Posts Tagged ‘Cierpienie’

David Buss porusza zagadnienia dotyczące oczekiwań względem płci przeciwnej, budowania związków, doboru w pary, a także rozstań i zdrady. Jeśli jesteś zainteresowany taką tematyką to znajdziesz w tej książce kilka, a może wiele informacji, które pozwolą Ci dostrzec niektóre motywy postępowania własnego i innych ludzi oraz zrozumieć czemu do tej pory działo się tak, a nie inaczej.

Poniżej kilka fragmentów:

Prezentowanie zasobów

W świecie zwierząt demonstrowanie posiadanych zasobów jest dość powszechnym zachowaniem samców. Na przykład samce kukawki srokatej (Geococcyx californianus) łapią myszy czy niedojrzałe szczury, ogłuszają je lub zabijają, po czym oferują je samicom. Nie przekazują jednak prezentu, poprzestając na wyczekującym krakaniu i kiwaniu ogonem. Przekazanie żywności następuje dopiero po kopulacji; samica zjada „prezent”, co ma jej pomóc wysiedzieć jaja właśnie zapłodnione przez samca (Kevles, 1986). Jeżeli samcowi nie uda się upolować właściwego prezentu, nie uda mu się też i przystąpić do kopulacji.
Również mężczyźni dokładają starań, by zaprezentować swoje zasoby kobietom i dzięki temu przywabić je do siebie. W badaniach nad taktykami wabienia partnera prosiliśmy kilka setek studentów i studentek różnych uniwersytetów (kalifornijski, Harvarda, Michigan) o opisanie taktyk, które sami stosują i które zaobserwowali u innych. Wśród opisanych taktyk znalazły się takie zachowania, jak chwalenie się własnymi osiągnięciami, opowiadanie o ważności własnej pracy, okazywanie sympatii i zrozumienia innym, nawiązywanie kontaktu wzrokowego czy noszenie seksownych ubrań. Zespół czworga badaczy podzielił następnie te ponad sto zachowań na dwadzieścia osiem wyodrębniających się kategorii. Na przykład kategoria „prezentowanie sprawności fizycznej” obejmowała takie zachowania, jak podnoszenie ciężarów na pokaz, otwieranie mocno zamkniętych słojów i opowiadanie o własnych sukcesach sportowych. Wreszcie poprosiliśmy sto par małżeńskich i dwieście studentów i studentek stanu wolnego o ocenę skuteczności każdej z tych taktyk jako sposobu na przyciągnięcie płci przeciwnej (do związku przelotnego lub stałego) i ocenę, jak często każda taktyka jest stosowana przez nich samych, przez ich przyjaciół i małżonków (Buss, 1988a; Schmitt, Buss, 1996). Przedmiotem podobnie skonstruowanego badania były też taktyki zwalczania konkurencji – najpierw poprosiliśmy badanych o opisanie własnych i cu-dzych praktyk, po czym również sklasyfikowaliśmy je w dwadzieścia osiem różnych kategorii. Na przykład kategoria „podważanie inteligencji konkurenta” polegała na takich zachowaniach, jak doprowadzenie do sytuacji, w której konkurent wyjdzie na głupca, mówienie innym, że jest tępy czy że „ma nie po kolei w głowie”. Na koniec i tutaj poprosiliśmy sto małżeństw i ponad trzysta studentów i studentek o ocenę skuteczności i częstości stosowania tych taktyk (Buss, Dedden, 1990).
Jedną z taktyk stosowanych przez mężczyzn okazało się prezentowanie własnych zasobów – przechwalanie się wysokością zarobków i osiągnięciami, wydawanie dużych sum pieniędzy celem wywarcia na kobiecie odpowiedniego wrażenia, jeżdżenie drogim samochodem, opowiadanie o ważności wykonywanej pracy. Innym sposobem jest zawyżanie przed kobietami własnej pozycji zawodowej i perspektyw kariery. Pokazywanie zasobów jest więc strategią przyciągania płci przeciwnej stosowaną nie tylko przez ptaki, lecz i przez mężczyzn.
Mężczyźni starają się też pomniejszyć wagę zasobów, którymi dysponują konkurenci, mówiąc kobietom, że rywal jest biedny, nie ma pieniędzy, nie wykazuje ambicji i jeździ tanim samochodem. Kobiety w mniejszym stopniu stosują tę taktykę obniżania wartości rywalek, a jeżeli nawet, to jest ona oceniana jako mniej skuteczna w wydaniu kobiet niż mężczyzn.
Kluczową rolę odgrywa też dostosowanie taktyki do przelotnego bądź trwałego charakteru związku. Próby oszołomienia kobiety własnymi zasobami już na początku znajomości (kosztowna kolacja podczas pierwszej randki, cenne prezenty, szastanie pieniędzmi) są skuteczniejsze przy pozyskiwaniu partnerki związku przelotnego niż trwałego. W barach dla samotnych częstym sposobem wabienia partnerki jest fundowanie jej drinka, a im droższy drink, tym bardziej jest skuteczny; podobnie skuteczną strategią jest dawanie wysokich napiwków kelnerowi, co pokazuje kobiecie szczodrość i zasobność mężczyzny (Cloyd, 1976).
W kontekście związku trwałego skuteczniejszą taktyką mężczyzny jest natomiast pokazywanie własnej pracowitości czy opowiadanie o ambitnych planach życiowych. Podważanie wartości zasobów konkurenta również jest taktyką skuteczniejszą w kontekście pozyskiwania partnerki długotrwałej niż przelotnej – podważanie ambicji życiowych i umiejętności zawodowych konkurenta zniechęca do niego kobietę, jeżeli idzie o małżeństwo, ale nie o przelotny seks. Pasuje to oczywiście doskonale do poprzednio omówionych upodobań kobiet, które pragną natychmiastowego dostępu do zasobów mężczyzny w kontakcie przelotnym, a dobrych, choć niekoniecznie natychmiast realizowanych perspektyw na przyszłość w wypadku związku trwałego.
Noszenie kosztownego ubrania działa natomiast jednako dobrze w obu kontekstach. W pewnym badaniu wyświetlano kobietom zdjęcia mężczyzn ubranych w drogie trzyczęściowe garnitury, markowe dżinsy czy marynarki bądź też ubranych w odzież tanią. Ci pierwsi bardziej się kobietom podobali (Hill, Nocks, Gardner, 1987; Townsend, Levy, 1990), zarówno jako kandydaci na męża, jak i na przelotnego partnera, ponieważ drogie ubranie zdaje się sygnalizować zasoby zarówno natychmiastowo dostępne, jak i trwałe. Antropologowie John M. Townsend i Gary Levy stwierdzili powszechność takiego właśnie oddziaływania ubioru mężczyzn na kobiety we wszelkich relacjach damsko-męskich, od pójścia na kawę do małżeństwa. Pokazywali różnym kobietom zdjęcia tych samych mężczyzn ubranych albo w tani uniform Burger Kinga, albo w kosztowny blezer, białą koszulę i wykwintny krawat oraz zegarek firmy Rolex. Kobiety nie chciały z tymi pierwszymi ani umówić się na randkę, ani nawiązać przelotnego kontaktu, ani wyjść za nich za mąż. Ci drudzy, owszem, nadawali się do wszystkich tych trzech celów, mimo że byli to dokładnie ci sami mężczyźni, tyle że inaczej ubrani.
Ważność pokazywania przez mężczyznę zasobów materialnych nie ogranicza się oczywiście do kultur Zachodu. Antropolog A.R. Holmberg napotkał wśród boliwijskich Indian Siriono pewnego szczególnie marnego myśliwego, którego już kilka kolejnych żon zdążyło porzucić na rzecz lepszych myśliwych i który w związku z tym spadł na bardzo niską pozycję w plemiennej hierarchii. Kiedy jednak Holmberg zaczął z nim wspólnie polować i nauczył go posługiwania się bronią palną, wzrost łowieckich umiejętności owego Indianina spowowodował, że zaczął on w końcu „cieszyć się najwyższym szacunkiem współplemieńców, pozyskał kilka partnerek seksualnych i zaczął ubliżać innym, miast samemu wysłuchiwać ich obelg” (Holmberg, 1950, s. 58).
Siła oddziaływania zasobów mężczyzny nie jest też niczym nowym. Dwa tysiące lat temu Owidiusz zauważał nie bez melancholii: „Chcemy solidniejszych darów / chociaż poezję chwalimy / Nawet dziki barbarzyńca / nieogładzony, nieczuły / może być pewien triumfu /jeśli ma pełne szkatuły / Żyjemy dziś w złotym wieku / Wszystko otrzymasz za złoto / Ta, co nawet słynie cnotą / nagradza złoto pieszczotą” (Owidiusz Sztuka kochania, tłum. Julian Ejsmond, Warszawa 1987). Wciąż jeszcze żyjemy w tym złotym wieku.

(…)

Skuteczną taktyką przyciągania męskiej uwagi jest też nawiązywanie przez kobietę kontaktu wzrokowego. Mężczyźni uważają wpatrywanie się im w oczy przez nieznajomą za jedną ze skuteczniejszych taktyk pozyskania ich na partnera prze­lotnego kontaktu. Kobiety uważały jednak tę taktykę za jedynie umiarkowanie skuteczną w wykonaniu mężczyzny (w połowie siedmiostopniowej skali). Inicjo­wanie kontaktu wzrokowego przez kobietę zdaje się więc być dla mężczyzn sy­gnałem jej dostępności seksualnej, a mężczyźni są mocno wyczuleni na wszelkie oznaki tego rodzaju. W jednym z badań nagrywano przebieg kontaktu mężczyzny z nieznajomą kobietą, która w pewnym momencie spoglądała mu z uśmiechem w oczy (Abbey, 1982). Badanym odtwarzano zapis tego kontaktu i proszono ich
0 ocenę jej intencji. Choć kobiety oceniały zachowanie aktorki jako wyraz jedynie przyjazności, mężczyźni to samo zachowanie uważali za uwodzicielski objaw erotycznego zainteresowania. Z uwagi na taką męską interpretację nawiązywania; kontaktu wzrokowego przez kobietę, zachowanie to może być skuteczniejszym sposobem pozyskiwania zainteresowania partnera przelotnego niż stałego. W wypadku tego ostatniego skuteczniejsze może być unikanie kontaktu wzrokowe­go, sygnalizujące mężczyźnie niedostępność i brak zainteresowania przelotnym seksem.
Tak jak sygnalizowanie seksualnej dostępności jest kobiecą taktyką pozyski­wania przelotnego partnera, tak kwestionowanie dostępności jest kobiecą takty­ką zwalczania konkurencji w kontekście takich kontaktów. Studentki na przy­kład starają się zdeprecjonować rywalki, tłumacząc mężczyźnie, że „tamta” tylko udaje i zabawia się mężczyznami, a w rzeczywistości jest oziębła i nie intere­suje się seksem. Usiłują więc przekonać mężczyznę, że niepotrzebnie traci czas i energię, gdyż i tak nie uzyska u rywalki tego, o co mu idzie. Ta strategia zwal­czania konkurencji częściej stosowana jest przez kobiety niż mężczyzn. Kobie­ty nierzadko twierdzą, że ich rywalki są ozięble, pruderyjne i purytańskie. Stra­tegia ta nie jest skuteczna w wypadku inicjowania trwałego związku, choć dobrze działa w kontekście kontaktów przelotnych, ponieważ kwestionowa­nie seksualnej dostępności rywalki sygnalizuje mężczyźnie bezowocność jego wysiłków.
Informowanie, że rywalka tylko zabawia się mężczyznami, próbując ich „roz­palić do białości”, ma też z punktu widzenia kobiety i ten walor, że wcale nie sy­gnalizuje wierności rywalki na dłuższą metę. Przeciwnie, sugeruje raczej nielojalność i wykorzystywanie udawanej dostępności seksualnej celem pozyskania od mężczyzny korzyści, które nie zostaną potem „opłacone” rzeczywistym kontaktem seksualnym. Mężczyźni unikają oziębłości i skłonności do manipulacji także u stałych partnerek. Stąd też taktyka deprecjonowania rywalki za pomocą insynu­acji, że faktycznie tylko udaje ona dostępność seksualną, by wycofać się, gdy „przyjdzie co do czego”, jest skuteczna w zwalczaniu konkurencji w kontaktach przelotnych, a równocześnie i ewentualnych kontaktach trwałych.
Mae West wyraziła się kiedyś, że inteligencja jest wielką zaletą kobiety, pod warunkiem, że potrafi ją ukryć. Zdaje się to być prawdą w odniesieniu do pozy­skiwania partnerów przelotnych. Kobiety często odgrywają rolę istot uległych, bezbronnych, a nawet głupich, celem pozyskania przelotnego partnera – pozwala­ją mu przejmować inicjatywę w rozmowie, udają roztrzepanie i naiwność. Studen­ci uważają tego rodzaju taktyki za umiarkowanie skuteczne w pozyskiwaniu męż­czyzny dla kontaktu przelotnego, choć za zupełnie nieskuteczne w pozyskiwaniu stałego partnera (średnie oceny 3,35 i 1,62 na siedmiostopniowej skali skuteczno­ści). Ujawnianie bezradności i uległości przez mężczyzn jest natomiast wybitnie nieskutecznym środkiem pozyskiwania partnerek zarówno przelotnych, jak i sta­łych (średnie oceny skuteczności: 1,60 i 1,31).
Uległość kobiety sygnalizuje mężczyźnie, że nie musi się obawiać jej wrogiej reakcji na własne awanse (Givins, 1978), że ma jej pozwolenie na zapoczątkowa­nie kontaktu. Rozszerza to znacznie pulę ewentualnych kandydatów o tych, którzy są niezbyt odważni czy wytrwali, powiększając możliwości dokonywania wybo­rów przez kobietę i szansę wybrania sobie lepszego partnera. Uległość może też sygnalizować mężczyźnie, że bez trudu zapanuje nad kobietą i podporządkuje ją swym pragnieniom. Ponieważ w kontekście kontaktów przelotnych pragnienia te mają charakter głównie seksualny, uległość sygnalizuje zwiększoną dostępność seksualną kobiety i możliwość seksu bez kosztów zaangażowania. Stereotyp „głu­piej blondynki” może jednak wprowadzać w błąd – taki sposób prezentowania siebie przez kobietę sygnalizuje nie tyle brak inteligencji, ile brak barier w dostę­pie do niej, także seksualnym.
Sygnalizowanie nasilonej dostępności seksualnej bywa częścią rozleglejszej intrygi w celu pozyskania przez kobietę trwałego partnera. Czasami jedynym spo­sobem kobiety na przyciągnięcie początkowej uwagi mężczyzny jest oferowanie łatwego dostępu seksualnego, pozornie niepociągającego za sobą żadnych kosz­tów z jego strony. Jeżeli koszty zdają się wystarczająco małe, mężczyzna zostaje bez trudu przywabiony do kontaktu wyglądającego na przelotny. Kiedy już kon­takt taki zostanie nawiązany, kobieta może na różne sposoby uzależniać mężczyz­nę od siebie, stale podnosząc jego korzyści z pozostania, a koszty z opuszczenia związku. Tak więc to, co początkowo wyglądało na seks bez zobowiązań, posłu­żyć może w istocie jako wabik służący powiększaniu zaangażowania mężczyzny. Ponieważ mężczyźni są tak bardzo nastawieni na pozyskiwanie seksu przelotne­go, kobiety mogą wykorzystywać ten mechanizm celem zwabienia ich do trwałe­go związku.

(…)

Na zazdrość seksualną składają się uczucia stanowiące reakcję na spostrzega­ne niebezpieczeństwo grożące naszemu związkowi. Dostrzeżenie niebezpieczeń­stwa prowadzi do pomniejszających lub usuwających je działań – od wzmożenia czujności w poszukiwaniu oznak niewierności drugiej strony do przemocy w sto­sunku do partnera lub rywala (Dały, Wilson, 1988, s. 182). Zazdrość wzbudzają sygnały zainteresowania rywali partnerem bądź też oznaki niewierności partnera czy tylko zainteresowania ewentualnymi rywalami. Funkcją wzbudzonych tymi oznakami emocji – gniewu, smutku, upokorzenia – jest albo odcięcie się od rywa­la, albo powstrzymanie własnego partnera przed dezercją ze związku.

Mężczyźni, którzy nie potrafili rozwiązać tego problemu adaptacyjnego, sta­wali nie tylko w obliczu bezpośrednich strat „reprodukcyjnych”, lecz również ry­zykowali utratą reputacji i pozycji społecznej, co w wypadku rejterady partnerki mogło im poważnie utrudniać pozyskanie następnej. Już u starożytnych Greków „niewierność żony ściągała hańbę na głowę męża, określanego wówczas obraźliwym mianem keratos (rogacz), oznaczającym słabość i nieadekwatność… Choć opinia społeczna dopuszczała tolerowanie zdrady męża przez żonę, tolerowanie niewierności żony przez męża było niedopuszczalne i ściągało nań drwiny jako zachowanie niemęskie” (Safilios-Rotschild, 1969, s. 78-79). Mężczyźni zdradzani są powszechnym przedmiotem kpin.

Zapewne z powodu asymetrii pewności ojcostwa i macierzyństwa większość dotychczasowych badań skupiała się na zazdrości seksualnej mężczyzn, choć jest ona doświadczana, oczywiście i przez kobiety. Kontakt partnera z inną kobietą mo­że, bowiem zawsze doprowadzić do wycofania przezeń własnych zasobów i skiero­wania ich na rywalkę i jej dzieci. Mężczyźni i kobiety nie różnią się ani częstością, ani natężeniem przeżywanej zazdrości, jak to wykazało na przykład badanie stu pięćdziesięciu par, które poproszono o opisanie własnego poziomu zazdrości o płeć przeciwną (White, 1981). Podobne wyniki uzyskano w badaniu ponad dwóch ty­sięcy osób z Węgier, Irlandii, Meksyku, Holandii, byłego Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych i dawnej Jugosławii, które to osoby proszono o podanie własnych reakcji na różne wyobrażane scenariusze zdrady. Mężczyźni i kobiety ze wszystkich siedmiu krajów podawali jednakowo negatywne reakcje na wyobraże­nie flirtu lub stosunku seksualnego drugiej strony z kimś innym. Nie różnili się też intensywnością reakcji na wyobrażane sceny, w których partner obejmuje rywalkę czy tańczy z nią, choć reakcje na te sceny były oczywiście mniej negatywne od re­akcji na flirt i stosunek seksualny. We wszystkich krajach mężczyźni i kobiety zda­ją się, więc jednako reagować zazdrością w odpowiedzi na grożące ich związkom niebezpieczeństwo (Buunk, Hupka, 1987).

Pomimo tych podobieństw, mężczyźni i kobiety ujawniają jednak intrygujące różnice, co do treści zdarzeń prowokujących zazdrość. W jednym z badań poproszono dwadzieścia kobiet i dwudziestu mężczyzn o odegranie roli w wywołują­cym zazdrość scenariuszu(Teisman, Mosher, 1978). Zanim jednak do tego doszło, badanych poproszono o wybranie najbardziej prowokującego scenariusza spośród kilku przedstawionych. Aż siedemnaście kobiet wybrało scenariusz, w którym niewierny partner poświęcał swój czas i zasoby materialne rywalce, a jedynie trzy scenariusz, w którym dochodziło wyłącznie do zdrady seksualnej. Mężczyźni wy­bierali natomiast dokładnie na odwrót – tylko czterech wybrało scenariusz zawie­rający poświęcanie czasu i energii, aż szesnastu – zdradę czysto seksualną. Bada­nie to dostarczyło pierwszej wskazówki, że choć zazdrość typowa jest i dla kobiet, i dla mężczyzn, każda z płci może ją przeżywać z odmiennych powodów. U ko­biet powody te dotyczą problemu pozyskiwania od mężczyzny niezbędnych zaso­bów materialnych, u mężczyzn – problemu pewności własnego ojcostwa.

(…)

Niepowtarzalność ludzkich strategii ma swoje źródło także i w tym, że pozo­stawanie razem przynosi reprodukcyjne korzyści obu płciom i dla obu płci korzy­ści te przeważają nad zyskami ze zmiany partnera. W rezultacie taktyki utrzymywania partnera przy sobie uprawiane są i przez mężczyzn, i przez kobiety (u owa­dów uprawiają je z reguły jedynie samce). Ponieważ ludzie kojarzą się zwykle z osobami o podobnym poziomie wartości reprodukcyjnej, obie strony mają zwy­kle mniej więcej tyle samo do stracenia wskutek rozpadu związku (Buss, 1988b; Buss, Barnes, 1986; Kenrick i in., 1993). Ludzie rozwinęli, więc wiele sobie tylko właściwych taktyk utrzymywania partnera przy sobie. Jedne z najważniejszych to system wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem w postaci zazdrości seksualnej oraz zaspokajanie pragnień partnera.

(…)

Ponadto mężczyźni mają niepokojącą skłonność do ogromnego niedoceniania, jak dalece agresja seksualna jest przykra dla kobiet. Wszystkie tego rodzaju akty agre­sji mężczyźni uznają za znacznie mniej przykre dla kobiet, niż uważają same ko­biety. Jest to oczywiście drzemiące zarzewie konfliktu – niedocenianie bolesności wymuszonego seksu stanowić może jeden z czynników powodujących brak empa­tii mężczyzn dla ofiar gwałtu (Zahavi, 1977). Drastyczną ilustracją tego braku jest pozbawiona serca (i sensu) wypowiedź pewnego teksańskiego polityka, który stwierdził, że jeżeli kobieta nie może uciec przed gwałtem, powinna leżeć spokoj­nie i starać się przynajmniej mieć z niego przyjemność.

Z kolei kobiety przeceniają stopień, w jakim mężczyznom sprawia przykrość skierowana na nich kobieca agresja seksualna – kobiety oceniają ją na 5,13, sami mężczyźni – jedynie na 3,02 (Blumstein, Schwartz, 1983). Tak więc zarówno męż­czyźni, jak i kobiety nie doceniają zdania płci przeciwnej i niezbyt dobrze je rozu­mieją. Obie płcie skłonne są widzieć reakcje płci przeciwnej raczej na obraz i po­dobieństwo swoich własnych odczuć. Mężczyźni sądzą, że kobiety w sprawach agresji seksualnej są bardziej męskie, niż to jest w istocie, a podobny błąd – zmie­niwszy, co trzeba – popełniają i kobiety. Rozpowszechnienie informacji o faktycz­nych odczuciach kobiet wśród mężczyzn i o faktycznych odczuciach mężczyzn wśród kobiet mogłoby, więc stanowić choćby drobny krok na drodze zmniejszania konfliktu między płciami.

W pewnym sensie odwrotnością agresji seksualnej jest oziębłość czy wycofy­wanie się z seksu, o co ustawicznie kobiety oskarżane są przez mężczyzn. Narze­kają oni na takie ich zachowania, jak celowe rozbudzanie mężczyzny, by potem się wycofać z kontaktu, złośliwe flirtowanie na niby czy odmawianie kontaktu seksualnego. Tego rodzaju zachowania oceniane są przez mężczyzn jako wyraźnie przykre (5,03), choć przez kobiety widziane są jako tylko umiarkowanie przykre (4,29). Wycofanie się z seksu jest, więc przykre dla obu płci, choć wyraźnie bar­dziej dla mężczyzn.

Z punktu widzenia kobiet wycofywanie się z seksu spełniać może szereg fun­kcji. Najbardziej oczywistą jest pozostawianie sobie możliwości wyboru między mężczyznami o dużej wartości, gotowymi do zaangażowania uczuciowego i mate­rialnego. Kobiety wycofują się z seksu z pewnymi mężczyznami po to, by zaanga­żować się weń z innymi, których same wybrały. Za pomocą wycofania się z seksu kobiety podwyższają również swoje znaczenie dla mężczyzny – w myśl zasady, że niedostępność każdego dobra podnosi jego wartość. Jeżeli jedynym sposobem po­zyskania kobiety przez mężczyznę będzie poczynienie poważnych inwestycji, poczyni je. Ale jest to następne zarzewie konfliktu między mężczyzną pragnącym szybkiego seksu bez zobowiązań a kobietą, która wycofuje dostępność seksualną, by pozyskać właśnie emocjonalne zobowiązanie mężczyzny.

(…)

Złe traktowanie drugiej strony jest oczywiście taktyką bardzo niebezpieczną. Choć zasadniczym jej celem jest powiększenie zaangażowania partnerki i przy­muszenie jej do działań na rzecz męża, taktyka ta może łatwo przynieść skutki od­wrotne od zamierzonych i doprowadzić do ucieczki kobiety, gdy dojdzie ona do wniosku, że nic gorszego i tak już jej spotkać nie może. Być może właśnie, dlatego mężowie bijący żony często je potem przepraszają, nierzadko plącząc i obiecując poprawę (Dały, Wilson, 1988; Russell, 1990). Tego rodzaju działania służą po­wstrzymaniu żony przed ucieczką.

Bicie żon spotykane jest w wielu kulturach. Wśród Indian Yanomamo zdarza się często, że mężczyźni biją swoje żony kijami za takie „wykroczenia”, jak opie­szałość w podawaniu herbaty (Chagnon, 1983). Co ciekawe, kobiety z tego ple­mienia uważają nierzadko bicie za objaw gorących uczuć mężowskich – interpre­tacja, której zapewne nie podzielają współczesne Amerykanki. Niezależnie od interpretacji, tego rodzaju działania służą podporządkowaniu żony mężowi.

Inną formą złego traktowania drugiej strony jest szydzenie z jej wyglądu. Zdarza się to zaledwie u 5% nowo poślubionych mężczyzn, ale w piątym roku małżeństwa odsetek ten jest już czterokrotnie wyższy. Zważywszy, jak ważny dla kobiet jest ich wygląd, cios wymierzony w ten punkt jest wyjątkowo bolesny. Funkcją takiego postępowania mężczyzny jest zapewne obniżanie mniemania żo­ny o samej sobie, a przez to powstrzymywanie jej od angażowania się w kontakty pozamałżeńskie.

Złe traktowanie partnerek można więc wyjaśnić na gruncie myślenia ewolucjonistycznego adaptacyjnymi funkcjami takiego postępowania. Zrozumienie fun­kcji i celów takiego zachowania nie oznacza jednak wcale jego akceptacji czy aprobaty, podobnie jak to jest i z innymi rodzajami destruktywnego postępowania. Wręcz przeciwnie, zrozumienie przyczyn i warunków pojawiania się takich niepo­żądanych zachowań może przyczynić się do skuteczniejszego im przeciwdziała­nia. Złe traktowanie partnerek przez mężczyzn ma swoje korzenie biologiczne, ale nie jest to w żadnym sensie zachowanie ani konieczne (niczym odruch kolanowy), ani niemożliwe do zmiany. Jego pojawianie się zależy od różnych okoliczności, w tym także od szczególnych cech charakteru mężczyzn. W badaniach nad nowo­żeńcami stwierdziliśmy na przykład, że mężczyźni nieufni i niestabilni emocjo­nalnie czterokrotnie częściej źle traktują swoje żony, niż mężczyźni emocjonalnie stabilni i pozbawieni podejrzliwości. Inne czynniki nasilające poniewieranie żon przez mężów to odizolowanie żony od jej krewnych, brak sankcji prawnych gro­żących mężczyźnie za takie postępowanie, czy sytuacja, w której atrakcyjność żo­ny znacznie przewyższa atrakcyjność jej męża, co nasila się jego lęk przed opuszcze­niem. Zidentyfikowanie okoliczności nasilających szansę złego traktowania kobiety przez męża może być pierwszym krokiem w kierunku przeciwdziałania temu niepożądanemu zjawisku

(…)

Sytuacją, w której stosunkowo często dochodzi do gwałtu, jest randka. Jedno z badań ujawniło, że prawie 15% studentek doświadczyło gwałtu podczas randki. Inne badanie trzystu czterdziestu siedmiu kobiet ujawniło zaś, że sprawcami aż 63% gwałtów są „chłopcy”, narzeczeni czy mężowie ofiar (Gavey, 1991). Najbar­dziej rozległe z dotychczasowych badań nad tym problemem ujawniło, że spośród prawie tysiąca zamężnych kobiet, 14% zostało zgwałconych przez swoich mężów (Russell, 1990). Daleko, więc do tego, by gwałt można było uważać za przestęp­stwo popełniane jedynie przez nieznajomych czyhających w ciemnych alejkach. Jest on zjawiskiem nierzadkim w kontekście kojarzenia się ludzi w pary, stano­wiącym przedmiot zainteresowania tej książki.

(…)

Ewolucyjny wyścig zbrojeń

Kontakty mężczyzn z kobietami nękane są więc licznymi konfliktami – od poty­czek o dostęp seksualny w parach przedmałżeńskich, przez walki o zaangażo­wanie i inwestycje zasobów wśród par małżeńskich, do zaczepek seksualnych w miejscu pracy i gwałtu pośród znających się osób i nieznajomych. Źródła znacznej większości tych konfliktów znaleźć można w odmienności ewolucyjnie wykształconych strategii seksualnych obu płci. Strategie typowe dla jednej płci często utrudniają realizację celów drugiej strony.

Obie strony konfliktu wykształciły w trakcie ewolucji szereg mechanizmów reagowania na utrudnianie własnych celów przez postępowanie drugiej strony. Należą do nich przede wszystkim takie emocje, jak gniew, smutek i zazdrość. Ko­biety najsilniej reagują gniewem na mężczyzn wtedy, kiedy ich postępowanie uniemożliwia im realizację ich własnych strategii postępowania, kiedy mężczyźni na przykład próbują wymusić seks i poniżają je. Podobnie mężczyźni reagują gniewem na utrudnianie im realizacji ich własnych strategii seksualnych, kiedy kobiety odtrącają ich zaloty, odmawiają seksu czy podrzucają „kukułcze jaja”.

Wszystkie te potyczki prowadziły w trakcie ewolucji naszego gatunku do swoistej „spirali zbrojeń” obu płci. Na każdy postęp umiejętności mężczyzn do wprowadzania kobiet w błąd, te odpowiadały rozwojem większych umiejętności wykrywania oszustwa. Na każdą, coraz to trudniejszą próbę, na którą kobiety wy­stawiały mężczyzn, by sprawdzić siłę ich uczuć i zaangażowania, mężczyźni od­powiadali wzrostem umiejętności udawania oznak zaangażowania. A to prowadzi­ło do dalszego wzrostu wrażliwości kobiet na tego rodzaju próby wprowadzenia ich w błąd. Każde ulepszenie w realizacji strategicznych celów jednej płci spoty­kało się z analogiczną reakcją drugiej. Ponieważ zaś strategie seksualne obu płci są częściowo odmienne, owa ewolucyjna spirala zdaje się nie mieć końca.

Ewolucyjnie wykształcona zdolność do reagowania negatywnymi emocja­mi i cierpieniem na przeszkody w realizowaniu własnych strategii seksualnych pozwalają kobietom i mężczyznom działać w sposób pomniejszający ich własne koszty. Czasami oznacza to wycofanie się z dotychczasowego związku.

(…)

Harmonia między kobietą a mężczyzną

 Cokolwiek zostało uczynione przez jakąkolwiek jednostkę w historii ludzkiego gatunku, wyznacza minimalną granicę naszych możliwości. Granica maksymalna — jeżeli w ogóle istnieje —pozostaje całkowitą niewiadomą

John Tooby i Leda Cosmides The Adapted Mind

Kluczowym przesłaniem niniejszych rozważań nad ludzkimi strategia­mi seksualnymi jest idea, że strategie te są ogromnie plastyczne i wrażliwe na kontekst społeczny. Wykształcając różne nasze mecha­nizmy psychologiczne, ewolucja wyposażyła nas w szeroki repertuar zmiennych zachowań pozwalających rozwiązywać różne problemy adaptacyjne związane z doborem partnerów. Z repertuaru tego możemy wybierać dowolne za­chowania pozwalające spełnić nasze pragnienia przy uwzględnieniu konkretnych warunków, w których do spełnienia tych pragnień dochodzi. Tak więc w dziedzi­nie seksu żadne zachowanie nie jest nieuniknione czy wyznaczone nieuchronnym programem genetycznym – ani niewierność czy monogamia, ani przemoc czy ła­godność, ani zazdrosne strzeżenie drugiej strony czy obojętność. Mężczyźni nie są nieodwołalnie skazani na pogoń za przelotnym seksem z licznymi partnerkami, podobnie jak kobiety nie są skazane na wyśmiewanie mężczyzn nieskłonnych do stałego zaangażowania. Nie jesteśmy niewolnikami na zawsze przypisanymi do ról płciowych wyznaczonych przez ewolucję. Znajomość warunków aktywizują­cych każdą ze strategii postępowania umożliwia nam dowolne decydowanie, którą z nich realizować, a którą pozostawić jedynie niewykorzystaną możliwością.

Zrozumienie powodów, dla których seksualne strategie w nas się wykształciły, dostarcza nam potężnego narzędzia umożliwiającego zmienianie naszego własnego postępowania, podobnie jak poznanie fizjologii ludzkiego ciała umożliwia nam wprowadzanie zmian w jego funkcjonowaniu. Wiedząc, co i dlaczego powoduje powstawanie odcisków, możemy ich uniknąć. Podobnie wiedząc, że funkcją zazdrości u mężczyzn jest zapewnienie sobie ojcostwa rodzonych przez partnerkę dzieci, a u kobiet — zapewnienie sobie wyłączności dostępu do zasobów partnera, możemy przewidzieć, które warunki najbardziej będą zazdrości sprzyjały, a w konsekwencji warunków tych unikać. Dysponując tą wiedzą, możemy skonstruować nasz związek w taki sposób, że zazdrość nie będzie w nim wielkim problemem.

W dotychczasowych rozdziałach tej książki posługiwałem się danymi empi­rycznymi na temat stosowanych przez ludzi taktyk przyciągania, pozyskiwania, utrzymywania przy sobie i porzucania partnera celem zbudowania ogólnej teorii ludzkich zachowań seksualnych. Choć nie stroniłem od spekulacji, w zasadzie sta­rałem się ograniczać do ustalonych faktów. W tym rozdziale wychodzę poza owe fakty, próbując pokazać ich szersze implikacje dla kontaktów społecznych w ogó­le, a szczególnie dla kontaktów między kobietami a mężczyznami.

Różnice między płciami

Ponieważ kobiety i mężczyźni stawali w ewolucyjnej przeszłości naszego gatunku przed ogromną liczbą identycznych wyzwań, większość wykształconych przez obie płcie mechanizmów adaptacyjnych jest jednakowa. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni pocą się i doznają dreszczy w trakcie regulacji temperatury ciała, po­dobnie jak obie płcie wysoko cenią sobie inteligencję i niezawodność u stałego partnera życiowego, a także jego lojalność, rzetelność czy skłonność do współpra­cy. Na tle tych licznych podobieństw tym bardziej wyraziste stają się różnice mię­dzy kobietami a mężczyznami. Występują one w takim zakresie, w jakim nasi praprzodkowie różnych płci stawali przed odmiennymi problemami przystoso­wawczymi, które musiały zostać rozwiązane odmiennymi sposobami. Ponieważ na pradawne kobiety spadał główny ciężar opieki nad dzieckiem, to u nich wykształ­ciły się gruczoły mleczne. Ponieważ do zapłodnienia dochodzi wewnątrz ciała ko­biety, to pradawni mężczyźni stawali przed problemem pewności własnego ojco­stwa. Doprowadziło to do wykształcenia się u nich szczególnej preferencji do seksualnej wierności partnerek i psychologicznych mechanizmów zazdrości skon­centrowanej na niewierności seksualnej oraz skłonności do wycofywania własnego zaangażowania w wypadku podejrzeń, że podrzucono im „kukułcze jajo”. Wszyst­ko to wyraźnie ich odróżnia od kobiet (Baker, Bellis, 1995; Buss, Schmitt, 1993; Betzing, 1989).

Niektóre z różnic między płciami są niezbyt przyjemne. Kobiety nie lubią być traktowane jako obiekty seksualne cenione za piękno i młodość, a więc wła­ściwości, na które w przeważającej mierze nie mają żadnego wpływu. Mężczy­źni nie lubią być traktowani jako narzędzie sukcesu cenione za grubość portfela i wysokość zajmowanej pozycji społecznej. Niewątpliwe bolesne jest być żoną mężczyzny, którego pogoń za seksualną różnorodnością skłania do niewierności, podobnie jak być mężem kobiety, którą do niewierności skłania poszukiwanie emocjonalnej bliskości z innym mężczyzną. I dla kobiet, i dla mężczyzn bolesne jest doświadczenie odrzucenia przez płeć przeciwną wskutek braku cenionych przez nią właściwości.

Dość powszechnie przyjmowane założenie nauk społecznych o jednakowości obu płci nie daje się utrzymać w świetle obecnie znanych faktów. Zważywszy siłę ewolucyjnych presji oddziaływujących w odmienny sposób na kobiety i mężczyzn przez tysiące pokoleń, oczekiwanie takiej jednakowości byłoby oczywiście zupełnie pozbawione realizmu. Dziś nie można już wątpić w zasadnicze różnice między płciami – z silniejszą preferencją mężczyzn do partnerek młodych, urodziwych i licznych oraz z silniejszą preferencją kobiet do mężczyzn wysoko stojących w hie­rarchii, zasobnych i skłonnych do dzielenia się swymi zasobami tylko z nimi. Męż­czyźni i kobiety różnią się znacznie strategiami przyciągania, pozyskiwania i utrzy­mywania przy sobie drugiej strony. Wszystkie te różnice zdają się mieć po­wszechny, w dużym stopniu ponadkulturowy charakter i decydują o kształcie poży­cia obu płci.

Niektórzy ludzie starają się różnicom tym przeczyć w nadziei, że po zamknię­ciu oczu znikną i same różnice. Zaprzeczanie ich istnieniu nie na wiele się jednak zda, a harmonijne współżycie obu płci będzie możliwe dopiero wtedy, kiedy róż­nice te dobrze zrozumiemy, pojmując w ten sposób także i odmienność pragnień kobiet i mężczyzn.

Fragment książki „Jak skutecznie przekonywać” – Gerry Spence

Jak skutecznie przekonywać - Gerry Spence

Rozdział 13 PRZEKONYWANIE NAJBLIŻSZYCH Miłość i wojna

BLOKADA: Jeśli nie staniesz w obronie swych praw i tego, czego pragniesz, jeśli nie zajmiesz zdecydowa­nej postawy, rozniosą cię, rozjadą jak cięża­rówka zająca. Musisz walczyć, żeby przetrwać.

KLUCZ: Magiczna ironia wystąpienia w świecie miłości polega na tym, że trzeba nauczyć się przegry­wać, aby wygrać.

Pisanie o tym, jak wygrać jakiś spór w domu, jest pisaniem powieści. Prowadzenie sporu w domu, wystąpienie w ob­ronie pewnych racji jest bardzo wyrafinowaną umiejętno­ścią — może nawet formą sztuki. Opanowanie tej sztuki przewyższa dokonania tych, którzy zdobyli potężne fortu­ny lub wieczną sławę. Znam wielu potentatów przemysło­wych, którzy w domu nie mieli żadnych osiągnięć w tej właśnie dziedzinie. Znam wiele gwiazd świata filmu, które nie mają na koncie żadnych zwycięstw w domowych wy­stąpieniach. Wygląda na to, że progi ich domów emitują jakieś tajemne negatywne siły, które przeistaczają mocne osobowości w niemowy lub paplających obłąkańców.
Znam prawników dorównujących elokwencją Claren- ce’owi Darrowowi, którzy przestępując próg swego domu, w tajemniczy sposób tracą humor i milkną. Znam kobiety, które przez cały dzień tryskają energią, a po wejściu do domu wpadają nagle w stan schizoidalnego zahamowania lub wybuchają wściekłością. Wydaje się, że dom nie jest sanktuarium spokoju, ale strefą działań wojennych. Można odnieść wrażenie, że mieszkańcy domu cierpią na nieod­wracalne zmiany po wybuchu pocisku, że są ofiarami po­urazowych zaburzeń. Jeśli nie uda ci się niczego osiągnąć w nieuchwytnej sztuce przekonywania, wtedy miłość us­chnie jak kwiat maku, którego nie podlewasz.
Nikt nie uczy żadnych technik budowania udanych związków. Żaden uniwersytet nie prowadzi zajęć na temat, jak być, jak żyć, jak kochać, jak angażować się w szczęśliwe związki. Nie ma przedmiotu, który nazywa się: „początki małżeństwa”. Miłość, w swym zenicie, jest połączeniem siły i energii dwojga, którzy wypełniają boską obietnicę ludzkiej siły. W kryzysie miłość staje się niewolą, matnią, piekłem. Najlepsza i najgorsza postać miłości zaczyna się od jaźni.

Tworzenie miłosnego związku poprzez zachowanie jaźni: Jak stworzyć szczęśliwy związek miłosny? Mówi się, że trzeba oddać siebie drugiej osobie. Ja twierdzę, że nie wolno oddawać jaźni. Jaźń, ta wyjątkowa, nieśmiertelna, niezrównana, niepowtarzalna jaźń! Jaźń, twoja, moja, jaźń, która różni się od wszystkich innych jaźni wszechświata — to najcenniejsza rzecz, ponad wszystkie drogocenności, którą wnosimy w związek. Nie oddawaj jaźni!
Postaraj się uzmysłowić sobie tę najważniejszą jaźń. Widzisz ją? Niech będzie czymś, co możesz trzymać w dłoni — filiżanką, a w tej jedynej filiżance zawarty jest twój duch, najwspanialsza treść twej osobowości — twój rodzaj miłości, twój sposób na kreatywność, twoje wyjąt­kowe doświadczenia, twoja szczególna mądrość, tak, twój sposób na zerwanie związku, gniew, niepewność, oba­wy — to wszystko mieści się w twojej filiżance. Widzisz tę filiżankę?
Załóżmy teraz, że angażujesz się w związek uczucio­wy. Wnosisz do niego swą filiżankę jaźni. Podobnie czyni druga osoba. Jej lub jego jaźń jest tak wyjątkowa i niepo­równywalna jak twoja. Gdyby nawet druga osoba wypełniła przestrzeń złotem, a nie wniosła jaźni, i tak panowałaby tam pustka, zupełna pustka.

Czy jaźń, cała filiżanka wraz z zawartością, musi być ceną wejścia do związku? Czyż nie rozumiemy, że jeśli druga osoba musi oddać jaźń, wtedy nie będzie żadnego związku? Czyż nie pojmujemy, że gdy druga osoba oddała jaźń, to łączymy się z prostą osobowością, człowiekiem bez jaźni, który wydał swą jaźń?
Kiedy tylko mam sposobność, zawsze oświadczam, że nie mogę oddać jaźni drugiej osobie jako ceny za przystą­pienie do związku. Nie mogę oddać jaźni kolegom, praco­dawcy, przyjaciołom, klientom jako ceny za akceptację. Sięgnę z ochotą do mojej filiżanki i oddam miłość, lojal­ność, energię, twórczość, poświęcenie. Nie mogę oddać fi­liżanki, bo bez jaźni nie możemy skorzystać z wolnej woli; nie możemy cieszyć się spontanicznością, przeżywać taje­mnicy, nieskończonej drogocenności jaźni, gdyż została ona oddana. Już jej nie ma.
Zakłopotanie zaczyna się wtedy, gdy nie umiemy odróż­nić dawania swej jaźni od dawania swej miłości, lojalności, twórczości czy pracy. Niewolnik pracy, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez maszynę. Niewolnik miłości, oddawszy jaźń, nie ma niczego do dania, co nie mogłoby być powielone przez innego nie­wolnika miłości. Nic nie pozostaje. Filiżanka jest stracona. Druga osoba trzyma w swej dłoni filiżankę, która niedługo będzie pusta. Zaczynamy rozumieć: dar jaźni dla drugiej osoby jest darem, który zużywa się i nie da się uzupełnić.
Związek uczuciowy jest podobny do małej spółki. Wspól­nicy pozostają partnerami i nie stają się wzajemną włas­nością. Szanują się. Wspólnie pracują, troszczą się o sie­bie, są wobec siebie lojalni, wspomagają się twórczo. Nie stają się jednością. Jeśli wola jednego opanuje wolę dru­giego, partnerstwo zostanie zniszczone, a pozostanie pan i sługa. Druga osoba zmieniła się w rzecz, która została przejęta, co niszczy spółkę, gdyż z definicji w spółce musi działać dwóch niezależnych partnerów.

Jak przegrać w wyniku zwycięstwa: Pojmując tę istotę związku opartego na miłości, rozumiemy także, iż wszyst­kie starania o sprawowanie władzy nad innym są atakiem na związek, który znajduje się wtedy w zagrożeniu, gdyż zanik jaźni jest zanikiem tego związku. Paradoksalnie, na tyle przegrywamy, na ile wygraliśmy, na ile druga osoba uległa. Przedstawię istotę takiego podejścia w następującej rozmowie:
—                Chcę, żeby było po mojemu. Musisz ustąpić. Moja wola liczy się w tym związku. Moje życzenie jest jedynym życzeniem.
—                Dobrze. Ustąpię. Nie mam żadnej woli. Twoja wola jest moją wolą.
—                Cieszę się, że zgadzasz się ze mną.
—                Tak, panie. Jestem na twe rozkazy.
—                Jeśli ja mam rozkazywać, rozkazuję ci mówić.
—                Co mam powiedzieć, panie?
—                Powiedz coś!
—                Cokolwiek powiesz, panie.
—                Mów!
—                Tak, panie.
—                Dlaczego się sprzeciwiasz?
—                Cokolwiek zechcesz, panie!
—                Na Boga, powiedz coś! Zrób coś! Skończ z tym pła­szczeniem się. Bądź kimś! Czuję się przez ciebie taki sa­motny. Nie wiesz, jaki jestem samotny?
—                Masz mnie, panie.
—                Nie czuję twej obecności.
—                Ja jestem tobą, panie.

Poznawanie sztuki przegrywania: Uargumentowanie swego stanowiska w przypadku związku uczuciowego opartego na miłości, to znaczy uzyskanie tego, o co nam chodzi, wymaga strategii. Strategia z kolei wymaga ustalenia hierarchii ważności celów. Co stawiamy na pierwszym miejscu?
Po pierwsze, chcemy kochać i być kochani, prawda? Chcemy być szczęśliwi, spokojni, żyć bez obaw. Chcemy się rozwijać, poznawać nowe. Związek miłosny jest ogro­dem, w którym sadzimy, uprawiamy i zbieramy najcen­niejsze plony, nas samych, i w którym druga osoba korzy­sta z równie żyznej gleby dla swego rozwoju i rozkwitu. Jeśli tego właśnie oczekujemy, to tylko głupiec zmarnował­by ogromne możliwości tkwiące w takim związku, próbując go zdominować, gdyż panowanie i miłość, decydowanie i udany związek stoją w sprzeczności.
Ona chce pójść na koncert i posłuchać Bartoka, a on nienawidzi wszelkich symfonii, a szczególnie Bartoka. Ale ktoś, nawet o umyśle obłąkanej mangusty, wie, że wstrzy­manie się z uwagami przez dwie godziny muzyki Bartoka i dostarczenie drugiej osobie przyjemności nie kosztuje zbyt wiele. Gdzie można dostać coś taniej? Ponadto czyż nie lepiej pójść już na ten koncert, niż rozpoczynać awanturę, która skazi małżeństwo urazą i rozdrażnieniem, a później pociągnie za sobą konieczność próśb o przebaczenie i przy­wrócenie do łask?
Jeśli sztuka przekonywania w związku uczuciowym jest sztuką otrzymania czegoś, co chce jedna strona, to oczy­wiście działa tu także stała zasada, stałe prawo psychiki, które brzmi: nic za nic. Mówiąc inaczej, nie można w mi­łości dostać tego, czego się chce, jeśli druga osoba także nie uzyska tego, czego chce. Gdy zderzają się te przeci­wieństwa, wtedy sztuka prowadzenia sporu, niczym Bat­man ze swą peleryną, musi spłynąć z obłoków dla rato­wania spokoju i wzmocnienia związku.
Przeżywszy dziewięć szczególnych dni w czasie mego ponad czterdziestoletniego małżeństwa mogę zaświadczyć o prawdziwości powyższego; co za tym idzie, starałem się ogromnie zostać biegłym w sztuce przegrywania. Mogę jed­nak dodać, że porażki dające mi najwięcej zadowolenia, to takie, które sam wyreżyserowałem, krótko mówiąc: aby celować w sztuce domowych sporów, należy opanować sztu­kę przegrywania.

Panowanie, czyhający aligator: Przekonaliśmy się już, że panowanie na polu bitwy jest niezbędne do zwycięstwa. Panowanie i dominacja w miłości jest czymś zupełnie nie­samowitym. Przypomina mi to potężnego aligatora, który leży sobie pod powierzchnią wody i wystawia oczy. Oczy penetrują otoczenie w poszukiwaniu ofiary, żeby ją zaata­kować i pożreć. W końcu nieodparta konieczność, żeby zapanować nad wszystkim, obejmie nawet najbardziej try­wialne sprawy. Aligator czeka. Gdy coś wpadnie do wody, wtedy dopiero zaatakuje.

Dlaczego musimy zawsze dążyć do panowania: Przy­chodzimy na świat zupełnie nadzy, bez żadnych doświad­czeń. Prawie natychmiast dostajemy odzienie i różne rady: „Panuj nad sobą. Nie złość się. Nie płacz. Bądź cicho! Odpowiadaj, gdy ktoś mówi do ciebie. Tylko tchórz się boi”. Od pierwszych dni życia jesteśmy zmuszani do trzy­mania swych uczuć w ryzach. Czy widziałeś kiedyś jakąś roślinę, która wegetuje pod deską, pozbawiona światła? Życie i rozwój takiej rośliny są stłumione. Jej kiełki są mizerne i pokręcone jak spaghetti. Jeśli podniesiesz deskę, nie możesz pozostawić takiej słabej rośliny na słońcu, gdyż nie wytrzyma.
Nasza psychika jest też tłumiona swoistymi hamulcami. Uczucia pod nimi są skrzywione, poskręcane i rozpaczliwie szukają uwolnienia. Boimy się. Nasza kreatywność jest zni­szczona. Jesteśmy spragnieni słońca, ekspresji. Nasza oso­bowość zanika. Wciąż jednak mamy na twarzy wieczne, głupkowate uśmiechy. Zakładamy maski. Udajemy. Musi­my udawać. Nie mamy odwagi być sobą. Nie wolno od­słaniać małej, delikatnej, powykrzywianej roślinki. Jesteś­my straceni pod tą deską, ponieważ nigdy nie widzieliśmy samych siebie. Nie wiemy, kim jesteśmy. Jesteśmy zrozpa­czeni. A nasza potrzeba panowania staje się patologiczna!
Panować! Ach, ta neurotyczna, alarmistyczna, zaborcza po­trzeba! Agresja i symbiotyczna potrzeba panowania to neu­rotyczna walka człowieka ze śmiercią. Człowiek walczący ze śmiercią jest bojaźliwy, w tej walce rezygnuje z życia.

Panowanie jako broń: Nadużywanie władzy nie jest najlepszą bronią. Miłość jest najbardziej odpowiednim orę­żem, tylko miłość. Zwracam się z prośbą o to, żeby spraw­dzić broń, tę, która jest w zasięgu ręki obu stron, jeszcze przed wejściem, na progu. Zostawcie broń na zewnątrz. Wejdźcie w związek bez broni. Nadal możesz pozostać so­bą. Zostawiłeś broń na zewnątrz, tę broń — panowanie — której chciałeś użyć do unicestwienia drugiej osoby, a więc druga osoba też może czuć się zastraszona.
Czy widzisz obie strony inaczej? Czy widzisz, jak idą wieczorem spać z sześciostrzałowym rewolwerem przypię­tym do pasa?
—                Dobranoc, najdroższa. Kocham cię — mówi on, do­tykając lekko kabury, żeby sprawdzić, czy rewolwer jest w porządku.
—                Dobranoc — mówi ona — przyjemnych snów. Od­wracając się, kładzie rękę na trzonku młotka.

Panowanie poprzez rezygnację z panowania: Ludzie mają prawo, a czasem nawet i obowiązek, aby się sprze­ciwić, nie zgadzać. Mają prawo do swoich idei. Różnice identyfikują ich, gloryfikują, wysławiają. Poważne sprawy małżeńskie — dokąd jechać na urlop, jak wydawać pie­niądze i inne — to żadne kwestie. Istnieje jedyne, wie­czne, zdradzieckie zagadnienie: kto będzie panował? Jeśli przyjrzeć się temu bliżej, panowanie i dominacja stanowią sedno wszelkich sporów w każdym związku opartym na miłości.
Gdy byłem młodszy, moja potrzeba panowania była o wiele bardziej natarczywa niż dziś. Jej źródłem był strach. Jeśli nie ufam drugiej osobie, jeśli boję się, że wyrządzi mi krzywdę, jeśli mam obawy, że ograniczy moją swobodę i wreszcie, gdy nie jestem pewien samego siebie, potrzeba panowania staje się decydująca, najważniejsza. W miarę up­ływu czasu i pogrążania się w pracy zawodowej przekona­łem się, że nie mam ani czasu, ani energii, ani, niestety, umiejętności, żeby panować nad wszystkimi i wszystkim.
Mógłbym przytoczyć tu wiele żałosnych opowieści o tym, jak uczyłem się tej prostej prawdy, którą teraz gło­szę, że panowanie i szczęśliwe małżeństwo to sprawy, któ­re się wykluczają. Dzień, w którym wreszcie zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję panować nad Imaging, że wła­ściwie nie powinienem panować nad nią, że w rzeczywi­stości nie umiem panować nad nią i że gdybym umiał, to doprowadziłbym do zniszczenia naszego małżeństwa, był początkiem naszego związku.
Jeśli ktoś może panować nad drugą osobą, utrzymuje związek tylko z samym sobą, a stan pewnej masturbacji wypiera małżeństwo. Druga osoba staje się marionetką partnera. Co za dziwny układ! Jeśli ktoś panuje w małżeń­stwie, to nie ma tam nic z małżeństwa.
Nie odkryłem tego w jakiś nagły sposób. Przychodziło to powoli, przesączało się przez prawie nieprzepuszczalną zaporę zwaną umysłem, bywało zapominane wiele razy i docierało do mnie ponownie. Moje odkrycie było skąpane w złości, zatopione w łzach, aż wreszcie któregoś dnia sta­ło się oczywiste, prawie oczywiste. Nawet i dziś zdarza mi się zapomnieć. Wtedy jest to bardziej bolesne. Niekiedy ku memu zmartwieniu przekonuję się, że po tych latach doświadczeń i uroczystych przyrzeczeń, mocnych posta­nowień, by nie powracać do potrzeby panowania, zdarza mi się ulegać temu złemu duchowi małżeństwa, duchowi panowania, który nigdy do końca nie zostaje pokonany.

Strofowanie jako panowanie: Zawsze podziwiałem Imaging za to, że nigdy mnie nie strofuje.
— Dlaczego mnie nigdy nie strofujesz? — zapytałem.
Było mnóstwo powodów, żeby tak zrobić. Mam na my­śli całą litanię zaniedbań i uciążliwości — porozrzucane ubranie, klapa od sedesu, zakrętka od pasty do zębów, chrapanie, bezustanne chrapanie, które mogło zmieść dach z kurnika. Odpowiedziała jakby zaskoczona:
— Jak mogę mówić dorosłemu mężczyźnie, co ma ro­bić? Kto mi dał prawo, żeby panować nad życiem innej osoby?
Wystarczająco wcześnie zrozumiała, że strofowanie to neurotyczna próba panowania w jego najgorszej postaci. Strofowanie jest prawem zarezerwowanym wyłącznie dla neurotycznych matek i ojców niepewnych swego.
Niemożność sprawowania kontroli jest często źle od­bierana jako niezdolność lub słabość. Rezygnacja z pano­wania jest często uważana za poddanie się.
Zaniechanie panowania jest niewłaściwie interpretowa­ne jako niepowodzenie. Panowanie w małżeństwie nie ma nic wspólnego z możliwością, powodzeniem czy nawet męs­kością. Co dziwne, to zupełnie coś przeciwnego. Wszystko w miłości tajemniczo działa na odwrót.

27 740 kolacji: Wyobraźmy sobie taki związek, w któ­rym obie strony zdobyły czarny pas w dziedzinie walki na słowa i obie strony są zagorzałymi zwolennikami pa­nowania. Ona mówi, że jest zmęczona i chce pójść do restauracji Jorgego na kolację. On mówi, że też jest zmę­czony i chce zostać w domu. Jedna ze stron musi oczy­wiście przegrać, a prawda jest taka, że dzisiejsza kolacja będzie jedną z 27 740 kolacji, które człowiek średnio zja­da w ciągu życia. Gdyby miała to być ostatnia wspólna ko­lacja, nie byłoby żadnych waśni, żadnego konfliktu, żad­nej kwestii panowania. Byłyby tylko uśmiechy, miłość, łzy, czułość, pełna zgoda.
Można by rozważać inne jeszcze sytuacje prawdopo­dobnych konfrontacji — ostatnia przejażdżka samocho­dem, ostatnia sposobność kupienia sukienki dla ukochanej, ostatnie wyjście na koncert, kiedy to trzeba by wbić się w sztywny smoking i słuchać chaotycznych dźwięków mu­zyki Bartoka, pocąc się przy tym i znosząc katusze.
Tylko największy idiota wystawiłby małżeństwo na pró­bę, żeby przejąć panowanie w trakcie jedzenia kolacji, jed­nej z 27 740. Załóżmy jednak, że zasadnicza rozmowa mię­dzy tymi posiadaczami czarnych pasów spada na najniższy poziom rozgoryczenia, na dno, jak głaz rzucony w bajoro.
On: Zawsze chcesz gdzieś wyjść. Czy uważasz, że śpimy na pieniądzach? Za kolację u Jorgego zapłacimy tyle, co za zakupy na cały tydzień. Ona: (zmęczona, zła, roztargniona): Ty myślisz tylko o pie­niądzach. Nigdy nie pomyślisz o mnie. Kochasz tylko te pieprzone dolce. Nie ożeniłeś się z banknotem. Po­ślubiłeś kobietę. On: Dobrze by było, gdybyśmy zapłacili tylko parę dola­rów za tę kolację. Ona: Ja pracuję równie ciężko jak ty. Też zarabiam pienią­dze. Nie jestem twoją maszynką do robienia forsy. Nie haruję cały dzień po to, żeby wracać do domu i pichcić.

On: Gdybym spełniał wszystkie twoje zachcianki, dawno zostalibyśmy bez grosza. Musiałabyś pracować na trzy etaty, żeby zapłacić za wszystko, na co masz ochotę. Może trochę spasujesz, co? O nic więcej cię nie proszę. Po prostu spasuj, a będzie dobrze. Ona: Nie tylko ja wydaję wszystkie pieniądze, ty dupku. (Zaczyna się obniżanie poziomu rozmowy.) Ja kupo­wałam nowe kije do golfa. Ja jeździłam z chłopakami na ryby do Kalifornii, ja… On: Chwila. Nareszcie wiem, o co ci chodzi. Zawsze byłaś przeciwna wszystkiemu, co chciałem zrobić dla sie­bie. Nie możesz znieść tego, że dla odprężenia po­gram czasami w golfa. Nie mogłaś przeboleć, jak jeździłem na ryby, zamiast zabierać cię na te cholerne Wyspy Dziewicze. Chcesz, żeby był remis, tak? Chcesz wydać cały nasz majątek, żeby był remis. To idiotyczne. Jesteś walnięta! (Dorównuje jej w obniża­niu poziomu rozmowy.)
Ona: Ty niedorajdo! Nie wyzywaj mnie od walniętych! Mu­sisz mieć rozum w dupie! Ty uważasz, że ja jestem nienormalna? A kto nazwał moją matkę czarownicą tylko dlatego, że chciała, abyś nas zabrał do Jorgego? To jest normalne? To ty jesteś najgorszym dusigro- szem, największym gnojem, którego nosi ziemia w Georgii. (Teraz następuje ostateczny cios.) Mam nadzieję, że wykrwawisz się na śmierć przez te swoje hemoroidy!
On: Ty świnio. To ostatnia obelga, którą znoszę. (Wycho­dzi, przegrał.)
Ona: Nie wracaj! (Też przegrała. Wykrzykuje coś za nim. Zatrzaskuje jej drzwi przed nosem. Ona znów otwiera i krzyczy.) Zmieniłam zdanie! Wróć i zabierz swoje ciuchy! Nie nadają się nawet dla Armii Zbawienia! (On rzuca kawałkiem drewna, który pies wywlókł na trawnik, ale nie trafia.) Ona: Zadzwonię na policję.
On: Lepiej nie. Wsadzą cię za to, że jesteś najbardziej wstrętną babą, jaką zna historia. (Sądzi, że to będzie ostatnie słowo, które padnie tego wieczoru.) (Wszyscy sąsiedzi są już w oknach. Pies zaczyna wyć. Trawa przed domem zżółkła. Niebo pokryło się pur­purą.)
Pole walki to krew, ranni i umierający, nosze i plasty­kowe worki, do których zbiera się trupy. Dom nie został pomyślany jako pole walki. Nie wygrywa się sprzeczki do­mowej poprzez ciskanie najbardziej podłych obelg, jakie człowiek jest w stanie wymyślić. Ze smutkiem trzeba po­wiedzieć, że kłótnie niszczą więcej domów niż bomby. Więcej jest ludzi bezdomnych w swoich domach niż bez­domnych na ulicach.
Zwycięzca domowej potyczki nigdy nie jest wygranym. Jak mężczyzna, który kocha swą znużoną i zmęczoną żonę, może wracać do domu i prosić ją o przygotowanie czegoś do jedzenia? Ktoś kiedyś powiedział żartem: „Dom to układpół na pół: mąż mówi żonie, co ma zrobić, a żona mówi mężowi, dokąd ma pójść”.
W związku opartym na miłości decydujące, zwycięskie wystąpienie to takie, które nie zostanie nigdy wygłoszone.
Jeśli związek uczuciowy jest rzeczywiście zbudowany na miłości, czyż oczywiste nie jest to, że panowanie nie jest kochaniem?

Miłość jest zwycięska: W przykładzie, który przytoczy­łem powyżej, mąż był przekonany, że żona nierozważnie wydaje pieniądze, co może spowodować kłopoty finanso­we. Sądził, że wymierzała mu karę za to, iż on wydawał pieniądze na swoje zachcianki. Chciał zapanować nad nią z obawy i niedowierzania. Problem nie tkwił w tym, dokąd pójść na kolację, ale w jego obawie i niedowierzaniu. Żona z kolei była pewna, że mąż jest nieczułym, samolubnym hipokrytą, który jej nie szanuje. Jak mógł wydać tyle pie­niędzy na swoje zachcianki i nie zabrać jej na kolację po tak wyczerpującym dniu spędzonym w biurze? Czując się nie kochaną, nie docenianą i wykorzystywaną, zapragnęła nad nim zapanować. Stanowisko żadnego z nich nie było oparte na tym, co każde chciało dla drugiej osoby. Nurzając się w niedowierzaniu i urazach z przeszłości, oboje byli żądni panowania.
Sprawa, która stała się zaczątkiem całej potyczki, nie polegała na tym, gdzie tamci dwoje mają zjeść kolację, ale jak mają wydrzeć serce przeciwnikowi. Celem było rozgniecenie drugiej strony na płaszczyźnie emocjonalnej i skąpanie w krwawej łaźni słów. Gdyby chodziło o miłość, chcieliby wspólnie zatrzymać się na piknik gdzieś przy uroczej drodze.
Naprawdę problem tkwi w tym, aby wiedzieć, o co się sprzeczać i o czym przekonywać. Czy chodzi o kupienie nowego samochodu, czy o ukaranie za dawne sprawki? Czy chodzi o uruchomienie nowej działalności, czy o zazdrość i niepewność? Miłość w związku uczuciowym powinna za­wsze leżeć u podstaw wszystkich kwestii. Wyjawiony temat jest najczęściej pretekstem do wojny. Bez pretekstów nie byłoby wojen.
Czy chęć zaspokojenia zachcianek drugiej strony nie jest naturalnym następstwem kochania tej osoby? Czy spełnie­nie jej lub jego zachcianek nie spełnia naszych i przez to nie daje nam zwycięstwa? Jeśli ktoś kocha, to czy istnieje konieczność panowania? Gdy ktoś rezygnuje z dążenia do panowania, to opanował najważniejszy etap sztuki prze­grywania, co paradoksalnie staje się subtelną sztuką zwy­ciężania. Powiedzmy to jeszcze raz: aby opanować sztukę domowych sporów, należy posiąść sztukę przegrywania. Aby wygrać, naucz się, jak przegrywać.

Płacz jako broń: Okiem huraganu jest płacz. Istnieją dwa rodzaje płaczu: taki, który ma być słyszany, i taki, który nie ma być słyszany. Płacz, którego nie mamy usłyszeć, jest prawdziwym uwolnieniem udręczenia lub bólu. Płacz, który ma być usłyszany, może być jeszcze jednym rodzajem broni używanej w domowych sporach. Oznacza on: „Zmusiłeś mnie do płaczu. Zrzucę przez to poczucie winy na ciebie, żebyś cierpiał za to, co mi zrobiłeś. Patrz, co zrobiłeś! Ja płaczę. Jeśli nie robisz tego, co chcę, być może już nigdy nie przestanę. Będę płakać, aż ziemia wyleci z orbity i wpadnie w nicość, albo przynajmniej do jutra”.

Patrzenie na czyiś płacz jest niemiłe. Może doznajemy wtedy pewnego rodzaju pierwotnego strachu, który budzi dziecko, wspomnienie pierwszego szlochu matki.

Porażka, która zapewnia wygraną: W rozważanym po­wyżej przykładzie dwoje ludzi zaczęło wieczór od wyraże­nia chęci spędzenia go w taki sam sposób. Chcieli przeżyć miłe chwile i pozornie być z sobą. Spór mógł się zakończyć wygraną jednej ze stron, gdyby poznała nieuchwytną, ale istotą sztukę przegrywania.
Cała rozmowa mogłaby przebiegać następująco:
— Kochanie, padam ze zmęczenia. Może byśmy poszli do Jorgego wieczorem?
Mąż, spoglądając na żonę i widząc, że rzeczywiście jest bardzo zmęczona, mówi:
—               Oczywiście, skarbie. Musiałaś mieć ciężki dzień.
W tym miejscu jego sprawa wydaje się już przegrana —
i wygrana.
Mógłby mówić dalej, przedstawiając swoje stanowisko:
—               Jest pewien problem.
—               Jaki?
Zona patrzy na męża i słucha uważnie.
—               Wydaliśmy w tym tygodniu trochę za dużo.
Gdyby żona miała takie samo podejście do sprawy, jak
mąż i była równie mocno z nim związana, potraktowałaby to bardzo poważnie.
—               Myślałem — kontynuuje mąż — że dziś zabiorę cię do Taco Bell (niewinny śmiech), a do Jorgego — w przy­szłym tygodniu.
Widząc, że żona zamierza pójść na kompromis, dodaje:
—               Po kolacji u Jorgego wrócimy do domu i…
Nie kończy, spoglądając wymownie na żonę.
—               Zgoda — mówi ona z błyskiem w oczach.
Idą do Taco Bell i chyba nie będą czekać cały tydzień, żeby spełnić tę zmysłową obietnicę.
Współcześni psychologowie przychylają się do rozwią­zania „wygrana — wygrana”. W małżeństwie rozwiązania są bardziej typu „przegrana — przegrana”; obie strony wy­chodzą z potyczki zwycięsko, gdyż w układzie miłosnym przegrana zapewnia dar, który zawsze wraca.

Życie w szybkim tempie: Żyjemy w ogromnym pośpie­chu, w szybkim tempie. Nie mamy szans na przemyślenie decyzji przed jej podjęciem. Gdy żona powiedziała, że chce iść na kolację do Jorgego, mąż nie mógł odrzec:
—               Rozważę to i odpowiem ci za tydzień.
Musiało to być albo „tak”, albo „nie”. To decyzja chwi­li. To życie na grzbiecie fali, która rozbije się o brzeg. Nie ma czasu na analizę wszystkich niemożliwych do przewidzenia sił, które składają się na rezultat końcowy.
W konsekwencji nasze pochopne decyzje, podejmowane często pod wpływem impulsu, wypływające z podświa­domej głębi, mogą mieć długotrwałe następstwa.

Założenia, aby wygrać: Ponieważ nie mamy czasu, aby rozważać wszystkie dane natury psychologicznej, które mogą wpłynąć na nasze decyzje, podejmujemy je natych­miast. Musimy poczynić założenia oparte na wierze, które nie zagrażają bezpieczeństwu żadnego związku. Zakłada­my, że:

  • druga osoba jest wiarogodna;
  • druga osoba mówi nam prawdę, dla swego dobra;
  • druga osoba nie ukrywa żadnych spraw;
  • druga osoba nie próbuje nas unicestwić.

Poczyniwszy takie założenia, możemy podejmować de­cyzje, które będą służyć dobru małżeństwa w nagłych mo­mentach. Jeśli nie możesz przyjąć tych założeń w związku, w którym trwasz, ta rozprawa nie ma tu żadnego zastoso­wania i nie jestem w stanie wiele ci zaoferować poza tym, żebyś przyjrzał się swemu małżeństwu, zajrzał do wnętrza swej duszy, skorzystał z pomocy, jeśli to konieczne, a po­tem podjął decyzje, które mają prawo pierwszeństwa przed omawianymi w tym rozdziale.

„Spełnianie wymagań” jako broń: Przyznaję, że mał­żeństwo to nie tylko dawanie, a ta książka, która ma po­noć przekazywać użyteczne informacje na temat sporów i przekonywania, winna traktować obszerniej o wystąpie­niu w obronie swoich racji niż o wyświechtanych ide­ałach o dawaniu, rezygnowaniu, poddawaniu się. Jak się przekonaliśmy, strategia każdego wystąpienia dopasowana jest do uczestników sporu i jego celu. Wystąpienie skie­rowane do sędziego lub ławy przysięgłych jest inne niż kierowane do współmałżonka. Ta różnica, przynajmniej w części, określana jest przez odmienność decyzji, która ma zostać podjęta. Pozwólcie, że przytoczę przykład:Gdy chodzi o wystąpienie przed sędzią czy ławą przy­sięgłych, decyzja będzie wyrokiem o winie lub niewinności strony, na rzecz której działamy. W związku uczuciowym nigdy nie wolno nam udzielić sobie prawa do takich roz­strzygnięć. Nie dajemy drugiej osobie władzy, aby określała nas jako „świnię” czy „niedorajdę”. Nie udzielamy drugiej osobie prawa do przypisania nam winy.
Spory w związku opartym na miłości są niczym środki do wzajemnego porozumiewania się, a nie do ferowania wyroków.
Krótko po ślubie z Imaging stanęliśmy przed decyzją wybrania tapety do salonu. Nie mogliśmy dojść do poro­zumienia. Mój gust odbiegał od gustu żony. Według Ima­ging nie miałem wtedy wielkiego pojęcia o tym, co się na­daje do salonu. Toczyliśmy swoisty bój, wyrażaliśmy dość głośno i gwałtownie nasze opinie, zacietrzewiając się przy tym z całą zapalczywością.
—                Ta mi się podoba — stwierdziła Imaging.
—                Wygląda jak przekrojona, chora wątroba, którą za­mrożono.
—                Jak możesz tak mówić? To klasyczny, wenecki wzór.
—                Wenecjanie byli degeneratami i ślepcami. Ślepców nazywano Wenecjanami, pamiętasz? Ta jest ładna.
—                Nie powiesiłabym tego nawet w piekle, gdybym była diabłem.
Toczyliśmy coraz gorętsze dyskusje. Nagle Imaging zam­knęła katalog z próbkami tapet.
—                Jest tu dwieście próbek — oświadczyła. — Takich katalogów jest jeszcze więcej. Uważam, że powinniśmy skierować energię na znalezienie wzoru, który obojgu nam się podoba, zamiast kłócić się o te, których nie chcemy.
Tak właśnie ustaliliśmy. W końcu znaleźliśmy odpo­wiedni wzór. Katalog z próbkami tapet stał się symbolem załatwienia mnóstwa spraw, które od czasu do czasu po­jawiały się w naszym małżeństwie.
—                Wiesz — mówiła Imaging, gdy nie mogliśmy się po­rozumieć co do kupna mebli lub wyjazdu na urlop — w katalogu z tapetami jest mnóstwo próbek. Zawsze było i wciąż jest.

A to inna sytuacja:
—                Kochanie, jadę z chłopakami na ryby do Montany.
W tym katalogu nie ma raczej zbyt wielu próbek, praw­da? Albo pojedzie się na ryby, albo nie. Już słyszymy, jakie wypowiedzi padną w rozmowie, która nie przyniesie ni­komu pożytku:
—                Zarabiam te pieniądze i wydam je tak, jak będę chciał.

Albo:
—                Nie bądź taka. Żona Jima jest zadowolona, że on chce jechać. Mówi, że na to zasłużył.
Staraj się nie zaogniać sytuacji. Daj drugiej osobie od­powiednią władzę.
—                Kochanie, chciałbym pojechać z chłopakami na ry­by. Co o tym myślisz? Wyjeżdżają w czwartek na cały ty­dzień. Zapowiadają się niezłe połowy na rzece Madison.
—                Myślałam, że razem gdzieś pojedziemy.
—                Może jesienią, gdy liście są takie romantyczne? Za­wsze chciałem pojechać z tobą jesienią do Nowej Anglii.
—                Świetnie. Odwiedzę mamę, jak będziesz na rybach.
Sielanka. To się może zdarzyć tylko w książce. Twier­dzę jednak, że taka rozmowa, choć może wydaje się zbyt idealistyczna, zdarzy się w małżeństwie, które tworzą doj­rzali ludzie.
Co by jednak było, gdyby na propozycję wyjazdu do Nowej Anglii jesienią, ona powiedziała:
—                zawsze składasz obietnice bez pokrycia. W tym roku znów znajdziesz jakąś wymówkę. Tak jest zawsze.
Potrzeba panowania występująca w innych jest prze­ważnie proporcjonalna do naszej zanikającej wiarogod- ności. Ja ciągle apeluję o poskromienie chęci panowania. Przekaż siłę drugiej osobie, daj jej władzę. Do każdego star­cia potrzebne są dwie osoby, a jeśli jedna z nich się wycofa, walka musi dobiec końca.

Może on powie:
—                Masz rację. Czasami nie dotrzymuję obietnic.
Ona może dodać:
—                Tak, właśnie tego nie musisz obiecywać.
Co teraz? Odrzuć chęć panowania.
—                Dobrze, kochanie — odpowiedz łagodnie.
—                Co „dobrze”? — powie ona nie tak łagodnie.
—                Dobrze. Nie powinienem obiecywać czegoś, czego nie dotrzymam. Wiem, że to nic przyjemnego.
„Wiem, że to nic przyjemnego” znaczy, jak pamiętamy, „Rozumiem cię” albo: „Wiem, jak ci przykro”. Znów wy­grała.
Umożliwienie odniesienia zwycięstwa innym eliminuje sprawę panowania. W chwili, gdy on wstaje i mówi: „Jesteś głupia jak but. Zawsze dotrzymuję obietnic”, sprzeczka się kończy, a małżeństwo jest na najlepszej drodze do rozpadu.
W momencie, gdy on wstaje, kręci głową jak mały kucyk i zadaje pytanie, najgłupsze, jakie można wtedy zadać: „Czy ja kiedykolwiek…?”, spada na niego niczym lawina cała lita­nia nie dotrzymanych obietnic, z podaniem miejsca i czasu.
Jeśli potwierdzi, że to jego wina, być może wtedy ona już nic nie powie. To są właśnie te niebezpieczne chwile, krytyczne momenty. Straszna, przerażająca, nieprzeniknio­na cisza. Ona zwyciężyła. Mąż przyznał, że nie dotrzymuje obietnic, a ona chce na tym skończyć. Co teraz?

Jeszcze raz apeluję: ustąp i odrzuć myśl o panowaniu. Wróć do sprawy następnego dnia, gdy atmosfera się po­prawi.
—                Kochanie, co sądzisz na temat mojego wyjazdu na ryby z chłopakami? Wczoraj nic nie udało się nam ustalić.
Kiedy ona odpowie: „Dzisiaj też nie chcę o tym rozma­wiać”, wtedy reakcja może brzmieć następująco:
—                Okay, czy powiesz mi, kiedy będziemy mogli o tym pogadać? Muszę dać chłopakom odpowiedź do jutra rana.
Załóżmy, że ona nie wraca do sprawy. Chce pokazać, że panuje nad nim, że ma władzę.
A cóż począć, gdy nadchodzi pora podjęcia decyzji, ona zaś nic nie mówi? Rozmowa mogłaby tak przebiegać:
—                Chciałbym porozmawiać o moim wyjeździe.
—                Uważam, że to mnie najpierw należy się wyciecz­ka — mówi ona.
Teraz on musi podjąć decyzję. Czy ona ma rację? Może mieć rację. Może to jej się należy wycieczka. Może on jeździł już z kolegami setki razy, a dla niej te jego podstę­pne obiecanki są nie do zniesienia? Gdy dochodzi do ta­kiego krytycznego momentu, on musi słuchać. Może dał jej wcześniej powody, że przestała mu wierzyć; może z uwagi na własne doświadczenia boi się zostać sama? Mo­że po prostu nie czuje się bezpieczna i nie może się od­prężyć?
Gdy on powie: „Jadę, czy ci się to podoba, czy nie. Nie będziesz mi rozkazywać”, rozjątrza tym samym jej potrzebę panowania, obojętnie jak silna byłaby ta potrzeba. On musi wiedzieć, co to jest i umieć sobie z tym radzić.
Ostatnia wymiana zdań świadczy o tym, że mamy do czynienia z małżeństwem ludzi nie za bardzo dojrzałych, niezbyt sobie ufających. Strony nie mają poczucia bezpie­czeństwa, a małżeństwo nie jest dla nich rajem na ziemi. Może czują się jak w pułapce. Nikt nie lubi pułapek. Pa­miętaj: wszystkie stworzenia, łącznie z ludźmi, zawsze pró­bują wydostać się z pułapki. Słyszę znów słowa Imaging: „Kto dał mi prawo, aby mówić dorosłemu mężczyźnie, czy może jechać na ryby, czy nie? Nie jestem jego matką”. Jeśli nie ma pułapek, konieczności uzyskania pozwolenia, żad­nych gierek, manipulacji, to cała reszta jest wolnością — wolnością w związku opartym na miłości.Wolność i odpowiedzialność to para syjamskich bliź­niąt: Wolność wymaga tego, aby odpowiedzialnie dokony­wać wyborów, gdy nasze decyzje mają wpływ na prawa i szczęście drugiej osoby w małżeństwie. Nie odkrywam ni­czego nowego. Małżeństwo funkcjonuje podobnie do Jacka i Jima, pary mułów należących kiedyś do mojego dziadka. Każdy z nich odczuwał szarpnięcia i przeciągania na stronę drugiego, gdy nie współpracowały solidarnie w zaprzęgu. Widziałem, jak raz stary Jack opadł na przednie kolana, gdy Jim gwałtownie szarpnął w przeciwnym kierunku.
Co się dzieje, gdy rezygnując z panowania, tracimy na­szą wolność, autonomię, jesteśmy manipulowani, wykorzy­stywani, gnębieni? Co się dzieje, gdy druga osoba nie jest odpowiedzialna?
Nie nawołuję do rezygnacji z panowania nad sobą. Opo­wiadam się tylko za rezygnacją z panowania nad drugą osobą, nad partnerem. Nie argumentuję za powszechnym poddawaniem się, wdzięczeniem i uciszaniem się. Twier­dzę, że nie powinniśmy i nie wolno nam przenosić naszego panowania na innych.
Dając drugiej osobie władzę, nie rezygnuję z panowania nad sobą. To ja podjąłem decyzję, aby przekazać drugiej osobie władzę, prawda? To ja o tym zdecydowałem.
Co robimy, gdy przekonujemy się, że nasze potrzeby nie dają się pogodzić z potrzebami innych? Nieraz nie wy­starczy powiedzieć: „W katalogu jest mnóstwo próbek ta­pety”. Czasem sprawy są tak ułożone, że strony nie są w stanie zorientować się w różnicach między nimi. Związ­ki oparte na miłości mają swe zalety. W takim związku można mówić słowami płynącymi wprost z miłości, ze zro­zumienia; można mówić, że panowanie nie jest kwestią sporną, można mówić, wiedząc, że zostanie się wysłucha­nym przez drugą osobę — wysłuchanym i pokochanym. W takim związku słyszy się drugą osobę. Wie się, że sprawa jest prawdziwa i znacząca dla drugiej osoby. Kocha się part­nera i dlatego poszukuje się zrozumienia oraz rozwiązania, bez próby panowania nad drugą osobą. W żadnym innym związku strony dyskusji czy potyczki nie zostały tak bogato obdarowane i nie odniosły tak dużych korzyści.
A jeśli we wszystkich sporach i wystąpieniach, które staną się od dziś naszym udziałem, druga osoba, sędzia, członek ławy przysięgłych, szef, członek rady miejskiej, policjant pokochają nas i zapragną, abyśmy otrzymali od życia wszystko, czego chcemy? Teraz to jasne. Związek uczuciowy zapewnia spokojne, bezpieczne miejsce, gdzie można pielęgnować ziarna przemiany w warunkach, któ­rych nie da się osiągnąć w innym związku.

BLOKADA: A gniew? Jeśli nie panujesz nad ich gniewem, pokonają cię przy jego pomocy.

KLUCZ: Odbieraj gniew, nie jako gniew, ale jako ból. Idź jego śladem.
Co robimy z gniewem, ze złością w naszym związku uczuciowym? Małżeństwo bez gniewu to małżeństwo mię­dzy trupami. Przyjrzyj się temu — dwa trupy, które kła­niają się, potakują na zgodę, gestykulują, na czaszkach gości zimny uśmiech stężenia pośmiertnego. Można jeszcze udzielić takiemu związkowi paru rad, ale tam nigdy part­nerzy nie gniewają się na siebie. Znam tego typu małżeń­stwa. We wszystkich żywych małżeństwach, między dwoma zdrowymi dorosłymi, gniew jest takim samym uczuciem, jak miłość. Osoba nie wpadająca w gniew jest osobą pozba­wioną uczuć.
Gniew, który spada na nas, wywołuje cierpienie. Jeśli jest bolesny dla mnie, dlaczego nie miałbym się bronić, gdy inni chcą skierować go przeciw mnie? Gdyby miał być takim symbolicznym pistoletem, o którym już wspomnia­łem, należałoby gniew, podobnie jak chęć panowania, zo­stawiać przy wejściu.
Pamiętasz, czego już dowiedzieliśmy się na temat gniewu?
Gniew rodzi się ze strachu, z bólu rozczarowania, winy lub zazdrości, odrzucenia lub frustracji, zdrady lub samo­tności — albo z bólu ran odniesionych w ataku. Gniew to odpowiedź na ból. Jeśli o tym wiesz, to musisz zakoń­czyć potyczkę, gdy druga osoba reaguje gniewem. Potyczkę i wystąpienie należy skończyć, ponieważ druga osoba jest rozgniewana. Takie to proste.

Jak skończyć polemikę? Spróbuj w taki sposób: po­zostaw nieco miejsca między sobą a drugą osobą. Niech zapanuje odrobina ciszy. Niech burza ucichnie. Potem weź tę książkę i jeśli nie brak ci odwagi (nie trzeba jej tak dużo, jak by się mogło wydawać) przeczytaj poniż­szy fragment drugiej osobie, która według ciebie jest roz­gniewana:
„Powiedziano mi, że gniew oznacza ból, że jeśli ktoś jest zły, to ktoś go zranił. Chcę poznać twój ból. Chcę go poznać, zanim bardziej nas dotknie.
(Możesz zauważyć zdziwione spojrzenie. Może usły­szysz złośliwą uwagę w rodzaju: „Boże, o co tu chodzi? Co za bzdury czytasz?” W rzeczywistości istnieje ogrom bólu, prawda? Czytaj dalej.)
Mówi się, że ból rodzi się z samotności, strachu, frustracji, z poczucia winy, z zazdrości albo z innego źródła — ból okrywa cierpienie. Nie chcę, żebyś cier­piała. Nie chcę, żebyś doznawała bólu. Muszę wiedzieć, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, dlaczego cierpisz. Chcę, żebyś mi powiedziała, abym mógł ci po­móc. Chcę coś uczynić, bo cię kocham. Powiesz mi?”
Może druga osoba powie ci — ze złością. Może potrafi mówić z jeszcze większym gniewem. Pamiętaj, że nie po­wstrzymuje swego gniewu — o tym możemy zaświad­czyć. Gniew nie wybuchnie z dziesięciokrotnie większą siłą później.
Uważam, że gniew drugiej osoby jest darem. Gniew zo­stałby powstrzymany w przypadku kogoś mniej drogiego. Trudniej jest otwarcie okazać gniew sąsiadowi czy znajo­memu niż komuś najbliższemu. Okazanie gniewu bliskim jest potwierdzeniem tej bliskości. Powtórzę: „Gniew jest darem”. Gdyby było inaczej, nigdy nie odkrylibyśmy bólu. Nie pozostalibyśmy bliscy sobie.
Gniew drugiej osoby jest nauczycielem. Uczy słuchać, rozumieć. Uczy współczucia. Odkrywając ból strachu, ból zniewagi, ból zdrady, ból winy, będziemy w stanie określić źródło bólu, w wyniku czego, jakby pod wpływem czarów, ból zacznie słabnąć.
Nasłuchuj brzmienia bólu, słów, a gdy je usłyszysz, nie odgradzaj się od nich. Odbieraj je jako oznaki cierpienia. Szukaj cierpienia. Podążaj jego śladem — to klucz.

Uzewnętrznienie i wygranie: W życiu popełniamy pew­ne nieodwołalne czyny, czyny, które powodują niepowe­towane straty i nie dające się wyleczyć rany, czyny, które stanowią nasz lub czyjś inny Rubikon. Rany zadane psy­chice nie różnią się od ran zadanych ciału. Można uderzyć kogoś w plecy i ból wywołany uderzeniem po chwili przej­dzie. Policzek wymierzony ukochanej osobie pozostawi bliz­nę na całe życie. Kłamstwo wyrządzi straty nie do odro­bienia. Dotknięcie słowem zrodzi nieuleczalne rany i znisz­czy zaufanie. Czyn można wybaczyć, rany wyleczyć, ale blizn nie da się wymazać, a strat naprawić.
Pamiętamy wszyscy żonę z przedstawionego wcześniej przykładu. Przypominamy sobie oskarżenia przeciw mężo­wi, którego atakowała określeniami typu „niedorajdo”. Mo­że i zasługiwał na to, ale rzucanie takich słów to atak fron­talny. Mąż też nie był amatorem w sztuce wojny na słowa. Nazwał ją „świnią”, a to po prostu prawdziwa awantura.
Jeśli nie byli małżeństwem, które dobrało się w piekle, to możemy przypuszczać, że żadna ze stron nie jest przy­zwyczajona do takich ataków, ponieważ małżeństwo nie może długo znosić niszczącego ognia zaporowego. Po takim zajściu żadna ze stron nie obdarzy partnera pełnym zaufa­niem. Nie da się tego zapomnieć, chociaż przebaczenie nie przekracza możliwości ludzkiej natury. Dwadzieścia lat później zniewagi nadal będą sprawiać ból, jeśli przywołane zostaną do pamięci. Stare powiedzenie głoszące, że „kije i kamienie mogą połamać moje kości, a słowa nie wyrządzą krzywdy” w istocie mija się z prawdą.
Już Ralph Emerson przypominał, że „myśl poprzedza każde działanie”. Daje nam to szansę przygotowania słow­nictwa nawet w największym uniesieniu. Czyn jest uzew­nętrzniany ciągle. Uzewnętrzniamy czyn, gdy rozgniewani nie popełniamy zbrodni, nie robimy nikomu żadnej krzywdy, a wycofujemy się, ustępujemy. Uzewnętrzniamy czyn, gdy nie wstajemy w kościele i nie krzyczymy na księdza: „Ty dwulicowy awanturniku!” Uzewnętrzniamy działanie, gdy powstrzymujemy się od uwag na temat fryzury przyjaciela. Stale uzewnętrzniamy działanie słowne i fizyczne.
Okrucieństwa można zapomnieć, ale nie da się ich usprawiedliwić. Pozwolę sobie na przytoczenie przykładu:
Przemawiałem w sądzie przed najgorszymi z sędziów, jacy kiedykolwiek przywdziali togę, sędziów, którzy cier­pieli na „cuchnący oddech” serca. Mimo to w ciągu czter­dziestu lat praktyki zawodowej nigdy nie rzucałem pod ad­resem sądu brzydkich słów, żadnych przekleństw. Nigdy nie posunąłem się do obrazy majestatu. Dlaczego? Czy wy­kazuję tak niezwykłe opanowanie i zimną krew? Raczej nie. Powodem, dla którego nigdy nie przekroczyłem granicy, jest to, że więcej wiem. Wiem, że jeśli posunę się za daleko, będę musiał za to zapłacić taką cenę, której nie warto płacić. Nigdy nie czułem potrzeby spędzenia czasu za kratkami.
Kierując się podobną zasadą, nigdy nie zaczepiałem ko­goś potężniejszego i wyższego ode mnie, żeby mu powie­dzieć, jakich przodków miała jego matka. Wiem więcej. Nie dlatego, że przeszedłem dłuższą drogę ewolucji niż przeciętny obywatel. Nie panuję lepiej nad swoimi emo­cjami niż inni ludzie. Najzwyczajniej uzewnętrzniam swój język, który wpędzi mnie w nieodwracalne tarapaty nawet wtedy, gdy jestem znieważony, nawet jeśli działam w sfe­rze zwanej „ogniskiem pasji”.
Dlaczego w takim razie nie mogę uzewnętrznić słow­nictwa w taki sposób w imieniu kogoś, kogo kocham? Uwa­żam, że mogę. Twierdzę, że nie robimy tak, ponieważ wie­my, iż w odpowiedzi na nasze okrucieństwa druga osoba raczej nie ześle nas do więzienia za obrazę sądu lub do szpitala z pokiereszowaną twarzą.
Nie lubię wyliczać, ile to razy przegrałem polemikę z Imaging, która umiała wycofać się i słuchać. Patrzyła na mnie i widziała złość, a nie przyjmowała jej do siebie. Sły­szałem, jak mówiła, że jestem niczym kilkunastomiesięczne trojaczki, które chcą wszystko i teraz, które wrzeszczą i zło­szczą się w jednej chwili, aby zaraz przestać i okazywać radość. Widziałem, jak zachowując zimną krew, wycofuje się i patrzy na mnie w taki sposób, jak ktoś siedzący w moc­nym domu i obserwujący tornado. Żal mi tornada. Gdy za­wierucha ucichnie, pozostaje tylko zniszczenie i smu­tek. Nikt nie kocha tornada. Nikt nie pamięta gwałtownego wichru, jak pamięta się delikatny, orzeźwiający powiew u schyłku dnia. Tornado, po utracie impetu, musi spoglądać za siebie z żalem i poczuciem klęski.
Konieczność uzewnętrznienia ataku gniewu, powstrzy­mywania agresji (okazawszy agresję, mamy zawsze upodo­banie do znęcania się), poskromienia chęci panowania nad innymi łącznie z panowaniem nad czyimś gniewem nie oznacza, że musimy poświęcić samych siebie. Jesteśmy przecież osobami o bogatych i delikatnych uczuciach, które mogą doznawać cierpienia, bólu i doświadczać gniewu.
Co robić z naszym gniewem? Czy umiemy tłumić nasz gniew? Czy umiemy usiąść na nim jak kwoka wysiadująca jajka, a następnie pielęgnująca stadko kurcząt? Uważam, że gniew to nic złego, zdrożnego, nieodpowiedzialnego. Złoszczenie się, gniewanie, świadczy o naszej możliwości czucia i potwierdza, że żyjemy. Rozumiejąc gniew tkwiący w innych, zrozumiemy gniew tkwiący w nas samych. Klu­czem jest znalezienie cierpienia w nas samych i podążanie jego śladem. Podążaj śladem cierpienia.
Może znajdziemy prosty sposób, aby poradzić sobie z naszym gniewem. Spróbujmy:
—                Zaznacz tę stronę i odłóż książkę na bok.
—                Odkryłeś swój gniew? Sięgnij po książkę, otwórz na tej stronie, którą zaznaczyłeś, pamiętasz? Zacznij czytać.
—                ZACZNIJ CZYTAĆ:
Nie jesteś jeszcze gotów, aby zająć się swym gniewem.
Na razie nic nie rób.
Nic nie mów.
Jak dotąd nie zbadałeś swego gniewu. Dopóki go nie zbadasz, nie możesz nic zrobić z tym swoim nie zdiag- nozowanym gniewem, a jedynie traktować go jak nie zdiagnozowaną chorobę.
Żeby zbadać gniew, musisz się od niego odłączyć. Jeśli gniewasz się na drugą osobę, wyobraź sobie, że między wami rozciąga się sznur. Przetnij ten sznur. Sznur, gniew, jest teraz doczepiony tylko do ciebie.
Idź za gniewem, aż do źródła. Cierpisz, jeśli jesteś zły. Idź po sznurze do źródła cierpienia. Idź za cierpieniem. Zawsze idź za cierpieniem. To jest zasada. Czy cierpisz z powodu oszczerstwa, zdrady, wypowiedzi, która cię dotknęłą, gdyż okazano ci brak szacunku? Czy ktoś cię za­atakował? Co cię dotknęło? Idź śladem cierpienia.
Powiedz sobie, co cię zraniło. Powiedz: „Poczułem się dotknięty, gdy zabolało mnie to, co ona powiedziała” albo: „Zabolało mnie to, że ona mnie nie rozumie i oskarża o coś, czego nigdy nie zrobiłem”.
Przemów głosem cierpienia, a nie gniewu. Gniew wy­wołuje gniew. Skierowanie gniewu na drugą osobę jest w gruncie rzeczy kiepskim sposobem na leczenie włas­nego cierpienia. Gdy przemówisz z głębi swego cierpie­nia, bez gniewu, otrzymasz spokojną, stonowaną odpo­wiedź.
Zwróć się teraz do drugiej osoby bez gniewu, spokojnie: „Wiem, że nie chciałaś mnie zranić, ale gdy usłyszałem (obojętnie, co to było), poczułem się dotknięty” albo powiedz: „Gdy zrobiłaś (cokolwiek to było), poczułem się dotknięty”.
Przećwicz to. Nie jest to łatwe zadanie. Jeśli jednak w złości nabierzesz nawyku wstrzymania się i wykonania powyższego ćwiczenia, oznaczać to będzie, że w końcu opanowałeś sztukę radzenia sobie ze swym gniewem w konstruktywny, pełen miłości sposób, który wzbogaci związek dwu osób, a nie zniszczy go i nie przyniesie mu żadnego uszczerbku.
Skuteczna odpowiedź to potwierdzenie i zakomuniko­wanie, że jest się dotkniętym: Jest to skuteczne, ponieważ jest szczere i przerywa marsz cierpienia wywołującego cier­pienie. Odkrywanie „słabości”, wytworzenie kruchego wi­zerunku jest, co dziwne, najlepszym argumentem, najle­pszym sposobem otrzymania tego, co się chce. Pamiętaj, czego chcemy. Chcemy miłości, nieprawdaż? Chcemy zro­zumienia, akceptacji, szacunku i bliskości. To jest wygry­wanie, prawda?

Powrót do dzieciństwa: Byłem w trakcie pisania tego rozdziału, gdy do mojej biblioteki weszła koleżanka. Prze­stałem pisać, żeby z nią porozmawiać. Po chwili przyszła do nas czteroletnia córeczka Szerpów z Nepalu, którzy byli naszymi gośćmi. Dziewczynka przyniosła koszyk z zabaw­kami. Nigdy nie widziała kobiety, z którą rozmawiałem. Nie umiała też ani słowa po angielsku. Wychowała się gdzieś daleko w Himalajach, gdzie ludzie żyją w prymi­tywnych warunkach, bez samochodów, dróg, elektryczno­ści, telewizji, supermarketów. Podeszła do niej, jakby były dobrymi znajomymi. Nie mówiąc ani słowa, wyjęła z ko­szyka małą lalkę i podała mojej koleżance. Następnie usiad­ła przy niej, bawiła się swymi zabawkami, podając jej nie­kiedy jakiś drobiazg.

Powiedziałem:
– To niewinność i ufność, która powinna być podstawą związków między ludźmi. Gdzie zagubiliśmy tę niewin­ność? Gdzie podziało się zaufanie? Jak to się dzieje, że dzieci są tak mądre, w przeciwieństwie do nas, ich ro­dziców?

PODSUMUJMY: Chcesz wygrać domowe potyczki? Na­ucz się je przegrywać.

PODSUMUJMY: Chcesz doznawać przyjemności i ra­dości, chcesz być kochany i szanowany? Chcesz, aby druga osoba też była szczęśliwa, a małżeństwo stało się ogrodem wzajemnego rozwoju i doskonalenia? Zrzeknij się chęci pa­nowania.

PODSUMUJMY: Chcesz pokonać gniew w sobie i w dru­giej osobie? Odkryj cierpienie.

 

 

Skan książki jest dostępny TUTAJ

Zobacz na:
Potęga uprzedzeń – Gerry Spence

Fragmenty książki Błękitna Prawda Davida Deidy

 

24.Pozwól sercu na szaloną namiętność

Dawanie klapsów może być aktem zamknięcia lub otwartości.

Dla większości z nas, gwałtowne emocje są destrukcyjne. Ludzie wpadają we wściekłość i mówią coś, czego nie chcą powiedzieć. Ktoś może zaatakować i zranić drugą osobę, a potem bardzo tego żałuje. Albo, ponieważ sam został zraniony odrzuceniem, wpada w przygnębienie, opycha się jedzeniem i wyleguje w łóżku, gnijąc w oparach samo-destrukcyjnej depresji. Większość agresywnych zachowań jest formą znęcania się nad sobą albo nad drugą osobą.
Dlatego początkowo duchowy wzrost oznacza pielęgnowanie współczucia i ograniczenie przemocy emocjonalnej wobec siebie i innych. Kiedy zwiększa się twoja samo-świadomość, naturalnie kierujesz się w stronę pokoju i harmonii. Będąc zmartwiony czy poirytowany, dbasz, aby wziąć kilka głębokich oddechów i wyciszyć się. Próbujesz wprowadzać w życie uprzejmość zamiast nienawiści, akceptację zamiast osądzania i radość w miejsce złości.
Niestety płytkie próby wprowadzenia przemiany mogą uczynić cię tak harmonijnym, że aż w końcu bezbarwnym i mdłym. Owszem uśmiechasz się i jesteś uległy, ale głębia mocy twojej miłości zostaje utracona na rzecz bezpiecznego, lecz płytkiego zrównoważenia. Być może wyrosłeś z agresywnych zachowań, za które nie chciałeś brać odpowiedzialności i przeszedłeś do wyćwiczonej beznamiętności, ale twój rozwój nie powinien się na tym zatrzymać Po tym jak rozwinąłeś zdolność uprzejmych zachowań i używania oddechu do opanowania niskich odruchów emocjonalnych, trzeba zrobić kolejny krok. Możesz nauczyć się otwierać na swoje emocje, zamiast zadawać ciosy w na­wykowych reakcjach. Zamiast oddychać w złości, chcąc za wszelką cenę przywrócić spokój, możesz użyć jej czy jakiejkolwiek innej emo­cji jako bramy prowadzącej do głębszego wyrażenia prawdy i miłości.
Przypomnij sobie chwile kiedy chciałeś kogoś uderzyć, walnąć w ścianę, rzucić talerzem o podłogę albo zrobić sobie krzywdę. Praw­dopodobnie czułeś się uwięziony przez własne lub zewnętrzne ograni­czenia albo doświadczałeś braku miłości. Przemoc jest zawsze próbą uzyskania większej wolności lub miłości. Otwartość jest wolnością i miłością. Nawet największa przemoc czy samo-destrukcyjne emo­cje są zakorzenione w potrzebie serca, aby się otworzyć, być wolnym, ofiarować i przyjmować miłość
Zawsze kiedy zanurzasz się w otwartości, jesteś w stanie dawać i przyswajać miłość w pełni i jesteś wolny. Ale, jeśli nie ćwiczysz otwie­rania i nie jesteś w stanie żyć jako miłość, to energia miłości wycofuje się i tworzy emocjonalny zamęt. Czujesz się uwięziony i samotny. Do­kucza ci wewnętrzne rozchwianie. Intensywne emocje – jeśli traktu­jesz je umiejętnie – mogą wprowadzić cię na szybką drogą do głębszej otwartości. Jeśli potrafisz otworzyć serce i naprawdę poczuć upomi­nającą miłość kryjącą się pod złością, to taki gniew może przynieść gwałtowną burzę, konieczną, by wytrącić cię z fochów, rozproszenia i humorzastego szaleństwa.
I podobnie smutek potrafi odsłonić twoje serce. W każdej chwili, gdy zauważysz jakiekolwiek przygnębienie, rozluźnij klatkę piersiową i szczęki, tak aby to uczucie mogło swobodnie popłynąć przez całe ciało. Niczym ocean, łagodność i otwartość są uległe, ale nie słabe. Poddaj się swojemu smutkowi, nie upadając na duchu. Poczuj fale de­presyjnej energii w piersiach, narastającą, tłumioną tęsknotę i wresz­cie głębię miłości w sercu, która otwiera się jako smutek. Otworzyć się na smutek, to otworzyć się na przeogromny ocean pragnienia miłości.
Lęk pokazuje, że coś powstrzymujesz. Gdzie w ciele przechowujesz napięcie? W języku, w brzuchu, między nogami? Co by się stało, gdy­byś w pełni zaufał otwartości i poddał się, aby żyła tobą tajemnica, która jest życiem? Na krótką chwilę, zrób wszystko co możesz i otwórz się całkowicie. Rozluźnij mięśnie, aby energia mogła popłynąć bez przeszkód przez całe ciało. Pozwól życiu oddychać tobą – nie wymu­szaj oddechu. Jeżeli zechce przestać, niech i tak będzie.
Co może się wydarzyć, gdy w tej chwili przestaniesz myśleć lub dzia­łać? Czego się boisz? Dowiedz się. Zaufaj temu co głęboko w tobie, wczuj się w swoje serce, niech umysł będzie tak łagodny jak uśmiech dziecka. Wysonduj co myślisz i robisz, gdy poddajesz się otwarty ży­ciu, nie dodając ze swojej strony żadnego wysiłku ani starań.
Zauważ, kiedy ponownie łapie cię strach. Twoje myśli, emocje i mię­śnie podejmują wysiłek, abyś tak zabezpieczył przyszłość, by uchronić się przed porażką. Poczuj jak bardzo nie ufasz życiu, które pragnie żyć poprzez ciebie. Poczuj wyraźnie, jak ograniczasz bezgraniczną otwar­tość miłości poprzez swoje zamknięcie. Odczuj jak kulisz się z lęku, nie chcąc się poddać i odmawiając, by życie żyło tobą otwarte jako pełnia tej chwili. Nie odwracaj się od niego, tylko odczuwaj go jako obecny kształt miłości. Wypełnij sobą to uczucie-kształt swojego lęku. Kiedy będziesz gotowy zaufać tajemnicy, która żyje w tobie nawet pod postacią lęku – otwórz się.
Gniew, smutek, lęk – kiedy pozwolisz sobie odczuwać w pełni i otworzyć się na wszystkie emocje, twoje serce będzie mogło wyrazić się we wszystkich odcieniach miłości. Niektóre chwile będziesz odbie­rać jako spokojne i harmonijne, a inne jako gwałtowne i dzikie, cha­otyczne i niebezpieczne albo dotkliwie bolesne. Pamiętaj, pod każdą z tych form ukryta jest miłość.
Zanim zaczniesz coś zmieniać, prawdopodobnie siejesz zniszczenie impulsywnymi reakcjami, znieważając siebie i innych. Przed jakąkol­wiek reakcją, dobrze jest więc opanować sztukę głębokich oddechów i wyciszania. Ale ten rodzaj poskramiania i tonowania emocji przydaje się tylko dopóki nie jesteś gotowy i chętny, aby otworzyć się jako mi­łość w postaci wszelkich emocji .
Postęp w wyrażaniu emocji – od impulsywnego do swobodnego – w oczywisty sposób odzwierciedla się w obszarze zachowań seksual­nych. Najpierw seks jest zaledwie – „podniecić się i wytrysk”, albo wynikającym z potrzeby aktem – „czy ty mnie naprawdę kochasz?”.
Potem dojrzewasz do seksu bardziej harmonijnego, wypełnionego ja­sną komunikacją, powolną zmysłowością i troskliwym wsparciem.
Wreszcie, nie chcąc ukrywać przed sobą, ani przed partnerem naj­głębszych pragnień serca – całkowicie otwieracie się razem. Uczycie się dawać i przyjmować miłość za pomocą całego spektrum emocji, kocha­jąc się łagodnie, drapiąc jak dzikie koty, gryząc jak wampiry czy łącząc niemalże bez ruchu. Uczycie się kochać z szeroko otwartym sercem, bez względu na to jak agresywnie czy spokojnie wyraża się wasze kochanie.
W niektórych momentach, powodowany miłością i płynący z serca klaps – nawet bolesny – może być bardziej erotycznym i budzącym miłość doznaniem, niż jakiekolwiek słowa. Podobnie, jeśli partner ma zamiar zrobić coś, co może zniszczyć jego życie, podyktowany troską klaps może ją czy jego przebudzić kochającym upomnieniem, kiedy spokojne słowa nie odnoszą skutku. Gwałtownie okazywana miłość często jest niebezpieczna, ale prawdziwa.
Oczywiście, jeśli agresywne działania nie płyną z serca, stają się ak­tem karygodnej destrukcji. Kiedy masz zamknięte serce i dajesz komuś klapsa – tworzysz ból i cierpienie, koniec kropka. Prawa, zasady i bez­pieczne granice są konieczne, żeby chronić każdego od takiej przemo­cy i krzywd Jeśli nie ufasz partnerowi albo nie chcesz kogoś zranić czy zostać zranionym, jasno wytyczone granice będą bardzo istotne.
Kiedy jednak zbudujecie wzajemny szacunek i bezpieczne granice, wasze zaufanie będzie być może gotowe, aby przenieść je na głębszy poziom. Może dojrzeliście do tego, że nawet chęć zranienia czy by­cia zranionym stanie się częścią pogłębiania miłości. Możesz poprosić partnera, aby krzyczał na ciebie, osądzał, zawodził, gryzł czy nawet uderzył – podczas gdy w trakcie takiej „awantury”, wspólnie ćwiczy­cie głębokie odczuwanie siebie nawzajem i pozostajecie połączeni ser­ce z sercem.
Jeżeli potrzebujesz przestrzeni, aby poczuć się bezpiecznie, pozostań przy takich zasadach i granicach, które dają ci komfort. Powiedz – jeśli potrzebujesz pozwalam ci wrzeszczeć, ale nie wolno ci mnie dotknąć, do­póki się nie uspokoisz. Dla większości ludzi takie zasady są lepsze, niż szkody wywołane agresją zamkniętego serca.
Pamiętaj, że gwałtowność powodowana autentyczną miłości jest na­miętnością. Czasami, aby kogoś zauroczyć potrzeba miłosnej dzikości.

Jeśli oboje jako para, zdecydowaliście się wykroczyć poza granice bez­pieczeństwa, możecie praktykować sztukę kochania w pełnym spek­trum uczuć. Zamiast tłumienia siebie i prób przekształcania „złych” emocji w „dobre”, możecie nauczyć się żyć we wszystkich emocjach jako formie wyrażania – z serca do serca – swojej najgłębszej miłości, niezależnie od tego jak gwałtownie i namiętnie ta miłość będzie się wyrażać. Taka praktyka przyniesie dobre owoce jedynie w przypadku sprawdzonego zaufania i autentycznej łączności serc
Leżąc albo siedząc, patrzcie sobie w oczy i otwierajcie się na siebie. Odprężcie ciała i oddychajcie głęboko. Poczujcie rytm swojego odde­chu. Poczujcie nawzajem swoje serca.
Patrząc w oczy oraz wczuwając się w serca, nauczcie się zauważać momenty emocjonalnego zamknięcia i dystansowania od siebie. Być może partner pozornie odpływa lub staje się mniej obecny. Albo oczy któregoś z was odwracają się z lęku czy potrzeby obrony. Ćwicząc przez jakiś czas, możecie nauczyć się wyczuwać z wielką wrażliwością jak serce partnera to otwiera się, to zamyka.
Aby doskonalić tę umiejętność, możesz mówić ukochanej osobie jak odbierasz to co dzieje się w jej sercu – otwiera się, otwiera, zamyka, otwiera … Po kilku minutach, partner może słownie zweryfikować czy twoje odczucia były trafne. Na podstawie takiej informacji zwrotnej, zauważ na ile dobrze odebrałeś poruszenia jego serca. To tak jakbyś obserwował minimalny ruch migawki w aparacie fotograficznym, któ­ra otwiera się i zamyka, w niezauważalny prawie sposób.
W końcu oboje rozwiniecie tę umiejętność na tyle, aby zaufać swo­jej zdolności do odczuwania serca partnera. Wraz z praktyką, będzie­cie potrafili precyzyjnie wyczuć kiedy ukochana osoba jest otwarta i całkowicie z tobą obecna, a kiedy zaczyna się oddalać lub wycofywać za emocjonalną zasłonę. Nauczycie się wyczuwać te stany, nawet gdy są bardzo subtelne, nagłe czy szybko się zmieniają.
Kiedy obydwoje nauczycie się odczuwać swoją obecność i otwar­tość – lub jej brak – możecie dodać do swojej gry seksualnej bardziej gwałtowne elementy. Jakakolwiek emocja czy impuls, na który się nie otwieracie, będzie pozostawać ukryta w waszej psychice i czekać na wybuch w pozbawiony miłości sposób, w nieoczekiwanym momencie w przyszłości. Ale jeśli nauczycie się otwierać serce na swoje mroczniejsze impulsy, odkryjecie, że również za nimi stoi głębsza miłość, zaufanie i otwartość.
W czasie gry miłosnej, za pomocą słów, dotyku, ruchu i oddechu, zacznij wyrażać jedno ze swoich bardziej gwałtownych pragnień i na­tychmiast zwróć uwagę na wahania otwartości i zamknięcia, zarówno w sobie jak i w swoim partnerze. Uprawiaj mroczniejsze oblicze mi­łości, ale tylko w tych chwilach, gdy oboje pozostajecie otwarci i po­łączeni ze sobą, serce w serce. Jeśli migawka twojego serca całkiem się zamyka albo jeśli czujesz, że partner zaczyna się wycofywać, przestań zachowywać się czy odzywać agresywnie. Odbudujcie otwartość i po­łączenie – poczujcie siebie i oddychajcie razem, patrząc sobie głęboko w oczy.
Intensywna przyjemność może być tak samo trudna do zniesienia jak emocjonalny lęk. Może odkryjesz, że twój partner naprawdę lubi, kiedy traktujesz go ostro. Kiedy warczysz, przeklinasz, żartobliwie przyduszasz czy dajesz klapsy on czy ona może zatracić się w obez­władniającej przyjemności i seksualnym podnieceniu.
Jeśli jednak zamyka oczy, wstrzymuje oddech lub napina ciało, zre­dukuj gwałtowne zachowania, dopóki nie nawiążecie ponownie peł­nego kontaktu uczuciowego. Patrzcie sobie w oczy. Oddychajcie razem. Swobodnie otwórzcie się i wczujcie wzajemnie w swoje serca. Pocze­kajcie aż oboje będziecie otwarci i poczujecie nawzajem głębię miłości w rozluźnionych brzuchach i ufających sercach. Nie chodzi o to, aby podniecić się czy popaść w ekscytację, ale żeby nauczyć się odczuwać głębię i wnętrze partnera, podczas gdy w naturalny sposób pojawiają się wszelkie emocje.
A więc następnym krokiem jest ćwiczenie otwierania się w bezgra­nicznej miłości, nawet gdy gwałtowne emocje płyną przez wasze ciała i serca. Wpatruj się głęboko w źrenice oczu partnera, tak jakbyś spo­glądał w bezdenną studnię miłości. Poczuj przestrzeń, która otacza cię we wszystkich kierunkach, otwierając skórę bez żadnych ograniczeń. Niech miłość promieniuje na zewnątrz serca, nie tylko do ukochanej osoby, ale do każdego. Kochaj się ze wszystkim co niesie dana chwila.
Poczuj swojego kochanka – jego wilgotną skórę, rozchylone zęby, miękkie wargi, dziką energię – i nie zatrzymuj się na tym. Poczuj także ściany i sufit, samochody gdzieś daleko na ulicy, odgłosy miasta – czuj tych wszystkich, którzy umarli przed tobą i tych, którzy będą żyli dłu­go po twojej śmierci. Nawet kiedy figlarnie szamoczesz się z ukocha­nym, kiedy krzyczysz, gryziesz czy drapiesz, otwórz się szeroko na wszystko co wydarza się w tej właśnie chwili. Każda chwila przeżywa­na totalnie jest formą otwartej miłości.
Jeżeli jesteś tym, który przyjmuje gwałtowną miłość, oddychaj głę­boko i przyjmuj wszystko, będąc bardziej otwarty niż twój partner. Otwórz się z takim zaufaniem wobec siły miłości, że zostaniesz porwa­ny przez wszystko co niesie ze sobą ta chwila. Odczuwaj moc istnienia i rozprzestrzenianie ogromu miłości, zajmującej twoje ciało, penetru­jącej serce, biorącej otwartego ciebie w przestrzeń nieskończoności.
Jeśli jesteś tym, który daje agresywną miłość, wtargnij w pełnię tej chwili swoją czującą świadomością jak woda penetrująca otwarcie su­chą gąbkę, wzbierając ładunkiem miłości bez granic, otwierając się jasny i pełen przyjemności. Wniknij we wszystko co niesie ze sobą ta chwila – i w swojego partnera – tak totalnie obecny, żeby każda cząst­ka mogła rozszerzyć się nasycona miłością, kiedy otwarty przenikasz i oddychasz wszystkim.
Taki rodzaj praktyki seksualnej jest wstępem do podobnej otwarto­ści, którą możesz ćwiczyć samodzielnie w ciągu dnia i nocy. Z biegiem czasu, z ukochaną osobą lub bez niej, możesz uczyć się jak się kochać – przyjmując całym sobą, oddychając i rozprzestrzeniając się – tak jak szeroko otwarta, pełna poddania chwila.
Prawdziwa duchowa i seksualna namiętność wymaga zdolności do otwarcia się na dzikość, której pragnie dana chwila. Klapsy, krzy­ki i mroczne pragnienia mogą władać miłością z taką samą mocą, jak delikatne pocałunki, łagodne nastroje i głaskanie po plecach. Podob­nie jak konieczne mogą być lata, by dojrzeć i przejść od relacji pełnych przemocy, do takich, w których panuje wzajemny szacunek i bezpieczne granice, tak samo może być potrzebna długa praktyka, zanim będziesz w stanie swobodnie otworzyć się na wszystko co niesie ze sobą chwila – pełen życia, w czułej zabawie bardziej gwałtownych sił miłości.

25. Żyj prawdą swojego serca

Prawdę łatwiej jest poznać, niż ją poczuć.
I łatwiej jest ją poczuć, niż nią żyć.

Każdy zna jakąś prawdę. Na przykład większość ludzi wie, że nadmiar słodyczy jest niezdrowy. Wśród tych, którzy to wiedzą, niewielu jednak czuje tę prawdę, pałaszując pudełko ciastek. Tylko niektórzy znając i czując prawdę, zaczynają nią żyć i zdecydowanie
zmieniają swoje nawyki.
Dużo trudniej żyć prawdą niż poczuć ją lub poznać. Poznanie jest najłatwiejsze Umysł jest bardziej giętki, niż emocje czy ciało i dlatego stosunkowo szybko coś przyswaja. Słyszysz coś i natychmiast decydujesz czy coś brzmi dla ciebie prawdziwie Wtedy możesz chcieć przekazać to innym.
Możesz o tym pisać czy nawet stworzyć filozofię, ale w życiu niewiele się zmienia. Możesz, na przykład doskonale wiedzieć, że ćwiczenia poprawiają wydolność układu krążenia i wciąż siedzieć na tyłku. Czasem konieczne są lata cierpień, zanim prawda, że coś jest nie tak będzie na tyle silna, aby pojawiły się łzy i zapał do zmiany.Jednak nawet wysoko rozwinięta inteligencja emocjonalna – twoja zdolność do czucia prawdy z wielką wrażliwością i szczegółami – nie wystarcza do prawdziwego wzrostu.
Ostatnią częścią ciebie, poddającą się transformacji jest ciało. Będąc bardziej stałe niż umysł czy emocje, zmienia się na końcu. Będziesz wiedział co powinieneś zrobić i będziesz czuł tę prawdę na długo przedtem, zanim zechcesz żyć tym w swoim ciele. Możesz wiedzieć, że nie stać cię na nowy ciuch czy kolejną podróż do Las Vegas, mo­żesz czuć jak ta prawda sprawia, że stajesz się nerwowy i niespokojny, a mimo to możesz nie być gotowy, by nią żyć – wyciągając kartę kre­dytową i powtarzając to co zwykle, z tym samym poczuciem winy. Nawyki twojego ciała i ruchy, które powtarzasz są najbardziej uparte, najbardziej sztywne i jako ostatnie ustępują prawdzie.
Ponieważ ciało jest najbardziej ociężałą i niepodatną na zmiany czę­ścią w tym procesie, seks jest często ostatnim obszarem twojego życia, który zmienia się pod wpływem prawdy. Najpierw wiesz, że miłość może być fundamentem dla seksu. Potem, otwierasz się, aby odczuwać emo­cjonalnie partnera w trakcie miłosnych igraszek. W końcu uczysz się doświadczać poruszeń i aktywności w czasie seksu jako samej miłości.
Nawet podczas najbardziej erotycznych, przyjemnych lub bolesnych momentów seksualnych, możesz nauczyć się być miłością – mówić z miłością, oddychać miłością, wić się z miłości, ufać jej, ofiarowywać ją i przyjmować Seks może stać się miłością w działaniu wyrażaną całym ciałem. W chwilach seksualnej bliskości – a także w każdym innym momencie dnia – możesz uprawiać miłość, otwierając się, od­czuwając każdego, wdychając wszystko co niesie chwila (obojętnie czy będzie to pełne bólu czy przyjemności) i potem wydychając miłość do wszystkich prosto z serca.
Podobnie jak maratończyk możesz trenować ciało, by przebiec cały dystans w miłości. Kiedy jesteś zmęczony i już chcesz się poddać, wy­trzymaj jeszcze kilka minut przekazując miłość poprzez oddech, ciało i zachowanie. Ofiaruj uśmiech, uścisk czy czułą pieszczotę ukochanej osobie, nawet jeśli chciałbyś się zamknąć Z biegiem czasu, twoje życie będzie otwierać się jako miłość w działaniu coraz bardziej i bardziej.
W ciągu dnia zwolnij i poczuj bicie serca. Odczuj bijące w nim głę­boko źródło strumienia miłości. Pozwól ciału otworzyć się w miłości i rozluźniając brzuch, wdychaj i wydychaj powietrze do serca. Podaruj serce każdemu poprzez oddech i pozwól, aby miłość poruszała twoim ciałem w każdej chwili, w której o tym pamiętasz.
Jak miłość zmywałaby naczynia? Stojąc przy kuchennym zlewie, kiedy twoje dłonie pocierają namydloną gąbką powierzchnie tale­rzy, wdychaj i wydychaj miłość do serca, odczuwając równocześnie to wszystko, co na zewnątrz ciebie, aż po otwarty horyzont chwili.
Jak mógłbyś ofiarować otwartą prawdę serca swoim współpra­cownikom, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz? Czy powinieneś się uśmiechnąć, powiedzieć coś śmiesznego, zachować się kompetentnie, poruszyć ich, a może odejść i dać im przestrzeń? Dzień po dniu rozta­czaj miłość jako umiejętny dar płynący z ciała, prosto z głębi serca na zewnątrz, aż po otwarty horyzont chwili.
Samo poznanie prawdy jest bezużyteczne – czucie jej, jest czymś głębokim – ale dopiero życie nią robi prawdziwą różnicę.

26. Wykraczaj poza to co bezpieczne

Głębokie seksualne obdarowywanie wymaga wzajemnego szacunku i równości, ale je przekracza.

W dawnych czasach mężczyźni byli mężczyznami, kobiety kobietami… a przynajmniej takie było założenie. Mężczyźni musieli być bezpośredni, opiekuńczy i posiadać stoicką naturę. Kobiety miały być promienne, łagodne i zajmować się dziećmi. Potem, z ważnych powodów, kobiety poczuły się uwięzione w swoich ograniczonych, kobiecych rolach. Zaczęły się zmieniać, pielęgnując bardziej męskie cechy – mniej się malowały, ubierały bardziej formalnie oraz nauczyły trzymać się własnego kierunku i celu, osiągając finansowe i polityczne sukcesy.
Wkrótce potem, mężczyźni również poszli śladem poszerzania swojej przestrzeni, uświadamiając sobie, że omija ich wiele przyjemności życia. Sukces to nie wszystko. Przyjęli więc to co w nich kobiece – pozytywne jakości życia – i zaczęli czerpać przyjemność z noszenia dłuższych włosów, barwnych ubrań oraz pozbawionej wstydu seksualności. Nauczyli się rozluźniać własne, sztywne poglądy, grać na bębnach w lesie i płynąć w naturze z muzyką i tańcem.
Mężczyźni i kobiety dali sobie pozwolenie, aby stać się bardziej pełnymi istotami. Zaakceptowali i przyjęli swoje zarówno męskie jak i kobiece, wewnętrzne jakości. Będąc w związkach, przyznawali sobie oraz wspierali własną autonomię i niezależność Pojawiła się większa równość Wzajemny szacunek stał się podstawą nowego rodzaju rela­cji. W zasadzie, niby wszystko było w porządku.
Niby, ponieważ z czasem, odnoszące sukcesy i niezależne kobiety zaczęły narzekać na tych wszystkich ofermowatych facetów – gdzie podziali się silni mężczyźni, którzy potrafiliby zaakceptować kobiecą moc i wciąż mieć wewnętrzną determinację i zdecydowanie, żeby nie wspomnieć o na tyle gwałtownej namiętności, by zniewolić ją w łóż­ku? Również mężczyźni zaczęli czuć się zmęczeni twardymi kobieta­mi – gdzie podziały się te, które byłyby w stanie odnosić sukcesy bez zamykania serca i napinania ciała – cudowne kobiety, które potrafią cieszyć się słodyczą głębokiego poddania?
Pewny siebie macho i uległa gospodyni domowa zmienili się we wraż­liwego i delikatnego mężczyznę, który stał się irytująco przewidywalny oraz kobietę sukcesu, która była zawzięcie niezależna. Niestety ani bez­pieczeństwo, ani niezależność nie dotykają najgłębszych pragnień serca.
Kiedy ostatni raz twój mężczyzna był tak czule obecny z tobą, tak pewny siebie w tym, że cię pragnie, że wziął twoje ciało w głębokie posiadanie, a w tej miłości twoje serce zakwitło rozkoszą? Kiedy w ostatnim czasie twoja kobieta rozjaśniła ci życie swoją cudowną miłością i rozpaliła twoje ciało gorącymi, pełnymi ufności i słodki­mi błaganiami? Kiedy był ten ostatni raz, kiedy twój kochanek czy kochanka kochali cię tak, jakby twoje ciało było nieskończonością, wyprowadzając cię poza spazmatyczne „o Boże”, do stanu, w którym nie ma już nic do otwarcia?
Na pewno nikt nie chce wracać do dawnych czasów, zawężonych ról każdej płci. Dlatego dla wielu kobiet i mężczyzn nadszedł czas, aby wykonać następny krok w seksualno-duchowej ewolucji.
Samowystarczalna kobieta zaczyna na nowo kusić i cieszyć się sta­nem zniewolenia pozbawionym bezpieczeństwa. Praktykuje pełne otwartości poddanie, aby mężczyzna mógł wziąć ją całym sobą, gdy ona oddycha mocą miłosnej obfitości. Totalnie, soczyście otwarta, ćwiczy aktywne przyjmowanie pełni obecności danej chwili, biorąc każdy moment w swoje ciało i serce, tak jak przyjmowałaby w siebie namiętnego kochanka, któremu ufa. Wtedy jej miłość rozbłyskuje sze­roko otwarta, wszystkimi kolorami tęczy.
Ona już wie, że może z powodzeniem zadbać sama o siebie. Teraz, troszczy się z miłością o wszystko. Uwielbia się kochać i kocha otwie­rać się niczym jasna i pełna mocy łaska miłości. Oddech za oddechem, oddaje swoje ciało miłości, by nią zawładnęła, poruszała, ożywiała – dzika i pozbawiona wstydu – w każdym momencie, biorąc wszystko głęboko do serca, otwierając się na pełnię miłości, lśniąc wszystkimi jej kolorami i tańcząc każdym jej przejawem, niezależnie czy ukocha­na osoba jest przy niej czy nie.
Odnosząc sukcesy, nigdy nie zapomina, że zewnętrzne zdobycze i wy­czyny to tylko ozdoby, podczas gdy to sama miłość płynie w jej żyłach jak krew. Praktykuje otwieranie się i pozwala, by całkowicie wypełniła ją każda przemijająca chwila. Poddaje się w pełni miłości, by poruszała jej ciałem w ciągu dnia i nocy Jest zmysłowa, tańczy i otwarcie komunikuje się z naturą, rodziną i przyjaciółmi. Wszystkie jej przyjemności, począw­szy od modlitwy, a skończywszy na biżuterii, z wdziękiem eksponują jej serce jako żywą, promienną miłość To na czym zależy jej w każdej chwili, to oddać się i przyjąć wszystko do ciała i serca, tak aby miłość mogła ją wypełnić otworzyć i w ten sposób stać się radością jej życia.
Wrażliwy mężczyzna wzrasta ku temu, aby zaryzykować wszyst­ko dla miłosnej wolności. Uświadamia sobie, że wolność ukryta jest w tym, że nie wie się niczego, jest się otwartym na głębię serca i ofia­ruje wszystko. Zatem praktykuje ofiarowanie całej swojej obecności, otwarte wchodzenie w każdą chwilę ze wszystkim co posiada, łagod­ne, ale nieubłagane dawanie swoich najgłębszych darów – nawet, gdy lęk czy wątpliwości miałyby go powstrzymać.
Ofiarowuje siebie do tego stopnia, że zatraca się w dawaniu. Patrząc na świat jak na odbicia kobiety w szybie, przenika uczuciem to, co się pojawia i rozszerza, ofiarowując wszystko. Czując wszystko, od­czuwając poprzez wszystko, przenika gęstą przestrzeń niczym światło. Wchodzi w każdą formę czy stan i otwiera je, jakby robił to z ufającą mu, promienną kochanką.
On już wie jak się dzielić Wie także jak słuchać i współpracować z innymi. Teraz uczy się, że życie w wolności nie oznacza pójścia na kompromis, ani kapryśnego robienia tego co mu się zachce, ale że jest to raczej odczuwanie wszystkiego i otwieranie się na pełnię pojawia­jącej się chwili, z równoczesnym ofiarowaniem swoich najgłębszych
darów, bez względu czy chce tego czy nie – i niezależnie czy inni tego chcą czy nie.
W obliczu trudności, obstaje przy najprawdziwszej sile autentycznej miłości, bez wycofywania się w miłe subtelności. Czuje się bardziej otwarty, niż otoczony zbroją macho, bardziej swobodny niż nakazuje wystudiowana uprzejmość, a jego odkryte serce bije na zewnątrz dla wszystkich i przenika każdą chwilę, otwartą po kres czasu.
Współczesna duchowa kultura jawi się jako wytwór drętwych ko­biet i pozbawionych kręgosłupów mężczyzn – bardzo racjonalnych i nad wyraz przewidywalnych. Dlatego kiedy już zrównoważyłeś w so­bie to co w męskie i kobiece oraz osiągnąłeś niezależną pełnię, może pojawić się naturalne pragnienie, by wykroczyć poza ograniczenia za­ledwie bezpiecznego i wygodnego życia.
Tak głęboko w sobie – co byś wolał i wybrał? Zadowolić się bezpie­czeństwem i wygodą czy raczej szeroko otworzyć swoje życie na ogrom miłości – czasami krzycząc, czasem walcząc, jednak zawsze bezbronny, z sercem na dłoni i ciałem wibrującym bezgraniczną siłą miłości?

27. Raduj się ukwieconą walką

Zawsze przyciąga cię odwzajemniona energia seksualna.

Podobnie jak ukochaną osobę, darzysz miłością również swoich przyjaciół i rodzinę. Jednak twój intymny związek jest wyjątkowy nie dlatego, że kochasz, ale ze względu na wzajemne przyciąganie tego co męskie i kobiece.
Każdy mężczyzna i każda kobieta ucieleśnia w sobie zarówno energie męskie jak i kobiece, chociaż w każdym te proporcje są unikalne i niepowtarzalne. Te właśnie proporcje określają twoje wyjątkowe, seksualne dary. Wpływają również na to, kogo pociągasz seksualnie i kto będzie pociągający dla ciebie.
Gdybyś miał wybierać, to wolałbyś uprawiać seks z kimś kto promieniuje życiem, jest świeży i soczysty, stęskniony za tym, by poddać się twojemu kochaniu czy z osobą, która jest zintegrowana, umie wejrzeć w serce i chce wziąć cię pewnie, namiętnie, z totalną obecnością?
Jeżeli masz w sobie więcej męskiej energii seksualnej, będziesz przyciągany do partnera (-ki) o większej energii kobiecej. To co kobiece jest
światłem, które odczuwa się jako miłość i które lśni w każdym przejawie życia. Kobieca kochanka będzie promienna, pełna energii życia
i będzie pragnęła otworzyć się jako miłość oraz przyjąć głębię twojego kochania. Uśmiech takiej partnerki może rozjaśnić ci życie i zainspirować serce. Taka kochanka będzie mówić jedno, mając na myśli co innego, a także zmieniać zdanie i nastroje jak pogoda. Jak sama Matka Natura, kobieca siła jest pełna mocy, zmienna i nieprzewidywalna – nie po drodze jej z rozumem i odpowiedzialnością. Większość kobiet i niektórzy mężczyźni mają bardziej kobiecą esencję seksualną.
Jeśli twoja esencja seksualna jest bardziej kobieca, będzie pociągać cię bardziej męski partner. To co męskie jest świadomością, którą ucie­leśnia głęboka i przenikająca obecność Męski kochanek będzie zdolny do tego, aby wziąć cię i posiąść z kochającą intensywnością i głębią. Może otworzyć cię szeroko i z humorem odsłonić sedno chwili.
Kochanek, który ma więcej męskiej energii, będzie równocześnie bardziej płytki emocjonalnie, stosunkowo nieświadomy twoich uczuć i dużo bardziej oddany poczuciu życiowej misji, niż bliskości z tobą. To co męskie bardziej dba o to „dokąd” zamiast „z kim”. Większość mężczyzn i niektóre kobiety mają bardziej męską esencję seksualną.
Niewiele mężczyzn i kobiet ma idealnie zrównoważone proporcje męskich i kobiecych jakości w swojej seksualnej esencji (chociaż wie­lu ludzi jest błędnie przekonanych, że posiada zrównoważoną esencję seksualną, ponieważ nabrało powierzchownych przyzwyczajeń seksu­alnego stłumienia). Jeżeli w swojej seksualnej istocie jesteś naprawdę zbalansowany, najbardziej będziesz przyciągany do partnera, który pod tym względem jest podobny do ciebie – nie będziesz mieć wiel­kiego pragnienia, by posiadła cię z pasją kochanka, która ma więcej męskich jakości i nie będziesz bardzo pragnął, aby posiąść swoją ko­biecą kochankę nagle i gwałtownie.
Jeśli jesteś jak większość ludzi, hetero- i homoseksualnych, to nie masz zrównoważonej esencji seksualnej. Chociaż każdy ma pewne męskie i kobiece cechy – szczególnie na powierzchni – to głęboko w swoim wnętrzu, w sercu sekretnych pragnień, twoja esencja seksu­alna jest prawdopodobnie całkiem wyraźnie bardziej męska albo bar­dziej kobieca. W głębi siebie, prawdopodobnie pragniesz zniewalać lub zostać zniewolonym seksualnie, bez względu czy masz możliwość cieszenia się takim wymiarem miłosnej gry w swoim życiu czy nie.
Ponieważ męskość i kobiecość przyciągają się wzajemnie jak ma­gnes, będziesz przyciągać kochanka czy kochankę, której esencja od­wzajemnia twoją – kogoś, kto w głębi siebie chce wziąć z radością to co dajesz i chce ofiarować to, co z radością przyjmiesz. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy na powierzchni, wasze różnice mogą doprowadzać was do szału.
W tym oto leży słodka tortura, „ukwiecona walka” intymności – kochanek czy kochanka, którzy naprawdę głęboko podniecają cię seksualnie, będą równocześnie frustrować cię w codziennych drobia­zgach. Jeśli masz kobiecą esencję, podniecająca będzie dla ciebie głę­boka pewność siebie i spójność twojego męskiego kochanka, za wyjąt­kiem sytuacji , gdy w chwilach nieporozumień spycha twoje uczucia i czepia się szczegółów, za każdym razem gdy o nich mówisz. Jeżeli twoja esencja jest męska, to podnieci cię spontaniczny śmiech twojej kobiecej kochanki i jej zmienna wrażliwość seksualna, pomijając czas, gdy histerycznie wybucha albo nieprzewidywalnie się zamyka.
W chwilach głębokiego zjednoczenia, męskość i kobiecość otwie­rają się jako pojedynczy dar – dwa aspekty jednego klejnotu. Ale w bardziej codziennych chwilach, ich powierzchowne różnice mogą się ścierać Kiedy na przykład próbujecie porozumieć się werbalnie, to męskość chce zrozumieć problem i dotrzeć do sedna, mając nadzieję, że rozmowa przebiegnie stosunkowo prostą ścieżką od punktu A do punktu B, aby przynieść konkretne rozwiązanie Kobiecość zaś uwiel­bia rozmawiać, jakby tańczyła, chce połączyć się z uczuciami i wspól­nie cieszyć odczuwaną energią.
U większości par, bardziej męski partner denerwuje się kobiecym, nieco poplątanym stylem rozmowy, który do niczego konkretnie nie prowadzi, podczas gdy bardziej kobiecego partnera frustruje sztywne dążenie do celu i postawa wszystkowiedzącego.
W jaki sposób można otworzyć się i kochać pomimo tych różnic w seksualności, traktując je jako bramę prowadzącą do głębszej jed­ności? Jak można wyjść poza chwile frustracji, by mogły ujawnić się głębsze dary?
Najpierw, określ jakość swojej seksualności – czy często idziesz na kompromis z najgłębszymi pragnieniami serca, w imię powierzchow­nej harmonii i równości? Ofiarowanie ukochanej osobie przestrzeni, aby mówiła cokolwiek chce i jakkolwiek chce to wyrazić, jest przy­datnym ćwiczeniem terapeutycznym, jeśli jest stosowane od czasu do czasu. Owszem, może prowadzić do wzajemnego zrozumienia i po­czucia, że jesteśmy wspierani. Ale nie dorównuje zachwytowi i znie­woleniu poddanego serca, które skrywa się w najbardziej intymnym pragnieniu.
Kiedy równość nie budzi już żadnych wątpliwości, kiedy czujesz się zrozumiany i wspierany, nadchodzi czas, by wejść głębiej. Tam wła­śnie odnajdziesz istotę sztuki seksualnego obdarowywania.
W swoim wnętrzu odkryjesz jedyne pragnienie – aby być szeroko otwarty jak miłość, wolny jak bezgraniczna świadomość i nieustrasze­nie żywy jak spontaniczne obdarowywanie. Zamiast iść na kompromis, który usatysfakcjonuje bardziej powierzchowne potrzeby, możesz ćwi­czyć się w tym, aby otwierać się głęboko, jednocząc serce z ukochaną osobą – pełen życia i nieograniczony jak otwarte światło danej chwili.
Jeśli twoja kobieta trajkocze o czymś zupełnie nieistotnym, ofia­ruj jej swoją prawdziwą i niewzruszoną obecność Bez odwracania się i popadania w otępienie, przedostań się z darem totalnej obecności do jej serca. Oddychaj, poruszaj się i uważnie patrz w jej oczy, jakby to była wasza ostatnia chwila życia razem.
Jeżeli twój mężczyzna zawęża życie do problemów i rozwiązań oraz projektów, zalej go swoją kobiecą siłą. Jak monsun czy ocean światła, skąp jego ciało w zachwycie i rozkoszy, nasącz go w głębokich wodach miłości, którym nie będzie w stanie się oprzeć.
Głęboka intymność nie polega na tym, aby dostawać to czego się chce, ani na wzajemnych kompromisach, ale na ofiarowaniu najgłęb­szych darów własnej, seksualnej esencji. Zauważaj swoją powierz­chowną, męską potrzebę rozwiązywania problemów lub własną, płytką, kobiecą potrzebę emocjonalnego kontaktu z partnerem i za­miast tego, ofiarowuj głębię swojego serca i otwieraj się całkowicie na wszystko, co niesie ze sobą każda chwila.
Jako męski partner, przenikaj totalnie otwarty swoją kochankę, obdarowując ją swoją głęboką i nierozproszoną świadomością. Jako kobieca partnerka, szeroko otwarta, zapraszaj swojego kochanka, po­kazując mu całe, pełne życia ciało, niczym podarunek miłości. Ofiaruj swoje głębokie, seksualne dary poprzez wyznanie z serca do serca, z lę­dźwi w lędźwie, z oczu do oczu. W głębokim uścisku i z uśmiechem wdzięczności:
On – Jestem świadomością, a ty mój słodki tyłeczku należysz do mnie.
Ona – Jestem światłem. Weź mnie… jeśli się ośmielisz!
I gdy łączycie się totalnie otwarci, cieszcie się swoją grą, pod którą kryje się prawda – obecność kocha promienność, a promienność ko­cha obecność Przejawiając się jako kobiece światło i będąc obecnym jako męska świadomość, każda chwila objawia się otwarta jako jedno świadome światło. Kochankowie, traktujcie z humorem swoje różnice – otwierajcie się jako jedno, kochajcie za dwoje.

28. Przestań chronić swoją seksualność

Dary twojej głębokiej esencji seksualnej są prawdopodobnie otoczone warstwami lęku, zranienia i gniewu.

Czy jesteś w stanie ofiarować i przyjmować swobodnie miłość poprzez swoje ciało? Czy reaguje ono na seks falami błogiej rozkoszy? Czy to co kryjesz głęboko w sercu wyraża się ekstatycznie słowami błagania, jęczeniem i rozkazem? Czy jesteś w stanie oddać się swojemu kochankowi jako dar, otwierając się na niego z namiętnością, niczym miłość, bez żadnych ograniczeń?
Twoje najgłębsze dary seksualne mogą pozostawać uśpione, dopóki nie zrozumiesz prawdy swojego głębokiego pragnienia. Czego najbardziej pragniesz w życiu? Co tak naprawdę masz nadzieję poczuć, dostać albo ofiarować? Jaka wizja przyszłości najbardziej porusza twoje emocje? Jeżeli masz bardziej męską esencje seksualną, twoje życie motywowane jest głównie pragnieniem, aby być wolnym.
Jeśli twoja seksualna esencja jest bardziej kobieca, twoje serce najbardziej tęskni za miłością.
Wszyscy chcą osiągnąć więcej wolności i miłości – i kiedy jesteś rzeczywiście otwarty, wolność jest miłością, a miłość jest wolnością – lecz dominujący wątek twojego życiowego dramatu, określony jest przez rodzaj twojej esencji seksualnej.
Czy częściej i z większym uczuciem, napędza cię potrzeba odniesie­nia sukcesu czy raczej cierpisz z powodu pragnienia miłości?
Jeśli nie jesteś pewien czego bardziej pragniesz, wolności czy miło­ści, być może należysz do tych niewielu ludzi, którzy mają zrówno­ważoną esencję seksualną. Jeżeli tak jest – twoja esencja seksualna ma w sobie w miarę równe ilości energii męskiej i kobiecej – wtedy, tak samo cieszą cię mecze bokserskie, jak i komedie romantyczne. Re­agujesz podobnie emocjonalnie na wahania na giełdzie oraz zmienną troskliwość ze strony ukochanej osoby. Czasopisma z nagimi ciałami, w których możesz poczytać także o strategiach politycznych i o tym jak złowić więcej ryb, przyciągają twoją uwagę tak samo, jak pisma ze zdjęciami najnowszych trendów w modzie i artykułami na temat urządzania wnętrz oraz podtrzymywania namiętności w małżeństwie.
Ale jeśli należysz do większości ludzi z bardziej męską albo bar­dziej kobiecą esencją seksualną, to poruszają cię bardziej albo zma­gania dotyczące wolności albo miłosne dramaty. W głębi siebie pra­gniesz partnera seksualnego, który uwielbia poddawać się twojemu zniewoleniu albo takiego, który cię weźmie, wprawi w ekstazę i cał­kowicie posiądzie. Ktoś, kto jest podobny do ciebie – z kim remisu­jesz za każdym razem, gdy mocujecie się na ręce – nieszczególnie cię podnieci. Najsilniej pragniesz seksualnie kogoś, kto może czule cię „wziąć” albo kogoś, kto z miłością da się „wziąć”. W rzeczywistości, ta gra miłosnego poddania jest istotą twoich najgłębszych pragnień seksualnych.
Jeżeli jesteś jak wielu ludzi, to w głębi siebie wiesz czego chcesz, ale na powierzchni twoje codzienne życie może wydawać się pełne chaosu i zawiłości. Chcesz czerpać przyjemność z nieokiełznanej namiętności seksualnej, ale spędzasz całe dnie stresując ciało i zaprzeczając sercu, przez wzgląd na dobre dochody. Czasami napędza cię męska potrzeba, by przesunąć swoje granice i osiągnąć wolność sukcesu – często kosz­tem życia uczuciowego. Innym razem masz poczucie, że eksplodujesz od nadmiaru kobiecej pełni miłości-światła albo pogrążasz się w de­presji z powodu jej braku, gdy nie jesteś w stanie skupić się na swoim życiu i osiągać żadnych celów.
Skąd bierze się to pomieszanie? Dlaczego twoja kariera czy życie intymne wydają się często sztuczne lub pozbawione wielkiej namięt­ności? Co stało się z twoimi najgłębszymi darami seksualnymi? Co oddziela cię od poznania twojej prawdziwej życiowej pasji, najgłęb­szego bodźca i impulsu żeby żyć?
Oto ważna wskazówka do odpowiedzi na te pytania – twoja sek­sualność może być zakryta. Być może otoczyłeś głęboką, seksualną esencję warstwami powierzchownej energii seksualnej. Mogłeś utracić kontakt z najgłębszymi pragnieniami serca – najgłębszym celem swo­jego życia – ponieważ te warstwy okryły twoje serce. Jak to się stało, że ukształtowałeś tę skorupę wokół własnego serca?
Załóżmy, że rodzisz się – jako dziewczynka lub chłopiec – z głęboko kobiecą esencją seksualną. Kobiecość jest siłą życia, mocą Matki Natury, światłem, które rozświetla świat. Uczuciem tego światła jest miłość i każ­dy nowy kochanek lśni jak promienny świt. Jeśli jesteś otwarta na swoją kobiecą esencję, poruszasz się i czujesz jak natura sama w sobie. Czasami jesteś pełna życia jak słoneczny dzień, a kiedy indziej zachowujesz się jak dziki monsun. Ale zawsze żyje tobą miłość … albo jej pragnienie. Ponie­waż w sercu jesteś miłością – choć mogłaś się na to zamknąć – to świecisz jej światłem albo chcesz, aby tak było. Taka jest kobiecość
Jeśli urodziłaś się z kobiecą esencją seksualną, to będąc dzieckiem lubisz bawić się lalkami lub z małymi zwierzakami, pełna miłości i światła. Lu­bisz lśnić różnymi odcieniami blasku, zdobiąc ciało migoczącymi błyskot­kami, iskrzącymi się strojami i świecącą biżuterią. Chcesz być widoczna i odbierana jako miłość-światło, ponieważ tym właśnie jest twoja esencja.
Teraz załóżmy, że masz kilka lat i rodzi się twoja siostrzyczka. Ro­dzice uważają ją za ładniejszą od ciebie. Ona jest teraz tą śliczną, a ty tą od osiągnięć. Na Boże Narodzenie ona dostaje wyszywaną cekinami spódniczkę baletnicy, a ty – mikroskop. Chociaż lubisz mikroskopy, to gdzieś w środku czujesz się zdruzgotana. Ona dostaje bransoletki i wstążki, ty encyklopedie. Lubisz czytać, ale czujesz, jakby twoje ser­ce zostało zdeptane. Chociaż jesteś mądra, chcesz, aby twoja miłość- światło była zauważana i pielęgnowana.
Na osobności, rodzice próbują cię zapewniać – Tak, tak, twoja siostra jest ładna, ale to ty jesteś na drodze do czegoś wspaniałego. Uroda to nie wszystko.
Pewnie tak – powtarzasz sobie, gdy zazdrośnie patrzysz na siostrę w jej bransoletkach i tiulowej spódniczce, podskakującą beztrosko i wnoszą­cą do domu radość – zmierzam dokądś. Ale twoje kobiece serce, twoje promienne światło miłości boleśnie pragnie, by je dostrzeżono. Więc aby ochronić się przed bólem bycia kimś niewidzialnym, zaczynasz identyfikować się ze swoją męskością – poczuciem celu i kierunku.
Męskość pragnie być zestrojona z głębokim poczuciem celu lub mi­sji, raczej uwolnić się i dążyć do sukcesu, niż otworzyć się i opływać blaskiem głębokiej miłości. Każdy lubi zarówno wolną świadomość jak i promienną miłość, ale prawdziwe seksualne spełnienie zależy od zro­zumienia najgłębszych pragnień swojej unikalnej esencji seksualnej.
Ponieważ to twoja siostra otrzymuje całą uwagę jako ktoś pełen bla­sku, ty masz zdruzgotane serce. Twoje światło zostaje ukryte. Cierpisz wewnątrz. Aby złagodzić swoje zranienie zaczynasz identyfikować się z męskim poczuciem kierunku – zostanę naukowcem. Ale jedną rze­czą jest wybrać karierę, ponieważ kocha się naukę, a zupełnie czymś innym jest dokonać wyboru w odpowiedzi na zranienie, jak skorupę chroniącą przygnębione serce.

Przez następne lata budujesz pancerz słabego, męskiego ukierunko­wania, wokół swojej głębokiej i zranionej kobiecej esencji. Podświa­domie zaczyna kierować tobą zemsta. W złości, mówisz nieraz siostrze – jesteś ładna … ale całkiem głupia. Gdzieś w głębi duszy dałabyś się pokroić, aby tylko inni zauważyli piękno blasku twojego serca, ale na zewnątrz gardzisz „płytkimi kobietami”, którym brak celu.
W szkole średniej, jesteś dziewczyną, „która najpewniej odniesie sukces”. Wszystko w tobie – to jak chodzisz, mówisz czy ubierasz się – naznaczone jest pancerzem męskiej – „dojdę do czegoś” – ener­gii, która otacza zranione kobiece serce, skrywające głęboką miłość i blask. W końcu zauważasz, że chłopcy nie lgną do ciebie tak, jak do tych rozpromienionych dziewcząt, skaczących na szkolnych meczach z pomponami, w błyszczących kostiumach. Chcesz, aby koledzy pra­gnęli ciebie i tak powstaje następna skorupa.
Zaczynasz naśladować kobiecą promienność atrakcyjnych dziew­czyn. Nakładasz taki sam świecący błyszczyk jak one. Kupujesz dopa­sowane dżinsy tej samej marki. Oglądasz się w lustrze przed wyjściem do szkoły i uczysz się chodzić oraz przybierać pozy jak szkolne gwiaz­dy. To nie jest naturalny przejaw twojego wewnętrznego, kobiecego światła, ale uboga imitacja zewnętrznego aspektu kobiecości.
Tworzysz opętaną na punkcie figury kobiecą skorupę, otaczającą owładnięty na punkcie celu męski pancerz, otaczający twoje zranione serce, prawdziwie i głęboko lśniące miłością-światłem. Jakiego rodza­ju mężczyznę przyciągniesz do siebie? Jako, że energie seksualne za­wsze przyciągają swoją odwrotność, przyciągniesz chłopca z kruchym, męskim pancerzem, wokół kruchej, kobiecej skorupy, otaczającej zra­nioną, ale prawdziwie niezłomną, głęboką, męską esencję.
Wyobraź sobie teraz, że to ty byłeś takim chłopcem. W dzieciństwie twoja głęboka męska esencja seksualna utożsamiona jest z kierowaniem, celem i poszukiwaniem wolności wśród wyzwań. Rodzice napominają, abyś uważał, by nie spaść z werandy – więc odpowiadasz na to wyzwanie, chodząc dokładnie po jej krawędzi. Twoi koledzy zeskakują z wysokiego na dwa metry dachu – ty próbujesz zeskoczyć z trzymetrowego. Ponie­waż identyfikujesz się z męskością, chcesz by uznano twoje poczucie celu i zdolność do pokonywania przeszkód na drodze do wolności.
Ale załóżmy, że twój ojciec jest alkoholikiem skłonnym do agresyw­nych zachowań. Ty trwasz przy swoim, a on używa siły fizycznej. Za­mierzasz skończyć wcześniej obiad, żeby wyjść i pobawić się z kolega­mi, ale ojciec podnosi rękę, wrzeszcząc – to jest mój dom i albo zrobisz co ci mówię albo pożałujesz! Za każdym razem, gdy przedstawiasz własną perspektywę, wizję lub cel jesteś bity, ośmieszany albo krzyczą na ciebie
Ostatecznie, aby uniknąć bólu bycia ranionym, uczysz się tłumić wewnętrzne poczucie kierunku. Stajesz się szczególnie wrażliwy na nastroje ojca. Uczysz się tak tańczyć wokół niego, aby uniknąć kry­tyki, lania lub ośmieszenia. Innymi słowy, rozwijasz kobiecą skorupę wokół własnej, wewnętrznej, męskiej esencji.
Ze strachu, uczysz się elastyczności. Ale nie ma to nic wspólnego ze zdrową, kobiecą otwartością na miłość. Ani naturalną, kobiecą wraż­liwością na energię i siłę życia. To pancerz ochronny, otaczający twoją głęboką, seksualną esencję. Stłumiłeś prawdziwe manifestowanie we­wnętrznego, męskiego poczucia celu i zbudowałeś ochronną skorupę kobiecej troski i elastyczności.
Jasne, tato. Kocham cię, tato. Siła twojej głębokiej esencji seksualnej blednie. Twoje męskie serce, któremu zaprzeczasz staje się słabe i pu­ste. Nauczyłeś się przystosowywać do poczucia kierunku ojca i tym samym straciłeś kontakt ze swoim.
W szkole średniej zauważasz, że troskliwi „przepraszam, dziękuję, pro­szę” – chłopcy, nie przyciągają dziewcząt tak, jak silni i podążający swoją drogą. Dziewczyny najwyraźniej lgną do tych „złych chłopców” na mo­tocyklach, rozgrywających piłkę na boisku i pewnych siebie przewodni­czących klasy. Zatem chcąc ich naśladować, kupujesz te same papierosy, które palą i ćwiczysz jak wypuszczać dym z manierą twardziela. Uczysz się chodzić i mówić, jakbyś wiedział dokąd zmierzasz. Uczysz się udawać pewność siebie, chociaż głęboko w środku jesteś przerażony i zagubiony.
Właśnie tak, w naturalny sposób, chłopak z głęboką-lecz-zranioną męską esencją, przykrytą kobiecą skorupą uległości i okrytą męskim pancerzem twardziela będzie przyciągany do dziewczyny z głęboką- lecz-zranioną kobiecą esencją, przykrytą męskim pancerzem twardzielki, okrytą kobiecą skorupą uległości.
Przeciwieństwa zawsze się przyciągają – warstwa po warstwie. Na zewnątrz, on pręży klatę, a ona kręci tyłkiem. A pod spodem – on ostrożnie unika konfrontacji i ustępuje pierwszeństwa jej planom, podczas gdy jej wydaje się, że wiedzieć kim się jest i dokąd się zmierza, jest ważniejsze niż być atrakcyjną. W głębi serca on czuje, że jego cel został stłumiony, a ją aż fizycznie boli pragnienie, by jej głębokie po­czucie miłości-światła zostało rozpoznane i ukochane.
Kiedy dwie takie osoby biorą ślub, ich pancerze zawierają niezwy­kły sojusz. Ich ukryte i wyparte esencje seksualne pozostają nietknię­te, podczas gdy skorupy czują się na zmianę potrzebne i odrzucane. Ona chce, żeby on zarabiał więcej pieniędzy i podejmował więcej de­cyzji albo poddaje się i postanawia robić to sama. On pragnie od niej więcej rozkoszy w sypialni albo rezygnuje i ma nadzieję, że znajdzie to u kochanki. Ona czuje jego lęk przed konfrontacją i traci do niego zaufanie. On czuje jej brak zaufania, napięcie w ciele i twardnienie serca, więc przestaje jej pragnąć W końcu, rozwodzą się.
Teraz, odrzucona i samotna kobieta, buduje kolejną warstwę ochron­ną – Odłożę związki na później, będę robić własną karierę. Nigdy już nie będę zależna od mężczyzny! O ile samo dbanie o rozwój kariery może być czymś zdrowym, o tyle robienie tego w oparciu o lęk i chronienie serca jest wyraźnym znakiem, że działa męski pancerz.
On, także nakłada kolejną warstwę na swoją ukrytą i wypartą esen­cję – Zmarnowałem najlepsze lata swojego życia, próbując utrzymać żonę i rodzinę, wciąż odkładając na później to co naprawdę chcę robić, ale ko­niec z tym. Nadeszła pora, żebym cieszył się życiem. Będę podróżował – pojadę w jakieś piękne miejsce, na Bali albo Hawaje – i po prostu popłynę z prądem. Będę żył spontanicznie. A jeśli spotkam kobietę, która mi się spodoba, zostanę z nią przez jakiś czas, a potem pójdę w swoją stronę.
I znów – jeżeli jego spontaniczność płynie z głębokiej intencji serca, to jest to zdrowy i ożywczy wyraz miłości. Ale w tym przypadku, jego potrzeba, by iść z prądem i być w ruchu jest strategią unikania głębi, kierunku i zaangażowania – jest pancerzem.
W ten sposób on staje się wrażliwym, łagodnym, kochającym zaba­wę mężczyzną, który nie umie podejmować decyzji i zupełnie stracił z oczu głęboki cel swojego życia, podczas gdy ona staje się odnoszącą sukcesy kobietą, z jasno określonym celem, której serce łka z tęskno­ty, gdy zamyka za sobą drzwi. Oczywiście, ponieważ ich pancerze są przeciwieństwami, łagodny mężczyzna i konkretna kobieta, prawdo­podobnie znów staną sobie na drodze i wejdą w związek, tylko po to, by ponownie przeżyć rozczarowanie.
Twoja głęboka, seksualna esencja może być bardziej męska, bardziej kobieca albo zrównoważona. Zacznij otwierać się na nią, zaczynając od przyznania się przed sobą do swoich najgłębszych pragnień. Czy w głębi serca bardziej porusza cię poszukiwanie wolności czy miłości? Czy jesteś bardziej poruszona, gdy twój ukochany podąża za twoimi wskazówkami czy kiedy chwali twój blask? A może w każdym wypad­ku czujesz się podobnie?
Wyobraź sobie, że jesteś w łóżku z ukochaną osobą, która odnosi sukcesy i jest samowystarczalna. Patrzy w twoje oczy z głęboką tęskno­tą i mówi – Zrobię dla ciebie wszystko co zechcesz. Pragnę się otworzyć i dać ci siebie. Weź mnie tak jak tego pragniesz. Wszędzie pójdę za tobą. Czy podnieca cię to, że on czy ona tak bardzo ufa twojej wewnętrznej spójności, że ma ochotę poddać się całkowicie? Jeśli tak, to oznacza, że twoja esencja seksualna jest bardziej męska. Podnieca cię to, że ukocha­na osoba ufa twojej głębokiej integralności i poczuciu kierunku.
A teraz wyobraź sobie, że ukochana osoba patrzy ci głęboko w oczy i wychwala cię z całego serca – Jesteś taka piękna (Jesteś taki piękny).
Bardzo cię kocham. Pragnę cię. Chcę posiąść każdą cząstkę ciebie. Czy to jest dla ciebie podniecające? Czy podnieca cię, że on czy ona widzi twoje prawdziwe piękno i chce cię posiadać, pragnąc zanurzyć się we wspaniałości twojego otwartego blasku i wejść w najgłębsze zakamar­ki twojego serca? Jeśli tak, to masz bardziej kobiecą esencję seksualną. Podnieca cię z serca wypowiedziana pochwała i namiętne pragnienie twojej najgłębszej miłości-światła.
Oczywiście, chroniące cię zewnętrzne pancerze mogą, jak na razie, przemawiać głośniej, niż twoje najgłębsze pragnienia. Możesz czuć się wewnętrznie zmieszany i podzielony. Otaczające cię skorupy, które nagromadziłeś przez lata i przeróżne seksualne sposoby obrony, mogą opierać się tym działaniom, które pozwoliłyby twojej wewnętrznej esencji otworzyć się w pełni i ofiarować swoje najgłębsze dary uko­chanej osobie i światu.
Nieważne jak wiele masz warstw ochronnych i niezależnie czy jesteś kobietą czy mężczyzną – jeżeli w głębi siebie masz męską esencję sek­sualną, będziesz czuć się wolna – wolny tylko wtedy , gdy odkrywasz najgłębszy cel swojego serca i zestrajasz swoją życiową misję oraz związki ze swoją najgłębszą integralnością. Ostatecznie zdajesz sobie sprawę, że żyjesz po to, aby uświadomić sobie, że jedyne co możesz zrobić – to otworzyć się na miłość, która ożywia wszystko.
Jeśli masz kobiecą esencję seksualną, tylko wtedy będziesz czuć mi­łość, o której wiesz, że jest możliwa, gdy oddajesz swoje ciało otwarte na dawanie i przyjmowanie miłości, ofiarowując bezbronny blask swoje­go serca. Wtedy, ponieważ moc miłości rozkwita w życiu, twoja tęsk­nota otwiera się w pełni na miłość żyjącą we wszystkim.
Co najbardziej pragniesz ofiarować? Co zawsze najbardziej pra­gnąłeś dawać, pomimo odgrywania swoich sztucznych ról? Przyznaj się do swojej ochrony, zaryzykuj uwolnienie troskliwie budowanych pancerzy i ofiaruj prosto z serca misję życia albo miłość-światło, które zawsze chciałeś czy chciałaś dać. Ofiaruj całkowicie integral­ność, miłość i wszystkie swoje dary. Otwarta tak szeroko klarowność twojego celu jest nie do zatrzymania, przepełnia cię blask miłości. Żyj wolny, kochaj w pełni i umieraj, całkowicie pozbawiony pancerza.

29. Niech samo spełnienie ci nie wystarcza

Kiedy jakaś chwila wydaje się szczególnie cudowna, niech posłuży ci do otwarcia się na jeszcze głębszą prawdę.

Niektórzy ludzie odczuwają nieporównywalną z niczym ekstazę, spełniając swe najbardziej szalone marzenia, wygrywając na loterii miliony dolarów czy zgarniając nagrodę Nobla. Wiele matek trzyma przy piersi nowo narodzone dziecko, czując obezwładniającą rozkosz niewyobrażalnej miłości. Tego typu chwile – chociaż piękne – sprawiają, że mamy kompletnie złudne wyobrażenie o życiu.
Boska męskość w tobie to nieskończona świadomość. Kiedy tracisz z nią kontakt, poszukujesz nieskończoności w ramach ograniczoności swojego życia – w koncie bankowym, sławie, związkach, sukcesach.
Wszystko co daje ci posmak ucieczki w nieograniczony bez-stres, bezpieczne lądowanie, wytrysk, wielki sukces zawodowy – wydaje się być źródłem niemal świętej rozkoszy. Boska kobiecość w tobie to siła życia, obfita energia lub światło miłości. Kiedy tracisz z nią kontakt, poszukujesz błogiej pełni poprzez
swoje ciało, zmysły czy związki. Cokolwiek pochłania cię w pełni miłości – począwszy od dzieci, przez seks, aż po ulubioną czekoladę – może przynosić niemal boskie doznania.
Każda chwila jest okazją, aby otworzyć się na swoją prawdziwą na­turę, którą jest jednocześnie nieskończona świadomość i obfita miłość. Niestety, większość ludzi, traci kontakt ze swoją najgłębszą otwarto­ścią. Odczuwając jej brak, stają się wielbicielami drapania, które tylko chwilowo zaspokaja swędzenie. Oddają cześć substytutom. To co mę­skie wielbi zdobycze, rozumienie i sukces, a to co kobiece oddaje się dzieciom, niebiańskim tkaninom, smakowitemu jedzeniu i związkom niosącym obietnicę miłości.
Drugorzędne substytuty takie jak sport czy robienie zakupów mogą być silnie uzależniające, ale moc tych większych – rodzicielstwa i pracy – jest ogromna. Oddany rodzic może latami troszczyć się o swoje dzie­ci, zanim te wyprowadzą się z domu. Człowiek biznesu może stracić najlepsze lata życia, wyciskając siódme poty, zanim jego motywacja osłabnie, a jałowość życia i wypalenie zajrzą mu w oczy.
Wszelkie substytuty, to jakiekolwiek życiowe aktywności, które mylisz z prawdą samego życia – jedzenie, uprawianie seksu, wycho­wywanie dzieci, zarabianie pieniędzy, zdobywanie sławy czy pozycji, wyrażanie twórczych impulsów, podtrzymywanie relacji. Prawda jest taka – jeśli myślisz, że któraś z tych rzeczy ma szczególnie boski i wy­zwalający charakter, jesteś na najlepszej drodze do wielkiego cierpie­nia. Owszem, możesz wyrażać boską miłość i wolność poprzez każdą z tych rzeczy, ale jeżeli myślisz, że to one są źródłem twojego szczęścia, staniesz się jak narkoman, zależny od substytutu, który nieuchronnie przestanie cię zaspokajać.
Jeśli masz bardziej kobiecą esencję seksualną, jesteś tak zbudowana, że pewne rzeczy naciskają twoje wewnętrzne guziki związane z miło­ścią. Nie pomyl tego z nią samą. Ale kiedy masz coś przeciwko swo­jemu dziecku i wypływa to z pozornie doskonalej miłości, otwórz się i na taką miłość. Bądź ogromem miłości jaki wywołuje w tobie twoje cudowne dziecko. Jednak zawsze pamiętaj, że żyje mnóstwo samot­nych kobiet o pustych sercach, które były kiedyś rozpromienionymi matkami, przepełnionymi szczęściem pośród śmiechu ich dzieci.
Jeżeli masz bardziej męską esencję seksualną, łatwo jest spędzić go­dziny, dni, a nawet lata, totalnie angażując się w sprawy nie cierpiące zwłoki. Jak mnich oddający się modlitwie, twoje życie może zostać poświęcone obrazom twojego zbawienia odkryciom, realizacji, tworzeniu czy osiągnięciom, które mają cię wyzwolić Ale jeśli do tej pory zrealizowałeś już jakieś cele, wiesz, że szczęście płynące z osiągnięć mi­jało – bez względu jak były szlachetne – i znowu musiałeś szukać spo­sobu, aby jeszcze bardziej uwolnić się od pełnej napięcia motywacji.
Wypełniony bezgraniczną miłością, możesz dzielić szczęście z dzieć­mi, nie tłumiąc ich swoim poczuciem braku. Otwarty niczym wolna świadomość, możesz poprzez własną misję ofiarować dary światu, bez napięcia, aby odnieść sukces.
Istotą każdego działania i związku w życiu jest obdarowywanie. Ofiaruj więc siebie w pełni. Otwórz się niczym bezgraniczna miłość i pozbawiona granic wolność. Zawsze dawaj z bezkresnej pełni swo­jego otwartego serca, ale nie sprowadzaj rodziny czy kariery do roli substytutów dla szczęścia, które jest twoją najgłębszą istotą.
W chwilach, które wydają się cudowne, nie zadowalaj się blaskiem tymczasowego spełnienia. Uścisk dziecka czy owoce kariery mogą, na chwilę, wydawać się zdecydowanie wystarczające. Jednak nawet wte­dy, praktykuj bycie prawdziwie spełnionym i całkowicie wyzwolonym w każdej chwili, ponieważ tym właśnie jesteś. Urodziłeś się, aby żyć jako bezgraniczna miłość i otwartość Urodziłeś się, by przekazywać swoje najgłębsze dary. Dlatego nie obarczaj dzieci, pracy czy powoła­nia obowiązkiem, by łudzili cię namiastką spełnienia przez całe życie.

30. Już teraz bądź wolny jak miłość

Robienie prowadzi do robienia jeszcze więcej, a to nigdy nie zaspokaja twoich najgłębszych pragnień.

Z reguły, życie determinuje potrzeba działania. Coś jest nie tak, czujesz się nie całkiem kompletny, więc działasz. Jednak bez względu na to co robisz, w ostatecznym rozrachunku, ży­cie okaże się chwilami intensywne, lecz szybko zapomniane, pozornie ważne, ale nie całkiem zadowalające – przelotne wspomnienie o przy­jemnościach i bólach, zyskach i stratach, zdrowiu i chorobie, miłości i samotności. A potem umrzesz, jak wielu przed tobą. Dżyngis Khan, księżna Diana i Frank Sinatra nie żyją. Odeszli z tego świata. W końcu słońce wybuchnie i ziemia też zniknie. Wszystko co się połączyło, ule­gnie rozpadowi. To jest gwarantowane.
Starania o różne rzeczy – twoje sprawy zawodowe, intymny związek – wydają się takie ważne. Wewnętrzna męskość wciąga cię w przygo­dę, której stawką jest sukces lub porażka. Robić, robić, robić … i za­wsze gdzieś kołacze pytanie – uda mi się czy nie? – nieustannie czekasz na ten dzień w przyszłości, kiedy odniesiesz wystarczający sukces, aby w końcu żyć tak jak tego pragniesz.
Do tego czasu, będziesz ćwiczył uwagę, aby koncentrowała się na ro­bieniu, jakby życie mogło ci gdzieś umknąć w międzyczasie. Ale jedyne co naprawdę się liczy to twoje wnętrze. Możesz być milionerem, ma­jąc dwadzieścia czy osiemdziesiąt lat, a twoje życie może być jałowe i pozbawione znaczenia, dopóki nie nauczysz się bardziej czuć, pod warstwami twojego robienia, tego otwartego istnienia, które niektórzy nazywają Bogiem, Prawdą czy Miłością. Czy coś robisz czy nie, życie ma swoją głębię. Czy coś robisz czy nie, ta chwila już jest otwarta, nieskończenie pełna, bez granic Już jesteś wolny, ale męskość w tobie wierzy, że potrzebujesz na to zasłużyć, więc działasz.
Wewnętrzna kobiecość uwikłana jest w dramat miłości i nie-miłości. Dzień po dniu i rok po roku, sprawdza – Jestem kochana, nie jestem kochana, … kochana, nie kochana, kochana, nie kochana… – jak gdyby cały świat obracał się wokół twojego emocjonalnego spełnienia. To tak jakbyś miała przeczekać złe czasy i wtedy wspaniała bliskość sta­nie się możliwa. To tak, jakby twój kochanek miał dojrzeć albo mia­łabyś znaleźć właściwego partnera, który naprawdę będzie cię kochał, tak jak tego pragniesz.
W międzyczasie, ból pustki odbija się echem w twoim ciele, więc robisz coś, aby to zagłuszyć Opychasz się jedzeniem. Mówisz. Dzwo­nisz. Kupujesz. Tęsknisz. Nigdy nie będę kochana. Jestem kochana. Czy naprawdę jestem kochana? Dzień po dniu, twoja nadzieja na miłość blednie, dopóki w końcu nie zadowolisz się związkiem, który jest wy­starczająco dobry, ale nie tak dobry jak wewnętrznie wiesz, że mógłby być. Więc dalej wyczekujesz – nie-otwarta i niespełniona. Mój part­ner nie daje mi takiej miłości jakiej pragnę, więc i ja powstrzymam swoją miłość.
Czekanie na miłość lub robienie czegokolwiek, aby być kochaną jest tak samo nieskuteczne jak nadzieja ryby pływającej w oceanie, która chce poczuć wodę i zmoknąć. Już teraz, miłość jest tym kim je­steś. Miłość jest tym co żyje twoim życiem, oddycha twoim oddechem i porusza twoim ciałem.
Miłość chce otworzyć ci serce w tej chwili. Możesz odczuć jak ona pragnie, by płynąć przez twoje ciało, właśnie w tym momencie. Często musisz odrzucić miłość, żeby poczuć jej brak. Często musisz zamknąć serce, stłumić oddech i napiąć ciało, aby poczuć się samotną i pustą.
Jednak tak długo jak wątpisz lub ochraniasz siebie, żadne robienie nie doprowadzi do większej miłości.
Jeśli rozejrzysz się dokoła, prawie każdy coś robi w napięciu – albo próbując zasłużyć na poczucie wolności albo pragnąc głębszej miłości.
Z pozoru wygląda, jakby w życiu chodziło o robienie. To prawda, że życie jest ciągle zmieniającym się działaniem. Ale to nie robienie przy­niesie ci prawdziwą wolność i godną zaufania miłość, której najbardziej pragniesz. Dzięki robieniu zdobędziesz prawdopodobnie więcej pienię­dzy. Robienie pomoże ci spotkać innych ludzi i poprawić umiejętności w relacjach. Ale nawet z pieniędzmi i związkami, nadal będziesz czuła się niespełniona, dopóki nie przestaniesz zamykać się w lęku i nie otwo­rzysz swobodnie, taka jaka jesteś, właśnie w tym momencie.
Jak ryba w bezdennym, czystym oceanie, wczuj się w przestrzeń wo­kół siebie, jakby to rzeczywiście była woda. Wdychaj i wydychaj, jakbyś oddychała gęstością wody, wciągając ją w siebie i wypuszczając tętnią­cą życiem klarowność, która cię otacza. Czuj wodę przenikającą ciało i zmiękczającą łuski uczuć na twojej skórze, aż do pełnego otwarcia.
Z serca, odczuwaj na zewnątrz, poprzez wodę przestrzeni. Czuj dźwięki jako wibracje w tej wodzie, jakby głośna muzyka miała rozwi­brować twoje galaretowate wnętrze. Poczuj przedmioty wokół siebie. Otwierasz się, więc twoje uczucia rozszerzają się poprzez wodę coraz dalej i dalej. Kiedy wczuwasz się w otaczającą wodę, czy to odczuwa­nie ma gdzieś swój kres?
Czy istnieje granica tej chwili? Gdy doświadczasz tego co jest dalej, poza najbliższym otoczeniem czy twoje uczucie trafia na ścianę czy ra­czej rozprzestrzenia się i otwiera poza to co widzialne, jak otwarta kla­rowność oceanu? Niech to co czujesz rozlewa się poprzez i poza twoje otoczenie, jak woda, która nie ma granic – otwieraj się bez końca.
Otwierając się, pozostań całkowicie wrażliwa, miękka, nasączona wodą. Twoje serce otwiera się jak galaretka miłości, wibrując każdym dźwiękiem, rozświetlona każdym kolorem i promieniem światła. Kiedy ludzie podchodzą do ciebie, czuj jakby woda pomiędzy wami gęstniała i wirowała, dotykając twojego serca na różne sposoby, przez wir konsy­stencji i emocji każdej osoby. Całym sercem, odczuwaj wszystkich.
Poszerzając swoje pozbawione granic odczuwanie, otwieraj się. Przepeł­niona każdym doświadczeniem, otwieraj się. W każdej chwili, otwieraj się.
Będąc otwarta, jesteś wolna i to co robisz może wzmocnić i przy­nieść wolność innym. Będąc otwarta, jesteś miłością, a twoje związki mogą rozprzestrzeniać miłość na świat. Ale jeśli czekasz na jakiś dzień w przyszłości, aby otworzyć się na to kim jesteś, to nic co robisz nie przyniesie ci wolności ani miłości, za którymi najbardziej w sercu tę­sknisz.
Wielu ludzi, których znasz, zdobyło mnóstwo pieniędzy i było w wielu związkach, jednak ich serca, ani nie są wolne od lęku, ani pełne miłości. Robienie to realia życia. Ale jego nagrody są przerekla­mowane.
Już teraz otwórz serce Bądź wolna jak ta chwila i żywa niczym miłość

32. Traktuj seksualność jak sztukę

Męskość kieruje, kobiecość zaprasza.

Jak utrzymać żywą namiętność w intymności, na równi ze wszystkich codziennymi obowiązkami, które muszą być wypełnione?
Żeby zrozumieć sztukę seksualnego obdarowywania, zacznij od wyczuwania w jaki sposób mówienie i działanie wpływa na twoją, ukochaną osobę. Kiedy stajesz się bardziej otwarty, każde twoje słowo i gest może być darem – albo nie.
Otwartość zawiera w sobie wszelkie jakości, zarówno męskie jak i kobiece. Kobiecość jest siłą życia, feerią światła i miłości, które tańczą
jako twoje ciało, emocje i blask pełni tej chwili. Męskość jest świadomością samą w sobie, nicością prostej obecności, pustką lub cichym świadkiem rodzącej się chwili.
Kiedy pogłębiasz zdolność otwierania się jako świadomość, dochodzisz do poznania tego kim jesteś i jak możesz żyć zgodnie ze swoim najgłębszym celem. Zdolność do poznania najgłębszego celu i świadome kierowanie własnym życiem, tak samo jak życiem innych ludzi, jest częścią męskiego aspektu – niezależnie czy jesteś mężczyzną czy kobietą.
We współczesnej kulturze większość ludzi gloryfikuje męskie dążenie
do celu i umniejsza siłę magnetyzmu, który jest nieodłączny dla kobiecego sposobu życia. Każdego ranka, kiedy budzisz się z głębokiego snu, możesz poczuć jak światło dnia przyciąga i zaprasza świadomość do przedstawienia jakim jest życie. W każdej chwili, kobiecy magnetyzm zaprasza męskość do działania. Niestety w dzisiejszej anty-kobiecej kul­turze oczekuje się, że mężczyźni i kobiety w większym stopniu będą wydawać polecenia i wycofywać się emocjonalnie, niż zaangażują się w pełni w życie i jego odczuwanie, które zachęca do działania.
Na przykład, oczekuje się, że pokierujesz kimś – nawet gdy chodzi o ukochaną osobę – raczej przez powiedzenie co ma zrobić, niż zapro­szenie jej do działania poprzez wyrażenie swoich uczuć. Twoje mę­skie stwierdzenie – proszę włącz ogrzewanie – jest uważane za bardziej uczciwe, niż kobieca „prośba-przez-wyrażenie-uczucia” – jest mi na­prawdę zimno. Ludzie, którzy są szczególnie dumni z męskiej zdolności działania, postrzegają taki kobiecy styl wyrażania jako pełen manipu­lacji i pokrętności.
Rzeczywiście w obszarze biznesu i przyjaźni, używanie męskości, aby skierować kogoś w stronę konkretnego działania jest często skutecznym sposobem, by czegoś dokonać, ale w krainie intymności, gdzie przepływ energii seksualnej często określa jakość danej chwili, to co mówisz doty­czy bardziej sztuki erotycznej, niż sprawnego funkcjonowania.
W jaki sposób twój styl rozmawiania wzmacnia lub redukuje seksu­alny przepływ? Namiętność seksualna zawsze płynie pomiędzy dwo­ma energetycznymi biegunami – męskim i kobiecym. Dzieje się to po­dobnie jak w przepływie elektryczności między biegunem ujemnym i dodatnim oraz w magnetyzmie, w przepływie pomiędzy biegunem południowym i północnym. Jeśli oboje z partnerem jesteście akurat w swojej męskości – na przykład wspólnie akcentujecie jakość kiero­wania – seksualny przepływ ustaje, ponieważ nie ma kobiecego daru zaproszenia i wyrażania uczuć, by dopełnić polaryzację. Dotyczy to każdego rodzaju związku, zarówno hetero- jak i homoseksualnego.
Kiedy wskazujesz kierunek, stajesz na biegunie męskości. Załóżmy, że jesteś kobiecą partnerką w intymnym związku. Kiedy mówisz swo­jemu, męskiemu kochankowi co robić, precyzując przebieg działania – proszę, zdejmij buty – twoja męska energia nie pozwoli na zaistnienie polaryzacji. Seksualnie zneutralizowałaś przepływ. Twój męski part­ner poczuje się zniechęcony. Żeby od-tworzyć łuk seksualnej polary­zacji, któreś z was – ty lub twój kochanek – musi zaoferować kobiecą energię zaproszenia. Możecie swobodnie wybierać, kto w danej chwili odgrywa męski, a kto kobiecy biegun i kogo męska obecność, a kogo kobieca promienność, będzie bardziej pożądana w przepływie seksu­alnej namiętności.
Efekt seksualnej neutralizacji, wywołanej brakiem polaryzacji może być bardzo subtelny, chociaż jego skutki gromadzą się w miarę upły­wu czasu. Załóżmy znowu, że w związku jesteś partnerem o kobiecej esencji. Jeśli wystarczająco często akcentujesz męskie sposoby kiero­wania – Czy możesz wynieść śmieci? Odebrałbyś dzieci ze szkoły? – mo­żesz przez nieuwagę stworzyć kompletny brak pociągu seksualnego, a nawet niechęć pomiędzy tobą i kochankiem. Twój męski ukochany potrzebuje czuć twoją kobiecą energię, aby zaistniał łuk seksualnego przyciągania i przywiódł go do ciebie.
Jeśli chcesz ofiarować dar kobiecej energii w swojej intymności, niech będzie to raczej energia, która ciągnie, niż taka która popycha. Zachęcaj do działania poprzez wyrażanie w pełni tego co czujesz, zamiast kiero­wania przez określanie toku działania (w postaci pytań określających to działanie). Otwórz drzwi, ale nie proś ukochanego, żeby przez nie przechodził. Jeśli chcesz podtrzymać swobodny przepływ seksualnej polaryzacji, pozwól otwartym drzwiom być zaproszeniem.
Zamiast – czy mógłbyś zdjąć buty? – otwórz drzwi za pomocą – uwiel­biam dotykać twoje stopy. Raczej niż – czy możesz wynieść śmieci? – za­proś działanie, przez ujawnienie swojego zmysłowego świata – zaczynam czuć smród z kosza. Zamiast – czy odebrałbyś dzieci ze szkoły? – pode­przyj działanie słowami – martwię się o dzieci, które czekają w szkole. Po prostu zachęć do działania, wyrażając swoje uczucia i pozwól ukocha­nemu, aby sam sprecyzował, jaki kierunek działania powinien podjąć
Ktokolwiek wyznacza kurs działania poprzez kierowanie – słowami czy zachowaniem – niesie w danej chwili męską energię. Jeżeli mówisz – czy mógłbyś zatankować samochód? – to w swojej prośbie określasz i precyzujesz działanie partnera. Ale jeśli powiesz – martwię się, bo kończy się benzyna – stwarzasz zaproszenie do działania dzięki wyra­żeniu własnych uczuć W danej chwili otwierasz przestrzeń dla partne­ra, aby wypełnił ją męskim działaniem. Oferujesz ukochanemu ocean możliwości, by wypłynął na niego i żeglował.
Różnica między kierowaniem i zapraszaniem może wydawać się niewielka, ale z czasem potrafi wytworzyć wielką dysproporcję w prze­pływie seksualności między partnerami w związku. Kierując ukocha­nym, rzeczywiście szybciej uzyskasz efekt, ale równocześnie zdepola- ryzujesz i osłabisz łuk namiętności między wami.
Twój męski partner, nie obeznany z oferowaniem własnego kierow­nictwa jako daru dla kobiecości, może rzeczywiście woleć, abyś stero­wała sama i określała czego chcesz za pomocą jasnych sugestii – ale po­tem, nie wiedząc czemu traci seksualne zainteresowanie tobą. Dlatego chwila po chwili możesz decydować co jest dla ciebie ważniejsze – sku­teczne funkcjonowanie czy seksualna polaryzacja. Możesz umiejętnie wybierać pomiędzy skutecznością precyzowania kierunku, a podtrzy­mywaniem biegunowości. Możesz wybierać – kierować czy zapraszać
Możesz kochać partnera, kiedy oboje wyrażacie swoją męskość i próbujecie kierować daną sytuacją. Ale to, jak cały dzień traktujecie własną seksualność – naenergetyzowani w przyciągającej się bieguno­wości czy zneutralizowani w skuteczności – przepełnia wasze ciała w łóżku nocą. Tylko wtedy będziesz chciała oczarować lub być ocza­rowaną przez ukochanego, kiedy jedno z was jest kochająco otwarte jako promienna, poddana, dzika, kobieca siła życia, a drugie – kocha­jąco otwarte, jako męska świadomość, siła jasnego celu, pewne kiero­wanie i całkowita obecność
Jeżeli zrzekasz się własnego kierownictwa, aby ofiarować swój ko­biecy dar zachęcania, to aby podtrzymać dwa bieguny seksualne, twój ukochany musi zrewanżować się, ożywiając męski dar świadomego kierowania. Musi być obecny i pewny, zauważając co powinno być zrobione, a potem uczciwie za tym podążać. Prawdopodobnie nie chciałabyś porzucić własnego męskiego przewodnictwa, gdyby twój ukochany był rozproszony, nieświadomy czy słaby.
Jeśli jesteś męskim partnerem, możesz pogłębiać swoją obecność, poznając swój wewnętrzny, głęboki cel. Zadawaj sobie pytania – Po co żyję? Co muszę zrobić albo kim się stać, abym w chwili śmierci umie­rał kompletny, z uśmiechem na twarzy, wiedząc, że dałem wszystko co miałem do ofiarowania? Co musisz zrobić dzisiaj, abyś idąc spać wie­czorem wiedział, że dałeś wszystko, kochałeś całym sercem i ofiarowa­łeś najprawdziwsze dary, które miałeś do dania? Życie w ten sposób, dzień po dniu, jest sposobem, by przygotować się na śmierć Kiedy potrafisz zestroić codzienne działania z przywołaniem własnego, naj­głębszego celu, żyjesz pełen pasji, z honorem i bez żalu.
Wolny od poczucia ciężaru, działasz pewnie, klarownie i precyzyj­nie. Jeśli twój głęboki cel zawiera w sobie małżeństwo i posiadanie rodziny, możesz wzorowo i chętnie odbierać dzieci ze szkoły i wynosić śmieci, ponieważ jest to częścią twojego powołania, częścią sposobu w jaki ofiarowujesz, dzień po dniu, swoje najgłębsze dary.
W przeciwnym razie, gdy nie jesteś w kontakcie z własnym głę­bokim powołaniem i sposobem w jaki powinieneś ofiarować miłość za życia, będziesz czuł, że nie kierujesz się swoim wnętrzem. Twój kurs będzie nieprecyzyjny. Decyzjom i działaniom zabraknie zaan­gażowania. Z powodu braku pewności i kierunku, będziesz zmuszał swoją kobiecą partnerkę do pobudzania męskiej energii w związku. W poczuciu nieobecności własnej misji, będziesz robił rzeczy, których w rzeczywistości nie chcesz.
Pozbawiony głębokiego poczucia celu, by kierować własnym ży­ciem, będziesz sterowany tym, co na zewnątrz – względami finanso­wymi, potrzebami dzieci czy ukochanej – i w końcu zaczniesz obwi­niać ich za swój brak spełnienia. Poczujesz się rozżalony i uwięziony wykonując codzienne obowiązki. W relacjach z partnerką i rodziną zaczniesz się wycofywać, niepewny co robić, pogrążony w dwuznacz­ności, z poczuciem winy i złości. Twoim działaniom zabraknie spój­ności i konsekwencji. Kobieca partnerka nie będzie w stanie zaufać ci w codziennym życiu, ani otworzyć się na ciebie seksualnie.
Kiedy ćwiczysz, aby głęboko się otwierać i tym samym pozwalać, by męski cel ujawniał się w życiu, twoje działania zaczną wypływać z głębokiej, wewnętrznej pewności. Będziesz robił to, co czujesz pro­sto z serca, a w relacjach z najbliższymi zaczniesz ofiarowywać swoją głębię i miłość, bez niechęci czy wycofania. Staniesz się kimś kochają­cym i intensywnie obecnym.
Kiedy kierujesz się własnym, wewnętrznym celem, twoja świado­mość jest klarowna i jasna. Działania – precyzyjne i doprowadzane do końca. Prowadzi cię głębokie poczucie misji i dlatego jesteś ze swoją ukochaną tylko wtedy, gdy głęboko tego pragniesz. Ona czuje, że posiadasz silne poczucie celu, niezakłócone pragnienie i trwasz w niezmąconej obecności. W każdej chwili męskiej klarowności, kiedy jesteś ze swoją ukochaną, jesteś z nią W pełni.
Gdzie spoczywa teraz twoja uwaga? Jeśli koncentrujesz się na tym, że swędzi cię policzek, ukochana natychmiast odczuje twoje rozpro­szenie tak głęboko, jak ty swoje drapanie. Jeśli z całą uwagą wczuwasz się w jej serce, oddychając jakby jej wnętrze było twoim, wtedy twoje oczy, gesty i oddech wyrażą jak bardzo jesteś z nią obecny. Ona zaufa bardziej twojemu głębokiemu i kochającemu spojrzeniu, niż rozpro­szonemu drapaniu się po policzku.
Możesz wzmacniać męską obecność – i tym samym powiększać zaufanie ukochanej oraz jej promienne oddanie – przez pogłębianie swojej uwagi. Zatrzymaj się teraz na moment i zwróć uwagę na swo­je myśli. Spróbuj poczuć skąd przychodzą. Odpręż się przez chwilę i zauważ pojedynczą myśl jak przypływa i odchodzi. Poczuj skąd się bierze i dokąd zmierza i wtedy otwórz się na tę przestrzeń. A teraz wczuj się w nią jeszcze bardziej, otwierając się na to skąd pochodzą wszystkie twoje myśli i gdzie znikają.
W ten sam sposób możesz ćwiczyć ze swoimi emocjami. Poczuj „miejsce” gdzie najbardziej je odbierasz. Jakąkolwiek emocję odczu­wasz, zdaj sobie sprawę gdzie ją czujesz i otwórz się na ten obszar. Pozostań otwarty, bez względu na rodzaj emocji.
Zauważ jak wszystko w tej chwili, łącznie z twoim ciałem, jest w trakcie nieustannego manifestowania się. Przypomnij sobie jak to jest, gdy widzisz swoje ciało we śnie i traktujesz je jakby było twoim rzeczywistym ciałem. Potem sen blednie, a ta szczególna postać two­jego ciała rozpływa się i inne ciało, które teraz wydaje się być twoim, zaczyna ukazywać się w następnym śnie, tym co określamy jawą. Na­bywając praktyki, możesz odczuwać manifestowanie się swojego ciała w każdej chwili. Podobnie jak myśl, emocja czy ciało we śnie, twoje fizyczne ciało kieruje na siebie twoją uwagę. Zwykle go nie zauważasz, gdy jesteś pochłonięty jakąś czynnością czy zadaniem.
Podążając w duchu praktyki, otwieraj się na przestrzeń, w której przejawia się teraz twoje ciało, tę samą gdzie ukazują się twoje sny i w której manifestuje się ta chwila. Swobodnie otwieraj się na to miej­sce. Odprężony, otwieraj się do tego stopnia, aż wyda ci się, że twoje ciało, myśli i emocje w magiczny sposób pojawiają się, manifestują i błyszczą jak świetlny pokaz, który możesz odczuć i zobaczyć.
Połącz się wewnętrznie ze swoim najgłębszym poczuciem celu. Jeśli jeszcze go nie znasz, wyobraź sobie, gdzie mógłbyś go poczuć, gdybyś go znał. Otwórz się na to wewnętrzne miejsce, w którym poczujesz swoje najgłębsze pragnienie serca i cel.
Ofiaruj ukochanej tę samą głębię odczuwania. Praktykuj wczuwanie się w swoją kochankę, patrzenie jej w oczy i tak głębokie odczuwanie jej istoty, że zaczniesz czuć otwartość, z której przychodzą i odchodzą jej myśli, gdzie płyną jej emocje, gdzie promienieje jej ciało i gdzie przebywa pragnienie jej serca. Ćwicz otwieranie się na tę przestrzeń, gdzie ty i ukochana czujecie teraz pojawiającą się chwilę i rozluźniaj się jeszcze głębiej w tej czującej otwartości. Praktykuj to w tej chwili oraz przez kolejne miesiące i lata swojego życia.
W każdej chwili, na nowo odkrywaj i otwieraj się na to najgłębsze miejsce-przestrzeń, które możesz odczuwać, w sobie i w swojej uko­chanej.
Chwila po chwili pozwalaj głębi obecności, by swobodnie manife­stowała się poprzez twoje ciało. Praktykuj oddychanie raczej głęboko do brzucha, niż górną częścią klatki piersiowej. Z brzucha wczuwaj się w ciało ukochanej. Przez stopy wczuwaj się ziemię pod tobą, a z brzu­cha i serca w swoją ukochaną. Otwórz czubek głowy na niebo nad tobą, zamiast ograniczać świadomość do myśli w głowie i obrazu ko­chanki w umyśle.
Z chwili na chwilę, w ciągu dnia i kiedy się kochasz, odczuwaj wszystko, czując jednocześnie poprzez wszystko, otwierając się na głę­bię wszystkiego. Praktykuj odczuwanie wszystkiego za pomocą sonaru ciała, wczuwając się całym sobą – łącznie ze stopami, brzuchem i klat­ką piersiową – w ciało ukochanej, wyczuwając jej napięcie, rozkosz, oddychając jej rytmem, doświadczając subtelnych zmian jej postawy, od głowy do palców stóp.
Jeśli zwracasz uwagę głównie na swoje myśli, twoja obecność zosta­je uwięziona w głowie. Być może myślisz, że jesteś obecny, ale ukocha­na tego nie poczuje.
Kiedy ćwiczysz odczuwanie myśli, emocji i energii ciała ukochanej – rzeczywiście wczuwając się w nią, jakbyś wczuwał się w czyjś napię­ty mięsień, chcąc go rozmasować albo w energię pomieszczenia, by jak najlepiej ustawić meble – wtedy twoja obecność wykroczy ponad to co zewnętrzne. Rozszerzy się tak daleko, jak otwiera się twoja czują­ca uwaga. Jeśli możesz objąć swoją otwartą, czującą uwagą ukochaną i całe pomieszczenie, wtedy zarówno kochanka jak i wszyscy inni, którzy są w tym miejscu, poczują i uhonorują twoją obecność.
Kiedy ukochana czuje, że wczuwasz się w nią z klarowną i głębo­ką obecnością, może ci zaufać Kiedy czuje, że naprawdę wyczuwasz wnętrze jej serca, może otworzyć się w rezonansie z twoim sercem, źródłem twojej integralności. Kiedy czuje, że w każdej chwili jesteś otwarty, ona też może swobodnie się otworzyć, niczym żywe światło chwili – włączając w to emocję, myśl i ciało.
Tak głęboko jak otwiera się ta chwila, ty odczuwasz wszystko, a ona pokazuje wszystko. Ona czuje, że głęboko bierzesz pod uwagę ją i wszystko co niesie ze sobą chwila. Może zaufać twojemu spójne­mu prowadzeniu i w pełni mu się poddać jako żywa miłość-światło, oddając siebie, by zostać otwarcie wziętą przez twoją jasną i klarowną obecność.
W każdym związku pojawiają się decyzje do podjęcia i ktoś musi to robić. Często, najlepsze dla partnerów jest wspólne decydowanie i kie­rowanie. Ale zawsze wielką ulgę sprawia kobiecie, gdy mężczyzna nie zobowiązuje jej do podejmowania każdej decyzji i kierowania każdym działaniem. Czasami kobiece serce potrzebuje się odprężyć, otworzyć i lśnić niczym miłość, gdy jest zabierana – pewnie i głęboko – do nie­skończonego miejsca, w którym otwiera się chwila.

34. Zaufaj mu bardziej, niż sobie

Aby kobieta doświadczyła najgłębszej seksualnej rozkoszy i otwartości, musi zaufać męskości ukochanego, bardziej niż ufa swojej własnej.

Większość kobiet jest zdolna do przeżywania bardzo głębokiego seksu. Będąc kobietą, twoje ciało i serce pragnie całkowitego zniewolenia, totalnego poddania, unoszenia się na fali rozkoszy i błogiej miłości. Ale na ogół seksualne doświadczenia nie są aż tak wspaniałe. Jeśli należysz do większości kobiet, czujesz w środku, że seks może być dużo lepszy niż zazwyczaj jest. Nawet gdy jeszcze go nie doświadczyłaś, przeczuwasz głębszy potencjał seksualny, chociaż możesz nie wiedzieć dokładnie jak go obudzić. U większości kobiet (i mężczyzn) istnieje potrzeba opanowania pewnych umiejętności seksualnych oraz rozwiązania emocjonalnych węzłów. Ale niezależnie jak wiele już udało ci się osiągnąć w tym zakresie i jak jesteś zrelaksowana, twój partner odgrywa ogromną rolę
w tym, na ile będziesz gotowa otworzyć się razem z nim seksualnie,
psychicznie, emocjonalnie i duchowo.
Głęboki, piękny seks obejmuje miłosną grę męskich oraz kobiecych sił i jakości. To co męskie, jest świadomością i manifestuje się w ciele jako obecność i wyznaczanie kierunku. To co kobiece, jest miłością- światłem i przejawia się na zewnątrz jako promienność i siła życia. Mężczyzna pociągający seksualnie jest bardzo obecny i pewny w wy­znaczaniu kierunku. Seksowna kobieta jest bardzo promienna i pełna witalności. Obecność i promienność przyciągają się wzajemnie i mogą osiągnąć swą jedność w głębokim, seksualnym zjednoczeniu.
W rzeczywistości, męskość i kobiecość są aspektami jednego, świa­domego światła, które nazywane jest boskością na wiele różnych spo­sobów. Dla najpełniejszego doświadczenia seksu, miłość jest koniecz­na, ale nie wystarczająca. Aby seks stał się świętym oczarowaniem i zniewoleniem, świadome światło musi wyrażać się jako dwoje – je­den partner uosabia męską siłę świadomości, obecności i celu, pod­czas gdy drugi ucieleśnia kobiecą siłę miłości-światła, promienności i siły życia. W dzisiejszych czasach, wielu mężczyzn i wiele kobiet oba­wia się nadać tym boskim ekspresjom wymiar seksualny. Dlaczego?
Każda osoba, kobieta i mężczyzna, ma w sobie zarówno męskość jak i kobiecość Przed laty, w tradycyjnym społeczeństwie mężczyzna zmusza­ny był, by zawsze odgrywać role męskie, a kobieta – kobiece To stwarzało poczucie fałszywej stabilizacji, ograniczenia i przytłoczenia. Współczesne trendy, poszły o krok dalej i idealizują zbalansowanych mężczyzn i zrów­noważone kobiety – każda osoba powinna uosabiać zarówno męskość jak i kobiecość w rodzaju psychologicznej całości i niezależności relacyj­nej. Bycie kompletnym dla samego siebie jest oznaką zdrowia psychicz­nego. Ale być w stanie zrobić kolejny krok oraz porzucić własne granice, by uświadomić sobie i wyrazić coś większego od siebie, to znak duchowej dojrzałości. Chcąc wznieść się poza zwykłą samo-wystarczalną całość ty i twój kochanek możecie nauczyć się przekraczać własne granice i zrezy­gnować z seksualnej autonomii na rzecz dwu-cielesnej, boskiej gry
Jeśli seksualnie wyrażasz kobiecość, chcesz być oczarowana i znie­wolona niezachwianą obecnością kochanka, pragniesz być zabrana poza wszelki opór, w nieodpartą pełnię miłości i uprowadzona w roz­kosz. Jeżeli wyrażasz męskość, chcesz poczuć zaufanie kochanki i być przyciągany do jej promiennego poddania, tak abyś mógł oddać się całkowicie zniewoleniu ukochanej. Ponieważ wasze serca ufają, po­rzucacie swoje granice, a wtedy męskość i kobiecość otwierają się – czasem dziko, czasem wzniośle – jako jedno, świadome światło.
Ale jeśli trzymasz się kurczowo psychologicznej całości, nie bę­dziesz gotowa porzucić swoich granic samo-wystarczalności. Jeżeli jesteś podobna do wielu współczesnych kobiet, to ciężko pracowałaś, by ustanowić zdrowe granice oraz zrealizować osobisty kierunek i cel. Zrzeczenie się kontroli nad własnym prowadzeniem wydaje ci się nie­bezpieczne. Jednak, o ile masz bardziej kobiecą esencję seksualną, to zaufanie i seksualne poddanie jest dokładnie tym, czego w głębi pra­gnie twoje serce. Zatem, jeżeli chcesz autentycznie otworzyć się w głę­bokiej, seksualnej grze, możesz praktykować zaufanie swojemu uko­chanemu, aby wyrażał to co męskie, podczas gdy ty – to co kobiece.
Jeszcze większą trudność stanowi fakt, że dzisiaj wiele kobiet ma bar­dziej rozwiniętą męskość, niż ich kochankowie Być może nie chcesz pod­dać się kierowaniu męskości partnera, ponieważ mu nie ufasz. I jeśli twoja męska strona jest bardziej rozwinięta niż u twojego ukochanego, czujesz, że nie powinnaś poddawać się jego męskości. Wydaje ci się, że lepiej będzie sterować sama sobą i podążać za własnym seksualnym przewodnictwem. Oczywiście czasami to najlepsze rozwiązanie, ale pamiętaj, że jeśli tak zro­bisz, nie możesz oczekiwać, że twój partner będzie cię pożądał.
Czy chciałabyś czuć, że twój mężczyzna cię pragnie, że tonie w two­jej kobiecej promienności? Albo inaczej, czy byłoby to dla ciebie po­ciągające, gdyby twój mężczyzna wolał swoją promienność zamiast twojej? Czy podniecałoby cię gdyby spędzał więcej czasu przed lu­strem niż ty, pragnąc siebie i podziwiając swoje własne piękno i blask?
Czy byłoby dla ciebie atrakcyjne seksualnie, gdyby twój partner był „samo-wystarczająco promienny” i cieszył się własnym blaskiem bar­dziej niż twoim? On tak właśnie się czuje, gdy jesteś „samo-wystar­czająco kierująca”, ufając bardziej swojemu prowadzeniu niż jego. Jeśli w głębi siebie masz kobiecą esencję seksualną to chcesz, by partner pragnął twojej promienności bardziej, niż własnej, a on chce byś pra­gnęła jego prowadzenia bardziej niż swojego. W taki sposób boskość pragnie wyrażać się i kochać poprzez wasze ciała.
Oto prosta i naga prawda – jeśli chcesz otworzyć się seksualnie jako kobieca boskość, nie doświadczysz najgłębszej rozkoszy zniewolenia i zachwytu, dopóki nie będziesz z kochankiem, który seksualnie może poprowadzić głębiej niż ty i dopóki nie zaufasz jego męskości bardziej niż własnej.
To zasadnicza kwestia. Nieważne na ile opanowałaś biegłość w sek­sualnych arkanach i jak jesteś otwarta emocjonalnie. Jeżeli nie ufasz męskiej sile partnera i jego kierownictwu bardziej niż własnemu, nie otworzysz się całkowicie. Nie porzucisz granic i nie poddasz się w głę­bokim zaufaniu, aby zostać seksualnie zniewoloną przez boską mę­skość Męska świadomość, obecność i prowadzenie twojego partnera muszą być zdolne do zabrania cię w głębszą, szczęśliwszą i bardziej otwartą miłość, niż możesz zabrać się sama. Jeśli nie otworzysz się całkowicie i nie zaufasz nawigacji ukochanego, seks nigdy nie będzie boskim zachwytem.
Kiedy zrównoważyłaś już własną, wewnętrzną męskość i kobie­cość oraz kiedy rozwinęłaś się jako autonomiczna, kompletna oso­ba, osiągnęłaś psychiczną integrację. Ale dla doświadczenia boskiego, seksualnego błogostanu, trzeba zrobić kolejny krok. Nie tracąc swojej zdolności do bycia całością w codziennym życiu, możesz uczyć się re­zygnować ze swoich granic w czasie uprawiania seksu, ofiarując cał­kowicie ciało, by zostało wzięte przez boską-męską siłę. Oczywiście jeżeli twoja własna męskość jest bardziej rozwinięta, niż twojego part­nera, nie zdołasz poddać się zupełnie – i nawet nie powinnaś! Dlacze­go podążać za seksualnym prowadzeniem partnera, jeśli twoje własne jest głębsze i bardziej autentyczne?
Zatem, jeżeli chcesz doświadczyć najpełniejszej boskiej gry jako kobieta, musisz wybrać kochanka, który wart jest twojego zaufania. Jeśli jesteś już w związku, twój ukochany może rozwijać w ciele głę­bię swojej obecności, a ty doskonalić zdolność do przyjmowania jego autentycznego prowadzenia. W szczególności, męska świadomość, obecność i kierowanie partnera, powinny być bardziej rozwinięte niż twoje, bardziej zdolne do wzięcia cię w całkowitą otwartość seksualną i duchowe poddanie, niż jesteś w stanie zrobić to sama.
O ile twój ukochany może ofiarować ci taki dar, to dlaczego nie uwolnić własnego seksualnego prowadzenia i nie poddać się zniewo­leniu, którego zawsze pragnęłaś?
Jeżeli nie ufasz męskiemu prowadzeniu bardziej niż swojemu, to najlepszym, czego możesz oczekiwać, jest miłość bez głębokiego ocza­rowania. Jeśli taka miłość jest wszystkim czego pragniesz, wtedy gra męskości i kobiecości nie będzie istotna. Możesz cieszyć się miłością do przyjaciół, do dzieci czy rodziców. Możesz kochać siebie. Możesz kochać boskość. Możesz kochać swojego intymnego partnera na wiele sposobów – tuląc się, uprawiając ogród, tworząc rodzinę. Miłość jest prawdziwą naturą twojej istoty, prawdziwą naturą wszystkich istot. Miłość jest otwartością każdej chwili.
Ale jeśli okazuje się, że tęsknisz za miłością, w której zawiera się tak­że zniewalająca gra seksualna i jeśli chcesz, by ktoś cię wziął, zawrócił ci w głowie i obezwładnił bezlitosną siłą boskiej, męskiej obecności, to musisz być z kochankiem, którego męskiemu prowadzeniu ufasz – i pragniesz – bardziej niż własnego. Tylko wtedy pozwolisz sobie na poddanie, przyjmowanie i rozkwitanie, szeroko otwarta, jak pełna światła chwila miłości.

 

 

Rozdział 14 – Analizowanie Innych poprzez Przekraczanie Spektr

A jeśli chciałbyś ocenić siebie lub kogoś pod względem „uczciwości”? Prawdopodobnie zacząłbyś „przekraczać spektra”! Jeśli połączyłbyś dwa zasoby takie jak energia emocjonalna i decyzje, lub decyzje i intelekt, znalazłbyś wspólne rejony centralne zawierające obaszry największego zdrowia psychologicznego. To jest w przybliżeniu uczciwość – jednoczesna równowaga jeśli chodzi o różne zasoby.
W analizowaniu Twojej lub czyjejś uczciwości, powinieneś przekroczyć trzy spektra wewnętrznych zasobów, aby rozważyć style (rodzaje) komunikacji, działania i intencji (zamiaru) w życiu. To pomoże odkryć „schemat” (strategię) duszy danej osoby, ponieważ to działanie pozwala zauważyć czas jaki poświęca ona na poszczególne funkcje.
Wspaniałą rzeczą jeśli chodzi o przekraczanie spektr jest fakt, że nie patrząc na nie indywidualnie, ale w kilku wymiarach (aspektach) pozwalają nam one zrozumieć ludzi nie tylko jednowymiarowo, ale też dwu- i trzy-wymiarowo! Zapytasz pewnie jakim sposobem?

Jeśli narysujesz na stronie okrąg, a potem zaznaczysz na nim poszczególne spektra, utworzysz w nim cztery specjalne strefy. To fantastyczne – masz teraz sposób na kategoryzowanie rodzajów zachowania, ale także pozwalasz zachowaniom na bycie w spektrum – czyli na kontinuum funkcji. Jeśli jesteś zaznajomiony z fizyką, to można to porównać do kwantowej miary psychologii.
W fizyce kwantowej, materia jest mierzona i badana jako zarówno punktowe cząsteczki jak i fale w spektrum w tym samym czasie. Widzisz, „rodzaje” zachowania mogą być oznaczone tak jak cząsteczki, a „spektra” zachowania pozwalają na ich analizę tak jak fale prawdopodobieństwa.

Nowe Spojrzenie na Komunikację

Patrząc na umiejętności komunikacyjne danej osoby, patrzymy w tym samym czasie na ich podstawowe przekonania i ich styl reklamy lub tendencję przekazywania tego kim są innym. Z tego względu Mapa Komunikacji jest dobrym miernikiem ogólnej tożsamości.

Mind 14.1

Zauważ, że w tych spektrach wewnętrznych zasobów, które tworzą komunikację istnieją cztery różne kwadranty [narzędzia pomiarowe] w których dana osoba może spędzać większość czasu, komunikując sama sobie przekonania/poglądy o świecie i swojej tożsamości w nim, oraz reklamować swoje idee innych ludziom.

Czy kiedykolwiek słyszałeś stwierdzenie, że sposób mówienia „dużo mówi o człowieku”? Albo czy mówiłeś innym, że to jak się ubierają sprawia, że masz wrażenie że ich znasz, wiesz jacy są naprawdę? Wyjaśnienie znajduje się w powyższym diagramie – typach komunikacji tożsamości.
Nauczymy się więcej o tym diagramie w następnym rozdziale o Psychologicznej Integracji. Diagram ten definiuje tożsamość osoby w sposób kwantowy, czyli zarówno poprzez ogólną definicję (kategoryzację), jak i spektrum możliwości. Zapamiętaj z fizyki, że najodpowiedniejszym sposobem przedstawienia materii jest zarówno ujęcie jej jako cząsteczki (punktu) we wszechświecie, jak i fali spektrum możliwości.

Ludzie z przewagą pomyślności(well-being) + edukacji, pomyślności + doświadczenia, pewności siebie + edukacji i pewności siebie + doświadczenia – każdy pochodzący z tych grup będzie miał różne poglądy i będzie reklamował je innym ludziom w unikalny sposób. Wszystkie te równania przedstawiają różne style tożsamości, systemy przekonań/poglądów i komunikacji, wszystkie w jednym pakiecie. Znajdź siebie na kwadrantach w kole na wykresie powyżej.

Położenie poszczególnej osoby na tych spektrach nie zmienia się w czasie, ponieważ nie bierzemy tutaj pod uwagę podejmowania decyzji i wolnej woli. Tak więc w naszym pierwotnym psychologicznym stanie nie bierzemy pod uwagę zmiany naszego stanu na tym konkretnym wykresie.
Psychologowie nazywają te strefy tożsamości i funkcji komunikacji temperamentami. Są to ogólne „kolory” psychiki w które wradzają się ludzie, żyją w nich przez większość życia oraz są punktami startowymi jeśli chodzi o rozwój osobowości. Temperament nie zmienia się w czasie naszego życia.
Za to w naszej osobowości lub charakterze, zachodzą zmiany! „Nabieramy charakteru” i dojrzewamy z czasem (okres dojrzewania do dorosłości). Dodajmy do tego podejmowanie decyzji i możemy zmieniać w ten sposób nasz „pierwotny stan” temperamentu! Będziemy o tym mówić szerzej w następnym rozdziale. Ale na razie…
Ale co jeśli natrafiłbyś na osobę, która byłaby pełna pewności siebie i doświadczenia, prawdziwy typ „prawo półkulowy”? Ta osoba miałaby określony system przekonań charakteryzujący się poglądami natury kreatywnej i odwołującej się do przyszłości (Pamiętaj że w prawej półkuli chodzi o przyszłość). Te osoby miałyby wyjątkowy sposób na rozmawianie z Tobą oraz zrozumienie świata, nieprawdaż? Aby naprawdę nawiązać z nimi „połączenie” i poprawić pracę grupową, powinieneś umieć „mówić ich językiem”.

Tak więc bez znaczenia w jakim kwadrancie znajduje się Twój temperament, musisz „nadawać na ich falach” poprzez używanie terminów i języka bardziej humorystycznego, wizjonerskiego, i (tym samym) zorientowanego na prawą półkulę. Poprzez to dorównasz ich poziomowi pewności siebie zanim wprowadzisz do konwersacji swoją prywatną tożsamość.
Proces „odzwierciedlania i dopasowywania” ludzi jest znanym konceptem w teorii marketingu i psychologii. Ludzie nie otwierają swoich granic, ani nie stają się otwarci na chwilę obecną bez Twojego „dostosowania” do ich poglądów, a nawet postawy (fizycznej). Odzwierciedlanie zapewnia sposób na nawiązanie bliskiego (intymnego) kontaktu.
To samo jest prawdą. jeśli chodzi o trzy inne temperamenty. Jeśli dana osoba myśli logicznie, używa „bardziej” lewej półkuli i jest opiekuńcza – pełna pomyślności – będzie ona przekazywać swoje pomysły w sposób logiczny, powoli przemyśli rzeczy i kwestie zanim odpowie ci w opiekuńczy, troskliwy sposób. Aby nawiązać kontakt z tą osobą, należy tak jak wcześniej mówiliśmy użyć mechanizmu odzwierciedlenia i mówić jej językiem.

Tak samo z dwoma pozostałymi temperamentami. Teraz poradzisz sobie lepiej z testem osobowości Myersa – Briggsa oraz możesz uprościć swoje relacje, negocjacje i rozwiązywanie konfliktów.
Kiedy będziesz intelektualnie i emocjonalnie połączony z ludźmi, możesz zacząć analizować i dorastać z nimi używając swojej władzy podejmowania decyzji zawartej w Twoich działaniach.

Nowe Spojrzenie na Działanie

Załóżmy. że chciałbyś odkryć typowy sposób działania danej osoby? (także twoje własne tendencje działania, które chcesz zmienić lub pozostawić). Musisz skupić się na dwóch spektrach które składają się na działanie–podejmowanie decyzji i energię emocjonalną. To pomoże Ci na umiejscowienie siebie lub tej osoby w kwadrancie funkcji typowym dla nich, chyba, że użyją one Obserwacji Ego, aby dokonać znaczącej zmiany w swoim życiu.
Podejmowanie decyzji działa od sumienia do intuicji, a środkowy punkt zwany jest mądrością. Energia emocjonalna działa od zwiekszenia pomyślności/dobrobytu do powiększenia pewności siebie – a jej centrum to wysokie poczucie własnej wartości, miłość lub bliss. Bycie blisko centrum mądrości i wysokiego poczcia własnej wartości pewności implikuje, że mądra i szczęśliwa osoba będzie często podejmować konstruktywne, dobre działania. Tak uważaj na działania osób, które są nieszczęśliwe lub niemądre.

Mind 14.2

Na diagramie powyżej widać, że osoba którą charakteryzuje w większości wyższa lewa część okręgu podejmuje opiekuńcze działania wynikające z naiwnej natury – jest tchórzem lub mięczakiem. Natomiast osoby znajdujące się w wyższej prawej części okręgu podejmują opiekuńcze działania ze względu na pobudki samolubne i amoralne – są pasywnymi manipulatorami lub uwodzicielami. Za to ci z niższej lewej części wykresu podejmują pewne siebie działania powodowane naiwnością – to pyszni głupcy (charakteryzujący się pychą). Zaś ci z dolnej prawej części wykresu podejmują pewne siebie działania wynikające z amoralnej, samolubnej natury – aktywni manipulatorzy lub naciągacze.

Pomyśl więc jakie byłyby typowe działania tchórza, głupca, uwodziciela i naciągacza. Po czym możemy poznać, że działania osoby zmienią się w jedno z powyższych? Aby umieścić oznaczenie „kwantowe” na danej osobie musimy posiadać dane na jej temat w okresie jakiegoś czasu. Co jeśli nie mieliśmy czasu na zaobserwowanie ich działań?

Można „wyczuć” czy osoba jest bardziej opiekuńcza czy też skłonna do działania oraz „wiedzieć” w ciągu kilka minut rozmowy czy jest ona bardziej sumiennym „dźwigam świat na swoich ramionach” typem, czy też intuicyjnym „popatrz jaki/a jestem bystry/a” typem – szczególnie jeśli poruszamy się w środowisku bez alkoholu lub narkotyków (one mogą zasłonić obraz).

Czego nam brakuje? „A, ha! – powiesz – „Ich funkcji granicy!” Jeśli mają oni tendencję do cierpienia – czyli próby kontrolowania rzeczy, których nie mogą kontrolować – stają się jednym z destruktywnych typów osób działających wymienionych powyżej.
Kiedy ludzie często używają słowa „powinien/na” i mają problemy ze słyszeniem „nie” lub mówieniem „nie”, stają się jednym z destruktywnych typów wymienionych powyżej. Dlaczego? Ponieważ solidność granicy jest oznaką dojrzałości, a dojrzałość jest synonimem konstruktywności! Widzisz? Masz teraz gotową metodę na przewidywanie działań innych.
Jeśli jednak dana osoba koncentruje się na zachowaniu równowagi i znajduje się w centrum okręgu (na wykresie), osiąga ona mądrość i wysoki poziom własnej wartości i nie zalicza się do żadnego z czterech destrukcyjnych typów powyżej. Zamiast tego jej działania są wydajne, właściwe i służą społeczności. Możesz to racjonalnie (merytorycznie) ocenić poprzez zauważenie ich osobistej granicy, która jest „wysokiej jakości”. Ci ludzie nie mają problemu z mówieniem „nie” kiedy mają to na myśli oraz zaakceptowaniem odrzucenia i niezgody kiedy my mówimy im „nie”.

Na co ty poświęcasz najwięcej czasu? Jeśli znajdujesz się na brzegach wykresu, musisz popracować nad dwoma cechami charakteru aby poprawić swoje działania.
Jeśli jesteś opiekuńczym i sumiennym „tchórzem”, musisz popracować cierpliwie i dyscypliną nad intuicją i pewnością siebie. Poprawisz swoją intuicję poprzez wypróbowanie różnych rodzajów środowiska w swoich działaniach, a potem podejmowanie w nich wielu decyzji, aby zdecydować, które ci pasują i przynoszą korzyści, a które nie. Podniesiesz swoją pewność siebie poprzez użycie Mapy Niepokoju o której już mówiliśmy. Popracuj nad uczynieniem Twojej granicy osobowości bardziej dojrzałej, a wtedy Twoje działania częściej będą właściwe.
Jeśli jesteś opiekuńczym intuicyjnym „uwodzicielem”, musisz popracować nad swoim sumieniem i pewnością siebie. Wykształcisz sumienie poprzez umieszczanie siebie na miejscu innych (wyobrażanie sobie siebie „w ich butach”), rozmawianie z tymi którzy czują się przez Ciebie skrzywdzeni, aby zobaczyć jaki efekt miały na nich Twoje działania. Rozwijasz swoja pewność siebie poprzez użycie Mapy Niepokoju. Pracuj także nad swoją granicą, aby stała się bardziej dojrzała, a Twoje działania zaczną przynosić lepsze rezultaty.
Jeśli jesteś sumiennym, podejmującym działania „głupcem” – popracuj nad swoją intuicją i pomyslnością. Intuicję rozwijaj tak jak powiedzieliśmy przed chwilą, poprzez wypróbowywanie różnych środowisk i podejmowanie w nich decyzji. Rozwiń swoją pomyslność(well-being) poprzez używanie Mapy Gniewu. Dodaj do tego prace nad bardziej dojrzałą granicą, a Twoje działania z głupich staną się znaczące.
Na koniec, jeśli jesteś „naciągaczem” kierującym się intuicją, musisz cierpliwie rozwijać sumienie i pomyslnośc. Pracujesz nad sumieniem poprzez konfrontacje z tymi których skrzywdziłeś, a nad pomyślnością poprzez używanie Mapy Gniewu. Do tego dodaj prace nad bardziej dojrzała granicą i twoje działania nie są już „oszustwami”, ale zostają za to autentycznie nagradzane przez społeczność.

Kiedy pracujesz nad tymi wszystkimi umiejętnościami w celu uzdrowienia swoich relacji i poprawnego „odczytania” działań innych odkryjesz, że stajesz się poprzez to również coraz lepszy w innych, bardziej skomplikowanych ludzkich umiejętnościach, takich jak polityka, władza, przywództwo i intencja.
Tym samym doszliśmy do ostaniego z trzech „skrzyżowanych spektr”, które łączy nasz intelekt i decyzje i jest nazywane intencją (zamiarem). Fantastyczna – ta niezwykła ludzka umiejętność jest jak super „system pokładowy” dla twojego „samolotu sukcesu.” Pozwala Ci bezbłędnie osiągnąć Twoje cele za każdym razem oraz powiększa rozmiar Twojej granicy. Poprzez to powiększa zasięg Twojej realnej kontroli nad światem wokół ciebie.

Intencja: Przeciwieństwo Cierpienia

Jak możesz zawsze podejmować „właściwe działania?” Jak możesz doskonale kierować swoim „samolotem”? Pokażę ci jak! Musisz przygotować się do działania wcześniej używając intencji (zamiaru), albo tego co zwiemy purpuse ] przyczyną. Intencja jest specjalną, skomplikowaną umiejętnością jaką zachowałem dla Ciebie na koniec – idealna umiejętność, która poprzedza perfekcyjne działania. Intencja jest „przeciwieństwem cierpienia.”
Możesz w to wierzysz? Cały czas mówiłem Ci o rzeczach, które zatrzymują cierpienie – czyli o odpowiednim mówieniu „nie” lub akceptowaniu odmowy. Ale istnieje też przeciwieństwo cierpienia – które zamienia je w moc. Twoje cierpienie jest wskaźnikiem rzeczy w których powinieneś użyć swojej intencji.
Chcę żebyś pomyslał o pewnym powiedzeniu, które niektórzy znają, a brzmi:
„Lepiej mierzyć w gwiazdy i wylądować w błocie, niż mierzyć w błoto i zrealizować to” Przypomina to powiedzenie: „Jeśli ci się nie powiedzie raz, próbuj dalej.”

Wiele zostało już napisane o słowie „intencja” w książkach na temat samopomocy, ale zawsze istniało w nich niejasne odwołanie do „starania się” i zaakceptowania osiągniętych rezultatów. To jednak nie wystarczy. Chcę Ci pokazać anatomię intencji, aby uczynić tę kwestię bardziej praktyczną zamiast mydlić nią oczy.
Iintencja jest sposobem na połączenie podejmowania decyzji i intelektu, aby otrzymać poteżny „pocisk termolokacyjny” aby osiągnąć osobiste lub firmowe cele. Intencja nie dodaje Ci energii, aż do ostatniego momentu kiedy jesteś pewny, że osiągniesz cel bez marnowania energii. Jako taka, intencja jest przeciwieństwem cierpienia, które jest „zużywaniem energii chcąc lub próbując kontrolować rzeczy niekontrolowane.”
W powyższym powiedzeniu „mierzenie w błoto i zrealizowanie celu” to właśnie cierpienie. Ale „mierzenie w gwiazdy” jest intencją. Z intencją możesz „wylądować w błocie”, ale ważne jest żeby się podnieść, nauczyć czegoś z tego i na nowo ustalić swój cel. Intencja jest także jak „cel (10 na tarczy)”, rodzaj „kompasu” który prowadzi nas w strone celu.

INTENCJA (zamiar): Przeciwieństwo Cierpienia

Mind 14.3

Zauważ jak cierpienie czerpie Twoją pozytywną energię zwaną poczuciem własnej wartości z Twojej granicy i marnotrawi na to czego nie możesz kontrolować. Bez planowania i doświadczenia, sumienia (etyki) lub intuicji cierpisz mój przyjacielu.

Kiedy używamy tych 4 rzeczy: funkcji lewej półkuli (edukacji), funkcji prawej półkuli (doświadczenia), sumienia (etyki) i intuicji, używamy intencji aby osiągnąć cel przede wszystkim bez marnotrawienia naszej cennej energii.
Na przykład, co jeśli miałbyś/miałabyś określony cel zostania aktorką/aktorem? Jeśli żyjesz w Iowa, i nigdy nie uczyłeś się w szkole ani na kursie aktorskim, nie próbowałeś swoich sił w żadnej (nawet szkolnej) sztuce, nie rozmawiałeś z aktorami o ich doświadczeniu praktycznym w zawodzie, ani nie myślałeś o przeprowadzce do Nowego Jorku lub Los Angeles, to o czym to świadczy? Czy masz intencje zostać wspaniałym aktorem? Nie!
Ale jeśli mieszkając w Iowa zacząłbyś odkładać pieniądze na mieszkanie w Los Angeles, zaplanował uczęszczanie tam na lekcje aktorstwa lub porozmawiałbyś z zapoznanymi znajomymi aktorami w tym mieście, a nawet umówił się na jakieś przesłuchania wstępne do filmów, to czy miałbyś intencje zostać aktorem? Przygotowałbyś się na spełnienie swoich celów bez narażania się na cierpienie.
Twoją intencją jest Twój cel w danym momencie i pracując sporo nad swoją granicą, możesz nawet stworzyć jeden życiowy cel pochodzący z Twojej tożsamości – życiową misję. Nie cierpisz, chcąc zostać aktorem w tej chwili, ale przygotowujesz sobie drogę na to aby stało się to możliwe.
W przypadku bycia wspaniałym aktorem, czy masz gwarancję, że staniesz się nim? Nie. To jest poza Twoją kontrolą zanim nie osiągniesz celu. Ale ze względu na Twój intencje ( wykonane w tym celu kroki) zwiększasz swoje prawdopodobieństwo. Kiedy już wszystkie te kwestie są gotowe i przygotowane jak pocisk termolokacyjny, jesteś gotowy na poświęcenie temu swojej energii, bez zbytniego cierpienia. Czy słyszałeś kiedyś powiedzenie:
„Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają”? No właśnie.
Odkryjesz, że intencja jest jak celownik skierowany na Twój cel – lub kompas w Twoim samolocie – złożony z czterech części. Edukacja i doświadczenie są jak ster w samolocie pozwalają Ci lecieć w prawo i lewo: wiedza teoretyczna pozwalająca na utrzymywaniu oczu na celu, a wiedza praktyczna pomaga Ci być elastycznym w omijaniu przeszkód.
Jednakże, dodając decyzje do naszej wiedzy o nawigacji zauważymy, że sumienie i intuicja są jak „lotki” w skrzydłach – intuicja zwiększa naszą wysokość, aby próbować nowych rzeczy w nowym środowisku w których zachodzi ryzyko i trudności w nawigacji, a sumienie obniża nas wystarczająco, aby być wystarczająco „uziemionym” w swoich ambicjach.
Jednak jaki jest sens w posiadaniu wykształcenia i doświadczenia jeśli Twoje cele wiążą się z krzywdą innych? I na co przydadzą się Twoje logiczne i kreatywne umiejętności, jeśli ich nadużywasz? Potrzebujesz również sumienia i intuicji!
Intencja jest jak „mierzenie do gwiazd”, ale nie zniechęcanie się gdy lądujesz w błocie, i podnoszenie za każdym razem, aż do osiągnięcia celu. Działania powinny następować po mądrym zaplanowaniu poprzez zamiar, a wtedy zawsze będą odpowiednie. W ten sposób nasze akcje nie zostaną zmarnowane.

Intencja jako celownik na drodze do Twoich Celów: ostatnie „przekraczanie (krzyżowanie się) spektr”

Mind 14.4

Zauważ, że jeśli „błądzisz” w drodze do celu, zawsze znaczy to, że brakuje Ci jednej lub więcej części z czterech składników intencji:
1. Edukacji
2. Doświadczenia
3. Sumienia
4. Intuicji

Musisz poprawiać swój „kurs lotu” często poprzez ćwiczenie jednej lub więcej z tych umiejętności – aby osiągnąć swój cel w życiu. Prze-edukowana i nadmiernie intuicyjna osoba jest krytycznym i uprzedzonym manipulatorem, który potrzebuje kultywować doświadczenie i sumienie. Prze-edukowana i nadmiernie sumienna osoba jest krytycznym ofiaro-tchórzo-głupcem, który musi popracować nad doświadczeniem i intuicją.
Osoba nadmiernie doświadczona i nadmiernie sumienna jest ignoranckim ofiaro-tchórzo-głupkiem – potrzebuje kultywować edukacje i intuicje. I wreszcie osoba z nadmiernym doświadczeniem i nadmiarem intuicji jest ignoranckim manipulatorem, który musi popracować nad edukacją i sumieniem, aby uczciwie zrealizować swoje cele.
Zauważ, że brak równowagi na spektrum decyzji prowadzi do patologicznego narcyzmu.
Zamiast tego pamiętaj, że edukacja plus doświadczenie równa się geniusz lub równa się inteligencji w Twoim intelekcie. A sumienie plus intuicja tworzą mądrość w podejmowaniu decyzji. Z inteligencją i mądrością, Twój cel jest „odpowiedni” i uważany za społeczeństwo za „prawy.”
Wiele religii mówi o „grzechu.” Interesująca jest definicja judaizmu, która mówi o grzechu w starożytnym hebrajskim jako „przeoczyć znak.”
To implikuje, że wszyscy ludzie są grzeszni i żaden z nich nie jest zły do cna, skazany na potępienie. Wystarczy zmienić nastawienie, zmienić przyzwyczajenia i przestać grzeszyć. Obrać nowy „cel” który jest „prawy.”
Inteligencja + mądrość tworzy idealną intencję i poprzez to, cel w życiu i biznesie. Idealna intencja jest nazywana sprawiedliwością. Nie da się czynić sprawiedliwości bez mądrości, ale też bez pełnej wiedzy o sytuacji, połączonej z edukacją i doświadczeniem. Może dlatego sędziami w Wyższym Sądzie zostają starsi ludzie – zgromadzenie wiedzy, mądrości i doświadczenia wymaga czasu.
Dąż do użycia tych kwestii w obmyślaniu strategii swoich celów, zanim zaczniesz na nie marnować emocjonalną energię. Intencja gwarantuje, że Twoja energia zostanie dobrze wykorzystana – to jak decyzja o lądowaniu Twojego „samolotu sukcesu” tuż nad pasem do lądowania.

Intencja jako „Kompas” prowadzący do Celów

Mind 14.5

Co jeśli uznalibyśmy intencję jako „kompas” lub przewodnika, który pomoże naszemu „samolotowi” dolecieć do celu? Nie tylko odkrylibyśmy, że są niektóre rzeczy które robimy „źle” jeśli chodzi o nasz zamiar, ale i to że samo „dopasowanie” naszej intencji może bezwysiłkowo popchnąć nas do realizacji celu!
Jeśli chodzi o powyższy przykład – należy ćwiczyć edukację i sumienie aby osiągnąć cel. Uczynienie tego może nam w cudowny sposób pomóc w realizacji celu, bez wysiłku i cierpienia.

Nawiązując do analogii „samolotu”, „Kompas Intencji” działa poprzez:
1. Edukację, która sprawia że skupiamy się na celu poprzez organizację.
2. Doświadczenie dające nam elastyczność, aby omijać przeszkody.
3. Sumienie „podnoszące nas” do etycznego poziomu, który jest konieczny, aby dotrzeć do celu bez rozbicia się…
4. Intuicja „uziemiająca nas” wystarczająco, abyśmy dostrzegli odpowiednie środowisko do osiągnięcia naszych celów/celu.

Dostrojenie Twojego „Kompasu Intencji”

Co jeśli potrzebujesz pracy nad jedną lub więcej części z czterech części intencji? Pamiętaj, intencja jest kombinacją Twoich zasobów intelektualnych i zasobów dotyczących podejmowania decyzji.
Aby dostroić swoją edukację, naucz się jak organizować – weź udział w zajęciach, kursach „jak to zrobić”, ćwicz bycie punktualnym i jak myśleć logicznie, zwracaj uwagę na historię i ucz się z niej.

Aby dostroić swoje doświadczenie, naucz się jak być elastycznym i tolerować niezorganizowanie i żyj – podróżuj, chodź na imprezy i wydarzenia artystyczne, zacznij jakieś kreatywne hobby, zaangażuj ciało i umysł w coś co wymaga użycia wszystkich 5 zmysłów, przebywaj z ludźmi i znajdź mentora, aby czerpać z jego doświadczeń.

W celu dostrojenia swojego sumienia, naucz się twarzą-w-twarz jaki wpływ ma twoje konstruktywne lub destruktywne zachowanie na innych. Bądź otwarty na ich opinię i doświadczenie jeśli chodzi o Twoje krzywdzące zachowanie. Zwróć uwagę na informację zwrotną jaką daje Ci społeczność; jeśli mądrzy, prawi, dojrzalsi ludzie zwracają Ci uwagę i przydzielają kary znaczy to, że Twoje zachowanie jest złe lub destruktywne.

Aby dostroić Twoją intuicję idź w różne środowiska i żyj – próbuj wielu różnych rzeczy i zapisuj to co jest destrukcyjnym środowiskiem dla Ciebie (opierając się na Twojej tożsamości), oraz to co wydaje się konstruktywnym środowiskiem. Próbuj i testuj różne rzeczy i różne otoczenia.
Wyobraź sobie co by się stało gdybyś użył intencji w każdym aspekcie Twego życia, Twoich marzeń. Miałbyś wtedy jasno określony cel i środki, co pozwoliłoby na rozwiązanie Twoich problemów oraz niektórych problemów innych osób.

Syntetyzowanie (łączenie) celów w jedno „Powołanie”

Mind 14.6

Naturą tego „powołania” w życiu jest przyniesienie Ci sukcesu. Tak jak w przypadku zbioru drewna w mroźną zimową noc, jeśli wyciąłbyś tylko jedną małą gałąź, nie wystarczyłaby Ci ona nawet na godzinę. Większa gałąź mogłaby wystarczyć na jedną noc. Ale całe drzewo – z pewnością wystarczyłoby na całą zimę!
To właśnie jest niesamowita natura Twojego powołania, czyli Twoich marzeń. Kiedy nadchodzą ciężkie czasy, czasem nawet przez całą zimę – Twoje sny – Twoje powołanie są w stanie cię podtrzymywać.
Co ciekawe, natura powołania w naszym życiu prowadzi także do wypełnienia Cię dobrymi emocjami, mądrością w Twoich decyzjach i wzmocnienia granicy. Jak?
Kiedy dążysz do zrealizowania swego powołania jako celu, zostaniesz poddany testowi poczucia własnej wartości. Będziesz musiał zgromadzić zasoby pomyslności, aby zatroszczyć się o swoje wysiłki, ale także pewności siebie, aby „wyjść ze strefy komfortu.” Podejmując decyzje będziesz popełniać błędy i poczujesz, że musisz rozwinąć swoją mądrość sumienia i intuicji. Na koniec, będziesz musiał zbudować solidne granice które dadzą Ci zdefiniowane preferencje, jeśli chodzi o Twoje powołanie (misję).

„Powołanie” wymaga zaangażowania wszystkich Twoich umiejętności budowania charakteru i zmusza je do rozwoju. Efekt końcowy podążania za powołaniem jest rzadką nagrodą Trwałego Spełnienia.

Teraz wiesz już dokładnie jak osiągnąć Trwałe Spełnienie, i poprzez to posiadasz umiejętności rozwiązania każdego problemu który da się rozwiązać

Mind 14.7

Jak rozwiązać każdy, ale to każdy, Problem

Na początku podziel problem na mniejsze części:
Która odpowiada za stres, która za porażkę, a która sprawia, że czujesz się jak w pułapce?
Teraz, pomyśl nad jaką częścią problemu masz kontrolę, a jakiej nie kontrolujesz? Nie cierp – czyli zrezygnuj z tego czego nie możesz kontrolować, aby skupić się tym co leży w Twoim zasięgu i skupienie na tym Twoich zasobów.
Teraz możesz przeanalizować cztery części psychiki, aby zmaksymalizować ich wpływ na tę część problemu, którą możesz kontrolować.

Jak możesz dostroić swoją granicę, aby zmierzyć się z problemem? Przede wszystkim – czy możesz zatrzymać problem u drzwi swojej granicy? Czy twoje drzwi wpuszczają użyteczne zasoby i zatrzymują problemy? Czy też twoja granica ma mury i dziury… To wpływa na Twoją „trwałość” w stosunku do problemu.
Czy Twój proces podejmowania decyzji jest konstruktywny i mądry? Charakteryzuje się równą ilością sumienia i intuicji? Jest wolny od „narcyzmu” i „niedojrzałości”? To daje Ci wolność do poradzenia sobie z problemem.
Czy Twój intelekt spędza dobrze czas? Czy korzysta on w równej ilości z wiedzy teoretycznej jak i praktycznego doświadczenia? To one pozwalają ci szybko osiągnąć cele, szczególnie jeśli używane jako część zamiaru.
Jak intelekt i podejmowanie decyzji razem tworzą dobry kompas do sterowania samolotem? To one sprowadzają Cię na właściwą drogę gdy zboczysz z kursu. Jesteś na dobrym kursie? Skoryguj swój kurs.
I wreszcie, czy masz kontrolę nad paliwem Twojego samolotu? Czy konstruktywnie zmieniasz gniew i niepokój na pomyślnośc i pewność siebie poprzez asertywność i odwagę? Czy jesteś w stanie „matkować albo „ojcować” sobie lub Twojemu biznesowi, aby zbudować poczucie własnej wartości, a przez to szczęście?
Im więcej posiadasz uczciwości, czyli połączenia/integracji wszystkich tych wymienionych wcześniej części, tym lepsze są Twoje umiejętności w innych narzędziach (aspektach) ludzkiego życia: Komunikacji, Polityce, Zarządzaniu Czasem, Mocy/Władzy, Działaniu i Poglądach.
Zmaksymalizuj swoją umiejętność „odczytywania” problemu i odpowiedz na niego z dobrą komunikacją/ tożsamością (i poglądami/przekonaniami), odpowiednim działaniem oraz z poczuciem celu lub intencją.

Wtedy uda Ci się rozwiązać każdy problem, który ma rozwiązanie – poprzez osiągnięcie psychologicznej integracji.
Połączmy teraz wszystkie cztery części razem – granice, podejmowanie decyzji, intelekt i energię emocjonalną – i zróbmy to w całościowy sposób poprzez połączenie komunikacji, tożsamości, działania i celu.
Udoskonaliłeś granicę jeśli chodzi o „trwałość,” oraz podejmowanie decyzji aby mieć więcej „wolności.” Udoskonaliłes swój intelekt, aby odnosić więcej „sukcesów” w osiąganiu celów. Udoskonaliłeś też emocjonalną energię, aby osiągnąć „szczęście.” lub „błogosławieństwo” To są cztery składniki Trwałego Spełnienia w życiu. To coś co odnaleźli ludzie, którzy nie boją się już śmierci. A jeśli nie boisz się śmierci, czego jeszcze masz się bać? Niczego.
Z Trwałym Spełnieniem, jesteś wolny i możesz przeżyć swoje życie bez strachu lub destruktywności. Wyłóż teraz „całego siebie” na stół w tym co nazywa się Psychologiczną Integracją.

System Operacyjny Umysłu – rozdział 1,2,3

System Operacyjny Umysłu – rozdział 4

CZĘŚĆ II: Rozdział piąty: Granice osobowości

Każdy ludzki problem, czy to osobisty, biznesowy, ekonomiczny, społeczny, międzykulturowy, międzynarodowy, polityczny, rodzinny lub psychologiczny, zawsze jest jakaś część , która jest pod naszą kontrolą, np. „wewnątrz naszych granic osobowości”, oraz inna część, która jest poza naszą kontrolą , np. „poza naszą granicą osobowości.” Część świata jest naszą wyłączną odpowiedzialnością, a część nie.
Nasza granica wyznacza to co możemy kontrolować tego od tego co nie, więc pierwszym krokiem w rozwiązywaniu wszelkich ludzkich problemów jest rozwój zdrowych, dojrzałych, solidnych granic. Wtedy rozpoczynanie rozwiązywania problemów staje się łatwe. Odpuść to czego nie kontrolujesz i skup się na tym nad czym masz kontrolę.
Przekonasz się, że wszystkie funkcje granic osobowości są tym co rozwiązuje sporą większość naszych życiowych problemów. Jest to jeden z wielu powodów dlaczego musimy rozpocząć naszą szczegółową analizę S.O. Umysłu poprzez zrozumienie go. Granica osobowości jest jak interfejs komputera z światem zewnętrznym. To jest Twój „firewall” przeciwko stresowi i modemem do łączenia się z Internetem i innymi ludźmi takimi jak ty.
Granice osobowości są w rzeczywistości rozwiązaniem dwóch rodzajów problemów, które występują u osób prywatnych i firm: problemy, które wymagają wytrwałości, aby je naprawić (umiejętność przeczekania osobistych lub gospodarczych „burz”), oraz każdej części problemu, która brzmi niejasno dla Ciebie. Jeśli słowa takie jak „przytłoczony”, „zestresowany”, „w kryzysie”, „brak czegoś” lub „nie wiem w czym jest problem ,” opisują Ciebie lub Twoją karierę, możesz być pewien, że granice są rozwiązaniem. Uczynię to krystalicznie jasne dla Ciebie.

„Trwałość ” Granic Osobowości: Twoja jedyna obrona przed cierpieniem

[Obrazek: b2j5.jpg]

Granice osobowości wyznacza limit tego co kontrolujesz na swoim psychologicznym terytorium od tego czego nie kontrolujesz. Kiedy spalamy energii emocjonalną na rzeczy na zewnątrz naszych granic – tych rzeczy nad którymi nie mamy kontroli – nazywa się to cierpieniem.

Twoja granica jest fantastyczna, ale niewidoczna potęgą w Twoim życiu.
Jest to całościowe i piękne narzędzie do poprowadzenia swojego życia lub kariery tam gdzie chcesz.

W celu dokładnego wyjaśnienia charakteru tego zjawiska, jest dobra metafora aby to opisać. Czy kiedykolwiek przekraczałeś granicę państwa? Na przykład z USA do Kanady lub z USA do Meksyku? Cóż, kiedy przekraczałeś tą granicę i spojrzeć w dół, na ziemię, czy była tam przerywana linia przez którą przechodziłeś, namalowana na ziemi? Nie – granica jest niewidzialna . Ale czy jest prawdziwa? Jeśli przekroczysz granice bez paszportu coś bardzo prawdziwego może się stać? Coś jak zatrzymanie przez uzbrojonych strażników? Tak – granica państwa jest niewidoczna, ale prawdziwa.
Cóż, Twoja osobista lub zawodowa granica jest dokładnie taka jak granica kraju – Twojego własnego prywatnego kraju z Tobą jako jedynym obywatelem!

Twoja granica osobowości posiada takie same funkcje jak granicy państwa. Jest wyznacznikiem tego co jest w Twojej suwerennej kontroli kontra to co nie jest. Jest wyznacznikiem twojego psychologicznego terytorium od tego co nie jest twoim terytorium, a nawet swego rodzaju służbą celną i imigracyjną, która umożliwia wpuszczanie dobrej wymiany handlowej i gości oraz blokuje to co jest złe.

Twoją granicą osobowości jest jeszcze coś co ludzie nazywają „strefą komfortu”. To co jest w środku , jesteś zadowolony gdy nie zachodzą zmiany, ponieważ jest to „wygodne” – nie ma obawy o to z czym jest Ci wygodnie. To co jest poza Twoimi granicami, nie masz nad tym kontroli , a tym samym nie wygodni Ci z tym co jest poza Twoimi granicami. Lękasz się tego, bo boisz się” nieznanego”. Nauczysz się tego jak „wychodzić poza strefę własnego komfortu” później przy użyciu wszystkich zasobów jakie masz wewnątrz siebie. Na chwile obecną wystarczy, że granica wyznacza rozmiar sukcesu, ponieważ oznaczają wielkość celów jakie zostały wykonane. Stale rozszerzaj swoją „strefę komfortu”, aby zdobywać większą liczbę celów, wtedy przeniesiesz cele pod swoją prawdziwą kontrolę i przestaną być celami.

Założę się, że nie wiedziałeś o tej niesamowitej funkcji psychiki. Nie jestem zaskoczony, ponieważ jest niewidoczna!
Kiedy słyszysz coś takiego, że ktoś jest „przewrażliwiony” lub ” gruboskórny „, to o czym jest mowa? Czy jest to prawdziwa skóra? Nie, jest to „skóra” wokół Twojej duszy – ta „skóra” to Twoja granica osobowości. To Twoja „strefa komfortu”. Żółw w naszej oryginalnej historyjce ma wielką granice osobowości – „skorupę”. On może trzymać głowę i nogi z dala od dobrych rzeczy, ale jest także dobrze zabezpieczony przed złymi rzeczami, takimi jak stres. Więc jest mu wygodnie „wychodzić poza jego strefę komfortu”.
Szczur i Zając oboje mają bardzo „cienką skórę”, w przeciwieństwie Żółwia. Kiedy ludzie mają problem z tą częścią swojego charakteru, czy kultura biznesowa ma takie problemy, to można uznać takie granice za „nieszczelne” lub pełne „dziur”. Co się wtedy okazuje, problemy wydają się same je wykrywać.
Dlaczego? Ponieważ w środowisku dookoła można spotkać wszelkiego rodzaju przypadkowe rzeczy – przebiegłych manipulatorów i stres, ale także miłych, dobrych ludzi oraz potencjalnych partnerów. Cóż, jeśli zgubiłeś się lub nigdy nie wybudowałeś części swojej granicy, pozostawiona luka czy „dziura” powoduje, że nie za bardzo kaprysisz na to co wpuszczasz do środka. To także powoduje to, że nie za bardzo kaprysisz na nieprzyjemne emocje lub myśli które wysyłasz na zewnątrz w swoich komunikatach!
Wtedy cierpienie wkrada się. Cierpienie dzieje się przez „dziury” w granicach osoby lub firmy.

Natura Cierpienia 

Zdarzyło Ci się kiedyś utknąć w ulicznym korku, możesz podejrzewać o co mi chodzi. Jeśli trąbiłeś i trąbiłeś do tego zacisnąłeś pięści wpadłeś w szał, to spala Twoją energie, ale czy sprawia że ruch uliczny porusza się szybciej? Nie! Zużyłeś swoją energie próbując kontrolować nie kontrolowalne i nic nie dostałeś w zamian.
Cierpiałeś z powodu duże ruchu ulicznego.

Inna historia którą słyszałem, a wyjaśnia cierpienie jest o badaniach wypadków samochodowych występujących na drodze I-70 w czasie zimy (bardzo prosta, gładka droga przez Kansas). Było to dziwna statystyka, około 70% wypadków(poślizgów) kończyło się uderzeniem w słupy telefoniczne. Była to odległość połowy boiska footbolowego pomiędzy słupami ( około 55 metrów). Jak to możliwe? Skoro było tyle miejsca pomiędzy, dlaczego ludzie po prostu nie wypadali na otwartą przestrzeń?
Odpowiedź została odnaleziona po wywiadach z ofiarami wypadków. Wszyscy mówili, że kiedy koła wpadały w poślizg, automatycznie patrzyli na niebezpieczeństwo – słupy telefoniczne.

Kiedy ta robili, kierowcy nieświadomie (bez Obserwacji Ego) kierowali w kierunku słupów, nawet gdy na początku wyrzucało ich w otwarte pole. Cóż, zależnie od tego na czym się skupiamy, jest duże prawdopodobieństwo, że dostaniemy to od życia.
Cierpienie jest jak patrzenie się na słup telefoniczny, wtedy gdy tracisz kontrole. Skupiasz się na tym nad czym nie masz kontroli, spalasz całą swoją energie i odkrywasz, że dostajesz więcej tego czego nie chcesz.
Poniżej jest niesamowite narzędzie do użycia jeśli chcesz wyeliminować cierpienie ze swojego życia: Cierpienie pojawia się za każdym razem gdy używamy słowa „powinno”!

Z Obserwacją Ego, możesz zdecydować o celu, żeby kierować się na „otwartą przestrzeń” kiedy wypadasz – kiedy Ci coś Ci się nie udaje. Nie przykładaj swojej uwagi do tego jak ludzie powinni być uprzejmi lub jak Twój partner powinien robić to albo tamto dla Ciebie – jest to życzeniem sobie kontroli. Zamiast skupiać się na cierpieniu, potrzebujesz kierować swój wzrok na to co chcesz oraz nad czym masz kontrole. Kontroluj swoją uwagę, zwracaj ją ku sobie i swoim umiejętnościom kiedy omijasz kłopoty.
Cierpienie to „próbowanie lub życzenie sobie kontroli na niekontrolowalnym oraz zużywanie energii i czasu na ten proces”. Jeśli pomyślisz o naszych trzech wewnętrznych zasobach – energii emocjonalnej, pomysłach intelektualnych i mocy podejmowania decyzji – zobaczysz jak dochodzi do cierpienia z powodu dziur w granicach osobowości.

Granice są jak „zbiornik” który utrzymuje nasze wewnętrzne zasoby: więc kiedy jest tandetny, waluty Twoich wewnętrznych zasobów – energia, czas i wolność – z łatwością mogą wyciekać.
Nasza moc podejmowania decyzji jest swego rodzaju kontrolą i kiedy próbujemy wywrzeć ją na innych, kradniemy ich wolność przez „dziury” w granicach.

Życzymy sobie, spalamy energie i skupiamy się na tym jacy ludzie powinni być. Skupiamy się na tym jaki powinien być świat … tak jakbyśmy mieli moc do kreowania świata. Energia emocjonalna jest taka sama i jest częścią definicji cierpienia. Tak samo jest z pomysłami kiedy rozrzucamy je po innych, marnujemy ich i nasz czas jeśli nie są nikomu potrzebne. Nie kontrolujemy wymuszania naszych pomysłów na innych. Czas jest ceną jaką płacimy za przekazywanie lub słuchanie pomysłów i idei.
Te trzy zasoby są tym czym jesteśmy w środku. One komponentami naszej tożsamości i kiedy próbujemy przymuszać innych do naszej tożsamości, cierpimy.

Granice: Tożsamość i Zasoby
[Obrazek: bxp5.jpg]

Kiedy Twoje granice mają dziury w sobie, Twoja tożsamość staje się niewyraźnym kształtem. Kiedy naprawisz te dziury przy użyciu słowa „nie” – posiadanie preferencji: nie dla czegoś i tak dla czegoś, zaczynasz mieć solidniejszą tożsamość i wyraźniejszy kształt.
Kiedy Twoje granice mają dziury w sobie, Twoje zasoby są podatne na wyciekanie, marnowane na to co jest w życiu „niekontrolowalne”. Ale kiedy załatasz dziury w swoich granicach przez mówienie nie cierpieniu, zatrzymasz wszystkie swoje zasoby i przestaną wyciekać.

Na przykład, co jeśli nie mam preferencji w swoim życiu? To nie miał bym także tożsamości! Nie chciałbyś wiedzieć cokolwiek kim jestem albo co lubię, ja też bym nie wiedział. Co jeśli powiem Ci, że mówię „tak” psom, a „nie” kotom w moim życiu? Mówię „tak” muzyce rockowej i mówię „nie” muzyce disco polo. Mówię „tak” smokingowi i mówię „nie” niebieskim dżinsom?
Z trzema moimi preferencjami zaczynasz mieć pomysł na to jaką właściwie jestem rodzajem faceta jestem. Jestem kochającym psy, nienawidzącym koty, kochającym rocka, nienawidzącym disco polo, nie dla dżinsów, ubranym w smoking psychiatrą. Co brzmi jak tekst piosenki disco polo.

Chodzi oto, że im lepsze granice, dzięki mówieniu „nie” do pewnych rzeczy i „tak” do innych. Tym lepsza tożsamość. Im słabsza jest Twoja tożsamość tym większą przewagę mają nad Tobą inni ludzie poprzez dziury w Twojej skórze.
Kiedy posiadasz solidne granice i tożsamość, jesteś lepiej chroniony przed stresem. Granice osobowości są pierwszą linią obrony tak jak skorupa Żółwia.
Gdy granice są solidne zdolne do mówienia nie i słyszenia nie, jesteś dobrze chroniony przed stresem.

* Powiedz „nie” stresowi i odejdzie.
* Nie próbuj kontrolować stres, po prostu powiedz mu “nie”.
* Jeśli pozwolisz stresowi dostać się do Ciebie poprzez „dziury” w granicach, staje się Twoim, jest teraz częścią Twojej energii emocjonalnej i jest Twoim problemem.
* Granice osobowości są Twoją pierwszą linią obroną przeciw stresowi.

Granice Osobowości i Stres
[Obrazek: t08l.jpg]
Zobacz co może przydarzyć się, jeśli nie nauczysz się łatać dziur w granicach osobowości – stres dostaje się do środka kiedy tylko chce. Stres powstaje w niekontrolowanym środowisku – to oznacza, że „niekontrolowalne” ma całkowitą kontrolę nad Tobą!
Więc masz „dobry” dzień tylko dlatego, że środowisko było „dobre”, a „zły” dzień za każdym razem, gdy środowisko jest „złe”. Ten stan nazywany jest drażliwością , tego stanu leki nie mogą naprawić – jest czysto psychologiczny! Tylko Ty możesz naprawić ten rodzaj irytacji w siebie lub w Twojej firmie, poprzez podjęcie decyzji zmierzenia się z nim.
Miałem wielu „drażliwych” pacjentów (i znajomych) którzy często szukają zewnętrznych środków do naprawienia ich problemu – jak Valium, terapie, jedzenie, pieniądze i wszelkiego rodzaju inne tymczasowe ” band-aids . ”
Wszystko, z czego kiedykolwiek potrzebowali sobie zdać sprawę to to, że mieli „dziurę w duszy” którą trzeba załatać – i nikt nie może tego zrobić oprócz Ciebie.
Przez uczenie się mówienia „nie” obelgom i stresom które taranują nasz mur graniczny, ludzie wkrótce są w stanie wyleczyć się z tego rodzaju drażliwości przez odpuszczanie. Mogą po prostu powiedzieć „nie, dziękuję” stresowi i zamknąć swój uszy i oczy umysłu na nieprzyjazne środowisko. Stres nadal tam jest dla innych, ale nie musi być w Tobie i nie musi należeć do Ciebie.
Przyjrzyjmy się nieco bliżej poniższemu przykładowi.

Słabe Granice: Dziury
[Obrazek: yokc.jpg]
Kobieta zapytała mnie raz o Valium, aby pomóc jej z niepokojem, ale po pierwsze, zapytałem ją, czy istnieje inna osoba lub zdarzenie, które bezpośrednio łączy się z tym lękiem.
Jej wnuk mieszkał razem z nią i rozprowadzał narkotyki u niej w domu. Kiedy używał prochy w domu, czuła lęk, a kiedy go nie było w domu, nie czuła niepokoju. Wkrótce odkryliśmy, że Valium nie pomoże rozwiązać jej niepokoju, nie może go wyleczyć. Ten problem został spowodowany przez dziury w jej granicach. Próbują potraktować ją Valium jest jak próba leczenia zachowania wnuka przez jej ciało!
Kiedy zrobiła „kurację” na jej lęk (mówiąc nie dla narkomanii wnuka), jej niepokój wyparował. Kazała wyprowadzić mu się z domu. Ten rodzaj nie, wykorzystany dla dobra obojga, babci i wnuka, potocznie nazywa się „Ciężka/Trudna Miłość”.

[Obrazek: wwbx.jpg]

Dziura w granicach są miejscami, w których mamy kłopoty z mówieniem „nie” lub słyszeniem „nie”. Ale przez proste, mówienie „nie” rzeczom, których nie preferujesz zaczynasz łatać te dziury w swojej granicy i wzmacniasz ściany. Bądź jak babcia i powiedzieć nie. To sprawi, że staniesz się silniejszy przeciwko stresowi, jak naród z twardszą granicą.

„Cienka skóra”: Dziury w Granicach Osobowości

Problemy ze słyszeniem „nie” są tym samym co cierpienie, staranie się lub pragnienie kontroli nad niekontrolowalnym oraz marnowaniem energii bez żadnego dobrego powodu. Czy słyszałeś o ludziach mających psychologiczne „martwe pole” w swoim zachowaniu? Rzeczy których nie widzą w sobie, a które tylko inni są w stanie zobaczyć? Są to „dziury w granicach”.
Czy słyszałeś o ludziach mających „guziki/przyciski”, które można nacisnąć? Miejsca w których inni mogą „dostać się pod skórę”? Są to „dziury w granicach”. Co to jest ta „skóra” o której mówią „dostać się pod naszą skórę” lub mieć „cienką skórę”?
Oczywiście jest to Granica Osobowości.

[Obrazek: luix.jpg]
Dziury w granicy pozwalają łatwo dostać się stresowi do środka

Pamiętasz jak na lekcjach biologii mówiono o błonie komórkowej? O tym, że my ludzie mamy „pół-przepuszczalne” błony? To oznacza że komórka pozwala wejść dobrym rzeczom – składnikom odżywczym, a trzyma z daleka złe rzeczy. Kiedy komórka posiada przepuszczalną błonę, przeważnie jest niezdrowa, więc pozostaje otwarta i może się rozpaść. Twoje granice osobowości są podobne do błony komórkowej w taki sam sposób jak granice państwa. Kiedy masz w nich dziury, granice są za bardzo przepuszczalne i to co wchodzi może Cię zmiażdżyć jeśli będzie trwało to zbyt długo.

Ten przykład wyjaśnia jak czuła się babcia z powodu nadużywania narkotyków przez wnuka. Teraz kiedy do mnie przyszła po jego wyprowadzeniu się, powróciła w pewien sposób z poczuciem ulgi, ale dalej jest coś nie tak z drugiej strony. „Po tym wszystkim” mówiła, „chcę być dobrą babcią. Nie chcę patrzeć jak cierpi, żyjąc na ulicy. Dzwoni do mnie i sprawia, że czuje się winna…”
Cóż, wnuk znalazł inny sposób aby przedostać się przez granice do środka. Nazywamy to manipulacją. Znalazł on inną dziurę w jej granicach i obwiniał ją przez nią. Wina jest czymś co czujemy w środku kiedy wiemy, że zrobiliśmy coś złego, ale ona nic nie zrobiła. Wstyd jest lękiem, emocją z zewnątrz, z poza nas, którą ktoś nam przylepił. Ten ktoś chce ulgi w swoim własnym lęku, a my nie zrobiliśmy nic co zasługiwało by na wstyd.

Zaprzeczenie: Spowodowane przez dziury w granicach

Babcia wciąż cierpiała ponieważ odkryła inną cechę/dziurę. Czuła, że jest „całym światem dla niego” w pewien sposób wyobrażała sobie, że go posiada. Babcia czuła, że kłopoty życiowe wnuka są w pełni jej kłopotami i jest za nie sama odpowiedzialna. Do kogo tak naprawdę należą? Do niego! Robiąc to co nazywamy zaprzeczeniem, zaprzeczenie to iluzja stworzona przez dziurę w granicy.
Patrzymy na dziurę przez krawędź naszej granicy (jest to miejsce gdzie kończy się nasza kontrola, posiadanie i odpowiedzialność). Zamiast patrzeć na dziurę, patrzymy w nieskończoność przy okazji nie spostrzegając, że patrzymy na psychologiczne terytorium które w rzeczywistości nie jest nasze. Należy do kogoś innego.

Obrazek został pomniejszony o 5% (758×490). Kliknij obrazek aby otworzyć go w nowym oknie (796×514).
[Obrazek: i9.JPG]

Kiedy patrzymy na krawędź naszej granicy widzimy limit tego co posiadamy i kontrolujemy w naszym psychologicznym terytorium.
Kiedy patrzymy poprzez dziurę w naszych granicach nie widzimy ściany ani żadnych limitów. Widzimy tylko terytorium, które wyobrażamy sobie, że posiadamy, kontrolujemy i czujemy się za niego odpowiedzialni. Często kiedy to robimy, są to ludzie lub cele które są poza naszą kontrolą. Frustrujemy się kiedy odkrywamy, że tak naprawdę ich nie posiadamy lub kontrolujemy.
Jeszcze raz. Babcia potrzebuje praktyki w mówieniu „nie” na telefony wnuka w środku nocy, na jego prośby o pieniądze na narkotyki i cokolwiek co sprawia, że czuje się niekomfortowo. Jak kolwiek babcia potrzebuje rozpoznać/odkryć, że życia wnuka należy do niego, nie do niej. Nawet gdy on nie „widzi” swoich własnych dziur w granicach osobowości przy użyciu Obserwacji Ego, nie jest zadaniem sole babci aby być dla niego całym światem. To jest zadanie dla świata – zadanie dla wszystkich ludzi: jego dziewczyny, jego braci, policji, jego szefa i każdego kto może wskazać jego dziury w życiu codziennym.
Oczywiście, spotykanie się z jego dziurami może być niezdrowe dla innych ludzi. Czasami możemy dostać zdrowo po tyłku od życia ucząc się ustalać gdzie leżą nasze granice. Możemy tak ostro dostać od innych ludzi mówiących nam „nie”, że zaczyna rozwijać się tkanka bliznowata w miejscu dziury, która będzie nas chronić.
Szczególnie dobre w rozwijaniu tego typu „tkanek” są psychologiczne traumy.

Możesz powiedzieć osobie z dziurami, zrób coś aby mieć „grubszą skórę” zamiast „cienkiej skóry”. Ludzie tacy jak babcia i wnuk, mogą utwardzić się przez życie mówiąc „nie” wszystkiemu. Z czasem mogą nigdy więcej nie dopuścić do intymności – łatwa pułapka w którą można wpaść.
Kiedy ugrzęźniesz jest to dobry czas aby wrócić się do szkoły. Czas dobry na przypomnienie sobie z lekcji biologii o błonach komórkowych.

Jeśli pomyślisz o błonach komórkowych i rodzajach granic, możesz odkryć, że mury w granicach są tak samo nie zdrowe jak dziury – aby całkowicie odciąć się od środowiska jest tak samo szkodliwe jak całkowite zdanie się na środowisko. Bycie pustelnikiem nie jest dobre tak samo jak nie potrafienie ukrywania uczuć.

Błony komórkowe zwane “nieprzepuszczalne” to te które nie wpuszczają nic do środka ani nie wypuszczają nic na zewnątrz – nie wpuszczają składników odżywczych, ani nie wypuszczają produktów przemiany materii.. Dobre mury graniczne robią to samo. To jest tak jak osoba która mówi wszystkiemu „nie” lub kraj taki jak Północna Korea, która nie wpuszcza do środka nowych pomysłów lub kultury, nie ma wymiany handlowej ani współpracy międzynarodowej.
Jest to posiadanie ścian zamiast dziur. Kiedy rozgorączkowane, uszkodzone komórki tak robią, przekwitają i umierają z powodu głodu i zbyt dużej ilości toksyn. Tacy ludzie głodują z powodu braku do nowych pomysłów i idei. Są głodni nowej energii lub to co nazywamy miłością.

„Gruba skóra”: Granice z grubymi ścianami

[Obrazek: u54s.jpg]

Granice kogoś kto był skrzywdzony lub chronicznie źle traktowany mogą rozwinąć „tkankę bliznowatą” – grubą ścianę. Tak, chroni ich to przed stresem i destrukcją od teraz, jakkolwiek są podatni na samotność i zagłodzenie.
Być może słyszałeś o zaburzeniu które nazywa się Zespół Stresu pourazowego (PTSD). To zjawisko zostało dobrze zrozumiane podczas badań weteranów wojny Wietnamskiej, badanie warunków odkryło coś uderzającego. Kiedy żołnierz odbywał więcej niż jedną turę i w czasie pierwszej przeżył jakieś traumatyczne przeżycie to w późniejszych misjach radził sobie znacznie lepiej.

Było to przez to, że miał swego rodzaju „szczepionkę” przeciwko stresowi która to chroniła go emocjonalnie podczas przyszłych walk. Zobaczysz, że to co zbudował to silną ścianą przeciwko stresowi. Problem tkwił w tym, że Ci mężczyźni będąc teraz w swoich domach lata lub dekady od tych wydarzeń mają trudności aby otworzyć się przed swoimi partnerami, odkrywać swoje uczucia lub w pełni móc pokochać. Chronieni przed stresem teraz także głodują emocjonalnie w samotności.
Pamiętaj, że granice osobowości mają te same funkcje co granice państwa. Utrzymują złe rzeczy na zewnątrz, ale muszą też wpuszczać dobre do środka. Te ściany graniczne są przykładem tego, że granica nie działa dobrze. Taki naród jest odizolowany o reszty światowej społeczności tak samo jak odizolowana jest osoba od społeczności która go otacza. Taka sytuacja jest tak samo niedojrzała i nie zdrowa jak posiadanie dziur w granicach.

Dojrzałe granice osobowości i polityka

[Obrazek: rx6m.jpg]

Najbardziej dojrzałe granice osobowości posiadają „drzwi” zamiast dziury lub ściany w sobie. Ludzka umiejętność – kombinacja podejmowania decyzji z funkcją granic osobowości do decydowania kiedy otworzyć i zamknąć drzwi jest nazywana polityką.
Bardzo zdrowym jest otwieranie „drzwi” konstruktywnym pomysłom, ideom, emocjonalnej energii lub zachowaniom i zamykanie przed destruktywnymi pomysłami, energii oraz zachowaniom.
Znasz może kogoś kto ma do kogoś żal? Lub parę którzy mają ze sobą niewielkie sprzeczki i decydują się na zerwanie z ich powodu? Albo kogoś kto mówi „będzie jak ja mówię albo wcale”? Ci ludzie używają ścian w ich granicach zamiast drzwi.

Jeśli pomyślisz o najbardziej dojrzałym związku jaki znasz, odkryjesz że tworzą go ludzie którzy mogą się „zgadzać i nie zgadzać”. Może się to zdarzyć tylko i wyłącznie wtedy gdy Ci ludzie mają zdolność do posiadania drzwi w ich granicach zamiast dziur lub ścian.
Jeśli pomyślisz ile ludzi chce umniejszać swoich partnerów względem siebie i nie tolerują mniej, wszyscy Ci ludzie mają ściany – mówią „nie” do wszystkiego co jest unikalne i inne w ich partnerach. Są nietolerancyjni. Jeśli znasz ludzi którzy tolerują wszelkiego rodzaju przykrości, nadużycia lub niewłaściwe zachowania swojego partnera, to CI ludzie mają dziury w swoich granicach.
Dojrzały dorosły z drzwiami w swoich granicach jest w stanie dotrzymać zobowiązania względem innej osoby. Decydują oni aby otworzyć drzwi na konstruktywne zachowanie, a zamknąć na złe destrukcyjne u swojego partnera. Szkopuł w tym, że nie wstrzymują żalu.
Ludzie z drzwiami mają wolę aby otworzyć drzwi ponownie kiedy ich partner zmieni się i robi dobre rzeczy – lub wtedy gdy preferencje partnera ponownie do siebie pasują. Robię rzeczy które są w zakresie preferencji partnera są czymś pożądanym lub czymś co was łączy na początku? Możecie pozostać przyjaciółmi lub znajomymi.
Szczęśliwie, możemy nauczyć się wyrafinowanego sposobu używania naszych granic osobowości w kontaktach z innymi. Możemy otwierać lub zamykać drzwi zależnie od tego czy jest to ich zachowanie typu wygrana-wygrana lub wygrana-przegrana.
Słyszałem raz o tym jak mówiono, że w starożytności kiedy odbywały się bitwy, wojownik mógł walczyć mieczem lub tarczą. Kiedy walczył mieczem szybko się męczył. Używając tarczy chronił się przed atakami wroga, ale nie zmęczył się tak jak jego wróg.
Twoje granice osobowości są jak tarcza w relacjach z innymi.
Pomyśl o tym, w relacji w której jest jakaś większa niezgodność – lub w firmie w której podejmowane są trudne negocjacje – możesz używać tylko swojej tarczy, granic. Twój okazjonalny-przyjaciel-okazjonalny-nieprzyjaciel nie ma wyboru, albo stopniowo i powoli pogodzi się z Tobą albo odejdzie gdy oferuje nic poza destrukcyjnością. Wszyscy ludzie czasami są konstruktywni a czasami destruktywni. W ten sposób możesz zatrzymać żale i odciąć potencjalnych przyszłych przyjaciół ze swojego życia. Dlaczego? Ponieważ wszyscy ludzie mają potencjał do zmiany i adaptacji.

Wszyscy mamy potencjał do zawrócenia i poprawy – w każdym momencie każdego dnia. Jest to najważniejsze w naszych bliskich relacjach, szczególnie w małżeństwie. Ludzie mogą zmienić się konstruktywnie w każdej chwili i musisz być sędzią który obserwuje czy istnieje trend w kierunku lepszego.
Więc kiedy jesteś w jakiejkolwiek relacji – znajomy, małżonek, partner biznesowy lub klient – wyobraź sobie drzwi, które mogą otwierać się na konstruktywność,a zamykają na destrukcyjność.

Zależnie od zachowania osoby zobowiąż się do otwierania, zamykania, otwierania, zamykania – jeśli „układ” jest dla was (konstruktywny), czy tylko dla jednego z was (destrukcyjny). Prędzej czy później będzie albo twoim najlepszym sojusznikiem, albo zniknie z Twojego życia. Każdy z tych wyników jest dopuszczalny, jeśli zgadzasz się, że cierpienie nie jest dobrą drogą.

Jesteśmy skomplikowanymi istotami, czyż nie? Całe narody są skomplikowanymi zbiorami skomplikowanych istot. Jednak obraz ogromnej skali funkcji granic narodu działa nie inaczej niż na małą skalę anatomii pojedynczej komórki ludzkiej.
Półprzepuszczalna błona, która jest w stanie wpuszczać tylko dobre rzeczy, a zatrzymywać złe, działa jak służby celne lub jak proste drzwi w swoich własnym granicach osobowości.
Jest to krawędź osobistej granicy – jak interfejs komputera z internetem – łączący nas z innymi.

Waluty i ekonomia psychiki

[Obrazek: 5kkv.jpg]

Wszyscy angażujemy się w psychologicznym handlu ze sobą na co dzień – tylko, że nie handlujemy ze sobą za pomocą papierowej waluty.
Mamy tylko trzy psychologiczne zasoby z którymi robimy interesy:
• Poczucie własnej wartości (pozytywna energia emocjonalna)
• Intelekt (informacja)
• Moc podejmowania decyzji

Każdy z nich ma dołączoną do siebie walutę, w chwili gdy jest on umieszczony „na stole” w „transakcji” z innymi.
• Miłość jest walutą przy wymianie poczuciu własnej wartości.
• Czas jest walutą lub kosztem przy wymianie intelektualnej lub informacyjnej.
• Wolność jest walutą lub kosztem zdolności/mocy podejmowania decyzji.

Pomyśl o tym niesamowitym, niewidzialnym psychologicznym świecie! Dokonujemy psychologicznych wymian ze sobą każdego dnia! Co by było, gdybyś był lunatykiem i wyjął wszystkie pieniądze z banku i we śnie poszedł do lokalnych centrów handlowych i salonów samochodowych?
Mógłbyś obudzić się następnego ranka z wszelkiego rodzaju produktami, których nie chcesz, jesteś spłukany i sponiewierany.
Mógłbyś być zestresowany, co nie? Cóż to jest to co 90 procent populacji robi ze swoimi wszystkimi najcenniejszymi psychologicznymi walutami!
To jest to co się z Tobą dzieje, kiedy nie używasz umiejętności Obserwacji Ego i to co się dzieje, kiedy pozwalasz popaść swoim granicom w ruinę. Skończysz „z brakiem” czasu, energii i wolności w swoim życiu zgodnie z własnymi preferencjami.

Czasami wymieniamy się naszymi walutami jak: czasem na miłość, na przykład wtedy, gdy opowiadamy naszym dzieciom bajki na dobranoc.
Czasami wymieniamy walutę wolności na czas – jak wtedy gdy stajemy się uczniem i zdobywamy nowe umiejętności na przykład harując jako student medycyny dla ustalonego lekarza.
Potem okazuje się, że jesteśmy bardziej wydajni w czasie, dzięki wykorzystaniu nowej wiedzy, którą mentor dał nam w zamian za nasze posłuszeństwo.
Na pewno wiesz, że wszystkie te rzeczy są do przekalkulowania na pieniądze, jeśli jesteś zatrudniony przez kogoś innego.
Wymieniasz pewną ilość swojej wolności jeśli masz szefa. Z definicji, szefowie podejmują więcej decyzji od nas. Oczywiście możemy również umieścić nasz czas i energię w pracy, za co otrzymasz wynagrodzenie w zamian.
Czy otrzymujesz uczciwą zapłatę w swoich psychologicznych transakcjach!? Jest to wątpliwe, jeśli nie byłeś świadomy drobnych szczegół w swojej granicy osobowości.

Tylko z wielkimi, dojrzałymi granicami możesz uzyskać dobre „układy/wymiany/okazje” w życiu.
Mówią, że „czas to pieniądz”. Ale czas to pieniądz, wolność to pieniądz i miłość to pieniądz, a miłość to wolność, wolność to czas, apieniądz to wolność dla niektórych ludzi.
To wszystko to wymienne waluty, handlując jedną za drugą wszystko zależy od takich małych rzeczy zwanych preferencjami.

Niektórzy ludzie chętnie odsprzedali by euro na dolary amerykańskie, ale nigdy nie byli by na tyle głupi, aby wymieniać ich stabilne jeny japońskie na napompowanego forinta węgierskiego.
Mając solidny charakter i dobre zdrowie staraj się robić tylko konstruktywne interesy z innymi i tylko w poszczególnych walutach których chcesz lub potrzebujesz, będąc otwartym na oferty typu wygrana-wygrana, z których korzystacie oboje zarówno Ty jak i inni.

[Obrazek: i2ae.jpg]

Kiedy ludzie spotykają się pierwszy raz wciąż są niezależni. Odkrywają, że mają synergiczną energie emocjonalną, podobne pomysły/idee i w końcu zaczynają dzielić się decyzjami. Decydują się iść na tą samą randkę, ożenić się w tym samym kościele i mieć dzieci. Są teraz „intymni” i dzielą się intymnością, zbierając swoje waluty. Jakkolwiek, jeśli ugrzęzną, to taką sytuację nazywamy współzależnością. Dojrzałość domaga się od nas zamiast odbijania w tą i spowrotem pomiędzy intymnością i niezależnością, stan który nazywamy współzależnością. Kiedy jesteśmy niezależni jesteśmy w stanie zgadzać lub nie zgadzać się, jesteśmy zdolni do robienia swoich rzeczy i zainteresowań/hobby, ale cały czas mając zobowiązanie.

[Obrazek: tb67.jpg]

Kiedy dwoje ludzi zaczyna „grzęznąć” w intymności, są uwodzeni przez iluzję powiększenia swoich granic, zasobów i wyimaginowanego, natychmiastowego wzrostu osobistego. Swoją drogą zatracili granice pomiędzy sobą. Co to spowodowało taki stan? Cóż tracisz moc do mówienia „nie” lub tolerowania słyszenia „nie” od siebie nawzajem. Kiedy przytrafia się współuzależnienie odkrywają, że ciężko powrócić do niezależności będąc wciąż w związku/relacji. Brakuje zobowiązania w tym systemie.
Pomyśl o tym. Jeśli nie ma zobowiązania pomiędzy dwiema osobami które są „połączone” jak “bliźniaki syjamskie”,
co poczuje jedna z nich gdy druga zdecyduje zająć się swoim hobby? Pójdzie robić rzeczy niezależnie? Może poczuć się przerażona! Nie pozostanie nic co może zatrzymać to osobę w Twoim życiu, możliwe, że zacznie odpływać lub oszukiwać.
Wkrótce, jedna osoba odkryje, że jest silniejsza od drugiej i może zacząć całą „walutę zagarniać” dla siebie. Dlaczego? Ponieważ waluta leży nie chroniona i czeka aby ją wziąć! To prosta ludzka natura: widzimy to co chcemy, jest to dostępne i bierzemy to – nie ma granic oznaczających, że należy to do innej osoby.
Zazwyczaj naturalna historia takich relacji dla jednej osoby to bycie „dymanym” do czasu aż większość zasobów jest zgromadzona w jednym kącie „dzielonych/udostępnianych” granic. W końcu jeden z partnerów „wyrzuca” drugiego z systemu kiedy wziął to co chciał.
Współuzależnienie to ostatnia rzecz którą chcesz w swojej relacji lub małżeństwie i jest ostatnią rzeczą którą chcesz w swoim życiu. Zobowiązanie które chcesz – może zaistnieć pomiędzy dwojgiem ludźmi z mocnymi granicami.
Pamiętam najbardziej wzruszający ślub na jakim byłem. Moja przyjaciółka Natalie pobrała się w Cabo San Lucas, nikt z nas nie rozumiał dlaczego z tak wielu miejsc na świecie musiało odbyć się to w tym miejscu. Tak, ona i jej narzeczony spędzili w tym miejscu kilka razy swoje wakacje i pokochali słońce i plaże oceanu.
Podczas gdy wielu z nas skręcało z powodu kosztów, byliśmy zdeterminowani, aby i tak wziąć w nim udział.
Mama Natalie odeszła z tego świata kilka miesięcy wcześniej, ale zanim to się stało udzieliła im błogosławieństwa.
Podczas gdy wszyscy balowali lub poszli na połów tuńczyka i marlina, otaczał nas niewytłumaczalny smutek przez cały tydzień, którego nikt nie odważył się nazwać słowa lub przyznać do niego otwarcie.
Ceremonia sama w sobie była cudowna, zachód słońca na brzegiem oceanu. Brat Natalie był prawnikiem, który miał poprowadzić ceremonię. To było idealne, myślałem o tym jakie słowa mógłbym powiedzieć na cześć pary na powitanie.
Melodia to Marsz Weselny Pachelbel…. Jeden z piękniejszych kawałków jaki został skomponowany – słysząc go znowu poraz czwarty jednego roku, próbowałem słuchać nowymi uszami. Byłem obecny i po prostu słuchałem. Dlaczego ta muzyka „marsz” jest odkrywany niezliczoną ilość razy dookoła świata?
Pojawiła mi się w głowie myśl, że „marsz” jest czymś takim jak piosenka „row, row, row your boat” kawałek odgrywany prostą powtarzającą się melodie w niezliczonej ilości wariacji aż do osiągnięcia punktu kulminacyjnego.
Wyszedłem na molo po ceremonii i przed rozpoczęciem składania życzeń, mój nastrój czymś w rodzaju przyciszonej radości. Wtedy dotarło do mnie.
Czy „marsz” nie jest jak nasze relacje? W naszym rdzeniu jest naszym podstawowym temperamentem, pasją i preferencjami pod nimi wszystkimi jest naszą życiową misją. <<>>

Jak melodia. Każda relacja która sprawia na przyjemność lub pogardę oraz trwająca lub kończąca się w pośpiechu lub w przyjaźni. Czy to nie jest ta sama melodia pod spodem odgrywana w odrobinę nowej wersji za każdym razem? Mała różnica w naszej własnej piosence w każdej relacji, jeśli nauczyliśmy się czegoś w poprzednich. Tak jest dopóki nie nastąpi punkt kulminacyjny, gdy jesteśmy naprawdę gotowi na małżeństwo gdy odnaleźliźny „tego/tą jedynego/jedyną”.
Myślałem o tym aby podzielić się tym z Natalie i jej mężem, ale czegoś brakowało.Druga rzecz mnie uderzyła w twarz.
Z wszystkich lekcji mojego profesora od psychoanalizy, była jedna dziwna i interesująca która mnie buchnęło.
Dr. Peter Silvestri powiedział mi raz, że z wszystkich analiz snów jakie przeprowadził nie ma uniwersalnych symboli jakie można by interpretować. Chodzi o to, że każdy symbol w śnie znaczy coś co tylko śniący może rozszyfrować. „Z wyjątkiem jednego” powiedział: ” Z jakiś powodów symbol wody zawsze oznaczał obecność ‚Matki’ „.
Ahh, to była prawda. Setka ludzi przejechała tysiące kilometrów aby być w tym miejscu zwanym Cabo San Lucas, otoczonego przez piękną uspokajającą wodę.
Moim zdaniem, dla całego naszego unikania tematu, nie wspominanie o niej publicznie w takim radosnym tygodniu, matka Natalie była symbolem otaczającym nas dookoła.
Patrzyła na nas, czerpała przyjemność, uspokajała nas, zasługiwała na uwagę oraz oddanie jej czci. Była nią obdarzona tej nocy.
Widzisz ważność współzależności teraz? Dla wszystkich magicznych i wymarzonych romansów, nie możemy pozwolić „nie być sobą”. Nasze romantyczne życie i historia relacji jest po prostu „marszem” – piękną rozwijającą się muzyką , dzień po dniu. Każda spotkanie z inną osobą grającą naszą prostą melodie z odrobinę nowszą wariacją unikaną dla tej chwili, w której łączą się dwie dusze.
Ta sama tożsamość którą nosimy w sobie przez wszystkie dni naszego życia jest pod spodem. Melodia w Tobie.
Jeśli zachowasz stałe poczucie siebie, dobrze się ożenisz pewnego dnia. Jeśli masz jakieś hobby lub różności z innymi ludźmi, z którymi chcesz być, wciąż nie możesz sobie pozwolić nie być sobą. W przeciwnym razie Twoje ciało i dusza na to nie pozwolą.
Twoja melodia będzie grać w każdym Twoim ruchu i oddechu, czy tego chcesz czy nie. Jest to muzyka, zestaw symboli który nas opisuje, kolor, uczucie, przekonanie.
Są chwile gdy musisz działać samodzielnie nawet wtedy gdy jesteś oddany w związku. Twoja melodia potrzebuje tego. Są chwile gdy nie możesz się zgodzić, ale wciąż jesteście dla siebie stworzeni.
Kiedy wejdziemy w współuzależnienie i nie możemy wykrzesać z siebie powiedzenia „nie” dla innych lub iść robić nasze własne rzeczy przez chwilę, zdradzamy siebie i naszą muzykę.

Ale bez względu na to – dla całego cierpienia jakim jest współuzależnienie i powoduje, że melodia w każdym z nas i tak odchodzi.
Nie może być zanegowana – w życiu i być może nawet po życiu. Nasze symbole, nasze piosenki i nasze sny dotykają życia innych bez znaczenia jak próbujemy kontrolować i manipulować.
Niedojrzały system z definicji, współzależność jest sytuacją typu wygrana-przegrana. Tworzy iluzje podwojenia rozmiaru granic, iluzję która przypomina sukces.
Z kolei niezależność pozwala nam na relaks, bycie szczerym ze sobą i z innymi, nieuchronnie prowadzi nas przez wszystkie muzyczne notatki i symbole życia do tego który jest tylko nasz. Jest to prawdziwy sukces w relacjach – sukces która zabiera sporo czasu, cierpliwości, uwagi do odkrywania przypadkowych ofert i chęci do działania.

[Obrazek: 1rrm.jpg]

Kiedy zbliżamy się do celu używając naszych wewnętrznych zasobów które kontrolujemy i zdobywamy go przestaje już być celem. „Posiadamy” teraz ten cel. Powiększyliśmy rozmiar naszych granic i realną kontrolę nad naszym otoczeniem – fizyczną i psychiczną. Powiększyliśmy naszą „strefę komfortu” dzięki wyzwaniom.
Kiedy ośmieliłeś się aby oddalić się w stronę nieznanego, przypadkowego, stresującego, niekontrolowalnego środowiska złamałeś „Twoją strefę komfortu.” W tym miejscu potrzebujesz użyć wszystkich Twoich zasobów do kierowanie się na drodze do celu, a kiedy tam dotrzesz kontrolujesz cel. Przestaje już być celem, ale Twoim nowym rozszerzeniem Ciebie.
Jak już wiesz sukces nie równa się szczęściu. Sukces to po prostu większe granice, zdobywane dzięki osiąganiu celów poprzez użycie naszego intelektu i inteligencji. Szczęście lub błogosławieństwo – przychodzi wraz z uzupełnianiem tych granic pozytywną energią emocjonalną zwaną poczuciem własnej wartości. Wolność przychodzi z uzupełnienia Twoich granic coraz większą mądrością – kombinacji sumienia i intuicji.
Sukces jest prawdziwy, ale współuzależnienie produkuje iluzję sukcesu. Zobacz, w współuzależnieniu aktualnie pożyczyliśmy kogoś granice. Nie dobrze. Żeby odnaleźć prawdziwy, potrzebujemy nauczyć się jak używać intencji, kombinacji podejmowania decyzji i intelektu. Zajmiemy się tym później.

Możliwe, że zaczynasz zdawać sobie sprawę jak to jest, że osoba może być szczęśliwa, ale nie odnosząca sukcesów – jest to osoba która w swoich granicach jest pełna pozytywnej energii emocjonalnej (lub poczucia własnej wartości) z tym, że jej granice pozostają małe. Jest to Twój szczęśliwy leniwy sąsiad.
Możesz też zacząć dostrzegać jak osoba odnosi sukcesy, ale nie jest szczęśliwa – mająca ogromne granice, ale puste z odrobiną uciułanej pozytywnej energii emocjonalnej w środku. Jest to Kurt Cobain, Michael Hutchence, Makbet lub Ryszard III.
Interesującą rzeczą o życiu w tym miejscu jest to, że nikt z nas nie ma tylko dziur, murów lub drzwi w swoich granicach osobowości. Mamy zbiór wszystkich trzech. Więc możemy mieć na przykład dziury w naszych granicach dla naszych przyjaciół, a zbyt konserwatywne mury odnośnie edukacji – nie dopuszczające nowych pomysłów i idei. Możemy mieć dojrzałe, mądre użytkowanie drzwi dotyczących naszych finansów.
Możemy być „do bani” w pewnych obszarach życia, a bardzo dojrzali i dobrze funkcjonujący w innych.

TERAZ WSZYSTKO RAZEM W JEDNYM MIEJSCU, WSZYSTKIE FUNKCJE GRANIC

[Obrazek: 0b8s.jpg]

Potrzebujesz tylko zacząć uczyć się Twojej tożsamości, Twoich preferencji i przekonań w różnych obszarach życia oraz zdecydować które z nich wymagają pracy nad dziurami i ścianami które próbują je zakryć.
Ogromne ogólne obszary granic mogą zawierać takie klasy jak małżeństwo, rodzina, kariera, pieniądze, hobby, duchowość, zdrowie, kreatywność i wkład społeczny.
Ucz się zatrzymywać cierpienie w tych obszarach w których masz dziury, przestań „próbować kontrolować niekontrolowalne”. Ucz się mówić „nie” lub słychać „nie” w tych obszarach z większym wdziękiem. Ucz się mówić częściej „tak” w obszarach w których czujesz, że głodujesz z powodu braku nowych pomysłów i miłości – obszarach życia w których czujesz się samotny. Są to mury które potrzebujesz zmienić w drzwi.
Zamień te obszary z dziur i murów w drzwi dzięki sumieniu, rozsądnym praktykom przez znajomość swoich preferencji, dalej przez znajomość różnicy między konstruktywnością a destruktywnością, w końcu przez praktykowanie mówienia „nie” to co wiesz, że jest złe dla Ciebie, oraz mówienia „tak” temu co wiesz, że jest dobre dla Ciebie. Rób to i masz granice osobowości jak Żółw – masz perfekcyjną żółwią skorupę, potężną tarczę, zdrową błonę komórkową i najbardziej cywilizowaną osobistą „granice narodu” jaką można mieć – wszystko w Tobie.
Kiedy już zrobiłeś praktyczną cześć tej pracy, jesteś dobrze wyposażony do interakcji ze światem. Jest to tak jak by wszystkie interfejsy komputera były podłączone i chronione firewallem. Możesz cieszyć się światem zza swojego biurka przez internet, maile i blogi internetowe, wszystko to bez martwienia się o wirusy, spam hackerów i wyskakujące okienka z reklamami.
Tylko pomyśl – jeśli w interesach posuwamy się do takiej ochrony dóbr intelektualnych i firmowych sekretów przy pomocy tych wszystkich gadżetów, jak możemy nie chcieć robić tego samego z naszą psychiką? Z wspaniałymi granicami w swoim wnętrzu oraz partnerami w interesach, pracownikami, współpracownikami, masz minimalną ilość problemów z polityką, kulturą lub obsługą klienta.

Teraz masz ze sobą prawdziwą naukę do operowania tymi funkcjami

[Obrazek: p6lk.jpg]

* Nauczyliśmy się jak używać granic aby blokować stres i otwierać się na psychologiczną wymiane kiedy jest konstruktywna lub wygrana-wygrana.
*Odnaleźliśmy drogę do stania się „trwałym/wytrzymałym” w życiu oraz bycia w stanie do utrzymania wszystkich dobrych zasobów o których będziemy się uczyć jak o nie zadbać.
*Rozumiemy także, że na każda forma życiowego problemu która brzmi mgliście, odpowiedzią są granice osobowości. Dlaczego? Ponieważ jeśli nasze granice są wyniszczonymi dziurami, to te dziury sprawiają, że nasza tożsamość staje mglista/niewyraźna. My jesteśmy problemem jeśli rzeczy są mgliste.
* Więc sprawdź swoje „problemy”. Czy są tam mgliste słowa kluczowe, pojęcia takie jak „słabość” lub “ulotne”?
Jeśli tak obejrzyj swoje granice, sprawdź pod kątem funkcji tożsamości i wytrzymałości. Cierpisz, próbujesz kontrolować niekontrolowalne? Przestań. Następnie czy są obszary w Twoim życiu lub ludzie albo sytuacje co do których masz dziury lub mury? Jeśli tak, praktykuj jak przerabiać je na drzwi i obserwuj co się stanie. Następnie jak działa Twoja wymiana z innymi? Co oferujesz i co otrzymujesz w zamian? Czy jest to co potrzebujesz? Czy są to dobre wymiany, układy typu wygrana-wygrana. W swoich relacjach czy jesteś adekwatny co do problemu, czy jesteś zbyt współuzależniony (dziury) lub czy jesteś zbyt niezależny (mury)? Zamiast nich ucz się jak być współzależnym (drzwi).
* Teraz naucz się, że nasze wewnętrzne zasoby przechowywane są w granicach osobowości „zbiorniku”.