Posts Tagged ‘Śmierć’

Eksperyment Milgrama dotyczączy posłuszeństwa wobec autorytetu – napisy PL

 

Jest to powtórzenie wykonane w 2009 roku w Wielkiej Brytanii, jednego z najbardziej kontrowersyjnych eksperymentów w historii wykonanego pierwszy raz w 1961 roku przez Stanley’a Milgrama. Eksperyment ma na celu sprawdzenie czy przypadkowe osoby będą w stanie zadawać nieznajomemu śmiertelne wstrząsy elektryczne w imię nauki.

Reklamy

Dr Robert Willner wstrzykuje sobie HIV w TV [1994] – napisy PL

Poniżej kilka fragmentów z prelekcji Willnera

Ponieważ to nie jest pierwszy raz, kiedy kłuję się publicznie, robiłem to już kilka razy, dobrze wiem, co potem trafia do gazet. Dlatego przed rozpoczęciem chciałbym wyjaśnić parę kwestii zanim w ogóle zacznę. Chciałbym, żeby było bardzo jasne, że popieram odpowiedzialny seks.Nazywam to odpowiedzialny seks, ponieważ ma on o wiele szerszy zakres niż koncept ‚bezpieczny seks’.
W okresie czasu, kiedy szczególnie młodzież żyjąca w tym kraju jest zastraszona AIDS,
rzekomo śmiertelną chorobą, jako konsekwencją nieodpowiedzialnego zachowania seksualnego, zapomina się przypadkach chorób wenerycznych, czy dzieciach urodzonych poza małżeństwem i korzyści jakie daje małżeństwo.
Ale nie o AIDS to naprawdę interesujące.
Najwidoczniej, nie ma to wpływu na zachowanie seksualne młodych ludzi.
Nawet przez chwilę nie myślałem, że może nie mieć.

Tylko jedna rzecz może wpłynąć na zachowanie seksualne.
Jest to zrozumienie odpowiedzialności jaka związana jest z seksem.
Po pierwsze: masz do czynienia z uczuciami, emocjami oraz życiem drugiego człowieka, kiedy rozpoczynasz związek seksualny.
Po drugie: Możesz również mieć kontakt z sześcioma chorobami wenerycznymi.
Po trzecie: Może zdarzyć się niechciana i nieplanowana ciąża.
Są to bardzo ważne i poważne rzeczy do przemyślenia.
Brak odpowiedzialności i rozumu w tym obszarze może prowadzić do nieopisanego cierpienia drugiego człowieka oraz pociągnąć za sobą niewyobrażalne koszty.
Wiec niech nikt nie twierdzi, że popieram nieprzemyślany seks.
Jednak jestem przeciwnikiem okłamywania młodych ludzi.

Kiedy ogłoszono po raz pierwszy, że dr Robert Gallo odkrył wirusa, który rzekomo powoduje AIDS, to obwieszczenie zostało podane przez Margaret Heckler 23 kwietnia 1984 roku do gazet i mediów, bez ani jednego opublikowanego naukowego dokumentu w jakimkolwiek czasopiśmie medycznym w USA.
I, jak wiemy teraz, bez jakiegokolwiek dowodu, że wirus ten powoduje jakąkolwiek chorobę.
Media podłapały temat. Dla samej sensacji.
I wkrótce wirus, który rzekomo powodował AIDS, stał się wirusem, który powodował AIDS i zostało to udowodnione w prasie. I nigdzie więcej.
Ludzie zadają mi wiele pytań, kiedy pojawiam się przed kamerami i robię to, co wiele osób nazywa „sztuczką”.
Aby sprzedać książkę. Pochodzę z planety Ziemia.
I szczerze wierzę, że te osoby pochodzą z planety Uran.
Jak ktokolwiek może sugerować, że wstrzykuję sobie wirus, który powinien być śmiertelny, w celu sprzedania książki.
To szaleństwo.

Rzucę trochę światła na osobistości z Narodowego Instytutu Zdrowia, a szczególnie na Robert Gallo, Anthony Fauci, William Haseltine, Max Essex i resztę tych skandalistów najgorszego sortu. Bez wątpienia przestępcom winnym ludobójstwa.
Zachęcam ich, aby pozwali mnie do sądu. Marzę o tym, żeby pozwali mnie do sądu!
Ponieważ świadomie wypuścili śmiertelny medykament, a przed sądem miałbym okazję do przedstawienia niezbitego dowodu, tak jak zrobiłem to w książce „Deadly Deception”.

Dlaczego najwybitniejszy wirusolog na świecie, jeden z najbardziej znanych wirusologów, członek National Academy of Science jakim jest Peter Duesberg,
dlaczego ryzykowałby cała swoją karierę? Co mógłby na tym zyskać?
Stracił już swoje laboratorium, finansowanie, nie mogą zabrać mu tytułu profesora, ponieważ ma gwarancje zatrudnienia.
Dlaczego dr Charles A. Thomas, profesor medycyny na Harvardzie, mówi to samo?
Dlaczego Kary Mullis, zdobywca nagrody Nobla za osiągnięcia dziedzinie wirusologii w zeszłym roku, naraża się?
Możliwe, że wiemy coś, czego wy nie rozumiecie, że w momencie gdy z równania zabierzemy wirus, mamy całkowicie prostą do zrozumienia chorobę, łatwe do zrozumienia odpowiedzi i chciałbym przypomnieć tym, którzy nie są tego świadomi,
jeśli nie czytali mojej książki, że wiemy, co powoduje zespół nabytego niedoboru odporności od przynajmniej 70 lat.
Jest to w książkach medycznych. Jest tam po to, żebyście czytali. Przyczyną numer jeden na tej planecie jest niedożywienie i głód. To dzieje się w Afryce.
Spójrzcie na nagłówki w The Sunday Times (London) z 3 października ostatniego roku [1993], THE PLAGUE THAT NEVER WAS http://www.duesberg.com/subject/nhbib.html
gdzie na dwóch stronach widnieje artykuł o pladze, której nigdy nie było.
Artykuł jest o Philippe i Evelyne Krynen, którzy z ekipą 250 osób, ze swoim własnym laboratorium, lekarzami i szpitalem,
którzy przez pięć lat żyli w sercu śmiertelnej epidemii.
Albo rzekomej epidemii, przez 5 lat.

Nie jest wielką tajemnicą, co powoduje AIDS, wiemy o tym od 70 lat.
Numerem drugim powodującym AIDS są narkotyki/medykamenty. [z ang. zarówno narkotyk jak i lek]
I nie myśl tylko ulicznych narkotykach, ponieważ numerem jeden wśród powodów AIDS dzisiaj są dwa medyczne medykamenty.
AZT, medykament odkryty w latach 60, używany w chemioterapii  raka, jednak został wycofany ze względu na to, że był zbyt toksyczny, aby niszczyć raka. Medykament gorszy od raka.
Był używany u ludzi, którzy mieli osłabiony układ odpornościowy.
Wróćmy teraz do innych przyczyn AIDS.
Więc mamy nie tylko uliczne narkotyki oraz medykamenty, przyczyną numer trzy jest promieniowanie.
Tego boją się w Czarnobylu, Nagasaki oraz w Hiroszimie.
Ale przyczyną AIDS numer cztery jest chemioterapia.
Numerem cztery w przypadku śmierci osób z zespołem nabytego niedoboru odporności jest chemioterapia. A najbardziej toksycznym medykamentem w chemioterapii wszechczasów jest AZT [Zidovudine (ZDV), Azydotymidyna], którego teraz używają teraz, żeby leczyć AIDS.
Badanie z Concorde ukończone w zeszłym roku. Możecie to sobie wyobrazić, gdzie jest teraz prasa? [The Concorde Study and Its Impact on Clinical Decision-Making in HIV Care]
Gdzie jesteście ludzie?
Używają medykamentu, który kosztuje setki tysięcy dolarów rocznie i nie przynosi pozytywnych efektów.
Uwierzycie w to? Ale czy ktokolwiek poświęcił czas, żeby przyjrzeć się ulotce dołączanej do medykamentu?
To zabójca DNA. Znaczy to, że jest to terminator, tak jak w filmie.
Czyli niszczy życie. Kiedy zabijasz DNA, niszczysz życie.
W ulotce mówią również o efektach ubocznych. Kiedy zamierzacie nauczyć się, że nie ma czegoś takiego jak efekt uboczny medycynie.
Jest to niechciany efekt bezpośredni. I wiecie jakie są niechciane efekty bezpośrednie AZT?
Chłoniak – rak, jedna z chorób AIDS, jak to nazywają.
Oh, i inny tak zwany efekt uboczny, który tak naprawdę jest niechcianym efektem bezpośrednim.
Pancytopenia. Potrzebujecie definicji?
*Pan – wszystko,
*cyto – komórki,
*penia – utrata.

Utrata wszystkich Twoich komórek. To AIDS.
Jest to definicja AIDS.
Więc AZT z definicji, z dołączonej do niego ulotki, powoduje AIDS. I nikt nie przeżyje przyjmowania AZT.
W końcu doprowadzi do Twojej śmierci. A oni zmniejszają dawki.
Ponieważ to coś zwane AZT zabija ludzi zbyt szybko.
Tak jakby dać komuś dużą dawkę strychniny i umarłby w przeciągu pięciu minut.
Więc następnej osobie podają mniej, zazwyczaj kilka kropel, żeby przeżyli jeszcze cztery lub pięć dni.
A ty byś powiedział, że strychnina jest cudownym lekarstwem. Ten pacjent przeżył pięć razy dłużej. To jest to w jaki sposób przedstawiają to światu.

Co możemy powiedzieć o Narodowym Instytucie Zdrowia [National Institution of Health]? Prywatne i niezależne laboratoria, odkryły, że AZT jest 1000 razy bardziej toksyczny, niż wykazały to laboratoria NIH.
Można zrozumieć 5 procentowy, czy nawet 10 procentowy błąd w wynikach, ale błąd wielkości 10 000% czy nawet błąd wielkości stu tysięcy procent? To się nazywa oszustwo. I rozumiem, że wydostało się to, istnieją nawet listy i dokumenty na udowodnienie tego, ale Centrum Chorób Zakaźnych, ta sama organizacja,
która nie udzieliła pomocy czarnym chorym na syfilis tylko po to, żeby zobaczyć, co się stanie i co spowoduje ta choroba.
Ta sama organizacja, która przyznaje, że nie podda się teraz w sprawie AIDS tylko dlatego, że nikt nie byłby w stanie ponownie zaufać rządowi.

Naukowcy, a raczej ludzie udający naukowców, których w tym przypadku powinno nazywać się indoktrynerami obecnie nie zachowują się inaczej, niż politycy. I teraz mamy chorobę wywołaną przez politykę.
Czy nie jest to dziwne, że tego samego dnia lub dzień później,
Robert Gallo złożył podanie o patent na test na HIV po tym, jak został ogłoszony? Brzmi to jak premedykacja. To znaczy, że miał ten test już dostępny?
I to tego samego lub następnego dnia? Zgłosił podanie o patent.
Miał test i po prostu szukał jakiejś choroby, do której można byłoby go użyć.

Lekarz, który przeprowadza testy, wychwalał się ilościami przeprowadzonych testów.
A kiedy powiedziałem mu o książce, którą napisałem i powiedział do mnie: „Ćśśśś, nic nie mów. Moi pacjenci mogą to usłyszeć.”
Wyszedł mi wynik negatywny. I oczywiście, kiedy rozmawialiśmy o tym co zrobiłem w Cleveland tydzień temu, cóż, powiedział, że musiałbym się pokłóć jeszcze z trzysta razy, żeby zarazić się wirusem.

Rząd Stanów Zjednoczonych twierdzi, że każdego roku umiera 12 tysięcy osób od 1985 do 1992 roku. Dziecko w szkole publicznej powie, że kiedy epidemia się rozpoczyna i jedno dziecko jest zarażone to potem dopadnie ona każdego.
Tak powiedzą. 12 tysięcy osób rocznie przez siedem lat z rzędu?
To nie jest epidemia, z definicji to jest endemia.
I można by się spodziewać, że przez siedem lat, biorąc pod uwagę, że przenosi się drogą płciową, to chorych będzie prawdopodobnie od 15 do 20 milionów ludzi, biorąc pod uwagę aktywność seksualną kraju.

Sam ten fakt powinien poruszyć prasę odnośnie tego, kto mówi prawdę.
I gdy słyszycie kłótnię między politykami i gdy jeden wyzywa drugiego [etykietuje],
zamiast odpowiedzieć na konkretne zarzuty w naukowy sposób, to kto jest kłamcą?
Anthony Fauci i Robert Gallo, zamiast odpowiedzieć na ten konflikt naukowy i rozwiać wątpliwości, które dr Duesberg błyskotliwie wskazał, zamiast odpowiedzieć na te wątpliwości, nazywają go homofobem. Możecie to sobie wyobrazić? Mnie również nazywano homofobem.
Zastanawiam się. Przyszedłem tutaj i daje nadzieje.
Nie tylko dla gejów, ale też dla czarnych, Hiszpanów i innych wyrzutków społeczeństwa, którzy co dziwne, są grupami łączonymi z tak zwanym AIDS.
Widzicie, jeśli należycie do którejkolwiek z tych grup, macie AIDS.
Jednak jeśli nie należycie do żadnej z tych grup, dostajecie bardziej szanowaną diagnozę. Masz gruźlicę, chłoniaka, białaczkę, mięsaka Kaposiego, pneumocystoza
Ponad trzydzieści chorób. Gdzie jest prasa?
Jak mogą kupować historię o wirusie, wiedzącym w jakim kraju jest.
Trzy symptomy w Afryce, ale trzydzieści chorób w Stanach i Europie.
Jak mogą kupować historię, w której wirus ma uprzedzenia?
W Ameryce i Europie woli mężczyzn niż kobiety w stosunku 9:1, ale w Afryce kobiety są już tak samo zagrożone jak mężczyźni?
Wie, czy jesteś homoseksualny czy hetero, czy jesteś stanu wolnego czy w związku małżeńskim, czarny czy biały.
Powinien mieć stałą pracę w Urzędzie Emigracyjnym, ponieważ wykonuje kawał dobrej roboty. To jest to czym karmili publikę i zarówno wy jak i prasa, publikowaliście.
Zabawne jest, że za każdym razem, gdy wbijam sobie igłę, dostaje telefon z jakiegoś dużego programu telewizyjnego. Od podekscytowanych młodych ludzi łaknących prawdy. A trzy dni później dostaję telefon, że program został odwołany przez wyższe szczeble.

Widzicie, wierzyłem, że wirus powoduje AIDS od 1984 do 1988 roku.
I byłem jednym z niewielu lekarzy, którzy chcieli leczyć chorych na AIDS.
Lekarze byli tak przerażeni o swoje życie, że odmawiali leczenia pacjentów.
Przy okazji, ukłucie się w palec nie jest dla mnie niczym nowym.
Zdarzało mi się to wiele razy podczas leczenia chorych na AIDS.
I co jest niesamowite, mimo, że byliśmy tak bardzo narażeni na kontakt z tak bardzo śmiertelną chorobą, zachorowalność personelu medycznego na wszelkiego rodzaju choroby zajmującego się chorymi na AIDS jest o wiele mniejsza niż wśród ogółu społeczeństwa.
Po raz pierwszy w historii nauki. Przemyślcie to sobie.
Jak to może być możliwe? Być może wirus nie ma z tym nic wspólnego.
Nie tylko „być może”. Wirus nie ma z tym nic wspólnego.
W 1988 roku byłem zaproszony na kolację wydawaną przez Burroughs-Wellcome
z okazji świętowania przepchnięcia zgody na leczenie AIDS przy pomocy AZT.
I powiedziano nam, że możemy zadawać pytania w czasie kolacji, ponieważ Margaret Fischl miała przemawiać.
Kiedy wspomniała, że medykament AZT ma 56 objawów ubocznych, podniosłem rękę i zapytałem: „Doktor Fischl, jak przeprowadzasz badanie metodą podwójnie ślepej próby na medykament, który ma 56 efektów ubocznych? Musicie wiedzieć, skoro medykament jest komuś podawany.”
Spojrzała na mnie i na innych lekarzy tam obecnych i powiedziała: „Cóż, placebo ma 31 efektów ubocznych”.
Ponownie podniosłem rękę. „W jaki sposób placebo może mieć 31 efektów ubocznych?” „Jak substancja obojętna może mieć 31 efektów ubocznych?”
Wtedy nie wiedziałem, co w tym jest nie tak.
Ale wiedziałem, że dzieje się coś nie dobrego, dzieje się coś bardzo złego, jednak nie wiedziałem jak śmiertelnie złe to było.
Odpowiedź pojawiła się kilka lat później.
Jak może wiecie FDA wypuściła AZT na rynek po czterech miesiącach badań, zamiast zaplanowanych sześciu.
Skrócili je, ponieważ jedna grupa, w tym badaniu podwójnie ślepej gdzie nikt nie wiedział, co kto brał, czuła się lepiej, niż druga grupa.
I kierowani współczuciem, skrócili badania. Nie winię ich za to.
I faktycznie, grupa która dostała AZT czuła się o wiele lepiej niż grupa, która dostała placebo. Więc wypuścili medykament na rynek.
Ale osiemnaście miesięcy później, ich własna grupa dochodzeniowa z FDA sporządziła raport.
Wiecie, co w nim było?
Biorący udział w badaniu wiedzieli od pierwszego tygodnia, który badany dostał który medykament. Nie było żadnej podwójnie ślepej próby, to nie było tego typu badanie.
Co więcej, członkowie grupy, która dostała AZT przyznali, że niektórzy podzielili się swoim lekiem z członkami z grupy placebo.
Wyjaśnia to 31 efektów ubocznych w grupie placebo. Niektórzy z nich wzięli AZT.
Efekty uboczne.
A tak swoją drogą to takie informacje dyskredytują to badanie jako naukowe.
Podawanie AZT powinno zostać przerwane, a sam specyfik wycofany z użytkowania.
Jednak później w raporcie wyszło coś po czym szczęka opada.
Członkowie grupy na AZT w ciągu czterech miesięcy zostali poddani sześciokrotnie większej liczbie transfuzji krwi niż grupa placebo.
Co się dzieje, kiedy przeprowadzana jest transfuzja krwi? Wyglądasz lepiej, czujesz się lepiej, żyjesz trochę dłużej.
Jednak najważniejszym pytaniem i lekcją, którą można z tej sytuacji wyciągnąć…
Musisz zapytać „dlaczego”?
Dlaczego dawka AZT wymagała sześciokrotnie większej ilości transfuzji krwi w ciągu czterech miesięcy na badanych, niż ludzie na w grupie placebo.
Ponieważ masz do czynienia z zabójczym środkiem i potrzebujesz tych transfuzji krwi, aby przetrwać.
Przypadkowo sprawiają one, że wyglądasz trochę lepiej i zdrowiej od tej drugiej grupy.
Gdy przebrnąłem przez to wszystko, doszedłem do pytania: „Co naprawdę wywołuje AIDS?”. Musiałem to sobie powtórzyć dziesięć czy dwadzieścia razy w mojej książce i powiem to teraz jeszcze raz:
Znamy przyczynę od siedemdziesięciu lat. Dlaczego inni ludzie podczas tego badania zmarli? Powodem numer jeden jest niedożywienie i głód.
W przypadku niektórych badanych było to prawdą, ale było to prawdą tylko z powodu przyczyny numer dwa. Powodem numer dwa są medykament i narkotyki.

Przypominacie sobie, drodzy obecni z prasy, że kilka tygodni temu w gazetach ogłosiliście, że zabijamy naszych seniorów zbyt dużą ilością leków.
A jak ich leczyć? Odstawiając leki.
Jak umierają ci ludzie na tak zwany AIDS? Z powodu nr 2 czyli medykamentów.
Zarówno narkotyków ulicznych jak i leków farmaceutycznych.
Ale jeden wyróżniał się najbardziej i został połączony z 24 pracami naukowymi
na temat mięsaka Kaposiego to Poppers lub azotyn amylu. [wdychane azotyny wywołują relaksację mięśni gładkich w całym organizmie, w tym zwieraczy odbytu]
Bardzo rzadko spotka się przypadek mięsaka Kaposiego w Afryce, ponieważ nie używają tam poppersów. I jest to pierwsza ludzka choroba, której nie możemy przekazać małpom właściwym [antropoidy].
I mówię o potwierdzonych chorobach, ponieważ wirusolodzy wyskakują z ilością chorób większą, niż można to sobie wyobrazić.
I nikt nie zauważył, że większość z nich nigdy się nie rozpowszechniła?
Po prostu zniknęła z nagłówków gazet i nigdy o niej ponownie nie usłyszano.

Ponieważ od początku nie były żadnymi chorobami. Tak jak SMON, choroba z Japonii.
Przez piętnaście lat podejrzewali różne wirusy.
Niesamowite, prawda?
Spędzili nad tym piętnaście lat i wydali wiele milionów na te badania. A zgadnijcie, co zrobili nasi wirusolodzy?
Cóż, nikt się do nich nie umywa.
Przez dwadzieścia lat wojny z rakiem wydali ponad dwadzieścia miliardów dolarów szukając wirusa powodującego raka. I nic nie znaleźli.
Nie tylko nie mogli znaleźć retrowirusa, który byłbym idealnym wyborem, ponieważ nie zabija komórek, ale jest powielany przez komórki, czyli to samo, co robią komórki rakowe, ale nie znaleźli żadnej choroby którą mógłby wywołać. Ale zgadnijcie, co wybrali do przekrętu z AIDS? Był to retrowirus.
Przez dwadzieścia lat wydając dwadzieścia miliardów dolarów nie znaleźli nic, co ten wirus mógłby spowodować, oraz odkryli, że na pewno nie zabija komórek ponieważ gdyby tak było to popełniałby samobójstwo. Potrzebuje komórek, aby móc się replikować, żeby utrzymywać się przy życiu.
Epidemia zakończyła się jeszcze przed rozpoczęciem, czyli to jest niemożliwe.
Ale jest to wirus, na który poświęcili kolejne dwadzieścia miliardów dolarów, ale tym razem w przeciągu tylko dziesięciu lat.
I prosili o więcej. A teraz chcą nam dać szczepionkę.
Widzicie. Oh, z tego mogą być pieniądze.
Nie tylko mają test na HIV, który swoją drogą nie jest testem na wirusa tylko na odporność. Jak mówiłem, jest to pierwsza choroba w historii medycyny, gdzie, jeśli jesteś na nią odporny, umrzesz przez nią.
A teraz, chcą nam dać szczepionkę.
Test na HIV to test na przeciwciała, nie na obecność wirusa.
Cóż, przeciwciała to coś co zdobywasz, gdy użyjesz szczepionki, musisz produkować przeciw ciała, żeby móc walczyć z chorobą.
Pogubiłem się i nie rozumiem.
Skoro mamy już przeciwciała, to dlaczego chcemy tworzyć przeciwciała?
Trochę to zbędne, nie uważacie?

Tak przy okazji, jeśli weźmiecie te same przeciwciała i umieścicie je w laboratorium Gallo, zniszczycie jego kilkumiliardową kulturę, tą, na której zbija fortunę.
Bo widzicie, te przeciwciała niszczą kulturę bakterii.

Gallo został raz spytany przez prasę, co ma do powiedzenia w sprawie wyzwania postawionego przez dr Duesberga.
Odpowiedział: „Skoro się mylimy, czemu tylu ludzi nam wierzy?” [Zobacz na eksperyment Millgrama badający posłuszeństwo]
Właśnie widzę Hitlera i jego szturmowców, mówiących prasie: „Skoro się mylimy, czemu wszyscy robią to, co im każemy?”
Ponieważ oni prowadzą to przedstawienie. Nie patrzymy na jakieś proste kłamstwo naukowe.

Chciałbym powiedzieć jeszcze, że dr Michael Gottlieb, który zdobył sławę jako lekarz, który odkrył pierwsze cztery czy pięć przypadków AIDS, powiedział mi na antenie jakiś czas temu, że uwierzyłby w to co robię, gdybym przyjął w siebie litr krwi.
To już jest transfuzja krwi. I powiedziałem, że „musisz być chyba szalony.”
Co to udowadnia, skoro potrzeba litra krwi, żeby złapać AIDS? To nikt by nie miał wtedy AIDS.

Naprawdę łatwo jest stworzyć epidemię.
Po prostu bierzesz różne choroby, umieszczasz je pod jednym nagłówkiem jako nowa jednostkę chorobową i twierdzisz, że wszystkie zostały wywołane przez jednego wirusa. To bezsens.

Medycznym faktem jest, że antybiotyki są immunosupresyjne.

Kilka lat temu w gazetach doniesiono, że odkryto HIV w próbce krwi, która była przetrzymywana w laboratorium od lat 40tych.
Przeglądali czyjeś próbki i odkryli wirus HIV.
Który tak przy okazji pewnie krążył po świecie od tysięcy lat.
Ale skupmy się na tym jednym przypadku.
Skoro mamy wirus HIV w populacji w próbce krwi z lat 40-tych i w latach 40-tych byli homoseksualiści, ponadto według Alfreda Kinsey’a, [zobacz na film „Syndrom Kinsey’a] 10 do 15% heteroseksualnych par preferowało stosunek analny, gdzie w takim razie jest epidemia?
Nie były to czasy stosowne dla kogoś takiego jak łajdak Robert Gallo w latach czterdziestych, nie był wystarczająco duży, właściwie to pewnie dopiero się urodził, żeby ogłosić chorobę i zrobił przedstawienie na taką skalę.
Zostali złapani wir ciągnący ich w odmęt.
Teraz, kiedy prawda wychodzi na jaw, i odpowiedź brzmi „tak”. To zaszkodzi opinii i zaufaniu wobec NIH oraz CDC, FDA i AMA i mój Boże, jak bardzo jest im to potrzebne. To oburzenie jest konieczne, żeby oczyścić atmosferę.

Wszystko może stać się niszczące. Jest to współczesne, medyczne voodoo.
Jeśli lekarz powie ci, że umrzesz, założę się, że tak będzie.
Jako pierwszy wyłożę pieniądze na stół i powiem, że podbijesz statystyki i umrzesz, bo tak ci powiedziano. To jest amerykańskie voodoo.

Zawsze byłem trochę zdezorientowani przez limfocyty T.
Ponieważ limfocyty T nie są niczym więcej niż leukocytami [białe krwinki] i ich zadaniem jest walka z infekcją.
Ktoś kiedyś przyszedł do mojego gabinetu z bólem brzucha. Zrobiłem morfologię, wskaźnik WBC. To badanie mierzy również poziom limfocytów T.
Jeśli wynik białych krwinek był 5, 6, 7 tysięcy, to nic wielkiego nie było.
To ból brzucha, złe jedzenie lub jakaś infekcja wirusowa.
Wirusy to ciekawa sprawa, zawsze można na nie zwalić jak się nie wie co się dzieje, nawet ja myślę w ten sposób.
Ale kiedy wynik wychodził powyżej 20 tysięcy, wzywałem chirurga.
Ciało wytwarza limfocyty T, kiedy ich potrzebuje.
Jeśli ich nie potrzebujesz, to nie masz ich.
Po co chodzić z dużą ilością limfocytów T, skoro nie ma się niczego do zwalczania.
Powiem wam jedno, co wiadomo od zawsze. Nie ma żadnego związku pomiędzy ciężkością tak zwanego AIDS, a ilością limfocytów T.
Powiem wam dlaczego.
Wyglądacie na trochę zdezorientowanych, kiedy mówię wam,
że nie możecie mieć wysokiego poziomu białych krwinek [Leukocytów] chyba, że macie poważną infekcję. Co znaczy, że jeśli poziom białych krwinek nie jest wysoki, to nie jest źle. Jeśli nic innego nie dzieje się z tobą, to powiedziałbym, że jest to normalne.
Dlaczego chcesz mieć wysoki poziom białych krwinek?

CDC nie leczyło chorych syfilis, pomimo tego, że mieli odpowiednie leki, tylko po to, żeby zobaczyć, co się stanie, to samo CDC przyznało, że pomiędzy 40 a 60% ludzi wpisanych na listę chorych na AIDS nie było nawet badanych testem na obecność wirusa HIV. Nie robi to żadnej różnicy, ponieważ test i tak jest bezwartościowy.

Przy okazji, pozwólcie, że przedstawię wam bardzo ważną zasadę przy zajmowaniu się tematem chorób i śmierci. Odnosi się to zarówno do AIDS jak i do jakiejkolwiek choroby z jaką może borykać ludzkość. Tym zakończę dzisiejsze spotkanie.
Dżuma wybiła połowę populacji Europy.
Pytanie, jakie musisz zadać i na które trzeba odpowiedzieć, jeśli chcesz być racjonalnie myślącą ludzką istotą, to pytanie brzmi: dlaczego dżuma nie wybiła pozostałej połowy?
W USA, w 1919 roku, 80 milionów ludzi zmarło na grypę.
Moje pytanie to dlaczego pozostałe 92 miliony nie zmarło?
Odpowiedź na to pytanie jest prosta i każdy reporter powinien przekazywać to swoim czytelnikom, zarazek nie spowoduje choroby chyba, że natrafi ma odpowiedni grunt.

„Komary szukają stojących zbiorników wodnych, a nie powodują, że staw staje się nieruchomy”. – Rudolf Yirchow

A odpowiedzą na wszystkie choroby nie jest rozwalenie ludzkiego ciała za pomocą dubeltówki, ale po prostu zapobieganie wywołania choroby.
Poprzez życie w spokoju i harmonii, nie tylko z innymi ludźmi, ale z każdym organizmem na tej planecie.

Wojny plemników – Robert Baker

W różnych fazach cyklu miesiączkowego kobieta postrzega u mężczyzny cechy jako atrakcyjne/pociągające. W zasadzie to można podzielić to na dwie grupy: jedna to cechy na stałego partnera, a druga to najlepszy dostępny partner (alfa). W książce Bakera jest wystarczająco dużo opisów różnych mechanizmów jakie zachodzą w organizmach, żeby móc zrozumieć różnice między jednym a drugim i jakie mogą być tego konsekwencje. Wiele z tych mechanizmów dla wielu ludzi jest poza świadomym umysłem. Są też odpowiedzi na pozorną niepłodność, nie możność zajścia w ciąże z jednym partnerem, a po zmianie partnera wszytko gra.

Poniżej kilkanaście fragmentów z książki

 

Przedmowa
Seks i rozmnażanie zajmują ludziom znaczną część czasu – w mniejszym może stopniu jako działania praktyczne, w większym jako myślenie i rozprawianie. Mimo tego całego zainteresowania większość ludzie uważa zachowania, reakcje i emocje seksualne za najbardziej wstydliwe aspekty swego życia. Rozważmy następujące kwestie.
Dlaczego w pozornie doskonałym, satysfakcjonującym związku odczuwamy niebywale silną pokusę niedochowania wierności? Dlaczego podczas każdego stosunku mężczyźni wyrzucają z siebie wystarczającą liczbę plemników, aby zapłodnić całą populację Stanów Zjednoczonych, w dodatku ponad dwukrotnie? Dlaczego następnie połowa z nich spływa kobietom po nogach? Dlaczego nieustannie mamy ochotę na uprawianie seksu, mimo że zazwyczaj wcale nie chodzi nam o dzieci? Dlaczego w sytuacji, gdy bynajmniej nie chcemy mieć dzieci, zawodzi nas organizm i dochodzi do zapłodnienia? Albo organizm nas zawodzi i nie dopuszcza do poczęcia, choć zależy nam na posiadaniu dzieci? Dlaczego tak trudno wybrać najlepszy moment do stosunku, aby doszło do poczęcia lub aby do niego nie doszło? Dlaczego penis ma taki kształt, jaki ma, i dlaczego w trakcie stosunku wykonujemy charakterystyczne ruchy? Dlaczego drzemie w nas nad wyraz silna skłonność do masturbacji i dlaczego zdarza się, że przeżywamy orgazm podczas snu? Dlaczego orgazm u kobiety jest nieprzewidywalny i tak trudno go wywołać? Dlaczego niektóre osoby przedkładają seks z osobnikami tej samej płci nad seks z osobnikami płci przeciwnej?
Oto część z pytań, na które większość ludzi – jeśli są uczciwi – nie potrafi udzielić odpowiedzi ani sensownej, ani choćby spójnej. Wszystkie one napłynęły wraz z falą rewolucji w rozumieniu płciowości, rewolucji, która zaczęła się w latach siedemdziesiątych, ale w istocie do lat dziewięćdziesiątych nie nabrała rozpędu.
Dotychczas dokonywanie rewolucji w interpretacji zachowań seksualnych było przywilejem naukowców, a zwłaszcza biologów ewolucjonistów. W tej książce pragnę po raz pierwszy przedstawić nowości znacznie szerszemu kręgowi czytelników.
Istnieją podstawy, aby zrewolucjonizować sposób, w jaki wszyscy myślimy o seksie. Mam ambicję pomóc rewolucji w jej postępach. Podstawowym przesłaniem owej rewolucji jest teza, że nasze zachowania seksualne zostały zaprogramowane i ukształtowane dzięki siłom ewolucji. Oddziaływały one na naszych przodków i oddziałują dzisiaj na nas. Zasadnicze uderzenie tych sił kieruje się na nasze ciało, nie na świadomość. Ciało po prostu wykorzystuje inteligencję do sterowania naszym zachowaniem odpowiednio do określonego z góry programu.
Główną siłą, która steruje tym programem, jest zagrożenie wojną plemników. Ilekroć w tym samym czasie wewnątrz kobiecego ciała znajdują się plemniki dwóch lub większej liczby mężczyzn, dochodzi do rywalizacji, czyje zdobędą główną „nagrodę”, to znaczy zapłodnią komórkę jajową. Sposób, w jaki owa rywalizacja przebiega, przypomina działania wojenne. Zaledwie minimalna część (mniej niż 1%) plemników w każdym wytrysku należy do elity, płodnych „zdobywców”. Na resztę składa się bezpłodna rzesza kamikadze, których funkcja nie ma nic wspólnego z zapłodnieniem jako takim, lecz wyłącznie z uniemożliwieniem zapłodnienia komórki jajowej przez plemniki innego mężczyzny.
Wojny plemników można potraktować jako osobny temat, lecz mają one wielorakie konsekwencje na wielu poziomach ludzkich zachowań seksualnych. Częściowo świadome, znacznie częściej podświadome, wszystkie seksualne postawy, uczucia, reakcje i zachowania obracają się wokół wojny plemników, a wszystkie seksualne zachowania można poddać reinterpretacji z tej nowej perspektywy. Tak oto większość seksualnych zachowań mężczyzn okazuję się próbą albo powstrzymania kobiety od „wysłania” ich nasienia na wspomnianą wojnę, albo – jeśli to zawiedzie – dania własnemu nasieniu szansy na jej wygranie. Zachowanie kobiet jest usiłowaniem bądź wymanewrowania partnerów lub innych mężczyzn, bądź wpłynięcia na rozstrzygnięcie, czyje nasienie będzie miało największą szansę na wygranie wojny, do której ona doprowadza.
W wypadku każdego z nas był krytyczny moment w przeszłości, kiedy to jeden z plemników naszego ojca dotarł do jednej z komórek jajowych matki i zostaliśmy poczęci. Ów moment oznaczał wyzwolenie złożonego zespołu instrukcji dotyczących dalszego rozwoju. Owe instrukcje pochodziły w połowie od ojca, w połowie od matki i ostatecznie stworzyły osobę, którą obecnie jesteśmy. Gdyby nasz ojciec i nasza matka nie kochali się wtedy to a wtedy, gdyby nie zrobili tego z tym a tym konkretnym człowiekiem, będąc na to przygotowani w pewien określony sposób, nigdy byśmy się na tym świecie nie pojawili.
Każde poczęcie ma w tle jakąś historię. Jej szczegóły rzadko są znane. Czy ktoś z nas wie na przykład, czy wówczas jego matka przeżywała orgazm, a jeżeli tak, to czy szczytowała przed, po czy w tym samym momencie co ojciec? Czy ojciec lub matka masturbowali się w dniach albo godzinach poprzedzających nasze poczęcie? Czy może jedno z nich przejawiało bi- seksualizm albo zdradzało swego partnera? Czy w momencie naszego poczęcia matka miała w sobie nasienie tylko jednego mężczyzny, dwóch czy może kilku? Czy mężczyzna, którego nazywamy naszym ojcem, rzeczywiście jest tym, którego plemnik zapłodnił komórkę jajową, zapoczątkowując nasz rozwój?
Okaże się wkrótce, że wszystkie wymienione wyżej kwestie określiły nasze pochodzenie, a zrozumienie, jak to się dokładnie odbyło, jest jednym z najbardziej interesujących rezultatów nowej rewolucji.
Oczywiście większość ludzi poczęto podczas rutynowego aktu seksualnego między kobietą i mężczyzną, którzy żyją ze sobą w jednej z form stałego związku. Tak to się dzieje obecnie i tak się prawdopodobnie działo przynajmniej od trzech albo czterech milionów lat. Wiele w tych działaniach monotonii, to prawda, lecz nawet w rutynowych zachowaniach seksualnych tkwią niespodzianki, co, mam nadzieję, znajdzie odzwierciedlenie w niniejszej książce. Z poczęciem około jednej piątej całej populacji – ludzi, którzy nie są rezultatem powszedniego seksu, siłą rzeczy wiążą się jeszcze bardziej interesujące historie. Wiele z nich znajdzie się w tej książce.
W 1995 roku wydawnictwo Chapman & Hall wydało książkę, którą napisałem wspólnie z doktorem Markiem Bellisem, zatytułowaną Human Sperm Compétition: Copulation, Mastur-bation and Infidelity. Przedstawiliśmy w niej wyniki najnowszych badań biologicznych, głównie własnych, nad problemem reperkusji, jakie w ludzkiej seksualności wywołuje ryzyko wojny plemników. Dowodziliśmy, że niemal każdy aspekt ludzkiej seksualności, w tym wiele najpowszechniejszych i najbardziej monotonnych, zawdzięcza swe cechy toczącej się wojnie plemnikowej bądź przynajmniej ryzyku jej wystąpienia. Kto pragnie zapoznać się z naukowym uzasadnieniem wniosków i twierdzeń zamieszczonych w tej książce, niech sięgnie po Human Sperm Competition. Tamta praca z konieczności obfituje w żargon, beznamiętne dane, wykresy i tabele, co nieuchronnie odgradzają od doświadczeń większości ludzi. Niemniej zawiera interpretacje i wyjaśnienia zachowań seksualnych, z których wszystkie mieszczą się w granicach doświadczeń większości – często zachowań z pozoru irracjonalnych i niewytłumaczalnych. Badania naukowe dowodzą, że zachowania seksualne we wszystkich swoich przejawach — przyziemne, żenujące, radosne, ryzykowne, występne czy amoralne – przebiegają według pewnych fundamentalnych zasad.
Aby owe zasady zilustrować i tchnąć życie w zachowania pojmowane modelowo, tę książkę skomponowałem jako cykl wymyślonych scen. Każda z nich dotyczy jakiejś formy konfliktu seksualnego – pomiędzy mężczyznami, pomiędzy kobietami albo, najczęściej, między mężczyznami i kobietami. Liczne dotykają tego lub owego oblicza plemnikowej wojny, która, jak staram się dalej dowieść, stanowi podłoże wszelkich zachowań seksualnych. Po każdym fragmencie literackiej fikcji, następuje interpretacja przedstawionych zachowań z punktu widzenia biologa ewolucjonisty.
Wszystkie scenki ukazują ludzi stosujących strategie seksualne, które w ostatnich latach stały się głównym przedmiotem dociekań i interpretacji. Podstawy do uogólnień na temat ludzkich zachowań pochodzą z obserwacji naukowych i eksperymentów, w których wzięło udział wiele tysięcy ludzi z całego świata, natomiast same historyjki są oczywiście wymyślone. Chodzi wszak o to, by ukazać ludzi ponoszących koszty i osiągających korzyści w wyniku określonych zachowań oraz trafnie zilustrować dane oraz ich interpretację. Postawiłem sobie zadanie stworzenia typów i scenerii, które złożyłyby się na zabawną, prawdopodobną fikcję i stanowiły zarazem odzwierciedlenie pewnego typu dowodów. Pisząc historyjki, korzystałem z informacji mniej całościowych niż te, które pochodzą z badań i eksperymentów – i chociaż pewne z nich mają swe źródło w doniesieniach prasowych, telewizyjnych lub radiowych, dla większości zaczynem były epizody z mojego własnego życia, życia moich bliskich i przyjaciół. Wszystkie bez wyjątku mają bardzo bliski związek z rzeczywistymi wydarzeniami. Choć tak jest, moi przyjaciele i znajomi nie powinni tracić czasu na próby zidentyfikowania konkretnych osób, tak samo jak pozostali czytelnicy nie powinni zajmować się odszukiwaniem określonych wiadomości w serwisach informacyjnych. Każda postać jest swoistym amalgamatem, a każda opowieść mozaiką kilku różnych zdarzeń. Co więcej, ta czy inna postać może reprezentować dowolną rasę (i narodowość), scenka zaś — rozgrywać się w niemal dowolnym kraju.

Nie wszystkie zdarzenia z każdej scenki są natychmiast objaśniane, lecz każdy element przedstawionego zachowania jest zinterpretowany w którymś fragmencie książki. Na przykład masturbacji poświęciłem dwie scenki, w tym jedną z udziałem mężczyzny (scenka 12) i jedną z udziałem kobiety (scenka 22). Po każdej z nich omawiam funkcję masturbacji. Obie scenki obrazujące zachowania seksualne dotyczą postaci w trakcie masturbacji oraz jakiś czas po niej. Skoro jednak funkcje masturbacji zostały opisane w nawiązaniu do poświęconych im scenek, ich rola w innych scenkach powinna być jasna.
Pisząc objaśnienia, starałem się nie wpadać w akademicki styl, co jest moją naturalną skłonnością. Starałem się również nie przesadzać z liczbami, a tam, gdzie któreś wyjaśnienie było szczególnie złożone, wybierałem wersję krótszą i bardziej zabawną kosztem formalnej precyzji. Powstrzymywałem się od używania słów „prawdopodobnie” i „chyba” w wielu przypadkach, kiedy, ściśle rzecz ujmując, były potrzebne. Każdy czytelnik z naukowym przygotowaniem, którego razi brak rygorów formalnych w moim tekście, powinien szukać odpowiednich informacji i wyjaśnień w rozprawie, którą napisałem wraz z Markiem Bellisem.
Nie wszyscy koledzy ze społeczności akademickiej zgodzą się z moimi interpretacjami ani nawet szczegółami na temat tego, co dzieje się pomiędzy kobietami i mężczyznami, jakie interakcje zachodzą między nasieniem i jego drogą wewnątrz kobiecego ciała, między plemnikiem i komórką jajową, pomiędzy plemnikami. Z całą pewnością istnieją osoby, znakomitości w swoich dziedzinach, które całą tę książkę – zarówno interpretację, jak i scenki – uznają za wymysł. Niechaj już tak zostanie. Rzecz w tym, że zdecydowałem się opowiedzieć historię opartą na naukowych interpretacjach najnowszych badań. Poza narzuceniem sobie tego pierwszego ograniczenia starałem się uczynić opowieść zajmującą i spójną. Nie wdawałem się we wszechstronne prezentowanie poglądów innych ludzi. Gdybym postąpił inaczej, powstałaby książka zawiła, przeładowana treścią, a nawet nudna. Interpretacje innych zostały obszernie omówione i poddane ocenie -w Humań Sperm Competition, gdzie wspólnie z Markiem Bellisem dokładnie wyjaśniliśmy, dlaczego uważamy historię, którą tutaj przedstawiam, za najlepszą spośród obecnie istniejących. Przedstawiwszy argumenty tam, tutaj mogę snuć opowieść w sposób możliwie prosty i swobodny
Jeden z problemów, jakie napotkałem, pisząc tę książkę, polegał na tym, że wiele zachowań, które próbuję zinterpretować, wymaga otwartego przedstawienia. Liczne scenki i szczegóły, które opisuję, w innym kontekście mogłyby uchodzić za pornograficzne. Starałem się unikać nadmiernej wyrazistości i mam nadzieję, że w wypadku wszystkich scenek czy fragmentów, które czytelnik uznałby może za krępujące lub nadmiernie ekscytujące, wyjaśnienie występujące po nich wystarczająco wszystko usprawiedliwi.
Jest jeszcze jedna kwestia. Otóż w znacznej części opisuję i interpretuję zachowania uznawane przez wielu ludzi w najlepszym wypadku za amoralne, w najgorszym zaś – za karygodne. W moim mniemaniu najistotniejsze jest jednak, abym nie godził w żadne określone postawy moralne. Jako biolog ewolucjonista dokonuję interpretacji bez uprzedzeń i krytycznych ocen. Niebezpieczeństwo polega na tym, że ktoś może potraktować mój brak krytycyzmu wobec pewnych form zachowań jako przejaw akceptacji bądź zachęty. Warto wszak poczynić spostrzeżenie, jak to czynię w odniesieniu do gwałtu (scenka 33), że wstępem w procesie opanowywania antyspołecznych zachowań powinno być ich zrozumienie. A właśnie to, i tylko to jest celem wszystkich moich interpretacji.

(…)

Nasze cechy osobnicze zależą od genów – chemicznych instrukcji dotyczących tego, jak powinniśmy się rozwijać i funkcjonować. Owe instrukcje znajdują się w plemnikach oraz komórkach jajowych i są przekazywane zgodnie z rozgałęzieniami drzewa genealogicznego, aż dotrą do nas za pośrednictwem genetycznych rodziców. Dzięki genom dziedziczymy nie tylko „rodową twarz”, ale także wiele innych cech naszej fizjologii, psychiki i zachowania, w tym także określających nasze zachowania seksualne.
W książce tej spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w sytuacjach seksualnie znaczących postępujemy właśnie tak, a nie inaczej. Zastosujemy podejście niezwykle proste. Zapytamy, dlaczego tak jest, że ludzie stosujący określone strategie seksualne (wzory zachowań seksualnych) osiągają pomyślniejszy rezultat niż inni. Miarą sukcesu będzie liczba zstępnych – to bowiem kształtuje przyszłe pokolenia.
Rodziny i populacje zostaną zdominowane przez potomków zwycięskich przodków, będą w się w nich liczyły przede wszystkim cechy tych ludzi. W pierwszej scence pokolenie młodej kobiety przejęło twarz prababki, nie zaś charakterystyczny nos bezimiennego brata babki. Orientowała się, że jej generacja w stopniu dominującym przejęła „rodzinną seksualność”, przekazaną tak wielu osobnikom przez założycielkę dynastii, prababkę. Nikt bezpośrednio nie odziedziczył seksualności bezimiennego brata babki. Jakakolwiek by była jego strategia seksualna, w praktyce okazała się zawodna i nie pozwoliła na pozostawienie zstępnych, ażeby im tę strategię przekazać.

(…)

Ci, którzy choć przez kilka lat żyli w związku seksualnym, w opisanej powyżej scence powinni znaleźć kilka znajomych elementów. W istocie są one do tego stopnia znajome, że istnieje niebezpieczeństwo zagubienia subtelności zachowania tych dwojga ludzi. W ciągu czterech lat trwania związku odbyli mniej więcej pięćset pełnych stosunków. Mimo to ani jeden wytrysk nie doprowadził do zapłodnienia. Oczywiście używali środków antykoncepcyjnych, jednakże od czasu do czasu bywali nieostrożni i kobieta mogła zajść w ciążę, jednak do tego nie doszło. Teraz przestali korzystać z antykoncepcji i nadal nie dochodziło do poczęcia. Cóż, nie powtarzali pięćset razy aktu seksualnego, aby mieć dzieci. Pod tym względem wcale nie zachowują się osobliwie. Przeciętny mężczyzna i przeciętna kobieta, mieszkańcy buszu, pustyni Kalahari albo luksusowego domu z mnóstwem sypialni – bez różnicy – kochają się około dwóch, trzech tysięcy razy w ciągu całego życia. Mimo wszystko, nawet bez stosowania nowoczesnej antykoncepcji, większość ludzi ma mniej niż siedmioro dzieci. Wypada przeciętnie pięćset ejakulacji na jedno dziecko, choć określenie dokładnej liczby nie jest specjalnie istotne. W kontekście sukcesu reprodukcyjnego warto podkreślić, że rutynowe zachowania seksualne nie służą ludziom ani przede wszystkim, ani zwłaszcza do płodzenia dzieci.
Pod tym względem wcale nie jesteśmy odosobnieni. Jeśli porównać nas z naczelnymi, okaże się, że liczba stosunków przypadających na spłodzenie jednego potomka jest u nas w miarę przeciętna. Wypadamy blado w porównaniu z szympansami bonobo, które zdają się uprawiać seks niemal bez wytchnienia. Prócz naczelnych bez trudu bije nas na głowę lew, który musi dokonać trzech tysięcy inseminacji na jedno lwiątko. Niektóre ptaki w każdym okresie godowym parzą się niewiele razy, lecz inne dorównują nam, osiągając pięćset parzeń na każde pisklę. Zatem dlaczego my i wszystkie te zwierzęta parzymy się tak często, jeżeli nie chodzi o prokreację? W jaki sposób rutynowy seks pomaga nam, zarówno mężczyznom, jak i kobietom, w odniesieniu sukcesu reprodukcyjnego?
Najczęściej spotykamy się z wyjaśnieniem, że ludzie (i przypuszczalnie wszystkie wymienione zwierzęta) uprawiają seks, ponieważ sprawia im to przyjemność. Ale czy to na pewno prawda? Jeszcze raz powrócimy do pary z ostatniej scenki. Oczywiście przez pierwsze tygodnie związku, kiedy kochali się codziennie, stosunek pełny, kontakt, a nawet perspektywa bycia razem nago – wszystko to było dla obojga bardzo ekscytujące. Z całą pewnością od tamtego pierwszego przypływu namiętności zdarzały się momenty, że jedno albo drugie okazjonalnie przeżywało rzeczywistą przyjemność podczas stosunku. Lecz ostatnio nasza para doświadczała owych przyjemności jakby rzadziej. W scence z pewnością dostrzegliśmy, że partnerzy nie czekali z utęsknieniem na seks. Co więcej, gdyby ich ktoś zapytał, musieliby uczciwie przyznać, że w tym związku nie doznają już tak dużej rozkoszy.
Z pewnością nie odczuwała jej kobieta. Przebieg stosunku odebrała jako niezbyt przyjemny, momentami nawet bolesny i niemal całkowicie niesatysfakcjonujący. Poprzedniej środy podczas zwykłego flirtu z obcym mężczyzną doświadczyła znacznie silniejszego podniecenia niż podczas pełnego stosunku ze swoim partnerem. Podczas gry wstępnej mężczyzna się nudził. Zdobywając skąpo zwilżoną pochwę, odczuwał irytację. W końcu do irytacji dołączyła nuda, gdy poruszał się, czekając, kiedy kobieta się podnieci. Przeżył krótką chwilę rozkoszy na moment przed wytryskiem, ale niemal natychmiast popadł w przygnębienie wzmocnione poczuciem winy. Co więcej, nie tylko oboje czerpali mało przyjemności ze związku, lecz ponadto wiedzieli z góry, że tak będzie.

(…)

Chyba niewiele aspektów seksu jest tak niewłaściwie i fałszywie rozumianych jak „odpływ”, złożona substancja, która wypływa z pochwy jakiś czas po stosunku. Dla niektórych ludzi to powód do irytacji, dla innych do niepokoju, dla jeszcze innych zagrożenie dla płodności.
Odpływ jest wspólnym produktem kobiety i mężczyzny. W zasadniczej części składa się z wprowadzonego przez mężczyznę płynu nasiennego, który zostaje usunięty niemal w całości. Do tego dochodzą komórki ze ścianek pochwy, uwolnione poruszeniami członka oraz pewna ilość śluzu z szyjki macicy. Lecz najliczniejsze komórki w odpływie to plemniki, z reguły miliony plemników. Ludziom trudno traktować odpływ inaczej niż jako negatywne, bierne zjawisko. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie jest możliwe, by wilgotna plama na prześcieradle albo strumyczek spływający po nodze stały się wydarzeniem pozytywnym i dynamicznym. Ale właśnie do tego zamierzam doprowadzić. Chciałbym uzasadnić tezę, że odpływ jest jednym z ważniejszych oręży kobiety wspomagających osiągnięcie sukcesu reprodukcyjnego.
Jedna z moich ulubionych fotografii ostatnich lat przedstawia rodzinę zebr: ogiera, klacz i źrebaka. Ogier właśnie przed chwilą pokrył klacz i jeszcze stoi na zadnich nogach, trzymając przednie na grzbiecie klaczy. Źrebak spogląda w inną stronę, jakby krępował go widok matki wyrzucającej z pochwy strumień odpływu. W wypadku tego gatunku zwierząt klacz pozbywa się większej części nasienia w ciągu zaledwie kilku minut. Kobiety w żadnym wypadku nie zachowują się równie otwarcie jak samica zebry. Można sądzić, że ściekanie wilgoci po nogach nie da się porównać z gwałtowną reakcją zebry. Lecz z racji prowadzonych badań musiałem wykazywać większe zainteresowanie odpływem niż większość ludzi i dlatego z pełną odpowiedzialnością mogę oświadczyć, że kobiety w istocie wcale nie muszą się czuć pod tym względem upośledzone.
W scence 3 kobieta, oddawszy mocz, zauważyła w toalecie białe kulki. Jeśli jesteś kobietą, posłuż się lustrem i w trzydzieści, czterdzieści pięć minut po stosunku zobacz odpływ podczas oddawania moczu. Nie możesz tego zrobić w muszli klozetowej, więc wykorzystaj pustą wannę. Przykucnij, rozdziel włosy łonowe i wargi sromowe, tak aby mocz tryskał bez przeszkód. Wybierz odpowiedni moment. Odczekaj, póki nie poczujesz, że zbiera się odpływ, i dokładnie w tym momencie oddaj mocz. Obserwując się w tej pozycji, zobaczysz, że strumień moczu płynie do przodu z cewki moczowej, tymczasem kiedy dojdzie do odpowiedniego skurczu mięśni, mniej więcej centymetr niżej, odpływ tryśnie z pochwy z zadziwiającą siłą. (Jeżeli jesteś mężczyzną, spróbuj przekonać partnerkę, aby pozwoliła ci zobaczyć u siebie to zjawisko). Obojętne, czy jesteś mężczyzną czy kobietą, nie powinieneś albo nie powinnaś mieć wątpliwości, że odpływ oznacza pozbycie się przez kobietę części nasienia, które przed momentem dostarczył mężczyzna.
Kobiety i samice zebry nie są jedynymi, którym to się zdarza. Małpy, króliki, myszy, wróble – prawdopodobnie wszystkie samice ssaków i ptaków – wyrzucają odpływ.
Jak to się dzieje u kobiet? Zanim wyjaśnię mechanizm tego zjawiska w odniesieniu do ludzi, muszę zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze, opisać dość szczegółowo budowę dróg płciowych kobiety. Po drugie, wypada ukazać, co się dzieje z nasieniem w tym krytycznym momencie mniej więcej trzydzieści minut po wytrysku. Jedno i drugie zajmie nam trochę czasu.
Wyobraź sobie, że jesteś lekarzem i że właśnie masz dokonać badania kobiety leżącej przed tobą na łóżku. Ona leży na plecach. Najpierw odsuwasz włosy łonowe, które znajdują się na drodze, potem rozdzielasz wargi sromowe, abyś mógł widzieć wejście do pochwy. Trójkątna przestrzeń zaraz na początku to przedsionek. Jeśli masz dobry wzrok i odpowiednio rozciągniesz wargi, zobaczysz niewielką szczelinę na szczycie Przedsionka, czyli cewkę moczową. Tędy wypływa mocz.
Następnie wsuń dwa palce do pochwy i delikatnie rozsuń je na maksymalną szerokość. Zwróć uwagę, że palce dotykają pochwy ze wszystkich stron. A to dlatego, że pochwa nie jest tunelem, lecz szczeliną o ściankach przylegających do siebie. Pochwa nie tylko nie jest tunelem, lecz nawet nie stanowi przejścia. Popularne wyobrażenie tego organu jako rury prowadzącej bezpośrednio do macicy poprzez szyjkę jest całkowicie błędne. Myliłby się również ten, kto by sobie wyobrażał, że „ślepogłowe kuśki” mogą rzeczywiście wstrzelić ładunek nasienia bezpośrednio przez szyjkę do macicy. Oba te poglądy są z gruntu fałszywe, bo pochwa jest w istocie ślepą uliczką. Rzecz jasna istnieje wejście do macicy, lecz wcale nie z przodu; aby dotrzeć do wejścia, należałoby zmienić kierunek o dziewięćdziesiąt stopni.
Nie wyciągając palców, odwróć rękę w taki sposób, aby otwarta dłoń była skierowana ku górze, a grzbiet dotykał powierzchni łóżka. Macica, która ma kształt gruszki, znajduje się na szczycie samego końca pochwy, prawdopodobnie zaraz za koniuszkami twoich palców. Zwężonym końcem gruszki jest szyjka i właśnie szyjka przechodzi przez sklepienie pochwy, stercząc nieco ponad nią. Jeśli masz wystarczająco długie palce – a z reguły nie są dość długie – koniuszkami możesz wyczuć szyjkę sterczącą przez sklepienie pochwy. Przez szyjkę macicy biegnie wąski kanalik i to właśnie on łączy pochwę z wnętrzem macicy. Tędy muszą przejść plemniki, zmierzając do celu. Ten właśnie kanał – fenomen inżynierii i elastyczności – musi pokonać dziecko, wychodząc na świat. Na razie jednak skoncentrujmy się na szerokości kanalika i wchodzących doń plemnikach.
Kanalik wewnątrz szyjki macicy nie jest pusty. Wypełnia go śluz. Jeśli wystarczająco długo przytrzymasz palce w środku, nieco tego śluzu spłynie ci na palce. To zjawisko w sposób najistotniejszy przyczynia się do powstania odpływu i na stronach tej książki występuje w roli głównej. Wiele zrozumiemy z zakresu ludzkiej seksualności, jeśli docenimy piękno kobiecego śluzu i zadziwiające rzeczy, jakich dzięki niemu kobieta jest stanie dokonać. Śluz spełnia wiele złożonych wymagań. Z jednej strony jest ostatnią zaporą przed bakteriami i innymi drobnoustrojami chorobotwórczymi, które zawsze usiłują zaatakować szyjkę macicy i macicę. Z drugiej strony udostępnia przejście plemnikom do środka i krwi menstruacyjnej na zewnątrz. Innymi słowy pełni funkcję dwukierunkowego filtra.
Większość ludzi myśli o śluzie z pewną dozą podejrzliwości jako o brudnej, amorficznej substancji, czego przyczyną jest prawdopodobnie to, że śluz, z jakim się głównie stykają, wydostaje im się z nosów. Śluz, o który nam chodzi, może i przypomina wydzielinę z nosa, lecz w istocie jest całkowicie inny. Stanowi cudowne zjawisko, posiada nieskazitelną strukturę i ma absolutnie żywotne znaczenie dla zdrowia, bezpieczeństwa i seksualnej potencji kobiet. Zawiera włókna i jest po- przetykany kanalikami. Większość tych kanalików jest bardzo wąska, niektóre z nich mają średnicę zaledwie podwójnej główki plemnika, lecz w żadnym razie nie są czymś w rodzaju autostrad, którymi nasienie przepływa strumieniem z pochwy do środka szyjki macicy i dalej.
Śluz jest wydzielany nieustannie, najpierw z gruczołów położonych w górnej połowie szyjki macicy, następnie z pochwy. Początkowo wydziela się i spływa powoli niczym lodowiec, w końcu ścieka do pochwy. Tempo tego procesu jest powolne w porównaniu z prędkością płynących plemników, ale szybkie, gdy odniesiemy je do prędkości atakujących organizmów chorobotwórczych. Bakterie oraz inni intruzi są przenoszeni z powrotem do pochwy, nim zdołają się zagnieździć. W pochwie giną z uwagi na kwaśny odczyn wydzielin pochwowych. Podczas miesiączki substancja menstruacyjna po prostu towarzyszy strumieniowi śluzu. Taki podwójny potok jeszcze bardziej utrudnia inwazję organizmom chorobotwórczym – zwłaszcza że podczas menstruacji świeży nabłonek macicy czyni ją podatną na atak. Śluz spełnia bardzo ważne funkcje, zwłaszcza ze względu na strategię kobiet polegającą na odbywaniu stosunków w trakcie niepłodnych faz cyklu menstruacyjnego (scenka 2), kiedy wydają się nie mieć z nasienia żadnego pożytku – aby zwieść mężczyzn. Po menopauzie także nie stronią od kopulacji – w tym samym celu – kontynuując aktywność seksualną wiele lat po ostatniej miesiączce. Unikając otwartego sygnalizowania swego wyjścia poza wiek rozrodczy, kobieta po menopauzie jest w stanie zmniejszyć ryzyko, że zostanie opuszczona na rzecz kobiety młodszej i bardziej płodnej. W istocie kobiety, które pozornie weszły w fazę postmenopauzalną, mogą czasem zajść w ciążę – Przynajmniej do wieku pięćdziesięciu siedmiu lat, a nawet Podobno do siedemdziesięciu (scenka 34). Stosunki seksualne odbywają także kobiety w ciąży – też aby zwieść mężczyzn, lecz ze szczególnych względów, które omówimy w kontekście scenki 17.  Kobieta musi ustawicznie balansować między korzyściami płynącymi z dopuszczenia plemników i utrzymania na zewnątrz organizmów chorobotwórczych. Rzecz jasna ułatwienie zadania plemnikom wiąże się z ułatwieniem życia zarazkom. W okresie ciąży kobieta nie może mieć pożytku z plemników, które otrzymuje podczas kopulacji, i usuwa całe nasienie z odpływem; śluzowy filtr nie dopuszcza do przedłużenia życia plemnikom, bo zapewnia maksimum ochrony przed chorobami. Jednakże wyjąwszy okres ciąży, aktywna seksualnie kobieta może mieć pewien pożytek z plemników, a wówczas musi zrezygnować z niektórych środków obronnych, aby wpuścić nasienie. I jak korzyści z wpuszczenia nasienia zmieniają się wraz z wiekiem i w różnych fazach cyklu menstruacyjnego, tak zmienia się skuteczność śluzowego filtra.
Kobieta nie będąca w ciąży ma najmniejszy pożytek z nasienia w czasie niepłodnych faz swojego życia (czyli przez większą część cyklu menstruacyjnego i po menopauzie). Jednak nawet wtedy może mieć pewne korzyści z plemników, chociażby dlatego, że plemniki wpuszczone w fazie niepłodnej mogą oddziaływać na nasienie, które pojawi się na początku najbliższej fazy płodnej (zilustrujemy to w scence 7). Ponieważ korzyść z utrzymania spermy w fazie niepłodnej jest względnie niewielka, kobieta może sobie pozwolić na wzmocnienie szczelności filtra, aby obronić się przed zakażeniem. Wraz z nadejściem owulacji korzyść z przepuszczenia przez szyjkę macicy większej liczby plemników oczywiście wzrasta, zatem sprawy przybierają dla plemników możliwie najbardziej sprzyjający obrót. Organizm kobiety ułatwia bądź utrudnia przejście plemnikom poprzez zamianę charakterystyki śluzu szyjkowego.
Podczas licznych i długich faz bezpłodności śluz szyjkowy jest trudny do spenetrowania. Wąskich kanalików jest niewiele i chociaż plemniki mogą wniknąć do śluzu, mało z nich się przez nie przedostanie. Nawet te, którym to się uda, nie dokonają tego szybko. Podczas tej fazy wyciek śluzu jest powolny, ale jednocześnie dostatecznie prędki, aby zapobiec infekcji. Przeciwnie dzieje się podczas krótkich faz płodnych. Wówczas śluz zmienia się: staje się bardziej płynny i rozciągliwy, a kanaliki większe. Łatwiej przechodzą nimi zarówno plemniki, jak i bakterie.
Jedyny większy problem, jaki napotykają nacierające plemniki w czasie fazy płodnej, polega na tym, że nie wszystkie kanaliki są wolne od zatorów, o których była mowa wcześniej. Aby je usunąć i przeciwdziałać zwiększonemu zagrożeniu infekcją, kobieta zwiększa tempo wydzielania śluzu. W ten sposób usuwa bakterie i inne zanieczyszczenia. W tym czasie odczuwa zwiększoną wilgotność i na jej bieliźnie pojawia się przeźroczysta wydzielina o słodkawym zapachu.
Chociaż dobrodziejstwa zmian właściwości śluzu szyjkowego są oczywiste, mogłyby stwarzać pewien problem. Stanowiłyby zagrożenie dla wysiłku kobiety, aby ukryć fazy płodne zarówno przed partnerem, jak i przed sobą (scenka 2). Jej ciało niweluje to zagrożenie, powodując że wydzielanie śluzu nasila się i jest on obfitszy, niż wynikałoby to z potrzeby ułatwienia plemnikom przedostania się przez szyjkę macicy. Objawy zwiększonego wydzielania śluzu mogą wystąpić z ponadtygodniowym wyprzedzeniem i trwać jeszcze przez dwa dni lub dłużej po owulacji. W rezultacie, choć śluz szyjkowy daje pewne wskazówki co do istnienia fazy płodnej, jest zbyt nieprzewidywalny, by mógł zrujnować całą strategię.
Zatem śluz szyjkowy sam jest niezależnym filtrem. Ponadto bez względu na fazę cyklu menstruacyjnego kobieta może wzmóc skuteczność filtracyjną śluzu, blokując kanaliki. Im więcej kanalików zdoła zablokować, tym skuteczniejszy jest filtr. Czym się posługuje, aby zablokować kanaliki w śluzie? Trzema rodzajami substancji. Pierwsza to krew, fragmenty tkanki i inne produkty menstruacji. Druga to białe krwinki (scenka 4). Trzecia to plemniki (scenka 7). Wymienione rodzaje blokad mogą się utrzymywać kilka dni i są ostatecznie likwidowane, kiedy lodowiec śluzu szyjkowego spycha je do pochwy. Potem zobaczymy, że owa zdolność kobiety do modyfikowania skuteczności filtra szyjkowego bądź jej brak jest jej najpotężniejszym orężem w próbach wyprowadzenia w pole mężczyzny (scenki od 22 do 26).
Hola śluzu szyjkowego nie kończy się z chwilą przejścia do Pochwy. Spływa on po jej ściankach, pokrywając je cieniutką warstwą. Trochę wydostaje się na zewnątrz, przyczyniając się do odczucia „wilgotności” na wargach sromowych. Jednakże znaczna część śluzu pozostanie na ściankach pochwy – jako przygotowanie do następnego stosunku, nawet jeśli w najbliższym czasie do niego nie dojdzie. Kiedy podczas gry wstępnej kobieta podnieci się, ścianki pochwy zaczną się „pocić”. Ten pot sam w sobie nie jest śliski, ale gdy zmiesza się z warstewką starego śluzu szyjkowego, powstanie w efekcie bardzo skuteczny smar. Teraz pochwa jest gotowa do penetracji i stosunku.
Mamy już wszystkie konieczne informacje, by móc prześledzić to, co dzieje się od chwili wniknięcia penisa do pochwy aż do momentu powstania odpływu. Aby ułatwić sobie zadanie, zrezygnujmy teraz z roli lekarza. Za chwilę opiszę, co po raz pierwszy sfilmowano za pomocą cienkiego jak włókno endoskopu przypiętego do penisa tuż przed odbyciem stosunku. Dzięki temu zyskaliśmy możliwość ujrzenia tego, co się stało, „okiem penisa”. Dla ułatwienia opisu załóżmy, że zgłosiłeś się, czytelniku, na ochotnika, by wziąć udział w tym eksperymencie. Odbywasz stosunek w klasycznej pozycji i twój wyprostowany członek (jeśli jesteś mężczyzną) albo członek twojego partnera (jeśli jesteś kobietą) ma na czubku kamerę. To, co jest filmowane, widzisz od razu na dużym ekranie telewizyjnym, który masz bezpośrednio przed sobą.
Kiedy penis wdziera się do pochwy po raz pierwszy, jej ścianki rozstępują się i, kiedy już jest całkowicie wewnątrz, w pewnej odległości dostrzegasz ślepy kraniec pochwy. Tak samo nieco z przodu, wystająca ze sklepienia pochwy, znajduje się szyjka macicy. W tym momencie z centralnie położonym, trochę wklęsłym wejściem wygląda niczym pozbawiony wąsów ukwiał. Lecz to się zmieni w trakcie stosunku.
Jeżeli będziesz od początku przyglądać się poruszeniom penisa, najpierw dostrzeżesz, że ilekroć ów męski narząd cofa się, wciąga za sobą ścianki pochwy, kiedy zaś napiera, ścianki się rozstępują. Kiedy penis tkwi całkowicie w środku, widzisz kraniec pochwy i wystającą szyjkę macicy. W miarę trwania stosunku, obraz pełnej penetracji ulega zmianie. Kraniec pochwy zaczyna bardziej przypominać komorę, powoli wypełnia się powietrzem i staje się śliski od śluzu. Co niezwykłe, szyjka macicy coraz bardziej rozciąga się i zwisa. Mniej przypomina ukwiał, a bardziej różową, szeroką trąbę słonia. W końcu wszystko, co dostrzegasz przed wprowadzonym w pełni członkiem, to przednia ściana trzonu szyjki. Jej ujście skierowane jest ku dołowi i nie można go zobaczyć. Blisko szczytowania ujście szyjki może nawet oprzeć się na dnie pochwy. Kiedy z penisa tryska nasienie, strumień uderza w przednią ściankę szyjki i spływa na dno, tworząc zbiornik nasienny. Zanurzona w tej kałuży nasienia, niczym trąba słonia przy wodopoju, zwisa szyjka macicy.
W ciągu minuty po wytrysku penis zaczyna się kurczyć. Kiedy do tego dochodzi, ścianki pochwy zamykają się za nim, ale nie wypuszczają nasienia. Wiotczenie penisa oznacza, że tracimy nośnik kamery i nasz ekran telewizyjny ciemnieje. Na razie nie ma to większego znaczenia, choć to moment krytyczny, ale nie chodzi o przemiany oczywiste i widoczne, tylko chemiczne i mikroskopijne.
Najpierw – i to prawie mogliśmy zobaczyć na ekranie, nim penis skurczył się i wydostał z pochwy – nasienie tworzące zbiornik nasienny tężeje, stając się mniej wodniste, bardziej zaś galaretowate. Następnie plemniki zaczynają wydostawać się ze zbiornika. Zmierzają do kanału w szyjce macicy, do którego mogą się dostać przez połączenie między śluzem szyjkowym a nasieniem. Wyobraź sobie, że szyjka macicy jest rzeczywiście trąbą słonia, zanurzoną w dużej kałuży nasienia. Trąba jest pełna śluzu. Jednakże śluz nie rozpuszcza się ani nawet nie miesza z nasieniem. Dzieje się coś znacznie bardziej skomplikowanego.
Połączenie pomiędzy śluzem a nasieniem przy ujściu szyjki nie jest płaskie. „Palce” nasienia wypełniają najpierw większe kanaliki w śluzie szyjkowym i rosną. Pokonują krótki odcinek w głąb i w śluzie rozchodzą się ku górze niczym palce gumowej rękawicy. Plemniki gorączkowo wpływają w te palce, a stamtąd kierują się w węższe kanaliki, pozostawiając z tyłu płyn nasienny. Później podążymy dalej tropem plemników, tymczasem w centrum naszej uwagi umieśćmy odpływ.
Po kilku minutach zanurzenia w zbiorniku nasiennym, szyjka macicy zaczyna się kurczyć i wracać do sklepienia pochwy, Przechodząc jeszcze jedną metamorfozę: trąba słonia przybiera kształt ukwiału. Traci kontakt ze zbiornikiem nasiennym 1 odcina plemnikom drogę do góry. Kiedy szyjka macicy wróci do poprzedniego położenia, plemniki pozostałe w kałuży zostaną skazane na usunięcie i wczesną śmierć. Kwadrans po ejakulacji, kałuża zaczyna tracić konsystencję galarety i ponownie staje się bardziej wodnista. Wkrótce niewyczuwalne i bezwiedne poruszenia mięśni zsuwają mieszankę złożoną ze starego nasienia, śluzu, plemników i innych komórek w dół pochwy. W końcu wszystko to gromadzi się w jej przedsionku. Zwykle dochodzi do tego mniej więcej w pół godziny po wytrysku, ale może się zdarzyć, że i w dziesięć minut – najkrócej – i w dwie godziny – najdłużej. Zanim do tego dojdzie, kobieta może wstać, przespacerować się, nawet oddać mocz, a jeszcze nie wyrzuci odpływu. Kiedy jednak odpływ zatrzyma się w przedsionku, wówczas wystarczy każda z wymienionych czynności, a nawet kaszlnięcie bądź kichnięcie, i zbędny materiał zostanie usunięty. Jeżeli kobieta śpi, to po dwóch godzinach odpływ staje się do tego stopnia płynny, że w końcu sam zaczyna wyciekać i wsiąkać w prześcieradło.
Przeciętnie odpływ zawiera połowę wprowadzonych plemników – czasem więcej, czasem mniej. To zależy w pewnej mierze od tego, jak bardzo wybiórczy jest u kobiety filtr szyjki macicy. Dosyć często (mniej więcej raz na dziesięć) filtr jest tak selektywny, że odrzuca niemal całość materiału inseminacyjnego; znacznie rzadziej filtr pozwala prawie wszystko zatrzymać. Najistotniejsze jest to, że liczba plemników, która pozostaje, nie zależy od czystego przypadku. W znacznym stopniu pozostaje pod kontrolą kobiecego ciała. Za każdym razem, kiedy kobieta uprawia miłość, jej ciało rozstrzyga, ile spermy zatrzymać, a ile odrzucić. W jaki sposób to się dzieje i dlaczego, postaramy się przedstawić później. Niedługo ta umiejętność stanie się niezwykle ważna w życiu naszej pary. Lecz nie od razu.

(…)

Wraz z nadejściem środowego wieczoru język jej ciała i duszy zmienił się diametralnie w porównaniu z poprzednim czwartkiem. Większość sugestii znowu pochodziła od mężczyzny, ale choć przed tygodniem kobieta jasno dawała do zrozumienia, że nie jest zainteresowana, tym razem wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Współpracowała także w hotelowej sypialni, ażeby zapewnić sobie otrzymanie jego nasienia. Przystała na pełny stosunek oraz wytrysk, poprzedzony zaledwie minimum gry wstępnej, i całkowicie zignorowała kwestię antykoncepcji. Później zapewne zinterpretowała swoje zachowanie jako rezultat działania pod wpływem chwilowego podniecenia i chwilowego przypływu namiętności. W rzeczywistości chodziło o to, że na dwa dni przed owulacją jej ciało zmierzało
do otrzymania nasienia tego a nie innego mężczyzny. Później zastanowimy się, dlaczego ciało tej kobiety dążyło do powtórnej inseminacji (scenka 25). W każdym razie, otrzymawszy nasienie, kobieta straciła zainteresowanie tym związkiem. I, co należy uznać za fakt zdecydowanie najważniejszy, wróciła do swojego stałego partnera.
W sferze podświadomości były to prawdopodobnie dwie główne przyczyny nagłej zmiany nastawienia naszej bohaterki wobec partnera. Jakąś cząstką świadomości obejmowała je, ale pod postacią nieco odmiennych wyjaśnień. Dominująca strategia, jaką realizowało jej ciało, polegała na tym, że bez względu na to, kto począł dziecko, najlepszym mężczyzną do jego wychowania miał być stały partner. Istotne dla tej strategii było zatem to, że niewierność nie powinna zostać odkryta.
W ciele kobiety pojawiła się obawa przed odkryciem i poczucie paniki, ale potrzebna była świadomość, aby subtelniej posłużyć się kategorią czasu i kłamstwem. Jedno wydaje się całkiem dobrze współgrać z drugim. Badania naukowe pozwalają wysunąć sugestię, że odosobnione przypadki niewierności, takie jak ten, rzadko są ujawniane, ale nawet dłuższe okresy niewierności mają tylko pięćdziesięcioprocentową szansę wykrycia. W tym przypadku, jak dostrzegliśmy, kobiecie udało się zatrzeć ślady.

(…)

Najbardziej znaną postacią ludzkiego plemnika jest, rzecz jasna, wspaniała, elegancka komórka o budowie atlety – z główką, talią i długim, szczupłym ogonkiem. Główka ma kształt wiosła, owalna w obrysie, ale ścięta i zakończona czapeczką. Czapeczka zawiera bardzo ważne płyny. W główce, ściśle upakowane, znajduje się DNA, geny, które zapładniający plemnik dostarczy do centrum komórki jajowej. Główka sterczy niczym lizak na krótkiej, sztywnej części środkowej, która jest silnikiem plemnika, miejscem, gdzie uwalnia się zmagazynowana energia i uaktywnia ogonek. Owe zgrabne osobniki bez wysiłku podróżują przez wydzieliny kobiecego ciała, popychane do przodu eleganckimi, falistymi poruszeniami ogonków.
Choć większości ludzi ów wizerunek wydaje się znajomy, odpowiada mu zaledwie połowa plemników wchodzących w skład normalnego nasienia. Armia plemników jest w większym stopniu zróżnicowana, niż większość z nas jest skłonna przypuszczać. Na przykład niektóre plemniki mają duże główki, inne – małe, jeszcze inne – igłogłowe – tak małe, że brakuje miejsca na genetyczny ładunek DNA. Niektóre główki są okrągłe, inne przypominają kształtem cygaro, gruszkę, hantle, innych natomiast nie da się z niczym porównać. Pewne plemniki, prawdziwe bandy potworów, posiadają po dwie, trzy albo, bardzo rzadko, cztery główki.
Kształt główki nie jest jedyną cechą, która odróżnia od siebie plemniki. Pewna ich liczba posiada ogonki krótkie albo zakręcone niczym sprężynki, albo też po dwa, trzy lub nawet cztery. Niektóre, typ garbusów, mają części środkowe wygięte pod kątem prostym. Jeszcze inne, podobne do autostopowiczów z plecakami, przenoszą materiał komórkowy w częściach środkowych. Przeciętnie tylko około 60% armii przybiera znajomy kształt szczupłych atletów; pozostałe stanowią zbiór dewiantów. Wszystkie jednak mają do spełnienia istotną rolę w wojnie plemnikowej.

(…)

Kontrolowana agresja albo groźba posłużenia się nią może odgrywać ważną rolę w obronie przed niewiernością partnerki. Jeśli jednak zostanie niewłaściwie zastosowana, zarówno gdy idzie o moment, jak i moc, koszty mogą znacznie przewyższyć korzyści reprodukcyjne. Istnieją trzy możliwe rodzaje ujemnych stron zachowań agresywnych wobec partnera seksualnego. Po pierwsze, póki samiec (albo samica) potrzebuje współpracy partnera, póty pozostawanie w stanie zdrowia i płodności jest najistotniejsze. Przemoc, każdy uszczerbek, jaki może spowodować, jest tak samo niekorzystna dla agresora, jak i dla ofiary. Po drugie, istnieje niebezpieczeństwo gwałtownego odwetu ze strony ofiary, a wtedy ostatecznie agresor może się okazać najbardziej pokrzywdzony. W końcu inne jednostki, którym leży na sercu interes ofiary – na przykład rodzice, potomstwo albo potencjalni partnerzy — mogą pospieszyć z obroną, co mężczyzna ze scenki 9 musiał zaliczyć do szczególnie dotkliwych kosztów. Ów człowiek zaprezentował wobec partnerki taki poziom agresji, jakiego u zwierząt prawie się nie spotyka. Jego pęd do kopulacji w czasie silnego wzburzenia emocjonalnego, to znaczy pod wpływem uczucia zazdrości, jest już znacznie mniej niezwykły i zdarza się też u niektórych zwierząt. Samce ptaków spostrzegłszy, że ich partnerki kopulują z innym samcem, natychmiast lecą wprost na tego samca, strącają go, a następnie same dokonują inseminacji samicy. Samce szczurów i małp reagują bardzo podobnie. Po dokonaniu inseminacji partnerki szczur albo małpa w normalnych warunkach czekają chwilę, nim zrobią to ponownie. Gdy jednak zobaczą, że parzy się ona z innym samcem, natychmiast inseminują ją ponownie. Nawet jeżeli tylko tracą się z oczu na jakiś czas, wzrasta prawdopodobieństwo że samiec zainseminuje samicę przy najbliższej okazji.
Tego rodzaju reinseminacja jest ważną strategią prowadzącą do sukcesu w wojnie plemnikowej (scenka 21). Jeśli drugi samiec zwleka zbyt długo, więcej plemników pierwszego samca ma czas na opuszczenie zbiornika nasiennego. Na dodatek armia pierwszego samca ma szansę optymalnie rozmieścić się wzdłuż wewnętrznego traktu samicy, zablokować kanaliki szyjkowe, wypełnić krypty szyjkowe i zorganizować na kilka najbliższych dni przejście dla swoich zabójców i zdobywców. Z drugiej strony, jeżeli drugi samiec jest w stanie szybko dokonać inseminacji samicy, jego armia znajdzie się tam na czas, aby wdać się w walkę o najlepsze pozycje w ciele kobiety. Badania na szczurach wykazały, że liczy się dosłownie każda sekunda. Im dłużej drugi samiec zwleka z kopulacją, tym więcej młodych w miocie zostanie spłodzonych przez pierwszego samca. Wszystko sprowadza się do szybkości.
Właśnie z tego powodu szczury, małpy – i ludzie – doznają podniecenia seksualnego na widok kopulującej pary. Penis samca sztywnieje, a czasem nawet nasienie przechodzi do cewki moczowej. Ostra pornografia właśnie dlatego tak silnie oddziałuje na ludzi, że sprzyja osiągnięciu zwycięstwa w wojnie plemnikowej.
Ludzie starają się uniknąć kosztów niewierności partnera, zwracając uwagę na szczególne objawy, ograniczając okazje do minimum i grożąc porzuceniem lub odwetem. Jeśli oznaki niewierności zostaną odkryte, wtedy następuje eskalacja gróźb i kontrola staje się bardziej ścisła. Groźby są spełniane, jeżeli tylko rzeczywiście dojdzie do aktu zdrady. Nawet wówczas mężczyzna może ostatecznie uznać, że na dłuższą metę jego perspektywy reprodukcyjne są lepsze, jeśli zostanie, niż jeśli odejdzie do kogoś innego – w tym wypadku realizacja groźby podlega ograniczeniu.

(…)

Ludzie nie są jednymi zwierzętami, które znajdują upodobanie w seksie oralnym. Większość samców ssaków, od szczurów i psów po słonie i małpy podczas gry wstępnej pociera, trąca nosem, wącha i liże srom samicy. Małpy także dotykają żeńskich genitaliów, czasem wsuwają palce do pochwy, a po wyciągnięciu wąchają je i liżą. Te samce nie robią nic innego, tylko zbierają informacje. Szukają odpowiedzi na trzy pytania. Czy samica jest zdrowa? Czy jest płodna? Czy ostatnio miała kontakt seksualny z innym samcem? Mężczyzna robi dokładnie to samo – a informacje, które zbiera, mogą być mu pomocne w dążeniu do prokreacyjnego sukcesu.
Jeśli kobiece wydzieliny smakują i pachną szczególnie nie-przyjemnie, mężczyzna prawdopodobnie w ogóle straci chęć na penetrację. Zapach może wskazywać na chorobę. Tego rodzaju informacja jest najbardziej użyteczna, kiedy w grę wchodzi seks z nieznajomą kobietą. A ponieważ w choroby się wpada i wychodzi z nich, nie zaszkodzi od czasu do czasu zbadać zdrowie nawet stałej partnerki.
U wielu ssaków zapach żeńskich wydzielin jest wyraźnie odmienny i przyjemniejszy podczas fazy płodnej. U kobiet oraz innych ssaków ukrywających fazę płodną zmiana zapachu podczas cyklu jest mniej zauważalna. W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono eksperyment, który polegał na tym, że grupa ochotniczek w różnych okresach cyklu nosiła tampony, które następnie umieszczono w specjalnych rurkach. Miały być niewidoczne, jedynie pachnieć. Potem przekazano je do oceny zespołowi ekspertów. Zapach każdego tamponu klasyfikowano na skali pomiędzy „bardzo nieprzyjemny” a „bardzo Przyjemny”. Okazało się, że stopień „przyjemności” zapachu zmieniał się zależnie od fazy cyklu menstruacyjnego. Najbardziej nieprzyjemny był podczas menstruacji. Przeciętnie zapach był nieco, choć nie całkiem konsekwentnie, bardziej przyjemny podczas fazy płodnej. Zatem dotykając kobiecego sromu, mężczyzna może przynajmniej stwierdzić, czy u partnerki n,G rozpoczęło się krwawienie.
Jeśli kobiece wydzieliny przejdą test zdrowia i płodności, wtedy mężczyzna szuka innej ważnej informacji, mianowicie czy kobieta miała ostatnio kontakt z innym mężczyzną. Organizm mężczyzny może tę informację wykorzystać, aby zmienić odpowiednio liczbę plemników-zabójców i plemników-zdobywców, które znajdą się w wytrysku. Jak już mieliśmy okazję zaobserwować, najbardziej prymitywna ocena dokonuje się na podstawie proporcji czasu, jaki mężczyzna spędził z kobietą podczas minionego tygodnia albo od ostatniego stosunku (scenka 6). Im mniej czasu z nią spędził, tym większa szansa, że znajduje się w niej nasienie obcego mężczyzny, i tym więcej nasienia powinien wprowadzić. Metoda ta sprawdza się, ale jest bardzo niedokładna. Gdyby jego ciało mogło się dowiedzieć, czy kobieta ma w sobie nasienie obcego mężczyzny, byłoby w stanie bardziej precyzyjnie ocenić, jaka liczba plemników będzie potrzebna.

(…)

Ciało mężczyzny odróżnia masturbację od inseminacji. Wytryski jednego i drugiego rodzaju nie są identyczne. Wiele czynników wpływa na liczbę plemników wprowadzanych podczas stosunku – takich jak potrzeba uzupełnienia ich liczby u partnerki i wygrania w walce, oczywiście zawsze z określonym poziomem ryzyka. Pomijając wiek, tylko jeden ważniejszy czynnik – czas od ostatniego wytrysku – określa liczbę plemników wydalanych podczas masturbacji. Kiedy mężczyzna się masturbuje, uwalnia około pięć milionów plemników na każdą godzinę, która upłynęła od ostatniej ejakulacji. Wydaje się, że w takim tempie plemniki osiągają datę ważności jako blokery, zabójcy i zdobywcy.
Plemniki zmieniają funkcję w zależności od wieku. Większość młodych to zabójcy, większość starych to blokery. Plemniki-zabójcy muszą być pełne energii, zdolne do szybkiego ruchu i mieć czapeczki wypełnione uśmiercającymi związkami chemicznymi (scenka 7). Blokery mogą być stare. Albo, żeby wyrazić to inaczej, jedyny sposób na wykorzystanie starych plemników polega na blokowaniu. Aby zablokować kanaliki w szyjce macicy, plemnik musi mieć tyle energii, aby opuścić zbiornik nasienny i pokonać krótki odcinek w śluzie szyjkowym. Potem wystarczy, że zwinie ogonek i pozostanie w bezruchu. Może nawet umrzeć. Kanalik w dalszym ciągu będzie zablokowany.
Zdobywcy również się przekształcają z upływem czasu. Zanim zdobywca wedrze się do komórki jajowej, na jego powierzchni będą zachodziły przemiany chemiczne, przemiany, do których nie dojdzie, póki plemnik nie zbliży się do strefy zapłodnienia. W rezultacie życie zdobywcy dzieli się na dwie fazy aktywności. Pierwsza polega na wydatkowaniu energii – przed dokonaniem zapłodnienia – kiedy surfuje i płynie do strefy wyczekiwania w jajowodzie. Podczas krótkiej fazy płodności następuje powtórne silne wydatkowanie energii – kiedy dociera na miejsce, a potem płynie przez strefę zapłodnienia. Następnie po prostu umiera.
Zawartość nasieniowodów zgromadzona w kolejce do wytrysku (scenka 4) nie jest jednolitą mieszanką bez żadnego charakteru. Naturalnie te plemniki, które znajdują się na początku kolejki, są najstarsze. Te, które pozostają z tyłu głęboko w jądrach, są najmłodsze. Kiedy nasienie przechodzi do cewki moczowej, może dojść do wymieszania pokoleń plemników. Nawet jeśli tak się dzieje, kiedy po wytrysku nasienie zostaje wprowadzone do pochwy, najstarsze plemniki wychodzą pierwsze i zajmują miejsce na dnie zbiornika nasiennego, młodsze plemniki przybywają w ostatnich wyrzutach i idą na wierzch.
Młodsze plemniki jako bardziej ruchliwe pierwsze znajdą się w śluzie szyjkowym. Starsze plemniki wolniej opuszczą zbiornik nasienny. Bardzo stare plemniki w ogóle z niego nie wyjdą i zostaną usunięte w odpływie. Zdarza się, że młodsze plemniki muszą przedostać się z góry i minąć grupy starszych, zanim wpłyną do „trąby słoniowej” szyjki macicy. Wiele zależy od tego, jak głęboko szyjka zanurza się w zbiorniku nasiennym. Nadmierna liczba starych plemników może przeszkadzać młodzieńcom w ucieczce.
Masturbacja między stosunkami zazwyczaj oznacza, że mężczyzna podczas stosunku dostarczy partnerce mniej plemników niż w przypadku, gdyby do masturbacji nie doszło. Wtedy jednak plemniki, które dostarcza kobiecie, są młodsze, bardziej dynamiczne i trudniejsze do zatrzymania przez zwiększoną liczbę podstarzałych plemników. W rezultacie tyle samo, jeżeli nie więcej, plemników zdoła wyjść ze zbiornika nasiennego i pozostać w ciele kobiety. Co więcej, plemniki, którym się to uda, będą młodsze i bardziej aktywne, stworzą więc bardziej efektywną armię.
Tym niemniej mężczyzna powinien wstrzyknąć pewną liczbę starych plemników pełniących funkcję blokerów – przynajmniej tyle, aby uzupełnić ich populację w śluzie szyjkowym partnerki. W ciągu trzech dni po ostatnim rutynowym stosunku proces starzenia się plemników w nasieniowodach z zadziwiającą precyzją odpowiada stratom blokerów w szyjce macicy partnerki. Gdy odstęp między kolejnymi stosunkami wynosi od trzydziestu minut do trzech dni, mężczyzna jest w stanie wprowadzić do ciała kobiety idealny uzupełniający ładunek blokerów. Gdy odstęp powiększa się z trzech do czterech dni, w kolejce plemników powstaje nadmiar blokerów. Dzieje się tak, ponieważ w śluzie szyjkowym znajduje się określona liczba kanalików i po ich zablokowaniu, nadmiar blokerów staje się zbędny. Więcej niż zbędny, gdyż prawdopodobnie utrudnia młodszym plemnikom wyjście ze zbiornika nasiennego do szyjki macicy. Z pewnym zastrzeżeniem można stwierdzić, że lepsza taktyka mężczyzny polega na wydaleniu starszej zawartości nasieniowodów przed kopulacją i wytryskiem, a nie dopuszczanie, by została usunięta w odpływie. Na tym polega Jedna z funkcji masturbacji.
Jeżeli przerwa między jednym a drugim stosunkiem przekracza cztery dni, idealny materiał do wytrysku powstanie wówczas, gdy od masturbacji do stosunku upłyną dwa dni. W ten sposób na początku każdego z dwóch nasieniowodów mężczyzny znajdzie się dwadzieścia milionów wiekowych blokerów, nieco z tyłu od stu do pięciuset milionów młodszych blokerów oraz zabójców. Wśród młodszych plemników, rozproszeni, znajdują się zdobywcy w proporcji jeden zdobywca na dziewięćdziesiąt dziewięć plemników typu kamikadze. Około 10% zdobywców osiągnęło szczyt płodności i ruszy od razu do jajowodu. Pozostali będą dojrzewać do tego stadium czasem nawet przez pięć dni po wytrysku.
Ten stan rzeczy pozwala mężczyźnie na elastyczne przygotowanie armii stosownie do zagrożenia. Jeśli od ostatniego stosunku pilnie strzegł partnerki, powinien dostarczyć jej pełny kontyngent blokerów, mniej zaś zabójców i zdobywców. Zatem w jego wytrysku wszystkie blokery znajdą się na początku kolejki, z tyłu natomiast mała porcja zabójców i zdobywców. Jeśli spędził z nią mniej czasu, ryzyko działań wojennych jest większe, wówczas potrzebuje większej liczby zabójców. Sięga zatem do głębszych zasobów każdego z nasieniowodów. Liczba blokerów pozostaje ta sama, zwiększa się liczba młodszych plemników: zabójców i zdobywców.
Aby mieć w nasieniowodach dwudniowy zapas plemników, mężczyzna powinien przewidzieć, kiedy nastąpi następny stosunek z partnerką. Poważną rolę w tym procesie odgrywa podświadomość. Impulsy zachęcające do masturbacji ustalane są przez umysł oraz ciało i zmierzają do osiągnięcia właśnie takiego odstępu pomiędzy masturbacją a stosunkiem. W scence 12 mężczyzna masturbuje się najczęściej we wtorki i czwartki, przewidując normalne współżycie w sobotę. Bywa, że masturbuje się jedynie w środy. W rezultacie rzadko się zdarza, że zawartość wytrysku jest starsza niż trzy dni albo młodsza niż dwa. Oznacza to, że podczas każdego stosunku wystawia optymalną w danych okolicznościach armię. Oczywiście znacznie częściej żadna armia nie jest potrzebna: nie ma wojny, wystarczy więc wprowadzić kilka milionów zdobywców w różnym wieku. Na wszelki wypadek jednak, gdyby partnerka była albo mogła być niewierna, dostarcza ograniczonej liczby blokerów i zabójców.

(…)

Większość ludzi zwykła myśleć o antykoncepcji i planowaniu rodziny jako o wynalazkach bardzo współczesnych. Lecz one wcale takie nie są. Nawet „świadoma” antykoncepcja nie jest niczym nowym. Przez stulecia kobiety z najróżniejszych kultur umieszczały sobie w pochwach liście albo owoce (a nawet krokodyle odchody!), aby uniknąć poczęcia. Chemiczne środki antykoncepcyjne, takie jakie wchodzą w skład pigułek, nie są nawet ludzkim wynalazkiem. Na przykład samice szympansów w odpowiednim czasie żują liście, które zawierają antykoncepcyjne związki chemiczne. W istocie organizmy samic planowały rodziny i unikały poczęcia na wiele milionów lat przed chwilą, gdy na arenę ewolucji wkroczył człowiek. Kobiety odziedziczyły owe zupełnie naturalne cechy od swoich przodkiń – ssaków.
Dla kobiet oraz wszystkich samic ssaków naturalnym czynnikiem pośredniczącym między nieodpowiednimi warunkami i unikaniem reprodukcji jest stres. Reakcja stresowa zazwyczaj uchodzi za wrogą – stan patologiczny, z którego nie potrafimy się otrząsnąć, i dlatego funkcjonujemy nienormalnie, nieskutecznie. Istnieje jednakże inna interpretacja: reakcja stresowa jest przyjacielem – środkiem, za pomocą którego organizm powstrzymuje się przed uczynieniem czegoś niekorzystnego, kiedy okoliczności są bardzo niesprzyjające. W szczególności stres jest skutecznym środkiem antykoncepcyjnym. A dla kobiety unikanie poczęcia jest nieocenionym sprzymierzeńcem w dążeniu do sukcesu reprodukcyjnego! Jak to się dzieje?
Kluczowy paradoks polega na tym, że kobieta niekoniecznie osiąga największy sukces, gdy urodzi dużo dzieci w możliwie najkrótszym czasie. Sama okoliczność, że kobiety identycznie jak samice większości naczelnych rodzą zwykle jedno dziecko naraz, jest świadectwem niebezpieczeństw i trudności wychowywania w tym samym czasie więcej niż jednego potomka jednocześnie. Urodzenie bliźniaków mogłoby się wydawać dobrym sposobem zwiększenia sukcesu reprodukcyjnego, lecz istnieje przy tym dwukrotnie większe niebezpieczeństwo, że dzieci te nie przeżyją. Póki warunki, w jakich żyje kobieta, nie są sprzyjające, póty szansa na wychowanie dwojga zdrowych i płodnych dzieci urodzonych jako bliźnięta jest mniejsza niż w wypadku spłodzenia dwojga dzieci w odstępie kilku lat.
Kobieta odziedziczyła pewien podstawowy problem w spadku po swoich przodkiniach-naczelnych – trudno nieść więcej niż jedno dziecko, kiedy trzeba pieszo pokonywać znaczne odległości. Trudność jest wielka zwłaszcza wtedy, gdy idzie się w pozycji wyprostowanej na dwóch nogach. Dała się poważnie we znaki kobietom w toku ewolucji, ale nie jest nieznana także tym, które żyją w nowoczesnych społeczeństwach przemysłowych. Naturalnie ograniczenie to ma zasadnicze znaczenie w tych kulturach, gdzie do obowiązków kobiety należy zbieranie i dźwiganie dużych ilości pożywienia, wody, opału oraz innych materiałów. Noszenie choćby jednego dziecka jest równie uciążliwe. W tych okolicznościach większy sukces reprodukcyjny osiągają te kobiety, które nie mają następnego dziecka, póki poprzednie nie tylko nauczy się chodzić, ale i nie ociąga się w marszu.
Odstęp czasowy między urodzinami kolejnych dzieci nie jest jedynym aspektem „planowania rodziny”, który wpływa na
sukces reprodukcyjny kobiety. Dzieci z większym prawdopodobieństwem przeżyją i staną się zdrowymi, płodnymi osobnikami, jeżeli przyjdą na świat w sprzyjających warunkach. Pierwszorzędne znaczenie ma przestrzeń i dostarczanie zdrowego, pożywnego pokarmu. Wówczas dzieci są w niewielkim i stopniu podatne na choroby, a jeśli zachorują, ich organizm lepiej się broni. W nowoczesnych społeczeństwach przestrzeń i jakość pokarmu zależy od dobrobytu. Nawet obecnie prawdopodobieństwo śmierci w okresie przed reprodukcyjnym dziecka pochodzącego z biednej rodziny jest dwukrotnie większe niż dziecka z rodziny zamożnej. W historycznie i ewolucyjnie pojmowanej przeszłości – kiedy zamożność mierzono nie ilością pieniędzy, lecz wielkością zbiorów i stada albo po prostu dostępem do obszarów zasobnych w pokarm, wodę i schronienie — owo zróżnicowanie było jeszcze większe.
Istnieje pewna ogólna zasada, opisana skrótowo w scence 8 w odniesieniu do wad i zalet rodziny z jednym dzieckiem: dla dowolnej kobiety w określonych warunkach istnieje taka wielkość rodziny, która zapewni jej największą liczbę wnuków.
W mniejszej rodzinie kobieta zapewni sobie mniejszą liczbę wnuków. Stanie się identycznie, jeżeli będzie miała rodzinę większą, bo wówczas ryzykuje przepełnienie przestrzeni mieszkalnej, niewystarczający rozdział zasobów, w tym także możliwość własnej opieki. Konsekwencją tego stanu rzeczy będą choroby, niepłodność i ostatecznie mniejsza liczba wnuków. Każda kobieta staje przed wyzwaniem, by przede wszystkim zidentyfikować optymalną wielkość rodziny w danych warunkach, następnie zaś doprowadzić do uzgodnienia jednego z drugim. Innym czynnikiem, który wpływa na liczbę wnuków, jest sposób, w jaki kobieta ustala poczęcia. Życie układa się w mozaikę sytuacji. Zdrowie, zamożność i okoliczności zmieniają się wraz z upływem czasu. Niektóre okresy życia kobiety bardziej sprzyjają staraniom o dzieci. Te kobiety, które doprowadzą do poczęcia w najkorzystniejszym czasie, będą miały najwięcej wnuków.
Nie tylko dzieci cierpią, jeśli zostaną poczęte w niedobrych czasach – cierpią także matki. Poczęciem nie w porę nadwyrę- żają zdrowie i czasem pogarszają sytuację do tego stopnia, że przestają być zdolne do zajścia w ciążę. Gdyby kobieta ze scenki 16 wydała na świat dziecko w jednej z najbardziej stresujących faz swego związku, mogłaby doznać nieodwracalnych szkód (wymagania dziecka mogłyby się okazać nawet śmiertelne, bo para z trudem utrzymywała siebie). W takich okolicznościach istnieje ryzyko utraty zdrowia i w konsekwencji płodności. Narasta wrogość, zwiększając ryzyko maltretowania, a nawet zabójstwa. Kobieta ze scenki, opóźniając poczęcie pierwszego dziecka do czasu poprawy okoliczności, urodziła w końcu troje dzieci, którym zapewniła dość przestrzeni i zasobów. Gdyby próbowała doprowadzić do prokreacji wcześniej, narażałaby się nie tylko na niepowodzenie, ale również na utratę szans na poczęcie w przyszłości.
Najlepszą metodą uniknięcia poczęcia jest naturalnie całkowita abstynencja seksualna, a kobieta i jej partner ze scenki rzeczywiście rezygnowali z seksu w najbardziej stresujących momentach wspólnego życia. Działo się tak nie dlatego, że świadomie pragnęli uniknąć poczęcia, lecz przeciwnie – ponieważ stracili zainteresowanie sobą. Bywało, że odczuwali wobec siebie wrogość. Ich organizmy manipulowały emocjami w ten sposób, aby zredukować szanse poczęcia dziecka. Sporadycznie jednak oboje rezygnowali z seksu na dłużej. To dlatego, że abstynencja jest, ogólnie rzecz biorąc, pełna wad jako strategia antykoncepcji. Ostatnie twierdzenie wymaga uzasadnienia.
Omawiając scenkę 2, zauważyliśmy, że pierwotną funkcją rutynowych aktów seksualnych nie jest poczęcie dziecka: w wypadku kobiet chodzi raczej o zmylenie mężczyzn, w wypadku mężczyzn – o zabezpieczenie się przed niewiernością partnerki poprzez ustawiczne dostarczanie jej armii plemników. Ponieważ ani kobieta, ani jej partner nie mogą sobie pozwolić na rezygnację z rutynowego seksu na zbyt długi okres, mężczyźni i kobiety uruchamiają różne od abstynencji mechanizmy, które pomimo ustawicznej seksualnej aktywności ograniczają szanse zajścia w ciążę, kiedy nie sprzyja temu sytuacja zewnętrzna.
Zwłaszcza kobiety dysponują wieloma tego rodzaju mechanizmami. Jeden z nich jest powszechnie znany: wpływ laktacji na owulację. Jeżeli kobieta karmi dziecko piersią przez kilka miesięcy po porodzie, owulacja w tym okresie jest mało prawdopodobna. Dzieje się tak nawet wówczas, gdy powraca okres. Brak owulacji należy do głównych sposobów rozkładania w czasie poczęcia kolejnych dzieci.
Jednak większość ze sposobów unikania reprodukcji w niestosownym momencie jest powiązana ze stresem. W scence 16 kobieta nie tylko uniknęła zajścia w ciążę w czasie największego stresu. Zdarzyło się też, że poroniła, potem zaś w niebezpieczeństwie znalazło się życie jej nowo narodzonego dziecka – także w związku z reakcją na stres.
Reakcje stresowe manifestują się na wiele sposobów. W ostatniej scence dojrzewająca kobieta, jak 1% populacji dziewcząt w wieku między 16 a 18 rokiem życia, popada w anoreksję, nie mogąc sobie poradzić z sytuacją w trudnym związku. Stres fizjologiczny wywołany głodówką ma właściwości antykoncepcyjne, hamuje owulację, często także menstruację. Z reguły sytuacja taka nie trwa zbyt długo. Chociaż anoreksja prowadzi niekiedy do śmierci (5 do 10% przypadków), a niekiedy utrzymuje się w dalszym etapie życia( 15-20%), większość (75%) chorych wraca do normalnego, zdrowego życia, w którym jest miejsce na rozród.
Większość reakcji antykoncepcyjnych ma charakter znacznie mniej ekstremalny niż anoreksja. W każdym razie im większy stres, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że w organizmie kobiety dochodzi do jajeczkowania (scenka 15). Tak samo mniejsze jest prawdopodobieństwo, że ułatwi ona plemnikom zapłodnienie komórki jajowej albo dopuści do zagnieżdżenia w macicy zapłodnionej komórki jajowej. Wreszcie częściej ryzykuje poronienie, zwłaszcza w ciągu trzech pierwszych miesięcy ciąży.
Ocenia się, że większość zapłodnionych jaj dociera do macicy, z czego jednak 40% nie zagnieżdża się tam. 60% pozostałych obumiera przed dwunastym dniem ciąży. Wreszcie i tak około 20% ulega poronieniu w czasie następnych trzech miesięcy. Wszystkie te liczby są wyższe, jeśli kobieta pozostaje pod wpływem stresu, niższe, jeżeli jest od niego wolna. Wiadomo, że takie czynniki, jak na przykład śmierć partnera, jego niewierność, wybuch wojny powiększają ryzyko poronienia. Podczas pierwszych miesięcy ciąży poronienie może mieć także przyczynę genetyczną albo wynikać z fizjologicznego rozwoju płodu.
Na pierwszy rzut oka może się wydać dziwne, że do dyspozycji kobiety jest tak wiele sposobów obrony przed posiadaniem dziecka. Z pewnością gdyby jeden z tych systemów działał sprawnie, pozostałe byłyby zbędne. Lecz ten pozorny nadmiar wcale nie jest błędem w programie sterującym organizmem kobiety. Warunki zmieniają się, czasem dość szybko, zatem organizm kobiety musi równie szybko reagować. Na przykład, warunki zewnętrzne w okresie owulacji są sprzyjające, ale to się zmienia, kiedy komórka jajowa dociera do macicy. Wtedy wprawdzie dochodzi do owulacji, ale jajo się nie zagnieżdża. Albo warunki mogą być odpowiednie w chwili zagnieżdżenia się jaja, lecz zmieniają się po miesiącu lub jeszcze później. Dlatego po zajściu w ciążę bohaterka naszej scenki poroniła.
Nawet jeśli warunki są sprzyjające na początku ciąży, mogą ulec zmianie przed narodzinami dziecka. Ostatnim trzem miesiącom ciąży towarzyszy poważna zmiana w psychice kobiety. Po pierwsze przychodzi okres „budowania gniazda” – silne skłonności do kształtowania środowiska, w którym pojawi się dziecko. Podobnie przedstawia się sprawa z próbami przewartościowania istotnych elementów otoczenia, co dotyczy w pierwszej kolejności partnera i domu, następnie szerszego środowiska. W tym okresie często następują po sobie fazy troski, depresji i irytacji. W końcu często występuje zaabsorbowanie Przyszłością. W tym czasie każde poważniejsze pogorszenie sytuacji w najbliższym otoczeniu kobiety może prowadzić do Patologicznej depresji i późniejszego odrzucenia, a nawet maltretowania dziecka.
Depresja poporodowa jako niepohamowane dążenie do opuszczenia, maltretowania albo wręcz zabicia dziecka spotykana jest powszechnie. Tak samo powszechnie wiele systemów prawnych uwzględnia okoliczność, że kobieta bezpośrednio po urodzeniu dziecka może w pełni nie odpowiadać za swoje czyny.

W historii ludzkości dzieciobójstwo występowało – i występuje nadal – jako jeden ze sposobów planowania rodziny, stosowanych przez kobiety. W kulturach, w których dominuje gospodarka oparta na łowiectwie bądź zbieractwie, nie na uprawie ziemi, około 7% dzieci ginie z rąk matek. Światowa Organizacja Zdrowia utrzymuje, że dzieciobójstwo było najpowszechniejszą formą planowania rodziny w dziewiętnastowiecznej Wielkiej Brytanii.
Tego rodzaju postępowanie nie ogranicza się do ludzi. Podobnie jak inne formy naturalnego planowania rodziny odziedziczyliśmy dzieciobójstwo po naszych przodkach z gromady ssaków. Kto trzymał w domu takie zwierzęta, jak króliki, gerbile (Gerbillus amoenus), chomiki albo myszy, ten wie, że jeśli samica jest w stresie zaraz po porodzie, wtedy może zabić, a nawet pożreć część albo całość miotu. Tego rodzaju dzieciobójstwo nie jest patologiczne: odzwierciedla podświadomą decyzję matki, aby w danych okolicznościach nie zajmować się wychowaniem potomstwa, przesunąć próbę do czasu, aż się polepszą warunki.
Dotychczas zwracaliśmy szczególną uwagę na planowanie rodziny z punktu widzenia kobiety. Okazuje się jednak, że także mężczyźni mają sporo podobnych problemów. Wiele wysiłków kierują na przygotowanie środowiska dla swoich dzieci. W ciężkich czasach mężczyzna może nie chcieć zajmować się dziećmi tak samo jak jego partnerka.
Przeważnie interesy mężczyzny i kobiety w związku współgrają. Organizm kobiety planuje rodzinę dla wspólnego dobra. Zdarza się jednak, że owe interesy nie pokrywają się. W tym wypadku mężczyzna potrzebuje własnego mechanizmu antykoncepcyjnego. Interesy obojga popadają w konflikt, gdy warunki do urodzenia dziecka są prawie, ale nie zupełnie dobre. Jeżeli w tej sytuacji kobieta spotka mężczyznę, którego jej organizm uzna za genetycznie bardziej odpowiedniego od jej partnera, wtedy może spróbować począć z nim dziecko. W takich okolicznościach – uwzględnionych niżej w scence 18 – reprodukcyjne dobrodziejstwa posiadania dziecka z drugim mężczyzną będą warte ryzyka nadwyrężenia zasobów jej i jej partnera. Oczywiście partner kobiety będzie tych korzyści po-zbawiony.
Dla niego sytuacja może okazać się groźna i delikatna. Przede wszystkim w jakiś sposób musi on przeciwdziałać powstaniu takiej sytuacji. Jednocześnie sam musi uniknąć zapłodnienia partnerki. Mężczyzna ze scenki 16, pierwszy partner kobiety – choć nieświadomie – pozostawał w takiej sytuacji dosyć długo, zanim ona od niego odeszła. Aby przeciwdziałać zapłodnieniu kobiety, także przez siebie, mężczyzna ma do dyspozycji akcesoria rutynowego seksu. Dysponuje on wyrafinowanym mechanizmem, który akurat temu służy: toczeniu wojny z własnymi plemnikami.
Istnieją dwa typy plemników w porcji przeznaczonej do wytrysku, które, jeżeli są obecne w znacznych ilościach, silnie redukują szanse zapłodnienia. Zdaje się, że owe plemniki rzeczywiście mogą zostać zaprogramowane na niszczenie własnych zdobywców. Należące do jednego typu mają główki w kształcie cygara, do drugiego – w kształcie gruszki. Kiedy mężczyzna przeżywa stres, wówczas wytwarza znacznie większą liczbę tych tak zwanych „plemników planowania rodziny”.
Im więcej plemników planowania rodziny i im mniej zdobywców mężczyzna dostarczy partnerce, tym mniejsza szansa, że zajdzie ona w ciążę. Jeśli jednak kobieta nie jest wierna i dojdzie do wojny plemników, wówczas plemniki planowania rodziny są w stanie pomóc zwykłym zabójcom w unieszkodliwianiu zdobywców innego mężczyzny. Co więcej, jeśli mimo wysiłków partnera jakiś plemnik-zdobywca zdoła się przedrzeć, to istnieje przynajmniej szansa, że dziecko będzie jego. Gdyby reakcją na stres była rezygnacja z rutynowego seksu, wtedy nie istniałaby taka szansa.
W scence 16 strategia ta przyniosła sukces pierwszemu partnerowi. Udało mu się nie dopuścić, aby kobieta zaszła w ciążę w wyniku niewierności. Kiedy w końcu doszło do poczęcia dziecka, on był zwycięzcą w wojnie, w którą ona go wciągnęła.
Jak się okazało, organizmy mężczyzn i kobiet dysponują wieloma naturalnymi metodami, uruchamianymi zazwyczaj przez stres, które zabezpieczają przed posiadaniem dzieci w trudnych czasach. Można by się zatem spodziewać, że społeczeństwa żyjące w zasadniczo bardziej stresujących warunkach będą miały mniej dzieci. Tak się nie dzieje. W istocie prawdziwe jest coś całkowicie przeciwnego. Jak to jest możliwe?
Otóż czynniki, które wyznaczają najbardziej odpowiednią liczbę dzieci, są odmienne od czynników określających naj-
lepszy moment do posiadania dzieci. Z perspektywy historycznej i geograficznej liczba dzieci, które kobieta w ciągu swojego życia wydaje na świat, jest ściśle powiązana z szansą, że dożyją one dojrzałego wieku. Kiedy widoki na przeżycie są mizerne, kobieta daje życie większej liczbie dzieci. Gdyby tego nie zrobiła, niewiele z nich lub zgoła żadne nie dożyłoby dojrzałości. Unika posiadania dzieci tylko podczas najtrudniejszych momentów, zachodzi w ciążę i rodzi dzieci, ilekroć warunki zdają się poprawiać. Dla kontrastu, jak dostrzegliśmy wcześniej, kiedy rokowania są dobre, kobieta rodzi mniej dzieci i każdemu z nich poświęca więcej czasu oraz innych zasobów. Jej wysiłki nie powinny zostać zmarnowane, skoro szanse przeżycia każdego dziecka są wysokie. Warto powtórzyć, że
kobieta unika rodzenia dzieci w złych czasach i zachodzi w ciążę, gdy okoliczności rzeczywiście wydają się temu sprzyjać.
We wszystkich opisanych sytuacjach stres ma charakter antykoncepcyjny. Ponieważ jednak kobiety w różnych sytuacjach mają różne oczekiwania, stresujące są rozmaite poziomy deprywacji. Warunki, które stresują kobiety z zamożnych dzielnic podmiejskich Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej nie stresują mieszkanek rynsztoka w którymś z krajów Trzeciego Świata. Chodzi o to, że liczbę dzieci determinuje oczekiwany przez kobietę poziom życia. Jakiekolwiek byłyby te oczekiwania, w zależności od tego, czy są przekraczane albo nie zaspokajane, stres to pojawia się, to przemija. W tym procesie wspomniany wpływ zaznacza się zarówno wtedy, kiedy chodzi o każde poszczególne dziecko, jak i wtedy, gdy kobieta stara się osiągnąć preferowaną ich liczbę.
Małe rodziny nie są wynalazkiem nowym. Niemal przez całą historię ludzkości, w okresie od około miliona do dziesięciu,
piętnastu tysięcy lat temu, ludzie utrzymywali się dzięki łowiectwu i zbieractwu. Mężczyźni polowali na zwierzęta, kobiety szukały pożywienia w postaci warzyw i owoców. Społeczności składały się z małych, rozproszonych gromad ludzi. Ich dieta była bogata w białka i większość przypadków śmierci wiązało się częściej z nieszczęśliwymi wypadkami, napadami oraz walkami międzyplemiennymi, rzadziej z chorobami. Dzieci łowców i zbieraczy miały znakomitą szansę na przeżycie. Stosując jedynie naturalną, regulowaną stresem metodę antykoncepcji, którą omówiliśmy, w ciągu całego życia kobiety rodziły maksymalnie troje, czworo dzieci, z czego przeżywało
dwoje albo troje.
Duże rodziny zaczęły się pojawiać dopiero mniej więcej przed dziesięcioma tysiącami lat, kiedy uprawa ziemi stworzyła możliwość zmiany stylu życia. Na najbardziej urodzajnych obszarach duże, osiadłe społeczności rozwijały się, stosując dietę bogatą w węglowodany. Panoszyły się choroby, panowała wysoka umieralność niemowląt. Przeciętna liczba dzieci to siedmioro, ośmioro, ale i dwa razy tyle nie było rzadkością. Cóż z tego, kiedy całe rodziny padały ofiarą szalejących chorób. Podobnie jak w kulturze zbieracko-łowieckiej przeżywało przeciętnie dwoje albo troje dzieci z każdej rodziny.
W przededniu rozwoju nowoczesnej cywilizacji spadła śmiertelność niemowląt, a wraz z nią, po kilku dekadach, także liczba urodzin. W Europie Zachodniej spadek liczby urodzin znowu był efektem naturalnego planowania rodziny, bo zjawisko to wystąpiło jeszcze zanim zaczęto stosować nowoczesne metody antykoncepcji. Zatem redukcja rodziny do poziomu istniejącego w nowoczesnych społeczeństwach przemysłowych dokonała się nie poprzez ulepszone metody antykoncepcji, lecz za sprawą podświadomego „planowania” przez kobiety mniejszych rodzin w reakcji na pewniejsze perspektywy przeżycia ich dzieci.
Wiele kobiet przeczyta te rozważania na temat naturalnego planowania rodziny z pewną dozą lekceważenia, zachodząc w głowę, dlaczego tak się stało, że zaszły w ciążę dokładnie w momencie, kiedy najmniej tego pragnęły, choć ponoć ich organizmy są takie doskonałe w planowaniu rodziny. Oto więc Podamy jeszcze jeden przykład konfliktu między świadomym umysłem i podświadomą cielesnością.
Jak wielokrotnie podkreślaliśmy, organizm kobiety może interpretować kontekst otoczenia całkowicie inaczej niż umysł. Z tym konfliktem mieliśmy do czynienia w scence 15. Jej bohaterka myślała, że ostatnią rzeczą, jakiej pragnie w surowych czasach wojny, jest poczęcie dziecka. Jednak jej organizm uczynił wszystko, aby dziecko się poczęło. W tym przypadku słuszność była po stronie organizmu, a kobieta osiągnęła sukces reprodukcyjny dzięki „przypadkowo” poczętemu synowi.
Błędna byłaby konkluzja, że organizm ma zawsze rację. Żaden organizm nie jest tak zaprogramowany, żeby idealnie reagować na każdą sytuację. W każdym pokoleniu jedni ludzie osiągają większy sukces reprodukcyjny niż inni, co oznacza, że niektóre organizmy popełniają mniej błędów niż inne. Całkiem możliwe, iż organizm – ciało – popełnia tych błędów mniej niż umysł. Ostatnio jednak w kwestii antykoncepcji umysły liczą się bardziej. Nowoczesne środki antykoncepcyjne, takie jak pigułki i kapturki, na pierwszy rzut oka zdają się odbierać kontrolę nad poczęciem ciału i przekazywać ją bardziej stanowczo umysłowi. Lecz ta zmiana kontroli nie może, jak już zauważyliśmy, wpłynąć na całkowitą liczbę dzieci, jaką kobieta będzie miała. Wydaje się, że nowoczesna antykoncepcja raczej uzupełnia naturalne mechanizmy kobiety, pomagając jej kontrolować, kiedy i z kim mieć dziecko – przekonamy się o tym w następnej scence.

(…)

Z upływem lat partner tracił w jej oczach. Nie sprostał wzorcowi, jaki prezentował dawniej. Obecnie zdrowie mu nie dopisywało i nie był tak silny, jak się wydawał. W jej pojęciu nie wyróżniał się żadnymi szczególnych cechami intelektu czy charakteru. W rezultacie jej organizm zdecydował, że ojcem dziecka będzie ktoś inny, i w pełni wykorzystał okazję, gdy ta się pojawiła.
Okazuje się, że kobieta rzadziej korzysta ze środków antykoncepcyjnych, jeżeli kocha się z kimś innym niż własny partner. Dzieje się tak wcale nie dlatego, że zazwyczaj warunki towarzyszące zdradzie utrudniają skorzystanie z nich. Kiedy w scence 17 kobieta po raz pierwszy kochała się z szefem partnera albo młodzieńcem myjącym okna, trudno byłoby wymagać założenia prezerwatywy. Na kolejne okazje zarówno ona, jak i oni mogli się lepiej przygotować, jednak nie uczynili tego. Gdyby we właściwym czasie przyjęła pigułkę, mimo wszystko uniknęłaby zapłodnienia. Ale zapomniała. Był to rzeczywiście Przypadek, a może autentyczny zanik pamięci? A może jej organizm w granicach podświadomości dokonał manipulacji, by zaszła w ciążę z kimś innym niż jej partner?
Nagły, ale trwający tydzień przypływ podniecenia seksualnego, którego doświadczyła kobieta, był zewnętrzną manifestacją hormonów fazy płodnej. Opisaliśmy już wcześniej (scenka 6) mechanizm kierujący w tym czasie zainteresowania kobiety ku niewierności. Niespodziewana utrata zainteresowania seksem pod koniec tygodnia oznaczała koniec fazy płodnej i, tak się złożyło, początek ciąży. Gdy partner wrócił i przyjął powitalny prezent w postaci stosunku bez zabezpieczenia, kobieta już od
dwóch tygodni była w ciąży. Kobiety, podobnie do samic większości zwierząt, które nie ujawniają płodnej fazy cyklu menstruacyjnego, miewają stosunki seksualne niemal przez cały okres ciąży. Zatem także tym sposobem mogą zmylić otaczających je mężczyzn. Gdyby traciły zainteresowanie seksem zaraz po zajściu w ciążę, byłby to łatwo dostrzegalny sygnał dla mężczyzn z otoczenia, że doszło do zapłodnienia. To pozwoliłoby każdemu z nich poczy-
nić pewne obliczenia, kto może, a kto nie może być biologicznym ojcem. Odbywanie przez nie stosunków w początkowym okresie ciąży gwarantuje ostateczną możliwość wyprowadzenia w pole wszystkich potencjalnych ojców. To wyjaśnia, dlaczego nasza główna bohaterka chętnie kocha się bez zabezpieczenia ze swoim partnerem po jego powrocie. Oznacza to, że w jego ocenie, a nawet w jej ocenie, on może być ojcem jej trzeciego dziecka, nawet jeśli nim nie jest.

(…)

Badania wielu kultur na całym świecie konsekwentnie i zgodnie potwierdzają, że kandydat na stałego partnera powinien przynajmniej mieć zadatki na osobę o odpowiedniej pozycji, zamożną, ustabilizowaną i wytrwałą. Dawniej we wszystkich kulturach dzieci kobiet tworzących związki z mężczyznami posiadającymi owe cechy miały znacznie większą szansę na przeżycie, zdrowie i w związku z tym także na płodność. To samo zachowuje prawdziwość w odniesieniu do współczesnych społeczeństw przemysłowych.
Preferencje są wyraźne, ale w wypadku większości kobiet kompromis jest konieczny. Konkretny mężczyzna może się okazać zamożny, ale obca mu będzie troska; inny będzie miał wysoki status, lecz zabraknie mu stałości; jeszcze inny może być biedny, ale i stały, i opiekuńczy. Zatem nieuchronnie kobieta musi dążyć do najlepszego kompromisu. Oczywiście wcale nie musi zostawać z pierwszym partnerem. Badania dowodzą i tego, że kiedy jakaś kobieta zostawia pierwszego partnera dla drugiego, przesuwa się na skali w stronę lepszego kompromisu.
W wyborze mężczyzny, który ma pomóc w wychowaniu dzieci, wygląd nie ma pierwszoplanowego znaczenia, podczas gdy w poszukiwaniu partnera seksualnego wygląd jest znacznie ważniejszy. Cechy, które kobiety uważają za najbardziej atrakcyjne, to zdrowe oczy, skóra i włosy, mocne pośladki, pas o obwodzie zbliżonym do bioder, kształtne nogi, szerokie ramiona, poczucie humoru oraz inteligencja. Pociąga je również symetria cech fizycznych. Wszystkie te cechy są dość wiary, godnymi oznakami zdrowia genetycznego, płodności i waleczności i wskazują na genetyczną konstytucję, która byłaby także pożądana u dzieci.
Ponieważ kobiety poszukują innych atrybutów u stałych partnerów, innych u partnerów na krótką metę, przy czym;
mają większy wybór tych drugich, znowu mogą być zmuszone do kompromisu. Mogą wybrać najlepszego z możliwych stałego partnera, a potem zdradzać, aby otrzymać najlepsze geny.
Sukces zależy od tego, czy zdołają uniknąć ujemnych stron niewierności, którymi zajmowaliśmy się już wcześniej (scenki od 8 do 11). Pozostaje ewentualność, że wybiorą mężczyznę, który nie będzie ani najlepszym dostarczycielem genów, ani najlepszym partnerem.
Jak zdążyliśmy się zorientować w odniesieniu do wielu aspektów sukcesu prokreacyjnego, zachowania i doświadczenia kobiet mają odpowiedniki w świecie zwierząt. Kobiety nie są jedynymi samicami, które muszą balansować pomiędzy kryterium wsparcia ze strony samców a genami. Jedno z najbardziej  odkrywczych badań w tej dziedzinie dotyczyło ptaka, małej sikorki. Samice tego gatunku przejawiają zachowanie, które przed chwilą opisaliśmy w odniesieniu do kobiet. Niektóre z nich miały więcej szczęścia i dobrały się z genetycznie
lepszymi samcami, do których należały najlepsze terytoria. Te są całkowicie wierne. Samice z sąsiedztwa, towarzyszki innych samców, wykorzystują każdą okazję, aby dokonać zdrady z tamtymi samcami. Zakradają się na terytoria lepszych samców, parzą się z nimi, po czym wracają ukradkiem do partnerów, których właśnie przed momentem oszukały. Przeciętnie mniej więcej co trzecie pisklę w gnieździe nie zostało spłodzone przez partnera matki. Rzeczywisty udział tych piskląt waha się od zera w gniazdach najbardziej uprzywilejowanych samców do 80% w gniazdach samców najbardziej pod tym względem upośledzonych. To może dziwić, lecz podobną prawidłowość obserwujemy
u ludzi. Przeciętnie 10% dzieci nie pochodzi od domniemanego ojca. Wszak wiadomo, że mężczyźni należący do określonego kręgu będą oszukiwani częściej niż inni – zazwyczaj ci, którzy nie są zamożni i powodzi im się najgorzej. Rzeczywiste wskaźniki wynoszą od 1% dla mężczyzn o wysokim statusie w Szwajcarii i USA, 5-6% dla mężczyzn z klasy średniej w Wielkiej Brytanii i USA, do 10-30% dla osobników o niskim statusie w Wielkiej Brytanii, Francji i USA. Co więcej, najbardziej prawdopodobna sytuacja to taka, że mężczyzn o niskim statusie nabierają ci o wyższym statusie. Studia antropologiczne ujawniają dokładnie taką samą prawidłowość. Mężczyźni o wyższej pozycji społecznej i bardziej zamożni szybciej zdobywają partnerki i wcześniej przystępują do prokreacji, ich part-nerki rzadziej są zapładniane przez innych mężczyzn, oni zaś częściej zapładniają obce kobiety. Zatem tak czy inaczej mężczyźni zamożni i zajmujący wysoką pozycję dysponują odpowiednim potencjałem, aby odnieść większy niż pozostali sukces prokreacyjny.
Wracając do ptaków, trzeba dodać, że jeśli samiec nie jest bezpłodny, rzadko bywa tak, że wszystkie młode w „jego gnieździe” zostały spłodzone przez innych samców. Można by pomyśleć, że samiczka zazwyczaj daje partnerowi pewną szansę na ojcostwo, by tym pewniej otrzymać jego pomoc w utrzymaniu dzieci. To samo może być prawdą w odniesieniu do ludzi. Co więcej, gdybyśmy chcieli zbadać, które dzieci najprawdopodobniej należą do partnera danej kobiety, okaże się, że znajdziemy wyraźną prawidłowość. Jak w przypadku kobiety ze scenki 18, najpewniej drugie dziecko zostanie spłodzone przez partnera kobiety; istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że będzie to dziecko pierwsze, a zwłaszcza ostatnie. Przyczyny są jednakowoż nieco odmienne w wypadku pierwszego i ostatniego.
Często kobieta jest gotowa do zajścia w ciążę, kiedy ułoży sobie stabilne życie ze stałym partnerem, przy czym zdarza się, że ów partner nie jest ojcem jej dziecka. Bywa, że o tym wie, ale i tak wiąże się z kobietą i jej dzieckiem z powodów, które przedstawiliśmy w scence 9. Bywa też tak, że nie wie 0 niczym. Najmniejsze prawdopodobieństwo niewierności kobiety zachodzi w okresie poprzedzającym poczęcie drugiego dziecka. Późniejsze dzieci z coraz większym prawdopodobieństwem będą rezultatem niewierności.

(…)

Ponadto mężczyźni na całym świecie silnie reagują na zdrowe oczy, włosy i skórę, kształt twarzy, zwłaszcza zaś na jej symetrię. Także w tym wypadku owe cechy są silnie powiązane z ogólnym zdrowiem i płodnością. Mężczyźni w większości kultur są bardzo wrażliwi na rozmiar i kształt piersi, choć rzeczywiste preferencje są różne i nie istnieje bezpośredni związek między wielkością piersi a zdolnością kobiety do laktacji i utrzymania dziecka przy życiu. Wreszcie silnie reagują na pewne rysy charakteru, takie jak potulność i uległość, które mogą sugerować potencjalną wierność. Jednakże owe rysy są łatwe do odegrania, zwłaszcza przez jakiś czas.
Istnieje jeszcze inna różnica między kobietami i mężczyznami w preferencjach dotyczących wyboru towarzysza. Kobiety mają tendencję do wybierania na stałych partnerów mężczyzn starszych od siebie. Tacy mężczyźni mają więcej czasu, aby się sprawdzić i zgromadzić zasoby, których kobieta będzie w przyszłości potrzebowała do utrzymania dzieci. Mężczyzna około pięćdziesiątki, jeżeli nie jest bardzo zdrowy, z upływem czasu staje się coraz mniej atrakcyjny dla młodszej i nadal płodnej kobiety – wzrasta ryzyko, że może umrzeć, zanim usamodzielnią się ich dzieci.
Z drugiej strony mężczyźni wolą kobiety, które wprawdzie już dojrzały do zapłodnienia, ale które mają przed sobą długi okres zdolności do prokreacji. W rezultacie mogą liczyć na większą liczbę dzieci przy danych nakładach. Czy mężczyzna ma lat dwadzieścia czy siedemdziesiąt, kandydatka na jego nową partnerkę będzie miała dwadzieścia lat albo nawet mniej. To dlatego najbardziej aktywni mężczyźni tak często opuszczają swoje partnerki w średnim wieku i pierwszą rodzinę, by stworzyć sobie nowy dom i założyć drugą rodzinę ze znacznie młodszą kobietą.
Starsze, lecz nadal płodne kobiety również mogą zyskać na romansie z młodszym mężczyzną. Rzecz jasna najłatwiej ocenić fizyczną jakość mężczyzny, kiedy znajduje się on pod tym względem w najlepszych latach swojego życia. Lecz w większości przypadków taki mężczyzna nie jest w stanie utrzymać starszej kobiety, a tym bardziej jej już narodzonych dzieci, a także tych, które miałyby się urodzić z nowego związku.
W rezultacie starsze kobiety częściej obiorą sobie za cel młodych mężczyzn w kontekście zdrady bezpiecznego stałego
związku niż w kontekście doboru stałego partnera.

(…)

„Udany” syn może dać kobiecie znacznie więcej wnucząt niż udana córka. Im wyższy status społeczny syna, tym większe prawdopodobieństwo, że osiągnie sukces. Ponieważ zamożność i status, jak również potencjał genetyczny do zdobycia bogactwa i osiągnięcia statusu podlega dziedziczeniu, możemy się spodziewać, że parom o wysokim statusie rodzi się więcej synów niż parom o statusie niższym – i tak jest rzeczywiście. Studia porównawcze na całym świecie potwierdzają przewagę płci męskiej wśród dzieci par 0 wyższym statusie (weźmy jako przykład dzieci mężczyzn
1 kobiet wymienionych w angielskim Who’s Who). Zazwyczaj Przewaga chłopców ma charakter statystyczny, bynajmniej nie oczywisty – około 115 chłopców przypada na 100 dziewczynek – lecz czasem może zrobić wrażenie. Prezydenci Stanów Zjednoczonych na przykład postarali się o 90 synów i 61 córek, co jest ekwiwalentem 148 synów na każde 100 córek.
Dlaczego zatem nie wszystkie kobiety rodzą nadwyżki synów? W istocie do pewnego stopnia rodzą. Przeciętnie na 106
mężczyzn przychodzi na świat 100 dziewczynek. Lecz ponieważ chłopcy częściej umierają w okresie dzieciństwa, proporcja niemal się wyrównuje, gdy dane pokolenie dojrzewa. Chociaż tak jest, to przeciętna kobieta nie tylko ma mniejsze szanse na urodzenie syna niż kobieta w związku z mężczyzną 0 wysokim statusie, ale kobiety związane z mężczyznami o niskim statusie i kobiety samotne mają większą szansę na córkę. Dlaczego?
Odpowiedź zamyka się w sformułowaniu, że syn jest opcją daleko bardziej niepewną niż córka. Mimo że jest potencjalnie
bardziej płodny, grozi mu, że umrze, zanim przystąpi do reprodukcji, a także że nie uda mu się spłodzić potomstwa, nawet kiedy spróbuje. Jeśli synowie mają nie być konkurencyjni reprodukcyjnie, ich narodziny to marna opcja. Wyobraźmy sobie społeczeństwo, w którym wszystkie kobiety rodzą tylko dwoje dzieci: na każdego mężczyznę, który spłodzi sześcioro dzieci z trzema różnymi kobietami, przypadnie dwóch, którym nie uda się spłodzić żadnego dziecka. Wówczas córki są opcją bezpieczniejszą w dwojaki sposób: po pierwsze, ponieważ względnie niewiele córek rodzi matce względnie znaczną liczbę wnucząt, względnie niewiele nie rodzi w ogóle; po drugie, matka może być pewna, że wszystkie wnuki i zarazem dzieci córki są jej. Nie może być tak samo pewna co do wnuków spłodzonych prawdopodobnie przez jej syna.
Zatem warto urodzić syna jedynie w sytuacji, kiedy istnieje bardzo duża szansa, że nie tylko przeżyje, ale także okaże się konkurencyjny wobec innych mężczyzn. Dlatego w zasadzie nie powinniśmy się dziwić, że kobiety bez stałego partnera 1 kobiety związane z mężczyznami o niskim statusie rodzą nadmiar córek – albo że kobiety związane z mężczyznami o wyższym 2 statusie rodzą nadmiar synów. Nie powinniśmy się dziwić,  3 że większość kobiet znajduje środek i nie skłania się ku żadnej płci.
Kobieta ze scenki 18 stosuje się precyzyjnie do tego wzorca, jeszcze w wieku szkolnym wydając na świat córkę – wskutek
spadku” – oraz dwóch synów już ze związku z zamożnym mężczyzną o wysokim statusie. Właściwie nie wiadomo, w jaki sposób doprowadzi ona do takiego rezultatu. Aby to wyjaśnić, nie wystarczy stwierdzić, że mężczyźni o wysokim statusie wytwarzają nadmiar „męskich” plemników – przypadkowi kochankowie pochodzący z tej grupy płodzą nadmiar córek, tak jak powinni. Nie wydaje się prawdopodobne, żeby mężczyźni o wysokim statusie dostarczali nadmiaru „męskich” plemników partnerkom, a nadmiaru „żeńskich” – kochankom. Jedyne racjonalne wytłumaczenie wiąże tę tendencję z rolą kobiet. Ich organizmy sterują proporcją, w jakiej męskie i żeńskie plemniki dostaną się do strefy zapłodnienia w jajowodach, albo dokonują selekcji rodzajów embrionów, które będą dopuszczone do zagnieżdżenia się w macicy po zapłodnieniu. Być może jeśli embrion jest „nieodpowiedniej” płci w określonych okolicznościach, to macica go nie przyjmuje (scenka 16).
Dla większości ludzi cały proces wyboru partnera jest polem minowym pełnym niebezpieczeństw i pułapek, zwłaszcza w okresie dojrzewania, kiedy chłopiec albo dziewczyna poszukują pierwszego stałego partnera.

(…)

Organizm kobiety nie pragnął partnerstwa, tylko genów. W mężczyźnie szukał zasobu cech odpowiednich dla dziecka, gdyby je miała urodzić. Zgodziłaby się na urodzenie jego dziecka, gdyby te cechy przeważały nad potencjalnymi kosztami niewierności. Wynik był zrównoważony nie tylko z tego powodu, że jej ewentualny kochanek jak dotychczas nie przedstawił świadectw seksualnej potencji. Otóż z punktu widzenia jej organizmu tego popołudnia odbył się test jego potencji – ostateczne zebranie danych, ostateczne zbilansowanie równania. Podświadomie kobiecie nie chodziło o nasienie, lecz o informację.
Po pierwsze, przyjrzała się dokładnie jego ciału. Dotychczas nigdy nie widziała go nagiego, kiedy zaś je ujrzała, okazało się, że jest takie, jakiego się spodziewała. Oczywiście typowo dla większości mężczyzn jej towarzysz podróży sądził, że interesuje ją głównie rozmiar penisa i mięśnie. W istocie najbardziej w tym nagim ciele interesowały ją pośladki. Najlepszym wskaźnikiem zdrowia i poziomu męskich hormonów jest proporcja między pasem a pośladkami. Optymalnie obwód na wysokości pasa powinien zbliżać się do obwodu bioder i pośladków (powinien stanowić około 90%). Mocne, jędrne pośladki są dobrym, choć naturalnie niezupełnie doskonałym wskaźnikiem zdrowia i płodności.
Po drugie, kobieta miała okazję ocenić zdolność mężczyzny do erekcji i wytrysku. Dopiero kiedy zaczęła go całować po incydencie z samochodem, jej ciało mogło się upewnić, że nie jest on impotentem.
Wreszcie w grę wchodziło zdrowie seksualne. Najlepszym sposobem sprawdzenia, czy nie istnieje zagrożenie infekcją, jest obejrzenia penisa z bliska. Kobieta przyjrzała mu się, polizała go i posmakowała. Brak wysypki i zranień oraz względnie przyjemny smak są dobrymi sygnałami świadczącymi o zdrowiu i właśnie tego się dowiedział jej organizm. Wytrysk także wiele ujawnia. Płynny, białawy, o normalnym zapachu oznacza zdrowie, podczas gdy przebarwienia, zwłaszcza zaś jasnożółte albo pomarańczowe, do tego nieprzyjemny zapach, często świadczą o zakażeniu. Podobnie przedstawia się sprawa ze śladami krwi.
W ciągu kilku minut zebrała o tym mężczyźnie całe bogactwo informacji, z których wiele pozostałoby w ukryciu, gdyby Po prostu odbyła z nim stosunek. Tak się złożyło, że pomyślnie Przeszedł wszystkie próby.
Nie tylko podczas pierwszego spotkania z potencjalnym kochankiem kobieta może skorzystać, sprawdzając jego penis. Od czasu do czasu taką samą korzyść może osiągnąć w trakcie rutynowych aktów seksualnych. Wszak partnerzy, którzy dawniej byli zdrowi, mogą zachorować. Zwracając baczną uwagę na zmiany, oglądając, wąchając, próbując podejrzany członek, kobieta może tylko zyskać. Posługując się techniką oralną, jest w stanie wyczuć bądź wywąchać zdradę (także mężczyzna – scenka 10). Smak lub zapach po kochance utrzymuje się na męskim członku nawet do kilku godzin. Nie tylko partnerka mężczyzny, lecz także kochanka zyska na seksie oralnym. Ta ostatnia może się spodziewać znalezienia na członku śladów partnerki kochanka; gdyby wyczuła smak pochwy, zyskałaby pewność, że ta druga kobieta jest zdrowa albo nie.
Skłaniając mężczyznę do zaprezentowania wytrysku, kobieta może osiągnąć wiele innych korzyści. Tak samo jak poprzednio nie tylko podczas pierwszego spotkania z potencjalnym kochankiem, ale także okazjonalnie w ramach rutynowego seksu. Niepokoić może nie tylko wygląd i zapach, ale także smak nasienia. Powinna zwłaszcza zbadać starannie partnera, który ma kłopoty z wytryskiem albo wytwarza mało nasienia. Jeśli jednak od ostatniego rutynowego stosunku minęło kilka dni, być może wytłumaczeniem jest to, że ostatnio się masturbował. Ta wiadomość także jest dla niej użyteczna (scenka 13), ale – co znacznie ważniejsze – wyjaśnieniem może być zdrada. Czas, w którym należałoby dokonać badania po stosunku, jest raczej krótki, lecz nie na tyle krótki, by ta czy inna kobieta nie mogła przyłapać swego partnera. Na przykład większość mężczyzn miałaby kłopoty z wytryskiem w ciągu pierwszej godziny po stosunku z kochanką. Co więcej, ilość nasienia w wytrysku nie powróci do normy przed upływem dwunastu godzin od tego wydarzenia.
Istnieją też dobre strony świadomego doprowadzenia się do wytrysku przed partnerką. Starannie dobrana okazja prezentacji wysokiej jakości nasienia staje się znakomitym sposobem udowodnienia dobrego stanu zdrowia. Albo pozwala uspokoić bądź zwieść partnerkę co do niedawnej zdrady. Sukces męskiej strategii zapewnia i to, że większość kobiet prawdopodobnie nie dostrzega mniejszej niż zwykle ilości nasienia w wytrysku. Dzieje się tak dlatego, że większość mężczyzn nie robi tego jawnie zbyt często, a kiedy to robią, zwykle sami wybierają najbardziej odpowiedni moment. Zatem przeważająca część kobiet nie ma szans, aby poznać zakres zróżnicowania ejakulatów w poszczególnych sytuacjach. Tym samym nie jest w stanie odkryć odstępstwa od normalności. Mężczyzna, który zbyt często dopuszcza do jawnego wytrysku, być może będzie miał trudności z ukryciem choroby bądź niewierności,
gdy zajdzie taka potrzeba. W szczególności powinien on unikać biernego seksu oralnego czy też pokazywania wytrysku w niedługim czasie po akcie niewierności. Z tego wynika, że najlepszą strategią kobiety będzie wybranie momentu na seks oralny według własnej woli albo wywołanie jawnego wytrysku. Im bardziej nieoczekiwane będą to momenty, tym więcej wiarygodnych informacji zbierze.

(…)

Większość ludzi postrzega męski penis bardziej w kategoriach funkcji niż estetyki. Wszak większość ludzi nie uświadamia sobie, że zadaniem owego narządu jest coś więcej niż dostarczenie nasienia do pochwy. Ludzki penis jest bardzo skutecznym tłokiem. Jego kształt nie wydaje się przypadkowy, tak samo jak nie są wcale przypadkowe jego posuwiste ruchy towarzyszące penetracji. W toku ewolucji penis osiągnął taki kształt i rozmiar, aby wypierać wszystko, co już znajduje się w pochwie. U ludzi dotyczy to w szczególności zbiornika nasiennego i jeszcze nie wydalonego odpływu. Kiedy penis prze w przód, gładki, wolny od naskórka koniec przedziera się przez nasienie i śluz w pochwie. Cofając się, działa dwojako: spód żołędzi ściąga wszystko, co znajduje się z tyłu; przednia część zasysa w dół to, co się znajduje z przodu, a przez co przejdzie podczas następnego ruchu. Szybkie ruchy frykcyjne w czasie stosunku usuwają więc to, co pozostało po poprzednim wytrysku. Usuwają jednocześnie nieco śluzu i blokerów z szyjki macicy. Im dłużej ruchy trwają i im są szybsze, tym dokładniej pochwa jest oczyszczona. Im większy jest penis, tym bardziej skuteczne oczyszczanie.

(…)

Jak pewnie zdążyliśmy się zorientować, większość strategii stosowanych przez mężczyzn i kobiety w związku z ejakulacją i orgazmem jest podświadoma – zaaranżowana przez ciało za pośrednictwem sekwencji nastrojów, libido i wrażliwości na stymulację. W istocie większość zachowań opisanych w tej książce jest podświadoma, jest raczej efektem programu genetycznego niż działania rozumu. Lecz element świadomy wcale przez to nie liczy się mniej, gdy mężczyźni i kobiety uczą się zaspokajać swoje pragnienia metodą prób i błędów. Mężczyźni mają niemało do nauczenia się, od podstaw penetracji po subtelności kobiecego orgazmu. Kobiety muszą się nauczyć, jak szczytować, jak zachęcić mężczyzn do pomagania im w tym, kiedy i w jaki sposób udawać. Obie płci muszą się nauczyć wyrafinowanych technik zdradzania i zapobiegania niewierności; tego, jak dobierać partnera do stosunku, jak się zalecać i uwodzić, a także jak unikać niepożądanego zainteresowania.
Zdolność do uczenia się tego wszystkiego dobrze i szybko, popełniania możliwie najmniejszej liczby błędów będzie miała ogromne znaczenie. Scenki od 27 do 29 obrazują, w jaki sposób mężczyźni i kobiety uczą się niezbędnych subtelności w tej dziedzinie.

(…)

Techniki seksualne nie są mężczyźnie dane od urodzenia. Trzeba się ich nauczyć. Pod tym względem ludzie nie różnią się od ptaków i ssaków. Podniecenie, erekcja i ejakulacja są zaprogramowane biologicznie, czyli są automatyczne, lecz tego, co w seksie najprzyjemniejsze, należy się nauczyć. Jeśli mężczyzna ma przekonać kobietę, by zgodziła się na stosunek i dopuściła do ejakulacji, musi się nauczyć subtelnych zalotów i stymulacji. Zatem musi się też dowiedzieć, jak kopulować szybko i skutecznie, aby nie stracić okazji, jakie mogą się pojawić dzięki technikom zalotów.
Samce ptaków na przykład muszą się najpierw nauczyć, jak utrzymać się na grzbiecie samiczki, potem jak odchylić ogon i napierać na genitalia przed przekazaniem nasienia. Samce ssaków muszą się nauczyć, co począć z erekcją – gdzie wsunąć penis. Nawet tak inteligentny ssak jak dorosły szympans nie potrafi sobie poradzić, jeśli w okresie dojrzewania nie miał kontaktów seksualnych. Jego rozwój seksualny zależy po pierwsze od obserwacji innych kopulujących osobników, po drugie zaś od samodzielnego praktykowania stosunku. W towarzystwie samic niedoświadczony dojrzały samiec jest podniecony, dostaje erekcji, ale nie ma pojęcia, co z tym zrobić. Ma nawet kłopoty z oceną, od której strony podejść do samicy ze swoim sterczącym penisem. Rzadko udaje mu się kopulacja podczas pierwszego zetknięcia z samicą, a nawet podczas kilku pierwszych spotkań. Jeżeli więc samiec nie chce stracić pierwszych w życiu okazji, aby dokonać inseminacji samicy, musi ćwiczyć w wieku dorastania – ludzie nie są tu żadnym wyjątkiem. Jak przekonał się bohater ostatniej scenki, niepowodzenie w szybkim opanowaniu techniki seksualnej podczas dorastania może się wkrótce objawić w postaci utraty okazji do kopulacji. Może też znacząco wpływać na sukces prokreacyjny mężczyzny.
We wszystkich ludzkich kulturach młodzi mężczyźni najpierw słuchają o podstawowych technikach seksualnych od bardziej doświadczonych, zarówno od wcześnie rozwiniętych rówieśników, jak i starszych nauczycieli. W wielu kulturach seksualne eksperymentowanie młodych, chłopców i dziewcząt, a nawet dzieci przed okresem pokwitania, spotyka się z zachętą lub przynajmniej jest akceptowane. Chłopiec, który wcześnie się dowie, jak namówić dziewczynę na kontakt seksualny, jak przygotować jej genitalia do penetracji, jak ją stymulować, aby stała się wilgotna, jak znaleźć i sterczącym penisem spenetrować pochwę, najprawdopodobniej nie zmarnuje pierwszej okazji do prokreacji. Młodzieniec ze scenki 27 miał swoją pierwszą szansę nauczenia się techniki seksualnej w wieku szesnastu lat. Jedna okazja nie wystarczyła. Dwa lata później stracił szansę na odbycie pełnego stosunku z pewną dziewczyną, ponieważ nie nauczył się jeszcze, jak znaleźć jej pochwę penisem ani co się czuje, gdy jest się już w środku. Jako dziewiętnastolatek znalazł pochwę i przy pomocy dziewczyny wytrysnął do środka, ale nawet wówczas brak doświadczenia pozbawił go możliwości utrzymywania stałego związku z poznaną na przyjęciu dziewczyną, a zatem kolejnych okazji do współżycia z nią.
Oczywiście mężczyzna musi się nauczyć znacznie więcej niż tylko tego, jak zwracać na siebie uwagę kobiet, utrzymać zainteresowanie dostatecznie długo, aby wykorzystać okazję i doprowadzić do stosunku, a także tego, gdzie umieścić penis, kiedy nadejdzie odpowiedni moment. Mężczyzna, który może się także nauczyć, jak wpływać na wzór kobiecych orgazmów, ma znacznie większą szansę na sterowanie zatrzymaniem swego nasienia wewnątrz ciała kobiety (scenki od 24 do 26). Ciało kobiety w niewielkim stopniu pomaga mężczyźnie w opanowaniu koniecznych technik. A nawet dzieje się coś wręcz odwrotnego. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w kryteriach doboru partnerów seksualnych i sposobie, w jaki kobiety zdobywają informacje o mężczyznach.
Zajmowaliśmy się już w pewnej mierze kryteriami, jakie stosują kobiety w doborze mężczyzny (bądź mężczyzn) na stałego albo tymczasowego partnera (scenki od 18 do 21). Rozpatrzyliśmy znaczenie statusu mężczyzny, jego wyglądu, zachowania, płodności i zdrowia seksualnego. Zwróciliśmy też uwagę na to, że dobór partnera jest wynikiem szeregu kompromisów; że mężczyzna, który wydaje się najlepszą partią w pewnej fazie związku, w innej fazie może już nią nie być; że kobieta potrzebuje czasem zrównoważenia zewnętrznych cech mężczyzny, takich jak status i wygląd, mniej widocznymi zaletami, takimi na przykład jak sprawność w wojnie plemnikowej.
Aby zdobyć informacje o jakimś mężczyźnie, kobieta musi przeprowadzić serię prób. W zależności od liczby testów, przez które dany mężczyzna przejdzie pomyślnie, w porównaniu z wynikami innych kandydatów, albo zaakceptuje go, albo odrzuci. Powinna go wystawiać na próby trudne, lecz możliwe do przejścia. Nie będą miały żadnej wartości, jeśli okażą się zbyt łatwe. Równie bezużyteczne będą próby zbyt trudne, jeśli nie przejdzie przez nie żaden kandydat. Zachowanie i ciało kobiety zostały tak ukształtowane, aby przeprowadzić tego rodzaju test. Mniej więcej w połowie przypadków sprawdzana jest zdolność mężczyzny do uczenia się, w jaki sposób korzystać z ciała kobiety i radzić sobie z jej zachowaniem.
Uczenie się jest trudniejsze, kiedy dane zachowanie nie zawsze spotyka się z taką samą reakcją. Reakcja kobiety na określony rodzaj stymulacji jest całkowicie nieprzewidywalna. Tak jest od początku zalotów do wystąpienia orgazmu podczas stosunku. Kobiety nie tylko różnią się między sobą (z istotnych względów – scenka 36), ale także reagują odmiennie w różnych momentach swojego życia (znowu z istotnych względów – scenki 24 i 25).
Zmienność ta umożliwia kobietom wyznaczanie zadań trudnych, ale możliwych do wykonania przez mężczyzn, którzy spełnią inne ich kryteria. Bez wątpienia próby te są trudniejsze dla niedoświadczonych mężczyzn. Jako przykład podajmy usytuowanie łechtaczki. Jak już wcześniej zauważyliśmy, w wy-padku ludzi, małp i małpiatek organ ten jest mały, trudny do odszukania i nie podlega bezpośredniej stymulacji przez członek podczas stosunku (scenka 22). Może być drażniona przez jakąś część ludzkiego ciała – zwykle przez penis – jeśli jednak samiec nie wie dokładnie, co robić, zwykle drażniona nie jest.
Stymulacja łechtaczki zależy przede wszystkim od pozycji albo poruszeń kobiety i dlatego znajduje się bardziej pod kontrolą kobiet niż mężczyzn. Tak jest u ludzi, zdarza u innych ssaków i wcale nie dziwi w świetle konkluzji dotyczących funkcji orgazmu podczas stosunku (scenka 25). To niezmiernie utrudnia życie niedoświadczonemu mężczyźnie, który stara się poznać techniki stosunku. Jeśli zachowanie mężczyzny czasem pobudza kobietę, a czasami nie, może się on nauczyć, jak wykorzystywać to najbardziej zasobne źródło seksualnych podniet, jedynie metodą prób i błędów albo korzystając z nauk jakiejś kobiety. Nawet technika łechtaczkowa, która zdaje egzamin w wypadku jednej kobiety, nie sprawdza się wobec innej (scenka 36).
Dziewczyna ze scenki 27 szukała stałego partnera. Częścią procedury selekcji, jaką przeprowadzało jej ciało, było zbadanie kompetencji wybranego mężczyzny w akcie spółkowania. Ponieważ on czegoś już się nauczył o zalotach, przeszedł pierwsze próby i został dopuszczony do stosunku. Niestety, fatalnie zawiódł. Z kolei starszy mężczyzna zaliczył wszystkie próby na wszystkich poziomach. Dziewczyna prawdopodobnie wolała starszego mężczyznę z wielu powodów, ale na pewno jednym z nich była lepsza technika seksualna.
Zapytane, dlaczego lubią mężczyzn, którzy są w stanie doprowadzić je do orgazmu, kobiety naturalnie podkreślają przyjemność, jaką czerpią z orgazmu. Lecz korzyści, jakie osiąga kobieta, wybierając bardziej kompetentnych mężczyzn, są natury zarówno biologicznej, jak i zmysłowej. Dzieje się tak mimo pozornej wady, mimo że im większy wpływ ma mężczyzna na wzór występowania u niej orgazmów, tym słabszą kontrolę ma ona sama. A przecież dowodziliśmy (scenki od 22 do 26), że kontrola kobiety w tej sferze jest jej główną bronią w walce o własny sukces prokreacyjny. Czy to możliwe, że utrata kontroli jest bardziej pozorna niż rzeczywista?
Żaden mężczyzna nie może zmusić kobiety do szczytowania, jeśli jej ciało tego nie chce. Kompetentny mężczyzna po prostu pomaga jej szczytować, gdy ona tego pragnie. Mniej kompetentny zmuszają do większego wysiłku – do masturbacji i bezwiednych orgazmów. Doświadczony i kompetentny mężczyzna stanowi pomoc, nie zagrożenie. Ale istnieje jeszcze jeden aspekt preferowania przez kobiety bardziej doświadczonych mężczyzn.
W istocie kobieta wykorzystuje podejście mężczyzny do gry wstępnej i stosunku, by zebrać informacje. Mężczyzna, który jest w stanie podniecić kobietę i doprowadzić ją do orgazmu, sygnalizuje, że miał doświadczenia z innymi kobietami. Sygnalizuje, że inne kobiety także uznały go za dostatecznie atrakcyjnego, aby dopuścić do stosunku z nim. Im skuteczniej ją stymuluje, tym bardziej doświadczony powinien być – i stąd większa liczba kobiet, które do tej pory uznały go za atrakcyjnego. Wymiana genów z nim może więc doprowadzić do przyjścia na świat synów i wnuków, którzy także będą atrakcyjni dla kobiet, zwiększając szanse matki na sukces reprodukcyjny.
Interesujący jest fakt, że samiczki niektórych gatunków ptaków wykorzystują te obserwacje w doborze partnera. Gdy jakaś samiczka dostrzega, że inne parzą się z pewnym samcem, wówczas wzrasta prawdopodobieństwo, iż także ona to uczyni. Zatem sprawianie wrażenia, że jest się atrakcyjnym dla innych samiczek, wydaje się na swój sposób zaletą samca.
Mimo trudności właściwie wszyscy mężczyźni uczą się w końcu podstaw, większość zaś nabywa wyrafinowania w grze miłosnej. Im szybciej się uczą, tym mniej okazji do odbycia stosunku utracą i będą mieli tym większe szanse na spłodzenie większej liczby dzieci z większą liczbą kobiet. Inaczej niż w wypadku wolniej uczących się rówieśników. Badania dowodzą, że chłopcy i dziewczęta, którzy eksperymentowali przed okresem pokwitania, zwłaszcza jeśli owe doświadczenia obejmowały kontakt genitalny, mają w życiu więcej partnerów seksualnych. Dobre wykorzystanie wczesnych kontaktów do nabycia seksualnej praktyki daje młodemu chłopcu przewagę nad rówieśnikami i zapewnia, że w przyszłych pokoleniach będzie miał większą populację swoich potomków.
Rzecz jasna brak wczesnych doświadczeń seksualnych nie skazuje młodego człowieka na życie bez udanych stosunków.
Jeśli dziewczyna lub kobieta uzna danego mężczyznę za właściwego kandydata na stałego albo przelotnego partnera tak-
że z innych powodów, to może mu wybaczyć brak doświadczenia, dbałości oraz to, że nie jest biegłym kochankiem. Wybór partnera do kontaktów seksualnych jest ciągiem kompromisów (scenka 18). W scence 27 koleżanka głównej bohaterki postanowiła wprowadzić młodziana w subtelności gry miłosnej. Jej celem było ukształtowanie partnera, który obok cech całkiem przez nią lubianych miałby także tę właściwość, że potrafiłby pomóc jej osiągnąć orgazm, ilekroć miałaby na to ochotę. Edukując go, poddawała próbie jego zdolność do uczenia się technik seksualnych. Stawał się „całkiem dobry”, co sugerowało, że synowie i wnukowie, których mógł jej ewentualnie dać, również będą przynajmniej „całkiem nieźli”. Istotne jest to, że ucząc go, jak pomagać jej w szczytowaniu, nie uczyła jednocześnie, jak pomóc w tym innym kobietom – w każdym razie nie w takiej samej mierze (scenka 36). W tej dziedzinie także nauczyłby się czegoś od niej, ale nie tyle, ile mogłoby się wydawać.
W rozważaniach tych skoncentrowaliśmy się na seksualnym rozwoju młodych mężczyzn, którzy zmagają się, aby poradzić sobie z próbami, na które wystawiają ich kobiety w imię selekcji. Chociaż młode kobiety mają znacznie mniej do przyswojenia niż młodzi mężczyźni, jeśli chodzi o podstawowe umiejętności potrzebne przy stosunku, one powinny się nauczyć, jak rozpoznać i działać pod naciskiem popędów generowanych przez ciało. Na przykład wiele muszą się nauczyć o tym, jak się masturbować i kiedy to czynić – lub kiedy się powstrzymać. Muszą opanować wiedzę, jak i kiedy szukać męskiej współpracy w dojściu do orgazmu podczas gry wstępnej, podczas stosunku albo po nim. W końcu musi się wiele nauczyć o technikach oszukiwania i uspokajania partnera.
Skłonności, aby robić to wszystko, są aranżowane podświadomie przez kobiece ciało, ale biegłość w zaspokajaniu owych skłonności, którą zdobywa, zależy od jej zdolności do uczenia się – szybkiego uczenia się. Niepowodzenie w szybkim przyswajaniu techniki seksualnej zdaje się nie prowadzić jak w wypadku mężczyzn do utraty szans na inseminację. Niemniej jednak będzie wpływało na liczbę wykorzystanych okazji. Skuteczność uczenia się wpłynie na zdolność do jak najlepszego wykorzystania wojny plemnikowej.

(…)

W fascynującej serii eksperymentów przeprowadzonych w USA we wczesnych latach osiemdziesiątych, kobiety z grupy ochotniczek zgodziły się codziennie przez kilka miesięcy smarować skórę pod nosem wydzielinami spod pachy innej kobiety. U każdej kobiety, która otrzymywała wydzieliny, cykl menstruacyjny dostosowywał się do cyklu kobiety, która dostarczała wydzielin. Sugeruje to, że związki chemiczne wchodzące w skład wydzielin spod pachy umożliwiają grupie kobiet spędzającej ze sobą czas zsynchronizować cykle menstruacyjne.
W ostatnich latach dużo się dyskutuje o tym, czy synchronizacja menstruacyjna jest zjawiskiem prawdziwym. Najnowsze badania zdają się to potwierdzać – lecz że podobnie sprawa się przedstawia z procesem odwrotnym. W pewnych grupach kobiet cykle menstruacyjne upodabniają się do siebie, w innych stają bardziej odmienne. Nie jest dziełem przypadku, w którym kierunku zjawisko to przebiegnie. W największym stopniu zależy to od tego, czy u kobiet regularnie występuje owulacja (scenka 15). W grupach składających się z kobiet, z których nieliczne mają owulację, zwłaszcza jeśli niektóre łykają pigułki, panuje tendencja do synchronizacji. W grupach, w których większość ma owulację, powstaje tendencja do desynchronizacji – jak gdyby kobiece ciała starały się przeprowadzić owulację w możliwie największym odstępie czasu od owulacji innych.
Mechanizm pojawiania się tych reakcji pozostaje nadal tajemnicą, lecz prawdopodobnie ma jakiś związek z ukrywaniem
faz płodnych przed mężczyznami (scenka 2). Gdyby wszystkie kobiety w grupie przechodziły owulaqę w tym samym czasie, nawet najbardziej niezorientowani mężczyżni mogliby dostrzec zmianę w ich zachowaniu związaną z fazą płodną (scenki 3, 6, 10 i 22). W izolacji jednostka może z łatwością ukryć owe zmiany przed partnerem pośród przypadkowych zachwiań nastroju i zachowania.
Fakt, że dwie kobiety w scence 31 zsynchronizowały się, sugeruje, że nie miały owulacji w minionych miesiącach. Jest to powszechna reakcja na brak mężczyzn (scenka 15). Kiedy młodsza dziewczyna rozpoczęła aktywność heteroseksualną, powinniśmy się spodziewać, że najpierw przejdzie owulację, a potem jej cykl nie będzie już zsynchronizowany z cyklem kochanki.

(…)

Mężczyźni są wyposażeni w parę jąder niejednakowej wielkości (zwykle prawe jest o 5% większe), które wiszą sobie w mosznie na różnych wysokościach (częściej lewe jest niżej).
Jądra wszystkich ssaków rozwijają się wewnątrz ciała dokładnie w tym samym miejscu co jajniki – a w przypadku wielu gatunków tam właśnie pozostają. U innych gatunków, takich jak ludzie, schodzą do woreczka mosznowego jeszcze przed pojawianiem się mężczyzny na tym świecie i pozostają tam przez całe życie poszczególnych osobników. U jeszcze innych gatunków jądra schodzą na sezon rozrodczy, a potem wracają do wnętrza ciała, gdzie pozostają bezpieczne do następnego sezonu.
Jądra w mosznie są bardziej wrażliwe niż jądra wewnątrz ciała i łatwo je urazić. Zaleta takiego położenia polega na tym, że plemniki są przechowywane w niższej temperaturze niż wówczas, gdyby pozostawały w ciele, przez co dłużej zachowują żywotność i zdrowie. U nagich mężczyzn nasienie jest przechowywane w temperaturze o 6°C niższej niż ta, która panuje wewnątrz ciała. W ubraniu różnica wynosi jedynie 3°C.
Przeciętnie wyżsi i ciężsi (lecz nie otyli) mężczyźni mają większe jądra. Niektórzy jednak mają jądra względnie większe w proporcji do masy ciała; inni zaś – względnie mniejsze. Różnica ma charakter genetyczny i dziedziczny. Jeżeli nie występują żadne szczególne problemy, nawet najmniejsze jądra są w stanie wyprodukować dostateczną liczbę plemników do zapłodnienia, jeśli akurat nie muszą wziąć udziału w wojnie plemnikowej. Poza tym małe jądra są mniej wrażliwe i mniej narażone na uszkodzenie niż większe. Dlaczego zatem wszyscy mężczyźni nie mają małych jąder? Otóż kiedy prawdopodobna jest wojna plemnikowa, małe jądra stanowią poważne upośledzenie. Najlepszą strategię dla danego mężczyzny wyznacza w znacznej mierze wielkość jego jąder.
Mężczyźni z większymi jądrami wytwarzają dziennie więcej plemników, częściej miewają wytrysk i podczas każdego stosunku wprowadzają więcej nasienia do ciała kobiety. Co interesujące, podczas masturbacji wcale nie usuwają więcej spermy. Spędzają mniej czasu ze swoimi partnerkami, częściej bywają niewierni i często dobierają sobie partnerkę, która także nie jest wierna. U mężczyzn z mniejszymi jądrami sprawy mają się wprost przeciwnie.
Ujmijmy to w największym skrócie: mężczyźni z większymi jądrami są zaprogramowani jako eksperci od wojen plemnikowych. Ponieważ wprowadzają do walki potężne armie plemników, powinni być zwycięzcami. Z drugiej strony mężczyźni z mniejszymi jądrami zgodnie z genetycznymi programem specjalizują się w pilnowaniu partnerki, w wierności oraz unikaniu wojny plemnikowej – wojny, którą z powodu wystawiania do boju małych armii prawdopodobnie by przegrali. Zatem kto powinien odnieść większy sukces reprodukcyjny, mężczyzna z małymi czy z większymi jądrami? Wydaje się, że żaden nie osiąga zdecydowanej przewagi. Jak w wypadku biseksualizmu, wygląda na to, że ewolucja wytworzyła stan równowagi. Mężczyźni z małymi i dużymi jądrami radzą sobie równie dobrze.

(…)

W porównaniu z mężczyznami kobiety różnią się między sobą pod względem seksualnych upodobań wprost niewiarygodnie. Niektóre (2-4%) nigdy nie przeżywają orgazmu; inne (5%) mają wielokrotne orgazmy, przechodząc płynnie od jednego szczytowania do drugiego. 10% w ogóle nie osiąga orgazmu w trakcie stosunku, z kolei tyle samo szczytuje prawie zawsze. Niektóre wolą całkowicie biernie dochodzić do orgazmu; inne wolą być aktywne. Wreszcie 40% miewa bezwiedne orgazmy nocne, podczas gdy inne nawet nie potrafią sobie czegoś takiego wyobrazić.
Zróżnicowaniu we wzorach przeżywania orgazmu towarzyszy – albo się z nim wiąże – różna wrażliwość i pobudliwość rozmaitych części kobiecego ciała. Niektóre kobiety mają wrażliwe brodawki, inne nie. Niektóre mają łechtaczkę tak wrażliwą, że nie lubią, aby dotykać żołędzi; inne bardzo słabo reagują na bezpośrednią stymulację.
Nie do końca prawdziwe jest twierdzenie, że nie istnieją dwie takie same kobiety – lecz wielu mężczyzn często odnosi podobne wrażenie. Dlaczego występuje tak znaczne zróżnicowanie kobiecej seksualności i jaką rolę odgrywa ona w dążeniu kobiet do osiągnięcia sukcesu reprodukcyjnego? Otóż jest to jeszcze jedna manifestacja umiejętności kobiet wyprowadzania mężczyzn w pole (scenka 2) i testowania ich zdolności (scenka 27). To się sprawdza, bo jak mieliśmy okazję już zauważyć (scenka 27), mężczyźni muszą opanować techniki seksualne.

(…)

Niewiarygodna różnorodność kobiecej seksualności jest po prostu najbardziej złożonym przykładem tego rodzaju równowagi. Jak w przypadku poprzednich przykładów, możemy się spodziewać, że poziom równowagi zostanie ustalony przez ewolucję w taki sposób, iż w zakresie prokreacji wszystkie kategorie zaczną się sprawdzać równie dobrze.
Zatem jakie to kategorie? Czy są różne tylko ze względów estetycznych czy z uwagi na powiązanie z innymi aspektami zachowań seksualnych? To ostatnie wydaje się najbardziej prawdopodobne. Jak duże jądra (scenka 35) i biseksualizm (scenka 30) predestynują pewnych mężczyzn do specjalizacji w zakresie osobliwych strategii seksualnych, tak różnorodne wzory dochodzenia do orgazmu oznaczają stosowanie określonych strategii seksualnych przez kobiety. Niektóre wzorce pomogą danej kobiecie jak najlepiej wykorzystać wierność i troskliwość partnera. Ujmując sprawę w uproszczeniu, zgadzamy się z poglądem, że bogactwo kobiecej seksualności w znacznym stopniu nie poddaje się kategoryzacji, lecz dla ułatwienia sobie życia wyróżnimy cztery główne typy.
Do pierwszego zaliczają się kobiety, które są zaprogramowane, aby od czasu do czasu przeżywać (czasem zaś nie) pełen zestaw możliwych orgazmów (wyzwalanych pod wpływem masturbacji, gry wstępnej, stosunku albo po stosunku, czyli postkoitalny – czasami wielokrotnie). Chociaż tylko 5% kobiet przeżywa absolutnie całe spektrum możliwości, dodatkowo aż 25% doświadcza wszystkich odmian orgazmów z wyjątkiem wielokrotnych, a jeszcze 40% przeżywa je wszystkie z wyjątkiem orgazmów wielokrotnych i bezwiednych nocnych. Wszystkie kobiety zaliczane do tej kategorii są zdolne do sterowania utrzymaniem nasienia na wszystkie sposoby, które już omówiliśmy (scenki od 22 do 26). W szczególności są w stanie różnicować częstotliwość, z jaką przeżywają ten czy inny typ orgazmu, aby maksymalnie wykorzystać mężczyznę i dane okoliczności. To są najprawdopodobniej kobiety, które są maksymalnie przygotowane do eksploatacji wojny plemnikowej, ilekroć warto to uczynić.
Chociaż ta kategoria kobiet jest pewnie najbardziej liczna (około 75%), jest też ogromnie zróżnicowana. Na przykład około 30% masturbuje się i jednocześnie ma bezwiedne orgazmy. Owe różnice odzwierciedlają chyba już tylko różnorodność dla samej różnorodności. Masturbacja i bezwiedne orgazmy są alternatywnymi środkami prowadzącymi do tego samego celu (scenka 22 i 23). Nacisk na jedno albo drugie pozwala się kobietom odróżniać. Wyznacza także możliwość utrzymania w tajemnicy przygotowań do zdrady (scenka 23), lecz chyba nie ma poważniejszego znaczenia, jeśli chodzi o zdolności do manipulowania utrzymaniem nasienia. Dodatkowo w obrębie tej kategorii jest dość przestrzeni, by każda kobieta różnicowała własne zachowanie (w zależności od okresu i od mężczyzny) tak, by nigdy nie stała się przewidywalna.
Drugą kategorię tworzą kobiety zaprogramowane na unikanie tego czy innego ważniejszego sposobu manipulowania zatrzymaniem nasienia albo wojną plemnikową. Nie przeżywają orgazmów ani samotnie (bezwiednych bądź masturbacyjnych), ani w obecności mężczyzn. W większości przypadków angażują jedynie odrobinę ze swoich manipulacyjnych umiejętności. Zyskują na tym, że występują nieco mniej powszechnie. tylko koło 10% kobiet jest tak zaprogramowanych, że ani nie miewają orgazmów bezwiednych, ani się nie masturbują, co w efekcie sprowadza się do tego, że cała odpowiedzialność za manipulowanie nasieniem spada na orgazmy, które przeżywają w obecności mężczyzn. Pełen zakres manipulacji plemnikami jest w dalszym ciągu możliwy (poprzez orgazmy w trakcie gry wstępnej, w czasie stosunku albo po stosunku – scenki od 22 do 25), ale istotne staje się dla kobiety to właśnie, aby wybrała seksualnie kompetentnego mężczyznę. Inne kobiety (znowu około 10%) są tak zaprogramowane, aby nigdy nie szczytować w obecności mężczyzn, ale które mastur- bują się i/albo miewają bezwiedne orgazmy. One również w pełni manipulują nasieniem. W sekrecie przygotowują bardziej lub mniej szczelny filtr szyjkowy – jednego wszak uczynić nie mogą, to znaczy nie są w stanie w ostatniej chwili zmienić „zdania” i zniweczyć skutków istnienia szczelnego filtra.
Trzecia kategoria składa się z 10% kobiet, które szczytują praktycznie za każdym razem podczas pełnego stosunku. Te kobiety także mogą manipulować utrzymaniem nasienia, a przez to aktywnie wpływać na rezultat wojny plemników – tak długo, jak długo dostosowują chwilę szczytowania do momentu wprowadzenia nasienia (scenka 25). Orgazm minutę bądź dwie przed mężczyzną zapewnia niski poziom zatrzymania nasienia; po mężczyźnie – wysoki.
W skład czwartej kategorii wchodzi 2 do 4% kobiet, które nigdy nie przeżywają orgazmu ani podczas stosunku, ani podczas masturbacji, ani bezwiednie. W efekcie, jak zaznaczono wyżej, kobiety tego typu zyskują, nie ucząc partnera technik seksualnych, które sprzyjałyby jego niewierności. Inaczej niż przedstawicielki wymienionych wcześniej kategorii, te kobiety tylko w niewielkim stopniu są w stanie wpływać na wynik wojny plemnikowej. Są jednak dobrze przygotowane do tego by względnie bezpiecznie wybrać partnera i jak najlepiej wykorzystać związek. Mają pewną kontrolę nad liczbą plemników, głównie przez możliwość odczekania, aż filtr szyjkowy utraci swoją szczelność (scenka 22). Ale ponieważ liczba plemników jest znacznie mniej ważna dla poczęcia niż dla celów wojny, jeśli nie ma możliwości, by do takiej wojny doszło, kwestia, ile nasienia kobieta zatrzyma po każdym stosunku, nie ma praktycznego znaczenia.
Chociaż po prawidłowym wytrysku można zatrzymać znacznie więcej nasienia niż potrzeba do zapłodnienia (scenka 19), znacznie trudniej zatrzymać go zbyt mało. Trzeba jednak przyznać, że ejakulat zawierający zbyt mało nasienia nie jest zwykle w pełni zdolny do zapłodnienia, nawet jeśli kobieta zatrzymuje je w całości. Dzieje się tak nie dlatego, że zawiera mało plemników – mężczyźni po sterylizacji, którzy wprowadzają bardzo niewielką liczbę plemników do ciała kobiety (może nawet mniej niż sto), bywają czasem ojcami. To raczej warunki kliniczne warunkujące obniżoną produkcję plemników (dziesiątków milionów, nie zaś setek milionów) są odpowiedzialne za niską płodność nasienia.
Kobiety zaliczające się do tej ostatniej kategorii oczywiście nie korzystają z dobrodziejstw orgazmu jako obrony przed infekcją. Lecz z drugiej strony, w porównaniu z innymi kategoriami, są najmniej podatne na zarażenie się chorobami wenerycznymi. W każdym razie wydaje się, że nawet kobiety zaprogramowane na unikanie manipulowania plemnikami za pośrednictwem orgazmu mogą go przeżywać, jeśli pojawi się zagrożenie infekcjami genitalnymi. W jaki sposób to uczynią, zależeć będzie od ich anatomii. Jeżeli łechtaczka takiej kobiety jest wrażliwa na stymulację, może ona nagle poczuć pociąg do masturbacji. Jednakże u tego rodzaju kobiet częścią biologicznego programu bywa względny brak wrażliwości na stymulację łechtaczki. Może zatem trudno im poprzez masturbację doprowadzić się do orgazmu, ale naturalnie droga do orgazmów bezwiednych pozostaje dla nich otwarta.
Predyspozycje różnych kobiet do stosowania rozmaitych strategii seksualnych stanowią ostateczny niuans w procedurach doboru partnera seksualnego — tym szczegółem powinniśmy uzupełnić elementy przedstawione wcześniej (scenki 18, 20, 21,27 i 28). Dana kobieta powinna szukać partnera, którego podejście do wojny plemnikowej uzupełniać będzie jej własne. Mężczyzna o małych jądrach ze scenki 35, specjalizujący się w pilnowaniu partnerki, stanowił dobrą partię dla kobiety, która nigdy nie przeżyła orgazmu. Podobnie mężczyzna o dużych jądrach z tej samej scenki był odpowiednią partią dla kobiety potrafiącej przeżywać wiele rodzajów orgazmu. Mogła ona uzyskać najwięcej, wykorzystując niewierność i wojnę plemników. Skorzystała w dwojaki sposób. Po pierwsze, nastawienie jej partnera na wojnę oznaczało, że jego liczna armia plemników w maksymalnym stopniu utrudnia zadanie armiom kochanków. Po drugie, ponieważ sam dopuszczał się niewierności, często pozostawiał kobiecie swobodę w zmierzaniu do sukcesu prokreacyjnego dokładnie tą samą drogą
Wreszcie powinniśmy zaakcentować kwestię, na którą zwracaliśmy już uwagę w poprzednich scenkach tego rozdziału: kobiety zaliczające się do rozmaitych kategorii osiągają identyczny sukces prokreacyjny. Odsetek każdej kategorii w całej populacji ustala się dokładnie na takim poziomie, aby tak się stało. W konsekwencji żadnej kobiety nie powinien wstrzymywać w dążeniu do osiągnięcia sukcesu prokreacyjnego reżim orgazmu, któremu ona podlega – póki dobór partnera i wynikające z niego zachowanie będą ze sobą współgrać.

 

 

Podróż plemników do jajeczka nie jest jedynie prostym procesem prowadzącym do zapłodnienia. To bezwzględna walka, w której zwyciężyć mogą tylko najsilniejsi. Jak się jednak okazuje, równie dramatyczne są ostatnimi czasy wysiłki mężczyzn, mające na celu zachowanie płodności.

Niektórzy twierdzą, że mężczyzna XXI wieku jest jedynie połową tego, kim był jego dziadek. Mówi się tak nie bez powodu, jako że męska płodność, a w raz z nią zdolności reprodukcyjne, ulegają systematycznemu obniżeniu. Dociekając przyczyny tego alarmującego zjawiska specjaliści wskazują na szereg różnych czynników. Nadmierne korzystanie z telefonów komórkowych i laptopów, zbyt obcisła bielizna, nadużywanie alkoholu i lekarstw, nafaszerowana chemią żywność – wszystko to ma wpływ na upadek etosu mężczyzny-reproduktora.

Czy jednak istotnie panowie mają powody do niepokoju? Czy ich przyszłość wygląda tak źle, jak przekonują naukowcy? Czy nowoczesny styl życia stanowi realne zagrożenie dla trwałości gatunku ludzkiego? Odpowiedzi na te i inne pytania postanowili udzielić twórcy filmu „Wojny plemników”. W atrakcyjny i przystępny sposób przekazują najważniejsze informacje na temat tego, jak każdy mężczyzna może zadbać o własną płodność. Mówią, co ma dobry, a co negatywny wpływ na spermę, przy okazji weryfikując pogląd o jej „psuciu się” u kolejnych generacji. Na trzech sprawnych seksualnie mężczyznach przeprowadzone zostaje badanie na szkodliwość obcisłej bielizny, laptopów, a nawet częstego spoczywania w pozycji siedzącej. Przy okazji twórcy przedstawiają rzadko omawiane prawdy na temat męskiego nasienia i samego procesu zapłodnienia.

Film dotyka także poważnego problemu bezpłodności, który dla wielu panów jest powodem osobistych tragedii. Twórcy „Wojen plemników” przyglądają się nie tylko sposobom zapobiegania tej przypadłości, ale też możliwościom jej leczenia – poprzez radykalną zmianę diety i sposobu życia, kurację farmakologiczną lub zabieg chirurgiczny.

„Wojny plemników” stanowią swoisty przewodnik dla wszystkich mężczyzn chcących zadbać o własne zdrowie i sprawność seksualną, są również wnikliwym studium współczesności, w której bezpłodność staje się jedną z coraz powszechniejszych chorób cywilizacyjnych.

10 Praw bycia mężczyzną – Paul Dobransky

The 10 Laws of Being a Man
Tłumaczenie: Żaneta Tyborowska
Korekta: BladyMamut

Link do pierwszych 5 praw

.

SZÓSTE PRAWO

„Jesteś przyczyną wszystkich swoich porażek i strat. Jak uniknąć rozstań, utraty pracy, braku pieniędzy/ bogactwa”

Teraz kiedy już wiesz co ogólnie znaczy być mężczyzną i jak strach może sprawić, że będziesz czuł się mniej mężczyzną, jak twój charakter może doprowadzić cię do bogactwa i miłości, jak kobieta może być zbawieniem dla twojej misji (lub jej klęską), oraz jak tajemniczość jest esencją twojego stylu i wiąże się z ogromną władzą. Do tej pory mówiliśmy o tym jak zmierzyć się z wyzwaniami, jakie stawia prze nami świat oraz jak wyjść z nich zwycięsko.

O czym jeszcze nie powiedzieliśmy to wyzwania pochodzące z naszego wnętrza – twoja potrzeba posiadania racji i poprzez to przekonanie, że inni są w błędzie; twoja potrzeba bycia pierwszym, najlepszym, kapitanem drużyny; potrzeba posiadania tego czego pragniesz tutaj i zaraz; potrzeba bycia ważnym i perfekcyjnym. Żadna z nich nie jest godna pochwały i żadna nie przybliża cię do wypełnienia twojej misji i związanych z tym nagród. (Odstraszają też odpowiednie dla ciebie kobiety, które są skłonne wierzyc w twoją życiową misję).

Kobiety które wyczuwają te cechy w tobie – potrzebę bycia podziwianym, idealnym, ważnym, posiadania statusu, stanowiska i dominacji – wyczują je z daleka. Twoje wysiłki w celu bycia szlachetnym są godne szacunku i same w sobie są nagrodą. Pomogą ci osiągnąć szczęście i dobrobyt. Wielu wojowników powie ci, że są szybkie i łatwe wojny w których pada zaledwie jeden strzał, ale są też takie w których rozpętuje się piekło od początku do końca.

Czas nauczyć się jak uformować ścieżkę do swoich celów i pozbawić ją cierni i trudności. Jeśli chodzi o formowanie charakteru to NIGDY nie uda nam się dojść do czegokolwiek bez wysiłku i wzratającego bólu, jednak ta ilość wysiłku i bólu może być zminimalizowana.

Następne wszechobecne i logiczne prawo to to, które pomaga nam zatrzymać wroga wewnętrznego – prawdopodobnie naszego najbardziej niebezpiecznego wroga. Ten wróg cicho niszczy nasza pracę i nie da się go zatrzymać z pomocą innych [tylko pracą nad sobą] – ani przyjaciół, ani rodziny, rządu, ani kultury. Nawet ukochana kobieta nie pomoże nam w tej kwestii.
To nasza ignorancja naszych wewnętrznych działań uwalnia nieświadome procesy, które unieruchamiają nas, doprowadzają do tego, że zostajemy samotni, porzuceni, głodni, ponosimy porażki i jesteśmy nie kochani. My sami. To my sami jesteśmy źródłem swoich porażek i strat.

Pozwól mi wyjaśnić jak to się dzieje.
W wieku chłopięcym naturalnie adoptujemy pogląd na „niedostatek” świata. Fantazjujemy/marzymy o tym kim możemy kiedyś zostać o tym, że odkryjemy swoją misję – wyleczymy raka, zdobędziemy Złoty Medal w Igrzyskach Olimpijskich, Oskara, objedziemy dookoła świat, będziemy w czymś NAJLEPSI. Ale gdzieś wewnątrz nas samych wiemy, że fantazjowanie o naszym marzeniach to nie to samo co życie nimi lub zrealizowanie marzeń. Jako chłopcy patrzymy na dorosłych, prawdziwych mężczyzn, którzy naprawdę coś osiągnęli. My mamy 90cm wzrostu, oni 180cm – wydają się gigantami, którzy mogą osiągnąć wszystko – silne ręce, które mogą podnieść rzeczy kilka, a nawet kilkanaście razy cięższe niż my, kluczyki do szybkiego samochodu, kartę płatniczą, która magicznie pozwala im na kupno tego czego zapragną oraz rękę kobiety o której my możemy tylko pomarzyć jako młodziki. Poprzez „niedostatek” nie mam na myśli „nędzy”. Mam na myśli „nie jestem wystarczająco dobry” lub „to nie jest wystarczające”, lub „ten świat nie daje mi wystarczająco dużo”.
To zrozumiałe. Możemy marzyć o byciu pilotem myśliwca, ale mając 90cm wzrostu i ważąc 30kg daleko nam do zrealizowania tego celu. Możemy marzyć o byciu bogatym mężczyzną, ale dostając 20 dolarów kieszonkowego, nie stać nas na drogi obiad. Nigdy nie widzieliśmy żywej, nagiej kobiety, chyba że jej zdjęcie i podświadomie wiemy, że nie może to się równać z prawdziwym pocałunkiem, dotykiem, albo podekscytowaniem z powodu bycia z kimś naprawdę.

I w tym “byciu nie wystarczająco dobrym” jest ból, niecierpliwość i pustka. Odruchowo zaczynamy wymyślać sposoby, aby wypełnić tę pustkę. Tak długo marzymy o byciu idealnym, że w końcu zaczynamy w to wierzyć. W tęsknocie za nagrodami prawdziwych mężczyzn, wyobrażamy sobie, że jemy ich steki, cieszymy się ich bogactwem i wkrótce nasze udawanie sprawia, że wierzymy w to, że jesteśmy prawie na ich poziomie dojrzałości. Widzimy siebie na szczycie, jesteśmy najlepsi i często zatrzymujemy te myśli tylko dla siebie. Nie wspominając o nich nikomu, łatwo jest nam w nie uwierzyć, że są prawdziwe i pocieszać się nimi.

Nasz niepokój dotyczący „bycia nie wystarczająco dobrym” powoli się zmniejsza i osiągamy równowagę, spokój dotyczący naszego miejsca w świecie, który może potrwać bardzo długo. Niestety czasem przez całe nasze życie.

Niefortunnie te schematy myślenia, które sami sobie wymyślamy prowadzą nas na ruchome piaski i do naszej klęski i jeśli mamy szczęście w końcu dopada nas rzeczywistość i musimy skonfrontować siebie z rzeczywistym mężczyzną w rzeczywistym świecie.

Tak więc każda klęska i strata jaka cię spotkała w życiu nie jest niczyją winą tylko twoją. Może do tej pory nie byłeś tego świadomy, jak sprawy się mają. Kobiety wyczuwają twoją słabość poprzez twoją niecierpliwość, potrzebę bycia ważnym, posiadania zawsze racji, twoje uzależnienia, niepewność i postawę obronną.

Twoi koledzy z pracy i szefowie też mogą je wyczuć i chociaż nigdy nie wspomną o tym w ocenie twojej pracy – lub zwolnieniu itd. – to tylko te cechy stoją na drodze do rozwoju twojej kariery. Są zagładą twojej męskiej misji, a ich doskonalenie jest kluczem do ocalenia tej misji.

Jeśli nie zrozumiesz szóstego prawa bycia mężczyzną, nie przetrwasz szóstej pułapki. Dokładnie tak – odniesiesz porażkę, kiedy nie zauważysz, że sam jesteś źródłem swoich porażek – nic dziwnego, że nie zauważyłeś wcześniej – a ból, który poczujesz jako rezultat straty będzie spowodowany twoim własnym biczem, chłoszczącym cie z powodu twojej psychologicznej ślepoty.

Pułapka wygląda tak:

„Przypadkowość życiowych wyzwań sprawia, że łatwo obwiniać innych o nasz pech i tym samym nie używać swojego własnego heroizmu.”

Ludzki mózg posiada cechę, która utrzymuje nas przy życiu, ale tym samym sprawia, że łatwo zapominamy o tym podstawowym prawie. Skoro nie możemy znać WSZYSTKICH faktów – ani być pewni, że z następnym krokiem będziemy mieć grunt pod nogami – nasz mózg „wypełnia luki” brakującymi danymi, aby mieć pewność, że nasze działania nie pójdą na marne.

Pomyśl o zestawie kropek tworzącym okrąg. Jeśli są tylko 4 kropki, nie widać za bardzo kształtu, ale jeśli jest ich 5, 6 lub 7 łatwiej nam nazwać kształt, prawda? Nazywamy go okręgiem. Ale czy nim jest? Nie. To tylko zestaw kropek, a nie okrąg. Kiedy widzimy kropki, myślimy “okrąg” ponieważ nasz mózg wypełnił luki pomiędzy kropkami. Potrzebujemy tej pewności, żeby poruszać się w świecie i podejmować w nim działania, nazywać rzeczy, zgadywać ich znaczenie i zrobiwszy to jesteśmy gotowi, żeby przejść dalej.

Innymi słowami, żeby funkcjonować w rzeczywistości i być efektywnym, nasz mózg buduje „historie”, żeby wypełnić luki w swoich danych, aby wyjaśnić znaczenie całości. W ten sposób widzimy sens w przypadkowości świata i nabieramy pewności co do reguł nim rządzących, dzięki czemu możemy w nim działać.

Tak, ten głód pochodzący ze świadomości naszego „niedostatku” działa dalej sprawiając, że czujemy jeszcze większą potrzebę szukania pewności w świecie wokoło nas. To zmniejsza nasze niepokoje i maskuje nasz wstyd. Historie które wymyślamy pomagają nam przetrwać (i tolerować “pecha” życiowej przypadkowości) oraz dają nam nieustającą nadzieję, że któregoś dnia będziemy jak ci “prawdziwi mężczyźni”, którzy mają wszystko czego zapragną. Jednak te same historie tracą na znaczeniu gdy wreszcie zdajemy sobie sprawę, że prawdziwe historie to te które zabawiają, niosą przekaz i zadawalają WSZYSTKICH, nie tylko nas.

Dorośli mężczyźni żyją w świecie dostatku. Mężczyzna który ma 180cm wzrostu, posiada samochód, kartę płatniczą, wygląd i kobietę u boku, nie ma tego wszystkiego ponieważ ktoś mu to wszystko podarował, ani dlatego, że mu się „poszczęściło”, ale ponieważ nabył umiejętności niezbędne do uzyskania tych rzeczy – nauczył się on Dziesięciu Praw Bycia Mężczyzną na swojej ścieżce. Wie on czym jest męskość i rozwiązał już wystarczająco dużo problemów, żeby czuć szacunek, ale nie bać się śmierci. Zna on swoją misję i wie, że potrzeba charakteru, żeby zdobyć nagrody mu przeznaczone. Ma świadomość, która kobieta jest dla niego odpowiednia, a która nie oraz nauczył się zachowywać swoje sekrety dla siebie. Jest Mężczyzną(samcem) Omega. Z pewnością zna on też szóste prawo, bo bez niego nie osiągnąłby tego co ma.

Codzienne, nieustanne wychodzenie na kraniec naszej granicy ma swój efekt. Nazywa się to „projekcją”, a pojęcie to wyjaśniam obszerniej w e-kursie System Operacyjny Umysłu, pokazując jego efekt.

W zasadzie, projekcja zachodzi gdy jesteśmy młodzi ponieważ łączy w sobie miksturę tego co dobre i złe, zdrowe i niezdrowe, właściwe i nie właściwe oraz wszystkie inne pozytywne i negatywne cechy w nas, czekając na połączenie w niedoskonałą lecz „wystarczająco dobrą” całość. Kiedy wyobrażamy sobie, że jesteśmy idealni, prawi, nie chcąc czuć bólu wstydu z powodu nie bycia jeszcze prawdziwym mężczyzną, mamy tendencję do wyrzucania wszystkiego co w nas złe poza naszą granicę – na zewnątrz – i projekcji tych cech na innych [obwinianie ich o nasze złe cechy]. W ten sposób czujemy się lepiej, zachowując wszystko co dobre w naszym wnętrzu i wyrzucając to co złe na zewnątrz. Składają się na to historie które sobie opowiadamy, a nasza wyobraźnia pomaga nam w naszym cierpieniu.

Żyjemy w świecie innych myśli i nie da się funkcjonować bez nich. Jak wkrótce zauważysz, twoja misja jako mężczyzny nie może zostać zrealizowana bez wspierających cię przyjaciół wokół Ciebie, kobiet lub kobieta w twoim życiu, która musi w nim być, jeśli chcesz mieć wystarczająco męskości aby ją ukończyć. Ludzie nie lubią słuchać ICH historii w TWOJEJ wersji.
To burzy ich certainty i unsettles pewność siebie i spokój, wzburza emocje.
Zjada to ich od środka, a w rezultacie oni też budują swoje projekcje na TWÓJ temat. W końcu znienawidzą cię oni za wytknięcie im, że na świecie nie ma NIC pewnego, tak jak ty nienawidzisz ich za wytknięcie ci tego samego.

Bycie mężczyzną oznacza tolerowanie/zrozumienie takiego zachowania.

Więc jeśli kiedykolwiek walczyłeś o coś w związku lub kłóciłeś się w pracy, albo groziła ci jej utrata lub utrata kobiety, albo mierzyłeś się z czymś co zapowiadało się jak zagłada twoich marzeń, to tylko ty byłeś przyczyną tych wszystkich zmartwień, projektując je (obwiniając) na innych.

Jeśli spotykasz jakąś osobę pierwszy raz – w pracy lub życiu prywatnym – i od razu czujesz do niej niechęć, czy wiesz co jest jej przyczyną? Widzisz w tej osobie SWOJE niechciane cechy. Patrzysz jakby w lustro i widzisz rzeczy, które cię w tobie zawstydzają, albo w stosunku do których czujesz się źle, albo „niewystarczająco” z ich powodu. Tak więc winisz o nie innych.

Jeśli zamiast tego zaakceptowałbyś te rzeczy w sobie, miałbyś szansę nad nimi POPRACOWAĆ, doszlifować i dojrzeć jako mężczyzna. Te cechy są w tobie czy tego chcesz czy nie chcesz i tak jak chłopiec marzy o zostaniu pilotem któregoś dnia, ale JESZCZE nim nie jest, tak samo ty masz jeszcze rzeczy nad którymi powinieneś popracować.

Ta projekcja powoduje nie tylko zniszczenie twojej reputacji w stosunkach z kobietami i potencjalnymi współpracownikami w twojej misji, ale tez sprawia że wyrzekasz się swoich mocnych stron.

Czy masz swoich bohaterów? Oczywiście, że masz. Mężczyźni których nigdy nie spotkałeś i nie spotkasz. Mężczyźni, którzy mimo to prowadzą cię i uczą jak stać się tym kim chcesz się stać.
Kim są twoi bohaterowie?

Zgadnij kim są? Są różnymi aspektami CIEBIE. Wszystkie ich godne pochwały cechy są w TOBIE i to te cechy są twoją zewnętrzną projekcją. Kiedy podziwiasz jakiegoś bohatera, podziwiasz w nim twoje nierozwinięte części siebie i zgadnij co jest potrzebne, żeby rozwinąć i udoskonalić te heroiczne rzeczy w tobie? Jakie narzędzia sa potrzebne do tego, aby zrobić je wydajnymi i praktycznymi jak i do osiągnięcia nagród w twojej misji?

Twoje „złe” aspekty. Te które są źródłem twojej projekcji na innych, a przez to idą na marne.

Wszystkie twoje cierpienia i wstyd który nosisz umacniającą są siłą, empower skierowaną na to kim nie chcesz być. Poprzez ich poznanie i zaakceptowanie, możesz „oszlifować” swoje dobre cechy które już posiadasz. To uczucie nie bycia prawdziwym mężczyzną, bycia “niewystarczającym,” nie było spowodowane „złymi cechami” lub rzeczami których nie lubisz w sobie. Były rezultatem oddzielenia w tobie dobrego i złego, oraz brak zaakceptowania ich i używania razem w prawdziwym świecie.

Wszyscy w pewnym momencie naszej młodości idealizujemy naszych ojców. Lub przynajmniej czujemy, że mamy z nimi coś wspólnego – dziedzictwo, zwyczaje, poglądy albo chociaż przynajmniej genetykę, wygląd, wzrost, typ budowy itd. Ale jeśli naprawdę chcesz stać się prawdziwym mężczyzną, musisz jednego dnia wejść w jego buty, zobaczyć świat przez jego oczy i zdać sobie sprawę, jako kolejne pokolenie zapoczątkowane przez niego, Ty też masz swoje skazy i słabości, niedoskonałości i kłopoty. Nigdy nie zdawałeś sobie z tego sprawy jako chłopiec – twój ojciec był dla ciebie gigantem o wzroście 180cm, dwa razy wyższym niż ty, z samochodem, piędzmi, silnym głosem, którego ty nie miałeś. Jednak on też był niedoskonały.

Mit o Sfinksie mówił o jego zagadce, która miała być nie do rozwiązania: „ Co chodzi na czterech nogach rano, dwóch w południe i trzech wieczorem?” I podczas gdy wielu wędrowców nie umiało odpowiedzieć poprawnie i nie przejść przez bramę Sfinksa bezpiecznie, słynny wędrowiec który odpowiedział poprawnie i nie został zjedzony przez bestię powiedział: „Człowiek.”

CZŁOWIEK chodzi na dwóch nogach rankiem – na początku, jako niepewny chłopiec, raczkując; potem na dwóch nogach wyprostowany w wieku dorosłym; i na końcu, w wieku starczym, podpierając się laską, czyli trzecią „nogą” (co może sprawiać wrażenie trzech nóg). Ten mit to opowieść o inicjacji w męskość, którą widzimy w symbolu laski sugerującej, że nasze niedoskonałości sprawiają, że nie umieramy jako mężczyźni. Musimy się nauczyć ADAPTOWAĆ i przystosowywać do naszych ograniczeń.

Chłopiec wyobraża sobie, że jest perfekcyjny i idealny, ale prawdziwy mężczyzna WIE, że nie jest idealny i MIMO TEGO adaptuje(przystosowuje) się do życia. To jest z pewnością tematem Dojrzałej Męskiej Siły.

Aby pokonać pułapkę obwiniania innych o twoje klęski i straty oraz odnaleźć swój własny heroizm musisz nauczyć się Szóstej Umiejętności:

„W każdym momencie klęski lub straty, pytaj się dlaczego tego chcesz?”

Kiedy jako prawdziwy mężczyzna masz już umiejętność brania odpowiedzialności za swoje porażki, tylko wtedy możesz naprawdę się rozwinąć i wyciągnąć z nich wnioski, zbierając Z POWROTEM ich straconą wartość i zmieniać je w siłę. Tylko wtedy możesz użyć tych porażek do oszlifowania umiejętności związanych z heroizmem, które są już w tobie i zobaczyć je odbite w swoich bohaterach.

Wtedy pytasz siebie dlaczego “chciałeś porażki” – to nie twoja logiczna, świadoma jaźń „chciała” tego. To twoja PODŚWIADOMOŚĆ – nieujarzmione, chłopięce instynkty, które cię sabotowały poprzez twoje uzależnienia i przyzwyczajenia, doprowadzając do furii twoich potencjalnych współpracowników/kolegów poprzez twoją potrzebę posiadania racji, bycia „tym odpowiednim” oraz unikania poczcucia wstydu bycia „niewystarczającym”, co doprowadziło też do tego, że najlepsza kobieta jaka mogła Ci się przytrafić opuściła cię, ponieważ uważałeś się za zbyt idealnego, żeby tolerować jej niedoskonałości.

Będziesz “wystarczająco dobry” jako mężczyzna tylko wtedy gdy połączysz swoje naturalne uzdolnienia i skazy, aby zbudować z nich prawdziwego mężczyznę, który sprawdzi się w realnym świecie. Nie ma w tym nic wstydliwego, a wręcz przeciwnie, w ten sposób zajdziesz tak daleko jak niegdyś marzyłeś. Tym razem jednak stanie się to rzeczywistością, a nie pozostanie w sferze marzeń.

Pilot testowy Chuck Yeager kiedyś powiedział: „Nie przechwalasz się jeśli naprawdę POTRAFISZ to zrobić.”

Pomyśl o tym przez chwilę. W twojej słabościach “bycia niewystarczającym” i chełpienia się pychą, brawurą i pseudo-dominacją nad innymi, twoimi potencjalnymi współpracownikami w misji oraz potencjalnej kobiecie twoich marzeń, poczują twój wstyd. Bedą dotknięci twoimi wymyślonymi historyjkami, które sprawiały, że wyglądałeś lepiej niż oni tylko w twojej głowie. Czuli, że ignorujesz ICH wielkość i wkrótce zaczynali czuć do ciebie niechęć, a ich własna podświadomość sprawiała, że sabotowali oni twoje szczęście i sukces.

Byłeś do bani. Byłeś dla nich tylko narzędziem ignorancji, który sprawił że poczuli się mniejsi. Sprawiłeś, że poczuli się „niewystarczająco dobrzy”, chociaż twój mózg chciał tylko spowodować, że poczujesz się lepiej, jak prawdziwy mężczyzna, których widziałeś wokół siebie gdy byłeś mały.

Ale gdy zaakceptujesz swoje słabości, przystosowujesz/adaptujesz do nich i szlifujesz swoje naturalne talenty ostrzem porażek, zaczynasz osiągać PRAWDZIWE nagrody poprzez PRAWDZIWY wysiłek. Gdybyś żył jak Chuck Yeager musiałbyś stać się słynnym pilotem testowym, nie ma wątpliwości, że również osiągnąłbyś niesamowite rzeczy w swojej misji jako mężczyzna. Byłbyś szanowany i uważany za wyszkolonego i uczciwego, a twoje dobre samopoczucie nie miałoby miejsca kosztem pomniejszanie zasług innych.

Wtedy można by o tobie powiedzieć, że masz w sobie “siłę”, własność twojej granicy, która sprawia że jesteś solidny, cecha o której opowiadam w moim e-kursie System Operacyjny Umysłu. To coś niezbędnego jeśli chcesz uniknąć samo-sabotażu, NIGDY nie zostać porzuconym z powodu bycia słabym małym chłopcem, NIGDY nie stracić pracy z powodu niesubordynacji, bycia „zbyt wykwalifikowanym” lub „braku umiejętności działania w zespole”, albo innych powodów utraty pracy o których NIE przeczytasz w podręczniku pracownika.

Powodem dla którego pytasz siebie czy “chciałeś porażki” jest to, że porażka i rany przez nią zadane pokazują rzeczy nad którymi musisz popracować w życiu. Część twojej podświadomości POTRZEBOWAŁA porażek aby odkryć co jeszcze należy ulepszyć, jakie słabości należy wzmocnić i jakie skazy przezwyciężyć i zaadoptować.

Można to porównać do bloku marmuru na którym pracujesz poprzez drążenie w nim, aż utworzysz piękną rzeźbę. Bez młotka i dłuta, NIGDY nie skończysz dzieła swojego życia (swojej misji). Dłuto i młotek to twoje porażki i straty. Nauczyliśmy się, że potrzebujesz strachu, ryzyka i straty aby móc użyć swojej odwagi. To odnosi się też do strachu przed porażkami.
W świecie Mężczyzn Omega, prawdziwym męskim świecie obfitości, ma on do dyspozycji więcej niż mu potrzeba na zewnątrz i wewnątrz siebie. Poprzez adaptację prób i błędów może on rozwiązać każdy problem i zmienić każdą idealną słabość w niedoskonałą siłę. Siłę która jest „wystarczająco dobra” i przez to rzeczywista, prawdziwa i satysfakcjonująco TWOJA.

SIÓDME PRAWO

„Nigdy nie rezygnuj ze swojej misji, ale zawsze wiedz kiedy zrezygnować gdy coś nie działa”

Nie kontrolujemy innych ludzi. Możemy mieć tylko na nich wpływ. Nie kontrolujemy też przypadkowości naszego środowiska. Możemy kontrolować wyłącznie siebie. To jedna z podstawowych lekcji granic i Systemu Operacyjnego umysłu. Chciałbym żebyście nigdy nie rezygnowali z tego KIM jesteście, ale zawsze byli gotowi zrezygnować z tego CO robisz w danym momencie.
Po wielokrotnym znalezieniu się w sytuacji, która nie idzie po naszej myśli, albo uniemożliwia nam realizację naszej życiowej misji – lub relacji z kobietą – nawet najsilniejszym mężczyznom czasami przychodzi na myśl, żeby się poddać. Jednak ważne żebyś pamiętał, że jako mężczyzna nie jesteś definiowany przez swoją KARIERĘ. Nie, nigdy w życiu. Masz tożsamość i męskość z której wynika twoja MISJA, a nie odwrotnie. A twoja kariera i kobieta, którą znasz też cię nie definiują. Są tylko odzwierciedleniem tego kim jesteś.

Kiedy uczysz się (studiujesz) diagramy dotyczące granic osobowości w Systemie Operacyjnym Umysłu widzisz, że wszyscy ludzie w zależności od ich umiejętności granic mają albo „wewnętrzny punkt kontroli” lub „zewnętrzny punkt kontroli”. Ci którzy mają ten ostatni (zewnętrzny punkt kontroli, czyli ich ocena zależy od oceny innych), mają ciężko w życiu i cierpią. Jeśli nie zmienią swoich przyzwyczajeń, nigdy nie osiągną spełnienia swojej misji. Nigdy też nie osiągną trwałego połączenia z kobietą.

Nie bądź takim mężczyzną.

Ci z WEWNĘTRZNYM punktem kontroli SAMI się definiują. Nie pozwalają definiować się swojej pracy, lub kobiecie o którą się starają. Właściwie to musisz pamiętać, że twoja kariera NIE jest tym samym co twoja misja. Twoja misja wynika z twojej tożsamości i może manifestować się różnych karierach, hobby i zainteresowaniach. W zasadzie, twoja misja może zawierać próbki WIELU karier i hobby zanim połączysz je razem w dobrodziejstwo, które przekażesz z powrotem społeczeństwu i swojej rodzinie.

Niektórzy z was mozliwe, że słyszeli o książce Josepha Campbella „Podróż Bohatera(The Hero’s Journey)”. Mówi on w niej, że każdy mężczyzna żyje realizując swoją misję. To jest to o czym tutaj mówię. Będzie powołanie do akcji, potem pojawienie się mentora, potem wiele wyzwań, jałowa ziemia życia oraz heroiczna bitwa o to żeby stać się tym czym jest nam przeznaczone się stać. Na koniec bohater przynosi korzyść nie tylko dla siebie, ale też dla swojej społeczności.

Między czasie, potrzebujemy też REZYGNOWAĆ Z RZECZY.
To może być trudne dla osoby która chce z chłopca stać się mężczyzną. Jak sobie przypominasz, w naszej młodości myślimy w kategoriach ideałów i perfekcyjności, co jest sposobem na ukrycie naszego wstydu z powodu bycia „niewystarczająco dobrym.” Może to zawierać nastawienie polegające na odmowie rezygnacji z CZEGOKOLWIEK. Co prawda nie powinieneś NIGDY rezygnować ze swojej misji – to rzecz, która podtrzymuje cię kiedy znajdujesz się w „martwym punkcie” swojego życia po zwolnieniu z pracy lub porzuceniu przez kobietę, przy problemach zdrowotnych lub samotności w nowym miejscu zamieszkania.

Ale powinniśmy pamiętać, że słowo “rezygnować/porzucić” ma dwa znaczenia. Pierwsze – wielu mężczyzn poddaje się byciu „porzuconym i osamotnionym”. Drugie znaczenie – być zwycięskim czyli „wolnym, podekscytowanym życiem i tym co kryje przyszłość”. Tak więc część bycia mężczyzną to nie tylko wiedza, kiedy należy zrezygnować, ale też jak szybko przejść przez fazę żalu/żałoby i zrezygnować z tego co jest stracone na dobre.

Mężczyzna musi wyciągnąć lekcję z przeszłości, aby przejść do przyszłości.

W moim życiu był czas gdy straciłem kobietę, którą miałem nadzieję poślubić. Byłem młody i naiwny, a jeśli zostałbym z nią, to nigdy nie byłbym tym kim jestem teraz. Nie zwiedziłbym świata i nie pomógł tak wielu ludziom. Nigdy nie zostałbym psychiatrą, nie poznał sławnych ludzi, nie doświadczył miłości i nie wiedział jak to jest pomagać tysiącom ludzi poprzez telewizję, radio i słowo drukowane. Nigdy nie zostałbym autorem, nie poznałbym CIEBIE, co jest najważniejszą kwestią. Innymi słowy, nieodpowiednia kobieta POGRZEBAŁABY moja życiową misję, a ona była NIEODPOWIEDNIĄ kobietą.

Był czas w moim życiu, kiedy myślałem, że NIGDY nie przetrwam bez wygód posiadania stałej pensji, bonusów i biura które utrzymywałby i czyściłby ktoś inny. Zostawienie tego za sobą było jak śmierć. Jak życiowe pustkowie. Usłyszałem wezwanie do akcji, w moim życiu zjawili się mentorowie, ale ja stałem na krawędzi, wahając się, pełen obaw i myślałem, że umrę kiedy postanowiłem zrobić to co WIEDZIAŁEM, że WIEM że muszę zrobić. Nie umarłem, a ta sytuacja stała się dla mnie małą inicjacją w męskość. Nie stałbym się dyrektorem wykonawczym gdyby nie ta sytuacja, nie poznałbym najjaśniejszych umysłów w mojej dziedzinie, oraz prawdopodobnie nie byłbym w tak dobrej kondycji i zdrowiu jak teraz. Widzisz, gdybym pozostał w mojej poprzedniej karierze, spędzając całe dnie w pracy, dzień po dniu nie dbając o swoje zdrowie i związki, skróciłbym swoje życie. Moja kariera w tamtym momencie mojego życia nie była tożsama z moją MISJĄ jako mężczyzny.

Jeśli nie nauczyłeś się do tej pory, że kariera przypisana ci przez innych, jest tylko ICH misją, nie twoją, przemyśl to jeszcze.

Musisz się nauczyć rezygnować z kariery i innych rozpraszających cię w danym momencie rzeczy, aby podjąć zobowiązanie wobec MISJI, którą powinieneś wypełniać.

Skąd masz wiedzieć kiedy zrezygnować? Niestety u tych z was, którzy trwają w swoich przyzwyczajeniach i u których przeważa lewa półkula mózgu, nadal odczuwają niepokój (aby pokonać niepokój staraj się pokonać strach przed śmiercią) – potrzebujecie ćwiczyć INTUICJĘ.

Intuicja NIE opiera się na PEWNOŚCI jakiej potrzebowaliśmy i sprawiała nam przyjemność jako chłopcy. Jest oparta na doświadczeniu bycia mężczyzną. Po tym jak doświadczyłeś życia w wielu miejscach, konstruujesz magazyn doświadczeń z których możesz czerpać, co daje ci wiedzę na temat prawdopodobnych rezultatów/scenariuszy podczas stawiania czoła wyzwaniom. Nigdy nie będzie to tak prawdopodobne i pewne jak np. liczenie rachunków; raczej jak chodzenie po ziemi z pewnością posiadania gruntu pod nogami, jest to jak uczenie się latania.

Nauczenie się tego jest dla każdego z nas źródłem niepokoju, ponieważ pierwszą rzeczą jaką musimy doskonalić, jeśli chodzi o to Prawo Bycia Mężczyzną jest to jak REZYGNOWAĆ z PEWNOŚCI. Musimy wyciągać wnioski z przeszłości i poddać się niepewnej przyszłości, niosąc ze sobą nasze talenty i uzdolnienia, NIE projektując naszych słabości i blędów na innych oraz NIE projektująć na innych i nie obwiniać ich . Potrzebujemy odwagi, żeby wyruszyć w nieznane, stawić czoło lękom mniejszym niż nasz inicjacyjny lęk przed śmiercią – bitwa którą już wygraliśmy – i iść do przodu z odpowiednią kobietą, odpowiednimi narzędziami i lojalnością wobec misji do której jesteśmy stworzeni.

Po drodze napotkamy siódmą pułapkę:

„Komfort tego co znasz sprawi, że ciężko będzie ci podjąć decyzję.”

Ustawiamy się w życiu i aranżujemy je, aby było nam wygodnie. Pracujemy ciężko nad swoją karierą – nie nad życiową misją – i ewentualnie zostajemy za to sowicie nagrodzeni pieniężnie. Jeśli nie rozwiązaliśmy zagadki Sfinksa, nie nauczyliśmy się przystosowywać do każdych warunków – i przez to stajemy się zależni od naszej pracy, zamiast uwolnić się i kroczyć naszą ścieżką do realizacji życiowej misji. Sami wykuliśmy dla siebie łańcuchy, które ciągną nas w dół. Wokół naszych nadgarstków mamy „Złote Kajdanki.”

Nie możemy odejść z pracy bo jesteśmy przekonani, że potrzebujemy pieniędzy, aby przetrwać. Nie potrafimy odejść od nieodpowiedniej kobiety bo jesteśmy przekonani, że nigdy nie uda nam się znaleźć innej.

Zajęło mi dekady żeby przestudiować i zebrać wszystkie źródła jakie były powiązane z tematem. Wszystkie historie i lekcje oraz systemy, które wyjaśniają dokładnie skomplikowany proces seksualnej atrakcyjności, randkowania i tworzenia związków formalnych, jak i związków personalnych na całe życie – z bratnią duszą. I nie mam tutaj na myśli tylko mentalnego (umysłowego) aspektu tego procesu, ale też sposób poruszania się mężczyzny, rzeczy które mówi w rozmowie, znaki zainteresowania w mowie ciała kobiety, wszystkie fizyczne czynniki, które przyciągają i dzięki nim wygrywasz kobietę twoich marzeń. To wszystko razem zebrał w jednym miejscu dla Ciebie w Programie Mężczyzna Omega: Totalna Dominacja w Randkowaniu (The Omega Male Program: Total Dating Dominance), nie możesz sobie pozwolić na bycie ślepym na sekretną psychologię, która jest tam przedstawiona. Dzięki temu programowi nie tylko będziesz wiedział jak wybrać ODPOWIEDNIĄ kobietę. Będziesz umiał rozpoznać „niewłaściwą kobietę”, tą od której odejść.

Twoja intuicja jest kluczem do przetrwania i sukcesu w świecie przypadku. Widzisz, to nie intuicja jest tym co jest źródłem niepewności, ale środowisko z którym masz do czynienia. Byłeś ślepy na fakt, że nie kontrolujemy środowiska (świata). My tylko możemy się do niego przystosować. TO (środowisko) jest niepewną rzeczą w życiu, a TY jesteś siłą organizacji, intencji i ambicji.

Twoja siódma umiejętność jako mężczyzny to:

„Nie potrzebujesz ‘pozwolenia’ lub ‘pewności’ aby robić to co czujesz, żeby robić. ‘No bo tak’ jest wystarczającym powodem. To uczucie w trzewiach (w tobie) to więcej niż Ci potrzeba na pozwolenie, aby podjąć następną decyzję – aby podjąć następne działanie.”

Pomyśl o wszystkich najtrudnych decyzjach jakie podjąłeś. Relacje z których musiałeś zrezygnować, zobowiązanie wobec kobiety, praca z której odszedłeś lub nowa ścieżka kariery przed tobą. Twoja misja nigdy nie odeszła. Zawsze była ta sama. A kobieta, której życiowa historia połączyła się z twoją, też się nie zmieniła. Przewinęły się też inne zwykłe kobiety oraz prace, które przychodziły i odchodziły, ale warunki które są ci potrzebne do bycia prawdziwym tobą, pełnym pasji i siły, męskim tobą (ze słabościami, które akceptujesz) cały czas pozostają niezmienione. Tylko czynniki środowiska i różnorodność ludzi wokół ciebie się zmieniały.

Tak wielu mężczyzn, w tym ja sam, stawali przed decyzjami i nie podejmowali żadnej akcji. To jak pierwszy skok z wysokiej trampoliny do basenu. Wszedłeś na krawędź, rozglądasz się patrząc na przestrzeń między tobą i wodą. Już prawie skaczesz, ale nagle się powstrzymujesz. Może nawet wykonałeś już skok w połowie i niezręcznie wpadłeś do wody, połykając kilka łyków wody, krztusząc się, bo nie byłeś w pełni zdeterminowany i zaangażowany.

Tak niewielu z was zapewne zatrzymało się żeby rozważyc to, że nie potrzebujemy pozwolenia, faktów, danych, albo jakiegoś rodzaju dowodu sukcesu zanim zdecydujemy się zanurkować w nowy kierunku życia. Nigdy tego nie potrzebowałeś. Twoi rodzice, przyjaciele, media, nauczyciele – tak wielu ludzi którym na tobie zależy lub chcą ci pomóc – nie mogą być tobą i nie mogą być mężczyzną ZA ciebie. Jedyne prawo i odpowiedzialność jaka na tobie spoczywa to bycie mężczyzną.

A to wymaga pełnego zaufania, pewności siebie oraz słuchania swoich „trzewi”. Twoja intuicja i ty macie prawo popełniać błędy i uczyć się na nich.

Jesteś tego wart aby pozwolić swojej intuicji się wzmocnić. Mężczyzna tak postępuje. Mężczyzna czasem robi rzeczy „bo tak.”

ÓSME PRAWO

”Nie odniesiesz sukcesu w Twojej misji bez przyjaciół”

Większość Praw Bycia mężczyzną, które do tej pory przerobiliśmy mówiły o zatwardziałym indywidualizmie. To było niezbędne, ponieważ praca w zespole nigdy nie odniesie sukcesu, jeśli nie nauczysz się być mężczyzną, który potrafi pracować samodzielnie. Innymi słowami, zespół potrzebuje twojej kontrybucji (wkładu pracy), a nie tego żebyś był od niego zależny. Jeśli jesteś całkowicie zależny, nie tylko zaprzepaścisz swoją misję jako mężczyzna, ale również zaprzepaścisz misję całego zespołu.

Żyłem w Kolorado wiele lat, tam gdzie wspinaczka górska to nie tylko sport, ale dla wielu kultura i sposób życia. Jest specyficzny rodzaj koleżeństwa bedąc w spiczaczkowej drużynie, jego członkowie wymieniają sarkastyczne uwagi przed wspinaczką, aby „przetestować” pozostałych. To jest proces testowania w grupie siły charakteru i zdecydowania każdego członka ekipy. Nie chodzi tylko o dobrą zabawę i spędzanie wolnego czasu. To rodzaj oceny odpowiedzialności na śmierć i życie każdego ogniwa łańcucha, każdego członka zespołu.

Wyobraź sobie jak starożytne plemiona radziły sobie w dżungli. Na pewno wielu wojowników polowało w głuszy samotnie, ucząc się jak zdobywać pożywienie, na własną rękę, zapuszczając się na obce terytorium, prawdziwi mężczyźni na indywidualnych misjach. Jednak samotne osiągnięcia przeplatały się z duchem zespołowym, ponieważ nie wszystkie zadania można było wykonać samotnie. Obrona przed innym plemieniem, zebranie jedzenia na zimę lub systematyczny podbój nowego terytorium wymagały wysiłku grupy mężczyzn. Obejrzyj na przykład film Apocalypto.

Dzisiaj, nie chodzimy boso przez dżunglę z innymi wojownikami. Możemy pracować w biurze, jako partnerzy w firmie prawniczej, nauczyciele, księgowi w firmie, odpowiadamy za sprzedaż w sklepie, albo serwujemy jedzenie w restauracji, tworzymy strony internetowe – podsumowując, pracujemy w różnorodnych zawodach. Jednak zasady dotyczące współpracy z innymi mężczyznami w pracy i grupach społecznych pozostały niezmienne. Nazywamy innych mężczyzn przyjaciółmi, a nie wojownikami, a przyjaźń jest zasadą kryjącą się za każdą misją grupową, każdym celem większym niż my sami. Aby ją osiągnąć potrzeba Mężczyzny (Samca) Omega.

W naszych przyjaźniach z innymi mężczyznami, instynktownie czujemy potrzebę ustalenia swojej POZYCJI, a kiedy o nią rywalizujemy, to nie jest to próba podcięcia autorytetu innych mężczyzn, którzy mają tę samą misję – ale rywalizacja w celu ustalenia pozycji, nauczenia się sztuki dowodzenia oraz sprawienia, że każdy z mężczyzn poprzez rywalizację stanie się lepszy [powiększy swoje zdolności itd.]. Prawdziwy mężczyzna rywalizuje nie żeby pokonać innych, ale żeby poprawić kondycje CAŁEGO zespołu, aby osiągnąć cel.

Pierwszą rzeczą jaką musimy się nauczyć, jeśli chodzi o przyjaźń z innymi mężczyznami (lub kobietami) jest działanie emocjonalnej energii. Opisuję zarządzanie emocjonalną energią dokładniej w Systemie Operacyjnym Umysłu – unikanie depresji, niepokoju, zarządzanie gniewem, impulsywność, unikanie strachu, masochizm i samo-sabotaż.
Jeśli kiedykolwiek miałeś jedenz powyższych, albo innego problemu powiązanego z nieumoznością pracy w zespole przyjaciół o podobnych misjach w życiu, to jest to w tym programie.

Istnieje nieprawdopodobna siła w naszej umiejętności liczenia, upraszczania, definiowania i mierzenia niejasnych (ogólnikowych) pojęć psychologicznych w coś praktycznego. Zrobiłem do dla was ponownie w definicji którą stworzyłem, aby opisać słowo PRZYJAŹŃ.

Na następnym poziomie instrukcji którą jest na stronie http://www.doctorpaul.net,
zwanej KWML Mastery Course. Definiuję przyjaźń jako „stałą, wzajemną, dzieloną pozytywną emocję.” Jeśli zastanowisz się czym naprawdę jest przyjaźń, jeśli chodzi o mężczyznę i kobietę, u jej rdzenia znajduje się wzajemny wzrost poczucia własnej wartości w obojgu tych osobach. Czujemy się „dobrze” kiedy spędzamy czas z przyjaciółmi, jesteśmy szczęśliwsi, a zatem wzrasta nasze poczucie własnej wartości, mamy więcej energii, ducha i nastrój do zrobienia więcej w naszej misji. U mężczyzn dochodzi potrzeba ustalenia hierarchii (pozycji) pomiędzy nimi, ale rdzeń przyjaźni jest zbudowany z pozytywnych emocji.

W podstawowym e-kursie KWML oraz zaawansowanym KWML daję ci to co składa się na „e=mc2 psychologii,” czyli podstawową definicję poczucia własnej wartości – składa się ono z dwóch specyficznych typów energii. Możesz się nauczyć je kontrolować poprzez System Operacyjny Umysłu i używać ich do skompletowania twojego zespołu przyjaciół poprzez Zaawansowany kurs KWML. Nie ma innego źródła informacji, które mówi o tym z taką jasnością, a bez tych systemów informacji niemożliwym jest stanie się efektywnym mężczyzną, liderem, i członkiem zespołu który ma osiągnąć sukces w swojej grupowej misji.

Powiedzmy, że osiągnąłeś pewien stopień równoważenia misji z kobietami w swoim życiu i stanąłeś oko w oko z wieloma lękami. Powiedzmy że nauczyłeś się z Programu Mężczyzna Omega każdego szczegółu identyfikacji/rozpoznania odpowiedniej dla ciebie kobiety, przyciągnięcia jej oraz wiesz kiedy zrezygnować z kobiety, która nie jest dla ciebie odpowiednia. Powiedzmy, że nauczyłeś się już szczegółów solidnego charakteru, które zagwarantują twoje przeznaczenie sukcesu w życiu. Pomimo tego, bez względu to jak silny jesteś, albo jak pewnie czujesz się pracując w pojedynkę, natkniesz się w końcu na wyzwanie, które będzie WYMAGAŁO wsparcia zespołu innych mężczyzn.

Jak go zbudujesz?
Wyzwania którym teraz stawiasz czoła i mogą cię powstrzymać przed zbudowaniem i/lub podtrzymywaniem zespołu który cię wesprze, co jest ósmą pułapką:

„Będziesz czuć pokusę, aby samemu ustalić sobie swoją rangę w grupie, kosztem realizacji misji twojego zespołu.”

Gdzieś po drodze na ścieżce do osiągnięcia twoich nagród będziesz musiał się zmierzyć z etycznymi pytaniami. Czy wybieram WŁASNĄ korzyść? Czy wybieram korzyść INNYCH? Takie pytania nie powstałyby gdybyś był całkowicie SAM. Kiedy jesteś sam w dżungli polując, nie pojawiają się żadne etyczne pytania. Dopiero w świecie innych wykuwa się nasza etyka, nasze umiejętności granicy, nasze decyzje, które są ważne ponieważ dotykają one nie tylko NAS, ale też INNYCH – w tym kobietę którą kochamy i przyjaciół, którzy są naszymi sprzymierzeńcami.

Jak więc wybierać?

Często przytaczam przykład mowy, którą słyszymy od stewardess lub stewardów na początku naszej podróży samolotem, ponieważ wyruszenie w świat jest bardziej podobne do lotu niż spaceru. Kiedy mówią do Ciebie, słyszysz: „jeśli wlączy się światło alarmowe i maski tlenowe opadną z luków, nałóżcie je najpierw na SWOJĄ twarz, zanim pomożecie innym, a nawet przed swoimi dziećmi.”

Dlaczego?

Ponieważ byłoby lekkomyślne i głupie próbowanie pomóc przetrwać innym z twojego „zespołu,” jeśli sam skończyłbyś nieprzytomny. Tak więc twoją zasadą bycia mężczyzną jest pomóc najpierw SOBIE, POTEM innym dlatego, że twój zespół i społeczność i ich przetrwanie zależy od twojego przetrwania.

Zbyt mało mężczyzn jest tego świadomych, ponieważ byli wychowani w kulturze bezmyślnego poświecenia dla innych. Prawdziwy mężczyzna wie, że o wiele bardziej wspaniałomyślne jest wzmocnienie SIEBIE zanim bezmyslnie zaczniemy asystować innym z samo osłabianiem siebie. Także ci z nas, którzy są zwolennikami „chłopięcej psychologii” mają zwyczaj zadowalania innych jako sposób na zyskanie ich aprobaty i miłości. Kiedy dorastamy, ten sposób już nie działa. Wręcz przeciwnie – przynosi pogardę i brak szacunku od innych i w rzeczywistości jest formą tchórzostwa.

Żeby zbudować wokół siebie zespół współpracowników, najpierw będziesz musiał dowiedzieć się wystarczająco dużo o sobie, twoich gustach i preferencjach – przeczytasz o tym w Systemie Operacyjnym Umysłu – o twojej tożsamości jako mężczyzna i poprzez to zdasz sobie w pełni sprawę ze swojej misji, co pozwoli ci na dobranie sprzymieżeńców wśród innych mężczyzn.

Twoi współpracownicy muszą mieć ten sam umysł albo twoje sojusze nie wypalą, a tym samym, jak możesz dowiedzieć się z zaawansowanego programu KWML, ci inni mężczyźni powinni być równowagą CZTERECH TYPÓW OSOBOWOŚCI. TO jest idealny zespół.

Wśród nich odkryjesz „najlepszych przyjaciół”. Będą oni zawsze mieli podobne MISJE do ciebie, ale PRZECIWNE STYLE OSOBOWOŚCI (wg systemu KWML).

Autor Napoleon Hill opisał kiedyś siłę/moc którą nazwał „Grupą Mistrzowskich Umysłów (Mastermind Group)”. Przypomina ona rodzaj męskiej drużyny, którą mam na myśli i składa się z grupy mężczyzn, którzy pomagają sobie nawzajem w osiągnięciu wspólnego celu, który staje się ich wspólną misją.

Jednak trzeba też wiedzieć KOGO wybrać do swojej drużyny i kolejna kwestia – JAK zacząć kompletować twój zespół.

Twoja ścieżka do tego JAK zdobyć przyjaciół na swojej drodze zaczyna się od ósmej umiejętności bycia mężczyzną:

„Aby zdobyć przyjaciół, oferuj pozytywne emocje tak często jak to możliwe”

To wydaje się proste, jednak gwarantuję ci, że przez większość czasu o tym zapominasz. Kiedy tracisz swój spokój, wybuchasz gniewem lub cofasz się od działania z powodu strachu, nadajesz wyraźną wiadomość megafonem do wszystkich wokoło ciebie: „Nie jestem dobrym przyjacielem!”

Przyjaźń jest naukowo zdefiniowana w moim systemie jako „trwała, wzajemna, dzielona wspólnie pozytywna emocja.” Kiedy jesteś rozzłoszczony i nie rozwiązałeś własnych problemów, jesteśmy przerażeni lub sfrustrowani, łatwo się denerwujemy i nie możemy podjąć żadnej decyzji – tak jak w przypadku skoku na trampolinie gdy nie jesteśmy pewni czy chcemy go wykonać – wysyła to osobom wokoło wiadomość, że nie można na tobie polegać gdy misja grupy jest zagrożona.

Jeśli chcesz w pełni poczuć się mężczyzną, będziesz musiał odkryć swoją pozycję jako mężczyzna – bez różnicy czy czeka cię długa wspinaczka po drabinie sukcesu czy już jesteś na jej wysokim szczeblu. Jednak jeśli ustalanie twojej pozycji stanie się twoją misją – zarabianie pieniędzy, nabycie lepszego samochodu, poznanie piękniejszych kobiet, albo innych rzeczy materialnych, które tylko stwarzają pozory, że jesteś prawdziwym mężczyzną – wtedy PONIESIESZ KLĘSKĘ i nie zrealizujesz twojej prawdziwej misji o której jeszcze nie masz pojęcia. Dlaczego? Ponieważ twój zespół cię opuści. Nic nie ma dla NICH.

Poczują twoją NEGATYWNE emocje i tym bardziej wyczują, że chcesz ich pozbawić ich pozycji, wspiąć się po nich na drodze. A poza tym stajesz się ZAGROŻENIEM dla ich misji.

Nawet sobie nie wyobrażasz ile razy mężczyźni, których nawet nie znałem podchodzili do mnie i proponowali mi „wspólne partnerstwo w interesach”, które bez wątpienia miałoby przynieść korzyści tylko IM, albo pytali o to czy mógłbym ich zapoznać z moim agentem, albo znanymi przyjaciółmi. To absurd. Nie uderzam ich z oburzeniem w twarz, ale kręcę głową z niedowierzeniem na ich brak finezji i dyplomacji. Oczywiście jest dla mnie jasne, że nie są oni nawet odrobinę moimi „przyjaciółmi”, ani nie są zdolni do dojrzałej i męskiej przyjaźni.

Jedyną niezbędną rzecza, aby zyskać sojuszników, zespół, i osiągnąć gwarantowany sukces, którego nie udałoby się nam osiągnąć samotnie, jest umiejętność uszczęśliwiania ludzi. To jest przyjaźń.

DZIĘWIĄTE PRAWO

„Pamiętaj o kolejnym pokoleniu, albo ryzykujesz klęskę swojej misji”

Nauczyłeś się już jak zawierać przyjaźnie, tworzyć zespół – masz już wszystko czego potrzebujesz, aby osiągnąć cel twojej podróży. Ale nie powiedzieliśmy za wiele o tym co to jest!

Czy zdefiniowałeś swoją misję?
Jak wyobrażasz sobie jej wypełnienie?

Czy chciałbyś być fotografem, dziennikarzem, lekarzem, prawnikiem, pilotem czy nauczycielem? Jak będzie wyglądało twoje życie za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat? Czy jako twoją nagrodę wyobrażasz sobie Pulitzera, Oskara, milion dolarów, 50 milionów, czy seks z aktorką z pierwszych stron?

Wszystkie te rzeczy jako nagrody, sa tylko miarą twojej pozycji jako mężczyzny i ŻADNA z nich nie jest PRAWDZIWĄ nagrodą w twojej misji życiowej. Mogą być one efektami ubocznymi, ale nie nagrodą. Tak wielu młodych ludzi mówi mi, że chcą wygrać to lub tamto, pokonać tego faceta lub jakiegoś wroga z którym rywalizują. Chcą się przespać z kobietą, która jest „dziesiątką” w ich 10-stopniowej skali piękna i liczyć miliony zdobyte bez wysiłku. Niektóre z tych rzeczy łatwo osiągnąć, ale nie dają one wcale satysfakcji.

Jeśli wrócimy do dramatu 300 wojowników, którzy walczyli pod Termopilami, walczących przeciwko 500 tys. armii perskiego króla Kserksesa, zauważymy coś bardzo ważnego w byciu mężczyzną. Jeśli prześledzimy dokumentację dotyczącą tej bitwy zauważymy, że bitwa której w owym czasie nie dało się wygrać doprowadziła do zjednoczenia wszystkich miast greckich i utworzenia pierwszej światowej demokracji. Można wręcz stwierdzić, że wszystkie przywileje jakimi cieszymy się dzisiaj w wolnych społeczeństwach są rezultatem walki tych 300 Spartan.

Kiedy inni wojownicy opuszczali tą drużynę i wracali do domów do ich rodzin, pytali dlaczego u licha 300 jest tak „lekkomyślnych”, aby stawać do walki z wrogiem którego nie można pokonać. Ich odpowiedź brzmiała: „To oferuje dobrą śmierć.”

Czym jest „dobra śmierć” ?

Widzisz, ci mężczyźni mieli intuicję co do tego co poświęcają oraz co ich wysiłek będzie znaczył dla świata.

Mówiliśmy o różnych rodzajach cech dotyczących dobrego ŻYCIA mężczyzny, ale co z znaczeniem śmierci. W młodości czuliśmy strach przed śmiercią w trudnych momentach – zerwania, utraty pracy, oraz w sytuacjach wyzwań, które przerażały nas do tego stopnia, że nie byliśmy w stanie na nie patrzeć. To wszystko były nasze pierwsze inicjacje w męskość. Ale co z PRAWDZIWYM końcem? Prawdziwą śmiercią?

Wiele badań dotyczących psychologii śmierci i umierania pokazało, że są dwa rodzaje ludzi: ci, którzy są pełni strachu, żalu i zgorzkniali w momencie śmierci, oraz ci którzy ją spokojnie akceptują, myśląc: „Moja misja jest zakończona. Zrobiłem co miałem do zrobienia.”

Opisuję bardzo dokładnie w moim Systemie Operacyjnym Umysłu tą ostatnią grupę jako tych którzy znaleźli “trwałe spełnienie” w życiu. Osiągnęli trwałe szczęście, sukces i wolność bycia sobą. Ale jest jeszcze But there is another subtle distinction for men and men only

Kobiety mają potrzebę stworzenia czegoś w swoim życiu – głównie posiadania dzieci. Ale mężczyźni – bez względu na to czy mają dzieci czy nie – bez wyjątku muszą RÓWNIEŻ osiągnąć nagrodę spełnienia swojej misji życiowej. W innym wypadku całe znaczenie ich życia jako mężczyzny zostało stracone.

To jest to o czym tych 300 Spartan mówiło o „godnej śmierci”. Dobra śmierć to taka w której przekazujemy następnemu pokoleniu DZIEDZICTWO, dar dla następnego pokolenia bez różnicy czy mamy przez to na myśli nasze dzieci czy ogólnie społeczeństwo. Widzisz, Nagroda Nobla czy Oskar może pokazać twoją pozycję/rangę innym mężczyznom, ale nie robią NICZEGO dla następnego pokolenia. Są tylko EFEKTEM UBOCZNYM twojego dziedzictwa, które to jest kontrybucją dla kolejnego pokolenia.

Na ścieżce do pewnej śmierci, 300 wojowników Spartańskich było błaganych przez swoje żony, aby zrezygnować z walki która byłaby pewnym samobójstwem. „Pomyślcie o dzieciach” – mówiły – „One was potrzebują.” Te prośby i błagania były kuszące, okropne i zjadały ich dusze. W duchu niektórzy z nich zapewne płakali na myśl o stracie miłości którą tyle lat budowali na myśl, że nigdy nie dotkną już swoich kobiet, ani nie wezmą w ramiona swoich dzieci. Ale wiedzieli oni także, że bez postawienia swojej męskości na pierwszym planie, spotka ich klęska – i to nie tylko ich, nie tylko ich rodziny, ale także tysiące lat społeczeństwa.

Tych 300 Spartan wiedziało, że jest JEDNA rzecz wbudowana w duszę mężczyzny, ważniejsza niż przeżycie kolejnego dnia walcząc lub zadowolenia kobiety. Męskość z definicji zakłada, że dążymy do osiągnięcia misji nawet kosztem naszego życia. Aktor Russel Crowe w filmie „Gladiator” powiedział:
„To co robimy w naszym życiu, odbija się echem w wieczności.”
To jest ścieżka mężczyzny do nieśmiertelności. W jego dzieciach i jego heroicznych darach dla świata.

Nigdy nie osiągniesz tego spełnienia, radości z bycia mężczyzną, jeśli wpadniesz w dziewiątą pułapkę:

„Będziesz czuć pokusę, żeby zrezygnować ze swojej misji, gdy w zamian będziesz mógł zyskać aprobatę kobiety lub własne samo-zadowolenie w postaci lepszej pozycji wśród mężczyzn.”

Tak jak większość ludzi, uwielbiam film „To Wspaniałe Życie” z Jamesem Stewartem. Świąteczny klasyk, który zawsze napełnia mnie ciepłymi uczuciami w środku. Jednak pewnego razu zauważyłem braki męskości w podejmowaniu decyzji przez postać George’a Bailey’a (Jamesa Stewarta) i NIE wyjście do świata, aby stać się architektem, którym od zawsze chciał być. Musiał wybrać pomiędzy poślubieniem Mary (graną przez Donnę Reed) LUB zrealizowaniem swojej misji jako mężczyzna i w momencie decyzji: „mam zostać czy wyruszyć w drogę?”, George zetknął się z dziewiątą pułapką i według mnie, już na początku historii poniósł klęskę. To było też przyczyną tego, że prawie popełnił samobójstwo – jego męskość, jego pasja życiowa wyciekły z niego, dlatego kusiło go, by złamać siódme prawo bycia mężczyzną – „nigdy się nie poddawaj.”

Męskość George’a Bailey’a ucierpiała z powodu wstydu spowodowanego tym, że jego brat pojechał na wojnę i wrócił z honorami, podczas gdy on został w domu, aby być mężem. Możesz poczuć jego ból. Jednak kiedy uczy się on wartości przyjaźni, współczesny widz zastanawia się: „Dlaczego nie pojechał on z Mary do Nowego Jorku, aby zostać architektem i ją poślubić?”

Nie chcę żebyś poddał się iluzji, że KIEDYKOLWIEK będziesz musiał wybierać miedzy kobietą i misją. Nie możesz być mężczyzną bez obojga. Jeśli zabraknie ci jednego lub drugiego, to rozedrze twoje równanie męskości i sprawi, że nie będziesz mógł przekazać swojego dziedzictwa następnemu pokoleniu. To dziedzictwo nie jest niczym samolubnym, ani czymś co ignoruje kobietę, którą kochasz. To jest coś czego ona również instynktownie chce, jeśli jest odpowiednią kobietą dla ciebie.

Decyzja udania się do Nowego Jorku, aby zostać architektem nie byłaby ZABÓJCZA. To nie byłaby walka w bitwie nie do wygrania. To po prostu przeprowadzka do Nowego Jorku. Możesz się przeprowadzić Z POWROTEM, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale nigdy, przenigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń i misji. Zbyt wielu z nas zbyt łatwo daje się przekonać, że najważniejsze decyzje dotyczą kariery, mieszkania, małżeństwa, dzieci. Wcale nie.

Kiedyś starszy chirurg powiedział mi że „Nie chodzi o to co robisz. Liczy się to co zrobisz POTEM.” W chirurgii błędy są popełnianie cały czas, ponieważ chirurdzy to ludzie. Jednak mają oni też do swojej dyspozycji różne narzędzia, aby zmieniać, naprawiać i poprawiać błędy w danym momencie. Na końcu misja jest zrealizowana, bezpiecznie i efektywnie – a małe błędy popełnione w trakcie nie mają znaczenia, ani nie przynoszą żadnej szkody. ZAWSZE jest rozwiązanie dla KAŻDEGO problemu, jeśli tylko nie stosujemy półśrodków lub nie jesteśmy rozproszeni przez tych którzy mówią, że czegoś NIE MOŻESZ/NIE DASZ RADY lub PROSZĄ CIĘ BYŚ TEGO NIE ROBIŁ. Nawet w obliczu śmierci, zawsze będzie kolejny dzień na rozwiązanie problemów. Realizuj swoją misję z odwagą i weź ze sobą odpowiednią kobietę. Nigdy nie zdradź siebie przez stanie się ofiarą Dziewiątej Pułapki.

W filmie Stephena Kinga i Franka Darabonta „Mgła” bohater – ojciec jest przekonany, że koniec już się zbliża i to, że za chwilę jego, jego syna i przyjaciół pożrą go potwory. Nie wie jednak, że oddziały ratunkowe są już w drodze, prawie na miejscu. W najbardziej niepokojącym momencie filmu, ojciec wyjmuje strzelbę i strzela do swojego syna, przyjaciół, a dla niego braknie kuli. W tym momencie pojawia się oddział ratunkowy i zabija potwory. Jeśli ojciec nie poddał by się w realizowaniu swojej misji w stosunku do syna, przekazania mu dziedzictwa jego długiego życia i jego skorzystania z ojcowskiej porady oraz mądrości i TYLKO śmierci pozwolić na zabranie go kiedy ONA tak zdecyduje. Miałby wtedy dziedzictwo do przekazania i byłby prawdziwym mężczyzną.

Zamiast szukać dla siebie nagród i być rozproszonym przez błaganie, opinie, życzenia i pragnienia innych, musisz doskonalić Dziewiątą Umiejętność Bycia mężczyzną, jeśli chcesz dotrzeć do nagrody jaką jest dawanie kolejnemu pokoleniu:

„Nie PRZYMUJ nagród. Jako swoją misję przyjmij obdarowywanie innych i bądź gotowy ZAAKCEPTOWAĆ nagrody, które za to otrzymasz.”

Jako chłopiec poprzez dawanie innym, łatwo dawałeś się wykorzystywać innym przez twoją potrzebę akceptacji. W poszukiwaniu pozycji wśród mężczyzn także przyjmowałeś pozycję biorcy, nawet jeśli nie zdawałeś sobie z tego sprawy. Ale kiedy osiągniesz już ten rodzaj dojrzałości, tajemnicy, odwagi, samo-doskonalenia, przyjaźni oraz umiejętności przyciągania kobiet, którego chcę cię nauczyć w moich kursach będziesz na tyle silny, by dawać i otrzymywać nagrody. W tym momencie życia nauczysz się, że tylko ty możesz zdefiniować siebie jako mężczyznę, ale tylko społeczeństwo może dać ci laury jako mężczyźnie, który wypełnił swoją misję.

Nauczyliśmy się już, że wybierając odpowiednią kobietę, musisz ją do siebie przyciągnąć, zlustrować od stóp do głów – czy jest odpowiednia, abyś spędził z nią życie, i zatrzymać ją przy sobie, według wytycznych z Programu Mężczyzna Omega: Totalna Dominacja w Randkowaniu. Jednak niektórzy mężczyźni nie zdają sobie sprawy, że aby znaleźć odpowiednią kobietę, odpowiedni zespół przyjaciół, odpowiednią misję – musisz być wystarczająco silny.

Zapytaj siebie czy kobieta o której MYŚLISZ, że cię wspiera jest z tobą dlatego, że jest silna i wybrała cię z własnej woli czy też dlatego, że jest słaba i cię potrzebuje. Zapytaj siebie czy TY jesteś z nią z własnej woli, ponieważ jesteś silny czy dlatego, że jesteś słaby i zależny od niej. Ludzie, którzy są z nami z powodu własnej słabości na pewno nas zawiodą w godzinie próby.

Z pozycji siły odkryjesz, że łatwiej jest dawać ludziom, przyjaciołom i twojej kobiecie, zamiast kurczowo się ich trzymać, próbować uzyskać pozycje, lojalność lub publicznego poklasku i nie mieć nic do ofiarowania w zamian.

Tak więc nie dawaj innym z pozycji słabości. Nałóż maskę tlenową najpierw na SWOJĄ twarz. Dawaj innym będąc silnym, a odkryjesz, że poprzez to zrealizujesz swoją męską misję. A któregoś dnia, kiedy ONA przyjdzie po CIEBIE, umrzesz „dobrą śmiercią”, nie zgorzkniały, pełen strachu, żałosny lub urażony. I nie będziesz sam w momencie śmierci.

DZIESIĄTE PRAWO

„Wolność to twój klucz, potęga (siła), i twoje pierworództwo jako mężczyzny”

Zaczęliśmy naszą podróż przez te prawa zaczynając od zamieszania, strachu, samotności i bólu. Potrzebujemy zakończyć nasze ostatnie prawo, opisującym jednoczącą siłę kryjącą się za męskością. To co się działa pod dwoma częściami równania męskości – pod naszą umiejętnością przyciągania i zatrzymywania odpowiedniej kobiety w naszym życiu oraz pod odkryciem misji i jej dziedzictwa dla społeczności – jest to męski sens WOLNOŚCI.

Jeśli byłeś w dołku, nie mogąc znieść swojej pracy, ponieważ ona cię unieszczęśliwiała.
Wolność była odpowiedzią.

Jeśli miałeś dziwne przeczucia co do kobiety z którą byłeś w związku, np. że może cię zdradzać lub wkrótce cię zostawi albo, że coś innego ostatecznie nie wypali w waszym związku.
Wolność była odpowiedzią.

Jeśli bałeś się, że twoje życie może nie mieć znaczenia lub nie przybliżasz się do realizacji swoich celów albo, że COFASZ się w swoim życiu, zamiast iść do przodu.
Wolność była odpowiedzią.

Niekoniecznie chodzi o wolność w sensie zerwania z kobietą po drobnej kłótni, lub zrezygnowania z pracy ponieważ w tym momencie ci nie odpowiada.

Mówię o wewnętrznej wolności podejmowania decyzji, przestrzeni osobistej i opiece nad sobą w postaci dbania najpierw o siebie, stawiania siebie przed kobietą, pracą, czy propagandą mówiącą o tym jak być ”dobrym mężczyzną” (tłumaczenie: „dobrym chłopczykiem”, który jest posłuszny tym, którzy chcą go użyć w SWOJEJ misji).

To wolności myśli, uczuć i etycznego postępowania – podstawa współczesnej cywilizacji i fundamenty zachodnich demokracji. W Systemie Operacyjnym Umysłu opisuję jak biologowie „zdefiniowali życie” – według nich żywa rzecz jest „drażliwa” i z tego powodu PODEJMUJE DECYZJE. Im mniej decyzji podejmujesz, tym jesteś „mniej żywy” i odwrotnie – im więcej decyzji podejmujesz, tym „bardziej żywy” jesteś. Spróbuj. Bądź pasywny przez tydzień i zobacz jak „żywo” będziesz się czuć. To będzie nudne. Ale w następnym tygodniu bądź aktywny – podejmij wszystkie decyzje jakie są dla ciebie ważne. Poczujesz się bardziej „żywy”, nawet jeśli popełnisz jakieś błędy.

Podczas gdy S.O. Umysłu leży na ścieżce charakteru dla wszystkich ludzi – mężczyzn i kobiet – nasz podstawowy warunek bycia żywym jako ludzie zakłada, że mamy wolną wolę w podejmowaniu decyzji. Innymi słowy, poprzez nasze pierworództwo mamy prawo, nie przywilej, ale prawo do podejmowania decyzji. A jednak wiele kobiet i mężczyzn oddaje to prawo innym.

Co więcej, w męskiej psychologii bycia mężczyzną jest dodatkowa cecha bycia żywym, która także zakorzeniona jest w wolności. Wszystkie cechy męskości jakie omówiliśmy są połączone przez tą jedną cechę, która jednocześnie leży u podstaw oraz kryje się za nimi wszystkimi – czyli potrzeba WOLNOŚCI.
Czy chodzi o wolność myśli, wolność opinii, wolność wypowiedzi, wolność odczuwania tego co czujemy, wolność etycznego działania, wolność podążania za swoją misją, czy też wolność posiadania prywatności i przestrzeni osobistej. Omawiam użycie jako mężczyzna w produktach Męska Dojrzała Siła(Mature Masculine Power).

Istnieje równanie pod równaniem, czy mówimy o kobietach, twojej misji lub obojgu: im więcej wolności posiadasz, tym bardziej męski się CZUJESZ, tym więcej PASJI masz w swoim życiu, tym większe odnosisz sukcesy i jesteś bardziej seksualnie pociągający dla kobiet.

Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się czy kobieta cię zdradza, miałeś zapewne chłopięcy impuls, żeby pilniej ją obserwować, jak chłopczyk obserwuje matkę. Ale mężczyzna w takim momencie potrzebuje dać sobie WIĘCEJ wolności, a nie mniej. Kobieta, która cię zdradza szybciej cię zostawi i szybciej UWOLNI twój czas i zasoby. A kobieta, która jest ci oddana pobiegnie za tobą, porzucając jakiekolwiek fantazje o odejściu.

Kiedykolwiek czujesz, że praca jest dla ciebie nieodpowiednia, nie musisz kulić się w strachu, że szef wykryje twoją niepewność i cię zwolni. Właściwie im bardziej niepewny jesteś, tym gorszym jesteś przyjacielem, a nawet szefowie potrzebują poczuć dobrą energię od swoich pracowników. MOŻE on cię zwolnić jeśli będziesz się tak dalej zachowywać. Zamiast tego wykorzystaj swoją wolność do szukania lepszej pracy, szef może o tym nie wiedzieć. Poczuj dobrą energię pewności siebie wynikającą z twoich innych opcji, która będzie z ciebie promieniować. Poczuje on więcej przyjaźni i ironicznie, tym bardziej będzie chciał żebyś został w firmie niż kiedykolwiek wcześniej. Będzie stawał na rzęsach, żeby cię zadowolić.

TY jesteś tym, który daje ci pozwolenie jako prawdziwemu mężczyźnie na bycie wolnym. Na podejmowanie decyzji. Nie zależy to od innej osoby, mężczyzny, przyjaciela, pracodawcy, kobiety, ani nawet od twojego ojca. Twoje życie jest Twoje.

Po wszystkich naciskach i wyzwaniach życia, po pułapkach i lekcjach których się nauczyłeś, umiejętnościach przez ciebie nabytych, będzie cię kusić ostatnia pułapka. Brzmi ona:

“Doświadczysz ambiwalentnego (dwuznacznego) czasu, kiedy nie będziesz w stanie podjąć wyraźnej decyzji, nie będziesz mieć żadnego przeczucia i poczujesz pokusę pozostania na ‘ziemi niczyjej’.”

Być może prowadziłeś dobre życie i nie dbałeś o politykę, głód na świecie lub cierpienie które ma miejsce daleko od twojego domu. Masz dziedzictwo i osiągnąłeś już zaszczyty i honory, masz u boku wspaniałą kobietę i rodzinę, dzieci którymi się zajmujesz. Poczujesz pokusę spoczęcia na laurach i NIE SYMPATYZOWANIA z trudnościami świata, które NIE SĄ TWOJE.

Nie są.

Ale jesteś prawdziwym mężczyzną w świecie i masz wybór ZDECYDOWANIA, że ci zależy, nawet jeśli masz wszystko czego ci trzeba i nawet jeśli na innych spoczywa odpowiedzialność za plagi, które spadają na nasz świat.
Ambiwalencja jest trudna – nie ma gut żadnych instynktów/przeczuć, nie czujesz moralnego imperatywu. Już sprawiłeś, że świat jest lepszym miejscem. Jednak jest stadium męskiego rozwoju, które mogą osiągać nawet gwiazdy biznesu, nauki i sztuki – FILANTROPIĘ. To jest opcja zrobienia czegoś po tym jak zabezpieczyłeś swoje dziedzictwo dla swoich dzieci i społeczności. Okazja dawania nie tylko własnemu następnemu pokoleniu, ale też innych którym nic nie jesteś winien, już teraz, dziś, w SWOJEMU własnemu pokoleniu i innych które nie pochodzą z twojego rodu. Jako Mężczyzna Omega nie obdarowujesz innych jak głupiec z pozycji słabości, aby zyskać aprobatę, ale jako mężczyzna, który już wypełnił swoją życiową misję.

Ten etap bycia mężczyzną nie finalizuje twojej misji, ale misję wszystkich mężczyzn, której główną zasadą jest możliwość wyboru między działaniem, a nie działaniem, stanie się liderem lub nie, a kiedy twój związek z kobietą upada, może nie chodzić o to że ona jest nieodpowiednią kobietą dla ciebie, ale to że nie PROWADZISZ.
Kiedy praca wygląda jak najgorsza rzecz przez którą przeszedłeś możliwe, że to nie decyzja twojego szefa lub kolegi, ale po prostu to , że nie przewodzisz.

Kiedy przekazałeś już swoje dary, swoje dziedzictwo i zostałeś za to nagrodzony, zyskałeś uznanie, nie oczekuje się od ciebie niczego więcej. Ale jeśli mimo to jesteś na to gotowy, jesteś więcej niż prawdziwym mężczyzną. To sprawia, że jesteś mężczyzną wśród mężczyzn i liderem.

Jeśli spojrzysz na swoje życie wstecz, 10,20 lat od teraz i pomyślisz o tym, jak bałeś się podejść do kobiety i zagadać, albo pójść nową ścieżką kariery, albo bałeś się, że okażesz się „niewystarczającym” do wypełnienia misji o zrealizowaniu której marzyłeś, zrozumiesz, że cały czas podejmować WYBORY – czy to odwagi, ciszy, przejścia, rezygnacji, czy też innego obrania nowego kierunku życia i nowej ścieżki.

Każdy moment w twoim życiu jest „nowy”, tak jak kierunek w którym on cię prowadzi.

Ostatnia umiejętność jakiej nauczyłem się od mojego mentora dawno temu brzmi:
„Kiedy usiądziesz w miejscu ambiwalencji, nie czując nic, nie czujesz potrzeby, ani logicznej konkluzji, lepiej jest DZIAŁAĆ, niż nie robić nic. JAKAKOLWIEK decyzja jest lepsza niż jej brak.”

To jest bycie żywym.

Możesz nie dbać o politykę, sprawy socjalne, biednych, sztukę, rozrywkę, kulturę lub naukę. Ale żyjesz w tym świecie i jako mężczyzna musisz działać.

Kiedy odkryjesz, że nie wiesz co robić lub nic nie czujesz, nie masz zdania, czas na DECYZJE, ponieważ dopóki nie umrzesz, nadal żyjesz. A bycie żywym oznacza wolną wole do podejmowania decyzji.

KAŻDA DECYZJA JEST LEPSZA NIŻ JEJ BRAK i każda opinia jest lepsza niż jej brak. Mówi się, że najbardziej niebezpieczny nie jest mężczyzna który walczy, lecz ten który nic nie robi.

Za każdym razem gdy czujesz się niepewnie tak jak tylko mężczyzna może się czuć, czy to w dramatycznej kłótni z przyjacielem, szefem lub twoją kobietą, czy też w ciszy nie odczuwania tego, że jesteś na dobrej ścieżce, jest to spowodowane przez odpływ twojej męskości, która nie wyczuwa WOLNOŚCI.

To co powinieneś wiedzieć to, że wolność wyboru, działania i wzrastania do bycia mężczyzną jakim miałeś się stać były w tobie od początku. TY jesteś tym, który daje ci pozwolenie na to żeby czuć, myśleć, wybierać, działać i BYĆ.

Używaj tego prawa i tej siły, zawsze.

Jeśli już doświadczyłeś tego darmowego daru wiedz, że jest o wiele więcej do nauczenia się o życiu niż sobie wyobrażasz.

Powiedzieliśmy o podstawach bycia mężczyzną. Ale są też inne programy, które sięgają znacznie głębiej do zrozumienia czym jest bycie mężczyzną, nie tylko wewnątrz, ale też mówiące o tym jak się zachować w sytuacjach z kobietami i jak realizować twoją misję NA ZEWNĄTRZ.

Są następne kroki dla ciebie. Zacząłeś edukacją czytając materiały o tym jak funkcjonuje umysł, ale teraz przyszedł czas na zdobycie DOŚWIADCZENIA odnośnie tego co się nauczyłeś. Te kwestie znajdziesz na naszej stronie internetowej nie tylko w formacie pisanym, ale i na płytach CD i DVD, które POKAŻĄ ci jak przyciągać kobietę oraz jak tworzyć własną drogę w świecie.

Jest to dla mnie zaszczyt, że mogłem Ci służyć.

10 Praw bycia mężczyzną – Paul Dobransky

The 10 Laws of Being a Man
Tłumaczenie: Żaneta Tyborowska
Korekta: BladyMamut

 

Wstęp

Dawno temu zdałem sobie sprawę, że bycie mężczyzną to nie coś co nastąpi gdy będę bezczynnie na to czekać. Jako chłopiec myślałem, że jeśli będę ciężko pracować w trakcie studiów – potem czekać – wszystkie nagrody którymi cieszyli się moi filmowi bohaterowie których oglądałem, po prostu do mnie same przyjdą. Że odpowiedzialność, honor, pieniądze, miłość i uznanie zostaną mi ot tak przyznane. Poza tym, tak wielu mężczyzn miało te rzeczy i musiały się one skądś wziąć. Niestety, nie ma szkolnego podręcznika, nauczyciela czy nawet gazety albo programu telewizyjnego który pomógłby mężczyznom właściwie nauczyć się dokładnych kroków do zrealizowania tego celu w swoim życiu. Przez minione czterdzieści do pięćdziesięciu lat było mnóstwo rzeczników kobiet i wiecznie niebosiężna lista źródeł edukacji jak być kobietą sukcesu. Ale nic dla mężczyzn.

Cóż, jest coś co musisz o mnie wiedzieć właśnie teraz. Jestem na przegranej pozycji. Z niej zaczęło się moje życie i musiałem przezwyciężyć dziedzictwo bez straty poczucia swojej tożsamości w tym procesie. Nigdy, przenigdy, przenigdy nie chcę spotkać innego mężczyzny, który nie posiada dostępu do porad i instrukcji sedna sprawy oraz uniwersalnych umiejętności wymaganych do życia jako dobrze prosperujący, spełniony mężczyzna. Taki z całą odpowiedzialnością, honorem, bogactwem, miłością i uznaniem, które są jego wrodzonym prawem. Podczas gdy jest wiele opinii i mówców, którzy chcieliby zdefiniować jak to jest być mężczyzną – niektórzy stawiają siebie jako ważniejszych i potężniejszych niż inni i niektórzy łagodzą w ten sposób swoje własne lęki w tym chaotycznym świecie – żadne z tych nie jest moim celem. Po prostu chcę by każdy mężczyzna z zaciekawieniem i interesem w rozwinięcie swego całego potencjału – miał każdą możliwość na osiągnięcie życia jakiego zawsze pragnął. By robił to nie za przyzwoleniem innych ale dlatego że odkrył w sobie pragnienie by to zrobić- by dorosnąć by stać się kimś kogo zna w ciszy swych najgorszych chwil, MOŻE taki kiedyś być. Ten moment do osiągnięcia jest dużo bliżej niż sobie kiedykolwiek wyobrażałeś. Widzisz, materiały, kursy i właściwie cały program nauczania dla mężczyzn do przestudiowania, doświadczenie i praktyka są dostępne na http://www.doctorpaul.net i jest to rodzaj doradztwa, którego zgromadzenie zajęło mi dwa lata. Stosowanie tych materiałów może W TEJ CHWILI zmienić twoje życie.
Dlaczego?
Nie jest to oparte na mojej lub czyjejś opinii. To by po prostu działało dla mnie lub dla ”nich”, we właściwym miejscu, o właściwej porze, na określonych warunkach, które przypadkowo zapewniają krótki okres bogactwa czy miłości, honoru lub uznania. Nie, to jest nauka i jedyna nauka, która może dać Ci DOKŁADNIE to czego szukasz w JAKIEJKOLWIEK KAŻDEJ sytuacji, wyzwanie lub okazja jako mężczyźnie, tu, tam i gdziekolwiek na świecie, w jakiejkolwiek kulturze, w każdym momencie w historii. Zebrałem wszystko czego się nauczyłem, czego doświadczyłem, co zbadałem, przetestowałem i połączyłem z istniejącą literaturą naukową na temat męskiej psychologii i zamieniłem to w zestaw PRAW(reguł), które odnoszą się do wszystkich mężczyzn, wszędzie i wiążą się z dogłębniejszą instrukcją dostępną na http://www.doctorpaul.net
W końcu w najprostszy sposób odkryjesz że bycie mężczyzną dotyczy charakteru, który pozwoli znaleźć misję w twoim życiu którą będziesz bez wahania wypełniać oraz umiejętności by stale utrzymywać satysfakcjonujące, cenne i namiętne związki z kobietami.

PIERWSZE PRAWO

”Wiedz, że we wszystkim co robisz, musisz równoważyć wartość tego we wspieraniu twojej MISJI jako mężczyzny z wartością budowania satysfakcjonującej więzi z KOBIETĄ.”

Teraz nadszedł czas. Unieśmy zasłonę znad wszystkich tajemnic psychologii. To niewidzialna siła, bezbarwna, nieważka i nigdy w błędzie- wszystko co dzieje się w umyśle, dzieje się z jakiegoś powodu. Nawet jeśli nie może to być zważone czy też zmierzone to najprawdziwsza i najpotężniejsza siła która istnieje. Potężniejsza niż energia nuklearna, ponieważ to ona wynalazła użycie tej energii. Potężniejsza niż siła wojny, choroby lub nieuczciwości, ponieważ może wynaleźć rozwiązanie do każdej z nich. To podstawa tego, czego nauczam. Dlatego gdy odkryjesz że psychologia może być ustanowiona jako prosty zestaw diagramów, tak jak w moim kursie System Operacyjny Umysłu, odkryjesz, że nie ma NICZEGO czego nie można rozwiązać. Można dosłownie zobaczyć i problem i jego rozwiązanie znajdujące się dokładnie przed tobą. Istnieje zasadnicza lekcja której będziesz potrzebował zanim będziesz mógł zrobić cokolwiek innego jako mężczyzna. Opiera się ona na naukowej definicji męskości, którą znajdziesz gdziekolwiek na świecie. Moje równanie jest takie:

Bycie mężczyzną (męskość)
=
Twoje Poświęcenie dla Twojej Misji w Życiu jako Mężczyzna 

Twoja Umiejętność Przyciągania, Łączenia się i Zapewnienia Bezpieczeństwa Kobiecie w Twoim Życiu

Przekonasz się że to równanie dotyczy wszystkich mężczyzn, w każdym czasie, w każdej kulturze i w każdym miejscu na ziemi. Niezależnie czy się przed nim chowamy czy jesteśmy nim zawstydzeni czy też wmawia się nam że jest nieprawdziwe, równanie męskości ma dla ciebie odpowiedzi. Jeśli ci którzy czują się zagrożeni przez naszą męskość mówią nam abyśmy zmienili myślenie jeśli chcemy uniknąć kłopotów – to wciąż tak będzie, niezmiennie, zawsze.

Nie zawsze. Dlaczego to równanie jest zawsze prawdziwe i ważne zanim zaczniesz uczyć się czegoś innego, dlatego, że bez niego najprawdopodobniej nie zdołasz przezwyciężyć Pierwszej Pułapki w życiu:

‚Brak męskości jest brakiem pasji w życiu, co obniża twój potencjał w karierze jak również twoją seksualną atrakcyjność w oczach kobiety”

Czuć się całkowicie męsko nie oznacza być zadowolonym lub mieć wysokie poczucie własnej wartości (które podoba się również kobietom) ale czuć całkowitą pasję do tego jakim jesteś jako mężczyzna, spełniać obowiązki wobec siebie i odgrywać tą wyjątkową rolę mężczyzny w społeczeństwie. Bycie z niewłaściwą kobietą lub z żadną kobietą sprawia że ”brakuje ci czegoś”, nieważne jak świetną masz pracę lub jak dużo pieniędzy posiadasz. Bycie bez kobiety ogranicza twoją duszę i zabiera ogień, który kiedyś w sobie miałeś do tego co robisz w życiu. Bycie z niewłaściwą kobietą to pewna porażka misji, którą masz, ponieważ ona nie będzie ci pomagać, wspierać cię lub inspirować byś coś osiągnął. Nauczę cię jak najpierw przyciągnąć do siebie kobietę a także znaleźć i utrzymać przy sobie tą JEDYNĄ, która jest ci przeznaczona w Programie Omega Male.
W pierwotnych czasach całkowitym zamysłem męskich ambicji było oczarowanie kobiety lub też ochrona i wykarmienie jej i dzieci które urodziła. Nasze umysły nie zmieniły się wraz z nadejściem kultury nowożytnej i obyciem. Więc ta konieczność wciąż u nas działa. Pomyśl o momencie w twoim życiu gdy zerwałeś lub randkowałeś z kobietą, która nie pasowała do twojego życia. Cierpiałeś również w pracy, prawda? Nie byłeś w najlepszej formie w jakiej powinieneś być, z podnieceniem i pewnymi argumentami by próbować. Tak jest ponieważ miałeś tylko jedną z dwóch części swojej męskości – misję lub karierę – podczas gdy druga część to kobieta z którą się męczyłeś..
Gdy pozwalasz na to w swym życiu – brak wprawy z kobietami- możesz przez jakiś czas wesprzeć swoją karierę lub podjąć pracę w której nie wypełnisz misji jako mężczyzna ale w końcu i w tym poniesiesz porażkę. Rozstanie, brak kobiety lub obecność destrukcyjnej kobiety, która wystawia na próbę twoje poczucie celu- to wyjaławia twoją całkowitą pasję życia nawet jeśli właściwie nie jesteś w głębokiej depresji. To może być lekkie uczucie niepokoju lub pustka, nie całkowita depresja. Po prostu ”czegoś ci brakuje”. Twój szef czy partnerzy biznesowi to zauważają -dosłownie to czują- przestają w ciebie wierzyć i obserwują spadek twojej formy. Mogą cię nawet zwolnić.
Druga strona równania męskości mówi, że musisz mieć równowagę pomiędzy swoją karierą i misją w życiu. Pomyśl wstecz. Być może były chwile gdy miałeś naprawdę wspaniałą kobietę w swoim życiu lub miałeś sukcesy w randkowaniu. Jeśli mimo tego nienawidziłeś swoją pracę, bo nic dla ciebie nie znaczyła lub może nawet straciłeś pracę, skutkiem tego opuszczało cie zamiłowanie do życia jako mężczyzny. Twoja męskość malała tak jak przewiduje równanie. Wtedy nawet kobieta, którą myślałeś że będziesz kochać na zawsze traciła zainteresowanie i zrywaliście. Nie pomoże narzekanie. Nie warto oskarżać ją o bycie zdrajczynią czy obłudną kłamczuchą. To było już z góry zapisane w równaniu. Gdy męskość spada z powodu złej pracy, zainteresowanie jakim obdarzała cię kobieta też spada a reszta jest tym z powodu czego cierpi miliony mężczyzn na świecie każdego dnia. Gdy wiążesz się z kobietą, którą obiecałeś uwodzić swoją męskością. Gdy zdradzasz swoją własną misję życia jako mężczyzna, automatycznie pozbawiasz siebie tej męskiej pasji w życiu. To już ją straciłeś.
Tracisz pracę? Tracisz kobietę. Nie masz kobiety? Tracisz pracę.
To wszystko oznacza, że gdy krążysz w swoim życiu nieświadom dwóch biegunów swojej męskości, swojej pasji bycia prawdziwym mężczyzną, to prawdopodobne że ulokujesz wszystkie swoje zasoby albo w jednej (kobiecie) albo w drugiej (karierze) i poniesiesz porażkę w OBU. Opisuję każdy detal tego równania, rozlegle, w Dojrzałej Męskiej Sile: Ewolucja(Mature Masculine Power: Evolution) na http://www.doctorpaul.net.

Nie daj się złapać w pierwszą pułapkę. Naucz się pierwszej umiejętności bycia mężczyzną:

”Znajdź RÓWNOWAGĘ we wszystkim co robisz, pytając samego siebie jak każde działanie sprzyja twoim relacjom z kobietami, podczas równoczesnego rozwoju twojej misji jako mężczyzny”

Na pierwszy rzut oka wydaje się to być prostą umiejętnością- zawsze równoważyć misję w życiu z obecnymi sukcesami z kobietami. Jednak prawie każdy mężczyzna którego znam, w tym ja sam, stawało w obliczu wyzwania by opanować tą umiejętność. Pojęcie równowagi jest czymś danym tobie przez tzw. osobistą granicę- swego rodzaju ”wydatek” twego czasu, energii i pieniędzy które opisałem w kursie S.O. Umysłu na http://www.doctorpaul.net
Wiele razy odrzuciłem lukratywną posadę, ponieważ była ulokowana w takiej głębi jakichś lasów Ameryki Środkowej, że szanse na przebieranie w kobietach były znikome, jako że byłem wciąż singlem. To miałoby swój logiczny sens aby w młodym wieku gonić za pieniędzmi, ale coś mnie powstrzymywało przed tą decyzją. Teraz wiem, że było to ponadczasowe równanie męskości, które intuicyjnie ostrzegało mnie, że moje wysiłki pójdą na marne jeśli w zasięgu wzroku nigdzie nie będzie interesującej kobiety. Podobnie wiele razy nie zwlekałem z robieniem kariery, robiąc rzeczy, w których nie spełniałem się jako mężczyzna. Kobieta z którą byłbym w tamtym czasie powoli by się zmieniała i przestałbym się jej podobać. Nie wiedziałem jak ją przy sobie zatrzymać ale nie wiedziałem też co zrobić z pracą która pozwalała mi opłacać jej rachunki. W pewnym stopniu wiedziałem, że jeśli nie zmienię ścieżki swojej kariery to stracę kobietę, bo ona wyczuwała brak pasji w moim życiu (moją zubożałą męskość). Przeczuwałem również, że jeśli miałbym kobietę, która nie trwałaby przy mnie na dobre i na złe, poniósłbym też porażkę nawet w tymczasowej pracy, która pozwalałaby tylko na spłacenie rachunków. Mężczyźni potrzebują kobiet i kobiety potrzebują mężczyzn nie bez powodu. Mamy zazębiające się instynkty i role w życiu. Zawarłem wszystkie testy i cechy które potrzebujesz byś wybrał dla siebie odpowiednią kobietę na swojej ścieżce życiowej jako mężczyzna w kursie internetowym KWML (e-course) i Mastery Course na http://www.doctorpaul.net.

Wszystko to co musisz wiedzieć do tej pory to umiejętność zadania sobie tego pytania przy każdej decyzji jaką masz przed sobą. (przynajmniej każdą WAŻNĄ decyzją)

”Jak to wpłynie na misję mojego życia jako mężczyzny podczas wspierania moich cennych relacji z kobietami”

Jeśli decyzja zawodzi w którejś z opcji, to jest to ZŁA decyzja
Im mniejsze poczucie męskości, tym mniejsza pasja w życiu i jesteś mniej atrakcyjny seksualnie dla kobiet i co ważniejsze dla kobiety z którą jesteś. Im większe poczucie twojej męskości tym większa pasja życia, tym bardziej atrakcyjny seksualnie jesteś dla kobiet i dla kobiety z którą jesteś.

DRUGIE PRAWO

”Szanuj i unikaj, ale nie bój się śmierci”

We współczesnych czasach czegoś mężczyznom brakuje. Kiedyś zwało się to ”inicjacją”. Od starożytnych kultur do bardziej współczesnych rytuałów przejścia w wiek męskości poprzez służbę wojskową – pojęcie ”przetrwanie w obozie”- chłopcy stawali się mężczyznami poprzez rytuały dokonywane przez starszyznę, plemię lub grupę z wioski.
Chłopcy byli zabierani do lasu i bici lub porzucani na pustkowiu w jednym celu poddaniu się testowi, który zrobi z nich mężczyzn. Przetrwanie było celem i po końcowym rytuale – przekazywaniu obowiązków dorosłego mężczyzny na następne pokolenie – przekonywali się, że tak naprawdę ich życie nie było w niebezpieczeństwie. Ich ojcowie i starszyzna wszystkiemu z góry przewodzili. Widzisz myśleli, że stawali ze śmiercią w cztery oczy i ci którzy odnosili sukces dostawali kulturowe pozwolenie na bycie nazywanymi mężczyznami.

Dzisiaj inicjacja mężczyzn nie istnieje przynajmniej w formie rytuału i oczywiście w formie zorganizowanego i celowego procesu przewodnictwa przez bardziej doświadczonych mężczyzn. Są ślady w niektórych kulturach i religiach – żydowskie Bar Mitzvah lub pseudo-inicjacja bractw w szkole średniej z poniżającymi rytuałami lub nawet szkolenia w obozach militarnych, które przygotowują młodych mężczyzn do walki i wojny. Ale żadne z tych nie jest zasadniczo stworzone dla jakiegoś zewnętrznego powodu (jak służba wojskowa lub braterstwo), ale po prostu dla korzyści przeistaczania się z chłopaka w mężczyznę.
Jeśli spojrzeć na psychologię tego co oferowała inicjacja w starożytnych czasach, to było to zapewnienie chłopcu odczulania przeciwko strachowi przed śmiercią. Zdawał sobie sprawę, że śmierć w kiedyś nadejdzie. Jednak kiedy nauczy się odwagi to śmierć nie zawsze przyjdzie od razu gdy spojrzy jej się prosto w oczy. To dotyczyło pokonywania lęków, aby stać się prawdziwym mężczyzną i przyjęcia roli mężczyzny w społeczeństwie – takiego, który okazywał męstwo gdy trzeba i był wolny od strachu przy każdej okazji.

Jest wiele wyzwań w życiu które mogą ”być odczuwalne porównywalnie do śmierci” rozstanie lub rozwód, utrata pracy, finansowe lub zdrowotne kłopoty. Wszystkie są stratami, a ostateczną stratą jest śmierć. Więc jeśli możesz pokonać strach przed śmiercią jednocześnie ją szanując – bez ryzykanctwa czy porywczości – to czego innego możesz w życiu się bać?

Niczego. Jesteś mężczyzną, który nie pozwala by strach go zatrzymał. I to druga podstawowa zasada bycia mężczyzną. Bez tej siły stawiasz czoła drugiemu wyzwaniu:

”Strach przed utratą – kobiety, pracy, niepowodzeniem, albo nawet fizycznym bezpieczeństwem – jest niewidzialnym więzieniem, które trzyma Cię z dala od wolności, by być efektywnym mężczyzną.”

Istnieje szczególny rodzaj bólu który czują mężczyźni gdy konfrontują się ze stratą. Kobiety zawsze mogą na sobie polegać i zapewniają wzajemne opiekuńcze wsparcie i potrafią dostrzec, że wkrótce wszystko się ułoży. Podczas gdy mężczyźni mają wbudowany biologiczny instynkt, by podążać za indywidualną odrębnością i brną w nieznane by to zdobyć. Są obciążeni przynoszeniem darów, które zdobyli dla ich grupy lub społeczności. Pozyskiwanie poparcia innych w momentach, kiedy odwaga jest potrzebna jest nie tylko niemożliwe (i by wciąż zwać to odwagą), ale również intuicyjnie obniża status mężczyzny pośród innych mężczyzn. Tak więc niezbyt często prosimy innych o pomoc. To degraduje naszą męskość i dlatego też również zamiłowanie do życia.

Szczegółowo przedstawiam kroki do uprawiania odwagi w swoim życiu i pokonaniu strachu na dobre w S.O. Umysłu. Definiuję tam odwagę jako ”robienie właściwej rzeczy, nieważne jak źle to odczuwamy”.

Cóż jest jeden aspekt by żyć swoim życiem jako mężczyzna stawiając czoła wyzwaniu jakim jest odwaga: możesz użyć odwagi do czegokolwiek w życiu co cię nie zabije. Robić inaczej jest BEZMYŚLNE. Pomyśl o tym tak – mężczyźni nie idą na wojnę bez przeszkolenia z użycia broni. Najpierw idą do obozu treningowego. Innymi słowy obóz przetrwania to trening jak NIE ZGINĄĆ. Więc gdy żołnierz wyrusza na wojnę, nie idzie tam umrzeć, ale odnieść sukces w PRZEŻYCIU i zdobywaniu obiektów.

Czy kiedykolwiek byłeś w sytuacji, że bardzo bałeś się, aby podejść do kobiety? Myślę, że większość tak miała. Wiem, to biologiczny odruch wszystkich mężczyzn, stworzony by nas ostrzec, że kobieta do której podchodzimy może być związana z dużo większym mężczyzną. W zamierzchłych czasach mogło to doprowadzić nas do śmierci z jego rąk tak jak wśród grupy zwierząt. Samiec alfa był tym, który łączył się z 80% kobiet. Jeśli mężczyzna nie znał swojej określonej pozycji pośród hierarchii, brak tej wiedzy mógł z pewnością okazać się śmiertelny. Dziś nie jesteśmy aż tak prymitywni – mamy prawa i społeczne konwencje w których możemy użyć siły naszego charakteru. Tak więc odpowiedź brzmi nie możesz w dzisiejszych czasach zginąć przez podejście do kobiety choć w dawnych czasach byś mógł. Możesz dziś użyć do tego odwagi.

Czy kiedykolwiek bałeś się zerwania z kobietą? Albo, że ona z tobą zerwie? Odpowiedź brzmi nie możesz umrzeć od zerwania albo bycia porzuconym. Więc możesz użyć do tego swojej odwagi. Czy kiedykolwiek bałeś się utraty pracy, porzucenia pracy lub szukania lepszej? Czy kiedykolwiek bałeś się stanąć twarzą w twarz z szefem, by powiedzieć mu, że zasługujesz na szacunek? Czy kiedykolwiek bałeś się, że twoje ukochane hobby, z którego CHCIAŁBYŚ zrobić pracę, nigdy nie zamieniłoby się w nią ponieważ za bardzo obawiałeś się spróbować? Nic z tych rzeczy nie może cię zabić więc można wobec nich zastosować ODWAGĘ.

Tak boli rozstanie, utrata pracy lub zaryzykowanie wypełnienia misji życiowej – tego ukochanego hobby, które uwielbiasz. Ale ryzyko czyni cię mężczyzną.

Właściwie nie możesz być mężczyzną, jeśli nie podejmujesz jakiegoś wkalkulowanego ryzyka, nie tolerujesz zaistniałych strat i poddajesz się.

Pomyśl. Jeśli pozwolisz by strach cię uwięził, nigdy nie wkroczysz na ścieżkę, którą powinieneś kroczyć w życiu. Jeśli nigdy nie podejmiesz ryzyka to nigdy nie zbliżysz się do kobiety, którą mógłbyś poznać lub KOBIETY bez której byś się nie obył.
W efekcie NIGDY BYŚ NIE ŻYŁ. Przynajmniej nie jako mężczyzna. Przestraszony, niespełniony, godny pożałowania mały chłopiec, ale nie jako kochający życie z racji pokonania strachu przed śmiercią.

Nie musisz skakać ze spadochronem, zjeżdżać na nartach czy ze zbocza góry lub uprawiać inny niebezpieczny sport.
Ale wiele NIE – ŚMIERTELNYCH rzeczy można ODCZUWAĆ jako śmiertelne. Utrata kobiety którą kochałeś może być odczuwalna jako śmierć cząstki ciebie. Zmiana pracy również. Jednak misja w życiu to nie OKREŚLONA praca czy określona KARIERA. To coś niewidzialnego wewnątrz ciebie i może dotyczyć wielu prac, karier i na wiele sposobów. Nigdy nie umrze chyba że pozwolisz śmierci- największemu strachowi – i każdemu innemu mniejszemu by cię UWIĘZIŁ.

Nawet jeśli straciłeś kobietę to nie straciłeś SIEBIE – tylko po prostu odbicie siebie w tej osobie. Wciąż tu jesteś jak chłopiec, który przetrwa rytuał inicjacji i jej koniec.

To w porządku ryzykować i wtedy stracić. Nie jest w porządku nie ryzykować. Więc twoją drugą umiejętnością w byciu mężczyzną musi być:

” Przyjmowanie wyzwań i podejmowanie ich z wkalkulowanym ryzykiem”

Ilu znasz facetów, którzy mówią: „Dlaczego to zawsze MNIE spotyka”?
To niewtajemniczeni faceci, którzy wciąż wypatrują oczekiwanych wyzwań, takich które czynią nas mężczyznami. I są naturalną cechą żywotności, jako swego rodzaju klątwa lub kłopot albo fatum.

Twoje `wyzwania wszystkie są okazjami/mozliwościami. Każde rozstanie, zmiana pracy, kryzys finansowy, towarzyska katastrofa, walka, groźba, potyczka prawna są DARAMI, które trafiły ci się na tym świecie by uczynić z ciebie mężczyznę. Przyjmuj je i dziękuj za nie. Są szansą na odwagę co wytłumaczyłem wizualnie i graficznie w kursie S.O. Umysłu i są JEDYNYMI ścieżkami na PEWNOŚĆ SIEBIE jako mężczyzna.

Powiedzmy, że chciałeś dać SOBIE terapię wstrząsową z inicjacji w brnięcia w męskość.
To wymagałoby:
1. Uznania że śmierć istnieje i kiedyś przyjdzie po każdego
2. Wkalkulowane ryzyko
3. Zastosowanie odwagi w wyzwaniu

Jeśli spojrzysz w głębiej w to czym jest odwaga i połączysz z myśleniem o którym wspominałem w drugiej edycji Mature Masculine Power: Evolution CD to odkryjesz że odwaga nie jest niczym innym jak męską metodą OJCOWANIA SOBIE.

Tak w rytuałach inicjacyjnych ojcowie z wioski nadzorowali chłopców, aż osiągnęli punkt odwagi – samotności w której myśleli, że spotykają się ze śmiercią, mała ”śmierci” naszego strachu – i robili co należy by przez to przejść.
Odwaga jest momentem gdy chłopak uczy się jak OJCOWAĆ SOBIE SAMEMU. Wtedy obowiązek dorosłości jest na niego przekazywany i może on sobie ojcować do końca swych dni, nawet samotnie w dziczy, stawiając czoło żywiołom, bestiom i nieznanym, zawsze, zawsze będzie mieć ojca u swego boku.
Ojciec który idzie z nim jest nim samym.

Pomyśl jakie wyzwania możesz dziś przyjąć zamiast się ich lękać. Sporadycznie porozmyślaj nad śmiercią i tym, że w końcu przyjdzie. Podejmij niewielkie ryzyko i oceń umiejętność przejścia przez to. Ustal co należy zrobić, potem zrób to nieważne jak bolesne to jest. I po tej drugiej stronie to właściwie przetrwasz i będziesz lepszym mężczyzną.
Śmierć będzie czekać na przyjście któregoś dnia. Ale teraźniejszy moment będzie pełen życia, pasjonującej pogoni za misją i właściwą kobietą dla ciebie.

TRZECIE PRAWO

”Charakter to przeznaczenie”

Niektórzy faceci są znudzeni tematem charakteru i bycia ”facetem w gotowości” bo to brzmi tak porządnie. Nic dziwnego, że gdy jesteśmy pod kulturową presją opisującą mężczyzn jako bufonów, chuliganów i głupców wyglądamy jak niekompetentni jaskiniowcy gdy pozwalamy instynktowi się z nas wydostać. To surowe, ostre i pierwotne. Ale to nie czyni nas złymi czy dziwnymi. To część nas która nigdy nas nie opuści. Właściwie bez tego instynktu nie byłoby dziś tu rasy ludzkiej, I nawet kobiety. które chętnie zamknęłyby mężczyzn. którzy odważnie mówią prawdę i publicznie ubolewają. że nie mogą znaleźć ”prawdziwego mężczyzny” to i tak po cichu więdną z tęsknoty za seksualną energią, która bije od pierwotnego jaskiniowca.

W świecie nadmiernie rosnącego przewrażliwienia do ”politycznej niepoprawności” trzeba by się zastanowić kto definiuje co jest, a co nie jest poprawne i jakie kwalifikacje mają ci co są sędziami do tego co uważaliśmy zawsze za wolność słowa. Obecnie czasami są to tylko komicy którzy dobrze się bawią dysponując prawem do mówienia co tak naprawdę myślą wszyscy mężczyźni i nie są za to atakowani, poniżani czy nieszanowani.

Reakcja w kulturze na niemoc mężczyzn może być przypisana tym którzy wyznają idee Machiavellego i kultywują przebiegłość, oszustwo i manipulację w interakcjach z innymi. Biznesmen który oszukuje klienta, uwodziciel który pozbawia kobiety rozsądku, aby się z nim przespały zanim zorientują się, że rzucił na nie urok i polityk który oszukuje przyjaciół, rodzinę, nawet własną matkę, aby tylko awansować. Żaden z tych mężczyzn nie będzie samcem alfa na długo, bo tak twierdzi nauka. Jest coś ponad byciem samcem alfa, nazywam to Programem Mężczyzną Omega (Omega Male) w przeciwieństwie do królestwa zwierząt gdzie jest najniższa pozycja w hierarchii, używam słowa do reprezentowania najwyższego statusu w męskiej klasyfikacji.

Podczas gdy musisz kultywować niektóre umiejętności jako mężczyzna o którymi później się zajmiemy – dla niektórych to umiejętność użycia zawiłego matactwa – ważne byś znał tajemny klucz do swojego losu – z kobietami i misji. Starożytny filozof Epiktetusz i później Zygmunt Freud twierdzili że ”charakter jest przeznaczeniem”

Co to oznacza to to że wszystkie cechy dojrzałego mężczyzny naturalnie i niezawodnie doprowadzą do sprecyzowanych celi w twoim życiu. W S.O. Umysłu w szczegółchh opowiadam o sile charakteru i jak bezpośrednio wpływa to na twoją misję, stosunki z kobietami i w ogóle na twoje życie. Twoja osobista granica, poczucie zwycięstwa, mądrość twoich decyzji, intelekt w pogoni za celami, radzenie sobie z emocjami, świadomość przewodzenia całemu procesowi przez psychiatrów zwane Obserwacją Ego – wszystko prowadzi cię bezpośrednio do tego czego chcesz w życiu.

Pomyśl o ulubionych filmach i ich bohaterach. Nazywamy ich głównymi BOHATERAMI nie bez powodu. To ostateczność bo na początku bohater ma jakąś skazę i jest niedojrzały w jakimś aspekcie życia. Jeśli film jest tragedią to ta skaza się powiększa i powoduje jego upadek abyśmy wyciągnęli z tego wnioski i nie robili tego. Jeśli to komedia albo dramat, przygoda czy epopeja wtedy bohater WYRASTA na charakter w trakcie filmu. Dosłownie widzimy nagrody tej dorosłości na ekranie. I pożytek dla nas z tego taki że jeśli zrobimy dokładnie to co on to otrzymamy taką samą nagrodę i w naszym życiu.

Nasi bohaterowie są więc kimś w rodzaju zastępczych rodziców których nie musimy spotkać nawet na żywo. Uczą nas siły charakteru bez potrzeby zapłaty, spotkania czy dyscyplinowania. Nasze własne sumienie lub poczucie etyki może to dla nas zrobić.

Mężczyzna, który jest naiwny nie poradzi sobie w życiu ani w misji życiowej. Będzie musiał nauczyć się tajemnych metod osiągania celów poprzez omijanie bezpośrednich ataków ze strony tych, którzy mają inne cele.
Ale ryzykuje stratę wszystkiego na co zapracował jeśli ulegnie Pułapce innego mężczyzny:

”Kto mieczem wojuje, od miecza ginie”

Niektórzy mężczyźni przeszli prze traumę lub byli zranieni i przysięgają sobie, że to się więcej nie powtórzy. Nie chcą być ciapami dlatego ruszają i uczą się wszystkich sposobów bycia chytrymi, manipulantami, uwodzicielami, bez skrupułów i pozwalają swojemu odkrytemu męskiemu instynktowi szerzyć się na ich ścieżce.

To sposób by być na krótko zadowolonym z życia i na krótko być męskim ale w końcu to doprowadzi to jeszcze większego upadku w życiowej misji i relacjami z kobietami. W dzisiejszych czasach mężczyźni dużo mówią o chwałach które daje status samca alfa. Jednak nikt o tym nie wspomina że w świecie zwierząt np. w populacji goryli bycie na szczycie lub bycie samem alfa może trwać tylko jeden dzień lub tydzień albo najdłużej miesiąc. Czy to wszystko czego pragniesz?

W dzisiejszych czasach młodzi mężczyźni chcą być uważani za ”fajnych”, albo ”alfa”, albo być widzianymi jako ”mężczyźni”. Tak jak w młodzieńczym wieku to nasz obowiązek- uczyć się instynktownych umiejętności męskości. Ale wielu mężczyzn przechodzi dziś przez wiek młodzieńczy nigdy nie ucząc się tych rzeczy- są zbyt zajęci by dostać się na właściwe studia, tracą ojcowską cierpliwość tajemniczych aspektów bycia mężczyzną. Być może wielu ojców nawet ich nie zna. Więc dorośli mężczyźni czasem wyglądają jak nastolatkowie. Wracają się i próbują nowych zachowań, których nigdy nie opanują. Mogą nawet uczęszczać na seminaria prowadzone przez marketingowców, którzy uczą metod jak ”podrywać kobiety” i te na temat sukcesu w biznesie.

Jest tak ponieważ mężczyźni muszą zaznajomić się z instynktami, tymi na które byliśmy skazani w wieku młodzieńczym – jak flirtować, rywalizować, dotrzymywać tajemnic i wygrywać w biznesach poprzez krętactwo i zamieszanie. Sztuka Wojny i zasady Machiavellego są testamentami tej głębokiej męskiej potrzeby.

Jednakże mężczyzna to coś więcej niż surowa męskość, ta siła, zamiłowanie do życia nie jest wymyślone jako eksplozja poprzez którą bierzesz szturmem cały świat. Musi to być wyżłobione i efektywnie użyte w odpowiednich miejscach w odpowiednim czasie i z odpowiednią chytrością. Ta zdolność świadomości by być swoim własnym trenerem, wielkim bratem i ojcem są zapakowane w jedność, to to o czym mówi Obserwacja Ego. Teraz jak już wiesz czym jest odwaga możesz ojcować sobie poprzez wszystkie aspekty życia- nie tylko w stawianiu czoła strasznym wyzwaniom. Wszystkie z tych umiejętności są nauczane w S.O. Umysłu. Jedną z tych umiejętności jest używanie osobistej granicy. Pomyśl nad tym: w świecie broni miecz jest dość potężnym i śmiertelnym narzędziem może odeprzeć atak, zabić, może zmieść to co stanie na twojej drodze. Ale równie dobrze może zostać ci zabrany, odwrócić się od ciebie i wymaga użycia dużej siły i energii. Cóż twoją granicą może nie być broń, ale coś nawet bardziej potężnego niż miecz. Pomyśl o tarczy.

Mówiono, że mając wybór użycia w bitwie miecza lub tarczy, tarcza była dużo bardziej efektywną opcją. Wymaga zużycia dużo mniejszej energii i ochrania. Podczas gdy inni wojownicy wokół ciebie walczą na miecze męcząc się i wyczerpując, ty możesz używać tarczy podniesionej do obrony i czekać na ich klęskę.

Tak więc trzecia umiejętność mężczyzny to:

”Odmawianie innym i sobie, aby chronić swoją energię i zasoby”

Główne użycie osobistej granicy w życiu jest po to by mówić NIE innym i sobie. Gdy zaznajomisz się z tym słowem NIE to właśnie odkryłeś potężną moc jako prawdziwego mężczyzny. Możesz użyć tej siły do ochrony swoich zasobów, ochrony siebie przed szkodą podczas używania odwagi w swym życiu.

Jestem pewien że przy nie jednej okazji kobieta poprosiła cię o coś czego nie chciałeś dać. To brzmiało jak czysty układ. Może to były pieniądze,może kupienie drinka, może zobowiązanie się do czegoś do czego nie byłeś gotów, albo było to ogólne i częste zużycie twego czasu i energii. Przeczuwałeś że nic nie otrzymasz w zamian za ten wydatek ale zrobiłeś to i postąpiłeś wbrew swojej intuicji.

To była szansa by użyć swojej granicy, swej tarczy i odniosłeś w tym porażkę. Cierpiałeś przez utratę zasobów i nie otrzymałeś z tego nic. Byłeś po cichu zabijany przez jej miecz i czułeś jak wycieka z ciebie trochę twojej męskości. Po oddaniu swoich zasobów i zaniku męskości zauważyłeś że podobasz jej się mniej, twój nastrój się pogorszył i teraz wiesz dlaczego. Męskość to źródło twego pasji do życia i podstawa twojej seksualnej atrakcyjności w oczach kobiety. Gdy ją trwonisz nawet podczas wydawania dla niej wszystkiego co masz, ona nie może Ci pomóc, tylko nieuchronnie traci zainteresowanie ponieważ seksualność i pasja dla życia nie są logicznymi procesami, które torują drogę. Są surowymi instynktami.

Z pewnością podjąłeś się pracy, która ci nie odpowiadała lub nie pomaga twojej misji w życiu. Nakazywano ci robić rzeczy, których nie uważałeś za właściwe lub wysysały energię i nie dawały wystarczająco dużo w zamian – z pewnością twoja wypłata nie była tego warta.
Ale robiłeś to trzymałeś się tej pracy i przyjmowałeś obelgi ze strony szefa którego oceniłeś jako mniejszego mężczyzną niż Ty sam. Twoja męskość wyciekała i kobieta obecna w twoim życiu to czuła. Twoja pasja zanikała. Byłeś zabijany mieczem swojego pracodawcy i nie pofatygowałeś się by użyć tarczy.

Będąc dziećmi jesteśmy nagradzani za bycie ”dobrymi chłopcami”, którzy zwykle odpowiadają dorosłym TAK. Im więcej używamy słowa TAK, tym lepszymi dziećmi jesteśmy – posłuszni, grzeczni, poprawni, ulegli mali chłopcy. Jednak w którymś momencie dorosłego życia możemy zostać zaskoczeni gdy odkryjemy, że mówienie TAK cały czas może właściwie działać ODWROTNIE niż jak wtedy gdy byliśmy dziećmi. To właściwie bezpośrednie żądanie od tych, którzy rzucają nam wyzwanie powoduje, że nami gardzą nie szanują nas, a nawet NIENAWIDZĄ za brak męskości, pasji dla życia i atrakcyjności

I w końcu z pewnością popadasz w przesadę z wydawaniem energii i czasu na inwestycję jaką jest praca lub kobieta lub zostajesz skrzywdzony przez innych bo wtedy tak było im wygodnie. To jest problem, nie rozwiązanego mówienia NIE do SIEBIE SAMEGO.

Gdy kultywujesz umiejętność Obserwacji Ego i wszystkie cechy wyższego(solidnego) charakteru o których mowa w S.O. Umysłu to zupełnie i całkowicie zrozumiesz co robić w życiu z tym problemem. Twoja granica osobowości jest zasadniczą cechą tego co inni nazywają wyższym(solidnym) charakterem. Rozwijaj umiejętność mówienia innym i sobie NIE. To naturalnie doprowadzi do oszczędzenia Twoich zasobów na czas gdy są naprawdę potrzebne – w momentach odwagi – i dla twoich celów, które są wbudowane w misję, którą zamierzasz osiągnąć. To jest mówienie innym NIE. W nauczeniu się mówienia NIE sobie samemu, będziesz również mniej sabotował siebie, bez rozpraszania siebie uzależnieniami, obsesjami w dziedzinach w których nie posuwasz się na przód w kierunku życiowego celu lub nie będziesz pozwalał dobrowolnie na stratę czasu, pieniędzy i energii na ludzi, którzy tego nie odwzajemniają.

Gdy masz swego rodzaju umiejętność rozgraniczenia, dyplomacji, mądrość i intelekt w dążeniu do celu i przewodzenia sobie o czym uczyłem w S.O. Umysłu zobaczysz, że Twój charakter doprowadzi Cię prosto do twojego przeznaczenia, poprzez umieszczanie zasobów w miejscach które są TYLKO dla Ciebie korzystne. I to ten spryt jest dużo lepszy niż oszustwo, uwodzenie, manipulacja czy brak skrupułów nastolatka. Nigdy nie zostaniesz ofiarą ”wojowania od miecza i zginięcia od miecza”, ponieważ będziesz miał największą, najsilniejszą tarczę spośród wszystkich jakie znasz.

CZWARTE PRAWO

„Wybierz odpowiednią kobietę, albo wszystko stracone.”

Nawet sobie nie wyobrażasz ilu mężczyzn których znam, odnoszących sukcesy w swoich branżach – posiadających pieniądze, władzę i inne atrybuty sukcesu – stracili to wszystko z powodu złych wyborów dotyczących kobiet. Nie chodzi mi o to, że mieli słabe charaktery, aby to robić – tylko, że brakowało im szczęścia, aby spotkać tą właściwą kobietę, która polepszyłaby ich życie jako mężczyny, oraz wiedzy i doświadczenia aby WYBRAĆ tą odpowiednią.
Jeśli weźmiesz pod uwagę nasze równanie męskości i bycie prawdziwym mężczyzną, sposób myślenia który Wam przedstawiłem na płytach CD i e-Kursie Dojrzałej Męskiej Siły(Mature Masculine Power) zobaczysz, że jeśli osiągnąć szczyt swoich możliwości jako mężczyzna, musisz utrzymać równowagę pomiędzy kobietą i karierą.

Męskość = Misja + Kobieta

Niektórzy mężczyźni mają tak agresywne podejście do swojej kariery, że nigdy nie zwalniają, żeby pomyśleć o charakterze kobiety z którą przebywają. Zauważają ich piękno, pozwalają im wejść w swoje życie, a potem skupiają się tylko na karierze, nie będąc świadomymi głębokiego wpływu jaki pewnego dnia wywrze na nich kobieta.
Powiedziałem ci już, że nauka nie kłamie – działa cały czas, pracuje wewnątrz nas – i zawsze będzie. Twoja męskość i pasja do życia, Twoja atrakcyjność zarówno dla kobiet jak i pracodawców, będzie zawsze zależała od OBU – twojej umiejętności wykonania misji oraz umiejętności przyciągania i łączenia się z kobietami. Wybór złej kobiety może wszystko zaprzepaścić.

Rzeczą na którą zwracam szczególną uwagę w programie Dojrzałej Męskiej Siły jest fakt: rezygnujesz z ogromu rzeczy jako mężczyzna w zamian za bycie z tą JEDYNĄ kobietą. To MUSI być układ wygran/wygrana – i Twoją cześcią jest być lojalnym, nie oszukiwać, dzielić się z nią swoimi zasobami, JEJ częścią tego układu jest to, że MUSI wiedzieć o tym, aby podziwiać i wspierać twoją misji w życiu jako mężczyzny. Wymaga to od niej poświęceń i to też takich które będą wiązały się z rezygnacją z jej własnych pragnień na rzecz zrealizowania twoich CELÓW podczas twojej misji. To MUSI być układ w którym celujesz we właściwą kobietę, jeśli ona ma być tą JEDYNĄ kobietą.

Nie ma innej drogi. Nie przetrwasz jako mężczyzna i nie przetrwasz w żadnym małżeństwie, jeśli to nie będzie się spełniać. Widziałem tysiące par na terapii. Zapewniam cię, że miały one ze sobą JEDNĄ rzecz wspólną rzecz, która była powodem ich kryzysów. Czasami chodziło o zdradzającego mężczyznę, czasami kobietę, czasami problemy rodzinne, albo jeszcze poważniejsze dramaty. Jednak głównym powodem KAŻDEGO kryzysu u tych par była sytuacja, kiedy mężczyzna nie znał swojej życiowej misji lub kobieta albo jej nie rozumiała albo nie wspierała. Wszelkiego rodzaju działania i konflikty wynikały z tego, a to było tym co było pod spodem.

Większość tego co Ci daję we wszsytkich produktach ze strony http://www.doctorpaul.net pochodzi z pewnego rodzaju „sekretnej psychologii” – rodzaju odkodowania i zebrania ludzkiego zachowania w proste lekcje, które sprawdzają się WSZĘDZIE i w KAŻDEJ sytuacji.

Jedna z nich i zarazem mój prezent dla ciebie: Kobieta co do której będziesz mieć zobowiązania (twoja wybranka) MUSI zrozumieć, uwierzyć i gorąco wpierać twoją misję jako mężczyzny, ale przede wszystkim to ty musisz być jej świadom.

Rozważ to: przez lata tak wielu mężczyzn przychodziło do mnie mówiąc: „Okej, wiem że w życiu potrzebna mi jest misja, a odpowiednia dla mnie kobieta będzie mnie w niej wspierać. Jednak jak mam ją ZNALEŹĆ? Nie znam ani nie spotykam tego rodzaju kobiet.”

Jest przyczyna tego stanu rzeczy. Istnieją cztery rodzaje mężczyzn i cztery typy kobiet które są dla nich odpowiednie. Istnieje dopasowanie jeden-do-jednego, które wystarczy dostrzec. Nazywa się systemem KWML [skrót od pierwszych liter angielskich]. Cztery rodzaje mężczyzn – jesteś jednym z nich – mogą być opisani jako Królowie, Wojownicy, Magicy i Kochankowie. A cztery typy kobiet współgrające z tymi typami to: Królowe, Wojowniczki, Czarodziejki i Kochanki.
Jak się okazuje, jest sekretna metoda wyboru DOKŁADNIE tej kobiety która jest dla ciebie odpowiednia i wiąże się z tym specjalna WSKAZÓWKA. Czy w związku kiedykolwiek druga strona powiedziała ci że „niewystarczająco się starasz”? Albo że „bycie w związku to ciężka praca”? Ja też to słyszałem, wszyscy słyszeliśmy. Bez wątpienia w tych związkach byliśmy z osobami które były, w najlepszym wypadku, nie naszym dokładnym przeciwieństwem, a w najgorszym, tym samym typem osobowości co my.

Jeśli jesteśmy w związku na całe życie z kobietą, która jest zainteresowana, ciekawa i pasjonuje ją nasza własna misja jako mężczyzny, to bycie z nią będzie zawsze, ale to zawsze ŁATWE. NIGDY nie będzie to ciężka praca. Mamy wystarczająco dużo zadań jako mężczyźni, bez dodawania sobie kolejnych.

Jest tylko JEDEN warunek aby związek DODAWAŁ wartości twojemu życiu i twojej misji zamiast stawać się kolejnym obowiązkiem – znalezienie kobiety która jest naszym PRZECIWIEŃSTWEM jeśli chodzi o osobowość.

Powód: kiedy mężczyzna łączy się z kobietą o przeciwnym typie osobowości, NIE istnieje wtedy rywalizacja pomiędzy nim, a kobietą o lepszą karierę, popularność, czy wpływy. Możemy się razem wspierać i nie rywalizujemy z osobą która jest naturalnie bardziej obdarzona w dziedzinach, które nie przychodzą nam naturalnie. Właściwie to ta osoba może wręcz zostać naszym pomocnikiem i „korepetytorem”, a my jej. To dotyczy zarówno mężczyzny jak i kobiety.

Zadałem sobie sporo trudu żeby dać ci dokładny opis systematyczny jak znaleźć kobiecą bratnią duszę w e-kursie KWML.

Kiedy jako mężczyzna posiadasz ten rodzaj siły/władzy, natychmiastowo pokonujesz lata bólu i walki w związkach, które nie mogły działać ani wypalić. Unikniesz ciężkiej PRACY której wymaga większość związków i możesz skupić się na karierze i misji jaką dla siebie odkryłeś.

Bez tej siły, poddasz się czwartej pułapce:

„Piękno nie wystarcza”

Starożytni Grecy opowiadali mit o Syrenach, odrażających istotach żyjących na skałach, które upodabniały się do pięknych kobiet aby wabić naiwnych marynarzy i później ich zabijać na skałach, ale ty nie musisz padać ofiarą Syren. Mity przetrwały stulecia, nie bez powodu – zawierają uniwersalne lekcje dotyczące życia dla nas. A ten konkretny mit dotyczy jednej kwestii na której teraz się skupimy.

Niektórzy mężczyźni nadmiernie starają się o przyciągnięcie uwagi pięknych kobiet, a kiedy uda się już je zdobyć, resztę życia spędzają na spełnianiu ich zachcianek i byciu przez nie prowadzonym za rękę, chociaż jedyną zasługą tego typu kobiet jest wyglądanie dobrze w ramionach mężczyzny.

To może brzmieć niepoprawnie politycznie, ale jako mężczyzna wiesz, że to prawda.

Mężczyźni są przyciągani przez piękno kobiece – pierwszy i podstawowy czynnik seksualności i pasji w romansie. Ponieważ ten czynnik jest tak silny, wiele mężczyzn szuka WYŁĄCZNIE niego i działa impulsywnie, robiąc wszystko aby zdobyć piękną kobietę – nawet posuwając się do porzucenia ich misji jako mężczyzny. Tacy mężczyźni zdradzają samych siebie.

Nie znaczy to, że piękna kobieta nie może być równocześnie inteligentna, zdolna i troskliwa, nie jest winą pięknych kobiet fakt, że jeśli staniecie się parą, kobieta, która NIE jest twoim przeciwieństwem, jeśli chodzi o typ osobowości, raczej w krótszym niż dłuższym okresie czasu odnajdziesz siebie jaką słabszą stroną w tym związku.

Na pewno znasz mężczyzn, którzy nie należą do najprzystojniejszych, ale mają przepiękne żony. Zastanawiasz się jak tego dokonali, ale prawdopodobnie nie zadajesz sobie innego pytania – dlaczego ONA wybrała JEGO. Jest wielu nauczycieli, którzy trenują mężczyzn jak być bardziej uwodzicielskimi i atrakcyjnymi seksualnie – uczą wszystkiego co jest niezbędne, aby odnieść zwycięstwo w tej miłosnej dziedzinie. Jednak mężczyzna atrakcyjny seksualnie nie różni się niczym od innych atrakcyjnie seksualnych mężczyzn.

Jeśli jednak to jest WSZYSTKO co wiesz na ten temat, to nie masz dużej przewagi. O podstawowych elementach seksualnego przyciągania dla mężczyzn mówimy w e-kursie Podstawowe Narzędzia Gentlemana i na 21 płytach CD Program Mężczyzna Omega. Jednak w umyśle kobiety dzieje się o wiele więcej niż tylko seksualne przyciąganie. Chodzi też o to KIM jesteś i jaki potencjał do podjęcia życiowych zobowiązań wobec niej posiadasz.

Tylko bratnia dusza odnaleziona na podstawie szukania przeciwieństw wg modelu KWML może zadowolić kobiecą intuicję.
Dlatego kiedy poznasz już ten sekretny klucz do odkrycia tej jedynej, odpowiedniej kobiety dla ciebie (oczywiście zanim ją odnajdziesz będziesz zapewne pod wpływem innych pięknych kobiet), ta którą wybierzesz będzie posiadała idealną OSOBOWOŚĆ dopasowaną do twojej życiowej misji jako mężczyzny. Twoja męskość, pasja do życia, oraz misja będą bezpieczne, teraz i zawsze.

Istnieje czwarta umiejętność bycia prawdziwym mężczyzną, która będzie ci przydatna przez całe życie:

„Rozpoznaj i działaj, jeśli czujesz, że związek wymaga za dużo wkładu”

To brzmi jak coś wbrew naszej intuicji, prawda? Całe życie słyszymy, że związki to ciężka praca oraz, że powinniśmy poświęcić się i zabrać do pracy. Jeśli chodzi o karierę, uczymy się że im ciężej pracujemy tym większy odnosimy sukces. Jednak związki działają w inny sposób niż praca są PRZECIWIEŃSTWEM. Kiedy są właściwe wtedy są ŁATWE.
Moją osobistą misją jest pomaganie mężczyznom wieść lepsze życie. Innym aspektem mojej misji jest innowacja w nauce. Połączyłem wszystkie moje indywidualne misje w jedną wielką misję i jako rezultat powstała firma, która dostarcza wam produkty i usługi aby zwiększyć wasze możliwości.

Mogę wam przy okazji powiedzieć, że krocząc tą ścieżką poznałem wiele pięknych kobiet. Każda z nich sprawiła, że czegoś się nauczyłem, ale prawie zawsze lekcja ta dotyczyła przemyślenia – piękno nigdy nie wystarczy samo w sobie. Kobieta MUSI posiadać przeciwną osobowość do mojej, aby na początek zechcieć się dowiedzieć czym się zajmuję.

Aby dać wam przykład – umawiałem się już wiele razy z Królowymi i Wojowniczkami. Dla tych kobiet ważne jest posiadanie „racji”, bycie postrzeganymi jako ekspertki i wpływowe kobiety. Jak mam wytrzymać na dłuższą metę z osobą która zawsze chce mnie przegadać i rozwodzi się na temat jej osobistego poglądu na psychologię, oraz tego jak „obeznana” jest ona w mechanizmach jej działania? Ja spędziłem całe życie studiując te kwestie.

Z drugiej strony, zawsze, ale to ZAWSZE, kiedy umawiałem się z Czarodziejkami, miały one o wiele większy talent do działania niż ja i uczyły mnie jak go rozwijać i wykorzystywać, jednocześnie będąc zafascynowane moimi intelektualnymi wywodami, technologią z której jestem tak dumny. Nawet jeśli te kobiety nie pracowały bezpośrednio dla mojej firmy z pewnością szanowały one, wspierały emocjonalnie i podziwiały moje pomysły i misję.

Związki z Czarodziejkami były dla mnie, jako Króla, zawsze proste, nigdy nie stawały się walką. Wiadomo, że ludzie nie mogą być identyczni, zawsze zdarzają się kłótnie i nieporozumienia – jednak te konflikty ZAWSZE znajdowały rozwiązanie gdy zdawaliśmy sobie sprawę, że bez siebie nawzajem nie mamy tyle siły, miłości, przyciągania i zobowiązań w połączonych życiowych celach co jesteśmy razem.

Analizuję cały proces zalotów do kobiet w Programie Mężczyna Omega: Całościowa Dominacja w Umawianiu Się, z którego KWML jest tylko częścią, jednak punktem początkowym do odnalezienia ODPOWIEDNIEJ kobiety, jest właśnie system KWML. Nawet jeśli wybierzemy odpowiednią partnerkę wg systemy KWML, niektóre rzeczy mogą zagrozić naszemu związkowi, ale bez użycia systemy KWML bez wątpienia będzie trudniej.

Aby wystartować na właściwej ścieżce, użyj czwartej umiejętności, rozpoznając kiedy związek wymaga zbyt dużo pracy i zrezygnuj z niego. Zacznij właściwie zamiast poprawiać to co i tak nie wypali. Związki powinny poprawiać nasze życie, a nie dodawać nam ciężkiej pracy. Jeśli by tak nie było to po co mielibyśmy się w nie angażować? Lepiej być ze sobą po coś więcej niż tylko piękno. I może zabrzmi to niepoprawnie politycznie, ale nigdy nie słyszałem o mężczyźnie który instynktownie nie odkryłby, że to prawda.

Kiedy już wiesz czym jest męskość, znasz ważność swojej misji, wiesz jak radzić sobie ze strachem, oraz jak używać solidny charakter. możesz użyć tych umiejętności, aby poradzić sobie ze strachem utraty kobiety, która nie jest odpowiednia dla ciebie i powiedzieć sobie NIE gdy poczujesz pokusę bycia z nieodpowiednią osobą, kierując się tylko jej pięknem.

PIĄTE PRAWO

„Zawsze kultywuj tajemniczość, albo ryzykujesz porzucenie, zdradę, zwolnienie lub bycie niespełnionym”

Podczas gdy podstawową siłą (atutem) kobiet ponad męskimi instynktami jest ich piękno – uczyliśmy się o tej pułapce w historii o Syrenach – mężczyźni także mają podstawową siłę(atut) ponad kobietami jaką jest atrakcyjność.
Naszą podstawową seksualną umiejętnością przyciągania kobiet jest bycie tajemniczym – po prostu jeśli chcesz seksualnie przyciągać kobiety, zacznij być tajemniczy.
Mit lub historyjka, który najlepiej oddaje ten aspekt to mit o Sinobrodym, francuskim szlachcicu. Opowiada on nie tylko o tym jak instynktownie działa kobiecy umysł, ale opisuje też podstawową siłę mężczyzn, którzy szukają w życiu misji.

Siwobrody był bogatym mężczyzną, znany z tego, ze miał setki żon – gdy jedna umierała, sprawiał sobie kolejną. Był on znany z kultywowania jednej zasady w małżeństwie – (mówił do każdej swojej żony: „Możesz odwiedzać każdy pokój w moim domu, poza jednym”.)

Po czym wyjeżdżał w interesach, opływając świat, zostawiając swoja żonę w domu z kluczami do wszystkich pokoi. Jednak była jedna rzecz, której żadna z jego żon nie mogła się oprzeć – zajrzenie do jego sekretnego pokoju, w którym znajdowały się wszystkie jego martwe żony.

Ta historia to metafora mówiąca o podstawowej potrzebie kobiety, która pojawia się w niej poprzez doświadczenie ojca w dzieciństwie. Zauważa ona, że jej tatuś ma pewnego rodzaju „władzę” nad mamusią, w pewnym sensie seksualną, ale nie wie ona jeszcze co to znaczy. Podejrzewa ona, że jest ona ulokowana gdzieś w jego lędźwiach, ale istnieje tabu związane z odkryciem tej siły… dopóki dziewczyna nie staje się dorosła i nie odkrywa tej tajemnicy z mężczyzną, który jest równie rycerski i silny jak jej ojciec.

Znaczenie tej historii to pokazanie, że głównym wabikiem, który przyciąga kobiety (tak jak piękno przyciąga mężczyzn) jest tajemniczość którą charakteryzuje się mężczyzna. Najlepiej sprzedające się książki w tym stuleciu to romanse. I nie bez powodu. Skoro kobiety należą do większości czytelników, ich instynkty płciowe wychodzą na pierwszy plan w rynku sprzedaży.

Omawiam wszystkie możliwe sposoby użycia tajemnicy w relacjach z kobietami w Programie Mężczyzna Omega: Totalna Dominacja na Randce, tak jak w e-kursie Zbiór Narzędzi Gentlemana zamieszczam najlepsze taktyki, gry dotyczące społecznych umiejętności, teksty i testy jakich możecie użyć aby przyciągać kobiety. Wielu mężczyzn zauważyło poprawę swoich umiejętności w stosunkach z kobietami po zapoznaniu się z tymi systemami, a teraz mają narzędzia i metody dzięki którym zawsze wiedzą jak przyciągać kobiete. Jeśli masz do dyspozycji taką technologię, nie ma potrzeby aby być zignorowanym, samotnym, porzuconym, zdradzonym lub zapomnianym.

Fundamentem JAKIEJKOLWIEK metody zdobywania myśli kobiet, zapewniam was, jest obecny element tajemnicy; znaku zapytania dotyczącego CIEBIE który pozostaje JEJ w głowie. W momencie kiedy ten znak zapytania zniknie, ty też znikniesz z kręgu jej zainteresowań, uwagi, pasji i jej życia.

Pomyśl o mężczyźnie, który arogancko wchodzi do pokoju, z nosem podniesionym do góry i wypięta klatą, mówiąc: „Cześć laski! Zapewne moe być liderem, inteligentnym, zabawnym mężczyzną – ale kobiety parskną i obgadają go pomiędzy sobą jako głupka wypinającego klatę. Powód jest oczywisty – odstawia on przedstawienie. Znak zapytania zniknął z ich głów.

Tak więc nie ma znaczenia jak przyciągasz kobiety, tak długo jak otaczasz swoje działania dozą tajemnicy. Tak więc każdy „sekretny trik”, manipulacja, „taktyka uwodzenia” albo inne tego typu działania nie zadziałają jeśli będziesz je wykonywać zbyt otwarcie i niezdarnie, bez odrobiny tajemniczości w swojej prezentacji. Wtedy kobiety stracą całe zainteresowanie. Dlaczego? Brakuje ci tajemniczości.

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się dlaczego ktoś z tobą zerwał, rozwiódł się, zignorował, oszukał – pomijając wszystkie wyjaśnienia i wymówki? Nie chodziło o to że byłeś dla niej „zbyt dobry” lub „zły” albo „nie wystarczająco się starałeś”. Stało się tak dlatego, że zrezygnowałeś ze swojego prawa męskości, siły i umiejętności bycia tajemniczym. Kobieta straciła całe swoje zaciekawienie tobą, kiedy staliście się sobie zbyt bliscy, byłeś zbyt chętny do pokazania każdej i wszystkich swoich słabości i zranienia. Może nie było z tobą aż tak źle, żeby opierać się na kobiecie i polegać na niej jak dziecko na swojej mamusi, jednak nie zapamiętałeś lekcji Sinobrodego dla mężczyzn. Twoja zasada dotycząca małżeństwa, umawiania się i zobowiązań powinna brzmieć: „Możesz poznawać większość mojego życie, jednak nie masz wstępu do tego jednego, prywatnego pokoju”.

W tym pokoju mieszczą się sekrety twojej męskości, i wszystko czego się do tej pory nauczyłeś w tym kursie.

Tajemnica (lub sekrety) to nie tylko podstawowy czynnik napędzający żeńskie pożądanie; ale odkąd mężczyzna i kobieta pasują do siebie psychologicznie jak klucz i kłódka, używanie tajemnicy w życiu mężczyzny także mówi coś o NIM i jego męskości jako takiej.

To dotyczy także miejsca pracy, kariery, i twojej misji jako mężczyzny. Czy kiedykolwiek pracowałeś w korporacji lub biznesie? Prawdopodobnie słyszałeś o niektórych dziełach literackich które mówią o męskich sztuczkach i umiejętnościach radzenia sobie w świecie. „Książe” Macchiavell’ego, „Sztuka Wojny” Sun Tzu i wiele innych klasyków dotyczą sposobu pokonania wroga, aby zdobyć nagrody w twojej życiowej misji.

Wielu mężczyzn pyta mnie jak można opanować sztukę rywalizacji z innymi mężczyznami i czy odnosi się to też do naszych wysiłków zdobycia kobiety, sportu, czy też naszych karier.
W świecie biznesu często uczy się zasady, że można brać udział w rywalizacji na kilka sposobów – angażując się bezpośrednio, co nazywa się 3:1 wymaga to siły, przewagi, poprzez „oflankowanie” – czyli ominięcie bezpośredniego zaangażowania i zaatakowanie najsłabszego punktu „okrążenie wozów” – ochronę swoich aktywów (i tyłka) i pozwalanie innym walczyć na śmierć; lub „innowację – która może np. polegać na przeniesieniu w dziedziny/miejsca w których nie ma rywalizacji.
Te cztery metody rywalizacji są przydatne w biznesie, sporcie, walce o rękę kobiety, i życiu ogólnie, ale – i to „ale” jest bardzo ważnym „ale” – bez elementu zaskoczenia, zamaskowania, oraz przede wszystkim tajemniczości, są to zmarnowane wysiłki.

Jeśli przestudiujesz wielkie bitwy historii – od 300 Spartan w Termopilach, po Bitwę o Pacyfik pomiędzy Japończykami i Aliantami w czasie II Wojny Światowej – znajdziesz wspólny motyw, który stał za męskim zwycięstwem lepszych sił. Jak zauważysz, nie chodziło o sam rozmiar armii, albo o wiedzę/wyrafinowanie wojenne samo w sobie, ale przede wszystkim o element tajemniczości na temat ich strategii.

Jeśli Perska armia Kserksesa znałaby wcześniej tajną, ukrytą ścieżkę na tyły Spartan, mogłaby uniknąć dziesiątek tysięcy strat w swojej armii w starciu z tylko 300 Spartanami. Jeśli Amerykanie nie złamaliby wcześniej tajnego kodu japońskiej komunikacji, nie byliby oni w stanie przygotować się na uderzenie tam gdzie planowali atak Japończycy – i nie wygraliby wojny (albo przynajmniej bez kolejnych milionów ofiar w ludziach.)

Zwycięstwo jest zakorzenione w naszej męskości, a męskość ma tajemnice, jako podstawowy sekret w osiąganiu naszych celów.

Znałem wielu mężczyzn (sam nim jestem) którzy pracowali w zawodach, które nie były zgodne z ich życiową misją. Praca była tylko sposobem zarobku na zapłate rachunków. To nie znaczy, że powinieneś wykonywać pracę byle jak – rób to co robisz jak najlepiej umiesz – jednak ci dla których pracujesz nie mogą i nie będą dbać o twój dobrobyt bardziej niż o dobro własne lub firmy.

Biznes jest zaprojektowany na jak największy zarobek przy jak najmniejszych kosztach, zakładając w tym samym czasie, że dostarczy on najwyższe jakości dobra lub usługi dla klienta. Rzadko jednak biznes pozwala na równoczesne zrealizowanie życiowych potrzeb i celów wszystkich jego pracowników (lub większości), aby zbudować silny zespół. Jeśli jesteś w takiej sytuacji, możesz uważać się za szczęśliwego, że masz takich znajomych w pracy. Jednak większość z nas ma świadomość, że wkrótce możemy zmienić pracę posuwając się po ścieżce do realizacji naszej misji.

Znałem mężczyzn (w tym siebie), którzy rozmawiali zbyt otwarcie o swoich intencjach (planach itd.) w miejscu pracy. Mówili o swoich marzeniach o szkole prawniczej lub o napisaniu książki, przeprowadzce do Nowego Jorku lub Londynu, nigdy nie zatrzymując się żeby pomyśleć (użyć Obserwacji Ego, żeby się skupić na sobie), żeby zdać sobie sprawę, że bycie zbyt otwartym oraz chlapanie językiem może nie być dobrą strategią w miejscu pracy. Od kolegi do kolegi, plotka jest przekazywana, aż dociera do szefa. Wtedy stajesz się monitorowany i obserwowany, jesteś na świeczniku, być może nawet jesteś ganiony za rzeczy za które nie odpowiadasz, a oceny twojej pracy są coraz niższe chociaż masz poczucie, że osiągnąłeś najlepsze możliwe rezultaty. Dzieje się tak dlatego, że pracodawcy nie mają zysku z silnego pracownika, który dąży do zrealizowania swojej życiowej misji. Pracodawca czerpie zysk z pracownika, który skieruje swoją męskość na JEGO cele, JEGO misje. Chce cię kontrolować. Postawa obronna, obserwacja, oraz czujne oko spoczywają na tobie ponieważ gdzieś głęboko wie on, że wszyscy mężczyźni są wolni i każdy z nich ma własną osobistą misję. Ma on cichą nadzieję, że jej nie odkryjesz.

To nie ma znaczenia. To gdzie popełniłeś błąd to złamanie Piątego Prawa bycia mężczyzną. Byłeś zbyt gadatliwy i otwarty i w pewnym sensie, zbyt SZCZERY wobec tych, którzy nie zasłużyli na dostęp do twoich najbardziej prywatnych myśli, uczuć lub planów. Zignorowałeś w sobie siłę zwaną „tajemniczością” i zaniedbałeś użycia swojego najbardziej efektywnego uzbrojenia – tajnych umiejętności szpiegów, łamaczy kodów, sabotażystów, i innych tajnych agentów zwycięstwa na wojnie.

Czy wiedziałeś, że podczas II Wojny Światowej, gdyby nie niezwykłe umiejętności użyte w tajnych akcjach przez czwórkę Norwegów, Hitler miałby już zbudowaną bombę atomową? To prawda. W porównaniu z milionami ton metalu zużytymi na machiny wojenne i milionami straconych żyć, cały ten wysiłek aliantów mógł pójść na marne gdyby nie tajne akcje czwórki mężczyzn, którzy osobiście wysadzili magazyn ciężkiej wody (tlenku deuteru) Hitlera, która była niezbędna do zbudowania bomby atomowej.
Na tym przykładzie widać jak potężny może być wpływ tajemnicy w twoim życiu.

To jest to co stoi też za każdą i trwale celebrowaną GWIAZDĄ, za każdym mężczyzną pożądanym przez kobiety. Każde z nich zatrzymuje coś dla siebie, dając zarazem do zrozumienia, że coś takiego (tajemnica) istnieje, ale nie ujawniając co to jest. Ma to też każdy dyrektor wykonawczy, któremu udało się przetrwać początkowe porażki i którego reputacja trwa nawet po jego śmierci. Właściwie jedną z lekcji jakie wynieśliśmy z bitwy pod Termopilami to ta, że bardziej męskie i znaczące dla mężczyzny jest umrzeć w obronie swojej życiowej misji, niż żyć dalej jak tchórz. Mamy dziedzictwo do przekazania dla następnych pokoleń, nagrodę za wypełnianie naszej życiowej misji; szansę na nieśmiertelność dla każdego z nas. Jeszcze do tego wrócimy wkrótce.

W rywalizacji z innymi mężczyznami wiedz, że nikt poza ludźmi z twojej „drużyny”, twoimi mentorami oraz ojcem, oraz oczywiście tobą samym, nie będzie ci pomagać. Inni mężczyźni nie mają nic do zyskania poprzez pomoc tobie w stanie się potężniejszymi niż oni sami. Może nigdy nie słyszałeś, żeby ktoś mówił o tym tak bezpośrednio i otwarcie, ale instynktownie wiesz o tym.

Z tego względu, nie jesteś nikomu winny ujawniania swoich prywatnych myśli, uczuć, lub planów na przyszłość. Nikomu poza twoimi kolegami/ludźmi z twojej drużyny, albo twoimi mentorami. Nawiązując znowu do sekretnego pokoju Sinobrodego, twoje sekretne myśli to twoja największa siła (tajna broń), potężniejsza niż armia przeciwników, o wiele bardziej potężniejsza niż najsilniejsza bogini zemsty (nemezis). W tym wypadku twoja męskość nie jest jednak analizowana bezpośrednio w odniesieniu do kobiety, ale do twojej misji jako mężczyzny w miejscu pracy – twojej karierze, bez względu na to jak próbujesz ją zracjonalizować, była, jest i będzie męskim polem bitwy.

W najgłębszy możliwy sposób opisuję te sekrety w serii lekcji Dojrzała Męska Siła. Są one bardzo opisowe i tworzą rodzaj systemu, który możesz łatwo użyć. Jest też inny sposób spojrzenia na te wyzwania – politykę miejsca pracy, trudności związane z poderwaniem właściwej kobiety i poczuciem bycia solidnym mężczyzną w świecie rywalizacji:
Zaprzyjaźniłem się z mężczyzną o imieniu Carl, ogromnym mężczyzną, który wychował już córkę i niedawno ożenił się z kobietą swoich marzeń. Jest on także bokserem, który ma duże szanse na wygraną w Mistrzostwach Świata Wagi Ciężkiej tego roku. Zagląda on śmierci w oczy każdego dnia, a jednak żyje z pasją, rozwija się i codziennie odnosi zwycięstwa. Udało mi się złapać tajemniczość w tym człowieku sukcesu, co opisuję w serii rozmów które z nim przeprowadziłem, a które są do kupienia w formie audio oraz programu video nazwanego „On Men Women and Life: Wisdom of the Professional Boxer (O mężczyznach, kobietach i życiu: mądrość profesjonalnego boksera)”. Bardzo polecam wam tą serię, jeśli chcecie doświadczyć ŚMIAŁEGO (bez ogródek) zrozumienia potęgi tajemniczości w życiu mężczyzny.

Jeśli nie uda wam się nauczyć tego subtelnego piątego prawa – jak być tajemniczym – staniesz twarzą w twarz z piątą pułapką:

„Nie ujawniaj swoich sekretów; jest różnica między uczciwością a lekkomyślnością/głupotą”

Ten rodzaj pułapki jest bardzo subtelny. Pojawia się po cichu w momentach słabości przy kontaktach z kobietami lub w miejscu pracy. Czujesz u siebie potrzebę akceptacji, miłości, poważania. Zanim się zorientujesz, twoje usta już ujawniają szczegóły twojej męskiej siły, wyjawiając je kobietom, które z tego powodu wkrótce cię zdradzą. Ujawniasz te szczegóły również mężczyznom, którzy przejmą twoje zasoby, a potem zwolnią cię, ukradną twoje pomysły i też cię zdradzą.

Dowiedzieliśmy się ważnej lekcji na temat granic gdy uczyliśmy się, że “charakter jest przeznaczeniem”. Jest też inna droga poprzez, którą twoja granica jako mężczyzny jest bezpośrednio powiązana z rdzeniem twojego męskiego instynktu. To powiedzenie NIE, kiedy czujesz pokusę podzielenia się z kimś swoimi tajnymi myślami, uczuciami, przeczuciami i intencjami na przyszłość. Nie tylko pozbawiasz się wtedy swojej przewagi w rywalizacji, jeśli ją podejmiesz, ale też swojej męskiej pasji życiowej. Zmniejsza się ona z każdym sekretem który ujawniasz.
NIE jest w porządku zdradzać się w ten sposób.

Kiedy kobieta żąda, błaga lub zaklina cię żebyś odpowiedział jej na pytanie o czym myślisz, co robisz gdy jej nie ma w pobliżu, albo co jest twoją największą słabością, tak łatwo można wrócić do sposobu myślenia z dzieciństwa i stać się chłopczykiem, który chce się przypodobać swojej mamusi – i powiedzieć kobiecie wszystko. Zrobienie tego równałoby się z Sinobrodym otwierającym z własnej woli swój sekretny pokój, a potem wyciągającym ręce żeby go zakuć w kajdanki i zabrać do więzienia. Bycie tajemniczym nie jest niczym kryminalnym ani nieetycznym. Nie. Pamiętaj o WSZYSTKICH Prawach Bycia Mężczyzną, w których zawiera się lekcja wartościowego charakteru. Czyli, bycia ETYCZNYM. W granicach etyki, nie jest kłamstwem odmowa, unikanie odpowiedzi, lub chronienie sekretów twojej prywatności – czyli nie ujawnianie rzeczy które należą tylko do ciebie.

To samo jest prawdziwe, jeśli chodzi o twoją misje jako mężczyzny. Nie mogę zliczyć mężczyzn, którym mógłbym pomóc gdyby tylko WCZEŚNIEJ wiedzieli oni o tej zasadzie, zanim ogłosili oni swojemu pracodawcy, że wybierają się do szkoły prawniczej, albo swoim współpracownikom, że zauważyli błąd w księgowości lub swoim kolegom z klasy, że wiedzą kto oszukiwał na teście. Dając inny przykład – polityk przyznający się do jakiegoś błędu z przeszłości. Żadna z tych informacji nie należy do grupy osób wokół Ciebie. To twoja osobista własność.

Jest JEDNA umiejętność którą musisz doskonalić, aby dać sobie radę z podupadającym zainteresowaniem w sobie, twoją misją, twoją atrakcyjnością, która zapobiegnie przed uniknięciem bycia oszukanym, zwolnionym, porzuconym, lub niespełnionym w stosunkach z kobietami lub w pracy.

Piąta umiejętność bycia mężczyzną brzmi:

„Milcząc obserwuj wszystko bez ujawniania czegokolwiek.
I rób to bez przepraszania”

Nie ma w tym żadnego dylematu etycznego. Należy być uczciwym w kwestii tego co uważasz za prywatne, bez ujawniania czegokolwiek co mogłoby ci zaszkodzić i nie działać w twoim najlepszym interesie, odnośnie tego co jest ZAWARTE w tej prywatności. Myślę, że nie spotkałem się z lepszym opracowaniem tego tematu niż w Programie Mężczyzna Omega.
Dzięki niemu zobaczysz jak być dojrzałym, męskim, i mądrym; ponieważ co ludzie myślą o tobie jeśli będą wiedzieć, że nie potrafisz dochować nawet WŁASNYCH sekretów, nie mówiąc o ICH sekretach?

Kiedy byliśmy dziećmi rodzice nagradzali nas za każde powiedzenie TAK. Te prośby zawierały również pytania o szczegóły naszych wybryków. Pytali nas: „Byłeś niegrzeczny? Kłamiesz? Co ukradłeś? Powiedz prawdę. No dalej!” A my przyznawaliśmy się, przepraszaliśmy, płakaliśmy i potem byliśmy nagradzani za to. Inni mogli nam dawać miłość i uwagę.
Czy nie jest dziwne, że kiedy staliśmy się dorośli, im MNIEJ mówimy, a WIĘCEJ ukrywamy i WIĘKSZA nasza dyskretność, tym BARDZIEJ ludzie wokoło czują do nas SYMPATIĘ. Szanują nas bardziej jako mężczyznę, ironiczne wiedzą, że mogą nam BARDZIEJ ufać i chcą podążać za nami w naszej życiowej misji.

Ta zasada jest jeszcze bardziej prawdziwa jeśli chodzi o stosunki z kobietami; jak widzieliśmy ich główną seksualną podnietą jest głód odpowiedzi na tajemnice (świata) i na pytanie co kręci mężczyzn.

Nie pozbawiajmy ich tego. Obserwuj kobietę i nie ujawniaj niczego jeżeli nie będzie to z korzyścią dla ciebie lub twojej misji i nie przepraszaj z tego powodu. Posiadanie silnego charakteru i robienie tego co należy – tak daleko jak Twoje sumienie może Cię poprowadzić – jest wszystkim czego potrzebujesz żeby nigdy nie musieć przepraszać.

Nigdy nie przepraszaj, chyba że jesteś młody, głupi, niedojrzały, albo naprawdę zrobiłeś coś złego spowodowanego okrucieństwem, ignorancją lub zaniedbaniem. W innych przypadkach żadnych przeprosin.
To jedna z wielu “niepoprawnych politycznie” rzeczy, które na pewno i biologicznie czynią cię mężczyzną.

.

Link do drugiej 5 praw