Człowiek, który ugryzł psa

Posted: Lipiec 5, 2014 in Manipulacje, Świadomość
Tagi: , , , , ,

Coś na temat statystyk i drażnienia czułych punktów z książki :Wirus umysłu”

 

CZŁOWIEK, KTÓRY UGRYZŁ PSA
Funkcjonuje takie stare powiedzenie dziennikarzy: jeśli pies pogryzie człowieka, nie ma żadnej sensacji, ale jeśli człowiek ugryzie psa – to dopiero jest wiadomość! Wszyscy wiedzą, że psy gryzą ludzi. Opis kolejnego przypadku nikogo nie interesuje. Jednak kiedy dzieje się coś niezwykłego albo paradoksalnego, wszyscy chcą się o tym dowiedzieć.
Dochodzimy więc do kolejnej skłonności dziennikarzy – umiłowania spaw niezwykłych i nieoczekiwanych. Nic bardziej naturalnego: ludzie lubią słuchać o takich rzeczach. Media mają moc nagłaśniania podobnych wydarzeń, co powoduje, że przedstawiany przez nie obraz zniekształca rzeczywistość. Z telewizji niewiele dowiadujemy się o przyziemnych, zwyczajnych sprawach. To, co widzimy – przestępstwa, katastrofy i nadludzkie wyczyny sportowców – jest światem oderwanym od codziennej rzeczywistości.
Szkopuł w tym, że zniekształcony obraz świata utrudnia życie.
W roku 1992 w Stanach Zjednoczonych 37 776 ludzi zginęło od postrzału, a 40 982 osoby straciły życie w wypadkach samochodowych.5 Wystarczy rzucić okiem na gazetę, by zorientować się, że kwestii broni palnej poświęca się dużo więcej miejsca niż niebezpieczeństwom związanym z transportem samochodowym – mimo że prawie połowa zgonów od kuli to samobójstwa. Nie chcę przez to powiedzieć, że niepotrzebnie tyle się mówi o pistoletach i rewolwerach – w końcu jest to względnie nowy i coraz większy problem, podczas gdy do zagrożeń komunikacyjnych zdążyliśmy już przywyknąć – a tylko to, że nierealnie oceniamy grożące niebezpieczeństwo.
Nietrudno obliczyć, że prawdopodobieństwo tego, iż statystyczny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych zginie w wypadku samochodowym, wynosiło w omawianym roku 1 : 6 224, natomiast dla zgonów spowodowanych użyciem broni palnej (z wyłączeniem samobójstw) było ponad dwa razy mniejsze -1 : 13 005. Jeśli nie należysz do grupy ryzyka, a więc nie jesteś przestępcą ani policjantem, prawdopodobieństwo zmniejsza się jeszcze bardziej. A czego ludzie bardziej się boją: pistoletów czy samochodów?
Większość bardziej obawia się broni palnej. Jedną z przyczyn tego zjawiska jest zapewne odwrócenie przez media proporcji zagrożeń. Wykrzywiony obraz powoduje, że opinia publiczna domaga się od polityków zdecydowanego działania; uzyskuje jedynie to, że politycy licytują się w propozycjach niezbyt udanych rozwiązań.
Spróbujmy uzmysłowić sobie, co to właściwie znaczy, że prawdopodobieństwo czyjejś śmierci wynosi 1 : 6 500 albo 1:13 000. Przypuśćmy, że jesteś jednym z 650 mieszkańców wysepki na południowym Pacyfiku. Zarabiasz na życie łowieniem ryb w lazurowych wodach, otaczających Twoją cudowną krainę. Mniam, mniam, pyszne rybki! Niestety, raz na dziesięć lat zbłąkany rekin przepływa obok wyspy i zjada rybaka – i tak właśnie wygląda prawdopodobieństwo, że pożre Cię rekin. Mniej więcej takie samo było prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym w 1992 roku.
Raz na dwadzieścia lat dwóch mieszkańców Twojej wyspy wdaje się w sprzeczkę z powodu ryby, a może kobiety, i jeden z nich przeszywa drugiego włócznią. Mniej więcej tak samo kształtuje się prawdopodobieństwo gwałtownej śmierci z użyciem broni, wynoszące w 1992 roku w Stanach Zjednoczonych 1 : 13 000.
Źródło: „Advance Report of Finał Mortality Statistics, 1992″ w Monthly Vital Statistics Report, Tom 43, Nr 6, suplement, z 22 marca 1995; wydanie poprawione, nakładem Ministerstwa Zdrowia Stanów Zjednoczonych (Państwowa Służba Zdrowia, Ośrodek Zwalczania i Profilaktyki Chorób oraz Narodowy Ośrodek Statystyki Medycznej).

To doprawdy smutne wydarzenia, o których mówi się na wyspie przez kilka dni, ale nie są one życiowym problemem większości mieszkańców. Zdarzają się, odchodzą w przeszłość, życie zaś toczy się dalej.
Ale teraz wyobraź sobie, że jest 392 000 takich wysp jak Twoja, połączonych siecią telewizyjną WKI (Wyspiarski Kanał Informacyjny). Razem na wszystkich wyspach mieszkałoby około 254 milionów osób, czyli mniej więcej tyle, ilu mieszkańców mają obecnie Stany Zjednoczone. I oto co wieczór WKI podaje, że tego dnia 107 osób zostało pożartych przez rekiny, 54 osoby natomiast zginęły od ciosu włóczni. Pojawienie się telewizji zmieniło niespodziewanie obraz świata: życie przestaje być sielanką przerywaną raz na kilka lat sporadyczną tragedią – staje się pełnym strachu, morderstw i przemocy koszmarem.
Interesujące, prawda? Wystarczyło wprowadzić telewizję, żeby zmienić wyobrażenie ludzi o własnym świecie, w którym nie przybyło przecież reki¬nów ani zabójców. Co się stało?
To wszystko wina wiadomości telewizyjnych, nowego, doskonałego ośrodka szerzenia się memów drażniących czuły punkt niebezpieczeństwa.
Nasze wyczulenie na memy związane z niebezpieczeństwem powstało w czasach, kiedy nikomu nie śniło się jeszcze o telewizji: im szybciej reagowaliśmy na zagrożenie, tym większe mieliśmy szansę przeżycia i rozmnożenia się.
Nawyk oglądania telewizji, która tylko napędza strachu przed czającym się wszędzie niebezpieczeństwem, niczemu nie służy i nie ułatwia życia. Oglądanie telewizji jest nałogiem, z którym trudno zerwać, ponieważ niebezpieczeństwa, jakie widzimy, naprawdę pobudzają czułe punkty i przyciągają uwagę. Odstawienie narkotyku wymaga wiele hartu ducha.
Powróćmy na nasze szczęśliwe niegdyś wyspy. Otóż ludzie doszli do wniosku, że rząd powinien coś zrobić z nowym powszechnym „zagrożeniem”. Wskutek tego politycy zaczęli rozprawiać o potrzebie wprowadzenia pięciodniowego okresu oczekiwania na zakup włóczni, a przedsiębiorcy zabrali się do sponsorowania programów informujących o zaletach środków odstraszających rekiny. Jednak najgorsze było to, że ludzie przestali cieszyć się życiem jak dawniej. Ogarnął ich lęk, wywołany przez nic innego, jak tylko wiadomości telewizyjne.
Czy musiało do tego dojść? Co by się stało, gdyby producenci pierwszych programów informacyjnych postanowili nadawać pozytywne i krzepiące wieści zamiast niepomyślnych i strasznych informacji?

Po pierwsze, żeby utrzymać się na powierzchni, media muszą rozpowszechniać to, co budzi zainteresowanie, czyli drażni czułe punkty. Tak się złożyło, że jesteśmy wyczuleni na takie memy, jak niebezpieczeństwo, kryzys, udadzą, terytorium i tak dalej. Nic na to nie poradzimy.
Media mają tylko jeden sposób przetrwania: muszą odwoływać się do spraw, na które jesteśmy wyczuleni.
Załóżmy, że na wyspach powstanie konkurencyjna sieć telewizyjna, TWS (Telewizja Wiecznej Szczęśliwości), pokazująca zachody słońca, zadowolonych ludzi i palmy kołyszące się na wietrze. Po pewnym czasie kierownictwo przeprowadza ankietę i dowiaduje się, że pewne programy są częściej oglądane od innych. Ponieważ szefowie TWS nadal odżegnują się od tematu niebezpieczeństwa, szukają innych możliwości wzbudzenia zainteresowania publiczności. Znajdują je, dajmy na to, w dziedzinach jedzenia i seksu. Nie trzeba długo czekać, by nowy program TWS, Gotuj z nami, wyspiarzami osiągnął taką samą popularność jak konkurencyjny cykl pt. Co piszczy w paszczy rekina. Innym pomysłem TWS mógłby być konkurs piękności; nowo wybrana Miss Archipelagu z pewnością odbierze oglądającym program mężczyznom ochotę na własne żony.
Jeśli TWS udało się odebrać część publiczności stacji WKI, dlaczego nie miałaby się pojawić trzecia sieć telewizyjna, nadająca programy zwracające uwagę na sprawy jedzenia, seksu oraz niebezpieczeństwa. Po pewnym czasie najwyższe notowania zaczęłyby osiągać tasiemcowe seriale i filmy typu Wojna wulkanicznych amazonek, które i tym razem skupiłyby na sobie uwagę, odbierając spokój ducha i zniekształcając świat.
Znasz chyba ludzi, którzy są chorzy, jeśli nie obejrzą wieczornych wiadomości albo innych interesujących programów. Telewizja to narkotyk, który wciąga, niewiele dając w zamian.
Lepiej zrobisz, jeśli wyłączysz odbiornik.

 

Poniżej pewne statystyki z Polski:

Według danych, które oszacował Instytut Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, każdego roku z powodu błędów lekarskich umiera od 7 do 23 tys. osób – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Najczęstsze pomyłki lekarzy to zabieg na niewłaściwym pacjencie, operacja narządu po odwrotnej stronie, pozostawione ciało obce, oparzenia sprzętem lub środkami chemicznymi.

Od 2011 r., kiedy znowelizowano ustawę o prawach pacjenta, do komisji wojewódzkich, sądów i izb lekarskich trafia coraz więcej skarg od poszkodowanych. W tym roku już 64 tys. osób podejrzewa, że złamano ich prawa jako pacjentów. Co najmniej 2,5 tys. pacjentów twierdzi, że padło ofiarą lekarzy

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Bledy-lekarzy-kosztuja-zycie-do-23-tys-Polakow-rocznie,wid,16028056,wiadomosc.html?ticaid=11307f

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s