Posts Tagged ‘Błonnik’

Nasiona konopi od zarania dziejów cenione są jako wartościowe i smaczne źródło pożywienia. W każdej kulturze można odnaleźć tradycyjne sposoby ich przyrządzania. Zazwyczaj były one mielone i używane jako mąka, miażdżone dla pozyskania oleju lub pieczone i podawane na świątecznych ucztach. W wielu krajach używa się ich do dziś, a na Zachodzie entuzjaści konopi pracują nad takimi produktami jak konopna guma do żucia, sery, albo lody! Smile
Siemię konopne jest również składnikiem pokarmu dla ptaków. Oświadczenie hodowców pagug, że ich ptaki nie będą śpiewać, jeśli nie będą karmione nasionami konopi, skłoniło w 1937 r. Kongres USA do wydania zezwolenia na obrót tymi nasionami pod warunkiem, że nasiona zostaną wysterylizowane tak aby nie mogła wyrosnąć z nich roślina. Należy dodać, że nasiona nie zawierają THC, a sterylizacja sprawia, że szybciej się psują.
Nasiona konopi mają duże wartości odżywcze, co czyni dla człowieka je niezmiernie wartościowym pokarmem. Zawierają wile istotnych związków mineralnych i w niewielkim stopniu absorbują metale ciężkie. Niewiele jest w nich witamin, ale tych dostarczają nam świeże warzywa i owoce. Zawierają dużo białka, w tym osiem najważniejszych aminokwasów (wymaganych, ale nie wtwarzanych przez ludzki organizm) w odpowiednich proporcjach. Soja zawiera wprawdzie więcej białka, jednak są to trudnoprzyswajalne białka złożone. Białko w konopiach jest łatwe do przyswojenia, naukowcy proponują stosowanie ich w przypadkach niedożywienia.
Nasiona konopi zawierają również duże ilości oleju. Olej konopny to w dużej mierze nienasycone kwasy tłuszczowe (wymagane lecz nie wytwarzane przez organizm ludzki) w doskonałych proporcjach. W Stanach Zjednoczonych przemysł olejowy staje się coraz bardziej dochodowym interesem, z rosnącą sprzedażą oleju rzepakowego i lnianego. Tymczasem oleje te mają gorsze proporcje kwasów tłuszczowych i niezbyt dobrze smakują – olej konopny ma wyśmienity, orzechowy smak. Jednak olej konopny ma jedną główną wadę – wystawiony na działanie powietrza bardzo szybko jełczeje. Próżniowy proces butelkowania pozwala na zachowanie świeżości nawet przez rok, jednak po otwarciu musi być przechowywany w lodówce i szybko zużyty.

P.S. W Polsce kultura używania konopi sięga conajmniej XVII wieku. Smile) Oto co Pierwszy Sarmata Rzeczpospolitej pan Jan Onufry Zagłoba herbu Wczele mawiał o naszych nasionkach:

Cytat:„Radziłem mu – mówił – iżby siemię konopne w kieszeni nosił i po trochu spożywał. To tak ci się do tego przyzwyczaił, że teraz coraz to ziarno wyjmie, wrzuci do gęby, rozgryzie, miazgę zje, a łuskwinę wyplunie. W nocy, jak się obudzi, także to czyni. Od tej pory tak mu się dowcip zaostrzył, że i najbliżsi go nie poznają.

– Jakże to? – pytał starosta kałuski.

– Bo w konopiach oleum się znajduje, przez co i w głowie jedzącemu go przybywa.

– Bodajże waszą mość! – rzekł jeden z pułkowników. – Toż w brzuchu oleju przybywa, nie w głowie.

– Est modus in rebus! – rzecze na to Zagłoba – trzeba co najwięcej wina pić: oleum, jako lżejsze, zawsze będzie na wierzchu, wino zaś, które i bez tego idzie do głowy, poniesie ze sobą każdą cnotliwą substancję. Ten sekret mam od Lupuła, hospodara, po którym jak waściom wiadomo, chcieli mnie Wołosi na hospodarstwo posadzić, ale sułtan, który woli, by hospodarowie nie mieli potomstwa, postawił mi kondycję, na którą zgodzić się nie mogłem.

– Musiałeś waść siła konopnego siemienia i sam zażywać? – rzekł na to pan Sobiepan.

– Ja nie potrzebowałem, ale waszej dostojności z całego serca radzę! – odparł Zagłoba.”
H. Sienkiewicz „Potop” tom III rozdział 2.


Źródło



Proszek wysokobiałkowy pochodzi z nasion konopi. Z jednej strony, dziedziczy wszystkie korzyści zdrowotne z nasiona konopi , z drugiej strony, ma bardzo wysoką zawartość białka (ok 48,5%), a więc jest bardzo ważne dla osób trenujących i ludzi, którzy prowadzą aktywny tryb życia.

Mielone konopie są pełne witamin, enzymów i minerałów. Białka są bardzo łatwo przyswajalne przez nasz organizm.
Produkt jest całkowicie wolny od glutenu. Proszek ten jest optymalny stosunek omega-6 do 3 niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. To jest dobre dla kobiet przy menstruacji i menopauzie. Ponadto, jest również dobre dla suche włosy i skórę.

Ziarna konopi

Znaną nazwą konopi jest Cannabis. Nazwa ta odnosi się przede wszystkim do konopi przemysłowej. Konopie rosną niemal wszędzie na świecie. Jest to roślina organiczna ze swej natury, gdyż nie potrzebuje żadnych nawozów, chemii, czy pestycydów. Ludzie od dawna spożywają konopie i jej ziarna. Naukowcy odkryli włókna konopi w naczyniach ceramicznych z epoki kamiennej. Dawniej włókna konopi wykorzystywano także do wyrobu ubrań, butów , lin, itp. Obecnie powszechnie wykorzystuje się ją do innych celów, na przykład do robienia olinowania, ubrań oraz produkcji zdrowej żywności.

Ziarna konopi to popularna zdrowa żywność, gdyż obfituje w składniki odżywcze, takie jak kwasy tłuszczowe omega, inne kwasy tłuszczowe oraz minerały. Konopie w około 35% składają się z oleju. Olej z ziaren konopi zawiera 80% niezbędnych kwasów tłuszczowych (EFA- essential fatty acid), kwasu linolowego (LA, 50-70%), kwasu alfa-linolowego (ALA, 15–25%) i kwasu gamma-linolowego (GLA, 1–6%). Równowaga zachowana w proporcjach kwasu linolowego i alfa-linolowego w pełni pokrywa nasze zapotrzebowanie na kwasy tłuszczowe EFA. Zarówno kompletny zestaw białka jak i niezbędne tłuszcze zawarte w ziarnach konopi znajdują się w idealnych dla ludzkiego organizmu proporcjach. 65% zawartości białka jest w formie globuliny edestyny, która może być spożytkowana przez ciało w nieprzetworzonej formie. Dla porównania, soja musi być ugotowana lub w postaci kiełków przed zjedzeniem przez człowieka. Inne korzyści ziaren konopi to działanie na skórę i włosy, które są odżywiane na poziomie komórkowym. Olej konopny łatwo wchłania się przez skórę a kwasy EFA mogą od razu zacząć działać!

Jest to doskonały pokarm dla osób przyjmujących w niewielkiej ilości niezbędne kwasy tłuszczowe oraz dla sportowców. Ziarna konopi to jedyne jadalne ziarna zawierające kwas gamma-linolowy (GLA). Ziarna konopi to bardzo odżywcze źródło protein o lepszym smaku i przyswajalności niż soja.

Ziarna konopi można jeść na surowo, zmielone dodane do posiłku, mleka, przygotowane w formie herbaty oraz wykorzystać je do pieczenia. Jednym z popularnych sposobów jedzenia tych ziaren jest dodanie ich do smakołyków. Można też zmiksować garść organicznych ziaren (całych lub bez skorupki) z owocami lub sokiem. W chińskich kinach sprzedaje się nawet pieczone ziarna konopi. Jest wiele dostępnych produktów począwszy od od płatków śniadaniowych, przez mrożone wafle, tofu z konopi po masła orzechowe. Niektórzy producenci bardziej przetwarzają ziarna konopi, by uzyskać bardziej cenione produkty, takie jak olej konopny, pełne ziarno konopi, ziarno konopi w skorupce, mąkę z konopi, ciasto, i proszek proteinowy z konopi. Konopie wykorzystywane są ponadto w niektórych organicznych płatkach śniadaniowych. Ziarna konopi można wykorzystać do produkcji nie nabiałowego „mleka”.

Olej z konopi możemy spożywać codziennie nie ponosząc ryzyka zachwiania równowagi poziomu kwasów EFA. Jednak, w związku z faktem, że ziarna konopi zawierają nienasycone tłuszcze, może szybko zjełczeć. Zazwyczaj więc przechowujemy taki olej w ciemnych butelkach lub dodajemy konserwanty. Poza tym, nie należy stosować oleju z ziaren konopi do smażenia, ponieważ tłuszcze nienasycone nie zawsze radzą sobie dobrze w wysokich temperaturach. Jeśli chodzi o wartość odżywczą, olej tłoczony na zimno z ziaren konopi jest lepszy niż oliwa z oliwek, tak więc możemy używać oleju z konopi do sałatek, smakołyków, i innych dań nie wymagających smażenia. Gotowanie każdego oleju zmniejsza jego wartość odżywczą i może przekształcić korzystne kwasy tłuszczowe w mniej dobroczynne substancje.

W polsce są strasznie drogie mielone nasiona konopii, jedyne miejsce, gdzie można kupić, jakie znalazłem tohttp://www.bogutyn.pl/go/_info/?id=4523
Ja kupuje proszek z nasion konopi z tej strony jakby ktoś był zainteresowany
http://www.goodhempnutrition.com/good-he…l-raw.html wysyłka do polski sporo kosztuje, chyba żeby sie dogadać z nimi że odbiór osobisty, przez polską firme przeworzącą paczki na trasie Polska-Anglia
A najtaniej to byłoby zasadzić samemu i mielić samemu  🙂


Nasiona konopi – łuskane czy nie?

Ziarno konopii

Jak w tytule. Czyli które lepsze.

Ponieważ łupiny nasion konopi są dosyć chrupkie i zawierają dużo włókna, my jako społeczeństwo nie jesteśmy przyzwyczajeni do spożywania tego rodzaju pokarmu. Łuskanie ziaren stworzone zostało po to by uczynić jedzenie nasion konopnych bardziej dostępnym i łatwiejszym. Podobnie jest ze zbożami i wypiekaniem białego chleba które powoduje, iż chleb taki jest miększy, lepiej strawny i optycznie bardziej hmmm.. estetyczny. Jednakże wszystko to co dobrego i odżywczego znajduje się w otrębach, jest usuwane. Chleb taki nie jest bardziej odżywczy od pełnoziarnistego. Podobna analogia ma miejsce w przypadku nasion konopi.

Gdy usuwamy łupinę z nasiona konopnego, zubażamy również jego wartość odżywczą. Usuwamy przede wszystkim doskonałe źródło mikroelementów (wapń, potas) ale również pozbawiamy się rzadkiego źródła nierozpuszczalnego włókna. Czegoś co w obecnej wysoko przetworzonej diecie nie otrzymujemy wcale. Spożywanie całych nasion konopi pozwala na delikatne oczyszczenie okrężnicy i wypłukanie toksyn z jelit.
Jak już wspomniałem, okrywa nasion konopnych jest doskonałym źródłem mikroelementów. Poza tym całe nasiona przechowują się lepiej niż łuskane. Pomimo tego, że nasiona konopi są małe, bardzo chrupiące i mogą utknąć pomiędzy zębami, korzyści wynikające z dodania włókna do diety przewyższają te drobne niedogodności. Poza tym lepiej jest spożywać nasiona konopi (łuskane bądź też nie) i uzyskać zdrowotne korzyści dzięki ich unikatowemu składowi, niż nie spożywać ich wcale.

Źródło: http://shoovar44.neon24.pl/post/69554,nasiona-konopi-luskane-czy-nie



Jak zdelegalizowano konopie (cz. 1)

Marijuana

Konspiracja mająca na celu usunięcie „naturalnych” przeciwników

W połowie lat 30’tych, gdy zostały wynalezione maszyny do przetwarzania i zbioru konopi, a maszyny przerabiajace paździeże na „papkę” do produkcji papieru, stały się ogólno dostępne. Firmy, takie jak Hearst Paper Manufacturing Division (który posiadał olbrzymie połacie lasów) i praktycznie wszystkie firmy które opierały swoją produkcję na przemysle drzewnym stanęły przed możliwością utraty miliardowych zysków a być może również i bankructwem.

Przypadkowo w 1937 roku, DuPont właśnie opatentował proces wytwarzania plastiku z ropy i węgla, jak również nowy proces wytwarzania papieru z „papki” drzewnej. Według danych z firmy DuPont oraz dziennikarskich rozmów Jack’a Herrer’a z przedstawicielami firmy DuPont, te dwa procesy stanowiły 80% działalności firmy przez ponad 60 następnych lat. Więc gdyby konopia nie została zdelegalizowana, 80% przychodów firmy DuPont nigdyby się nie zmaterializowało, a zanieczyszczenia które zatruły nasze powietrze i wody, nigdy by nie wystąpiły.
Na otwartym rynku, konopia pomogłaby przetrwać większości amerykańskich rodzinnych farm i najprawdopodobniej pomogłaby nawet zwiększyć ich liczbę, pomimo wielkiej recesji w latach 30’tych.
Ale konkurowanie przeciwko środowiskowo przyjaznemu papierowi z konopi i naturalnemu plastikowi, naraziłoby lukratywne projekty finansowe Hearst’a, DuPont’a i bankiera DuPont’a Andrew Mellon’a.
Odbywał się szereg ściśle tajnych spotkań.
W 1931,Mellon piastujący stanowisko w Departamence Skarbu za czasów Hoover’a, polecił Harry’ego J. Aslinger’a (swojego przyszłego zięcia) na stanowisko szefa Federal Bureau of Narcotics and Dangerous Drugs (FBNDD). Które to stanowisko sprawował przez następne 31 lat.
Ci baronowie przemysłowi i finansowi wiedzieli , że maszyny do cięcia, balowania, dekortykacji i przerobu konopi na papier, stanął się dostępne w połowie lat 30’tych. Konopia musiała zniknąć.

Gazeta Hearst i jej histeryczne kłamstwa.

Obawy co do efektów palenia konopi, zaowocowały już dwoma poważnymi rządowymi badaniami nad tym zagadnieniem. Brytyjski rząd w Indiach opublikował raport Indian Hemp Drugs Commission 1893-1894, na temat notorycznych palaczy haszyszu na subkontynencie. W 1930 rząd USA zalecił badania nad efektami palenia konopi przez amerykańskich pracowników rządowych w Panamie. Obydwa raporty stwierdzały, iż marihuana nie stanowiła żadnego problemu i zalecały nie stosowania żadnych kar w związku z tym. Na początku 1937 roku asystent U.S. Surgeon General, Walter Treadway powiedział przed podkomisją Ligi Narodów Zjednoczonych (Cannabis Advisory Subcommittee): „Może być zażywana (marihuana- przyp. aut.) przez długi czas bez socjalnego czy też emocjonalnego załamania. Marihuana wykształaca raczej przyzwyczajenie.. w tym samym sensie jak… cukier lub kawa”.
Jednakże inne siły pracowały ciężko. Wojenna furia która doprowadziła do Hiszpańsko Amerykańskiej Wojny w 1898 roku, została rozpalona przez William’a R. Hearst’a poprzez sieć jego gazet. Zapoczątkował on tzw.:”yellow journalism” (co oznaczało używanie taniej sensacji, nieskrupulatnych metod dziennikarskich w gazetach i innych mediach w celu przyciągnięcia lub wywarcia wpływu na czytelnika), jako siłę w amerykańskiej polityce.
W latach 1920’tych i 30’tych, gazety Hearst’a celowo produkowały nowe zagrożenie dla Ameryki i rozpoczęły nową kampanię „yellow journalism”, aby wprowadzić prohibicję na konopie. Np. historia o wypadku samochodowym w którym znaleziono „papieros marihuany”, zdominowała czołówki gazet na tygodnie, podczas gdy wypadki samochodowe powodowane pod wpływem alko ( które tak na marginesie przewyższały wypadki pod wpływem marihuany, według statystyk ponad 10 000 do 1), znajdowały się tylko na ostatnich stronach. Ten sam temat: „marihuana prowadzi do wypadków samochodowych,” został wypalony w świadomości społecznej poprzez bezustanne eksponowanie kłamstwa w nagłówkach gazet i filmach takich jak „Reefer    Madness” i „Marijuana – Assassin of Youth”.
Zajęcie przez palącą marijuanę armię Pancho Villi 800 tys. akrów pierwotnych lasów meksykańskich, które należały do Hearst’a, tylko zintensyfikowało nagonkę. Przez następne 30 lat, Hearst malował obraz leniwych, palących zielsko Meksykan, który to obraz pokutuje aż do dziś.
W latach 1910 – 1920 gazety Hearst’a uprzejmie donosiły, iż gwałty murzynów na białych kobietach, są bezpośrednio związane z kokaina. Po dziesięciu latach Hearst postanowił zmienić zdanie, od tego momentu takie same wypadki były już bezpośrednio związane z marihuaną. Hearst i inne sensacyjne tabloidy zamieszczały histeryczne nagłówki i artykuły, przedstawiające murzynów i Meksykanów jako oszalałe bestie, które pod wpływem marihuany grały anty- białą, voodoo – sataniczną muzykę (jazz). Inne z podobnych wystepków wynikajace z zażywania tego wywołującego „falę zbrodni” narkotyku, było: wchodzenie w drogę białemu człowiekowi, bezpośrednie patrzenie białemu człowiekowi w oczy dłużej niż trzy sekundy, dwukrotne spoglądanie na białą kobietę, wyśmiewanie się z białego człowieka itd., itp.
Za takie „zbrodnie”, setki tysiecy Meksykan i murzynów, spedziło wiele lat w więzieniach i aresztach, należy pamiętać, że prawa segregacyjne były w użyciu aż do lat 60’tych. Hearst, poprzez ciągłe powtarzanie slangowego meksykańskiego słowa „marijuana” wprowadził je do użycia w języku angielskim (i nie tylko). W tym samym czasie słowa konopia i „cannabis” (naukowy termin), były ignorowane i pogrzebane. Właściwa hiszpańska nazwa konopi to „canamo” ale użycie meksykańskiego kolokwializmu – marijuana, gwarantowało iż niewiele osób zorientuje się, że chodzi tak naprawdę o konopię.

Podatek zakazujący marijauny

W tajnych spotkaniach prowadzonych w Departamencie Skarbu w latach 1935-37, prawa zakazujące konopie zostały naszkicowane oraz przyjęto strategie. „Marijuana” nie została zakazana bezpośrednio, wprowadzono nowe prawo: „dodadkowy podatek akcyzowy dla dealerów i podatek transferowy przy hadlu marihuaną”. Importerzy, wytwórcy i dystrybutorzy mieli obowiązek zarejestrowania w Departamencie Skarbu i zapłacenia dodatkowego podatku. Wprowadzono podatek w wysokości 1$ za uncję, lub 100$ za uncję jeśli dealer był nie zarejestrowany. Nowy podatek od razu podwoił cenę legalnego surowca konopi (na potrzeby przemysłu farmaceutycznego), który w tym czasie kosztował 1$ za uncję. Był rok 1937. Stan Nowy York miał tylko jednego oficera do spraw narkotyków. Obecnie w tym samym stanie jest siatka tysięcy oficerów ds. narkotyków, agentów, szpiegów i płatnych informatorów. Ilość miejsc w więzieniach wzrosła dwudziesto- krotnie, podczas gdy ludność stanu wzrosła zaledwie dwu- krotnie od 1937 roku. Po decyzji Sądu Najwyższego z 29 Marca 1937roku, podtrzymującego prohibicje na karabiny maszynowe poprzez podatek, Herman Oliphant (główny radca w Departamencie Skarbu) wykonał swój ruch. 14 kwietnia przedstawił projekt ustawy bezpośrednio do House Ways and Means Committee, zamiast do odpowiednich komisji takich jak: żywności i lekarstw, rolnictwa, tekstylnej itd. Powodem dla którego przedstawił on swój projekt bezpośrednio do komisji „Ways and Means”, był taki iż jest to jedyna komisja która może wprowadzić ustawę do głosowania, bez debaty z innymi komisjami. Członek komisji „Ways and Means” Robert L. Doughton, kluczowy sprzymierzeniec DuPont’a, szybciutko podstęplował tajny plan podatkowy i wysłał go żeglującego poprzez kongres do prezydenta.

Czy ktoś się konsultował z AMA ( American Medical Association)?

Jednakże, pomimo kontrolowanego słuchania projektu w komisjach, wielu ekspertów zeznawało przeciwko temu niezwykłemu prawu podatkowemu. Np. dr William G. Woodward, który był jednocześnie fizjologiem jak i prawnikiem w AMA, zeznawał w jej imieniu. Powiedział on: „w rzeczywistości wszystkie federalne oświadczenia są tabloidalnymi sensacjami. Te prawo, przepchnięte w atmosferze ignorancji, mogłoby odmówić światu potencjalnego lekarstwa, zwłaszcza teraz kiedy medyczny świat zaczyna odkrywać które składniki w konopi są aktywne”. Woodward powiedział komisji że jedynym powodem dla którego AMA nie wystąpiła przeciwko temu prawu wcześniej, był taki iż marihuan była opisywana w prasie przez ostatnie niemal 20 lat, jako: „diabelskie ziele z Meksyku”. Doktorzy z AMA zdali sobie sprawę dwa dni przed wiosennym słuchaniem w komisji, że Kongress zamierza obłożyć prohibicją roślinę, która w medycynie występowała pod nazwą „cannabis”, łagodną substancję używaną w USA bezpiecznie na szereg różnego rodzaju chorób i schorzeń od ponad stu lat. „Nie możemy zrozumieć”, protestował Wooward, „dlaczego ten akt prawny był przygotowywany przez dwa lata w ścisłym sekrecie, bez jakiegokolwiek poinformowania profesji, dla których był przygotowywany”. On i AMA został szybko oskarżony przez Aslinger’a oraz całą komisję kongresu i brutalnie usunięty z sali.
Kiedy „ Marijuana Tax Act” trafił pod końcową dyskusję i głosowanie, na posiedzeniu Kongresu, z sali padło tylko jedno pytanie: „czy ktokolwiek konsultował się z AMA i zasięgał ich opinii?”. Na co przedstawiciel komisji Ways and Means, odpowiedział: „ Tak, kontaktowaliśmy się. Dr Wharton (nawet nazwisko pomylili :)) i (AMA) zgadzają się całkowicie!”. Z tym pamiętnym kłamstwem, ustawa przeszła i w grudniu 1937 weszła w życie. Zostały utworzone federalne i stanowe siły policyjne, które uwięziły setki tysięcy amerykanów, dodając milion straconych lat w aresztach i więzieniach – które często i gęsto prowadziły do ich śmierci- wszystko w imię trującego, zanieczyszczającego przemysłu.
Tak jak dr Woodward stwierdził, rządowe oświadczenie przed Kongresem w 1937 roku w całości oparte było na sensacyjnych i rasistowskich artykułach prasowych Hearst’a a odczytywał je głośno Harry J. Anslinger, dyrektor Federalnego Biura Narkotykowego (FDN). Przed 1931 rokiem, Anslinger był asystentem w komisji USA od spraw prohibicji. Należy pamiętać iż Anslinger został własnoręcznie wybrany przez swojego teścia, Andrew Mellon’a. Andrew Mellon był także właścicielem i największym udziałowcem sześciu największych banków w USA. Mellon Bank z Pittsburgh’a jest jednym z dwóch banków z którymi współpracuje DuPont od 1928 roku do chwili obecnej.
W 1937 roku Anslinger zeznawał przed kongersem: „Spośród wszystich narkotyków znanych historii ludzkości, marihuana jest tym który najmocniej wywołuje agresję”.
W rzeczywistości statystyki FBI, których Anslinger nawet nie kłopotał się sprawdzić, ukazywały iż 65 – 75% wszystkich morderstw w USA było – i wciąż jest- popełnianych pod wpływem alkoholu.
W rzeczywistości w ameryce nikt inny poza kilkoma bogatymi przedsiębiorcami i ich wynajętymi gliniarzami, nie wiedział że pod nazwą marihuana jest wyrzucana poza nawias prawa – konopia. Ich (przedsiębiorców) najwiekszy potencjalny rywal. Marihuana była tylko pretekstem do wprowadzenia prohibicji na konopie i zduszeniu w zarodku jej ekonomicznego potencjału.

Źródło: http://shoovar44.neon24.pl/post/37770,jak-zdelegalizowano-konopie-cz-1

Jak zdelegalizowano konopie (cz. 2)

Hemp

Czy powinniśmy wierzyć samym sobie służącym, wciąż rosnącym biurokratycznym siłom zwalczającym narkotyki (bądź leczących z uzależnień), których płaca i powodzenie zależą od znajdywania wciąż więcej i więcej ludzi do aresztowania bądź “leczenia”?

Ruch w celu zmiażdżenia dezaprobaty

Po ukazaniu się raportu „LaGuardia Marijuana Report 1938 – 1944”, który donosił, iż marijuana nie powoduje agresji w najmniejszym stopniu a za to przynosi szereg innych pozytywnych rezultatów. Harry J. Aslinger przystąpił do kontrofensywy. W publicznej tyradzie za tyradą oskarżał Mayor’a Fiorello z LaGuardia, Akademię Medyczną Nowego Yorku i wszystkich lekarzy którzy brali udział w pracach badawczych nad raportem. Anslinger obiecywał, że ci lekarze już nigdy nie przeprowadzą żadnych eksperymentów i badań nad marihuaną bez jego zgody, lub pójdą do więzienia! Następnie użył całej mocy rządu USA (nielegalnie!) by zatrzymać jakiekolwiek badania nad konopią, w tym samym czasie szantażując AMA (American Medical Association) ażeby odrzucili i zakwestionowali powyższe badania. Na marginesie wypada wspomnieć, iż nie była to już ta sama organizacja która 1937 roku tak aktywnie występowała przeciwko wprowadzeniu delegalizującego podatku na konopie. Kontrolowane przez Anslinger’a FBN, od chwili wejścia podatku w życie do 1939 roku wniosło oskarżenia przeciw ponad 3 000 lekarzy za nielegalne wypisywnie wyciągów z konopi. W 1939 roku AMA zawarła z Anslinger’em porozumienie co do marihuany. Wynik: tylko trzech lekarzy zostało postawionych w stan oskarżenia za przepisywanie nielegalnych lekarstw w latach 1939 – 1949.
Aby obalić raport LaGuardia, AMA (na osobiste żądanie Aslinger’a) przeprowadziło w 1944-45 własne badania, „na eksperymentalnej grupie 35 osobowej, gdzie 34 osób było murzynami a jedna była biała” (to chyba dla statystycznej kontroli), które paliły marihuanę i pod jej wpływem przestali okazywać respekt przed białymi żołnierzami i oficerami („Army Study of Marijuana,” Newsweek, Jan 15, 1945.).

A teraz zobaczmy jak Wujek Sam reaguje, zmuszony do działania.

II Wojna Światowa

Na początku 1942 roku, Japonia odcieła niezbędne dostawy włókna konopnego do USA. Marihuana, która została zdelagalizowan w USA jako „Zabójca młodzieży”, niespełna pięć lat temu, stała się raptem na tyle bezpieczna, by rząd poprosił młodzieży zrzeszoną w klubie Kentucky 4-H aby zaczęły uprawiać konopie na nasiona, do przyszłorocznych zasiewów (dla całego kraju). Każdy z członków był proszony o obsianie co najmniej pół akra, a najlepiej dwa akry konopi na nasiona.(University of Kentucky Agricultural Extension, Leaflet 25, March 1943).
W latach 1942 – 43, wszyscy amerykańscy farmerzy byli zobowiązani do obejrzenia rządowego filmu: Hemp for Victory (Konopia dla zwycięstwa), podpisania listy udziału w pokazie oraz przeczytanie ulotki na temat uprawy konopi. Maszyny do zbioru konopi były udostępniane po niskich cenach bądź też za darmo. Pięcio – dolarowe znaczki skarbowe zostały udostępnione i przyjęto w planach na 1943 rok, uprawę 350 000 akrów konopi.
Amerykańscy „patryjotyczni” farmerzy (od 1942 do 1945 roku), którzy zgodzili się na uprawę konopi, byli zwolnieni z obowiązku poboru, ich synowie również. Widać jak niezbędna była konopia podczas II W.Ś. W tym samym czasie, od późnych lat 30-tych aż do 1945 roku, niemieccy „patryjotyczni” farmerzy dostawali od nazistowskiego rządu, książkę (właściwie komiks) z instrukcjami i zachętami do uprawiania konopi. Na potrzeby wojenne.

Zioło i zagrożenie Pokojem

Jednakże od 1948 do 1950, Anslinger przestał karmić prasę opowieściami o marihuanie powodującej przemoc i rozpoczął „czerwoną nagonkę”, tak typową dla ery McCarthy’ego.
Teraz przerażonym amerykanom, powiedziano iż jest to bardziej niebezpieczny narkotyk, niż przypuszczano. Zeznając przed mocno anty- komunistycznym Kongresem w 1948 roku – a po tym notorycznie w prasie – Anslinger twierdził, iż marihuana nie wywołuje agresji u osób ją zażywających, jest wręcz przeciwnie. Usposabia ludzi pokojowo i pacyfistycznie więc komuniści mogą i na pewno ją wykorzystają (marihuanę), ażeby osłabić wolę do walki amerykańskiego obywatela. To był zwrot o 180 stopni, do pierwotnych powodów dla których konopia została wypchnięta poza nawias prawa w 1937 roku.
Jednakże niezbity z pantałyku Kongres zagłosował teraz by utrzymać i kontynuować prohibicję konopi. Opartą na jakże różnych powodach od tych z 1937 roku. Anslinger zeznał przed Kongresem, że komuniści będą sprzedawać marihuanę amreykańskim chłopakom, by osłabić ich wolę walki – by zrobić z nas naród zombie – pacyfistów. Oczywiście, komunistyczna Rosja i Chiny dyskredytowały tą marihuanową paranoję USA przy każdej nadażającej się okazji – zarówno w prasie jak i na forum Narodów Zjednoczonych.
Niestety, idea zioła i pacyfizmu miały przez następne 20 lat tak „dobrą prasę”, że ewentualnie Rosja, Chiny i kraje Bloku Wschodniego (które uprawiały duże ilości konopi) również zdelegalizowały konopię, ze strachu że Amerykanie zaczną używąc marihuany aby uczynić komunistycznych żołnierzy łagodnymi i pacyfistycznymi. Było to poniekąd dziwne ponieważ Rosja, Wschodnia Europa i Chiny uprawiały i przetwarzały konopie przez setki, jak nie tysiące lat.

Kryminalne zachowanie

Jak już zdążyliśmy się zorientować, w temacie konopi (oczywiście pod nazwą marihuana) Anslinger był biurokratycznym, policyjnym kłamcą. Przaz kolejne ponad 60 lat, społeczeństwo amerykańskie wyrastało i akceptowało kłamstwa Anslingera na temat konopi – od powodującego przemoc do złowrogiego pacyfizmu.
Jakiekolwiek były powody do delegalizacji konopi (ekonomiczne czy też rasowe), teraz nie wiadomo na pewno. Ale jedno jest wiadome, że informacje rozsiewane przez rząd USA (np. DEA) na temat konopi, były wtedy i są w dalszym ciągu celowymi kłamstwami.
Jak zobaczycie w następnych podrozdziałach, waga i duża liczba  empirycznych faktów wskazuje, że administracje rządowe Reagan/Bush/Quayle razem z koncernami farmaceutycznmi (z którymi mieli powiązania) wstrzymywali informacje na temat leczniczych właściwości konop,i bądź też szerzyły dezinformację. Należy nadmienić, iż decyzje takie zapadały na najwyższym szczeblu. Wydaje się, że zamierzali oni zachować własne inwestycje – i ich przyjaciół – w przemyśle farmaceutycznym, energetycznym i papierniczym; oraz dali tym trującym, syntetycznym przemysłom szaloną przewagę nad naturalną konopią, by chronić ich multi- miliardowe roczne zyski, które by utracili gdyby konopia nie była zakazana!

Bush/Quayle/Lilly – Farmaceutyczna zdrada

W USA, najbardziej szczerymi oponentami marihuany, byli między innymi – pierwsza dama Nancy Reagan (1981 – 1989) oraz prezydent George Bush (1989 – 1993), który w przeszłości był min: dyrektorem CIA za czasów Gerald’a Ford’a (1975 – 1977). Po opuszczeniu CIA w 1977 roku, Bush został powołany na stanowisko dyrektora w firmie farmaceutycznej Eli Lilly, przez Dan’a Quayle’a który posiadał pakiet kontrolny tej firmy.
W późniejszym czasie Dan Quayle występował w roli pośrednika pomiędzy bossami narkotykowymi i przemytnikami bronią a rządowymi oficjelami w skandalu IranContra.
Cała rodzina Bush’ów była dużymi udziałowcami w firmach Lilly, Abbott, Bristol, Pfizer i inne. Faktem jest, iż Bush w 1981 roku jako vice – prezydent aktywnie i nielegalnie wspierał przemysł farmaceutyczny, aby pozwolić im pozbywać się lekarstw niechcianych, przeterminowanych oraz zakzanych w USA, wysyłając je do niczego nie podejrzewających krajów Trzeciego Świata
Vice – prezydent Bush nielegalnie występował w imieniu firm farmaceutycznych, osobiście chodził do IRS po specjalne zwolnienia podatkowe dla pewnych firm farmaceutyczny produkujących w Puerto Rico (np. Lilly). W 1982 roku dostał  on jednakże polecenie z Sądu Najwyższego, aby zaprzestać lobbowania w IRS w imieniu firm farmaceutycznych.Przestał – ale firmy farmaceutyczne wciąż otrzymywały 23% zwolnienie podatkowe. (Financial disclosure statements; Bush 1979 tax report; „Bush Tried to Sway a Tax Rule Change But Then Withdrew” NY Times, May 19, 1982; misc. corporate records; Christic Institute „La Penca” affidavit; Lilly 1979 Annual Report.)

Supergwiazda XIX wieku

Marihuana była środkiem przeciwbólowym numer jeden, przez ponad 60 lat przed ponownym odkryciem aspiryny około 1900. Od 1842 do 1900 połowa wytwarzanych leków była właśnie z konopi. Od 1850 do 1937 roku, konopia występowała w Encyklopedii Farmaceutycznej jako lek na ponad 100 różnego rodzaju chorób. Przez cały ten czas, naukowcy, lekarze i producenci leków (Eli Lilly, Parke – David, Squibb i inni) nie mieli zielonego pojęcia jakie aktywne substancje występują w konopi, aż do 1964 roku kiedy to dr Mechoulan odkrył THC.

Badania XX wieku

Jak już pisałem wcześniej, AMA (American Medical Association) i firmy farmaceutyczne, w 1937 roku zeznawały przeciwko wprowadzeniu nowego podatku na konopie, ponieważ było powszechnie wiadomo, iż ma ona ogromny medyczny potencjał i nigdy nie spowodowała żadnych zauważalnych uzależnień lub śmierci poprzez przedawkowanie. Twierdzili oni, iż istnieje możliwość, gdy odkryte zostaną i wyizolowane wszystkie aktywne składniki, gdy ustali się ich dawkę, konopia może stać się cudownym lekiem.
Jakkolwiek, musiało minąć 29 lat, zanim amerykańscy naukowcy mogli zacząć na nowo odkrywać konopię dla medycyny. THC Delta – 9 został wyizolowany przez dr Raphael’a Mechoulam’a z Uniwersytetu w Tel Aviv’ie 1964 roku. Jego praca potwierdziła prace prof. Taylor z Princetown, który rozpoczął badania nad identyfikacją naturalnych prekursorów THC Delta-9 w 1930 roku. Kahn, Adams i Loewe, również pracowali nad strukturą aktywnych składników konopi w 1944 roku. Od 1964 roku, wyizolowano ponad 400 różnych składników. Co najmniej 60 z tych wyizolowanych składników ma właściwości terapeutyczne. Rząd USA zakazał tego typu badań poprzez biurokratyczny autorytet Harry’ego Anslinger’a aż do 1962 roku, kiedy to został zmuszony do odejścia przez prezydenta Kennedy’ego.

Rosnąca akceptacja

Około 1966 roku, miliony młodych amerykanów zaczęło używać marihuany. Zaniepokojeni rodzice i rząd, chcący wiedzieć na jakie niebezpieczeństwo narażają się ich dzieci, zaczęli fundować dziesiątki a następnie setki badań nad konopią. Obrazem tkwiącym w umysłach starszego społeczeństwa, był ten który przez ponad 30 lat odmalowywał duet Anslinger/Hearst. A więc przerażające historie o morderstwach, gwałty oraz inne okropieństwa aż po zombie – pacyfizm. Rezultaty badań federalnych, zaczęły uspokajać obawy związane z konopią, setki nowych badań sugerowały, że ukryta wewnątrz konopi chemia niesie ze sobą niespotykany potencjał terapeutyczny. Rząd zaczął fundować coraz więcej i więcej badań.
Wkrótce, legiony amerykańskich naukowców uzyskiwało wyniki sugerujące pozytywne efekty związane z używaniem konopi: od anoreksji, poprzez raka i epilepsję, aż do stosowania jako antybiotyk generalnego użytku. Nakładające się odkrycia wskazywały również na pozytywne efekty stosowania konopi w przypadku choroby Parkinson’a, stwardnienia rozsianego i dystrofii mięśniowej. Aż do roku 1976, raporty o pozytywnych rezultatach i nowych potencjalnych terapeutycznych zastosowań konopi, ukazywały się niemal co tydzień w medycznych periodykach i prasie ogólnokrajowej.

Narodowa konferencja nad terapeutycznym zastosowaniem konopi.

W listopadzie 1975 roku, właściwie wszyscy wiodący naukowcy badający temat konopi, spotkali się Centrum Konferencyjnym Asilomar w Kaliforni. Seminaria były sponsorowane przez National Institute on Drug Abuse (NIDA) i miały na celu skompendiowanie badań i odkryć, od tych najwcześniejszych aż po najświeższe odkrycia. Kiedy seminaria dobiegły końca, praktycznie wszyscy naukowcy skonkludowali, że przy tak twardych dowodach zebrancyh do tej pory o terapeutycznych właściwościach marihuany, rząd USA nie będzie miał innego wyjścia jak tylko zainwestować pieniądze podatników na kolejne badana. Byli oni przekonani, iż podatnicy powinni zostać poinformowani o tym, że są solidne powody ku temu, by rozpocząć badania na szeroką skalę nad medycznym i terapeutycznym wykorzystaniem konopi. Wszyscy uczestnicy konferencji w to wierzyli. Wielu z nich (np. Mechoulam) wierzyło, że do połowy lat 80-tych konopia będzie jednym z głównych i najważniejszych produktów medycznych na świecie. Mechoulam, w swojej przemowie w Bio-Fach we Frankfurcie w marcu 1997, wciąż wierzył że konopia jest najlepszym lekarstwem na świecie.

Zakaz badań nad Marihuaną

Jakkolwiek, w 1976 roku, kiedy multi- dyscyplinarne badania nad marihuaną powinny zacząć wchodzić w drugą, trzecią i czwartą generację badań, rząd USA sprawił kolejną „niespodziankę”. Ponownie zakazał wszelkich rządowych badań nad terapeutycznymi efektami marihuany. Tym razem jednakże zakaz badań został dokonany wtedy, gdy amerykańskie kompanie farmaceutyczne, skutecznie przekonały władze federalne aby pozwolić im (kompaniom farmaceutycznym) w 100% finansować i oceniać wyniki badań.
Poprzednie 10 lat badań ukazło ogromą obietnicę dla terapeutycznego użycia naturalnej konopi i ten potencjał został po cichu oddany w łapy korporacji – nie dla pożytku publicznego, ale by zdusić wszelką informację w zarodku.
Plan ten pozwolił prywatnym kompaniom farmaceutycznych, na wytworzenie i opatentowanie syntetycznych molekuł konopnych, bez ponoszenia kosztów przez rząd federalny z obietnicą iż będą one bez efektu „odlotu”. W 1976 roku, administracja Forda, NIDA i DEA ogłosiły, że od tej pory nie będzie żadnych niezależnych (czyt.: uniwersyteckich) badań lub federalnych programów zdrowotnych w celu badania naturalnych składników konopi i ich potencjału medycznego. Postanowienie te oczywiście nie dotyczyło firm farmaceutycznych; one miały wolną rękę.
Dlaczego firmy farmaceutyczne konspirowały aby przejąć wszystkie badania nad konopią?
Ponieważ badania rządu USA (1966 – 76) wskazywały lub potwierdzały poprzez setki badań, że nawet naturalna surowa konopia była „najlepszym i bezpiecznym lekarstwem wyboru” na szerg poważnych dolegliwości zdrowotnych.

Chroniąc zyski firm farmaceutycznych

Kompanie farmaceutyczne przejęły wszystkie badania i obiecały wytworzyć syntetyczne analogi THC, CBD, CBN itd., jednakże bez efektu „odlotu” zanim produkt zostanie wypuszczony na rynek. Eli Lilly wyprodukowało Nabilone a później Marinol, drugi syntetyczny kuzyn THC delta -9 i obiecało rządowi wspaniałe rezultaty. Po dziewięciu latach 1982 roku Magazyn Omni donosił, iż Nabilone był wciąż właściwie bezużyteczny w porównaniu do naturalnej, bogatej w THC konopi. Marinol z kolei był równie skuteczny co marihuana tylko u 13% pacjentów.
Magazyn Omni zasugerował również firmom farmaceutycznym, by zamiast wydawać dzisiątki miliardów dolarów i tracić kolejne 9 lat na tworzenie syntetycznych analogów konopnych, powinny napisać kolejną petycje do rządu USA, by zezwoliły na obrót „surowym ekstraktem konopnym” ze względu na interes zdrowia publicznego.
Rząd USA i kompanie farmaceutyczne, do dziś nie odpowiedziały na to. Właściwie odpowiedziały, poprzez zignorowanie postulatu.
Administracje Reagan’a/Bush’a/Clinton’a absolutnie odmówiły wznowienia rzetelnych (uniwersyteckich) badań nad konopią, wyjątek oczywiście stanowią kompanie farmaceutyczne..
Wydaje mi się, że powodem dla którego firmy farmaceutyczne i administracje rządów USA, chcą tylko legalnego, syntetycznego THC jest taki, że prosta ekstrakcja setek składników zawartych w konopi byłaby wykonywana bez udziału kompani farmaceutycznych i ich patentów. To by spowodowało upadek ich zmonopolizowanych profitów.

Źródło: http://shoovar44.neon24.pl/post/43170,jak-zdelegalizowano-konopie-cz-2

WSZYSTKO ZALEŻY OD METODY


Zawsze najpierw jedz surowe, a potem gotowane.


Gotowana żywność okazuje się tak obca dla ludzkiego organizmu, że może powodować reakcję odpornościową, podobną do tej, kiedy atakuje wirus. Naukowiec Udo Erasmus, autor książki Fats and Oils, pisze:

Kiedy spożywamy gotowane (lub nieżywe) pokarmy, w tkankach żołądka i w przewodzie pokarmowym następuje reakcja obronna. Przypomina ona reakcję, któ­ra powstaje przy infekcjach i wokół guzów gromadzą się białe krwinki, pojawia się opuchlizna, temperatura w żołądku i jelitach wzrasta jak przy gorączce. W kon­sekwencji po posiłku czujemy zmęczenie. Taka sama reakcja zachodzi, gdy połowę posiłku jemy na surowo, ale zaczynamy od pokarmu gotowanego. Jeśli jednak zaczynamy od produktów surowych, tego typu reakcja nie następuje.

Równie istotną rolę odgrywa przeżuwanie pokarmu. Ludzie zwykle dwa razy przeżują jedzenie i zaraz je poły­kają. Nieodpowiednie przeżuwanie może zaburzać pro­ces trawienia i przyczyniać się do rozwoju choroby. Wie­le z naszych współczesnych pokarmów (rozgotowanych, przetworzonych i tłustych) łatwo się połyka i nie trzeba ich gryźć. W przeciwieństwie do nich, prawdziwa żyw­ność (nieprzetworzona, a zwłaszcza surowa) jest zwykle bardziej zwarta, zawiera więcej błonnika i trzeba ją dłu­żej przeżuwać. Jeśli chcesz dostarczać organizmowi korzystnych dla zdrowia składników odżywczych, jedz naturalne pokarmy i prawidłowo je przeżuwaj.
Najpierw twoje zęby rozdrabniają pokarm na małe cząstki. Później, podczas przeżuwania, ślina łączy żywność z enzymami, pomagając ją rozdrobnić i strawić. Wbrew powszechnemu przekonaniu przeżuwanie ma na celu nie tylko rozkład pokarmu na małe cząstki, które można połknąć. W ten sposób wspomaga się tak­że proces trawienia – pokarm jest mielony na drobne kawałki i dokładnie pokrywany zawartymi w ślinie enzymami trawiennymi.
Stare powiedzenie mówi: „Pij to, co jesz, i jedz to, co pijesz”. Stałe pokarmy należy całkowicie przeżuć tak, by przed połknięciem miały płynną postać. Natomiast płyny (soki i zupy) powinno się zatrzymywać na chwi­lę w jamie ustnej („przeżuć”), aby mogły zadziałać zawarte w ślinie enzymy. Odżywianie zaczyna się w twoim umyśle i w twoich ustach. Jedz po to, by odżywiać swój organizmu, a nie tylko po to, by wypełniać pust­kę w żołądku.

SPÓJRZ NA „ZGAGĘ” Z INNEJ PERSPEKTYWY

Przeżuty, pokryty enzymami pokarm z jamy ustnej przemieszcza się do żołądka, gdzie wywołuje uwalnia­nie kwasu chlorowodorowego i innych związków che­micznych biorących udział w procesie trawienia, które dalej rozkładają pokarm, zanim dotrze do jelita cien­kiego. W zasadzie dopóki nie ma wystarczającej ilości kwasu chlorowodorowego i nie nastąpi rozkład pokarmu, nie opuszcza on żołądka. Jeśli niestrawionę jedzenie zbyt długo zalega w żołądku, tworzą się toksyny, które zatruwają organizm. Niezwykle istotna w procesie trawienia jest więc obecność odpowiedniej ilości kwasu chlorowodorowego.

Ludzie często myślą, że niestrawność powoduje „zbyt duża ilość kwasu”, popularnie zwana zgagą lub nadkwasotą. Chociaż w niektórych rzadkich przypadkach jest to uzasadniona diagnoza, przeważnie objawy kwa­sowości wywołuje coś zupełnie odmiennego, a miano­wicie za mała ilość kwasu chlorowodorowego. W rezul­tacie pokarm jest nieprawidłowo trawiony i zbyt długo zalega w żołądku, gnijąc i kwaśniejąc.

Gnijąca treść po­karmowa i niewystarczająca ilość kwasów trawiennych wywołują uczucie kwaśnego pieczenia (zgagi). Nie na­leży przed jedzeniem przyjmować tabletek zobojęt­niających kwasy, aby zapobiec zgadze. To tylko po­garsza i tak już złą sytuację. Zgagę najlepiej „leczy się”, stosując podstawowe zasady łączenia produktów i do­brze przeżuwając pożywienie. Pomocna może okazać się również suplementacja w postaci enzymów trawien­nych. (Uwaga: można także stosować suplement kwa­su chlorowodorowego w tabletkach, ale ta bardziej in­wazyjna metoda wymaga wiedzy i nadzoru specjalisty).

Proces wchłaniania składników odżywczych odbywa głównie w jelicie cienkim. Zanim pokarm tam dotrze, musi zostać prawidłowo przetrawiony. Jelito cienkie czerpie z pożywienia substancje odżywcze, które na­stępnie trafiają do krwiobiegu. Natomiast odpady prze­mieszczają się do jelita grubego i są wydalane z orga­nizmu.
Niewłaściwie przetworzone jedzenie, gdy dociera do jelita cienkiego, wywołuje mnóstwo problemów, źle przetrawione, rozkładające się, fermentujące i gnijące kawałki pożywienia wytwarzają w jelitach ogromne ilości toksyn. Niestrawione cząsteczki pokarmu mogą przedostać się przez ścianki jelita i trafić bezpośrednio do krwiobiegu. Wówczas są one traktowane przez organizm jako obce i układ odpornościowy może je zatakować. Taka reakcja przypomina typową alergie pokarmową. Nieprawidłowe trawienie pokarmu może spowodować, że staniesz się na niego uczulony. Cogorsza, każda reakcja alergiczna uszkadza tkankę jeli­ta i zwiększa jej przepuszczalność, potęgując problem. Konsekwencją może być rosnąca liczba alergii pokarmowych i inne dolegliwości. Tego rodzaju ciągłe re­akcje alergiczne mogą nadwerężyć i przeciążyć układ odpornościowy, zwiększając podatność organizmu na lekkie przewlekłe infekcje, takie jak chroniczne zapa­lenie zatok.

Jeśli proces trawienia w jelitach przebiegnie prawidłowo, właściwe składniki odżywcze dotrą do krwio­biegu. Następnie te substancje muszą trafić do wnę­trza odpowiednich komórek. Proces ten często wymaga udziału tak zwanych „transporterów”, odmiennych składników odżywczych (na przykład pewnych kwa­sów tłuszczowych), które także pochodzą z pożywienia. Innymi słowy, substancje odżywcze mają wiele zadań, włączenie z transportem innych substancji odżyw­czych. Jest to jeden z przykładów, jak składniki odżywcze współdziałają i dlaczego nie można sobie pozwolić na niedobory nawet jednego z nich. Gdy substancje od­żywcze dotrą do docelowych komórek, muszą przedo­stać się przez błony komórkowe. Zadanie to utrudnia nieprawidłowa struktura błony, której budulcem były „złe” tłuszcze i oleje, na przykład tłuszcze utwardzone oleje rafinowane (z supermarketu), nadmierne ilość tłuszczów nasyconych lub produktów smażonych w głębokim tłuszczu.

Ostatni etap procesu właściwego trawienia to eliminacja odpadów, które należy wydalić możliwie szybko i skutecznie. W przeciwnym razie toksyny mogą zostać ponownie wchłonięte przez organizm. Najlepszy sposób
poprawienia pracy jelit polega na jedzeniu wystarczających ilości błonnika, przestrzeganiu zasad właściwego łączenia pokarmów i dobrym przeżuwaniu. Jeśli jednak wybierasz żywność o dostatecznej zawartości błonnika, po czym ją gotujesz, oszukujesz sam siebie. Gotowa­nie niszczy pewne rodzaje włókien w pokarmie, uważaj więc, aby go nie rozgotowywać.

Wiele osób czuje się nieswojo, a nawet są zażenowa­ne, gdy mowa o zbędnych produktach przemiany mate­rii. Te naturalne procesy nie powinny nas zawstydzać, gdyż stan układu trawiennego najlepiej ocenia się na podstawie takich informacji jak wygląd, struktura i za­pach stolca oraz częstotliwość wypróżnień. W społeczeństwach zachodnich zaparcia są dolegli­wością powszechną. Wielu ludzi wypróżnia się co drugi dzień. Niektórzy uważają, że oddanie stolca raz dzien­nie jest stanem idealnym. Wcale nie. Jeśli nie wypróż­niasz się często i odpowiednio, to resztki pożywienia zalegają w jelitach, gdzie się rozkładają i zatruwają organizm. Stolec powinno się oddawać dwa lub trzy razy na dzień, w najgorszym wypadku raz. Luźny lub wy­jątkowo zbity stolec wskazuje na poważne dolegliwo­ści, zwłaszcza jeśli utrzymuje się to przez pewien czas. Regularnie uformowany i unoszący się na wodzie stolec to dobry znak. Nadmierne ilości gazów (żołądkowych lub jelitowych) lub zapach stolca mogą świadczyć o pro­blemach z trawieniem.

Obserwuj u siebie proces wypróżniania i jeśli zauwa­żysz jakieś nieprawidłowości, przeciwdziałaj im.

Do żywności dodaje się różnorodne substancje, aby wzmocnić jej smak, kolor i konsystencję, aby ułatwić przetwarzanie oraz przedłużyć okres trwałości. Na przy­kład w USA obecnie stosuje się w sumie ponad trzy ty­siące dodatków zatwierdzonych przez Agencję ds. Żyw­ności i Leków, a przeciętny Amerykanin spożywa ich ponad 4,5 kilograma rocznie. Trudno wyobrazić sobie człowieka, który je takie ilości toksycznych syntetycz­nych substancji chemicznych, a sami to robimy – stop­niowo i nie uświadamiając sobie, jak dochodzi do ich nagromadzenia w organizmie.

Choć dodatki do żywności muszą zostać zaakceptowane pod względem bezpie­czeństwa, często najpierw uznawane są za bezpieczne, a  następnie po pewnym czasie wycofuje się je z rynku z powodu nieprzewidzianych szkodliwych skutków. Nie zakładaj, że te dodatki są bezpieczne, tylko dlatego, że zostały zatwierdzone przez jakaś agencję czy urząd.

Ponadto naukowcy zazwyczaj badają pojedyncze do­datki, mimo że spożywamy je w połączeniu z innymi. Prawie żadne badanie nie sprawdza połączonego działa­nia dodatków do żywności. Obecnie nasz kontakt z wieloma rozmaitymi mieszankami tych dodatków przypo­mina wielkie i niebezpieczne doświadczenie chemiczne.
Skutki takiego połączonego ich działania zostały przed­stawione w badaniu, które przeprowadził B.H. Ershoff, opublikowanym w 1976 roku na łamach czasopisma „Journal of Food Science”. Badanie objęło trzy różne dodatki zaakceptowane przez Agencję ds. Żywności i Leków: sztuczny barwnik, sztuczną substancję słodzącą oraz emulgator (substancję, pod której wpływem olej i woda nie ulegają rozdzieleniu). Podawane osobno, nie wywoływały u zwierząt doświadczalnych żadnych łatwo zauważalnych skutków ubocznych.

Jednak spożycie jednocześnie już dwóch substancji powodowało chorobę. Gdy podawano trzy dodatki naraz, zwierzę­ta umierały w ciągu niespełna dwóch tygodni! Mając to na uwadze, weź pudełko płatków śniadaniowych (czy jakikolwiek inny wysoko przetworzony produkt) i po­licz, ile jest w nich dodatków. Rzecz jasna, spożywasz te substancje w połączeniu. Po sprawdzeniu etykiet na opakowaniach płatków śniadaniowych, które Cynthia i Tom mieli w spiżarni, wyrzuciliśmy wszystkie rodza­je, ponieważ w ich skład wchodziły sztuczne barwniki) aromaty, konserwanty i tłuszcze utwardzone. Czytaj etykiety na kupowanych produktów żywnościowych. Jeśli produkt zawiera sztuczne barwniki, aromaty, konserwanty i inne dodatki, lepiej z niego zrezygnuj.

A co by się stało, gdybyśmy usunęli z naszej diety pewne dodatki do żywności? Kwestii tej poświęcono ba­danie, które przedstawiono w czasopiśmie „Internatio­nal Journal of Biosocial Research” w 1986 roku. W la­tach 1979-1983 szkoły państwowe w Nowym Jorku stopniowo wycofywały żywność zawierającą sztuczne barwniki i aromaty ze szkolnych obiadów podawanych ponad milionowi dzieci. W tym samym czasie, bez wpro­wadzania żadnych innych zmian, wyniki dzieci w naauce znacznie się polepszyły. W nowojorskich szkołach w ciągu czterech lat zaobserwowano największe postę­py w nauce, jakie kiedykolwiek zmierzono w miejskim okręgu szkolnym w historii USA. Jak to było możliwe?

Dodatki do żywności są toksyczne i zatruwają komórki. Kiedy komórki przestają być zatruwane, poprawia się zdrowie organizmu. Wraz z większą sprawnością ko­mórek mózgowych polepszą się umiejętność myślenia, przyswajania wiedzy i zapamiętywania. Toksyczne ob­ciążenie rozwijających się młodych umysłów przyczy­nia się do słabych wyników współczesnych uczniów.
Niestety, po zakończeniu eksperymentu, w związku z politycznymi naciskami dostawców popularnych pro­duktów żywnościowych, nowojorskie szkoły wróciły do podawania typowego pożywienia i zaprzepaszczono te nieprawdopodobne osiągnięcia.

Pozostałości toksycznych substancji chemicznych to następne niebezpieczeństwo, jakie czai się w żywności przetworzonej i o jakim nie wspominają etykiety. Choć producenci nie dodają tych substancji celowo, znajdują się one niemal we wszystkich typowych produktach wytwarzanych na skalę przemysłową. Jeśli nie są one dodawane, producenci nie mają obowiązku podawać ich na liście składników. (Przypomnij sobie, jak David zatruł się rtęcią obecną w tuńczyku w puszce; oczywiście na etykiecie nie ma mowy o rtęci, ponieważ pierwiastek ten znajduje się w samej rybie). Pozostałości chemicz­ne pochodzą z wielu różnych źródeł, między innymi z przemysłowych substancji chemicznych i pestycy­dów, ze środków grzybobójczych i chwastobójczych, ze sztucznych środków przyspieszających dojrzewanie roślin, z hormonów i innych leków weterynaryjnych, jak również z materiałów używanych do pakowania.

Podczas naszej sklepowej wyprawy w poszukiwaniu ukrytych pozostałości toksycznych dotarliśmy z Cynthią i Tomem do działu produktów mrożonych. Według badania „FDA To tal Diet Study”, przeprowadzonego przez Agencję ds. Żywności i Leków w latach 1982-1986, mrożone frytki zawierały 70 różnych pozostało­ści pestycydów. W mrożonych pizzach było 67 rodzajów pozostałości pestycydów i przemysłowych substan­cji chemicznych. W mrożonym cieście czekoladowym znajdowało się 61 toksycznych pozostałości, a w czeko­ladzie mlecznej 93. Masło orzechowe zawierało aż 183 rodzaje pozostałości, w tym wysoce rakotwórczą aflatoksynę, którą wytwarza pleśń powstała na orzeszkach ziemnych.

We wszystkich działach sklepu czaiło się jeszcze jedno ukryte niebezpieczeństwo: toksyny pochodzące z opa­kowań. Substancje zawarte w materiałach do pakowa­nia (takich jak folia plastikowa, plastikowe butelki, opakowania na mleko, kartony na soki, styropian i puszki z warstwą epoksydową) mogą przenikać do żywności. Produkty zapakowane w materiały, które zawierają wode albo toksyczne substancje rozpuszczalne w tłuszczach, mogą wchłaniać te toksyny, a potem dostają się one do organizmu konsumenta. Pewne ilości polimerów, plastyfikatorów, stabilizatorów, wypełniaczy, a nawet barwników obecnych w plastikowej folii mogą rozpuszczać się i przedostawać do pożywienia.
Dlatego unikąj produktów w plastikowych opakowaniach. Wybie­raj te w opakowaniach papierowych i szklanych.

Zakrawa na ironię, że ludzie niekiedy wydają więcej pieniędzy, by kupić ekologiczną żywność, a sprzedaje się ją w tok­sycznych opakowaniach. Jaki jest sens kupować ekolo­giczne mięso na styropianowej tacce i owinięte folią albo organiczne produkty w puszkach z warstwą epoksydo­wą? Niestety, za te „udogodnienia” płacimy wysoką cenę w postaci bioakumulacji toksycznych substancji w or­ganizmie i późniejszej choroby.

Oleje: śliski temat


Wróćmy do wycieczki z Tomem i Cynthią, podczas której uczyli się, jak unikać chorobotwórczej żywno­ści. W dziale z olejami i dressingami do sałatek przy­pomniałem Cynthii i Tomowi, że prawie wszystkie oleje dostępne w supermarketach są przetwarzane i toksycz­ne. Takie oleje wchodzą również w skład rozmaitych gotowych i przetworzonych produktów, w tym dressinngów do sałatek, wypieków i żywności w puszkach.

Większość olejów, szczególnie arachidowy, z nasion bawełny i sojowy, jest bardzo zanieczyszczonych pozo­stałościami toksycznych pestycydów, które są szkodliwe dla układu nerwowego. Obecnie wiele olejów uzyskuje się metodami chemicznymi, co oznacza, że oleje za­bierają rozpuszczalne pozostałości, które podrażniają płuca, osłabiają układ nerwowy i ogólnie zdrowie. Nawet oleje tłoczone na zimno (czyli uzyskiwane nie me­todami chemicznymi) często są rafinowane z użyciem toksycznych substancji chemicznych oraz poddawane wysokim temperaturom w procesie klarowania i dezodoryzacji, co powoduje ich toksyczność. Pod wpływem wysokich temperatur zawarte w tych olejach składniki odżywcze zmieniają się w toksyczne kwasy tłuszczowe trans i inne toksyny (aldehydy, ketony i nadtlenki). Około jedna trzecia wszystkich sprzedawanych czy to w butelkach, czy wchodzących w skład margaryn, tłuszczów roślinnych do pieczenia, płatków śniadaniowych, masła orzechowego i tak da­lej była utwardzana lub częściowo utwardzana i zawiera toksyczne kwasy tłuszczowe trans oraz wiele in­nych toksycznych substancji.

W związku z powszechnym użyciem olejów przetwo­rzonych liczba przypadków zapalenia mięśnia sercowe­go (rodzaj zawału serca) wzrosła osiemdziesięciokrotnie, natomiast zawał serca stał się jedną z głównych przyczyn śmierci, choć dawniej rzadko się to zdarzało. Czy to przypadek? Zdaniem Udo Erasmusa, autora książki Fats Thas Heal, Fats That Kill, powodem coraz większej liczby tych schorzeń jest fakt, że oleje przetworzone sprzyjają dolegliwości zwanej „zwyrodnieniem tłuszczowym”. Erasmus pisze: „Aż 68 procent ludzi umiera z powodu zaledwie trzech schorzeń związanych ze zwyrodnieniem tłuszczowym: choroby układu krąże­nia, nowotworów i cukrzycy”. Na rynku dostępna jest ” tylko garstka zdrowych tłuszczów i olejów: masło orga­niczne lub ghee, wysokiej jakości oliwa z oliwek (trudna do zdobycia) oraz wysokiej jakości produkty z niezbęd­nymi kwasami tłuszczowymi, na przykład olej lniany (więcej informacji znajdziesz w dodatku B).

Niebezpieczeństwa ukryte w mięsie i przetworach mlecznych


Nasza trójka dotarła do działu przetworów mlecz­nych. Jak pamiętasz, mleko i przetwory mleczne nie nadają się do spożywania przez ludzi i wszyscy, a szczególnie niemowlęta i małe dzieci, powinni ich unikać. Problemem jest bioakumulacja toksyn prawie wszystkie toksyny, na które przez całe życie narażone są krowy gromadzą się w ich tkankach i mleku.

Popatrz na nleko jak na toksyczną zupę hormonów, sulfonamidów, środkó uspąkąja|ących i innych zanieczyszczeń. Co gorsza proces pasteryzacji (metoda konserwacji przez podgrzewanie, która zabija bakterie; stosowana jest w produkcji niemal wszystkich przetworów mlecznych) zmienia fizyczne i chemiczne właściwości mleka. Pasteryzacja nie tylko zmniejsza przydatność składników odżywczych dla organizmu, lecz
powoduje powstawanie toksyn. Bioakumulacja toksyn, pasteryza­cja oraz duża zawartość mleka i przetworów mlecznych w typowej zachodniej diecie (25-50 procent) sprawia­ją, że produkty te są głównym czynnikiem powodują­cym wysoką zapadalność na alergie, choroby zakaźne i przewlekłe. Zauważono powiązania między spożyciem mleka a wieloma chorobami, na przykład osteoporozą, stwardnieniem rozsianym, cukrzycą, chorobami serca i nowotworem. Poradziłem Cynthii i Tomowi, aby usu­nęli ze swojej diety mleko i przetwory mleczne. Tobie radzę to samo. Mleko nie jest dobre dla twojego orga­nizmu.

Kolejny przystanek zrobiliśmy przy dziale z produk­tami pochodzenia zwierzęcego. Mięso i jaja mogą zawie­rać dużo toksyn. Jakkolwiek znajdują się w nich istotne składniki odżywcze (i dlatego nie polecam diety wegańkiej), należy zwracać baczną uwagę na źródło pocho­dzenia. Wartość odżywczą źródła pokarmu trzeba za­wsze oceniać, rozważając potencjalne lub rzeczywiście obecne w nim toksyny.

W tkankach zwierząt hodowanych do uboju znajdu­ją się duże ilości toksyn i dlatego mięso bydła z intensywnych hodowli, mleko, mięso kurczaka, jaja i więk­szość odmian ryb hodowlanych nie należą do dobrych pokarmów. Zwierzętom hodowlanym przez całe życie podaje się pasze pozbawione wartości odżywczej, za to pełne toksyn (pestycydów i innych substancji stosowa­nych w rolnictwie). Toksyczność paszy tych zwierząt jest znacznie większa niż toksyczność naszej żywno­ści. Poza tym duże zwierzęta, na przykład krowy, jedzą więcej paszy, a zgromadzone w ich mięsie toksyny do­stają się później do naszych organizmów. Badania nad ludzkim mlekiem, przeprowadzone w 1976 roku przez Agencję Ochrony Środowiska, wykazały, że toksyczne zanieczyszczenia obecne w mleku matek wegetarianek stanowiły jedynie 1-2 procent średniej ilości toksyn, jaka znajduje się w mleku kobiet jedzących mięso. Aby zmniejszyć kontakt z toksynami w pokarmach pocho­dzenia zwierzęcego, warto wybierać ekologiczne mięso, drób i jaja oraz dzikie ryby z mało zanieczyszczonych wód głębinowych. Zdecydowanie należy unikać ryb hodowlanych lub poławianych w zanieczyszczonych wo­dach przybrzeżnych.

Jeśli chcesz kupić ekologiczne produkty zwierzęce, niemal na pewno będziesz musiał udać się do dobrze zaopatrzonego sklepu ze zdrową żywnością. Żywność jest tam droższa, ale cena obejmuje ochronę przed tok­synami i większą wartość odżywczą. Poza tym wybie­rając takie produkty, przyczyniasz się do promowania metod hodowli, które są bardziej korzystne dla środowiska.

Zdrowie jest wyborem. Albo teraz zapłacisz za dobre jedzenie, albo później będziesz płacić za lekarzy i pobyty w szpitalu. Jeśli trudno ci znaleźć prawdziwie ekologiczne, wysokiej jakości produkty pochodzenia zwie­rzęcego, masz inne wyjście: możesz ograniczyć ich spo­życie. Pamiętaj, że za ogromną większość zanieczysz­czenia naszych organizmów pestycydami odpowiadają nieorganiczne produkty zwierzęce, czyli drób, mięso, jaja i przetwory mleczne.

Nie polecam diety całkowicie wegetariańskiej albo wegańskiej, ponieważ nie dostarczają one wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Najlepsza jest dieta, w której przeważają produkty roślinne z ekolo­gicznych upraw. To najprostszy i najłatwiejszy sposób, aby ograniczyć kontakt z toksynami i zapewnić swo­jemu organizmowi większą ilość składników odżyw­czych. Decydując się na produkty zwierzęce, w miarę możliwości wybieraj te, które pochodzą ze zwierząt ho­dowanych w warunkach naturalnych.

 

Uważaj na zepsute produkty
Nasza wycieczka zbliżała się powoli ku końcowi. Zo­stała jeszcze jedna ważna, lecz często niedostrzegana kwestia związana z zakupem pożywienia: wybór nie­toksycznych produktów żywnościowych oznacza wybór pokarmów wolnych od bakterii i pleśni, czyli od organizmów, które wytwarzają toksyny. Pokarmy zanieczyszczone bakteriami i pleśniami niszczą nasze ;drowie. W procesie metabolizmu bakterie produkują toksyny, obciążając ludzki układ odpornościowy i przyczyniając się do zanieczyszczenia organizmu, chorób czy wręcz śmierci. Najpoważniejsze przypadki zatrucia pokarmowego produktami zakażonymi bakteriami mogą być nawet śmiertelne. Dotyczy to na przykład toksyn wytwarzanych przez Clostńdium botulinum, laseczkę jadu kiełbasianego (obecną głównie w niewłaściwie zapakowanych produktach w puszkach), przez E. coli, pałeczkę okrężnicy (występującą między innymi w nie­odpowiednio przechowywanym mięsie), przez gronkowce i salmonellę oraz inne. Śmierć na skutek zapalenia czy zatrucia wywołanego tymi patogenami rzadko się zdarza, ale dość często jesteśmy narażeni na małe ilo­ści toksyn bakteryjnych obecnych w żywności, szcze­gólnie tej pochodzenia zwierzęcego. Zawsze sprawdzaj zapach mięsa, ryb i drobiu. Jeśli czuć zgniliznę (albo ryba ma mocny „rybi” zapach), produkt jest nieświeży lub nie był odpowiednio przechowywany. Bakterie rozmnażają się i wytwarzają toksyny, a tłuszcz zawarty w mięsie jełczeje i staje się toksyczny. Nigdy nie jedz ta­kich produktów.

W typowych przetworach mlecznych, jakie produku­je się na skalę przemysłową, występują bakterie. Zgod­nie z przepisami rządowymi mleko po pasteryzacji po­winno zawierać nie więcej niż 20 000 bakterii na jeden mililitr. Na dwadzieścia pięć próbek mleka, które prze­badano w ramach badań konsumenckich „Consumer Reports”, w siedmiu próbkach wykryto nadmiar bak­terii (130 000 na mililitr), a w jednej prawie 3 000 000 bakterii na mililitr! W innych próbkach bakterii było dużo, że nie dało się ich policzyć! Zważywszy na toksyny wytwarzane przez te bakterie oraz toksyny po­chodzące ze środków stosowanych w rolnictwie i prze­twórstwie, jak można twierdzić, że mleko krowie jest dobre dla niemowląt i dzieci?

Cynthia i Tom byli świadomi zanieczyszczenia żywności bakteriami, ale jak większość ludzi niedużo wiedzieli o problemach z pleśnią. Nie to, żeby były one zjawiskiem nowym. W średniowiecznych opowieściacj
można znaleźć wzmianki o całych wioskach, których mieszkańcy mieli halucynacje po zatruciu buławinką czerwoną, grzybem pasożytującym na słupkach kwia­tów żyta. Produkuje on neurotoksynę, która zatru­wa mózg i ośrodkowy układ nerwowy. Chorzy ludzie w średniowieczu niekiedy udawali się do miejscowych klasztorów, gdzie mnisi modlili się za nich. I to działa­ło! W jaki sposób? Klasztory wznoszono na lepszej zie­mi, na szczytach wzgórz, natomiast wsie leżały na ni­zinach. Zboża uprawiane na wzgórzach były w czasie zbiorów bardziej suche (a więc mniej spleśniałe) niż te z terenów nizinnych. Chorzy wieśniacy wracali do zdro­wia, gdy przebywając w klasztorze, żywili się niezanieczyszczonymi zbożami. Dziwne zachowanie dziewcząt z Salem, swego czasu uznane za oznakę czarów, obec­nie przypisuje się zatruciu ergotaminą. Chociaż w dzi­siejszych czasach pleśń w żywności nie powoduje halu­cynacji, stwarza inne zagrożenia dla organizmu.

Pleśń może się rozwinąć, jeśli zboża są wilgotne pod­czas zbiorów lub przechowywania. Proces dystrybucji żywności często trwa kilka tygodni, w związku z czym produkty, które trafiają na półki sklepowe, zawierają pleśń, nawet jeśli w momencie zbiorów nie były zanie­czyszczone. Poza tym żywność może spleśnieć w kuch­ni. Świeże, żywe rośliny same chronią się przed pleśnią (tak jak nas układ odpornościowy chroni przed chorobami), ale w miarę jak się starzeją i „umierają”, pojawia się na nich pleśń. Ludzie spożywają spleśniałe produk­ty (często pleśń jest niewidoczna), nieświadomi tego, że obciążają swoje organizmy toksynami. Co gorsza, u wielu osób rozwijają się alergie na pleśnie, wywołując nie tylko zanieczyszczenie toksynami, lecz również toksyczną reakcję alergiczną. Takie osoby dobrze sięc zują po zjedzeniu świeżych jagód albo winogron, ale cierpią na reakcje alergiczne po spożyciu tych samych owoców, tyle że pochodzących ze sklepu. Jeśli produkt wydaje ci się spleśniały, nie należy go wąchać. Wdy­chanie pleśni powoduje poważne problemy zdrowotne. Zawiń podejrzane jedzenie w papier lub folię i wyrzuć.

Mykotoskyny (toksyny powstające pod wpływem pleśni) mogą uszkadzać i zabijać komórki, jak również przyczyniają się do rozwoju raka, szczególnie raka wą­troby. Ponieważ trudno ocenić poziom zanieczyszczenia danego produktu pleśnią, najlepiej unikać lub ograni­czyć spożycie produktów narażonych na działanie ple­śni, na przykład kukurydzy, orzechów, winogron, ro­dzynek i innych suszonych owoców, jagód, piwa oraz innych produktów fermentowanych i serów. Również butelkowany sok jabłkowy często zawiera pleśń. Wiel­biciele tego soku są tak przyzwyczajeni do jego smaku, że nie czują zanieczyszczenia.

Jeśli orzechy mają dziwny smak, nie jedz ich są toksyczne. Jeśli na pożywieniu zauważysz ślad pleśni, wyrzuć całość (nie wystarczy odkroić jedynie spleśniały kawałek). Kiedy pleśń rozrasta się na produktach, za­czynają one chronić się naturalnie, wytwarzając toksy­ny o działaniu przeciwpleśniowym, które też są groźne dla człowieka. Powstają one w całym produkcie, a nie tylko w miejscu, gdzie widać pleśń. Produkty podat­ne na pleśnienie (na przykład jagody) z zasady należy kupować w sezonie, świeżo zebrane i od lokalnych do­stawców. W przeciwnym razie są zbyt stare i zapleśniałe, nawet jeśli pleśń nie jest widoczna. Niestety, często obserwuję ludzi, którzy w sklepie ze zdrową żywnością kupują opakowanie „świeżych” jagód z już widoczną pleśnią. Oczywiście nie mają pojęcia, jakie są trujące.

Pewien rodzaj pleśni, która występuje na zbożacn i ziarnach (zwłaszcza na kukurydzy, orzechach ziemnych, włoskich i pistacjowych), wytwarza rakotwórcza mykotoskynę, zwaną aflatoksyną. Chociaż rządy
których państw starają się regulować dopuszczalne po­ziomy tej toksyny w żywności, na rynku wciąż pojawia się silnie zanieczyszczona żywność. Niepokojące jest to, że aflatoksyną zwykle występuje w produktach, które często jedzą dzieci, na przykład w kukurydzy (płatkach kukurydzianych i innych jej przetworach), orzechach ziemnych i maśle orzechowym.

 

Toksyny i gotowanie


Gdy już zaopatrzymy się w produkty wysokiej jako­ści, musimy je odpowiednio przygotować. Po pierwsze, należy je umyć i obrać, aby usunąć substancje chemicz­ne stosowane podczas upraw, bakterie oraz pleśń. Wa­rzywa i owoce woskowane (czyli większość ogórków, ba­kłażanów, rzep i jabłek) trzeba koniecznie obierać, gdyż wosk często nakłada się na obecne już na powierzch­ni pozostałości pestycydów i środków grzybobójczych. Oczywiście bezpieczeństwo pewnych rodzajów wosków jest kwestią sporną. Warzywa i owoce, których nie moż­na obierać, wystarczy dobrze opłukać pod bieżącą wodą przez minutę lub dwie. Jeszcze lepszy efekt uzyskamy, stosując czyste mydło kastylijskie w płynie (łagodne my­dło z oliwy z oliwek i wodorotlenku sodu). W przypad­ku warzyw liściastych należy usunąć zewnętrzne liście i umyć każdy liść z osobna. Ponadto płukanie liści roz­tworem octu zmniejsza ilość obecnych na nich bakterii. Niewiele osób odżywia się w 100 procentach surowymi pokarmami (moja dieta składa się z nich w 80 %), ale ilekroć wybierasz takie pożywienie zamiast gotowanego lub przetworzonego, dostarczasz organizmowi więcej substancji odżywczych i mniej narażasz się na toksyny. Produkty jedynie lekko gotuj, najjlepiej w temperaturze nie wyższej niż 100°C. Ich właściwości zmieniają się pod wpływem gotowania: żywność może stać się toksyczna, uboższa w składni­ki odżywcze i nawet trudniejsza do strawienia. Unikaj produktów zrumienionych lub spieczonych – są bar­dzo toksyczne. Niestety wiele osób szczególnie sobie upodobało żywność zrumienioną, zapiekaną lub grillowaną, w której powstają rakotwórcze mutageny.

Podczas podgrzewania jedzenia w temperaturze po­wyżej 190°C (czyli zazwyczaj w przypadku opiekania, smażenia, grillowania i pieczenia) wytwarzają się tok­syczne związki, w tym heterocykliczne aminy aromatyczne (HAA), które należą do najsilniejszych substan­cji rakotwórczych, jakie kiedykolwiek odkryto. Nawet ich znikome ilości mogą uszkodzić DNA.

Zasadniczo im wyższa temperatura i dłuższy czas gotowania, tym większe stężenie HAA. Dlatego średnio wysmażony stek jest bezpieczniejszy dla zdrowia niż do­brze wysmażony, a pokarmy przypalone są absolutnie nie do przyjęcia. Jeśli przy jakiejś okazji dostaję jedze­nie częściowo przypalone, odkrawam szkodliwą część. Nawet tosty nie są dobre dla zdrowia. Doświadczenia przeprowadzone w Lawrence Livermore Laboratory wykazały, że mocno opieczona kromka chleba charakte­ryzuje się rakotwórczością równą 20 procentom rako­twórczego działania dobrze wypieczonego hamburgera. Tymczasem dużo ludzi zjada, co dzień kilka tostów na śniadanie, tym samym poważnie zwiększając ryzyko rozwoju raka.