Posts Tagged ‘Zdrowie’

[Obrazek: 2d2e0w.gif]
Kokos to owoc palmy kokosowej, drzewa z rodziny palm, rzedu arekowatych. Palmy kokosowe rosna w krajach tropikalnych i osiagaja do 30 m. wysokosci. Oryginalnie pochodza prawdopodobnie z Filipin, skad tez importuje sie ich na caly swiat najwieksze ilosci.

W sanskrycie palma kokosowa znana jest pod nazwa `kalpa vriksha`, co znaczy `drzewo dostarczajace wszystkiego, co potrzebne do zycia`; w jezyku malajskim znana jest jako `pokok seribu guna`, co oznacza `drzewo tysiaca zastosowan`; na Filipinach nazywa sie ja `drzewem zycia`; zas mieszkancy wysp Pacyfiku o owocu palmy kokosowej mowia `lekarstwo na wszelkie choroby`.

W XVI wieku hiszpańscy odkrywcy podczas swoich wypraw natrafili na niezwykłe drzewo. Wysmukłe, z długimi pierzastymi liśćmi, rodziło owoce w kształcie wielkich kul pokrytych twardą skorupą. Brązowa, szorstka włóknina i trzy otwory na czubku skojarzyły im się z głową małpy i tak też je nazwali – coco. W ten sposób Europa poznała orzechy kokosowe, które od wielu setek lat karmiły ludność południowych rejonów świata. Wpisane są one w tradycję kulinarną i leczniczą Ameryki Południowej i Środkowej, Afryki, Indii, Mikronezji, Melanezji i Polinezji a także większości Azji. Z kokosem – czy to drogą ekonomii, czy kuchni – związana jest jedna trzecia mieszkańców Ziemi. Palma kokosowa to drzewo – karmiciel: z jej owoców można uzyskać miąższ, sok, mleko i olej. Szczególnie wartościowy jest olej kokosowy: substancja tłuszczowa wyciskana z białego miąższu kokosa. Dla ludności niektórych części świata (na przykład wysp południowego Pacyfiku) jest to główne i często jedyne źródło tłuszczu. Lecz w krajach, które znają ją od setek lat jest ona także źródłem uzdrawiających leków. Dobroczynne działanie kokosów było opisywane już w Ajurwedzie 1500 lat p.n.e. Mieszkańcy wysp Pacyfiku nazywają je „lekarstwem na wszelkie choroby” a palmę kokosową – „drzewem życia”. W tradycyjnej medycynie kokosy i olej z nich pozyskiwany używany jest do leczenia wrzodów, astmy, łysienia, siniaków, kaszlu, oparzeń, przeziębień, obstrukcji, gorączki, kamieni nerkowych, bolesnych i nieregularnych miesiączek, zapaleń i owrzodzeń skóry, syfilisu, bólu zębów i wielu innych chorób.

Orzech kokosowy to jeden z najcenniejszych darow natury. Im mlodszy owoc, tym silniejsze jego wlasciwosci. Z owocu kososa uzyskujemy miazsz (zwany tez `bielmem`), sok (zwany inaczej `woda kokosowa` lub `mlekiem kokosowym`) oraz olej kokosowy.

Przy zakupie kokosa, należy nim wstrząsnąć, by przekonać się czy w jego wnętrzu jest jeszcze mleczko kokosowe, bowiem wyschnięte jądro kokosa jest niejadalne. Sam kokos może być przechowywany tak długo, jak długo skorupa nie jest uszkodzona a w jego wnętrzu jest jeszcze mleczko. Należy jednak pamiętać o tym, że zanim orzech trafi do naszego domu, przebywa on długą podróż i nie należy się zbyt ociągać z jego spożyciem. Po rozłupaniu można go przetwarzać, suszyć lub zamrażać.

By spożyć orzech kokosowy, należy najpierw go rozłupać. W tym celu trzeba najpierw wywiercić w nim dziurę, przelać mleczko kokosowe do jakiegoś naczynia, następnie owinąć owoc jakimś ręczniczkiem kuchennym lub innym materiałem, położyć na podłodze i celnie uderzyć młotkiem. Najlepiej schrupać go na surowo. Obecnie istnieje możliwość zakupienia wiórków kokosowych, które można dowolnie przetwarzać. Smaczne są też płatki kokosowe jedzone z mlekiem lub jogurtem. Z kolei sok z kokosa jest dobrym dodatkiem do alkoholi. Schłodzone mleko kokosa jest bardzo orzeźwiające, z wysuszonego jądra kokosa można wyrabiać śmietankę kokosową lub olej.

Tajemnice kwasów tłuszczowych, czyli co niezwykłego w oleju kokosowym

Liczba wolnych wiązań, która pozwala zaklasyfikować kwas tłuszczowy do grupy nasyconych lub nienasyconych to nie jedyna cecha według której można podzielić te związki. Decydujące znaczenie ma wielkość cząsteczki, bo to właśnie ona decyduje o stopniu przyswajalności kwasu. Związki te można podzielić na kwasy o krótkich łańcuchach (liczba atomów węgla od 4 do 8), średnich łańcuchach (8 – 12) lub długich (większych od 24). Kwas tłuszczowy nasycony o łańcuchu krótszej długości różni się zasadniczo właściwościami od tego o dłuższym łańcuchu. 98% kwasów tłuszczowych, jakie przyjmujemy w pożywieniu, ma długie łańcuchy. Natomiast w oleju kokosowym, jako jednym z nielicznych, dominują średnie. To właśnie cecha, która decyduje o jego niezwykłych zaletach. Krótszy łańcuch atomów węgla jest równocześnie bardziej przyswajalny przez organizm. Długie łańcuchy kwasów tłuszczowych, aby były możliwe do przyswojenia, muszą zostać rozbite na mniejsze cząsteczki. Są one transportowane z krwią do komórek, odkładając się w tkankach i tym samym powodując wzrost poziomu cholesterolu i otyłość. Natomiast łańcuchy kwasów tłuszczowych o średniej długości mogą wniknąć do mitochondriów komórkowych, gdzie zostaną zamienione bezpośrednio w energię. Dzięki temu spożycie produktów zawierających średniej długości łańcuchy kwasów tłuszczowych nie tylko nie przyczynia się do chorób serca i otyłości, lecz znacząco poprawia stan zdrowia. Żywym dowodem na to, że dietetycy byli w błędzie, łącząc spożywanie oleju kokosowego z większą zachorowalnością na choroby serca, są mieszkańcy wysp położonych na Pacyfiku niedaleko Nowej Zelandii: Tokelau i Pukapuka. W latach 60., zanim na wyspy dotarł zachodni model życia i wzorzec dietetyczny, prowadzono badania nad pożywieniem i stanem zdrowia tubylców. W skład ich jadłospisu wchodziły ogromne, w porównaniu do naszej diety, ilości tłuszczów: dostarczały one ok. 50 – 60% kalorii (podczas gdy zachodni dietetycy zalecają 30%). Ku zdziwieniu badaczy, pozornie niezdrowy sposób odżywianie nie powodował epidemii chorób serca i otyłości: mieszkańcy cieszyli się świetną kondycją i smukłymi sylwetkami, nie mieli też żadnych problemów z układem trawiennym, chorobami serca czy nowotworami jelita. Powód był prosty: całość tłuszczu obecnego w ich pożywieniu pochodziła z kokosów. Podobnych dowodów dostarcza także analiza diety mieszkańców Sri Lanki. Orzechy kokosowe stanowią bardzo ważny składnik diety tamtejszej ludności: jeden Lankijczyk spożywa rocznie 120 kokosów. Statystyki zgonów na Sri Lance znacznie się różnią od zachodnich: w krajach rozwiniętych główną przyczyną zgonów są choroby serca (średnio u 1 osoby na 2). Na Sri Lance zaś z tego powodu umiera tylko jedna osoba na 100 tysięcy. Oprócz innej budowy łańcuchów kwasów tłuszczowych olej kokosowy charakteryzuje się również innymi niezwykłymi właściwościami. Ostatnie badania wykazały, że kwas laurynowy zawarty w oleju kokosowym ma silne właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne a także buduje odporność organizmu. Ten związek chemiczny znajduje się także w mleku matki, gdyż jego funkcją jest wzmocnienie układu immunologicznego niemowlęcia.

Tym, co wyróżnia olej kokosowy spośród innych olejów na sklepowej półce są nie tylko niezwykłe właściwości, ale też trwałość: jest odporny na wysoką temperaturę, dzięki czemu może być przechowywany nawet bez lodówki. Oprócz dobroczynnego wpływu na zdrowie olej kokosowy znajduje także wiele zastosowań w kosmetyce. Zajmuje także centralne miejsce w kuchni – da się nim zastąpić wiele używanych dotychczas tłuszczów. Miłośnicy zwierząt mogą dodawać odrobinę tego oleju do karmy swoich pupili, co przyczynia się do ich lepszej kondycji, zrzucenia nadwagi i sprawia, że ich futerka stają się lśniące i nabierają połysku. Olej kokosowy nie zawiera szkodliwych tłuszczów trans, utlenionego cholesterolu, który przyczynia się do insulinoodporności, cukrzycy, raka, i chorób autoimmunologicznych. Kokos jest bardzo smaczny i do tego wartościowy – zawiera witaminy B2, B6, C i E oraz kwas foliowy, potas, wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód i cynk. Wartość energetyczna wynosi ok. 620 kcal.

Miąższ kokosowy jest bialy i miesisty. Po jego wysuszeniu otrzymuje sie tzw. `kopre`, ktora sklada sie w okolo 70% z tluszczu, 14% z cukru i 7% z bialka. Miazsz sklada sie glownie z nasyconych kwasow tluszczowych. Nie sa to jednak takie tluszcze jak te zawarte np. w miesie czy nabiale, a tluszcze o sredniej dlugosci lancuchach atomow wegla (8-12 atomow), co sprawia, ze sa o wiele latwiej trawione i przyswajane.

Sok znajduje sie we wnetrzu owocu. Woda, zanim dotrze do srodka takiego orzecha i stanie sie sokiem kokosowym, przemierza dluga droge z gleby, poprzez caly pien, az do owocu. podczas tej wedrowki jest ona wielokrotnie filtrowana, dlatego nie zawiera zadnych zanieczyszczen i sprawia, ze woda kokosowa jest plynem sterylnym, az do momentu otwarcia orzecha. Sok z wnetrza mlodego kokosa ma niemal identyczny sklad jak osocze ludzkiej krwi. Podczas drugiej wojny swiatowej stosowany byl on jako plyn do transfuzji, stosowany gdy zabraklo krwi naturalnej. Orzech kokosowy jest wiec naturalnym `dawca krwi`. Do dzis stosuje sie te metode w krajach slabo rozwinietych. Woda kokosowa latwo miesza sie z krwia i jest szybko przyswajana przez organizm czlowieka. Stosuje sie ja dozylnie w postaci kroplowek, jako zastepczy plyn fizjologiczny nawadniajacy organizm i uzupelniajacy niedobory elektrolitow. Musi jednak byc przetaczny wprost z owoca, gdyz tylko wtedy zachowuje swa sterylnosc. Sok kokosowy jest jednym z najbogatszych zrodel elektrolitow. Zawiera ich wiecej niz większość napojów izotonicznych używanych przez sportowców. Zawiera tez wiecej potasu niz banany.

Skład mleka kokosowego to: 95.5% wody, 0.69% tlenku wapnia, 0.59% tlenku magnezu, 0.56% kwasu fosforowego, 0.5% żelaza, 0.25% potasu oraz wiele innych składników w mniejszych ilościach. Woda kokosowa zawiera cukier, błonnik, białko, przeciwutleniacze, sole mineralne oraz mnóstwo witamin i minerałów. Jest bardzo odżywcze. Zalecane jest przy biegunce, wymiotach i problemach żołądkowych.

Olej kokosowy wyciskany jest z miąższu kokosa. Polowe zawartości takiego oleju stanowi kwas laurynowy, który w organizmie przekształca sie w monolauryn. Ma on silne wlasciwosci antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne. Buduje rowniez odpornosc organizmu. Uzywany jest do leczenia długiej listy schorzeń i dolegliwości, takich jak: bole zebow, tradzik, opryszczka, wypryski, egzema, zapalenia i owrzodzenia skory, sifilis, lysienie, siniaki, oparzenia, kaszel, przeziebienia, goraczka, oslabienie odpornosci, choroby ukladu trawienia, wrzody, kamienie narkowe, bolesne i nieregularne miesiaczki, niedobory, astma, osteoporoza i wiele innych. Kwas laurynowy wystepuje w naturze w duzych ilosciach tylko w dwoch miejscach, w orzechu kokosowym i w mleku matki, gdzie znajduje sie po to, by wraz z pokarmem dostac sie do organizmu dziecka i tam budowac jego odpornosc. Kokosy zawieraja tez kwas kaprylowy, ktory ma podobne dzialanie.

Skład:
zawiera nasycone kwasy tłuszczowe (ok. 80-90%):
40-50% kwasu laurynowego C12
15-20% kwasu mirystynowego C14
7-12% kwasu palmitynowego C16
5-11% kwasu kaprylowego C8
4-9% kwasu kaprynowego C10
1,5-5% kwasu stearynowego C18
1-1,5% kwasu kapronowego C6
oraz nienasycone kwasy tłuszczowe:
4-10% kwasu oleinowego C18
ok. 2% kwasu linolowego C18
do 0,2% kwasu linolenowego C18

Olej kokosowy zawiera naturalne antyoksydanty, które zwalczają wolne rodniki, spowalniając procesy starzenia się skory, sprawiając jednocześnie, ze staje się ona jędrna i elastyczna. Olej ten stosowany jest jako lek przy chorobie Crohna i przy cukrzycy typu ll.

Olej kokosowy stosuje się wewnętrznie, jako lek oraz w kuchni, jako środek spożywczy, a także do użytku zewnętrznego, jako maseczka do włosów, oliwka do ciała czy `maść` na rożnego rodzaju zmiany skórne.
Kokosy zawierają też kwas kaprylowy, który ma podobne działanie. Zawartość tych dwóch związków sprawia, że olej kokosowy pomaga wzmacniać odporność organizmu, wykazując silne właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybicze.
Z kolei na powierzchni skóry antybakteryjne i antywirusowe właściwości kwasu laurynowego sprawiają, że znakomicie nadaje się do zwalczania infekcji, wysypek i egzem, a także przyczynia się do leczenia drobnych skaleczeń i mikrourazów skóry oraz łagodzi świąd i ból po ukąszeniach owadów.
Pomaga zwalczyć schorzenie zwane „stopą sportowca” lub „stopą atlety” – uciążliwą, długotrwałą grzybicę stóp. Olej kokosowy może być także z dobrym 
rezultatem stosowany na cerę trądzikową, wówczas najlepiej działa połączone stosowanie wewnętrznie i zewnętrznie.
W medycynie naturalnej używany jest więc do leczenia bardzo wielu schorzeń i dolegliwości, takich jak: bóle zębów, trądzik, opryszczka, wypryski, egzema, zapalenia i owrzodzenia skóry, syfilis, łysienie, siniaki, oparzenia, kaszel, przeziębienia, gorączka, osłabienie odporności, choroby układu trawienia, wrzody, kamienie nerkowe, bolesne i nieregularne miesiączki, niedobory witamin, astma, osteoporoza i wiele innych.

Olej kokosowy, jak i same owoce kokosu, przez dziesiątki lat były potępiane. Wiązało się to z zawartością w nich nasyconych kwasów tłuszczowych, które uważano za sprzyjające rozwojowi takich chorób jak otyłość, zawały czy miażdżyca. Jednak zywym przykladem na blednosc takiej teorii sa mieszkancy wysp Pacyfiku, ktorzy kokosy jedza na co dzien w duzych ilosciach. Ludzie Ci nie choruja na zadna z przytoczonych chorob. Ciesza sie swiatnym zdrowiem, swietna kondycja i smutlymi sylwetkami, choc niemal calosc tluszczu jaki spozywaja pochodzi z kokosow. W krajach Pacyfiku zachorowalnosc na choroby cywilizacyjne jest kilkadziesiat tysiecy (!) razy mniejsza niz w krajach wysoko rozwinietych, czyli rowniez u nas…

Olej kokosowy w kosmetyce

Nieocenione są też wartości oleju kokosowego w kosmetyce. Olej posiada właściwości nawilżające, może być stosowany na skórę całego ciała, a także jako maseczka lub serum na włosy.
Wspomaga gojenie się ran, hamuje pojawianie się plam na skórze, działa łagodząco przy chorobach skóry (egzemy), spowalnia starzenie i opóźnia powstawanie zmarszczek, nawilża i wygładza skórę.
Jako jedyny olej chroni włosy przed utratą protein, dzięki swej specyficznej budowie olej kokosowy jest w stanie wniknąć w strukturę włosa i dokładnie go nawilżyć, dzięki czemu włosy stają się miękkie, lśniące i mocne.
Stosowanie na skórę głowy wzmacnia cebulki, zapobiegając wypadaniu włosów. Zwiększa ukrwienie skóry i pomaga w walce z łupieżem. Można stosować jako maseczkę na całą długość włosów (a także skórę) przed myciem, lub nałożyć na same końcówki, aby zapobiec ich rozdwajaniu.

Nie jedzcie jednak zbyt dużo miąższu na raz, gdyż jest on bardzo odżywczy i sycący, i zbyt duza ilość może odebrać nam energie zamiast jej dodać.

Artykuł dr Joel Wallach nominowanego w 1991 roku do Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny 

Tym wszystkim, którzy urodzili się lub mieszkali przez dłuższy czas na farmie muszę powiedzieć, że jesteście ludźmi mojego pokroju. Ja właśnie urodziłem się i wychowałem na farmie. Moi rodzice prowadzili hodowlę bydła rzeźnego. Jak wiecie zapewne, by móc zarobić na hodowli, należy produkować własną żywność. W związku z tym uprawiali kukurydzę i soję. Raz w tygodniu przyjeżdżał do nas na farmę specjalny samochód z urządzeniem, które rozdrabniało siano, kukurydzę i fasolkę. Do tego dodawaliśmy odpowiednią dawkę witamin i minerałów i dopiero taką mieszanką przez okres 6 miesięcy karmiliśmy nasze bydło, a następnie sprzedawaliśmy je do rzeźni. Ciągle zastanawiało mnie wtedy, dlaczego bydło, które karmione jest wyłącznie naturalną paszą, dostaje suplementy witaminy i minerały, a ludzie nie. Kiedy zapytałem o to mojego ojca otrzymałem wielce naukową odpowiedź: – Nie gadaj tyle, tylko bierz się do roboty. Pytanie to jednak nie dawało mi spokoju. Po ukończeniu szkoły średniej poszedłem na uniwersytet i skończyłem specjalizację żywienia zwierząt. Na weterynarii, znalazłem wreszcie odpowiedź na moje pytanie.
– To proste. Rolnicy nie mają dodatkowych specjalnych ubezpieczeń medycznych dla zwierząt i nie stać ich na kosztowne leczenie i operacje. Stosują więc niezwykle tani, prosty i skuteczny zabieg. Mianowicie podają zwierzętom odpowiednie suplementy.
Dowiedziałem się, że podając witaminy i minerały zapobiegamy ewentualnym chorobom zwierząt hodowlanych.
Po skończeniu weterynarii pracowałem w Afryce przy leczeniu różnych zwierząt, również tych wielkich, jak słonie, żyrafy i nosorożce. Po dwóch latach takiej pracy, otrzymałem telegram z St.Luise z zapytaniem, czy nie chciałbym pracować jako weterynarz w tamtejszym ZOO. Otrzymało ono bowiem 4,5 miliona dolarów, od rządu na przeprowadzenie specjalnych badań na zwierzętach, które zdechły w sposób naturalny. Chodziło o to, aby odkryć przyczynę ich śmierci. 
Przyjąłem tę posadę i zacząłem pracować w różnych ogrodach zoologicznych w USA. W swoich badaniach miałem zwracać szczególną uwagę na zwierzęta, które były wyczulone na zmiany zachodzące w środowisku naturalnym. W latach 50 dopiero zaczęliśmy się uczyć o wpływie zanieczyszczonego środowiska na organizmy żywe.
W ciągu 12 lat przeprowadziłem 17,5 tysiąca sekcji zwierząt 450 różnych gatunków, a także uczestniczyłem w sekcjach ponad 3 tysięcy ludzi żyjących wcześniej w okolicach interesujących mnie ogrodów zoologicznych. Dzięki tym badaniom dokonałem odkrycia, że wszystkie zwierzęta i wszyscy ludzie, którzy umarli w naturalny sposób, umarli z braku podstawowych składników odżywczych, jakimi są witaminy i minerały. Pomimo że napisałem na ten temat wiele rozpraw naukowych oraz książkę, oraz referowałem ten temat na wielu spotkaniach, nie mogłem wzbudzić należnego zainteresowania i właściwych w tym względzie reakcji. W latach 50 nikt nie ekscytował się sprawami żywienia. Zrozumiałem wtedy, że powinienem zostać lekarzem, aby wiedzę uzyskaną przy leczeniu zwierząt móc wykorzystać do właściwego leczenia ludzi. Ukończyłem więc studia medyczne i przystąpiłem do pracy jako lekarz. Pracowałem w tym zawodzie przez 12 lat. Dzisiaj chcę państwu opowiedzieć, w jaki sposób zastosowałem prawidłowe żywienie do leczenia pacjentów, a przede wszystkim do zapobiegania chorobom. Jeśli z tego co przeczytacie, weźmiecie choćby tylko w 10%, to zaoszczędzi Wam to mnóstwa problemów, bólu i pieniędzy, co wiąże się z chorobami i ich leczeniem. Będziecie mogli korzystać z życiowego potencjału przez długie lata, ciesząc się dobrym zdrowiem i kondycją.
Genetyczny potencjał życia człowieka wynosi bowiem od 120 do 140 lat. Obecnie żyje pięć grup ludzi, gdzie średnia życia wynosi 120-140 lat. Jedną z takich grup są narody Tybetu i Zachodnich Chin. Inni żyją w Pakistanie, Gruzji i Azerbejdżanie. W 1973 r. National Geographic poświęcił cały numer pisma długowiecznym. Jest ich około 35, w tym dwunastu z Azerbejdżanu. Mieszka tam m.in. kobieta, która ma 136 lat. Na zdjęciu siedzi ona z wielkim kubańskim cygarem i szklanką wódki, a wokół niej tańczą dzieci, które mają 110-120 lat. Ta kobieta nie leży w przytułku dla starców, nie musi płacić za opiekę nad nią, jest pełna energii i radości. Inne ze zdjęć pokazało Armeńczyka zbierającego tytoń na polu. Miał on wtedy 167 lat i był wtedy najstarszym człowiekiem na świecie. W południowym Peru, nad jeziorem Titicaca, żyje plemię indiańskie o takiej samej nazwie. Średnia długość życia wynosi u nich 120-140 lat.
W maju 1995 roku najstarszą osobą w USA była Margaret Smyth, która umarła w wieku 115 lat. Okazało się, że przyczyną jej śmierci było niewłaściwe odżywianie się, czyli brak odpowiednich składników w dostarczanym organizmowi pokarmie, a szczególnie wapnia. Doprowadziło to do osłabienia kości i w rezultacie złamania nogi. Poza tym podążyły inne choroby. Córka zmarłej powiedziała, że matka przed śmiercią miała chorobę łaknienia, podobnie jak kobiety w ciąży, tzw. zachcianki. Wódz ludów Nigerii miał 126 lat. Jedna z jego licznych żon opowiadała, że w tym wieku miał wszystkie swoje własne zęby. Można przypuszczać, że inne narządy też miał na swoim miejscu i też sprawne. Inny człowiek w Syrii umarł w wieku 136 lat. On też znalazł się w Księdze Rekordów Guinnessa. Ale nie z powodu długowieczności, lecz dlatego. że ożenił się ponownie w wieku stu pięciu lat i potem spłodził jeszcze dziewięcioro dzieci.
W listopadzie 1993 roku wyszła na powierzchnię grupa ludzi, która spędziła dwa lata pod ziemią w odpowiednio przygotowanych warunkach sanitarnych oraz w zakresie tlenu, oświetlenia i pożywienia. Trzy małżeństwa biorące udział w eksperymencie zostały następnie poddane wszelkim możliwym badaniom na uniwersytecie w Kalifornii które wykazały, że gdyby nadal odżywiali się w ten sposób i przebywali w tak zdrowym środowisku, mogliby dożyć 160 lat. Obecnie średnia długość życia Amerykanów wynosi 75,5 roku, w tym lekarzy tylko 57 lat. Z tego można wyciągnąć prosty wniosek, że jeśli ktoś chce żyć przeciętnie 20 lat dłużej, niech podaruje sobie studia medyczne i zawód lekarza.
Jeżeli chcecie dożyć 120-140 lat, są tylko dwie podstawowe rzeczy, które musicie zrobić:
– Po pierwsze chronić się przed wypadkiem, nadmiernym piciem i paleniem, przed rosyjską ruletką oraz przed lekarzami. Tak, do tej wielkiej grupy niebezpiecznych rzeczy zaliczam również wizyty u lekarzy. 
To bardzo mocne oświadczenie pragnę podeprzeć raportem grupy ludzi ze stycznia z 1993 roku, w którym ogłoszono wyniki specjalnych badań prowadzonych przez trzy lata w szpitalach amerykańskich nad przyczynami zgonów pacjentów. Pozwolę sobie zacytować fragment tego raportu: „…300 tysięcy ludzi było rocznie mordowanych w szpitalach amerykańskich, z powodu źle wykonywanej pracy lekarzy…”. Raport nie twierdzi, że zgony były przypadkowe, że ktoś się gdzieś przewrócił, udusił itp. Nie twierdzi, że były one wynikiem zaniedbania bezpieczeństwa. Podaje jednoznacznie: „Było mordowanych”. Jeśli oni używają słowa mordowani, to rozumieją to dosłownie. 
W tym są np. te przypadki, kiedy lekarz pomylił przecinki, umieścił niewłaściwą dawkę lekarstwa lub w ogóle podał złe lekarstwo, postawił złą diagnozę itd. Raport oświadcza jednoznacznie – 300 tysięcy ludzi zostało zamordowanych. Jeśli porównamy to z liczbą tych, którzy zginęli w czasie wojny wietnamskiej, gdzie strzelano, bombardowano, używano napalmu, liczba będzie przerażać jeszcze bardziej. W ciągu 10 lat wojny w Wietnamie zginęło 56 tysięcy ludzi, czyli rocznie ginęło przeciętnie 5600. I wtedy tysiące ludzi demonstrowało przeciwko wojnie. Dziś 300 tysięcy jest mordowanych, jak orzeka raport i przyjmujemy to jako normalne. Nikt nie protestuje przeciwko temu. Nikt nie urządza demonstracji. Nikt nie wznosi haseł, nie taszczy transparentów z napisami: – Boże chroń nas przed lekarzami i współczesną medycyną.
– Drugą sprawą jest robienie rzeczy pozytywnych. Zaliczam do nich przede wszystkim dostarczanie organizmowi odpowiednich suplementów, witamin i minerałów. 

Nasz organizm potrzebuje dziennie 90 składników odżywczych, które powinien pobierać z codziennego pożywienia. W tym powinno się znajdować: 60 minerałów, 16 witamin, 12 podstawowych aminokwasów i 3 podstawowe tłuszcze. Dłuższy niedobór któregoś z tych składników może prowadzić do różnego typu chorób. Nie wszystkie z nich, pożywienie dostarcza organizmowi w optymalnych ilościach.

W trakcie studiów i później, w trakcie wielu badań, pytałem ludzi, czy zażywają jakieś witaminy. Wielu zapytanych odpowiadało, że tylko witaminę C. Innych najczęściej nie znali. Sprawą prawidłowego odżywiania nie interesują się lekarze, zajęci leczeniem chorób wywołanych często niedoborem witamin i minerałów. Na co dzień, zajmują się tym reklamy w środkach masowego przekazu, które karmią nas najczęściej zwykłym śmieciem lub wręcz truciznami.

6 kwietnia 1992 roku w miesięczniku Time ukazał się artykuł zatytułowany „Potęga witamin”. Przedstawione zostały w nim najnowsze badania naukowe, które wykazują potężny wpływ witamin, jeśli chodzi o zapobieganie chorobom serca, nowotworom oraz szybkiemu starzeniu się. Jest tam aż sześć stron poświęconych temu tematowi, i wśród nich, tylko jedna negatywna wypowiedz lekarza, którego autor tekstu zapytał, co sądzi o wypełnianiu naszej diety witaminami i minerałami. Odpowiedz brzmiała: „…branie dodatkowo witamin i minerałów nie robi nic dobrego dla Twojego organizmu…”. Wszystkie potrzebne składniki możemy pozyskać z normalnego pożywienia. Jeśli będziemy je przyjmować dodatkowo, będziemy mieli tylko droższy mocz. Ludzie z Missouri powiedzieliby po prostu: „Nie ma potrzeby sikać dolarami”. Czy ta wypowiedź jest prawdziwa? Muszę wam powiedzieć, że po tych moich 17,5 tysiącach sekcji na zwłokach zwierząt i ludzi, osobiście jestem gotów każdego dnia wysikiwać pół, czy dolara dziennie, gdyż jest to i tak najtańsze ubezpieczenie, jakie można sobie wyobrazić.
Jeśli nie zainwestujecie w swoje zdrowie i zdrowie waszych bliskich, będziecie musieli wydać duże pieniądze na leczenie siebie i swojej rodziny u lekarzy takich, jak cytowany powyżej.

Będziecie spłacać domy, mercedesy, wakacje swoich lekarzy i firm ubezpieczeniowych. Bierzcie przy tym pod uwagę, że z tych pieniędzy ani jeden cent nie pójdzie na badania, lecz wszystkie do prywatnych kieszeni. Owszem, władze każdego kraju wydają dużą ilość pieniądzy na badania medyczne, ale idą one z budżetu, który zasilany jest przecież naszymi podatkami. Rząd amerykański wydaje obecnie około 1,3 biliona dolarów rocznie na badania zdrowotne. Przy okazji chcemy Was uświadomić, że gdybyście tych samych ubezpieczeń i systemu medycznego używali dla zwierząt, to jeden hamburger kosztowałby 250 dolarów. Gdyby natomiast odwrócić tę sprawę, to wtedy miesięczne ubezpieczenie na pięcioosobową rodziny kosztowałoby tylko 10 dolarów. Poprzez system ubezpieczeń medycznych, bardzo dużo agentów ubezpieczeniowych i lekarzy uczyniliśmy bardzo bogatymi ludźmi. To jest dług, który oni powinni kiedyś nam spłacić. Może powinni zrobić to, co producenci samochodów robią w stosunku do właścicieli samochodów i samych aut. Zdarzało się kilkakrotnie, że firmy samochodowe ściągały z całego kraju sprzedaną partię aut, gdyż odkryto w nich poważną usterkę. Tak było np. z Fordem, który kilka lat temu umożliwił pełną przebudowę, naprawę lub zwrot samochodu Pinto, bowiem wypuszczono je z istotną wadą. Tu zabija się 300 tysięcy ludzi rocznie i nie słyszymy nawet słowa – Przepraszam. 

Wielu lekarzy powinno wezwać swoich pacjentów i naprawić to, co zepsuli. W zasadzie powinni wezwać tych, których leczyli z wrzodów żołądka. Prawdopodobnie wszyscy albo prawie wszyscy ludzie, w tym również lekarze, twierdzą, że głównym powodem chorób wrzodowych jest stres. Weterynarze już 50 lat temu wiedzieli, że wrzody są wywołane bakterią znaną dobrze specjalistom. Rolników nie stać na kosztowne leczenie zwierząt hodowlanych, kosztowne operacje i dlatego swoje bydło i trzodę leczą i chronią zupełnie inaczej, a przy tym znacznie taniej i skuteczniej. Weterynarze już dawno wiedzieli, że wrzody żołądka są leczone szczątkowymi ilościami minerałów, z dodatkiem odpowiedniego antybiotyku. Takie lekarstwo leczy wrzody natychmiast. Leczenie wrzodów żołądka świni kosztuje dzięki temu 5 dolarów, a nie setki czy tysiące, jak u ludzi. W 1974 roku Amerykański Instytut Zdrowia podał oficjalnie, że wrzody żołądka nie są wywoływane stresem, lecz bakterią, dokładnie tą samą, która już dawno była leczona u zwierząt. Podano również, że mogą być leczone przy pomocy takiego samego lekarstwa. Można się więc wyleczyć za 5 dolarów, albo pójść na bardzo drogą operację.

Jedną z chorób powodujących dużą liczbę zgonów u ludzi jest obecnie rak. Łącznie z rachunkiem za leczenie raka, lekarze powinni dawać Wam kopię artykułów na temat nowotworów. We wrześniu 1993 r. National Country Institute prowadził, wraz z Uniwersytetem w Harvardzie, badania nad problemem nowotworów. Dzięki nim odnaleziono sposób odżywiania się, który zapobiega tej chorobie. Obiektem badań NCI i Uniwersytetu Harwardzkiego były rejony Chin, w których odnotowano szczególną zachorowalność na nowotwory. Do badań przystąpiło 29 tysięcy ludzi. 

Podawano im przez pięć lat różnego typu witaminy i minerały, sprawdzając wpływ tych suplementów na stan ich zdrowia. Pacjentom tym podawano dawki dwa razy większe, niż są przewidziane dziennie dla człowieka. W grupie która zażywała witaminy E, C i beta karoten, aż 13% ludzi uciekło ze szponów raka. Jeśli chodzi o typ raka, który powodował największą śmiertelność w tej prowincji, czyli rak żołądka, poprawa była jeszcze większa, bo aż 21%. 21 % z tych którzy mieli umrzeć – żyło. Są to bardzo dobre wyniki, biorąc pod uwagę, że w tej dziedzinie za dobrą uważa się poprawę o pół procenta. Uważam że każdy lekarz powinien wysłać do swojego pacjenta kopię wyników tych badań.. 

Dwukrotny laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny Rohn Spohring twierdzi, że jeśli chcemy zapobiegać powstawaniu raka oraz go leczyć, musimy przyjmować 10 000 mg witaminy C dziennie. Noblista ma dzisiaj 94 lata, cieszy się dobrym zdrowiem i świetną kondycją. Pracuje po 14 godzin dziennie na uczelni w San Francisco i na swojej farmie. Lekarze, którzy wyśmiewali się kiedyś z diagnozy noblisty, zmarli 35 lat temu. Komu będziesz wierzyć? Tym, którzy umarli? Wybór należy do ciebie.
Prawie co druga osoba w wieku powyżej 70 lat choruje dzisiaj na chorobę Alzheimera. Weterynarze i rolnicy już od 50 lat dokładnie wiedzieli jak chronić przed tą chorobą zwierzęta. Wystarczy podać im witaminę E, by przeciwdziałać chorobie. W sierpniu 1992 roku Uniwersytet w San Diego wydał artykuł, w którym napisał między innymi, że witamina E obniża zaniki pamięci. Zadajmy sobie wobec tego pytanie: – Czy mamy leczyć się u weterynarzy?

Lekarze przyjmujący pacjentów z kamieniami nerkowymi, w pierwszej kolejności zalecają zaprzestanie spożycia mleka i jego przetworów. Czyli zmniejszają dostarczaną organizmowi dawkę wapnia. Lekarze sądzą, że te kamienie nerkowe to odkładające się wapno pochodzące z jedzenia. Kiedy brakuje w pożywieniu wapnia i magnezu nasz organizm pobiera wówczas te składniki z kości, które wtedy rzeszotnieją, gdyż jest na niego duże zapotrzebowanie i odkłada go w nerkach. Już tysiąc lat temu wiedziano, że aby zapobiec kamicy nerkowej u zwierząt podaje im się zwiększoną ilość wapnia i magnezu. Krowy i owce przy kamieniach nerkowych po prostu zdychają. A my? My zwijamy się z bólu.
Jakieś 5 lat temu postanowiłem zbierać wyniki sekcji zwłok lekarzy i prawników. Przyjrzyjmy się temu. Przeciętna długość życia lekarzy wynosi 57 lat, podczas gdy przeciętnego Amerykanina wynosi 75,5 roku. Właśnie ta grupa krótko żyjących ludzi uczy nas, co wolno, a czego nie wolno. Jednocześnie obok nas żyją ludzie do 120-140 lat, a my ich nie zauważamy i nie pytamy o receptę na długowieczność. Kto powinien być dla ciebie autorytetem ? Krótko żyjący lekarz, czy 140-latek cieszący się dobrym zdrowiem i kondycją?

Wiele chorób i zaburzeń w pracy organizmu spowodowanych jest niedoborem miedzi. Np. siwienie włosów, powstawanie zmarszczek, obwisła skóra, rozszerzenie żył, które prowadzi często do zgonu. W wielu przypadkach można rozwiązać czasowo te problemy idąc na operację plastyczną, ale czy nie jest o wiele taniej i bezpieczniej zażywać suplementy zawierające miedź?
Warto jest zadbać o swoje serce, którego wymiana kosztuje 750 tysięcy dolarów. Jeśli go nie zabezpieczysz, bo nie chcesz mieć drogiego moczu, może czekać cię przygoda za cenę życia.
Rolnicy dobrze znają chorobę łaknienia. Objawia się ona bowiem u zwierząt bardzo często. Np. krowy oddając mleko pozbawiają się dużych ilości wapnia i magnezu, i liżą wtedy ziemię, kamienie, mury obory wybielone wapnem. Dobry rolnik wie, że należy podać im wtedy dodatkowo minerały, bo jeśli tego nie uczyni to musi liczyć się z budową nowej obory. U ludzi widzimy tę chorobę równie często. Choroba łaknienia czegoś z powodu niedoboru pewnych substancji w organizmie widoczna jest szczególnie u kobiet w ciąży. Potrafią one np. zbudzić się w środku nocy i ku zdziwieniu męża wysłać go do nocnego sklepu po lody śmietankowe. Brakuje im wtedy składników mineralnych, pobieranych z ich organizmu, przez organizm dziecka. Niejednokrotnie można zaobserwować dziecko zjadające ziemię lub tynk ze ścian. Nie jest ono psychicznie chore, lecz po prostu odczuwa niedobór minerałów.
Jeśli zobaczycie u siebie tzw. kwitnienie paznokci lub plamy na skórze to otrzymaliście sygnał, że wasz organizm potrzebuje selenu. Nie czekajcie na atak serca, ale zaaplikujcie sobie jego dodatkową dawkę. Po 3-4 miesiącach plamy znikną i oddalicie od siebie groźbę ataku serca. 
Przyczyną zwiększonego poziomu cukru we krwi jest niedobór wanadu i chromu. Kiedy te braki pogłębiają się, stajemy w obliczu zachorowania na cukrzycę.
Oznaką braku cynku jest łysienie. Pogłębianie się tych braków prowadzi do utraty słuchu. Pierwszymi oznakami braku cynku jest utrata poczucia zapachu i smaku.

Aby dostarczyć organizmowi potrzebnych składników musielibyśmy spożywać żywność z odpowiednio czystych ekologicznie plantacji i zjadać je w wielkich ilościach. Codziennie musielibyśmy spożywać kilka kilogramów mieszanki składającej się z 15-20 różnych roślin, owoców, produktów zbożowych i białka. W praktyce jest to wręcz niemożliwe. Niektórzy myślą, że jeśli zjedli paczkę chipsów ziemniaczanych, lub torebkę popcornu, to zjedli warzywa. Teoretycznie jest możliwe, aby wszystkie potrzebne nam dodatki, otrzymywać z naszego codziennego pokarmu. W praktyce jest inaczej. Jeśli twoje życie ma dla ciebie taką wartość jak moje dla mnie, to powinieneś się upewnić, czy pobierasz z pożywienia to wszystko, co jest potrzebne twojemu organizmowi, i czym prędzej uzupełnić dietę suplementami: witaminami i minerałami w tabletkach. Gwarantuje! Gwarantuje, że nie będziecie żyli do 120 czy 140 lat pozostając ciągle w dobrej kondycji, jeśli nie będziecie spożywać odpowiednich ilości i jakości dodatków spożywczych.
Obecnie mamy tragiczną sytuacje jeśli chodzi o minerały. Witaminy są wytwarzane przez rośliny, minerały – niestety, nie. Pobierane są one przez rośliny z gleb i wód. Bardzo często jednak ich tam nie ma, bowiem gleby są wyjałowione, zanieczyszczone ołowiem, innymi metalami ciężkimi i radioaktywnymi.
W 1936 roku Senat Amerykański na II sesji 74 Kongresu wydał dokument nr 264 stwierdzający, że ziemia w USA jest bardzo uboga, wręcz pozbawiona minerałów. Tak, niestety, dzieje się na całym świecie. Czy sytuacja od 1936 roku poprawiła się? Raczej nie. Wręcz przeciwnie. Podczas sztucznego nawożenia dostarczamy glebie tylko trzy podstawowe składniki: azot, fosfor i potas. Są to składniki potrzebne do wzrostu roślin, co jest szczególnie ważne dla rolników, gdyż żaden rolnik nie zarabia na zawartości witamin w swoich plonach, lecz na ich ilości. Wystarczy 5-10 lat aby przy braku odpowiedniego nawożenia całkowicie wyjałowić glebę z wszystkich znajdujących się tam składników. Jeśli z gleby wyciąga się 60 składników a dostarcza tylko trzy, to ten bilans jest całkowicie zachwiany. Możesz to porównać z twoim kontem w banku. Pomyśl, co stanie się, jeśli będziesz z niego więcej wyciągał niż wkładał. Musimy zatem uzupełniać nasze pożywienie witaminami i minerałami spożywanymi w innej postaci. Dawniej ludzka dieta bazowała tylko na płodach ziemi, której nie nawożono sztucznymi nawozami. Robiła to za nich natura. Ludzie żyli wśród wielkich rzek, nawadniali swe pola wodami spływającymi z gór. Starożytni modlili się nie tylko o deszcz, ale i o powódź, gdyż dzięki temu gleba była wzbogacana minerałami.
W dalszej części pragnę państwu uświadomić jakie spustoszenie w organizmie powoduje niedobór minerałów. Brak wapnia może spowodować, czy choćby mieć wpływ na powstawanie aż 140 chorób. Jedną z nich jest reumatyzm. Reumatyzm jest na 10 miejscu wśród chorób powodujących śmierć w USA. W bardzo ciężkich przypadkach wymieniane są pacjentom stawy. Zabieg ten kosztuje a Ameryce około 35 tysięcy dolarów. Ludzie boją się śmierci, więc gotowi są płacić ogromne sumy za leczenie. A przecież wystarczy dostarczyć organizmowi odpowiednią dawkę łatwo przyswajalnego wapnia w tabletkach produkowanych przez firmę zajmującą się dodatkami żywieniowymi. U zwierząt nie ma reumatyzmu. Dlaczego? Bo farmer nie ma 35 tysięcy dolarów, aby zapłacić za operację jednego kolana krowy: Załóżmy, że rolnik wzywa do chorego zwierzęcia specjalistę, czy weterynarza. Ten po zbadaniu stwierdza reumatyzm i mówi: – Jeśli chcesz, to ja ci go zoperuję za 120-140 tysięcy dolarów. W tym momencie farmer wyciąga broń i strzela do byka, czy krowy. Ale tak naprawdę to rolnik nie dopuści do reumatyzmu u swoich zwierząt, dając im po prostu codziennie do paszy wapń. To go kosztuje parę groszy, których niestety człowiek żałuje, aby kupić wapń dla siebie. Również wszelkie bóle kręgosłupa są spowodowane w 90% brakiem wapnia w organizmie. Lekarze przepisują wtedy środki przeciwbólowe, które oszukują ból, ale nie leczą przyczyny. Wyobraź sobie taką sytuację, że dokręciłeś korek wlewu oleju w swoim samochodzie. W czasie jazdy cały olej został wychlapany, a w aucie zapaliła się czerwona lampka. Ponieważ światełko w pewnym sensie zaczyna cię denerwować, więc odcinasz kabelek doprowadzający prąd tej lampki. Jak daleko w ten sposób dojedziesz? Czy nie przypomina ci to sytuacji z tabletkami przeciwbólowymi? 

Inną niebezpieczną chorobą, mającą przyczynę w braku wapnia, jest wysokie ciśnienie. Pierwszą rzeczą, którą zaleci lekarz, jest wyeliminowanie z pożywienia soli. A co robią farmerzy hodujący bydło i leśnicy w takich wypadkach? Zawieszają bryły soli kamiennej przy paśnikach. Gdyby farmer tego nie zrobił, to nie wypłaciłby się weterynarzowi. Z badań nad grupą 5 tysięcy nadciśnieniowców, którym na okres 20 lat wyeliminowano z diety sól wynika, że u 99,7% badanych nie miało to wpływu na zmianę ciśnienia. Ciągła obawa, czy przedawkujemy soli wywołuje stres. który znacznie bardziej podwyższa ciśnienie niż mogłaby to uczynić właśnie sól. Drugiej grupie, 5 tysięcy nadciśnieniowców, podawano przez okres 6 tygodni zwiększoną dawkę wapnia i w tym okresie u 86% badanych ciśnienie spadło i uregulowało się. Czy komukolwiek z Was, lekarz przysłał sprostowanie dotyczące zalecenia w sprawie diety? Czy naprawił swój błąd? Czy zalecił zażywanie soli?
Następną chorobą, wynikającą z braku wapnia jest insania. Objawia się ona tym, że człowiek wstaje bardziej zmęczony, niż gdy kładł się spać. Lekarze tradycyjnie przepisują wtedy pigułki nasenne, aby zapewnić mocny, głęboki sen. Około 10 tysięcy ludzi umiera rocznie na skutek przedawkowania środków nasennych. Także nocne skurcze mięśni, to skutek niedoboru wapnia, problemy kobiet w czasie miesiączki, bóle w dolnej części kręgosłupa, na które uskarża się 80% Amerykanów. Jeśli przeanalizujemy choćby te wyżej wymienione choroby, to widzimy, że do ich leczenia potrzebujemy około 15 specjalistów. Ludzie wydają rocznie od 25 do 250 tysięcy dolarów na leczenie, zabiegi i operacje, gdy w większości przypadków można by było to zastąpić stosując odpowiednią dietę bogatą w witaminy i minerały.
Cukrzyca jest w USA chorobą nr 3 jeśli chodzi o przyczynę zgonów. Wywołuje ona jeszcze wiele innych schorzeń i niedomagań, jak ślepota, czy problemy wątrobowe, łącznie z koniecznością transplantacji całego organu. Cukrzycy znacznie krócej żyją. W 1957 roku dowiedziono, że chrom i wanad, występujące jako minerały śladowe, zapobiegają i leczą cukrzycę. W czerwcu 1959 roku miesięcznik National Help przedstawił światu te dwa wyżej wymienione minerały. Według szczegółowych badań Uniwersytetu Medycznego w Vancouver wynika, że w dużym stopniu mogą one zastąpić insulinę. Oczywiście cukrzycy, nie mogą całkowicie porzucić insuliny. Trwa to stopniowo od 4 do 6 miesięcy. Pozytywne skutki oddziaływania tych minerałów odnotowano u tysięcy ludzi chorych na cukrzycę.

Zwróćcie uwagę na fakt, że kiedy zapytacie firmę produkującą karmę dla zwierząt, jakie są w tym jedzeniu suplementy, to okaże się, że jest tam ponad 40 składników odżywczych, witamin i minerałów. W jedzeniu przygotowywanym dla szczurów jest 28 takich składników. Zakładam się z każdym z Was, że nie znajdziecie dziś formuły, jeśli chodzi o zestawy spożywcze dla dzieci, która zawierałaby więcej niż 11 ważnych dla organizmu. suplementów. To wręcz kryminał !!!
Chcę wam jeszcze opowiedzieć o bardzo ciekawym zdarzeniu. Otóż kiedyś, w czasie wykładów w stanie Michigan, poznałem człowieka, który jest właścicielem przenośnych ubikacji. Opowiedział, co w nich znajduje wśród rzeczy nie strawionych przez ludzki żołądek. Zawartość pojemnika przenośnej toalety, zanim zostanie wypuszczona do kanału przechodzi przez filtry, na których zatrzymują się rzucane przez dzieci do muszli kamienie oraz wszelkie nie rozpuszczone sokami żołądkowymi substancje. Mój rozmówca zaprowadził mnie do swojego warsztatu i pokazał stertę czegoś, co nazwał witaminami i minerałami. Zapytałem go skąd on to wie, że to witaminy. Odpowiedział, że na tym jest przecież napisane np. multiwitamina (takiej to, a takiej firmy).

Wiele firm produkuje witaminy, które źle rozpuszczają się zarówno w wodzie, jak i w soku żołądkowym. Jeśli na opakowaniu przeczytacie np. tlenek żelaza Ferrum Acide, czyli po prostu rdza, to nie zawracajcie sobie głowy takimi suplementami i nie obciążajcie nimi żołądka. To nie jest przyswajalne. Lepiej będzie wtedy polizać jakiś zardzewiały płot lub samochód. Właściwą formą żelaza jest Ferrum Ferrudineus. Podobnym przykładem jest Calcium Lacte, czyli wapń, który możemy kupić bardzo tanio w każdej aptece. Jest to źle przyswajalna forma wapnia. Prawidłową formą jest Calcium Magnesium, czyli wapń z udziałem magnezu, który wpływa na prawidłową przyswajalność potrzebnego nam składnika.
Ktoś może uważać, że te składniki możemy zdobywać w sposób naturalny. Są przynajmniej cztery powody, dla których nie możemy asymilować wszystkich potrzebnych składników z pożywienia:
– Musielibyśmy spożywać bardzo duże ilości warzyw i owoców, produktów zbożowych i białka, przy założeniu, że zawierają one właściwe ilości suplementów. Kupowane w sklepach produkty są bardzo ubogie w składniki mineralne, a wręcz pozbawione ich, na co wpływa wiele czynników, m.in.:
– Transport i przechowywanie. Produkty spożywcze często pokonują daleką drogę między producentem a twoim stołem. Podczas tej podróży mogą utracić część zawartych w nich witamin.
– Mycie i gotowanie. Wiele witamin rozpuszczalnych w wodzie jest wrażliwych na działanie wysokiej temperatury, kwasów i związków alkalicznych. Na przykład brokuły mogą utracić 40% witaminy C podczas pierwszych 10 minut gotowania.
– Przetwarzanie. Ceną, jaką płaci nasz organizm za wygodę korzystania z przetworzonej żywności jest gorszy stan odżywienia. Mrożone warzywa często zawierają do 50% mniej witaminy C niż świeże. Mielone ziarno zbóż może utracić do 90% zawartych witamin. Produkty mogą być skażone substancjami rakotwórczymi, co w dobie tak dużego zanieczyszczenia jest wręcz oczywiste. Sklepy ze zdrową żywnością nie zawsze oferują pełnowartościowe produkty. Nie raz są one niewiadomego pochodzenia.
Witaminy i minerały to nie antybiotyk, który bierzesz przez tydzień, gdy jesteś chory, a potem przestajesz. Jeśli chcesz cieszyć się dobrym zdrowiem i kondycją przyjmujesz je stale. Suplementację kończysz, gdy kończy się zapotrzebowanie twego organizmu na tlen.
Jeśli Twoje życie jest dla ciebie ważne, zadbaj o swój organizm, dostarczając mu potrzebnych składników produkowanych przez najlepsze, sprawdzone firmy.
Jest ich bardzo dużo, ale niewiele produkuje naturalne, niesyntetyczne suplementy. Niech cię nie zwiedzie napis na opakowaniu, czy zapewnienie sprzedawcy, że produkt jest w 100% naturalny, bo w USA, Kanadzie i wielu innych państwach jest prawo umieszczania takich napisów, jeśli tylko jeden składnik jest naturalny. Zdarza się również tak, że główne składniki takiego suplementu są naturalne w 100%, ale aby je połączyć w tabletkę używa się chemicznego lepiszcza, które w dużym lub zupełnym stopniu dyskwalifikuje dany produkt jako naturalny. Podobnie ma się sprawa z barwnikami chemicznymi, dodatkami zapachowymi lub kolorystycznymi. Warto zwrócić na to uwagę przed zakupem i zażywaniem suplementu. Należy też sprawdzić też, czy dana firma posiada własne plantacje, gdzie one się znajdują oraz w jaki sposób są prowadzone uprawy. Firmy, które swoje suplementy produkują z roślin, warzyw i owoców pochodzących z obcych plantacji, nie mają kontroli nad procesem produkcji. Należy poznać historię rozwoju danej firmy i tradycje, jej zaplecze badawcze, system kontroli jakości i wielkość produkcji oraz rynek odbiorców. 

Często się słyszy, że zdrowie w naszym życiu jest najważniejsze, ale tak naprawdę niewiele dla niego robimy. Efekty nieprawidłowego odżywiania się, czyli braku odpowiednich witamin i minerałów, dadzą się na pewno odczuć z opóźnieniem kilku lat. Dzisiaj możesz się przed tym ustrzec. Dobre suplementy, witaminy i minerały to najlepsze i najtańsze ubezpieczenie. Dlatego jeszcze dziś powinieneś zacząć zażywać je sam, polecić swojej rodzinie i znajomym. Szczególnie, właśnie dzisiaj przy dużym zanieczyszczeniu środowiska i niewłaściwym odżywianiu się. Chciałbym Wam na zakończenie powiedzieć bardzo ważną rzecz: 
Jeżeli Twój lekarz uważa, że dodatkowe zażywanie suplementów nie jest ci potrzebne, lub że znajdziesz je w codziennym pokarmie, szybko zmień lekarza.

Im szybciej tego dokonasz – tym większą masz szansę cieszyć się długim życiem, w zdrowiu i dobrej kondycji.
Czego życzę Ci z całego serca.
dr Joel Wallach

kingmaker.net/DeadDoctorstxt.html

“Może i genetyka łąduje broń, lecz to środowisko po­ciąga za spust”.- lek. med. Parnela Peeke, specjalista zdrowia publicznego Fight Fat After Forty

Słowo „genetyczny” jest jednym z terminów, który­mi najbardziej manipuluje się w rozmowach o zdrowiu. Niemal co tydzień w wiadomościach ogłasza się odkry­cia z dziedziny genetyki, informując o genetycznym podłożu niezliczonych problemów, od nowotworów po Uzależnienie się od zakupów. Naukowcy zwykle opisu­ją dany gen raczej jako związany z konkretną chorobą (niż jako bezpośrednią jej przyczynę), ale szczegóły są wypaczane lub mylnie interpretowane. Wiele osób czu­je się zdezorientowanych i nie ma pewności, czym są geny i jak działają. Ostatecznie zaczynamy wierzyć, że geny sprawują bezpośrednią kontrolę nad zdro­wiem. Jednak nie jest to do końca prawda, ponie­waż przejawianie się genów kontroluje środowisko, jakie tworzymy naszym komórkom.

Owszem, istnieją prawdziwe choroby genetyczne, ale dotykają one mniej niż 5 procent populacji. Silniejsze od dziedziczności jest działanie środowiska, a przecież to ty kontrolujesz swoje środowisko. Masz władzę nad tempem starzenia się i chorobami, na które zapadniesz (lub nie). Aktywuj dobroczynne geny i dezaktywuj nie­przyjazne. Zdrowie zależy nie od genów, lecz od komó­rek. Powtórzę jeszcze raz: to na nas spoczywa odpowie­dzialność i to my decydujemy. Wykorzystaj sześć dróg, by wzmocnić zdrowie swoich komórek, a będziesz kon­trolował sposób przejawiania się swoich genów.

CZY ZAWIEDZIE NAJSŁABSZE OGNIWO?
A co z predyspozycjami genetycznymi, o których tak często słyszymy? Co z problemami zdrowotnymi które zwykle określa się mianem „rodzinnych”?
Pomyśl o predyspozycji genetycznej do rozwoju cho­roby jako o słabym ogniwie w łańcuchu, który może się przerwać, ale tylko pod wpływem nadmiernego ob­ciążenia. We właściwym środowisku słabe ogniwo bę­dzie funkcjonowało prawidłowo. Nie do końca praw­dziwe jest stwierdzenie, że jeśli łańcuch pęka (pojawia się choroba), winę za to ponosi tylko słabe ogniwo („zły gen”). Rolę katalizatora odgrywa nadmierny stres bio­logiczny, który możemy kontrolować.

Kiedy wzmacniamy sprawne działanie komórek, pre­dyspozycje genetyczne pozostają raczej w sferze poten­cjalnych niż realnych problemów, bez względu na to, co „występuje w rodzinie”. Niestety ludzie często pod- r-dają się swoim genetycznym predyspozycjom, uwal­niając się – w każdym razie w swoim mniemaniu – od odpowiedzialności za to, jak żyją. Osoba z predyspozycją genetyczną może stwierdzić beztrosko (między jednym kęsem hamburgera i frytek a drugim): „Nic nato. nie poradzę. Wszyscy w mojej rodzinie mają nadwagę”. Przekonanie, że geny i zarazki są głównymi czynnikami warunkującymi nasz stan zdrowia, jest przestarzałe i fatalistyczne. Geny i zarazki należą do czynników, które warto wziąć pod uwagę, ale nie wywołują chorób w taki sposób, jak nam się powszechnie wydaje.
Przyjrzyjmy się genom: czym są, jak działają i co wszyscy możemy zrobić, żeby potencjał zdrowia na nowo znalazł się w naszych rękach, niezależnie od na­szego genetycznego dziedzictwa.

NATURA A POŻYWIENIE
Geny są niczym matryce lub „plany” życia. Zawierają one instrukcje mówiące naszym organizmom, jak z jed­nej komórki rozwinąć się w istotę ludzką. Jednak tyl­ko w przypadku około jednej czwartej genów następuje automatyczna ich ekspresja (aktywacja czy przejawie­nie się), która określa na przykład, czy mamy niebieskie oczy lub kręcone włosy. Większość pozostałych genów przypomina zestaw zakodowanych instrukcji, które po­dobnie jak program komputerowy pozostają uśpione, właściwie nie działając, dopóki ich nie aktywujesz.
Większość genów potrzebuje pewnego katalizatora (środowiskowego lub psychologicznego), by nastąpiła ich ekspresja. Sam fakt występowania w rodzinie danej cechy, „dobrej” czy „złej”, nie oznacza, że każdy członek rodziny posiada tę cechę, a nawet jeśli tak – że musi się ona ujawnić. Często nadmiernie przejmujemy się na­szym dziedzictwem genetycznym. <strongNajważniejsze jest środowisko, które tworzysz dla swoich komórek po­przez swoją dietę i tryb życia. Wprawdzie nie możesz panować nad tym, co dziedziczysz, lecz możesz kontro­lować środowisko, jakie tworzysz dla komórek swoje­go ciała.

Zamiast traktować geny jak absolutny i niezmienny zestaw instrukcji, lepiej patrzeć na nie jak na róż­norodność możliwości, czyli zestaw instrukcji „a co, jeśli”. Jeśli zaistnieją określone warunki, to geny dane­go człowieka ujawnią się w pewien sposób. W innych warunkach te same geny wyrażą się odmiennie. Bio­chemik Roger Williams utrzymywał, że same geny są całkowicie bezużytecznymi nićmi substancji chemicz­nych. W pojedynkę nie mogą decydować o chorobie ani zdrowiu.

Gdyby geny w formie komórkowego DNA były głów­nym czynnikiem sterującym komórką, poniekąd jej „mózgiem”, to obumarłaby bez nich – a przecież tak, się nie dzieje. Naukowcy przeprowadzili doświadczenie polegające na usunięciu jądra komórki i jej DNA. Później jeszcze miesiącami komórka prawidłowo funkcjo­nowała.
Zauważ, jak zmiany w diecie, stylu życia i środowisku w ciągu ostatnich stu lat zbiegły się w czasie z ogromnym wzrostem liczby zachorowań na choro­by przewlekłe. Na przykład w 1900 roku na nowotwo­ry chorowało tylko 3 procent populacji Stanów Zjedno­czonych. Obecnie zapada na nie 50 procent mężczyzn i 40 procent kobiet. Nasze środowisko zmieniło się dramatycznie, że obwinianie odziedziczonych genów za wzrost zachorowalności jest pozbawione logiki.

Zwróć uwagę, jaki wpływ na ekspresję genów mają, czynniki środowiskowe. Na przykład temperatura śro­dowiska oddziałuje na aktywność genów, które odpo­wiadają za ubarwienie królików himalajskich. Króliki te, przyzwyczajone do niskich temperatur, zwykle mają czarne uszy, przednie łapy, nosy i ogony. Jednak u tych samych królików hodowanych w wyższych temperatu­rach ciemne ubarwienie nie występuje. Czyli te same króliki, te same geny, ale różne środowiska – i efek­tem jest różna ekspresja genów. Podobnie rośliny, ktore cechuje genetyczna zdolność kwitnięcia i owocowa­nia, kwitną i mają owoce tylko wówczas, gdy określony zestaw warunków środowiskowych (takich jak tempe­ratura, nasłonecznienie i wilgotność) „włączy” wymagane geny. Na tej samej zasadzie funkcjonują „geny choroby”. Kiedy ludzie przeprowadzają się z jednej czę­ści świata do innej, przejmując dietę i styl życia nowe­go środowiska, także wykształcają się u nich warunki sprzyjające rozwojowi choroby typowej dla danego regionu. I tak gdy mieszkańcy krajów o niskich wskaźni­kach zachorowalności na choroby serca i nowotwory, na przykład Japonii, przeprowadzają się do USA albo do Europy, zapadają na te choroby w podobnym stop­niu jak reszta miejscowej populacji.

Omawiając kwestię dziedziczności, nie sposób po­minąć fascynującego tematu długości życia. Badania wskazują na jeden czynnik, który konsekwentnie wy­dłuża życie – na dietę niskokaloryczną. Dzieje się tak za sprawą ekspresji genów. Badanie przedstawione w czasopiśmie „Proceedings of the National Academy of Sciences” we wrześniu 2001 roku wykazało, iż dieta wy­sokokaloryczna (typowa zachodnia dieta) wywoływała zmiany, które ograniczały ekspresję genów chronią­cych przed chorobami i aktywowały geny przyspieszające proces starzenia się. Na szczęście badanie dowiod­ło również, że u starszych osobników żywionych mniej kalorycznymi pokarmami zaledwie przez cztery tygo­dnie około połowa przypadków aktywacji genów odpo­wiedzialnych za proces starzenia się uległa cofnięciu, Zmiana wewnętrznego środowiska komórkowego (przez ograniczenie liczby kalorii) nie tylko pomaga zapobiegać aktywacji genów procesu starzenia się u ludzi młodych, lecz może też spowolnić, a nawet odwrócić ten proces u osób starszych.

Biolog Steven Rosę w swojej książce Lifelines (1997) zwrócił uwagę, iż większość procesów, jakie zachodzą w komórce, jest przynajmniej w takim samym stopniu wytworem środowiska wewnątrz i wokół komórki jak wytworem jej DNA. Środowisko tworzymy za pomocą naszej diety, kontaktu z toksynami, stylu życia, a na­wet myśli, przekonań i sposobu patrzenia na świat. Zdaniem biologa, „organizmy są aktywnymi rozgrywającymi swojego losu”.
Istotnie, nawet stan umysłowy wpływa na środowi­sko, jakie tworzymy naszym komórkom i genom. Ko­mórki są zależne od tego, jak mózg interpretuje środowisko i wykorzystuje układ nerwowy, aby przekazać im informacje, co mają robić. Sposób postrzegania rzeczy­wistości przez daną osobę może bardzo silnie oddziały­wać na ekspresję genów. Na przykład wskaźnik umie­ralności jest wyższy wśród osób, które rok lub dwa lata wcześniej przeszły na emeryturę. Dlaczego? Czy mózg interpretuje to zdarzenie jako informację, że „życie” się skończyło, i wywołuje odpowiednią ekspresję genów? Lekarz medycyny Deepak Chopra, autor wielu książek, pionier i lider w dziedzinie medycyny ciała i umysłu, często powtarza na wykładach: „Proces starzenia się jest błędem”. Innymi słowy, ponieważ obserwujemy to zjawisko wokół nas, wierzymy, że i my się zestarzeje­my. Dosłownie aktywujemy własne geny odpowiedzial­ne za starzenie się organizmu. Czyż mógł to być jeden z powodów, że tradycyjnie zdrowe ludy, na przykład Hunzowie, żyli tak długo? Czy członkowie tego plemienią, przekonani o możliwości długiego życia w zdrowiu, w istocie odpowiednio instruowali swoje geny? Wiele dowodów potwierdza, że nasze przekonania znacząco wpływają na działanie komórek i ekspresję genów.

CELOWE USZKODZENIE DNA
Współczesna dieta i tryb życia mogą prowadzić do uszkodzeń genów, niezależnie od odziedziczonych pre­dyspozycji. Uszkodzenia genetyczne nie tyle wywołu­ją ekspresję zakodowanej informacji genetycznej, ile zmieniają kod. Zmianę w kodzie genetycznym nazywa się mutacją. Może ona nastąpić zarówno z przyczyn na­turalnych, jak i w wyniku uszkodzenia spowodowane­go działaniem człowieka. Jedna z teorii na temat pro­cesu starzenia się mówi o tym, że zachodzące przez całe życie mutacje genów wywołują stopniową utratę sprawności i odporności. Zdolność genów do mutowa-nia ma nie tylko negatywne aspekty; jest nieodłączną częścią procesu ewolucji i adaptacji do zmieniających się warunków.

Za szkodliwe mutacje odpowiadają substancje che­miczne i promieniowanie, które mogą prowadzić do drastycznych i nieprzewidywalnych zmian w kodzie genetycznym. W genach zawarte są podstawowe pla­ny tworzenia, naprawiania i rozmnażania organizmu i dlatego przypadkowa zmiana tych planów niesie duże ryzyko. Co by się stało, gdybyś zaczął na chybił trafił wprowadzać zmiany do projektu swojego domu? Drzwi, okna, ściany, a nawet całe pomieszczenia znalazłyby się w dziwnych miejscach. Tak się właśnie dzieje przy uszkodzeniach genetycznych.

Co powoduje mutacje genetyczne?
*Promieniowanie jonizujące. Niemal połowa ekspozycji przeciętnego człowieka na działanie promieniowania jonizującego pochodzi z przeświet­leń rentgenowskich i z radioterapii. Unikaj tego typu promieniowania, chyba że jest naprawdę ko­nieczne. To dziwne, że lekarze dopatrują się źródeł choroby w genetyce, jednocześnie dokonując ol­brzymich uszkodzeń genetycznych za pomocą środków farmaceutycznych i prześwietleń rentge­nowskich.
*Promieniowanie niejonizujące. Tworzy je prze­pływ elektryczności, który może wpływać na geny,
choć dowody na to są mniej oczywiste. Zasadni­czo staraj się nie przebywać w pobliżu włączonych urządzeń elektrycznych lub unikaj przedłużonego kontaktu z nimi.
*Toksyny. Zaliczają się do nich syntetyczne prze­mysłowe substancje chemiczne, leki, tytoń, alko­hol i pozostałości substancji chemicznych w mię­sie czy przetworach mlecznych, jak polichlorowane bifenyle i dioksyny. Mutagenne i rakotwórcze sub­stancje chemiczne powstają głównie w pokarmach podgrzanych do wysokich temperatur lub okop­conych (jak przy grillowaniu).

Komórka wystawiona na działanie toksyn lub promieniowania może obumrzeć albo jej geny mogą uszkodzeniu. Zmutowany gen może na stałe zmienić sposób działania komórki, często prowadząc do niedo­borów, toksyczności i choroby. Ponadto zmienione ko­mórki (ze zmutowanymi genami) mogą się dzielić, prze­nosząc mutację do coraz większej liczby kolejnych komórek. Skutki tego powielania bywają albo znikome, albo druzgocące. Nowotwór rozwija się zwykle właśnie przez podział komórek. Co gorsza, jeśli mutacje gene­tyczne nastąpiły w komórce rozrodczej, to w 50 procen­tach jest prawdopodobne, że zostanie ona przekazana potomstwu. Zniszczone lub uszkodzone komórki i geny mogą prowadzić do przedwczesnego starzenia się i roz­woju różnych schorzeń, takich jak nowotwory, słaba odporność na infekcje, stres, zmęczenie, a nawet nie­przystosowanie społeczne.

To wcale nie geny powodują starzenie się i choroby. Powodujemy je my sami. Wystawiamy nasze komórki na działanie toksyn i promieniowania, które w pierw­szej kolejności odpowiadają za mutacje genetyczne. Styl życia w XXI wieku w niespotykanym dotąd stop­niu i alarmującym tempie przyczynia się do uszkodzeń i mutacji genetycznych. Jak pisze naukowiec Richard Lewontin w książce Human Diversity (1982): „Uważa się, że w związku z przedsięwzięciami technologicznymi w dziedzinie promieniowania jonizującego i chemii syn­tetycznej współczesne istoty ludzkie oraz łańcuch po­karmowy, na którym opiera się ich życie, ulegają znacz­nie szybszej mutacji niż taka, do jakiej biologia była dotychczas przyzwyczajona”.

Na szczęście w odpowiednich warunkach uszkodze­nia genetyczne można naprawić. Musimy nie tylko uni­kać uszkodzeń genetycznych, lecz również dostarczać genom surowce (składniki odżywcze), których potrze­bują do samodzielnej naprawy.

ŻYWNOŚĆ GENETYCZNIE MODYFIKOWANA TO RYZYKOWNY INTERES
Obecnie w każdej dyskusji na temat genetyki po­rusza się temat potężnych technologii genetycznych, które są wykorzystywane zwłaszcza w przemyśle spo­żywczym. To, co jeszcze poprzedniemu pokoleniu wy­dawało się fenomenem, obecnie staje się możliwe dzięki współczesnej inżynierii genetycznej. Niemniej kwestia potencjalnych zagrożeń tych technologii dla ludzkie­go zdrowia pozostaje sporna. Naukowcy z przeciwnych obozów wciąż dowodzą swoich racji. Owe technologie niosą potencjał zarówno wielkich dokonań, jak i katastrofy. Nie mamy wystarczająco wielu badań, żeby przewidzieć, co się stanie w przyszłości, lecz te badania, które są dostępne, dają powody do poważnego niepoko­ju, a nawet strachu. Nie zalecam spożywania żywno­ści genetycznie modyfikowanej, gdyż, moim zdaniem, może ona zawierać więcej toksyn, być uboższa w skład­niki odżywcze i potencjalnie niebezpieczna pod innymi względami.
Nigdy wcześniej w historii ludzkości człowiek nie spo­żywał genetycznie modyfikowanych pokarmów. Dopie­ro w ostatnich latach opracowaliśmy technologie, które pozwalają wytwarzać takie produkty. Obecnie inżynie­ria genetyczna szybko się rozwija, przy czym proces ten jest słabo kontrolowany i prawie w ogóle nie roz­waża się jego długoterminowych skutków. Większość żywności sprzedawanej w supermarketach zawiera już genetycznie zmodyfikowane składniki. Tymczasem nie przeprowadzono wystarczająco wielu badań, szczegól­nie długookresowych, żeby zagwarantować bezpieczeń­stwo takiej żywności. Przeciwnie, istnieje mnóstwo do­wodów potwierdzających jej szkodliwość.

Jeśli nadal będziemy produkować i konsumować żywność genetyczne modyfikowaną, jej ogromne ilości w zasobach pożywienia spowodują, że nie będzie moż­na zapobiec zanieczyszczeniu genetycznemu pokar­mów. Jeśli kiedykolwiek ich szkodliwość zostanie do­wiedziona, straty będą nieodwracalne. Nieoczekiwane skutki spożywania tej żywności mogą ujawnić się do­piero po wielu latach, kiedy będzie już za późno na jej wycofanie. Nasi naukowcy robią, co w ich mocy, ale w przypadku eksperymentów genetycznych możliwości nieprzewidzianych działań ubocznych są prawie nie­skończone. Oto jeden ze scenariuszy: z czasem gene­tycznie modyfikowane organizmy wchodzą w reakcje ze środowiskiem, mutują, ewoluują i przekazują swoje zmutowane cechy innym spokrewnionym lub niespokrewnionym organizmom, łącznie z istotami ludzkimi. Wywołuje to reakcję łańcuchową w całym ekosystemie, zagrażając życiu na Ziemi w znanej nam postaci. Wiem, że ten scenariusz brzmi dramatycznie, ale manipulacja genami i przebiegiem ewolucji jest ryzykowną grą.

Czy w twoim ziemniaku pływa meduza?
Produkowanie nowej żywności na drodze inżynierii genetycznej nie należy do błahostek. Inżynierowie genetyczni kroją, łączą i przenoszą geny między zupełnie niezwiązanymi gatunkami, aby stworzyć kombinacje, które nigdy nie miałyby szans pojawić się w naturze. Naukowcy wprowadzają geny meduzy do ziemniaków, geny skorpiona do warzyw, ludzkie geny do organi­zmów świń i geny ryby do pomidorów. Idealna precy­zja przy wykorzystaniu technik łączenia genów i do­kładna wiedza na temat tego, co w efekcie powstanie, prawie niemożliwe. Naukowcy z prestiżowego Rowett Institute w Szkocji przebadali różne partie transgenicz-nych ziemniaków i odkryli istotne różnice w skutkach wprowadzenia tego samego genu. Dwa rzędy ziemniaków, do których wprowadzono ten sam gen, uprawiane w tych samych warunkach, wykazywały 20-procen-tową różnicę w zawartości białka, co potwierdziło nieprzewidywalność wpisaną w modyfikację genetyczną.
Żywność genetycznie modyfikowana może mieć od­mienną wartość odżywczą oraz zawierać alergeny i tok­syny, które w naturalnych warunkach byłyby nieobecne (włącznie z odmianami nietypowymi dla tych produk­tów). Na przykład geny orzechów brazylijskich wyko­rzystano przy opracowaniu nowego gatunku soi. Jed­nak osoby z alergią na orzechy brazylijskie mocno na nią reagowały. Na szczęście problem został wykryty, zanim komukolwiek stała się krzywda. Inne rodzaje żywności transgenicznej mogą stwarzać podobne za-grożenia. Badanie z 1999 roku, które przedstawiono w brytyjskim czasopiśmie medycznym „Lancet”, wykazało, że genetycznie modyfikowane ziemniaki uszko­dziły żołądki i nabłonek jelit szczurów. Choć ludzie też spożywają takie ziemniaki, nie przeprowadza się u nich tego rodzaju testów.
Czy pamiętasz jedną z „afer zdrowotnych” z drugiej połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku? U wielu osób, które zażyły niezbędny aminokwas zwany tryptofanem (stosowany w walce z depresją i innymi proble­mami emocjonalnymi), wystąpiły fatalne w skutkach reakcje. Trzydzieści siedem osób zmarło, u tysiąca pięciuset nastąpiło trwałe kalectwo, a u pięciu tysięcy rozwinęła się ciężka choroba. Jak się okazało, pewien Japoński producent wytwarzał tryptofan, wykorzystują genetycznie zmodyfikowaną bakterię, która umożliwiała intensywną produkcję preparatu, ale jednocześni powodowała powstanie trucizny nerwów. Oczywiście owa trucizna nie istniała, dopóki nie została stworzona, drogą inżynierii genetycznej, więc nie mogły jej wykryć istniejące testy bezpieczeństwa. Problem z żywnością transgeniczną polega właśnie na tym, że nie możemy wykonywać testów na toksyny, których nie znamy. Je­dzenie żywności genetycznie modyfikowanej może mieć nieprzewidziane skutki.

Supermarkety są pełne eksperymentów genetycznych
Według danych opracowanych przez czasopisma branżowe przemysłu spożywczego, około 70 procent przetworzonej żywności z naszych supermarketów mia­łoby pozytywny wynik testu na zawartość składników transgenicznych. Najczęściej modyfikowane produkty tojtukurydza, soja, pomidory, dynia ozdobna, rzepak, papaja i odmiana ziemniaków Russet Burbank. Opra­cowuje się również inne produkty żywnościowe, na « przykład jabłka, ryż, pszenicę, brokuły, ogórki, marchew, melony winogrona. Ich genetycznie modyfikowane wersje są już dostępne w sklepach albo wkrótce się pojawią.
Na podstawie wyników badania przeprowadzone­go przez „Consumer Reports” w 1999 roku wiadomo, że tylko jedna trzecia Amerykanów zdaje sobie sprawę z tego, iż kupuje i spożywa żywność genetycznie mo­dyfikowaną. Agencja ds. Żywności i Leków nie wyma­ga, aby pokarmy te były oznaczone jako „genetycznie kodyfikowane”, a konsumenci nie wiedzą, co kupu­ją. Ludzie zaopatrują się w tak zwane „świeże” produk­ty, nieświadomi tego, że nie powstały one w naturalny sposób. Jak zwykle najlepiej kupować tylko świeżą ekologiczną żywność. Jeśli nie masz dostępu do eko­logicznych produktów, unikaj tych wytwarzanych na skalę przemysłową, szczególnie kukurydzy i soi (włącznie z tofu), które najprawdopodobniej były genetycz­nie modyfikowane. Nie spożywaj przetworzonych i go­towanych produktów, gdyż 70 procent z nich zawiera składniki transgeniczne, w tym często soję jako ukry­ty składnik.

Obecnie nie można nawet mieć pewności, że żyw­ność ekologiczna jest wolna od genetycznie modyfiko­wanych składników. Podczas zbiorów, przeładunku, transportu i przemiału nie można dokładnie oddzielić upraw ekologicznych od genetycznie modyfikowanych. Poza tym owady, ptaki i wiatr przenoszą nasiona i pyłek z roślin transgenicznych na uprawy ekologiczne i do­chodzi do zapylenia krzyżowego. Uprawy amerykań­skie są tak zanieczyszczone modyfikacją genetyczną, że Australijska Federacja Rolnictwa Ekologicznego ogłosi­ła w 2001 roku, że nie może dłużej weryfikować czysto­ści ekologicznych zbiorów importowanych z USA. Z ko­lei Farm Yerified Organie (amerykańska agencja, która przyznaje certyfikaty ekologicznego rolnictwa) wydała następujące oświadczenie: „Zanieczyszczenie GM [genetyczną modyfikacją] amerykańskich artykułów spo­żywczych jest tak powszechne, iż naszym zdaniem, rolnicy z Ameryki Północnej nie mają możliwości zaopatrywania się w nasiona niemodyfikowane”. Testy na obecność obcego materiału genetycznego w naszych, rzekomo nieskażonych, ekologicznych uprawach ku­kurydzy, soi i rzepaku mają wynik pozytywny.

Jak wiadomo, rolnictwo przemysłowe produkuje chore rośliny chore muszą być spryskiwane nawożąmi sztucznymi i pestycydami, gdyż inaczej nie przeżyją. Aby ograniczyć zużycie pestycydów, pewne genetycznie modyfikowane uprawy (na przykład kukurydzy i ziem-niaków) są tak opracowane, że samoistnie wytwarza­ją toksyczne pestycydy. Te rośliny stają się w zasadzie własnymi fabrykami pestycydów. Nie jest znane długo­terminowe oddziaływanie tych pestycydów na zdrowie. Uprawy te z pewnością stwarzają możliwość długofa­lowych niedoborów składników odżywczych, toksycz­ności, a nawet mutacji genetycznych u ludzi. W wyda­niu czasopisma „Naturę” z grudnia 1999 roku podano, że genetycznie modyfikowane uprawy przystosowane do produkcji własnych pestycydów w rzeczywistości zatruwają glebę. Pestycydy spływające po korzeniach rośliny zabijają pożyteczne bakterie obecne w glebie, zakłócając jej sieć pokarmową i zagrażając jej czysto­ści. Nie trzeba wyjaśniać powagi tego problemu. Jakość gleby ma ogromny wpływ na kondycję i zawartość od­żywczą upraw.
Organizmy transgeniczne budzą wątpliwości, ponie­waż niezwykle trudno je kontrolować. Geny nie istnie­ją oddzielnie, lecz są częścią wzajemnie oddziałujących na siebie sieci. Łączenie genów daje nie tylko cechy po­żądane, lecz niesie też inne, nieprzewidywalne skutki. Po co niepotrzebnie ryzykować, skoro gatunki stworzo­ne przez Matkę Naturę świetnie funkcjonują?

„Postęp”? Jakim kosztem?
Dostawcy genetycznie modyfikowanych nasion, na przykład firmy Archer Daniels Midland i Monsanto, uważają się za pionierów technologii, która może słu­żyć ludzkości i oferować jej niezliczone korzyści teraz i w przyszłości. Specjaliści w tej dziedzinie przekonują, że żywność genetycznie modyfikowana zwiększa plo­ny i jest konieczna, aby zapewnić pożywienie naszemu „głodującemu” światu. Ich zdaniem, można opracować uprawy, które ograniczą zanieczyszczenie środowiska pestycydami, gdyż rośliny same wewnętrznie wytwarza­ją pestycydy. Naukowcy twierdzą, że można tak zmody­fikować rośliny, aby były odporne na chemiczne środki chwastobójcze, co pozwoli rolnikom dowolnie używać tych środków. W przyszłości zostaną prawdopodobnie opracowane rośliny bardziej wytrzymałe na surowe wa­runki klimatyczne, co umożliwi uprawy w rejonach dzi­siaj do tego nieprzystosowanych. W perspektywie jest także inżynieria genetyczna roślin o zwiększonej war­tości odżywczej. Owszem, żywność transgeniczna może być niezwykle obiecująca, ale jak zawsze musimy brać pod uwagę pełny obraz sytuacji.
Żywność genetycznie modyfikowana niesie również olbrzymie ryzyko, ale motywacja finansowa do prowa­dzenia badań nad negatywnymi aspektami tej żywno­ści jest znikoma i wiele środowisk woli ignorować tę kwestię. Testy bezpieczeństwa dla nowo powstających gatunków powinny być co najmniej tak rygorystycz­ne jak te dla dodatków do żywności. Tymczasem żad-s, na z instytucji nadzorujących nie jest odpowiedzialna za żywność genetycznie modyfikowaną. Na przykład w USA osiem agencji rządowych działa na podstawie dwunastu różnych ustaw, lecz żadna z tych organiza­cji nie zajmuje się konkretnie żywnością genetycznie modyfikowaną. Firmy biotechnologiczne przeprowadzają własne badania i nie muszą informować Agen­cji ds. Żywności i Leków o potencjalnych problemach. Choć w przemysł ten zaangażowane są wielkie korpO’ racje i olbrzymie sumy pieniędzy, polegamy niejako na kodeksie honorowym. Ludzie mają przynajmniej prawo wiedzieć, co jedzą. Powinniśmy nalegać na to, aby żywność transgeniczna była opatrzona odpowiednimi etykietami. Zachęcam do aktywności obywatelskiej: skon­taktuj się z lokalnym samorządem, którego członków wybierałeś, i podziel się swoimi wątpliwościami co do żywności genetycznie modyfikowanej.

BŁĘDNE PRZEKONANIA NA TEMAT WAD WRODZONYCH
Wady genetyczne i wrodzone należą do głównych kwestii związanych z genetyką, wokół których istnie­ją liczne nieporozumienia. Większość osób zakłada, że stan organizmu w momencie narodzin jest określony genetycznie. To nieprawda. Na każdy etap rozwoju no­worodka wpływały warunki w łonie matki. Wady spo­wodowane przez niesprzyjające warunki w łonie należą do wrodzonyc a nie genetycznych.
Rozwój dziecka mocno obciąża organizm matki, któ­ry w związku z tym wymaga dużo większych niż nor­malnie dostaw składników odżywczych. Jeśli matka nie dostarcza organizmowi odpowiednich ilości substancji odżywczych, może to poważnie wpłynąć na rozwój pło­du. Wady wrodzone, czyli biochemiczne i fizyczne wady występujące przy narodzinach, nie są określo­ne genetycznie, lecz mają te same dwie przyczyny co każda choroba: niedobory i toksyczność.
Jeśli w komórkach matki nie ma niedoborów skład­ników odżywczych ani toksyn, szansę jej dziecka na zdrowe życie są dużo większe. Tkanki i komórki bardzo intensywnie rosną, w miarę jak płód przechodzi kolej­ne fazy rozwoju. Komórki, które szybko się dzielą, są narażone na większe ryzyko niedoborów odżywczych, nadmierne ilości niektórych hormonów lub obecność Pewnych toksyn. Takie warunki mogą zmienić proces kształtowania się tkanek u niemowlęcia, trwale wpływają na fizyczną i umysłową sprawność dziecka.
Niesprzyjające środowisko w łonie matki sprawi że rozwijający się płód musi w jakiś sposób równowa żyć niedobory i toksyczność. Działania te dużo kosztu ją młody organizm, a ich skutki często są niewidoczne i nie dają się przewidzieć. Może układ nerwowy okaże się uszkodzony i dziecko będzie miało niższy iloraz in­teligencji, niż mogłoby mieć w innych okolicznościach Może układ trawienny dziecka nie rozwinie się w pełni prowadząc do problemów z trawieniem, chorób i krót­szego życia. Może układ krążenia nie będzie całkowicie sprawny, uniemożliwiając docieranie do tkanek odpo-wiednich ilości składników odżywczych i tlenu, co z ko­lei spowoduje rozwój chorób i przedwczesne starzenie się. Może dziecko urodzi się z rozszczepem podniebie­nia, zdeformowaną stopą lub wadą serca.
Niektóre z tych problemów są widoczne przy narodzi­nach, lecz większość nie. Kiedy są zauważalne, kładzie­my je na karb genetyki, mimo że należą, do wad wrodzonych.
Aby ich uniknąć, rodzice (szczególnie przed ciążą i w jej trakcie) muszą trzymać się sześciu dróg. Dzię­ki temu usprawnią funkcje komórkowe swoich orga­nizmów i ograniczą prawdopodobieństwo wystąpienia wad wrodzonych u swoich dzieci.

WYBRAĆ PRZEZNACZENIE
Chociaż idealne odżywianie, idealne geny, czyste śro­dowisko i idealne zachowanie nie istnieją, właśnie te czynniki piszą historię twojego życia i decydują, ile bę­dzie miała rozdziałów.
Wzajemne oddziaływanie odziedziczonych genów, ilości dostarczanych składników odżywczych, śro­dowiska i naszych myśli oraz przekonań jest katalizatorem, który określa nasz obecny stan zdrowia lub choroby oraz długość życia.
Zmieniając warunki wewnątrz organizmu, możesz sygnalizować genom różne sposoby ekspresji. Nasze społeczeństwo skłania się ku poglądowi, że choroba jest efektem procesu starzenia się. Nieprawda. Plemię ^ Hunzów i inne znane zdrowe populacje dożywały bar­dzo późnego wieku bez chorób. Choroba jest skutkiem tempa, w jakim się starzejemy, a nie liczby lat spędzonych na Ziemi. Wpływ na to tempo mają “geny starzenia się”, które możemy dezaktywować – wybór należy do nas.
Możesz stworzyć młodszą i zdrowszą wersję siebie, zgodnie z sugestią lekarza medycyny Arthura Yandera, autora książki Nutńtion, Stress & Toxic Chemicals: Ań Approach to Environ.men.tal Health Controversies (1981). Doktor Yander twierdzi, że „poprzez zmianę ekspresji genów różne rodzaje środowiska mogą stwo­rzyć (…) niezliczone rodzaje «ciebie»”.
Przyjmując, iż odziedziczone geny wywołują choro­bę, zakładamy, że choroba pojawia się bez względu na czynniki związane z żywieniem i stylem życia – inny­mi słowy, bez względu na środowisko. Nie jest to prawda i dlatego mamy tak przemożny wpływ na równowa­gę między zdrowiem a chorobą. Geny są istotne, lecz stanowią jedynie mały element dużo większej układan­ki. Zasadniczo istnieje tylko jedna choroba (niewydol­ność komórek), która ma tylko dwie przyczyny (niedo­bory i toksyczność).
Niezależnie od przepisu, o wartości dania decydu­ją jego składniki. To samo dotyczy komórki. Gdy ko­mórka otrzymuje odpowiednie składniki odżywcze, jest wolna od toksyn i znajduje się w sprzyjającym środo­wisku, wówczas aktywują się geny, które podtrzymują zdrowie, a geny odpowiedzialne za starzenie się i cho­roby pozostają uśpione. Krótko mówiąc, twoje komór­ki są zdrowe i ty cieszysz się zdrowiem. Stwórz sprzy­jające środowisko dla swoich genów i chroń je przed uszkodzeniami, żebyś mógł podążać „drogą genetyki” w stronę zdrowia.

WSZYSTKO ZALEŻY OD METODY


Zawsze najpierw jedz surowe, a potem gotowane.


Gotowana żywność okazuje się tak obca dla ludzkiego organizmu, że może powodować reakcję odpornościową, podobną do tej, kiedy atakuje wirus. Naukowiec Udo Erasmus, autor książki Fats and Oils, pisze:

Kiedy spożywamy gotowane (lub nieżywe) pokarmy, w tkankach żołądka i w przewodzie pokarmowym następuje reakcja obronna. Przypomina ona reakcję, któ­ra powstaje przy infekcjach i wokół guzów gromadzą się białe krwinki, pojawia się opuchlizna, temperatura w żołądku i jelitach wzrasta jak przy gorączce. W kon­sekwencji po posiłku czujemy zmęczenie. Taka sama reakcja zachodzi, gdy połowę posiłku jemy na surowo, ale zaczynamy od pokarmu gotowanego. Jeśli jednak zaczynamy od produktów surowych, tego typu reakcja nie następuje.

Równie istotną rolę odgrywa przeżuwanie pokarmu. Ludzie zwykle dwa razy przeżują jedzenie i zaraz je poły­kają. Nieodpowiednie przeżuwanie może zaburzać pro­ces trawienia i przyczyniać się do rozwoju choroby. Wie­le z naszych współczesnych pokarmów (rozgotowanych, przetworzonych i tłustych) łatwo się połyka i nie trzeba ich gryźć. W przeciwieństwie do nich, prawdziwa żyw­ność (nieprzetworzona, a zwłaszcza surowa) jest zwykle bardziej zwarta, zawiera więcej błonnika i trzeba ją dłu­żej przeżuwać. Jeśli chcesz dostarczać organizmowi korzystnych dla zdrowia składników odżywczych, jedz naturalne pokarmy i prawidłowo je przeżuwaj.
Najpierw twoje zęby rozdrabniają pokarm na małe cząstki. Później, podczas przeżuwania, ślina łączy żywność z enzymami, pomagając ją rozdrobnić i strawić. Wbrew powszechnemu przekonaniu przeżuwanie ma na celu nie tylko rozkład pokarmu na małe cząstki, które można połknąć. W ten sposób wspomaga się tak­że proces trawienia – pokarm jest mielony na drobne kawałki i dokładnie pokrywany zawartymi w ślinie enzymami trawiennymi.
Stare powiedzenie mówi: „Pij to, co jesz, i jedz to, co pijesz”. Stałe pokarmy należy całkowicie przeżuć tak, by przed połknięciem miały płynną postać. Natomiast płyny (soki i zupy) powinno się zatrzymywać na chwi­lę w jamie ustnej („przeżuć”), aby mogły zadziałać zawarte w ślinie enzymy. Odżywianie zaczyna się w twoim umyśle i w twoich ustach. Jedz po to, by odżywiać swój organizmu, a nie tylko po to, by wypełniać pust­kę w żołądku.

SPÓJRZ NA „ZGAGĘ” Z INNEJ PERSPEKTYWY

Przeżuty, pokryty enzymami pokarm z jamy ustnej przemieszcza się do żołądka, gdzie wywołuje uwalnia­nie kwasu chlorowodorowego i innych związków che­micznych biorących udział w procesie trawienia, które dalej rozkładają pokarm, zanim dotrze do jelita cien­kiego. W zasadzie dopóki nie ma wystarczającej ilości kwasu chlorowodorowego i nie nastąpi rozkład pokarmu, nie opuszcza on żołądka. Jeśli niestrawionę jedzenie zbyt długo zalega w żołądku, tworzą się toksyny, które zatruwają organizm. Niezwykle istotna w procesie trawienia jest więc obecność odpowiedniej ilości kwasu chlorowodorowego.

Ludzie często myślą, że niestrawność powoduje „zbyt duża ilość kwasu”, popularnie zwana zgagą lub nadkwasotą. Chociaż w niektórych rzadkich przypadkach jest to uzasadniona diagnoza, przeważnie objawy kwa­sowości wywołuje coś zupełnie odmiennego, a miano­wicie za mała ilość kwasu chlorowodorowego. W rezul­tacie pokarm jest nieprawidłowo trawiony i zbyt długo zalega w żołądku, gnijąc i kwaśniejąc.

Gnijąca treść po­karmowa i niewystarczająca ilość kwasów trawiennych wywołują uczucie kwaśnego pieczenia (zgagi). Nie na­leży przed jedzeniem przyjmować tabletek zobojęt­niających kwasy, aby zapobiec zgadze. To tylko po­garsza i tak już złą sytuację. Zgagę najlepiej „leczy się”, stosując podstawowe zasady łączenia produktów i do­brze przeżuwając pożywienie. Pomocna może okazać się również suplementacja w postaci enzymów trawien­nych. (Uwaga: można także stosować suplement kwa­su chlorowodorowego w tabletkach, ale ta bardziej in­wazyjna metoda wymaga wiedzy i nadzoru specjalisty).

Proces wchłaniania składników odżywczych odbywa głównie w jelicie cienkim. Zanim pokarm tam dotrze, musi zostać prawidłowo przetrawiony. Jelito cienkie czerpie z pożywienia substancje odżywcze, które na­stępnie trafiają do krwiobiegu. Natomiast odpady prze­mieszczają się do jelita grubego i są wydalane z orga­nizmu.
Niewłaściwie przetworzone jedzenie, gdy dociera do jelita cienkiego, wywołuje mnóstwo problemów, źle przetrawione, rozkładające się, fermentujące i gnijące kawałki pożywienia wytwarzają w jelitach ogromne ilości toksyn. Niestrawione cząsteczki pokarmu mogą przedostać się przez ścianki jelita i trafić bezpośrednio do krwiobiegu. Wówczas są one traktowane przez organizm jako obce i układ odpornościowy może je zatakować. Taka reakcja przypomina typową alergie pokarmową. Nieprawidłowe trawienie pokarmu może spowodować, że staniesz się na niego uczulony. Cogorsza, każda reakcja alergiczna uszkadza tkankę jeli­ta i zwiększa jej przepuszczalność, potęgując problem. Konsekwencją może być rosnąca liczba alergii pokarmowych i inne dolegliwości. Tego rodzaju ciągłe re­akcje alergiczne mogą nadwerężyć i przeciążyć układ odpornościowy, zwiększając podatność organizmu na lekkie przewlekłe infekcje, takie jak chroniczne zapa­lenie zatok.

Jeśli proces trawienia w jelitach przebiegnie prawidłowo, właściwe składniki odżywcze dotrą do krwio­biegu. Następnie te substancje muszą trafić do wnę­trza odpowiednich komórek. Proces ten często wymaga udziału tak zwanych „transporterów”, odmiennych składników odżywczych (na przykład pewnych kwa­sów tłuszczowych), które także pochodzą z pożywienia. Innymi słowy, substancje odżywcze mają wiele zadań, włączenie z transportem innych substancji odżyw­czych. Jest to jeden z przykładów, jak składniki odżywcze współdziałają i dlaczego nie można sobie pozwolić na niedobory nawet jednego z nich. Gdy substancje od­żywcze dotrą do docelowych komórek, muszą przedo­stać się przez błony komórkowe. Zadanie to utrudnia nieprawidłowa struktura błony, której budulcem były „złe” tłuszcze i oleje, na przykład tłuszcze utwardzone oleje rafinowane (z supermarketu), nadmierne ilość tłuszczów nasyconych lub produktów smażonych w głębokim tłuszczu.

Ostatni etap procesu właściwego trawienia to eliminacja odpadów, które należy wydalić możliwie szybko i skutecznie. W przeciwnym razie toksyny mogą zostać ponownie wchłonięte przez organizm. Najlepszy sposób
poprawienia pracy jelit polega na jedzeniu wystarczających ilości błonnika, przestrzeganiu zasad właściwego łączenia pokarmów i dobrym przeżuwaniu. Jeśli jednak wybierasz żywność o dostatecznej zawartości błonnika, po czym ją gotujesz, oszukujesz sam siebie. Gotowa­nie niszczy pewne rodzaje włókien w pokarmie, uważaj więc, aby go nie rozgotowywać.

Wiele osób czuje się nieswojo, a nawet są zażenowa­ne, gdy mowa o zbędnych produktach przemiany mate­rii. Te naturalne procesy nie powinny nas zawstydzać, gdyż stan układu trawiennego najlepiej ocenia się na podstawie takich informacji jak wygląd, struktura i za­pach stolca oraz częstotliwość wypróżnień. W społeczeństwach zachodnich zaparcia są dolegli­wością powszechną. Wielu ludzi wypróżnia się co drugi dzień. Niektórzy uważają, że oddanie stolca raz dzien­nie jest stanem idealnym. Wcale nie. Jeśli nie wypróż­niasz się często i odpowiednio, to resztki pożywienia zalegają w jelitach, gdzie się rozkładają i zatruwają organizm. Stolec powinno się oddawać dwa lub trzy razy na dzień, w najgorszym wypadku raz. Luźny lub wy­jątkowo zbity stolec wskazuje na poważne dolegliwo­ści, zwłaszcza jeśli utrzymuje się to przez pewien czas. Regularnie uformowany i unoszący się na wodzie stolec to dobry znak. Nadmierne ilości gazów (żołądkowych lub jelitowych) lub zapach stolca mogą świadczyć o pro­blemach z trawieniem.

Obserwuj u siebie proces wypróżniania i jeśli zauwa­żysz jakieś nieprawidłowości, przeciwdziałaj im.

Do żywności dodaje się różnorodne substancje, aby wzmocnić jej smak, kolor i konsystencję, aby ułatwić przetwarzanie oraz przedłużyć okres trwałości. Na przy­kład w USA obecnie stosuje się w sumie ponad trzy ty­siące dodatków zatwierdzonych przez Agencję ds. Żyw­ności i Leków, a przeciętny Amerykanin spożywa ich ponad 4,5 kilograma rocznie. Trudno wyobrazić sobie człowieka, który je takie ilości toksycznych syntetycz­nych substancji chemicznych, a sami to robimy – stop­niowo i nie uświadamiając sobie, jak dochodzi do ich nagromadzenia w organizmie.

Choć dodatki do żywności muszą zostać zaakceptowane pod względem bezpie­czeństwa, często najpierw uznawane są za bezpieczne, a  następnie po pewnym czasie wycofuje się je z rynku z powodu nieprzewidzianych szkodliwych skutków. Nie zakładaj, że te dodatki są bezpieczne, tylko dlatego, że zostały zatwierdzone przez jakaś agencję czy urząd.

Ponadto naukowcy zazwyczaj badają pojedyncze do­datki, mimo że spożywamy je w połączeniu z innymi. Prawie żadne badanie nie sprawdza połączonego działa­nia dodatków do żywności. Obecnie nasz kontakt z wieloma rozmaitymi mieszankami tych dodatków przypo­mina wielkie i niebezpieczne doświadczenie chemiczne.
Skutki takiego połączonego ich działania zostały przed­stawione w badaniu, które przeprowadził B.H. Ershoff, opublikowanym w 1976 roku na łamach czasopisma „Journal of Food Science”. Badanie objęło trzy różne dodatki zaakceptowane przez Agencję ds. Żywności i Leków: sztuczny barwnik, sztuczną substancję słodzącą oraz emulgator (substancję, pod której wpływem olej i woda nie ulegają rozdzieleniu). Podawane osobno, nie wywoływały u zwierząt doświadczalnych żadnych łatwo zauważalnych skutków ubocznych.

Jednak spożycie jednocześnie już dwóch substancji powodowało chorobę. Gdy podawano trzy dodatki naraz, zwierzę­ta umierały w ciągu niespełna dwóch tygodni! Mając to na uwadze, weź pudełko płatków śniadaniowych (czy jakikolwiek inny wysoko przetworzony produkt) i po­licz, ile jest w nich dodatków. Rzecz jasna, spożywasz te substancje w połączeniu. Po sprawdzeniu etykiet na opakowaniach płatków śniadaniowych, które Cynthia i Tom mieli w spiżarni, wyrzuciliśmy wszystkie rodza­je, ponieważ w ich skład wchodziły sztuczne barwniki) aromaty, konserwanty i tłuszcze utwardzone. Czytaj etykiety na kupowanych produktów żywnościowych. Jeśli produkt zawiera sztuczne barwniki, aromaty, konserwanty i inne dodatki, lepiej z niego zrezygnuj.

A co by się stało, gdybyśmy usunęli z naszej diety pewne dodatki do żywności? Kwestii tej poświęcono ba­danie, które przedstawiono w czasopiśmie „Internatio­nal Journal of Biosocial Research” w 1986 roku. W la­tach 1979-1983 szkoły państwowe w Nowym Jorku stopniowo wycofywały żywność zawierającą sztuczne barwniki i aromaty ze szkolnych obiadów podawanych ponad milionowi dzieci. W tym samym czasie, bez wpro­wadzania żadnych innych zmian, wyniki dzieci w naauce znacznie się polepszyły. W nowojorskich szkołach w ciągu czterech lat zaobserwowano największe postę­py w nauce, jakie kiedykolwiek zmierzono w miejskim okręgu szkolnym w historii USA. Jak to było możliwe?

Dodatki do żywności są toksyczne i zatruwają komórki. Kiedy komórki przestają być zatruwane, poprawia się zdrowie organizmu. Wraz z większą sprawnością ko­mórek mózgowych polepszą się umiejętność myślenia, przyswajania wiedzy i zapamiętywania. Toksyczne ob­ciążenie rozwijających się młodych umysłów przyczy­nia się do słabych wyników współczesnych uczniów.
Niestety, po zakończeniu eksperymentu, w związku z politycznymi naciskami dostawców popularnych pro­duktów żywnościowych, nowojorskie szkoły wróciły do podawania typowego pożywienia i zaprzepaszczono te nieprawdopodobne osiągnięcia.

Pozostałości toksycznych substancji chemicznych to następne niebezpieczeństwo, jakie czai się w żywności przetworzonej i o jakim nie wspominają etykiety. Choć producenci nie dodają tych substancji celowo, znajdują się one niemal we wszystkich typowych produktach wytwarzanych na skalę przemysłową. Jeśli nie są one dodawane, producenci nie mają obowiązku podawać ich na liście składników. (Przypomnij sobie, jak David zatruł się rtęcią obecną w tuńczyku w puszce; oczywiście na etykiecie nie ma mowy o rtęci, ponieważ pierwiastek ten znajduje się w samej rybie). Pozostałości chemicz­ne pochodzą z wielu różnych źródeł, między innymi z przemysłowych substancji chemicznych i pestycy­dów, ze środków grzybobójczych i chwastobójczych, ze sztucznych środków przyspieszających dojrzewanie roślin, z hormonów i innych leków weterynaryjnych, jak również z materiałów używanych do pakowania.

Podczas naszej sklepowej wyprawy w poszukiwaniu ukrytych pozostałości toksycznych dotarliśmy z Cynthią i Tomem do działu produktów mrożonych. Według badania „FDA To tal Diet Study”, przeprowadzonego przez Agencję ds. Żywności i Leków w latach 1982-1986, mrożone frytki zawierały 70 różnych pozostało­ści pestycydów. W mrożonych pizzach było 67 rodzajów pozostałości pestycydów i przemysłowych substan­cji chemicznych. W mrożonym cieście czekoladowym znajdowało się 61 toksycznych pozostałości, a w czeko­ladzie mlecznej 93. Masło orzechowe zawierało aż 183 rodzaje pozostałości, w tym wysoce rakotwórczą aflatoksynę, którą wytwarza pleśń powstała na orzeszkach ziemnych.

We wszystkich działach sklepu czaiło się jeszcze jedno ukryte niebezpieczeństwo: toksyny pochodzące z opa­kowań. Substancje zawarte w materiałach do pakowa­nia (takich jak folia plastikowa, plastikowe butelki, opakowania na mleko, kartony na soki, styropian i puszki z warstwą epoksydową) mogą przenikać do żywności. Produkty zapakowane w materiały, które zawierają wode albo toksyczne substancje rozpuszczalne w tłuszczach, mogą wchłaniać te toksyny, a potem dostają się one do organizmu konsumenta. Pewne ilości polimerów, plastyfikatorów, stabilizatorów, wypełniaczy, a nawet barwników obecnych w plastikowej folii mogą rozpuszczać się i przedostawać do pożywienia.
Dlatego unikąj produktów w plastikowych opakowaniach. Wybie­raj te w opakowaniach papierowych i szklanych.

Zakrawa na ironię, że ludzie niekiedy wydają więcej pieniędzy, by kupić ekologiczną żywność, a sprzedaje się ją w tok­sycznych opakowaniach. Jaki jest sens kupować ekolo­giczne mięso na styropianowej tacce i owinięte folią albo organiczne produkty w puszkach z warstwą epoksydo­wą? Niestety, za te „udogodnienia” płacimy wysoką cenę w postaci bioakumulacji toksycznych substancji w or­ganizmie i późniejszej choroby.

Oleje: śliski temat


Wróćmy do wycieczki z Tomem i Cynthią, podczas której uczyli się, jak unikać chorobotwórczej żywno­ści. W dziale z olejami i dressingami do sałatek przy­pomniałem Cynthii i Tomowi, że prawie wszystkie oleje dostępne w supermarketach są przetwarzane i toksycz­ne. Takie oleje wchodzą również w skład rozmaitych gotowych i przetworzonych produktów, w tym dressinngów do sałatek, wypieków i żywności w puszkach.

Większość olejów, szczególnie arachidowy, z nasion bawełny i sojowy, jest bardzo zanieczyszczonych pozo­stałościami toksycznych pestycydów, które są szkodliwe dla układu nerwowego. Obecnie wiele olejów uzyskuje się metodami chemicznymi, co oznacza, że oleje za­bierają rozpuszczalne pozostałości, które podrażniają płuca, osłabiają układ nerwowy i ogólnie zdrowie. Nawet oleje tłoczone na zimno (czyli uzyskiwane nie me­todami chemicznymi) często są rafinowane z użyciem toksycznych substancji chemicznych oraz poddawane wysokim temperaturom w procesie klarowania i dezodoryzacji, co powoduje ich toksyczność. Pod wpływem wysokich temperatur zawarte w tych olejach składniki odżywcze zmieniają się w toksyczne kwasy tłuszczowe trans i inne toksyny (aldehydy, ketony i nadtlenki). Około jedna trzecia wszystkich sprzedawanych czy to w butelkach, czy wchodzących w skład margaryn, tłuszczów roślinnych do pieczenia, płatków śniadaniowych, masła orzechowego i tak da­lej była utwardzana lub częściowo utwardzana i zawiera toksyczne kwasy tłuszczowe trans oraz wiele in­nych toksycznych substancji.

W związku z powszechnym użyciem olejów przetwo­rzonych liczba przypadków zapalenia mięśnia sercowe­go (rodzaj zawału serca) wzrosła osiemdziesięciokrotnie, natomiast zawał serca stał się jedną z głównych przyczyn śmierci, choć dawniej rzadko się to zdarzało. Czy to przypadek? Zdaniem Udo Erasmusa, autora książki Fats Thas Heal, Fats That Kill, powodem coraz większej liczby tych schorzeń jest fakt, że oleje przetworzone sprzyjają dolegliwości zwanej „zwyrodnieniem tłuszczowym”. Erasmus pisze: „Aż 68 procent ludzi umiera z powodu zaledwie trzech schorzeń związanych ze zwyrodnieniem tłuszczowym: choroby układu krąże­nia, nowotworów i cukrzycy”. Na rynku dostępna jest ” tylko garstka zdrowych tłuszczów i olejów: masło orga­niczne lub ghee, wysokiej jakości oliwa z oliwek (trudna do zdobycia) oraz wysokiej jakości produkty z niezbęd­nymi kwasami tłuszczowymi, na przykład olej lniany (więcej informacji znajdziesz w dodatku B).

Niebezpieczeństwa ukryte w mięsie i przetworach mlecznych


Nasza trójka dotarła do działu przetworów mlecz­nych. Jak pamiętasz, mleko i przetwory mleczne nie nadają się do spożywania przez ludzi i wszyscy, a szczególnie niemowlęta i małe dzieci, powinni ich unikać. Problemem jest bioakumulacja toksyn prawie wszystkie toksyny, na które przez całe życie narażone są krowy gromadzą się w ich tkankach i mleku.

Popatrz na nleko jak na toksyczną zupę hormonów, sulfonamidów, środkó uspąkąja|ących i innych zanieczyszczeń. Co gorsza proces pasteryzacji (metoda konserwacji przez podgrzewanie, która zabija bakterie; stosowana jest w produkcji niemal wszystkich przetworów mlecznych) zmienia fizyczne i chemiczne właściwości mleka. Pasteryzacja nie tylko zmniejsza przydatność składników odżywczych dla organizmu, lecz
powoduje powstawanie toksyn. Bioakumulacja toksyn, pasteryza­cja oraz duża zawartość mleka i przetworów mlecznych w typowej zachodniej diecie (25-50 procent) sprawia­ją, że produkty te są głównym czynnikiem powodują­cym wysoką zapadalność na alergie, choroby zakaźne i przewlekłe. Zauważono powiązania między spożyciem mleka a wieloma chorobami, na przykład osteoporozą, stwardnieniem rozsianym, cukrzycą, chorobami serca i nowotworem. Poradziłem Cynthii i Tomowi, aby usu­nęli ze swojej diety mleko i przetwory mleczne. Tobie radzę to samo. Mleko nie jest dobre dla twojego orga­nizmu.

Kolejny przystanek zrobiliśmy przy dziale z produk­tami pochodzenia zwierzęcego. Mięso i jaja mogą zawie­rać dużo toksyn. Jakkolwiek znajdują się w nich istotne składniki odżywcze (i dlatego nie polecam diety wegańkiej), należy zwracać baczną uwagę na źródło pocho­dzenia. Wartość odżywczą źródła pokarmu trzeba za­wsze oceniać, rozważając potencjalne lub rzeczywiście obecne w nim toksyny.

W tkankach zwierząt hodowanych do uboju znajdu­ją się duże ilości toksyn i dlatego mięso bydła z intensywnych hodowli, mleko, mięso kurczaka, jaja i więk­szość odmian ryb hodowlanych nie należą do dobrych pokarmów. Zwierzętom hodowlanym przez całe życie podaje się pasze pozbawione wartości odżywczej, za to pełne toksyn (pestycydów i innych substancji stosowa­nych w rolnictwie). Toksyczność paszy tych zwierząt jest znacznie większa niż toksyczność naszej żywno­ści. Poza tym duże zwierzęta, na przykład krowy, jedzą więcej paszy, a zgromadzone w ich mięsie toksyny do­stają się później do naszych organizmów. Badania nad ludzkim mlekiem, przeprowadzone w 1976 roku przez Agencję Ochrony Środowiska, wykazały, że toksyczne zanieczyszczenia obecne w mleku matek wegetarianek stanowiły jedynie 1-2 procent średniej ilości toksyn, jaka znajduje się w mleku kobiet jedzących mięso. Aby zmniejszyć kontakt z toksynami w pokarmach pocho­dzenia zwierzęcego, warto wybierać ekologiczne mięso, drób i jaja oraz dzikie ryby z mało zanieczyszczonych wód głębinowych. Zdecydowanie należy unikać ryb hodowlanych lub poławianych w zanieczyszczonych wo­dach przybrzeżnych.

Jeśli chcesz kupić ekologiczne produkty zwierzęce, niemal na pewno będziesz musiał udać się do dobrze zaopatrzonego sklepu ze zdrową żywnością. Żywność jest tam droższa, ale cena obejmuje ochronę przed tok­synami i większą wartość odżywczą. Poza tym wybie­rając takie produkty, przyczyniasz się do promowania metod hodowli, które są bardziej korzystne dla środowiska.

Zdrowie jest wyborem. Albo teraz zapłacisz za dobre jedzenie, albo później będziesz płacić za lekarzy i pobyty w szpitalu. Jeśli trudno ci znaleźć prawdziwie ekologiczne, wysokiej jakości produkty pochodzenia zwie­rzęcego, masz inne wyjście: możesz ograniczyć ich spo­życie. Pamiętaj, że za ogromną większość zanieczysz­czenia naszych organizmów pestycydami odpowiadają nieorganiczne produkty zwierzęce, czyli drób, mięso, jaja i przetwory mleczne.

Nie polecam diety całkowicie wegetariańskiej albo wegańskiej, ponieważ nie dostarczają one wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Najlepsza jest dieta, w której przeważają produkty roślinne z ekolo­gicznych upraw. To najprostszy i najłatwiejszy sposób, aby ograniczyć kontakt z toksynami i zapewnić swo­jemu organizmowi większą ilość składników odżyw­czych. Decydując się na produkty zwierzęce, w miarę możliwości wybieraj te, które pochodzą ze zwierząt ho­dowanych w warunkach naturalnych.

 

Uważaj na zepsute produkty
Nasza wycieczka zbliżała się powoli ku końcowi. Zo­stała jeszcze jedna ważna, lecz często niedostrzegana kwestia związana z zakupem pożywienia: wybór nie­toksycznych produktów żywnościowych oznacza wybór pokarmów wolnych od bakterii i pleśni, czyli od organizmów, które wytwarzają toksyny. Pokarmy zanieczyszczone bakteriami i pleśniami niszczą nasze ;drowie. W procesie metabolizmu bakterie produkują toksyny, obciążając ludzki układ odpornościowy i przyczyniając się do zanieczyszczenia organizmu, chorób czy wręcz śmierci. Najpoważniejsze przypadki zatrucia pokarmowego produktami zakażonymi bakteriami mogą być nawet śmiertelne. Dotyczy to na przykład toksyn wytwarzanych przez Clostńdium botulinum, laseczkę jadu kiełbasianego (obecną głównie w niewłaściwie zapakowanych produktach w puszkach), przez E. coli, pałeczkę okrężnicy (występującą między innymi w nie­odpowiednio przechowywanym mięsie), przez gronkowce i salmonellę oraz inne. Śmierć na skutek zapalenia czy zatrucia wywołanego tymi patogenami rzadko się zdarza, ale dość często jesteśmy narażeni na małe ilo­ści toksyn bakteryjnych obecnych w żywności, szcze­gólnie tej pochodzenia zwierzęcego. Zawsze sprawdzaj zapach mięsa, ryb i drobiu. Jeśli czuć zgniliznę (albo ryba ma mocny „rybi” zapach), produkt jest nieświeży lub nie był odpowiednio przechowywany. Bakterie rozmnażają się i wytwarzają toksyny, a tłuszcz zawarty w mięsie jełczeje i staje się toksyczny. Nigdy nie jedz ta­kich produktów.

W typowych przetworach mlecznych, jakie produku­je się na skalę przemysłową, występują bakterie. Zgod­nie z przepisami rządowymi mleko po pasteryzacji po­winno zawierać nie więcej niż 20 000 bakterii na jeden mililitr. Na dwadzieścia pięć próbek mleka, które prze­badano w ramach badań konsumenckich „Consumer Reports”, w siedmiu próbkach wykryto nadmiar bak­terii (130 000 na mililitr), a w jednej prawie 3 000 000 bakterii na mililitr! W innych próbkach bakterii było dużo, że nie dało się ich policzyć! Zważywszy na toksyny wytwarzane przez te bakterie oraz toksyny po­chodzące ze środków stosowanych w rolnictwie i prze­twórstwie, jak można twierdzić, że mleko krowie jest dobre dla niemowląt i dzieci?

Cynthia i Tom byli świadomi zanieczyszczenia żywności bakteriami, ale jak większość ludzi niedużo wiedzieli o problemach z pleśnią. Nie to, żeby były one zjawiskiem nowym. W średniowiecznych opowieściacj
można znaleźć wzmianki o całych wioskach, których mieszkańcy mieli halucynacje po zatruciu buławinką czerwoną, grzybem pasożytującym na słupkach kwia­tów żyta. Produkuje on neurotoksynę, która zatru­wa mózg i ośrodkowy układ nerwowy. Chorzy ludzie w średniowieczu niekiedy udawali się do miejscowych klasztorów, gdzie mnisi modlili się za nich. I to działa­ło! W jaki sposób? Klasztory wznoszono na lepszej zie­mi, na szczytach wzgórz, natomiast wsie leżały na ni­zinach. Zboża uprawiane na wzgórzach były w czasie zbiorów bardziej suche (a więc mniej spleśniałe) niż te z terenów nizinnych. Chorzy wieśniacy wracali do zdro­wia, gdy przebywając w klasztorze, żywili się niezanieczyszczonymi zbożami. Dziwne zachowanie dziewcząt z Salem, swego czasu uznane za oznakę czarów, obec­nie przypisuje się zatruciu ergotaminą. Chociaż w dzi­siejszych czasach pleśń w żywności nie powoduje halu­cynacji, stwarza inne zagrożenia dla organizmu.

Pleśń może się rozwinąć, jeśli zboża są wilgotne pod­czas zbiorów lub przechowywania. Proces dystrybucji żywności często trwa kilka tygodni, w związku z czym produkty, które trafiają na półki sklepowe, zawierają pleśń, nawet jeśli w momencie zbiorów nie były zanie­czyszczone. Poza tym żywność może spleśnieć w kuch­ni. Świeże, żywe rośliny same chronią się przed pleśnią (tak jak nas układ odpornościowy chroni przed chorobami), ale w miarę jak się starzeją i „umierają”, pojawia się na nich pleśń. Ludzie spożywają spleśniałe produk­ty (często pleśń jest niewidoczna), nieświadomi tego, że obciążają swoje organizmy toksynami. Co gorsza, u wielu osób rozwijają się alergie na pleśnie, wywołując nie tylko zanieczyszczenie toksynami, lecz również toksyczną reakcję alergiczną. Takie osoby dobrze sięc zują po zjedzeniu świeżych jagód albo winogron, ale cierpią na reakcje alergiczne po spożyciu tych samych owoców, tyle że pochodzących ze sklepu. Jeśli produkt wydaje ci się spleśniały, nie należy go wąchać. Wdy­chanie pleśni powoduje poważne problemy zdrowotne. Zawiń podejrzane jedzenie w papier lub folię i wyrzuć.

Mykotoskyny (toksyny powstające pod wpływem pleśni) mogą uszkadzać i zabijać komórki, jak również przyczyniają się do rozwoju raka, szczególnie raka wą­troby. Ponieważ trudno ocenić poziom zanieczyszczenia danego produktu pleśnią, najlepiej unikać lub ograni­czyć spożycie produktów narażonych na działanie ple­śni, na przykład kukurydzy, orzechów, winogron, ro­dzynek i innych suszonych owoców, jagód, piwa oraz innych produktów fermentowanych i serów. Również butelkowany sok jabłkowy często zawiera pleśń. Wiel­biciele tego soku są tak przyzwyczajeni do jego smaku, że nie czują zanieczyszczenia.

Jeśli orzechy mają dziwny smak, nie jedz ich są toksyczne. Jeśli na pożywieniu zauważysz ślad pleśni, wyrzuć całość (nie wystarczy odkroić jedynie spleśniały kawałek). Kiedy pleśń rozrasta się na produktach, za­czynają one chronić się naturalnie, wytwarzając toksy­ny o działaniu przeciwpleśniowym, które też są groźne dla człowieka. Powstają one w całym produkcie, a nie tylko w miejscu, gdzie widać pleśń. Produkty podat­ne na pleśnienie (na przykład jagody) z zasady należy kupować w sezonie, świeżo zebrane i od lokalnych do­stawców. W przeciwnym razie są zbyt stare i zapleśniałe, nawet jeśli pleśń nie jest widoczna. Niestety, często obserwuję ludzi, którzy w sklepie ze zdrową żywnością kupują opakowanie „świeżych” jagód z już widoczną pleśnią. Oczywiście nie mają pojęcia, jakie są trujące.

Pewien rodzaj pleśni, która występuje na zbożacn i ziarnach (zwłaszcza na kukurydzy, orzechach ziemnych, włoskich i pistacjowych), wytwarza rakotwórcza mykotoskynę, zwaną aflatoksyną. Chociaż rządy
których państw starają się regulować dopuszczalne po­ziomy tej toksyny w żywności, na rynku wciąż pojawia się silnie zanieczyszczona żywność. Niepokojące jest to, że aflatoksyną zwykle występuje w produktach, które często jedzą dzieci, na przykład w kukurydzy (płatkach kukurydzianych i innych jej przetworach), orzechach ziemnych i maśle orzechowym.

 

Toksyny i gotowanie


Gdy już zaopatrzymy się w produkty wysokiej jako­ści, musimy je odpowiednio przygotować. Po pierwsze, należy je umyć i obrać, aby usunąć substancje chemicz­ne stosowane podczas upraw, bakterie oraz pleśń. Wa­rzywa i owoce woskowane (czyli większość ogórków, ba­kłażanów, rzep i jabłek) trzeba koniecznie obierać, gdyż wosk często nakłada się na obecne już na powierzch­ni pozostałości pestycydów i środków grzybobójczych. Oczywiście bezpieczeństwo pewnych rodzajów wosków jest kwestią sporną. Warzywa i owoce, których nie moż­na obierać, wystarczy dobrze opłukać pod bieżącą wodą przez minutę lub dwie. Jeszcze lepszy efekt uzyskamy, stosując czyste mydło kastylijskie w płynie (łagodne my­dło z oliwy z oliwek i wodorotlenku sodu). W przypad­ku warzyw liściastych należy usunąć zewnętrzne liście i umyć każdy liść z osobna. Ponadto płukanie liści roz­tworem octu zmniejsza ilość obecnych na nich bakterii. Niewiele osób odżywia się w 100 procentach surowymi pokarmami (moja dieta składa się z nich w 80 %), ale ilekroć wybierasz takie pożywienie zamiast gotowanego lub przetworzonego, dostarczasz organizmowi więcej substancji odżywczych i mniej narażasz się na toksyny. Produkty jedynie lekko gotuj, najjlepiej w temperaturze nie wyższej niż 100°C. Ich właściwości zmieniają się pod wpływem gotowania: żywność może stać się toksyczna, uboższa w składni­ki odżywcze i nawet trudniejsza do strawienia. Unikaj produktów zrumienionych lub spieczonych – są bar­dzo toksyczne. Niestety wiele osób szczególnie sobie upodobało żywność zrumienioną, zapiekaną lub grillowaną, w której powstają rakotwórcze mutageny.

Podczas podgrzewania jedzenia w temperaturze po­wyżej 190°C (czyli zazwyczaj w przypadku opiekania, smażenia, grillowania i pieczenia) wytwarzają się tok­syczne związki, w tym heterocykliczne aminy aromatyczne (HAA), które należą do najsilniejszych substan­cji rakotwórczych, jakie kiedykolwiek odkryto. Nawet ich znikome ilości mogą uszkodzić DNA.

Zasadniczo im wyższa temperatura i dłuższy czas gotowania, tym większe stężenie HAA. Dlatego średnio wysmażony stek jest bezpieczniejszy dla zdrowia niż do­brze wysmażony, a pokarmy przypalone są absolutnie nie do przyjęcia. Jeśli przy jakiejś okazji dostaję jedze­nie częściowo przypalone, odkrawam szkodliwą część. Nawet tosty nie są dobre dla zdrowia. Doświadczenia przeprowadzone w Lawrence Livermore Laboratory wykazały, że mocno opieczona kromka chleba charakte­ryzuje się rakotwórczością równą 20 procentom rako­twórczego działania dobrze wypieczonego hamburgera. Tymczasem dużo ludzi zjada, co dzień kilka tostów na śniadanie, tym samym poważnie zwiększając ryzyko rozwoju raka.

Kilka fragmentów z książki:

 

DROŻDŻE
Odkładanie się nadmiaru kwasu może skutkować niszczeniem mnóstwa drobnoustrojów żyjących w twoim ciele, począwszy od candida. Tym łacińskim słowem określa się powszechnie znane drożdżaki występujące w organizmie ludzkim, lecz w rzeczywistości jest to rodzaj grzyba.
Drożdże i grzyby (oraz blisko z nimi związane pleśnie) to jednokomórkowe formy roślinne żyjące na lądzie, w powietrzu i wodzie. Znajdują się absolutnie wszędzie. Na przykład candida zwykle występują w naszym układzie trawiennym. Bez nich byśmy umarli. Jednak łatwo może dojść do ich drastycznego rozros­tu, co powoduje szereg objawów, od dokuczliwych do przewlekłych i fatalnych w skutkach. Jest to przekleństwo znane aż nazbyt wielu kobietom jako „drożdżyca”, a rodzice mogli się z tym zetknąć, gdy ich niemowlę miało kiedyś
pleśniawki (skutek nadmiernego rozwoju candida w gardle).

Chociaż w medycynie candida są znane, a drożdże i grzyby stanowią przyczynę mnóstwa różnych problemów zdrowotnych, prawda jest taka, że ludzie odżywiający się w typowo zachodni sposób dopuszczają do niekontrolowanego wzrostu candida w swym ciele skutki zaś są katastrofalne. Ale nadmiar drożdżaków to tylko jeden z winowajców. Żyjemy wśród całej plagi drobnoustrojów, takich jak drożdże, grzyby,
pleśnie oraz bakterie i wirusy. Co gorsza, jesteśmy ofiarami nie tylko samych drobnoustrojów, ale również ich trujących odchodów, czyli mykotoksyn i egzotoksyn (myko oznacza „grzyb”, egzo „bakteryjny”, a toksyna „trucizna”). Drobnoustroje wytwarzają niepotrzebny kwas, kiedy trawią (właściwie: powodują fermentację) glukozę, białka oraz tłuszcze składniki, których nasze ciało potrzebuje do wytwarzania energii.

Candida i inne drobnoustroje wykorzystują słabsze okolice ciała, zatruwając je i przeciążając pracą. W środowisku kwaśnym mają świetne warunki, aby zakłócać funkcjonowanie tkanek i procesy organizmu. Odżywiają się naszą glukozą, dzięki której nabierają energii, i korzystają z naszych tłuszczów i białek (nawet z naszej materii genetycznej: kwasów nukleinowych!), aby rozwijać się i mnożyć. Organizmy te dosłownie zjadają nas żywcem! Następnie odprowadzają swoje zbędne produkty (kwasy) do krwi, jak również do komórek, jeszcze bardziej
zatruwając cały organizm.

Żeby przybliżyć sobie nieco obraz tych ogromnych potencjalnych zniszczeń, zważ, co następuje. Przez setki milionów lat istnienia na Ziemi drożdże, grzyby i pleśnie rozwinęły się w ponad pięćset tysięcy różnych form. I przeszły tylko niewielką przemianę genetyczną. Najwyraźniej nie było im to potrzebne, gdyż są wielkimi oportunistami i bytami nastawionymi głównie na przetrwanie, idealnie przystosowanymi do tego, co robią. Mogą przejść z okresu burzliwego rozwoju do trwającego tysiące lat stanu uśpienia. (W niedawno odkopanych grobowcach ze starożytnego Egiptu odkryto żywe zarodniki). Poza tym drożdże, grzyby i pleśnie wytwarzają ponad tysiąc
rodzajów toksyn.

Bakterie, drożdże, grzyby i pleśnie same nie powodują objawów w ciele robią to ich toksyczne odchody. Nie wywołują one też choroby. Powstają, gdy zaistnieje sprzyjające środowisko. Rudolf Yirchow napisał: „Komary szukają stojących zbiorników wodnych, a nie powodują, że staw staje się nieruchomy”.

Organizmy te oraz ich wydzieliny przyczyniają się pośrednio lub bezpośrednio do występowania mnóstwa objawów chorobowych. Większość chorób, zwłaszcza tych przewlekłych i zwyrodnieniowych, wynika z nadmiernego rozwoju drobnoustrojów. Między dwiema skrajno­ściami, jakimi są grzybica międzypalcowa i AIDS, znajdują się dolegliwości, których podłożem jest rozrost drożdży i grzybów, a więc cukrzyca, rak, miażdżyca tętnic, osteoporoza, chroniczne zmęczenie i tak dalej w tym infekcje zakaźne. Ogólne oznaki tego namnożenia się mikroorganizmów to ból, zapalenie, znużenie oraz takie zaburzenia funkcji jak niewydolność nadnerczy lub tarczycy, niestrawność,
biegunka, wzmożone łaknienie, ból jelit, depresja, nadpobudliwość, zachowania antyspołeczne, astma, hemoroidy, przeziębienia i gry­py, kłopoty z oddychaniem, gruczolistość, suchość skóry i swędzenie, pleśniawki, paradontoza, grzybica paznokci, zawroty głowy, bóle stawów, nieświeży oddech, wrzody, zapalenie okrężnicy, zgaga, suchość w ustach, zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS) i problemy z miesiączkowaniem, nerwowość, podpuchnięte oczy, oziębłość płciowa, wysypka skórna i pokrzywka, toczeń, huśtawka nastrojów, zaburzenie
równowagi hormonalnej, grzybicze zapalenia pochwy, cysty czy guzy, reumatoidalne zapalenie stawów, drętwienie, katar sienny, trądzik, wzdęcia, zaparcia, niski poziom cukru, przepuklina przełykowa, migreny, apatia, bierność, bezsenność, skłonności samobójcze, marznięcie, dreszcze, infekcje, nadwaga lub niedowaga, uczulenia na środki chemiczne, kłopoty z pamięcią, bóle mięśniowe, alergie pyłkowe lub pokarmowe, pieczenie oczu, stwardnienie rozsiane, złe wchłanianie pokarmu, zapalenie pęcherza (uffl). A nie wymieniliśmy jeszcze tego
ogólnego złego samopoczucia, tak powszechnego w dzisiejszych czasach.
O to wszystko można winić właśnie drobnoustroje, które wyrwały się spod kontroli, oraz ich toksyczne kwa­sowe produkty.

TO WSZYSTKO ZAPROWADZI NAS ZNÓW DO… KWASU

Drobnoustroje rozkwitają na… kwasocie! Uwielbiają pływać we własnych produktach. Lubią też niski poziom tlenu, który występuje wraz z kwasotą. Co najistotniejsze, same ich wydzieliny to silne kwasy. Jeśli więc potrzebujesz jeszcze dalszych argumentów przemawiających za koniecznością przywrócenia twemu organizmowi odczynu zasadowego, wyobraź sobie, jak w twoim ciele roi się grzyb i pleśń.

Jednak pocieszające jest to, że wystarczy prawidłowe odżywianie się i rozsądne przyjmowanie suplementów, aby twoje ciało mogło wykorzystywać i kontrolować, drobnoustroje, bez ryzyka nadmiernego rozrostu ich samych oraz ich groźnych postaci. Zachowywanie równowagi kwasowo-zasadowej dzięki odpowiedniej diecie stwarza optymalne środowisko, w którym drobnoustroje będą się rozwijać tylko do określonego
zdrowego poziomu

Każdy człowiek musi interesować się drobnoustrojami, jeśli nawet nie doświadczył (jeszcze) zewnętrznych objawów ich nadmiernego rozwoju. Rozwój ten przebiega w dwóch etapach. W pierwszej, początkowej fazie drobnoustroje mnożą się w niewielkich koloniach i mimo że są już prawdopodobnie dostrzegalne we krwi, nie odczuwa się z ich powodu żadnych objawów fizycznych. W drugiej, ostrej i przewlekłej fazie komplikacje i dolegliwości stają się oczywiste. Jest już naprawdę źle, gdy ciało się skarży, wysyłając znaki ostrzegawcze i prośby o
pomoc. Rozwój drobnoustrojów w drugim stadium może nastę­pować stosunkowo szybko albo trwać latami.

Nawet w tym drugim, poważniejszym stadium, możesz odwrócić ten proces, jeśli tylko wytworzysz w swoim ciele środowisko, które nie będzie sprzyjać drobnoustrojom. Wystarczy zrównoważyć pH krwi i tkanek, przyjmując suplementy odżywcze i stosując dietę zasadową w rodzaju tej opisanej w dalszych rozdziałach. Oczywiście lepiej byłoby powstrzymać ich rozwój, zanim zdążą wyrządzić szkody, i dlatego każdy powinien skorzystać z przedstawionego tu programu.Kiedy twój organizm odwróci się od kwasów i znów zbliży do zasad, wówczas drożdże, grzyby i pleśnie nie będą się już rozwijać i stracą swoją niszczącą moc. Resztki toksyn zostaną związane przez określone tłuszcze i minerały, po czym wyeliminowane z organizmu.

KIEDY RYBY SĄ CHORE, ZMIEŃ WODĘ

Pomyśl o swoim ciele jak o zbiorniku do przewożenia ryb. Wyobraź sobie, że twoje komórki i narządy to ryby zanurzone w płynach (także we krwi) transportujących pokarm i odprowadzających odpadki. Przypuśćmy teraz, że cofam samochód i rura wydechowa zatyka filtr poboru powietrza, który dostarcza tlen do zbiornika. Woda napełnia się tlenkiem węgla i staje się kwaśna. Po pewnym czasie wrzucam tam zbyt dużo pokarmu albo nieodpowiednie pożywienie i ryby nie mogą go w całości spożyć lub przetrawić; pokarm zaczyna się więc rozkładać. W rezultacie gromadzą się toksyny, produkty wydalania i substancje chemiczne, woda staje się coraz kwaśniejsza.
Ile minie czasu, zanim ryby zakończą życie? Nigdy byś tak nie postąpił nawet w stosunku do naj­zwyklejszej złotej rybki, lecz my, ludzie, na co dzień robimy ze swoim ciałem, z krwią, coś bardzo podobnego, zanieczyszczając je truciznami, nadmierną ilością pożywienia, produktami kwasowymi i tak dalej. Ryba pływa do góry brzuchem, ale my albo w ogóle tego nie dostrzegamy, albo nie wiemy, co to oznacza. Wróćmy do naszego zanieczyszczonego zbiornika. Gdybyś zobaczył, jak zła jest sytuacja, co byś zrobił? Czy leczyłbyś ryby z choroby, na którą niewątpliwie zapadną? Nie. Zmieniłbyś wodę

Wyświadcz swemu ciału taką samą przysługę. Zmień wodę. Oczyść środowisko. A potem utrzymuj je w czystości.


 

HISTORIA, ZAPOZNANA I ODNALEZIONA

Tradycyjna biologia, oparta na odkryciach Ludwika Pasteura z dziewiętnastego wieku, wyznaje tezę, że źródłem chorób są zarazki, które przedostają się do organizmu z zewnątrz. Jednakże studiując wspaniałą, lecz haniebnie niedocenioną pracę współczesnego Pasteurowi uczonego Antoine’a Bechampa i jego zwolenników, w tym Gunthera Enderleina, Claude’a Bernarda, Wirginii LMngston-Wheeler i Gastona Naessensa, dowiedziałem się, że w środowisku kwaśnym bakterie i inne drobnoustroje mogą pochodzić z naszych własnych komórek.
Omawiane przez Pasteura „zarazki z powietrza” mogą przyczyniać się do chorób, ale w przeciwieństwie do powszechnego przekonania ich obecność nie jest konieczna, aby choroba się rozwinęła. Ich szkodliwy wpływ tylko pogarsza stan zaburzonego środowiska, jakie istnieje już w organizmie.
Oprócz tego, że dopuszczamy do powstawania w ciele różnego rodzaju drobnoustrojów, to jeszcze pozwalamy im przedostać się do układu oddechowego i trawiennego (często za pośrednictwem pokarmu ale o tym później). Atakujące bakterie wydają się mnożyć w ciele, siejąc spustoszenie. W rzeczywistości jednak ich obecność inicjuje podobny rozwój bakterii istniejących już w żywicielu znów, w zależności od środowiska.
Środowisko kwaśne daje temu procesowi zielone światło. Aby zapaść na jakąś infekcję, musisz być do tego predysponowany wewnętrznie. Musisz mieć już w organizmie pewne zarazki oraz kwaśny odczyn sprzyjający ich rozwojowi. Dlatego niektórzy ludzie narażeni są na przeziębienia i inne wirusy, a inni nie. Weźmy na przykład epidemię grypy z 1918 roku. Spustoszyła naszą planetę, uśmiercając około trzydziestu milionów osób na całym świecie. Ale pojawiała się w jednym domu, a w sąsiednim nie u jednego członka rodziny, a u drugiego nie. Dlaczego? Gdy rzucisz ziarna na beton, nie wzejdą. Muszą paść na żyzną glebę. Podobnie z zarazkami. Nawet jeśli dostaną się do twojego ciała, to kiedy będzie ono czyste i niezbyt kwaśne, nie będą mogły się rozwijać, mnożyć, sprowadzać na ciebie choroby ani cię zabić.

WIELE FORM

A oto inny ważny fakt dotyczący drobnoustrojów: mogą one szybko zmienić swoją formę lub funkcję. Bakterie mogą zmienić się w drożdże, drożdże w grzyby, a grzyby w pleśń. Jeśli chodzi o tę naukę usuniętą w cień przez teorie Pasteura, to ponad sto lat pozbawieni byliśmy owej tak istotnej wiedzy, iż choroba jest stanem wywodzącym się z naszego własnego środowiska wewnętrznego, a nie spowodowanym atakiem ciał obcych.
Ten zagubiony rozdział historii mówi, że istnieje coś, co żyje niezależnie w komórkach i płynach ustrojowych i co ma zdolność rozwijania się w bardziej złożone for­my. Elementy te noszą nazwę mikrozymów (mikro oznacza „mały”, zyma to „byt”) i występują we wszystkich istotach żywych. Stanowią podłoże zarówno degeneracji, jak i regeneracji. Przede wszystkim z nich rozwijają się wszystkie komórki. W odpowiednich warunkach i środowisku mikrozymy ewoluują w bardziej złożone formy żywe, w tym bakterie i grzyby. Jest to proces dwukierunkowy, bakterie bowiem mogą znów stać się mikrozymami. Od mikrozymów wszystko się zaczyna i na nich się kończy. To, co dzieje się w trakcie, zależy od środowiska.

Zdolność drobnoustrojów do ewolucji, do zmiany formy i funkcji, zależnie od środowiska, znana jest jako pleomorfizm (pleo „wiele”, a morphe – „forma”). Według mojej teorii czerwone komórki krwi też mają taką zdolność: mogą cofać się w procesie ewolucji i znowu rozwijać w dowolny rodzaj komórek potrzebnych organi­zmowi w komórki kostne, mięśniowe, skórne, mózgowe, wątrobowe, sercowe itd. W podobnym procesie bakterie, drożdże, grzyby i pleśnie stają się wytworami zaburzonej ewolucji komórek zdrowych (w tym krwinek czerwonych, komórek mózgu i wątroby).

Znany jest ci chemiczny przykład pleomorfizmu: przemiana wody w parę lub w płatki śniegu. Struktury chemiczne nie zmieniają się nadal jest to H2O – lecz zmienia się forma, zależnie od środowiska.
Zapewne wiesz już, jakiego rodzaju środowisko sprzyja chorobotwórczym zmianom drobnoustrojów obecnych w ludzkim ciele. Tak, kwasowość. Mikrozymy nie zawsze stają się bakteriami, bakterie nie zawsze rozwijają się w grzyby, a grzyby w pleśń warunkiem jest środowisko kwaśne. Szkodliwe organizmy pleomorficzne nie mogą się rozwijać w zdrowym środowisku zasadowym.

Korzystając z silnie powiększającego mikroskopu, magnetowidu i drukarki, mogłem śledzić przemianę organizmów pleomorficznych z bakterii pałeczkowych (bacilty w kuliste (cocci) i na końcu w drożdże, grzyby i pleśnie a następnie z powrotem. Ostatnio pleomorfizm zauważono także na obrazach tkanki zwierzęcej, którą badano pod mikroskopem elektronowym.
Przełomowe eksperymenty pokazały, jak duży bywa zasięg tych przemian. Na przykład pewien rodzaj ameby (organizmu jednokomórkowego) żywi się bakteriami, a inny (ameba czerwonki) ryżem. Oba rodzaje mają wyjątkowe, właściwe sobie DNA. Dzieje się jednak coś zdumiewającego, gdy zamieni się ich dietę, stopniowo przestawiając pierwszy rodzaj ameby na spożywanie ryżu, a amebę czerwonki na żywienie się bakteriami: wówczas zmianie ulega ich materiał genetyczny! Dosłownie następuje odwrócenie. W rezultacie pleomorfizm drobnoustrojowy staje się zjawiskiem jeszcze bardziej istotnym niż przemiana gąsienicy w motyla i jeszcze bardziej fantastycznym, ponieważ może nastąpić niezwykle szybko, czasem w ciągu kilku sekund.

Przyjaciele Pasteura sprawujący wysokie stanowiska, jego umiejętność przyciągania uwagi otoczenia, zdolność sprzedawania siebie i swojej pracy wszystko to sprawiło, że od kilkudziesięciu lat podtrzymywana jest „teoria zarazków” i do dzisiejszego dnia na niej opiera się medycyna tradycyjna. Tradycja ta jest tak silna, a rozwiązania alternatywne są tak rewolucyjne, że nawet to, co wyraźnie widać gołym okiem, pozostaje niezauważone. Mam gorącą nadzieję, że wszystko to, chociaż zbyt wolno, zaczyna, się zmieniać.

Istnieje jeszcze jeden powód, że ów zagubiony rozdział historii jest tak powoli znów odkrywany. Drobnoustroje, tak jak mogą się rozwijać,
mogą też cofać się do swego stanu pierwotnego. Na przykład w piwie, po fermentacjizboża, pozostaje tylko śladowa ilość drożdży dodanych na początku do płynu i są one niedostrzegalne gołym okiem. Wyparowuje jedynie alkohol mykotoksyna. Gdzie się one podziały? Oczywiście nie zniknęły, tylko powróciły do postaci mikrozymów. Podobnie, każdy nowotwór otoczony jest kwasem mlekowym inna mykotoksyna ale drobnoustroje mogą w nim być lub nie. Tak więc nawet ci, którzy chcą patrzeć, nie zawsze zobaczą.

Ci, którzy zechcą spojrzeć jeszcze raz, jasnym wzrokiem, zostaną nagrodzeni poznaniem sekretów trwałe­go zdrowia. Sami możemy siebie uzdrowić, zmieniając środowisko wewnątrz naszego organizmu. Potencjalnie szkodliwe, atakujące zarazki nie będą się miały gdzie rozwijać i staną się niegroźne.

NIERÓWNOWAGA KWASOWA JEST CAŁKIEM NATURALNA… GDY JESTEŚMY MARTWI!

Chaos spowodowany brakiem równowagi kwasowej i nadmiernym rozwojem drobnoustrojów jest procesem całkowicie naturalnym i właściwym, kiedy życie dobiega końca. Po śmierci organizm automatycznie przybiera odczyn kwaśny. Gdy ciało przestaje oddychać, spada oczywiście poziom tlenu i tworzy się środowisko beztlenowe, w którym drobnoustroje wręcz rozkwitają (a poza tym jest kwas, który tak lubią). Wówczas te małe bakcyle biorą się do pracy. Ich jedyna praca i jedyny po­wód, dla którego są częścią ludzkiego ciała polega na tym, że gdy umieramy, stają się one głównymi „podwykonawcami”. Zadaniem tych mykotosyn jest rozkładanie naszego martwego ciała. Drobnoustroje i ich toksyny mają nas zredukować do najprostszych tworzących nas komponentów znowu do mikrozymów. Biolodzy nazywają ten proces cyklem węglowym. Jest to dosłowne znaczenie słów „z prochu w proch, z pyłu w pył”. Mówiąc językiem mniej technicznym lub mniej poetyckim: one to sprawiają, że nasze ciało gnije.

Wskutek nadmiernego wzrostu drobnoustrojów w zbyt kwaśnych organizmach żywych proces ten rozpoczyna się przedwcześnie. Drożdże i grzyby zaczynają zagarniać nasze ciało, gdy jeszcze żyjemy. Po prostu gnijemy
w środku. Fermentujemy. Pleśniejemy. Wybieraj!
Pamiętaj jednak, że w samych drobnoustrojach nie ma nic złego. W rzeczywistości są dobre. Komórki w całym ciele muszą nieustannie obumierać i znów się odradzać, aby mogły być zdrowe i żywotne, Drobnoustroje zajmują się recyklingiem, dzięki czemu odpadki się nie gromadzą.

ZARAZEK – OBJAWY CZY CHOROBA?

Niestety, Pasteur mylił chorobę z jej objawami i ten zasadniczy błąd przechodził z pokolenia na pokolenie jako prawo naukowe. W rzeczywistości stanem ogólnym, zasadniczym jest choroba, a nie diagnozowane przez nas objawy. Jeśli stwierdza się obecność zarazków, one same są tylko symptomem owego podstawowego stanu. Pamiętajmy, że zarazki pochodzą z wnętrza naszych komórek i że te atakujące z zewnątrz mogą jedynie przyczyniać się do zachwiania równowagi w ciele i wywoływać kolejne objawy. To, co większość osób nazywa chorobą, jest w istocie zbiorem owych drugorzędnych objawów, Zarazki są w gruncie rzeczy odzwierciedleniem podstawowego stanu wywołującego chorobę (nadkwasowość i przerost drobnoustrojów).

W ciągu ostatniego stulecia tradycyjna myśl naukowa ustaliła konkretne przyczyny pewnych „chorób”. Jednak wiele spośród poważnych dolegliwości nadal wydaje się stanowić zagadkę… chyba że zrozumiemy, iż niezależnie od rodzaju niepokojących nas objawów, bezpośrednie przyczyny zawsze są jednakowe: kwasowość i nadmierny rozwój drobnoustrojów.

POWSZECHNE PROBLEMY Z NADKWASOWOŚCIĄ

Twoje ciało spotyka się z wszelkiego rodzaju niedomaganiami, jeśli pozwoli mu się pobierać zbyt dużo kwasu, każe usilnie i zbyt długo walczyć o utrzymanie odczynu zasadowego lub jeśli rozwija się w nim za dużo szkodliwych drobnoustrojów. Jak wspomniałem wcześniej (i na pewno jeszcze przypomnę), jeżeli zastanowimy się nad tym wystarczająco głęboko, dojdziemy do, wniosku, że oba te problemy stanowią podłoże prawie wszystkich naszych dolegliwości. Przyjrzymy się teraz najczęściej występującym objawom.

Waga

Możesz podziękować swemu zbyt zakwaszonemu środowisku wewnętrznemu za wszystkie dodatkowe kilogramy, które dźwigasz. W celu obrony ciało wytwarza komórki tłuszczowe, by zabrać kwasy z najważniejszych narządów i by próbować je chronić. W tym sensie twój tłuszcz ratuje ci życie! Dlatego twój organizm nie chce się go pozbyć. Gdy jesz, aby zapewnić ciału odczyn bar­dziej zasadowy, nie będzie ono już potrzebowało zatrzymywać tłuszczu.
Do problemów z wagą mogą się również przyczyniać drożdże i grzyby zakłócające proces trawienia. Powstałe niedobory składników odżywczych mogą zmusić organizm do tego, aby zgromadził kilka dodatkowych kilogramów, i częściowo dlatego stale odczuwasz głód. Zjawisko bardziej powszechne polega na tym, że krew zatruta mykotoksynami płynie do wątroby w celu detoksykacji i ten dodatkowy stres nie pozwala wątrobie skutecznie metabolizować tłuszczu i cukru.

Chaos w tak pozbawionym równowagi organizmie wyczerpie nadnercza i sprawi, że poziom energii będzie zbyt niski, aby ciało mogło pozbyć się nadwagi. Inną prawdopodobną przyczyną jest zmęczenie tarczycy która kontroluje tempo metabolizmu. Sięganie po słodycze, za duży apetyt i niski poziom cukru we krwi to skutki nadmiernego rozwoju w organizmie szkodliwych drożdży, grzybów i pleśni.
Wszystkie te sprawy powodują, że łatwiej jest gromadzić tłuszcz niż sie go pozbyć. A jeszcze do tego może dojść lub pogłębić się złe trawienie i depresja.

(…)

Nadkwasota płynów ustrojowych i tkanek jest źródłem każdej choroby, jak również ogólnego dyskom­fortu. Po pierwsze, tylko w przypadku nadmiernej kwasowości ciało nie jest odporne na zarazki – gdy zachowana jest zdrowa harmonia, nie mają one w organizmie punktu zaczepienia. Po drugie, kwasowość jest wskaźnikiem wszelkich niedomagań i chorób. Krótko mówiąc, dobry stan zdrowia zależy od równowagi kwasowo-zasadowej. Odpowiednia dieta (jak ta opisana w tej książce) to jedyny sposób, by tę równowagę zapewnić.

W kategoriach naukowych równowagę kwasowo-za-sadową mierzy się w skali od l do 14 i oznacza skrótem pH. Na tej skali cyfra 7 oznacza odczyn obojętny, cyfry wyższe oznaczają odczyn zasadowy. W sensie technicznym pH odzwierciedla stężenie jonów wodorowych (dodatnio naładowanych cząsteczek) w danym roztworze. Nie musisz rozumieć szczegółów chemicznych; zapamiętaj tylko, że te dwa rodzaje substancji chemicznych kwasy i zasady są sobie przeciwne i gdy spotykają się ze sobą w określonym stosunku, znoszą się wzajemnie, wytwarzając naturalny poziom pH. Jednak we krwi potrzeba dwudziestokrotnie więcej zasady, aby zneutralizować odczyn kwaśny, lepiej więc i łatwiej zachować równowagę, niż ją przywrócić.

KREW
Podobnie jak temperatura naszego ciała ma wynosić 36,6 stopni Celsjusza, krew powinna mieć poziom pH 7,365 – odczyn lekko zasadowy. (Tradycyjny lekarz zaakceptowałby liczbę 7,4, ale jest ona problematyczna,
i jak zobaczymy później). Można też zmierzyć pH moczu i śliny, lecz krew jest najważniejsza i jej odczyn musi pozostawać w ściśle określonym zakresie. Jednak różne okolice ciała mają różne wymagania pod względem pH. Na przykład krew i tkanki powinny być obojętne, ale dolna część brzucha lekko kwaśna, a mocz lekko kwaśny lub obojętny. Odczyn śliny stale się zmienia. Natomiast pH moczu może być najlepszym wskaźnikiem tego, co dzieje się w tkankach, jednak nie zawsze jest dokładne. Bardziej można polegać na pH krwi, które wiarygodniej wskazuje wewnętrzny stan organizmu.

Choroba fizyczna prawie zawsze jest wynikiem zbytniego stężenia kwasu, co zakłóca równowagę pH do momentu, w którym ciało zostaje pobudzone do wytwa­rzania objawów choroby. (Choroba bywa również zwykłym rezultatem zatrucia organizmu ze źródła zewnętrznego, lecz zdarza się to o wiele rzadziej). Oznaki choroby są objawem zaburzenia równowagi, lecz zarazem świadczą o wysiłku organizmu, który dąży do jej przywrócenia. W zależności od stopnia i zasięgu tych zakłóceń objawy mogą być zauważalne lub nie. Pułapka polega na tym, że nadkwasowość jest czymś, do czego sami się przyczyniamy wskutek naszych wyborów. Pocieszające jest więc to, że gdy już zdamy sobie z tego sprawę, możemy dokonać innego wyboru.

Wszystkie mechanizmy regulujące (w tym oddychanie, krążenie, trawienie i wytwarzanie hormonów) pracują nad bilansowaniem tej delikatnej wewnętrznej równowagi kwasowo-zasadowej. Nasz organizm nie toleruje przedłużających się zaburzeń kwasowości. We wczesnych stadiach zachwiania równowagi objawy nie są bardzo intensywne i mogą przybierać formę wysypek, bólów głowy, alergii, przeziębień i problemów z zatokami. Osłabione narządy i układy zaczynają tracić odporność, czego rezultatem są zaburzenia pracy tarczycy, nadnerczy, wątroby i tak dalej. Jeśli poziom pH w tkankach zbytnio przechyla się w stronę kwasowości, obniża się poziom tlenu i ustaje metabolizm komórkowy. Inaczej mówiąc, komórki umierają. Ty umierasz.

Nie można więc dopuścić do zakłócenia pH. Aby temu zapobiec, krew, w sytuacji dużego napływu do organizmu produktów kwasowych, zaczyna w ramach wyrównywania bilansu pompować do naszych tkanek więcej minerałów zasadowych. Istnieje grupa minerałów szczególnie przydatnych w neutralizowaniu, czyli detoksykacji, silnych kwasów, a wśród nich sód,potas wapń i magnez.

Kiedy wchodzą one w reakcję z kwasami, wytwarzają o wiele mniej szkodliwe substancje, które następnie organizm wydala.
Zdrowe ciało przechowuje więc zapas tych minerałów zasadowych, aby móc się ratować w razie potrzeby. Gdy jednak w naszej diecie i w owych zapasach składników tych jest za mało, są one pobierane z innych źródeł; mogą być wypłukiwane z kości (wapń) lub mięśni (magnez), gdzie oczywiście też są potrzebne. Łatwo prowadzi to do niedoborów i do wielu rozmaitych chorób.

Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Jeżeli przeciążenie kwasem staje się zbyt duże, aby krew mogła je neutralizować, to nadwyżka kwasu zostaje usuwana do tkanek i tam się gromadzi. Wówczas układ limfatyczny (odpornościowy) musi neutralizować to, co może, i stara się pozbywać wszystkiego innego. Niestety „pozbywanie się” kwasu z tkanek oznacza usuwanie go z powrotem do krwi, a więc tworzy się błędne koło: jeszcze większa ilość podstawowych minerałów zostaje odciągana od swoich zwykłych funkcji i obciążeniu ulegają nerki i wątroba. Poza tym jeśli układ limfatyczny jest przeciążony lub jego naczynia nie funkcjonują właściwie (stan ten często spowodowany jest brakiem ruchu), to w tkankach gromadzi się kwas.

Takie zaburzenie pH krwi prowadzi do podrażnień i zapaleń i powoduje podatność na choroby. Choroba ostra lub nawracająca jest rezultatem dążenia organizmu do mobilizacji zapasów minerałów, by zapobiec zakłóceniom procesów komórkowych, albo wynika z ratunkowych prób odtrucia ciała. Na przykład ciało może pozbywać się kwasów przez skórę, wywołując objawy w rodzaju egzemy, trądziku, czyraków lub powodując bóle głowy, skurcze mięśniowe, obrzęki, podrażnienia, zapalenia i ogólny dyskomfort. Objawy długotrwałe pojawiają się wówczas, gdy wyczerpią się wszystkie możliwości neutralizowania lub eliminowania kwasów.

Gdy niepotrzebne nadwyżki kwasu gromadzą się w ciele i przedostają do krwi, układ krążenia będzie próbował się ich pozbyć w formie płynnej, przez płuca lub nerki. Jeżeli tych nadwyżek jest zbyt dużo, zostają zmagazynowane w różnych narządach, takich jak serce, trzustka, wątroba i okrężnica, lub odkładają się w tkance tłuszczowej, na przykład na piersiach, biodrach, udach, brzuchu i w mózgu. Ten proces nadmiernego gromadzenia się kwasu można by też nazwać procesem „starzenia się”.

Odczyn pH wyraża stopień kwasowości i zasadowości. Nieprawidłowy odczyn pH komórek jest następną cechą wspólną niewydolności komórek, chorób i nadwagi. Komórki źle funkcjonują przy nieodpowiednim pH, ponieważ istotne reakcje chemiczne w organizmie zależą od substancji zwanych enzymami. Działają one w wąskim przedziale pH. Jeśli pH komórek zmienia się z jakiegoś powodu, enzymy nie mogą pracować i nie dochodzi do wielu ważnych reakcji chemicznych. Wiekszość z nas ma
zbyt zakwaszony organizm, co powoduje spowolnienie pracy enzymów, które spalają tłuszcz, a więc przyczynia się do nadwagi.
Skala pH ma czternaście stopni, przy czym 7,0 jest wartością neutralną, O jest wartością najbardziej kwaś-ną, natomiast 14
– najbardziej zasadową. Prawidłowy odczyn pH komórek jest lekko zasadowy i wynosi około 7,4. Kiedy wartość pH staje się
zbyt kwaśna, praca komórek jest zakłócona, a różne układy organizmu słabną. W takim środowisku nie da się uniknąć rozwoju choroby. W zdrowym ciele znajdują się zasadowe zapasy, które są używane do zobojętniania nadmiaru kwasów. Jednak gdy w codziennym pożywieniu dominują produkty kwasotwórcze (jak w przypadku typowej współczesnej diety, rezerwy się wyczerpują.
Stajemy się wtedy podatni nie tylko na tycie, przedwczesne starzenie się i zmęczenie (mamy mniej energii), lecz także na raka, uszkodzenia układu krążenia, cukrzycę, osteoporozę, obniżoną odporność i wszelkiego rodzaju niewydolność narządów wewnętrznych. Nawet niewielkie zakwaszenie organizmu może prowadzić do przemęczenia i ogólnie gorszego samopoczucia. W środowisku zbyt kwaśnym komórki zwalniają tempo przemiany materii, zatrzymując proces spalania tłuszczu. W książce Próbowałam już tylu diet. Przełomowy program uzdrawiający – cud równowagi pH Robert Young pisze:

Możesz podziękować swemu zbyt zakwaszonemu środowisku wewnętrznemu za wszystkie dodatkowe kilogramy, które dźwigasz. W celu obrony ciało wytwarza komórki tłuszczowe, by zabrać kwasy z najważniejszych narządów i próbować je chronić. W tym sensie tłuszcz ratuje ci życie! Dlatego twój organizm nie chce się go pozbyć. Gdy jesz, aby zapewnić ciału odczyn bardziej zasadowy, nie będzie ono już potrzebowało zatrzymywać tłuszczu.

Co jest przyczyną zakwaszenia organizmu? Przede wszystkim dieta, która obfituje w pokarmy kwasotwórcze, takie jak mięso, jaja, przetwory mleczne, biała mąka, cukier, kawa, sztuczne słodziki, napoje zwykłe i owocowe (żaden z tych produktów nie jest obecny w programie „Pożegnaj się z nadwagą”). W coli cukier miesza się z kwasem fosforowym, w rezultacie zakwaszając organizm. Podobnie działa stres emocjonalny, fizyczny, a także biochemiczny, następujący pod wpływem choroby i reakcji alergicznych. Stres w połączeniu z zakwaszającą dietą potęguje problem. Bardziej zasadowemu odczynowi pH w organizmie sprzyjają świeże owoce i warzywa, sen, medytacja i wszelkie formy relaksu oraz odpowiednie ilości minerałów.

Tabela na stronach 158-159 przedsta¬wia pokarmy zasadotwórcze i kwasotwórcze.
Swój odczyn pH możesz zmierzyć w domu, badając pierwszy poranny mocz przynajmniej po sześciu godzinach snu. Oderwij czterocentymetrowy kawałek papierka lakmusowego i podstaw pod strumień moczu. Żółty papierek zmieni barwę, której znaczenie możesz sprawdzić w tabelce zamieszczonej na opakowaniu. Odczyn i pH moczu powinien wynosić 6,5-7,5, przy czym najlepiej w granicach 6,8-7,4. (Choć wykonywanie badania wciągu dnia jest ciekawe – widzisz natychmiastowe reakcje organizmu na konkretne pokarmy i działania – odczyn pierwszego porannego moczu najdokładniej pokazuje stan komórek) .
Jeśli twoja dieta składa się z pokarmów zasadotwórczych, a mimo to wskaźnik pH jest kwaśny, sprawdź, czy nie masz alergii (reakcja alergiczna może powodować kilkudniowe zakwaszenie organizmu), ewentualnie ją wyeliminuj i staraj się unikać stresu.

Obrazek

 Jakość to podstawa, zarówno jeśli chodzi o suple­menty, jak i o żywność.  W przypadku Alberta najwię­cej zmieniły dobre suplementy (o wysokiej aktywności biologicznej na poziomie komórkowym). Jako dawny konsultant techniczny wytwórców preparatów witami­nowych, mogę powiedzieć, że spośród wszystkich pro­duktów dostępnych obecnie na rynku tylko nieliczne przynoszą wymierne korzyści.
W dokumencie śledczym wyemitowanym w telewizji NBC w programie „Today” w 1990 roku stwierdzono, że 36 procent przebadanych marek multiwitamin nie roz­puszcza się wystarczająco szybko, żeby organizm mógł je przyswoić i wykorzystać. A niektóre preparaty w ogó­le się nie rozpuszczały! Te nieprawidłowości dotyczyły tylko najbardziej popularnych marek. Liczba produk­tów niskiej jakości byłaby znacznie wyższa, gdyby zba­dano wszystkich pomniejszych producentów. Poza tym w badaniu NBC uwzględniono rozpuszczalność tabletek po jednej godzinie. Przy bardziej konserwatywnym (i odpowiednim) limicie czasowym, czyli przy czterdzie­stu pięciu minutach, niemal połowa preparatów nie zdałaby testu.  Prawie połowa wszystkich marek pro­duktów witaminowych nie przynosi organizmowi żadnych korzyści. Tymczasem większość ludzi za­żywa te preparaty.  Jednym z powodów ich nieskuteczności jest zawartość dodatków, które mogą stano­wić nawet połowę objętości tabletki. Owe dodatki to wypełniacze, substancje wiążące i nawilżające, barw­niki i konserwanty. Jednak nie są one obojętne i mogą wywoływać prawdziwe problemy nie tylko zaburzają proces rozpuszczania się tabletki i wchłaniania skład­ników odżywczych, lecz również wprowadzają do orga­nizmu wiele szkodliwych alergenów i zanieczyszczeń.
Większość witamin obecnych dzisiaj na rynku jest syntetyczna i często zawiera pozostałości ropy naftowej używanej w procesie produkcji. Niektóre z tych syn­tetycznych cząsteczek zasadniczo różnią się od natu­ralnych witamin, co wpływa na zdolności organizmu do ich wykorzystywania. Na przykład syntetyczna wi­tamina E ma dużo mniejszą aktywność biologiczną niż witamina E uzyskiwana z naturalnych źródeł. Z kolei syntetyczny beta-karoten może w rzeczywistości przy­czyniać się do niedoborów innych rodzajów karotenu.
Dostępne suplementy składników odżywczych mają różną jakość i cenę, co wiąże się z odmiennymi pro­cesami produkcji. Każda marka ma inne właściwości i inną aktywność biologiczną. Wybór witaminy może okazać się prawdziwym wyzwaniem. Odkryłem, że nie można nawet porównywaćdwóch preparatów o identycznym składzie, ale różnych marek ponieważ oprócz listy składników ważny jest sposób wytworzenia
Je­śli nie jesteś chemikiem lub nie wiesz dokładnie, jak wyprodukowano dany suplement (i w jaki sposób or­ganizm przyswaja składniki odżywcze), rozróżnienie między dwoma pozornie identycznymi produktami jest prawie niemożliwe. Na aktywność biologiczną produk­tu końcowego wpływa wiele czynników: początkowa ja­kość, postać chemiczna i świeżość składników, ewen­tualna ekspozycja na działanie wilgoci, ciepła, światła i tlenu podczas magazynowania lub produkcji oraz obecność innych substancji chemicznych w recepturze.
Przy leczeniu swojej nadwrażliwości na substancje chemiczne nie mogłem przyjmować większości witamin z powodu ich zanieczyszczeń chemicznych. Suplemen­ty witaminowe odgrywały niezwykle ważną rolę w pro­cesie zdrowienia, najpierw jednak musiałem znaleźć tabletki, które byłyby czyste i biologicznie aktywne. Chorobotwórcze zanieczyszczenia obecne w przeważa­jącej liczbie preparatów obciążają również organizmy ludzi zdrowych, nawet jeśli nie są tego świadomi.
Niezwykle ważne jest, aby wyszukać producentów, którzy stosują składniki wysokiej jakości i przestrze­gają zasad dobrych praktyk wytwarzania. Większość dostępnych na rynku suplementów nie zasługuje na uwagę, gdyż ich zawartość nie idzie w parze z informa­cjami na etykietach. Ponadto są one toksyczne, czyli zanieczyszczone takimi substancjami jak metale cięż­kie, pozostałości rozpuszczalników, pestycydy, sztucz­ne barwniki i alergeny. Ponieważ rynek suplementów nie jest uregulowany, nie można ślepo przyjmować ta­bletek witaminowych, nie wiedząc nic o metodzie ich produkcji. Sam nie zdecydowałbym się zażywać ani nie poleciłbym nikomu nawet najpopularniejszych prepa­ratów witaminowych.
Chociaż nie można zawsze ufać etykietom, jest kilka przydatnych zasad, które pomagają szybko ocenić jakość suplementu. Po pierwsze, należy sprawdzić, czy na etykiecie widnieją nazwy tanich składników. Zazwyczaj sugerują one, że reszta produk­tu nie jest dobrej jakości. Czy cena ma znaczenie? Tak, ponieważ czyste składniki w postaciach bardziej aktyw­nych biologicznie kosztują więcej. Na przykład węglan wapnia to składnik używany w wielu recepturach pre­paratów mineralnych, rzekomo aby dostarczać wapń. Owszem, do pewnego stopnia to robi, ale bardzo nie efektywnie. Takie związki jak cytrynian wapnia, fumaran wapnia czy jabłczan wapnia lepsze i dużo bar­dziej aktywne biologicznie. Jednak kosztują znacznie więcej. Konsument, który nie dysponuje odpowiednią wiedzą, zwykle wybierze preparat, raczej kierując się ceną, wyglądem lub zawartością wapnia niż składem chemicznym czy aktywnością biologiczną.
Tymczasem bardziej należy zwracać uwagę na struk­turę chemiczną składników odżywczych. Wyższość pewnych postaci substancji chemicznych polega na ich lepszej biodostępności. Tych gorszych należy unikać.
Poniżej przedstawiam wskazówki, które pomagają wybierać wysokiej jakości suplementy mineralne.

Image

Następnie przyjrzyj się witaminom. Najłatwiej sprawdzić ich jakość na podstawie witamin z grupy B, szcze­gólnie B2 i B6. W bardzo dobrym preparacie obok wi­taminy B2 (ryboflawiny) występuje jej bardziej aktywna biologicznie (i droższa) postać – 5-fosforan ryboflawiny. Podobnie jest w przypadku witaminy B6 (chlorowodor­ku pirydoksyny) – wysokiej jakości suplement zawiera również jej droższą, bardziej aktywną biologicznie po­stać – 5-fosforan pirydoksalu.
Nie można w sposób niezawodny sprawdzić produktu witaminowego, jeśli nie wie się dokładnie, na ile czyste i świeże były składniki, w jaki sposób je transportowa­no, jak się z nimi obchodzono i jak je przechowywano. Jednak podane tutaj wskazówki ułatwią ci zakup sku­teczniejszego preparatu.

Stearynian magnezu może obniżać biodostępność nawet o 60%