Posts Tagged ‘Serce’

Być czy robić?

Tytuł oryginalny: To Be Or To Do?
Tłumaczenie: BladyMamut

Pułkownik John R. Boyd, USAF

[01 lipca 2007 – Ze wszystkiego co napisał lub powiedział Boyd, najczęściej odwiedzany i pożądany materiał to „być czy zrobić?” Chociaż Boyd związany był z wieloma młodszymi oficerami w czasie swojej kariery siłach powietrznych, było wśród nich kilku, a może pół tuzina, do których miał taki szacunek, że zaprosił ich do przyłączenia się do niego w dążeniu do zmian. Każdy z nich zaoferował możliwość wyboru: Być kimś – być rozpoznawalnym i promowanym przez system – lub zrobić coś, co przysłuży się Siłom Powietrznych i krajowi. To było niefortunne, mówił też o  amerykańskich siłach zbrojnych, że mało prawdopodobnym jest osiągnąć jedno i drugie.

Biograf Boyda, Robert Coram odebrał zaproszenie od oficera, który dostał taką propozycję i wybrał opcję „zrobić”, a on potwierdził esencję tej wypowiedzi u kilku innych. CR]

Tiger, pewnego dnia dojdziesz do rozwidlenia dróg,” – powiedział.
„I będziesz musiał podjąć decyzję w którym kierunku będziesz chciał pójść.” Podniósł rękę i wskazał. „Jeśli pójdziesz w tym kierunku możesz być kimś. Będziesz musiał iść na kompromisy i trzeba będzie odwrócić się plecami od przyjaciół. Ale będziesz członkiem klubu, będziesz awansował, dostaniesz dobre zadania.”
Wtedy Boyd podniósł drugą rękę i wskazał drugi kierunek.
„Albo możesz pójść w tym kierunku i możesz coś zrobić – coś dla swojego kraju, dla Sił Powietrznych i dla siebie. Jeśli zdecydujesz, że chcesz coś zrobić, możliwe, że nie będziesz awansował, nie będziesz dostawał dobrych zadań i na pewno nie będziesz ulubieńcem przełożonych.
Ale nie będziesz musiał iść na kompromis ze samym sobą. Będziesz prawdziwy dla swoich przyjaciół i dla siebie. A twoja praca może zrobić różnicę.”
Przerwał i spojrzał najpierw w oczy oficera, a potem na jego serce.
„Być kimś czy coś zrobić. W życiu często słyszymy wołanie. To wtedy gdy trzeba będzie podjąć decyzję. Być albo zrobić. Którą drogą pójdziesz?”

Źródło: http://dnipogo.org/john-r-boyd/to-be-or-to-do/

Mózg incognito. Wojna domowa w Twojej głowie – David Eagleman

Jeśli ktoś interesuje się poznawaniem samego siebie to można znaleźć w niej sporo ciekawostek. Autor przedstawia wiele badań empirycznych i według mnie zachowuje umiar w przekonywaniu co do swoich hipotez.

Poniżej kilka fragmentów z książki:

Rozbiór doświadczenia 

Pewnego popołudnia pod koniec pierwszego dziesięciolecia XIX wieku Ernst Mach, fizyk i filozof, zaczął się dokładnie przyglądać ułożonym obok siebie kartkom papieru w tym samym kolorze. Interesowała go kwestia percepcji, zwrócił więc uwagę na zastanawiający szczegół. Coś było nie tak. Podzielił kartki, popatrzył na każdą z osobna, po czym znów ułożył je tak jak wcześniej. Wtedy zdał sobie sprawę, co mu się nie zgadza: kartki oglądane oddzielnie były jednokolorowe, lecz jeśli ułożyło się je w rzędzie, każda wydawała się nieco jaśniejsza po lewej stronie, a ciemniejsza po prawej. (Przekonacie się, że każda z karteczek z rysunku ma jednolitą barwę, kiedy zakryjecie wszystkie pozostałe).

Pasmo macha

To złudzenie optyczne nazwano pasmem Macha. Jeśli wie się, jak ono działa, można dostrzec jego efekty również w innych sytuacjach – na przykład na styku ścian w rogu pokoju. Różnica w oświetleniu sprawia, że farba w samym rogu wydaje się jaśniejsza lub ciemniejsza. Niewykluczone, że zauważyliście to dopiero teraz, chociaż patrzyliście w życiu na wiele ścian. Podobnie renesansowi artyści w którymś momencie zwrócili uwagę, że znajdujące się w dalekim tle góry wydają się niebieskawe – a zauważywszy to, zaczęli je w ten sposób malować Wszyscy wcześniejsi twórcy kompletnie nie zdawali sobie sprawy ze zmiany odcienia, chociaż też mieli to przed oczami.
Dlaczego nie dostrzegamy rzeczy tak oczywistych? Czy jesteśmy aż tak kiepskimi obserwatorami? Tak, obserwacja wychodzi nam zaskakująco marnie. Introspekcja też nie jest w stanie pomóc: jesteśmy przekonani, że widzimy wszystko wyraźnie, dopóki coś nie uświadomi nam, że jednak się mylimy. W dalszej części tego rozdziału nauczymy się uważnie przyglądać temu, co widzimy.
Czym naprawdę są nasze doświadczenia, a czym nie są?

(…)

Tajemnica sekserów kurcząt i obserwatorów samolotów
Najlepsi sekserzy kurcząt pochodzą z Japonii. Gdy w wielkich wylęgarniach wykluwają się pisklęta, zazwyczaj są dzielone na samce i samice – procedura ta nosi nazwę seksowania. Jest konieczna, ponieważ typ karmy zależy od płci: inaczej karmi się kury, których zadaniem będzie znoszenie jaj, a inaczej koguty (tylko nieliczne samce tuczy się na mięso). Zadanie seksera polega więc na tym, by podnieść każde pisklę, szybko ocenić jego płeć i włożyć je do odpowiedniego pojemnika. Problem w tym, że to niezwykle trudna praca: małe samczyki i samiczki wyglądają identycznie.
No, prawie identycznie Japończycy wymyślili metodę seksowania kurczaków zwaną seksowaniem kloacznym, która pozwala ekspertom w tej dziedzinie błyskawicznie ustalić płeć jednodniowych piskląt. Od lat trzydziestych XX wieku hodowcy drobiu z całego świata zjeżdżają do szkoły seksowania kurcząt Zen-Nippon w Japonii, by nauczyć się tej techniki. Sęk w tym, że nikt nie był w stanie im dokładnie wyjaśnić, jak to się robi. Metoda miała polegać na jakichś subtelnych wskazówkach wzrokowych, lecz zawodowi sekserzy nie potrafili ich wymienić Patrzyli na kuperek (gdzie znajduje się kloaka) i po prostu wiedzieli, do którego koszyka kurczaka włożyć
I w ten sposób uczyli nowych sekserów. Mistrz stał nad podopiecznym i przyglądał się jego pracy. Uczeń brał do ręki pisklę, oglądał kuper i wrzucał je do jednego lub drugiego kosza. Zawodowiec mówił wtedy: „dobrze” albo „źle”. Po wielu tygodniach takiego treningu mózg ucznia był już wyćwiczony do perfekcji – ale uczeń świadomie nie wiedział nic.
Tymczasem na dnigim końcu świata rozgrywała się bardzo podobna historia. Podczas drugiej wojny światowej zagrożeni bombardowaniami Brytyjczycy musieli znaleźć jakiś sposób na szybkie i poprawne rozpoznawanie nadlatujących samolotów. Które kropki na horyzoncie zamienią się w powracających aliantów, a które w niemieckie bombowce? Kilku miłośników lotnictwa okazało się doskonałymi obserwatorami, więc armia natychmiast zaproponowała im współpracę. Ich rola była tak istotna, że rząd postanowił zatrudnić więcej takich osób, lecz znalezienie odpowiednich ludzi okazało się niezwykle trudnym zadaniem. Poproszono wówczas „etatowych” obserwatorów o wyszkolenie nowych – co ciekawe, rezultaty były mierne. Próbowali wyjaśnić swoje metody pracy, lecz szło im bardzo kiepsko. Nikt, nawet inni obserwatorzy, nie potrafił pojąć, w czym rzecz. Podobnie jak sekserzy kurcząt, nie wiedzieli, co dokładnie robią – po prostu dostrzegali różnice.
W końcu Brytyjczycy wpadli na pomysł, jak skutecznie szkolić nowych obserwatorów samolotów: metodą prób i błędów. Uczeń patrzył na samolot i zgadywał, a ekspert stwierdzał, czy to poprawna, czy niepoprawna odpowiedź. Po jakimś czasie uczniowie stawali się posiadaczami tajemniczej, niewytłumaczalnej wiedzy.
Między tym, co wiemy, a tym, czego jesteśmy świadomi, może istnieć spora przepaść Badania nad umiejętnościami, które trudno poddać introspekcji, pokazują coś zaskakującego – pamięć ukryta jest całkowicie odrębna od jawnej, a uszkodzenie jednego typu nie ma wpływu na ten drugi. Dobrym przykładem są pacjenci z amnezją następową, którzy tracą zdolność świadomego zapamiętywania nowych doświadczeń. Jeśli spędzicie kilka godzin, próbując nauczyć ich gry Tetris, następnego dnia powiedzą wam, że nie pamiętają niczego takiego i nigdy wcześniej tej gry nie widzieli, a najprawdopodobniej również, że nie mają pojęcia, kim jesteście Kiedy jednak przyjrzycie się ich wynikom w grze, zauważycie postęp, taki sam jak u ludzi z poprawnie działającą pamięcią. Ich mózgi nauczyły się zasad, tyle że ich świadomość nie ma dostępu do tej informacji. (Co ciekawe, jeśli obudzi się pacjenta z amnezją w środku nocy po dniu, który spędził na grze w Tetris, powie wam, że śnił o spadających kolorowych figurach, choć nie będzie umiał powiedzieć dlaczego).
Oczywiście nie tylko sekserzy kurcząt, obserwatorzy samolotów i pacjenci z amnezją uczą się czegoś podświadomie: w zasadzie wszystkie nasze interakcje ze światem na tym się opierają. Być może trudno wam będzie opisać słowami sposób chodzenia waszego ojca, kształt jego nosa lub śmiech, lecz kiedy zobaczycie kogoś, kto chodzi, wygląda lub śmieje się tak samo, natychmiast zauważycie podobieństwo.

Otwórz oczy

Fakt widzenia wydaje się rzeczą tak naturalną, że trudno nam docenić niezwykle skomplikowaną mechanikę tego procesu. Być może zdziwi was fakt, że mniej więcej jedna trzecia ludzkiego mózgu zajmuje się „obsługą” wzroku. Mózg musi wykonać ogromny wysiłek, aby poprawnie zinterpretować miliardy fotonów docierających do naszych oczu. Ściśle rzecz ujmując, wszystkie sygnały wzrokowe są wieloznaczne:

Pizza na przykład ilustracja po lewej przedstawia obraz, jaki zarejestrujemy, patrząc na Krzywą Wieżę w Pizie z odległości czterystu metrów lub na jej model trzymany w ręku: oba te obiekty są postrzegane przez nasze oczy jako identyczne.
Mózg stara się ujednoznacznić docierające do nas sygnały wzrokowe, rozpatrując je w kontekście, przyjmując pewne założenia i korzystając z różnych sztuczek. Nie dzieje się to bez żadnego wysiłku z naszej strony, jak mogą
się przekonać pacjenci, którzy dzięki operacji odzyskują utracony przed kilkoma dziesięcioleciami wzrok. Nie widzą świata od razu – muszą się tego ponownie nauczyć.
Na początku spada na nich lawina chaotycznych, niezrozumiałych kształtów i barw. Chociaż oczy funkcjonują prawidłowo, mózg musi się dowiedzieć, jak interpretować napływające sygnały.
Ludziom, którzy przez całe życie cieszyli się dobrym wzrokiem, najłatwiej wytłumaczyć, że jest on strukturą, przez uświadomienie im, jak często oczy wprowadzają nas w błąd Złudzenia optyczne istnieją na obrzeżach sygnałów, z którymi mózg nauczył się sobie radzić Stanowią swego rodzaju okno – możemy przez nie podejrzeć, co się dzieje w naszych umysłach.
Zdefiniowanie słowa „złudzenie” staje się tu o tyle problematyczne, że w pewnym sensie wszystko, co dostrzegamy, jest złudzeniem. Jakość naszego widzenia peryferyjnego można porównać do patrzenia przez zaparowaną szybę, a jednak mamy wrażenie, że widzimy wyraźnie nawet po bokach. Dzieje się tak dlatego, że widzimy ostro wszystko, na co skierujemy oczy Do wyjaśnienia tego zjawiska wystarczy mały eksperyment: poproście znajomego, aby wziął do ręki kilka kolorowych pisaków lub zakreślaczy i wyciągnął ramię w bok. Skupiając wzrok na jego nosie, spróbujcie podać kolejność kolorów pisaków w jego dłoni. Wynik doświadczenia was zaskoczy: nawet jeśli będziecie w stanie dojrzeć że na obrzeżach pola widzenia są jakieś kolory, nie będziecie umieli podać ich ułożenia. Nasze widzenie peryferyjne jest znacznie mniej dokładną niż nam się zdaje, ponieważ w typowej sytuacji mózg ustawi mięśnie oka tak, by ostre widzenie centralne skierować wprost na interesujący nas obiekt. Wszystko, na co spojrzymy, wydaje się idealnie ostre, zakładamy więc, że cała nasza percepcja tak działa5.
To dopiero początek. Zwróćcie uwagę, że nie jesteśmy świadomi granic naszego pola widzenia. Skierujcie wzrok na ścianę przed sobą, wyciągnijcie rękę do przodu i pomachajcie palcami. Następnie przesuńcie ją powoli w kierunku ucha. W pewnym momencie przestaniecie widzieć swoje palce. Jeśli wyciągniecie rękę nieco w przód, znów je zobaczycie. Tam właśnie znajduje się krawędź pola widzenia. Tak jak w poprzednim przykładzie – ponieważ zazwyczaj kierujemy wzrok od razu tam, gdzie chcemy, nie myślimy o tym, że nasze pole widzenia jest ograniczone. Można przypuszczać, iż większość ludzi przez całe życie nie uświadamia sobie, że w danym momencie widzi tylko niewielki fragment rzeczywistości.
Jeśli zaczniemy głębiej analizować zjawisko widzenia, okaże się, że mózg może nam serwować całkiem przekonujące kłamstwa, jeśli tylko dostarczymy mu odpowiednich informacji. Weźmy na przykład postrzeganie głębi. Nasze oczy są oddalone od siebie o kilka centymetrów, więc każde z nich rejestruje nieco inny obraz świata. Można to zaobserwować, robiąc dwa zdjęcia z punktów odległych od siebie o kilka centymetrów i kładąc jedno obok drugiego. Jeśli spojrzymy na nie zezem, dwa obrazy zleją się w trzeci, za to trójwymiarowy. Naprawdę dostrzeżemy w nim głębię – nie będziemy w stanie pozbyć się tego wrażenia. Nieprawdopodobne stwierdzenie, że płaskie obrazy mogą stworzyć iluzję głębi, ujawnia mechaniczną, automatyczną naturę układu wzrokowego: wystarczy nakarmić go odpowiednimi danymi, a sam stworzy szczegółowy świat.

(…)

Pierwsze modele funkcjonowania mózgu mocno opierały się na podobieństwie do komputera: przedstawiały go jako urządzenie wejścia-wyjścia, które przetwarza dane zmysłowe na różnych poziomach i wyciąga z nich wnioski. Jednak schemat przyrównujący umysł do linii produkcyjnej zaczął budzić coraz więcej wątpliwości, kiedy okazało się, że aktywność mózgu nie przebiega po prostu z punktu A przez punkt B do punktu C: ist-nieją ścieżki informacji zwrotnych łączące punkty C i B, C i A oraz B i A. Mózg przesyła sobie tyle samo informacji zwrotnych, co przetworzonych – w żargonie technicznym cecha ta nosi nazwę rekurencji, potocznie zaś jest zwana zapętleniem. Cały ten system bardziej przypomina targowisko niż linię produkcyjną. Uważny czytelnik natychmiast odnotuje, że przy takich właściwościach sieci neuronowej istnieje możliwość, że percepcja wzrokowa nie jest strumieniem danych, który ma swój początek w siatkówce oka, a kończy się w jakimś tajemniczym punkcie z tyłu mózgu. Zagnieżdżonych kanałów do przekazywania informacji zwrotnej jest tyle, że cały system mógłby w zasadzie działać w drugą stronę. Obszary odpowiedzialne za postrzeganie zmysłowe przetwarzają dane, budując coraz bardziej skomplikowane interpretacje przekazywane wyżej postawionym w hierarchii fragmentom mózgu. Te wyższe obszary mózgu również komunikują się bezpośrednio z najniższymi. Oto przykład: zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie mrówkę idącą po biało-czerwonym obrusie w kierunku słoika fioletowego dżemu. Obszary waszych mózgów z samego dołu hierarchii właśnie się uaktywniły. Nie patrzyliście na żadną mrówkę, ale zobaczyliście ją oczami wyobraźni. Wyżej postawione obszary wprawiły w ruch te niższe; korzystają one z danych przesyłanych przez oczy, ale obustronne połączenia w mózgu sprawiają, że całkiem dobrze radzą sobie same w całkowitej ciemności.
To nie koniec Okazuje się, że pośród tego zgiełku jedne zmysły oddziałują na inne, zmieniając naszą percepcję świata zewnętrznego. Informacjami przesyłanymi przez oczy nie zajmuje się tylko układ wzrokowy – cała reszta mózgu też jest zaangażowana. W przypadku brzuchomówców dźwięk dochodzi z jednego miejsca – ust brzuchomówcy, ale nasze oczy widzą ruch innych ust (tych należących do lalki). Mózg dochodzi wówczas do wniosku, że to lalka mówi. Nie ma czegoś takiego jak „projekcja głosu” u brzuchomówców. Nasz mózg odwala za nich całą robotę.
Innym przykładem jest efekt McGurka: jeśli zsynchronizować dźwięk jednej sylaby (ba) z nagraniem wideo ust wypowiadających inną sylabę (ga), oglądający film ma złudzenie, że słyszy jeszcze inną sylabę (da). Wynika to z obecności obustronnych połączeń i zapętlenia mózgu, za sprawą którego sygnał głosowy i ruchy warg są łączone na wczesnym etapie przetwarzania danych.
Wzrok zazwyczaj dominuje nad słuchem, lecz istnieją też przypadki oddziaływania w drugą stronę, na przykład efekt iluzorycznego błysku: jeśli widząc pojedynczy błysk, usłyszymy dwa sygnały dźwiękowe, wyda nam się, że światełko też błysnęło dwukrotnie. Jest to skutek zjawiska zwanego sterowaniem słuchem, które sprawia, że postrzegana przez nas częstotliwość migotania światła będzie mniejsza lub większa w zależności od częstotliwości towarzyszących sygnałów dźwiękowych. Tego typu proste złudzenia stanowią istotne wskazówki dotyczące działania naszego układu nerwowego. Udowadniają, że
systemy wzrokowy i słuchowy są ze sobą ściśle powiązane i starają się przekazać nam ujednoliconą wersję wydarzeń. Spotykany w tekstach popularnonaukowych model układu wzrokowego jako linii produkcyjnej jest zatem nie tyle mylący, ile po prostu błędny.
* * *
Jakie korzyści płyną z posiadania zapętleń w mózgu? Pozwalają one organizmom wyjść poza schemat bodziec-reakcja i wypracować umiejętność formułowania założeń, zanim do mózgu dotrą dane zmysłowe Przypomnijcie sobie przykład łapania piłki w locie. Gdybyśmy mieli w głowach zwyczajną linię produkcyjną, nie moglibyśmy jej przechwycić: między chwilą, w której światło trafia do czujników na naszych siatkówkach, a wykonaniem od-powiedniego ruchu mijają setki milisekund Ręce zawsze wyciągałyby się do miejsca, w którym piłka była przed chwilą. Jesteśmy w stanie grać w baseball tylko dzięki temu, że działanie praw fizyki mamy głęboko zakodowane w systemie. Nasz wewnętrzny model przewiduje, gdzie i kiedy piłka dotknie ziemi w oparciu o oddziaływanie przyciągania. Skuteczność tych prognoz wynika ze zbieranych przez całe życie doświadczeń dotyczących grawitacji. Dzięki temu nasze mózgi nie pracują wyłącznie w oparciu o najnowsze dane zmysłowe, lecz formułują hipotezy dotyczące przyszłego położenia piłki.
Jest to jeden z przykładów szerszej koncepcji wewnętrznych modeli otaczającego nas świata. Mózg przeprowadza symulacje tego, co się zdarzy, jeśli wykonamy dane działanie w określonych warunkach. Wewnętrzne modele wpływają nie tylko na nasze ruchy (na przykład złapanie piłki lub unik), lecz stanowią podstawę świadomej percepcji. Już w latach czterdziestych XX wieku naukowcy zaczęli snuć domysły, że percepcja działa nie na zasadzie gromadzenia pozyskanych danych, lecz dopasowywania
oczekiwań do docierających informacji. Ta dziwna teoria pojawiła się, kiedy zaobserwowano, że nasze oczekiwania mają wpływ na to, co widzimy. Nie wierzycie? Spróbujcie opisać, co przedstawia obrazek poniżej. Jeśli wasz mózg nie spodziewa się zobaczyć w tym układzie plam niczego konkretnego, będziecie widzieć tylko plamy. Żebyście coś „zauważyli”, musi istnieć jakaś prognoza co do natury napływających danych.
Jeden z najwcześniejszych przykładów tego zjawiska został opisany przez neurologa Donalda MacKaya, który w 1956 roku wysunął teorię, że podstawowe zadanie kory wzrokowej polega na tworzeniu wewnętrznego modelu otaczającej nas rzeczywistości. Sugerował, że pierwszorzędna kora wzrokowa konstruuje odwzorowanie, dzięki któremu jest w stanie przewidywać, jakie dane otrzyma. Kora przesyła gotowe prognozy do obszaru międzymózgowia zwanego wzgórzem, analizującego różnice między danymi dostarczonymi przez zmysł wzroku a tymi przewidywanymi. Następnie wzgórze wysyła korze tylko te dane, które nie pojawiły się w przewidywanym modelu. Uzupełniają one wewnętrzny model, dzięki czemu w przyszłości różnica między odwzorowaniem a stanem faktycznym będzie mniejsza. Mózg go doskonali, zwracając baczną uwagę na popełniane przez siebie pomyłki. MacKay zauważył, że taki schemat zgadza się z jego anatomią: od kory do wzgórza wiedzie dziesięć razy więcej włókien nerwowych niż w drugą stronę. Ma to sens, jeśli kora przesyła szczegółowe odwzorowanie, a w zamian dostaje tylko zwięzły raport o błędach w prognozie.

To wszystko udowadnia nam, że percepcja odzwierciedla aktywne porównanie zmysłowych danych wejściowych z wewnętrzną prognozą. Wynika z tego jeszcze jeden wniosek: zwracamy świadomą uwagę na otoczenie dopiero wtedy, gdy świadectwo zmysłów nie zgadza się z oczekiwaniami. Jeśli jesteśmy w stanie skutecznie „przewidzieć” świat, nie potrzebujemy świadomej uwagi, ponieważ mózg doskonale sobie radzi. Na przykład kiedy pierwszy raz jechaliście na rowerze, musieliście mocno koncentrować się na tej czynności; jednak po jakimś czasie system prognoz sensomotorycznych jest już na tyle sprawny, że jazda obywa się bez udziału świadomości. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie jesteście świadomi, że jedziecie na rowerze, jednak istotnie nie jesteście świadomi sposobu trzymania kierownicy, naciskania na pedały i balansowania ciałem. Wasz mózg już wie, czego ma się spodziewać, kiedy wykonujecie konkretne ruchy, nie macie więc ich świadomości ani związanych z nimi wrażeń zmysłowych, dopóki coś nie ulegnie zmianie – nie zacznie wiać silny wiatr lub nie pęknie opona. Gdy nowa sytuacja nie zgadza się z prognozami, włącza się świadomość, a wewnętrzny model zostaje uzupełniony.
Przewidywalność własnych działań i ich skutków sprawia, że człowiek nie jest w stanie sam się połaskotać.
Możemy za to zostać połaskotani przez innych, ponieważ ich ruchy są dla nas nie do przewidzenia. Jeśli jednak bardzo wam na tym zależy, zyskacie taką możliwość Wyobraźcie sobie sytuację, w której sterujecie ruchami piórka za pomocą joysticka o minimalnie opóźnionym działaniu: gdy go przechylacie, mija przynajmniej jedna sekunda, zanim piórko się poruszy. Dzięki temu ruch nie jest już przewidywalny i można się połaskotać Co ciekawe, schizofrenicy są w stanie łaskotać się sami z powodu problemu z koordynacją w czasie, który uniemożliwia ustalenie poprawnej kolejności czynności ruchowych i wywołanych przez nie wrażeń.
Kiedy uznamy mózg za system o licznych pętlach i własnej dynamice wewnętrznej, będziemy w stanie zrozumieć przyczyny innych dziwnych zaburzeń, na przykład zespołu Antona. Diagnozuje się go u ludzi, którzy, straciwszy wzrok, utrzymują, że nadal widzą. Grupa lekarzy może stać nad łóżkiem pacjentki i pytać: „Pani Johnson, ile osób znajduje się w sali?”, a ona bez wahania odpowie, że cztery, chociaż w istocie jest ich siedem. Gdy jeden z lekarzy zapyta: „Pani Johnson, ile palców pokazuję?”, odpowiedź będzie brzmiała: „Trzy”, podczas gdy doktor nawet nie uniósł ręki. Kiedy ktoś poprosi o podanie koloru jego koszuli, pacjentka stwierdzi, że jest biała, chociaż w rzeczywistości jest niebieska. Ludzie z zespołem Antona nie udają, że nie są ślepi, lecz naprawdę w to wierzą. Ich stwierdzenia, choć nieprawdziwe, nie są kłamstwem. Doświadczają czegoś, co uważają za widzenie, a co w istocie jest wewnętrznie generowanym obrazem. Często pacjent cierpiący na to zaburzenie przez jakiś czas po wylewie nie próbuje szukać pomocy medycznej, ponieważ nie ma pojęcia, że stracił wzrok. Dopiero gdy wystarczającą ilość razy obije się o ścianę czy meble, zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak. Chociaż przytoczone wyżej odpowiedzi pacjentki wydają się dziwne, można je rozumieć jako jej wewnętrzny model: z powodu wylewu informacje z zewnątrz nie docierają do właściwych obszarów mózgu, więc obraz jest generowany przez jej umysł bez kontaktu z fizyczną rzeczywistością. To, czego doświadcza, nie różni się zbytnio od snu, wizji narkotycznej czy halucynacji.

(…)

Co znaczy, a czego nie znaczy fakt, te jesteśmy zbudowani z części fizycznych
Jeden z najsłynniejszych przypadków urazów mózgu to historia dwudziestopięcioletniego majstra Phineasa Gage’a. 21 września 1848 roku gazeta „Boston Post” zamieściła o nim krótki artykuł, zatytułowany Straszny wypadek:

 „Kiedy w dniu wczorajszym Phineas P. Gage, kierownik budowy linii kolejowej w Cavendish, przygotowywał ładunek wybuchowy, doszło do eksplozji, za sprawą której trzymane przez Gage’a narzędzie o [średnicy] trzech i pół centymetra i długości jednego metra przebiło mu czaszkę. Pręt wbił się w bok twarzy, miażdżąc górną szczękę i tył lewego oka, po czym wyszedł górą”.

Stalowy pręt spadł na ziemię trzydzieści metrów dalej. Gage nie był pierwszą osobą, której czaszka została przebita, a część mózgu wyrwana ze swojego miejsca przez lecący przedmiot, jednak jako pierwszy to przeżył, a nawet nie stracił świadomości.
Edward H. Williams, lekarz, nie uwierzył w słowa Gage – „myślał, że on musiał się pomylić”. Zrozumiał jednak powagę sytuacji, kiedy „pan Gage wstał i zwymiotował, co sprawiło, że fragment mózgu o objętości około pół łyżeczki wypłynął z czaszki i spadł na podłogę”.
Doktor Henry Jacob Bigelow, chirurg z Uniwersytetu Harvarda, który badał ten przypadek, napisał:, Jego cechą charakterystyczną jest nieprawdopodobny przebieg […]. W historii chirurgii nie ma drugiego takiego”. Artykuł w „Boston Post” podsumował to wszystko tylko jednym zdaniem:

 „Najdziwniejszym aspektem tej smutnej opowieści jest to, że jeszcze dziś o drugiej po południu pan Gage żył, był w pełni władz umysłowych i nie czuł bólu”.

Już sam fakt, że przeżył, czynił z niego ciekawy przypadek medyczny, jednak zyskał sławę, ponieważ na jaw wyszło coś innego. Dwa miesiące po wypadku lekarz Gage poinformował, że jego pacjent „czuje się lepiej pod każdym względem […], znów chodzi po domu; mówi, że nie boli go głowa”. Zasugerował jednak istnienie większego problemu, pisząc, że

 „wydaje się na dobrej drodze do rekonwalescencji, o ile uda się go opanować”.

Co miał na myśli, stwierdzając: „o ile uda się go opanować”? Okazało się, że przed wypadkiem Gage był opisywany jako „ulubieniec całej ekipy”. Pracodawcy chwalili go jako „najbardziej wydajnego i zdolnego majstra wśród pracowników”. Jednak po urazie mózgu jego zwierzchnicy „uznali zmianę w jego charakterze za tak ogromną, że nie mogli zaoferować mu na powrót stanowiska”. W roku 1868 doktor John Martyn Harlow, lekarz prowadzący Gage’a, pisał:

     „Tak zwana równowaga pomiędzy władzami jego umysłowymi a zwierzęcymi skłonnościami została zburzona. Jest niestały i lekceważący, a czasami tak, że niezwykle wulgarny (co wcześniej nie było w jego zwyczaju), nie okazuje prawie żadnego szacunku swoim kompanom, nie hamuje się i nie słucha rad, kiedy są one sprzeczne z jego pragnieniami, bywa szalenie uparty, a zarazem kapryśny i niezdecydowany. Snuje liczne plany na przyszłość, ale zanim zdąży je zrealizować, porzuca je na rzecz innych, które wydają mu się bardziej osiągalne. Ma mentalność i intelektualne zdolności dziecka oraz zwierzęce popędy silnego mężczyzny. Przed urazem, chociaż brakowało mu wykształcenia, posiadał umysł zrównoważony, a przez znających go ludzi był uważany za przebiegłego, bystrego przedsiębiorcę, pełnego energii i konsekwentnie dążącego do wszystkich celów. Pod tym względem jego charakter zmienił się do tego stopnia, że przyjaciele i znajomi stwierdzili, że «nie jest już Gage’em”.

W ciągu następnych stu czterdziestu trzech lat naukowcy opisali wiele innych tragicznych eksperymentów natury – nowotworów, wylewów, degeneracji i innych urazów mózgu – których skutki przypominały przypadek Phineasa Gage’a. Wniosek płynący z nich wszystkich był taki sam: stan waszego mózgu jest kluczem do tego, kim jesteście. Wasze „ja”, znane i kochane przez waszych przyjaciół, nie istnieje, jeśli wszystkie tranzystory i śrubki waszego mózgu nie są na swoim miejscu. Jeśli w to nie wierzycie, odwiedźcie oddział neurologiczny dowolnego szpitala. Uszkodzenie choćby najmniejszego obszaru mózgu może prowadzić do utraty szokująco konkretnych umiejętności: nazywania zwierząt, słyszenia muzyki, szacowania ryzyka, rozróżniania kolorów lub podejmowania prostych decyzji. Wspominaliśmy już o pewnych przypadkach, na przykład pacjentki, która straciła zdolność postrzegania ruchu (rozdział drugi), chorych na parkinsonizm hazardzistów i złodziei sklepowych z otępieniem czołowo-skroniowym, niepotrafiących oszacować ryzyka (rozdział szósty). Ich osobowość zmieniła się na skutek zmian w mózgu.
Tu rodzi się istotne pytanie: czy posiadamy duszę niezależną od fizycznej materii, czy też jesteśmy po prostu niezwykle skomplikowaną siecią biologiczną, która mechanicznie produkuje nasze nadzieje, aspiracje, sny, pragnienia, humor i namiętności? Większość populacji uznaje istnienie ponad biologicznej duszy, zaś większość neurobiologów skłania się ku tej drugiej opcji: istoty będącej naturalną właściwością, która wynika z naszej złożonej biologii i niczego poza nią. Czy znamy poprawną odpowiedź? Nie mamy pewności, ale takie przypadki jak historia Gage’a dostarczają pewnych argumentów.
Podejście materialistyczne zakłada, że zasadniczo składamy się tylko z substancji chemicznych. Według tej teorii mózg to system, którego działanie jest regulowane przez prawa chemii i fizyki, w wyniku czego myśli, uczucia i decyzje są produktem naturalnych reakcji przebiegających zgodnie z zasadami dotyczącymi energii potencjalnej. Nasza osobowość to nasz mózg i zawarte w nim substancje chemiczne, a majstrując przy układzie nerwowym, zmieniamy człowieka. Redukcjonizm to popularna wersja materializmu; teoria ta zakłada, że skomplikowane stany, takie jak choćby szczęście, chciwość, narcyzm, współczucie, złośliwość, ostrożność czy podziw, będzie można zrozumieć, redukując cały problem do najdrobniejszych elementów biologicznych.
Na pierwszy rzut oka wielu ludziom podejście reduk- cjonistyczne wydaje się bezsensowne. Wiem o tym, ponieważ pytam o to nieznajomych, kiedy siedzę obok nich w samolotach. Zazwyczaj słyszę wtedy coś w rodzaju:

  „Widzi pan, to jak zakochałem się w swojej żonie, czemu wybrałem ten zawód i inne takie – to nie ma nic wspólnego z chemią mojego mózgu. Taki już jestem”.

Moi rozmówcy mają prawo myśleć, że związek pomiędzy ich osobowością a galaretowatym skupiskiem komórek wydaje się w najlepszym razie niewielki. Ich decyzje pochodzą od nich samych, a nie od substancji chemicznych pozamykanych w mikroskopijnych cyklach. Nieprawdaż?
Co jednak, kiedy natrafiamy na przypadki takie jak historia Phineasa Gage’a? Albo zauważamy inne czynniki wpływające na mózg – znacznie bardziej subtelne niż metalowy pręt – które zmieniają ludzką osobowość?
Posłużmy się przykładem ogromnych efektów, jakie są w stanie wywołać drobne cząsteczki zwane narkotykami. Wpływają na świadomość i percepcję, sterują zachowaniem. Jesteśmy zdani na ich łaskę. Ludzie na całym świecie dawkują sobie tytoń, alkohol i kokainę właśnie w celu poprawy nastroju. Już samo istnienie narkotyków dostarcza nam dowodów na potwierdzenie tezy, że naszym zachowaniem i psychologią można manipulować na poziomie molekularnym. Weźmy taką kokainę. Narkotyk ten wchodzi w interakcję z określonym systemem mózgu, odpowiedzialnym za rejestrowanie satysfakcjonujących wydarzeń – od zaspokojenia pragnienia łykiem mrożonej herbaty przez wywołanie uśmiechu na czyjejś twarzy aż do rozwiązania skomplikowanego problemu i usłyszenia słów pochwały. Wiążąc pozytywną reakcję z zachowaniami, które do niej doprowadziły, owa sieć neuronów (zwana mezolimbicznym układem dopaminergetycznym) uczy się dostosowywać zachowania do potrzeb. Pomaga nam to zdobywać pokarm, napoje i partnerów seksualnych, przydaje się też przy podejmowaniu codziennych decyzji8.
Wyrwana z kontekstu kokaina jest zupełnie nieciekawą cząsteczką – siedem atomów węgla, dwadzieścia jeden wodom, jeden atom azotu i cztery atomy tlenu – ale z biegiem okoliczności jej kształt pasuje do zamka mikroskopijnej maszynerii ośrodków przyjemności, dlatego działa, tak jak działa. Podobnie rzecz się ma w przypadku czterech najpopularniejszych typów używek: alkoholu, nikotyny, stymulantów (amfetamina) i opiatów (morfina). Wszystkie tym lub innym kanałem podłączają się do układu odpowiedzialnego za nagradzanie. Substancje, które dają kopa układowi mezolimbicznemu, same warunkują ciągłość stosowania, a korzystający z nich ludzie potrafią napadać na sklepy lub rabować staruszków, byle tylko nadal mieć dostęp do cząsteczek o tym określonym kształcie. Chemikalia te, działające na obszarze tysiąc razy mniejszym niż średnica ludzkiego włosa, wywołują w nas uczucie triumfu i euforii. Podłączając się do układu dopamine- nergetycznego, kokaina i pokrewne jej związki chemiczne przejmują nasze ośrodki przyjemności, przekonując mózg, że to najlepsze, co może się nam przytrafić. Nasze obwody padają ofiarą terrorystów.
Cząsteczki kokainy są setki milionów razy mniejsze niż pręt, który przebił mózg Phineasa Gage’a, jednak ich działanie nasuwa nam ten sam wniosek: to, kim jesteśmy, jest sumą czynników neurobiologicznych.
Układ dopaminenergetyczny to tylko jeden z setek przykładów. Dokładny poziom pozostałych neuroprzekaźników – na przykład serotoniny – ma kluczowy wpływ na to, jak postrzegamy samych siebie. Jeśli zapadniecie na kliniczną depresję, najprawdopodobniej zostanie wam przepisany lek z grupy selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny (w skrócie SSR1) – na przykład fluoksetyna, sertralina, paroksetyna lub Citalopram. Wszystkie potrzebne informacje o tych lekach zawierają się w słowach „inhibitor wychwytu”: w normalnej sytuacji białka zwane transportowymi wychwytują serotoninę z przestrzeni pomiędzy neuronami; zahamowanie ich działania zwiększa jej stężenie w mózgu, a to z kolei ma bezpośredni wpływ na postrzeganie i emocje. Ludzie zażywający te leki potrafią przejść od „siedzę na łóżku i płaczę” do „wstaję, biorę prysznic, walczę o swoją pracę i ratuję zagrożony związek”. A wszystko to dzięki drobnej korekcie systemu neuroprzekaźników. Niezwykłość tej historii byłaby bardziej widoczna, gdyby nie dotyczyła ona tak wielu osób.
Wpływ na nasze postrzeganie świata mają nie tylko neuroprzekaźniki, lecz także hormony – mikroskopijne cząsteczki, które pływają po układzie krwionośnym, robiąc awanturę w każdym odwiedzonym porcie. Jeśli samicy szczura wstrzyknie się estrogen, zacznie szukać partnera; u samców testosteron wywołuje agresję. W poprzednim rozdziale wspominałem o wrestlerze Chrisie Benoit, który zażywał duże dawki testosteronu, po czym w sterydowym szale zamordował żonę i dziecko. Rozdział czwarty wyjaśniał, że hormon zwany wazo- presyną ma wpływ na wierność partnerom. Kolejnym przykładem są wahania hormonalne związane z cyklem menstruacyjnym. Jakiś czas temu moja koleżanka znajdowała się w samym dołku hormonalnych zmian na-stroju. Uśmiechnęła się wówczas blado i powiedziała: „Wiesz, przez te parę dni w miesiącu po prostu nie czuję się sobą”. Ponieważ też jest neurofizykiem, po chwili zastanowienia dodała: „A może właśnie to jest moja prawdziwa osobowość, a kimś innym jestem przez pozostałe dwadzieścia siedem dni w miesiącu?”. Uśmialiśmy się z tego. Moja znajoma nie bała się spojrzeć na siebie jako na sumę substancji chemicznych w danym momencie. Rozumiała, że to, co nazywa „sobą”, to w istocie wypadkowa różniących się w czasie wersji.
Wszystko to składa się na w sumie dziwną koncepcję osobowości. Za sprawą niezależnych od nas zmian naszej biologicznej zupy są dni, kiedy jesteśmy bardziej drażliwi, humorzaści, elokwentni, spokojni, pełni energii lub trzeźwiej myślący. Naszym życiem wewnętrznym i działaniami steruje biologiczny koktajl, do którego nie mamy dostępu i którego składu dokładnie nie znamy.
Nie zapominajcie też, że długa lista czynników wpływających na życie umysłowe zawiera nie tylko substancje chemiczne, lecz także szczegóły dotyczące samych obwodów. Posłużmy się przykładem epilepsji. Jeśli napad padaczkowy skoncentruje się w pewnym specyficznym punkcie płata czołowego, chora osoba nie do-świadczy objawów motorycznych, lecz czegoś znacznie subtelniejszego, w rodzaju napadu psychicznego, który objawia się zmianami osobowości, hiperreligijnością (obsesją na punkcie religii i poczuciem pewności religijnej), hipergrafią (nadmierną skłonnością do pisania na jakiś temat, zazwyczaj o religii), fałszywym poczuciem czyjejś obecności, a często również omamami słuchowymi (słyszy się wówczas głos utożsamiany z głosem bóstwa). Wydaje się, że pewna część znanych z historii proroków, męczenników i przywódców cierpiała właśnie na epilepsję skroniową. Na przykład Joanna d’Arc, szesnastolatka, której udało się odwrócić losy wojny stuletniej, ponieważ twierdziła, że słyszy głos świętego Michała Archanioła, świętej Katarzyny Aleksandryjskiej, świętej Małgorzaty i świętego Gabriela (i przekonała francuską armię, że to prawda). Swoje doświadczenia opisała tak:

 „Kiedy miałam trzynaście lat, usłyszałam głos Boga mówiący, jak mam postępować Za pierwszym razem się przeraziłam. Głos nawiedził mnie około południa w ogrodzie mego ojca, było lato”.

Później opowiadała:

  „Skoro Bóg nakazał mi wyruszyć, muszę usłuchać A ponieważ Bóg tak nakazał, to choćbym miała stu ojców i sto matek, i była królewską córką, i tak bym ruszyła”.

Po tylu latach nie można postawić jednoznacznej diagnozy, lecz wyznania Joanny, jej coraz większa pobożność i fakt, że regularnie słyszała głosy, pasuje do objawów epilepsji skroniowej. Kiedy pobudzone zostaną odpowiednie obszary mózgu, ludzie słyszą głosy. Jeśli lekarz przepisze środek na epilepsję, ataki ustają, a głosy przestają się odzywać. Nasza rzeczywistość jest zależna od naszej biologii.
Do czynników wpływających na życie umysłowe należy również obecność maleńkich istot: mikroorganizmy, takie jak bakterie i wirusy, sterują zachowaniem w bardzo określony sposób, tocząc w naszych ciałach niewidzialne bitwy. Moim ulubionym przykładem mikroskopijnego stworzenia, które potrafi zarządzać zachowaniem ogromnego mechanizmu, jest wirus wścieklizny. Kiedy chory ssak ugryzie innego, wspina się ono po połączeniach nerwowych aż do płatu skroniowego mózgu. Tam wnika do neuronów i zmienia cykle ich aktywności, wywołując u zarażonego organizmu agresję, wściekłość i skłonność do kąsania. Wirus trafia także do ślinianek i w ten sposób przenosi się z jednego organizmu do drugiego. Manipulując zachowaniem zwierzęcia, jest w stanie rozprzestrzeniać się dalej. Tylko pomyślcie: ma średnicę zaledwie czterdziestu pięciu nanometrów, a zapewnia sobie przetrwanie, przejmując władzę nad ciałem zwierzęcia większego od siebie dwadzieścia pięć milionów razy. To tak, jakbyście w sprytny sposób zmusili do współpracy istotę wysoką na czterdzieści pięć tysięcy kilometrów13. Płynie z tego następująca nauka: nawet najmniejsze zmiany w mózgu mogą prowadzić do ogromnych zmian w zachowaniu. Nasze decyzje są nierozerwalnie związane z działaniem najdrobniejszych trybików naszej wewnętrznej maszynerii.
Za ostatni przykład na zależność człowieka od jego biologii posłużą nam drobne mutacje w pojedynczych genach, które determinują i zmieniają zachowanie. Pląsawica Huntingtona wywołuje postępujące uszkodzenie kory czołowej, prowadzące do zmian osobowości, takich jak wzmożona agresja, nadmierny popęd seksualny, impulsywność i brak poszanowania norm społecznych – wszystkie te objawy pojawiają się długo wcześniej niż charakterystyczne dla tej choroby spazmatyczne mchy kończyn. Warto zauważyć, że ta choroba jest wynikiem mutacji pojedynczego genu. Jak podsumował Robert Sapolsky: „Wystarczy zmienić jeden z dziesiątków tysięcy genów, a mniej więcej w połowie życia człowieka nastąpi dramatyczna zmiana osobowości”. Wobec tak przekonujących przykładów musimy przyznać, że nasza istota jest zależna od czynników biologicznych. Bo czy można powiedzieć osobie cierpiącej na chorobę Huntingtona, żeby skorzystała z wolnej woli i przestała zachowywać się tak dziwnie?
Widzimy zatem, że małe rączki mikroskopijnych cząsteczek zwanych narkotykami, neuroprzekaźnikami, wirusami i genami potrafią bardzo mocno dzierżyć ster naszego zachowania. Wypijecie herbatkę z prądem, ktoś nakicha wam na kanapkę albo wasze geny postanowią się zmutować i wasze działania pójdą w zupełnie innym kierunku. Choćbyście chcieli temu przeciwdziałać, zmiany w wewnętrznych mechanizmach prowadzą do zmian osobowości. Zważywszy na wszystkie te fakty, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy mamy jakikolwiek wybór w kwestii tego, kim się staniemy. Jak stwierdziła neuro- etyk Martha Farah, skoro pigułka antydepresyjna „może pomóc nam poradzić sobie z problemami codzienności, a substancja stymulująca sprawia, że zdążamy na czas ze zleceniem i wywiązujemy się z powierzonych nam zadań, to pewność siebie i sumienność muszą chyba być cechami zależnymi od ludzkiego ciała. A jeśli tak jest, to czy istnieje jakikolwiek aspekt człowieczeństwa, który z ciała nie wynika?”.
To, kim się staniecie, zależy od tak wielkiej liczby czynników, że najprawdopodobniej nigdy nie będzie można stworzyć schematu jednoznacznych powiązań między naszymi cząsteczkami a zachowaniem (więcej o tym za chwilę), lecz mimo całej tej złożoności, wasz świat jest bezpośrednio złączony z waszą fizjologią. Jeśli istnieje coś takiego jak dusza, musi być nierozerwalnie związana z mikroskopijnymi cząsteczkami. Niezależnie od tego, co jeszcze dzieje się w naszym tajemnym życiu, zależność od biologii jest niezaprzeczalna. Patrząc z tej perspektywy, nietrudno zrozumieć, dlaczego redukcjonizm biologiczny ma tylu zwolenników wśród współczesnych badaczy zajmujących się mózgiem. Jednak redukcjonizm to nie wszystko.

Rozpocząłem tłumaczenie książki Paula Dobransky The Secret Psychology of How We Fall in Love, która wcześniej miała chyba tytuł The Three Brains Of Mr. Right.

Jeśli wychwycisz jakiś błąd, albo coś brzmi dziwnie to pisz w komentarzu, dzięki


http://books.google.co.uk/books?id=KhtShek5p-cC&printsec=frontcover&hl=pl&source=gbs_ge_summary_r&cad=0#v=onepage&q&f=false


http://books.google.co.uk/books/about/The_Secret_Psychology_of_How_We_Fall_in.html?id=a7wBcgHsvloC&redir_esc=y

Psychologiczny sekret tego jak się zakochujemy – Paul Dobransky

Wstęp

„Przyszłość świata będzie zależeć nie od narodów, ale raczej od relacji pomiędzy kobietą i mężczyzną” – D. H. Lawrence

Możesz myśleć, że znalazłaś ten rewolucyjny system dotyczący randkowania i związków -System – Siódmy Zmysł, do którego ta książka jest wstępem – ponieważ czułaś, że może „coś jest z Tobą nie tak.” Może zajrzałaś tu ponieważ uważasz, że „coś jest nie tak z mężczyznami’ bo oni „nic nie rozumieją.” Jeśli lubisz rozmyślać i zastanawiać się nad wszystkim, albo może nawet zajrzałeś tutaj ponieważ zdajesz sobie sprawę, że coś jest nie tak z „naszymi czasami” lub naszą kulturą czy społeczeństwem, jeśli chodzi o spędzanie czasu z innymi ludźmi, randkowanie, zobowiązania lub małżeństwa na całe życie.

To nie tak

Z pewnością wszystko jest z tobą w porządku, tak jak wszystko jest w porządku z mężczyznami. Mężczyźni i kobiety żyli obok siebie przez setki tysięcy, jeśli nie miliony lat i zawsze radzili sobie ze znalezieniem się i dobraniem w pary, posiadaniem dzieci oraz wspólnym dobrym życiem. Tak więc narzekanie, że coś jest nie tak z czasami w których  żyjemy – a każdy ma swoje odrębne zdanie na temat tego co to jest – nie przybliża nas ani trochę do uzyskania tego czego chcemy od naszego życia społecznego.
Zamiast marzyć o tym, żeby sprawy układały się inaczej pomiędzy kobietami, a mężczyznami lub buntować się przeciwko rzeczywistości i temu jak współcześnie funkcjonują kobiety i mężczyźni, pokrzykując jak na siebie jak „powinno być”, spędzimy następne przeszło sto stron na odkrywaniu jak sprawy mają się „naprawdę” między kobietami i mężczyznami. Nie mamy innego wyjścia jak uczynić to punktem wyjścia do tego co chcemy osiągnąć.
Nie winię cię za powątpiewanie w świat książek o samo pomocy, a nawet w akademicką psychologię, te pierwsze pełne są pustych obietnic i marketingowych haseł. Tą drugą charakteryzuje skomplikowany język i potrzeba wydania masy pieniędzy na „poznawanie siebie” na kozetce u psychoanalityka. Książka ta połączy najlepsze z różnych dziedzin – i będzie praktyczna jak mapa drogowa, albo przepis kulinarny.
Możesz mnie uznać za tłumacza, szofera, lub szefa kuchni – tłumaczącego działanie męskiego mózgu w prosty i przejrzysty sposób, zabierającego cię na safari męskich zachowań – na polowanie na właściwego faceta dla ciebie; oraz „gotującego” dla ciebie najbardziej soczyste techniki, taktyki i strategie, jeśli chodzi o twoje życie uczuciowe, seksualne oraz związki.
Być może już myślałaś, że spotkałaś Tego Właściwego (faceta na całe życie) i przeszłaś twardą lekcję na własnej skórze, że byłaś w błędzie. Może wielokrotnie próbowałaś usidlić Tego Niewłaściwego licząc na to, że jeden z nich cudownie przekształci się z żaby w księcia dzięki twojemu szczeremu pocałunkowi. Być może nigdy nie przybliżyłaś się nawet do znalezienia Tego Właściwego czyli mężczyznę na całe życie i nie jesteś nawet pewna, że rozpoznałabyś go gdyby pojawił się na progu drzwi Twojego domu.
Chociaż żyjemy w trudnych czasach dla trwałego uczucia, miłości i partnerstwa, nie ma już potrzeby, aby chować się w ciemnościach. Mimo, że może być to czasami trudne, warto abyś w końcu „załapała” co tak naprawdę dzieje się pomiędzy kobietą i mężczyzną oraz jak sprawić, aby rzeczywistość działa na Twoją korzyść. W końcu odnajdziesz wszystko czego pragnęłaś w mężczyźnie – serio.

Czy kiedykolwiek:
•   Martwiłaś się że Twój mężczyzna cię zdradza, ale nie wiedziałaś jak to rozgryźć, zapobiec lub naprawić wasz związek? Jest sposób.
•   Cierpliwie czekałaś, aż on się zdeklaruje, ale ten dzień nadal nie nadszedł? Przyjdzie, ale musisz już TERAZ podjąć działanie.
•   Miałaś problemy ze znalezieniem wartościowego mężczyzny? Lub nie miałaś pojęcia gdzie takich szukać, ani od czego zacząć? Jest prosta droga.
•   Zdałaś sobie sprawę, że zbyt często kończysz na przelotnych randkach, wdajesz się w relacje „bez zobowiązań”,  albo nawet „jednonocne przygody”? sługujesz na coś więcej.
•   Masz problemy z radzeniem natłoku obowiązków – kariera, szkoła, rodzina lub dzieci- z życiem osobistym?  Jest na to sposób.
•   Masz uczucie, że jesteś „zawsze druhną” pośród przyjaciół? Już nie.
•   Odkryłaś, że wygląda na to, ciągle spotykasz się z tymi samymi typem facetów i zauważyłaś, że to nie działa? Zmienisz to.
•   Od dłuższego czasu nie byłaś na randce lub właśnie zerwałaś i nie wiesz jak „wrócić do gry”? Jest sposób, aby zdobyć to czego chcesz.
•   Przez dłuższy czas byłaś z facetem który „był blisko, ale nie wystarczająco ” tego co chciałaś lub  potrzebowałaś? Nie martw się. Zatrzymasz to TERAZ.
•   Zastanawiałaś się dlaczego „inne kobiety mają więcej szczęścia”? Nie mają. Masz w sobie potencjał tylko go nie używasz.
•   Zastanawiałaś się czy „są jeszcze jacyś wolni porządni mężczyźni”? Tak, są i także szukają Ciebie.
•   Zastanawiałaś się czy  gdzieś na świecie istnieje twoja bratnia dusza, albo przynajmniej osoba która stworzyłaby z tobą trwały związek? Z całą pewnością ktoś taki istnieje.

Odpowiemy w tej książce na wszystkie powyższe odpowiedzi, oraz na każde inne pytanie związane z randkowaniem jakie przyszłoby ci do głowy.
Przyczyną całego zamieszania w sferze damsko-męskiej jest złe podejście; ale mam dla ciebie dobrą nowinę – w tej książce znajdziesz właściwe podejście – które przeszło próbę czasu,  zostało udowodnione klinicznie oraz wsparte nauką  i  jest w tej książce.
Nazywa to ZALOTAMI – system który pozwala zrozumieć i opanować świat mężczyzn, randkowania i romansu. Jeśli chcesz znaleźć Tego Właściwego, przygotuj się na by go odnaleźć.
W moim zawodowym życiu pilnie studiowałem dojrzałość charakteru i opracowałem innowacyjne metody leczenia problemów z tożsamością i osobowością moich klientów.  To co zawsze fascynowało mnie w „charakterze” to fakt, że pomimo tego, że mężczyźni i kobiety są indywidualnościami, współdzielą ze sobą pewne cechy wspólne dla swojej płci. Ambitna i agresywna prawniczka lub chirurg mogą być jednocześnie bardzo kobiece. Miły i opiekuńczy pielęgniarz może być także bardzo męski.
Mając to na  uwadze, patrząc na romantyczne relacje moich pacjentów zauważyłem powtarzającą się historię tego jak „zgasła iskra”, „czegoś brakowało”, „coś się wypaliło”, ”przestaliśmy się przyjaźnić”, albo „on po prostu nie angażuje się”. Wszystkie te powszechne problemy odnosiły się po części do tego co wiedziałem o charakterze.
W tym samym czasie znałem wiele szczęśliwych par, oraz trwałych małżeństw. Kiedy pytałem tych ludzi o ich o „sekret”, o to skąd wiedzieli, że znaleźli idealnego dla nich partnera, słyszałem tą samą powtarzającą się odpowiedź „po prostu wiedzieliśmy.”
Frustrowało mnie to przez lata i systematycznie dużo o tym myślałem. Ludzie zachowują się w specyficzny sposób z konkretnych powodów i byłem zdeterminowany znaleźć przyczynę porażek i sukcesów w sferze randkowania i związków. Zajęło mi to trochę, aż w końcu natknąłem się na film który został bezlitośnie zjechany przez krytyków.
Film „Igraszki Losu” z 2001 roku zmienił mój sposób myślenia o związkach i seksualności, jak i ich powiązaniu z osobowością i charakterem. Opowiadał on historię kwitnącego romansu między bohaterami granymi przez Johna Cusacka i Kate Beckinsale. Poza tym, pokazywał on coś czego nie udało mi się dostrzec w żadnym teście psychiatrycznym – tego że niektórzy ludzie po prostu nie są nam pisani, mimo tego, że wydają się dla nas idealnym połączeniem, podczas gdy ktoś inny jest naszą prawdziwą pokrewną duszą.
W filmie były rzadkie momenty połączenia mężczyzny i kobiety, które można było zauważyć tylko wtedy gdy ma się otwarte oczy – rzadkie chwile kiedy historia życia mężczyzny przecina się z historią życia kobiety na kilka sekund, może minut, a potem to połączenie jest utracone na wieki… o ile nie zaczniemy działać.
Uderzyło mnie, że każda z trzech głównych części mózgu (o czym więcej za chwilę) ma różną rolę w związku. Szczęśliwy związek ma 3 role/fazy (bycie kochankami, bycie przyjaciółmi oraz bycie oddanymi partnerami) i każda z nich ma odpowiednią część „mózgu” która prowadzi do jej zrealizowania. Każda kobieta musi rozwiązać te trzy „tajemnice” jeśli chce znaleźć swoją prawdziwą miłość. Te trzy sekrety muszą zostać odkryte – przyciąganie seksualne, emocjonalne i intelektualne – jeśli kobieta chce związać swoją historię z Tym Właściwym.
Wszystko wspomniane powyżej – film, „trzy mózgi”, obserwacja szczęśliwych i nieudanych związków – doprowadziły mnie do odkrycia systemu, który pomoże mężczyznom i kobietom zdiagnozować i rozwiązać ich problemy z randkowaniem i związkami z precyzją i perfekcją. Spędziłem lata na odkrywaniu symboliki. To przygoda, która przyniosła nieoczekiwane owoce dla mnie, moich klientów, oraz wkrótce mam nadzieję przyniesie Tobie. Połączyłem kawałki układanki dotyczącej randkowania i związków, a obraz który powstał nie zawsze jest tym jaki chcą ujrzeć kobiety. Jednak to zdanie sobie sprawy z rzeczywistości pomogło tysiącom kobiet odnaleźć to czego naprawdę chciały w mężczyźnie.
Zdałem sobie sprawę, że za każdym razem kiedy kobieta mówiła mi, że coś jest nie tak z jej facetem, to mówiła o jednej lub dwóch rzeczach jakich jej w nim brakuje. Jest dobrym przyjacielem i kochankiem, ale nie umie się zdeklarować do stałego zwiążku. Albo:  jest miły, przyjacielski i chce stałego związku, tylko, że kiepski w łóżku. Albo: jest dobrym kochankiem i lojalnym partnerem, ale nie mają tych samych zainteresowań lub nie daje komfortu bycia jej najlepszym przyjacielem. Tylko kochanek, tylko przyjaciel lub tylko partner to zawsze cechy Tego Niewłaściwego. Jednakże mężczyzna, który w jakiś sposób potrafi być tymi trzema był tym czego zawsze kobieta chciała.
Po tym jak usłyszałem tego typu wyznania setki razy, doszedłem swoje momentu „aha”, a to do czego doszedłem po tej chwili dzielę się tym w tej książce. Jeśli będziesz podążać za moimi poradami uważnie, mogą cię one uchronić przed zerwaniem lub rozwodem, zanim dojdzie do pierwszego pocałunku.
Chcę żebyś nauczyła się jak zapobiec rozwodowi lub statusie wiecznej panny (o ile nie chcesz tego długoterminowo), zanim nasiona tego stanu rzeczy zostaną zasiane.
Większość małżeństw rozpada się w ciągu pierwszych pięciu lat, ponieważ to maximum czasu jaki można „wytrzymać” w związku w sytuacji w której nie zaiskrzyło między wszystkimi trzema częściami mózgu z Tym Właściwym.

Wskaźnik rozwodów
• Dane z polski  http://www.rozwodpoczekaj.org.pl/statystyki/

Często mówię kobietom, które chodzą na randki żeby „dokonywały dobrego wyboru w pierwszych  30 minutach”. Kiedy to robią używając mojego systemu później rzadko coś idzie źle. Nasza kultura  jest przepełniona rozwodami, i jak wkrótce zobaczysz, czas jaki spędziliście ze sobą jest bezpośrednim wyznacznikiem tego jak dobrze twoje trzy części Twojego mózgu zaskoczyły z trzema częściami mózgu Tego Właściwego.
Jeśli planujesz naprzód, od pierwszej randki, nie uwikłasz się w Pięcioletnią Porażkę – nazywaną potocznie „Próbnym Małżeństwem.”
Ten system może zrewolucjonizować twoje życie.

Zanim jednak przejdziemy dalej, musisz zrozumieć i zaakceptować kilka rzeczy:
•   Aby ten system mógł Ci pomóc, musisz zgodzić się, aby unikać błędów, zanim jeszcze zaczniesz. Panowie Niewłaściwi mogą być kuszący. a jeśli czujesz że nie będziesz w stanie oprzeć się pokusie i ulegniesz bo „tym razem może się to udać”, nie zaczynaj tego programu. Musisz się zdeklarować do „podejmowania dobrego wyboru w pierwszych 30 minutach”, wyłapując Panów Niewłaściwych zanim się do ciebie zbliżą.
•   Bądź gotowa do podążania według sekwencji kroków; to znaczy unikaj pokusy przeskakiwania o kilka kroków naprzód, albo wykonywania ich w innej kolejności, jak np. bycie przyjaciółmi, a potem inicjowanie seksualnego napięcia, albo przespanie się z facetem bez sprawdzenia czy byłby dobrym przyjacielem lub jaki ma charakter.
•   Bądź gotowa do pracy nad sobą, uczenia się o sobie i mężczyznach, oraz patrzenia na sytuację „tak jak sprawy się mają”, a nie tak jak chciałabyś żeby było, albo jak według Ciebie „powinno być”.
•   Instynkty mężczyzn i kobiet są na Ziemi od milionów lat i nie zanosi się na to żeby miało się coś zmienić, mimo tego, że życzyłabyś sobie, aby było inaczej. Nic cudownego, ani zmieniającego życie nie przyjdzie do Ciebie bez choć odrobiny wysiłku. Ale pomyśl o tym w ten sposób – jeśli opanujesz System – Siódmy Zmysł, będziesz musiała przejść przez ten proces tylko raz. Potem będziesz mogła poświęcić swoje życie przyszłości z Tym Właściwym. Potraktuj tę książkę jako szybki przewodnik po systemie, którego uczę innych od wielu lat.
•   Aby otrzymać, musisz coś dać. To znaczy, że pomimo tego, że szanujesz siebie, swoje zdanie oraz to co ma dla Ciebie sens i działa dla Ciebie; będziesz musiała przemówić jego językiem i podjąć działania ważne dla niego, co zbliży Cię do tego co chcesz.
•   Odkryj  że „bycie sobą” jest dobre tylko jeśli jesteś najlepszą wersją siebie, chcącą się rozwijać; chcącą widzieć to czy rozwój jest tym czego on chce, czy też nie, oraz akceptowaniem końca budowania związku.
•   Nie zapominaj, że związki są dobrowolne. Nic nie jesteście sobie winni. Nie „posiadasz” mężczyzny na własność, ani on nie „posiada” ciebie. Nawet jeśli jesteście zaręczeni czy po ślubie. Nawet jeśli deklarujemy nasze uczucia wobec drugiej osoby, nasz związek jest darem, a nie umową zatrudnienia czy niewolnictwem.
•   Zrozum, że mężczyźni prawie zawsze będą kusić Cię związkiem, aby dostać od kobiety seks, a kobiety będą zawsze będą posługiwać się seksem, aby zdobyć zobowiązanie od mężczyzny.

U rdzenia mojego systemu jest fakt naukowy: ludzki umysł dzieli się na trzy ogólne części które działają niezależnie od siebie, tak jak różne zestawy programów mogą pracować razem na Twoim komputerze. Praktycznie mówiąc, każdy z nas nie ma jednego, ale „trzy” oddzielnie funkcjonujące „mózgi” w głowie. Każdy człowiek ma „gadzi mózg” (pień mózgu i podwzgórze), „mózg ssaka” (śródmózgowie i móżdżek) i „wyższy mózg” (kora mózgowa). Gadzi mózg jest odpowiedzialny za nasze instynkty, niekontrolowane impulsy i odruchy odpowiedzialne za przetrwanie. To tutaj jest zlokalizowany pociąg seksualny – pragnienia, pasja i pożądanie oparte na instynktownych, odruchowych reakcjach męskości lub kobiecości.
To jedyny obszar mózgu gdzie kobiety i mężczyźni są naprawdę od siebie różni – co więcej właśnie te różnice sprawiają, że szalejemy za sobą. Gdyby nie te różnice rasa ludzka, by nie przetrwała.
Mózg ssaka skupia się na emocjonalnym przyciąganiu. To obszar mózgu odpowiedzialny za tworzenie się przyjaźni, przykładający wartość do idei, a nawet ludzi oraz wyłączne miejsce tego  to co nazywamy „miłością.”
W przeciwieństwie do seksualności lub instynktownych żądzy, masz nad tym kontrolę. Problemy pomiędzy mężczyznami i kobietami w tym obszarze umysłu sprawiają, że walczymy ze sobą i odkochujemy się nawet, jeśli mamy połączenie seksualne lub zobowiązania wobec siebie oraz są sekretną słabością i obciążeniem związków skażonych przez stres, niskie poczucie własnej wartości, depresję, problemy z niepokojem, przemoc lub nadużycia, uzależnienia, nieśmiałość i ogólne niedopasowanie osobowości.
Kiedy mówimy „nie pasujemy do siebie”- to najbardziej prawdopodobne jest to, że ten obszar umysłu jest za to odpowiedzialny.
Wyższy mózg odpowiada za przyciąganie intelektualne:  komunikowanie idei i szacunek dla praw, oczekiwania, przekonania, wartości,  cele i preferencje. Co więcej, to centrum Twoich Granic Osobowości – dom twoich praw, idei, twojej wolnej woli do działania w świecie jako osoba z unikalną tożsamością. Bez silnych granicy, zobowiązanie lub związek z inną osobą jest niemożliwy.

Trzy mózgi Tego Właściwego
Najmniej różnimy się między sobą w obszarze gadziego mózgu – większość mężczyzn jest jak inni mężczyźni, a większość kobiet jest jak inne kobiety. Pomyśl o tym jak unikalne są węże między sobą. Nie wiem jak ty, ale dla mnie wąż to wąż – śliskie i pełzające stworzenie którego należy unikać.
Biorąc pod uwagę część mózgu ssaków, niewiele różnimy się od siebie, a mężczyźni są właściwie prawie identyczni z kobietami – wszyscy mamy swoje leki, jakieś frustracje, gniew i ograniczoną liczbę sposobów radzenie sobie z tymi emocjami. Mimo tego niektórzy z nas mają tendencję do bycia bardziej pasywno-agresywnym, niektórzy bardziej asertywnym, inni chowają głowy w piasek gdy się boją, gdy inni z kolei lubią stawiać czoło swoim lękom. Wszyscy mamy swoje emocjonalne przyzwyczajenia, ale istnieje ograniczona liczba sposobów radzenia sobie z emocjami. Tak więc w tej części mózgu do gry wchodzi odrobina indywidualności.
W wyższym mózgu,  mamy do dyspozycji wszystkie aspekty naszej dojrzałości, które sprawiają, że różnimy się od siebie – zarówno kobiety jak i mężczyźni – każdy różni się od każdego na ziemi bez względu na płeć. Każdy z nas ma swoje unikalne gusta i preferencje, całkowicie różną życiową historię, edukację, doświadczanie życia, pracę i miłość, zróżnicowany intelekt, wszechświat osobistych opinii i przekonań o tym jak funkcjonuje świat (lub jak „powinien funkcjonować”), oraz masę innych zindywidualizowanych cech, które tworzą to co nazywamy naszą tożsamość.
Tak więc jak wzrastamy poprzez „trzy mózgi” – mózg ssaka „usytuowany” na gadzim mózgu, a wyższy mózg na mózgu ssaka – stajemy się coraz bardziej dojrzali i zindywidualizowani. Dlatego też powstają uogólnienia takie jak „wszystkie dzieci są takie same”, „wszyscy mężczyźni są tacy sami”, „Z kobietami źle. Ale bez nich jeszcze gorzej”, „dzieci są jak zwierzaki”, czy też „ona jest kotka…”.
Dzieje się tak dlatego, że gadzi mózg jest najbardziej prymitywnym, „zwierzęcym” obszarem umysłu, w którym jesteśmy najbardziej „niedojrzali” jako, że działają w nim instynkty i odruchy i nie ma w nim jakiejś wyższej, wyrafinowanej logiki. Mieszczą się w nim także instynkty płciowe, pasje i pożądania. Dzieci i nastolatki mają najbardziej podstawowe, oparte na odruchach zachowania, często poza ich świadomą uwagą. Właściwie, śmiem twierdzić, że ta część mózgu mieści w sobie męskość, kobiecość i pasję z definicji, jest nieświadoma.
Odruchy i instynkty są z definicji nieświadome i poza naszą uwagą, ponieważ są automatyczne – robimy coś „bez myślenia.”

Nic dziwnego że kobiety często nie mogą zrozumieć „dlaczego mężczyźni postępują tak jak postępują”, i dlatego nawet Freud narzekał, że jedyną rzeczą jakiej nie mógł rozgryźć było „czego chcą kobiety.” Natura naszych płci nie jest „logiczna”, lecz nieświadome odruchy były programowane przez miliony lat ewolucji oraz zmieniające się środowisko – są nieświadome dopóki nie staniemy się ich świadomi oraz nie nauczymy się jak działają. Innymi słowy, dopóki nie zaczniemy być ich świadomi, zachowania płci przeciwnej będą uważane za dziwne. Pozwólmy mężczyznom być mężczyznami, a kobietom kobietami – a potem nauczmy się mówić językiem drugiej płci.
Trzy mózgi rządzą każdym romantycznym związkiem. Sekretem udanego związku jest więc zaspokojenie potrzeb każdego „mózgu”, poprzez właściwe stadia (etapy) związku, ułożone w odpowiedniej kolejności.
Kiedy nauczysz się najbardziej podstawowego modelu poniżej, nigdy go już nie zapomnisz. Zobaczysz jak on działa tuż przed twoimi oczami, kiedy będziesz rozmawiać z mężczyznami w taki sposób jakbyś miała rentgenowski skaner męskiego umysłu.  Zadaniem tego modelu jest dosłownie sprawić, aby nie widzialny świat psychiki stał się widzialny dla Ciebie do końca Twojego życia.

3 Mózgi - Metoda Randkowania
Mój system zawiera fazy poświęcone każdej z części mózgu: przyciąganie (gadzi mózg), nawiązywania przyjacielskiej więzi (mózg ssaka), zobowiązanie (kora mózgowa, wyższy mózg). To ABC zalotów i musisz z powodzeniem przejść każdy etap w odpowiedniej  kolejności, aby być w trwałym związku.
Nie chcesz mężczyzny, który jest zdolny tylko do seksu bez jakiejkolwiek emocjonalnej więzi lub intelektualnego połączenia. Nie chcesz również kogoś kto jest zdolny do bycia Twoim przyjacielem i nie pożąda Cię z łóżku. Tak jak nie chciałabyś się związać z facetem, który wchodzi w związek z tobą z powodu wzniosłych „zasad”, ale nigdy nie będzie cię pożądał, ani nie będzie Twoim najlepszym przyjacielem.
Tylko mężczyzna, który będzie kochankiem, przyjacielem i życiowym partnerem może zostać „Tym Jedynym.”

Możesz go znaleźć (równie ważne jest odrzucanie pretendentów tego miana), jeśli poświęcisz czas, aby zrozumieć każdy z etapów i zobowiążesz się, że zaczniesz wprowadzać je w życie w odpowiedniej kolejności.
Jeśli przejdziesz wszystkie 9 kroków w tej kolejności, jesteś na dobrej drodze do zdobycia „Tego Jedynego”:

Etap I: Faza Przyciągania (Przyciąganie seksualne/Atrakcyjność Seksualna)
Zestaw działań oparty na instynkcie (gadzi mózg), dzięki którym przyciągniesz seksualnie mężczyznę.

Etap II: Faza Nawiązywania Przyjacielskich Więzi (Przyciąganie Emocjonalne)
Zestaw działań oparty na emocjach (mózg ssaka) dzięki którym przyciągniesz emocjonalnie mężczyznę.

Etap III: Faza Zobowiązania (Przyciąganie Intelektualne)
To zestaw działań oparty na intelekcie i dojrzałości (wyższy mózg) dzięki, którym przyciągniesz intelektualnie  mężczyznę.

Opanowanie tych trzech etapów to na razie twoje największe wyzwanie. Ale kiedy już je wykonasz, pozostaje jeszcze jedna kwestia. Każdy dobry związek ma swoją historię z nim związaną, całkowicie indywidualną opowieść o Twoim romansie z Tym Jedynym. Jeżeli jesteś tego świadoma, to poprowadzi Cię to, zainspiruje cię i ustrzeże przed popełnieniem poważnych błędów.
Kiedy pary mówią, że „po prostu wiedziały”, że spędzą resztę życia razem, to to co naprawdę mówią, to to, że połączyła i związała ich unikalna wspólna historia; doszli do wspólnej konkluzji (trwały związek), ale na swój własny sposób.

Każda kobieta musi odnaleźć zestaw „punktów fabularnych historii” jeśli ma zamiar zbudować swoją własną romantyczną historię i podążać za nimi aż do szczęśliwego zakończenia. Te „punkty” są wspólne dla każdej kobiety, która szuka miłości, ale szczegóły są zdecydowanie indywidualne i możesz delektować się nimi jako wyłącznie Twoimi. Ta książka nauczy cię jak mieć otwarte oczy na swoją własną opowieść oraz co robić kiedy ją odnajdziesz.
Odnalazłaś tą książkę ponieważ miałaś szereg związków, które nie wypaliły i nie do końca wiesz dlaczego. Kiedy  wchłoniesz materiał z tej książki, już nigdy więcej nie będziesz przeżywać rozterek z tego powodu. Zaczniesz rozpoznawać w ciągu pierwszych kilku minut od spotkania mężczyzny czy masz z nim jakieś szansę na satysfakcjonującą przyszłość –  a tych którzy nie będą jej mieli, odrzucasz szybko ze swojej drogi.
Co więcej, będziesz wiedzieć jak rozpoznać potencjalnego „Tego Właściwego” gdy pojawi się na twojej drodze, oraz jakie kroki podjąć, aby poprowadzić tą relację w kierunku w którym chcesz. Wiele kobiet, które znam mówią, że mają dosyć „gierek” w które grają mężczyźni lub wysłuchiwania od przyjaciół, że miłość to „gra” której trzeba się nauczyć. Chcą być wysłuchane i zrozumiane, co więcej szybko nudzą się „lojalnymi”, ale „przewidywalnymi” mężczyznami, którzy nie „grają w gierki”. Wydaje się, że kobiety z tego co mówią chcą mężczyzny, który nie będzie bał się zobowiązań oraz potrafiącego rozpalić płonne pasję i tęsknotę w trzewiach – kobiety nie pragną niczego innego niż „tajemniczego mężczyzny”.
Tego typu kwestie doprowadzają zarówno kobiety jak i mężczyzn do szaleństwa. Jak kobieta może chcieć, żeby mężczyzna był intrygującym, tajemniczym bohaterem o którym będzie marzyć na jawie, a jednocześnie żeby był do niej tak podobnym, że będzie znał ją tak dobrze jak ona zna samą siebie? Jak mężczyzna może pragnąć kobiety, która będzie zmysłowa, będzie jak nagroda do zdobycia, tak jakby miłość naprawdę była grą, a jednocześnie chcieć by była wierna  i lojalna?
Odpowiedzi znajdziesz w tej książce, a niektóre ku temu powody na pewno cię zaskoczą.
Prawdopodobnie tak jak odpowiedzi na poniższe pytania:
•   Dlaczego on mnie nie słucha?
•   Dlaczego on spędza ze mną mniej czasu niż na początku znajomości?
•   Dlaczego uprawiamy mniej seksu?
•   Jak będzie wyglądała nasza przyszłość. jeśli zostaniemy razem?
•   Dlaczego ze sobą walczymy?
•   Dlaczego mam obawy o „nas” oraz oto czy nasz związek się przetrwa?
•   Czy błędem było pozostanie w tym związku, czy też jego rozpoczęcie?
•   Tak bardzo się różnimy. Czy coś jest z nami nie tak?
•   Jesteśmy tak bardzo podobni. Czemu nie czuję „tego czegoś” do niego?

Odpowiedzi nie należy szukać w tylko w sercu czy w brzuchu, ale w trzech „mózgach” Tego Jedynego oraz historii, którą razem tworzycie.
Podczas lektury tej książki będziesz rozwiązywać zagadki męskiego zachowania, łamać ich kod komunikacji oraz poznawać tajemnice męskiego umysłu, aby rozwikłać wszystkie dylematy jakie kiedykolwiek z nim miałaś.
Będę twoim doraźnym przewodnikiem i specjalistą od symboli, pokazując ci, poprzez użycie starożytnych historii oraz ponadczasowej nauki, jak znaleźć „Tego Jedynego”. Za dużo czasu spędziłaś z Tym Niewłaściwym. A Ten Właściwy czeka na ciebie z otwartymi ramionami –  idealnie pasuje do trzech ról, których inni nigdy nie będą w stanie wypełnić: kochanek, przyjaciel i lojalny partner.