Posts Tagged ‘Dynamizm charakteru’

Człowiek sterujący i sterowany

http://www.cyber-radio.pl/test-dynamizmu/pytania.php

Kilka fragmentów ze skrótu książki „Tajniki Sterowania Ludźmi” – Józefa Kosseckiego sporządzonych przez Anonimus

 

CZŁOWIEK STERUJĄCY I STEROWANY
Dążenia ludzkie, które odgrywają tak wielką rolę zarówno w życiu jednostek, jak i całych społeczeństw, można interpretować jako sterowanie przez ludzi zarówno sobą, jak i swoim otoczeniem, przy czym przez sterowanie rozumiemy tutaj wywieranie pożądanego wpływu na określone zjawiska.
Sterowanie postępowaniem ludzi, jeżeli ma być skuteczne, musi liczyć się z ich dążeniami i interesami, w przeciwnym bowiem razie można łatwo odnieść skutek wprost przeciwny od zamierzonego.
Dyscypliną naukową, która zajmuje się badaniem procesów sterowania jest cybernetyka, zaś badaniem tych szczególnych procesów sterowania, które zachodzą w społeczeństwie, zajmuje się cybernetyka społeczna.
W początkowych etapach swego rozwoju cybernetyka rozwijała się głównie dzięki swym zastosowaniom w technice, a wiodącą jej gałęzią była cybernetyka techniczna, zajmująca się badaniem procesów sterowania odbywających się w maszynach. Pierwsze próby zastosowań metod cybernetyki do badania procesów sterowania społecznego bazowały głównie na dorobku cybernetyki technicznej. Rezultaty tych prób były raczej niewielkie; trudno się temu dziwić, człowiek jest jakościowo innym układem cybernetycznym niż wszelkiego rodzaju maszyny, nawet te nowoczesne, automatycznie sterowane.
Bardzo istotny krok na drodze badania procesów sterowania, odbywających się w społeczeństwie, stanowiło opracowanie przez polskiego cybernetyka Mariana Mazura teorii układów samodzielnych, zwanych też systemami autonomicznymi, którą opublikował w swej książce „Cybernetyczna teoria układów samodzielnych” (1966 rok), a następnie rozwinął w pracy „Cybernetyka i charakter”, wydanej w dziesięć lat później.
Układ samodzielny, zgodnie z określeniem M. Mazura, jest to taki układ, który ma zdolność do sterowania się i może przeciwdziałać utracie tej swojej zdolności; albo inaczej mówiąc, jest swoim własnym organizatorem i steruje się we własnym interesie. Konkretnym przypadkiem układu samodzielnego jest człowiek, a także społeczeństwo. W związku z tym teoria układów samodzielnych dostarczyła skutecznych narzędzi do procesów sterowania postępowaniem ludzi.
Rozpowszechnione jest przekonanie, że „człowiek to istota nie zbadana”, a w związku z tym bardzo trudno jest przewidywać jego zachowanie. Ale z drugiej strony, co najmniej od czasów Karola Marksa wiadomo, że działaniami ludźmi w społeczeństwie rządzą określone prawa.  Ludzie, jeżeli  chcą egzystować w społeczeństwie, muszą w swym postępowaniu liczyć się nie tylko z prawami fizyki czy biologii, ale również z prawami rozwoju społecznego, a w związku z tym ich postępowanie nie może być całkowicie dowolne.
Z kolei jeżeli ludzie mają zachować swoją samodzielność (czyli zdolność do sterowania się we własnym interesie), wówczas ich działania muszą być podporządkowane prawom cybernetyki, a w szczególności prawom, które rządzą funkcjonowaniem układów samodzielnych.
Teorie układów samodzielnych, samodzielnych także pewne elementy cybernetyki społecznej, zastosujemy teraz do analizy procesów sterowania postępowaniem ludzi i zachowań ludzkich, które występują w trakcie tych procesów.
Powstanie reakcji (działania) układu samodzielnego jest zawsze wynikiem dwóch procesów:
1)  procesu energetycznego, który polega na doprowadzeniu do układu odpowiedniej ilości materiałów i energii…
2)  procesu informacyjnego, który polega na spowodowaniu określonej reakcji…

Doprowadzenie do zgodności miedzy parametrami sterowniczymi człowieka a sytuacją, w której się znajduje , jest możliwe w dwóch przypadkach:
1)  gdy człowiek dostosuje się do sytuacji,
2)  gdy sytuacja zostanie dostosowana do człowieka.

Parametry sterownicze człowieka możemy podzielić na:
a)  elastyczne, tj. dające się zmieniać pod wpływem oddziaływań otoczenia – np. znajomość języka, która pozwala na wydawanie poleceń w tym języku;
b)  sztywne, tj. niezależne od otoczenia, nie dające się zmieniać pod wpływem oddziaływania otoczenia (z wyjątkiem oddziaływań niszczących) – np. zdolności matematyczne, które umożliwiają sprawne przetwarzanie  dużych ilości informacji z zakresu matematyki. Zespół sztywnych właściwości sterowniczych nazwał M. Mazur  charakterem układu samodzielnego; w tym właśnie znaczeniu używać będziemy dalej tego terminu.

Wszelkie wysiłki  zmierzające do przerabiania charakteru ludzi jako układów samodzielnych, skazane są na niepowodzenie , stać się one mogą tylko stratą czasu i energii dla przerabiającego i źródłem cierpień dla przerabianego. Na przykład, człowieka niemuzykalnego nie można zmusić aby stał się wirtuozem, a jeżeli zmuszamy go do intensywnej nauki gry na fortepianie, będzie to daremny trud.

Sztywność parametrów nie oznacza bynajmniej, że są one niezmienne. Można wśród nich wyróżnić i takie, które z przyczyn biologicznych zmieniają się w miarę upływu czasu (przede wszystkim wskutek starzenia się organizmu). Zaliczamy je do sztywnych dlatego, że nie zależą od sterowniczych oddziaływań otoczenia (gróźb, próśb, perswazji, represji itp.).

Znajomość parametrów osobowości człowieka, jako układu samodzielnego, może być bardzo przydatna każdemu, kto chce sterować zarówno postępowaniem własnym, jak i postępowaniem innych ludzi, czy wreszcie przeciwstawiać się skutecznie różnym sterowniczym oddziaływaniom otoczenia. Istotne jest przy tym zwłaszcza zdawanie sobie sprawy, kiedy mamy do czynienia z parametrami elastycznymi, a kiedy ze sztywnymi.
Na przykład, znajomość sztywnych parametrów  składających się na charakter człowieka, jako układu samodzielnego, może się przydać rodzicom, wychowawcom, nauczycielom, małżonkom, politykom itp., aby nie marnowali wysiłków na próby zmieniania u ludzi takich właściwości, których zmienić się nie da, nie dziwili się, jeżeli ich wysiłki w tym zakresie będą bezowocne i nie łudzili się, że znajdą na to jakieś skuteczne sposoby. Znajomość sztywnych parametrów charakteru człowieka pozwala zrozumieć, że sterowanie postępowaniem ludzi ma swoje granice.
Z kolei znajomość elastycznych parametrów osobowości ludzi jako układów samodzielnych może być bardzo pomocna dla tych wszystkich, którzy chcą skutecznie sterować działaniami ludzkimi, a zwłaszcza wpływać na zmiany tych działań, zarówno w rodzinie, zakładzie pracy, jak i państwie.

Prawidłowe rozpoznanie parametrów własnego charakteru może człowiekowi dopomóc zorientować się, do jakich sytuacji powinien dążyć, aby być zadowolonym z życia, a jakich sytuacji unikać. Oczywiście, osiągnięcie sytuacji zgodnej ze wszystkimi parametrami własnego charakteru może nastręczać duże trudności, spowodowane np. konfliktami z ludźmi o innym charakterze i dążącymi w związku z tym do innych zmian sytuacji, albo też konfliktami z ludźmi o takim samym charakterze chcącymi uzyskać określoną sytuację i korzystać z niej tylko dla siebie.

W praktyce życiowej najczęściej trudno jest uzyskać całkowitą zgodność między sytuacją, w której się człowiek znajduje, a jego charakterem. W przypadku, gdy człowiek musi poprzestać na częściowym dopasowaniu sytuacji do jego charakteru, zachodzi potrzeba dopasowania się człowieka do sytuacji, a to właśnie jest możliwe w zakresie elastycznych parametrów sterowniczych.

Dalej zajmiemy się bliżej najpierw sztywnymi parametrami sterowniczymi człowieka jako układu samodzielnego, który podał i szczegółowo opisał M. Mazur, a następnie niektórymi najważniejszymi elastycznymi parametrami,  od których zależą zdolności przystosowawcze człowieka do nowych sytuacji. Elastyczne parametry człowieka jako układu samodzielnego mają też bardzo istotne znaczenie dla procesów przystosowywania się ludzi do warunków życia społecznego.
Ze względu na popularny charakter niniejszej książki pominiemy całą stronę dowodową – która podana jest we wspomnianych książkach M. Mazura, a ograniczymy się tylko do podania gotowych rezultatów oraz przykładów zaczerpniętych zarówno z historii, jak i z życia współczesnego.

———-
Uwagi laika
Mam sporo wątpliwości na temat tych parametrów sterowniczych: sztywnych i elastycznych. Wszystko byłoby „pięknie”, gdyby one zawsze były „czarne” lub „białe”, bez żadnych tam „odcieni”, a w dodatku zawsze na 100% można by je było zidentyfikować w stosunku do konkretnej osoby, konkretnej zbiorowości a nawet samego siebie!  Tak dobrze to jednak nie jest i chyba nigdy do końca nie będzie.  Nie ma nawet potrzeby powoływania się na „niezbadane obszary mózgu”, czy osiągnięcia współczesnej nauki, nie mówiąc już o „drobiazgu”: umiejętności  „maskowania się”. Wystarczy prosta obserwacja.
Nawet z tymi „zdolnościami matematycznymi” może być bardzo różnie. Jedni, faktycznie, mogą być „niemal absolutnymi głąbami”- a jednak, mimo wszystko, o różnych odcieniach i różnych możliwościach na nich oddziaływania i czegoś tam nauczenia;  innych akurat nie interesuje abstrakcyjna teoria, stąd wrażenie „braku zdolności”, a mimo to, w  potrzebie, potrafią nieraz lepiej sobie radzić od tych, co „wykuli” i byli „prymusami”; u jeszcze innych, zdolności, mniejsze lub większe, po prostu nie zostały rozpoznane, nawet oni sami mogą nie zdawać sobie z nich sprawy, bo tak akurat „ułożyło się im życie”, mogą też, w sprzyjających okolicznościach nagle się ujawnić.  Inaczej też się sprawy mają, gdy szukamy geniusza matematycznego, a zupełnie inaczej, gdy oceniamy zdolności matematyczne pod kątem pracy w określonym zawodzie.
Podobnie jest z tym „niemuzykalnym”.  Wirtuozem to on (ona) raczej na pewno nie zostanie (choć,… kto wie? Przy współczesnej muzyce, polegającej czasami na ogłuszającym ryku,… wszystko jest możliwe!), sensu zmuszania nie ma żadnego, ale nie można z góry wykluczyć, że on  (ona) kiedyś nie zmieni poglądów a nawet grać się trochę, nawet w miarę poprawnie, na czymś nauczy.
Oczywiście, w  toku odpowiednich badań i analiz,  można, nawet z dużą dozą trafności, ustalić predyspozycje (lub przeciwwskazania) nominalne („wrodzone”) lub nabyte (usilną pracą nad sobą, treningiem, doświadczeniem itp.), podatność na takie lub inne oddziaływanie, zdolności (nie wolno ich jednak bezkrytycznie mierzyć ilorazem inteligencji), deklarowane i faktyczne motywacje itp.  
 – Anonimus

———-

 

DYNAMIZM CHARAKTERU STEROWANIA LUDŹMI

Procesy sterownicze w układzie samodzielnym łączą się z przetwarzaniem energii, przy czym wyróżnić możemy dwa jej rodzaje:
1) energię sterowniczą, która stanowi fizyczną podstawę procesów przetwarzania informacji;
2) energię wykonawczą, która umożliwia wykonywanie pracy, związanej z reakcjami (działaniami) układu.

Procesy informacyjne i energia sterownicza decydują o tym, jakiego rodzaju reakcje będzie wykonywać układ, zaś energia wykonawcza decyduje o sile (natężeniu) tych reakcji.
Układ samodzielny, jeżeli ma się przeciwstawiać procesom, które mogłyby doprowadzić go do utraty zdolności sterowniczych, musi przeciwstawiać się własnej dezorganizacji, a w szczególności przeciwdziałać dekoncentracji energii we własnym  tworzywie.  W miarę upływu czasu w każdym tworzywie zachodzą procesy starzenia się materiału, w wyniku których energia skoncentrowana w układzie ulega rozproszeniu…   Układ samodzielny, przeciwstawiając się własnej dezorganizacji i dekoncentracji energii, musi pobierać energię z zewnątrz i rozbudowywać się.   Energię, której źródło znajduje się w otoczeniu układu i którą może on dla siebie wykorzystywać, nazywamy energią zewnętrzną tego układu, w wypadku człowieka nazwiemy ją energią socjologiczną. Natomiast energia, której źródłem jest sam układ, nazywa się energią wewnętrzną, zaś w wypadku człowieka – energią fizjologiczną.
Dla człowieka źródłem energii fizjologicznej jest jego własny organizm, zaś źródłem energii socjologicznej otoczenie społeczne…
Z energii fizjologicznej człowiek musi wydatkować pewną część niezbędną do utrzymania się organizmu przy życiu – jest to tzw. energia jałowa.   Cześć energii  musi też zużywać na zdobywanie i pobieranie energii z otoczenia oraz pokonywanie związanych z tym trudności; tę cześć energii fizjologicznej nazywamy energią roboczą (przeznaczoną przede wszystkim na wykonywanie pracy zawodowej…). Reszta energii fizjologicznej… stanowi tzw. energię swobodną…

(…)  Zmiany energii fizjologicznej człowieka – podobnie zresztą jak każdego innego  układu samodzielnego – zależą od dwu zasadniczych parametrów :
1) szybkości starzenia się substancji organizmu,
2) szybkości  rozbudowy organizmu.

Od stosunku tych dwu szybkości zależy podstawowy parametr charakteru człowieka jako układu samodzielnego – dynamizm charakteru.

Możemy w związku których tym wyróżnić za M. Mazurem następujące trzy podstawowe typy dynamizmu charakteru układu samodzielnego:

1.  egzodynamizm, który występuje wówczas, gdy szybkość rozbudowy układu jest tak duża, że umożliwia nie tylko pełne zrekompensowanie ubytku mocy (tzn. energii przetwarzanej przez układ w jednostce czasu) spowodowanej procesami starzenia się, ale również wzrost mocy układu;

2.  statyzm, który występuje wówczas, gdy szybkość rozbudowy układu umożliwia tylko pełne zrekompensowanie ubytku jego mocy spowodowanego procesami starzenia, utrzymując stałą moc układu;

3.  endodynamizm, który występuje wówczas, gdy szybkość rozbudowy układu jest tak mała, że nie umożliwia nawet zrekompensowania ubytku jego mocy spowodowanego procesami starzenia, a w związku z tym moc układu maleje.

Można również zastosować podział na pięć klas charakteru ze względu na dynamizm:

–  klasa  C  –  to charaktery egzodynamiczne;   występują wówczas, gdy szybkość rozbudowy jest tak duża, że pozwala na szybki wzrost mocy układu;

–  klasa  BC  –  to charaktery egzostatyczne;  występują wówczas, gdy szybkość rozbudowy pozwala na powolny wzrost mocy układu;

–  klasa  B  –   charaktery statyczne;  występują wówczas, gdy szybkość rozbudowy pozwala na utrzymywanie stałej mocy układu;

–  klasa  AB  –  charaktery endostatyczne;  występują wówczas, gdy szybkość rozbudowy jest niewystarczająca do utrzymania stałej mocy układu i następuje powolny jej spadek;

–  klasa  A  –   charaktery endodynamiczne;  występują wówczas, gdy szybkość rozbudowy jest tak mała, że następuje szybki spadek mocy układu.
(…)  Z punktu widzenia maksymalizacji energii swobodnej układu, w całym okresie jego egzystencji najkorzystniej jest dla niego, gdy w początkowym okresie swego istnienia, wtedy gdy jakość tworzywa jest najwyższa, rozbudowuje się możliwie szybko, a następnie zmniejsza szybkość swej rozbudowy w miarę obniżania się jakości tworzywa, aż wreszcie w końcowym okresie egzystencji, zaprzestaje rozbudowy. W taki sposób steruje swą rozbudową ludzki organizm…   W związku z tym  dynamizm charakteru ludzi zmienia się od egzodynamizmu  w kierunku endodynamizmu. W praktyce oznacza to, że dzieci mają charakter egzodynamiczny (klasa C), młodzież charakter egzostatyczny (klasa BC), ludzie w wieku dojrzałym charakter statyczny (klasa B), ludzie zbliżający sie do wieku emerytalnego i bedący w początkowym okresie tego wieku charakter endostatyczny (klasa AB), ludzie starzy charakter endodynamiczny (klasa A) – taki jest statystyczny przeciętny przebieg.    Od tego przeciętnego przebiegu mogą zdarzać się odchylenia…  (w największym skrócie: młodzi „starcy”, starzy „młodzieńcy”. Przypis Z.U.)

Z punktu widzenia możliwości utrzymania przez układ samodzielny jego zdolności sterowniczych niebezpieczna jest zarówno zbytnia koncentracja energii w jego obrębie, jak też zbytnia dekoncentracja; jedno i drugie może doprowadzić do zniszczenia układu.  Np. zbyt wysoka lub zbyt niska temperatura  organizmu ludzkiego może spowodować jego śmierć. Sterując się zgodnie ze swym interesem, każdy układ samodzielny musi wiec przeciwdziałać zarówno zbytniej koncentracji energii w sobie, jak też zbytniej dekoncentracji.
Wszyscy ludzie, jako układy samodzielne, muszą wydatkować moc jałową, aby utrzymać się przy życiu. Po wydatkowaniu masy jałowej  zostaje im pewna nadwyżka z całkowitej mocy fizjologicznej, którą mogą wydatkować w różny sposób, jest to tzw. moc dyspozycyjna.
Egzodynamicy odznaczają się tak szybką  ( w stosunku do szybkości starzenia się) rozbudową, że zarówno ich całkowita moc fizjologiczna, jak i moc dyspozycyjna szybko rośnie.  W związku z tym dysponują oni rosnącym zasobem mocy dyspozycyjnej  muszą starać się go wydatkować (organizm nie mógłby wytrzymać nadmiernej koncentracji energii), toteż reakcje ich są silne i częste.  Np. łatwo zaobserwować, że dzieci, zgodnie ze swym egzodynamicznym charakterem, reagują na różne bodźce silnie, szybko, są ruchliwe i starają się wydatkować dużo energii.

Egzostatycy odznaczają się już mniejszą niż egzodynamicy szybkością rozbudowy, ich moc fizjologiczna i moc dyspozycyjna rośnie odpowiednio wolniej, a w związku z tym tendencje do wydatkowania mocy dyspozycyjnej są odpowiednio słabsze niż u egzodynamików. Można zaobserwować, że reakcje młodzieży są nie tak szybkie i zmienne jak u dzieci, a za to bardziej przemyślane i skoordynowane.

Statycy odznaczają się tym, że ich całkowita moc fizjologiczna, jak również moc dyspozycyjna jest mniej więcej stała, a w związku z tym starają się oni działać tak, aby wydatkować mniej więcej stałą ilość mocy dyspozycyjnej. Starają się oni działać zgodnie ze stałymi zasadami – co łatwo zaobserwować u większości ludzi w wieku dojrzałym.

U endostatyków  całkowita moc fizjologiczna i moc dyspozycyjna powoli maleje, w związku z czym muszą dążyć do tego, aby móc wydatkować coraz mniej mocy dyspozycyjnej.

U endodynamików całkowita moc fizjologiczna i moc dyspozycyjna maleją stosunkowo szybko, muszą więc oni stosunkowo szybko zdobywać odpowiednio dużą moc socjologiczną, dzięki której mogliby przerzucać na swe otoczenie przetwarzanie za nich całej mocy roboczej i dzięki temu zachować maksymalną możliwą własną moc swobodną równą całej mocy dyspozycyjnej.  Starają się oni za wszelką cenę zdobyć możliwie pełną władzę nad swym otoczeniem, nie licząc się z żadnymi zasadami.
Stosunek człowieka do otoczenia jest silnie uzależniony od dynamizmu jego charakteru.  Dla egzodynamika otoczenie jest interesujące tylko o tyle, o ile może dlań stanowić teren wyładowania jego rosnącej mocy dyspozycyjnej.   Nie lubi się on przy tym krepować żadnymi stałymi zasadami, które mogłyby ograniczać jego działania. O wiele więcej niż otoczenie interesuje go własna osoba, bowiem głównym źródłem jego rosnącej mocy dyspozycyjnej jest własna moc fizjologiczna.

Egzostatyk również bardziej interesuje się własną osobą niż otoczeniem, które – podobnie jak dla egzodynamika – stanowi dlań teren wyładowywania nadwyżek mocy dyspozycyjnej,   ale ponieważ wzrost tej mocy nie jest już tak szybki jak u egzodynamika, więc jego reakcje w stosunku do otoczenia nie są tak szybko zmienne.

Statyka interesuje w równym stopniu jego osoba, jak i jego otoczenie, w praktyce sprowadza się to najczęściej do tego, że interesuje się swym stosunkowo bliskim otoczeniem, związanym z jego osobą (dom, rodzina, miejsce pracy, wspólnota ludzi wyznających tę samą co on ideologię).

Dla endostatyka otoczenie jest przede wszystkim źródłem mocy socjologicznej, a w związku z tym interesuje go bardziej niż jego własna osoba.

Endodynamik interesuje się przede wszystkim otoczeniem, które stanowi dlań niezbędne do egzystencji źródło mocy socjologicznej (własna jego moc dyspozycyjna szybko maleje).
Z tych ogólnych własności sterowniczych związanych z dynamizmem charakteru wynikają różne własności szczegółowe.
Np. egzodynamik chętnie przetwarza rosnącą ilość informacji – jest żądny nowych, silnych wrażeń, chętnie też  otoczeniu różne informacje istotne dla ewentualnego sterowania zarówno nim samym, jak i innymi ludźmi, często opowiada różne szczegóły o swym osobistym życiu, nawet gdy może to zaszkodzić jego opinii, może też zupełnie przypadkowym osobom przekazywać różne tajemnice, które są mu znane (zarówno swoje, jak i cudze).
Egzostatyk również przejawia tendencję do przekazywania informacji, które są mu znane, ale robi to w sposób mniej przypadkowy…
Statyk chce wiedzieć to co powinien, a przekazuje informacje nie w sposób przypadkowy…
Endostatyk stara się zdobywać te informacje, które mogą mu być potrzebne…, przy czym woli ograniczać przekazywanie ich innym…
Endodynamik chce zdobyć maksimum informacji, mogących mu się przydać…, a przy tym najchętniej w ogóle nie przekazuje tych informacji otoczeniu…
Statycy nie lubią sytuacji , gdy ich otoczenie (a zwłaszcza przełożeni i podwładni) postępują wbrew zasadom, które uznają…

Endostatycy źle się czują w sytuacjach, w których nie mogą przejawiać swych dążeń organizatorskich, ale nie są skłonni  do szybkich i nie przemyślanych reakcji…

Endodynamikom nie odpowiada żadna sytuacja, w której nie panują nad swym otoczeniem, ale mogą się pozornie przystosowywać do sytuacji, o ile nie mają odpowiedniej mocy socjologicznej aby ją zmienić, jeżeli jednak uda im się uzyskać odpowiednią moc, potrafią od razu przemienić się z pozornie uległych podwładnych czy poddanych w brutalnych władców, nie liczących się z żadnymi normami w dążeniu do zdobycia i utrzymania swej władzy.

Egzodynamicy są zadowoleni wówczas, gdy mogą swobodnie wyładować swą energię, będą nawet wykonywać różne niebezpieczne i trudne zadania…, potrzebują jednak stałych zmian sytuacji, nie znoszą aby im cokolwiek narzucano.  Egzostatycy chcą również wyładować swoją energię… ale poddają się pewnym ogólnym zasadom i pozwalają się sterować, pod warunkiem, że to sterowanie nie będzie zbyt nudne i uciążliwe;  mogą tworzyć z czyjeś inspiracji, ale nie lubią aby im narzucano zbyt wiele szczegółowych wymagań.
Dynamizm charakteru człowieka jako układu samodzielnego jest sztywnym parametrem i wszelkie próby jego przerabiania skazane są na niepowodzenie.  Od niego też przede wszystkim zależy dążenie człowieka do sterowania innymi ludźmi, jak również to, w jakim stopniu bez oporu poddaje się sterowaniu przez innych ludzi. Im bliższy endodynamizmu jest charakter danego człowieka, tym silniejsze wykazuje on dążenie do sterowania innymi ludźmi i tym trudniej poddaje się sterowaniu, chociaż w przymusowych sytuacjach może udawać uległość.
Prawidłowość powyższą dobrze ilustruje opisana powyżej historia Azefa.
Młodzi członkowie Organizacji Bojowej byli typowymi egzodynamikami lub egzostatykami, którzy dusząc się w ramach carskiego systemu krepującego ich indywidualność, starali się w organizacji terrorystycznej wyładowywać swą energię i znajdować nowe silne wrażenia. Nietrudno też było Azefowi kierować nimi, jak również oszukiwać ich, wykorzystując dla swoich celów. Warto przy tym zauważyć, że Azef starał się selekcjonować kandydatów do OB, odsiewając tych, którzy ulegli chwilowym porywom – tzn. egzodynamików…
Azef był typowym endodynamikiem.  Głównym jego dążeniem było umacnianie swej władzy w partii eserowskiej i robienie na tym maksymalnie korzystnych interesów. Nie miał przy tym skrupułów, starając się maksymalnie „doić” zarówno kasę Organizacji Bojowej jak i kasę policyjną. Starał się też unikać wszelkiego ryzyka osobistego, zabezpieczając się na wszystkie strony. W partii eserowskiej zaczął nawoływać do terroru dopiero wtedy, gdy został współpracownikiem policji i w związku z tym mógł liczyć na bezkarność.

Uznawał typową zasadę endodynamików, że „mowa jest srebrem, ale milczenie jest złotem”.  Gdy jednak trzeba było uzyskać wpływ na młodzież, potrafił wygłaszać piękne przemówienia i udawać idealizm oraz oddanie sprawie rewolucji. Tymczasem jego prawdziwy stosunek do ideologii głoszonej przez partię, do której należał, wyrażał się najlepiej w tym, co powiedział do Pieczechonowa: „Jak to?… Pan wierzysz jeszcze w socjalizm?!… Oczywiście, jest to potrzebne jeszcze dla młodzieży, dla robotników – ale nie dla mnie i dla pana…”.  W działalności swej stawiał na terror, gdyż to dawało mu największe możliwości umacniania swej władzy i zdobywania coraz większych niekontrolowanych dochodów z kasy Organizacji Bojowej, która mu podlegała.

Organizację Bojową, która stanowiła dla niego główne oparcie i źródło dochodów starał się w miarę możności ochraniać przed policją – oczywiście o tyle, o ile nie zagrażało to jego osobistemu bezpieczeństwu.  Natomiast bez zahamowań sprzedawał policji wszelkie tajemnice innych dziedzin działalności partyjnej. Szczególnie chętnie wydawał statycznych teoretyków.

Potrafił równocześnie oszukiwać zarówno rewolucjonistów, jak i policję.  Przy czym głównym sposobem jego działania było, charakterystyczne dla endodynamików, zręczne ukrywanie istotnych szczegółów swej działalności i w ogóle wszelkich informacji, które były mu potrzebne do sterowania (zarówno policją, jak i socjalrewolucjonistami). Potrafił się też zręcznie posługiwać policją do wykańczania swych przeciwników lub konkurentów wśród rewolucjonistów  (i odwrotnie – w odniesieniu do naruszających jego interesy – konfidentów policji. Przypis Anonimus)

To, że przez piętnaście lat udawało się Azefowi podwójne sterowanie – policją i socjalrewolucjonistami – nie powinno nas dziwić, bowiem Azef był skrajnym endodynamikiem, rewolucjoniści – egzostatykami (nieliczni egzodynamikami) lub statykami, zaś policyjni przełożeni Azefa – endostatykami.

Ostatecznie też, udało się Azefowi nie tylko oszukać zarówno rewolucjonistów, jak i policję, ale w dodatku wycofać się z gry ze zgromadzonym kapitałem…

Warto też zwrócić uwagę, że Azef, który doskonale wytrzymywał nerwowo sytuacje, w których ciągle naruszał najbardziej elementarne normy ludzkiego współżycia, oszukując przełożonych i przyjaciół, źle zniósł ciężkie warunki więzienne nabawiając się tam choroby, która doprowadziła do jego śmierci – można stąd wnioskować, że tworzywo jego organizmu nie było najwyższej jakości. Jego dawni koledzy – egzostatycy, a nawet statycy – wytrzymywali o wiele dłuższe okresy pobytu w więzieniach  i to w znacznie cięższych warunkach niż te, w których przebywał Azef w niemieckim więzieniu.

Reakcyjny carski system rządów do najwyższych stanowisk dopuszczał właściwie tylko przedstawicieli szlachty i arystokracji, nawet burżuazja była odsunięta na drugi plan.

Carski system władzy, broniąc interesów szlachty i arystokracji w obliczu fermentu obejmującego coraz szersze kręgi społeczeństwa, musiał coraz częściej brutalnie tłumić wszelkie objawy tego fermentu, a w związku z tym łamać podstawowe normy współżycia społecznego, co powodowało niezadowolenie statyków.
Wreszcie rozrost aparatu policyjnego i krępowanie  swobód obywatelskich wywoływało głębokie niezadowolenie wśród egzostatyków i egzodynamików, którzy zasilali szeregi różnych partii walczących przeciw caratowi.  Carat starał się rozładowywać te nastroje egzodynamików i egzostatyków rozpijając społeczeństwo i zachęcając do swobody obyczajów w dziedzinie seksualnej. Liczono przy tym, że pijaństwo i rozpusta seksualna mogą stanowić sposób wyładowywania nadmiaru energii ludzkiej.
Ostatecznie jednak wszystko to nie na długo mogło pomóc caratowi. System rządów, który antagonizuje przeciw sobie większość społeczeństwa, musi upaść.

 

MOTYWACJE A STEROWANIE SPOŁECZNE

Reakcje układu samodzielnego powstają w wyniku procesów energetycznych oraz informacyjnych, a w związku z tym na zachowanie tych układów – oprócz czynników energetycznych – mają również wpływ czynniki informacyjne.

(…) Biorąc pod uwagę przedstawiony powyżej podział motywacji możemy wyróżnić ludzi o dominujących motywacjach poznawczych, ideologicznych, etycznych, prawnych, ekonomicznych i witalnych; oprócz tego ze względu na dynamizm charakteru możemy wyróżnić ludzi o charakterze endodynamicznym – czyli endodynamików, o charakterze statycznym – czyli statyków, oraz o charakterze egzodynamicznym czyli egzodynamików; ewentualnie można jeszcze wyprowadzić dwa typy pośrednie: ludzi o charakterze endostatycznym – czyli endostatyków, oraz ludzi o charakterze egzostatycznym – czyli egzostatyków.
Uwzględniając podział charakterów ze względu na dynamizm na trzy typy oraz podział motywacji na sześć typów, otrzymujemy w sumie podział ludzi na osiemnaście typów. Poszczególne typy w różnych społeczeństwach mogą się zdarzać częściej lub rzadziej, można też mówić o typach dominujących (najczęściej spotykanych w danym społeczeństwie).

Scharakteryzujemy teraz po kolei poszczególne typy.

1. Endodynamicy o dominujących motywacjach poznawczych są nastawieni przede wszystkim na gromadzenie informacji, którymi mogliby sami dysponować i dzięki nim sterować otoczeniem. W związku z tym starają się oni jak najwięcej dowiedzieć od innych, a natomiast sami innych informują bardzo skąpo. Informacje, którymi dysponują, starają się jak najlepiej zabezpieczyć, tak aby w miarę możności tylko oni mogli nimi dysponować. Mogą oni być dobrymi szefami i organizatorami wywiadu. W starożytności ten typ ludzi reprezentowali np. kapłani egipscy, którzy gromadzili bardzo obszerną wiedzę, ale jej ni udostępniali społeczeństwu, wykorzystując ją w celu sterowania społeczeństwem.  Reprezentanci tego typu współcześnie występują stosunkowo często wśród naukowców – są to ludzie utalentowani, ale nie znoszący innych ludzi utalentowanych w swym otoczeniu, swe talenty naukowe wykorzystują do robienia kariery, przy czym nie tylko nie wtajemniczają innych w swoje metody badawcze i nie chcą wychowywać następców, którzy mogliby ich zastąpić, ale w dodatku starają się usuwać ze swego otoczenia innych ludzi utalentowanych, gdyż boją się z ich strony konkurencji.

2. Statycy o dominujących motywacjach poznawczych starają się sami dużo dowiedzieć, ale nie skrywają swych wiadomości przed innymi, lecz chętnie i ściśle ich informują. Podstawową zasadą ich postępowania jest dążenie do poznania prawdy i prawdomówność. Są oni dobrymi i uczciwymi pracownikami naukowymi. Nie są żądni kariery.

3. Egzodynamicy o dominujących motywacjach poznawczych starają się dużo dowiedzieć, ale jeszcze większą przyjemność sprawia im informowanie innych, często mówią oni więcej niż naprawdę wiedzą; informacje, którymi dysponują są często powierzchowne i pobieżne, za to wykazują dużą pewność siebie przy informowaniu innych. Mają też skłonność do koloryzowania … Są artystami w różnych dziedzinach sztuki, mogą być dziennikarzami …

4. Endodynamicy o dominujących motywacjach witalnych starają się zgromadzić jak najwięcej środków, które umożliwiają ochronę ich zdrowia i życia oraz mogą im zapewnić bezpieczeństwo. Starają się w związku z tym zająć w społeczeństwie taką pozycję, która zapewnia maksimum bezpieczeństwa i komfortu. Stanowiska kierownicze starają się obsadzać ludźmi dyspozycyjnymi wobec siebie (często członkami swojej rodziny lub osobistymi przyjaciółmi), niewiele zwracają uwagi na ich kwalifikacje. O bezpieczeństwo i zdrowie innych z reguły nie wykazują większej troski. Ten typ ludzi reprezentują z jednej strony brutalni i tchórzliwi dyrektorzy, którzy zdobyli władzę nie licząc się z nikim i niczym, a zdobywszy starają się ją utrzymać za wszelką cenę …; a z drugiej ten sam typ reprezentują skąpi hipochondrycy …

5. Statycy o dominujących motywacjach witalnych starają się przede wszystkim zapewnić środki utrzymania, ochronę zdrowia oraz bezpieczeństwo osobiste sobie i swoim najbliższym, a dążenie to stanowi ich główny, a właściwie jedyny cel życia, a innymi sprawami niewiele się interesują. Są to ludzie nie posiadający szerszych zainteresowań ani ambicji. Dają się łatwo sterować, mogą być dobrymi pracownikami, jeżeli za swoją pracę otrzymają zapłatę … W pracy nie wykazują oni inicjatywy. Gdy poczują, że ich byt materialny lub bezpieczeństwo osobiste jest poważnie zagrożone, są skłonni do buntu, który uważają za formę samoobrony.

6. Egzodynamicy o dominujących motywacjach witalnych są to ludzie starający się jak najwięcej używać życia, przy czym interesują ich głównie doraźne przyjemności, o charakterze biofizycznym. Ten typ ludzi reprezentują np. pijacy, ludzie, których główne zainteresowania skupiają się wokół dobrego jedzenia, albo też poszukujący coraz to nowych silnych wrażeń seksualnych.

7. Endodynamicy o dominujących motywacjach ekonomicznych starają się gromadzić w swej dyspozycji jak najwięcej środków ekonomicznych, które stanowią dla nich cel zasadniczy. Dążąc do maksymalizacji zysków nie chcą się liczyć z żadnymi zasadami, które są dla nich niewygodne. Ten typ reprezentują wszelkiego rodzaju ludzie interesu, kapitaliści, których głównym celem życiowym jest osiąganie maksymalnego zysku i zwiększanie swego stanu posiadania.

8. Statycy o dominujących motywacjach ekonomicznych starają się przede wszystkim zapewnić sobie i swoim najbliższym odpowiedni dochód, ale nie musi to być dochód maksymalny z możliwych w danej sytuacji; uważają oni, że innym również należą się odpowiednie dochody. Wyznają zasadę, że zarówno płaca pracownika, jak zysk przedsiębiorcy czy dochód handlowy, powinny być utrzymane w godziwych, określonych stałymi zasadami granicach. Sprawy nie związane z tymi procesami gospodarczymi, które ich bezpośrednio dotyczą, mało ich interesują, całe ich życie wypełniają zabiegi o zapewnienie sobie godziwych dochodów. Ten typ reprezentują np. bardzo szerokie kręgi ludzi, na których opiera się ustrój kapitalistyczny w krajach Europy Zachodniej, Ameryki oraz Australii.

9. Egzodynamicy o dominujących motywacjach ekonomicznych starają się za wszelką cenę robić szybkie efektowne interesy, chcieliby oni od razu zrobić wielki majątek, są skłonni do ryzykownych operacji ekonomicznych. Ten typ reprezentują różni awanturnicy gospodarczy, którzy najczęściej trwonią majątek swój i cudzy; czasem udaje im się … Mogą też robić różne nielegalne interesy, przy czym są nieostrożni i w związku z tym często wpadają …

10. Endodynamicy o dominujących motywacjach ideologicznych starają się przede wszystkim gromadzić wszelkiego rodzaju środki i zdobywać pozycję, dzięki której mogliby skutecznie zapewniać, a w razie potrzeby wymuszać, realizację celów ideologicznych, do których dążą … Dążąc do realizacji swych dalekosiężnych celów ideologicznych są skłonni naruszać normy społeczne (etyczne, prawne, ekonomiczne, a nawet witalne), przy czym łatwiej wybaczają naruszenie norm sobie i zwolennikom swej ideologii, niż innym ludziom. Ten typ prezentują niektórzy przywódcy różnych organizacji religijnych, a także ruchów społeczno-politycznych. Bardzo często dążą oni do zdobycia władzy, ale władza nie jest dla nich środkiem zabezpieczenia osobistego ani też środkiem osiągania dużych dochodów osobistych, lecz służy im do realizacji odpowiednich celów ideowych. Gdy uda się im zdobyć władzę, starają się ją za wszelką cenę utrzymać, przy czym naprawdę interesuje ich tylko władza nie kontrolowana przez innych. W stosunku do przedstawicieli innych ideologii (zwłaszcza konkurencyjnych …) są nietolerancyjni, nie znoszą też osobistych konkurentów wyznających nawet taką samą jak oni ideologię, starając się ich za wszelką cenę usunąć.

11. Statycy o dominujących motywacjach ideologicznych dążą głównie do tego, aby zarówno oni sami, jak ich otoczenie uznawało określoną ideologię i dążyło do realizacji wytyczonych przez nią celów. Wyznawanej przez siebie ideologii skłonni są przypisywać cechy trwałości, a normy ideologiczne traktują jako bezwzględnie nadrzędne w stosunku do wszystkich innych rodzajów norm społecznych. W imię posłuszeństwa ideologii mogą się decydować na naruszanie innych norm. Są skłonni do posłuszeństwa wobec kierownictwa, ale pod warunkiem, że dąży ono do realizacji celów wytyczonych przez wyznawaną przez nich ideologię. Nikomu nie chcą wybaczyć zdrady ideologii, natomiast ludziom działającym na rzecz realizacji celów wytyczonych przez uznawaną przez nich ideologię są skłonni wybaczać naruszanie wszelkich innych norm społecznych – w tym nawet popełnianie zbrodni … Ten typ reprezentują szerokie rzesze członków różnych organizacji religijnych, jak również organizacji społecznych i społeczno-politycznych o charakterze ideowym, którzy wykazują skłonności do doktrynerstwa. W swych działaniach potrafią być wytrwali.

12. Egzodynamicy o dominujących motywacjach ideologicznych skłonni są do efektownych krótkotrwałych działań w imię realizacji postulatów wyznawanej przez siebie ideologii. Dla swej idei są oni skłonni do wielkich poświęceń, z tym jednak, że nie mogą one trwać zbyt długo. Mniej ich interesują realne długofalowe skutki działań, które podejmują. Nuży ich też długotrwała, mało efektowna praca zmierzająca do realizacji postulatów uznawanej przez nich ideologii. Mogą oni być łatwo wykorzystywani przez endodynamików do różnych efektownych i niebezpiecznych działań, bowiem dla zainspirowania ich do takiego działania wystarczy podać im tylko uzasadnienie ideowe. Ten typ reprezentują różni bohaterowie, którzy w imię poświęcenia dla idei skłonni są ryzykować nawet własne zdrowie i życie – np. na wojnie – ale długotrwała, mało efektowna praca, nawet dla tejże samej idei, nuży ich i męczy. Ten typ ludzi spotykany jest dość często w Polsce, w naszej historii można wskazać wielu tego rodzaju bohaterów na różnych szczeblach drabiny społecznej. Można ich też wielu znaleźć wśród bohaterskich rewolucjonistów, którzy po zwycięstwie rewolucji przysparzali wiele kłopotu władzom, nie mogąc się dostosować do życia ustabilizowanego.

13. Endodynamicy o dominujących motywacjach etycznych starają się przede wszystkim o to, aby stwarzać warunki zabezpieczające poszanowanie uznawanych przez siebie norm etycznych, przez jak najszersze kręgi społeczeństwa. Sami siebie potrafią jednak rozgrzeszać z naruszania tych norm, usprawiedliwiając to wyjątkowymi sytuacjami albo specjalnymi dyspensami. Starają się o to, aby całe społeczeństwo poddawane było maksymalnie skutecznemu programowaniu etycznemu (wychowaniu), a całe życie społeczeństwa było tak zorganizowane, aby w ogóle nie dopuszczać do sytuacji, w której ludzie mieliby okazję do naruszania norm etycznych (profilaktyka). Zabezpieczenie poszanowania norm etycznych przez społeczeństwo jest dla nich sprawą nadrzędną, dla której są skłonni naruszać inne normy społeczne, a nawet powodować duże straty materialne i narażać życie ludzkie, jeżeli zachodzi taka konieczność. Często dążą do władzy, przy czym wpływ na sterowanie pośrednie postępowaniem ludzi przez programowanie etyczne ma dla nich większe znaczenie niż wpływ na sterowanie bezpośrednie (wydawanie rozkazów, poleceń itp.). Gdy dochodzą do władzy, wówczas za pomocą drobiazgowo sformułowanych norm etycznych starają się regulować niemal wszystkie przejawy życia społecznego.

14. Statycy o dominujących motywacjach etycznych pragną i dążą do tego, aby zarówno oni sami, jak i ich otoczenie postępowali zgodnie z nakazami uznawanych przez nich norm etycznych, którym przypisują cechy trwałości. Wszelkie naruszenie tych norm wywołuje u nich ostry sprzeciw, nawet sobie samym nie są skłonni pozwalać na takie wykroczenia. Jeżeli zdarzy się im naruszyć normę etyczną, którą uznają, skłonni są odbyć odpowiednią pokutę. Normy etyczne uważają za nadrzędne w stosunku do wszystkich innych rodzajów norm społecznych, nie wyłączając prawnych i witalnych.

15. Egzodynamicy o dominujących motywacjach etycznych są skłonni do efektownych krótkotrwałych działań w imię zasad etycznych, które uznają. Zdolni są do ponoszenia wielkich cierpień w imię obrony swej etyki, często potrafią nawet oddać za nią swe życie. Natomiast długotrwałe, żmudne i mało efektowne działania nużą ich, nawet wówczas gdy mają być prowadzone w imię uznawanych przez nich zasad etycznych. Nie lubią też długo słuchać tego rodzaju kierownictwa, które nakazuje wykonywać szarą żmudną pracę.

16. Endodynamicy o dominujących motywacjach prawnych starają się gromadzić siły i stwarzać warunki zabezpieczające poszanowanie prawa; starania te stanowią ich zasadnicze dążenie życiowe. Często dążą do zdobycia władzy politycznej i jeżeli im się to uda, wówczas starają się nie tylko o to, aby prawo możliwie dokładnie regulowało całość życia społecznego, a wszelkie łamanie norm prawnych było ścigane i karane, ale również o to, by w ogóle nie dopuścić do sytuacji, w których prawo mogłoby zostać złamane (profilaktyka). W stosunku do siebie samych potrafią być bardziej tolerancyjni pod tym względem, tłumacząc to wyższą koniecznością. W imię praworządności skłonni są do naruszania innych niż prawne norm społecznych (w tym nawet witalnych i ekonomicznych). Ten typ reprezentują np. tego rodzaju politycy, którzy wyrośli z aparatu biurokratycznego.

17. Statycy o dominujących motywacjach prawnych chcą, aby zarówno oni sami jak ich otoczenie postępowało zgodnie z nakazami norm prawnych. Roszczeniowa postawa oparta na prawie stanowi dominantę ich życia. Słuchają kierownictwa, ale pod warunkiem, że postępuje ono praworządnie. Prawu są skłonni przypisywać cechy trwałości, a przepisy prawne traktują jako normy nadrzędne w stosunku do innego rodzajów norm społecznych … Ten typ reprezentują klasyczni urzędnicy …

18. Egzodynamicy o dominujących motywacjach prawnych są to ludzie, którzy dla obrony prawa są skłonni zaryzykować nawet własne zdrowie i życie, ale tylko wówczas, gdy działania tego rodzaju są efektowne i niedługie. Wszelkie długie działania zmierzające do umocnienia praworządności na co dzień nużą ich. W imię posłuszeństwa wobec legalnej władzy i obrony prawa potrafią oddać nawet życie, ale długotrwałe wykonywanie żmudnej i mało efektownej pracy nakazanej przez tę samą władzę i przez to samo prawo sprawia im tak wielką trudność, że w związku z tym nieraz nawet popadają w kolizję z prawem.

Podanym wyżej poszczególnym typom charakteru nie należy przypisywać wartości bezwzględnie pozytywnych lub bezwzględnie negatywnych i uważać jedne z nich za bezwzględnie lepsze, a inne za bezwzględnie gorsze. Każdy z wymienionych typów ma swoje cechy społeczne wartościowe i swoje cechy społecznie szkodliwe w określonych sytuacjach. Ludzie reprezentujący każdy z wymienionych typów mogą być dla społeczeństwa pożyteczni, jeżeli zostaną odpowiednio wykorzystani, a mogą też być dla społeczeństwa niebezpieczni, jeżeli nie znajdą odpowiedniego dla siebie miejsca w społeczeństwie – np. endodynamik o dominujących motywacjach ekonomicznych może być pożytecznym dla społeczeństwa kierownikiem i organizatorem życia gospodarczego, albo też może być szefem podziemia gospodarczego.
Dla prostoty uwzględniliśmy powyżej podział tylko na trzy klasy dynamizmu charakteru, można oczywiście uwzględnić również podział na pięć klas, otrzymując – oprócz wymienionych wyżej typów – jeszcze endostatyków i egzostatyków o dominujących motywacjach wszystkich wymienionych wyżej rodzajów.

Siłę poszczególnych motywacji u człowieka najłatwiej można stwierdzić w sytuacjach konfliktu między nakazami różnych rodzajów norm społecznych, natomiast w sytuacjach zgodności tego rodzaju nakazów określenie siły różnych motywacji jest najczęściej niemożliwe. Na przykład jeżeli z jednej strony apeluje się do motywów ideologicznych, a równocześnie postępowanie zgodne z wymogami danej ideologii przynosi ludziom korzyści ekonomiczne, awanse, natomiast postępowanie sprzeczne z tymi wymogami naraża na represje fizyczne lub ekonomiczne, wówczas nie wiadomo, czy u danych ludzi silne są motywacje ideologiczne, czy też dominują ekonomiczne lub witalne. Natomiast gdy ludzie postępują tak jak wymaga uznawana przez nich ideologia, mimo że to postępowanie nie tylko nie przynosi żadnych korzyści materialnych, ale w dodatku naraża na represje fizyczne lub ekonomiczne, wówczas można stwierdzić, że u tych ludzi, którzy w takiej sytuacji realizują nakazy swej ideologii, dominują motywacje ideologiczne.
W naszej historii można znaleźć sporo przykładów sytuacji, w których ludzie musieli w dramatycznych warunkach wybierać między postępowaniem zgodnym z nakazami norm etycznych i ideologicznych a nakazami norm prawnych, witalnych i ekonomicznych.

Mogą też w społeczeństwie występować ludzie, którzy mają silne i mniej więcej wyrównane motywacje nie jednego lecz dwu lub więcej rodzajów …
(…) Procesy sterowania społecznego, jeżeli mają być skuteczne, muszą liczyć się zarówno z dynamizmem jak i motywacją społeczeństwa.
Podstawowym wymogiem sprawnego przebiegu procesów sterowniczych w społeczeństwie jest dążenie do zapewnienia każdemu człowiekowi pozycji w strukturze społecznej, odpowiedniej do jego dynamizmu charakteru.
Najkorzystniejszy (i zarazem najczęściej spotykany) dla sprawnego funkcjonowania organizacji społecznej rozkład liczebności osób posiadających poszczególne klasy dynamizmu charakteru – to rozkład, który charakteryzuje się tym, że najliczniejsi są statycy, dużo mniej liczni zarówno egzostatycy jak i endostatycy, a najmniej liczni egzodynamicy i endodynamicy …
Jeżeli w społeczeństwie będzie zbyt duży procent egzodynamików i egzostatyków, wówczas może ono być bardzo twórcze, mieć wiele ciekawych pomysłów, ale trudno mu będzie zorganizować się do systematycznej celowej pracy. Jeżeli z kolei będzie zbyt duży procent endodynamików i endostatyków, wówczas toczyć się będzie ciągła walka o władzę, a do wykonywania decyzji nie będzie odpowiedniej liczby chętnych, brakować też będzie ludzi wnoszących twórczy ferment … Jeżeli wreszcie w społeczeństwie brakować będzie zarówno endodynamików, jak egzodynamików (i ewentualnie egzostatyków i endostatyków), wówczas społeczeństwo takie będzie wykazywać silne tendencje do stagnacji i rutyny. Jako przykład społeczeństwa, w którym jest większy niż przeciętny procent egzostatyków i egzodynamików może służyć społeczeństwo polskie, w którym jest niewątpliwie dużo jednostek twórczych i oryginalnych, potrafi się ono w chwilach zagrożenia zdobywać na wielkie poświęcenie, ale trudno mu zorganizować się w codziennej żmudnej pracy w okresach spokoju. Przykładem społeczeństwa o większym od przeciętnego procencie endostatyków i endodynamików może być społeczeństwo angielskie, które potrafiło zbudować i sprawnie zorganizować wielkie imperium, a w okresie gdy to imperium rozpadło się, w społeczeństwie angielskim zaczął się kryzys. Wreszcie przykładem społeczeństwa, w którym brakowało endodynamików i egzodynamików może być społeczeństwo chińskie w okresie panowania doktryny Konfucjusza.
Dla procesów sterowania społecznego, obok dynamizmu charakteru, zasadnicze znaczenie ma również układ motywacji (zarówno w całym społeczeństwie, jak i w poszczególnych grupach społecznych). Od tego, jakie motywacje dominują, powinien być uzależniony ogólny system sterowania tego społeczeństwa.
Wszelkie błędy w doborze bodźców, za pomocą których oddziałuje się na społeczeństwo, mogą doprowadzić do złych rezultatów, a w najlepszym razie nie dać żadnych rezultatów. Jeżeli np. ludzi o dominujących motywacjach ekonomicznych, a o słabych ideologicznych będziemy oddziaływać za pośrednictwem programowania ideologicznego, zamiast za pomocą odpowiednich bodźców ekonomicznych, zmarnujemy tylko czas i energię, w najlepszym razie powodując tylko u ludzi znudzenie. Z kolei, jeżeli na ludzi o dominujących motywacjach etycznych czy ideologicznych a słabych witalnych i ekonomicznych oddziaływać będziemy za pośrednictwem represji fizycznych lub ekonomicznych, nie tylko nie osiągniemy oczekiwanego rezultatu, ale w dodatku możemy wywołać ostry sprzeciw, który w pewnych warunkach może przerodzić się w bunt.
Prawidłowe rozpoznanie zarówno dynamizmu charakteru, jak i układu motywacji ludzi, ma zasadnicze znaczenie dla procesów sterowania społecznego.

Szkoła bez lęku – Marian Mazur

 

Źródło: http://autonom.edu.pl

Mazur Marian, 1966, Szkoła bez lęku. Argumenty, nr 42 (436), rok X, 16 października, Warszawa, s. 5 i 10. Z cyklu „O szkole cybernetycznie”.
Zeskanował i opracował Mirosław Rusek mirrusek@poczta.onet.pl

Na sali sądowej znajdowali się sami oskarżeni – obecność publiczności nie była przewidziana. W pewnej chwili wszedł do sali nobliwie wyglądający pan i powiedział do oskarżonych: Jestem waszym adwokatem. Przyznajcie mi się szczerze do wszystkiego, gdyż tylko wtedy będę mógł wam pomóc. Po wysłuchaniu zwierzeń oskarżonych powiedział: Przestałem być waszym adwokatem, staję się zaś waszym prokuratorem. Po przesłuchaniu oskarżonych i sporządzeniu aktu oskarżenia odezwał się jeszcze raz: A teraz jestem waszym sędzią i wydam sprawiedliwy wyrok.
Takiej parodii sądownictwa nie ma w żadnym sądzie. Ale coś w tym rodzaju odbywa się codziennie we wszystkich szkołach. Najpierw nauczyciel–adwokat spieszy uczniom z pomocą objaśniając im nową lekcję, a nawet dopytuje się, czy może ktoś czegoś nie zrozumiał; gdy się tacy znajdą, udziela im wyjaśnień. Nazajutrz ta sama osoba, ale już jako nauczyciel–prokurator, zadaje uczniom wnikliwe pytania zmierzające do zdemaskowania ich niewiedzy, po czym, jako nauczyciel–sędzia, stawia stopień.
Niektórzy młodzi uczniowie, a więc jeszcze naiwni, dają się nabierać na nauczyciela–adwokata i przyznają się, że nie wszystko zrozumieli (zdarza się to na lekcjach fizyki lub matematyki). Nauczyciel powtarza objaśnienia, po czym już tylko do „wychylających się” zwraca się z zapytaniem, czy teraz wszystko jest dla nich jasne. Przeważnie nie jest jasne, bo za drugim razem nauczyciel nie powiedział nic innego niż za pierwszym, ale nie rozumiejący uczniowie tracą ochotę do szczerości, aby nie zarobić sobie na opinię tępaków. Co nie przeszkadza, że następnego dnia nauczyciel-prokurator ich przede wszystkim wyrwie do odpowiedzi.
Drugą nauczkę naiwny uczeń dostaje, gdy spróbuje dać do zrozumienia, że ocena otrzymana od nauczyciela-sędziego wydaje mu się niesprawiedliwa. Szybko będzie mógł się przekonać, że nie ma do czynienia z osobą nieomylną.
Rzecz jasna, uczeń to nie oskarżony, niemniej we wskazanej przeze mnie „trójosobowej” roli nauczyciela wobec ucznia tkwi pewien element, z którego nauczyciele nie zdają sobie sprawy.
Postaram się to objaśnić odwołując się do Pawłowa. Powszechnie znane są eksperymenty, w których Pawłow wywoływał u psów skojarzenia widoku mięsa z dźwiękiem dzwonka. W wyniku wytworzonego w ten sposób odruchu warunkowego sam dźwięk dzwonka wystarczał, żeby pies zaczął przejawiać apetyt na mięso. Natomiast mało kto wie o następującym eksperymencie. Pawłow sporządził dwie plansze, z których jedna przedstawiała koło, druga zaś elipsę i nauczył psa, że gdy widać elipsę, to zaraz będzie mięso, a gdy koło, to o mięsie mowy nie ma. W tym stanie rzeczy Pawłow zaczął stopniowo pokazywać psu plansze z coraz szerszymi elipsami. Początkowo pies uważał, że elipsa wąska czy nieco szersza to zawsze przecież elipsa, czyli zapowiedź mięsa. W końcu jednak elipsa stała się tak szeroka, że pies stracił orientację, czy to, co mu się pokazuje, jest elipsą czy kołem, a więc czy ma się nastawiać na otrzymanie mięsa czy nie. Wynikiem eksperymentu było silne rozdrażnienie psa.
Uczeń w szkole znajduje się właśnie w roli takiego psa. W pewnym okresie zaczyna on tracić orientację, czy nauczyciel jest jego sprzymierzeńcem, któremu można się zwierzać, czy też przeciwnikiem, którego należy się strzec. Szereg przykrych doświadczeń skłania go wreszcie do drugiego z tych przypuszczeń. Tu tkwi przyczyna znanego faktu, że z każdym rokiem przebywania ucznia w szkole nauczyciel traci jego sympatię (co prawda, po latach wspomina się z sentymentem szkołę i nawet najbardziej antypatycznych nauczycieli, ale jest to tylko sentyment dla własnej odległej już młodości i wszystkiego co się z nią wiązało). Utyskiwanie nauczycieli na trudności w zdobywaniu zaufania młodzieży wynikają z niezrozumienia, że chcąc to zaufanie zdobyć nie można być na przemian elipsą i kołem.
Nauczyciel-prokurator, a zarazem nauczyciel-sędzia, to człowiek budzący lęk i niechęć, a elementem utrzymującym te uczucia jest egzaminowanie w najszerszym tego słowa znaczeniu (odpowiedzi ustne, wypracowania domowe i klasowe, egzaminy końcowe).
Egzaminowanie jest czynnością nauczycieli od tak dawna zakorzenioną, że w końcu wszyscy przywykli do niej jak do czegoś nieuchronnego i oczywistego. Rozlegające się nieraz głosy krytyki nie dotyczą egzaminowania w ogóle, lecz co najwyżej jednej z jego postaci (potocznie zwanej właśnie „egzaminem”), przy czym najczęściej chodzi o egzaminy maturalne, ale i w tym przypadku nie sięga się istoty sprawy lecz okoliczności drugorzędnych, jak np. zakres egzaminu, sposób jego przeprowadzania (pisemny czy ustny) itp.
Dopiero cybernetyka postawiła całe zagadnienie w zupełnie nowym świetle oraz znalazła środki jego rozwiązania. Zanim przejdę do ich omówienia, chciałbym wymienić mankamenty tradycyjnego egzaminowania. Można tu wymienić co najmniej pięć zarzutów.
Po pierwsze, szkoła wymaga stale od ucznia natychmiastowej gotowości do poddania się egzaminowaniu. Gdy nauczyciel, wodząc wzrokiem po liście uczniów cedzi: a teraz… do tablicy… przyjdzie… cała klasa zamiera w oczekiwaniu, kto będzie następnym delikwentem. Gdy wreszcie padnie czyjeś nazwisko, reszta uczniów odpręża się z uczuciem ulgi. Również zadania klasowe są najczęściej urządzane znienacka. Dopiero egzamin maturalny ma przynajmniej tę kulturalną cechę, że jego termin jest zawczasu podawany do wiadomości zdających. Doprawdy, czyżby nikt we władzach szkolnych nie zdawał sobie sprawy, że utrzymywanie dzieci w ciągłym napięciu jest okrucieństwem? Niechby kto od dorosłych, w pracy zawodowej, zechciał wymagać w każdej chwili gotowości do natychmiastowego udzielenia żądanych informacji, i to bez możności posługiwania się dokumentami, notatkami i innymi środkami pomocniczymi… Szkoła spekuluje na nieświadomości młodzieży w tym względzie.
Po drugie, egzaminowanie odbywa się w sposób wyrywkowy, to znaczy, że o wiedzy ucznia nauczyciel wnioskuje na podstawie sprawdzenia jej niewielkiego fragmentu. Na zadanie wszystkich możliwych pytań nauczyciel nie ma czasu, a ponadto nie mógłby na tej samej lekcji zadać tych samych pytań innym uczniom, skoro słyszeli oni dopiero co odpowiedzi poprzednika. Oczywiście, pytanie pytaniu nierówne, toteż egzaminowanie wyrywkowe jest obarczone ryzykiem znacznego błędu. Wprawdzie w skali całego roku szkolnego wpływ przypadkowości maleje, ale nie zmienia to faktu, że dla ucznia egzaminowanie go przez nauczyciela ma posmak loterii. Szkoda wynika stąd taka, że uczeń, zamiast na zdobywanie wiedzy dla własnego dobra, nastawia się do zajęć szkolnych jak do gry, w której przeciwnikiem jest nauczyciel i z której trzeba wyjść obronną ręką.
Po trzecie, zakres podlegający egzaminowaniu nie jest dokładnie określony. W zasadzie od ucznia wymaga się znajomości informacji podanych w podręczniku, ale między tym co wchodzi a tym co nie wchodzi w ich zakres jest mglista strefa pograniczna, która dla egzaminowanego ucznia jest zawsze źródłem niepokoju i zdenerwowania. W dodatku większość nauczycieli lubuje się w zadawaniu pytań z tej właśnie strefy, jak gdyby w obawie, że zadawanie prostych pytań dotyczących głównych spraw przedmiotu nie przyczyni egzaminowanemu trudności i wobec tego mija się z celem egzaminowania.
Po czwarte, w szkole nie przyznaje się uczniom prawa do wielokrotnego odpowiadania z tego samego zestawu pytań. Jest w tym jakieś pomieszanie pojęć co do zadań szkoły. Przecież nie o to chodzi, żeby egzaminowanie traktować jako turniej, w którym uczeń ma coś do wygrania lub przegrania, lecz o doprowadzenie wiedzy ucznia do wymaganego stanu, przy czym jest obojętne, czy stwierdzenie tego stanu nastąpi za pierwszym czy np. za piątym razem. Jeżeli egzamin na samochodowe prawo jazdy lub egzamin pływacki można powtarzać wiele razy aż do skutku, to nie widać powodów, dlaczego takie samo traktowanie egzaminów miałoby być niemożliwe w szkole.
I wreszcie, po piąte, egzaminowanie w szkole jest głęboko niemoralne. Cóż bowiem jest przedmiotem egzaminowania? Rzecz jasna, wiedza egzaminowanego ucznia. Ale wiedza ta jest produktem dwóch czynników: starań nauczyciela i starań ucznia. A zatem odpowiedzialność za ujemny wynik egzaminu powinna obciążać zarówno nauczyciela jak i ucznia, a co najwyżej mogłaby być mowa o proporcjach rozdziału tej odpowiedzialności na każdego z nich w konkretnych przypadkach. Tymczasem traktuje się sprawę tak, jak gdyby tylko starania ucznia decydowały o jego wiedzy (przecież gdyby tak było naprawdę, to nauczyciele byliby niepotrzebni). Co więcej, w razie ujemnych wyników wspólnego trudu nauczyciela i ucznia konsekwencje w stosunku do jednego z tych wspólników wymierza drugi wspólnik!
Wszystkie te trudności cybernetyka rozwiązała przez wprowadzenie tzw. nauczania programowanego, opartego na posługiwaniu się maszynami uczącymi i maszynami egzaminującymi.
Na temat nauczania programowanego istnieje już dość obszerna literatura1). Zajmuje się ona rozmaitymi systemami nauczania programowanego, konstrukcją maszyn stosowanych do tego celu i relacjonowaniem przeprowadzonych eksperymentów, toteż ograniczę się tylko do omówienia wpływu, jaki ta metoda nauczania może wywrzeć na styl pracy w szkole.
Maszyna ucząca jest zaprogramowana w postaci dialogu między uczniem a maszyną. W dialogu tym uczeń otrzymuje od maszyny pewną ilość wiadomości, pytania sprawdzające opanowanie tych wiadomości przez ucznia, przy czym uczeń, odpowiadając na pytania, ma możność upewnienia się, czy jego odpowiedzi są trafne. W porównaniu z nauczycielem maszyny uczące mają wiele zalet. A więc program maszyny jest opracowany w sposób metodyczny, wnikliwy i staranny przez zespół autorów o najwyższych kwalifikacjach dydaktycznych. Dzięki temu program ten jest o wiele lepszy od toku lekcyjnego, jaki może zapewnić nauczyciel z reguły improwizujący, nieraz zmęczony, niewyspany, niezdrów, skłopotany sprawami osobistymi, niezdolny lub po prostu znudzony powtarzaniem tego samego kursu przez wiele lat.
Posługując się maszyną uczącą uczeń jest aktywny przez cały czas, natomiast na lekcji z nauczycielem jest przeważnie biernym słuchaczem.
Przy nauczaniu lekcyjnym tempo pracy wyznacza nauczyciel, przy czym jest ono dostosowane do uczniów o przeciętnych zdolnościach, toteż jest ono zbyt powolne dla uczniów zdolnych, a zbyt szybkie dla mniej zdolnych. Lekcja taka dla zdolnych uczniów staje się redundancją (powtarzaniem tych samych informacji) a dla mniej zdolnych szumem informacyjnym (informacjami niezrozumiałymi), wskutek czego jedni i drudzy zaczynają się nudzić i zabawiać czym innym, rozmawiać, zakłócać tok lekcji. Natomiast tempo pracy z maszyną uczącą wyznacza sam uczeń. Nikt go nie popędza, ani nie hamuje, opanowując szybko wiadomości zyskuje sporo wolnego czasu. Gdy ma trudności, może się zatrzymać nad nimi dłużej, nikomu tym nie przeszkadzając. Okoliczność, że przy pracy z maszyną uczeń jest stroną dyrygującą (a nie dyrygowaną jak na lekcji z nauczycielem) wyrabia w nim samodzielność, poczucie odpowiedzialności i umiejętność koncentrowania uwagi.
Maszyna ucząca jest cierpliwa – jej program może być powtarzany tyle razy, ile uczeń potrzebuje.
Maszyna ucząca nie objawia żadnych emocji, nie zżyma się gdy uczeń powoli pojmuje przekazywane mu wiadomości, nie irytuje się, dzięki czemu nauczanie przebiega w zupełnym spokoju. Również i uczeń nie ma tendencji do dąsania się, opryskliwości lub złośliwości, bo przecież nie znalazłoby to u maszyny żadnego odzewu. Oprócz maszyn uczących istnieją również maszyny egzaminujące, różniące się od maszyn uczących tym, że nie podają żadnych wiadomości, a zawierają tylko same pytania, z kontrolą trafności odpowiedzi. Zazwyczaj działanie ich polega na tym, że przy poszczególnych pytaniach uczeń otrzymuje kilka (np. pięć) propozycji odpowiedzi i ma spośród nich wskazać (przez naciśnięcie odpowiedniego przycisku) tę, którą uważa za trafną. W razie wskazania odpowiedzi błędnej musi wskazać inną odpowiedź itd., aż do skutku; bez dojścia do odpowiedzi trafnej blokada mechanizmu maszyny uniemożliwia uczniowi przejście do następnego pytania. Maszyna egzaminująca jest wyposażona w licznik zliczający wszystkie odpowiedzi (trafne i błędne) udzielone przez uczniów. Na przykład, jeżeli włożona do maszyny taśma zawiera sto pytań, to w wyniku egzaminowania ucznia, który na każde pytanie udzielił od razu trafnej odpowiedzi, licznik wskaże sto odpowiedzi. Na odwrót, jeżeli uczeń nie potrafił odpowiedzieć na żadne pytanie (tj. na każde z nich dał cztery błędne odpowiedzi, a więc pozostało mu tylko wskazać piątą, nareszcie trafną odpowiedź), to licznik wskaże pięćset odpowiedzi. Wskazania licznika zawierają się więc między tymi skrajnymi liczbami i stanowią zarazem ocenę wiadomości ucznia.
Maszyna egzaminująca pozwala sprawdzić, czy uczeń przyswoił sobie wszystkie wymagane wiadomości, w odróżnieniu od wyrywkowego ich sprawdzania przy egzaminowaniu przez nauczyciela. Dzięki temu unika się również przypadkowości w zadawaniu pytań oraz pretensji ucznia, że nauczyciel się do niego uprzedził i rozmyślnie zadał mu trudne pytania.
Wynik egzaminu jest określony przez licznik maszyny za pomocą dokładnej liczby i w ten sposób obiektywny. Odpadają tu pretensje ucznia, że nauczyciel dał mu ocenę „niesprawiedliwą”.
Za pomocą maszyny egzaminującej uczeń może wstępnie sprawdzić stan swojego przygotowania do egzaminu i powtarzać to sprawdzanie tyle razy, aż zdoła na każde pytanie dać od razu trafną odpowiedź.
Stosując maszyny egzaminujące można zrealizować postulat, żeby uczeń trwale zapamiętał wymagane wiadomości, np. stawiając warunek, żeby w określonym odstępie czasu uczeń co najmniej dwukrotnie dał na wszystkie pytania od razu trafne odpowiedzi.
Egzaminowanie ucznia przez maszynę może się odbywać w dowolnych terminach. Po prostu, egzamin należy uznać za zdany wtedy, gdy uczeń spełni wymagania. Wystarczy przy tym wyznaczyć graniczny termin, do którego ma to nastąpić. Natomiast okoliczność, po ilu próbach egzaminacyjnych uczeń osiągnął pomyślny wynik, jest bez znaczenia, nie ma więc podstaw do żądania, żeby stwierdzenie tego stanu nastąpiło akurat w jakimś narzuconym uczniowi dniu. Rzecz jasna, przy zastosowaniu maszyn egzaminujących zbędne staje się przepytywanie uczniów. Trud nauczyciela sprowadza się do zakładania taśm z pytaniami do maszyny egzaminującej i do odczytywania końcowych wskazań licznika.
Maszyny egzaminujące umożliwią ilościowe ujęcie informacji wymaganych od ucznia w poszczególnych przedmiotach i odpowiednie skorygowanie ich zakresu. Ponadto dzięki maszynom egzaminującym można będzie zebrać obszerny materiał statystyczny dotyczący tempa zapamiętywania i zapominania informacji przez uczniów w zależności od ujęcia programu, przygotowania ucznia itp., co z kolei posłuży do ulepszania programów.
Jasne jest, że przy zastosowaniu nauczania programowanego nauczycielowi pozostałaby tylko rola adwokata: pomaganie uczniom przez objaśnianie im trudnych miejsc w programie maszyny uczącej (gdyby okazał się on niezupełnie przyswajalny dla niektórych uczniów), uzupełnianie wiadomości nie objętych programem (uczniom przejawiającym zainteresowanie szersze niż zakres wymagany), udzielanie rad na temat techniki skutecznego uczenia się z maszyną uczącą, organizowania sobie pracy itp. W tym stanie rzeczy uczeń nie mógłby już grać roli cierpiętnika robiącego nauczycielowi łaskę odrabianiem zadań, lecz musiałby zabiegać o pomoc nauczyciela, aby sobie ułatwić i skrócić pracę z maszyną. Stosunki między nauczycielem a uczniem stałyby się jednoznaczne i oparte na wzajemnej życzliwości. Rolę nauczyciela-prokuratora (egzaminowanie) i nauczyciela-sędziego (wystawianie ocen) przejęłaby maszyna egzaminująca.
Zniknęłoby zaskakiwanie ucznia wypytywaniem i utrzymywanie go w ciągłej gotowości do odpowiadania, ponieważ stawianie pytań przez maszynę byłoby uzależnione od inicjatywy ucznia i nie pociągałoby dla niego żadnych skutków o charakterze dyskwalifikacyjnym, jako że technika nauczania programowanego polega właśnie na zadawaniu pytań i powtarzaniu ich tak długo, aż uczeń opanuje wymagane wiadomości.
Egzaminowanie straciłoby charakter wyrywkowy, ponieważ w nauczaniu programowanym uczeń musi umieć wszystko przewidziane programem, tj. odpowiedzieć na wszystkie zawarte w nim pytania. Eliminuje to czynnik przypadkowości, a spryt ucznia w dążeniu do wykpiwania się od pracy czyni bezużytecznym.
Również zakres egzekwowanych wiadomości byłby jasno określony. Wszystkie pytania byłyby uczniowi znane, z gwarancją, że maszyna egzaminująca nie zada ani jednego pytania więcej, niż to zostało przewidziane.
Uległaby też zatarciu różnica między przygotowywaniem się do egzaminu a samym egzaminem. Z kilku powtórek dialogu między uczniem a maszyną rolę egzaminu spełniałaby ostatnia powtórka, przy której uczeń odpowiedział trafnie na wszystkie pytania. I wreszcie zniknęłaby wspomniana powyżej niemoralność egzaminowania polegająca na tym, że za przedmiot oceny uważa się rzekomo wynik pracy ucznia, choć w rzeczywistości jest to wspólny wynik pracy ucznia i nauczyciela, przy czym oceniającym jest nauczyciel, a więc współwinowajca (w razie wyniku ujemnego).
Przy nauczaniu programowanym nauczyciel ani nie jest współtwórcą wyników pracy ucznia ani ich nie ocenia. Wprawdzie są to wyniki współpracy ucznia i maszyny, ale maszyna jako obiekt dokładnie jednakowy dla wszystkich uczniów i bezemocjonalny nie może być przyczyną różnic między wynikami pracy różnych uczniów. Poza tym maszyna pozostaje całkowicie do dyspozycji ucznia, więc tylko od niego samego zależy, co z jego współpracy z maszyną wyniknie. Jak wiadomo, sprzężenie zwrotne polega na tym, że nie tylko przyczyna oddziałuje na skutek, lecz i skutek oddziałuje na przyczynę, w wyniku czego przyczyna staje się swoim własnym skutkiem. Zachodzi to właśnie między uczniem a maszyną uczącą. W rzeczywistości więc nauczanie programowane sprowadza się do tego, że to sam uczeń, za pomocą maszyny, zadaje sobie pytania, sam na nie odpowiada, a przez to sam determinuje ocenę wskazaną przez licznik.
Wprowadzenie nauczania programowanego w pełnym zakresie oznaczałoby zmierzch egzaminów maturalnych, a w konsekwencji likwidację wszystkich toczących się o nie sporów, na wyrywkowe bowiem egzaminy nie ma w nauczaniu programowanym miejsca.
Taka metoda nauczania spowodowałaby też głębokie przemiany strukturalne szkoły. Tak na przykład, bezprzedmiotowe stałoby się tradycyjne pojecie lekcji. Przestałyby też istnieć klasy szkolne, a wraz z nimi straciłoby również sens przechodzenie z klasy do klasy, bądź pozostawanie na drugi rok w tej samej klasie.
Zamiast tego byłyby sale maszyn, a obowiązkiem ucznia, zamiast odsiadywania 45–minutowych lekcji, byłoby opanowywanie wyznaczonych dawek wiedzy. Po wcześniejszym wykonaniu tego zadania uczeń mógłby zabrać się do następnych tematów i w końcowym rezultacie skrócić sobie pobyt w szkole o rok czy dwa.
W praktyce przeprowadza się już eksperymenty z nauczaniem programowanym, ale przypominają one pierwsze samochody, w których konie zastąpiono silnikami, ale pozostawiono kształt bryczki. Eksperymenty te traktuje się tak, jak gdyby nic poza tym w szkole nie miało się zmienić. Tymczasem nauczaniu programowanemu musi towarzyszyć zmiana całego systemu szkolnego.
Między innymi zasługuje tu na poruszenie okoliczność, że nauczyciele nie odróżniają wiadomości od poglądów2) i dlatego nie rozumieją, że trzeba uczyć wiadomości, ale nie można „uczyć” poglądów; poglądy można jedynie dyskutować. Jeżeli nauczyciel uczy, że bitwa pod Waterloo została stoczona w 1816 roku, to wszystko w porządku. Natomiast nonsensem jest, gdy „uczy” on, jakie były przyczyny, że Napoleon tę bitwę przegrał. Na tę sprawę można mieć różne poglądy, przy czym nikt nie zdoła dowieść, że jego pogląd jest rozstrzygający. Można co najwyżej wymienić sporo faktów (a więc wiadomości), jak np. odsiecz Blüchera, spóźnienie się Grouchy, kiepskie zdrowie Napoleona, wyczerpanie Francji itd., ale niepodobna stwierdzić, jaki byłby wynik bitwy, gdyby któryś z tych faktów nie zaszedł.

Przy nauczaniu programowanym musiałoby nastąpić ścisłe oddzielenie wiadomości od poglądów. Przedmiotem pracy ucznia z maszyną uczącą mogą być wyłącznie wiadomości. Poglądów uczeń nie może się „nauczyć” ani od maszyny ani od nauczyciela. Nie mogą one stanowić przedmiotu nauczania, zwłaszcza ze stawianiem stopni za „nauczenie się” poglądów nakazanych. Poglądy może sobie uczeń tylko wyrabiać. Do tego celu powinny być organizowane w szkole dyskusje równolegle towarzyszące nabywaniu wiadomości za pomocą maszyn. Dyskusje takie stanowiłyby doniosły czynnik intelektualnego rozwoju ucznia, i w tym dopiero nauczyciel miałby do odegrania właściwą rolę. Maszyna nie ma wyrugować nauczyciela, lecz uwolnić go od najbardziej jałowej części jego pracy.
Jeżeli uda się do tego doprowadzić, będzie to niezmierną zasługą cybernetyki.

 


 

 

Fragment książki Mariana Mazura – Cybernetyka i charakter

Dziecko jako egzodynamik, potrzebuje doznawania mnóstwa bodźców wnoszących informacje o rzeczywistym świecie, aby na podstawie ich skojarzeń tworzyć w wyobraźni własny świat urojony.
Tymczasem traktowanie dzieci jest zupełnym tego przeciwieństwem. Zamiast dostarczać dzieciom informacji o rzeczywistości opowiada się im bajki. Zamiast pozostawiać dzieciom swobodę fantazjowania ładuje się w nie rzekomo „fantastyczne” i rzekomo „artystyczne” elaboraty bajkopisów. Już dawno „pisarze” nie mający nic do powiedzenia w literaturze z prawdziwego zdarzenia zrobili sobie zajęcie zarobkowe z produkowania „literatury dla dzieci”, a ostatnio powstał cały przemysł wydawniczy i filmowy do zaśmiecania dziecięcej wyobraźni.
Stworzono fikcyjny świat zaludniony wiedźmami, czarnoksiężnikami i krasnoludkami oraz załgany świat zwierząt, w którym nie istnieje walka o byt, jest natomiast wystawianie cenzurek: „zły wilk”, „chytry lis”, „pracowita mrówka”, „lekkomyślny konik polny” – chociaż wilk pożerający zająca nie jest bardziej „zły” niż zając pożerający trawę, a koniki polne utrzymują się w przyrodzie nie gorzej niż mrówki. Czworonożne zwierzaki w dziecięcych ubrankach chodzą na dwóch nogach, wiosłują na łodziach, jeżdżą samochodami, strzelają z pistoletów.
Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, co się w tym fikcyjnym świecie wyprawia z prawami fizyki. Nie obowiązuje w nim prawo ciążenia ani prawo zachowania energii, ani żadne inne. Dzieci przedstawiane w filmach dla dzieci spadają z wysokich skał, po czym biegną dalej, jak gdyby nic się nie stało. Wpadają do rzeki i nie toną. Przygniecione wielkimi głazami wypełzają spod nich bez trudności. Rozbijają pędzący samochód o drzewo bez żadnej dla siebie szkody itd. Niebezpieczeństwo okazuje się tylko zabawne.
To usypianie czujności dzieci staję się źródłem nieszczęść, rodząc beztroskę w zabawianiu się zapałkami, manipulowaniu niewypałami, wychylaniu się z okna, przebieganiu przez jezdnię, czepianiu się tramwajów itp.Jest ono źródłem bezradności dzieci w takich sytuacjach, jak np. gdy dziecko zabłądzi na ulicy, gdy ktoś obcy zwabia dziecko do siebie, gdy dziecko się skaleczy albo oparzy, gdy zapaliła się firanka, gdy domownik zasłabł lub stracił przytomność itd. Zamiast o tym, jak i kiedy zaalarmować sąsiadów, policję, pogotowie ratunkowe, straż pożarną, dziecko jest wyposażone w informacje o chatce z pierników, w której Małgosia ocaliła Jasia przed upieczeniem przez czarownicę.
Na listę absurdów należy też wpisać sposób mówienia do dzieci. Filmowe pieski mówią szczekliwie, z ludzka po psiemu. Ptaki mówią w sposób, o którym nie wiadomo, czy to szczebiot ptasi imitowany przez dzieci, czy szczebiot dziecięcy imitowany przez ptaki. Najwidoczniej bajkopisy sądzą, że mówiąc do dzieci trzeba naśladować ich naiwnie brzmiące głosy i słowa, a postacie na filmach kreskowych i na książkowych ilustracjach rysować w sposób naśladujący nieporadność rysunków dziecięcych. Czy bajkopisy zaczęliby sztucznie jąkać się rozmawiając z jąkałą? Albo robić błędy ortograficzne pisząc list do człowieka niewykształconego?
W pewnym serialu filmowym dla dzieci kreskowy puchacz pełniący rolę konferansjera kłapał dziobem recytując: „gazetki leśnej numer mam”. Dlaczego puchacz, a nie człowiek, dorosły i mówiący bez kłapania? Dlaczego „gazetki leśnej”, a nie aktualnego dziennika? Czy tym, co dzieci najbardziej interesuje, jest fałszywy las z fałszywym puchaczem i z fałszywą mową? Dopiero gdy dziecko stłucze lustro lub zegarek, wtedy u dorosłych koniec z językowym mizdrzeniem się do dzieci, zaczynają do nich mówić normalnie i już na temat realiów. Wywołuje to u dzieci awersję do dorosłych mówiących językiem normalnym, bo to zawsze oznacza, że nastąpią przykrości.
Czym się dzieci naprawdę interesują, można było zobaczyć na dokumentalnym filmie krótkometrażowym o objazdowym nauczycielu wtajemniczającym kilkuletnie dzieci w rozkosze malarstwa. Niczego im nie narzucał, pozwalał im mazać plamy na arkuszach papieru dłońmi maczanymi w farbach, doradzał, gdy był o coś pytany. Gdy dzieci miały już dość tego taszyzmu, zaczęły malować w sposób mający coś przedstawiać, a na zakończenie pobytu nauczyciela odbyła się wystawa dziecięcych obrazów. Tu pytanie do czytelników: jaki tematy zostały obrane przez dzieci jako treść obrazów?
Obrazy te miały tylko jeden temat: twarze ludzi dorosłych! Oto jest świat nęcący wyobraźnię dzieci.
Ale świat dorosłych jest dla nich hermetycznie zamknięty. Dzieci nic nie wiedzą o pracy zawodowej rodziców, zarobkach, wydatkach, nic nie wiedzą o życiu uczuciowym rodziców. W obecności dzieci nie omawia się spraw istotnych. Gdy przychodzą znajomi, dzieci się wydala („idźcie się pobawić”), a jeżeli nie ma dokąd, rodzice mają się na baczności wobec tematów poruszanych przez gości („nie przy dzieciach”). Od dzieci wymaga się mówienia prawdy – bez wzajemności.
Gdy dzieci same inicjują zabawę, bawią się w „tatusia i mamusię”, w „pana doktora”, w „policjantów i złodziei”, w „sklep” i inne okruchy podpatrzonej rzeczywistości.
Dzieci traktuje się tak, jak gdyby świat rzeczywisty nie istniał. Jego namiastką mają być rozmaite bajdy ciotki Adelajdy.
Dzieci, jak wszyscy egzodynamicy, pragną fantazjować, ale na podstawie skojarzeń między elementami zaczerpniętymi z rzeczywistości. Tymczasem bajkopisy dostarczają dzieciom elementów fikcyjnych i usiłują je w fantazjowaniu wyręczać.
Gdy dziecku się marzy, że jego kot lata nad domem, urojenie to jest procesem tworzenia. Natomiast gdy dziecko widzi latającego kota na filmie, nie tylko samo niczego nie tworzy, ale ma do czynienia z mistyfikacją cudzego tworzenia, gdyż autorom żaden kot się nie marzył, lecz tylko został przez nich wybrany jako temat w wyniku spekulacji, co by tu jeszcze niewyeksploatowanego rzucić na rynek w celu wyłudzenia pieniędzy od nierozsądnych rodziców. Świat przedstawiany przez bajkopisów jest nie tylko sfałszowany, ale nawet jego fałszowanie jest fałszywe.
Cała ta „twórczość” jest fałszywie zaadresowana. Wyobraźnia dzieci bowiem jest tak bujna, jak nigdy potem już nie będzie. Po kilkudziesięciu latach zostaną z niej tylko mizerne szczątki, również u dorosłych bajkopisów, i z takimi to szczątkami zwracają się oni do dzieci, mistrzów fantazjowania! Jest to taki sam bezsens, jak gdyby ktoś chciał skraplać fontannę.
Być może zechce ktoś wysunąć argument empiryczny: wiadomo przecież, że dzieci lubią bajki i nawet się o nie dopominają, a powszechność tego zjawiska świadczy, że mamy do czynienia z mocną empirią.
Tymczasem nic z tego nie jest prawdą. Dzieci lubią bajki, ale komponowane przez siebie, lubią je opowiadać, a nie żeby je im opowiadano. Dopominają się o bajki nie dlatego, że to są bajki, lecz dlatego, że chcą, żeby się coś działo, potrzebują bowiem elementów do fantazjowania, a tylko bajki im się udostępnia.
Rzekomo mocna empiria jest tylko fałszywą interpretacją. Natomiast mocna jest teoria, niepodważalne bowiem jest w niej twierdzenie, że życie rozpoczyna się od egzodynamizmu, oraz twierdzenie, że egzodynamizm przejawia się pragnieniem wydawania informacji.
Powszechność błędnego poglądu na rolę bajek bierze się stąd, że dorośli uważają się za wyłącznie kompetentnych do oceny, co dla dzieci jest dobre. Kiedy niedawno ktoś wpadł na pomysł, żeby o to zapytać same dzieci za pomocą ankiety, na pytanie „czy lubisz oglądać filmy kreskowe dla dzieci?”, otrzymano odpowiedzi, dla których reprezentatywna była wypowiedź dziewięcioletniego chłopca, że nie lubi, bo to są „głupoty”. Chłopiec ten zasłużył na miejsce w historii.
Dziecko to człowiek o określonym charakterze. Trzeba dzieci traktować poważnie, ponieważ one także traktują wszystko poważnie.
O ile w okresie dzieciństwa charakter jest wyłącznie egzodynamiczny, z prawie nieuchwytnymi różnicami, to w okresie młodości zaczyna się on coraz bardziej różnicować. Na początku tego okresu oprócz opóźnionych egzodynamików spotyka się egzostatyków, później zaś przyśpieszonych statyków. Nie rozumiejąc, że mają do czynienia z różnymi charakterami, nauczyciele traktują to jak różnice zachowania i starają się je usuwać przez „kształtowanie charakteru”, tzn. przerabianie wszystkich uczniów na statyków, a postępują tak, ponieważ sami są statykami. Wydaje im się, że dopiero przywiązanie do zasad czyni człowieka wartościowym.
Ponieważ wcześniej czy później nauczyciele swój cel osiągali, więc utrwaliło się w nich przeświadczenie, że był to skutek ich wychowawczych zabiegów. Nie przychodziło im na myśl, że przywiązanie do zasad jest fazą ewolucji charakteru, która sama nadejdzie („nie pchaj rzeki, sama płynie”), i która sama przeminie, bez względu na to, czy się to gani, czy pochwala. Żadna siła nie doprowadzi do wpojenia jakichkolwiek zasad egzodynamikowi, a więc człowiekowi, który jeszcze nie jest statykiem, ani endodynamikowi, który już nie jest statykiem.
Za podstawową zasadę do wpajania statyczni nauczyciele uważają utrzymywanie porządku, a jednakowość za jego ideał. Jednakowość to przeciwieństwo różnorodności, a różnorodność to przejaw egzodynamizmu, toteż wchodząc do szkoły dziecko staje się przedmiotem uporczywej walki statyzmu z egzodynamizmem. Nauczyciele lubią jednobarwność okładek zeszytów szkolnych – uczniowie wolą różnobarwność. Nauczyciele aplikują uczniom gimnastykę jako zajęcie, w którym wszyscy mają wykonywać jednakowe ruchy na komendę – uczniowie wolą zabawy ruchowe, w których każdy robi co innego i na co ma ochotę. Nauczyciele chcą, żeby uczniowie nosili mundurki szkolne – uczniowie unikają tego, jak tylko mogą, w czym są często wspierani przez rodziców, niechętnych ciągłym wydatkom na nowe mundurki, jako że młodzież szybko wyrasta ze starych. Nauczyciele mają na to argument, że obowiązek noszenia mundurków zapobiega rywalizacji między strojnymi uczennicami (bo głównie o dziewczęta w tym argumencie chodzi) z zamożnych rodzin a ich biedniejszymi koleżankami. Ale to tylko hipokryzja, przecież nie o usuwanie różnic społecznych tu idzie, lecz tylko o to, żeby w szkole nie było ich widać. Przypomina to takie szpitale, w których białe drzwi są w pobliżu klamki powleczone szarą farbą w celu „utrzymania czystości”, chociaż jest to tylko utrzymywanie niedostrzegalności brudu.
Poważniejszą jednak sprawą niż jednakowość wyglądu jest, że ideałem dążeń nauczycielskich jest „dobry uczeń”, pilny, posłuszny. Jest w tym niezrozumienie, że do szkoły chodzi się po to, żeby stać się tam wykształconym dorosłym, a nie „dobrym uczniem”. Podobnie jak na kurs samochodowy chodzi się po to, żeby stać się kierowcą, a nie dobrym kursantem. Dlatego właśnie za kierownicą samochodu ćwiczebnego siedzi kursant, a nie jego instruktor. To kursant podejmuje decyzję, instruktor zaś udziela mu uwag i na wszelki wypadek trzyma nogę na dodatkowym hamulcu. Tymczasem w zwykłej szkole uczeń nie ma nic do decydowania, ma tylko wchłaniać wiadomości, nauczyciel ustawia się do niego jak do podwładnego i za szczyt szczęścia uważa zrobienie z niego podwładnego wzorowego, czyli „ukształtowanie” jego charakteru. Kursant samochodowy wiedziałby, co zrobić, gdyby jego zechciano w podobny sposób traktować. Uczeń natomiast nie wie, że jest nabierany. Gdyby nawet wiedział, to nie umiałby na to zareagować. A gdyby umiał, to by nie zareagował, bo naraziłby się na represje.
Charakter nie jest do kształtowania, lecz do doskonalenia, przez stwarzanie sytuacji zgodnych z charakterem. Aby jednak doskonalić charakter ucznia, nauczyciel musiałby ten charakter najpierw rozeznać, a umiejętność tego rodzaju powinna być podstawową kwalifikacją do uprawiania zawodu nauczycielskiego. A tymczasem cóż nauczyciele wiedzą o charakterze swoich uczniów? Gdy mają do czynienia z charakterem przyśpieszonym , tj. z wczesnym statyzmem, uważają to za sukces swoich metod wychowawczych. Gdy mają do czynienia z charakterem opóźnionym , tj. z ciągle jeszcze trwającym egzodynamizmem, mówią że uczeń jest „trudny”, wpisują mu negatywne oceny ze sprawowania, monitują go za „krnąbrność” i nawołują, żeby się „poprawił”. Dowiedziawszy się po latach, że się wreszcie „ustatkował”, będą się oddawać złudzeniom, że to dalekosiężny wpływ ich nauczycielskich starań.
„Przerabianie” dynamizmu czyjegoś charakteru to strata czasu i energii, a jeżeli jest uporczywe, to prowadzi do walki (daremnej) i nienawiści (głębokiej). Dynamizmu charakteru nie można też nikomu wyperswadować, gdyż do perswazji ustawia się on tak właśnie, jak to wynika z jego dynamizmu charakteru. Aby skorzystać z perswazji, musiałby sobie wymienić homeostat na inny. „Kot miauczy, a pies szczeka” – powiedział Hamlet.