Posts Tagged ‘Odzywianie’

Przestań Stawiać Sobie Bzdurne Cele Fitnessowe

Co to jest? Dźwięk jest do bani w moim wideo,  to pewnie o to chodzi, ponieważ mikrofon jest tutaj, a jeśli ja mówię z tego miejsca, nikt mnie nie słyszy. Jak również dlatego, że zawsze kiedy mówię, czy to jest w sytuacji z osobą,  czy gdy przemawiam do grupy, słowa idą w eter. Nie będzie to zrobione drugi raz w sposób, w jaki zostało to przeprowadzone za pierwszym razem. Tak więc zależnie od określonego poziomie entuzjazmu  lub poziomu kontaktu jaki złapię z ludźmi za każdym razem jest zupełnie inaczej. Tak więc spróbujemy nagrać co najmniej drugą część.

Po raz pierwszy zrobiłem to kiedyś o 10 rano. Dosłownie robiłem notatki na kawałkach papieru i wypisałem to wszystko. A potem w swojej głowie próbowałem wymyślić jak połączyć to wszystko razem, żeby miało sens. Jak Mariah zapytała… kiedy mówiłem o „byciu w ćwierć drogi”, „o czym ty do cholery mówisz?” Ale później stało się to dla niej jasne,  a to wszystko co się liczy.

Tak więc to jest, powiedziałbym: jak nie ustanawiać bzdurnych celów, pewnie macie takie. Wszystko zaczyna się od celu. Pojedyncze cele są ważne, ale wszystkie razem powinny być spójną częścią większego celu. Chcę przez to powiedzieć, że jeśli postawisz sobie cel,  żeby wyglądać  w konkretny sposób, nosić określony rozmiar ubrań albo osiągnąć  określoną wagę to jest to bzdurny cel, z wielu powodów. Możecie to osiągnąć, jednocześnie nie będąc zdrowym. Czyli możecie osiągnąć ten rozmiar ubrania, zobaczyć w końcu wagę jaką chcecie, wyglądać jak chcecie bez zdrowego jedzenia, bez ćwiczeń  kardio, nawet bez intensywnych treningów, zgadza się?

Weźmy jako przykład modelkę. Jak dużo ćwiczeń wykonuje modelka? Pomyślmy o Kate Moss, modelce roku 1995. Zero, one wykonują zero ćwiczeń. Noszą rozmiar zero w ogóle nie ćwicząc. W ich umysłach, usprawiedliwienie tego co próbują osiągnąć to wszystko powierzchowne bzdury. Czyli jeśli będą tak wyglądać, to dostanę tę pracę, będę podziwiana przez ludzi. A to jest bzdura, bo… Jaka jest dieta Kate Moss? Głównie seler i kokaina stanowiła dietę Kate Moss. Seler i kokaina.

Powiedzcie mi więc, czy chcielibyście aby wasz cel był choć trochę bliski jej celowi, żeby wyglądać tak jak ona wyglądała? Oczywiście przykład był ekstremalny z drugiej strony spektrum. Wróćmy do normalnej osoby, prowadzącej proste codzienne życie. Jeśli masz właśnie takie same cele, problem z nimi jest taki że niekoniecznie idą w parze z prowadzeniem jakiegokolwiek rodzaju zdrowego stylu życia żeby je osiągnąć. Kiedy przychodziliście tu na początku, mówiliście coś w rodzaju: chcę wyglądać w taki sposób, chcę ważyć tyle i tyle, albo żeby zainteresować tego gościa, nieważne…

Zakładamy, że osiągacie to, osiągacie to nagle, mieścicie się w końcu w rozmiar 2, czy jakiś inny. Nie znam damskich rozmiarów. Dla mnie będzie to rozmiar 30, myślę że chyba większość gości chciało by się w taki mieścić.

Osiągacie więc ten rozmiar i ostatecznie co się dzieje kiedy to osiągnięcie: Jestem w tym miejscu więc mogę poeksperymentować. Tak więc mieszczę się w konkretny rozmiar, ważę ile chciałem, wiec teraz poeksperymentuję. Chodzi mi o to co poświęciłem, żeby to osiągnąć i co mogę  odzyskać jednocześnie pozostając z osiągniętym wynikiem.

Zaprzestałem napoi wyskokowych,  przestałem jeść śmieciowe jedzenie, przestałem obżerać się w Święta, zrezygnowałem z tylu rzeczy. W Twojej głowie wszystkie te rzeczy postrzegane są jako strata. To te straty pozwoliły dotrzeć Wam w to miejsce. Teraz więc chodzi o to jak utrzymam rozmiar 2,  czy jakąkolwiek pożądaną przeze mnie wagę oraz jak zrównoważę niektóre straty  przez wprowadzenie ich z powrotem.

Tak więc w piątek możesz wybrać się z przyjaciółmi coś wypić. W poniedziałek wchodzisz na wagę,  widzisz że nie wpłynęło to na ciebie. Wciąż masz rozmiar 2, wciąż się w niego mieścisz. Więc nic się nie stało. Kolejny tydzień: robisz to samo,  to był długi tydzień i wypijasz kilka kieliszków wina. A jeśli wszyscy jedzą ciasto ta ja też je zjem, to nic takiego.  Wezmę tylko mały kawałek. Kogo to obchodzi. Znowu przychodzi poniedziałek, nie wpłynęło to za bardzo na waszą wagę i wciąż jeszcze jesteś w rozmiarze 2.

W drugim tygodniu dopadło was uzależnienie od jedzenia. A u większości właściwie powróciło. Wróciłeś do jedzenia kompulsywnego [w niekontrolowany sposób], sam regulujesz to na co jesteś podatny. Na poziomie naukowym to co się stało to,  przestawiłeś swoje ciało ze stanu anabolicznego – w którym spalany jest tłuszczy i budowane są mięśnie – czyli to co zapewniło ci estetyczny wygląd, twój wymarzony estetyczny cel i włączyłeś przełącznik.

Teraz spalam mięśnie i kumuluję tłuszcz, ale w swojej głowie myślisz, że nic się nie stało ponieważ były to dwa pojedyncze „wypadki”  i może być ich więcej, bo są małe i nie mają wielkiego znaczenia. Tak więc w tygodniu drugim nie tylko załatwiłeś sobie  uzależnienie od jedzenia, to jeszcze jesteś pełen złudzeń. Jesteś daleko od rzeczywistości i straciłeś z nią kontakt. Więc jeśli teraz stajesz się uzależniony i nie masz poczucia rzeczywistości, to co do cholery stanie się w tygodniu trzecim? Czy nagle wrócisz do zachowań dzięki którym osiągnąłeś upragniony rozmiar 2?

Dlaczego miałbyś wracać skoro masz urojenia. Żyjesz w rzeczywistości, której nie dostrzegasz, żyjesz gdzieś tam, w chmurach. W związku z tym, w tygodniu trzecim pozwalacie sobie na trochę więcej. No dobra… kilka kilo mi przybyło, ale wciąż mieszczę się  w te spodnie. Czyli nic wielkiego się nie stało.

Jeśli będziesz to kontynuować, bo wydaje ci się, że możesz zacząć nadrabiać to co straciłeś, to za sześć lub osiem tygodni znowu przybierzesz na wadze, wtedy już nie możesz powiedzieć, że to woda zatrzymała się w organizmie, bo nie ćwiczyłem kardio dzisiaj, bo się starzeje, albo jestem jeszcze młody,  albo że się nie wyspałem i inne takie wymówki.

Teraz jest to widoczne i możesz to obserwować w każdym tygodniu. To jest to co widać gdy stajesz na wadze. Określona waga nie  jest dobrym celem z kilku powodów, ale głównie nie jest nim dlatego, że nie odnosi się to do ludzi w formie.

Innym powodem, dla którego nigdy nie powinniście sugerować się wagą to to, iż ta osoba nie przejmowała się swoją dietą, ani niczym innym przez  całe tygodnie, ale wciąż utrzymała założony cel. Na wadze. Więc czy waga jest dobrym przykładem  przestrzegania przez nią zasad programu w tym momencie?

Nie. Taki ktoś nie postępował właściwie.

Waga nie ma nic wspólnego z tym co ta osoba powinna osiągnąć, przykro mi.  Jaki jest więc właściwy sposób osiągnięcia tego?  To powinno być następne pytanie.

Przejdziemy teraz do tego procesu, który rozpoczynamy lub zaczynamy od nowa. W tym miejscu muszę przestrzec przed zaczynaniem od nowa. Ludzie nie powinni za często zaczynać od nowa i ludzie nie powinni… Jak ja tego nie cierpię, oto czego nienawidzę.

„W poniedziałek jest nowy dzień, w tym tygodniu mi się uda.”

Nie znoszę tego, bo tylko wydaje wam się, że możecie znowu zacząć w poniedziałek i że dacie radę na pewno. A to nie jest prawda. Nie możesz zaczynać w nieskończoność, bo to tak nie działa.

Nie mamy takich zdolności, żeby wymazać do czysta naszą przeszłość i wyznaczyć nowy punkt startowy. To nie działa. To nie jest rozpoczynanie, ale wciąż kontynuacja.

Nawet jeśli nie dawaliście rady od roku, to kontynuujecie coś, nie zaczynacie od nowa. A zgadnijcie dlaczego. Ten cały rok błędów to lekcje jakie możecie wykorzystać, aby teraz naprawdę pójść do przodu.

Zapominanie o tych nauczkach to błąd. Były użyteczne, miały swój sens, udowodniliście sobie czego nie możecie robić.

Teraz, druga część, to powrócić do rzeczywistości,  odstawić złudzenia i zacząć iść do przodu.

Oto plan jaki mam w swojej głowie, dla każdej osoby, która zaczyna u nas klubie Spartan. Będzie różny dla zdrowych ludzi, nie wiem czy inny trener przykłada do tego tak dużą wagę. Więc, chcemy mieć postęp liniowy, zawsze chcemy iść do przodu i robić postępy, tak więc mamy pewne cele.  Te cele powinny łączyć się w całość, czyli nie być bzdurnymi celami.

Powinny być takie same dla każdego.  Ale może ja nie chcę robić tego co ta osoba. Nie masz wyboru.  Albo posuwasz się do przodu albo się cofasz. Jeśli jeszcze tego sobie nie przetłumaczyłeś, to daj sobie więcej czasu, w końcu zrozumiesz. Albo idziesz do przodu, albo w tył.  Jeśli mówimy o kształtowaniu twego ciała, nie możesz robić dwóch rzeczy jednocześnie,  to tak nie działa.

Tak więc krok pierwszy to proces uczenia się. Na przykład zostajecie skonfrontowani z jakąś nową informacją, jesteśmy w tym procesie. To co pozwala wam na osiąganie kolejnych kroków jako celów to zdrowie i długowieczność.

Jest to dobry cel bo nie da się spartaczyć zdrowia i długowieczności.

Jeśli celem jest zmieścić się w rozmiar 2, to możesz wiele spartaczyć mając taki cel.

Jeśli celem jest zdrowie i długowieczność to nie ma tu miejsca na pomyłki.

Te błędy, które będziecie powtarzać znowu, z powodu strat, które ponieśliście, będą dalej szkodziły waszemu zdrowiu i długowieczności. Może nie zaszkodzą waszemu rozmiarowi 2, ale szkodzą zdrowiu i długowieczności.

Tak więc, jeśli przejdziemy przez ten proces z tym jako celem nagle jesteśmy tutaj.  Zdrowie i długowieczność bierzemy jako cel lub zaczynacie od nowa, jakkolwiek to dla was jest, czy według mojej definicji kontynuujecie.

Po tym jak nauczycie się już czegoś, musicie trzymać się tego przez wystarczająco długi czas, aby zrobiło to dla was różnicę.

Tak więc następny krok to będzie stosowanie się. Nagle mamy kolejny wyznacznik do osiągnięcia. Znowu fundamentalnym celem jest zdrowie i długowieczność. Odtąd stajemy się szczuplejsi, silniejsi i szybsi.

Po pierwsze szczuplejsi, po drugie silniejsi, po trzecie szybsi. Problem większości ludzi nie tkwi w tym,  że nie są wystarczająco silni żeby robić pompki. Problem większości jest taki, że podnoszą poprzeczkę za wysoko. Ciało nie zostało zaprojektowane tak, żeby móc robić  pompki lub coś innego z każda wagą jaką możesz mieć. Stajesz się więc chudszy, a potem silniejszy. Czy na tym etapie jesteście silniejsi fizycznie? Prawdopodobnie nie.  Prawdopodobnie jesteś tylko chudszy.

Masz o jakieś 5 kilogramów mniej więc oczywiście będzie ci łatwiej. Potem, przy tym wszystkim, stajesz się szybszy. To więc też są namacalne cele: chudszy, silniejszy i szybszy. Jeden z nich lub wszystkie, to nie ma większego znaczenia.  Dążymy do nich, ale wciąż naszym podstawowym celem jest zdrowie i długowieczność.

W pewnym momencie następuje konieczność nauczenia się wielu rzeczy od nowa. Po tym jak już będziecie chudsi, silniejsi i szybsi, wiele  rzeczy wciąż się zmienia i to w bardzo znaczący sposób. Bo w tym momencie, żeby dotrzeć do tego miejsca, dokonujemy zmian nieomalże regularnie.

Często mówię ludziom, że jeśli nie zmieniają swojego żywienia raz na dwa tygodnie to dlatego, że nie dowiadujesz się nowych rzeczy na tyle, żeby dokonało to jakichś zmian w nas, a tym samym nie przynosi to widocznych efektów dających nam znać, że te zmiany działają. Tak więc cała koncepcja. Będę robił dokładnie to co robiłem pół roku temu bo to działało. Nie zadziałało bo wciąż nie dotarliście do tego punktu w którym chcecie być. Właściwie to nie działało. Nastawianie się więc na robienie tego ponownie to szaleństwo i nie ma sensu.

W tym momencie uczymy się więc rzeczy na nowo, wciąż trzymając się celu zdrowia i długowieczności. Teraz masz do przyswojenia nowe rzeczy, bo nauczyłeś się nowych informacji. Więc znowu, zdrowie i długowieczność są celem, zobowiązanie i przestrzeganie zasad.

Bzdurne cele 1

Znowu za cel obieramy aby być szczuplejszym, silniejszym i szybszym. I o ile mi wiadomo to się nieustannie powtarza. A wiem to dlatego, że każda jedna osoba, która przechodzi przez ten proces ma się lepiej z tygodnia na tydzień, przez lata.

Nic nie wiem o tym, żeby to nie działało na ludzi. Tak więc to może trwać w nieskończoność, a jeśli się tak nie dzieje to jest to kwestia wyboru. To nie wasze geny, co jeszcze, to nie wasz wiek…

Jakich jeszcze wymówek używają ludzie? Praca, to żadna z tych rzeczy. Wszystko sprowadza się do tego.

Na początku myślimy o tym, jakie są nasze limity tolerancji dla zmian.Robimy te wszystkie zmiany, ale mamy jakiś limit. Jeśli go przekroczymy, a liczba zmian jest za duża, to nie damy rady, prawda? Więc kiedy ludzie po raz pierwszy przychodzą albo kontynuują, zależy jak podejście do tego wybierzemy, to na początku dzieje się dużo, ale potem tempo zaczyna znacznie się obniżać.

Bzdurne cele 2

Więc w pewnym momencie postrzegany przez was wysiłek jest znacznie mniejszy niż wasz faktyczny wysiłek. To kwestia percepcji. Kiedy się uczycie, tutaj, to postrzegany wysiłek jest wyższy.

Po tym jak coś przyswoicie po pewnym czasie i stosujecie te informacje to jest łatwo  z powodu ilości powtórzeń i stopnia nasycenia. Więc im częściej coś robisz, raz za razem, to łatwiej jest kontynuować robienie tego, zamiast zaprzestać to robić, zastanawiać się w jakim punkcie jestem, w którym kierunku mam to kontynuować? To jest dla mnie za trudne…

Tak więc proces idzie w górę, a potem w dół, ale w pewnym momencie te linie spotkają się tutaj. Wtedy ilość włożonego wysiłku, postrzegany tak przy okazji, jakkolwiek, to kwestia percepcji…

Postrzegana ilość wysiłku jest mniejsza niż ten, który faktycznie w to wkładacie. Tak więc nagle prowadzicie zdrowy tryb życia,  jesteście chudsi, silniejsi, szybsi, uczycie się nowych rzeczy oraz stosujecie się do nich, człowiek kontynuuje proces i jest łatwo, przynajmniej w waszej głowie.

Czy w rzeczywistości jest to łatwe czy nie, nieważne, nie ma to większego znaczenia, bo wasz umysł postrzega to jako łatwe. Od tego momentu, kiedy uda wam się minąć ten punkt, to właściwie jest łatwe. Dlaczego miałoby nie być? Dlaczego miałoby się wam nie udać do niego dotrzeć? Tak to właśnie się staje.

Tak więc teraz – czego nie robić. Powiedzmy, że pomarańczowa linia będzie charakteryzować bzdurne cele. Tak więc docieramy do punktu, gdzie, będzie to mniej więcej podobnie, docieramy więc do krzywej uczenia się, potem przechodzimy do wprowadzania wiedzy życie, mamy się świetnie, a potem przechodzimy do: chudsi, silniejsi, szybsi, wciąż idzie nam dobrze.

Ale wtedy nagle, z naszą krzywą zaczyna się coś dziać.  To jest: „Jestem już tutaj, jestem”. Mam upragnioną wagę, mieszczę się w ten rozmiar, podobam się tym kolesiom, cokolwiek. Udało się. Nagle zaczyna kierować się w dół.

Problem z tym kierunkiem do dołu jest taki, że aby móc wrócić  z powrotem do góry, musimy powtórzyć te kroki. Tak więc w tym momencie, jakie to było słowo… produktywność. Tak więc tym razem produktywność spada, bo musimy zrobić te rzeczy jeszcze raz.

Więc robimy rzeczy jeszcze raz, powtarzamy krok 1, 2 i 3 jeszcze raz i posuwamy się trochę wyżej. Ale znowu jesteśmy w: „jestem tutaj”. Udało się, jesteśmy gdzie chcieliśmy być, jest nam wygodnie. Mieszczę się w ten rozmiar, ludzie zwracają na mnie uwagę,  każdy mówi jak dobrze wyglądam, przez cały czas. To bzdurne powierzchowne cele. Więc wtedy: „to mogę przemycić z powrotem kilka rzeczy.”

I znowu muszę robić wszystko jeszcze raz. Produktywność przestaje istnieć. Przechodzisz więc wciąż przez ten proces, aż zaczynasz wariować i rezygnujesz. Dlatego właśnie ludzie rezygnują. Nie zrobią nic innego.  Zazwyczaj właśnie tak to się dzieje.

Tak więc postrzegany wysiłek przez tą osobę zaczyna się tuż poniżej tego co jest ich limitem. Zaczyna wzrastać do obszaru,  który dla nich jest niewykonalny. Ta osoba i ta osoba, obydwie pracują z ludzkim ciałem, biochemia jest relatywnie taka sama.

Jeśli mówimy o śledzeniu postępów, mogę dokładnie przewidzieć gdzie ta osoba będzie za dwa lata. Mogę też przewidzieć gdzie będzie ta osoba za dwa lata.  Jaka jest główna różnica między tymi dwoma osobami?

Postrzeganie. To jest jedyna różnica.

Jedna osoba zbudowała sobie coś w swojej głowie chcąc być ponad swoje limity tolerancji, nawet pomimo tego, że dokonała tego na samym początku.  To są te same rzeczy, które już zrobili. Ale teraz, z jakiegoś powodu, wykracza to poza to z czym może się mierzyć, a linia będzie przesuwała się do góry,  tak długo jak będzie się tego trzymać.

Zamiast więc mieć taką krzyżującą się linię,  gdzie postrzegany wysiłek jest mniejszy niż twoje aktualne czynności, ciągnie się po prostu bez końca. Za każdym razem kiedy się dostosowujesz próbując połączyć ze sobą te dwie linie, jest coraz dalej.

Wysiłek jest większy i większy i większy. Za każdym razem, kiedy łączysz te linie, ciągle czujesz się źle z tym, w jakim kierunku zmierzasz.

Próbujemy tego co dobre…

Czy wszyscy to rozumieją? Czy to ma sens? Czy może brzmi jak bzdura? Brzmi jak bzdura?

Tak więc percepcja musi się zmienić.  W pewnym momencie percepcja musi się zmienić. Bo ostatecznie to co się stanie to uczynisz swoje cele innymi od tych celów i będą oparte tylko na postrzeganym wysiłku. Postrzeganym, nie realnym. Więc zamiast przejścia przez ten proces i ustalenia realistycznych, efektywnych celów, zapytacie:

 „Ile wysiłku będzie wymagało ode mnie żeby dotrzeć do tego miejsca”, a potem zadacie sobie pytanie:

„czy to przekracza moje granice tolerancji?”

A odpowiedź brzmi:  tak, jest to powyżej twojego limitu tolerancji.

Robisz więc to wtedy przez bardzo krótki okres czasu, bo wydaje ci się, że im dłużej to robisz, wymaga to coraz więcej wysiłku. Natomiast rzeczywistość jest taka, że gdy w trakcie nie ma przerw we wprowadzaniu wiedzy w życie to jest łatwiej. Czy to dla was jasne? Ktoś chce cos dodać? No dobrze.  Nie ustanawiajcie więc sobie bzdurnych celów.

.

Znajdź czas – napisy PL

To co większość ludzi chce słyszeć to to, że nie musisz ciężko pracować,  Wszystko co musisz zrobić to wziąć magiczną pigułkę. Ale to co potrzebujesz usłyszeć to to, że konkretny czas i wysiłek  musi zostać włożony, jeśli chcesz rozwinąć zauważalnie wyższy poziom.
Nie mam czasu to argument numer jeden jakie ludzie stosują, który pasuje do wszystkiego.
Ale prawda jest taka, że zawsze znajdziesz czas na cokolwiek co jest ważne dla Ciebie w Twoim życiu, jeżeli czytanie książki jest ważne, znajdziesz na to czas, jeżeli pójście na siłownie jest ważne, znajdziesz czas, jeżeli bycie z ukochaną osobą jest ważne, znajdziesz czas.

 

Dyscyplina i intencja – napisy PL

Wyraźna intencja oznacza, że masz pełną zgodność w myślach, słowach i czynach. Dyscyplina to Twój pojazd do sukcesu [zrealizowanie założonego celu], a intencja to paliwo, jedno nie zadziała bez drugiego.

Dr Weston Price w poszukiwaniu zdrowia – napisy PL

Jedzenie ma ogromne znaczenie, jeśli chodzi o zdrowie. Weston Price w latach 30-tych XX podróżował po świecie badając różne społeczności i plemiona. Odkrył w jaki sposób zachowanie zdrowia (w tym nieskazitelnie pięknego uśmiechu) zależy od diety składającej się z nieprzetworzonej żywności, dokumentując licznymi fotografiami piękne uzębienie.

Prymitywne społeczeństwa były świadome zależności między tym, co jedli, a ich własną reprodukcją, więc dla kobiet w ciąży sposób żywienia był starannie zaplanowany. Kiedy zastąpiono ich naturalną dietę komercyjną żywnością, można było zaobserwować nienaturalne ukształtowanie twarzy oraz podatność na pewne choroby.

Raymond Francis autor książki Pożegnaj się z chorobami zdefiniował tak choroby:
„Jest tylko jedna choroba: nieprawidłowo funkcjonujące komórki ciała i są dwie jej przyczyny: niedobory witamin, mikroelementów i enzymów niezbędnych do prawidłowego metabolizmu oraz zanieczyszczenie organizmu toksynami”

Technika Laury Moore

Tłumaczenie: BladyMamut

TAK! Powiększenie penisa jest możliwe!

Jak drastycznie i na trwałe powiększyć penisa z użyciem prostych ćwiczeń i diety

„Każdy mężczyzna jest bardziej obdarzony niż myśli”
Laura Moore

 

Suplementy

Prawie każdy środek na powiększenie penisa bez recepty zawierają podobne kombinacje tych samych składników. Ich głównym celem jest zwiększenie dopływy krwi do tego organu i powiększenie przez to jego tkanek, co powoduje tylko chwilowe rezultaty. Jeśli będziemy stosować te środki codziennie przez dłuższy okres, powiększenie tkanek penisa jest możliwe, ale nieznacznie. Poniżej główne składniki używane w tych tabletkach:
L-Arginina: Naturalnie występujący aminokwas niezbędny do tworzenia tlenku azotu. Tlenek azotu rozszerza naczynia krwionośne, poprzez co wzrasta dopływ krwi do penisa.
Glikonian cynku: Minerał niezbędny do utrzymywania w zdrowiu męskiego system reprodukcyjnego (szczególnie prostaty).
Miłorząb japoński: To ziele wzmacnia (poprawia) cyrkulację krwi i zwiększa dostawę tlenu do organizmu (szczególnie do serca i mózgu). Poprawa cyrkulacji krwi wpływa również na penisa.
Żeń Szeń: To ziele ma właściwości dostosowujące, przez co poprawia nastrój i zwiększa ilość energii.
Owoc głogu: To ziele poprawia funkcje serca i system krążenia. Rozszerza naczynia krwionośne… i jak się domyślasz, wpływa to na powiększenie tkanek penisa.
Semen Cuscuta: To nasiono poprawia jakość spermy, zwiększa płodność (męską i żeńską) I w chińśkiej medeycynie jest znane jako afrodyzjak. Używa się też go w leczeniu impotencji, przedwczesnej ejakulacji i częstego oddawania moczu.
Catuaba (afrodyzjak wytwarzany z kory drzew): Catuaba zawiera dużo minerałów, w tym magnez, potas i wapń. Uważa się go za skuteczny w leczeniu impotencji funkcjonalnej męskich genitaliów.
Muira Pauma: To ziele powiększa libido i funkcje seksualne jak wykazały badania kliniczne.
Herba Epimedii: Badania wykazały, że to ziele zwiększa gęstość spermy i jej wydzielanie.

 

Urządzenia do powiększania penisa

 

Urządzenia do powiększania penisa wg badań mogą pomóc. Działają one na tej samej zasadzie co np. u plemion w Południowej Ameryce które rozciągały sobie usta, małżowinę uszną, i szyje. Ludzie Sadhus potrafili przedłużyć swoje penisy do długości 22 cali, jednak czy poprawiało to ich stosunki? Wątpię.
Według: PenisWebClinic (http://www.help-my-penis.com/ i innych stron. Google: ćwiczenia kegla dla mężczyzn.

Szybki test: przy następnej erekcji spróbuj ścisnąć swój mięsień łonowo-guziczny oraz podnieść i obniżyć swojego penisa. Jeśli nie dasz rady, wykonaj ćwiczenia kegla. Pomogą ci one wyćwiczyć mięsień łonowo –guziczny co poprawi twoje życie seksualne i wydłuży orgazm. Po pewnym czasie możesz ćwiczyć np. z małą szmatką lub ręcznikiem przy podnoszeniu i opuszczaniu; a po jakimś czasie np. namoczyć go w wodzie. To pomoże ci wzmocnić mięsień łonowo –guziczny.

 

Technika Moore

 

Wreszcie dotarliśmy do mojej techniki która zrewolucjonizuje myślenie mężczyzn na temat poprawy ich penisów. Jak wspomniałam na początku, wypróbowałam to na swoim partnerze. Po 3 latach jego penis jest 1 cal dłuższy i szerszy. Jednak swego odkrycia dokonałam przypadkowo. Ale wcześniej trochę o sobie, abyście zrozumieli moją wiedzę i znajomość męskich genitaliów.
Mój eks-mąż którego wcześniej wspominałam, nie był dla mnie najmilszym z facetów. Kiedy odmawiałam uczestniczenia w jego sadystycznych eksperymentach seksualnych, przestawał okazywać mi jakiekolwiek uczucia i ignorował. Czasami nie rozmawiał ze mną całe dnie. Próbowałam różnych rzeczy żeby go przekonać, w tym fellatio. W tym czasie starał się on nie mieć orgazmu, a ja próbowałam różnych rzeczy aby stało się inaczej. Na początku zajmowało mi to godziny, potem z czasem krócej, aż do minut. Te liczne próby trwały przez 10 lat mojego małżeństwa, więc uważam się za eksperta od męskich stref erogennych.
Nie miałam pojęcia o tym jak wiele wiem dopóki się nie rozwiodłam i nie miałam stosunku z nowym kochankiem, który ostrzegł mnie: „Jeśli chodzi o fellatio, powoli osiągam orgazm.” Jednak pobudzenie go zajęło mi około minuty i zaczęłam się zastanawiać: Jak to zrobiłam? Ta historia nie miała na celu przechwalania się, ale uświadomienia ci jaką wiedzę posiadam.

Technika Moore Solo

Na początku rozgrzej swojego penisa ciepłą wodą pod prysznicem lub ciepłą szmatką. Później nałóż balsam lub nawilżacz i połóż się na plecach, zegnij kolana a stopy ułóż płasko na łóżku. Ze złączonymi kciukami i wnętrzami dłoni skierowanymi w stronę ciała otocz podstawę penisa i spód moszny. Twoje środkowe palce powinny dotykać perineum (krocza), delikatnie uciśnij swego penisa. Teraz przyciśnij palce do pachy i rusz nimi w stronę otwarcia twojej kości miedniczej. Wszystkie ruchy powinny być delikatne. Po ściśnięciu na tyle na ile dasz radę, owiń penis palcami i masuj go przez 1 minutę. Zrób przerwę. Teraz powróć do pozycji kiedy twoje palce są blisko twojej kości miedniczej i zbliż do siebie ręce (ta część nazywa się „ukryty trzon”). Wykonuj ruchy masujące.
To prosta metoda i wszystko co musisz wiedzieć, dodając do tego ćwiczenia mięśnia kegla.

 

Technika Moore z partnerem

 

Mam nadzieję, że masz partnerkę do przećwiczenia razem poniższych wskazówek. Te ćwiczenia pomogą ci powiększyć swojego penisa i swoje wrażenia. Instruktaż dla twojego partnera:
(sugestie co do rozgrzewki) „Dziękuję ci kochanie ze to że chcesz sprawić mi przyjemność. Na początku zacznij mnie lizać i oddychaj abym poczuł twoje ciepło, potem kontynuuj fellatio poruszając twoimi ustami i językiem po moim penisie, a kiedy weźmiesz go całego do ust dotykaj moich jąder i pieść je rękoma i językiem, potem ułóż wnętrze dłoni pod moimi jądrami i kroczem i lekko uciśnij, a potem owiń swój kciuk i palec wskazujący wokół podstawy penisa. Delikatnie uciskaj palcami kość łonową, od tego miejsca mam dodatkowe 2 cale mojego penisa które możesz wykorzystać.”
Kiedy osiągniesz tym sposobem kilka orgazmów dodawaj do twoich stosunków elementy ćwiczeń kegla… to pomoże ci w powiększeniu penisa.

 

SUPER JEDZENIE!

 

Odpowiednie i porządne odżywianie jest niezbędne do pobudzenia gruczołów endokrynowych do wydzielania więcej hormonów których potrzebujesz aby mieć dużo energii, silne libido, i aby czuć się pewnie. Przepływ krwi w penisie jest kluczowy w utrzymywaniu go w zdrowiu i jego powiększeniu.

Poniżej 5 owoców i warzyw które najefektywniej wzmagają krążenie krwi:

Nasiona dyni
Nasiona dyni są dobrym źródłem witaminy E która jak wykazały badania rozrzedza krew i przez to redukuje ryzyko tworzenia skrzepów.

Pomarańcze
Wysoki poziom wit. C i bioflawonoidów w pomarańczach wspomaga przepływ krwi w organizmie przez wzmocnienie ścian naczyń włosowatych.

Orzechy
Orzechy zawierają niacynę czyli witaminę B3, która poprawia krążenie krwi.

Arbuz
Arbuzy są bogate w likopen który pomaga zapobiegać nagromadzeniu płytek miażdżycowych (utrudniających przepływ krwi w arteriach) i w ten sposób poprawia przepływ krwi.

Czosnek
Czosnek działa korzystnie na ciśnienie krwi, zapobiega gromadzeniu się płytek miażdżycowych, a w niektórych wypadkach je redukuje.

Twój styl życia będzie ważnym czynnikiem jeśli chodzi o powiększenie twojego penisa i zadowolenie z twojego pożycia seksualnego.

Na koniec kilka rad:
• Nie pal
• Monitoruj swój cholesterol
• Jedz 5 świeżych owoców i warzyw dziennie
• Ćwicz codziennie
• Pij przynajmniej jeden litr wody dziennie
• Zmniejsz stres
• 6-8 godzin spokojnego snu na dobę
• Jedz białka (protein) wysokiej jakości

Moja ulubiona mądrość:
„Orgazm dziennie oddala perspektywę doktora.(Orgazm a day, keep your doctor away)”

Powodzenia w staniu się większymi i lepszymi mężczyznami.
Pokój, miłość i światło,
Laura

 

_______________________________________________________

 

 

Dlaczego warto ćwiczyć mięśnie Kegla?

 

Mięśnie Kegla, których prawidłowa, anatomiczna nazwa to mięśnie dna miednicy i krocza, to jedna z najważniejszych grup mięśniowych w organizmie człowieka. Wraz z przeponą, mięśniami brzucha i mięśniami dolnej części grzbietu wpływają na prawidłowe ciśnienie w jamie brzusznej, a co za tym idzie dobre ustawienie narządów wewnątrz miednicy.
Do ich licznych funkcji należy przede wszystkim podtrzymywanie narządów rodnych kobiety, pęcherza moczowego oraz jelit. Pełnią więc rolę w sprawnym funkcjonowaniu układu moczowego i pokarmowego, a także odpowiadają za doznania seksualne. Kiedy ulegają osłabieniu, jakość naszego życia, w każdym jego wymiarze, zdecydowanie pogarsza się.
Istnieją różne czynniki, które wywierają negatywny wpływ na stan mięśni dna miednicy. Należą do nich wszelkie stany przeciążeniowe związane np. z licznymi, gwałtownymi porodami czy częstymi operacjami ginekologicznymi, otyłość, wiek około menopauzalny. Osłabienie tych mięśni powodują również: ciężka praca fizyczna czy niektóre sporty, noszenie ciężarów, choroby przebiegające z intensywnym, przewlekłym kaszlem.
Jeżeli dojdzie do uszkodzenia i upośledzenia pracy mięśni dna miednicy, wówczas istnieje duże ryzyko powikłań zdrowotnych. Należą do nich przede wszystkim wysiłkowe nietrzymanie moczu i stolca oraz obniżanie i wpadanie narządów rodnych i moczowych kobiety (wypadanie pochwy, macicy, obniżanie pęcherza moczowego).
Skuteczną formą zapobiegania tym patologiom są odpowiednie ćwiczenia. Mięśnie dna miednicy należą do mięśni poprzecznie prążkowanych, których skurcz zależny jest od naszej woli. W związku z tym można w pełni świadomie, w sposób kontrolowany je wzmacniać.
Ćwiczenia wzmacniające powinny być wykonywane profilaktycznie przede wszystkim u kobiet:
• z nadwagą i otyłych,
• planujących macierzyństwo,
• w okresie poporodowym,
• w okresie po operacjach ginekologicznych,
• w okresie okołomenopauzalnym,
• w wieku starszym.

Odrębną grupę stanowią kobiety w ciąży, które powinny przede wszystkim nauczyć się świadomie rozluźniać mięśnie krocza, co będzie bardzo pomocne podczas porodu, w fazie parcia. Ćwiczenia profilaktyczne polegają na zaciskaniu mięśni wokół pochwy, cewki moczowej i odbytu. Może to przypominać uczucie wstrzymywania moczu.
Należy pamiętać, że nie wolno pod żadnym pozorem wzmacniać mięśni krocza poprzez zatrzymywania strumienia moczu podczas wizyty w toalecie. Może to doprowadzić do rozregulowania czynności mięśnia zwieracza cewki moczowej i do zalegania moczu w pęcherzu, a stąd prosta droga do zakażeń układu moczowego i dalszych, nieprzyjemnych powikłań zdrowotnych.
W ćwiczeniach mięśni dna miednicy i krocza przydatny jest trening Pilates, który uaktywnia tzw. mięśnie centrum (core muscles). Należą do nich między innymi głębokie mięśnie brzucha oraz tzw. mięśnie Kegla. Regularne ćwiczenia Pilates pomogą więc wzmocnić te grupy mięśniowe, i przyniosą wiele innych korzyści, jak np. poprawa sylwetki i jej wysmuklenie.

Źródło: fitness.wp.pl

 

Ćwiczmy mięśnie Kegla

W krajach Dalekiego Wschodu – zanim jeszcze zaczęto mówić o mięśniach Kegla – matki uczyły swoje dorastające córki, jak odpowiednio napinać i rozluźniać mięśnie dna miednicy. Elastyczny, mocny i dobrze wyćwiczony mięsień łonowo-guziczny ułatwia bowiem poród, zapobiega nietrzymaniu moczu, pomaga szybko wrócić do formy po urodzeniu dziecka oraz świetnie wpływa na satysfakcję seksualną obojga partnerów. Ćwiczenia mięśni Kegla zaleca się zwłaszcza kobietom ciężarnym, ale nie tylko…

Dlaczego warto ćwiczyć?

Dzięki ćwiczeniom wzmacniasz napięcie mięśni krocza otaczających ujście cewki moczowej, pochwy i odbytu,
Wyćwiczone mięśnie Kegla są napięte, dzięki czemu poprawiają jakoś doznań seksualnych obojgu partnerom.
Mocne mięśnie pomagają dźwigać macicę, kiedy jesteś w ciąży,
Wyćwiczone mięśnie są elastyczne, dlatego lepiej pracują, kiedy Twoje maleństwo przeciska się przez kanał rodny a to daje Ci dużą szansę na uniknięcie nacięcia lub pęknięcia krocza. Poza tym sam poród jest łatwiejszy,
Wykonywanie tych ćwiczeń ma korzystny wpływ na przywrócenie właściwej anatomii wejścia do pochwy po porodzie.
Ćwiczenie tych mięśni daje dużą szansę, że w przyszłości unikniesz kłopotów związanych z nietrzymaniem moczu czy obniżeniem się macicy,
Łatwiejsze stają się też wypróżnienia.

Co to są mięśnie Kegla?

Mięśnie Kegla to w medycznym słowniku mięśnie dna macicy i odbytu. Podtrzymują narządy jamy brzusznej od dołu, ponieważ wraz z przeponą, mięśniami brzucha i mięśniami dolnymi części grzbietu wpływają na prawidłowe ciśnienie w jamie brzusznej, a tym samym odpowiadają za prawidłowe ustawienie narządów wewnątrz miednicy. Ich głównym zadaniem jest podtrzymywanie macicy i kontrolowanie pęcherza. Od ich elastyczności zależy umiejętność powstrzymywania moczu, a zarazem stopień doznań erotycznych kobiety i mężczyzny – im większa sprężystość i zacisk mięśni, tym większe odczucie ruchów frykcyjnych. Ciąża i poród powodują rozluźnienie i zwiotczenie mięśni, stąd medyczne uzasadnienie na konieczność ćwiczenia mięśni Kegla szczególnie podczas ciąży i po urodzeniu dziecka.

Ćwiczenia Kegla

Ćwiczenie mięśnie Kegla nie wiąże się z żadnym wysiłkiem fizycznym. Po prostu podczas relaksowania się należy pobudzać pracę mięśni macicy poprzez spinanie, zaciskanie mięśni pochwy i odbytu na kilka sekund i rozkurczaniu ich. To proste ćwiczenie należy wykonywać w seriach w krótkich odstępach czasu, zaczynając od 5 powtórzeń, dochodząc do 25 w miarę wzmacniania się mięśni. Ćwiczenia Kegla dedykowane są przede wszystkim kobietom i młodym dziewczętom. Dobrze wyćwiczony mięsień dna macicy i krocza to przyjemniejszy seks, łatwiejszy i szybszy poród, szybszy powrót do formy po porodzie, a także doskonała profilaktyka nietrzymania moczu, wypadania macicy i pęcherza.

Kiedy ćwiczyć mięśnie Kegla?

Ćwiczenia Kegla są rekomendowane młodym dziewczętom i kobietom, chociaż wiek nie ma tu większego znaczenia. Ważne, żeby uświadomić sobie korzyści z tej czynności możliwie najwcześniej i tym samym jak najwcześniej podjąć tę aktywność. Tym bardziej, że efekty nie pokazują się z dnia na dzień, najlepiej rozpocząć ćwiczenie mięśni Kegla zaraz z rozpoczęciem współżycia seksualnego. Następnym momentem przełomowym jest ciąża. Ćwiczenia Kegla należy kontynuować po porodzie, nawet już 24 godziny po. Zalecane jest regularne ćwiczenie ich co najmniej przez okres 2-3 miesięcy po porodzie.

Nie tylko dla kobiet…

Ćwiczenia Kegla z powodzeniem mogą stosować także mężczyźni. Szczególnie zaleca się je na kłopoty z pęcherzem moczowym, pomagają też one kontrolować wytrysk. Dzięki temu mężczyźni, którzy świetnie opanują zestaw ćwiczeń Kegla mogą osiągać nawet wielokrotny orgazm.

Przeciwwskazania

Przed rozpoczęciem ćwiczeń w ciąży koniecznie należy skonsultować się ze swoim lekarzem, ponieważ gdy ciąża jest zagrożona nie należy wykonywać tych ćwiczeń.

Źródło: mamagaja.pl

 

“Może i genetyka łąduje broń, lecz to środowisko po­ciąga za spust”.- lek. med. Parnela Peeke, specjalista zdrowia publicznego Fight Fat After Forty

Słowo „genetyczny” jest jednym z terminów, który­mi najbardziej manipuluje się w rozmowach o zdrowiu. Niemal co tydzień w wiadomościach ogłasza się odkry­cia z dziedziny genetyki, informując o genetycznym podłożu niezliczonych problemów, od nowotworów po Uzależnienie się od zakupów. Naukowcy zwykle opisu­ją dany gen raczej jako związany z konkretną chorobą (niż jako bezpośrednią jej przyczynę), ale szczegóły są wypaczane lub mylnie interpretowane. Wiele osób czu­je się zdezorientowanych i nie ma pewności, czym są geny i jak działają. Ostatecznie zaczynamy wierzyć, że geny sprawują bezpośrednią kontrolę nad zdro­wiem. Jednak nie jest to do końca prawda, ponie­waż przejawianie się genów kontroluje środowisko, jakie tworzymy naszym komórkom.

Owszem, istnieją prawdziwe choroby genetyczne, ale dotykają one mniej niż 5 procent populacji. Silniejsze od dziedziczności jest działanie środowiska, a przecież to ty kontrolujesz swoje środowisko. Masz władzę nad tempem starzenia się i chorobami, na które zapadniesz (lub nie). Aktywuj dobroczynne geny i dezaktywuj nie­przyjazne. Zdrowie zależy nie od genów, lecz od komó­rek. Powtórzę jeszcze raz: to na nas spoczywa odpowie­dzialność i to my decydujemy. Wykorzystaj sześć dróg, by wzmocnić zdrowie swoich komórek, a będziesz kon­trolował sposób przejawiania się swoich genów.

CZY ZAWIEDZIE NAJSŁABSZE OGNIWO?
A co z predyspozycjami genetycznymi, o których tak często słyszymy? Co z problemami zdrowotnymi które zwykle określa się mianem „rodzinnych”?
Pomyśl o predyspozycji genetycznej do rozwoju cho­roby jako o słabym ogniwie w łańcuchu, który może się przerwać, ale tylko pod wpływem nadmiernego ob­ciążenia. We właściwym środowisku słabe ogniwo bę­dzie funkcjonowało prawidłowo. Nie do końca praw­dziwe jest stwierdzenie, że jeśli łańcuch pęka (pojawia się choroba), winę za to ponosi tylko słabe ogniwo („zły gen”). Rolę katalizatora odgrywa nadmierny stres bio­logiczny, który możemy kontrolować.

Kiedy wzmacniamy sprawne działanie komórek, pre­dyspozycje genetyczne pozostają raczej w sferze poten­cjalnych niż realnych problemów, bez względu na to, co „występuje w rodzinie”. Niestety ludzie często pod- r-dają się swoim genetycznym predyspozycjom, uwal­niając się – w każdym razie w swoim mniemaniu – od odpowiedzialności za to, jak żyją. Osoba z predyspozycją genetyczną może stwierdzić beztrosko (między jednym kęsem hamburgera i frytek a drugim): „Nic nato. nie poradzę. Wszyscy w mojej rodzinie mają nadwagę”. Przekonanie, że geny i zarazki są głównymi czynnikami warunkującymi nasz stan zdrowia, jest przestarzałe i fatalistyczne. Geny i zarazki należą do czynników, które warto wziąć pod uwagę, ale nie wywołują chorób w taki sposób, jak nam się powszechnie wydaje.
Przyjrzyjmy się genom: czym są, jak działają i co wszyscy możemy zrobić, żeby potencjał zdrowia na nowo znalazł się w naszych rękach, niezależnie od na­szego genetycznego dziedzictwa.

NATURA A POŻYWIENIE
Geny są niczym matryce lub „plany” życia. Zawierają one instrukcje mówiące naszym organizmom, jak z jed­nej komórki rozwinąć się w istotę ludzką. Jednak tyl­ko w przypadku około jednej czwartej genów następuje automatyczna ich ekspresja (aktywacja czy przejawie­nie się), która określa na przykład, czy mamy niebieskie oczy lub kręcone włosy. Większość pozostałych genów przypomina zestaw zakodowanych instrukcji, które po­dobnie jak program komputerowy pozostają uśpione, właściwie nie działając, dopóki ich nie aktywujesz.
Większość genów potrzebuje pewnego katalizatora (środowiskowego lub psychologicznego), by nastąpiła ich ekspresja. Sam fakt występowania w rodzinie danej cechy, „dobrej” czy „złej”, nie oznacza, że każdy członek rodziny posiada tę cechę, a nawet jeśli tak – że musi się ona ujawnić. Często nadmiernie przejmujemy się na­szym dziedzictwem genetycznym. <strongNajważniejsze jest środowisko, które tworzysz dla swoich komórek po­przez swoją dietę i tryb życia. Wprawdzie nie możesz panować nad tym, co dziedziczysz, lecz możesz kontro­lować środowisko, jakie tworzysz dla komórek swoje­go ciała.

Zamiast traktować geny jak absolutny i niezmienny zestaw instrukcji, lepiej patrzeć na nie jak na róż­norodność możliwości, czyli zestaw instrukcji „a co, jeśli”. Jeśli zaistnieją określone warunki, to geny dane­go człowieka ujawnią się w pewien sposób. W innych warunkach te same geny wyrażą się odmiennie. Bio­chemik Roger Williams utrzymywał, że same geny są całkowicie bezużytecznymi nićmi substancji chemicz­nych. W pojedynkę nie mogą decydować o chorobie ani zdrowiu.

Gdyby geny w formie komórkowego DNA były głów­nym czynnikiem sterującym komórką, poniekąd jej „mózgiem”, to obumarłaby bez nich – a przecież tak, się nie dzieje. Naukowcy przeprowadzili doświadczenie polegające na usunięciu jądra komórki i jej DNA. Później jeszcze miesiącami komórka prawidłowo funkcjo­nowała.
Zauważ, jak zmiany w diecie, stylu życia i środowisku w ciągu ostatnich stu lat zbiegły się w czasie z ogromnym wzrostem liczby zachorowań na choro­by przewlekłe. Na przykład w 1900 roku na nowotwo­ry chorowało tylko 3 procent populacji Stanów Zjedno­czonych. Obecnie zapada na nie 50 procent mężczyzn i 40 procent kobiet. Nasze środowisko zmieniło się dramatycznie, że obwinianie odziedziczonych genów za wzrost zachorowalności jest pozbawione logiki.

Zwróć uwagę, jaki wpływ na ekspresję genów mają, czynniki środowiskowe. Na przykład temperatura śro­dowiska oddziałuje na aktywność genów, które odpo­wiadają za ubarwienie królików himalajskich. Króliki te, przyzwyczajone do niskich temperatur, zwykle mają czarne uszy, przednie łapy, nosy i ogony. Jednak u tych samych królików hodowanych w wyższych temperatu­rach ciemne ubarwienie nie występuje. Czyli te same króliki, te same geny, ale różne środowiska – i efek­tem jest różna ekspresja genów. Podobnie rośliny, ktore cechuje genetyczna zdolność kwitnięcia i owocowa­nia, kwitną i mają owoce tylko wówczas, gdy określony zestaw warunków środowiskowych (takich jak tempe­ratura, nasłonecznienie i wilgotność) „włączy” wymagane geny. Na tej samej zasadzie funkcjonują „geny choroby”. Kiedy ludzie przeprowadzają się z jednej czę­ści świata do innej, przejmując dietę i styl życia nowe­go środowiska, także wykształcają się u nich warunki sprzyjające rozwojowi choroby typowej dla danego regionu. I tak gdy mieszkańcy krajów o niskich wskaźni­kach zachorowalności na choroby serca i nowotwory, na przykład Japonii, przeprowadzają się do USA albo do Europy, zapadają na te choroby w podobnym stop­niu jak reszta miejscowej populacji.

Omawiając kwestię dziedziczności, nie sposób po­minąć fascynującego tematu długości życia. Badania wskazują na jeden czynnik, który konsekwentnie wy­dłuża życie – na dietę niskokaloryczną. Dzieje się tak za sprawą ekspresji genów. Badanie przedstawione w czasopiśmie „Proceedings of the National Academy of Sciences” we wrześniu 2001 roku wykazało, iż dieta wy­sokokaloryczna (typowa zachodnia dieta) wywoływała zmiany, które ograniczały ekspresję genów chronią­cych przed chorobami i aktywowały geny przyspieszające proces starzenia się. Na szczęście badanie dowiod­ło również, że u starszych osobników żywionych mniej kalorycznymi pokarmami zaledwie przez cztery tygo­dnie około połowa przypadków aktywacji genów odpo­wiedzialnych za proces starzenia się uległa cofnięciu, Zmiana wewnętrznego środowiska komórkowego (przez ograniczenie liczby kalorii) nie tylko pomaga zapobiegać aktywacji genów procesu starzenia się u ludzi młodych, lecz może też spowolnić, a nawet odwrócić ten proces u osób starszych.

Biolog Steven Rosę w swojej książce Lifelines (1997) zwrócił uwagę, iż większość procesów, jakie zachodzą w komórce, jest przynajmniej w takim samym stopniu wytworem środowiska wewnątrz i wokół komórki jak wytworem jej DNA. Środowisko tworzymy za pomocą naszej diety, kontaktu z toksynami, stylu życia, a na­wet myśli, przekonań i sposobu patrzenia na świat. Zdaniem biologa, „organizmy są aktywnymi rozgrywającymi swojego losu”.
Istotnie, nawet stan umysłowy wpływa na środowi­sko, jakie tworzymy naszym komórkom i genom. Ko­mórki są zależne od tego, jak mózg interpretuje środowisko i wykorzystuje układ nerwowy, aby przekazać im informacje, co mają robić. Sposób postrzegania rzeczy­wistości przez daną osobę może bardzo silnie oddziały­wać na ekspresję genów. Na przykład wskaźnik umie­ralności jest wyższy wśród osób, które rok lub dwa lata wcześniej przeszły na emeryturę. Dlaczego? Czy mózg interpretuje to zdarzenie jako informację, że „życie” się skończyło, i wywołuje odpowiednią ekspresję genów? Lekarz medycyny Deepak Chopra, autor wielu książek, pionier i lider w dziedzinie medycyny ciała i umysłu, często powtarza na wykładach: „Proces starzenia się jest błędem”. Innymi słowy, ponieważ obserwujemy to zjawisko wokół nas, wierzymy, że i my się zestarzeje­my. Dosłownie aktywujemy własne geny odpowiedzial­ne za starzenie się organizmu. Czyż mógł to być jeden z powodów, że tradycyjnie zdrowe ludy, na przykład Hunzowie, żyli tak długo? Czy członkowie tego plemienią, przekonani o możliwości długiego życia w zdrowiu, w istocie odpowiednio instruowali swoje geny? Wiele dowodów potwierdza, że nasze przekonania znacząco wpływają na działanie komórek i ekspresję genów.

CELOWE USZKODZENIE DNA
Współczesna dieta i tryb życia mogą prowadzić do uszkodzeń genów, niezależnie od odziedziczonych pre­dyspozycji. Uszkodzenia genetyczne nie tyle wywołu­ją ekspresję zakodowanej informacji genetycznej, ile zmieniają kod. Zmianę w kodzie genetycznym nazywa się mutacją. Może ona nastąpić zarówno z przyczyn na­turalnych, jak i w wyniku uszkodzenia spowodowane­go działaniem człowieka. Jedna z teorii na temat pro­cesu starzenia się mówi o tym, że zachodzące przez całe życie mutacje genów wywołują stopniową utratę sprawności i odporności. Zdolność genów do mutowa-nia ma nie tylko negatywne aspekty; jest nieodłączną częścią procesu ewolucji i adaptacji do zmieniających się warunków.

Za szkodliwe mutacje odpowiadają substancje che­miczne i promieniowanie, które mogą prowadzić do drastycznych i nieprzewidywalnych zmian w kodzie genetycznym. W genach zawarte są podstawowe pla­ny tworzenia, naprawiania i rozmnażania organizmu i dlatego przypadkowa zmiana tych planów niesie duże ryzyko. Co by się stało, gdybyś zaczął na chybił trafił wprowadzać zmiany do projektu swojego domu? Drzwi, okna, ściany, a nawet całe pomieszczenia znalazłyby się w dziwnych miejscach. Tak się właśnie dzieje przy uszkodzeniach genetycznych.

Co powoduje mutacje genetyczne?
*Promieniowanie jonizujące. Niemal połowa ekspozycji przeciętnego człowieka na działanie promieniowania jonizującego pochodzi z przeświet­leń rentgenowskich i z radioterapii. Unikaj tego typu promieniowania, chyba że jest naprawdę ko­nieczne. To dziwne, że lekarze dopatrują się źródeł choroby w genetyce, jednocześnie dokonując ol­brzymich uszkodzeń genetycznych za pomocą środków farmaceutycznych i prześwietleń rentge­nowskich.
*Promieniowanie niejonizujące. Tworzy je prze­pływ elektryczności, który może wpływać na geny,
choć dowody na to są mniej oczywiste. Zasadni­czo staraj się nie przebywać w pobliżu włączonych urządzeń elektrycznych lub unikaj przedłużonego kontaktu z nimi.
*Toksyny. Zaliczają się do nich syntetyczne prze­mysłowe substancje chemiczne, leki, tytoń, alko­hol i pozostałości substancji chemicznych w mię­sie czy przetworach mlecznych, jak polichlorowane bifenyle i dioksyny. Mutagenne i rakotwórcze sub­stancje chemiczne powstają głównie w pokarmach podgrzanych do wysokich temperatur lub okop­conych (jak przy grillowaniu).

Komórka wystawiona na działanie toksyn lub promieniowania może obumrzeć albo jej geny mogą uszkodzeniu. Zmutowany gen może na stałe zmienić sposób działania komórki, często prowadząc do niedo­borów, toksyczności i choroby. Ponadto zmienione ko­mórki (ze zmutowanymi genami) mogą się dzielić, prze­nosząc mutację do coraz większej liczby kolejnych komórek. Skutki tego powielania bywają albo znikome, albo druzgocące. Nowotwór rozwija się zwykle właśnie przez podział komórek. Co gorsza, jeśli mutacje gene­tyczne nastąpiły w komórce rozrodczej, to w 50 procen­tach jest prawdopodobne, że zostanie ona przekazana potomstwu. Zniszczone lub uszkodzone komórki i geny mogą prowadzić do przedwczesnego starzenia się i roz­woju różnych schorzeń, takich jak nowotwory, słaba odporność na infekcje, stres, zmęczenie, a nawet nie­przystosowanie społeczne.

To wcale nie geny powodują starzenie się i choroby. Powodujemy je my sami. Wystawiamy nasze komórki na działanie toksyn i promieniowania, które w pierw­szej kolejności odpowiadają za mutacje genetyczne. Styl życia w XXI wieku w niespotykanym dotąd stop­niu i alarmującym tempie przyczynia się do uszkodzeń i mutacji genetycznych. Jak pisze naukowiec Richard Lewontin w książce Human Diversity (1982): „Uważa się, że w związku z przedsięwzięciami technologicznymi w dziedzinie promieniowania jonizującego i chemii syn­tetycznej współczesne istoty ludzkie oraz łańcuch po­karmowy, na którym opiera się ich życie, ulegają znacz­nie szybszej mutacji niż taka, do jakiej biologia była dotychczas przyzwyczajona”.

Na szczęście w odpowiednich warunkach uszkodze­nia genetyczne można naprawić. Musimy nie tylko uni­kać uszkodzeń genetycznych, lecz również dostarczać genom surowce (składniki odżywcze), których potrze­bują do samodzielnej naprawy.

ŻYWNOŚĆ GENETYCZNIE MODYFIKOWANA TO RYZYKOWNY INTERES
Obecnie w każdej dyskusji na temat genetyki po­rusza się temat potężnych technologii genetycznych, które są wykorzystywane zwłaszcza w przemyśle spo­żywczym. To, co jeszcze poprzedniemu pokoleniu wy­dawało się fenomenem, obecnie staje się możliwe dzięki współczesnej inżynierii genetycznej. Niemniej kwestia potencjalnych zagrożeń tych technologii dla ludzkie­go zdrowia pozostaje sporna. Naukowcy z przeciwnych obozów wciąż dowodzą swoich racji. Owe technologie niosą potencjał zarówno wielkich dokonań, jak i katastrofy. Nie mamy wystarczająco wielu badań, żeby przewidzieć, co się stanie w przyszłości, lecz te badania, które są dostępne, dają powody do poważnego niepoko­ju, a nawet strachu. Nie zalecam spożywania żywno­ści genetycznie modyfikowanej, gdyż, moim zdaniem, może ona zawierać więcej toksyn, być uboższa w skład­niki odżywcze i potencjalnie niebezpieczna pod innymi względami.
Nigdy wcześniej w historii ludzkości człowiek nie spo­żywał genetycznie modyfikowanych pokarmów. Dopie­ro w ostatnich latach opracowaliśmy technologie, które pozwalają wytwarzać takie produkty. Obecnie inżynie­ria genetyczna szybko się rozwija, przy czym proces ten jest słabo kontrolowany i prawie w ogóle nie roz­waża się jego długoterminowych skutków. Większość żywności sprzedawanej w supermarketach zawiera już genetycznie zmodyfikowane składniki. Tymczasem nie przeprowadzono wystarczająco wielu badań, szczegól­nie długookresowych, żeby zagwarantować bezpieczeń­stwo takiej żywności. Przeciwnie, istnieje mnóstwo do­wodów potwierdzających jej szkodliwość.

Jeśli nadal będziemy produkować i konsumować żywność genetyczne modyfikowaną, jej ogromne ilości w zasobach pożywienia spowodują, że nie będzie moż­na zapobiec zanieczyszczeniu genetycznemu pokar­mów. Jeśli kiedykolwiek ich szkodliwość zostanie do­wiedziona, straty będą nieodwracalne. Nieoczekiwane skutki spożywania tej żywności mogą ujawnić się do­piero po wielu latach, kiedy będzie już za późno na jej wycofanie. Nasi naukowcy robią, co w ich mocy, ale w przypadku eksperymentów genetycznych możliwości nieprzewidzianych działań ubocznych są prawie nie­skończone. Oto jeden ze scenariuszy: z czasem gene­tycznie modyfikowane organizmy wchodzą w reakcje ze środowiskiem, mutują, ewoluują i przekazują swoje zmutowane cechy innym spokrewnionym lub niespokrewnionym organizmom, łącznie z istotami ludzkimi. Wywołuje to reakcję łańcuchową w całym ekosystemie, zagrażając życiu na Ziemi w znanej nam postaci. Wiem, że ten scenariusz brzmi dramatycznie, ale manipulacja genami i przebiegiem ewolucji jest ryzykowną grą.

Czy w twoim ziemniaku pływa meduza?
Produkowanie nowej żywności na drodze inżynierii genetycznej nie należy do błahostek. Inżynierowie genetyczni kroją, łączą i przenoszą geny między zupełnie niezwiązanymi gatunkami, aby stworzyć kombinacje, które nigdy nie miałyby szans pojawić się w naturze. Naukowcy wprowadzają geny meduzy do ziemniaków, geny skorpiona do warzyw, ludzkie geny do organi­zmów świń i geny ryby do pomidorów. Idealna precy­zja przy wykorzystaniu technik łączenia genów i do­kładna wiedza na temat tego, co w efekcie powstanie, prawie niemożliwe. Naukowcy z prestiżowego Rowett Institute w Szkocji przebadali różne partie transgenicz-nych ziemniaków i odkryli istotne różnice w skutkach wprowadzenia tego samego genu. Dwa rzędy ziemniaków, do których wprowadzono ten sam gen, uprawiane w tych samych warunkach, wykazywały 20-procen-tową różnicę w zawartości białka, co potwierdziło nieprzewidywalność wpisaną w modyfikację genetyczną.
Żywność genetycznie modyfikowana może mieć od­mienną wartość odżywczą oraz zawierać alergeny i tok­syny, które w naturalnych warunkach byłyby nieobecne (włącznie z odmianami nietypowymi dla tych produk­tów). Na przykład geny orzechów brazylijskich wyko­rzystano przy opracowaniu nowego gatunku soi. Jed­nak osoby z alergią na orzechy brazylijskie mocno na nią reagowały. Na szczęście problem został wykryty, zanim komukolwiek stała się krzywda. Inne rodzaje żywności transgenicznej mogą stwarzać podobne za-grożenia. Badanie z 1999 roku, które przedstawiono w brytyjskim czasopiśmie medycznym „Lancet”, wykazało, że genetycznie modyfikowane ziemniaki uszko­dziły żołądki i nabłonek jelit szczurów. Choć ludzie też spożywają takie ziemniaki, nie przeprowadza się u nich tego rodzaju testów.
Czy pamiętasz jedną z „afer zdrowotnych” z drugiej połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku? U wielu osób, które zażyły niezbędny aminokwas zwany tryptofanem (stosowany w walce z depresją i innymi proble­mami emocjonalnymi), wystąpiły fatalne w skutkach reakcje. Trzydzieści siedem osób zmarło, u tysiąca pięciuset nastąpiło trwałe kalectwo, a u pięciu tysięcy rozwinęła się ciężka choroba. Jak się okazało, pewien Japoński producent wytwarzał tryptofan, wykorzystują genetycznie zmodyfikowaną bakterię, która umożliwiała intensywną produkcję preparatu, ale jednocześni powodowała powstanie trucizny nerwów. Oczywiście owa trucizna nie istniała, dopóki nie została stworzona, drogą inżynierii genetycznej, więc nie mogły jej wykryć istniejące testy bezpieczeństwa. Problem z żywnością transgeniczną polega właśnie na tym, że nie możemy wykonywać testów na toksyny, których nie znamy. Je­dzenie żywności genetycznie modyfikowanej może mieć nieprzewidziane skutki.

Supermarkety są pełne eksperymentów genetycznych
Według danych opracowanych przez czasopisma branżowe przemysłu spożywczego, około 70 procent przetworzonej żywności z naszych supermarketów mia­łoby pozytywny wynik testu na zawartość składników transgenicznych. Najczęściej modyfikowane produkty tojtukurydza, soja, pomidory, dynia ozdobna, rzepak, papaja i odmiana ziemniaków Russet Burbank. Opra­cowuje się również inne produkty żywnościowe, na « przykład jabłka, ryż, pszenicę, brokuły, ogórki, marchew, melony winogrona. Ich genetycznie modyfikowane wersje są już dostępne w sklepach albo wkrótce się pojawią.
Na podstawie wyników badania przeprowadzone­go przez „Consumer Reports” w 1999 roku wiadomo, że tylko jedna trzecia Amerykanów zdaje sobie sprawę z tego, iż kupuje i spożywa żywność genetycznie mo­dyfikowaną. Agencja ds. Żywności i Leków nie wyma­ga, aby pokarmy te były oznaczone jako „genetycznie kodyfikowane”, a konsumenci nie wiedzą, co kupu­ją. Ludzie zaopatrują się w tak zwane „świeże” produk­ty, nieświadomi tego, że nie powstały one w naturalny sposób. Jak zwykle najlepiej kupować tylko świeżą ekologiczną żywność. Jeśli nie masz dostępu do eko­logicznych produktów, unikaj tych wytwarzanych na skalę przemysłową, szczególnie kukurydzy i soi (włącznie z tofu), które najprawdopodobniej były genetycz­nie modyfikowane. Nie spożywaj przetworzonych i go­towanych produktów, gdyż 70 procent z nich zawiera składniki transgeniczne, w tym często soję jako ukry­ty składnik.

Obecnie nie można nawet mieć pewności, że żyw­ność ekologiczna jest wolna od genetycznie modyfiko­wanych składników. Podczas zbiorów, przeładunku, transportu i przemiału nie można dokładnie oddzielić upraw ekologicznych od genetycznie modyfikowanych. Poza tym owady, ptaki i wiatr przenoszą nasiona i pyłek z roślin transgenicznych na uprawy ekologiczne i do­chodzi do zapylenia krzyżowego. Uprawy amerykań­skie są tak zanieczyszczone modyfikacją genetyczną, że Australijska Federacja Rolnictwa Ekologicznego ogłosi­ła w 2001 roku, że nie może dłużej weryfikować czysto­ści ekologicznych zbiorów importowanych z USA. Z ko­lei Farm Yerified Organie (amerykańska agencja, która przyznaje certyfikaty ekologicznego rolnictwa) wydała następujące oświadczenie: „Zanieczyszczenie GM [genetyczną modyfikacją] amerykańskich artykułów spo­żywczych jest tak powszechne, iż naszym zdaniem, rolnicy z Ameryki Północnej nie mają możliwości zaopatrywania się w nasiona niemodyfikowane”. Testy na obecność obcego materiału genetycznego w naszych, rzekomo nieskażonych, ekologicznych uprawach ku­kurydzy, soi i rzepaku mają wynik pozytywny.

Jak wiadomo, rolnictwo przemysłowe produkuje chore rośliny chore muszą być spryskiwane nawożąmi sztucznymi i pestycydami, gdyż inaczej nie przeżyją. Aby ograniczyć zużycie pestycydów, pewne genetycznie modyfikowane uprawy (na przykład kukurydzy i ziem-niaków) są tak opracowane, że samoistnie wytwarza­ją toksyczne pestycydy. Te rośliny stają się w zasadzie własnymi fabrykami pestycydów. Nie jest znane długo­terminowe oddziaływanie tych pestycydów na zdrowie. Uprawy te z pewnością stwarzają możliwość długofa­lowych niedoborów składników odżywczych, toksycz­ności, a nawet mutacji genetycznych u ludzi. W wyda­niu czasopisma „Naturę” z grudnia 1999 roku podano, że genetycznie modyfikowane uprawy przystosowane do produkcji własnych pestycydów w rzeczywistości zatruwają glebę. Pestycydy spływające po korzeniach rośliny zabijają pożyteczne bakterie obecne w glebie, zakłócając jej sieć pokarmową i zagrażając jej czysto­ści. Nie trzeba wyjaśniać powagi tego problemu. Jakość gleby ma ogromny wpływ na kondycję i zawartość od­żywczą upraw.
Organizmy transgeniczne budzą wątpliwości, ponie­waż niezwykle trudno je kontrolować. Geny nie istnie­ją oddzielnie, lecz są częścią wzajemnie oddziałujących na siebie sieci. Łączenie genów daje nie tylko cechy po­żądane, lecz niesie też inne, nieprzewidywalne skutki. Po co niepotrzebnie ryzykować, skoro gatunki stworzo­ne przez Matkę Naturę świetnie funkcjonują?

„Postęp”? Jakim kosztem?
Dostawcy genetycznie modyfikowanych nasion, na przykład firmy Archer Daniels Midland i Monsanto, uważają się za pionierów technologii, która może słu­żyć ludzkości i oferować jej niezliczone korzyści teraz i w przyszłości. Specjaliści w tej dziedzinie przekonują, że żywność genetycznie modyfikowana zwiększa plo­ny i jest konieczna, aby zapewnić pożywienie naszemu „głodującemu” światu. Ich zdaniem, można opracować uprawy, które ograniczą zanieczyszczenie środowiska pestycydami, gdyż rośliny same wewnętrznie wytwarza­ją pestycydy. Naukowcy twierdzą, że można tak zmody­fikować rośliny, aby były odporne na chemiczne środki chwastobójcze, co pozwoli rolnikom dowolnie używać tych środków. W przyszłości zostaną prawdopodobnie opracowane rośliny bardziej wytrzymałe na surowe wa­runki klimatyczne, co umożliwi uprawy w rejonach dzi­siaj do tego nieprzystosowanych. W perspektywie jest także inżynieria genetyczna roślin o zwiększonej war­tości odżywczej. Owszem, żywność transgeniczna może być niezwykle obiecująca, ale jak zawsze musimy brać pod uwagę pełny obraz sytuacji.
Żywność genetycznie modyfikowana niesie również olbrzymie ryzyko, ale motywacja finansowa do prowa­dzenia badań nad negatywnymi aspektami tej żywno­ści jest znikoma i wiele środowisk woli ignorować tę kwestię. Testy bezpieczeństwa dla nowo powstających gatunków powinny być co najmniej tak rygorystycz­ne jak te dla dodatków do żywności. Tymczasem żad-s, na z instytucji nadzorujących nie jest odpowiedzialna za żywność genetycznie modyfikowaną. Na przykład w USA osiem agencji rządowych działa na podstawie dwunastu różnych ustaw, lecz żadna z tych organiza­cji nie zajmuje się konkretnie żywnością genetycznie modyfikowaną. Firmy biotechnologiczne przeprowadzają własne badania i nie muszą informować Agen­cji ds. Żywności i Leków o potencjalnych problemach. Choć w przemysł ten zaangażowane są wielkie korpO’ racje i olbrzymie sumy pieniędzy, polegamy niejako na kodeksie honorowym. Ludzie mają przynajmniej prawo wiedzieć, co jedzą. Powinniśmy nalegać na to, aby żywność transgeniczna była opatrzona odpowiednimi etykietami. Zachęcam do aktywności obywatelskiej: skon­taktuj się z lokalnym samorządem, którego członków wybierałeś, i podziel się swoimi wątpliwościami co do żywności genetycznie modyfikowanej.

BŁĘDNE PRZEKONANIA NA TEMAT WAD WRODZONYCH
Wady genetyczne i wrodzone należą do głównych kwestii związanych z genetyką, wokół których istnie­ją liczne nieporozumienia. Większość osób zakłada, że stan organizmu w momencie narodzin jest określony genetycznie. To nieprawda. Na każdy etap rozwoju no­worodka wpływały warunki w łonie matki. Wady spo­wodowane przez niesprzyjające warunki w łonie należą do wrodzonyc a nie genetycznych.
Rozwój dziecka mocno obciąża organizm matki, któ­ry w związku z tym wymaga dużo większych niż nor­malnie dostaw składników odżywczych. Jeśli matka nie dostarcza organizmowi odpowiednich ilości substancji odżywczych, może to poważnie wpłynąć na rozwój pło­du. Wady wrodzone, czyli biochemiczne i fizyczne wady występujące przy narodzinach, nie są określo­ne genetycznie, lecz mają te same dwie przyczyny co każda choroba: niedobory i toksyczność.
Jeśli w komórkach matki nie ma niedoborów skład­ników odżywczych ani toksyn, szansę jej dziecka na zdrowe życie są dużo większe. Tkanki i komórki bardzo intensywnie rosną, w miarę jak płód przechodzi kolej­ne fazy rozwoju. Komórki, które szybko się dzielą, są narażone na większe ryzyko niedoborów odżywczych, nadmierne ilości niektórych hormonów lub obecność Pewnych toksyn. Takie warunki mogą zmienić proces kształtowania się tkanek u niemowlęcia, trwale wpływają na fizyczną i umysłową sprawność dziecka.
Niesprzyjające środowisko w łonie matki sprawi że rozwijający się płód musi w jakiś sposób równowa żyć niedobory i toksyczność. Działania te dużo kosztu ją młody organizm, a ich skutki często są niewidoczne i nie dają się przewidzieć. Może układ nerwowy okaże się uszkodzony i dziecko będzie miało niższy iloraz in­teligencji, niż mogłoby mieć w innych okolicznościach Może układ trawienny dziecka nie rozwinie się w pełni prowadząc do problemów z trawieniem, chorób i krót­szego życia. Może układ krążenia nie będzie całkowicie sprawny, uniemożliwiając docieranie do tkanek odpo-wiednich ilości składników odżywczych i tlenu, co z ko­lei spowoduje rozwój chorób i przedwczesne starzenie się. Może dziecko urodzi się z rozszczepem podniebie­nia, zdeformowaną stopą lub wadą serca.
Niektóre z tych problemów są widoczne przy narodzi­nach, lecz większość nie. Kiedy są zauważalne, kładzie­my je na karb genetyki, mimo że należą, do wad wrodzonych.
Aby ich uniknąć, rodzice (szczególnie przed ciążą i w jej trakcie) muszą trzymać się sześciu dróg. Dzię­ki temu usprawnią funkcje komórkowe swoich orga­nizmów i ograniczą prawdopodobieństwo wystąpienia wad wrodzonych u swoich dzieci.

WYBRAĆ PRZEZNACZENIE
Chociaż idealne odżywianie, idealne geny, czyste śro­dowisko i idealne zachowanie nie istnieją, właśnie te czynniki piszą historię twojego życia i decydują, ile bę­dzie miała rozdziałów.
Wzajemne oddziaływanie odziedziczonych genów, ilości dostarczanych składników odżywczych, śro­dowiska i naszych myśli oraz przekonań jest katalizatorem, który określa nasz obecny stan zdrowia lub choroby oraz długość życia.
Zmieniając warunki wewnątrz organizmu, możesz sygnalizować genom różne sposoby ekspresji. Nasze społeczeństwo skłania się ku poglądowi, że choroba jest efektem procesu starzenia się. Nieprawda. Plemię ^ Hunzów i inne znane zdrowe populacje dożywały bar­dzo późnego wieku bez chorób. Choroba jest skutkiem tempa, w jakim się starzejemy, a nie liczby lat spędzonych na Ziemi. Wpływ na to tempo mają “geny starzenia się”, które możemy dezaktywować – wybór należy do nas.
Możesz stworzyć młodszą i zdrowszą wersję siebie, zgodnie z sugestią lekarza medycyny Arthura Yandera, autora książki Nutńtion, Stress & Toxic Chemicals: Ań Approach to Environ.men.tal Health Controversies (1981). Doktor Yander twierdzi, że „poprzez zmianę ekspresji genów różne rodzaje środowiska mogą stwo­rzyć (…) niezliczone rodzaje «ciebie»”.
Przyjmując, iż odziedziczone geny wywołują choro­bę, zakładamy, że choroba pojawia się bez względu na czynniki związane z żywieniem i stylem życia – inny­mi słowy, bez względu na środowisko. Nie jest to prawda i dlatego mamy tak przemożny wpływ na równowa­gę między zdrowiem a chorobą. Geny są istotne, lecz stanowią jedynie mały element dużo większej układan­ki. Zasadniczo istnieje tylko jedna choroba (niewydol­ność komórek), która ma tylko dwie przyczyny (niedo­bory i toksyczność).
Niezależnie od przepisu, o wartości dania decydu­ją jego składniki. To samo dotyczy komórki. Gdy ko­mórka otrzymuje odpowiednie składniki odżywcze, jest wolna od toksyn i znajduje się w sprzyjającym środo­wisku, wówczas aktywują się geny, które podtrzymują zdrowie, a geny odpowiedzialne za starzenie się i cho­roby pozostają uśpione. Krótko mówiąc, twoje komór­ki są zdrowe i ty cieszysz się zdrowiem. Stwórz sprzy­jające środowisko dla swoich genów i chroń je przed uszkodzeniami, żebyś mógł podążać „drogą genetyki” w stronę zdrowia.