Poniżej kilka fragmentów z książki Leona Petrażyckiego „Wstęp do nauki prawa i moralności”

Link do wersji w *.rtf  https://mega.co.nz/#!htpgDJxI!HO2eIiVytnJBhJ0OVJ4q9ChJ27ZPQ9LvsnDQ4fHj1mU

Link do wersji w *.pdf https://mega.co.nz/#!85ogFbSI!YKYzutiiuO5PJmFojHag3m5ORBzgZobMrBb5SxPBoJE

To złudzenie optyczne, jak zobaczymy dalej, ma swoje naturalne przyczyny psychologiczne (i stanie się nam zrozumiałe, gdy się zapoznamy z istotą i składem przeżyć prawnych), tak samo jak inne złudzenie optyczne (tu już w znaczeniu literalnym tego wyrazu), które sprawia, że ludzie nieobeznani z astronomią sądzą (a przed Kopernikiem sądziła nawet sama nauka astronomii), jakoby słońce obracało się dokoła nas, rankiem „wschodziło” itd., gdy w rzeczywistości nie słońce obraca się dokoła ziemi, lecz ziemia (i my z nią razem) dokoła słońca, a więc rankiem nie słońce „wschodzi” ku nam, lecz my wznosimy się ku słońcu itd.

Mimo to podobne wyobrażenia i przekonania prawoznawstwa są najzupełniej błędne, tak samo jak wyobrażenia i przekonania dawniejszej astronomii. Nie dość na tym: można powiedzieć, że u podstaw prawoznawstwa współczesnego leży błąd znacznie cięższy od tego, który w swoim czasie hamował pomyślny rozwój astronomii. Albowiem już nawet dawna astronomia zajmowała się przedmiotami realnymi — ziemią, słońcem i innymi ciałami niebieskimi — a myliła się tylko co do właściwego stosunku wzajemnego tych przedmiotów. Błąd zaś, któremu ulega nauka o prawie, jest tego rodzaju, że’zasłania przed jej wzrokiem zjawisko realne, wyłączając wszelką możliwość zbadania go i poznania, a zarazem naraża ją na bezpłodne marnowanie czasu i energii na poszukiwania i badania w takiej dziedzinie, gdzie zjawisk poszukiwanych znaleźć i zbadać nie można, utrwala naukę w wierze, że zjawisko mimo wszystko tam się znajduje, i wskutek tego skłania do dowolnego konstruowania w fantazji rzeczy, które w istocie nie istnieją.
Doktryny prawników i filozofów o prawie, jego elementach, odmianach itd. dają nam właśnie obraz takiej pogoni za przywidzeniami, takiego konstruowania rzeczy nieistniejących w sposób mniej lub więcej pomysłowy i „głęboki”, za pomocą najrozmaitszych środków, jak hipotezy metafizyczne lub mistyczne, przeróżne nieświadome naciągania lub nawet świadome uznawanie rzeczy nierealnych za istniejące z powoływaniem się na to, że bez fikcji nie można rozstrzygnąć zagadnienia itp.; przy tym z biegiem czasu teorie stają się nie tylko coraz bardziej niezgodne między sobą, obfite w twierdzenia sprzeczne, lecz również coraz bardziej niejasne, zawiłe i sztuczne.

W dzisiejszym stanie teorii prawa zagadnienia jej oraz sposoby ich rozstrzygania występują w trojakiej postaci.
Aby przedstawić naocznie charakter ogólny tych zagadnień i ich rozwiązań oraz właściwości trzech ich odmian, przypuśćmy, że logik (lub gramatyk) ma przed sobą zadanie dokonania analizy logicznej (lub gramatycznej) trzech następujących sądów (lub zdań):
1. Służący znajduje się w przedpokoju;
2. Zeus jest królem bogów olimpijskich;
3. Skarb państwa posiada wielki majątek;
i że nasz logik (lub gramatyk) rozwiązuje to zadanie w sposób taki:
Chcąc znaleźć podmiot logiczny (gramatyczny) pierwszego sądu (zdania) wyrusza do przedpokoju, tam szczęśliwym trafem zastaje służącego, przyprowadza go do nas i ogłasza triumfalnie: „Oto podmiot pierwszego sądu (zdania)!” –
Gdy chodzi o podmiot drugiego sądu (zdania), nasz uczony również nie napotyka żadnych trudności: nie będąc poganinem ani człowiekiem bez wykształcenia, nie wierzy przecie w istnienie Zeusa, a wskutek tego, nie tracąc czasu i pieniędzy na wyprawę do Grecji dla przetrząśnięcia obłoków Olimpu, oświadcza z przekonaniem, że w tym wypadku nie ma podmiotu, a w braku podmiotu nie istnieje też sam sąd (zdanie).
Natomiast sprawa podmiotu trzeciego sądu wydaje mu się zagadnieniem wielce zawiłym i subtelnym, i tu zaczyna konstruować i przedstawiać nam rozważania niezmiernie głębokie na temat tego, kto tu jest właściwie podmiotem, przekonywać nas np., że istnieje tu pewnego rodzaju olbrzymi organizm, jakieś nadzwierzę z całym systemem narządów lub coś podobnego.
Rzecz jasna, że wszystkie rozwiązania przytoczone opierają się na błędzie co do tego, gdzie się znajdują podmioty i jak ich szukać należy; podmioty te znajdują się, oczywiście, w samych sądach (w świadomości ludzi, którzy odpowiednie sądy przeżywają), jako ich części składowe, bynajmniej zaś nie gdzieś w przestrzeni poza sądami, w przedpokoju, w obło-kach Olimpu itd.

Na gruncie tego nieporozumienia wspólnego i zasadniczego powstały błędne rozwiązania trzech typów:             1) rozwiązanie pierwsze polega na błędnym uznaniu przedmiotu istniejącego rzeczywiście (służącego), lecz znalezionego w sferze niewłaściwej (w przedpokoju), za rzecz poszukiwaną, która naprawdę posiada zupełnie inną naturę i znajduje się w innej całkiem sferze (w samym sądzie); możemy je nazwać naiwnie realistycznym;         2) rozwiązanie drugie polega na błędnym zaprzeczeniu istnienia podmiotu, który istnieje niewątpliwie i może być
łatwo znaleziony w samym sądzie („Zeus jest…” itd.), i w dalszej konsekwencji na zaprzeczeniu istnienia samego sądu, danego do analizy i aktualnie przez nas uświadamianego, a to wskutek niewiary w istnienie przedmiotu, który nie ma żadnego związku ze sprawą i należy do innej zupełnie sfery (żywego Zeusa w obłokach Olimpu w Grecji); możemy je nazwać naiwnie nihilistycznym;                                                     3) wreszcie rozwiązania trzeciego typu, domysły o istnieniu i naturze przedmiotów obcych zagadnieniu i należących do innej sfery, połączone z konstrukcjami sztucznymi i fantastycznymi — nazwiemy teoriami naiwnie konstrukcyjnymi.

W dalszym ciągu natrafimy na dział nauki o prawie, który ma charakter zupełnie analogiczny do rozważań logiki i gramatyki o elementach sądów (lub zdań), podmiotach, orzeczeniach itp., w szczególności napotkamy zagadnienia i teorie dotyczące podmiotów, którym się przypisuje prawa i obowiązki prawne; i przekonamy się, że teorie te stanowią bardzo ścisłe odbicia przytoczonych wzorów określenia podmiotów logicznych i gramatycznych; poznamy tam błędną doktrynę realistyczną o „fizycznych” podmiotach prawa („żywych jednostkach ludzkich”), poznamy teorie nihilistyczne innych kategorii podmiotów, odmawiające istnienia mnóstwu istniejących w przeszłości i teraz podmiotów, obowiązków i praw, wskutek niewiary w istnienie w świecie zewnętrznym różnych istot, którym psychika prawna rozmaitych narodów przyznawała i przyznaje prawa i obowiązki, poznamy cały szereg teorii konstrukcyjnych na temat skarbu i podobnych mu podmiotów, a w tej liczbie teorię swoistych organizmów ponad indywidualnych,
posługującą się konstrukcjami metafizycznymi odrębnych istot nadzmysłowych itp.
Lecz także inne teorie współczesnej nauki o prawie, te, które nie dotyczą „podmiotów” i nie polegają na wyszukiwaniu lub fantastycznym konstruowaniu różnych istot żywych w dziedzinie fauny ziemskiej — i te również opierają się na tym samym nieporozumieniu zasadniczym i dadzą się sprowadzić do tych samych typów teorii realistycznych, nihilistycznych i konstrukcyjnych, co teorie podmiotów prawa.
Oto np. współczesna teoria norm prawnych, identyfikująca normy z rozkazami (nakazami i zakazami jednych ludzi, skierowanymi do drugich), ma częściowo charakter naiwnie realistyczny, ponieważ w pewnych wypadkach udaje się odnaleźć takie zdarzenia realne (rozkazy), mianowicie gdy ludzie, przeżywając sądy prawne, powołują się na rozkazy wydane przez ludzi, np. przez monarchów; lecz ludzie w swych przekonaniach prawnych powoływali się często w przeszłości i powołują się jeszcze obecnie na rozkazy mające dla nich większą powagę niż rozkazy ludzkie — na rozkazy bogów; współczesna zaś teoria prawa, w przeciwieństwie do nauki prawniczej średniowiecznej, która uwzględniała szeroko ustawy boskie, wierzy w istnienie wyłącznie ludzkiego prawa ustawowego (jest to nihilizm równie błędny, jak niewiara w to, że bogowie mogą być podmiotami prawnymi); w dziedzinie tak zwanego prawa zwyczajowego, gdzie ludzie, przypisując sobie i innym prawa i obowiązki, powołują się nie na czyjekolwiek rozkazy, lecz na to, że „tak czynili przodkowie” lub tym podobne, współczesna teoria prawa stara się mimo wszystko konstruować nieistniejące rozkazy pod nazwą „woli powszechnej narodu” itp. (teorie konstrukcyjne); a niektórzy uczeni nawet w stosunku do ustawodawstwa ludzkiego nie poprzestają na pomieszaniu norm prawnych z aktami ludzkimi, nazywanymi rozkazami, lecz przy pomocy arcymądrych rozumowań i fikcyj tworzą jeszcze konstrukcję zgody powszechnej, uznania tych rozkazów przez wszystkich obywateli (choć w rzeczywistości nie może być mowy nie tylko o uznaniu, lecz nawet o znajomości wszystkich ustaw przez wszystkich obywateli).
Podobne trudności i błędy zachodzą w nauce o obowiązkach, prawach oraz w innych działach teorii prawa.
Wskutek tego takie sądy prawne, jak np.: „Skarb państwa posiada prawo własności do tego a tego lasu w tym a w tym powiecie; wszyscy są obowiązani powstrzymywać się od samowolnego wyrębu…” — stanowią dla współczesnej nauki prawa zbiór całego szeregu łamigłówek i pole do mnóstwa nieporozumień; wypada przede wszystkim Odszukać lub wy-tworzyć sobie w wyobraźni podmiot tego prawa własności, dalej — poddać ten podmiot badaniu, aby znaleźć, co on właściwie posiada, czym jest to jego prawo własności; za podmioty omawianych obowiązków uznaje się wszystkich ludzi (w znaczeniu antropologicznym), a więc i wszystkich Hotentotów, Kafrów i w ogóle tyle miliardów ludzi, ile ich mieści kula ziemska; do nich wszystkich mają się kierować zakazy naruszania prawa własności, z tym łączy się zagadnienie uznania tych zakazów przez wszystkich ludzi; podobne miliardy różnych zdarzeń powstają w tym szczególnym, fantastycznym świecie współczesnych teorii prawnych, z powodu kupna każdego drobiazgu, z powodu prawa własności do pióra, do szpilki…
Wszystkie te dziwne konstrukcje upadną same przez się i wszystkie miliardy zachodzących pozornie zjawisk znikną, gdy się uwolnimy od opisanego złudzenia optycznego. W razie przyznania prawa własności skarbowi, a odpowiedniego obowiązku „wszystkim” — nie dzieje się w istocie nic z tego, co przy tej okazji wynajduje lub wytwarza w wyobraźni swej nauka prawnicza, nie ma miliardów podmiotów ani tyluż obowiązków, zakazów, aktów uznania itp., istnieje natomiast jedno zjawisko prawne w psychice tego człowieka, który przypisuje prawo własności do lasu skarbowi, a obowiązek powstrzymywania się od wyrębu — wszystkim; jest tu całkiem realny podmiot prawa — to, co sobie wyobraża ów człowiek, myśląc o „skarbie”; jest podmiot obowiązku — „wszyscy”, „każdy” itp., czyli to, co on sobie wyobraża, używając zaimków „wszyscy”, „każdy”; mamy tu jeden podmiot (logiczny, czy gramatyczny), który się znajduje w świadomości człowieka przeżywającego sąd prawny, nie zaś mnóstwo podmiotów, rozproszonych po całej kuli ziemskiej, codziennie w wielkich liczbach przychodzących na świat, umierających itd., itd.
§ 3. Naukowa metoda badania zjawisk prawnych i ich elementów
Metodą podstawową badania zjawisk, zarówno fizycznych jak psychicznych, jest, jak powiedziano już wyżej, obserwacja.
Wywody poprzednie wykazały, że zjawiska prawne zachodzą i dają się obserwować bynajmniej nie tam, gdzie nam się to wydaje pod wpływem swoistego złudzenia optycznego, gdy sami przeżywamy sądy prawne i przypisujemy różnym istotom ludzkim i nieludzkim, lub całym ich klasom obowiązki, prawa itp. (powstawanie tych złudzeń będzie wyjaśnione dalej ze stanowiska psychologicznego); zjawiska te zachodzą, wyrażając się obrazowo, znacznie bliżej, bo w nas samych, w naszej świadomości, — w świadomości tego, kto w danej chwili przeżywa myśli podobne. Uwolnienie się od tego złudzenia optycznego co do rzeczywistej sfery istnienia zjawisk prawnych oraz ich elementów, jako zjawisk realnych, usuwa olbrzymią dziedzinę, w której dopatrywaliśmy się pozornego istnienia tych zjawisk i pozornej możliwości ich badania, i olbrzymią ilość pozornych zjawisk prawnych oraz ich elementów; nawet wówczas bowiem, gdy treść przekonania prawnego polega na przyznawaniu wszystkim ludziom pewnych obowiązków i praw w stosunku do wszystkich ludzi, mamy przed sobą jedno jedyne zjawisko prawne — w psychice tego, kto tę myśl przeżywa, nie zaś miliardy miliardów zjawisk prawnych oraz ich elementów, rozproszonych po całej ziemi.
Mimo tak znacznego zmniejszenia ilości zjawisk prawnych i sfery ich istnienia w stosunku do nauki tradycyjnej, mimo uznania za wytwór złudzenia owej nieprzeliczonej masy różnych zdarzeń i stanów prawnych, w których istnienie wierzy ta nauka, jednak i z naszego stanowiska ilość zjawisk prawnych i sfer ich istnienia nie przedstawia się szczupło.
Okazuje się mianowicie z tego stanowiska, że sfer istnienia zjawisk prawnych jest tyle, ile istot żywych, zdolnych do przeżywania i przeżywających odpowiednie akty psychiczne, a ilość zjawisk prawnych równa się ilości tych przeżyć.
Istnieją dane do twierdzenia, że spomiędzy bardzo licznych na ziemi gatunków istot obdarzonych życiem psychicznym (zwierząt) jeden tylko wyróżnia się zdolnością do przeżywania tych skomplikowanych procesów psychicznych, jakie stanowią zjawiska prawne — mianowicie homo sapiens, człowiek; że w granicach tego gatunku wytworzenie się zdolności do przeżywania procesów psychicznych typu prawnego, a więc powstanie zjawisk prawnych nastąpiło dopiero po osiągnięciu pewnego dość wysokiego w porównaniu do innych zwierząt poziomu kultury psychicznej, a w szczególności pewnych postępów językowych; że wreszcie i dziś jeszcze nie wszyscy ludzie zdolni są do przeżywania aktów prawnych, lecz tylko ci, co osiągnęli pewien wiek i ulegli pewnym wpływom wychowawczym.

Skądinąd jednak pewne dane przemawiają też za tym, że wszyscy ludzie nie mający pewnych szczególnych wad cielesnych i duchowych (jak głuchoniemota wrodzona, idiotyzm) i wychowani w zwykłych warunkach życia ludzkiego (chociażby nawet w środowisku przestępców), osiągają zdolność do przeżyć prawnych już w wieku bardzo wczesnym, znacznie wcześniejszym od pełnoletności; a zatem nie tylko ludzie dorośli (a w ich liczbie także ludzie o typie wybitnie nawet zbrodniczym), lecz nawet np. dzieci dziesięcioletnie, z nielicznymi stosunkowo wyjątkami, przeżywają procesy psychiczne typu prawnego.
Jakkolwiek bądź ilość zjawisk prawnych i sfer ich istnienia okaże się bardzo znaczna, nawet wówczas, gdy złożymy do archiwum błędów ludzkich to wszystko, co wypełnia fantastyczny świat współczesnej teorii prawa, a skierujemy się ku faktom, ku autentycznym zjawiskom prawnym, zachodzącym w rzeczywistości. Lecz liczbę tę wypada znów poddać olbrzymiej redukcji, o ile chodzi nie o samo istnienie zjawisk prawnych, lecz o ich bezpośrednie i wiaro- godne poznanie i zbadanie przez obserwację.
Albowiem, wobec niezdolności naszej do widzenia lub obserwowania w inny sposób tego, co się dzieje w obcej duszy (w świadomości innych ludzi), niedostępne są absolutnie dla naszej obserwacji wszystkie sfery istnienia zjawisk prawnych (zarówno jak wszystkich w ogóle zjawisk psychicznych), z wyjątkiem jednej — z wyjątkiem naszej własnej psychiki, świadomości naszego własnego „ja”.
Wynika stąd, że za właściwy i jedynie możliwy sposób obserwacji zjawisk prawnych należy uznać metodę samo-obserwacji, czyli introspekcji.
Przez introspekcję, czyli samoobserwację w znaczeniu ogólnym, należy rozumieć zarówno skierowywanie uwagi wewnętrznej na badane zjawisko psychiczne w chwili gdy je przeżywamy — samoobserwację w znaczeniu ścisłym (np. obserwację głodu, pragnienia, bólu zęba w czasie doznawania tych przeżyć psychicznych), jak też obserwację wewnętrzną wyobrażeń, czyli „obrazów” aktów tego rodzaju, przeżytych poprzednio (np. wspomnień wczorajszego bólu zęba).
Wszelka obserwacja, a więc i subiektywna, introspekcyjna, może być zwykła albo eksperymentalna. Przez metodę eksperymentalną rozumieć należy obserwację, połączoną z świadomym oddziaływaniem na zjawiska badane, z zastosowaniem pewnych środków w celu ich wywołania, modyfikacji lub przerwania. Jeżeli oddziaływanie stosuje się do zjawisk, badanych za pomocą obserwacji wewnętrznej, subiektywnej, to mamy do czynienia z samoobserwacją eksperymentalną, z metodą eksperymentalno-introspekcyjną.
Nie należy sądzić, aby do zastosowania metody eksperymentalnej konieczne były specjalne laboratoria, maszyny lub inne narzędzia przeznaczone specjalnie do badań naukowych.
Kiedy ktoś dla zbadania bólu sprawi sobie ból ukłuciem szpilki, dla zbadania głodu pozbawi się obiadu, dla zbadania ciekawości zacznie czytać powieść, utrzymującą czytelnika w napiętym oczekiwaniu końca, dla zbadania gniewu poprosi znajomego, aby go kiedyś, niespodziewanie dla niego, rozmyślnie wprawił w złość, a zaraz potem przypomniał mu, że spełnia tylko jego prośbę — we wszystkich tych wypadkach mamy do czynienia z metodą eksperymentalną badania zjawisk psychicznych.
Metoda ta nie wymaga nawet koniecznie jakichś środków i oddziaływań zewnętrznych. Można leżeć nieruchomo na kanapie z zamkniętymi oczami i wykonywać nad sobą całe szeregi doświadczeń psychologicznych, odpowiadających zasadzie metody eksperymentalnej. Np. do zbadania wstydu, dumy, ambicji, wdzięczności, obrażonej godności, zazdrości itp. nadają się znakomicie doświadczenia, polegające na wytwarzaniu w wyobraźni możliwie żywych obrazów takich sytuacji, które wywołują wspomniane odmiany wzruszeń. Tego rodzaju doświadczenia możemy nazwać eksperymentami wewnętrznymi.
Wszystkie opisane odmiany metody introspekcyjnej mogą być zastosowane do badania zjawisk prawnych.
Składnikiem istotnym przeżyć prawnych są pewne akty psychiczne (podrażnienia popędowe, patrz niżej), które w normalnym przebiegu przeżyć prawnych mają natężenie słabe i przechodzą niepostrzeżenie, a w każdym razie poddają się z trudnością obserwacji. Ponieważ nie znając tego istotnego elementu przeżyć prawnych, nie można poznać, czym jest w istocie swej prawo, jakie są jego cechy, jak i dlaczego wpływa ono w charakterze pobudki na nasze postępowanie itp., przeto jest rzeczą bardzo ważną osiągnąć takie wzmożenie intensywności tych aktów, dzięki któremu stają się one bardziej wyraźne i podatne do badania. I oto szczególnie cenne usługi może tu oddać metoda eksperymentalna, a w szczególności doświadczenia podobne do przytoczonych powyżej: jest rzeczą pożyteczną czytać powieści lub artykuły dziennikarskie, które malują w sposób żywy wypadki „oburzającej” samowoli i pogwałcenia czyichś praw „świętych”- i niewątpliwych, piętnują lekceważenie „sprawiedliwych” żądań itp.; postawić się, w wyobraźni, w roli człowieka walczącego z silną pokusą naruszenia, zwalczania lub „gwałcenia” w inny sposób czyichś praw niewątpliwych i „świętych”, albo w roli ofiary czyjegoś gwałtu i bezprawia; prosić przyjaciół, aby doprowadzili nas (w celach eksperymentalnych) do stanu zapału lub oburzenia na tle przekonań prawnych; takie i tym podobne zabiegi doświadczalne dają nam możność obserwowania i badania aktów psychicznych, charakterystycznych dla prawa, w różnych formach i stopniach napięcia, aż do gwałtownego wzburzenia.
Za pomocą doświadczeń podobnych można się również zapoznać z podrażnieniami popędowymi pokrewnego typu, właściwymi moralności, a przez porównanie wyników obu szeregów doświadczeń poznać różnicę, dotychczas nie ustaloną, między moralnością a prawem.
Metoda introspekcyjna — samoobserwacja zwykła i eksperymentalna — stanowi nie tylko jedyny środek obserwacji i poznania zjawisk prawnych (i moralnych) w sposób bezpośredni i wiarogodny, lecz zarazem środek, bez którego jakiekolwiek poznanie zjawisk prawnych (i moralnych) jest niemożliwe.
Naszemu poznaniu dostępne są w ogóle te tylko kategorie zjawisk psychicznych, które czerpiemy z dziejów naszego „ja” duchowego, które znamy dlatego, że je sami przeżywaliśmy; inne zaś kategorie zjawisk psychicznych — a może ich być bardzo wiele, są dla nas absolutnie niepoznawalne. Ten, kto by nie znał z własnego życia psychicznego głodu, pragnienia, radości, gniewu — byłby pozbawiony wszelkiej możności poznania tych zjawisk psychicznych, mimo że inni je znają i przeżywają; dlatego też nie mógłby również rozumieć odpowiednich działań innych ludzi, ich gestów, mowy itp. Gdyby ktoś zaczął wobec takiego osobnika skakać z radości lub rzucać się na kogoś z pięściami z gniewu, ruchy te stanowiłyby dla niego zagadkę nierozwiązalną, skoro sam nigdy nie przeżywał radości i gniewu; osobnik taki przypuszczałby, być może, że te dziwne konwulsyjne ruchy wywołuje jakaś szczególna choroba, albo też zacząłby snuć różne przypuszczenia o działaniu czynników psychicznych, znanych mu z własnego doświadczenia wewnętrznego — lecz wszystko to stanowiłoby z konieczności tylko dowolne i nietrafne domysły.
To samo stosuje się do zjawisk prawnych. Człowiek cierpiący na absolutny idiotyzm prawny, tj. na całkowitą niezdolność przeżywania aktów psychicznych typu prawnego, byłby pozbawiony wszelkiej możności poznania, czym jest w istocie swej prawo, i zrozumienia działań ludzkich przez prawo wywoływanych. Słysząc wyraz ,,prawo” i widząc, że w społeczności ludzkiej czyni się wiele rzeczy z powołaniem się na „prawo” i na jego „wymagania” — osobnik taki wytworzyłby sobie, być może, pewną swoistą interpretację tych wyrażeń i działań: przypuściłby np., że oto silni kierują we własnym interesie do słabych i bezbronnych jakieś rozkazy, poparte odpowiednimi groźbami na wypadek nieposłuszeństwa, a słabi spełniają te groźne rozkazy ze względów celowości (dla uniknięcia wykonania groźby), jak to bywa między zbójcami a bezbronnymi podróżnymi, lecz hipoteza taka nie miałaby nic wspólnego ze zrozumieniem właściwej istoty prawa.
Podobna nieznajomość lub błędna interpretacji różnych odmian procesów psychicznych oraz podobne niezrozumienie znaczenia i motywów odpowiednich działań ludzkich zdarzają się również ludziom, nie cierpiącym na żadne kalectwo psychiczne, a nawet wybitnym uczonym i myślicielom, jeżeli nie wiedzą oni, gdzie i jak można poznać zjawiska danego rodzaju, i stosują błędną metodę zamiast właściwej (introspekcyjnej), albo jeżeli tworzą dowolne formuły i teorie bez żadnej metody naukowej; a takie właśnie jest stanowisko prawoznawstwa w stosunku do prawa pod wpływem opisanego wyżej złudzenia optycznego.

Gdy jednak, stosując właściwe środki badania, czyli introspekcję zwykłą i eksperymentalną, osiągniemy znajomość przeżyć psychicznych pewnego typu, wówczas pozyskamy środek do zdobywania wiadomości (wprawdzie tylko pośrednich i mniej lub więcej hipotetycznych) co do zjawisk tegoż rodzaju, zachodzących w psychice innych ludzi; psychika cudza w danej dziedzinie przestanie stanowić dla nas bezwzględnie niedostępną tajemnicę.
Albowiem nasze przeżycia wewnętrzne, jak np. gniew lub radość, nieraz przyczynowo wywołują rozmaite ruchy ciała, dostępne dla obserwacji zewnętrznej. Tu należą, w szczególności, ruchy, które wykonywamy, aby zakomunikować innym jakiś nasz stan albo proces psychiczny (mimika, wypowiadanie i pisanie słów itp.). W drodze analogii, obserwując takie czynności cudze, możemy przypuszczać z mniejszym lub większym prawdopodobieństwem, że wywołują je akty psychiczne, podobne do naszych.
Stopień prawdopodobieństwa takich przypuszczeń, opartych na tak zwanym wnioskowaniu przez analogię, zależy od rozmaitych okoliczności: od tego, czy mamy do czynienia z człowiekiem prawdomównym, czy też skłonnym do nieszczerości i fałszu; czy w danym wypadku istnieją jakieś specjalne powody do przewidywania nieszczerości (jak np. u oskarżonego przed sądem), czy podstaw do tego nie ma; czy dane ruchy, a między innymi wymawiane wyrazy, odpowiadają zwykle jednemu określonemu typowi procesów psychicznych, czy też stanowią jednakowe objawy zewnętrzne różnych przeżyć wewnętrznych, itd.
Wobec tego, chcąc badać naukowo cudze przeżycia psychiczne, należy nie tylko posiadać znajomość naukową podobnych przeżyć własnych, lecz poza tym poddać krytyce naukowej wartość ruchów cudzych (a w ich liczbie mowy ustnej i pisanej) jako danych faktycznych do wnioskowania o procesach psychicznych pewnego typu.
Za surogat, mniej lub więcej wartościowy, naszych własnych obserwacji nad ruchami innych ludzi mogą służyć przy badaniu cudzych przeżyć psychicznych posiadane przez nas relacje innych osób (np. kronikarzy, biografów, podróżników), dotyczące widzianych przez nich czynów, słyszanych mów itp.
Wykorzystanie naukowe takich danych („tradycji” jako surogatu „autopsji”) wymaga, naturalnie, krytyki podwójnej, a mianowicie, prócz krytyki wspomnianej poprzednio, jeszcze krytyki wiarogodności samych relacji (jeżeli zaś relacje pochodzą z drugiej ręki, zachodzi potrzeba krytyki potrójnej, a prawdopodobieństwo błędów staje się jeszcze większe).
W nauce psychologii uznaje się za tezę niewzruszoną, że przypuszczenia co do cudzych przeżyć psychicznych dokonywane są zawsze w formie logicznych wniosków przez analogię na podstawie znajomości stanów i ruchów:

1) naszych wewnętrznych,

2) naszych zewnętrznych i

3) cudzych zewnętrznych.

Teza ta nie jest zupełnie słuszna. Badając objawy zewnętrzne przeżyć psychicznych pewnej kategorii, możemy stwierdzić wśród tych objawów prawidłowości rozciągające się na ludzi pewnej klasy (np. naród, rasę), na ludzi w ogóle lub nawet na ludzi i zwierzęta. Np. na podstawie odpowiednich badań dałoby się ustalić nietylko w stosunku do ludzi, lecz nawet w stosunku do ludzi i zwierząt (zresztą nie wszystkich gatunków), wiele twierdzeń ogólnych
0 objawach fizycznych (fizjologicznych) apetytu, gniewu, strachu itp. Po zdobyciu takich wiadomości ogólnych posiadamy już przesłanki do wniosków dedukcyjnych w wypadkach konkretnych, to znaczy do wnioskowania nie przez analogię między naszymi i cudzymi ruchami indywidualnymi, lecz przez podciągnięcie cudzych ruchów konkretnych pod odpowiednie twierdzenia ogólne.
Pragnąc osiągnąć gruntowne poznanie naukowe, należy dążyć usilnie do stosowania drugiej z tych metod, a w tym celu starać się o zdobywanie w sposób naukowy twierdzeń ogólnych o objawach zewnętrznych przeżyć psychicznych poszczególnych kategorii.
Lecz w każdym razie jest rzeczą niewątpliwie słuszną, że warunek konieczny poznania cudzych przeżyć psychicznych stanowi poznanie introspekcyjne przeżyć tejże kategorii samego badacza, połączone ze znajomością objawów zewnętrznych tych przeżyć. Odpowiednią metodę poznania naukowego możemy zatem nazwać metodą połączoną obserwacji wewnętrznej i zewnętrznej. Nie ma potrzeby wyjaśniać specjalnie, że obserwacja zewnętrzna, stanowiąca część składową tej metody, może być, tak samo jak obserwacja wewnętrzna, zarówno prostą, jak eksperymentalną. eksperymentalną.
Wszystko, co powiedziano wyżej o metodzie połączonej, może i powinno być zastosowane do badania zjawisk prawnych. W szczególności ważnym zadaniem przyszłego badania naukowego tych zjawisk powinno być jak najdokładniejsze zbadanie rozmaitych objawów zewnętrznych przeżyć prawnych, stwierdzenie różnic dzielących je od objawów przeżyć pokrewnych (zwłaszcza moralnych) itd. — a to w celu zdobycia podstawy naukowej do badania cudzych przeżyć prawnych (w szczególności przeżyć ludzi, żyjących w epokach dawniejszych, na niższych poziomach rozwoju kulturalnego itp.).

*

Wyraz „prawo” ma faktycznie dwie odrębne sfery zastosowania: jedną względnie obszerną — w języku potocznym, w zwykłej mowie powszedniej, i drugą, w stosunku do tamtej bardzo ciasną — w terminologii zawodowej ludzi, mających do czynienia specjalnie z ustawami, sądami, procesami itp., w języku fachowym sędziów, prokuratorów, adwokatów, słowem prawników w ogóle.
Przysłuchując się rozmowom ludzi dorosłych lub dzieci, bawiących się w jakąś grę, np. w piłkę, szachy, warcaby, karty, przekonalibyśmy się łatwo, że gry te roją się wprost od „praw” wszelakiej treści, że grający przypisują sobie i swym partnerom mnóstwo rozmaitych praw, które bywają zwykle szanowane i bezspornie zachowywane, czasem zaś kwestionowane i naruszane (por. np. prawo do bicia króla asem, damy królem, obcego koloru atutem, prawo domagania się kolejności w wychodzeniu, w rozdawaniu kart, prawo żądania, aby karty były rozdane powtórnie w razie odkrycia ważnej karty lub innej jakiejś nieprawidłowości itp., itp.); żadne jednak z tych niezliczonych praw nie zasłużyłoby na nazwę prawa w sali posiedzeń sądowych i w ogóle ze stanowiska terminologii zawodowej prawników. Tak samo rzecz się ma z niezliczonymi „prawami” zaproszonego szanownego gościa w stosunku do gospodarzy, z prawem do miejsca honorowego niekiedy pierwszego przy stole oraz do innych oznak uwagi i szacunku, z prawami przyznawanymi sobie nawzajem, przez kolegów (np. w szkole), przyjaciół, zakochanych, na tle stosunków koleżeńskich, przyjacielskich, miłosnych, np. z prawem do wierności, do szczerości, do tysięcy różnych usług i dowodów miłości itp., itp. Na każdy tysiąc wypadków stosowania wyrazu „prawo” w zwykłej mowie potocznej przy-padłoby bodaj nie więcej, lub może nawet mniej niż jeden wypadek użycia tego wyrazu ze stanowiska terminologii zawodowej.
Prawnicy kierują się zwyczajami zawodowej terminologii prawniczej również w swoich próbach rozstrzygnięcia pytania, czym jest prawo. Uznają za prawo, za „prawo niewątpliwe”, to wszystko i tylko to, co się przyzwyczaili nazywać prawem jako prawnicy. Wszystko inne stanowi z ich punktu widzenia nieprawo, „niewątpliwie nie-prawo”. Co się zaś tyczy odmiennego stosowania wyrazu „prawo” w języku potocznym, to prawnicy zwykle go nie dostrzegają lub nie biorą go pod uwagę; jeżeli zaś przypadkiem z nim się spotkają, to uznają je za zjawisko nie zasługujące na uwagę lub za niewłaściwe użycie wyrazu, za błędne nazywanie prawem tego, co w istocie prawem nie jest.
W rzeczywistości jeden zwyczaj terminologiczny przeciwstawia się tu drugiemu, z nim niezgodnemu, i nie mamy żadnych podstaw, aby uznawać potoczny zakres stosowania wyrazu „prawo” za błędny. Jeżeli prawnik uważa za rzeczywiste prawo to, co się sam przyzwyczaił prawem nazywać, to zaś, co nazywają prawem nieprawnicy, uznaje nie za prawo, lecz za coś niewłaściwie tak nazywanego, to stanowiska takiego nie można usprawiedliwić ani uzasadnić, lecz tylko wyjaśnić przyczynowo jako swoiste zjawisko psychiczne. Zapoznaliśmy się już wyżej z błędem, któremu łatwo się poddajemy pod wpływem przyzwyczajeń terminologicznych, a który polega na tym, że nasze własne przyzwyczajenie do nazywania pewnych przedmiotów określoną nazwą przekształca się w naszej świadomości w coś właściwego samym przedmiotom, tak jakby te przedmioty były z samej swej natury tym, czym je nazywamy, np. „stołami”, „krzesłami”, „prawem”. Pod wpływem tego błędu stosowanie przez innych tejże nazwy do przedmiotów, których nie zwykliśmy nią oznaczać, może nam się łatwo wydać przyznawaniem tym przedmiotom czegoś, co im nie jest z natury właściwe. Albo też wytwarza się zjawisko takie, że ową terminologię cudzą, niezgodną z naszymi nawyknieniami, pojmujemy i kwalifikujemy jako oznaczanie nazwą, naszej zaś własnej (pod wpływem wskazanego trwałego skojarzenia) tak nie kwalifikujemy, lecz uznajemy ją za coś bardziej poważnego i istotnego, za właściwą i wiarogodną wiedzę, że dane przedmioty są czymś (np. prawem) same przez się, inne zaś są czymś innym (np. moralnością, lecz w żadnym razie nie prawem).
Jakkolwiek bądź prawnicy opierają się przy wyborze konkretnych przykładów prawa dla celów definicji na nawyknieniach terminologii zawodowej, „prawniczej”, te zaś bardzo obszerne dziedziny, do których stosuje wyraz „prawo” język potoczny, zaliczają do nie-prawa, do „obyczajów”, „przepisów konwencjonalnych” itp. I tenże sam sprawdzian, to znaczy sprawdzian nawyknień terminologicznych zawodowych, stosuje prawoznawstwo przy formowaniu innych pojęć ogólnych.
Zaznaczyć należy, że moment ten stanowi godną uwagi właściwość nauki o prawie, odróżniającą ją od nauki o moralności i innych nauk społecznych, które nie są związane z żadnym określonym zawodem społecznym i nie poddają się wpływom jakiejkolwiek terminologii praktyczno-zawodowej, lecz przy określaniu swych pojęć najwyższych (np. pojęć moralności, społeczeństwa, zjawiska gospodarczego) oraz dalszych absolutnie lub względnie od nich zależnych, opierają się na przyzwyczajeniach terminologicznych mowy potocznej.
Jakie z tej właściwości prawoznawstwa płyną konsekwencje, to się okaże z dalszych rozważań. Tymczasem możemy bądź co bądź stwierdzić, że podejrzenie, rzucane na ogół badaczy, pracujących nad definicjami prawa, moralności itp., jakoby dopuszczali się dziwnych i błędnych logicznie manipulacji w postaci dobierania przedmiotów według cech z góry przygotowanych, aby następnie z triumfem odnajdywać te cechy w tychże przedmiotach, nie jest uzasadnione i opiera się na nie dość uważnym badaniu istotnego stanu rzeczy.
W rzeczywistości tworzenie pojęć i uzasadnianie wysuwanych definicji (o ile autorowie je w ogóle podejmują) opiera się na przyzwyczajeniach językowych, ogólno potocznych lub zawodowych. Stosowanie tych sprawdzianów łączy się często z mylnym pojmowaniem ich istoty, z błędnym przekonaniem, jakoby dobór przedmiotów oparty był na ich cechach obiektywnych, siła subiektywnego przyzwyczajenia do oznaczania nazwą wytwarza złudzenie, że dane przedmioty „niewątpliwie” posiadają odpowiednią naturę itp.; natomiast same sprawdziany nie tylko wolne są całkowicie od niedorzecznego obracania się w błędnym kole, lecz nie zawierają w sobie w ogóle żadnego naruszenia zasad logiki ludzkiej, żadnego absurdu logicznego.
Jednakże, uznając nienaganność logiczną samych tych sprawdzianów, można i należy mimo to postawić pytanie, czy sprawdziany te, tj. przyzwyczajenia terminologiczne potoczne lub zawodowe, odpowiadają zadaniom tworzenia naukowych pojęć klasowych i nadają się do poprawnego rozwiązania tych zadań.

Poprawna odpowiedź na to pytanie brzmiałaby, naszym zdaniem, jak następuje.
1. Rozważania na temat, jakie przedmioty są oznaczane pewną nazwą, np. nazwą prawa, moralności, gospodarstwa, wartości, pracy itp., w poszczególnych sferach językowych, a więc w języku potocznym, w dziedzinie pewnego zawodu specjalnego lub tym podobne, mogą mieć charakter najzupełniej poważny i naukowy, a nawet odpowiadać najzupełniej swemu zadaniu, to znaczy rozstrzygać w sposób naukowy zagadnienia poprawnie postawione, jeżeli samo zagadnienie ma charakter lingwistyczny, dotyczy wyrazów, jako swoistych znaków symbolicznych, a mianowicie terminów ogólnych i ich stosowania. Wskutek tego np., gdy językoznawca, układający słownik, przeprowadza w stosunku do wyrazów „moralność”, „moralny”, „prawo” lub tym podobne. badania nad dziedziną ich stosowania i wyniki osiągnięte umieszcza w swym słowniku pod odpowiednimi wyrazami, to postępowanie jego jest całkowicie poprawne i niczego innego wymagać od niego nie można. W takim słowniku pod wyrazem „prawo” należałoby, jak widać z uwag poprzednich, wskazać na ujawniający się tu dualizm językowy, na istnienie dwóch różnych co do wielkości dziedzin stosowania tego wyrazu (oczywiście, nie kwalifikując żadnej z tych dwóch odmiennych terminologii jako błędnej, opartej na nieznajomości właściwej istoty prawa)

2. Dokonywanie podobnych badań, niezależnie od tego, czy dotyczą one języka potocznego, czy też jakiegokolwiek specjalnego (np. prowincjonalnego, klasowego, zawodowego), bez świadomości, że się rozstrzyga zagadnienia językoznawcze, lecz przeciwnie, z przekonaniem, że się dokonywa właściwych badań naukowych, tworzenia i uzasadniania pojęcia centralnego lub innego pojęcia klasowego dla nauki o prawie, moralności, państwie itp. — opiera się na nieporozumieniu i stanowi pomieszanie dwóch najzupełniej różnych zagadnień, dwóch odrębnych dziedzin poznania ludzkiego; należy bowiem odróżniać zagadnienia, mające za przedmiot wyrazy, czyli nazwy od zagadnień, mających za przedmiot zjawiska, dla których tworzą się w różnych dziedzinach językowych takie lub inne nazwy (odmienne w różnych językach, a nieraz nawet w różnych warstwach jednego narodu.)
Czynność ustalania pojęć, mających być pojęciami podstawowymi dla nauk mniej lub więcej obszernych, dla ich działów i dalszych systematycznych poddziałów, ma do spełnienia niezmiernie ważne zadanie stworzenia i określenia takich klas przedmiotów, które by się nadawały do wypowiedzenia o nich twierdzeń naukowych i systematycznego ustosunkowania wzajemnego tych twierdzeń.
W naukach teologicznych, jak etyka teologiczna i inne. Wielkie znaczenie mają tego typu zagadnienia — można je nazwać interpretacyjnymi — również w prawoznawstwie praktyczno- zawodowym i naukowym, o ile zajmuje się ono interpretacją myśli cudzych, np. znaczenia ustaw, umów, testamentów itp.
Tych zagadnień nie rozwiązują, a nawet wcale nie dotykają rozważania na temat, co bywa oznaczane pewną nazwą w tej czy innej dziedzinie językowej, niezależnie od tego, czy tą dziedziną będzie język jakiegoś narodu, czy też specjalne narzecze lub żargon jakiejś dzielnicy, grupy zawodowej lub tp.
Dlatego też, gdyby się nawet prawnikowi udało odpowiedzieć poprawnie na pytanie „co to jest prawo?” w znaczeniu: „czym jest to, co prawnicy zwykli nazywać prawem?”, mimo to zagadnienie, bez którego rozwiązania niemożliwe jest stworzenie nauki o prawie, pozostałoby jeszcze nierozstrzygnięte. Ustalona na tym gruncie odpowiedź nadawałaby się do umieszczenia w słowniku językowym pod wyrazem „prawo”, lecz nie stanowiłaby definicji pojęcia centralnego, na którym można by oprzeć naukę o prawie.
W rzeczywistości nawet takiej odpowiedzi, wyjaśniającej zakres stosowania wyrazu „prawo” w zawodowym języku prawniczym, nie udało się dotąd jeszcze znaleźć; i to byłoby rzeczą najzupełniej zrozumiałą i naturalną, gdyby nawet inne błędy nie stały na przeszkodzie należytemu poznaniu zjawisk prawnych — ze względu na samą istotę zagadnienia, jakie usiłują rozwiązać prawnicy.
Mianowicie istota tego zagadnienia polega na tym, aby znaleźć cechy wspólne i specyficzne tych wszystkich przedmiotów, które w zawodowym języku prawniczym nazywane są prawem. Otóż w stosunku do tego zagadnienia można i należy przewidywać z góry, nawet przed bliższym zbadaniem samych przedmiotów, że w takiej formie wyłącza ono możliwość wszelkiego rozwiązania, gdyż równa się żądaniu znalezienia czegoś, co nie istnieje, zawiera w sobie sprzeczność wewnętrzną.
Samo postawienie podobnego zagadnienia możliwe jest tylko na gruncie wiary, że przyzwyczajeniom zawodowym do stosowania nazwy „prawo” odpowiada obiektywnie odrębna klasa zjawisk jednorodnych; lecz taka wiara jest ze stanowiska naukowego najzupełniej nie uzasadniona.
Terminologia zawodowa przystosowuje się w sposób naturalny do specjalnych potrzeb i celów praktycznych, właściwych danej odrębnej dziedzinie życia praktycznego. Ze stanowiska takich potrzeb i celów mogą mieć znaczenie i wartość jednakową, oraz wymagać jednakowego do siebie stosunku praktycznego (postępowania) przedmioty najbardziej różnorodne w swych cechach obiektywnych, przedmioty zaś jednorodne mogą mieć znaczenie różne i wymagać różnego do siebie stosunku praktycznego. Do tego się przystosowuje odpowiednia terminologia praktyczna, łącząc rzeczy różnorodne i rozdzielając jednorodne, i kierując się przy tym wyłącznie względami dogodności ze stanowiska danej potrzeby i celu. Oto chociażby ze stanowiska kulinarnego, kucharskiego, najróżnorodniejsze rośliny lub nawet części roślin różnych rodzajów i gatunków bywają łączone w jedną grupę i otrzymują wspólną nazwę, np. „jarzyn”, „włoszczyzny” lub tp., a to dlatego, że wszystkie są cenione jako materiał do przyrządzania potraw lub do jakichś specjalnych celów kulinarnych (np. jako przyprawy); niezliczone zaś rośliny wspólnego z nimi rodzaju są z grupy wyłączane i nie otrzymują tej nazwy: jedne dlatego, że są niesmaczne; inne dlatego, że wymagałyby bardzo długiego gotowania lub zabiegów tak zawiłych, że skutek odżywczy lub gastronomiczny nie opłacałby tych trudów; trzecie dlatego, że są kłujące, szorstkie lub tym podobne., czwarte dlatego, że wywołują rozstrój żołądka, bóle głowy lub tp.; piąte dlatego, że opierają się ich użyciu jakieś miejscowe zwyczaje, przesądy, nieznajomość ich właściwości, itp., itp. Gdyby się znalazł uczony botanik, który by podjął zadanie określenia odrębnego gatunku roślin, odpowiadających nazwie kulinarnej „jarzyna”, to oczywiście wysiłki jego byłyby daremne, jakkolwiekby wiele pracy poświęcił na oglądanie, badanie budowy itp. przedmiotów nazywanych „jarzynami” oraz porównywanie ich z innymi przedmiotami „pokrewnymi”; samo zagadnienie przez niego podjęte stanowi swoistą contradictio in adjecto, zawiera w sobie żądanie znalezienia czegoś, co nie istnieje. Ofiarą takiego samego nieporozumienia padłby zoolog, który by postawił sobie za zadanie określenie odrębnego gatunku zwierząt, nazywanego ze stanowiska kulinarnego lub myśliwskiego „zwierzyną”, itd.
Zważywszy na taki charakter nazw, powstałych na gruncie specjalnych zainteresowań praktycznych, ze stanowiska obiektywnego badania naukowego zjawisk różnych klas nie należy obdarzać zawodowych tradycji terminologicznych takim zaufaniem, jakiego udziela nauka o prawie zawodowej terminologii prawniczej, lecz przeciwnie, zachowywać względem nich jak największą nieufność i krytycyzm. Nie tylko bowiem nie możemy uważać za rzecz konieczną i oczywistą, aby utartym terminom zawodowym odpowiadały odrębne grupy przedmiotów jednorodnych co do ich właściwości, lecz nawet należy przypuszczać, że rzecz ma się odwrotnie.
W szczególności w stosunku do pojęcia prawa w znaczeniu prawniczym oraz innych pojęć klasowych nauki o prawie, wobec dzisiejszej struktury tej nauki (tj. wobec uzależnienia ogólnej nauki o prawie i specjalnych dyscyplin prawniczych od utartej terminologii zawodowej) można przewidywać a priori, że te pojęcia nie tylko nie istnieją jeszcze jako pojęcia utworzone i uzasadnione naukowo, lecz nawet nie mogą być znalezione i poprawnie zdefiniowane; istnieje tylko system wyrazów, imion, ściśle mówiąc — przyzwyczajeń do oznaczania nazwami, przystosowanych historycznie do pewnych potrzeb i dogodności specjalnych, różnych zupełnie od zadań naukowych poznania i wyjaśnienia zjawisk. I z tego stanowiska fakt, że prawnicy bezskutecznie dotąd „szukają definicji dla swego pojęcia prawa” oraz dla innych pojęć ogólnych prawoznawstwa, staje się naturalny i zrozumiały.
W ogóle, niezależnie od innych okoliczności, które stawiają nauce o prawie w jej rozwoju przeszkody, jakich nie napotykają inne szczęśliwe nauki, rolę fatalną grała w dziejach tej gałęzi wiedzy ludzkiej i gra dotychczas zależność jej od specjalnego zawodu społecznego i od specjalnej dziedziny działalności zawodowej — jurysprudencji praktycznej, od tzw. „praktyki”, tj. praktyki sądowej itd.
Zależność ta nie pozwala nauce o prawie badać i poznawać prawdy jako takiej, wprowadza do jej rozważań obce względy i punkty widzenia, pozbawiając je obiektywnego charakteru naukowego, zacieśnia jej horyzont naukowy, przyćmiewa i mąci jej wzrok w różnych kierunkach i w różny sposób.

*

§ 5. Tworzenie pojąć klasowych i sprawdziany poprawności pojęć i sądów teoretycznych
Pragnąc rozstrzygać w sposób naukowy zagadnienia polegające na tworzeniu pojęć klasowych, które mają być pojęciami centralnymi i podstawowymi dla całych nauk lub dla ich działów i odgałęzień, należy nie tylko odróżniać zasadniczo te zagadnienia od kwestii, co się w pewnej dziedzinie językowej jak nazywa, i unikać starannie mieszania odpowiednich punktów widzenia, odpowiednich danych itp., jako w samej swej istocie najzupełniej odmiennych, lecz przede wszystkim należy uwolnić się całkowicie od wszelkich, własnych lub cudzych nawyknień do oznaczania nazwami przedmiotów należących do badanej dziedziny i całkowicie usunąć na bok kwestie terminologiczne. Klasa i jej pojęcie z jednej strony, a nazwa klasy z drugiej strony, są to rzeczy najzupełniej różne i nie mające ze sobą nic wspólnego, wystrzegać się więc należy pilnie, aby do zagadnień, dotyczących klas i pojęć klasowych, nie wplątywać kwestii wyrazów, imion i oznaczania przedmiotów nazwami.
Czym są klasy i pojęcia klasowe, określiliśmy już poprzednio (str. 74). Z definicji tej widać, że wszelka idea, odpowiadająca schematowi: „wszystko, co posiada cechę a”, stanowi pojęcie klasowe, a wszystkie przedmioty możliwe do pomyślenia (niezależnie od istnienia ich w rzeczywistości), które odpowiadają takiej idei (wszystkie przedmioty posiadające cechę a) stanowią klasę. Np. „wszystko, co jest białe”, „przedmioty czarne”, „rzeczy okrągłe”, „przedmioty długości metra”, „ptaki znoszące złote jaja” — są to klasy, odpowiednie zaś idee są pojęciami klasowymi.
Wynika stąd:
1. że tworzenie pojęć klasowych i klas nie zawiera samo w sobie żadnych świadomych lub nieświadomych błędnych kół (por. wyżej str. 80); podstawiając w miejsce a w formule „wszystko, co posiada cechę a” jakąkolwiek cechę, nie popełniamy błędnego koła ani jakiegokolwiek błędu logicznego w ogóle;
2. że tworzenie pojęć klasowych nie wymaga bynajmniej dokonywania przeglądu jakichkolwiek odpowiadających im przedmiotów dla stwierdzenia, że wszystkie posiadają jakieś cechy wspólne. Przy poprawnym pojmowaniu istoty pojęć klasowych i poprawnej metodzie ich tworzenia okazuje się to nie tylko niewykonalne, lecz najzupełniej zbyteczne, pozbawione sensu. Podstawiając w naszym schemacie jakiekolwiek cechy i tworząc w ten sposób pojęcia klasowe, przez to samo już, bez żadnych dalszych zabiegów osiągamy to, że wszystkie przedmioty odpowiadające naszym pojęciom klasowym będą posiadały cechy wspólne — a to dlatego po prostu, że do danej klasy będą należały tylko te przedmioty, które posiadają to, co obraliśmy za cechę klasy. Np. wszystkie przedmioty odpowiadające utworzonemu przez nas pojęciu „przedmioty białe”,będą posiadały w sposób nieunikniony wspólną cechę białości, a to nie dlatego, żebyśmy przed utworzeniem tego pojęcia wykonali niemożliwą i niedorzeczną pracę obejrzenia wszystkich przedmiotów białych, lecz dlatego, że skoro się utworzyło pojęcie „przedmioty białe”, należy zaliczać do tej klasy, oczywiście, nie przedmioty czarne lub inne, lecz białe i tylko białe. Należy tu zaznaczyć, że wartość pojęć klasowych jako pewnego typu narzędzi myślenia, wykrywania i stosowania prawd polega, jak się to okaże jaśniej z dalszego wykładu, w znacznej mierze na tym, że pojęcia te obejmują również zjawiska przyszłe, dotąd nieistniejące i przez to niemożliwe do zbadania, a wskutek tego stanowią środki przewidywania skutków, jakie wywołać mogą różne możliwe czynniki oddziaływania, a w tej liczbie różne działania świadome. Ze stanowiska reguły tradycyjnej, która wymaga oglądania przedmiotów, mających należeć do klasy, dla stwierdzenia, że wszystkie posiadają cechy wspólne, pojęcia miałyby poniekąd znaczenie wyłącznie retrospektywne, wspomnieniowe.
3. Nie jest również potrzebne dla tworzenia pojęć wykonanie pracy (jeszcze bardziej niemożliwej, jeśli można mówić o stopniach niemożliwości), polegającej na przejrzeniu wszystkich innych przedmiotów, chociażby tylko „pokrewnych”, w celu stwierdzenia cech specyficznych klasy, których inne przedmioty nie posiadają. Przy właściwym pojmowaniu istoty pojęć klasowych i metody ich tworzenia ta praca również okazuje się nie tylko niewykonalną, lecz najzupełniej zbyteczną i pozbawioną sensu. Podstawiając w naszym schemacie jakiekolwiek cechy i tworząc przez to pojęcia klasowe, osiągamy przez to samo, bez żadnych dalszych prac, że wszystkie przedmioty, odpowiadające naszym pojęciom klasowym, będą posiadały cechy specyficzne — a to dlatego po prostu, że wszystkie przedmioty posiadające cechę, którąś my obrali za cechę klasy, będą należały do danej klasy, że przeto poza jej granicami pozostaną tylko przedmioty tej cechy nie posiadające, a więc od przedmiotów naszej klasy odrębne. Np. wszystkie przedmioty odpowiadające utworzonemu przez nas pojęciu „przedmioty białe” będą się z konieczności odróżniały barwą od wszelkich przedmiotów innych, a to nie dlatego, żebyśmy dokonali niemożliwej i niedorzecznej pracy obejrzenia wszystkich innych przedmiotów lub choćby tylko przedmiotów „pokrewnych”, np. jasnoszarych itp., lecz dlatego, że skoro utworzyliśmy klasę „przedmioty białe”, powinniśmy
zaliczać do tej klasy wszystko co jest białe, a nie zaliczać do niej żadnych przedmiotów nie białych.
4. Dwa twierdzenia poprzednie wykazują, że przy poprawnym rozumieniu i tworzeniu pojęć klasowych nie mogą wcale powstawać owe trudności i niepowodzenia, których zwalczanie stanowi główną pracę badaczy, usiłujących bezowocnie ustalić pojęcia prawa, moralności, państwa i wiele innych, a które polegają na tym, że wypada stwierdzać istnienie przedmiotów, „sprzecznych” z wysuwanymi definicjami, np. „norm prawa”, nie posiadających cechy ogłoszonej za cechę wspólną „wszystkim normom prawa”, albo „obyczajów”, posiadających cechę ogłoszoną za cechę odróżniającą „prawo” od „obyczajów”; że jedne przedmioty nie chcą się zmieścić w formule definicyjnej, wypada więc dociągać je do niej gwałtem, za pomocą różnych operacji, bardzo śmiałych i bolesnych pod względem logicznym, inne zaś, nieproszone, same się wtłaczają do ram pojęcia, zmuszając do użycia różnych rozpaczliwych środków, aby im drogę zagrodzić. Przyczyną tych trudności jest brak należytego zrozumienia, na czym polega istota pojęć klasowych i właściwa metoda ich tworzenia oraz (jak powiedziano już wyżej) utożsamianie zagadnienia tworzenia pojęcia z określeniem tego, co w myśl nawyknień językowych pewnej sfery bywa oznaczane pewną nazwą.
Jeżeli, biorąc za punkt wyjścia wyrazy i zakres ich stosowania, zaczniemy zbierać kolekcje przedmiotów, nazywanych w pewien sposób, oraz przedmiotów-, nazywanych inaczej, a następnie szukać cech, obecnych we wszystkich okazach pierwszej grupy o nieobecnych we wszystkich okazach drugiej, to w rezultacie, oczywiście, nieraz musi się zdarzyć, że formuła, wytworzona na podstawie jednych przykładów, nie będzie stosowna dla innych przykładów, w których używa się tego wyrazu. Gdy się zaś tworzy pojęcia klasowe nie według wyrazów i zwyczajów ich stosowania, lecz na podstawie cech przedmiotów, według schematu wyżej wskazanego, wówczas, rzecz jasna, nie mogą się znaleźć żadne przedmioty „sprzeczne” z tak tworzonymi pojęciami.
W ogóle samo tworzenie pojęć, gdy się je należycie rozumie, nie napotyka żadnych szczególnych przeszkód ani trudności i nie wymaga dla ich usunięcia lub obejścia ani żadnych finezji „epistemologicznych” czy innych, ani jakichkolwiek świadomych lub nieświadomych uchybień logicznych. Zamiast dokonywania przeglądu nieprzejrzanej ilości przedmiotów w celu utworzenia jednego pojęcia (w czym się już zawiera pogwałcenie zasad ogólnych logiki ludzkiej), w rzeczywistości wystarcza rzut oka na jakikolwiek jeden przedmiot, aby mieć materiał dostateczny do utworzenia w sposób logicznie najzupełniej poprawny mnóstwa pojęć klasowych — przez podstawianie w ogólnym schemacie definicyjnym najrozmaitszych cech danego przedmiotu (np. przedmioty takiej a takiej formy, takiej a takiej objętości, wagi, składu, barwy itp., itp) Nie potrzeba nawet w tym celu oglądać lub badać czegoś konkretnego. Skądkolwiek i z jakiegokolwiek powodu mogą nam przyjść na myśl wyobrażenia jakichś cech, możemy je przyjąć za cechy klasowe i utworzyć w ten sposób pojęcia klasowe i klasy [Wyliczanie wszelkich możliwych powodów do tworzenia pojęć klasowych, np. wszystkich typów procesów umysłowych, które mogą nam nasuwać koncepcje tych lub innych pojęć (a trzeba by tu uwzględnić nawet sny), stanowiłoby, oczywiście, marnowanie czasu na pracę bezcelową.].
Lecz tu powstaje zagadnienie, wychodzące poza granice zasad ogólnych logiki ludzkiej, mające jednak wielkie znaczenie ze stanowiska nauki i metodologii naukowej.
Bynajmniej nie wszystkie pojęcia klasowe i klasy, nienaganne z ogólnego stanowiska logicznego, mogą mieć wartość dla nauki. Takie np. pojęcia klasowe i klasy, jak „cygara w cenie 50 groszy” lub „wagi 10 gramów”, jak „zwierzęta o długich nogach i krótkim ogonie”, nie uchybiają logice; wartość ich naukowa byłaby jednak więcej niż wątpliwa.
I oto powstaje pytanie: jakie są warunki i sprawdziany wartości pojęć klasowych (zakładając ich poprawność ogólnologiczną) ze stanowiska zadań naukowego poznania i wyjaśnienia zjawisk?
Wiemy już, że tym sprawdzianem nie może być zgodność pojęcia z terminologią potoczną, tym bardziej zaś z zawodową lub inną praktyczną; obecnie jednak wypada wskazać pozytywnie, co należy brać pod uwagę, chcąc tworzyć należyte pojęcia naukowe; co może służyć za obronę i uzasadnienie wartości naukowej pojęć klasowych przez kogoś wysuwanych; co stanowi właściwą miarę dla krytyki naukowej mnóstwa pojęć już istniejących, lecz nie poddanych jeszcze należytej krytyce?
Za odpowiadające zadaniom poznania i wyjaśnienia naukowego zjawisk uznawać należy te pojęcia klasowe i klasy, względem których istnieją lub mogą być utworzone adekwatne teorie naukowe.
Przez teorie rozumiemy tu i w dalszym tekście wypowiadanie jakichś prawd względem klas przedmiotów, niezależnie od tego, czy będą to pojedyncze sądy tego rodzaju, czy mniejsze lub większe ich zbiory, czy całe nauki samodzielne, czy mniejsze lub większe działy takich nauk; np. biologia, socjologia, psychologia są teoriami w naszym rozumieniu, o ile zawierają w sobie lub próbują stworzyć zbiory prawd, dotyczących klas zjawisk życia, społecznych, psychicznych itp. Teorie naukowe są to teorie uzasadnione w sposób świadomie metodyczny (i systematyczny), albo teorie wraz z ich metodycznym uzasadnieniem naukowym.
Wyraz „teoria” bywa stosowany bardzo często, nie posiada jednak ani w języku potocznym, ani w literaturze naukowej, nie wyłączając prawniczej, charakteru nazwy dla określonej klasy, lecz bywa używany w różnych znaczeniach lub bez jakiegokolwiek świadomego znaczenia. Np. Stammler, wypowiadając się w swym dziele najnowszym, Die Lehre von dem richtigen Rechte, 1902, za utworzeniem nowej odrębnej nauki prawnej, która by w przeciwieństwie do istniejących nauk prawnych, badających prawo pozytywne, rozwijała zasady prawa słusznego, właściwego, nadającego się do wywołania pewnych skutków pożądanych (ein gewisser Erfolg) — proponuje dla tej przyszłej nauki nazwę „prawoznawstwa teoretycznego”. Istniejące już dyscypliny prawne wraz z tak zwaną „ogólną nauką o prawie” (allgemeine Rechtslehre oder juristische Prinzipienlehre, str. 4) nazywa „prawoznawstwem technicznym” (technische Rechtslehre, str. 3 i n.). Autor ten wykazuje na ogół niezwykłą w literaturze niemieckiej skłonność do operowania nowymi terminami, swoistymi formułami o brzmieniu nieraz dziw- wnym i zagadkowym, oraz innymi środkami zewnętrznymi, aby w ten sposób nadać pozory oryginalności myślom, które by bez podobnych masek nie sprawiły wrażenia myśli oryginalnych. Np. pogląd, który leży u podstaw pracy Stammlera o stosunku gospodarstwa do prawa, Wirtschaft und Recht, sformułowany w ten sposób, że prawo stanowi „formę”, a zjawiska gospodarcze „materię” życia społecznego, sprowadza się, gdy się zestawi różne ustępy książki i wyrazi rzecz za pomocą terminów bardziej jasnych i określonych, do teorii, która była już wysunięta i uzasadniona w całym szeregu specjalnych badań prawno-ekonomicznych przed ukazaniem się pracy Stammlera, i głosi, że zjawiska ekonomiczne są wytworem motywacji prawnej, pobudek postępowania masowego, pochodzących od prawa; inny przykład, poza mądrą pozornie i zagadkową formułą, jaką Stammler nadaje w tejże pracy swemu ideałowi społecznemu — „społeczność ludzi wolnych w swych dążeniach” (eine Gemeinschaft frei wollender Menschen) — ukrywa się ideał miłości, braku egoizmu, jak to widać z uwag polemicznych autora w tej sprawie pod moim adresem w jego pracy „Das Recht der Schuldverhältnisse 1897, str. 41). Otóż wytworem tejże skłonności zdaje się być również żądanie utworzenia nowej samodzielnej nauki prawnej pod nazwą „prawoznawstwa teoretycznego”; autor unika bardziej naturalnej i stosownej nazwy „polityka prawa”, pod którą proponowano przed nim stworzenie odpowiedniej samodzielnej -dyscypliny metodycznej i systematycznej, i woli termin „teoria prawa”, „prawoznawstwo teoretyczne”. Stało się to możliwe dzięki temu właśnie, że wyraz „teoria” nie ma cechy terminu naukowego o stałym i określonym znaczeniu.
Znaczenie stosunkowo bardziej jasne i określone mają w literaturze naukowej wyrażenia „stanowisko teoretyczne”, „nauki teoretyczne” itp. w tych wypadkach, gdy się im przeciwstawia „stanowisko praktyczne”, „nauki praktyczne”. W takich zestawieniach „stanowisko teoretyczne” oznacza, zgodnie z etymologią wyrazu, stanowisko obserwacji i badania obiektywnego, które stwierdza to co istnieje, tak jak ono istnieje, w odróżnieniu od wyrażania tego co jest pożądane, co być powinno itp. W tym znaczeniu stwierdzenie jakiegoś faktu jednostkowego, np., że Sokrates zmarł od trucizny, będzie również sądem teoretycznym; historia, geografia itp. będą naukami teoretycznymi. Skoro dla przeciwstawienia „stanowisku praktycznemu” nie ma wyrazu lepszego niż „stanowisko teoretyczne”, terminologia ta może być zachowana obok pojęcia i nazwy „teoria”, „teorie” (lub „teoria w znaczeniu ścisłym”) dla oznaczenia sądów obiektywnych o klasach lub zbiorów takich sądów.
Przez „adekwatne” teorie naukowe rozumiemy teorie, w których to, co się wypowiada (orzeczenia logiczne wraz z ich uzasadnieniem) jest prawdziwe w stosunku do tej właśnie klasy przedmiotów, o której jest wypowiedziane (lub pomyślane); jeśli więc o jakimś gatunku danego rodzaju lub o jego podgatunku itp. wypowiada się coś, co w rzeczywistości jest prawdziwe w stosunku do całego rodzaju lub innej klasy szerszej, albo jeśli zachodzi brak ustosunkowania w kierunku odwrotnym, to nie będą to teorie adekwatne w naszym znaczeniu.
Aby zrozumieć, na czym polega istota i wartość naukowa adekwatności teorii w tym znaczeniu, należy zważyć co następuje.
Takie sądy o klasach i teorie w ogóle, a w tej liczbie nawet teorie bardzo obszerne, które by nie zawierały w sobie żadnego fałszu, które by były poprawne w tym tylko znaczeniu, że myśl wypowiedziana w nich nie może być (zasadnie) zaprzeczona w stosunku do wszystkich lub niektórych przedmiotów tej klasy — można by łatwo stwarzać w liczbie nieograniczonej względem wszelkich możliwych klas, chociażby wytworzonych najzupełniej przypadkowo, na chybił trafił.
Np. o klasach: „cygara wagi 10 gramów”, „psy o długich ogonach i krótkich szyjach” itp. dałoby się wypowiedzieć tak wielkie ilości podobnych „prawd”, wytworzyć tak obszerne teorie, że wykład ich mógłby wypełnić wiele grubych tomów. W stosunku do „cygar wagi 10 gramów” można twierdzić, że będąc wprawione w ruch, dążą do zachowania ruchu w tymże kierunku i z jednostajną szybkością (bezwładność), że podlegają przyciąganiu ziemi, spadają (dążą do spadania, jeżeli nie ma tarcia powietrza lub innych komplikacji) według pewnych określonych praw, że ulegają rozszerzeniu od ciepła itd., itd. (patrz treść mechaniki i fizyki w ogóle); można dalej wypowiedzieć mnóstwo twierdzeń prawdziwych o ich składzie chemicznym i odpowiednich właściwościach chemicznych (np. palności, częściowej niepalności itp.), wspólnych im ze względu na wspólnie posiadane elementy składowe (np. węgiel); z powodu ich poszczególnych elementów składowych (w tej liczbie np. nikotyny) można wypowiedzieć poza tym niemało twierdzeń o wpływie ich palenia lub wprowadzania do żołądka przez spożycie, na organizm zwierzęcy lub specjalnie ludzki; następne tomy naszej wyobrażanej „nauki o cygarach wagi 10 gramów” można by zapełnić prawdami charakteru biologicznego ze względu na budowę komórkową liści tytoniowych, których zwitki stanowią cygara; dalej prawdami o charakterze botanicznym, przede wszystkim takimi, którymi się interesują specjaliści ogólnej anatomii roślin itp., następnie takimi, które interesują badaczy działów specjalnych królestwa roślinnego, a na każde stadium, zbliżające nas od bardzo szerokiej klasy „rośliny” do wąskiej stosunkowo klasy „tytoń” można by poświęcić po jednym tomie. Lecz to bynajmniej nie wyczerpuje jeszcze treści możliwej nauki o „cygarach wagi 10 gramów”. Albowiem o tej klasie można by ustalić jeszcze wiele prawd, należących ze względu na swój charakter i kierunek do różnych nauk społecznych, np. do ekonomii politycznej; można by ustalić, że cena rynkowa „cygar wagi 10 gramów” pozostaje w określonej zależności od podaży i popytu, od płacy roboczej, od renty, procentu od kapitału itd., itd. Nawet prawnicy, po stwierdzeniu, że „cygara wagi 10 gramów” należą do „rzeczy ruchomych”, do „rzeczy zamiennych” itp., potrafiliby wzbogacić naszą „naukę” niejedną prawdą. Tego samego rodzaju obszerne „nauki” dałyby się stworzyć o „psach o długich ogonach i krótkich szyjach”, 0 „żołnierzykach ołowianych” itp.
Lecz podobne „nauki” stanowiłyby parodię nauki i wzór naoczny, jak nie należy tworzyć teorii; byłyby ilustracją błędów i uchybień, których należy starannie unikać przy budowaniu teorii naukowych. Nie- naukowość takich teorii, ich kalectwo naukowe polegałoby na ich nieadekwatności, czyli na tym, że to, co się w nich wypowiada (orzeczenia logiczne), byłoby odniesione do klas niewłaściwych, zakreślonych zbyt wąsko, gdy tymczasem orzeczenia te są prawdziwe, lecz powinny być odniesione do klas o szerszym zakresie, np. twierdzenia o bezwładności, o ciążeniu itp. byłyby wypowiedziane tylko o cygarach, a w dodatku jeszcze tylko o cygarach ważących po 10 g r a m ów , albo o psach mających długie ogony i krótkie szyje, gdy w rzeczywistości stosują się do wszystkich ciał fizycznych, a więc do klasy znacznie szerszej.
Teorie takie nie dają istotnego poznania naukowego, a nawet zasłaniają przed nami istotę rzeczy. Mogą wprowadzić w błąd, nasuwając błędne przypuszczenie, że cechy przyznane przedmiotom danej klasy stanowią ich właściwość specyficzną, i wywołując błędne również przekonanie, że istnieje jakiś związek między tym, co się przyznaje przedmiotom posiadającym pewną cechę a samą tą cechą.
Zapewne, takie twierdzenia jak: „cygara wagi 10 gramów podlegają przyciąganiu ziemi”, „ludzie małego wzrostu nie mogą żyć bez powietrza” — mogłyby z trudnością nasunąć komuś błędne przypuszczenie, jakoby inne cygara i inne w ogóle przedmioty materialne przyciąganiu nie podlegały, jakoby potrzeba powietrza dla utrzymania życia zależała od wzrostu człowieka itp. — gdyż wiadomo powszechnie, że tak nie jest; nieszkodliwe są też inne błędy logiczne, jeżeli są oczywiste, jeżeli np. wiemy dobrze, że prawdziwą jest teza przeciwna. Lecz w wypadkach, gdy sprawa omawiana nie jest dostatecznie znana, podobne teorie z niewłaściwie dobraną klasą mogą bardzo łatwo wywołać błędy dopiero co wspomniane i sprawiać wielką szkodę.
Jakkolwiek bądź za teorie naukowe całkowicie poprawne, doskonałe można uznać tylko takie, w których to, co się wypowiada, zostało odniesione do klasy właściwej, mianowicie do klasy tak szerokiej, aby odpowiadać istocie rzeczy ze względu na treść i uzasadnienie orzeczenia.
Innymi słowy, tworzenie teorii naukowych powinno być oparte na tej podstawowej zasadzie metodologicznej, że należy dbać o adekwatność teorii, to znaczy o odniesienie tego, co się wypowiada, do właściwych, dostatecznie szerokich klas przedmiotów.
Teorie, naruszające zasadę klasy dostatecznie szerokiej, tj. teorie, których orzeczenia odniesione są do zbyt wąsko zakreślonych kręgów przedmiotów, będziemy nazywali teoriami kulawymi (nasuwają one nieestetyczny obraz przedmiotów wielkich i ciężkich, opartych na niedostatecznych pod względem rozmiaru lub ilości podstawach — podmiotach).
Grunt podatny do powstawania i mnożenia się sądów kulawych oraz całych mniej lub więcej obszernych nauk obarczonych tą wadą stanowią, między innymi, te dziedziny twórczości teoretycznej, gdzie praca naukowa ulega wpływom ustalonej terminologii zawodowej lub innych nawyknień językowych, które oznaczają jedną nazwą różne gatunki i odmiany wybrane z pewnej szerszej klasy rodzajowej, z wy-łączeniem innych gatunków i odmian tego samego rodzaju (z powodu mniejszej ich przydatności praktycznej lub tp.). Wspólne dla wszystkich takich przedmiotów o jednej nazwie jest to wszystko, co jest wspólne dla całej klasy rodzajowej, z której zostały wybrane owe gatunki i odmiany; lecz wszystkie sądy lub zbiory sądów, stwierdzające takie cechy wspólne, będą stanowiły z konieczności teorie kulawe, skoro nie są odniesione do klasy rodzajowej, jakby należało w myśl zasady właściwej klasy, lecz tylko do pewnej części tej klasy. Np. w stosunku do jarzyn w znaczeniu kulinarnym można niewątpliwie wypowiedzieć wiele twierdzeń treści botanicznej, które będą prawdziwe dla wszystkich odmian jarzyn, lecz twierdzenia te będą teoriami kulawymi: wszystko, co jest wspólne jarzynom, jest w rzeczywistości wspólne szerszej klasie przedmiotów. Taki sam charakter miałaby teoria zoologiczna „zwierzyny” w znaczeniu kulinarnym lub myśliwskim itp. Nawiasem mówiąc, teorie takie są nie tylko kulawe, lecz zarazem pozorne (ze stanowiska obiektywnego nie są wcale teoriami), gdyż poza kulawizną ujawniają jeszcze tę wadę, że stanowią sądy o klasach pozornych, które w rzeczywistości, ze stanowiska obiektywnych podobieństw i różnic między zjawiskami, wcale nie istnieją (wada ta jest zjawiskiem naturalnym we wszystkich dziedzinach nauki, gdzie panuje uleganie sugestii wyrazów).

*

Wynikiem rewizji i poprawienia teorii skaczączących ze stanowiska zasady klasy właściwej, nie za szerokiej, będzie niekiedy po prostu oczyszczenie nauki od błędnych teorii (por. wyżej str. 129 i n.), zwykle zaś zastąpienie twierdzeń błędnych przez skromniejsze, lecz całkowicie poprawne. W pewnych wypadkach dawna złożona teoria skacząca przetworzy się po takim poprawieniu w kilka teorii gatunkowych, podgatunkowych itp.; orzeczenia, odniesione przedtem błędnie do klasy rodzajowej A (lub do grupy mieszanej składników jakiejś klasy rodzajowej), będą odniesione, po dokonaniu podziału klasy A na klasy gatunkowe a i b, częściowo do a; częściowo do b, zamiast więc błędnej teorii A otrzymamy po-prawną teorię a + poprawną teorię b; niektóre tezy mogą się okazać skaczące nawet w stosunku do tych klas gatunkowych i staną się poprawne dopiero po odniesieniu ich do dalszych, pomniejszych poddziałów klasy rodzajowej; w ten sposób w zamian dawnej mieszaniny twierdzeń, skaczących w różnym stopniu, umieszczonej na jednym poziomie (odniesionej do jednej klasy istotnej lub pozornej, lecz za szerokiej), otrzymamy cały system teorii poprawnych, rozgałęziający się ku dołowi.
Odpowiednio do twierdzenia o potrzebie uzupełniającej teorii rodzajowej wobec danych nam kilku współrzędnych teorii gatunkowych, można tu w ogóle ustalić twierdzenie o potrzebie, obok teorii klasy rodzajowej, tylu podrzędnych jej teorii gatunkowych, ile dany rodzaj posiada gatunków, które mogą dać podstawę do odpowiednich teorii, wartościowych pod względem naukowym.
Jeżeli dana teoria złożona, cała dyscyplina teoretyczna, stanowi mieszaninę teorii skaczących i kulawych (czego, po uwzględnieniu łącznym wywodów ze str. 128 i 143, można się spodziewać a priori po dyscyplinie, mającej za przedmiot grupę eklektyczną i biorącej go za klasę istotną ze względu na wspólną nazwę), to poprawianie takiej nauki ze stanowiska za-sady klasy właściwej będzie polegało na konstruowaniu teorii zarówno w górę, jak w dół od danego poziomu, tj. na tworzeniu nowych teorii, częściowo wyższych, ogólniejszych, częściowo zaś niższych, szcze- gółowszych.
Obok połączenia w jednej teorii złożonej tez kulawych i skaczących, możliwe jest występowanie łączne obu wad w jednej i tej samej prostej teorii, w jednym i tym samym twierdzeniu o klasie.
Gdy np. mówi się coś o grupie mieszanej przedmiotów różnorodnych, oznaczanej jedną nazwą, to może się łatwo zdarzyć, że orzeczenie

1) jest prawdą w stosunku nie do wszystkich, lecz tylko niektórych elementów grupy (teoria skacząca i pozorna), a zarazem

2) jest prawdą nie tylko w stosunku do tych, lecz również w stosunku do innych przedmiotów, jednorodnych z nimi, ale nie włączonych do grupy, przypuśćmy, ze względów praktycznych (teoria kulawa i pozorna). Gdyby ktoś, darząc naiwnym zaufaniem terminy kulinarne „jarzyny” lub „zwierzyna”, zaczął pisać rozprawę pt. „Anatomia jarzyn” lub „Fizjologia zwierzyny”, to by stworzył zapewne niejeden przykład teorii, skaczących i kulawych zarazem.
Poprawiać takie teorie należy oczywiście ograniczając zakres niewłaściwych podmiotów teoretycznych w jednym kierunku i rozszerzając go w drugim. W tym celu należy utworzyć klasę wyższą, zawierającą w sobie wszystkie przedmioty, względem których dane orzeczenie jest prawdziwe, następnie zaś podzielić tę klasę na gatunki (w razie potrzeby dalej na podgatunki itd.), aby znaleźć klasę, obejmującą wszystkie, a zarazem tylko te przedmioty, względem których orzeczenie jest prawdą.
Aby w całości przedstawić nasz zarys patologii twierdzeń i nauk teoretycznych oraz klasyfikacji teorii wadliwych, wypada wymienić w końcu także teorie, w których to, co się wypowiada w stosunku do jakiejś klasy istotnej lub pozornej, jest błędne w całym zakresie, fałszywe w stosunku do całej klasy, będącej podmiotem.
Teorie takie możemy nazwać absolutnie wadliwymi — dla odróżnienia od teorii kulawych i skaczących, które można połączyć we wspólną klasę teorii o niewłaściwym zakresie podmiotów pod wspólną nazwą teorii względnie wadliwych.
Teorie absolutnie wadliwe zdarzają się nie tylko w dziedzinie myślenia potocznego (zwłaszcza u ludzi ciemnych i niewykształconych, np. teoria, w myśl której ludzie po śmierci potrzebują w dalszym ciągu pożywienia, napojów, żon, niewolników, broni, mszczą się’ za naruszenie swych praw itp., co tłumaczy nam wiele bardzo okrutnych nieraz zwyczajów u różnych narodów mniej oświeconych, jak palenie lub grzebanie żon, niewolników, koni i różnych przedmiotów wraz z ciałem ich pana); można je napotkać także w dziedzinie nauki.
Ale rola i znaczenie takich teorii w nauce, jak również źródła ich pochodzenia są inne niż teorii względnie wadliwych.
Nauka teoretyczna w znaczeniu ogólnym, a w szczególności obszerna jej gałąź, nosząca miano nauk humanistycznych i społecznych, roi się wprost od teorii względnie wadliwych; wady kulawizny i skakania grają w nauce rolę poważną (negatywnie) i wymagają wobec tego jak najdokładniejszej analizy metodologicznej ich przyczyn, środków leczniczych i zapobiegawczych itd. Przeciwnie, absolutna wadliwość teorii stanowi zjawisko rzadkie nie tylko w nauce w ogóle, lecz nawet w jej gałęzi szczególnie (jak dotąd) upośledzonej — w naukach społecznych, nie jest bądź co bądź objawem powszechnym i epidemicznym, jak wady kulawizny i skakania, lecz tylko sporadycznym, a w większości nauk bodaj zupełnie wyjątkowym lub nawet niebywałym.
Ta różnica w stopniu rozpowszechnienia obu typów wad naukowych związana jest z różnicą źródeł ich pochodzenia.
Aby tworzyć teorie, posiadające poprawne pojęcia klasowe, trzeba sobie uświadamiać jasno i całkowicie, na czym polega zadanie tworzenia takich pojęć i jakie są sprawdziany poprawnego rozwiązywania tych zadań, oraz trzeba stosować tę wiedzę metodycznie w pracy konkretnej. Lecz tych warunków koniecznych do tworzenia teorii całkowicie poprawnych dzisiejsza nauka nie posiada; przeciwnie, co do istoty procesu tworzenia pojęć panują w niej błędy szkodliwe, a w dziedzinie faktycznego tworzenia pojęć klasowych panują w kołach naukowych takie przyzwyczajenia, które się wręcz przyczyniają do mnożenia się i rozkwitu teorii kulawych i skaczących.
Aby uniknąć natomiast teorii absolutnie wadliwych, nie ma potrzeby tworzyć całkowicie poprawnych klas i pojęć klasowych i rozumieć tego wszystkiego, co jest do tego wymagane, lecz wystarczy, mówiąc ogólnie, nie stwierdzać rzeczy, których nie ma, opierać się na faktach, na doświadczeniu i obserwacji, i wstrzymywać się od dowolnych fantazji i fikcji.
Ponieważ przedstawiciele nauki, szczególnie w dobie obecnej, nie są na ogół skłonni do nierozważnego zmyślania i bezpodstawnych fantazji i wykazują raczej dążności wprost przeciwne, więc teorie absolutnie wadliwe mogą znajdować teren podatny do mnożenia się i panowania w różnych środowiskach, a zwłaszcza bardziej nieoświeconych i przesądnych, lecz bynajmniej go nie znajdują w nauce.
Jedynie w drodze wyjątku, jeżeli się wytworzy zbieg okoliczności szczególnie niepomyślny dla danej gałęzi nauki, albo jeżeli w danej dziedzinie działają jakieś specjalne czynniki, które systematycznie zakłócają widzenie, wytwarzają i utrzymują uporczywie pewne złudzenia optyczne — w znaczeniu właściwym lub przenośnym — wówczas zdarzyć się może także w nauce, że w pewnej specjalnej dziedzinie nagromadzi się szereg teorii absolutnie fałszywych. W takiej wyjątkowo niepomyślnej sytuacji znajduje się właśnie nauka o prawie. O sytuacji tej oraz o metodach, jakie należy stosować do badania konkretnych zjawisk prawnych, aby uniknąć konstrukcji fantastycznych, fikcji itp. i oprzeć naszą naukę na gruncie faktów i należytego ich badania za pomocą obserwacji

i eksperymentu, była już mowa wyżej (§§ 2 i 3). W dalszych naszych rozważaniach nad zagadnieniem tworzenia pojęć klasowych i teorii naukowych, a w ich liczbie pojęcia i teorii prawa, będziemy wychodzili z założenia, że w charakterze podstawy i materiału do tworzenia pojęć i teorii ogólnych dana nam jest znajomość, lub w każdym razie możliwość poznania przez obserwację zwykłą lub eksperymentalną, zjawisk konkretnych, faktów w ścisłym znaczeniu, nie zaś uznanie za istniejące różnych przedmiotów i zjawisk nieistniejących (np. swoistej woli lub duszy skarbu państwa, państwa itp.).
Rozważania powyższe na temat pojęcia teorii adekwatnych możemy streścić jak następuje.
Teorie adekwatne są to teorie, które (nie będąc oczywiście absolutnie wadliwymi) wolne są całkowicie zarówno od wady kulawizny, jak od wady skakania, inaczej mówiąc teorie, w których, to co się wypowiada (lub myśli), odniesione jest do klasy ani za wąskiej, ani też za szerokiej, lecz właśnie odpowiedniej, tj. do klasy obejmującej zakres, względem którego orzeczenie teoretyczne jest obiektywnie poprawne.
Tylko teorie adekwatne i wszystkie teorie adekwatne są teoriami całkowicie poprawnymi, doskonałymi: adekwatność stanowi sprawdzian konieczny i dostateczny poprawności teorii.
W dziedzinie krytyki teorii istniejących i budowania nowych należy się kierować jako zasadą metodologiczną ogólną i podstawową, jako najwyższym prawem myślenia teoretycznego — żądaniem, aby teorie nasze były adekwatne .
Zasada ta stanowi nie tylko sprawdzian poprawności poszczególnych teorii, ich treści i zakresu, i wykładnik tego, do czego powinniśmy dążyć i czego unikać, aby teorie nasze były całkowicie poprawne pod względem treści i zakresu, lecz zawiera w sobie zarazem najwyższą zasadę kierowniczą poprawnej systematyzacji wiedzy teoretycznej.
Nauka jest to wiedza i myślenie systematyczne. Powinna być nie bezładną mieszaniną wiadomości różnorodnych bez świadomości ich związku i zależności. lecz przeciwnie, systemem, łączącym tezy jednorodne, oddzielającym różnorodne i układającym poszczególne grupy tez jednogatunkowych stosownie do ich związku i zależności wzajemnej, do ich stosunków podporządkowania i współrzędności.
I oto zasada adekwatności teorii zawiera w sobie zarazem najwyższe wskazanie kierownicze do właściwego uporządkowania wiedzy teoretycznej.
Gdy niezachowanie zasady adekwatności teorii prowadzi, jak widać z wywodów poprzednich, do mieszania tez różnego rzędu, zastosowanie tej zasady (oraz płynących z niej konsekwencji, jak twierdzenie o n + 1 teoriach wobec n klas przedmiotów itp.), pociąga za sobą z konieczności odniesienie każdej tezy teoretycznej do właściwej klasy i rozmieszczenie poszczególnych teorii we właściwym porządku, podług stosunków hierarchicznych nadrzędności, podrzędności lub współrzędności (por. wyżej str. 147 i n.).
Jednocześnie zastosowanie zasady adekwatności teorii prowadzi zarówno do oczyszczenia systemu wiedzy teoretycznej od tez zbytecznych, pleonazmów teoretycznych (por. wyżej str. 129 i n„ 147), jak do osiągnięcia należytej całkowitości systemu nauk teoretycznych, do ujawnienia i usunięcia w tym systemie luk, polegających na braku niezbędnych dyscyplin lub na braku niezbędnych gałęzi (teorii klas gatunkowych, podgatunkowych itp.) w dyscyplinach istniejących (str. 132 i n., 147 i n.).
W tejże zasadzie metodologicznej, prostej i łatwo zrozumiałej, lecz bardzo ważnej — w zasadzie adekwatności teorii, zawarta jest także poszukiwana przez nas dyrektywa, niezbędna do poprawnego i świadomie metodycznego tworzenia klas i pojęć klasowych w dziedzinie nauki teoretycznej.

Mianowicie z tej naczelnej zasady myślenia teoretycznego wypływają dla metodologii tworzenia pojęć klasowych w naukach teoretycznych tezy następujące.
1. W granicach każdej określonej teorii (czy to będzie pojedyncza teza teoretyczna, czy pewien ich całokształt, np. cała samodzielna nauka) zadanie tworzenia należytych pojęć klasowych nie polega bynajmniej na określeniu zakresu, do którego bywa stosowana pewna nazwa ogólna, np. wyraz „prawo”, „moralność”, „gospodarstwo”, lecz na określeniu takich klas przedmiotów, aby przy odniesieniu do nich odpowiednich twierdzeń lub ich zbiorów powstały teorie nie skaczące i nie kulawe, lecz całkowicie adekwatne.
Klasy takie możemy nazwać klasami adekwatnymi i stwierdzić wobec tego, że w granicach określonych dziedzin wiedzy teoretycznej zadanie tworzenia naukowych pojęć klasowych sprowadza się do znalezienia i określenia klas, które by były adekwatne w stosunku do tych dziedzin.
Usprawiedliwić i uzasadnić naukowo pewne centralne dla całej nauki lub jej gałęzi pojęcia klasowe, istniejące już przedtem bez świadomego uzasadnienia naukowego lub tworzone na nowo, można i należy bynajmniej nie przez udowodnienie, że wszystko, co się nazywa w pewien sposób, np. prawem lub gospodarstwem, posiada pewne cechy, lecz przez wykazanie, że ustalona przez wskazanie pewnych cech klasowych klasa stanowi właśnie klasę adekwatną w stosunku do tej nauki lub tej jej części, o której mowa.
Argumentami naukowymi przeciwko pojęciom, istniejącym przedtem lub wysuwanym przez kogoś dla pewnej dziedziny teoretycznej, mogą i powinny być dowody, że pojęcia te są nieadekwatne w stosunku do danej dyscypliny lub danej jej gałęzi, bynajmniej zaś nie wskazywanie na to, że proponowane pojęcie niezgodne jest z tą czy inną terminologią [Dlatego też np. wspomnianą wyżej (str. 87 uw.) rewolucją w teorii państwa, której dokonali Laband i inni przez wykazanie, że nazwa Staat stosuje się do stanów Ameryki Północnej itp., uznać należy za urojoną, naukowo nie uzasadnioną i opartą wyłącznie na nieporozumieniu].
2. Jeżeli się ma na myśli nie określone nauki teoretyczne, lecz tworzenie pojęć, wartościowych dla poznania teoretycznego w znaczeniu ogólnym, to z tego stanowiska stwierdzić należy, że sprawdzianem wartości naukowej teoretycznych pojęć klasowych jest zdatność ich do oparcia na nich teorii adekwatnych, tj. adekwatność ich względem jakichś orzeczeń teoretycznych.
Widać stąd, że chcąc uzasadnić naukowo teoretyczne pojęcia klasowe, należy przedstawić teorie, których podmiotami są dane pojęcia, oraz udowodnić, że teorie te są adekwatne (nie zaś udowadniać, że coś, co się w pewien sposób nazywa, posiada te a te cechy itd.).
Procedura tworzenia i uzasadniania naukowego klas teoretycznych i pojęć klasowych, jak widać z wywodów poprzednich, może być dwojaka.
1. Albo bierzemy za punkt wyjścia jakąkolwiek istniejącą teorię (czy to poszczególne tezy teoretyczne, czy też ich zbiór, np. całą naukę teoretyczną) i podług treści orzeczeń teoretycznych określamy adekwatny podmiot klasowy, np. dochodzimy do wniosku, że istniejące tezy, wypowiadane o pewnej grupie przedmiotów, stanowią teorie nie adekwatne, lecz kulawe lub skaczące, istotne lub pozorne, a gdy się zastąpi tę grupę przedmiotów przez pewną określoną klasę, to się otrzyma poprawną teorię adekwatną.
2. Albo też tworzymy (na razie choćby na chybił trafił — por. wyżej str. 120—121) jakiekolwiek pojęcie klasowe, następnie zaś budujemy i uzasadniamy z powodzeniem tezy teoretyczne adekwatne względem tej klasy i dostarczamy przez to pojęciu i klasie legitymacji naukowej.
Istotna treść całej wyłożonej tu nauki o tworzeniu pojęć klasowych i klas da się zamknąć w następujących dwóch tezach podstawowych.
1. Do tworzenia pojęć klasowych i klas zbyteczne jest w ogóle to wszystko, czego się przy tym wymaga tradycyjnie, wystarcza zaś sformować jakąkolwiek myśl, jakąkolwiek ideę według schematu: przedmioty mające cechę a (jaka jest treść cechy a i skąd komuś przyszła na myśl, to jest zupełnie obojętne).
2. Do dostarczenia teoretycznej legitymacji naukowej pojęciom i klasom w ten sposób utworzonym należy jeszcze, mówiąc schematycznie, dowieść, że wszystkiemu, co posiada cechę a, właściwa jest jeszcze dalsza cecha b lub dalsze cechy b, c, d itd.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s