Posts Tagged ‘Środowisko’

“Może i genetyka łąduje broń, lecz to środowisko po­ciąga za spust”.- lek. med. Parnela Peeke, specjalista zdrowia publicznego Fight Fat After Forty

Słowo „genetyczny” jest jednym z terminów, który­mi najbardziej manipuluje się w rozmowach o zdrowiu. Niemal co tydzień w wiadomościach ogłasza się odkry­cia z dziedziny genetyki, informując o genetycznym podłożu niezliczonych problemów, od nowotworów po Uzależnienie się od zakupów. Naukowcy zwykle opisu­ją dany gen raczej jako związany z konkretną chorobą (niż jako bezpośrednią jej przyczynę), ale szczegóły są wypaczane lub mylnie interpretowane. Wiele osób czu­je się zdezorientowanych i nie ma pewności, czym są geny i jak działają. Ostatecznie zaczynamy wierzyć, że geny sprawują bezpośrednią kontrolę nad zdro­wiem. Jednak nie jest to do końca prawda, ponie­waż przejawianie się genów kontroluje środowisko, jakie tworzymy naszym komórkom.

Owszem, istnieją prawdziwe choroby genetyczne, ale dotykają one mniej niż 5 procent populacji. Silniejsze od dziedziczności jest działanie środowiska, a przecież to ty kontrolujesz swoje środowisko. Masz władzę nad tempem starzenia się i chorobami, na które zapadniesz (lub nie). Aktywuj dobroczynne geny i dezaktywuj nie­przyjazne. Zdrowie zależy nie od genów, lecz od komó­rek. Powtórzę jeszcze raz: to na nas spoczywa odpowie­dzialność i to my decydujemy. Wykorzystaj sześć dróg, by wzmocnić zdrowie swoich komórek, a będziesz kon­trolował sposób przejawiania się swoich genów.

CZY ZAWIEDZIE NAJSŁABSZE OGNIWO?
A co z predyspozycjami genetycznymi, o których tak często słyszymy? Co z problemami zdrowotnymi które zwykle określa się mianem „rodzinnych”?
Pomyśl o predyspozycji genetycznej do rozwoju cho­roby jako o słabym ogniwie w łańcuchu, który może się przerwać, ale tylko pod wpływem nadmiernego ob­ciążenia. We właściwym środowisku słabe ogniwo bę­dzie funkcjonowało prawidłowo. Nie do końca praw­dziwe jest stwierdzenie, że jeśli łańcuch pęka (pojawia się choroba), winę za to ponosi tylko słabe ogniwo („zły gen”). Rolę katalizatora odgrywa nadmierny stres bio­logiczny, który możemy kontrolować.

Kiedy wzmacniamy sprawne działanie komórek, pre­dyspozycje genetyczne pozostają raczej w sferze poten­cjalnych niż realnych problemów, bez względu na to, co „występuje w rodzinie”. Niestety ludzie często pod- r-dają się swoim genetycznym predyspozycjom, uwal­niając się – w każdym razie w swoim mniemaniu – od odpowiedzialności za to, jak żyją. Osoba z predyspozycją genetyczną może stwierdzić beztrosko (między jednym kęsem hamburgera i frytek a drugim): „Nic nato. nie poradzę. Wszyscy w mojej rodzinie mają nadwagę”. Przekonanie, że geny i zarazki są głównymi czynnikami warunkującymi nasz stan zdrowia, jest przestarzałe i fatalistyczne. Geny i zarazki należą do czynników, które warto wziąć pod uwagę, ale nie wywołują chorób w taki sposób, jak nam się powszechnie wydaje.
Przyjrzyjmy się genom: czym są, jak działają i co wszyscy możemy zrobić, żeby potencjał zdrowia na nowo znalazł się w naszych rękach, niezależnie od na­szego genetycznego dziedzictwa.

NATURA A POŻYWIENIE
Geny są niczym matryce lub „plany” życia. Zawierają one instrukcje mówiące naszym organizmom, jak z jed­nej komórki rozwinąć się w istotę ludzką. Jednak tyl­ko w przypadku około jednej czwartej genów następuje automatyczna ich ekspresja (aktywacja czy przejawie­nie się), która określa na przykład, czy mamy niebieskie oczy lub kręcone włosy. Większość pozostałych genów przypomina zestaw zakodowanych instrukcji, które po­dobnie jak program komputerowy pozostają uśpione, właściwie nie działając, dopóki ich nie aktywujesz.
Większość genów potrzebuje pewnego katalizatora (środowiskowego lub psychologicznego), by nastąpiła ich ekspresja. Sam fakt występowania w rodzinie danej cechy, „dobrej” czy „złej”, nie oznacza, że każdy członek rodziny posiada tę cechę, a nawet jeśli tak – że musi się ona ujawnić. Często nadmiernie przejmujemy się na­szym dziedzictwem genetycznym. <strongNajważniejsze jest środowisko, które tworzysz dla swoich komórek po­przez swoją dietę i tryb życia. Wprawdzie nie możesz panować nad tym, co dziedziczysz, lecz możesz kontro­lować środowisko, jakie tworzysz dla komórek swoje­go ciała.

Zamiast traktować geny jak absolutny i niezmienny zestaw instrukcji, lepiej patrzeć na nie jak na róż­norodność możliwości, czyli zestaw instrukcji „a co, jeśli”. Jeśli zaistnieją określone warunki, to geny dane­go człowieka ujawnią się w pewien sposób. W innych warunkach te same geny wyrażą się odmiennie. Bio­chemik Roger Williams utrzymywał, że same geny są całkowicie bezużytecznymi nićmi substancji chemicz­nych. W pojedynkę nie mogą decydować o chorobie ani zdrowiu.

Gdyby geny w formie komórkowego DNA były głów­nym czynnikiem sterującym komórką, poniekąd jej „mózgiem”, to obumarłaby bez nich – a przecież tak, się nie dzieje. Naukowcy przeprowadzili doświadczenie polegające na usunięciu jądra komórki i jej DNA. Później jeszcze miesiącami komórka prawidłowo funkcjo­nowała.
Zauważ, jak zmiany w diecie, stylu życia i środowisku w ciągu ostatnich stu lat zbiegły się w czasie z ogromnym wzrostem liczby zachorowań na choro­by przewlekłe. Na przykład w 1900 roku na nowotwo­ry chorowało tylko 3 procent populacji Stanów Zjedno­czonych. Obecnie zapada na nie 50 procent mężczyzn i 40 procent kobiet. Nasze środowisko zmieniło się dramatycznie, że obwinianie odziedziczonych genów za wzrost zachorowalności jest pozbawione logiki.

Zwróć uwagę, jaki wpływ na ekspresję genów mają, czynniki środowiskowe. Na przykład temperatura śro­dowiska oddziałuje na aktywność genów, które odpo­wiadają za ubarwienie królików himalajskich. Króliki te, przyzwyczajone do niskich temperatur, zwykle mają czarne uszy, przednie łapy, nosy i ogony. Jednak u tych samych królików hodowanych w wyższych temperatu­rach ciemne ubarwienie nie występuje. Czyli te same króliki, te same geny, ale różne środowiska – i efek­tem jest różna ekspresja genów. Podobnie rośliny, ktore cechuje genetyczna zdolność kwitnięcia i owocowa­nia, kwitną i mają owoce tylko wówczas, gdy określony zestaw warunków środowiskowych (takich jak tempe­ratura, nasłonecznienie i wilgotność) „włączy” wymagane geny. Na tej samej zasadzie funkcjonują „geny choroby”. Kiedy ludzie przeprowadzają się z jednej czę­ści świata do innej, przejmując dietę i styl życia nowe­go środowiska, także wykształcają się u nich warunki sprzyjające rozwojowi choroby typowej dla danego regionu. I tak gdy mieszkańcy krajów o niskich wskaźni­kach zachorowalności na choroby serca i nowotwory, na przykład Japonii, przeprowadzają się do USA albo do Europy, zapadają na te choroby w podobnym stop­niu jak reszta miejscowej populacji.

Omawiając kwestię dziedziczności, nie sposób po­minąć fascynującego tematu długości życia. Badania wskazują na jeden czynnik, który konsekwentnie wy­dłuża życie – na dietę niskokaloryczną. Dzieje się tak za sprawą ekspresji genów. Badanie przedstawione w czasopiśmie „Proceedings of the National Academy of Sciences” we wrześniu 2001 roku wykazało, iż dieta wy­sokokaloryczna (typowa zachodnia dieta) wywoływała zmiany, które ograniczały ekspresję genów chronią­cych przed chorobami i aktywowały geny przyspieszające proces starzenia się. Na szczęście badanie dowiod­ło również, że u starszych osobników żywionych mniej kalorycznymi pokarmami zaledwie przez cztery tygo­dnie około połowa przypadków aktywacji genów odpo­wiedzialnych za proces starzenia się uległa cofnięciu, Zmiana wewnętrznego środowiska komórkowego (przez ograniczenie liczby kalorii) nie tylko pomaga zapobiegać aktywacji genów procesu starzenia się u ludzi młodych, lecz może też spowolnić, a nawet odwrócić ten proces u osób starszych.

Biolog Steven Rosę w swojej książce Lifelines (1997) zwrócił uwagę, iż większość procesów, jakie zachodzą w komórce, jest przynajmniej w takim samym stopniu wytworem środowiska wewnątrz i wokół komórki jak wytworem jej DNA. Środowisko tworzymy za pomocą naszej diety, kontaktu z toksynami, stylu życia, a na­wet myśli, przekonań i sposobu patrzenia na świat. Zdaniem biologa, „organizmy są aktywnymi rozgrywającymi swojego losu”.
Istotnie, nawet stan umysłowy wpływa na środowi­sko, jakie tworzymy naszym komórkom i genom. Ko­mórki są zależne od tego, jak mózg interpretuje środowisko i wykorzystuje układ nerwowy, aby przekazać im informacje, co mają robić. Sposób postrzegania rzeczy­wistości przez daną osobę może bardzo silnie oddziały­wać na ekspresję genów. Na przykład wskaźnik umie­ralności jest wyższy wśród osób, które rok lub dwa lata wcześniej przeszły na emeryturę. Dlaczego? Czy mózg interpretuje to zdarzenie jako informację, że „życie” się skończyło, i wywołuje odpowiednią ekspresję genów? Lekarz medycyny Deepak Chopra, autor wielu książek, pionier i lider w dziedzinie medycyny ciała i umysłu, często powtarza na wykładach: „Proces starzenia się jest błędem”. Innymi słowy, ponieważ obserwujemy to zjawisko wokół nas, wierzymy, że i my się zestarzeje­my. Dosłownie aktywujemy własne geny odpowiedzial­ne za starzenie się organizmu. Czyż mógł to być jeden z powodów, że tradycyjnie zdrowe ludy, na przykład Hunzowie, żyli tak długo? Czy członkowie tego plemienią, przekonani o możliwości długiego życia w zdrowiu, w istocie odpowiednio instruowali swoje geny? Wiele dowodów potwierdza, że nasze przekonania znacząco wpływają na działanie komórek i ekspresję genów.

CELOWE USZKODZENIE DNA
Współczesna dieta i tryb życia mogą prowadzić do uszkodzeń genów, niezależnie od odziedziczonych pre­dyspozycji. Uszkodzenia genetyczne nie tyle wywołu­ją ekspresję zakodowanej informacji genetycznej, ile zmieniają kod. Zmianę w kodzie genetycznym nazywa się mutacją. Może ona nastąpić zarówno z przyczyn na­turalnych, jak i w wyniku uszkodzenia spowodowane­go działaniem człowieka. Jedna z teorii na temat pro­cesu starzenia się mówi o tym, że zachodzące przez całe życie mutacje genów wywołują stopniową utratę sprawności i odporności. Zdolność genów do mutowa-nia ma nie tylko negatywne aspekty; jest nieodłączną częścią procesu ewolucji i adaptacji do zmieniających się warunków.

Za szkodliwe mutacje odpowiadają substancje che­miczne i promieniowanie, które mogą prowadzić do drastycznych i nieprzewidywalnych zmian w kodzie genetycznym. W genach zawarte są podstawowe pla­ny tworzenia, naprawiania i rozmnażania organizmu i dlatego przypadkowa zmiana tych planów niesie duże ryzyko. Co by się stało, gdybyś zaczął na chybił trafił wprowadzać zmiany do projektu swojego domu? Drzwi, okna, ściany, a nawet całe pomieszczenia znalazłyby się w dziwnych miejscach. Tak się właśnie dzieje przy uszkodzeniach genetycznych.

Co powoduje mutacje genetyczne?
*Promieniowanie jonizujące. Niemal połowa ekspozycji przeciętnego człowieka na działanie promieniowania jonizującego pochodzi z przeświet­leń rentgenowskich i z radioterapii. Unikaj tego typu promieniowania, chyba że jest naprawdę ko­nieczne. To dziwne, że lekarze dopatrują się źródeł choroby w genetyce, jednocześnie dokonując ol­brzymich uszkodzeń genetycznych za pomocą środków farmaceutycznych i prześwietleń rentge­nowskich.
*Promieniowanie niejonizujące. Tworzy je prze­pływ elektryczności, który może wpływać na geny,
choć dowody na to są mniej oczywiste. Zasadni­czo staraj się nie przebywać w pobliżu włączonych urządzeń elektrycznych lub unikaj przedłużonego kontaktu z nimi.
*Toksyny. Zaliczają się do nich syntetyczne prze­mysłowe substancje chemiczne, leki, tytoń, alko­hol i pozostałości substancji chemicznych w mię­sie czy przetworach mlecznych, jak polichlorowane bifenyle i dioksyny. Mutagenne i rakotwórcze sub­stancje chemiczne powstają głównie w pokarmach podgrzanych do wysokich temperatur lub okop­conych (jak przy grillowaniu).

Komórka wystawiona na działanie toksyn lub promieniowania może obumrzeć albo jej geny mogą uszkodzeniu. Zmutowany gen może na stałe zmienić sposób działania komórki, często prowadząc do niedo­borów, toksyczności i choroby. Ponadto zmienione ko­mórki (ze zmutowanymi genami) mogą się dzielić, prze­nosząc mutację do coraz większej liczby kolejnych komórek. Skutki tego powielania bywają albo znikome, albo druzgocące. Nowotwór rozwija się zwykle właśnie przez podział komórek. Co gorsza, jeśli mutacje gene­tyczne nastąpiły w komórce rozrodczej, to w 50 procen­tach jest prawdopodobne, że zostanie ona przekazana potomstwu. Zniszczone lub uszkodzone komórki i geny mogą prowadzić do przedwczesnego starzenia się i roz­woju różnych schorzeń, takich jak nowotwory, słaba odporność na infekcje, stres, zmęczenie, a nawet nie­przystosowanie społeczne.

To wcale nie geny powodują starzenie się i choroby. Powodujemy je my sami. Wystawiamy nasze komórki na działanie toksyn i promieniowania, które w pierw­szej kolejności odpowiadają za mutacje genetyczne. Styl życia w XXI wieku w niespotykanym dotąd stop­niu i alarmującym tempie przyczynia się do uszkodzeń i mutacji genetycznych. Jak pisze naukowiec Richard Lewontin w książce Human Diversity (1982): „Uważa się, że w związku z przedsięwzięciami technologicznymi w dziedzinie promieniowania jonizującego i chemii syn­tetycznej współczesne istoty ludzkie oraz łańcuch po­karmowy, na którym opiera się ich życie, ulegają znacz­nie szybszej mutacji niż taka, do jakiej biologia była dotychczas przyzwyczajona”.

Na szczęście w odpowiednich warunkach uszkodze­nia genetyczne można naprawić. Musimy nie tylko uni­kać uszkodzeń genetycznych, lecz również dostarczać genom surowce (składniki odżywcze), których potrze­bują do samodzielnej naprawy.

ŻYWNOŚĆ GENETYCZNIE MODYFIKOWANA TO RYZYKOWNY INTERES
Obecnie w każdej dyskusji na temat genetyki po­rusza się temat potężnych technologii genetycznych, które są wykorzystywane zwłaszcza w przemyśle spo­żywczym. To, co jeszcze poprzedniemu pokoleniu wy­dawało się fenomenem, obecnie staje się możliwe dzięki współczesnej inżynierii genetycznej. Niemniej kwestia potencjalnych zagrożeń tych technologii dla ludzkie­go zdrowia pozostaje sporna. Naukowcy z przeciwnych obozów wciąż dowodzą swoich racji. Owe technologie niosą potencjał zarówno wielkich dokonań, jak i katastrofy. Nie mamy wystarczająco wielu badań, żeby przewidzieć, co się stanie w przyszłości, lecz te badania, które są dostępne, dają powody do poważnego niepoko­ju, a nawet strachu. Nie zalecam spożywania żywno­ści genetycznie modyfikowanej, gdyż, moim zdaniem, może ona zawierać więcej toksyn, być uboższa w skład­niki odżywcze i potencjalnie niebezpieczna pod innymi względami.
Nigdy wcześniej w historii ludzkości człowiek nie spo­żywał genetycznie modyfikowanych pokarmów. Dopie­ro w ostatnich latach opracowaliśmy technologie, które pozwalają wytwarzać takie produkty. Obecnie inżynie­ria genetyczna szybko się rozwija, przy czym proces ten jest słabo kontrolowany i prawie w ogóle nie roz­waża się jego długoterminowych skutków. Większość żywności sprzedawanej w supermarketach zawiera już genetycznie zmodyfikowane składniki. Tymczasem nie przeprowadzono wystarczająco wielu badań, szczegól­nie długookresowych, żeby zagwarantować bezpieczeń­stwo takiej żywności. Przeciwnie, istnieje mnóstwo do­wodów potwierdzających jej szkodliwość.

Jeśli nadal będziemy produkować i konsumować żywność genetyczne modyfikowaną, jej ogromne ilości w zasobach pożywienia spowodują, że nie będzie moż­na zapobiec zanieczyszczeniu genetycznemu pokar­mów. Jeśli kiedykolwiek ich szkodliwość zostanie do­wiedziona, straty będą nieodwracalne. Nieoczekiwane skutki spożywania tej żywności mogą ujawnić się do­piero po wielu latach, kiedy będzie już za późno na jej wycofanie. Nasi naukowcy robią, co w ich mocy, ale w przypadku eksperymentów genetycznych możliwości nieprzewidzianych działań ubocznych są prawie nie­skończone. Oto jeden ze scenariuszy: z czasem gene­tycznie modyfikowane organizmy wchodzą w reakcje ze środowiskiem, mutują, ewoluują i przekazują swoje zmutowane cechy innym spokrewnionym lub niespokrewnionym organizmom, łącznie z istotami ludzkimi. Wywołuje to reakcję łańcuchową w całym ekosystemie, zagrażając życiu na Ziemi w znanej nam postaci. Wiem, że ten scenariusz brzmi dramatycznie, ale manipulacja genami i przebiegiem ewolucji jest ryzykowną grą.

Czy w twoim ziemniaku pływa meduza?
Produkowanie nowej żywności na drodze inżynierii genetycznej nie należy do błahostek. Inżynierowie genetyczni kroją, łączą i przenoszą geny między zupełnie niezwiązanymi gatunkami, aby stworzyć kombinacje, które nigdy nie miałyby szans pojawić się w naturze. Naukowcy wprowadzają geny meduzy do ziemniaków, geny skorpiona do warzyw, ludzkie geny do organi­zmów świń i geny ryby do pomidorów. Idealna precy­zja przy wykorzystaniu technik łączenia genów i do­kładna wiedza na temat tego, co w efekcie powstanie, prawie niemożliwe. Naukowcy z prestiżowego Rowett Institute w Szkocji przebadali różne partie transgenicz-nych ziemniaków i odkryli istotne różnice w skutkach wprowadzenia tego samego genu. Dwa rzędy ziemniaków, do których wprowadzono ten sam gen, uprawiane w tych samych warunkach, wykazywały 20-procen-tową różnicę w zawartości białka, co potwierdziło nieprzewidywalność wpisaną w modyfikację genetyczną.
Żywność genetycznie modyfikowana może mieć od­mienną wartość odżywczą oraz zawierać alergeny i tok­syny, które w naturalnych warunkach byłyby nieobecne (włącznie z odmianami nietypowymi dla tych produk­tów). Na przykład geny orzechów brazylijskich wyko­rzystano przy opracowaniu nowego gatunku soi. Jed­nak osoby z alergią na orzechy brazylijskie mocno na nią reagowały. Na szczęście problem został wykryty, zanim komukolwiek stała się krzywda. Inne rodzaje żywności transgenicznej mogą stwarzać podobne za-grożenia. Badanie z 1999 roku, które przedstawiono w brytyjskim czasopiśmie medycznym „Lancet”, wykazało, że genetycznie modyfikowane ziemniaki uszko­dziły żołądki i nabłonek jelit szczurów. Choć ludzie też spożywają takie ziemniaki, nie przeprowadza się u nich tego rodzaju testów.
Czy pamiętasz jedną z „afer zdrowotnych” z drugiej połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku? U wielu osób, które zażyły niezbędny aminokwas zwany tryptofanem (stosowany w walce z depresją i innymi proble­mami emocjonalnymi), wystąpiły fatalne w skutkach reakcje. Trzydzieści siedem osób zmarło, u tysiąca pięciuset nastąpiło trwałe kalectwo, a u pięciu tysięcy rozwinęła się ciężka choroba. Jak się okazało, pewien Japoński producent wytwarzał tryptofan, wykorzystują genetycznie zmodyfikowaną bakterię, która umożliwiała intensywną produkcję preparatu, ale jednocześni powodowała powstanie trucizny nerwów. Oczywiście owa trucizna nie istniała, dopóki nie została stworzona, drogą inżynierii genetycznej, więc nie mogły jej wykryć istniejące testy bezpieczeństwa. Problem z żywnością transgeniczną polega właśnie na tym, że nie możemy wykonywać testów na toksyny, których nie znamy. Je­dzenie żywności genetycznie modyfikowanej może mieć nieprzewidziane skutki.

Supermarkety są pełne eksperymentów genetycznych
Według danych opracowanych przez czasopisma branżowe przemysłu spożywczego, około 70 procent przetworzonej żywności z naszych supermarketów mia­łoby pozytywny wynik testu na zawartość składników transgenicznych. Najczęściej modyfikowane produkty tojtukurydza, soja, pomidory, dynia ozdobna, rzepak, papaja i odmiana ziemniaków Russet Burbank. Opra­cowuje się również inne produkty żywnościowe, na « przykład jabłka, ryż, pszenicę, brokuły, ogórki, marchew, melony winogrona. Ich genetycznie modyfikowane wersje są już dostępne w sklepach albo wkrótce się pojawią.
Na podstawie wyników badania przeprowadzone­go przez „Consumer Reports” w 1999 roku wiadomo, że tylko jedna trzecia Amerykanów zdaje sobie sprawę z tego, iż kupuje i spożywa żywność genetycznie mo­dyfikowaną. Agencja ds. Żywności i Leków nie wyma­ga, aby pokarmy te były oznaczone jako „genetycznie kodyfikowane”, a konsumenci nie wiedzą, co kupu­ją. Ludzie zaopatrują się w tak zwane „świeże” produk­ty, nieświadomi tego, że nie powstały one w naturalny sposób. Jak zwykle najlepiej kupować tylko świeżą ekologiczną żywność. Jeśli nie masz dostępu do eko­logicznych produktów, unikaj tych wytwarzanych na skalę przemysłową, szczególnie kukurydzy i soi (włącznie z tofu), które najprawdopodobniej były genetycz­nie modyfikowane. Nie spożywaj przetworzonych i go­towanych produktów, gdyż 70 procent z nich zawiera składniki transgeniczne, w tym często soję jako ukry­ty składnik.

Obecnie nie można nawet mieć pewności, że żyw­ność ekologiczna jest wolna od genetycznie modyfiko­wanych składników. Podczas zbiorów, przeładunku, transportu i przemiału nie można dokładnie oddzielić upraw ekologicznych od genetycznie modyfikowanych. Poza tym owady, ptaki i wiatr przenoszą nasiona i pyłek z roślin transgenicznych na uprawy ekologiczne i do­chodzi do zapylenia krzyżowego. Uprawy amerykań­skie są tak zanieczyszczone modyfikacją genetyczną, że Australijska Federacja Rolnictwa Ekologicznego ogłosi­ła w 2001 roku, że nie może dłużej weryfikować czysto­ści ekologicznych zbiorów importowanych z USA. Z ko­lei Farm Yerified Organie (amerykańska agencja, która przyznaje certyfikaty ekologicznego rolnictwa) wydała następujące oświadczenie: „Zanieczyszczenie GM [genetyczną modyfikacją] amerykańskich artykułów spo­żywczych jest tak powszechne, iż naszym zdaniem, rolnicy z Ameryki Północnej nie mają możliwości zaopatrywania się w nasiona niemodyfikowane”. Testy na obecność obcego materiału genetycznego w naszych, rzekomo nieskażonych, ekologicznych uprawach ku­kurydzy, soi i rzepaku mają wynik pozytywny.

Jak wiadomo, rolnictwo przemysłowe produkuje chore rośliny chore muszą być spryskiwane nawożąmi sztucznymi i pestycydami, gdyż inaczej nie przeżyją. Aby ograniczyć zużycie pestycydów, pewne genetycznie modyfikowane uprawy (na przykład kukurydzy i ziem-niaków) są tak opracowane, że samoistnie wytwarza­ją toksyczne pestycydy. Te rośliny stają się w zasadzie własnymi fabrykami pestycydów. Nie jest znane długo­terminowe oddziaływanie tych pestycydów na zdrowie. Uprawy te z pewnością stwarzają możliwość długofa­lowych niedoborów składników odżywczych, toksycz­ności, a nawet mutacji genetycznych u ludzi. W wyda­niu czasopisma „Naturę” z grudnia 1999 roku podano, że genetycznie modyfikowane uprawy przystosowane do produkcji własnych pestycydów w rzeczywistości zatruwają glebę. Pestycydy spływające po korzeniach rośliny zabijają pożyteczne bakterie obecne w glebie, zakłócając jej sieć pokarmową i zagrażając jej czysto­ści. Nie trzeba wyjaśniać powagi tego problemu. Jakość gleby ma ogromny wpływ na kondycję i zawartość od­żywczą upraw.
Organizmy transgeniczne budzą wątpliwości, ponie­waż niezwykle trudno je kontrolować. Geny nie istnie­ją oddzielnie, lecz są częścią wzajemnie oddziałujących na siebie sieci. Łączenie genów daje nie tylko cechy po­żądane, lecz niesie też inne, nieprzewidywalne skutki. Po co niepotrzebnie ryzykować, skoro gatunki stworzo­ne przez Matkę Naturę świetnie funkcjonują?

„Postęp”? Jakim kosztem?
Dostawcy genetycznie modyfikowanych nasion, na przykład firmy Archer Daniels Midland i Monsanto, uważają się za pionierów technologii, która może słu­żyć ludzkości i oferować jej niezliczone korzyści teraz i w przyszłości. Specjaliści w tej dziedzinie przekonują, że żywność genetycznie modyfikowana zwiększa plo­ny i jest konieczna, aby zapewnić pożywienie naszemu „głodującemu” światu. Ich zdaniem, można opracować uprawy, które ograniczą zanieczyszczenie środowiska pestycydami, gdyż rośliny same wewnętrznie wytwarza­ją pestycydy. Naukowcy twierdzą, że można tak zmody­fikować rośliny, aby były odporne na chemiczne środki chwastobójcze, co pozwoli rolnikom dowolnie używać tych środków. W przyszłości zostaną prawdopodobnie opracowane rośliny bardziej wytrzymałe na surowe wa­runki klimatyczne, co umożliwi uprawy w rejonach dzi­siaj do tego nieprzystosowanych. W perspektywie jest także inżynieria genetyczna roślin o zwiększonej war­tości odżywczej. Owszem, żywność transgeniczna może być niezwykle obiecująca, ale jak zawsze musimy brać pod uwagę pełny obraz sytuacji.
Żywność genetycznie modyfikowana niesie również olbrzymie ryzyko, ale motywacja finansowa do prowa­dzenia badań nad negatywnymi aspektami tej żywno­ści jest znikoma i wiele środowisk woli ignorować tę kwestię. Testy bezpieczeństwa dla nowo powstających gatunków powinny być co najmniej tak rygorystycz­ne jak te dla dodatków do żywności. Tymczasem żad-s, na z instytucji nadzorujących nie jest odpowiedzialna za żywność genetycznie modyfikowaną. Na przykład w USA osiem agencji rządowych działa na podstawie dwunastu różnych ustaw, lecz żadna z tych organiza­cji nie zajmuje się konkretnie żywnością genetycznie modyfikowaną. Firmy biotechnologiczne przeprowadzają własne badania i nie muszą informować Agen­cji ds. Żywności i Leków o potencjalnych problemach. Choć w przemysł ten zaangażowane są wielkie korpO’ racje i olbrzymie sumy pieniędzy, polegamy niejako na kodeksie honorowym. Ludzie mają przynajmniej prawo wiedzieć, co jedzą. Powinniśmy nalegać na to, aby żywność transgeniczna była opatrzona odpowiednimi etykietami. Zachęcam do aktywności obywatelskiej: skon­taktuj się z lokalnym samorządem, którego członków wybierałeś, i podziel się swoimi wątpliwościami co do żywności genetycznie modyfikowanej.

BŁĘDNE PRZEKONANIA NA TEMAT WAD WRODZONYCH
Wady genetyczne i wrodzone należą do głównych kwestii związanych z genetyką, wokół których istnie­ją liczne nieporozumienia. Większość osób zakłada, że stan organizmu w momencie narodzin jest określony genetycznie. To nieprawda. Na każdy etap rozwoju no­worodka wpływały warunki w łonie matki. Wady spo­wodowane przez niesprzyjające warunki w łonie należą do wrodzonyc a nie genetycznych.
Rozwój dziecka mocno obciąża organizm matki, któ­ry w związku z tym wymaga dużo większych niż nor­malnie dostaw składników odżywczych. Jeśli matka nie dostarcza organizmowi odpowiednich ilości substancji odżywczych, może to poważnie wpłynąć na rozwój pło­du. Wady wrodzone, czyli biochemiczne i fizyczne wady występujące przy narodzinach, nie są określo­ne genetycznie, lecz mają te same dwie przyczyny co każda choroba: niedobory i toksyczność.
Jeśli w komórkach matki nie ma niedoborów skład­ników odżywczych ani toksyn, szansę jej dziecka na zdrowe życie są dużo większe. Tkanki i komórki bardzo intensywnie rosną, w miarę jak płód przechodzi kolej­ne fazy rozwoju. Komórki, które szybko się dzielą, są narażone na większe ryzyko niedoborów odżywczych, nadmierne ilości niektórych hormonów lub obecność Pewnych toksyn. Takie warunki mogą zmienić proces kształtowania się tkanek u niemowlęcia, trwale wpływają na fizyczną i umysłową sprawność dziecka.
Niesprzyjające środowisko w łonie matki sprawi że rozwijający się płód musi w jakiś sposób równowa żyć niedobory i toksyczność. Działania te dużo kosztu ją młody organizm, a ich skutki często są niewidoczne i nie dają się przewidzieć. Może układ nerwowy okaże się uszkodzony i dziecko będzie miało niższy iloraz in­teligencji, niż mogłoby mieć w innych okolicznościach Może układ trawienny dziecka nie rozwinie się w pełni prowadząc do problemów z trawieniem, chorób i krót­szego życia. Może układ krążenia nie będzie całkowicie sprawny, uniemożliwiając docieranie do tkanek odpo-wiednich ilości składników odżywczych i tlenu, co z ko­lei spowoduje rozwój chorób i przedwczesne starzenie się. Może dziecko urodzi się z rozszczepem podniebie­nia, zdeformowaną stopą lub wadą serca.
Niektóre z tych problemów są widoczne przy narodzi­nach, lecz większość nie. Kiedy są zauważalne, kładzie­my je na karb genetyki, mimo że należą, do wad wrodzonych.
Aby ich uniknąć, rodzice (szczególnie przed ciążą i w jej trakcie) muszą trzymać się sześciu dróg. Dzię­ki temu usprawnią funkcje komórkowe swoich orga­nizmów i ograniczą prawdopodobieństwo wystąpienia wad wrodzonych u swoich dzieci.

WYBRAĆ PRZEZNACZENIE
Chociaż idealne odżywianie, idealne geny, czyste śro­dowisko i idealne zachowanie nie istnieją, właśnie te czynniki piszą historię twojego życia i decydują, ile bę­dzie miała rozdziałów.
Wzajemne oddziaływanie odziedziczonych genów, ilości dostarczanych składników odżywczych, śro­dowiska i naszych myśli oraz przekonań jest katalizatorem, który określa nasz obecny stan zdrowia lub choroby oraz długość życia.
Zmieniając warunki wewnątrz organizmu, możesz sygnalizować genom różne sposoby ekspresji. Nasze społeczeństwo skłania się ku poglądowi, że choroba jest efektem procesu starzenia się. Nieprawda. Plemię ^ Hunzów i inne znane zdrowe populacje dożywały bar­dzo późnego wieku bez chorób. Choroba jest skutkiem tempa, w jakim się starzejemy, a nie liczby lat spędzonych na Ziemi. Wpływ na to tempo mają “geny starzenia się”, które możemy dezaktywować – wybór należy do nas.
Możesz stworzyć młodszą i zdrowszą wersję siebie, zgodnie z sugestią lekarza medycyny Arthura Yandera, autora książki Nutńtion, Stress & Toxic Chemicals: Ań Approach to Environ.men.tal Health Controversies (1981). Doktor Yander twierdzi, że „poprzez zmianę ekspresji genów różne rodzaje środowiska mogą stwo­rzyć (…) niezliczone rodzaje «ciebie»”.
Przyjmując, iż odziedziczone geny wywołują choro­bę, zakładamy, że choroba pojawia się bez względu na czynniki związane z żywieniem i stylem życia – inny­mi słowy, bez względu na środowisko. Nie jest to prawda i dlatego mamy tak przemożny wpływ na równowa­gę między zdrowiem a chorobą. Geny są istotne, lecz stanowią jedynie mały element dużo większej układan­ki. Zasadniczo istnieje tylko jedna choroba (niewydol­ność komórek), która ma tylko dwie przyczyny (niedo­bory i toksyczność).
Niezależnie od przepisu, o wartości dania decydu­ją jego składniki. To samo dotyczy komórki. Gdy ko­mórka otrzymuje odpowiednie składniki odżywcze, jest wolna od toksyn i znajduje się w sprzyjającym środo­wisku, wówczas aktywują się geny, które podtrzymują zdrowie, a geny odpowiedzialne za starzenie się i cho­roby pozostają uśpione. Krótko mówiąc, twoje komór­ki są zdrowe i ty cieszysz się zdrowiem. Stwórz sprzy­jające środowisko dla swoich genów i chroń je przed uszkodzeniami, żebyś mógł podążać „drogą genetyki” w stronę zdrowia.

Kilka fragmentów z książki:

 

DROŻDŻE
Odkładanie się nadmiaru kwasu może skutkować niszczeniem mnóstwa drobnoustrojów żyjących w twoim ciele, począwszy od candida. Tym łacińskim słowem określa się powszechnie znane drożdżaki występujące w organizmie ludzkim, lecz w rzeczywistości jest to rodzaj grzyba.
Drożdże i grzyby (oraz blisko z nimi związane pleśnie) to jednokomórkowe formy roślinne żyjące na lądzie, w powietrzu i wodzie. Znajdują się absolutnie wszędzie. Na przykład candida zwykle występują w naszym układzie trawiennym. Bez nich byśmy umarli. Jednak łatwo może dojść do ich drastycznego rozros­tu, co powoduje szereg objawów, od dokuczliwych do przewlekłych i fatalnych w skutkach. Jest to przekleństwo znane aż nazbyt wielu kobietom jako „drożdżyca”, a rodzice mogli się z tym zetknąć, gdy ich niemowlę miało kiedyś
pleśniawki (skutek nadmiernego rozwoju candida w gardle).

Chociaż w medycynie candida są znane, a drożdże i grzyby stanowią przyczynę mnóstwa różnych problemów zdrowotnych, prawda jest taka, że ludzie odżywiający się w typowo zachodni sposób dopuszczają do niekontrolowanego wzrostu candida w swym ciele skutki zaś są katastrofalne. Ale nadmiar drożdżaków to tylko jeden z winowajców. Żyjemy wśród całej plagi drobnoustrojów, takich jak drożdże, grzyby,
pleśnie oraz bakterie i wirusy. Co gorsza, jesteśmy ofiarami nie tylko samych drobnoustrojów, ale również ich trujących odchodów, czyli mykotoksyn i egzotoksyn (myko oznacza „grzyb”, egzo „bakteryjny”, a toksyna „trucizna”). Drobnoustroje wytwarzają niepotrzebny kwas, kiedy trawią (właściwie: powodują fermentację) glukozę, białka oraz tłuszcze składniki, których nasze ciało potrzebuje do wytwarzania energii.

Candida i inne drobnoustroje wykorzystują słabsze okolice ciała, zatruwając je i przeciążając pracą. W środowisku kwaśnym mają świetne warunki, aby zakłócać funkcjonowanie tkanek i procesy organizmu. Odżywiają się naszą glukozą, dzięki której nabierają energii, i korzystają z naszych tłuszczów i białek (nawet z naszej materii genetycznej: kwasów nukleinowych!), aby rozwijać się i mnożyć. Organizmy te dosłownie zjadają nas żywcem! Następnie odprowadzają swoje zbędne produkty (kwasy) do krwi, jak również do komórek, jeszcze bardziej
zatruwając cały organizm.

Żeby przybliżyć sobie nieco obraz tych ogromnych potencjalnych zniszczeń, zważ, co następuje. Przez setki milionów lat istnienia na Ziemi drożdże, grzyby i pleśnie rozwinęły się w ponad pięćset tysięcy różnych form. I przeszły tylko niewielką przemianę genetyczną. Najwyraźniej nie było im to potrzebne, gdyż są wielkimi oportunistami i bytami nastawionymi głównie na przetrwanie, idealnie przystosowanymi do tego, co robią. Mogą przejść z okresu burzliwego rozwoju do trwającego tysiące lat stanu uśpienia. (W niedawno odkopanych grobowcach ze starożytnego Egiptu odkryto żywe zarodniki). Poza tym drożdże, grzyby i pleśnie wytwarzają ponad tysiąc
rodzajów toksyn.

Bakterie, drożdże, grzyby i pleśnie same nie powodują objawów w ciele robią to ich toksyczne odchody. Nie wywołują one też choroby. Powstają, gdy zaistnieje sprzyjające środowisko. Rudolf Yirchow napisał: „Komary szukają stojących zbiorników wodnych, a nie powodują, że staw staje się nieruchomy”.

Organizmy te oraz ich wydzieliny przyczyniają się pośrednio lub bezpośrednio do występowania mnóstwa objawów chorobowych. Większość chorób, zwłaszcza tych przewlekłych i zwyrodnieniowych, wynika z nadmiernego rozwoju drobnoustrojów. Między dwiema skrajno­ściami, jakimi są grzybica międzypalcowa i AIDS, znajdują się dolegliwości, których podłożem jest rozrost drożdży i grzybów, a więc cukrzyca, rak, miażdżyca tętnic, osteoporoza, chroniczne zmęczenie i tak dalej w tym infekcje zakaźne. Ogólne oznaki tego namnożenia się mikroorganizmów to ból, zapalenie, znużenie oraz takie zaburzenia funkcji jak niewydolność nadnerczy lub tarczycy, niestrawność,
biegunka, wzmożone łaknienie, ból jelit, depresja, nadpobudliwość, zachowania antyspołeczne, astma, hemoroidy, przeziębienia i gry­py, kłopoty z oddychaniem, gruczolistość, suchość skóry i swędzenie, pleśniawki, paradontoza, grzybica paznokci, zawroty głowy, bóle stawów, nieświeży oddech, wrzody, zapalenie okrężnicy, zgaga, suchość w ustach, zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS) i problemy z miesiączkowaniem, nerwowość, podpuchnięte oczy, oziębłość płciowa, wysypka skórna i pokrzywka, toczeń, huśtawka nastrojów, zaburzenie
równowagi hormonalnej, grzybicze zapalenia pochwy, cysty czy guzy, reumatoidalne zapalenie stawów, drętwienie, katar sienny, trądzik, wzdęcia, zaparcia, niski poziom cukru, przepuklina przełykowa, migreny, apatia, bierność, bezsenność, skłonności samobójcze, marznięcie, dreszcze, infekcje, nadwaga lub niedowaga, uczulenia na środki chemiczne, kłopoty z pamięcią, bóle mięśniowe, alergie pyłkowe lub pokarmowe, pieczenie oczu, stwardnienie rozsiane, złe wchłanianie pokarmu, zapalenie pęcherza (uffl). A nie wymieniliśmy jeszcze tego
ogólnego złego samopoczucia, tak powszechnego w dzisiejszych czasach.
O to wszystko można winić właśnie drobnoustroje, które wyrwały się spod kontroli, oraz ich toksyczne kwa­sowe produkty.

TO WSZYSTKO ZAPROWADZI NAS ZNÓW DO… KWASU

Drobnoustroje rozkwitają na… kwasocie! Uwielbiają pływać we własnych produktach. Lubią też niski poziom tlenu, który występuje wraz z kwasotą. Co najistotniejsze, same ich wydzieliny to silne kwasy. Jeśli więc potrzebujesz jeszcze dalszych argumentów przemawiających za koniecznością przywrócenia twemu organizmowi odczynu zasadowego, wyobraź sobie, jak w twoim ciele roi się grzyb i pleśń.

Jednak pocieszające jest to, że wystarczy prawidłowe odżywianie się i rozsądne przyjmowanie suplementów, aby twoje ciało mogło wykorzystywać i kontrolować, drobnoustroje, bez ryzyka nadmiernego rozrostu ich samych oraz ich groźnych postaci. Zachowywanie równowagi kwasowo-zasadowej dzięki odpowiedniej diecie stwarza optymalne środowisko, w którym drobnoustroje będą się rozwijać tylko do określonego
zdrowego poziomu

Każdy człowiek musi interesować się drobnoustrojami, jeśli nawet nie doświadczył (jeszcze) zewnętrznych objawów ich nadmiernego rozwoju. Rozwój ten przebiega w dwóch etapach. W pierwszej, początkowej fazie drobnoustroje mnożą się w niewielkich koloniach i mimo że są już prawdopodobnie dostrzegalne we krwi, nie odczuwa się z ich powodu żadnych objawów fizycznych. W drugiej, ostrej i przewlekłej fazie komplikacje i dolegliwości stają się oczywiste. Jest już naprawdę źle, gdy ciało się skarży, wysyłając znaki ostrzegawcze i prośby o
pomoc. Rozwój drobnoustrojów w drugim stadium może nastę­pować stosunkowo szybko albo trwać latami.

Nawet w tym drugim, poważniejszym stadium, możesz odwrócić ten proces, jeśli tylko wytworzysz w swoim ciele środowisko, które nie będzie sprzyjać drobnoustrojom. Wystarczy zrównoważyć pH krwi i tkanek, przyjmując suplementy odżywcze i stosując dietę zasadową w rodzaju tej opisanej w dalszych rozdziałach. Oczywiście lepiej byłoby powstrzymać ich rozwój, zanim zdążą wyrządzić szkody, i dlatego każdy powinien skorzystać z przedstawionego tu programu.Kiedy twój organizm odwróci się od kwasów i znów zbliży do zasad, wówczas drożdże, grzyby i pleśnie nie będą się już rozwijać i stracą swoją niszczącą moc. Resztki toksyn zostaną związane przez określone tłuszcze i minerały, po czym wyeliminowane z organizmu.

KIEDY RYBY SĄ CHORE, ZMIEŃ WODĘ

Pomyśl o swoim ciele jak o zbiorniku do przewożenia ryb. Wyobraź sobie, że twoje komórki i narządy to ryby zanurzone w płynach (także we krwi) transportujących pokarm i odprowadzających odpadki. Przypuśćmy teraz, że cofam samochód i rura wydechowa zatyka filtr poboru powietrza, który dostarcza tlen do zbiornika. Woda napełnia się tlenkiem węgla i staje się kwaśna. Po pewnym czasie wrzucam tam zbyt dużo pokarmu albo nieodpowiednie pożywienie i ryby nie mogą go w całości spożyć lub przetrawić; pokarm zaczyna się więc rozkładać. W rezultacie gromadzą się toksyny, produkty wydalania i substancje chemiczne, woda staje się coraz kwaśniejsza.
Ile minie czasu, zanim ryby zakończą życie? Nigdy byś tak nie postąpił nawet w stosunku do naj­zwyklejszej złotej rybki, lecz my, ludzie, na co dzień robimy ze swoim ciałem, z krwią, coś bardzo podobnego, zanieczyszczając je truciznami, nadmierną ilością pożywienia, produktami kwasowymi i tak dalej. Ryba pływa do góry brzuchem, ale my albo w ogóle tego nie dostrzegamy, albo nie wiemy, co to oznacza. Wróćmy do naszego zanieczyszczonego zbiornika. Gdybyś zobaczył, jak zła jest sytuacja, co byś zrobił? Czy leczyłbyś ryby z choroby, na którą niewątpliwie zapadną? Nie. Zmieniłbyś wodę

Wyświadcz swemu ciału taką samą przysługę. Zmień wodę. Oczyść środowisko. A potem utrzymuj je w czystości.


 

HISTORIA, ZAPOZNANA I ODNALEZIONA

Tradycyjna biologia, oparta na odkryciach Ludwika Pasteura z dziewiętnastego wieku, wyznaje tezę, że źródłem chorób są zarazki, które przedostają się do organizmu z zewnątrz. Jednakże studiując wspaniałą, lecz haniebnie niedocenioną pracę współczesnego Pasteurowi uczonego Antoine’a Bechampa i jego zwolenników, w tym Gunthera Enderleina, Claude’a Bernarda, Wirginii LMngston-Wheeler i Gastona Naessensa, dowiedziałem się, że w środowisku kwaśnym bakterie i inne drobnoustroje mogą pochodzić z naszych własnych komórek.
Omawiane przez Pasteura „zarazki z powietrza” mogą przyczyniać się do chorób, ale w przeciwieństwie do powszechnego przekonania ich obecność nie jest konieczna, aby choroba się rozwinęła. Ich szkodliwy wpływ tylko pogarsza stan zaburzonego środowiska, jakie istnieje już w organizmie.
Oprócz tego, że dopuszczamy do powstawania w ciele różnego rodzaju drobnoustrojów, to jeszcze pozwalamy im przedostać się do układu oddechowego i trawiennego (często za pośrednictwem pokarmu ale o tym później). Atakujące bakterie wydają się mnożyć w ciele, siejąc spustoszenie. W rzeczywistości jednak ich obecność inicjuje podobny rozwój bakterii istniejących już w żywicielu znów, w zależności od środowiska.
Środowisko kwaśne daje temu procesowi zielone światło. Aby zapaść na jakąś infekcję, musisz być do tego predysponowany wewnętrznie. Musisz mieć już w organizmie pewne zarazki oraz kwaśny odczyn sprzyjający ich rozwojowi. Dlatego niektórzy ludzie narażeni są na przeziębienia i inne wirusy, a inni nie. Weźmy na przykład epidemię grypy z 1918 roku. Spustoszyła naszą planetę, uśmiercając około trzydziestu milionów osób na całym świecie. Ale pojawiała się w jednym domu, a w sąsiednim nie u jednego członka rodziny, a u drugiego nie. Dlaczego? Gdy rzucisz ziarna na beton, nie wzejdą. Muszą paść na żyzną glebę. Podobnie z zarazkami. Nawet jeśli dostaną się do twojego ciała, to kiedy będzie ono czyste i niezbyt kwaśne, nie będą mogły się rozwijać, mnożyć, sprowadzać na ciebie choroby ani cię zabić.

WIELE FORM

A oto inny ważny fakt dotyczący drobnoustrojów: mogą one szybko zmienić swoją formę lub funkcję. Bakterie mogą zmienić się w drożdże, drożdże w grzyby, a grzyby w pleśń. Jeśli chodzi o tę naukę usuniętą w cień przez teorie Pasteura, to ponad sto lat pozbawieni byliśmy owej tak istotnej wiedzy, iż choroba jest stanem wywodzącym się z naszego własnego środowiska wewnętrznego, a nie spowodowanym atakiem ciał obcych.
Ten zagubiony rozdział historii mówi, że istnieje coś, co żyje niezależnie w komórkach i płynach ustrojowych i co ma zdolność rozwijania się w bardziej złożone for­my. Elementy te noszą nazwę mikrozymów (mikro oznacza „mały”, zyma to „byt”) i występują we wszystkich istotach żywych. Stanowią podłoże zarówno degeneracji, jak i regeneracji. Przede wszystkim z nich rozwijają się wszystkie komórki. W odpowiednich warunkach i środowisku mikrozymy ewoluują w bardziej złożone formy żywe, w tym bakterie i grzyby. Jest to proces dwukierunkowy, bakterie bowiem mogą znów stać się mikrozymami. Od mikrozymów wszystko się zaczyna i na nich się kończy. To, co dzieje się w trakcie, zależy od środowiska.

Zdolność drobnoustrojów do ewolucji, do zmiany formy i funkcji, zależnie od środowiska, znana jest jako pleomorfizm (pleo „wiele”, a morphe – „forma”). Według mojej teorii czerwone komórki krwi też mają taką zdolność: mogą cofać się w procesie ewolucji i znowu rozwijać w dowolny rodzaj komórek potrzebnych organi­zmowi w komórki kostne, mięśniowe, skórne, mózgowe, wątrobowe, sercowe itd. W podobnym procesie bakterie, drożdże, grzyby i pleśnie stają się wytworami zaburzonej ewolucji komórek zdrowych (w tym krwinek czerwonych, komórek mózgu i wątroby).

Znany jest ci chemiczny przykład pleomorfizmu: przemiana wody w parę lub w płatki śniegu. Struktury chemiczne nie zmieniają się nadal jest to H2O – lecz zmienia się forma, zależnie od środowiska.
Zapewne wiesz już, jakiego rodzaju środowisko sprzyja chorobotwórczym zmianom drobnoustrojów obecnych w ludzkim ciele. Tak, kwasowość. Mikrozymy nie zawsze stają się bakteriami, bakterie nie zawsze rozwijają się w grzyby, a grzyby w pleśń warunkiem jest środowisko kwaśne. Szkodliwe organizmy pleomorficzne nie mogą się rozwijać w zdrowym środowisku zasadowym.

Korzystając z silnie powiększającego mikroskopu, magnetowidu i drukarki, mogłem śledzić przemianę organizmów pleomorficznych z bakterii pałeczkowych (bacilty w kuliste (cocci) i na końcu w drożdże, grzyby i pleśnie a następnie z powrotem. Ostatnio pleomorfizm zauważono także na obrazach tkanki zwierzęcej, którą badano pod mikroskopem elektronowym.
Przełomowe eksperymenty pokazały, jak duży bywa zasięg tych przemian. Na przykład pewien rodzaj ameby (organizmu jednokomórkowego) żywi się bakteriami, a inny (ameba czerwonki) ryżem. Oba rodzaje mają wyjątkowe, właściwe sobie DNA. Dzieje się jednak coś zdumiewającego, gdy zamieni się ich dietę, stopniowo przestawiając pierwszy rodzaj ameby na spożywanie ryżu, a amebę czerwonki na żywienie się bakteriami: wówczas zmianie ulega ich materiał genetyczny! Dosłownie następuje odwrócenie. W rezultacie pleomorfizm drobnoustrojowy staje się zjawiskiem jeszcze bardziej istotnym niż przemiana gąsienicy w motyla i jeszcze bardziej fantastycznym, ponieważ może nastąpić niezwykle szybko, czasem w ciągu kilku sekund.

Przyjaciele Pasteura sprawujący wysokie stanowiska, jego umiejętność przyciągania uwagi otoczenia, zdolność sprzedawania siebie i swojej pracy wszystko to sprawiło, że od kilkudziesięciu lat podtrzymywana jest „teoria zarazków” i do dzisiejszego dnia na niej opiera się medycyna tradycyjna. Tradycja ta jest tak silna, a rozwiązania alternatywne są tak rewolucyjne, że nawet to, co wyraźnie widać gołym okiem, pozostaje niezauważone. Mam gorącą nadzieję, że wszystko to, chociaż zbyt wolno, zaczyna, się zmieniać.

Istnieje jeszcze jeden powód, że ów zagubiony rozdział historii jest tak powoli znów odkrywany. Drobnoustroje, tak jak mogą się rozwijać,
mogą też cofać się do swego stanu pierwotnego. Na przykład w piwie, po fermentacjizboża, pozostaje tylko śladowa ilość drożdży dodanych na początku do płynu i są one niedostrzegalne gołym okiem. Wyparowuje jedynie alkohol mykotoksyna. Gdzie się one podziały? Oczywiście nie zniknęły, tylko powróciły do postaci mikrozymów. Podobnie, każdy nowotwór otoczony jest kwasem mlekowym inna mykotoksyna ale drobnoustroje mogą w nim być lub nie. Tak więc nawet ci, którzy chcą patrzeć, nie zawsze zobaczą.

Ci, którzy zechcą spojrzeć jeszcze raz, jasnym wzrokiem, zostaną nagrodzeni poznaniem sekretów trwałe­go zdrowia. Sami możemy siebie uzdrowić, zmieniając środowisko wewnątrz naszego organizmu. Potencjalnie szkodliwe, atakujące zarazki nie będą się miały gdzie rozwijać i staną się niegroźne.

NIERÓWNOWAGA KWASOWA JEST CAŁKIEM NATURALNA… GDY JESTEŚMY MARTWI!

Chaos spowodowany brakiem równowagi kwasowej i nadmiernym rozwojem drobnoustrojów jest procesem całkowicie naturalnym i właściwym, kiedy życie dobiega końca. Po śmierci organizm automatycznie przybiera odczyn kwaśny. Gdy ciało przestaje oddychać, spada oczywiście poziom tlenu i tworzy się środowisko beztlenowe, w którym drobnoustroje wręcz rozkwitają (a poza tym jest kwas, który tak lubią). Wówczas te małe bakcyle biorą się do pracy. Ich jedyna praca i jedyny po­wód, dla którego są częścią ludzkiego ciała polega na tym, że gdy umieramy, stają się one głównymi „podwykonawcami”. Zadaniem tych mykotosyn jest rozkładanie naszego martwego ciała. Drobnoustroje i ich toksyny mają nas zredukować do najprostszych tworzących nas komponentów znowu do mikrozymów. Biolodzy nazywają ten proces cyklem węglowym. Jest to dosłowne znaczenie słów „z prochu w proch, z pyłu w pył”. Mówiąc językiem mniej technicznym lub mniej poetyckim: one to sprawiają, że nasze ciało gnije.

Wskutek nadmiernego wzrostu drobnoustrojów w zbyt kwaśnych organizmach żywych proces ten rozpoczyna się przedwcześnie. Drożdże i grzyby zaczynają zagarniać nasze ciało, gdy jeszcze żyjemy. Po prostu gnijemy
w środku. Fermentujemy. Pleśniejemy. Wybieraj!
Pamiętaj jednak, że w samych drobnoustrojach nie ma nic złego. W rzeczywistości są dobre. Komórki w całym ciele muszą nieustannie obumierać i znów się odradzać, aby mogły być zdrowe i żywotne, Drobnoustroje zajmują się recyklingiem, dzięki czemu odpadki się nie gromadzą.

ZARAZEK – OBJAWY CZY CHOROBA?

Niestety, Pasteur mylił chorobę z jej objawami i ten zasadniczy błąd przechodził z pokolenia na pokolenie jako prawo naukowe. W rzeczywistości stanem ogólnym, zasadniczym jest choroba, a nie diagnozowane przez nas objawy. Jeśli stwierdza się obecność zarazków, one same są tylko symptomem owego podstawowego stanu. Pamiętajmy, że zarazki pochodzą z wnętrza naszych komórek i że te atakujące z zewnątrz mogą jedynie przyczyniać się do zachwiania równowagi w ciele i wywoływać kolejne objawy. To, co większość osób nazywa chorobą, jest w istocie zbiorem owych drugorzędnych objawów, Zarazki są w gruncie rzeczy odzwierciedleniem podstawowego stanu wywołującego chorobę (nadkwasowość i przerost drobnoustrojów).

W ciągu ostatniego stulecia tradycyjna myśl naukowa ustaliła konkretne przyczyny pewnych „chorób”. Jednak wiele spośród poważnych dolegliwości nadal wydaje się stanowić zagadkę… chyba że zrozumiemy, iż niezależnie od rodzaju niepokojących nas objawów, bezpośrednie przyczyny zawsze są jednakowe: kwasowość i nadmierny rozwój drobnoustrojów.

POWSZECHNE PROBLEMY Z NADKWASOWOŚCIĄ

Twoje ciało spotyka się z wszelkiego rodzaju niedomaganiami, jeśli pozwoli mu się pobierać zbyt dużo kwasu, każe usilnie i zbyt długo walczyć o utrzymanie odczynu zasadowego lub jeśli rozwija się w nim za dużo szkodliwych drobnoustrojów. Jak wspomniałem wcześniej (i na pewno jeszcze przypomnę), jeżeli zastanowimy się nad tym wystarczająco głęboko, dojdziemy do, wniosku, że oba te problemy stanowią podłoże prawie wszystkich naszych dolegliwości. Przyjrzymy się teraz najczęściej występującym objawom.

Waga

Możesz podziękować swemu zbyt zakwaszonemu środowisku wewnętrznemu za wszystkie dodatkowe kilogramy, które dźwigasz. W celu obrony ciało wytwarza komórki tłuszczowe, by zabrać kwasy z najważniejszych narządów i by próbować je chronić. W tym sensie twój tłuszcz ratuje ci życie! Dlatego twój organizm nie chce się go pozbyć. Gdy jesz, aby zapewnić ciału odczyn bar­dziej zasadowy, nie będzie ono już potrzebowało zatrzymywać tłuszczu.
Do problemów z wagą mogą się również przyczyniać drożdże i grzyby zakłócające proces trawienia. Powstałe niedobory składników odżywczych mogą zmusić organizm do tego, aby zgromadził kilka dodatkowych kilogramów, i częściowo dlatego stale odczuwasz głód. Zjawisko bardziej powszechne polega na tym, że krew zatruta mykotoksynami płynie do wątroby w celu detoksykacji i ten dodatkowy stres nie pozwala wątrobie skutecznie metabolizować tłuszczu i cukru.

Chaos w tak pozbawionym równowagi organizmie wyczerpie nadnercza i sprawi, że poziom energii będzie zbyt niski, aby ciało mogło pozbyć się nadwagi. Inną prawdopodobną przyczyną jest zmęczenie tarczycy która kontroluje tempo metabolizmu. Sięganie po słodycze, za duży apetyt i niski poziom cukru we krwi to skutki nadmiernego rozwoju w organizmie szkodliwych drożdży, grzybów i pleśni.
Wszystkie te sprawy powodują, że łatwiej jest gromadzić tłuszcz niż sie go pozbyć. A jeszcze do tego może dojść lub pogłębić się złe trawienie i depresja.