Żelazne ciało ninja – fragmenty

Posted: Lipiec 22, 2014 in Samorozwój
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,
 Żelazne ciało Ninja – Ashida Kim – fragmenty

Pamiętaj nigdy nie patrz na swojego przeciwnika z góry [tj. nie czuj się kimś lepszym od niego, ani z dołu [tj. nie czuj się kimś gorszym], ażeby nie zaślepiła cię pewność siebie ani nie obezwładniła niepewność. Wszyscy mają równe szanse w Grze Życia i Śmierci”. Rozwijanie ciała i umysłu nie czyni Cię „lepszym” od nikogo. Dzięki temu jednak staniesz się lepszy, niż jesteś teraz, pod względem zdrowia, długowieczności i zro­zumienia. Trudno o szlachetniejszą misję.

Kiedy „powracasz do świata” po „przebudzeniu” wszystko co na początku tej podróży wydawało Ci się ważne, blednie i staje się bez znaczenia w obliczu nowo uzyskanego doświadczenia wewnętrznego spokoju. Już nigdy nie będziesz patrzeć na świat tak jak dawniej. Porzucisz przywiązanie do rzeczy materialnych, a tym samym staniesz się odporny na intrygi i podstępy tych, którym wciąż wydaje się, że te rzeczy są ważne. Będziesz jednak lepiej rozumieć, dlaczego postępują oni tak a nie inaczej, gdyż będziesz pamiętać, że sam kiedyś byłeś taki jak oni. W tej podróży nic nie tracisz, wszystko pamiętasz, a przy tym po raz pierwszy widzisz to jasno. I pamiętaj, aby pomóc co najmniej dziesięciu, tak jak Ty to odkryłeś, o co w tym wszystkim chodzi.

Właściwie tak samo jest z dzisiejszymi ninja. Nie rozko­szują się oni opowieściami wojennymi ani przechwałkami na temat własnej sprawności bojowej, ponieważ wiedzą, że nawet mistrz może w każdej chwili zostać przez kogoś pokonany. Nie chełpią się też własnym rodowodem. W daw­nych czasach, gdy „agent” wyruszał z „misją”, było to tak, jak gdyby nigdy się nie narodził, nigdy nie dorastał w swo­jej wsi, nigdy się nie ożenił ani nie miał dzieci, nie upra­wiał pól ani nie łowił ryb w sadzawce. Nigdy nie istniał. Kiedy wracał, było to tak, jak gdyby nigdy nie wyjechał.
Owe wyprawy zresztą nie były czymś pospolitym, nie po­dejmowano ich samowolnie ani nie powierzano dużej licz­bie osób. Jeden właściwy człowiek na właściwym miejscu może zmienić bieg historii. A tego, który zrealizował siebie, stać na wszystko. Ninja nie wprawiali się specjalnie w pod­kradaniu się do wartowników czy wspinaniu na mury. Po prostu znajdowali się oni w takiej harmonii z naturą, że owe zadania były dla nich łatwe, kiedy sytuacja tego wyma­gała. I nawet posiadając całą tę moc, bardzo mało wtrącali się w sprawy zwykłych ludzi, wierząc, że z czasem ci mniej oświeceni znajdą, tak jak oni, nauczycieli, którzy wskażą im właściwą drogę i ujawnią im ich własną „tygrysią twarz” – ich prawdziwe, boskie Wewnętrzne Ja.
Nie ćwiczyli się też w technikach zadawania śmierci. Nauka medycyny dawała im wiedzę o anatomii, lecz zda­wali sobie sprawę, że jeśli odetniesz głowę węża, całe jego ciało obumiera” i że „jeden kamień wrzucony do sta­wu wywołuje wiele kręgów na powierzchni”. Dlatego, jeśli było to konieczne, „usypiali” wodza, dawali mu spokój, ja­kiego nigdy by nie zaznał w świecie iluzji, i tym jednym aktem powstrzymywali cała armię, wojnę lub tyrana. To dlatego zdobywali sobie raputacje „niewidzialnych morderców”, którzy potrafią przenikać przez ściany, przedostawać się wszędzie niepostrzeżenie i znikać bez śladu
Alchemia zatem, taka jaką opisują Lao Cy i Ko Hung, jest nauką o transmutacji; polega ona na tym, że poprzez ćwiczenia oddechowe i ruchy lecznicze oddziałuje się na składniki odżywcze, wchłaniane przez organizm z pożywienia, wody i powietrza, z takim skutkiem, iż „kości stają się żelazem, a skóra nefrytem”. Tego sformułowania pojawiającego się w starożytnych tekstach nie należy rozumieć dosłownie, że kości faktycznie zmieniają się w metal. Chodzi o to, że stają się one zdrowe, mocne i sprężyste. Ludz­kie kości mogą wytrzymać nieprawdopodobne naciski; dobrze odżywiane i ćwiczone, mogą być względnie wolne od katabolizmu, efektu starzenia się, który wpływa na ich łamliwość.
Skóra też nie zmienia się dosłownie w nefryt. To jeszcze jeden przykład symbolicznego, czy też poetyckiego, przedstawienia owych tajemnic. Wyrażona jest tu myśl, że skóra będzie zdrowa i elastyczna; każdy porządny lekarz powie, że najlepszą ochroną przed infekcjami jest czysta, niepopękana skóra (pamiętaj, że w dawnych czasach, kiedy powstało owo określenie ludzie umierali na tężec, który brał się z zakażenia otwartych ran)
Mówimy więc o ćwiczeniach, które dają zdrowie i przedłużają życie. Dzieje się tak, ponieważ oddychanie zmienia pH krwi, a wówczas gruczoły dokrewne zachowują aktywność i produ­kują hormony, dzięki którym ciało pozostaje młode i silne.
Niektórzy sądzą, że alchemia polega na zmienianiu oło­wiu w złoto. Jest to błędne wyobrażenie, zrodzone w epoce feudalnej wśród europejskich alchemików, którzy myśleli, że metale – ołów, rtęć i złoto – wspominane w przetłumaczonych z chińskiego traktatach, opisujących „proces wewnętrznej destylacji” czy też, inaczej mówiąc, transmu-tacji, należy rozumieć dosłownie, a nie jako poetyckie symbole chemii naszego wnętrza.
Zmiana ołowiu w złoto jest możliwa na poziomie ato­mów, ale nie mamy tu na nią przepisu. To, o czym mówi­my, oznacza posługiwanie się własnym organizmem w taki sposób, aby „zbierać, doskonalić i wprawiać w obieg ener­gię qi” – proces ten anatomicznie bardzo przypomina de­stylację spirytusu z napoju alkoholowego, uzyskanego z kolei z przetworzenia różnych soków owocowych. Oddychając, „zbieramy”; zmieniając tempo oddechu i pH krwi, rafinuje­my albo „doskonalimy”; zachodząca wówczas reakcja che­miczna sprawia, że „esencja” się „wygotowuje” i nabiera większej mocy. Tak powstały „eliksir” działa jak wewnętrz­ne lekarstwo i odżywka, która pozwala ciału w większym stopniu urzeczywistniać swoje możliwości.
Alchemia ninja – ta prawdziwa alchemia, gdy już rozu­miemy znaczenie symboli – nie jest kluczem do szybkiego zdobycia bogactwa, ponieważ nie ołów będziemy zmieniać w złoto, tylko niskie pierwiastki ja i ciała zostaną przeisto­czone, podniesione na wyższy poziom (staną się „złote”), co zapewni nam długowieczność.

W literaturze można spotkać wiele opowieści, w których sławne postacie chętnie by się wyrzekły swego bogactwa, gdyby tylko mogły w zamian pożyć trochę dłużej. Osoby te zużyły mnóstwo sił, gromadząc władzę, i zapłaciły za to pewną cenę. W pogoni za sukcesem doprowadziły się do stanu wyczerpania, a teraz jedyne, czego pragną, to odzy­skać stracony czas.
Są też legendy o postaciach, które żyły niesłychanie długo, a które najczęściej żaliły się, że widząc przemijanie całych pokoleń zwyczajnych śmiertelników, odczuwają straszliwą samotność. Tak prawdopodobnie byłoby z nieśmiertelnym człowiekiem, zważywszy na filozoficzną naturę naszego ludzkiego rodzaju.
Był sobie kiedyś uczeń, który dążył do Nieśmiertelności. Zapytany, jak będzie wykorzystywać czas potem, kiedy już osiągnie swój cel, odrzekł: „Będę pracować nad tym, żeby zgromadzić jeszcze więcej dodatkowego czasu”, na co jego nauczyciel odparł: „Nieśmiertelność jest rzeczą absolutną. Gdyby można było ją osiągnąć, byłbyś tu już od zawsze. Najlepsze, o co możesz się modlić, to życie dwustu lub trzystuletnie, abyś zdążył się znudzić wystarczająco, by chętnie przejść na następny poziom. A jeśli uda ci się zajść tak daleko, bądź człowiekiem przynajmniej na tyle, żeby podzielić się z innymi tym, co odkryłeś”. Obowiązek ten spoczywa więc także na tych wszystkich, którzy chcieliby zostać alchemikami.
Ci, którzy kroczą Milczącą Ścieżką, jak bywa nazywana nauka transformacji praktykowana przez ninja, potrafią dostrzec „schemat Wszechświata”, o czym można przeczy­tać w objaśnieniach do obietnicy Ko Hunga. Wiedz, że me­tody kontroli oddechu oraz ćwiczenia pomagające osiągnąć długowieczność i Nieśmiertelność i obdarzające człowieka mistycznymi zdolnościami, takimi jak Żelazne Ciało, są w istocie naturalnymi, wrodzonymi możliwościami każde­go człowieka.
Tym, co odróżnia ninja od zwykłych ludzi, jest ich wraż­liwość, samoświadomość – świadomość własnego ja – dzięki której mogą do pewnego stopnia sprawować kontrolę nad tym stanem swego istnienia, podczas gdy ci drudzy są zda­ni na łaskę żywiołów, nie wiedząc, że posiadają taką wro­dzoną zdolność. To właśnie owa świadomość własnego ja sprawia, że inni uważają ich za „oświeconych”.

Zanim zacząłeś oddychać powietrzem, oddychałeś wodą, bezpiecznie ukryty w łonie matki. Wszystkie, chociaż pro­ste, twoje potrzeby były zaspokajane, a wszystkie twoje ambicje się urzeczywistniały. Potem przyszedł wstrząs po­rodu. Nagle zostałeś wypchnięty w próżnię wypełnioną in­tensywnym światłem i dźwiękami. Brakowało ci powietrza, twoje płuca się opróżniły i wciągnąłeś w nie pierwszy haust tego nowego świata. A potem było po wszystkim. Rozpoczę­ła się nowa egzystencja.
Byłeś wyposażony we wszystko, czego potrzebowałeś do przetrwania i dobrego radzenia sobie w tym nowym świe­cie, więc zacząłeś poznawać go swymi nowymi zmysłami i one właśnie przywiodły cię do tego miejsca.
Dlaczego więc miałbyś wątpić w to, że tak samo będzie z umieraniem? Chwila dyskomfortu, a potem nowa rzeczy­wistość do poznawania! Dlaczego w takim razie nie zapo­mnieć o Nieśmiertelności i nie popełnić samobójstwa, sko­ro to, co ma być potem, jest takie wspaniałe?
Otóż dlatego, że są tu inni, którzy o tym jeszcze nie wiedzą, których trzeba uspokoić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Trzeba ich nauczyć, że są panami własnego losu i kapi­tanami okrętu własnej duszy. Dickens zaczyna jedno ze swych dzieł słowami: „Zrozumiałem, że jeśli moje życie miałoby mieć jakiegoś bohatera, to niechybnie byłbym nim ja sam”.

Mówimy, że człowiek nie może zmienić świata, i to praw­da. Może jednak przedłużyć chwilę. Mędrcy starożytnych Chin, którzy dawno opanowali techniki zapewniające zdro­wie i długowieczność, przemierzali kraj w poszukiwaniu królestwa, w którym ludzie byliby szczęśliwi, a władca był­by człowiekiem dobrej woli. Zgłaszali się na jego dwór i oferowali, że wprowadzą go w tajemnice nieśmiertelno­ści, aby jego panowanie mogło trwać, a lud długo cieszył się dobrobytem.
Tak samo jest z każdym prawdziwym Nieśmiertelnym.
Mówimy, że nauczać można każdego, kto jest wybrany. Nie chodzi tu jednak o żaden test ani o próbę narzucenia jakichś norm tym, którzy chcieliby pobierać owe nauki. W istocie to uczeń sam czyni siebie wybranym. Kiedy już wyruszysz w tę podróż i doświadczysz jej cudów, zapragniesz dzielić się nimi ze wszystkimi. Japończycy nazywają to shakabuku, pędem do rekrutowania nowych członków. Twój entuzjazm będzie jednak odstręczał większość ludzi. Wtedy zaczniesz staranniej dobierać tych, z którymi ze­chcesz podzielić się sekretem zdrowia i długiego życia, czy też tych, przed którymi ujawnisz fakt posiadania jakiejś wiedzy na ten temat – po co zwykli śmiertelnicy mają myśleć, że jesteś dziwakiem albo kimś niespełna rozumu? Oni nie chcą wiedzieć. Jeszcze nie.
Można by z tego wnioskować, i od dawna tak się uważa, że Nieśmiertelni mają jakąś moc, która daje im przewagę nad innymi. Owszem. Jest to moc spokojnego umysłu.
A więc znowu, nie zniechęcaj się, jeśli nie każdy od razu przyjmie mądrość, którą ty poznałeś.
 To tylko droga do tego, żeby można było „zajrzeć na drugą stronę”, zobaczyć, co jest „za zasłoną”. Potem już wszystko zaczyna się układać.
Zaczynasz dostrzegać prawidłowości Wszechświata i to, co kiedyś było wielką tajemnicą – dlaczego ludzie postępują tak a nie inaczej, zmieni się w zrozumienie własnego ja i innych. Ludzie w większości sami zwykle komplikują sobie życie i nie potrafią się pogodzić z tym, że sekret szczęścia jest taki prosty.
Ze spokojem umysłu przychodzi akceptacja, a z wiekiem doświadczenie. Stąd jeden człowiek znosi powszednie trudy życia lepiej niż drugi w dużym stopniu dlatego, że spotkał się z pewnymi problemami już a doświadczywszy ich raz, kiedy to albo znalazł rozwiązanie albo nie, mierzy się z nimi ponownie lub wypróbowuje inne rozwiązanie. To się nazywa nauka przez doświadczenie, która nie tylko wskazuje, jak być pożytecznym dla innych, lecz również skłania cię do aktywności, a więc nie pozwala ci się nudzić

Mądry człowiek uczy się przez doświadczenie: Nieśmiertelny uczy się także z doświadczeń innych. Z tego względu Nieśmiertelni rachują upływ czasu nieco inaczej niż śmiertelnicy.
Nauczyli się że jeśli człowiek unieszczęśliwia się zmartwieniami, wątpliwościami, poczuciem winy albo obawami, to czas wlecze się nie miłosiernie. Jeśli natomiast pozwala sobie być szczęśliwym, czas śmiga Dlatego „żyją chwilą”, przezywając każda sekundę jak nową przygodę, radując się każdym wschodem słońca i wpadając w podziw nad pięknem każdego zachodu.
Wiedzą bowiem że każdy dzień z niewielkimi odmianami taki sam,że w każdym roku przychodzi wiosna, lato, jesień i zima; że wszystko będzie po sobie następować niezależnie od tego, czy ktoś to widzi, czy nie.
Życie toczy się naprzód, i dopóki ktoś o nas pamięta, dopóty naprawdę nie umieramy.

Można tłumaczyć, że to efekt działania kodu genetyczne­go oraz pamięci, ale wszystko to poznasz sam na sobie kiedy zaczniesz oddychać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s