiem – w jakiś podświadomy sposób odnosi się także do naszego gatunku. Dysponujemy bowiem zbyt wieloma udokumentowanymi przykładami jednostek mających bezpośrednią styczność z informacją uzyskaną osobiście od nieznanych, oddalonych osób, żeby zaprzeczyć, że istnieją formy posiadanej wspólnie wiedzy, inne, niż te uzyskane przez racjonalną świadomość. Lub, mówiąc prościej, ta sama iskra wewnętrznej subracjonalnej mądrości która potrafi rozróżnić to, co zdrowe od niezdrowego, może także rozróżnić prawdę od fałszu.
Jednym wysoce sugestywnym elementem tego zjawiska jest binarny charakter odpowiedzi. Hawkins przekonał się, że pytania muszą być tak sformułowane, żeby można było udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi tak lub nie, jak w przypadku synapsy nerwowej (która jest otwarta lub zamknięta) lub podstawowych komórkowych form. „wiedzy”; czy jak w kwestii wielu innych rzeczy, o których mówią nam wiodący fizycy; jest to właśnie podstawowa cecha uniwersalnej energii. Czy ludzki mózg jest na pewnym pierwotnym poziomie cudownym komputerem, połączonym z uniwersalnym polem energii, który wie znacznie więcej, niż wie, że wie?
Mniejsza o to. W miarę jak badania dr. Hawkinsa posuwały się naprzód, jego najbardziej płodnym odkryciem był sposób kalibracji skali relatywnej prawdy, dzięki której stanowiska intelektualne, wypowiedzi, czy ideologie mogły zostać sklasyfikowane na skali od jednego do tysiąca. Można by zapytać, „Ta pozycja (książka, filozofia, nauczy¬ciel) kalibruje się na 200 (T/N?): na 250 (T/N?)” i tak dalej, aż punkt wspólnej słabej reakcji wyznaczy kalibrację. Doniosłym następstwem tych kalibracji był fakt, że po raz pierwszy w historii ludzkości wiarygodność danego światopoglądu mogła być oceniana> będąc wrodzonym atrybutem każdego podmiotu (czyli badanego – przyp.).

Przez 20 lat wykonywania podobnych kalibracji, Hawkins był w stanie przeanalizować pełne spektrum poziomów ludzkiej świadomości, rozwijając fascynującą mapę geografii doświadczeń człowieka. Ta „anatomia świadomości” oddaje kształt całej ludzkiej kondycji, pozwalając na wykonanie obszernej analizy emocjonalnego i duchowego rozwoju jednostek, społeczeństw i rasy ludzkiej w ogóle. Tak głęboka i dalekosiężna wizja daje nam nie tylko nowe zrozumienie ludzkiej podróży we wszechświecie, ale też pokazuje nam miejsce, w którym my sami i nasi bliźni znajdujemy się na drabinie duchowego oświecenia, oraz odnośnie naszej własnej, osobistej podróży do stania się tym, kim moglibyśmy się stać.
W tym tomie dr Hawkins wręcza nam owoce dziesięcioleci badań oraz wgląd w poruszające objawienie odnalezione w przełomowych odkryciach zaawansowanej fizyki cząstek i dynamiki nieliniowej. Pierwszy raz w naszych zachodnich zapisach dokonań intelektualnych demonstruje on, że „mędrca szkiełko i oko” potwierdza to, co mistycy i święci od niepamiętnych czasów mówili o jaźni, Bogu i samej naturze rzeczywistości. Ta wizja istnienia, istoty i boskości przedstawia taki obraz relacji człowieka do wszechświata, który jest wyjątkowy w swej zdolności zaspokojenia zarówno duszy, jak i rozumu. Odnajdujemy tu bogate intelektualnie i duchowo żniwa: wiele możesz zebrać i jeszcze więcej sobie ofiarować.
Przewróć stronę. Przyszłość zaczyna się teraz.

E. Whalen, Wydawca Bard Press Arizona, 1995

0mega mapa - stożek

Wstęp

Wszystkie ludzkie dążenia od zawsze miały jeden wspólny cel, była nim potrzeba zrozumienia naszego
życia, czy też chęć oddziaływania na nie. Aby to osiągnąć, człowiek rozwinął liczne dziedziny wiedzy, opisowe i analityczne: Moralność, Filozofię, Psychologię, etc. Aby móc przewidywać dalsze tendencje ludzkich działań, każdego dnia inwestowane są zdumiewające ilości czasu i pieniędzy w pozyskiwanie nowych danych i ich analizę. Tym gorączkowym poszukiwaniom przyświeca wewnętrzne przekonanie 0 istnieniu jakiejś ostatecznej „Odpowiedzi”, w odnalezienie której wszyscy odwiecznie wierzymy. Ma ona nam umożliwić rozwiązanie
problemów ekonomii, przestępczości, zdrowia, czy polityki. Jednakże, jak do tej pory, ponieśliśmy klęskę na tym polu.
Problem nie polega na tym, że nie posiadamy dostatecznej ilości danych; jesteśmy przez nie dosłownie zasypywani. Przeszkodą jest natomiast brak odpowiednich narzędzi do zrozumienia ich znaczenia. Do tej pory nie potrafiliśmy zadać odpowiednich pytań, ponieważ nie byliśmy w posiadaniu adekwatnych mierników ich istotności
i stosowności.
Od zarania dziejów ludzki dylemat polegał na tym, że człowiek mylnie uznawał swoje wytwory umysłowe za rzeczywistość. Jednak istnienie takich fałszywych założeń jest tylko wynikiem przyjęcia arbitralnej perspektywy poznawczej. Nieadekwatność odpowiedzi, które otrzymujemy, jest bezpośrednim skutkiem ukrytych ograniczeń, zawartych w światopoglądzie pytającego. Nawet niewielkie błędy w formułowaniu pytań skutkują poważnymi błędami w otrzymywanych odpowiedziach.
Jednak zrozumienie to nie tylko analiza danych, lecz ich analiza w określonym kontekście. Informacja jest bezużyteczną, jeśli nie wiemy co oznacza. Aby zrozumieć znaczenie, nie tylko musimy zadać właściwe pytanie, ale też potrzebujemy odpowiednich narzędzi, które umożliwią nam sensowny pomiar danych w procesie ich sortowania i opisu.
Pomimo wielu prób dogłębnego zrozumienia ludzkiego zachowania, w większości przypadków nie jest możliwe jego rozszyfrowanie. Systemy, jakie rozwinęliśmy, aby osiągnąć zrozumienie, mogą się wydawać rozległe i doniosłe, jednak każdy z nich w efekcie zawiódł nas w ślepą uliczkę z powodu ograniczeń zawartych w jego założeniach początkowych. W miarę zgłębiania natury problemów człowieka staje się jasne, że nigdy nie istniała niezawodna eksperymentalna miara, dzięki której moglibyśmy dokonywać pomiaru i interpretacji motywacji człowieka oraz jego doświadczeń na przestrzeni historii.
Filozofia i wszystkie jej dziedziny starają się pojąć ludzkie doświadczenie poprzez tworzenie abstrakcji oraz zakładanie ich zgodności z jakąś ostateczną rzeczywistością. Wszystkie systemy polityczne opierają się na założeniach o względnych ludzkich wartościach, którym brak jakichkolwiek faktycznych podstaw, możliwych do zademonstrowania. Wszystkie systemy moralności rozpuszczają się w arbitralnych próbach zredukowania ogromnej złożoności ludzkiego zachowania do uproszczonych kategorii dobra i zła. Psychoanaliza, odsłaniając nieświadomy umysł, pogorszyła ten nieład, zapoczątkowując konsternujący szereg metod leczenia oraz podejścia psychologiczne uzyskane z najróżniejszych punktów widzenia. Ten trwający bełkot ludzkich prób zrozumienia siebie ostatecznie daje semantyczne grzęzawisko, w którym cokolwiek, co się powie, może być w jakimś stopniu prawdziwe. Z powodu niepewności odnośnie dokładnej natury przy-czynowości, nawet gdy uzyskuje się mierzalne wyniki, łatwo zostają one przypisane do nienaturalnych przyczyn.
Na zgubne błędy wszystkich systemów myślowych od zawsze składały się:

(1) niepowodzenia w odróżnianiu subiektywności od obiektywności,

(2) lekceważenie ograniczeń kontekstowych obecnych w terminologii planu badawczego,

(3) ignorowanie samej natury świadomości oraz

(4) niezrozumienie natury przyczynowości.

Konsekwencje tych uchybień staną się oczywiste, gdy przystąpimy do zbadania głównych obszarów ludzkiego doświadczenia, z wykorzystaniem nowych narzędzi i nowej perspektywy’.
Społeczeństwo nieustannie poświęca czas na naprawianie skutków zamiast przyczyn, co mocno spowalnia rozwój ludzkiej świadomości. Istoty ludzkie znajdują się zaledwie na pierwszym szczeblu drabiny ewolucji. Nie udało nam się nawet rozwiązać tak prymitywnego problemu, jakim jest głód na świecie. W rzeczy samej, najbar-dziej doniosłe osiągnięcia ludzkości dokonały się prawie na ślepo, metodą prób i błędów. Podczas gdy ten przypadkowy ciąg poszukiwań zamiast prawdy przyniósł labirynt zawiłości, prawdziwe odpowiedzi zawsze niosą ze sobą oznakę prostoty. Podstawowym prawem świata jest zasada ekonomii. We wszechświecie nie ma nawet jednego nadprogramowego kwarka, wszystko jest powiązane jednym celem i samoreguluje się, odnajdując równowagę – nie ma tu żadnych zbędnych zdarzeń.
Człowiek tak długo będzie uwięziony przez brak wiedzy o sobie samym, aż nie nauczy się sięgać wzrokiem poza pozorne przyczyny, których istnienie przyjmuje. Doświadczenie pokazało, że odpowiedzi nigdy nie biorą się ze wskazania „przyczyn” w świecie. Istotne jest natomiast zidentyfikowanie warunków, będących podstawą rzekomych przyczyn, a warunki te, jak się okazuje, istnieją jedynie w ludzkiej świadomości. Niemożliwe jest znalezienie rozstrzygającej odpowiedzi poprzez wyizolowanie jakiejś sekwencji zdarzeń ze świata i przypisywanie im pojęcia „przyczynowości”. W obserwowanym przez nas świecie nie ma przyczyn. Jak wykażemy, świat obserwowany jest światem efektów.
Jaka jest prognoza dla człowieka? Czy społeczeństwo, z racji swych własnych chaotycznych podsystemów uciekania przed niszczycielską siłą, jest wewnętrznie skazane na niepowodzenie? Ta perspektywa leży u podstaw ogólnej społecznej obawy przed przyszłością. Międzynarodowe sondaże wskazują na wysoki poziom niezadowolenia na całym świecie, nawet w najbardziej rozwiniętych krajach. Podczas gdy większość poddaje się pesymistycznej perspektywie i modli się za lepsze życie „w zaświatach” tych kilku wizjonerów, którzy przewidują utopijną przyszłość, jest niezdolnych do wskazania niezbędnych środków, aby do niej doszło. Społeczeństwo potrzebuje wizjonerów środków, a nie marzycieli o celach. Gdy mamy środki, cele odsłaniają się same.
Problem z odnalezieniem skutecznych środków sprowadza się do naszej niezdolności odróżnienia rzeczy istotnych od nieistotnych. Do tej pory nie istniała żadna metoda pozwalająca odróżnić efektywne rozwiązania od tych nieprzydatnych. Nasze środki badawcze okazują się być ze swej natury niewystarczające do realistycznej oceny zachodzących zjawisk.
Społeczne wybory częściej, niż się przypuszcza, są wynikiem oportunizmu/ błędów statystycznych, sentymentów, presji mediów lub świata polityki, albo też osobistych uprzedzeń i działania dla własnych korzyści. Kluczowe decyzje, dotyczące wszystkich ludzi na ziemi, są podejmowane w warunkach, które praktycznie od razu gwarantują porażkę. Ponieważ społeczeństwa nie posiadają właściwego podłoża dla stworzenia skutecznych rozwiązań problemów, starają się ratować poprzez ucieczkę do siły (rozumianej jako wojna, prawo, podatki, zasady i przepisy), co jest niezmiernie kosztowne, zamiast zastosować moc, co pozwoliłoby zaoszczędzić wszystkim czas i energię.
Rozum i uczucia, dwa podstawowe ludzkie zmysły kierujące naszym działaniem, są jednakowo zawodne, o czym świadczy historia, obfitująca w przykłady podejmowania ryzykownych prób przetrwania, tak przez jednostki, jak zbiorowości. Pomimo rozsądku, jaki przy-pisuje swoim działaniom, człowiek z reguły funkcjonuje w oderwaniu od wzorców rozpoznania. Logiczny dobór i aranżacja informacji służą mu głównie do utworzenia pewnego systemu rozpoznawania wzorców, który następnie zostaje uznany za „prawdę”. Jednakże nic nigdy nie jest „prawdziwe” poza pewnymi okolicznościami, i tylko ze szczególnego punktu widzenia.
Na skutek tego, myślący człowiek dedukuje, że wszystkie jego problemy biorą się z trudności w „wiedzeniu”. W rezultacie człowiek tworzy epistemologię, dziedzinę filozofii zajmującą się szukaniem odpowiedzi na pytanie czy – i do jakiego stopnia – możliwe jest pozna-nie czegokolwiek. Powstały w ten sposób dyskurs filozoficzny staje się albo przeintelektualizowany, albo prowadzący donikąd, i jedynie pytania leżące u jego źródła są odwieczną ludzką bolączką. Niezależnie od tego gdzie zaczyna się nasze poszukiwanie wiedzy, zawsze docieramy do zjawiska uważności i natury ludzkiej świadomości I w końcu zaczynamy sobie zdawać sprawę, że jakikolwiek postęp w kondycji ludzkiej wymaga wiarygodnej podstawy poznania, której będziemy mogli zawierzyć.
Brak wiedzy o naturze samej świadomości jest więc główną przeszkodą na drodze ludzkiego rozwoju. Jeśli przyjrzymy się zadziwiająco szybkim procesom zachodzącym w mózgu, zauważymy, że umysł działa szybciej, niż nadąża za tym nasza świadomość. Tutaj staje się oczywiste doniosłe odkrycie, że jakiekolwiek opieranie naszych działań na przemyślanych decyzjach jest iluzją. Podejmowanie decyzji jest funkcją naszej świadomości. Umysł dokonuje wyborów z niewyobrażalną prędkością, opierając się na milionach danych oraz ich wzajemnych korelacjach i projekcjach, w procesie dalekim od świadomego pojmowania. Jest to globalna funkcja, zdominowana przez wzorce energetyczne, określane w nowej nauce dynamiki nieliniowej jako atraktory.
Świadomość automatycznie wybiera sobie to, co będzie upatrywać za najlepsze, bo to jest jej jedyną funkcją, do jakiej jest zdolna.
Względna waga i wartość, przypisane określonym danym, są zdeterminowane przez główny wzorzec atraktorowy, funkcjonujący w pojedynczym umyśle lub w grupie umysłów. Schematy te mogą być rozpoznawane, opisywane i klasyfikowane, a z powyższej wiedzy wyłania się zupełnie nowe rozumienie ludzkiego zachowania, historii oraz przeznaczenia ludzkości.
Ta książka, będąca wynikiem dwudziestu lat wzmożonych badań, wymagających wykonania milionów kalibracji, jest w stanie udostępnić ten rodzaj zrozumienia dla każdego. Przestaje zaskakiwać fakt, że to objawienie pochodzi z fortunnego połączenia pomiędzy fizjologią świadomości, działaniem ludzkiego układu nerwowego i fizyką wszechświata, gdy przypomnimy sobie, że jesteśmy w końcu częścią wszechświata, w którym wszystko jest ze sobą połączone. Wszystkie jego tajemnice są zatem, teoretycznie, co najmniej dostępne dla nas, o ile wiemy gdzie i jak szukać.
Czy człowiek potrafi się podnieść dzięki swoim „programom ładującym”? Dlaczego nie? Jedyne, co musi zrobić, to zwiększyć swoją wytrzymałość psychiczną, a bez wysiłku wzniesie się na wyższy poziom. Siła nie jest w stanie tego osiągnąć; moc nie tylko potrafi, ale też stale tego dokonuje.
Człowiekowi wydaje się, że żyje dzięki siłom, które kontroluje, ale w rzeczywistości to nim rządzi moc płynąca z nieujawnionych źródeł, moc, nad którą nie ma on kontroli. Moc nie wymaga wysiłku, dlatego przychodzi niezauważona i niepodejrzewana. Siła jest doświadczana drogą zmysłową; moc może być rozpoznana jedynie poprzez wewnętrzną uważność. Człowiek jest unieruchomiony w swoich dzisiejszych warunkach na skutek swojego sojuszu z potężnymi atraktorowymi wzorcami energii, które sam, nieświadomie, wprawia w ruch. Raz za razem zostaje on zawieszony w tym stanie ewolucji, a jednocześnie powściągany przez energie siły i aktywowany przez energie mocy.
Jednostka jest jak spławik w morzu świadomości – nie wie, gdzie jest, skąd się wzięła, dokąd zmierza, ani dlaczego. Człowiek błądzi w przestrzeni swoich nieskończonych dylematów, zadając te same pytania stulecie po stuleciu, co i tak zawodzi go przy próbach dokonania kwantowego skoku świadomości. Jedną z oznak takiej nagłej ekspansji kontekstu i zrozumienia jest wewnętrzne doświadczenie ulgi, radości i zachwytu. Wszyscy, którzy tego doznali, czują, że świat podarował im cenny dar. Fakty są gromadzone w trudzie, natomiast prawda odsłania się bez wysiłku. Miejmy nadzieję, że dzięki tej książce czytelnik będzie w stanie pojąć, a następnie przygotować warunki dla takiego osobistego objawienia. Bo to jest naszą ostateczną przygodą.

*

Tradycyjna newtonowska koncepcja przyczynowości (patrz poniżej) wykluczyła wszystkie „niezdeterminowane” dane, ponieważ taka informacja nie pasowała do jej paradygmatu. Jednakże wraz z odkryciami Einsteina, Heisenberga, Bella, Bohra i innych wielkich naukowców nasz model wszechświata gwałtownie się rozszerzył. Zaawansowana fizyka teoretyczna pokazała, że wszystko we wszech-świecie w nieuchwytny sposób zależy od całej reszty.
Klasyczny newtonowski czterowymiarowy wszechświat jest często opisywany jako wielki mechanizm zegarowy z trzema wymiarami przestrzeni, w których manifestują się procesy liniowe w czasie. Gdy przyjrzymy się nawet prostemu mechanizmowi, zauważymy, że pewne przekładnie poruszają się wolno i ociężale, podczas gdy inne bardzo szybko, a maleńkie obciążniki wirują wokół, gdy inne mechanizmy huśtają się w przód i w tył. Umieszczenie nacisku na jednej z wielkich, poruszających się przekładni nie wywarłoby wpływu na mechanizm. Jednakże gdzieś istnieje delikatny mechanizm równowagi, w którym najmniejszy dotyk zatrzymuje całe urządzenie, jest to określane jako „punkt krytyczny”* gdzie najmniejsza siła wypracowuje największy skutek.

Przyczynowość
W obrębie obserwowalnego świata umownie przyjmuje się, że przyczynowość działa w następujący sposób:

ABC 1
Jest to nazywane deterministyczną sekwencją linearną – jak kule bilardowe, które po kolei uderzają w siebie. Ukryte przypuszczenie zakłada, że A wywołuje B wywołuje C.
Lecz nasze własne przypuszczenia wnoszą, że przyczynowość funkcjonuje w zupełnie inny sposób:

ABC 2

Widzimy na tym diagramie, że przyczyna (ABC), która jest nie-dostrzegalna, przynosi rezultat w postaci ciągu             A->B->C, który jest widocznym zjawiskiem w obrębie mierzalnego, trójwymiarowego świata. Typowe problemy, z którymi świat próbuje się zmierzyć, istnieją na obserwowalnym poziomie A->B->C. Jednak nasza praca ma na celu znaleźć wrodzony wzorzec atraktorowy, ABC, z którego powstaje A->B->C
ABC 3
Na tym prostym diagramie operatory przekraczają zarówno to, co dostrzegalne jak i to, co niedostrzegalne. Moglibyśmy je zobrazować jako tęczę, łączącą środowiska deterministyczne i niedeterministyczne.
(Istnienie operatorów może być wydedukowane poprzez zadanie pytania: „Co obejmuje zarówno możliwe jak i niemożliwe, znane i nieznane?” — to znaczy: co jest macierzą wszystkich możliwości?).
Ten opis funkcjonowania wszechświata pozostaje w zgodzie z teoriami fizyka Davida Bohma, który opisał holograficzny wszechświat zawierający niewidzialny, ukryty („zwinięty”) oraz jawny („rozwinięty”) porządek.15 Warto wspomnieć, że ten naukowy wgląd odpowiada wizji rzeczywistości doświadczanej w historii przez oświeconych mędrców, którzy rozwinęli swoją świadomość do stanu czystej uważności. Bohm postuluje istnienie źródła, które znajduje się zarówno poza światem jawnym jak i ukrytym, bardzo podobnego do stanu czystej uważności opisywanego przez mędrców.

*

Ponieważ wszystko w świecie jest ze sobą połączone, nie jest niczym zaskakującym, że jeden z głównych celów tych badań – odkrycie mapy pól energii świadomości — będzie powiązany ze wszystkimi innymi drogami dociekań (jednoczącymi różnorodność ludzkich doświadczeń i ich przejawy w obejmującym wszystko paradygmacie) i potwierdzony przez nie. Taki wgląd może ominąć sztuczną dychotomię na podmiot i przedmiot, przekraczając ograniczony pogląd, który stwarza iluzję dualności. To, co podmiotowe, jak i to, co przedmiotowe, są w rzeczywistości jednym i tym samym, t0 co może zostać przedstawione bez uciekania się do równań nieliniowych czy grafiki komputerowej.
Dzięki utożsamieniu podmiotowego z przedmiotowym jesteśmy wstanie przekroczyć ograniczenia koncepcji czasu, która z samej swojej definicji jest główną przeszkodą w zrozumieniu natury życia, szczególnie w jego przejawie pod postacią ludzkiego doświadczenia. Jeśli rzeczywiście podmiot i przedmiot są jednym i tym samym, możemy odnaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania, zaledwie przyglądając się samemu człowiekowi. Dzięki prostemu rejestrowaniu informacji możemy ujrzeć wielki, wyłaniający się obraz, w którym nie ma ograniczeń dla zasięgu dalszych dociekań.
Każdy z nas przez cały czas posiada komputer znacznie bardziej zaawansowany niż większość dostępnych maszyn o sztucznej inteligencji – sam ludzki umysł. Podstawową funkcją każdego urządzenia mierzącego jest po prostu sygnalizowanie wykrycia nawet drobnej zmiany. W eksperymentach opisanych w tej książce, reakcje płynące z ludzkiego ciała dostarczają takiego właśnie sygnału zmiany warunków. Jak zostanie pokazane, ciało potrafi w największym stopniu rozróżnić to, co wspiera życie, od tego, co jest mu przeciwne.
Nie jest to zaskakujące. W końcu żyjące istoty reagują pozytywnie na to, co podtrzymuje życie i negatywnie na jego przeciwieństwa. Jest to podstawowy mechanizm przetrwania. We wszystkich formach życia obecna jest zdolność wykrywania zmiany i reagowania odpowiednio. A zatem drzewa rosną mniejsze na wysokich poziomach, bo tlen w atmosferze się rozrzedza. Ludzka protoplazma jest znacznie bardziej wrażliwa niż protoplazma drzewa.
Metodologia, wywodząca się ze studiów nad dynamiką nieliniową, którą zastosowaliśmy w tej pracy do rozwinięcia map pól ludzkiej świadomości, jest znana jako badania atraktorowe. Zajmuje się identyfikowaniem stopni mocy pól energii z wykorzystaniem analizy punktu krytycznego. (Analiza punktu krytycznego jest techniką, biorącą się z faktu, że w każdym wysoce złożonym systemie jest pewien punkt krytyczny, w którym najmniejszy wkład przyniesie największą zmianę. Na przykład wielkie przekładnie młynu możesz wstrzymać dzięki lekkiemu dotknięciu właściwego mechanizmu, możliwe jest też zatrzymanie ruchu wielkiej lokomotywy jeżeli wiesz, gdzie dokładnie nacisnąć palcem).
Dynamika nieliniowa umożliwia rozpoznanie tych istotnych wzorców w złożonych sytuacjach, nawet jeśli są ukryte w braku spójności czy masie nieczytelnych danych. Odkrywa ona wagę tego, co świat odrzuca jako nieważne, wykorzystując całkowicie inne podejście i zupełnie inne metody rozwiązywania problemu niż te, do których przyzwyczajony jest świat.

*

Metoda testowania
Potrzeba dwóch osób. Jedna z nich pełni rolę badanego, trzymając wyprostowane ramię równolegle do podłogi. Następnie druga osoba, trzymając palce na nadgarstku badanego, pcha jego ramię w dół, mówiąc: „opór”. Wówczas badany opiera się doznawanemu pchnięciu w dół, nie pozwalając, aby ramię opadło. To wszystko, co jest konieczne, aby wykonać test.
Zdanie może zostać wypowiedziane przez każdą ze stron. W momencie gdy badany o nim myśli, siła jego wyprostowanego ramienia jest badana przez nacisk testującego. Jeżeli zdanie jest negatywne lub nieprawdziwe albo osiąga kalibrację poniżej 200 (patrz Mapa Świadomości, Rozdział III), badany mięsień „osłabnie” Gdy zaś odpowiedź brzmi „tak” lub osiąga kalibrację powyżej 200, będzie „silny” i nie opadnie.
Obrazując całą procedurę, można podczas testowania poprosić badanego o wyobrażenie sobie wizerunku Abrahama Lincolna, następnie, dla kontrastu, Adolfa Hitlera. Ten sam efekt można osiągnąć myśląc o kimś, kogo się kocha, w opozycji do kogoś, przed kim odczuwa się strach, nienawiść lub do kogo ma się żal.
Gdy skala numeryczna zostanie już raz ustalona (patrz niżej), można uzyskać kalibrację poprzez stwierdzenie: „ten przedmiot” (np. książka, organizacja, pobudki danej osoby, etc.) jest „powyżej 100″, następnie „powyżej 200″ i „powyżej 300″, do momentu aż uzyskamy negatywną odpowiedź. Kalibrację można wtedy sprecyzować: „jest powyżej 220? 225? 230?”, itd. Testujący i badany mogą zamieniać się rolami, a uzyskiwane wyniki będą wciąż takie same. Gdy ktoś już zapozna się z tą metodą, może ją wykorzystywać do oceny firm, filmów, osób, wydarzeń w historii lub dla oceny własnych problemów życiowych.
Jak czytelnik sam zauważy przebieg testu wykorzystuje test mięśniowy dla weryfikacji czy zdanie oznajmujące jest prawdziwe, czy fałszywe. W przypadku, gdy pytanie nie zostało ujęte w tej formie, uzyska się zawodne odpowiedzi. Nie można też otrzymać rzetelnych wyników, gdy pytanie odnosi się do przyszłości. Jedynie zdania dotyczące istniejących już warunków czy wydarzeń dadzą konsekwentne odpowiedzi.
Bardzo ważną kwestią jest zachowanie bezosobowej relacji podczas testowania, aby zapobiec przenoszeniu pozytywnych łub negatywnych uczuć. Dokładność zwiększa się, gdy badany zamyka oczy. Nie powinno też być żadnej muzyki w tle.
Ponieważ test ten jest wręcz łudząco prosty, dobrze żeby badacz najpierw sam zweryfikował jego poprawność. Odpowiedzi mogą zostać sprawdzone poprzez zadawanie pytań. Każdy, kto zapoznał się z tą techniką, ma chęć sprawdzenia, czy na pewno jest niezawodna.9 Po chwili jednak okaże się, że dokładnie ta sama odpowiedź jest uzyskiwana w przypadku wszystkich badanych, że nie muszą oni posiadać żadnej uprzedniej wiedzy na temat, którego dotyczy pytanie oraz że odpowiedź zawsze będzie niezależna od własnych opinii badanego odnośnie pytania.
Odkryliśmy, że zanim pytanie zostanie postawione, pomocne jest uprzednie przetestowanie stwierdzenia: „Mogę zadać to pytanie”. Jest to analogiczne z zapytaniem wejściowym w terminalu komputerowym i w pewnych przypadkach da przeczącą odpowiedź. Oznacza to, że powinno się zrezygnować z zadawania danego pytania lub pytać o przyczyny odpowiedzi „nie”. Pytający mógł na przykład odczuwać w tamtym momencie psychologiczne napięcie związane z odpowiedzią lub jej następstwami.
W naszych badaniach testowane osoby były proszone o skoncentrowanie się na określonej myśli, uczuciu, postawie, wspomnieniu, związku bądź życiowych okolicznościach. Test był wielokrotnie prze-prowadzany w dużych grupach ludzi. Dla celów pokazowych początkowo ustanowiliśmy linię bazową, prosząc badanych, którzy mieli zamknięte oczy, aby przywołali w pamięci obraz siebie, gdy byli w stanie złości, zdenerwowania, zazdrości, załamania, poczucia winy łub strachu. W tym momencie wszyscy jednakowo doznawali osłabienia mięśni. Wtedy prosiliśmy ich, aby wyobrazili sobie ukochaną osobę lub miłą sytuację w życiu i mięśnie wszystkich się wzmacniały. Wówczas wśród uczestników zwykle przemykał pogłos zdziwienia nad następstwami tego, co właśnie odkryli.
Kolejnym demonstrowanym zjawiskiem była jednakowa moc działania metody w przypadku wyobrażenia sobie danej substancji przez badanego, jak i wtedy, gdy substancja ta znajdowała się w fizycznym kontakcie z jego ciałem, jako przykład wykorzystywaliśmy jabłko wyhodowane na pestycydach, podniesione w górę tak, aby uczestnicy patrzyli na nie podczas testowania. Wszyscy osiągali słaby wynik. Następnie podnosiliśmy organicznie wyhodowane jabłko, niezawierające substancji skażonych. Gdy badani patrzyli na nie, ich mięśnie natychmiast się wzmacniały. Ponieważ nikt z uczestników nie wiedział, które jabłko jest którym, nikt nie posiadał też żadnych oczekiwań odnośnie wyniku testu, niezawodność metody była ukazywana ku zadowoleniu wszystkich.
Należy pamiętać, że ludzie przetwarzają swoje doświadczenia na różne sposoby: jedni przybierają głównie styl czuciowca, inni są bardziej słuchowcami, a jeszcze inni wzrokowcami. Z tego powodu pytania testowe nie powinny zawierać takich sformułowań jak Jak się czujesz?” odnośnie osoby, sytuacji czy przeżycia, czy „Jak to wygląda?” lub „Jak to brzmi?” Zwyczajowo, jeśli powie się badanemu: „Wyobraź sobie sytuację (łub osobę, miejsce, rzecz czy uczucie)” instynktownie wybierze on właściwy dla siebie sposób.
Może się czasem zdarzyć, że badani, starając się zamaskować swoją odpowiedź, nawet podświadomie, wybiorą sposób, który nie jest ich zwyczajowym trybem przetwarzania, co da fałszywą odpowiedź. Gdy testujący wykryje, co zaszło, powinien zmienić formę pytania. Na przykład pacjent, obarczony poczuciem winy z powodu gniewu na swoją matkę, może utrzymać w umyśle jej obraz, co może dać mocny Wynik. Jednakże, gdy testujący przeformułuje pytanie i poprosi, aby badany wyobraził sobie swój obecny stosunek do swej matki, wynik natychmiast zmieni się na słaby.
Inne środki ostrożności konieczne do podtrzymania trafności testu obejmują zdjęcie okularów, szczególnie jeśli posiadają metalowe oprawki oraz nakryć głowy (syntetyczne materiały znajdujące się na głowie sprawiają, że mięśnie dają słaby wynik). Ramię poddawane testowi również powinno być pozbawione biżuterii, a zwłaszcza kwarcowych zegarków. Gdy zachodzi nieprawidłowa odpowiedź, dalsze śledztwo powinno wykryć jej przyczynę – testujący mógłby przykładowo stosować perfumy na które badany może reagować niekorzystnie i tym samym dawać fałszywe, negatywne odpowiedzi. Jeżeli testujący wciąż spotyka się z ciągiem powtarzających się niepowodzeń podczas prób uzyskania poprawnej odpowiedzi, powinno się poddać ocenie wpływ jego głosu na badanego. Niektórzy testujący, przynajmniej niekiedy, mogą wyrażać wystarczająco negatywne emocje w swoim głosie, aby wywarło to wpływ na badanego.
Kolejnym czynnikiem, który należy wziąć pod uwagę w przypadku zetknięcia się z paradoksalną reakcją, jest przedział czasowy wykorzystywanego obrazu czy wspomnienia. Jeśli badany utrzymuje w umyśle obraz danej osoby i ich związku, odpowiedź będzie zależała od okresu czasu, z którego dany obraz czy wspomnienie pochodzi. Jeżeli przypomina sobie swoją relację z bratem z okresu dzieciństwa, odpowiedź może być inna, niż w przypadku gdy wyobraża sobie ich związek w formie, w jakiej istnieje dzisiaj. Zadawanie pytań musi być precyzyjnie zawężone.
Inną przyczyną osobliwych wyników testu jest fizyczna kondycja badanego, wynikająca ze stresu lub obniżonego funkcjonowania gruczołu grasicy na skutek zetknięcia z silnie negatywnym polem energii. Gruczoł grasicy jest głównym regulatorem akupunkturowego systemu energetycznego ciała i kiedy jego energia jest obniżona, wyniki testu są nieprzewidywalne. Można temu zaradzić w łatwy sposób, trwający kilka sekund, dzięki prostej technice odkrytej przez dr. Diamonda, którą nazwał „uderzeniem grasicy” (ang. thymus thump). Gruczoł grasicy znajduję się zaraz za wierzchołkiem mostka. Należy zaciśniętą pięścią uderzać rytmicznie kilka razy tę okolicę, jednocześnie uśmiechając się i myśląc o kimś, kogo się kocha. Przy każdym uderzeniu powiedz: „ha-ha-ha”. Ponowne podejście do testu pokaże wznowienie aktywności grasicy, a wyniki testu powrócą do normy.

*

Możemy zaobserwować, jak w ciągu historii społeczeństwo usiłowało „leczyć” problemy poprzez zmiany ustawodawcze, wojnę, sterowanie rynkiem, prawami i zakazami – a więc samymi przejawami siły — aby później dostrzec, jak te same problemy niezmiennie trwają lub powracają pomimo podjętych zabiegów. Pomimo że rządy, jak i jednostki, działające z pozycji siły są krótkowzroczne, dla wrażliwego obserwatora ostatecznie staje się jasne, że warunki konfliktu społecznego nie znikną, dopóki leżąca u jego podstaw przyczyna nie zostanie ujawniona i „wyleczona”
Różnica pomiędzy leczeniem a uzdrowieniem polega na tym, że w przypadku tego pierwszego kontekst pozostaje bez zmian, natomiast w przypadku drugiego, zmiana kliniczna pojawia się na skutek przeobrażenia samego kontekstu tak, aby wprowadzić całkowite usunięcie przyczyny danego stanu zamiast leczenia jego objawów. Można przepisywać leki przeciw nadciśnieniu w przypadku chorób układu krążenia. Czymś zgoła innym będzie jednak rozszerzenie.

*

Problemy społeczne
Uzależnienie od narkotyków i alkoholu jest najbardziej palącą kwestią w społeczeństwie, zasilającą równoległe problemy związane z przestępczością, biedą czy opieką społeczną. Uzależnienie okazało się najtrudniejszym społecznym i klinicznym dylematem, dotąd niezrozumiałym poza granicami najbardziej podstawowych opisów. Poprzez pojęcie „uzależnienie” rozumiemy uzależnienie kliniczne w klasycznym sensie stałej zależności od alkoholu lub narkotyku, pomimo poważnych konsekwencji jakie ono niesie, stan przekraczający zdolność osoby uzależnionej do zaprzestania używania danej substancji bez pomocy z zewnątrz, ponieważ jej wola stała się bezskuteczna. Jaki jednak jest podstawowy charakter uzależnienia i od czego tak naprawdę człowiek jest uzależniony?
Powszechnym przekonaniem jest, że sama substancja uzależniająca jest tym, od czego ofiara stała się zależna, wskutek mocy tej substancji do wywoływania wysokiego stanu euforii. Jeśli jednak prześledzimy od początku naturę nałogu, korzystając z dostępnej tu metodologii, pojawia się inne sformułowanie tego procesu.

Alkohol czy narkotyki same z siebie wcale nie posiadają mocy, aby wywołać „haj” Są one wylkalibrowane jedynie na 100 (poziom roślin). Natomiast sam „haj”, którego doświadcza uzależniony, może kalibrować się na poziomie 350 do 600.

Faktycznym skutkiem narkotyków jest jedynie tłumienie niższych poziomów energii, umożliwiając w ten sposób użytkownikowi doświadczanie wyłącznie tych wyższych. To tak jak gdyby filtr tłumił wszystkie niższe tony grane przez orkiestrę, sprawiając, że wszystko, co można usłyszeć, to tony wysokie. Wyciszenie niższych dźwięków nie wywołuje tych wyższych, tylko je uwydatnia.
Na poziomach świadomości wyższe frekwencje są niezwykle potężne i mało kto zazwyczaj odbiera je jako czyste stany, ponieważ są przysłonięte przez niższe pola energii — wypełnione niepokojem, strachem, złością, urazą, itd. Rzadko kiedy przeciętnej osobie zdarza się na przykład doświadczać miłości bez strachu lub czystej radości, a jeszcze rzadziej ekstazy. Jednak te wyższe stany są tak mocne, że jeśli osoba ich choć raz doświadczy, nigdy ich nie zapomni i zawsze już będzie dążyć do ich odnalezienia.
To właśnie od doświadczeń wyższych stanów ludzie się uzależniają. Jest to dobrze zilustrowane w klasycznym filmie
Lost Horizon.  Shangri-La (filmowa metafora, określająca bezwarunkową miłość i piękno) jako koncepcja jest wykalibrowana na 600. Kto raz jej doświadczył, zostaje przeprogramowany tak, że już nigdy nie czuje się dobrze w swoim zwykłym stanie świadomości. Bohater filmu odkrywa ten fakt, gdy nie potrafi już odnaleźć szczęścia w swoim świecie po powrocie z Shangri-La.
Taki sam proces przeprogramowania zachodzi wśród osób, które osiągnęły wysokie stany świadomości w inny sposób, jak na przykład przeżycie Samadhi podczas medytacji czy w doświadczeniach śmierci klinicznej. Często okazuje się, że tacy ludzie zmienili się na zawsze. Nierzadko zdarza się w ich przypadku, że zostawiają za sobą wszystko, co niesie ze sobą świat materialny, a dalsze życie spędzają na poszukiwaniu prawdy. Wiele osób, które poznało transcendentalne doświadczenia z LSD w latach 60. XX w., postąpiło w ten sposób. Te wyższe stany są także osiągane dzięki doznaniom miłości, religii, muzyki klasycznej, sztuki lub dzięki praktykowaniu dyscyplin duchowych.
Wysoki stan, którego poszukują ludzie, niezależnie od stosowanych środków, w rzeczywistości jest doświadczeniem pola ich własnej świadomości (Jaźni). Jeżeli nie są zaawansowani duchowo i brak im odniesienia, dzięki któremu mogliby zrozumieć swoje przeżycie, zaczynają wierzyć, że zostało im zesłane przez coś „z zewnątrz” (na przykład przez guru, muzykę, narkotyki, kochanka, itd.). Tak naprawdę wszystko to, co zaszło, to fakt, że w pewnych szczególnych okolicznościach doświadczyli tego, co w rzeczy samej jest „wewnątrz” nich. Większość łudzi jest tak bardzo oddzielona od swoich własnych stanów czystej świadomości, że nie rozpoznaje ich nawet, kiedy ich doznaje, ponieważ identyfikują się oni ze swoimi niższymi stanami ego, ze swoją własną, najniższą naturą. Pełen radości geniusz, który tak naprawdę tworzy rzeczywistą istotę ich tożsamości, przesłaniany jest przez negatywny wizerunek własnej osoby i właśnie dlatego pozostaje ona nierozpoznana. Fakt, że ten radosny, spokojny i przepełniający stan jest tak naprawdę istotą każdego z nas i był obecny w podstawowych doktrynach każdego wielkiego nauczyciela duchowego (na przykład „królestwo Boże jest w was”).
Każdy stan świadomości, przekraczający zwyczajowy poziom uważności danej osoby, można określać jako „haj*. Dlatego też dla osoby, która żyje w Strachu, wzniesienie się do Odwagi będzie hajem. Dla ludzi, żyjących w pozbawionej nadziei Apatii, Złość jest hajem (na przykład uczestnicy zamieszek w gettach Trzeciego Świata). Strach odczuwa się pozytywniej niż Rozpacz, a Dumę lepiej niż Strach. Akceptacja jest znacznie bardziej komfortowa niż Odwaga. Miłość zaś sprawia, że każdy niższy stan w porównaniu z nią wypada nijako. Podczas gdy Radość przerasta wszystkie niższe ludzkie uczucia, ekstaza jest rzadko odczuwaną emocją w swojej własnej klasie. Najbardziej wzniosłym doznaniem ze wszystkich jest stan nieskończonego Pokoju, tak wyborny, że zadaje kłam wszystkim próbom i opisom.
Im wyższe osiągnie się stany, tym większą ma się moc, aby przeprogramować całe swoje życie. Już nawet jedna chwila znajdowania się w bardzo wysokim stanie może całkowicie zmienić życiowe zapatrywania danej osoby, jej cele i wartości. Można wręcz powiedzieć, że osoba, którą było się wcześniej, już nie istnieje, ponieważ z tego doświadczenia narodził się nowy człowiek – w ciężko wypracowanym postępie, na obranej ścieżce. To jest właśnie mechanizm duchowej ewolucji.
Stałe doświadczanie wysokiego stanu, które może być uczciwie osiągnięte tylko przez poświęcenie całego życia zaangażowanej pracy nad swoim wnętrzem, może być jednak zdobyte tymczasowo dzięki sztucznym środkom, jednakże istniejąca w naturze równowaga sprawia, że sztuczne osiągnięcie tego stanu bez zasłużenia na niego stwarza dług, a ujemny bilans przynosi negatywne konsekwencje. Kosztem takiej „wykradzionej” przyjemności jest desperackie popadnięcie w uzależnienie i ostatecznie zarówno uzależniony, jak i społeczeństwo, płacą za to wysoką cenę.
Żyjemy w społeczeństwie, które idealizuje brak przyjemności — ciężką pracę, stoicyzm, samo poświęcenie, powściągliwość, itd. – i potępia przyjemność we wszystkich jej prostszych formach, częstokroć uznając je za niezgodne z prawem. (Politycy, zarówno świeccy jak i duchowni, dobrze zdają sobie z tego sprawę. Częścią standardowego programu lokalnych polityków, dążących do znalezienia się w czołówkach gazet, jest na przykład publiczne ogłoszenie zamiaru zakazania magazynu Playboy w więzieniach czy odmawianie więźniom tytoniu 1 telewizji.) W naszym społeczeństwie niespełnione obietnice oraz pokusy są uprawomocnione, ale odmawia się satysfakcji. Uwodzenie seksualne w reklamach jest przykładowo wykorzystywane, żeby bez końca sprzedawać produkty. Jednak czerpanie przyjemności z samego sprzedawanego w reklamach seksu jest zakazane z powodu niemoralności.
Na przestrzeni dziejów klasy rządzące zdobywały swoją pozycję i bogactwo dzięki kontrolowaniu społeczeństwa poprzez pewne formy etyki purytańskiej. Im ciężej poddani pracują oraz im bardziej uszczuplone są ich przyjemności, tym bogatsza staje się klasa rządząca, niezależnie czy będzie to teokracja, arystokracja, oligarchia, czy też korporacyjno-przemysłowa magnateria. Taka władza jest zbudowana na przyjemności skonfiskowanej pracownikom. Jak sprawdziliśmy doświadczalnie, przyjemność jest wysoką energią. Suma wszystkich energii poddanych była przejmowana w ciągu wieków, aby zgromadzić klasom wyższym bogactwo przyjemności, którego odmówiono niższym stanom.
*

W długim okresie czasu, jeżeli moc jest głęboko zakorzeniona w woli ludzkiej, to będzie ona odporna na siłę.
Siła jest kusząca, ponieważ emanuje z niej pewien blask, niezależnie czy pojawi się on w przebraniu fałszywego patriotyzmu, prestiżu czy dominacji. Podczas gdy prawdziwa moc bardzo często jest całkowicie pozbawiona uroku. Co mogło być bardziej olśniewające niż siły Luftwaffe i Waffen SS Nazistowskich Niemiec podczas drugiej wojny światowej? Te elitarne oddziały uosabiały romantyzm, przywileje oraz styl Z pewnością miały też do dyspozycji ogromną siłę – najbardziej zaawansowaną broń tamtych czasów i ducha, bojowego, cementującego ich potęgę. Taki jest urok przerażającego.
Słabi są przyciągani przez fascynującą siłę, mogą dla niej nawet zginąć. W jaki bowiem sposób coś tak potwornego jak wojna mogłoby się w ogóle wydarzyć? Siła często czasowo zyskuje przewagę, a słabi idą za tymi, którzy wydają się pokonać swoją słabość. Jak inaczej mogłaby mieć miejsce dyktatura?
Jedną z cech siły jest arogancja. Moc natomiast charakteryzuje się pokorą. Siła jest pompatyczna, posiada wszystkie odpowiedzi. Moc jest skromna. Stalin, który dumnie kroczył podczas swoich militarnych rządów, w historii spadł na pozycję największego zbrodniarza. Skromny Michaił Gorbaczow, ubrany w zwyczajny garnitur i łatwo przyznający się do błędów, został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla.

Wiele ustrojów politycznych i ruchów społecznych zaczyna się z pozycji prawdziwej mocy, ale z czasem zostają przejęte przez niewdzięczników i kończą coraz bardziej opierając się o siłę, aż całko-wicie popadną w niełaskę. Historia ludzkości wciąż to demonstruje. Łatwo jest zapomnieć, że początkowym hasłem komunizmu był idealistyczny humanitaryzm, taki jaki przyświecał zawiązaniu unii w Stanach Zjednoczonych, zanim stały się ostoją małostkowych polityków.
Aby w pełni zrozumieć dychotomię, którą omawiamy należy zastanowić się nad różnicą między politykiem a mężem stanu.

Polityk, który działa, mając na uwadze doraźne cele, rządzi zgodnie z siłą od momentu zdobycia swojej pozycji właśnie dzięki sile przekonywania — często zostaje wykalibrowany na poziom poniżej 200.

Mąż stanu reprezentuje prawdziwą moc, sprawując rządy z powołania, będąc dla innych przykładem i występując w obronie oczywistej zasady. Mąż stanu wydobywa szlachetność, która znajduje się we wszystkich ludziach i jednoczy ich dzięki mocy tego, co najlepiej można nazwać sercem.

Pomimo że intelekt łatwo można oszukać, serce rozpoznaje prawdę. Tam, gdzie rozum jest ograniczony, serce nie posiada granic. Tam, gdzie intelekt jest skupiony na doczesności, serce zajmuje jedynie to, co wieczne.
Siła często opiera się na retoryce, propagandzie i zwodniczych argumentach, aby zebrać poparcie i zamaskować leżące u ich źródła motywacje. Dlatego jedną z cech prawdy jest fakt, że nie potrzebuje ona obrony, jest oczywista. To, że „wszyscy ludzie są równi” nie wymaga uzasadnienia ani retorycznej perswazji To, że jest czymś złym uśmiercać ludzi gazem w obozach koncentracyjnych, jest jasne samo przez się, nie potrzebuje argumentów. Zasady, na których opiera się prawdziwa moc, nigdy nie wymagają potwierdzenia słuszności, co bez wątpienia jest konieczne w przypadku siły — zawsze pojawiają się nieskończone argumenty odnośnie tego, czy siła jest „usprawiedliwiona” czy nie.
Jest jasne, że moc wiąże się z tym, co sprzyja życiu, a siła z tym, co życie wykorzystuje dla zysku jednostki lub instytucji. Siła wprowadza podziały, w wyniku czego osłabia, podczas gdy moc jednoczy. Siła polaryzuje. Skrajny szowinizm, który w tak oczywisty, wrodzony sposób przemawia do militarystycznego narodu, w tale samo rażącym stylu alienuje resztę świata.
Moc przyciąga, natomiast siła odpycha. Ponieważ moc jednoczy, nie posiada żadnych prawdziwych wrogów, pomimo że jej przejawy mogą spotkać się że sprzeciwem oportunistów, których celom ona nie służy. Moc działa dla dobra innych, siła zaś na swoją własną korzyść. Prawdziwy mąż stanu służy narodowi. Polityk wykorzystuje ludzi, aby zaspokoić swoje własne ambicje. Mąż stanu poświęca się, aby służyć innym. Polityk poświęca innych, aby uzyskać korzyści dla siebie. Moc odwołuje się do naszej wyższej natury, a siła do niższej. Siła jest ograniczona, moc zaś bezgraniczna.

Siła wyprzedaje wolność za cenę doraźnych zysków, kładąc nacisk na fakt, że cel uświęca środki. Siła oferuje szybkie, proste rozwiązania. W przypadku mocy środki i cele są takie same, jednak aby cele mogły się urzeczywistnić potrzeba większej dojrzałości, dyscypliny i cierpliwości. Wielcy przywódcy inspirują nas, utrzymując w pewności i wierze, dzięki mocy ich wewnętrznej jedności oraz nienaruszalnych zasad, które wyznają. Takie jednostki rozumieją, że nie sposób iść na kompromis z zasadami i wciąż zachować swoją moc.

*

Nie ma nic wewnętrznie złego w pewnych przejawach dumy. Wszyscy możemy być tak samo dumni, gdy otrzymamy zwycięskie medale w Regatach o Puchar Ameryki czy olimpiadzie, jednak jest to inny rodzaj dumy. To jest uhonorowanie ludzkich dokonań, które przekracza osobistą dumę. Nagradzamy dążenia a nie własne osiąg-nięcia, które są tylko sposobnością i wyrazem czegoś większego, uniwersalnego i wrodzonego ludzkiemu sercu. Olimpiada, jedno z największych przedstawień ludzkich dążeń, i takie które zawłada wyobraźnią każdego, dostarcza kontekstu, który powinien przeciw-działać prywatnemu poczuciu dumy. Cała oprawa inspiruje zawodnika do przemieszczenia się z poziomu własnych ambicji na poziom podziwu, który jest wyrazem bezwarunkowej miłości i który oddaje cześć współzawodnikom przez wzgląd na ich oddanie tym samym wzniosłym zasadom.
Media mają skłonność do wywoływania złych stron sportu i niedoceniania sportowców, ponieważ pozycja celebryty świadomie bądź podświadomie budzi ten egotyzm. Wielcy sportowcy muszą odgrodzić się od takiego źródła skażenia. Skromność i wdzięczność prawdopodobnie są jedyną skuteczną tarczą przed gwałtownym atakiem wyzysku medialnego. Sportowcy w tradycyjnych sztukach walki stosują specyficzne ćwiczenia, aby pokonać każdą skłonność do egotyzmu. Całkowitą ochronę daje wyłącznie powierzenie własnego talentu, występów czy kariery wyższym zasadom.
Prawdziwa sportowa moc charakteryzuje się wdziękiem, wrażliwością, wewnętrzną ciszą oraz — paradoksalnie – delikatnością, obecną w wolnym od współzawodnictwa życiu nawet tych ostrych zawodników. Czcimy zwycięzców, ponieważ rozpoznajemy, że przekroczyli własne ambicje poprzez poświęcenie i oddanie wyższym zasadom. Wielcy ludzie stają się legendą, gdy można brać z nich przykład. Nie to, co posiadają ani co robią, tylko to, kim się stali, imponuje ludzkości i właśnie za to darzymy ich uznaniem. Powinniśmy starać się uchronić ich pokorę przed eksploatującymi siłami, które towarzyszą poklaskowi w codziennym świecie. Musimy uczyć ludzi, że zdolności tych wielkich sportowców oraz ich wielkie dokonania są darami dla ludzkości i muszą być szanowane i bronione przed nadużyciami ze strony mediów i korporacyjnego handlu.
Duch olimpiady mieści się w sercu każdego mężczyzny i każdej kobiety. Świetni sportowcy mogą przykładowo zbudzić uważność tych zasad we wszystkich ludziach. Ci bohaterowie i ich rzecznicy mają potencjalnie piękny wpływ na całą ludzkość, dosłownie dysponują mocą, aby nieść cały świat na swoich ramionach. Wszyscy ludzie są odpowiedzialni za dbanie o doskonałość i uznanie jej wartości, ponieważ poszukiwanie świetności w każdej z dziedzin ludzkich dążeń inspiruje nas wszystkich do aktualizacji każdej z jeszcze nieprzejawionych form ludzkiej wspaniałości.

*

Mówiąc klinicznie, możemy zatem stwierdzić, że Duch równa się Życiu. Samą energię życia można określić jako ducha. Duch jest życiodajnością, która towarzyszy energii życia i jest wyrazem zjednoczenia z nią. Moc wzorców atraktorowych o wysokiej energii jest anaboliczna, podtrzymująca życie. Jej przeciwieństwa są kataboliczne, prowadzące ostatecznie do śmierci. Prawdziwa moc równa się życie równa się duch, podczas gdy siła równa się słabość równa się śmierć. Kiedy osoba straciła te jakości, które określamy jako duchowe lub brakuje ich jej, staje się pozbawiona człowieczeństwa, miłości i szacunku do samej siebie, a nawet egoistyczna i brutalna. Kiedy naród zawraca z drogi zjednoczenia z duchem człowieka, może stać się międzynarodowym przestępcą.
Identyfikowanie duchowości z religią jest powszechnym błędem. Zauważyliśmy, że Konstytucja Stanów Zjednoczonych, Karta Praw i Deklaracja Niepodległości dokonują jasnego rozróżnienia pomiędzy tym, co duchowe, a tym co religijne. Rząd nie ma prawa ustanawiać żadnej religii, aby nie naruszać wolności ludzi. Te same dokumenty zakładają jednocześnie, że autorytet rządowy wywodzi się z duchowych zasad.
Prawdę mówiąc, założyciele wielkich religii świata byliby zszokowani tym, jak dogłębnie bezduszne czyny, na widok których niejeden poganin by się wzdrygnął, popełniono w ich imieniu w ciągu historii. Siła zawsze zniekształca prawdę dla swoich egocentrycznych celów. Z czasem duchowe zasady, na których zbudowane są religie, ulegają wypaczeniu dla osiągnięcia doraźnych celów, jak władza, pieniądze i pozostałe przyziemności. Duchowość jest tolerancyjna, religijność zaś powszechnie pozbawiona tolerancji. To pierwsze prowadzi do pokoju, a ostatnie do walk, rozlewu krwi i zbrodni z pobożności. Pozostaje jednak duchowe podłoże, z którego wszystkie religie się wywodzą, ukryte w każdej z nich. Podobnie jak religie, całe kultury ulegają osłabieniu,

Gdy leżące u ich podłoża zasady zostają przysłonięte i zanieczyszczone błędnymi interpretacjami.
Aby pełniej zrozumieć naturę ducha w mocy oraz jego pocho-dzenie i działanie jako ruchu społecznego, dobrze będzie przestudio-wać współczesną duchową organizację o potężnej mocy i wpływie. Informacje na jej temat podane są do publicznej wiadomości, jest ona jitwnie zjednoczona z duchem człowieka i wciąż stanowczo stwierdza, ite nie jest związana z ruchem religijnym. Jest to pięćdziesięciopięcio letnia organizacja znana jako Wspólnota Anonimowych Alkoholików.
Wszyscy coś wiemy o AA, ponieważ stało się już częścią materii współczesnego społeczeństwa, a jego członkowie liczą miliony osób. Oszacowano, że AA i jego pochodne organizacje wpływają obecnie W ten czy inny sposób na życie około 50% Amerykanów. Nawet tam, gdzie grupy samopomocy, bazujące na metodzie dwunastu kroków, nie bezpośrednio wprowadzane w życie, wywierają pośrednio wpływ na każdego, ponieważ swoim przykładem wzmacniają pewne wartości. Zbadajmy zasady mocy, na których bazuje Wspólnota Anonimowych Alkoholików, sposób wyłonienia się tej instytucji oraz prześledźmy Wpływ, jaki mają te zasady na ogólną populację, jak i na jej członków. Możemy zobaczyć, czym AA jest, a czym nie jest i wyciągnąć wnioski /, obydwu obserwacji.
AA, zgodnie ze swoją preambułą, „Nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną lub instytucją”. Dodatkowo „nie angażuje się w żadne publiczne polemiki”.

Nie popiera ani nie zwalcza żadnych podejść do problemu alkoholizmu. Nie ma składek ani opłat, świętowania, pułapek, urzędników ani praw. Nie posiada własności ani nieruchomości. W AA wszyscy członkowie nie tylko są równi, ale wszystkie grupy są autonomiczne i utrzymują się samodzielnie. Nawet dwanaście kroków, dzięki którym uczestnicy zdrowieją, jest określonych jedynie jako „sugestie”. Unika się stosowania jakiejkolwiek formy przymusu, co jest podkreślane takimi hasłami jak „Spiesz się powoli”, „Najpierw sprawy najważniejsze” i najistotniejsze „Żyj i daj żyć innym”!

Wspólnota Anonimowych Alkoholików szanuje wolność, dlatego zostawia wybór każdej osobie. Identyfikujące ją wzorce mocy to uczciwość, odpowiedzialność, pokora, służba oraz praktykowanie tolerancji, dobrej woli i braterstwa. AA nie podpisuje się pod żadną określoną etyką, nie ma kodeksu słuszności i nieprawości czy dobra ł zła, unika sądów moralnych. AA nie stara się nikogo kontrolować, włącznie ze swoimi własnymi członkami. Zamiast tego wyznacza drogę. Mówi swoim członkom tylko tyle: „jeżeli zastosujesz te zasady do całego swojego życia, wydostaniesz się z tego piekła i więzów śmiertelnej choroby, odzyskasz zdrowie i szacunek do siebie oraz zdolność, aby uczynić życie swoje i innych szczęśliwym i spełnionym.”
AA jest autentycznym przykładem mocy tych zasad w leczeniu beznadziejnych chorób i wprowadzenia zmiany w destrukcyjnych wzorcach osobowościowych swoich członków. Z tego paradygmatu wzięły się wszystkie następne formy terapii grupowej, wzorujące się na odkryciu, że grono łudzi, przychodzących razem na formalne spot-kania, gdzie opisują wspólne dla siebie problemy, ma potężną moc. Są to: Al-Anon dla małżonków członków AA, Alateen dla ich dzieci, Anonimowi Hazardziści, Anonimowi Narkomani, Anonimowi Rodzice, Anonimowi Żarłocy, itp. Istnieje obecnie około 300 organizacji opartych 0 samopomoc i dwanaście kroków, zajmujących się każdym rodzajem ludzkiego cierpienia. Wskutek tego Amerykanie w dużej mierze przestali potępiać autodestrukcyjne zachowania i uświadomili sobie, że te przypadłości są tak naprawdę wyleczalne.

*

Skutek zjednoczenia z zasadami nigdzie nie jest bardziej uderzający niż w wywołanych przez niego konsekwencjach psychologicznych. Zjednoczenie ze schematami atraktorowymi o wysokiej energii przynosi w rezultacie zdrowie. Zjednoczenie ze słabymi wzorcami – chorobę.
Ten syndrom jest określony i przewidywalny. Możliwość udowodnienia, że wzorce o wysokiej energii wzmacniają, a o niskiej energii osłabiają, uwidoczniona w pokazie, spełniającym naukowe kryterium stuprocentowej powtarzalności, jest faktem, z którym czytelnik jest już gruntownie obeznany.

Widać wyraźnie, że centralny układ nerwowy człowieka posiada znakomicie wyczuloną zdolność odróżniania schematów wspierających życie od niszczących je. Atraktorowe wzorce energii o wysokiej mocy, które sprawiają, że ciało ulega wzmocnieniu, uwalniają w mózgu endorfiny i wywierają tonizujący efekt na wszystkie narządy wewnętrzne. Podczas gdy przeciwne bodźce, powodujące uwolnienie adrenaliny, tłumią reakcję immunologiczną i natychmiast wywołują zarówno osłabienie jak i wyczerpanie określonych narządów w zależności od rodzaju bodźca.

Na tym zjawisku klinicznym oparte są takie metody leczenia jak chiropraktyka, akupunktura, refleksologia i wiele innych. Wszystkie te terapie są jednak stworzone z zamiarem skorygowania skutków zaburzeń równowagi energetycznej. Jeżeli podstawowe położenie, które wywołuje nierównowagę energii, nie zostanie poprawione, choroba ma skłonność do nawrotów. Miliony ludzi w grupach samopomocy udowodniło, że zdrowie i proces wyzdrowienia z całej gamy ludzkich problemów behawioralnych i chorób pojawia się w konsekwencji za-adaptowania postaw, które są skorelowane ze wzorcami atraktorowymi o wysokiej energii.
Ogólnie mówiąc, fizyczne i psychiczne zdrowie towarzyszą pozytywnym postawom, podczas gdy zły stan zdrowia, fizyczny i psychiczny, jest związany z takimi negatywnymi postawami jak uraza, zazdrość, wrogość, rozczulanie się nad sobą, strach, niepokój, itp.

Na polu psychoanalizy pozytywne postawy są zwane emocjami stanu przyjemności, a negatywne emocjami stanu zagrożenia. Chroniczne pogrążanie się w emocjach stanu zagrożenia przynosi w skutkach niedomaganie zdrowia fizycznego lub psychicznego oraz poważne osłabienie osobistej mocy danej osoby.
Jak przezwyciężyć negatywne postawy tak, aby uniknąć zaniku mocy i zdrowia? Kliniczne obserwacje wskazują na to, że pacjent sam musi osiągnąć punkt decyzyjny. Szczere pragnienie zmiany zezwala na szukanie wyższych atraktorowych wzorców energii w ich różnych przejawach.
Nie sposób poradzić sobie z pesymizmem poprzez przyłączenie się do cyników. Znana myśl, że określa nas towarzystwo, w którym przebywamy, ma pewne kliniczne podstawy. Wzorce atraktorowe mają tendencję do zdominowania każdego pola, na którym zostają przyjęte. Dlatego też wszystko, co niezbędne, to wystawienie się na pole wysokiej energii, a wewnętrzne postawy danej osoby spontanicznie zaczną ulegać przemianie. Jest to zjawisko dobrze znane w grupach samopomocy – wyrażone w powiedzeniu „Po prostu przyprowadź ciało na spotkanie” (oryg. „Just bring the body to the meeting”). Jeśli tylko poddasz się działaniu wyższych schematów, zaczną one „zacierać” te poprzednie, bo – jak się mówi – „to samo przychodzi w wyniku osmozy”.

*

Znanym prawem obserwowalnego wszechświata jest fakt, że siła wywołuje równą i odwrotną przeciw-siłę. Wszystkie
ataki, niezależnie czy w formie psychicznej czy fizycznej, wywołują kontratak. Zło dosłownie sprawia, że chorujemy. Zawsze jesteśmy ofiarami swej własnej złośliwości. Nawet skryte wrogie myśli przynoszą w konsekwencji fizjologiczny atak na własne ciało.
Z drugiej strony, podobnie jak miłość, uzdrawia’śmiech, ponieważ powstaje dzięki postrzeganiu małego kontekstu z szerszej perspektywy, co likwiduje u obserwującego postawę bycia ofiarą. Każdy żart przypomina nam, że nasza rzeczywistość jest transcendentna, przewyższająca specyfikę zdarzeń. Na przykład wisielczy humor jest zbudowany na zestawieniu obok siebie paradoksalnych przeciwieństw. Następujące wówczas wytchnienie od podstawowego niepokoju, wywołuje śmiech. Jednym z często towarzyszących elementów nagłego, uświadomionego
oświecenia jest śmiech. Kosmiczny żart jest równoległym porównaniem
iluzji z rzeczywistością.
Brak poczucia humoru jest dla odmiany groźny dla zdrowia i szczęścia. Systemy totalitarne są szczególnie pozbawione humoru na jakimkolwiek poziomie. Śmiech, który przynosi akceptację i wolność, jest zagrożeniem dla rządów siły i zastraszenia. Ciężko jest uciskać ludzi, którzy mają dobre poczucie humoru. Obawiaj się tego, co bez poczucia humoru czy chodzi o osobę, instytucję, czy system wierzeń. Zawsze towarzyszy mu popęd do kontroli i dominacji, nawet gdy głoszonym przez niego celem, jest zapewnienie dobrobytu i pokoju.

Nie można samemu stworzyć pokoju samego w sobie. Pokój jest naturalnym stanem rzeczy, kiedy to, co go uniemożliwia, zostaje usunięte. Względnie niewiele osób jest autentycznie oddanych stanowi pokoju, będącemu realnym celem. W życiu prywatnym ludzie wolą „mieć rację” – kosztem swoich związków czy ich własnym kosztem.
Samo uzasadnione pozycjonowanie („okopywanie się na pozycji”) jest prawdziwym wrogiem pokoju. Żadne pokojowe postanowienia nie są możliwe, gdy szuka się rozwiązań na poziomie przymusu.
Sama sfera służby zdrowia pokazuje, jak próby kontroli łączą się jedynie w rosnące w siłę, biurokratyczne grzęzawisko. Złożoność jest kosztowna, a systemy są tak słabe i nieskuteczne, jak postawy, które leżą u ich źródeł. Systemy związane z bardzo słabymi polami atraktorowymi są nieefektywne z powodu ich wewnętrznej nieszczerości. Stają się też marnotrawne i niewygodne. Przemysł opieki zdrowotnej jest tak przeładowany strachem i przepisami, że ledwo co może funkcjonować. Wyleczenie z danej choroby czy też wyleczenie samej opieki zdrowotnej może zdarzyć się tylko dzięki stopniowym krokom ku wzniesieniu motywacji i wyzbyciu się samo oszukiwania, aby zyskać nową jasność widzenia. Nie istnieją żadni złoczyńcy. Wina znajduje się w błędnym zestrojeniu samego systemu.

Jeśli powiemy, że zdrowie, skuteczność i pomyślność są naturalnymi stanami, wynikającymi z bycia w harmonii z rzeczywistością, zaczniemy uważniej badać to, co znajduje się poniżej tego stanu, zamiast obrzucać winą rzeczy znajdujące się poza systemem. Wzorce atraktorowe przestrzegają praw ich własnej fizyki, nawet gdy nie są to prawa newtonowskie, przebaczyć to uzyskać przebaczenia,  wielokrotnie spostrzegaliśmy, we wszechświecie, w którym wszystko jest połączone ze wszystkim innym, nie istnieje taka rzecz jak „przypadek” i nic nie pozostaje poza wszechświatem. Ponieważ moc przyczyn jest niewidzialna i tylko zamanifestowane efekty są widoczne, istnieje iluzja „przypadkowych” zdarzeń. Nagłe i nieoczekiwane zdarzenie może wydawać się przypadkiem, niezwiązanym z widocznymi przyczynami, jednak jego faktyczne pochodzenie można wyśledzić dzięki badaniom. Niespodziewana choroba zawsze ma dostrzegalne poprzedzające fakty, nawet skłonność do wypadków objawia się w wielu małych przygotowawczych krokach, zanim „wypadek” się zdarzy.

 


Poziomy ludzkiej świadomości
MILIONY KALIBRACJI, wykonanych w ciągu lat badań, pozwoliły określić skalę wartości trafnie korespondującą z dobrze rozpoznanymi zbiorami postaw i emocji, zlokalizowanymi przez pola energii atraktorowych, podobnie jak w przypadku pól elektromagnetycznych, przyciągających opiłki żelaza. Przyjęliśmy następującą klasyfikację tych pól energii, aby uczynić je łatwo zrozumiałymi, jak i trafnymi w znaczeniu trafności klinicznej.
Bardzo istotnym jest, aby pamiętać, że liczby określające kalibracje nie odzwierciedlają wzrostu arytmetycznego, lecz logarytmiczny.
A zatem, poziom 300, nie jest podwojeniem amplitudy 150. Oznacza natomiast wykładnik potęgi liczby dziesięć (10 do 300). Niewielki wzrost o kilka punktów reprezentuje zatem znaczny wzrost mocy. Wskaźnik wzrostu mocy gwałtownie rośnie w miarę poruszania się w górę skali. Sposoby, na jakie wyrażają się różne poziomy ludzkiej świadomości, są doniosłe i dalekosiężne. Ich skutki są zarówno wielkie, jak i subtelne.
Wszystkie poziomy poniżej 200 mają niszczący wpływ, zarówno na jednostkę jak i na całe społeczeństwo. Wszystkie zaś powyżej 200 stanowią twórczy wyraz mocy. Rozstrzygający poziom 200 jest osią, rozdzielającą główne sfery siły i mocy.
Opisując emocjonalne powiązania pól energii ze świadomością, należy pamiętać, że rzadko kiedy przejawiają się one u danej osoby w postaci czystych stanów. Poziomy świadomości są zawsze wymieszane. Człowiek może funkcjonować na jednym z poziomów w jednej sferze życia i na zupełnie innym w drugiej sferze. Całkowity poziom świadomości jednostki jest więc sumą oddziaływań tych różnych poziomów.

 

Poziom energii 20: Wstyd
Poziom Wstydu jest niebezpiecznie bliski śmierci, która może zostać wybrana ze Wstydu jako świadome samobójstwo. Wybór ten może być też bardziej subtelny i dokonać się na drodze zaniechania podjęcia kroków do przedłużenia życia. Takim przykładem jest śmierć na skutek wypadku, którego można było uniknąć. Wszyscy mamy pewną świadomość bólu, powstającego w wyniku „utraty twarzy”, kompromitacji, stania się osobą niepożądaną. We Wstydzie spuszczamy głowę i wycofujemy się, pragnąc stać się niewidzialni. Ostracyzm tradycyjnie towarzyszy wstydowi, a w prymitywnych społecznościach, z których wszyscy pochodzimy, jest jednoznaczny ze śmiercią.
Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa, takie jak wykorzystywanie seksualne, które też prowadzą do Wstydu, wypaczają osobowość już do końca życia, chyba że uda się je pokonać poprzez odpowiednią terapię. Wstyd, jak uznał Freud, jest przyczyną nerwicy. Ma destrukcyjny wpływ na emocjonalne i psychiczne zdrowie i – jako skutek niskiej samooceny – przyczynia się do zapadalności danej osoby na choroby psychiczne Osobowość opartą na Wstydzie charakteryzuje nieśmiałość, wycofanie i introwersja.
Wstyd wykorzystuje się jako narzędzie okrucieństwa, a jego ofiary częstokroć same stają się okrutne. Zawstydzane dzieci okazują okrucieństwo zwierzętom i sobie nawzajem. Zachowanie ludzi, których świadomość jest w okolicach poziomu 20, jest wręcz niebezpieczne. Mają oni skłonności do halucynacji o charakterze oskarżycielskim, jak i do paranoi. Niektórzy stają się psychotykami lub popełniają zdziwaczałe zbrodnie.
Niektórzy osobnicy osadzeni na Wstydzie rekompensują to perfekcjonizmem i surowością. Stają się zdeterminowani i nietoleran-cyjni. Notorycznym przykładem tego są moralni ekstremiści, którzy tworzą grupy straży obywatelskiej, przerzucając w ten sposób swój nieuświadomiony wstyd na innych, czując się następnie uprawnionymi do atakowania i wymierzania im sprawiedliwości. Motywem działania seryjnych morderców często był moralizm seksualny, usprawiedliwiony chęcią ukarania „złej” kobiety.
Wstyd, dokonując rozpadu całego poziomu osobowości, przynosi skutek w postaci podatności na inne negatywne emocje, tym samym prowadząc do fałszywej dumy, złości czy winy.
Poziom energii 30: Wina
Wina, tak często wykorzystywana w naszym społeczeństwie, aby manipulować i karać, przedstawia się w całej różnorodności form, takich jak wyrzuty sumienia, samooskarżanie, masochizm wraz z całym wachlarzem przejawów bycia ofiarą. Nieuświadomione poczucie winy skutkuje w chorobach psychosomatycznych, podatności na wypadki oraz zachowaniach samobójczych. Wiele osób prowadzi walkę z winą przez całe swoje życie, podczas gdy inni desperacko próbują od niej uciec, niemoralnie wypierając się jej.
Dominacja Winy przynosi w skutkach zaabsorbowanie „grzechem”, czyli niewybaczalną postawę emocjonalną, częstokroć wykorzystywaną przez religijnych populistów, stosujących ją dla wprowadzania przymusu i kontroli. Ci handlarze „grzechem i zbawieniem”,  owładnięci obsesją kary albo odgrywają własne poczucie winy, albo przerzucają je na innych.
Subkultury, reprezentujące takie odchylenia od normy jak samobiczowanie, często przejawiają inne lokalne formy okrucieństwa, jak na przykład publiczne rytuały zabijania zwierząt. Wina wywołuje wściekłość, a zabijanie często jest jej wyrazem. Kara śmierci jest przykładem tego, jak zabójstwo przynosi zadowolenie napędzanemu Winą społeczeństwu. Nasze, niewybaczające amerykańskie społeczeństwo, na przykład, upokarza publicznie swoje ofiary w prasie, wymierzając tym samym kary, które nigdy nie dowiodły swojej prewencyjnej czy korygującej wartości.

Poziom energii 50: Apatia
Ten poziom charakteryzuje się biedą, rozpaczą i beznadzieją. Cały świat i przyszłość stają się posępne, a patos, staje się sensem życia. Jest to stan bezradności. Jego ofiarom, będącym w potrzebie w każdy sposób, brakuje nie tylko środków do życia, ale też energii do tego, aby czerpać korzyści z tego, co mogłoby być dla nich dostępne. O ile zewnętrzna energia nie zostanie dostarczona przez opiekunów, skutkiem może być śmierć w formie biernego samobójstwa. Bez chęci do życia, pozbawione nadziei, osoby te wpatrują się pustym wzrokiem, obojętne na bodźce, aż tracą wszystko z oczu i brakuje im już energii, nawet by przełknąć otrzymane pożywienie.
Jest to poziom bezdomnych i wyrzutków społeczeństwa. Jest to także przeznaczeniem wielu osób w podeszłym wieku i innych, którzy doznają izolacji na skutek chronicznych łub rozwijających się chorób. Apatyczni ludzie są uzależnieni. Będąc na poziomie Apatii i są „ociężali” i traktowani jako brzemię przez tych, którzy ich otaczają.
Niestety, bardzo często społeczeństwu brak dostatecznej motywacji, aby w realny sposób pomoc znajdującym się na tym poziomie kulturom i jednostkom, które postrzega się jako marnotrawców środków. To jest poziom ulic Kalkuty, po których jedynie święci, jak Matka Teresa i jej kontynuatorzy, ośmielili się kroczyć. Jest to także poziom utraconych nadziei i tylko niewielu ma dość odwagi, aby się z nim zmierzyć.
Poziom energii 75: Żal
Jest to poziom smutku, straty i melancholii. Większość z nas doświadczała go w ciągu życia. Jednak ci, którzy pozostali na tym poziomie, wiodą życie w nieustannym ubolewaniu i depresji. Poziom ten charakteryzuje się płaczem, żałobą i wyrzutami sumienia odnośnie przeszłości. Dotyczy on także notorycznych przegranych oraz wiecznych hazardzistów, traktujących porażkę jako część swojego stylu życia, często przynoszącego w skutkach utratę pracy, przyjaciół, rodziny czy szans życiowych, a także pieniędzy i zdrowia.
Poważne straty we wczesnym okresie życia sprawiają, że osoba staje się podatna na przyjęcie postawy biernej akceptacji żalu, jak gdyby przygnębienie było ceną życia. Na poziomie Żalu smutek widzi się wszędzie: smutek u małych dzieci, smutne warunki na świecie, smutek wpisany w samo życie. Ten poziom zabarwia całą wizję egzystencji danej osoby. Częścią tego syndromu straty jest wrażenie niemożności zastąpienia tego, co zostało utracone, lub tego, co sobą symbolizowało. Następuje tu uogólnienie rzeczy jednostkowych. Zatem strata ukochanej osoby staje się utratą miłości samej w sobie. Na tym poziomie straty emocjonalne mogą wywołać poważną depresję czy nawet śmierć.
Pomimo że Żal jest pogrzebaniem życia, wciąż przedstawia więcej energii niż Apatia. Dlatego też gdy apatyczny pacjent znajdujący się w traumatycznym stanie zaczyna płakać, wiadomo, że jego stan się poprawia. Skoro zaczął płakać, znowu zacznie jeść.

Poziom energii 100: Strach
Na poziomie 100 jest znacznie więcej dostępnej energii. Strach przed zagrożeniem jest zdrowy. Strach rządzi większością wydarzeń na świecie, będąc bodźcem do nieustannej aktywności. Strach przed wrogami, strach przed zestarzeniem się lub śmiercią, strach przed odrzuceniem wraz z całym spektrum społecznych obaw stanowią podstawowe czynniki motywacyjne dla większości ludzi.
Z perspektywy tego poziomu świat wygląda na niebezpieczny, pełen zasadzek i zagrożeń. Strach jest ulubionym oficjalnym narzędziem kontroli, stosowanym przez represyjne, totalitarne agencje rządowe, a niepewność jest głównym produktem oferowanym przez manipulatorów na rynku. Media i reklama grają Strachem, aby zwiększyć udział w rynku.
Namnażanie się różnych odmian strachu jest ograniczone tylko przez ludzką wyobraźnię. Gdy ktoś skoncentruje się na Strachu, karmi się on niekończącą się spiralą strasznych wydarzeń na świecie. Strach staje się obsesyjny i może przybrać wtedy każdą postać. Obawa przed utratą związku, która prowadzi do zazdrości i chronicznie utrzymującego się wysokiego poziomu stresu. Myślenie przepełnione strachem może urosnąć do rangi paranoi lub spowodować wykształcenie się nerwicowych mechanizmów obronnych oraz — z powodu swej zaraźliwości – stać się dominującą tendencją w społeczeństwie. Strach ogranicza wzrost osobowości i prowadzi do jej zahamowania. Ponieważ potrzebna jest energia, aby wznieść się powyżej poziomu Strachu, osoby, znajdujące się w jego władaniu, nie są w stanie osiągnąć wyższego poziomu bez czyjejś pomocy. Dlatego bojaźliwi szukają silnych przywódców, sprawiających wrażenie rozprawienia się z własnym strachem, którzy wyprowadzą ich z jego niewoli.
Poziom energii 125: Pożądanie
Na tym poziomie znajduje się jeszcze więcej dostępnej energii. Pożądanie napędza ogromne obszary ludzkiej aktywności, włącznie z ekonomią. Twórcy reklam grają na ludzkich pragnieniach, aby zaszczepić w nas potrzeby wiążące się z Instynktownymi popędami. Pożądanie wywołuje w nas potrzebę osiągania celów i zdobywania nagród. Żądza pieniędzy, prestiżu czy władzy napędza życie wielu, którzy wznieśli się ponad Strach, będący ich głównym motywem życiowym. Pożądanie to także poziom uzależnień, w którym sama żądza staje się pragnieniem przewyższającym nawet życie. Ofiary Pożądania mogą być w rzeczy samej nieświadome podstaw jego motywów. Niektórzy uzależniają się od potrzeby skupiania na sobie uwagi i odpychają od siebie innych poprzez swoje ciągłe żądania. Pożądanie aprobaty seksualnej spowodowało powstanie całego przemysłu kosmetycznego i mody. Pożądanie ma wiele wspólnego z bogaceniem się i chciwością. Jednakże jest ono niemożliwe do nasycenia, ponieważ jest ciągłym polem energii, a więc zaspokojenie jednej z żądz zostaje jedynie zastąpione przez brak zaspokojenia w innej ze sfer. Multimilionerzy żyją owładnięci obsesją zdobywania coraz większej ilości pieniędzy.

Pożądanie jest naturalnie znacznie wyższym stanem niż apatia czy żal. Aby „dostać coś”, trzeba najpierw dysponować energią, by „zapragnąć”. Telewizja miała poważny wpływ na wielu uciskanych ludzi, zaszczepiając potrzeby i pobudzając ich żądze do takiego stopnia, że wyszli ze stanu Apatii i zaczęli szukać lepszego życia. Pragnienie może zapoczątkować naszą drogę do realizacji Pożądanie może zatem stać się trampoliną do jeszcze wyższych poziomów uważności”.
* Świadomość (ang. consdousness) — to zdawanie sobie sprawy z istnienia (siebie, innych zjawisk, otoczenia itp_). Uważność (ang. awareness) — to wewnętrzna świadomość siebie w przestrzeni, wzbogacona posiadaniem aktywnej, ale nie napiętej uwagi, pozwalającej na bieżąco i bez wysiłku rejestrować otoczenie i zjawiska w nim zachodzące. Świadomość ma wymiar bardziej statyczny i społeczny: uważność – bardziej aktywny i osobisty (przyp. red.).

Poziom energii 150: Złość
Pomimo że złość może doprowadzić do masowych zabójstw i wojny, jako poziom energii jest znacznie bardziej oddalona od śmierci, niż te znajdujące się poniżej niej. Złość wiedzie do podjęcia albo konstruktywnych, albo destruktywnych działań. W miarę jak ludzie wychodzą z Apatii i Żalu, aby przekroczyć Strach, będący ich sposobem na życie, zaczynają „chcieć”. Pożądanie prowadzi do frustracji, którą w następstwie wiedzie do Złości. Dlatego też Złość może pełnić rolę punktu zwrotnego, za sprawą którego osoby uciskane w końcu przenoszą się do wolności. Złość na niesprawiedliwość społeczną, na represjonowanie czy nierówność wywołała wielkie poruszenia, które doprowadziły do poważnych zmian struktury społeczeństwa.
Jednakże Złość wyraża się najczęściej w formie urazy i chęci zemsty, stając się w ten sposób zmienna i niebezpieczna. Złość jako styl życia ujawnia się na przykładzie poirytowanych, wybuchowych ludzi, którzy są przewrażliwieni na afront i stają się wręcz „kolekcjonerami niesprawiedliwości”, kłótliwymi, agresywnymi i niezgodnymi.
Złość bierze się z niespełnionych potrzeb, jest więc oparta na polu energii niższego poziomu. Frustracja ma źródło w nadawaniu zbyt wielkiej wagi pragnieniom. Osoba w złości może – tak jak rozgniewane dziecko — wpaść w furię. Ód złości wiedzie prosta droga do nienawiści, która ma niszczący wpływ na wszystkie obszary ludzkiego życia.

Poziom energii 175: Duma
Duma, wykalibrowana na 175, posiada wystarczającą ilość energii, aby kierować Korpusem Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Jest to poziom, na którym chce się obecnie znaleźć większość naszego gatunku. Ludzie odczuwają pozytywne emocje, osiągając ten poziom, w przeciwieństwie do niższych pół energii. Ten wzrost samooceny działa jak balsam na cały ból doświadczany na niższych poziomach świadomości. Duma prezentuje się świetnie i wie o tym. Kroczy wyniośle w paradzie życia. Duma jest na tyle oddalona od Wstydu, Winy czy Strachu, żeby przykładowy przeskok z wypełnionego rozpaczą życia w getcie do dumy z bycia w Marines stał się ogromnym dokonaniem. Duma jako taka cieszy się ogólnie dobrą reputacją. Jest też społecznie wspierana. Jak widać teraz z tabeli poziomów świadomości, już samo pozostawanie poniżej krytycznego poziomu 200 jest dostatecznie niekorzystną sytuacją. Dlatego właśnie Duma wydaje się być zadowalająca tylko w kontraście do niższych poziomów.

Jak wszyscy doskonale wiemy, problem polega na tym, że „Duma prowadzi do upadku”. Poziom Dumy jest defensywny i nieodporny, ponieważ zależy od zewnętrznych warunków, bez których może nagle powrócić do poprzedniego, niższego poziomu. Zadufane w sobie ego jest podatne na atak. Duma pozostaje słaba, ponieważ może zostać zrzucona ze swojego piedestału prosto we Wstyd, który jest zagrożeniem, rozpalającym uczucie strachu przed utratą dumy.
Duma wprowadza podziały i zapoczątkowuje wyodrębnianie się frakcji. Konsekwencje tego są kosztowne. Człowiek zawzięcie umierał dla Dumy – armie wciąż regularnie dokonują na sobie rzezi w imię aspektu Dumy zwanego nacjonalizmem. Wojny religijne, terroryzm polityczny i fanatyzm, cała straszliwa historia Bliskiego Wschodu i Środkowej Europy, są ceną, jaką całe społeczeństwa płacą za Dumę.
Wadą Dumy jest arogancja i zaprzeczanie. Te cechy blokują wzrost. Na poziomie Dumy niemożliwe jest wyleczenie się z uzależnień, ponieważ zaprzecza się istnieniu problemów emocjonalnych czy defektów charakteru. Cały problem wyparcia jest związany z Dumą. Dlatego też Duma stanowi poważny ciężar, stojący na przeszkodzie w uzyskaniu prawdziwej mocy, która zastąpiłaby Dumę prawdziwym uznaniem i szacunkiem.

Poziom energii 200: Odwaga
Na poziomie 200 po raz pierwszy pojawia się moc. Kiedy testu-jemy badanych na wszystkim poziomach poniżej 200, wszyscy słabną, co można natychmiast zweryfikować. Każdy też prezentuje silniejszą odpowiedź na sprzyjające życiu pola powyżej 200. Na tym poziomie znajduje się linia krytyczna, oddzielająca pozytywne i negatywne oddziaływania na życie. Na poziomie Odwagi dochodzi do osiągnięcia prawdziwej mocy. Jest to zatem poziom umocnienia. Jest to strefa poszukiwań, osiągnięć, męstwa i determinacji. Na niższych poziomach świat wydaje się beznadziejny, smutny, przerażający czy frustrujący. Jednak na poziomie Odwagi życie postrzega się jako fascynujące, nęcące i inspirujące.
Odwaga zakłada chęć do wypróbowania nowych rzeczy i zmierzenia się ze zmiennością życia. Na tym poziomie umocnienia osoba jest w stanie skutecznie poradzić sobie z możliwościami, jakie niesie życie. Na poziomie 200 pojawia się na przykład energia do zdobywania nowych umiejętności w pracy. Wzrost i nauka stają się osiągalnymi celami. Pojawia się zdolność do zmierzenia się z obawami czy wadami charakteru i dalszego rozwijania się niezależnie od nich. Niepokój nie upośledza naszych starań tale, jak to miało miejsce na niższych etapach ewolucji. Przeszkody, nie do pokonania dla ludzi, których świadomość znajduje się poniżej poziomu 200, na osoby, znajdujące się w swym rozwoju na pierwszym poziomie prawdziwej mocy, działają stymulująco.
Ludzie znajdujący się na tym poziomie oddają światu tyle samo energii, ile z niego biorą. Zaś na niższych poziomach całe populacje, jak i pojedyncze osoby wysysają energię ze społeczeństwa bez odwzajemnienia. Ponieważ osiągnięcia przynoszą w skutkach pozytywne sprzężenie zwrotne, zadowolenie z siebie i szacunek stopniowo umacniają człowieka. W tym miejscu zaczyna się produktywność.
Zbiorowy poziom świadomości gatunku ludzkiego utrzymywał się na 190 przez wiele stuleci po czym, co osobliwe, wzniósł się jedynie na poziom 204 w ciągu ostatniej dekady.
Poziom energii 250: Neutralność
Energia nabiera pozytywnych cech, w miarę jak zbliżamy się do poziomu, który określiliśmy jako Neutralny, ponieważ uosabia go uwolnienie od popadania w skrajności, które cechuje niższe poziomy. Poniżej 250 świadomość ma tendencję dostrzegać dychotomię i przyjmować surowe stanowiska, będące utrudnieniem w świecie, który jest złożony i wieloczynnikowy, a nie czarno-biały.
Przyjmowanie takich stanowisk wywołuje polaryzację. Polaryzacja z kolei stwarza opozycje i podziały. Tak samo jak w przypadku sztuk walki; sztywna pozycja staje się punktem słabości. Ten, który się nie ugnie, jest podatny na złamanie. Wzrastając ponad granice czy opozycje, które trwonią jednostkową energię, poziom Neutralny umożliwia elastyczną, niewartościującą i realistyczną ocenę problemów. Bycie Neutralnym oznacza bycie względnie nie- przywiązanym do rezultatów. Niepowodzenie w osiągnięciu czegoś nie jest dłużej powiązane z poczuciem porażki, strachu czy frustracji.
Na poziomie Neutralnym, człowiek może stwierdzić: „Cóż, jeśli nie dostanę tej pracy, znajdę inną.” Jest to początek wewnętrznej pewności. Niełatwo jest zastraszyć osobę, wyczuwającą własną moc. Człowiek nie jest już motywowany do działania chęcią udowodnienia czegokolwiek. Nastawienie, że życie pełne wzlotów i upadków w końcu ułoży się dobrze, jeśli tylko-uda nam się pozbierać, charakteryzuje podejście na poziomie 250.
Ludzie, będący na poziomie Neutralności, mają poczucie dobro-bytu. Znakiem rozpoznawczym tego jest pewność siebie i umiejętność życia w świecie. Jest to poziom bezpieczeństwa. Z ludźmi z poziomu Neutralności łatwo można się dogadać, przyjemnie jest przebywać w ich towarzystwie, ponieważ nie zajmuje ich konflikt, współzawodnictwo czy wina. Są spokojni i przede wszystkim wolni od zaburzeń emocjonalnych. Postawa ta jest wolna od ferowania wyroków i w żaden sposób nie prowadzi do potrzeby kontrolowania ludzkich zachowań. Odpowiednio, ponieważ Neutralni ludzie cenią sobie wolność, nie jest łatwo ich kontrolować.
Poziom energii 310: Ochota
Ten bardzo pozytywny poziom energii można traktować jako furtkę do wyższych poziomów. Podczas gdy na Neutralnym poziomie prace są wykonywane właściwie, na poziomie Ochoty praca jest wykonywana dobrze, a powodzenie we wszystkich dążeniach jest częstym zjawiskiem. Wzrost zachodzi tu szybko. Ochotę reprezentują ludzie wybrani do postępu. Ochota zakłada, że przekroczyło się już wewnętrzny opór wobec życia i zdecydowało na współuczestnictwo. Poniżej kalibracji 200 ludzie mają skłonność do konserwatyzmu, ale poczynając od poziomu 310 pojawiają się szerokie horyzonty. Na tym poziomie ludzie stają się naprawdę przyjaźni, a sukces w sferze społecznej i ekonomicznej następuje automatycznie. Chętnych nie nęka bezrobocie. Podejmą się każdej pracy, jeżeli zajdzie taka potrzeba lub rozpoczną własną karierę w formie samozatrudnienia. Nie czują się upokorzeni pracą w usługach ani zaczynaniem od zera. Są pomocni dla innych i przyczyniają się do dobra całego społeczeństwa. Są także skłonni do zmierzenia się z własnymi problemami emocjonalnymi i nie są zablokowani na uczenie się.
Na tym poziomie samoocena jest wysoka i wzmocniona przez pozytywny oddźwięk ze strony społeczeństwa w formie uznania, docenienia czy nagrody Ochota charakteryzuje się współczuciem i reagowaniem na potrzeby innych. Ludzie przepełnieni Ochotą są budowniczymi i mają swój wkład w rozwój społeczeństwa. Z ich zdolnościami, aby nie dać się przeciwnościom losu i czerpać z doświadczenia, stają się ludźmi samoregulującymi swoje życie. Uwolniwszy się od Dumy, pragną spojrzeć na swoje wady i uczyć się od innych. Na poziomie Ochoty ludzie stają się świetnymi uczniami. Łatwo jest ich nauczać, reprezentują oni znaczące źródło mocy dla społeczeństwa.
Poziom energii 350: Akceptacja
Na tym poziomie uważności zachodzi główna przemiana, która związana jest ze zrozumieniem, że każda osoba sama jest źródłem i twórcą całego doświadczenia w swoim życiu. Przyjęcie tej odpowiedzialności jest właściwe dla tego stopnia ewolucji, charakteryzującego się zdolnością do harmonijnego współistnienia z siłami życia.
Wszyscy ludzie poniżej poziomu 200 mają skłonność do popadania w bezsilność, widzą siebie jako ofiary, znajdujące się na łasce życia. Bierze się to z przekonania, że źródło szczęścia czy też przyczyna problemów danej osoby znajduje się „na zewnątrz”. Ogromny skok, oddający nam naszą własną moc, dokonuje się na tym poziomie wraz z uświadomieniem, że źródło szczęścia leży w nas samych. Na tym już bardziej zaawansowanym poziomie, nic „z zewnątrz” nie posiada zdolności, aby uczynić nas szczęśliwymi. Miłość natomiast nie jest dawana czy zabierana przez drugą osobę, ale stwarzana w nas.
Akceptacji nie należy mylić z biernością, która jest objawem apatii. Ta forma zgodności pozwala na zaangażowanie się w życie na jego własnych warunkach, bez usiłowań dostosowania go do planu. W akceptacji znajduje się emocjonalny spokój, percepcja poszerza się w miarę, jak przezwycięża się zaprzeczenie.. Można teraz ujrzeć sprawy bez zakłóceń czy błędnych interpretacji. Kontekst doświadczanych zdarzeń jest tak poszerzony, że jest się zdolnym do „uchwycenia całego obrazu”. Akceptacja ma wiele wspólnego z równowagą, zachowaniem proporcji i odpowiedniością. Osobę, będącą na poziomie Akceptacji, nie zajmuje rozstrzyganie, co dobre, a co złe. Jest ona natomiast nastawiona na rozwiązywanie problemów i odnajdywanie drogi do ich usunięcia. Ciężkie prace nie są uciążliwe ani niepokojące. Cele długoterminowe zyskują pierwszeństwo nad krótkoterminowymi. Samodyscyplina i fachowość są tym, co ważne.
Na poziomie Akceptacji nie ulegamy polaryzacji przez konflikt czy opozycję. Dostrzegamy, że inni ludzie mają te same prawa co my i szanujemy równość. Na tym poziomie społeczna różnorodność jawi się jako sposób na rozwiązanie problemów, podczas gdy niższe charakteryzują się sztywnością. Dlatego też poziom ten jest wolny od dyskryminacji czy nietolerancji. Pojawia się świadomość, że równość nie wyklucza zróżnicowania, Akceptacja włącza, a nie odrzuca.
Poziom energii 400: Rozsądek
Inteligencja i racjonalność wychodzą na prowadzenie, gdy prze-kroczy się emocjonalność niższych poziomów. Rozsądek jest w stanie posługiwać się znacznymi, złożonymi ilościami danych i dokonywać błyskawicznych, właściwych, decyzji. Potrafi zrozumieć zawiłości związków, stopniować i dokonywać klarownych rozróżnień oraz doskonałe operować na symbolach, w miarę jak abstrakcyjne koncepcje stają się ważne. Jest to poziom nauki, medycyny i ogólnej, zwiększonej zdolności do konceptualizacji i zrozumienia. Wiedza i edukacja stają się tu kapitałem. Rozumienie i informacja są głównymi narzędziami osiągnięć, które są cechą charakterystyczną dla poziomu 400. Jest to poziom zdobywców Nagrody Nobla, wielkich mówców, sędziów Sądu Najwyższego. Einstein, Freud i wiele innych kluczowych osób w historii myśli kalibruje się tutaj.
Słabe strony tego poziomu to nieudolność jasnego rozpoznania różnicy pomiędzy symbolami i tym, co one reprezentują oraz pomieszanie świata obiektywnego z subiektywnym, co ogranicza zrozumienie przyczynowości. Na tym poziomie łatwo stracić z oczu las, przysłonięty przez drzewa, zadurzyć się w koncepcjach i teoriach, i w końcu zgubić sedno. Przeintelektualizowanie może oznaczać koniec. Rozsądek jest ograniczony poprzez swoją niezdolność wydobycia istoty czy punktu krytycznego złożonych spraw.
Rozsądek sam z siebie nie dostarcza drogi do prawdy. Wytwarza ogromne ilości informacji i dokumentacji, lecz brak mu zdolności, aby rozwiązać napotkane rozbieżności między danymi a wnioskami. Wszystkie argumenty filozoficzne same brzmią przekonująco. Pomimo że Rozsądek jest wysoce efektywny w świecie techniki, gdzie dominują metodologie oparte na logice, to jest on paradoksalnie główną blokadą w osiągnięciu wyższych poziomów świadomości. Przekraczanie poziomu Rozsądku jest stosunkowo rzadkie w naszym społeczeństwie.
Poziom energii 500: Miłość
Miłość, w sposób w jaki jest przedstawiona w mediach, nie dotyczy tego, co znajduje się na tym poziomie. To, co świat zwykł określać jako miłość, to wielka emocjonalność, połączona z atrakcyjnością fizyczną, zachłannością, chęcią posiadania kontroli, erotyzmem i nowością. Zazwyczaj jest przelotna i ulegająca wahaniom, rośnie i maleje w zależności od warunków. W przypadku niezaspokojenia, emocja ta często ujawnia skrywany gniew i uzależnienie, które maskowała. Przechodzenie od miłości do nienawiści jest potocznym zjawiskiem. Jednak to, o czym mówimy, to nie Miłość, tylko uzależniająca sentymentalność. Nienawiść pochodzi od Dumy,, a nie Miłości. W takim związku prawdziwa miłość prawdopodobnie nigdy nie zagościła.
Poziom 500 charakteryzuje się rozwojem bezwarunkowej, nie-zmiennej i stałej miłości. Nie jest ona chwiejna, ponieważ jej źródło znajdujące się w osobie, która kocha, nie jest zależne od zewnętrznych czynników. Miłość to stan istnienia. Jest to pełen wybaczenia, troski i wsparcia sposób, w jaki odnosimy się do świata. Miłość nie jest stanem intelektualnym i nie pochodzi z umysłu. Ona wywodzi się prosto z serca. Posiada w sobie zdolność podnoszenia innych na duchu i dokonywania wielkich czynów dzięki czystości swoich pobudek.
Na tym poziomie rozwoju zdolność zrozumienia istoty staje się najważniejsza. Cała uwaga koncentruje się na sednie sprawy Gdy rozsądek zostaje ominięty, pojawia się zdolność natychmiastowego rozpoznania całości problemu i jego głównego kierunku rozwoju, ze szczególnym uwzględnieniem czasu i procesu. Rozsądek radzi sobie jedynie ze szczegółami, miłość zaś z całością. Ta umiejętność, często przypisywana intuicji, polega na natychmiastowym zrozumieniu, bez uciekania się do sekwencyjnego przetwarzania symboli. To pozornie abstrakcyjne zjawisko jest w rzeczywistości całkiem konkretne. Towarzyszy mu mierzalne uwolnienie endorfin w mózgu.
Miłość nie przyjmuje stanowisk, dlatego jest całościowa i pozwala na osiągnięcie kompromisu. Wówczas zjednoczenie z drugą osobą staje się możliwe, ponieważ granice przestają istnieć. Miłość jest zatem włączająca i narastająco rozszerza poczucie ja. Miłość koncentruje się na dobrych stronach życia we wszystkich jego przejawach i pomnaża jeszcze to, co pozytywne. Rozwiązuje negatywność poprzez ujęcie jej w innym kontekście, a nie przez atakowanie.
Jest to poziom prawdziwego szczęścia. Jednak pomimo tego, że świat jest zafascynowany pojęciem miłości, a wszystkie funkcjonujące religie są wykalibrowane na poziom 500 i wyżej, warto zaznaczyć, że zaledwie 0,4% światowej populacji kiedykolwiek osiąga ten poziom ewolucji świadomości.
Tak naprawdę najlepszym słowem byłoby „inkluzywna” ponieważ nie tyle chodzi o to, że (z góry) „zawiera w sobie wszystko” ile o to, że kiedy nie ma barier osobowości, wszystko może zostać wchłonięte i stworzyć jedność.

Poziom energii 540: Radość
W miarę jak Miłość staje się coraz bardziej bezwarunkowa, zaczyna być doświadczana jako Radość. Nie chodzi jednak o nagłą radość z przyjemnego obrotu zdarzeń, ale o tę stale towarzyszącą wszystkim działaniom. Radość pochodzi z każdej chwili istnienia, a nie z jakiegoś zewnętrznego źródła. 540 to również poziom uzdrawiania i grup samopomocy opartych na duchowych podstawach.
Poczynając od poziomu 540 i wyżej, zaczyna się sfera świętych, uzdrowicieli duchowych i uczniów zgłębiających duchowość na zaawansowanym poziomie. Właściwa dla tego pola energii jest zdolność do niezwykłej cierpliwości i zachowania pozytywnej postawy w zetknięciu z długotrwałymi przeciwnościami losu. Znakiem rozpoznawczym tego stanu jest współczucie. Ludzie, którzy osiągnęli ten poziom, mają znaczący wpływ na resztę. Posiadają umiejętność nieprzemijającego, otwartego wejrzenia w innych, które wywołuje stan miłości i pokoju.
W wysokich rejestrach 500 oglądany świat jest przepełniony znakomitym pięknem i doskonałością stworzenia. Wszystko dzieje się bez wysiłku, synchronicznie, a świat i wszystko, co się w nim zawiera, jest postrzegane jako wyraz miłości i boskości. Wola jednostki staje się jednym z wolą boską. Wyczuwa się Obecność, której moc ulepsza zjawiska, przekraczając konwencjonalne oczekiwania co do rzeczywistości, co później przez zwykłego obserwatora nazywane jest cudami. Takie zjawiska reprezentują moc pól energii, nie jednostki.
Poczucie odpowiedzialności za innych na tym poziomie posiada inną jakość niż to cechujące niższe poziomy. Pojawia się chęć użycia swego stanu świadomości z korzyścią dla samego życia, a nie poszczególnych osób. Tej umiejętności kochania wielu ludzi jednocześnie towarzyszy odkrycie, że im więcej się kocha, tym więcej można kochać.
Doświadczenia śmierci klinicznej, mające przemieniający efekt, częstokroć pozwalały ludziom na odczucie poziomu energii z rzędu 540 i 600.

Poziom energii 600: Pokój
To pole energii wiąże się z doświadczeniem określanym słowami takimi jak transcendencja, samospełnienie czy świadomość Boga. jest ona niezwykle rzadkie, osiągane jedynie przez jedną osobę na dziesięć milionów. Kiedy ten stan jest doświadczany, rozróżnianie między podmiotem i przedmiotem znika i nie istnieje już żaden ogniskowy punkt percepcji. Nie jest niczym niezwykłym, że osoby, doświadczające tego poziomu, odsuwają się od świata, gdyż stan błogości, który się pojawia, uniemożliwia prowadzenie zwykłej aktywności. Niektórzy zostają nauczycielami duchowymi, inni jeszcze wykonują anonimowo pracę na rzecz ulepszenia ludzkości. Kilku zostaje geniuszami w swoich dziedzinach i dokonuje wielkiego wkładu w rozwój społeczeństwa. Ludzi ci są świątobliwi i mogą zostać w końcu uznani za świętych, pomimo że na tym poziomie formalne religie często zostają przekroczone, a zastępuje je czysta duchowość, leżąca u źródła każdej religii
Percepcja na poziomie 600 i powyżej czasami jest określana jako zachodząca w spowolnionym tempie, zawieszona w czasie i przestrzeni – chociaż nic nie jest stałe, wszystko jest ożywione i promieniejące. Pomimo że ten świat jest dokładnie tym samym, co ten obserwowany przez innych, stał się nieprzerwanie płynący, przeradzając się w wyśmienicie skoordynowany, ewolucyjny taniec, w którym znaczenie i źródło są obezwładniające. To cudowne objawienie zachodzi w sposób nieracjonalny, a umysł jest przepełniony nieskończoną ciszą, która wstrzymała konceptualizację. Ten, kto doświadcza oraz to, co jest doświadczane, stapiają się w jednej tożsamości Obserwujący rozpływa się w krajobrazie i również staje się obserwowanym. Wszystko jest połączone ze wszystkim poprzez Obecność, której moc jest nieskończona, wybornie subtelna, a zarazem twarda jak skała.
Wielkie dzieła sztuki, muzyki i architektury, które są wykalibrowane pomiędzy 600 i 700 mogą przenieść nas chwilowo na wyższe poziomy świadomości. Ich inspirujące i bezczasowe działanie jest uniwersalnie rozpoznane.

Poziom energii 700-1000: Oświecenie
Jest to poziom Wielkich Osób w historii, które zapoczątkowały schematy duchowe, za którymi przez wieki podążały rzesze. Wszystkie powiązane są z boskością, z którą zresztą często są identyfikowane. To poziom inspiracji o potężnej mocy Te istoty ustanowiły atraktorowe pola energii, wywierające wpływ na całą ludzkość. Na tym poziomie nie funkcjonuje już doświadczenie indywidualnej, osobowej jaźni, oddzielonej od innych. Występuje tu utożsamienie Jaźni ze Świadomością i Boskością. To, co nieprzejawione jest doświadczane jako Jaźń przekraczająca umysł. Ta transcendencja ego służy także jako przykład nauczający innych, jak ostatecznie osiągnąć ten stan. Jest to szczyt ewolucji świadomości w iudzkim królestwie.
Wielkie nauki podnoszą masy na duchu i podwyższają poziom uważności całej ludzkości. Uzyskanie takiej wizji nazywa się łaską, a podarunek, jaki ona ze sobą niesie, to nieskończony pokój, opisywany jako niewysłowiony, poza słowami.1 Na tym poziomie zrozumienia poczucie własnego istnienia przekracza wszelki czas i wszelką indywidualność. Zanika jakiekolwiek utożsamianie się z fizycznym ciałem jako „ja”, dlatego też jego łoś nie ma znaczenia. Ciało postrzega się zaledwie jako narzędzie dla świadomości. Dzięki umysłowi jego główną zaletą jest komunikacja. Tutaj jaźń ponownie wtapia się w Jaźń. Jest to poziom nie-dualności, całkowitej Jedności. Nie istnieje umiejscowienie dla świadomości. Uważność jest wszędzie na równi obecna.
Wielkie dzieła sztuki, obrazujące osoby, które osiągnęły poziom Oświecenia, w charakterystyczny sposób ukazują nauczyciela ze szczególnym ułożeniem rąk, nazywanym mudrą, w którym dłoń nadaje błogosławieństwo. Jest to akt przekazywania energii tego pola świadomości ludzkości. Ten poziom boskiej łaski jest wykalibrowany do
wartości 1000, najwyższego poziomu osiąganego przez wszystkie osoby, które żyły w odnotowanej historii, mianowicie przez Wielkie Wcielenia, którym można przypisać tytuł „Pana”: Pan Krishna, Pan Budda i Pan Jezus Chrystus.
MOC czy SIŁA - Tabelka

 

Emocje

 

Mapa

 

 

Mapa Świadomości - siła i moc