Posts Tagged ‘Rozmowa’

Fragment książki „Jak skutecznie przekonywać” – Gerry Spence

Jak skutecznie przekonywać - Gerry Spence

Rozdział 13 PRZEKONYWANIE NAJBLIŻSZYCH Miłość i wojna

BLOKADA: Jeśli nie staniesz w obronie swych praw i tego, czego pragniesz, jeśli nie zajmiesz zdecydowa­nej postawy, rozniosą cię, rozjadą jak cięża­rówka zająca. Musisz walczyć, żeby przetrwać.

KLUCZ: Magiczna ironia wystąpienia w świecie miłości polega na tym, że trzeba nauczyć się przegry­wać, aby wygrać.

Pisanie o tym, jak wygrać jakiś spór w domu, jest pisaniem powieści. Prowadzenie sporu w domu, wystąpienie w ob­ronie pewnych racji jest bardzo wyrafinowaną umiejętno­ścią — może nawet formą sztuki. Opanowanie tej sztuki przewyższa dokonania tych, którzy zdobyli potężne fortu­ny lub wieczną sławę. Znam wielu potentatów przemysło­wych, którzy w domu nie mieli żadnych osiągnięć w tej właśnie dziedzinie. Znam wiele gwiazd świata filmu, które nie mają na koncie żadnych zwycięstw w domowych wy­stąpieniach. Wygląda na to, że progi ich domów emitują jakieś tajemne negatywne siły, które przeistaczają mocne osobowości w niemowy lub paplających obłąkańców.
Znam prawników dorównujących elokwencją Claren- ce’owi Darrowowi, którzy przestępując próg swego domu, w tajemniczy sposób tracą humor i milkną. Znam kobiety, które przez cały dzień tryskają energią, a po wejściu do domu wpadają nagle w stan schizoidalnego zahamowania lub wybuchają wściekłością. Wydaje się, że dom nie jest sanktuarium spokoju, ale strefą działań wojennych. Można odnieść wrażenie, że mieszkańcy domu cierpią na nieod­wracalne zmiany po wybuchu pocisku, że są ofiarami po­urazowych zaburzeń. Jeśli nie uda ci się niczego osiągnąć w nieuchwytnej sztuce przekonywania, wtedy miłość us­chnie jak kwiat maku, którego nie podlewasz.
Nikt nie uczy żadnych technik budowania udanych związków. Żaden uniwersytet nie prowadzi zajęć na temat, jak być, jak żyć, jak kochać, jak angażować się w szczęśliwe związki. Nie ma przedmiotu, który nazywa się: „początki małżeństwa”. Miłość, w swym zenicie, jest połączeniem siły i energii dwojga, którzy wypełniają boską obietnicę ludzkiej siły. W kryzysie miłość staje się niewolą, matnią, piekłem. Najlepsza i najgorsza postać miłości zaczyna się od jaźni.

Tworzenie miłosnego związku poprzez zachowanie jaźni: Jak stworzyć szczęśliwy związek miłosny? Mówi się, że trzeba oddać siebie drugiej osobie. Ja twierdzę, że nie wolno oddawać jaźni. Jaźń, ta wyjątkowa, nieśmiertelna, niezrównana, niepowtarzalna jaźń! Jaźń, twoja, moja, jaźń, która różni się od wszystkich innych jaźni wszechświata — to najcenniejsza rzecz, ponad wszystkie drogocenności, którą wnosimy w związek. Nie oddawaj jaźni!
Postaraj się uzmysłowić sobie tę najważniejszą jaźń. Widzisz ją? Niech będzie czymś, co możesz trzymać w dłoni — filiżanką, a w tej jedynej filiżance zawarty jest twój duch, najwspanialsza treść twej osobowości — twój rodzaj miłości, twój sposób na kreatywność, twoje wyjąt­kowe doświadczenia, twoja szczególna mądrość, tak, twój sposób na zerwanie związku, gniew, niepewność, oba­wy — to wszystko mieści się w twojej filiżance. Widzisz tę filiżankę?
Załóżmy teraz, że angażujesz się w związek uczucio­wy. Wnosisz do niego swą filiżankę jaźni. Podobnie czyni druga osoba. Jej lub jego jaźń jest tak wyjątkowa i niepo­równywalna jak twoja. Gdyby nawet druga osoba wypełniła przestrzeń złotem, a nie wniosła jaźni, i tak panowałaby tam pustka, zupełna pustka.

Czy jaźń, cała filiżanka wraz z zawartością, musi być ceną wejścia do związku? Czyż nie rozumiemy, że jeśli druga osoba musi oddać jaźń, wtedy nie będzie żadnego związku? Czyż nie pojmujemy, że gdy druga osoba oddała jaźń, to łączymy się z prostą osobowością, człowiekiem bez jaźni, który wydał swą jaźń?
Kiedy tylko mam sposobność, zawsze oświadczam, że nie mogę oddać jaźni drugiej osobie jako ceny za przystą­pienie do związku. Nie mogę oddać jaźni kolegom, praco­dawcy, przyjaciołom, klientom jako ceny za akceptację. Sięgnę z ochotą do mojej filiżanki i oddam miłość, lojal­ność, energię, twórczość, poświęcenie. Nie mogę oddać fi­liżanki, bo bez jaźni nie możemy skorzystać z wolnej woli; nie możemy cieszyć się spontanicznością, przeżywać taje­mnicy, nieskończonej drogocenności jaźni, gdyż została ona oddana. Już jej nie ma.
Zakłopotanie zaczyna się wtedy, gdy nie umiemy odróż­nić dawania swej jaźni od dawania swej miłości, lojalności, twórczości czy pracy. Niewolnik pracy, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez maszynę. Niewolnik miłości, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez innego nie­wolnika miłości. Nic nie pozostaje. Filiżanka jest stracona. Druga osoba trzyma w swej dłoni filiżankę, która niedługo będzie pusta. Zaczynamy rozumieć: dar jaźni dla drugiej osoby jest darem, który zużywa się i nie da się uzupełnić.
Związek uczuciowy jest podobny do małej spółki. Wspól­nicy pozostają partnerami i nie stają się wzajemną włas­nością. Szanują się. Wspólnie pracują, troszczą się o sie­bie, są wobec siebie lojalni, wspomagają się twórczo. Nie stają się jednością. Jeśli wola jednego opanuje wolę dru­giego, partnerstwo zostanie zniszczone, a pozostanie pan i sługa. Druga osoba zmieniła się w rzecz, która została przejęta, co niszczy spółkę, gdyż z definicji w spółce musi działać dwóch niezależnych partnerów.

Jak przegrać w wyniku zwycięstwa: Pojmując tę istotę związku opartego na miłości, rozumiemy także, iż wszyst­kie starania o sprawowanie władzy nad innym są atakiem na związek, który znajduje się wtedy w zagrożeniu, gdyż zanik jaźni jest zanikiem tego związku. Paradoksalnie, na tyle przegrywamy, na ile wygraliśmy, na ile druga osoba uległa. Przedstawię istotę takiego podejścia w następującej rozmowie:
—                Chcę, żeby było po mojemu. Musisz ustąpić. Moja wola liczy się w tym związku. Moje życzenie jest jedynym życzeniem.
—                Dobrze. Ustąpię. Nie mam żadnej woli. Twoja wola jest moją wolą.
—                Cieszę się, że zgadzasz się ze mną.
—                Tak, panie. Jestem na twe rozkazy.
—                Jeśli ja mam rozkazywać, rozkazuję ci mówić.
—                Co mam powiedzieć, panie?
—                Powiedz coś!
—                Cokolwiek powiesz, panie.
—                Mów!
—                Tak, panie.
—                Dlaczego się sprzeciwiasz?
—                Cokolwiek zechcesz, panie!
—                Na Boga, powiedz coś! Zrób coś! Skończ z tym pła­szczeniem się. Bądź kimś! Czuję się przez ciebie taki sa­motny. Nie wiesz, jaki jestem samotny?
—                Masz mnie, panie.
—                Nie czuję twej obecności.
—                Ja jestem tobą, panie.

Poznawanie sztuki przegrywania: Uargumentowanie swego stanowiska w przypadku związku uczuciowego opartego na miłości, to znaczy uzyskanie tego, o co nam chodzi, wymaga strategii. Strategia z kolei wymaga ustalenia hierarchii ważności celów. Co stawiamy na pierwszym miejscu?
Po pierwsze, chcemy kochać i być kochani, prawda? Chcemy być szczęśliwi, spokojni, żyć bez obaw. Chcemy się rozwijać, poznawać nowe. Związek miłosny jest ogro­dem, w którym sadzimy, uprawiamy i zbieramy najcen­niejsze plony, nas samych, i w którym druga osoba korzy­sta z równie żyznej gleby dla swego rozwoju i rozkwitu. Jeśli tego właśnie oczekujemy, to tylko głupiec zmarnował­by ogromne możliwości tkwiące w takim związku, próbując go zdominować, gdyż panowanie i miłość, decydowanie i udany związek stoją w sprzeczności.
Ona chce pójść na koncert i posłuchać Bartoka, a on nienawidzi wszelkich symfonii, a szczególnie Bartoka. Ale ktoś, nawet o umyśle obłąkanej mangusty, wie, że wstrzy­manie się z uwagami przez dwie godziny muzyki Bartoka i dostarczenie drugiej osobie przyjemności nie kosztuje zbyt wiele. Gdzie można dostać coś taniej? Ponadto czyż nie lepiej pójść już na ten koncert, niż rozpoczynać awanturę, która skazi małżeństwo urazą i rozdrażnieniem, a później pociągnie za sobą konieczność próśb o przebaczenie i przy­wrócenie do łask?
Jeśli sztuka przekonywania w związku uczuciowym jest sztuką otrzymania czegoś, co chce jedna strona, to oczy­wiście działa tu także stała zasada, stałe prawo psychiki, które brzmi: nic za nic. Mówiąc inaczej, nie można w mi­łości dostać tego, czego się chce, jeśli druga osoba także nie uzyska tego, czego chce. Gdy zderzają się te przeci­wieństwa, wtedy sztuka prowadzenia sporu, niczym Bat­man ze swą peleryną, musi spłynąć z obłoków dla rato­wania spokoju i wzmocnienia związku.
Przeżywszy dziewięć szczególnych dni w czasie mego ponad czterdziestoletniego małżeństwa mogę zaświadczyć o prawdziwości powyższego; co za tym idzie, starałem się ogromnie zostać biegłym w sztuce przegrywania. Mogę jed­nak dodać, że porażki dające mi najwięcej zadowolenia, to takie, które sam wyreżyserowałem, krótko mówiąc: aby celować w sztuce domowych sporów, należy opanować sztu­kę przegrywania.

Panowanie, czyhający aligator: Przekonaliśmy się już, że panowanie na polu bitwy jest niezbędne do zwycięstwa. Panowanie i dominacja w miłości jest czymś zupełnie nie­samowitym. Przypomina mi to potężnego aligatora, który leży sobie pod powierzchnią wody i wystawia oczy. Oczy penetrują otoczenie w poszukiwaniu ofiary, żeby ją zaata­kować i pożreć. W końcu nieodparta konieczność, żeby zapanować nad wszystkim, obejmie nawet najbardziej try­wialne sprawy. Aligator czeka. Gdy coś wpadnie do wody, wtedy dopiero zaatakuje.

Dlaczego musimy zawsze dążyć do panowania: Przy­chodzimy na świat zupełnie nadzy, bez żadnych doświad­czeń. Prawie natychmiast dostajemy odzienie i różne rady: „Panuj nad sobą. Nie złość się. Nie płacz. Bądź cicho! Odpowiadaj, gdy ktoś mówi do ciebie. Tylko tchórz się boi”. Od pierwszych dni życia jesteśmy zmuszani do trzy­mania swych uczuć w ryzach. Czy widziałeś kiedyś jakąś roślinę, która wegetuje pod deską, pozbawiona światła? Życie i rozwój takiej rośliny są stłumione. Jej kiełki są mizerne i pokręcone jak spaghetti. Jeśli podniesiesz deskę, nie możesz pozostawić takiej słabej rośliny na słońcu, gdyż nie wytrzyma.
Nasza psychika jest też tłumiona swoistymi hamulcami. Uczucia pod nimi są skrzywione, poskręcane i rozpaczliwie szukają uwolnienia. Boimy się. Nasza kreatywność jest zni­szczona. Jesteśmy spragnieni słońca, ekspresji. Nasza oso­bowość zanika. Wciąż jednak mamy na twarzy wieczne, głupkowate uśmiechy. Zakładamy maski. Udajemy. Musi­my udawać. Nie mamy odwagi być sobą. Nie wolno od­słaniać małej, delikatnej, powykrzywianej roślinki. Jesteś­my straceni pod tą deską, ponieważ nigdy nie widzieliśmy samych siebie. Nie wiemy, kim jesteśmy. Jesteśmy zrozpa­czeni. A nasza potrzeba panowania staje się patologiczna!
Panować! Ach, ta neurotyczna, alarmistyczna, zaborcza po­trzeba! Agresja i symbiotyczna potrzeba panowania to neu­rotyczna walka człowieka ze śmiercią. Człowiek walczący ze śmiercią jest bojaźliwy, w tej walce rezygnuje z życia.

Panowanie jako broń: Nadużywanie władzy nie jest najlepszą bronią. Miłość jest najbardziej odpowiednim orę­żem, tylko miłość. Zwracam się z prośbą o to, żeby spraw­dzić broń, tę, która jest w zasięgu ręki obu stron, jeszcze przed wejściem, na progu. Zostawcie broń na zewnątrz. Wejdźcie w związek bez broni. Nadal możesz pozostać so­bą. Zostawiłeś broń na zewnątrz, tę broń — panowanie — której chciałeś użyć do unicestwienia drugiej osoby, a więc druga osoba też może czuć się zastraszona.
Czy widzisz obie strony inaczej? Czy widzisz, jak idą wieczorem spać z sześciostrzałowym rewolwerem przypię­tym do pasa?
—                Dobranoc, najdroższa. Kocham cię — mówi on, do­tykając lekko kabury, żeby sprawdzić, czy rewolwer jest w porządku.
—                Dobranoc — mówi ona — przyjemnych snów. Od­wracając się, kładzie rękę na trzonku młotka.

Panowanie poprzez rezygnację z panowania: Ludzie mają prawo, a czasem nawet i obowiązek, aby się sprze­ciwić, nie zgadzać. Mają prawo do swoich idei. Różnice identyfikują ich, gloryfikują, wysławiają. Poważne sprawy małżeńskie — dokąd jechać na urlop, jak wydawać pie­niądze i inne — to żadne kwestie. Istnieje jedyne, wie­czne, zdradzieckie zagadnienie: kto będzie panował? Jeśli przyjrzeć się temu bliżej, panowanie i dominacja stanowią sedno wszelkich sporów w każdym związku opartym na miłości.
Gdy byłem młodszy, moja potrzeba panowania była o wiele bardziej natarczywa niż dziś. Jej źródłem był strach. Jeśli nie ufam drugiej osobie, jeśli boję się, że wyrządzi mi krzywdę, jeśli mam obawy, że ograniczy moją swobodę i wreszcie, gdy nie jestem pewien samego siebie, potrzeba panowania staje się decydująca, najważniejsza. W miarę up­ływu czasu i pogrążania się w pracy zawodowej przekona­łem się, że nie mam ani czasu, ani energii, ani, niestety, umiejętności, żeby panować nad wszystkimi i wszystkim.
Mógłbym przytoczyć tu wiele żałosnych opowieści o tym, jak uczyłem się tej prostej prawdy, którą teraz gło­szę, że panowanie i szczęśliwe małżeństwo to sprawy, któ­re się wykluczają. Dzień, w którym wreszcie zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję panować nad Imaging, że wła­ściwie nie powinienem panować nad nią, że w rzeczywi­stości nie umiem panować nad nią i że gdybym umiał, to doprowadziłbym do zniszczenia naszego małżeństwa, był początkiem naszego związku.
Jeśli ktoś może panować nad drugą osobą, utrzymuje związek tylko z samym sobą, a stan pewnej masturbacji wypiera małżeństwo. Druga osoba staje się marionetką partnera. Co za dziwny układ! Jeśli ktoś panuje w małżeń­stwie, to nie ma tam nic z małżeństwa.
Nie odkryłem tego w jakiś nagły sposób. Przychodziło to powoli, przesączało się przez prawie nieprzepuszczalną zaporę zwaną umysłem, bywało zapominane wiele razy i docierało do mnie ponownie. Moje odkrycie było skąpane w złości, zatopione w łzach, aż wreszcie któregoś dnia sta­ło się oczywiste, prawie oczywiste. Nawet i dziś zdarza mi się zapomnieć. Wtedy jest to bardziej bolesne. Niekiedy ku memu zmartwieniu przekonuję się, że po tych latach doświadczeń i uroczystych przyrzeczeń, mocnych posta­nowień, by nie powracać do potrzeby panowania, zdarza mi się ulegać temu złemu duchowi małżeństwa, duchowi panowania, który nigdy do końca nie zostaje pokonany.

Strofowanie jako panowanie: Zawsze podziwiałem Imaging za to, że nigdy mnie nie strofuje.
— Dlaczego mnie nigdy nie strofujesz? — zapytałem.
Było mnóstwo powodów, żeby tak zrobić. Mam na my­śli całą litanię zaniedbań i uciążliwości — porozrzucane ubranie, klapa od sedesu, zakrętka od pasty do zębów, chrapanie, bezustanne chrapanie, które mogło zmieść dach z kurnika. Odpowiedziała jakby zaskoczona:
— Jak mogę mówić dorosłemu mężczyźnie, co ma ro­bić? Kto mi dał prawo, żeby panować nad życiem innej osoby?
Wystarczająco wcześnie zrozumiała, że strofowanie to neurotyczna próba panowania w jego najgorszej postaci. Strofowanie jest prawem zarezerwowanym wyłącznie dla neurotycznych matek i ojców niepewnych swego.
Niemożność sprawowania kontroli jest często źle od­bierana jako niezdolność lub słabość. Rezygnacja z pano­wania jest często uważana za poddanie się.
Zaniechanie panowania jest niewłaściwie interpretowa­ne jako niepowodzenie. Panowanie w małżeństwie nie ma nic wspólnego z możliwością, powodzeniem czy nawet męs­kością. Co dziwne, to zupełnie coś przeciwnego. Wszystko w miłości tajemniczo działa na odwrót.

27 740 kolacji: Wyobraźmy sobie taki związek, w któ­rym obie strony zdobyły czarny pas w dziedzinie walki na słowa i obie strony są zagorzałymi zwolennikami pa­nowania. Ona mówi, że jest zmęczona i chce pójść do restauracji Jorgego na kolację. On mówi, że też jest zmę­czony i chce zostać w domu. Jedna ze stron musi oczy­wiście przegrać, a prawda jest taka, że dzisiejsza kolacja będzie jedną z 27 740 kolacji, które człowiek średnio zja­da w ciągu życia. Gdyby miała to być ostatnia wspólna ko­lacja, nie byłoby żadnych waśni, żadnego konfliktu, żad­nej kwestii panowania. Byłyby tylko uśmiechy, miłość, łzy, czułość, pełna zgoda.
Można by rozważać inne jeszcze sytuacje prawdopo­dobnych konfrontacji — ostatnia przejażdżka samocho­dem, ostatnia sposobność kupienia sukienki dla ukochanej, ostatnie wyjście na koncert, kiedy to trzeba by wbić się w sztywny smoking i słuchać chaotycznych dźwięków mu­zyki Bartoka, pocąc się przy tym i znosząc katusze.
Tylko największy idiota wystawiłby małżeństwo na pró­bę, żeby przejąć panowanie w trakcie jedzenia kolacji, jed­nej z 27 740. Załóżmy jednak, że zasadnicza rozmowa mię­dzy tymi posiadaczami czarnych pasów spada na najniższy poziom rozgoryczenia, na dno, jak głaz rzucony w bajoro.
On: Zawsze chcesz gdzieś wyjść. Czy uważasz, że śpimy na pieniądzach? Za kolację u Jorgego zapłacimy tyle, co za zakupy na cały tydzień. Ona: (zmęczona, zła, roztargniona): Ty myślisz tylko o pie­niądzach. Nigdy nie pomyślisz o mnie. Kochasz tylko te pieprzone dolce. Nie ożeniłeś się z banknotem. Po­ślubiłeś kobietę. On: Dobrze by było, gdybyśmy zapłacili tylko parę dola­rów za tę kolację. Ona: Ja pracuję równie ciężko jak ty. Też zarabiam pienią­dze. Nie jestem twoją maszynką do robienia forsy. Nie haruję cały dzień po to, żeby wracać do domu i pichcić.

On: Gdybym spełniał wszystkie twoje zachcianki, dawno zostalibyśmy bez grosza. Musiałabyś pracować na trzy etaty, żeby zapłacić za wszystko, na co masz ochotę. Może trochę spasujesz, co? O nic więcej cię nie proszę. Po prostu spasuj, a będzie dobrze. Ona: Nie tylko ja wydaję wszystkie pieniądze, ty dupku. (Zaczyna się obniżanie poziomu rozmowy.) Ja kupo­wałam nowe kije do golfa. Ja jeździłam z chłopakami na ryby do Kalifornii, ja… On: Chwila. Nareszcie wiem, o co ci chodzi. Zawsze byłaś przeciwna wszystkiemu, co chciałem zrobić dla sie­bie. Nie możesz znieść tego, że dla odprężenia po­gram czasami w golfa. Nie mogłaś przeboleć, jak jeździłem na ryby, zamiast zabierać cię na te cholerne Wyspy Dziewicze. Chcesz, żeby był remis, tak? Chcesz wydać cały nasz majątek, żeby był remis. To idiotyczne. Jesteś walnięta! (Dorównuje jej w obniża­niu poziomu rozmowy.)
Ona: Ty niedorajdo! Nie wyzywaj mnie od walniętych! Mu­sisz mieć rozum w dupie! Ty uważasz, że ja jestem nienormalna? A kto nazwał moją matkę czarownicą tylko dlatego, że chciała, abyś nas zabrał do Jorgego? To jest normalne? To ty jesteś najgorszym dusigro- szem, największym gnojem, którego nosi ziemia w Georgii. (Teraz następuje ostateczny cios.) Mam nadzieję, że wykrwawisz się na śmierć przez te swoje hemoroidy!
On: Ty świnio. To ostatnia obelga, którą znoszę. (Wycho­dzi, przegrał.)
Ona: Nie wracaj! (Też przegrała. Wykrzykuje coś za nim. Zatrzaskuje jej drzwi przed nosem. Ona znów otwiera i krzyczy.) Zmieniłam zdanie! Wróć i zabierz swoje ciuchy! Nie nadają się nawet dla Armii Zbawienia! (On rzuca kawałkiem drewna, który pies wywlókł na trawnik, ale nie trafia.) Ona: Zadzwonię na policję.
On: Lepiej nie. Wsadzą cię za to, że jesteś najbardziej wstrętną babą, jaką zna historia. (Sądzi, że to będzie ostatnie słowo, które padnie tego wieczoru.) (Wszyscy sąsiedzi są już w oknach. Pies zaczyna wyć. Trawa przed domem zżółkła. Niebo pokryło się pur­purą.)
Pole walki to krew, ranni i umierający, nosze i plasty­kowe worki, do których zbiera się trupy. Dom nie został pomyślany jako pole walki. Nie wygrywa się sprzeczki do­mowej poprzez ciskanie najbardziej podłych obelg, jakie człowiek jest w stanie wymyślić. Ze smutkiem trzeba po­wiedzieć, że kłótnie niszczą więcej domów niż bomby. Więcej jest ludzi bezdomnych w swoich domach niż bez­domnych na ulicach.
Zwycięzca domowej potyczki nigdy nie jest wygranym. Jak mężczyzna, który kocha swą znużoną i zmęczoną żonę, może wracać do domu i prosić ją o przygotowanie czegoś do jedzenia? Ktoś kiedyś powiedział żartem: „Dom to układpół na pół: mąż mówi żonie, co ma zrobić, a żona mówi mężowi, dokąd ma pójść”.
W związku opartym na miłości decydujące, zwycięskie wystąpienie to takie, które nie zostanie nigdy wygłoszone.
Jeśli związek uczuciowy jest rzeczywiście zbudowany na miłości, czyż oczywiste nie jest to, że panowanie nie jest kochaniem?

Miłość jest zwycięska: W przykładzie, który przytoczy­łem powyżej, mąż był przekonany, że żona nierozważnie wydaje pieniądze, co może spowodować kłopoty finanso­we. Sądził, że wymierzała mu karę za to, iż on wydawał pieniądze na swoje zachcianki. Chciał zapanować nad nią z obawy i niedowierzania. Problem nie tkwił w tym, dokąd pójść na kolację, ale w jego obawie i niedowierzaniu. Żona z kolei była pewna, że mąż jest nieczułym, samolubnym hipokrytą, który jej nie szanuje. Jak mógł wydać tyle pie­niędzy na swoje zachcianki i nie zabrać jej na kolację po tak wyczerpującym dniu spędzonym w biurze? Czując się nie kochaną, nie docenianą i wykorzystywaną, zapragnęła nad nim zapanować. Stanowisko żadnego z nich nie było oparte na tym, co każde chciało dla drugiej osoby. Nurzając się w niedowierzaniu i urazach z przeszłości, oboje byli żądni panowania.
Sprawa, która stała się zaczątkiem całej potyczki, nie polegała na tym, gdzie tamci dwoje mają zjeść kolację, ale jak mają wydrzeć serce przeciwnikowi. Celem było rozgniecenie drugiej strony na płaszczyźnie emocjonalnej i skąpanie w krwawej łaźni słów. Gdyby chodziło o miłość, chcieliby wspólnie zatrzymać się na piknik gdzieś przy uroczej drodze.
Naprawdę problem tkwi w tym, aby wiedzieć, o co się sprzeczać i o czym przekonywać. Czy chodzi o kupienie nowego samochodu, czy o ukaranie za dawne sprawki? Czy chodzi o uruchomienie nowej działalności, czy o zazdrość i niepewność? Miłość w związku uczuciowym powinna za­wsze leżeć u podstaw wszystkich kwestii. Wyjawiony temat jest najczęściej pretekstem do wojny. Bez pretekstów nie byłoby wojen.
Czy chęć zaspokojenia zachcianek drugiej strony nie jest naturalnym następstwem kochania tej osoby? Czy spełnie­nie jej lub jego zachcianek nie spełnia naszych i przez to nie daje nam zwycięstwa? Jeśli ktoś kocha, to czy istnieje konieczność panowania? Gdy ktoś rezygnuje z dążenia do panowania, to opanował najważniejszy etap sztuki prze­grywania, co paradoksalnie staje się subtelną sztuką zwy­ciężania. Powiedzmy to jeszcze raz: aby opanować sztukę domowych sporów, należy posiąść sztukę przegrywania. Aby wygrać, naucz się, jak przegrywać.

Płacz jako broń: Okiem huraganu jest płacz. Istnieją dwa rodzaje płaczu: taki, który ma być słyszany, i taki, który nie ma być słyszany. Płacz, którego nie mamy usłyszeć, jest prawdziwym uwolnieniem udręczenia lub bólu. Płacz, który ma być usłyszany, może być jeszcze jednym rodzajem broni używanej w domowych sporach. Oznacza on: „Zmusiłeś mnie do płaczu. Zrzucę przez to poczucie winy na ciebie, żebyś cierpiał za to, co mi zrobiłeś. Patrz, co zrobiłeś! Ja płaczę. Jeśli nie robisz tego, co chcę, być może już nigdy nie przestanę. Będę płakać, aż ziemia wyleci z orbity i wpadnie w nicość, albo przynajmniej do jutra”.

Patrzenie na czyiś płacz jest niemiłe. Może doznajemy wtedy pewnego rodzaju pierwotnego strachu, który budzi dziecko, wspomnienie pierwszego szlochu matki.

Porażka, która zapewnia wygraną: W rozważanym po­wyżej przykładzie dwoje ludzi zaczęło wieczór od wyraże­nia chęci spędzenia go w taki sam sposób. Chcieli przeżyć miłe chwile i pozornie być z sobą. Spór mógł się zakończyć wygraną jednej ze stron, gdyby poznała nieuchwytną, ale istotą sztukę przegrywania.
Cała rozmowa mogłaby przebiegać następująco:
— Kochanie, padam ze zmęczenia. Może byśmy poszli do Jorgego wieczorem?
Mąż, spoglądając na żonę i widząc, że rzeczywiście jest bardzo zmęczona, mówi:
—               Oczywiście, skarbie. Musiałaś mieć ciężki dzień.
W tym miejscu jego sprawa wydaje się już przegrana —
i wygrana.
Mógłby mówić dalej, przedstawiając swoje stanowisko:
—               Jest pewien problem.
—               Jaki?
Zona patrzy na męża i słucha uważnie.
—               Wydaliśmy w tym tygodniu trochę za dużo.
Gdyby żona miała takie samo podejście do sprawy, jak
mąż i była równie mocno z nim związana, potraktowałaby to bardzo poważnie.
—               Myślałem — kontynuuje mąż — że dziś zabiorę cię do Taco Bell (niewinny śmiech), a do Jorgego — w przy­szłym tygodniu.
Widząc, że żona zamierza pójść na kompromis, dodaje:
—               Po kolacji u Jorgego wrócimy do domu i…
Nie kończy, spoglądając wymownie na żonę.
—               Zgoda — mówi ona z błyskiem w oczach.
Idą do Taco Bell i chyba nie będą czekać cały tydzień, żeby spełnić tę zmysłową obietnicę.
Współcześni psychologowie przychylają się do rozwią­zania „wygrana — wygrana”. W małżeństwie rozwiązania są bardziej typu „przegrana — przegrana”; obie strony wy­chodzą z potyczki zwycięsko, gdyż w układzie miłosnym przegrana zapewnia dar, który zawsze wraca.

Życie w szybkim tempie: Żyjemy w ogromnym pośpie­chu, w szybkim tempie. Nie mamy szans na przemyślenie decyzji przed jej podjęciem. Gdy żona powiedziała, że chce iść na kolację do Jorgego, mąż nie mógł odrzec:
—               Rozważę to i odpowiem ci za tydzień.
Musiało to być albo „tak”, albo „nie”. To decyzja chwi­li. To życie na grzbiecie fali, która rozbije się o brzeg. Nie ma czasu na analizę wszystkich niemożliwych do przewidzenia sił, które składają się na rezultat końcowy.
W konsekwencji nasze pochopne decyzje, podejmowane często pod wpływem impulsu, wypływające z podświa­domej głębi, mogą mieć długotrwałe następstwa.

Założenia, aby wygrać: Ponieważ nie mamy czasu, aby rozważać wszystkie dane natury psychologicznej, które mogą wpłynąć na nasze decyzje, podejmujemy je natych­miast. Musimy poczynić założenia oparte na wierze, które nie zagrażają bezpieczeństwu żadnego związku. Zakłada­my, że:

  • druga osoba jest wiarogodna;
  • druga osoba mówi nam prawdę, dla swego dobra;
  • druga osoba nie ukrywa żadnych spraw;
  • druga osoba nie próbuje nas unicestwić.

Poczyniwszy takie założenia, możemy podejmować de­cyzje, które będą służyć dobru małżeństwa w nagłych mo­mentach. Jeśli nie możesz przyjąć tych założeń w związku, w którym trwasz, ta rozprawa nie ma tu żadnego zastoso­wania i nie jestem w stanie wiele ci zaoferować poza tym, żebyś przyjrzał się swemu małżeństwu, zajrzał do wnętrza swej duszy, skorzystał z pomocy, jeśli to konieczne, a po­tem podjął decyzje, które mają prawo pierwszeństwa przed omawianymi w tym rozdziale.

„Spełnianie wymagań” jako broń: Przyznaję, że mał­żeństwo to nie tylko dawanie, a ta książka, która ma po­noć przekazywać użyteczne informacje na temat sporów i przekonywania, winna traktować obszerniej o wystąpie­niu w obronie swoich racji niż o wyświechtanych ide­ałach o dawaniu, rezygnowaniu, poddawaniu się. Jak się przekonaliśmy, strategia każdego wystąpienia dopasowana jest do uczestników sporu i jego celu. Wystąpienie skie­rowane do sędziego lub ławy przysięgłych jest inne niż kierowane do współmałżonka. Ta różnica, przynajmniej w części, określana jest przez odmienność decyzji, która ma zostać podjęta. Pozwólcie, że przytoczę przykład:Gdy chodzi o wystąpienie przed sędzią czy ławą przy­sięgłych, decyzja będzie wyrokiem o winie lub niewinności strony, na rzecz której działamy. W związku uczuciowym nigdy nie wolno nam udzielić sobie prawa do takich roz­strzygnięć. Nie dajemy drugiej osobie władzy, aby określała nas jako „świnię” czy „niedorajdę”. Nie udzielamy drugiej osobie prawa do przypisania nam winy.
Spory w związku opartym na miłości są niczym środki do wzajemnego porozumiewania się, a nie do ferowania wyroków.
Krótko po ślubie z Imaging stanęliśmy przed decyzją wybrania tapety do salonu. Nie mogliśmy dojść do poro­zumienia. Mój gust odbiegał od gustu żony. Według Ima­ging nie miałem wtedy wielkiego pojęcia o tym, co się na­daje do salonu. Toczyliśmy swoisty bój, wyrażaliśmy dość głośno i gwałtownie nasze opinie, zacietrzewiając się przy tym z całą zapalczywością.
—                Ta mi się podoba — stwierdziła Imaging.
—                Wygląda jak przekrojona, chora wątroba, którą za­mrożono.
—                Jak możesz tak mówić? To klasyczny, wenecki wzór.
—                Wenecjanie byli degeneratami i ślepcami. Ślepców nazywano Wenecjanami, pamiętasz? Ta jest ładna.
—                Nie powiesiłabym tego nawet w piekle, gdybym była diabłem.
Toczyliśmy coraz gorętsze dyskusje. Nagle Imaging zam­knęła katalog z próbkami tapet.
—                Jest tu dwieście próbek — oświadczyła. — Takich katalogów jest jeszcze więcej. Uważam, że powinniśmy skierować energię na znalezienie wzoru, który obojgu nam się podoba, zamiast kłócić się o te, których nie chcemy.
Tak właśnie ustaliliśmy. W końcu znaleźliśmy odpo­wiedni wzór. Katalog z próbkami tapet stał się symbolem załatwienia mnóstwa spraw, które od czasu do czasu po­jawiały się w naszym małżeństwie.
—                Wiesz — mówiła Imaging, gdy nie mogliśmy się po­rozumieć co do kupna mebli lub wyjazdu na urlop — w katalogu z tapetami jest mnóstwo próbek. Zawsze było i wciąż jest.

A to inna sytuacja:
—                Kochanie, jadę z chłopakami na ryby do Montany.
W tym katalogu nie ma raczej zbyt wielu próbek, praw­da? Albo pojedzie się na ryby, albo nie. Już słyszymy, jakie wypowiedzi padną w rozmowie, która nie przyniesie ni­komu pożytku:
—                Zarabiam te pieniądze i wydam je tak, jak będę chciał.

Albo:
—                Nie bądź taka. Żona Jima jest zadowolona, że on chce jechać. Mówi, że na to zasłużył.
Staraj się nie zaogniać sytuacji. Daj drugiej osobie od­powiednią władzę.
—                Kochanie, chciałbym pojechać z chłopakami na ry­by. Co o tym myślisz? Wyjeżdżają w czwartek na cały ty­dzień. Zapowiadają się niezłe połowy na rzece Madison.
—                Myślałam, że razem gdzieś pojedziemy.
—                Może jesienią, gdy liście są takie romantyczne? Za­wsze chciałem pojechać z tobą jesienią do Nowej Anglii.
—                Świetnie. Odwiedzę mamę, jak będziesz na rybach.
Sielanka. To się może zdarzyć tylko w książce. Twier­dzę jednak, że taka rozmowa, choć może wydaje się zbyt idealistyczna, zdarzy się w małżeństwie, które tworzą doj­rzali ludzie.
Co by jednak było, gdyby na propozycję wyjazdu do Nowej Anglii jesienią, ona powiedziała:
—                zawsze składasz obietnice bez pokrycia. W tym roku znów znajdziesz jakąś wymówkę. Tak jest zawsze.
Potrzeba panowania występująca w innych jest prze­ważnie proporcjonalna do naszej zanikającej wiarogod- ności. Ja ciągle apeluję o poskromienie chęci panowania. Przekaż siłę drugiej osobie, daj jej władzę. Do każdego star­cia potrzebne są dwie osoby, a jeśli jedna z nich się wycofa, walka musi dobiec końca.

Może on powie:
—                Masz rację. Czasami nie dotrzymuję obietnic.
Ona może dodać:
—                Tak, właśnie tego nie musisz obiecywać.
Co teraz? Odrzuć chęć panowania.
—                Dobrze, kochanie — odpowiedz łagodnie.
—                Co „dobrze”? — powie ona nie tak łagodnie.
—                Dobrze. Nie powinienem obiecywać czegoś, czego nie dotrzymam. Wiem, że to nic przyjemnego.
„Wiem, że to nic przyjemnego” znaczy, jak pamiętamy, „Rozumiem cię” albo: „Wiem, jak ci przykro”. Znów wy­grała.
Umożliwienie odniesienia zwycięstwa innym eliminuje sprawę panowania. W chwili, gdy on wstaje i mówi: „Jesteś głupia jak but. Zawsze dotrzymuję obietnic”, sprzeczka się kończy, a małżeństwo jest na najlepszej drodze do rozpadu.
W momencie, gdy on wstaje, kręci głową jak mały kucyk i zadaje pytanie, najgłupsze, jakie można wtedy zadać: „Czy ja kiedykolwiek…?”, spada na niego niczym lawina cała lita­nia nie dotrzymanych obietnic, z podaniem miejsca i czasu.
Jeśli potwierdzi, że to jego wina, być może wtedy ona już nic nie powie. To są właśnie te niebezpieczne chwile, krytyczne momenty. Straszna, przerażająca, nieprzeniknio­na cisza. Ona zwyciężyła. Mąż przyznał, że nie dotrzymuje obietnic, a ona chce na tym skończyć. Co teraz?

Jeszcze raz apeluję: ustąp i odrzuć myśl o panowaniu. Wróć do sprawy następnego dnia, gdy atmosfera się po­prawi.
—                Kochanie, co sądzisz na temat mojego wyjazdu na ryby z chłopakami? Wczoraj nic nie udało się nam ustalić.
Kiedy ona odpowie: „Dzisiaj też nie chcę o tym rozma­wiać”, wtedy reakcja może brzmieć następująco:
—                Okay, czy powiesz mi, kiedy będziemy mogli o tym pogadać? Muszę dać chłopakom odpowiedź do jutra rana.
Załóżmy, że ona nie wraca do sprawy. Chce pokazać, że panuje nad nim, że ma władzę.
A cóż począć, gdy nadchodzi pora podjęcia decyzji, ona zaś nic nie mówi? Rozmowa mogłaby tak przebiegać:
—                Chciałbym porozmawiać o moim wyjeździe.
—                Uważam, że to mnie najpierw należy się wyciecz­ka — mówi ona.
Teraz on musi podjąć decyzję. Czy ona ma rację? Może mieć rację. Może to jej się należy wycieczka. Może on jeździł już z kolegami setki razy, a dla niej te jego podstę­pne obiecanki są nie do zniesienia? Gdy dochodzi do ta­kiego krytycznego momentu, on musi słuchać. Może dał jej wcześniej powody, że przestała mu wierzyć; może z uwagi na własne doświadczenia boi się zostać sama? Mo­że po prostu nie czuje się bezpieczna i nie może się od­prężyć?
Gdy on powie: „Jadę, czy ci się to podoba, czy nie. Nie będziesz mi rozkazywać”, rozjątrza tym samym jej potrzebę panowania, obojętnie jak silna byłaby ta potrzeba. On musi wiedzieć, co to jest i umieć sobie z tym radzić.
Ostatnia wymiana zdań świadczy o tym, że mamy do czynienia z małżeństwem ludzi nie za bardzo dojrzałych, niezbyt sobie ufających. Strony nie mają poczucia bezpie­czeństwa, a małżeństwo nie jest dla nich rajem na ziemi. Może czują się jak w pułapce. Nikt nie lubi pułapek. Pa­miętaj: wszystkie stworzenia, łącznie z ludźmi, zawsze pró­bują wydostać się z pułapki. Słyszę znów słowa Imaging: „Kto dał mi prawo, aby mówić dorosłemu mężczyźnie, czy może jechać na ryby, czy nie? Nie jestem jego matką”. Jeśli nie ma pułapek, konieczności uzyskania pozwolenia, żad­nych gierek, manipulacji, to cała reszta jest wolnością — wolnością w związku opartym na miłości.Wolność i odpowiedzialność to para syjamskich bliź­niąt: Wolność wymaga tego, aby odpowiedzialnie dokony­wać wyborów, gdy nasze decyzje mają wpływ na prawa i szczęście drugiej osoby w małżeństwie. Nie odkrywam ni­czego nowego. Małżeństwo funkcjonuje podobnie do Jacka i Jima, pary mułów należących kiedyś do mojego dziadka. Każdy z nich odczuwał szarpnięcia i przeciągania na stronę drugiego, gdy nie współpracowały solidarnie w zaprzęgu. Widziałem, jak raz stary Jack opadł na przednie kolana, gdy Jim gwałtownie szarpnął w przeciwnym kierunku.
Co się dzieje, gdy rezygnując z panowania, tracimy na­szą wolność, autonomię, jesteśmy manipulowani, wykorzy­stywani, gnębieni? Co się dzieje, gdy druga osoba nie jest odpowiedzialna?
Nie nawołuję do rezygnacji z panowania nad sobą. Opo­wiadam się tylko za rezygnacją z panowania nad drugą osobą, nad partnerem. Nie argumentuję za powszechnym poddawaniem się, wdzięczeniem i uciszaniem się. Twier­dzę, że nie powinniśmy i nie wolno nam przenosić naszego panowania na innych.
Dając drugiej osobie władzę, nie rezygnuję z panowania nad sobą. To ja podjąłem decyzję, aby przekazać drugiej osobie władzę, prawda? To ja o tym zdecydowałem.
Co robimy, gdy przekonujemy się, że nasze potrzeby nie dają się pogodzić z potrzebami innych? Nieraz nie wy­starczy powiedzieć: „W katalogu jest mnóstwo próbek ta­pety”. Czasem sprawy są tak ułożone, że strony nie są w stanie zorientować się w różnicach między nimi. Związ­ki oparte na miłości mają swe zalety. W takim związku można mówić słowami płynącymi wprost z miłości, ze zro­zumienia; można mówić, że panowanie nie jest kwestią sporną, można mówić, wiedząc, że zostanie się wysłucha­nym przez drugą osobę — wysłuchanym i pokochanym. W takim związku słyszy się drugą osobę. Wie się, że sprawa jest prawdziwa i znacząca dla drugiej osoby. Kocha się part­nera i dlatego poszukuje się zrozumienia oraz rozwiązania, bez próby panowania nad drugą osobą. W żadnym innym związku strony dyskusji czy potyczki nie zostały tak bogato obdarowane i nie odniosły tak dużych korzyści.
A jeśli we wszystkich sporach i wystąpieniach, które staną się od dziś naszym udziałem, druga osoba, sędzia, członek ławy przysięgłych, szef, członek rady miejskiej, policjant pokochają nas i zapragną, abyśmy otrzymali od życia wszystko, czego chcemy? Teraz to jasne. Związek uczuciowy zapewnia spokojne, bezpieczne miejsce, gdzie można pielęgnować ziarna przemiany w warunkach, któ­rych nie da się osiągnąć w innym związku.

BLOKADA: A gniew? Jeśli nie panujesz nad ich gniewem, pokonają cię przy jego pomocy.

KLUCZ: Odbieraj gniew, nie jako gniew, ale jako ból. Idź jego śladem.
Co robimy z gniewem, ze złością w naszym związku uczuciowym? Małżeństwo bez gniewu to małżeństwo mię­dzy trupami. Przyjrzyj się temu — dwa trupy, które kła­niają się, potakują na zgodę, gestykulują, na czaszkach gości zimny uśmiech stężenia pośmiertnego. Można jeszcze udzielić takiemu związkowi paru rad, ale tam nigdy part­nerzy nie gniewają się na siebie. Znam tego typu małżeń­stwa. We wszystkich żywych małżeństwach, między dwoma zdrowymi dorosłymi, gniew jest takim samym uczuciem, jak miłość. Osoba nie wpadająca w gniew jest osobą pozba­wioną uczuć.
Gniew, który spada na nas, wywołuje cierpienie. Jeśli jest bolesny dla mnie, dlaczego nie miałbym się bronić, gdy inni chcą skierować go przeciw mnie? Gdyby miał być takim symbolicznym pistoletem, o którym już wspomnia­łem, należałoby gniew, podobnie jak chęć panowania, zo­stawiać przy wejściu.
Pamiętasz, czego już dowiedzieliśmy się na temat gniewu?
Gniew rodzi się ze strachu, z bólu rozczarowania, winy lub zazdrości, odrzucenia lub frustracji, zdrady lub samo­tności — albo z bólu ran odniesionych w ataku. Gniew to odpowiedź na ból. Jeśli o tym wiesz, to musisz zakoń­czyć potyczkę, gdy druga osoba reaguje gniewem. Potyczkę i wystąpienie należy skończyć, ponieważ druga osoba jest rozgniewana. Takie to proste.

Jak skończyć polemikę? Spróbuj w taki sposób: po­zostaw nieco miejsca między sobą a drugą osobą. Niech zapanuje odrobina ciszy. Niech burza ucichnie. Potem weź tę książkę i jeśli nie brak ci odwagi (nie trzeba jej tak dużo, jak by się mogło wydawać) przeczytaj poniż­szy fragment drugiej osobie, która według ciebie jest roz­gniewana:
„Powiedziano mi, że gniew oznacza ból, że jeśli ktoś jest zły, to ktoś go zranił. Chcę poznać twój ból. Chcę go poznać, zanim bardziej nas dotknie.
(Możesz zauważyć zdziwione spojrzenie. Może usły­szysz złośliwą uwagę w rodzaju: „Boże, o co tu chodzi? Co za bzdury czytasz?” W rzeczywistości istnieje ogrom bólu, prawda? Czytaj dalej.)
Mówi się, że ból rodzi się z samotności, strachu, frustracji, z poczucia winy, z zazdrości albo z innego źródła — ból okrywa cierpienie. Nie chcę, żebyś cier­piała. Nie chcę, żebyś doznawała bólu. Muszę wiedzieć, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, abym mógł ci po­móc. Chcę coś uczynić, bo cię kocham. Powiesz mi?”
Może druga osoba powie ci — ze złością. Może potrafi mówić z jeszcze większym gniewem. Pamiętaj, że nie po­wstrzymuje swego gniewu — o tym możemy zaświad­czyć. Gniew nie wybuchnie z dziesięciokrotnie większą siłą później.
Uważam, że gniew drugiej osoby jest darem. Gniew zo­stałby powstrzymany w przypadku kogoś mniej drogiego. Trudniej jest otwarcie okazać gniew sąsiadowi czy znajo­memu niż komuś najbliższemu. Okazanie gniewu bliskim jest potwierdzeniem tej bliskości. Powtórzę: „Gniew jest darem”. Gdyby było inaczej, nigdy nie odkrylibyśmy bólu. Nie pozostalibyśmy bliscy sobie.
Gniew drugiej osoby jest nauczycielem. Uczy słuchać, rozumieć. Uczy współczucia. Odkrywając ból strachu, ból zniewagi, ból zdrady, ból winy, będziemy w stanie określić źródło bólu, w wyniku czego, jakby pod wpływem czarów, ból zacznie słabnąć.
Nasłuchuj brzmienia bólu, słów, a gdy je usłyszysz, nie odgradzaj się od nich. Odbieraj je jako oznaki cierpienia. Szukaj cierpienia. Podążaj jego śladem — to klucz.

Uzewnętrznienie i wygranie: W życiu popełniamy pew­ne nieodwołalne czyny, czyny, które powodują niepowe­towane straty i nie dające się wyleczyć rany, czyny, które stanowią nasz lub czyjś inny Rubikon. Rany zadane psy­chice nie różnią się od ran zadanych ciału. Można uderzyć kogoś w plecy i ból wywołany uderzeniem po chwili przej­dzie. Policzek wymierzony ukochanej osobie pozostawi bliz­nę na całe życie. Kłamstwo wyrządzi straty nie do odro­bienia. Dotknięcie słowem zrodzi nieuleczalne rany i znisz­czy zaufanie. Czyn można wybaczyć, rany wyleczyć, ale blizn nie da się wymazać, a strat naprawić.
Pamiętamy wszyscy żonę z przedstawionego wcześniej przykładu. Przypominamy sobie oskarżenia przeciw mężo­wi, którego atakowała określeniami typu „niedorajdo”. Mo­że i zasługiwał na to, ale rzucanie takich słów to atak fron­talny. Mąż też nie był amatorem w sztuce wojny na słowa. Nazwał ją „świnią”, a to po prostu prawdziwa awantura.
Jeśli nie byli małżeństwem, które dobrało się w piekle, to możemy przypuszczać, że żadna ze stron nie jest przy­zwyczajona do takich ataków, ponieważ małżeństwo nie może długo znosić niszczącego ognia zaporowego. Po takim zajściu żadna ze stron nie obdarzy partnera pełnym zaufa­niem. Nie da się tego zapomnieć, chociaż przebaczenie nie przekracza możliwości ludzkiej natury. Dwadzieścia lat później zniewagi nadal będą sprawiać ból, jeśli przywołane zostaną do pamięci. Stare powiedzenie głoszące, że „kije i kamienie mogą połamać moje kości, a słowa nie wyrządzą krzywdy” w istocie mija się z prawdą.
Już Ralph Emerson przypominał, że „myśl poprzedza każde działanie”. Daje nam to szansę przygotowania słow­nictwa nawet w największym uniesieniu. Czyn jest uzew­nętrzniany ciągle. Uzewnętrzniamy czyn, gdy rozgniewani nie popełniamy zbrodni, nie robimy nikomu żadnej krzywdy, a wycofujemy się, ustępujemy. Uzewnętrzniamy czyn, gdy nie wstajemy w kościele i nie krzyczymy na księdza: „Ty dwulicowy awanturniku!” Uzewnętrzniamy działanie, gdy powstrzymujemy się od uwag na temat fryzury przyjaciela. Stale uzewnętrzniamy działanie słowne i fizyczne.
Okrucieństwa można zapomnieć, ale nie da się ich usprawiedliwić. Pozwolę sobie na przytoczenie przykładu:
Przemawiałem w sądzie przed najgorszymi z sędziów, jacy kiedykolwiek przywdziali togę, sędziów, którzy cier­pieli na „cuchnący oddech” serca. Mimo to w ciągu czter­dziestu lat praktyki zawodowej nigdy nie rzucałem pod ad­resem sądu brzydkich słów, żadnych przekleństw. Nigdy nie posunąłem się do obrazy majestatu. Dlaczego? Czy wy­kazuję tak niezwykłe opanowanie i zimną krew? Raczej nie. Powodem, dla którego nigdy nie przekroczyłem granicy, jest to, że więcej wiem. Wiem, że jeśli posunę się za daleko, będę musiał za to zapłacić taką cenę, której nie warto płacić. Nigdy nie czułem potrzeby spędzenia czasu za kratkami.
Kierując się podobną zasadą, nigdy nie zaczepiałem ko­goś potężniejszego i wyższego ode mnie, żeby mu powie­dzieć, jakich przodków miała jego matka. Wiem więcej. Nie dlatego, że przeszedłem dłuższą drogę ewolucji niż przeciętny obywatel. Nie panuję lepiej nad swoimi emo­cjami niż inni ludzie. Najzwyczajniej uzewnętrzniam swój język, który wpędzi mnie w nieodwracalne tarapaty nawet wtedy, gdy jestem znieważony, nawet jeśli działam w sfe­rze zwanej „ogniskiem pasji”.
Dlaczego w takim razie nie mogę uzewnętrznić słow­nictwa w taki sposób w imieniu kogoś, kogo kocham? Uwa­żam, że mogę. Twierdzę, że nie robimy tak, ponieważ wie­my, iż w odpowiedzi na nasze okrucieństwa druga osoba raczej nie ześle nas do więzienia za obrazę sądu lub do szpitala z pokiereszowaną twarzą.
Nie lubię wyliczać, ile to razy przegrałem polemikę z Imaging, która umiała wycofać się i słuchać. Patrzyła na mnie i widziała złość, a nie przyjmowała jej do siebie. Sły­szałem, jak mówiła, że jestem niczym kilkunastomiesięczne trojaczki, które chcą wszystko i teraz, które wrzeszczą i zło­szczą się w jednej chwili, aby zaraz przestać i okazywać radość. Widziałem, jak zachowując zimną krew, wycofuje się i patrzy na mnie w taki sposób, jak ktoś siedzący w moc­nym domu i obserwujący tornado. Żal mi tornada. Gdy za­wierucha ucichnie, pozostaje tylko zniszczenie i smu­tek. Nikt nie kocha tornada. Nikt nie pamięta gwałtownego wichru, jak pamięta się delikatny, orzeźwiający powiew u schyłku dnia. Tornado, po utracie impetu, musi spoglądać za siebie z żalem i poczuciem klęski.
Konieczność uzewnętrznienia ataku gniewu, powstrzy­mywania agresji (okazawszy agresję, mamy zawsze upodo­banie do znęcania się), poskromienia chęci panowania nad innymi łącznie z panowaniem nad czyimś gniewem nie oznacza, że musimy poświęcić samych siebie. Jesteśmy przecież osobami o bogatych i delikatnych uczuciach, które mogą doznawać cierpienia, bólu i doświadczać gniewu.
Co robić z naszym gniewem? Czy umiemy tłumić nasz gniew? Czy umiemy usiąść na nim jak kwoka wysiadująca jajka, a następnie pielęgnująca stadko kurcząt? Uważam, że gniew to nic złego, zdrożnego, nieodpowiedzialnego. Złoszczenie się, gniewanie, świadczy o naszej możliwości czucia i potwierdza, że żyjemy. Rozumiejąc gniew tkwiący w innych, zrozumiemy gniew tkwiący w nas samych. Klu­czem jest znalezienie cierpienia w nas samych i podążanie jego śladem. Podążaj śladem cierpienia.
Może znajdziemy prosty sposób, aby poradzić sobie z naszym gniewem. Spróbujmy:
—                Zaznacz tę stronę i odłóż książkę na bok.
—                Odkryłeś swój gniew? Sięgnij po książkę, otwórz na tej stronie, którą zaznaczyłeś, pamiętasz? Zacznij czytać.
—                ZACZNIJ CZYTAĆ:
Nie jesteś jeszcze gotów, aby zająć się swym gniewem.
Na razie nic nie rób.
Nic nie mów.
Jak dotąd nie zbadałeś swego gniewu. Dopóki go nie zbadasz, nie możesz nic zrobić z tym swoim nie zdiag- nozowanym gniewem, a jedynie traktować go jak nie zdiagnozowaną chorobę.
Żeby zbadać gniew, musisz się od niego odłączyć. Jeśli gniewasz się na drugą osobę, wyobraź sobie, że między wami rozciąga się sznur. Przetnij ten sznur. Sznur, gniew, jest teraz doczepiony tylko do ciebie.
Idź za gniewem, aż do źródła. Cierpisz, jeśli jesteś zły. Idź po sznurze do źródła cierpienia. Idź za cierpieniem. Zawsze idź za cierpieniem. To jest zasada. Czy cierpisz z powodu oszczerstwa, zdrady, wypowiedzi, która cię dotknęłą, gdyż okazano ci brak szacunku? Czy ktoś cię za­atakował? Co cię dotknęło? Idź śladem cierpienia.
Powiedz sobie, co cię zraniło. Powiedz: „Poczułem się dotknięty, gdy zabolało mnie to, co ona powiedziała” albo: „Zabolało mnie to, że ona mnie nie rozumie i oskarża o coś, czego nigdy nie zrobiłem”.
Przemów głosem cierpienia, a nie gniewu. Gniew wy­wołuje gniew. Skierowanie gniewu na drugą osobę jest w gruncie rzeczy kiepskim sposobem na leczenie włas­nego cierpienia. Gdy przemówisz z głębi swego cierpie­nia, bez gniewu, otrzymasz spokojną, stonowaną odpo­wiedź.
Zwróć się teraz do drugiej osoby bez gniewu, spokojnie: „Wiem, że nie chciałaś mnie zranić, ale gdy usłyszałem (obojętnie, co to było), poczułem się dotknięty” albo powiedz: „Gdy zrobiłaś (cokolwiek to było), poczułem się dotknięty”.
Przećwicz to. Nie jest to łatwe zadanie. Jeśli jednak w złości nabierzesz nawyku wstrzymania się i wykonania powyższego ćwiczenia, oznaczać to będzie, że w końcu opanowałeś sztukę radzenia sobie ze swym gniewem w konstruktywny, pełen miłości sposób, który wzbogaci związek dwu osób, a nie zniszczy go i nie przyniesie mu żadnego uszczerbku.
Skuteczna odpowiedź to potwierdzenie i zakomuniko­wanie, że jest się dotkniętym: Jest to skuteczne, ponieważ jest szczere i przerywa marsz cierpienia wywołującego cier­pienie. Odkrywanie „słabości”, wytworzenie kruchego wi­zerunku jest, co dziwne, najlepszym argumentem, najle­pszym sposobem otrzymania tego, co się chce. Pamiętaj, czego chcemy. Chcemy miłości, nieprawdaż? Chcemy zro­zumienia, akceptacji, szacunku i bliskości. To jest wygry­wanie, prawda?

Powrót do dzieciństwa: Byłem w trakcie pisania tego rozdziału, gdy do mojej biblioteki weszła koleżanka. Prze­stałem pisać, żeby z nią porozmawiać. Po chwili przyszła do nas czteroletnia córeczka Szerpów z Nepalu, którzy byli naszymi gośćmi. Dziewczynka przyniosła koszyk z zabaw­kami. Nigdy nie widziała kobiety, z którą rozmawiałem. Nie umiała też ani słowa po angielsku. Wychowała się gdzieś daleko w Himalajach, gdzie ludzie żyją w prymi­tywnych warunkach, bez samochodów, dróg, elektryczno­ści, telewizji, supermarketów. Podeszła do niej, jakby były dobrymi znajomymi. Nie mówiąc ani słowa, wyjęła z ko­szyka małą lalkę i podała mojej koleżance. Następnie usiad­ła przy niej, bawiła się swymi zabawkami, podając jej nie­kiedy jakiś drobiazg.

Powiedziałem:
– To niewinność i ufność, która powinna być podstawą związków między ludźmi. Gdzie zagubiliśmy tę niewin­ność? Gdzie podziało się zaufanie? Jak to się dzieje, że dzieci są tak mądre, w przeciwieństwie do nas, ich ro­dziców?

PODSUMUJMY: Chcesz wygrać domowe potyczki? Na­ucz się je przegrywać.

PODSUMUJMY: Chcesz doznawać przyjemności i ra­dości, chcesz być kochany i szanowany? Chcesz, aby druga osoba też była szczęśliwa, a małżeństwo stało się ogrodem wzajemnego rozwoju i doskonalenia? Zrzeknij się chęci pa­nowania.

PODSUMUJMY: Chcesz pokonać gniew w sobie i w dru­giej osobie? Odkryj cierpienie.

 

 

Skan książki jest dostępny TUTAJ

Zobacz na:
Potęga uprzedzeń – Gerry Spence

Komunikacja Seksualna – David DeAngelo

 

Dalszy ciąg tłumaczenia skoroszytu do szkolenia pod tym samym tytułem.

Tytuł oryginalny: Sexual Communication

Szkolenie można kupić na stronie: http://www.doubleyourdating.com/catalog/sexualcommunication.html

Tłumaczenie: Elżbieta Murzińska i BladyMamut

 

Część 3: Iskrzenie i Budowanie

„ …. Kim jest niegrzeczny chłopiec (bad boy)? To buntownik bez powodu, spoko koleś w kurtce motocyklowej, ucieleśnienie literackiego Huckleberry’ego Finna, który chce cię zabrać na szaloną przejażdżkę w stronę przygody. Jest kapryśny, zraniony, to marzyciel niezrozumiany przez innych, uwodziciel i zawadiaka. Jest człowiekiem-tajemnicą i fascynującym paradoksem. To zarówno zagubiony chłopiec, jak i mężczyzną z ciemną stroną. Złamie ci serce; ale czy jest lubieżnym wilkiem, czy też niebezpiecznym desperado, nadal sprawia, że chcesz uratować go od jego własnego bólu. Jest okrutny lub po prostu beztroski i zaabsorbowany sobą, ale mimo to nie możesz się oprzeć wskoczeniu na jego motocykl i odjechaniu z nim w gorącą noc. A kiedy już oddasz mu swoje serce na zawsze… przepadnie z nim jak wiatr! To ktoś kto wzbudzi w tobie najgłębiej skrywane seksualne i agresywne pasje. Ponieważ jest powściągliwy i nieuchwytny, wciągasz się w wyzwanie i ekscytację pościgu, mimo, że nie zawsze jest on kimś z kim chciałabyś być nawet gdybyś zdołała go usidlić. Niegrzeczny chłopiec może Ci powiedzieć, że ogólnie jest w porządku. To żaba, którą masz nadzieję zmienić w księcia z bajki swoim magicznym pocałunkiem…”
z książki „Bad Boys” Carol Lieberman i Lisa Collier

Przede wszystkim chodzi o emocje

Teraz pomyśl przez chwilę o fragmencie powyżej. Autorka mówi o emocjach. Emocje można opisać tylko dzięki słowom… Ale wyobraź sobie jakie uczucia kryją się za tymi słowami: „To ktoś kto wzbudzi w tobie najgłębiej skrywane seksualne i agresywne pasje. .” WZBUDZI W TOBIE NAJGŁĘBIEJ SKRYWANE SEKSUALNE PASJE.
Nie „przekona cię abyś poczuła” czy „kupuje ci kolację, aż po polubisz.” Mówimy o WZBUDZANIU W KOBIECIE SEKSUALNEJ PASJI TUTAJ! I to nie dlatego, że jest przystojny. Ale dlatego, że NIEGRZECZNY CHŁOPIEC ROBI COŚ INNEGO NIŻ WSZYSCY. Komunikuje się w inny sposób… a teraz omówimy co to za sposób.
Nie ma wątpliwości, że „niegrzeczni chłopcy” przyciągają kobiety. Ale większość z nich ma także ciemną stronę. Są obelżywi. Jednak atrakcyjny wcale nie musi być obelżywy. Wierzę, że możesz wziąć z niegrzecznego chłopca to co wzbudza niesamowite seksualne pasję wewnątrz kobiety I ZOSTAWIĆ OBELŻYWOŚĆ.
Pomówmy o tym specyficznym typie komunikacji i o tym jak TY możesz go użyć do przyciągania kobiet. Podzielę się z tobą wiedzą zdobytą przeze mnie w ciągu lat osobistych doświadczeń, badań i eksperymentów. To potężna wiedza jaką sam musiałem rozgryźć w rzeczywistym świecie.

Szybki przegląd na to jak zacząć

Seksualna Komunikacja to zupełnie inny język, różni się od naszej zwykłej komunikacji tak jak język angielski od binarnego kodu komputerowego.
Ten język musi zaiskrzyć od samego początku, wyznaczając ramę dla reszty relacji. Jeśli nie zaczniesz nim mówić od początku, kobieta też tego nie zrobi.
PRZYCIĄGANIE (ATRAKCYJNOŚĆ) NIE JEST WYBOREM… nie możesz PRZEKONAĆ kobiety do tego, aby poczuła emocje przyciągania do Ciebie… to się dzieje poza świadomym procesem wyboru.
Pamiętaj o czterech krokach jeśli chodzi o proces Seksualnej Komunikacji:
1. Zaiskrzenie przyciągania/pociągu lub chemii (flirt, rozpoczęcie rozmowy od cwanego/pewnego siebie humoru/żartów)
2. Budowanie napięcia seksualnego (zadziorność i zabawa, arogancja)
3. Rozwijanie/wzmacnianie przyciągania (dwa kroki do przodu, jeden do tyłu… opuszczenie natychmiastowo domu)
4. Kontakt fizyczny (wąchanie, całowanie itd.)

… i pamiętaj, że wszyscy od urodziliśmy się z wiedzą jak komunikować się seksualnie, ale większość z nas nigdy nie rozwinęła tych naturalnych zdolności. Co więcej mogą wydawać się napoczątku nienaturalne lub niekomfortowe, z czasem rozwiną się w naturalną część twojej osobowości, tak samo jak nauczyłeś się chodzić czy mówić.

Kobiety praktycznie NIGDY nie czują seksualnego przyciągania do ŁAJZ, tak więc rozwijaj tradycyjnie męskie cechy i właściwości, które są naturalnie atrakcyjne dla kobiet.
Odpowiadaj na kobiece testy jak na wyzwanie, które zwiększa twoją atrakcyjność i unikaj działania jak ŁAJZA.
Zastosuj postawy, strategie i techniki, które kultywują osobowość, która jest naturalnie PRZYCIĄGAJĄCA/ATRAKCYJNA dla kobiet: przywództwo, nieprzewidywalność, bycie wyzwaniem, itd.
W tej części omówimy więcej SZCZEGÓŁÓW jeśli chodzi o dwa pierwsze kroki Seksualnej Komunikacji: wzbudzenie przyciągania i budowanie seksualnego napięcia.

Napięcie seksualne

Czym jest „napięcie seksualne” czy inaczej „chemia”?
Większość facetów myśli, że zachodzą one kiedy dwoje ludzi czuje do siebie FIZYCZNIE przyciąganie i stają się coraz BARDZIEJ bliscy sobie kiedy rozmawiają.
Cóż, KOBIETY wiedzą dokładnie czym są seksualne napięcie i chemia, ale mężczyźni nie mają tak naprawdę pojęcia ponieważ myślą, że wszystko opiera się na wyglądzie fizycznym.
A ponieważ większość mężczyzn nie są młodzi, wysocy i przystojni, to nawet NIE PRZYPUSZCZAJĄ, że mogliby stworzyć i wzmocnić seksualne napięcie i chemię w kontaktach z atrakcyjnymi kobietami.
Chemia odnosi się do UCZUĆ… EMOCJI. Jeśli kobieta czuje emocje, chemia jest obecna.
Seksualne napięcie jest tworzone przez flirtowanie, sugestie, humor i demonstrowanie swojej seksualnej pewności siebie i świadomości tego, że wiesz co się dzieje, ale nie jesteś zdesperowany… tak, że możesz się zrelaksować i cieszyć się tym jak rozwinie się wasza historia.
PRZEWIDYWANIE(antycypacja) jest dużą częścią tej układanki. Większość mężczyzn nie widzi sensu w radowaniu się antycypacji… zamiast tego myślą, że powinni załatwić to szybko i od razu… tak jak Russel Crowe w filmie „Piękny Umysł”, kiedy siadasz przy barze i mówisz „Chodzi mi oto, że właściwie to mówimy o wymianie płynów, prawda? Więc może przejdziemy od razu do seksu?” zaliczysz drink wylany na twarz.

Musisz wzbudzić najpierw chemię

Chemia musi się ZAISKRZYĆ od razu. Jeśli nie jesteś wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną, TO TY BĘDZIESZ MUSIAŁ BYĆ TYM KTÓRY TO ZROBI. Będziesz musiał aktywnie robić różne rzeczy ZA KAŻDYM razem gdy zaczniesz rozmawiać z nową kobietą, aby ZAISKRZYŁA chemia.
Kiedy zrobisz to na głębokim poziomie zobaczysz, że zacznie dziać się coś magicznego… kobiety zaczną reagować na ciebie we wspaniały sposób. Będą odwzajemniać flirtowanie. Zobaczą, że masz mocną ramę i ustawiasz relację z kobietą właściwie OD SAMEGO POCZĄTKU. Zamiast być postrzeganym tylko jako miły przyjacielski przyjaciel, możesz POSTAWIĆ siebie jako kogoś kro sprawia, że czuje do ciebie PRZYCIĄGANIE.
Opisze ci kilka różnych koncepcji oraz to jak ich używać żeby wzbudzić i wzmocnić przyciąganie. Te koncepcje to FLIRTOWANIE oraz bycie ZADZIORNYM & ZABAWNYM (cocky&funny). Flirtowanie oraz bycie zadziornym i zabawnym może być traktowane jako jedno, ale wyjaśnię je osobno, abyś lepiej zrozumiał jak współdziałają ze sobą.

Flirtowanie

Na początku omówię koncepcje „flirtowania” oraz dlaczego jest TAK BARDZO ważne, abyś zrozumiał na czym ono polega i jak to robić z kobietami.
Po pierwsze, kobiety wiedzą czym jest flirt i odpowiadają inaczej na komunikaty związane z flirtem, niż na resztę typowej społecznej komunikacji.
Powtórzę jeszcze raz, jeśli rozumiesz jak działa flirtowanie i seksualne napięcie, możesz prowadzić rozmowy z kobietami i OD RAZU sprawić żeby czuły PRZYCIĄGANIE/ATRAKCYJNOŚĆ do Ciebie.
Jeśli NIE rozumiesz jak działa flirt i seksualne napięcie, to musisz stać się albo sławny, albo zarabiać DUŻO pieniędzy, aby odnosić sukcesy z kobietami.
Sugeruję żebyś się nauczył jak dobrze flirtować, a później flirtował OD SAMEGO POCZĄTKU w swoich interakcjach z kobietami, aby NADAĆ IM ODPOWIEDNI TON.
Pomyśl o flircie jak o grze.
Pamiętasz jak byłeś dzieckiem i „bawiłeś się w wojnę” z kolegami?
Jaka jest różnica między ‚zabawą’ w walkę, a ‚prawdziwą’ walką?
I skąd wiesz jak odróżnić jedną od drugiej kiedy ma to miejsce… kiedy np. kumpel podbiegał do ciebie i pchnął cię i przewrócił na podłogę, potem skał i próbował cię na niej unieruchomić?
Odpowiedź brzmi PO PROSTU WIESZ. Jest to oczywiste dla ludzi (tak przy okazji to innym zwierzętom też) kiedy ktoś tylko się ‚bawi’, a kiedy podchodzi jest na poważnie.
Podobnie jest z flirtowaniem.
Kiedy podejdziesz do kobiety mówiąc „Cześć, jesteś bardzo ładna. Na pewno masz chłopaka, prawda?” normalnym tonem głosu, to to NIE jest flirt. Po prostu ją podrywasz, pokazujesz jej że cię pociąga.
Z innej strony, jeśli powiesz „Cześć, pomyślałem, że pewnie jesteś nieśmiała ponieważ faceci nie poświęcają Ci uwagi… więc pomyślałem, że podejdę i dam Ci trochę” jest WIADOME, że nie mówisz serio. To jest właśnie flirtowanie. Pokazujesz kobiecie, że może cie pociąga.
Tak przy okazji, flirtowanie TO NIE opowiadanie żartów, czy próby bycia „słodkim”.
Zabawne jest dla mnie jak niektórzy faceci piszą do mnie o tym, że nie widzą siebie jako flirtujących z kobietami ponieważ nie chcą wyjść na dupków.
To mnie rozwala… bo dla mnie jest to oczywiste jest że ci faceci PO PROSTU TEGO NIE ŁAPIĄ..
Pozwólcie, że wyjaśnię wam to wszystko w inny sposób…

Flirtowanie od samego początku

Jeśli wiesz jak się komunikować ww właściwy sposób, kobiety będą odpowiadać OD SAMEGO POCZĄTKU, z WYSOKIM POZIOMEM seksualnego zainteresowania i PRZYCIĄGANIA.
Kiedy wiesz jak włączyć flirtowanie w formie „gry słownej dorosłych”, odbierasz na tych samych falach co kobiecy umysł i sprawiasz, że kobieta wchodzi w specyficzny emocjonalny stan.
Jednym z kilku kluczy efektywnego flirtowania jest „załapanie” go. Innymi słowy musisz ćwiczyć, aby „poczuć” jak to działa.
Myślę, że większość facetów rezygnuje kiedy na ich słodki tekst podrywu lub technikę kobiety reagują negatywnie, zamiast zdać sobie sprawę, że potrzebują więcej praktyki, albo, że kobieta była po prostu w złym nastroju lub to jeden z tych przypadków „nie mam poczucia humoru” – i biorą to osobiście do siebie, myśląc że są nieudacznikami.
Ale daje Ci słowo…że kiedy już nauczysz się jak efektywnie flirtować i komunikować się w języku „gry dorosłych”, PO PROSTU NIE UWIERZYSZ jak kobiety zaczną na ciebie reagować.

Przykład flirtu

Poniżej jeden z moich ulubionych tematów podczas flirtowania… czyli pobieranie się i bycie w związku… podam ci go w formie prostego dialogu. Pamiętaj, że tego typu rozmowa możesz mieć z kobietą, którą poznałeś pięć minut wcześniej…
Ona: „Mam dobrą pracę, zarabiam dobre pieniędzy”.
JA: „Fajnie. Lubię to w kobietach. Chcesz się pobrać? Moglibyśmy pojechać do Vegas i za 4-5 godzin zostać małżeństwem. Potrzebuję kobiety z pieniędzmi.”
Ona: (śmiejąc się): „Brzmi jak dobry plan…”
Ja: „Ale poczekaj… myślisz, że dałabyś radę nas utrzymać z twojej zarobków? Naprawdę chciałbym być taką męską kurą domową… wiesz, pilnować telewizora i takie tam.”
Ona: „O nie…. nie mam zamiaru cię utrzymywać.”
Ja: „Cóż, więc zrywam z tobą. To już koniec. Miałem zamiar się z tobą ożenić, a potem po tygodniu rozwieść i przejąć połowę twoich pieniędzy.”
Ona: (śmiech) „Nie możesz ze mną zerwać! Nie jestem nawet twoją dziewczyną.”
Ja: „Tym bardziej powinniśmy się rozstać.”

Załapałeś już co się tutaj dzieje?
Biorę zwykły temat (np. jej praca i zarobki) i zmieniasz kierunek rozmowy flirtując z nią, aby stworzyć atmosferę zabawy i napięcia seksualnego (np. sugerując małżeństwo, rozwód i zerwanie z powodu tego, że nie będzie mnie utrzymywać itd.).

Praktyka

Jeśli przykład powyżej nie ma dla Ciebie żadnego sensu, weź to za oznakę tego że musisz się ruszyć i więcej poćwiczyć. Spróbuj z kelnerką lub dwiema.
Kiedy zapytasz ją o coś i powie ci że „Niestety, tego nie mamy”, po prostu powiedz „Ok., ten związek nie ma sensu… muszę się z tobą zerwać.”
Właściwie, możesz to powiedzieć w KAŻDEJ sytuacji i do KAŻDEJ kobiety, która powie coś co ci się nie spodoba i jest zabawne.
Kiedy komunikujesz się w ten sposób, FLIRTUJESZ, DROCZYSZ SIĘ i inicjujesz INNY RODZAJ KOMUNIKACJI niż większość mężczyzn.
Kiedy tylko kobieta zaangażuje się w ten rodzaj dialogu to GRA ROZPOCZĘTA.

Flirtowanie niewerbalne

Jest DUŻO sposobów flirtowania, KTÓRE NIE WYMAGAJĄ SŁÓW.
Jeśli kobieta patrzy na ciebie i podnosi brew, odwzajemnij i zrób to samo… tylko dosadniej.
Jeśli kobieta położy swoją dłoń na twojej ręce, popatrz na jej dłoń, potem na nią z zaskoczeniem na twarzy, potem podnieś brwi jakbyś właśnie dokonał wielkiego odkrycia „aha!” Potem zacznij się uśmiechać i przytakiwać głową w taki sposób jakbyś zdał sobie sprawę z tego, że ona cię pragnie. To potężna kombinacja ponieważ jest zabawna i jednocześnie wyolbrzymienia znaczenie dotknięcia Twojej ręki jej dłonią.
Jest milion sposobów na to jak flirtować w ten sposób, ale co chcę podkreślić to to, że MUSISZ ZACZĄĆ TO ROBIĆ OD SAMEGO POCZĄTKU TWOJEGO INTERAKCJI Z KOBIETĄ.

PIĘĆ SPOSOBÓW NA TO, ŻEBY ZAISKRZYŁA CHEMIA POPRZEZ FLIRTOWANIE
1. Utrudniaj jej coś we flirtujący sposób.
2. Wspominaj o tym, że wasz związek nie działa najlepiej.
3. Udawaj, że jesteś bardzo niezadowolony z czegoś co robi… potrząsaj głową i wydychaj głośno.
4. Nadmiernie dramatycznie narzekaj na jej wydajność pracy, zachowania, itd.
5. Zachowuj się w stylu ‚wezmę cię, albo rzucę’… jakby była po prostu dobrym przyjacielem (spoufalanie się)… nie tak jak inni mężczyźni, którzy komunikują, że są pod jej wrażeniem i zmiękczeni, ponieważ są ZAINTERESOWANI.

Zadziorny i Zabawny 

Mój ulubiony koncept, który możemy nazwać ‚ekstremalnym flirtowaniem’… Bycie zadziornym i zabawnym (cocky&funny) jest czymś co prawie każdy ‚naturalnie odnoszący sukcesy’ facet robi, aby przyciągać kobiety.
Zadziorny i zabawny jest po prostu potężnym i skoncentrowanym sposobem flirtowania i tworzenia seksualnego napięcia specyficznym rodzajem humoru.
Jednak dla nie niektórych facetów, może to nie mieć sensu, że droczenie się z kobietami, robienie sobie z nich jaj, bycie lekko aroganckim, nie podlizywanie się, itd. może lub powinno sprawić, że poczują one pociąg.
W pewnym sensie to rozumie, ponieważ byłem w tym samym miejscu, kiedy na początku o tym usłyszałem i widziałem to.
Cały czas myślałem „jeśli będę robił te zadziorne i zabawne rzeczy, wyjdę na aroganta… a to wcale nie sprawi, że kobiety polubią mnie bardziej”
Cóż, czy się myliłem?

Jeszcze raz: ATRAKCYJNOŚĆ (PRZYCIĄGANIE) NIE JEST KWESTIĄ WYBORU

Musisz zawsze pamiętać, że PRZYCIĄGANIE nie rządzi się prawami logiki. Nie działa według reguł według, których ‚powinno’ podążać
PRZYCIĄGANIE to bardzo potężna emocja, która ma swoje przyczyny i spusty, które na pierwszy rzut oka nie mają w ogóle sensu…
Jestem pewny, że widziałeś wiele atrakcyjnych kobiet będących w związkach z facetami, którzy źle je traktowali, wykorzystywali i ogólnie byli przeciwieństwem tego co mógłbyś oczekiwać, że kobieta zaakceptuje.
Dlaczego?
PRZYCIĄGANIE. Na początku każda z tych kobiet poczuła przyciąganie, i mimo że tak kiepsko jak to brzmi, to prawie żadna ilość bycia „złym”, obraźliwym, zachowania się jak palant nie jest w stanie przekonać kobietę, która czuje silne przyciąganie, aby odejść.
Opisze trochę nastawienie bycia zadziornym & zabawnym, dlaczego działa, jak tego używać żeby przyciągać kobiety (bez potrzeby bycia nadużywającym dupkiem).

Zadziorny ZRÓWNOWAŻONY z Zabawnym

Po pierwsze, musisz pamiętać, że formuła to zadziorny PLUS zabawny, czyli zawsze dwa składniki.
Jeśli zachowujesz się zbyt zadziornie, zrobisz tylko wrażenie aroganckiego i niepewnego siebie.
Jeśli jesteś tylko zabawny, zawsze opowiadasz dowcipy, rozśmieszasz ludzi, prawdopodobnie inni będą mieli Cię jako „zbyt głupkowatego.”
Jednak jeśli użyjesz OBU tych składników razem, wytworzysz magię.
Zadziorny + Zabawny to jak sparing… to jest sport… to jest zabawa… to jest wyzwanie… to jest interesujące gdy używamy tego umiejętnie.
Objaśnię przejrzyściej co to jest „Zadziorny + Zabawny.”
Przykład zadziornego stwierdzenia: „Jej sukienka sprawia, że wygląda grubo.”
Przykład Zadziornego + Zabawnego stwierdzenia: „Jeśli nie znajdzie sukienki, która do niej lepiej pasuje, policja modowa będzie musiała nasłać grupę specjalną, aby zgarnąć jej tyłek.”
Rozumiesz?
Zacznij z arogancją, potem dodaj humor.

Dlaczego bycie „Zadziornym & Zabawnym” przyciąga kobiety?

Cóż, krótka odpowiedź brzmi: ZADZIORNY I ZABAWNY PRZYCIĄGA KOBIETY PONIEWAŻ SZYBKO I BEZPOŚREDNIO PRZEKAZUJE WSZYSTKIE WŁAŚCIWE INFORMACJE O TOBIE.
Kobiety przyciąga do typu „mężczyzn alfa”. Wszyscy o tym wiemy. Kobiety przyciąga poczucie humoru. To też jest oczywiste.
Kobiety NIE ciągnie do mężczyzn, którzy oddają swoją władze, aby paść im do stóp, zmiękczyć uwagą, albo zachowują się jak szczeniaki i denerwują się na myśl o byciu w tym samym pokoju.
Jeśli spotkasz atrakcyjną kobietę i OD RAZU zaczniesz dawać jej w kość, robić sobie jaja i w tym samym czasie będąc zabawnym, to w mówisz:
„Jesteś wystarczająco interesująca, żeby do ciebie zagadać, ale będziesz musiała zrobić znacznie więcej niż tylko dobrze wyglądać żeby zrobić na mnie wrażenie. Twoja uroda nie sprawia, że stanę się choć odrobinę nerwowy. Jestem idealnie spokojny, w rzeczywistości czuje się tak komfortowo, że zauważyłem coś w Tobie z czego bedę sobie robił żarty…”
Nie ma szybszego sposobu na ziemi, aby zakomunikować wszystkie pozytywne postawy, przekonania, obraz samego siebie, komfortu, pewności siebie i władzy niż bycie Zadziornym i Zabawnym.
(Może poza włożeniem idealnego kostiumu Brada Pitta.)
Kiedy zaczniesz używać tego nastawienia, całkowicie zdziwisz się z osiąganych rezultatów.

Przykład niskiego ryzyka

Następnym razem kiedy będziesz w sklepie spożywczym i będziesz płacił przy kasie za swoje zakupy, powiedz do kasjerki: „Ile z tych pieniędzy możesz zatrzymać dla siebie?” (podając jej pieniądze).
Prawdopodobnie roześmieje się i powie: „Nic… chociaż chciałabym.”
Na co możesz odpowiedzieć: „Myślałem, że bierzesz dla siebie 10% lub 20 %… zakładałem, że jesteś bogata i mogłabyś mnie wspierać. Ale już nie jestem zainteresowany… chce bogatej dziewczyny.” (odwracasz głowę)
To fajny tekst. Pytanie kobietę o to czy jest bogata lub sławna zawsze jest zabawne, a kiedy mówi że nie jest, powiedz jej, że zrujnowało to jej szanse u Ciebie i już nie jesteś już zainteresowany.

Nie Wymiękaj

Jednym z kluczy bycia Zadziornym + Zabawnym jest nastęwienie, aby nigdy nie ‚pękać’. Jeśli ona otwiera usta i daje Ci spojrzenie w styu „Nie wierzę, że to właście powiedziałeś”, to idź o jeden krok dalej…
Większość facetów pęknie i powie „Tylko żartowałem”. NIE RÓB TEGO! To sprawi wrazenie łąjzy.
W przykładzie powyżej, jeśli kasjerka spojrzy na ciebie i popatrzy z otwartymi ustami w stylu „Nie wierzę, że właśnie to powiedziałeś”, i powie „Hej! Możliwe, że nie jestem bogata, ale jestem miła!”, po prostu popatrz na nią i powiedz „Miła to nie wystarczająco, potrzebuje BOGATEJ I miłej.”
Twoim celem nie jest obrażenie kobiety, ale wystarczające „wejście pod jej skórę” poprzez droczenie się z nią, robienie sobie jaj, zachowywanie się zadziornie i zabawnie, co rozpali magiczny mechanizm przyciągania.

Przykłady bycia Zadziornym i Zabawnym

Uniwersalną sposobem rozpoczęcia flirtu jest powiedzenie „Wiesz co mówią o kobietach które…” i potem NIE POWIEDZENIE TEGO. Po prostu patrz na nią w taki sposób jakby to było oczywiste.
„O co chodzi z tą wielką torbą? Nosisz w niej broń?”
Jeśli ona powie, że coś jej się podoba, powiedz „Chciałabyś.”
„Masz piękne szpilki, ile masz bez nich, 1,20 m ?

Komplementy: „Popatrz, nie jestem jak inni faceci. Komplementowanie mnie nigdzie cię nie zaprowadzi.” „Od razu chcesz zacząć z komplementowaniem mnie, co? No dobra, miejmy to z głowy… idź i kup mi drinka.” „Nie dam ci mojego numeru telefonu, więc odpuść.” „No weź, nie możesz chociaż pomyśleć o czymś oryginalnym żeby mnie komplementować?”
Naśladuj zachowanie kobiet w śmieszny sposób. Na przykład, jeśli jakaś kobieta ma naprawdę sztywną postawę, ściągnij łopatki do tyłu, usiądź najbardziej prosto jak to możliwe i powiedz „Myślę, że powinnaś popracować nad swoją postawą.” To zwykle powoduje zmieszany wybuch śmiechu, ponieważ wysyła sprzeczną wiadomość. Ludzie robia takie rzeczy tylko gdy czują się pewnie, więc wysyłasz komunikat: „Czuje się komfortowo i jestem w dobrym nastroju.”
Weź coś małego i pacnij ją tym! To jedno z moich ulubionych. Nie chodzi mi o to żeby walnąć ją tak żeby szkywdzić lub został ślad… Tylko pacnąć ją np. serwetką kiedy się wymądrza. O co tu chodzi? Z jakiegoś powodu, takie BARDZO dziecięce zachowanie rozładowuje sytuację i sprawia że ona wchodzi w nastój do zabawy.
Lubię tego także używać po tym jak robiłem sobie z niej żarty i ona udaje, że jest na mnie wkurzona. Spróbuj serwetek, małych menu lub innych rzeczy, które jej nie skrzywdzą, alę będą zabawne.
Powiedz „Łap!” i odepchnij ją.
Niepewnie będąc poważnym podczas żartowania, jest jak ciężki sarkazm zmieszany z napieciem. Jeśli ona zapyta: „Jak dużo czasu minęło od kiedy byłeś ostatni raz na randce?” zrób pauzę, popatrz na nią z powagą i powiedz „Czy moja mam się liczy ?”
… idea jest taka, żeby zawsze być arogancko zabawnym… i pamiętaj żeby ćwiczyć aż będziesz umiał improwizować w każdej sytuacji i odwrócić wszystko.

Więcej pomysłów Zadziornego i Zabawnego do budowania seksualnego napięcia

To są rzeczy do robienia po pierwszym spotkaniu, może po wspólnym wyiciu herbaty lub znalazłeś się w sytuacji w której chcesz dalej z nią rozmawiać, a nie tylko wziąć jej numer i odejść, albo gdy spotkaliście się przy barze, a 5-10 minut poźniej chcesz podgrzać atmosfere.
1. „Seksualna nadinterpretacja” czyli interpretowanie jej komentarzy jakby zawierały podtekst seksualny (ona mnie pragnie”. Na przykład na słowa „Już późno, czas do łóżka” odpowiadasz „Myślę, że nie znamy się wystarczający długo, aby to zrobić!”
Jest wiele innych typowych zwrotów i słów które można tak zinterpretować, np., : „iść domu”, „iść do łóżka” lub „wyskoczyć gdzieś”, „seks”, „przeprowadzka”, itd. Możesz sprawić że każdy z nich imlikuje to, że ona Cię już chce, próbuje poderwać oraz nie jest subtelna lub brak jej klasy w tych sprawach:
· Jeśli wzdycha i mówi: „Hm, wiesz, myślę, że już czas wracać do domu”, patrząc na zegarek możesz odpowiedzieć: „Rozmawiałem z tobą tylko przez piętnaście minut, nie pójdę z tobą do domu”
· Ona mówi: „Oh, muszę częściej wychodzić” możesz zapytać „Coż, gdzie chcesz mnie zabrać? Lepiej żeby to było coś dobrego”
· Jeśli mówi o seksie, zarzuć jej, że jest seksualnie sfrustrowaną
· Jeśli wspomina o przeprowadzce, powiedz jej z zaskoczonym wyrazem twarzy, że się z nią nie przeprowadzisz i dodaj humorystyczny komentarz „A poza tym, nie podoba mi się ta okolica!”

A poza tym oczywiście drocz się z nią, że nie jest subtelna i nie ma klasy skoro wysuwa te seksualne podteksty tak szybko.
2. Używaj dwuznacznych komplementów, typu: „Te buty są śliczne… założe się, że wyglądały wspaniale gdy były nowe”
3. Sugeruj, że ominęło ją coś jak na przykład „Cóż gdybyś była dla mnie milsza, wziąłbym cię w inne miejsce”

Kontynuowanie rozmowy

Dbaj, prowadź i utrzymuj inicjatywe gdy mówisz. Komunikuj, że jesteś selektywny i to ty jesteś selekcjonerem. Flirtuj dalej poprzez bycie wybrednym jeśli chodzi o różne rzeczy, mówiąć, że może zaprzepaścić swoją szansę, mówiąc jej „Oo pierwsza żółta kartka” kiedy zrobi coś nie tak, itd.
Graj z nią… czy zrobiłabyś X? Za ile pieniędzy zrobiłabyś X? Co byś zrobiła gdybym zrobił X? Wychodź ze śmiesznymi, absurdalnymi i groteskowymi sytuacjami, odgrywaj rolę starszego/młodszego/ materialistę w związku, itd. Implikuj dziwne i nietypowe style życia seksualnego bez bycia nadmiernie chamskim lub sprośnym.
Odgrywaj także analityka gwiazd, odgadując gierki osób w pobliżu.
Nigdy nie bądź wylewny. Kobiety zawsze intepretują i szukają ukrytego znaczenia między wierszami, więc zawsze coś implikuj/sugeruj. Nie komunikuj bezpośrednio jak mężczyzna, ale subtelnie i sugestywnie w sposób jaki kobiety komunikują.

Inne pomysły na pierwszą rozmowę

Jaki jest najlepszy sposób na kobiece testy? Po prostu śmiech. Traktuj je jako urocze.
Zawsze działaj tak, że ty masz moc/władzę i cokolwiek zrobisz ona to pokocha. Nigdy nie oddawaj swojej władzy werbalbie (słownie), niewerbalnie, ani w żaden inny sposób. Nie ulegaj jej namowom, nie próbuj zdobywać akceptacji, nie przepraszaj, ani nie zachowuj się jak mięczak.
Jeśli robisz coś co jest oczywiste, że się nie spodoba, nie zachowuj się tak jakby to był TWÓJ problem, a tak jakby to był JEJ problem. To dobry sposób na poradzenie sobie z KAŻDYM wyzwaniem jakie się pojawi.
Czasami spotykam WYSOKĄ kobietę, która myślę, że jest atrakcyjna, ale coś mi mówi, że jej nie pociagam ponieważ nie jestem tak wysoki jak ona. W odpowiedzi, automatycznie przyjmuję nastawienie „Zwykle nie lubię wyższych kobiet, ale dla tej zrobię wyjątek.” I wtedy przyjmuje sposób zakomunikowanie jej tego… mogę zacząć rozmawiać i powiedzieć „Coż, na początku nie miałem zamiaru do ciebie podchodzić, bo zwykle nie umawiam się z kobietami wyższymi ode mnie… ale cieszę się, że zagadałem do ciebie bo jesteś zabawna…”
To obraca całkowicie sytuację na moją korzyść.
MUSISZ KOMUNIKOWAĆ, ŻE TO TY JESTEŚ TYM, KTÓRY ROBI WYJĄTKI! Albo, jeśli naprawdę chcesz jej dokuczyć, możesz roześmiać się, mieć ubaw i powiedzieć „Cóż, szkoda, że jesteś taka wysoka…”, a potem droczyć się z nią wspominając, że gdyby była tylko kilka/kilkanaście centymetrów niższa zaprosiłbyś ją na randkę. Rozumiesz?
Nie wymyślaj sobie ograniczeń i nie pozwól jej ograniczeniom być twoimi. Pamiętaj, że można użyć tej metody w KAŻDEJ sytuacji kiedy myślisz, że kobieta ma pewien „typ” do którego ją ciągnie obróć to przy użyciu dialogu będąc Zadziornym & Zabawnym.

Oto paradoks

Czy atrakcyjność/przyciąganie może się zrodzić z konfliktu lub konfrontacji?
Tak. W zasadzie, może znacząco przyspieszyć przyciąganie gdy jest zrobiona właściwie. Zadziorny i Zabawny, droczenie, robienie sobie jaj, itd. to przykład małego konfliktu, który PROWADZI DO CELU. Przechodzisz/zdajesz testy szybko, ponieważ od razu jesteś gotów zaryzykować odrzucenie, co znaczy że musisz być naprawdę ‚prawdziwą gratką.’ Poza tym, nie boisz się lekkiej konfrontacji i konfliktu.
To dobrze.
Lekki konflikt nie jest wieklą sprawą. Tylko dlatego, że kobieta jest atrakcyjna nie ma powodu, aby obawiać się, że źle Cię odbierze. Kiedy ktoś kogo dopiero co poznałeś wchodzi z tobą w konflikt, pamiętaj dziecięcą rymowankę:
„Kije mnie zbiją, kamienie zabiją, lecz moc ludzkich słów, nie zdejmie nam głów.” (stick anf stones may break my bones, words will never hurt me.)
Dobrym modelem dla atrakcyjnej konfrontacji jest obejrzenie James Bond w filmie: „Śmierć nadejdzie jutro” obserwuj jego postatę, język ciała, oraz zadziorne & zabawne teksty połączone z seksualnymi podtekstami.

Ćwiczenia

Zacznij flirtować z każdą kobietą jaką spotykasz. Ustaw sobie za cel flirtowanie z 10 kobietami dziennie, przez 10 dni. Wybierz jeden do trzech sposobów na rozpoczęcie seksualnej komunikacji, aby zaiskrzyło i miej je pod ręką, więc gdy spotkasz kobietę będziesz mógł odrazu wypróbować to co wcześniej przećwiczyłeś w wyobraźni.
Nie ma znaczenia czy spotkasz swoją ciotkę czy też jakąś stuletnią staruszkę: flirtuj, drocz się, żartuj, itd. Próbuj z każdą kobietą jaką spotkasz. Niektóre z nich mogą być tymi z którymi nie chcesz się umówić, ale pamiętaj, że jeśli zaczniesz się komunikować w ten sposób, zaczynasz inny wzór/rodzaj interakcji do którego przyzwyczaiłeś się wcześniej i będziesz się z tego uczył i wyciągał wnioski. Jeśli w Twoim otoczeniu, w pracy, jest wiele kobiet, to masz świetne warunki do ćwiczeń.
Postaw sobie za cel wychodzie i zrobienie tego. To ćwiczenie da ci 100 różnych doświadczeń inicjowania rozmowy z wzbudzeniem chemii.
Następną rzeczą jaką zrobisz to weź kilka przykładów jakie bycia Zadziornym i Zabawnym jak np. „wiesz co mówią o kobietach które…” i zacząć ich używać cały czas z każdą kobietą z jaka nawiążesz kontakt.
Weź 10 najbardziej popularnych pytań o które zwykle pytają cię kobiety, np. „Gdzie mieszkasz/Jak zarabiasz na życie/Rodzina/Szkoła”, i wymyśl do każdej odpowiedź. A POTEM ICH UŻYWAJ.
Komunikowanie w tym języku wymaga praktyki, szczególnie jeśli nie jesteś z nimi obyty, tak jak z każdym innym obcym językiem którego się uczysz, to tak jak byłeś dzieckiem i uczyłeś się mówić.
Posiadanie takich standardowych i przygotowanych wcześniej odpowiedzi do zastosowania w typowych sytuacjach jest dobre, ponieważ same te sytuacje są standardowe i powtarzalne, a umiejętność poradzenia sobie w nich uczy jak lekko improwizować odpowiedzi, które w zasadzie przekazują to samo znaczenie.

Julius Fast – Mowa Ciała – Rozdział 7 – Milczący język miłości

Tytuł oryginalny: Julius Fast – Body Language Chapter 7 – The Silent Language Of Love

http://www.goodreads.com/book/show/10331…y_Language
Tłumaczenie: Żaneta Tyborowska, BladyMamut

ROZDZIAŁ SIÓDMY Milczący Język Miłości

Postawa, Spojrzenie, Posunięcie 

Mike jest kobieciarzem, zawsze wie co robić jeśli chodzi o poderwanie kobiety. Mike jest w stanie wejść na przyjęcie nie znając nikogo i w kilka minut „przygruchać” sobie jedną z obecnych tam dziewczyn. Po pół godziny udaje mu się ją wyizolować od stada i zabrać do domu – do niej lub do niego, w zależności od tego gdzie jest bliżej.
Jak Mike to robi? Reszta mężczyzn pół wieczoru zbiera się na odwagę aby zagadać do jakiejś dziewczyny, a widząc Mike’a przejmującego kontrolę szybko i efektywnie zastanawia się jak on to robi.
Zapytaj dziewczyny, a te wzruszą ramionami.
„Nie wiem. On po prostu wysyła pewne sygnały, a ja na nie odpowiadam, i zanim się zorientuję…”
Mike nie jest aż tak przystojny. Jest inteligentny, ale nie to przyciąga kobiety. Zdaje się że Mike ma coś w rodzaju szóstego zmysłu. Jeśli w jego okolicy jest jakaś wolna dziewczyna, on ją znajdzie, albo ona znajdzie jego.
Co takiego ma Mike czego nie mają inni? Hm, jeśli to nie wygląd ani geniusz, to znaczy że posiada on jakąś inną cechę która przeważa w tego typu sytuacjach.
Mike posiada (nieświadomie) mistrzowską kontrolę nad swoją mową ciała. Kiedy Mike przechadza się po pokoju, sygnalizuje automatycznie „Jestem dostępny, męski, agresywny i pewny siebie”.
Potem skupia się na konkretnym celu (kobiecie), i sygnalizuje
„Podobasz mi się. Jest w tobie coś niezwykłego i chciałbym się dowiedzieć co to jest”.
Popatrz na Mike’a w akcji. Nawiązuje kontakt i sygnalizuje swoją dostępność. Każdy z nas zna ten typ mężczyzny, i wszyscy zazdrościmy im umiejętności. Jak używa on swojej mowy ciała?
Na źródło powodzenia Mike’a, jego niewerbalne umiejętności, składa się wiele rzeczy. Miedzy innymi wygląd. Nie stricte wygląd jako uroda z którą się urodził, bo nie jest jakiś mega przystojny, ale sposób w jaki Mike używa swojego wyglądu aby sygnalizować swoją wiadomość. Jeśli mu się dokładnie przyjrzeć, jest w nim jakiś rodzaj określonej seksualności.
„Oczywiście” – powiedziałaby rozumna kobieta – „Mike jest bardzo seksownym mężczyzną”. Ale co czyni go seksownym? Nie jego wygląd.

Wypytywana dalej, kobieta wyjaśniłaby „Mike ma coś w sobie, jakiś rodzaj aury”.
Właściwie to nie chodzi nawet o coś tak niejasnego jak aura – po części to sposób w jaki Mike się ubiera, jakie wybiera spodnie, koszule, marynarki i krawaty, jak czesze swoje włosy, długość jego bokobrodów – wszystkie te rzeczy przyczyniają się do jego wyglądu, ale rzeczą kluczową jest to jak Mike się porusza i stoi.
Jedna kobieta opisała to jako „bez wysiłkowy urok”. Mężczyźni którzy go znają nie są zadowoleni. „On jest podejrzany”. Sygnały które były pozytywne dla kobiet, jednocześnie przeszkadzały i niepokoiły mężczyzn, którzy reagowali na nie pogardliwie.
A Mike naprawdę porusza się z gracją; arogancką gracją która wzbudza zazdrość mężczyzn i porusza kobiety.
Kilku aktorów charakteryzował ten sam sposób poruszania się – Paula Newmana, Marlona Brando, Rip Torna – i poprzez niego przekazywali oni oczywisty przekaz seksualny. Na ten przekaz składają się odpowiednia postawa, postura, oraz pewność ruchów. Mężczyzna który ma te wszystkie cechy nie potrzebuje niczego więcej aby zwrócić uwagę kobiety.
Ale Mike ma coś więcej. Ma on opanowane dziesiątki małych gestów, prawdopodobnie nieświadomych, które przekazują szczegóły jego seksualnej wiadomości. Kiedy Mike opiera się o kominek i patrzy na kobiety wokoło, wypycha trochę uda do przodu, i staje w rozkroku. Ta postawa przekazuje pewność siebie i sexappeal.
Kiedy Mike stoi w ten sposób, zakłada kciuki za kieszenie spodni, a jego palce wskazują w dół. Pewnie widziałeś tą postawę setki razy w Westernach, przyjmowaną nie przez bohatera, ale przez seksownego „złego gościa” (bad guy) podczas gdy opiera się on o zagrodę, przyjmując pozę zagrażającej seksualności; opryszka którego mężczyźni nienawidzą, a kobiety – czują do niego coś bardziej skomplikowanego niż tylko nienawiść, pożądanie czy strach, raczej połączenie tych wszystkich uczuć.

Poprzez swoją oczywistą mowę ciała, ustawienie nóg i wskazujące palce wysyłali oni surowy, oczywisty ale zarazem efektywny sygnał.
„Jestem zagrożeniem w sferze seksualnej, mężczyzną którego ryzykownie jest zostawić z kobietą sam na sam. Jestem mężczyzną i chcę ciebie!”
Na mniejszą skalę, mniej bezpośrednio, jednak taką samą wiadomość wysyła Mike.
Ale jego mowa ciała idzie jeszcze dalej. Sygnalizuje jego intencje, kreuje atmosferę, lub jeśli wolisz aurę. To fascynuje dostępne kobiety, oraz wzbudza zainteresowanie lub nawet irytację tych już zajętych.
Mike wyjaśnił jak potem kontynuuje swoją strategię podrywu:
„Namierzam kobiety które są zainteresowane. Jak? Łatwo ocenić po sposobie w jakim dana kobieta siedzi lub stoi. A potem podejmuję decyzję i spotykam się z nią wzrokiem. Jeśli jest zainteresowana zareaguje. Jeśli nie, zapominam o niej.”
„A jak zwracasz jej uwagę żeby spotkać się z nią wzrokiem?”
„Patrzę na nią trochę dłużej niż powinienem, bo w sumie jej nie znam. Nie pozwalam aby jej oczy straciły kontakt z moimi, zwężam swoje oczy – tak jakby.”
Ale w sposobie Mike’a jest coś więcej niż natarczywe spojrzenie, z tego co zaobserwowałem na jednej imprezie. Mike ma niesamowity instynkt jeśli chodzi o namierzenie defensywnej kobiecej mowy ciała i złamanie jej sekretów.
Jej ręce są skrzyżowane? On rozkłada szeroko swoje. Jej postawa ciała jest sztywna? On się rozluźnia podczas wspólnej rozmowy. Jej twarz jest ściągnięta? Mike uśmiecha się i rozluźnia mięśnie twarzy.
W skrócie, odpowiada on na kobiecą mowę ciała przeciwnymi i dopełniającymi sygnałami ze swojej strony, i poprzez tą taktykę zakłóca jej świadomość. Odpędza jej lęki wyrażone poprzez mowę ciała, a ponieważ ona chce się podświadomie otworzyć, otwiera się dla Mike’a.
Mike robi podchody do kobiety. Kiedy nawiąże już z nią kontakt, a jego mowa ciała przekazała wiadomość o jego dostępności, następnym krokiem jest inwazja fizyczna, jednak nie wymagająca dotyku.
Wcina się na terytorium (ciała) kobiety. Zbliża się wystarczająco żeby sprawić że poczuje się ona niekomfortowo; ale nie za blisko, żeby nie mogła mu zwrócić uwagi.
Mike nie dotyka swojej ofiary bez potrzeby. Jego bliskość, wkroczenie na jej terytorium wystarczy żeby zmienić sytuację między nimi. Potem Mike kontynuuję „inwazję” dalej poprzez intensywny wzrokowy kontakt podczas rozmowy. Oczy Mike’a mówią więcej niż głos. Jego wzrok wędruje na jej szyje, piersi, ciało.
Pozostają oni w atmosferze zmysłowej obietnicy. Mike dotyka językiem swoich ust, mruży oczy, i nieuchronnie sprawia że kobieta staje się niespokojna i podekscytowana. Pamiętaj że to nie jest jakaś zwykła kobieta, tylko ta konkretna która jest wrażliwa na sygnały Mike’a i jego rozgrywkę. Odwzajemnia ona jego pochlebną uwagę, i wpadła już za głęboko żeby protestować.
I właściwie, przed czym miałaby protestować? Co takiego zrobił Mike. Nawet jej nie dotknął. Nic nie sugerował. Według standardów społeczeństwa zachowuje się jak gentleman. Czy jego oczy są zbyt rozgorączkowane, jest trochę zbyt odważny, cóż to zależy od interpretacji. Jeśli dziewczynie się to nie podoba może po prostu zachować się niegrzecznie i odejść.
Ale dlaczego miałoby się to nie podobać dziewczynie? Mike schlebia jej swoją uwagą. Jego zachowanie mówi: „ Jestem tobą zainteresowany. Chciałbym cię lepiej poznać, bardziej intymnie. Nie jesteś jak inne kobiety. Tylko na tobie mi zależy”
Tak więc poza jego pochlebną uwagą skierowaną na jedną kobietę, Mike nigdy nie popełnia błędu rozglądania się w międzyczasie za innymi kobietami. Zawęża swój punkt skupienia i rozmawia tylko z jedną kobietą, i poprzez to wpływ jego mowy ciała jest jeszcze bardziej silniejszy. Po krótkim czasie, kiedy Mike wychodzi z dziewczyną którą wybrał, nie musi jej do tego specjalnie przekonywać. Do tego czasu zwykłe „Chodźmy!” wystarczy.

[Obrazek: 1od7.jpg]
Przyjęcie. Kto wyjdzie z kim? Mężczyzna po lewej dopiero dołączył do grupy w zrelaksowany sposób, wygląda na osobę w dobrym humorze. Kolejny mężczyzna to stuprocentowy okaz męskiej agresji, a jego zdecydowany ruch głową pokazuje że zauważył on rywala. Dziewczyna nie jest przekonana do żadnego, nogi i ręce trzyma skrzyżowane. Trzeci mężczyzna nie jest zainteresowany, zauważ delikatnie skrzyżowane ręce podczas gdy jego partnerka wydaje się wykazywać również brak zainteresowania – prawie się potyka cofając się przed nim. Widzimy trzecią kobietę. Nie jest ona zaangażowana w żadną rozmowę, ale jej uwaga jest skupiona na jednym mężczyźnie.

[Obrazek: kcqg.jpg]
Na ulicy. Jesteś pewny/a że on wyruszył na łowy? Po przeczytaniu książki, odpowiedź brzmi oczywiście, że tak.

[Obrazek: om90.jpg]
Czy można ją przekonać? Para na lewo wydaje się nie mieć żadnych problemów. Dziewczyna w centrum wygląda na niezainteresowaną, ale widać, że ma silny związek ze swoim partnerem – są blisko, mają nogi skrzyżowane w swoją stronę. Trzecia dziewczyna nie miałaby nic przeciwko nowemu facetowi, ale nie jest specjalnie zainteresowana – łokcie, dłonie, nogi i kieliszek trzyma blisko siebie, rozglądając się wokoło. 

[Obrazek: iyog.jpg]
Nie wiedziałem/am że tu jesteś. Wszyscy potrzebują wokoło siebie pewnej przestrzeni. W tłumie ludzi to nie zawsze możliwe, ale będzie ukarany ten kto myśli że może coś wykombinować w tej sytuacji. Trzy osoby to już tłum. On może myśleć że to dyskusja między trzema osobami, ale dwie inne osoby już o nim zapomniały. Tak bardzo skupiły się na sobie że zaczęły kopiować swoje gesty i postawy ciała. 

[Obrazek: keyo.jpg]
Hej, naruszasz moje terytorium. Kolejny przykład inwazji która spowoduje wrogą reakcję – popielniczka, notesik z punktami, świeczki lub karty które zostały popchnięte wzdłuż stołu. 

Popatrz w tą stronę.

[Obrazek: on7o.jpg]
Dwie osoby to już towarzystwo. W każdej minucie ta torebka może upaść a kolano będzie na jej drodze. Zaczął w połowie ławy, wskazując że chciał to zachować tylko dla siebie, ale teraz ma świadomość, że dziewczyna go obserwuje i to sprawia, że ma problem nawet z odwróceniem strony w książce.

[Obrazek: uqhy.jpg]
Jestem ważniejszy niż osoba z która rozmawiasz przez telefon. Nie jest zadowolony że musi stać naprzeciwko swojej sekretarki i podkreślać swoją ważność (wartość) poprzez klęczenie na krześle.

[Obrazek: zbtx.jpg]
‘Spokojnie, wszystko gra.’

Widać tutaj tylko napięcie i agresję.

Czy ona jest dostępna?

Jak Mike wybiera swoje ofiary? Jak rozpoznać język ciała dziewczyny na przyjęciu który mówi: „Jestem dostępna/wolna. Możesz mnie mieć”? Musi być jakiś określony zestaw sygnałów ponieważ Mike rzadko się myli. Dziewczyna obecnie ma pewien problem jeśli chodzi o te kwestie – bez względu na to jak bardzo czuje się „dostępna”, zostałoby to źle przyjęte gdyby to jawnie okazywała. Zmniejszyłoby to automatycznie jej wartość i sprawiłoby że byłaby postrzegana jako „tania”. Ale jednak, podświadomie, musi ona jakoś przekazywać swoje intencje. Jak to robi? Przede wszystkim przekazuje ona swoją wiadomość poprzez swoją postawę ciała, ruchy.
Wolna (dostępna) kobieta porusza się w wystudiowany sposób. Mężczyzna może nazwać to pozą, inna kobieta afektacją, ale ruchy jej ciała, bioder i ramion przekazują jej dostępność.
Może ona sugestywnie siadać z rozwartymi lekko nogami, albo dotykać ręką swojej piersi. Może głaskać się po udzie kiedy z kimś rozmawia albo chodzić leniwym krokiem kręcąc biodrami. Niektóre jej ruchy są wystudiowane i świadome, inne kompletnie nieświadome.
Kilka pokoleń temu dostępność kobiety była tematem burleski Mae West i jej rutyny „przyjdź i spotkajmy się któregoś razu.” Późniejsze pokolenie zwróciło się do dziecięcej twarzy Marilyn Monroe i jej specyficznego głosu – przyblakłej niewinności. Obecnie, w erze cynizmu, widzimy oczywistą seksualność. Np Rachel Welch może posłużyć za przykład. Ale mówimy o oczywistych, filmowych przekazach.
Na subtelniejszym, salonowym poziomie, poziomie na którym działa Mike, przekaz jest bardziej dyskretny, czasem tak dyskretny że mężczyzna nie będący świadomy mowy ciała w ogóle go nie zauważy. Nawet mężczyzna który coś wie o temacie może się pomylić. Na przykład kobieta która zakłada ręce może nadawać klasyczny sygnał „Nie jestem otwarta na żadne kroki. Nie posłucham cię, ani nie będę cię słuchać”. Taka jest typowa interpretacja założonych rąk, i z tą interpretacją jest zaznajomiona większość psychologów. Podając przykład, ostatnio w gazetach była historia opisująca Dr Spocka prowadzącego zajęcia w Akademii Policyjnej. Widownia policjantów była wrogo nastawiona do doktora, mimo że był on odpowiedzialny za to jak większość ich i ich dzieci została wychowana. Pokazywali oni swoją wrogość werbalnie, ale także niewerbalnie poprzez mowę ciała. Na zdjęciu w gazecie każdy policjant siedział ze skrzyżowanymi (założonymi) rękami, ich twarze były napięte. Mówiły one wyraźnie
„Jestem tutaj, ale mam zamknięty umysł. Nie ważne co powiesz, i tak nie chcę tego słuchać. Nie dogadamy się”.
To jest klasyczna interpretacja założonych rąk.
Ale jest też inna, równie poprawna interpretacja. Skrzyżowane ręce mogą mówić: „Jestem sfrustrowany. Moje potrzeby nie są zaspokojone, jestem w sytuacji bez wyjścia. Muszę się wydostać z tej sytuacji. Możesz się do mnie zbliżyć, jestem na to gotowy.”
Osoba która zna tylko podstawy mowy ciała może źle zinterpretować ten gest, jednak człowiek obeznany z mową ciała zrozumie poprawną wiadomość na podstawie towarzyszącym jej sygnałów które wysyła dziewczyna. Czy jej twarz jest napięta z frustracji? Czy siedzi sztywnie zamiast w wygodnej pozycji? Czy odwraca wzrok gdy próbujesz nawiązać kontakt wzrokowy? Wszystkie sygnały ciała kobiety muszą zostać zsumowane i dopiero całość daje pełny obraz sytuacji mężczyźnie, który obserwuje jej mowę ciała. Kobieta agresywnie dostępna (narzucająca się) działa w przewidywalny sposób, ma listę efektywnych trików w których używa swojej mowy ciała, aby zasygnalizować dostępność. Tak jak Mike, używa ona „inwazji terytorialnej” aby osiągnąć swój cel. Siada ona niewygodnie blisko mężczyzny na którego poluje, wykorzystuje niezręczność sytuacji, która jest spowodowana taką bliskością. Kiedy mężczyzna zmienia pozycje i się wierci, nieświadomy co jest nie tak i dlaczego czuje się tak dziwnie; ona posuwa się do dalszych kroków, używając tej niezręczności jako środku do wytrącenia mężczyzny z typowego spokoju.
I jeśli mężczyzna nie powinien dotykać kobiety podczas próby poderwania jeśli chce grać fair, z kolei kobieta w tym stadium wzajemnej relacji jak najbardziej może dotykać mężczyznę. Dotyk może powiększyć niepokój mężczyzny na którego terytorium wkroczyła kobieta; dotyk ramienia może zadziałać jak rozbrajający cios.
„Czy nie masz przypadkiem zapałki?”
Przytrzymanie ręki mężczyzny który przykłada kobiecie ogień do papierosa jest pretekstem do kontaktu cielesnego który może być niepokojący.
Dotyk kobiecego uda, albo ręki delikatnie ocierającej się o męskie udo, może być druzgocący jeśli zaaplikowany w odpowiednim czasie. Agresywne podejście kobiety może się zawierać nie tylko w mowie ciała – poprawianie spódnicy w czasie siedzenia, rozkrzyżowanie nóg, głęboki wdech czy wydęcie warg – ale też zapach. Odpowiedni zapach w odpowiedniej ilości, jednocześnie ulotny i ekscytujący, jest ważnym składnikiem agresywnego podejścia.

Czy Warto Zachować Twarz?

Ale wzrok, dotyk, zapach to nadal jeszcze nie są wszystkie środki dostępne kobiecie na wojennej ścieżce; dźwięk jest kolejną częścią jej arsenału. Nie zawsze chodzi o same słowa które wypowiada, ale o ton jej głosu, ukryte zaproszenie zawarte między wierszami, ton i intymną, delikatną i pieszczotliwą jakość dźwięku. Francuskie aktorki doskonale rozumieją ten aspekt, ale też sam język francuski brzmi seksownie (bez względu na to co jest treścią wypowiedzi). Jednym z najśmieszniejszych skeczy rewiowych spoza Broadwayu jaki widziałem przedstawiał aktora i aktorkę w „scenie” z francuskiego filmu. Każdy z nich recytował listę warzyw po francusku; ale ton głosu, i intonacja ociekały seksualnością. To, jak opisywaliśmy wcześniej w książce, jest użyciem jednego pasma komunikacji do przekazania dwóch wiadomości. W dziedzinie miłości i seksu to powszechne zjawisko. Dla agresywnie dostępnej kobiety może to posłużyć do zaskoczenia mężczyzny. To trik używany przez mężczyzny i kobiety w agresywnym seksualnym pościgu. Jeśli wytrącisz swoją zdobycz z równowagi, sprawisz że zacznie się niepokoić, następny ruch czyli jej zabicie będzie już łatwy. Trik z użyciem głosu do przekazania werbalnie niewinnej wiadomości, razem z o wiele bardziej złożonym i silniejszym przekazem niewerbalnym jest szczególnie skuteczny ponieważ ofiara, mężczyzna czy kobieta, nie może skutecznie zaprotestować. Agresor, jeśli jego ofiara zaprotestuje, zawsze może powiedzieć (z pewną dozą prawdy): „Ale co ja zrobiłem? Co takiego powiedziałem?”
Jest to sposób na zachowanie twarzy, ponieważ bez względu na to jak gorący jest nasz pościg za miłością lub seksem, nie ryzykujemy kompromitacji. Dla wielu ludzi, szczególnie niepewnych siebie, utrata twarzy jest niszczycielskim i poniżającym doświadczeniem. Seksualny agresor, jeśli on lub ona jest naprawdę dobry/a w tym co robi, jest skupiony na „zachowaniu twarzy” swojej ofiary (nie skompromitowania jej) jako na środku do zmanipulowania swojej zdobyczy. Aby być seksualnie agresywnym, kobieta lub mężczyzna musi mieć wystarczająco dużo wiary we własne siły, poczucia bezpieczeństwa, tak że nie są mu potrzebne sposoby n zachowanie twarzy. Z drugiej strony, niepewna siebie osoba, „ofiara” w naszym polowaniu, desperacko chce uniknąć poniżenia i chce zachować twarz. To sprawia, że jest ona na trudniejszej pozycji. Agresor może nią manipulować, rozgrywając potencjalną utratę twarzy jako groźbę. Kiedy np. agresor już wtargnie na terytorium swojej zdobyczy i używając uwodzącego głosu, mówi banały, co powinna zrobić jego ofiara? Odsunąć się i zaryzykować kpinę ze strony agresora mówiąc: „Myślałeś, że czego się spodziewam?” Z założeniem że celem agresora jest nawiązanie z nią flirtu równałoby się przypisanie sobie większej wartości niż ona myśli, że posiada. Zostanie zawiedzionym w takiej chwili byłoby zbyt poniżające do zniesienia. Załóżmy, że to ona źle zinterpretowała jego motywy? W ten sposób, w większości wypadków agresorowi uchodzi na sucho jego sztuczka.
Ten sam typ interakcji jest używany przez dewiatów seksualnych – na przykład w metrze kiedy zboczeniec próbuje dotknąć lub macać współpasażerkę w tłumie to czy zareaguje ona na to krzykiem będzie zależało od poziomu jej strachu i niepewności. Działa ten sam mechanizm co wcześniej, a strach przed utratą twarzy może powstrzymać ją przed zaprotestowaniem. Wytrzymuje ona zachowanie zboczeńca bez głośnego oskarżenia go ponieważ nie chce przyciągać do ciebie uwagi. To jest tak powszechna reakcja, że wielu seksualnych zboczeńców czerpie satysfakcję i spełnienie po obnażeniu się przed swoimi ofiarami ze względu na ich zawstydzenie i zakłopotanie. Gdyby jednak któraś z ofiar zareagowała śmiechem lub w jakikolwiek sposób okazała rozbawienie, lub okazała agresję, byłoby to niszczące/destrukcyjne doświadczenie dla zboczeńca.

Podryw, Biseksualiści

Pozostając w temacie dewiacji, zarówno wśród gejów jak i lesbijek są pewne sygnały mowy ciała które mogą zapoczątkować intymną komunikację. Homoseksualiści „przechadzający” się ulicą są w stanie rozpoznać podobną duszę bez wymiany słów. „Nawiązanie kontaktu jest relatywnie łatwe” powiedział młody homoseksualista w ankiecie.
„Przede wszystkim na początku musisz rozpoznać swojego mężczyznę, a ciężko wytłumaczyć jak to się robi, ponieważ wszystko zależy od drobnych sygnałów. Niektórzy rozpoznają to po sposobie chodzenia, chociaż większość z nas porusza się jak reszta mężczyzn. W większości chodzi o kontakt wzrokowy. Patrzysz i wiesz. Jego wzrok zatrzymuje się na tobie trochę za długo, patrząc na ciebie sugestywnie”.
Omawiając swoje własne sygnały, wyjaśniał: „Przechodzę obok a potem się oglądam. Jeśli on się mną zainteresował też się obejrzy. Wtedy zwolnię kroku i spojrzę w okno wystawowe. Przez to umożliwię nam potencjalny kontakt.”
Niektóre sygnały są tak sformalizowane że ich znaczenie jest już przyjmowane jako pewnik mimo że nie przekazują go w formie słownej. Sr Goffman podaje przykład homoseksualisty który wszedł do baru gejowskiego aby kupić sobie drinka, ale nie chciał nikogo poderwać. Wyjął papierosa, i zdał sobie sprawę że nie ma zapałek. Nagle zdał sobie sprawę że gdyby zapytał kogokolwiek w barze o zapałki byłoby to zrozumiane jako sygnał: „Jestem zainteresowany. A ty?” W końcu kupił paczkę zapałek od barmana. Sygnały jakie dają homoseksualiści aby zainicjować kontakt nie różnią się tak bardzo od podrywania kobiety przez mężczyznę. Dawno temu, kiedy byłem żołnierzem na przepustce w Bostonie, kolega z wojska namówił mnie do wyjścia z nim na miasto aby „wyrwać jakieś damy”. Nie miałem wiele doświadczenia, ale musiałem udawać „obeznanego” gdyż nie mógłbym się przyznać do mojej niewiedzy w temacie. Poszedłem z przyjacielem i obserwowałem co on robi. Po pół godziny „poderwał” pięć dziewczyn i wybrał dla nas dwie. Jego technika polegała na mowie ciała. Idąc wzdłuż ulicy, albo właściwie: przechadzając się, łapał on kontakt wzrokowy ze swoją ofiarą, zatrzymywał wzrok na dłużej niż powinien i podnosił jedną brew. Jeśli dziewczyna zawahała się w swoim kroku, zatrzymała się żeby spojrzeć w puderniczkę, zaczęła poprawiać pończochy lub gapić się na wystawy sklepowe, to był znak mówiący: „Widzę cię i jestem wstępnie zainteresowana. Kontynuujmy.”
Wtedy mój przyjaciel zatrzymywał się, zawracał i szedł za dziewczyną. Pójście za nią bez nawiązywania kontaktu było niezbędną częścią rytuału i pomagało mu rozpocząć kontakt werbalny, komentując jej sukienkę, chód i wygląd rozmawiając ze mną , będących pół-żartem pół serio, co było sposobem na zachowanie twarzy i uniknięcie skompromitowania. Na początku ona udawała, że nie jego uwagi nie są mile widziane, i jeśli ten etap trwałby zbyt długo to byłoby oczywiste że jego zaloty naprawdę nie są mile widziane. Jeśli jednak ona zaczęłaby się śmiać lub mu odpowiedziała, lub skomentowała go rozmawiając ze swoją koleżanką, gdyby taka była u jej boku, wtedy wskazywałoby to na jej rosnące zainteresowanie. W końcu podryw zakończył się tym, że dziewczyna zaczęła iść obok mojego znajomego, który zaczynał się z nią zapoznawać. Widziałem tę samą technikę wśród nastolatków współcześnie – każdy krok jest w niej wyraźnie określony, a sama „zabawa” musi się rozegrać od początku do końca. W tym punkcie negocjacje mogą być łatwo zerwane poprzez każdą ze stron bez utraty twarzy. To jest niezbędny wymóg/składnik udanego i „gładkiego” podrywu. Jest coś rytualnie podobnego do tego procesu w zalotach zwierząt. Jeśli popatrzysz na gołębie w parku, samiec robi okrążenia, wypina się i wykonuje cały szereg gestów podczas gdy samica udaje obojętną. Widzimy tutaj użycie mowy ciała do zalotów w ten sam sposób jak w wypadku ludzi. Doktor Gerhard Nielsen z Psychologicznego Laboratorium Uniwersytetu w Kopenhadze opisuje w swoje książce „O Konfrontacji Ze Sobą”, że bardzo ważnym zastosowaniem mowy ciała to tzw. „taniec godowy” Amerykańskich nastolatków. Analizując przebieg zalotów na chłodnym, klinicznym poziomie, Dr Nielsen odkrył 24 kroki które mają miejsce od „początkowego kontaktu między młodym mężczyzną i kobietą do kopulacji”.
Kroki podejmowane przez chłopaka, według Nielsen’a, i kontr-kroki dziewczyny, mają swoją „wymuszoną kolejność”. Wyjaśnia on swoje założenie poprzez podanie przykładu – kiedy chłopak posuwa się do kolejnego kroku – trzymania dziewczyny za rękę, musi poczekać aż ona uściśnie jego rękę w swojej, dając mu sygnał że się na to zgadza, zanim nastąpi kolejny krok – jego palce przeplatają się z jej palcami. Krok po kroku musi nastąpić zanim może on otoczyć ją ramieniem. Potem jego ręka może powędrować niżej, dopiero później dotknąć jej biustu. Ona z kolei może mu się sprzeciwić odpychając jego rękę swoją. Po początkowym pocałunku, i tylko wtedy, chłopak może znowu spróbować, ale zanim nie będą się dłużej całować, chłopak wie że raczej nie ma na co liczyć. „Protokół” zabrania niektórych zachowań, np. pocałowania dziewczyny jeśli wcześniej nawet nie trzymało się jej za rękę.
Dr Nielsen sugeruje że chłopak lub dziewczyna którzy mówią drugiej stronie że działa zbyt „szybko” lub „wolno” mają na myśli zmianę kolejności wymaganych kroków („Omijanie niektórych kroków lub odwracanie ich kolejności to „szybkie” działanie”; a nie przechodzenie do następnego kroku to działanie „wolne”), a nie długość kroków w sensie czasowym.

Wybierz Swoją Postawę

Dr Albert Scheflen, profesor psychiatrii na Medycznym Uniwersytecie Alberta Einsteina w Nowym Jorku zbadał i opracował wykresy/schematy dotyczące zalotów i tego co nazwał „prawie-zalotami” u ludzi. „Prawie-zaloty” to inaczej użycie zalotów, flirtowania lub seksu aby osiągnąć cele niezwiązane ze sferą seksualną.
Według doktora Scheflena, wszystkie ludzkie zachowania zawierają się w pewnej systematyce i rządzone przez określone schematy; oraz składają się na nie mniejsze części które tworzą większe działy. Te założenie dotyczy też zachowania seksualnego. Dr Scheflen podczas badania elementów, które składają się na nasze relacje seksualne odkrył, że ludzie używają tych właśnie elementów (zachowań) seksualnych na spotkaniach biznesowych, przyjęciach, w szkole itd., chociaż nie mają oni przez to na myśli żadnego celu związanego ze sferą seksualną.

Doszedł do wniosku że albo Amerykanie zachowują się seksownie, kiedy się spotykają w celach nie związanych ze sferą seksualną, albo – co bardziej prawdopodobne – zachowanie seksualne charakteryzuje się pewnymi sygnałami, kiedy nie jest używane w celu erotycznym. Jakie rodzaje zachowania zaliczamy do seksualnych schematów? Według dr Scheflena, kiedy kobieta i mężczyzna przygotowują się do romantycznego spotkania, bez ich świadomego wysiłku w ich ciałach zachodzi szereg zmian, które sprawiają, że są na nie gotowi. Mięśnie ich ciała lekko się napinają „gotując do działania”, przestają się garbić i stają bardziej prosto, i z większą uwagą. Zmniejszają się worki pod oczami, a twarz się napina. Ich pozycja ciała „młodnieje”, następuje wciągnięcie brzucha i napięcie mięśni. Nawet oczy wydają się jaśniejsze, a skóra pokryta rumieńcem. Nawet zapach ciała może się zmienić; w czasach pierwotnych to właśnie zmysł zapachu był bardzo ważny w sferze seksualnej. Kiedy następują te zmiany, kobieta lub mężczyzna mogą używać konkretnych gestów które Dr Scheflen nazywa „stroszeniem piórek”. Kobieta przygładza włosy albo sprawdza makijaż, poprawia ubranie lub zakłada kosmyk włosów za ucho, a mężczyzna przeczesuje włosy grzebieniem, zapina płaszcz, poprawia ubranie, podciąga skarpetki, poprawia krawat. Prasuje spodnie w kant.
Wszystkie te sygnały mowy ciała mówią „Jestem zainteresowany/a. Lubię cię, Jestem atrakcyjnym mężczyzną – Jestem atrakcyjną kobietą…”
Drugi krok to odpowiednia pozycja. Obserwuj mężczyznę i kobietę na przyjęciu – parę która się zapoznaje i czuje rosnący pociąg do siebie. Jak siedzą? Usiądą oni tak aby mieć twarze zwrócone do siebie, pochylą się, aby zablokować ewentualne niechciane towarzystwo osób trzecich. Mogą też to osiągnąć przez użycie swoich rąk do utworzenia rodzaju okręgu, lub skierowanie w swoją stronę stóp żeby zablokować dostęp innym. Czasami, jeśli taka para dzieli sofę i trzecia osoba siedzi naprzeciwko na krześle, będą oni walczyć między dwoma impulsami. Pomiędzy chęcią odizolowania się od tej trzeciej osoby a społecznym obowiązkiem włączenia jej do rozmowy. Mogą rozwiązać swój problem przez pogodzenie tych dwóch rzeczy – skrzyżowanie nóg sygnalizuje że para tworzy zamknięty krąg (osoba po prawej stronie zakłada prawą nogę na lewą, a ta po lewej – lewą na prawą) – to „zamyka” tą parę od pasa w dół. Ale poprzez zwrócenie się obojga twarzą do osoby na krześle wypełnią oni społeczny obowiązek i „otworzą” się na niego.
Kiedy kobieta na spotkaniu chce wciągnąć mężczyznę „na stronę” , zachowuje się trochę jak kobieta agresywna seksualnie [zachowanie wspomniane powyżej w rozdziale] – używa mowy ciała i jej sygnałów takich jak flirtujące spojrzenia, zatrzymywanie wzroku, kręcenie biodrami, zakładanie nóg aż mężczyzna zobaczy część jej uda, kładzenie ręki na biodrze albo odsłanianie nadgarstka lub wnętrza dłoni. Wszystkie te sygnały są uważane za jednoznacznie mówiące:
„Usiądź obok mnie, uważam że jesteś atrakcyjny, chciałabym cię lepiej poznać”.

Teraz weźmy pod uwagę sytuację bez seksualnych podtekstów. W pokoju konferencyjnym wielkiej industrialnej firmy, mężczyźni i kobiety którzy są jej pracownikami dyskutują o kosztach produkcji ze swoimi szefami. Mogą oni sygnalizować tę samą mowę ciała o której mówiliśmy przed chwilą. Używają mowy ciała która w innym wypadku byłaby zaproszeniem seksualnym, jednak w tym wypadku mają oni na celu tylko kwestie biznesowe. Czy oznacza to że jednak mają oni jakieś ukryte motywy? Czy może to my błędnie interpretujemy ich mowę ciała?
Na seminarium na pewnym uniwersytecie obserwator, który nie byłby zaznajomiony z sytuacją, patrząc na jedną studentkę mógłby stwierdzić, że jej mowa ciała wysyła sygnały do jej profesora – sygnały które mogłyby być zaproszeniem do zbliżenia seksualnego. A on wygląda na zadowolonego i wydaje się zgadzać na jej propozycję. Czy naprawdę między tymi dwoma osobami jest flirt, czy to tylko nie-seksualne sygnały? A może coś jest nie tak z naszą interpretacją i mowy ciała?
Na seminarium grupy psychoterapeutycznej, terapeuta używa swojej mowy ciała do „zalecania” się do jednej z kobiet. Czy przekracza on swoje uprawnienia i narusza etykę zawodową? A może to część jego terapii? Albo, znowu, może to my źle odczytujemy sygnały? Po dokładnym przestudiowaniu tych i podobnych sytuacji, dr Scheflen odkrył, że często nieświadomie wysyłamy sygnały seksualne w sytuacjach nie mających nic wspólnego z seksualną sferą. Jednakże, odkrył on też że sygnały mowy ciała, które miały na celu doprowadzić do seksualnego zbliżenia różniły się trochę od tych używanych w sytuacjach nie związanych z sferą seksualną. Subtelne różnice mówiły: „Jestem zainteresowany tobą i robieniem z tobą interesów, ale nie chodzi mi o seks”.

Pół-seksualne spotkania

Jak upewniamy się że dane spotkanie nie ma seksualnego podtekstu? Robimy to wysyłając sygnały, które mają to wyraźniej zakomunikować – np. jedną metodą na zasugerowanie że nasza mowa ciała i sygnały, które ktoś może zinterpretować jako seksualne nie są takie, jest odniesienie się do formalności spotkania – czy jest to spotkanie biznesowe, w klasie, czy jako grupa psychoterapeutyczna – jak np. ruch oczu lub gest w stronę kogoś kto prowadzi zajęcia/ spotkanie, lub innych zebranych (możemy tutaj zaobserwować dwa sygnały w jednym paśmie komunikacji).
Innym sposobem na oddzielenie sfery seksualnej od biznesu jest ominięcie istotnej części sygnału seksualnej mowy ciała. Dwójka ludzi siedząca naprzeciw siebie na spotkaniu biznesowym może sugerować bliski związek, jednak można przełamać ten sygnał poprzez odwrócenie się częściowo trochę w bok, lub rozłożenie rąk aby włączyć innych w ten prywatny krąg. Można też złamać kontakt wzrokowy, lub głośniej zwrócić się do kogoś innego na sali. W każdym wypadku musi brakować ważnego elementu, który byłby normalnie obecny w sygnale o zabarwieniu seksualnym. Brakujący element to może być np. kontakt wzrokowy, obniżony głos, gesty rąk oddzielające pozostałych, lub inne rodzaje „kameralnych” zachowań.
Jeszcze innym sposobem na zmianę charakteru sytuacji jest używanie „sprostowania”, czyli np. nawiązania do żony, chłopaka, narzeczonej.
To wysyła sygnał: „Pamiętaj, jesteśmy tylko przyjaciółmi”.

To myślenie nawiązuje do przekonania dr Scheflen’a że zachowanie można podzielić na konkretne działy które łączą się we wzory zachowań. Jeśli ominiemy niektóre składniki, wzór końcowy jest inny. W tym przypadku zmienia się z seksualnego na aseksualny, ale nadal dotyczy interakcji mężczyzna – kobieta. Ma miejsce pewna biznesowa procedura, ale jest ona doprawiona szczyptą seksualnego kuszenia. Uczestnicy, którzy nie oczekują żadnego seksualnego rezultatu, nadal wykorzystują fakt że jest między nimi różnica płci. Biznesmen używa seksualnej mowy ciała aby nawiązać kontakt, terapeuta aby pomóc w sytuacji terapeutycznej, ale wszyscy oni są świadomi że wykorzystują to zachowanie w celach innych niż „romantyczne”. Jednak nie ma gwarancji, że w żadnej z tych sytuacji nie mogą się rozwinąć jakieś relacje seksualne. Zdarzały się przypadki nauczycieli wchodzących w związki ze swoimi uczniami, biznesmenów z bizneswoman, terapeutów z pacjentami, co dodaje tematowi pikanterii i dwuznaczności.
Te pół-seksualne spotkania (czyli takie w których wysyłamy sygnały prawie identyczne z tymi które wykorzystujemy w sytuacjach związanych ze sferą seksualną) zdarzają się tak często że są wrodzoną częścią naszej kultury. Nie tylko mają one miejsce poza domem, ale też często pomiędzy rodzicami i dziećmi, gospodarzami i gośćmi, nawet pomiędzy dwoma mężczyznami i dwoma kobietami.

Jedną rzeczą o jakiej należy pamiętać, że tego typu zachowania/relacje nie są (i nie powinny być traktowane) na serio. Dlatego też powinniśmy używać wcześniej wspomnianych „sprostowań” oraz innych technik aby obie strony zrozumiały wzajemnie swoje intencje i żeby później nie okazało się, że jedna z osób stwierdzi:
„Ale myślałam/Em że miałaś/eś na myśli…”
A druga będzie musiała zaprotestować: „Ależ nie, wcale nie miałam/em tego na myśli”.
Dr Scheflen zauważa, że niektórzy psychoterapeuci którzy używają w swojej terapii flirtu robią to świadomie, aby zaangażować swoich pacjentów. Niezainteresowana pacjentka może się otworzyć po zastosowaniu seksualnego podejścia (oczywiście chodzi tylko o mowę ciała) poprzez swojego terapeutę. Terapeuta może poprawiać krawat, swoje skarpetki, lub włosy nadając sygnał „stroszenia piórek” aby przekazać seksualne zainteresowania, ale musi oczywiście uświadomić pacjentkę, że tak naprawdę nie ma on żadnych tego typu zamiarów.
Dr Scheflen opisuje sytuację rodziny odwiedzającej terapeutę – matka, córka, babcia i ojciec. Kiedy terapeuta rozmawiał z babcią lub córką, matka, która siedziała pomiędzy nimi, zaczynała nadawać seksualne sygnały poprzez mowę ciała. To przyciągało uwagę terapeuty na nią. Ten rodzaj flirtowania jest bardzo częsty u kobiet, które nie są w centrum uwagi. Wydymała ona usta, zakładała nogę na nogę, kładła rękę na udzie lub pochylała się do przodu.
Kiedy terapeuta nieświadomie odpowiadał na jej „zaloty” poprzez poprawianie krawata lub włosów lub pochylanie do przodu, zarówno dziewczyna jak i babcia zaczynały krzyżowały nogi po obu stronach matki; i w ten sposób „ograniczały ją”. Ona w odpowiedzi zaprzestawała swoich ruchów i opierała się na krześle.
Jednak prawdopodobnie najciekawszy jest fakt, że „ograniczanie” matki przez babkę i córkę następowało po sygnale ze strony ojca – machania przez niego stopą góra-dół! Wszystko to rozgrywało się pomiędzy terapeutą i członkami tej rodziny bez ich świadomości o sygnałach jakie nadawali.
Po dokładnym przestudiowaniu zachowań seksualno-aseksualnych Scheflen doszedł do wniosku ze zwykle mają one miejsce pomiędzy dwójką ludzi kiedy jedna osoba jest czymś zafrapowana lub odwraca się (dosłownie) od drugiej z jakiegoś powodu. W dużej grupie jak rodzina, klasa, lub zebranie biznesowe, takie zachowania mogą też mieć miejsce kiedy jakiś członek grupy jest ignorowany lub wykluczony przez innych. Wykluczony członek grupy może „stroszyć piórka” w seksualny sposób aby na nowo wejść do grupy. Kiedy jakiś członek grupy sam się z niej wycofuje, ta strategia może być też użyta przez resztę grupy, aby przyciągnąć go z powrotem.
Ważną częścią tej kwestii jest wiedza o tych sygnałach, sygnałach ograniczających lub kwalifikujących które oddzielają prawdziwe „zaloty” od zachowań w ogóle z nimi nie związanych. Ponieważ wg Scheflena, są to rzeczy często mylone. To prawda, są ludzie którzy często mają problem z wysyłaniem i interpretowaniem sygnałów seksualnych i ich znaczenia. Ci ludzie, z psychologicznych powodów w sytuacji w której nie wchodzi w grę żadna seksualna sytuacja nadal zachowują się uwodzicielsko szczególnie, kiedy nie powinni. Nie tylko prowokują oni podryw, ale często interpretują sygnały flirtu, kiedy inni wcale nie mają go na myśli. Jest to tzw. typ “droczący się” z którym każdy miał pewnie kiedyś do czynienia, albo dziewczyna która jest przekonana że wszyscy na nią „polują”.
Z drugiej strony, gdy Scheflen informował tych ludzi. którzy nie rozpoznają sygnałów które komunikują, że sytuacja nie ma charakteru seksualnego, że nad interpretują oni sytuację, zamykali się oni w sobie i nieruchomieli w typowych aseksualnych sytuacjach.
Trudno wytłumaczyć jak opanować mowę ciała w tych sytuacjach i jak poprawnie je zinterpretować; jak poprawnie wysłać odpowiednie sygnały „sprostowania” aby wszystko było jasne. Części wiedzy uczymy się, część absorbujemy z kultury. Kiedy z jakiegoś powodu jednostce brakowało kontaktu ze społeczeństwem i nie zdołała się ona nauczyć odpowiednich interpretacji tych sygnałów, może mieć duże kłopoty. Dla takiej osoby mowa ciała może pozostać nieznana świadomym poziomie (nie będzie o niej wiedzieć) i nieużywana na podświadomym poziomie.